Read here

Duchy i zjawy

Stanisław Antoni Wotowski · 1924 · Free in the US

26,171 words · about 1 h 50 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1924 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Duchy_i_zjawy&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Stanisław Antoni Wotowski
Language
Polish
Published
1924
Length
26,171 words · about 1 h 50 min
Sections
12 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (12)

Continue:

Wykład popularny z dziedziny medjumizmu i badań psychicznych

BIBLJOTEKA WIEDZY TAJEMNEJ

DUCHY i ZJAWY

Z ILUSTRACJAMI

Zakł. Graf. „Gloria“ Warszawa, Solna 9.

'

ST. A. WOTOWSKI

Wykład popularny z dziedziny medjumizmu i badań psychicznych

BIBLJOTEKA WIEDZY TAJEMNEJ

DUCHY i ZJAWY

Z ILUSTRACJAMI

Zakł. Graf. „Gloria“ Warszawa, Solna 9.

ST. A. WOTOWSKI

Badanie fenomenów, nie dających się objaśnić na zasadzie znanych praw natury, t. zw. zjawisk nad-przyrodzonych, właściwie zaś badanie zjawisk psychicznych, stało się w dobie dzisiejszej rzeczą niezwykle modną. Lecz o ile do niedawna każdy ktokolwiek ośmielał się rzucać nowe światło na nieznane dziedziny ducha spotykał się z zarzutem w najlepszym zaś razie był uważany za rodzaj nieszkodliwego warjata, o tyle obecnie stosunek się zmienia... Nad sprawami, które zostały udowodnione i których prawda bije jarzącem światłem w oczy, trudno przejść do porządku dziennego za pomocą prostego wznoszenia ramionami... To też dziś tych, co nie zważając na drwiny, szli trzymając wysoko prawdy pochodnię czci się i uwielbia. Najlepszym tego chyba przykładem znakomity nasz uczony Julian Ochorowicz, którym się obecnie zachwyca i niemal co drugie słowo „cytuje“, a któremu tyle kamieni kładziono pod nogi za życia... Że istnieją więc nieznane i niezbadane siły głęboko w psychice ludzkiej ukryte tego nie neguje nikt chyba... A ktoby to czynił ślepym by był... Polsce w badaniu zjawisk psychicznych wypadło miejsce zaszczytne i niemal przodujące. Dość tu wspomnieć, że Międzynarodowy II Kongres Badań Psychicznych odbył się w Sierpniu 1923 r. w Warszawie, że zaszczycili go swą obecnością tacy potentaci nauki, jak dr. Gelley, Mackenzie, Schrenk-Notzing i inni i że referaty polskich uczonych np. p. Piotra Lebiedzińskiego (o ideoplastyce) pozyskały aplauz powszechny. Lecz nie dosyć na tem. Jeśli chodzi o stronę eksperymentalną polskie medya cieszą się zasłużoną sławą a jeśli chodzi o stosunek procentowy, to bodajże na Polskę przypada najpoczesniejsza liczba „medyów“. Pozwolę tu sobie mimochodem zauważyć, że tłomaczy się to dość prosto. Jak wykazały najnowsze badania, osławione czarownice i czarownicy średniowiecza nie byli niczem innem jak znakomitemi „medyami“, słynne zaś ich cuda i nazwanoby w dobie dzisiejszej bardzo zwykle „zdolnościami medyalnemi“. To też w tych państwach, gdzie prześladowanie „czarnoksiężników“ było najpotężniejsze np. w Hiszpanji — medyów nieomal nie spotyka się kompletnie. W Polsce nie było Inkwizycji. W Polsce walka z czarownictwem nie przybrała masowego charakteru, jak to miało miejsce na Zachodzie; zdarzały się coprawda w Polsce przeróżne „wiedźm palenia“ i „dyabelskich “ procesy — lecz jako pojedyńcze oderwane fakta a nie w system zorganizowany przybrane prześladowanie. Temu też zawdzięczamy, że mamy dziś Guzików, , Fronczków, Tomczykówny, Stanisławy P. ect. Jaki zaś pożytek medya przynoszą nauce nie tu bliżej uzasadniać — zresztą ten temat na swoim miejscu poruszę... W niniejszej więc mojej pracy pragnę czytelnika zapoznać ze zdobyczami współczesnej wiedzy w zakresie badań psychicznych, kładąc specyalnie nacisk na fenomeny t. zw. materyalizacyjne. Starając się również zachować jaknajwiększy objektywizm zadaniem mojem będzie wyłuszczyć jakie wysiłki czynione są obecnie celem naukowego i logicznego wytłomaczenia pomienionych zjawisk. Aby się uchronić od wszelkich możliwych zarzutów, szerzenia zaś materjalizmu przedewszystkiem, kategorycznie tu zaznaczam, że jedynem możliwem stanowiskiem przy badaniu zjawisk psychicznych jest stanowisko zajęte przez Międzynarodowy II Kongres, który kategorycznie zaznaczył, że badanie zjawisk psychicznych, jako badanie naukowe, nie może w żadnym razie być łączone i w ścisłym związku ze sprawami religji i moralności. Nie ma ono z religją i moralnością nic wspólnego. Można być głęboko wierzącym człowiekiem, a tem nie mniej uznawać, że istnieje cały szereg przejawów w psychice ludzkiej dotychczas nieznanych i niezbadanych... Są to dwa światy odrębne! Takim jest mój punkt widzenia i w tym sensie pragnę z czytelnikiem rozmawiać.

