Read here

Tajemnice życia i śmierci

Stanisław Antoni Wotowski · 1924 · Free in the US

15,744 words · about 1 h 6 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1924 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Tajemnice_życia_i_śmierci&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Stanisław Antoni Wotowski
Language
Polish
Published
1924
Length
15,744 words · about 1 h 6 min
Sections
11 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (11)
  1. Front matter under 1 min
  2. całość about 33 min
  3. Wstęp about 1 min
  4. Rozdział I about 5 min
  5. Rozdział II about 6 min
  6. Rozdział III about 4 min
  7. Rozdział IV about 6 min
  8. Rozdział V about 5 min
  9. Rozdział VI about 4 min
  10. Rozdział VII about 3 min
  11. Źródła under 1 min

Continue:

Front matter

BIBLJOTEKA WIEDZY TAJEMNEJ

E

ŻYCIA I ŚMIERCI

całość

BIBLJOTEKA WIEDZY TAJEMNEJ

E

ŻYCIA I ŚMIERCI

Druk. „GLORIA“ Warszawa, Solna 9.

'

Wszyscy błądzimy w ciemnościach! I do tej pory nierozwiązanemi pozostały zagadki najbardziej ludzkość dręczące — mianowicie zagadnienia istoty życia ludzkiego oraz tego, co z człowiekiem po śmierci się staje. Rozwiązania tych zagadnień, tajemnic życia i śmierci — niejednokrotnie usiłowano dokonać. Cała wiedza tajemna szła w kierunku zbadania czem istotnie jest nasz żywot doczesny, czy tajniki takie jak starość i śmierć są koniecznością na którą rady niema, czy też istnieją skryte jakieś dotychczas siły i środki dzięki którym, człowiek mógł by stać się władcą tego co zwiemy „prawami natury.” I w dobie naszej wysiłki te trwają. Dość będzie wspomnieć tu czy o metodzie odmładzania za pomocą przeszczepień dr Steinacha czy też o metodzie walki z chorobami i śmiercią dr. Cué. Lecz o ile obecne badania idą w ściśle naukowym kierunku, o tyle dociekania okultystów polegały na tem, iż twierdzili oni, że istnieje wiedza tajemna, dostępna bardzo niewielu, kto zaś ją posiąść potrafi jednocześnie zdobędzie wieczną młodość, bogactwo i nieśmiertelność. To też raz po raz w przeróżnych wiekach i czasach ukazywały się różne tajemnicze jednostki głoszące, iż one właśnie, posiadły arkana owej tyle osławionej mądrości i, że dzięki nim, są panami wszelkich zagadnień. Głosili oni o sobie, że są magami, istotami wyższemi od zwykłych śmiertelników — świat zaś zwykle chrzcił ich imieniem szarlatanów. Tym to właśnie magom głoszącym, iż posiedli niezbadane tajniki życia i śmierci, niniejszą książeczką poświęcam.

Część niniejszego dziełka była wygłoszoną przez autora w formie odczytu p. t. „Nauki tajemne a szarlatani“ w sali Muzeum i Rolnictwa dn. 29 września 1923 r.

ROZDZIAŁ I.

Pojęcie nauk tajemnych. Wtajemniczeni. Poszukiwania kamienia filozoficznego.

Co znaczy słowo: „nauki tajemne”? Dążenie do poznania tego wszystkiego co ukrywa się za tajemnicą życia pozagrobowego, dążenie do uchylenia rąbka zasłony z zagadek życia i śmierci, chęć zbadania niezbadanych tajników — wytworzyło nauki tajemnej. Słowo „nauka tajemna” zgoła dawniej inne miało znaczenie. Tajemną była wszelka nauka w starożytności, gdyż kapłani dzięki swej wiedzy panując nad tłumami, zazdrośnie swe wiadomości chronili przed profanami. Tak postępowali chaldejscy, asyryjscy, egipscy kapłani. Tajemną również była nauka w średniowieczu, gdyż wszelkie nowych prawd badanie poczytywano za herezyę, ludzi zaś oddających się studyom, uważano za pachołków szatana, którzy winni być karani śmiercią, winni zostać spaleni na stosie. W dobie dzisiejszej badanie wszystkiego nadprzyrodzonego określane jest również jako nauka tajemna — sciencia oculta — okultyzm. Nazwa ta, która w gruncie rzeczy żadną nazwą nie jest, ukrywa poza sobą następujące: na początku stworzenia świata, człowiek stał blizko Boga, spoglądał mu niemal twarzą w twarz. Od Najwyższego Stwórcy brał nauki i wskazania — wiedział co dalej z nim będzie. Wskazania te właśnie w następstwie zazdrośnie przechowywała sekta kapłańska. Drogą tradycyi ona nakazy Boga do człowieka, przekazywała je z pokolenia w pokolenie. Posiadali też kapłani starożytni sposoby leczenia, przepowiedni i mądrości boskiej — sposoby nam zwykłym niedostępne. Z biegiem czasu nauki te zostały zagubione. Mieli je przekazać kapłani czy to w egipskich i asyryjskich hieroglifach, czy też pozostały resztki tej mądrości boskiej w żydowskiej Kabale, czy też jak chcą najnowsze kierunki okultystyczne — przekazaną jest ona symbolicznie w kartach gry cygańskiej zwanej „Tarokiem“. A więc wiedza tajemna jest to właśnie ta wiedza, która rozwiera człowiekowi rzeczy będące dlań dręczącą zagadką — o to tylko chodzi, by tę posiąść, by zgłębić jej tajemnicę. Więc, powiadają dalej okultyści, istnieją wtajemniczeni inaczej adepci. Wtajemniczony, adept, jest to właśnie taki, który czy to trudem własnym, czy też będąc przez innych, wszystkie tajniki zbadał, który posiadł rozwiązanie, a dzięki temu daną mu jest moc rozkazywania siłom przyrody i duchom. Wiedza bowiem tajemna ma dać odpowiedź na te wszystkie rzeczy, które najbardziej dręczą człowieka — a więc ma dać środek na choroby, starość i śmierć. Wtajemniczony jest to taki, który nie podlega prawom natury, który mocen jest rozkazywać naturze, który nie jest jej sługą, lecz władcą. To też we wszystkich czasach i we wszystkich wiekach natykamy się na tajemnicze jednostki, głoszące o swym posłannictwie i swym wtajemniczeniu. W Erze Chrystusa pierwszym najwybitniejszym wtajemniczonym jest niezrównany Apolonius z Tyany. Apolonius z Tyany, żywot którego został opisany przez Filostrata, urodził się w 3 roku naszej Ery i żył 130 lat. Podróżował on po Wschodzie i tam posiadł wiadomości tajemne. Opowiadają o nim, iż mógł on przenosić się dowolnie z miejsca na miejsce, że mógł zamieniać się w ptaki i zwierzęta, przepowiadać przyszłość i rozmawiać ze zmarłemi. Opowiadają, że gdy został w Rzymie osadzony w ciemnicy i przybył doń sędzia, by przeczytać mu oskarżenie, pismo z aktu oskarżenia nagle znikło. Gdy następnie sędziowie poczęli badać Apoloniusa, utworzył się koło niego obłok, w którym on się skrył. Gdy w parę lat później za panowania cesarza Domicyana powtórnie zamknięto Apoloniusa w więzieniu i okuto w łańcuchy, nazajutrz w turmie znaleziono... tylko łańcuchy. Po śmierci Apoloniusa, uczniowie jego rozpuścili wieść, iż duchy uniosły go do nieba. Takie chodziły legendy o niezrównanym Apoloniusie z Tyany, jednym z ojców współczesnej okultystycznej, o tym posiadł rozwiązanie nierozwiązanych zagadek. Również w Wiekach Średnich najtęższe umysły głowy łamią nad nadprzyrodzonemi dociekaniami. Wystarczy, że wymienię tu Paracelsa, Alberta zwanego Wielkim, Flamela Corneliusa Agrippę. Nie brak i papieży zajmujących się naukami tajnemi, jako to, Sylwester II, Leon III i Honoryusz III. Nie brak i stowarzyszeń tajemnych. Tak Zakon Templaryuszy podczas swych wypraw krzyżowych zdobywa na Wschodzie ważne tajemnice. Oskarżeni o uprawianie nauk tajemnych i stosunki z szatanem giną oni wszyscy na stosie wraz ze swym Wielkim Mistrzem Jackiem Molay a Zakon zostaje przez Filipa Pięknego. Bezpośrednio tajemnice po nich ma przejąć tajemniczy Zakon Róży Krzyża, istniejący i po dziś dzień — z drugiej zaś strony za następców Templaryuszy uważają się masoni. Ta tylko zachodzi różnica że o ile Różokrzyżowcy przechowali się w dalszym ciągu, jako stowarzyszenie tajemne, jak sami się zwą „Zakon kabalistyczny, wielki depozytaryusz wiedzy hermetycznej“, o tyle masoni zagubili całkowicie przechowywane tradycye i przetworzyli się w Stowarzyszenie o tajemniczym rytuale, lecz zadaniach ściśle politycznych. Na czem polegają te tajemnice i na czem polega ich rozwiązanie? Polegają one na tem, co ludzi najwięcej interesuje, a ludzi najwięcej interesują problemy bogactwa, starości i śmierci. Gdyż kto posiadł bogactwo, będąc starym nie może go użyć, tem bardziej zaś użyć go nie może, gdy umrze. To też wszyscy wtajemniczeni głoszą, że posiedli zagadki życia i śmierci, że dzięki nim biedak stać się może bogaczem, a starzec młodzieńcem. Jakiż jest ten uniwersalny środek wynaleziony przez nich? — Środkiem tym ma być pierwotna substancya, inaczej, jak zwą to alchemicy, kamień filozoficzny. Kamień filozoficzny ma odpowiadać trzem warunkom: I. Ma zamieniać kruszce na złoto II. Ma być lekarstwem na choroby i śmierć a również środkiem odmładzającym t.j. przedłużać życie dowolnie III. Ma dawać możność porozumiewania się ze zmarłemi i duchami. Tak twierdzili alchemicy, że osobnik będący w posiadaniu kamienia filozoficznego, jeżeli zużyje choć najdrobniejszą jego cząsteczkę cieszyć się będzie wieczną młodością i zdrowiem a żyć będzie do czasu, póki życie samo mu się nie sprzykrzy. Za pomocą takiego kamienia w Wiekach Średnich mnich Fryderyk Gualdo miał żyć do 400 lat, a niejaki Atrefius w r. 1130 zapewniał, że żyje z górą 1000 lat. Również alchemik Trimozen przechwalał się, iż jest on w posiadaniu eliksiru życia, że żyć będzie dowolną ilość lat i że jest w stanie odmłodzić każdą 90-letnią staruszkę na 17-letnią pannę! Tyle nam podają o nich starożytni kronikarze; szkoda jednak, że nie podają nam jak długo w rzeczywistości żyli posiadacze owych niezrównanych eliksirów młodości. Obawiam się, że wówczas spotkałby nas może zawód i powtórzyła się historya ta sama, co ze słynnym Paracelsem. Jedyny niezrównany Filip Teofrast Bombast z Hohenheimu Paracelsus, żyjący w w. XVI, również twierdził, iż posiadł duch ożywczy ciała i że jest w stanie wytworzyć człowieka sposobem chemicznym (homunculusa). Niestety! zmarł ten dobroczyńca ludzkości w 48 roku życia, w szpitalu, „duch” zaś jego „ożywczy” znikł wraz z nim, jak wszystko znika wraz z człowiekiem. Jak łatwo się domyśleć — niema chyba dziedziny bardziej podatnej do oszustwa i szarlataneryi, niż właśnie dziedzina nauk tajemnych. To też raz po raz na powierzchni ukazują się jednostki, korzystające z naiwności i przesądów ludzkich. W wiekach Średnich i czasach Odrodzenia aż roi się od adeptów. Skoro wieść rozchodzi się o jakimś adepcie, możni na wyścigi starają się go ściągnąć, aby potem lub torturą tajemnicę zdobyć. Szarlatani skwapliwie korzystają z chciwości ludzkiej — lecz i ich los jest nie do pozazdroszczenia — najczęściej spotyka ich śmierć haniebna. Tak np. kardynał Richelieu kazał powiesić niejakiego Dubois — udającego przez czas dość długi adepta i twierdzącego, że może przerabiać metale na złoto. Sławny swego czasu hrabia Mamugna de Bragadino, po długim zawodzie pełnym , zawiódłszy nadzieje wielu książąt niemieckich, zbyt łatwowiernych, został powieszony w 1590 r. w Münichu. Ten sam los spotkał hr. Rugiero, bawarskiego feldmarszałka, pruskiego jenerała, który w 1709 r. w Berlinie z rozkazu króla powieszonym został.

ROZDZIAŁ II.

Rozwój nauk tajemnych w XVIII wieku. Duchanteau. Jak posiąść wieczną młodość. Niema śmierci. Hr. Saint Germain.

Specyalnie bogatym i obfitym w te tajemnicze osobistości jest wiek XVIII, wiek bodajże największego rozkwitu zamiłowania do nauk tajemnych, o ile nie brać pod uwagę, naszego XX w. — Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwnem. Wszak wiek XVIII jest wiekiem Voltair’a, Leibnitz’a, Diderot’a, wiekiem racjonalizmu, pozytywizmu i „czystego rozumu” — w gruncie rzeczy jednak dziwnego tu nic nie ma — wszystkie epoki o silnie pozytywistycznem zabarwieniu jednocześnie przez kontrast może, wykazują skłonność do mistycyzmu i nadprzyrodzoności — czego chyba najlepszym dowodem nasz wiek rozpasania realistycznego przy jednoczesnem zamiłowaniu do wiedzy hermetycznej. Jak powiedziałem więc, żaden wiek nie obfituje tyle w tajemnicze jednostki, co wiek XVIII. Na jego horyzoncie raz po raz ukazują się meteory, jak , , hr. St. Germain, Mesmer, Casanova, Cagliostro. Zaraz tu zrobić muszę jedno zastrzeżenie. Wszystkie te jednostki, są na tyle , że częstokroć ciężko jest odróżnić, gdzie kończy się dobra wola, a zaczyna szarlatanizm. Bo w XVIII stuleciu studyują nauki tajemne i to nie na żarty. Prawie każda loża masońska gwałtownie poszukuje kamienia filozoficznego. Przytoczę przykład. Istniał w Paryżu pewien adept, nazwiskiem Duchanteau, który ogłosił, że odnalazł sposób wytworzenia substancyi , czyli pierwiastku życia. Ponieważ średniowieczni alchemicy przekazali w swych księgach, że kamień filozoficzny może powstać jedynie wtedy, o ile materya, z którego ma być przygotowiony i naczynie, w którym ma być wygotowiony, mają tworzyć jedność, Duchanteau wynalazł następującą , którą wykonał w loży masońskiej Zjednoczonych Braci w Paryżu. Kazał się on zamknąć nago w pustym pokoju na dni 40. Nie przyjmował przez ten okres czasu żadnego jedzenia ani napoju, jedynem zaś jego pożywieniem miał być płyn, nieco dziwny... mianowicie uryna. I rzeczywiście doprowadził Duchanteau próbę swoją aż do 26 dnia. Co dziwniejsza, że przez 24 dni czuł się znakomicie, a siły jego duchowe zwiększały się, stawał się on wymowniejszym, dowcipniejszym, weselszym. Bracia strzegli go pilnie — płyn zaś, którym się odżywiał i który oddawał, stawał się ciemno-czerwony, gęsty i kleisty, o zapachu balsamicznym i nie wypełniał więcej niż pół filiżanki. W 24 dniu wywiązała się silna gorączka, wobec której Bracia zmusili Duchanteau do zaniechania swego eksperymentu. Kiedy Duchanteau w 26 dniu próby niemal siłą wyciągnięto z pokoju, zasiadł on wieczorem z Braćmi do kolacyi i zjadł sam jeden więcej niż 6 przytomnych osób. — Urynę, która wyglądała raczej na rodzaj kleiku czerwonawego, długo przechowywano w archiwach loży. Zaginęła ona wraz z aktami podczas Wielkiej Rewolucyi Francuskiej. Wkrótce po tem powtórzył Duchanteau próbę na własną rękę. Doprowadził jednak eksperyment powtórny jedynie do 17 dnia, kiedy siły opuściły go nagle, wywiązała się gorączka, na skutek której wkrótce zmarł, tak że powtórna ta próba kosztowała go życie. Jak widzimy, w eksperymencie Duchanteau odnalezienia pierwiastkowej substancyi, mowy nie może być o szarlataneryi. Natomiast inni, ogłaszający się za wtajemniczonych i adeptów, do szarlataneryi uciekają się obficie. Specyalnie więc lubował się wiek XVIII w myśli, iż można przedłużyć wiek ludzki dowolnie i że w związku z tem zachować można wieczną młodość. Myśl o tem, że śmierć następuje wskutek tego, iż nie umiemy jej zaradzić, iż nie wynaleźliśmy środka, który by jej zapobiegł — jest myślą nie nową i powtarza się wiecznie. Człowiek, dumny pan stworzenia, nie może pogodzić się z tem, że kiedyś zamieni się w kupę zgnilizny, że z niego nie pozostanie nic — prócz próchna. Każdy wie, iż umrzeć musi — powiedział jakiś filozof — lecz nikt w to nie wierzy. Rzeczywiście zawsze łudziła się ludzkość, że muszą istnieć, że muszą zostać odnalezione środki, któreby zwalczyły starość i śmierć. Sama natura i jej wybryki dopomagały tym wierzeniom. — Czyż słynna Ninon de nie wyglądała w 80 roku życia, dzięki pigułkom jakiegoś holenderskiego żyda, jak gdyby miała lat 20? — Jest to faktem historycznym, a najlepszym tego dowodem, że 80 letnia Ninon miała wówczas jeszcze 3 kochanków, walczących o nią na zabój! — Czyż taki przykład, nie kochanków, a wyglądu, nie nęcił każdej z pięknych pań? Zacytuję jeszcze parę faktów zaczerpniętych z książki p. t. „Makrobiotyka czyli sztuka przedłużania życia“. Tak pewnemu wieśniakowi z Pfalzu wyrosły w 98 roku życia nowe zęby — zmarł mając 120 Innemu znów w 102 r. życia odrosły włosy i zęby. Niejakiej Joannie Boor, zmarłej w Penatie w Perigord, w 90 roku życia siwe włosy zamieniły się na czarne, w 10 lat później — posiwiały. Zmarła mając 130 lat. Czyż te wszystkie przykłady nie zachęcały do dociekania czy nie ma środka na starość, czy nie ma środka na dowolne przedłużanie życia — dając jednocześnie szarlatanom bogate pole do popisu. Takim przykładem wcielenia wiecznej młodości i życia jest w wieku XVIII hr. Saint Germain, szarlatan genialny, szarlatan w tym względzie niemal niezrównany w dziejach świata. O ile innym awanturnikom, jak np. Cagliostro, gdy twierdzili, że żyją nieskończoną ilość lat, łatwo udowadniano, gdzie i w którym roku się urodzili, o tyle o St.-Germain, nie można było zebrać nic, ale to absolutnie nic, ani daty urodzenia, ani też istotnego jego pochodzenia. Złośliwi twierdzili, że hr. Germain jest synem portugalskiego żyda, on sam zaś o sobie mawiał, że żyje od początku świata. Faktem jest jednak, że współczesny pisarz francuski, Rameau, kategorycznie stwierdza, iż widział w 1710 r. hr. St Germain w Wenecyi i że miał on wówczas lat 50, w roku zaś 1769 czyli w 59 lat później, wydawał się mieć również co najwyżej 50 lat i zachował ten swój wygląd aż do końca życia czyli do r. 1784 t. j. 15 jeszcze, gdyż zmarł, niestety, St. Germain, jak i każdy inny przeciętny śmiertelnik. Fakt ten zachowania jednakowego wyglądu w ciągu 74 lat jest jednak frapujący i trzeba przyznać, że musiał St. Germain posiadać świetnie konserwujące środki. Sam St. Germain starał się za wszelką cenę utrzymać wiarę w swą długowieczność. Lubił on często opowiadać, iż żył jeszcze za czasów pogańskich, że znał Mojżesza i z Sardanapalem. Gdy mówiono o odległych z przed paru wieków czasach, Germain przytaczał szczegóły, tak świetną charakterystykę osób iż miało się wrażenie, że żył podówczas istotnie. Czasami jednak bywał Germain szczery. Tak rzekł on razu pewnego do bar. von Gleichen: „Te osły paryżanie myślą, iż żyję od początku świata. — Utrzymuję ich w tym przekonaniu, gdyż nic mnie to nie kosztuje, a im to sprawia tyle St. Germain żył nadzwyczaj umiarkowanie. Nie pił nigdy przy jedzeniu — i bardzo często zażywał środki, przeczyszczające, które sam sobie sporządzał. Wiemy tylko, że w skład ich w znacznej ilości wchodziło rumbarbarum. Ten tryb życia zalecał on znajomym, gdy zapytywali go, co czynić należy, by długo żyć. St. Germain posiadał sporo tajemniczych środków chemicznych, mikstur, szminek, środków upiększających, płynów i olejków etc. Był przeważnie alchemikiem i prócz sztuki wiecznego życia, twierdził, iż posiadł, drugą jeszcze — mianowicie przetwarzania kruszców na złoto. Umiejętności te bezwzględnie były bardzo intratne, gdyż St. Germain posiadał znaczny majątek. Co się tyczy sprawy przetwarzania kruszców na złoto przez St. Germain alchemicznym sposobem, to słynny awanturnik Giacomo Casanova w swych pamiętnikach (tom V. str. 485), tak opisuje wizytę u genialnego szarlatana: „W pewnym momencie, gdy siedziałem u niego, zapytał mnie hr. St. Germain, czy nie posiadam jakiej drobnej monety przy sobie. Wyciągnąłem parę sztuk i położyłem na stole. Nie mówiąc nic, co zamierza zrobić, wziął on rozżarzony węgiel z komina i rzucił go na metalową płytę. Na węgiel ten położył jedną z monet, na monetę zaś czarne ziarenko poczem począł dmuchać w jakąś szklaną rurkę. W przeciągu paru minut moneta rozżarzyła się do czerwoności — w przeciągu zaś paru następnych minut ostygła . — „Proszę ją wziąść“ — rzekł „należy do pana“! Wziąłem monetę — było to złoto. Nie wątpiłem ani na chwilę, że St. Germain monetę i zamiast mojej położył swoją złotą, z góry przygotowaną. Nie mogłem mu tego wyraźnie , lecz by mu dać do zrozumienia, że nie wierzę w jego szwindle, rzekłem: — „To nadzwyczajne, hrabio, — lecz aby niedowiarka przekonać, winien pan na przyszłość uprzedzać iż chce pan dokonać zamiany na złoto, wówczas można uważnie śledzić i dokładnie srebrną monetę obejrzeć, zanim pan ją położy na rozżarzone węgle!” Na to odrzekł mi szalbierz: — Kto wątpi we mnie, nie jest godzien mówić ze mną! Takie aroganckie zachowanie było typowem i potrafił on nawet książąt krwi traktować przez nogę.

ROZDZIAŁ III.

W jaki sposób dokonał Casanova odmłodzenia margrabiny Recepta Cagliostra.

Opis wizyty Casanovy u hr. St. Germain jest mocno złośliwy — lecz trzeba tu przyjąć jedną rzecz pod uwagę — mianowicie to, że St. Germain był Casanovy. Casanova, bowiem, ten słynny Casanova, którego imię jest synonimem powodzenia u kobiet, ten Casanova, który z całym cynizmem opisuje swe przygody w swych osławionych pamiętnikach — czerpał swe główne źródła utrzymania z fałszywej gry w karty oraz z szalbierstw na tle nauk tajemnych. Jako curiosum opowiem tu sprawkę Casanovy z margrabiną d‘Urfé. Wynalazł był sobie Casanova, jak sam pisze w swych pamiętnikach, starą warjatkę lecz niesłychanie bogatą, margrabinę d‘Urfé. Margrabina była całkowicie zwarjowana na tle nauk tajemnych i święcie wierzyła, iż może się ona odrodzić, odzyskać swą młodość, a nawet za pomocą kabalistycznych operacyi przerodzić się w chłopca. Te to operacye na margrabinie przyobiecał był dokonać Casanova, który jej wytłomaczył, iż należy do przepotężnego Zakonu Różokrzyżowców i że dana mu jest moc rozkazywania duchom. Margrabina była zachwycona i bogato finansowała antrepryzę, składając datki na przeróżne stowarzyszenia tajemne naturalnie na ręce Casanovy. Lecz że operacya „przerodzenia” postępowała nader powoli, znudziło się to starszej pani, której spieszno było do odzyskania młodości i celem przyśpieszenia tejże postanowiła na własną rękę złożyć ofiarę planeto-gwiazdom, dzięki których wpływowi miała się odbyć regeneracya. Casanova pisze: „Markiza wyciągnęła kasetkę, w której znajdowało się siedem pakietów owiniętych w blado-niebieski papier, — ofiarę, przeznaczoną jako całopalenie siedmiu planetom. Każdy z tych pakiecików zawierał funt złota, który stara warjatka, niewiadomo dla czego przetarła na proszek oraz siedem drogocennych kamieni: brylant, rubin, szafir, szmaragd, opal, i chryzolit. Każdy z kamieni ważył po 7 karatów. Cudne! zawołałem głośno — po cichu zaś dodałem — przysięgam, że żaden z demonów nieba i ziemi prócz mnie nie otrzyma tych prezentów!“ Długo łamał sobie Casanova głowę, jak otrzymać dary przeznaczone dla planet, wreszcie wpadł na koncept. Oświadczył margrabinie, iż kabała orzekła, że dzień jej odrodzenia nadszedł, że zamieni się ona w młodą dziewczynę, lecz pod warunkiem, ukazania się wód, Ondyny, i dokonania przez nią aktu całopalenia darów osobiście. Dodawał Casanowa, że jest przekonany, iż uda mu się boginkę wód, Ondynę, wywołać. Margrabina nie posiadała się z radości. O Ondynę, boginkę wód, Casanova wystarał się szybko. Została nią najświeższa jego kochanka, panna Marcolina. Również szybko postarał się o kasetkę identyczną do tej, w jakiej były umieszczone dary dla planet. Gdy nadszedł wielki dzień „odrodzenia“, ukrył Casanova Marcolinę wraz ze szkatułką w komórce, sam wieczorem legł razem z margrabiną do łóżka, będąc całkowicie ubrany, w myśl rytuału przy szpadzie i w butach z ostrogami. O 12-ej ukazała się Ondyna, której margrabina na klęczkach wręczyła szkatułkę. Ondyna przyjęła ją łaskawie i oświadczyła, że z woli duchów od dziś za rok margrabina przerodzi się w ślicznego chłopca. Gdy margrabina wyrok ten przyjmowała ze łzami zachwytu, Casanova szkatułki, poczem Ondyna własnoręcznie na przygotowanym na ten cel trójnogu dokonała spalenia lecz... pustej szkatułki, poczem — znikła. Taki miała przebieg scena odrodzenia margrabiny , z której wszyscy, nie wyłączając Ondyny, mocno zadowoleni.... Dotychczas pisałem tylko, że głównie popisywali się szarlatani możnością przedłużania życia i przywracania młodości, lecz nie , jak winno się to odbywać. Istnieje w tym względzie recepta słynnego Cagliostro, która głosi, że za jej pomocą można dojść do wieku, w którym chyba samemu człowiekowi życie się znudzi, mianowicie do wieku ni mniej ni więcej tylko 5557 lat! Dla wykonania potrzeba; wyjazdu na wieś, przyjaciela no i jednej rzeczy — cudownych kropel Cagliostra, które... niestety zaginęły — zresztą moglibyśmy tę receptę wypróbować — i czytać to moje dziełko jeszcze i za 5 tysięcy lat! Sposób ten przedłużania życia polega na następującem: Należy z zaufanym przyjacielem udać się na wieś i tam nie widywać się z nikim. Przez 32 dni należy zachować b. ścisłą dyetę, żywić się wyłącznie lekkim rosołem i jarzynami. 17 i 32 dnia należy puścić krew oraz 6 kropel białej mikstury (skład mikstury pozostał tajemnicą 33 dnia pacyent kładzie się do łóżka na tydzień i otrzymuje pierwsze ziarenko pierwotnej substancyi stworzonej przez Pana Boga, utraconej przez grzech pierworodny a dzięki zasługom masonów. Połknąwszy to ziarenko, człowiek traci dar słowa i przytomność na 3 godziny, podczas których następują obfite poty oraz wydzieliny wszelakiego rodzaju. Następnego dnia pacyent znów zażywa jedno ziarenko. Przykre objawy powtarzają się i podczas tego ataku traci on zęby, włosy i skóra schodzi mu z ciała. Następnego t. j. 35 dnia kuracyi otrzymuje pacyent ciepłą kąpiel — 36 zaś dnia połyka w kielichu mocnego wina trzecie i ostatnie ziarenko — poczem zapada w sen głęboki, podczas którego odrastają zęby i włosy. 37 dnia po przebudzeniu się należy wziąść kąpiel z traw aromatycznych, a następnie zwykłą kąpiel. 39 dnia otrzymuje pacyent 10 kropel specjalnego balsamu w dwóch łyżkach czerwonego wina, a dnia 40 jest odmłodzonym i odrodzonym, jak gdyby po raz wtóry przybył na świat. Taką jest recepta Cagliostra. Powiecie, państwo, szarlatanerja i oszustwo, gdzież ten eliksir, na którym wszystko się zasadza?”. Prawda — lecz jednak, a jest to fakt stwierdzony i opisał go później A. Dumas w swej powieści, „Józef Balsamo” — Cagliostro podczas pewnej kolacyi w Paryżu dał zażyć 80 letniemu starcowi, ks. de w kielichu wina jakichś tajemniczych kropel i istotnie starzec co prawda na czas krótki, lecz..... przerodził się w młodzieńca. Fakt zadziwiający, na który dzisiejsza nauka odpowie — wszyscy zostali zahypnotyzowani przez Cagliostra.

ROZDZIAŁ IV.

Hr. Cagliostro. Jego przygody. Cudowne , jasnowidzenie i przepowiednie. Biesiada z nieboszczykami.

Pośród plejady różnych magów i cudotwórców trudno dłużej się nie zatrzymać nad osławioną postacią hrabiego Cagliostro. Genialny ten awanturnik, będąc może znacznie mniej zręcznym niż hr. St. Germain, potrafił zyskać sobie europejski rozgłos a sława jego przechowała się po dziś dzień. Szczegółów z życia Cagliostro powtarzać nie będę, gdyż są zbyt znane. Wystarczy nadmienić, że Cagliostro również twierdził, że żyje od niepamiętnych czasów. Niestety, rzymskiej policyi łatwo udało się ustalić zarówno miejsce jego urodzenia jako też istotne nazwisko, które brzmiało: Józef Balsamo. Jako Balsamo przez długi szereg lat pędził Cagliostro żywot awanturniczy, żyjąc z drobnych szalbierstw i oszustw, a gdy pod nazwiskiem Balsamo stał się już zbyt znany — zmienił je na lepiej brzmiące i arystokratyczne: hr. Cagliostro. — Wielkość Cagliostra datuje się właściwie od czasu pobytu jego w Anglii, mianowicie w Londynie, gdzie będąc przyjętym do loży masońskiej, posiadł pewne wtajemniczenie oraz uzyskał poparcie Braci we wszystkich znaczniejszych stolicach Europy. Od tej też chwili występuje Cagliostro jako niemal pół bóg — w tryumfalnym pochodzie bawi w Rosyi, w Polsce, nakoniec osiada w Paryżu, gdzie osiąga zenit swej sławy. Występuje Cagliostro w przeróżnych charakterach. To jako najwyższy Mistrz, Wielki Kofta, jak sam się zwie, Wolnomularstwa, przy czem stwarza nowe wolnomularskie loże według wymyślonego przez siebie egipskiego rytuału, — to znów występuje jako lekarz cudotwórca, nieomal wskrzeszający umarłych — nakoniec jako ten, który niema ani początku ani końca władca dusz ludzkich i zaświatowych duchów. — Na pytania kim jest, zwykle odpowiadał dumnie Cagliostro „sum, qui sum“ — „jestem, który jestem”, przyrównywując się tem do bóstwa. — To też współcześni jego zwolennicy składają mu niemal boską cześć — w lożach masońskich są poustawiane jego posągi z napisami „Divo Cagliostro“ — boskiemu Cagliostro, a Cagliostro wszędzie z szalonym przepychem, rzucając olbrzymiemi sumami, które nie wiadomo zkąd . Cagliostro był nizkiego wzrostu, o szerokich barkach i wypukłej klatce piersiowej, o dużej głowie pokrytej czarnym kędzierzawym włosem zaczesanym od czoła. Krótka gruba szyja, wysokie czoło, nos zaokrąglony, mocne zęby nadawały jego postaci znamiona fizycznej siły, którą często można spotkać u hypnotyzerów. Powiadają, że wielu ludzi nie mogło znieść wzroku Cagliostro — takie miał przenikliwe spojrzenie. Niektóre jego czyny istotnie zdaleka zakrawają na cuda. Tak podczas pobytu w Petersburgu zostaje on zawezwany do pałacu pewnego magnata rosyjskiego księcia Gagarina, którego jedyny synek leży w agonji, a lekarze zrzekli się już dalszych zabiegów, je za bezowocne. Cagliostro przybywa i oświadcza, że podejmuje się sprawy gdyż nie lubi robić konkurencji zawodowym lekarzom a gdy ci odpowiadają, że o mowy być nie może, gdyż wszelka nadzieja uratowania dziecka stracona, zaznacza Cagliostro, że podejmuje się kuracyi, raczej wskrzeszenia dzieciaka, pod warunkiem jednak, że zabierze go z sobą i że ojcu nie wolno go będzie widzieć przez 3 dni. Zrozpaczony magnat zgadza się na wszystko. — Napół umarłego dzieciaka zabiera Cagliostro — i istotnie zwraca po upływie trzech dni rodzicom jaknajzdrowszego! Książę niemal ubóstwia cudotwórcę, cały Petersburg pędzi, by złożyć mu hołd — Cagliostro jest pierwszą osobą — niestety na czas krótki — gdyż rozchodzi się wieść, iż dzieciak został zamieniony. Aczkolwiek nic nie udowodnić Cagliostrze, dla świętego spokoju uważała Imperatorowa Katarzyna II za wskazane udzielić cudotwórcy rady jaknajszybszego Petersburga i Rosyi. Zwykle operował Cagliostro za pomocą dzieci, które nazywał swemi „Gołąbkami prawdy”. Rola owych „Gołąbków prawdy“ polegała na tem, iż były one rodzajem medyum Cagliostra, który za ich pomocą udzielał przepowiedni na przyszłość, oraz dawał odpowiedzi na najbardziej skomplikowane pytania. Procedura z owemi „gołąbkami” odbywała się w iż przyprowadzano do Cagliostra dziecko w wieku lat 10–12. Udzielał on mu poświęcenia przez położenie rąk na głowie. Następnie ustawiał dziecko na przeciw karafki z wodą i rozpoczynał zaklęcia mające na celu zjawienie się duchów. Po tych zaklęciach, duchy ukazywały się dzieciom w karafce i dawały im odpowiedzi na postawione pytania. Duchy odpowiadały częstokroć słowami, jedynie zrozumiałemi dla dzieci, przeważnie zaś — pismem jedynie widocznem dzieciom. Dzieci odczytywały odpowiedzi głośno. — Należy tu zauważyć, iż odpowiedzi zawsze były trafne. — W ten sposób przepowiedział Cagliostro w Rzymie Wielką Rewolucyę Francuską. Cały ten aparat, który miał dawać wrażenie ukazywania się duchów, tak zagadkowy dla współczesnych, jest dla nas zupełnie zrozumiały. Odrzucając ceremonię poświęcenia i zaklęć, dzieci nie były niczem innem jak znakomitemi medjami w ręku tak wybitnego hypnotyzera, jakim był Cagliostro. Zresztą sposób ten osiągania odpowiedzi i przy pomocy dzieci, nie jest rzeczą nową i szeroko był praktykowany przez różnych „czarnoksiężników” na Wschodzie. Wspomina Ochorowicz w swej książce „Wiedza tajemna ”. — Prawdopodobnie też podczas pobytu na Wschodzie musiał Cagliostro zapoznać się z tym sposobem. Coprawda, podczas procesu Cagliostra w Rzymie, żona jego Lorenza, przy badaniu, oświadczyła, że zachodziło tu oszustwo i że niejednokrotnie przed seansem Cagliostro długo uczył dzieciaki, jak mają odpowiadać. Należy tu jednak zauważyć, że Lorenza złożyła to zeznanie, gdy zagrożono jej torturami. Sądziła przytem że oczerniając męża, tem lżejszą otrzyma karę. Zrozumiałem jest, że Cagliostro nie mógł przewidywać, jakie zostaną dzieciom postawione pytania, zresztą fakt jasnowidzenia jest dawno znanym i uznanym — pokazuje się tylko, że dzieci należą do kategoryi najwraźliwszych medjów. Wogóle należy zauważyć, że Cagliostro nie był szarlatanem w przeciętnem znaczeniu tego słowa. Posiadał on, olbrzymie zapasy wiedzy, specyalnie z dziedziny hermetycznej, nabyte zarówno podczas długich jako też dzięki lożom masońskim. Natomiast chęć niezrównanego imponowania, chęć występowania w charakterze istoty nadprzyrodzonej — ta to właśnie chęć z konieczności — zmuszała Cagliostra do szalbierczych sztuczek. Specyalnie w tej mierze celował Cagliostro w dziedzinie wywoływania duchów. Słynnym i po dziś dzień pozostał opis kolacyi, urządzonej przez niego, do której przy pełnym świetle zasiąść 6 żywych i 6 zmarłych osób. W „Memoires authentiques pour servir à l’histoire de Cagliostro“ znajdujemy: północy zebrali się zaproszeni. Sześciu magnatów francuskich zasiadło do stołu wspólnie z Cagliostrem. Służby nie było. Każdy z gości napisał na karteczce imię zmarłego, z którym pragnął rozmawiać. Cagliostro włożył kartki do kieszeni i oświadczył, że na jego rozkaz zmarli się zjawią. Stawić się mieli ni mniej ni więcej tylko Voltaire, d’Alambert, ks. , Diderot, ksiądz Voisini, Montesquieu. Te sześć z imion powoli i dobitnie wymówił Cagliostro. Nastąpiła chwila przerażającej ciszy. Światło przyciemniło się na chwilę — a gdy rozwidniło się — na sześciu niezajętych miejscach siedziało sześciu wyżej wymienionych Rozpoczęła się rozmowa: Tamtego świata wcale nie ma — mówili zmarli. Śmierć jest niczem innem jak zakończeniem naszych cielesnych cierpień. Po drugiej stronie bytu nie ma żadnych rozkoszy, lecz nie ma i przykrości. Tak mniej więcej przemawiali zmarli... Fakt ten opisany we wszystkich paryskich pismach, wzbudził sensacyę. Stawiły się duchy w obecności sześciu przytomnych osób — widziano je przy pełnem świetle — rozmawiano z niemi. I my nie wiedzielibyśmy co sądzić o tem, gdyby późniejsze badania, nie dały klucza do rozwiązania zagadki. — Zmarli nie byli przebranymi żywymi , jak to zrobiono razu pewnego słynnemu amerykańskiemu medyum Home‘owi, kiedy podczas seansu spirytystycznego, ukazano mu za ducha przebranego człowieka, co tak podziałało na Home‘a, że zemdlał ze strachu — w wypadku Cagliostra rzecz się miała inaczej. Nazwiska żywych uczestników seansu trzymane były w największej tajemnicy i istotnie nie można było sprawdzić kto był na seansie, gdyż osoby, które o to zapytywano, potwierdzały fakt celem osobistej reklamy i przez snobizm. — Z tego względu szybko ustalono, że cała ta kolacya była, prawdopodobnie humbugiem, a wzmianka o niej — dobrze płatną dziennikarską reklamą. Wielki, niezrównany Cagliostro miał koniec — Został on w Rzymie schwytany przez Inkwizycyę i osadzony w dożywotnem więzieniu. Była to zemsta kościoła, wymierzona przeciw wolnomularstwu. Nieszczęsnego torturowano i morzono głodem, a gdy ryczał z kazał go gubernator Zamku Anioła smagać kijami, twierdząc, że zwarjował. Działo się to na schyłku XVIII wieku i był chyba ostatnim ten i bohaterski czyn Inkwizycyi, gdyż wkrótce zlikwidowaną ona została przez rewolucyjne wojska Bonapartego. Niestety nie zastali francuzi w więzieniu nawet trupa — Ze skromną miną oświadczyli mnisi, że w przystępie szału, odebrał on sobie życie. W istocie prawdą jest to, że biedak został umyślnie uduszony, przed wejściem zwycięskich wojsk francuskich w obawie rewelacyi. Barbarzyński i zwierzęcy postępek Inkwizycyi, nie dający się niczem usprawiedliwić, gdyż podczas procesu nie udowodniono nic Cagliostrowi — czyn, ten który co do swej potworności nie ma równego w dziejach świata a spełniony został nieomal w XIX — wstrząsnął całą Europą i nie przysporzył chyba Kościołowi zwolenników. Nie dziwmy się też nieubłaganej walce, jaką wypowiedziała masonerya Papieżom. Był to odwet za Cagliostra!

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…