Aksakow: Aninizm i spiritizm C. Bozzano: Les Phénomènes de Hantise 1920 r. W. Crookes: Recherches sur les phénomenes du spiritualisme (tłom. z angielskiego) D. D. Home: Révélations sur ma vie surnaturelle Paryż 1863 r. C. Flamarion: La Mort et son Mystêre 2t. G. Delanne: Les Apparitions matérialisées 2 t. Paryż 1911 r. O. Lodge: Raymond (tłom. z ang.) Paryż S. Frondoni-Lacombe: Merveilleux Phénomenes de l’au de lá F. W. H. Myers: La Personalitè Humaine Paryż 1920 r. D. Maxvell: Les Phénomenes Psychiques Des Mousseaux: Les haut phénomenes de la magie Paryż 1864 r. Allan Kardec: L’Evangile selon le spiritisme Le livre des esprits Paryż 1863 r. dr. bar. v. Schrenck-Notzing: Materialisations Phenomäne (nowe wydanie Monachium 1923 r.) Hans Freimarck: Erotismus und Ocultismus Papus: Traité methodique des sciences ocultes. A. B. C. illustré de o’ccultisme dr. J. Ochorowicz: Zjawiska medjumiczne 2t. dr. S. Breyer: Z pogranicza zaświatów. Kraków K. Flamarion: Zagadnienia duszy Dr. Laponi: Hipnotyzm i spirytyzm Ks. M. Nitecki: Zjawiska spirytystyczne w świetle nauki i objawienia 1920 r. Biuletyn Polskiego Tow. Badań Psychicznych Nr. 1 Styczeń 1922 J. Jankowski: Zjawiska Psychiczne i ich badanie. dr. F. Habdank: Z zaświatów. Z tajnych dziedzin ducha. Karta z zamkniętej bytu. Rewelacye Grzegorza VII Papieża. M. Maeterlinck: Śmierć. A. Niemojewski: Dawność a Mickiewicz. D. Stark: Spirytyzm. inż. E. Libański: Tajemnice zjawisk spirytystycznych Lwów 1922 r. Natalja Jastrzębska: Zjawiska spirytyzmu. M. Domańska: Dziwy życia. Kirchner: Potęga spirytyzmu. Bötcher: Problemat życia pozagrobowego. Dr. A. Brofferio: Czy będziemy żyli po śmierci. Rybkowski: Spirytyzm. Leon Denis: Na co życie. Sedir: Wtajemniczenia.

'

Domy .

Wiara w duchy jest tak starą jak starym jest świat! Opowiadania o strachach i upiorach należą do najbardziej popularnych tematów, to też szereg poetów i pisarzy czerpał z źródła tego natchnienie. Dość tu będzie chyba wspomnieć o epoce romantyzmu, wraz , jej przedstawicielem na gruncie polskim, Adamem Mickiewiczem, w którego balladach rusałki, topielce i widziadła występują raz po raz. Legendy zwykle głoszą, że w starych zamczyskach, domach, ukazują się ich poprzedni właściciele lub mieszkańcy w postaci widzialnej celem zamanifestowanie swej obecności żyjącym. Domy takie określane bywają jako „domy nawiedzane“, domy w których „straszy“. W Warszawie również istniały i istnieją lokale, którym fama przypisuje odwiedziny straszliwych gości z zaświatów. Jeśli zajrzymy do ksiąg jednego z dziejopisów naszej stolicy (Przyborowski, ect.) odnajdziemy opowiadania o domu na Solnej, gdzie mieścił się warsztat szewcki a w nim miała się noc w noc pojawiać amazonka konno. Ponoć jeden z czeladników, odważnego ducha, nie zląkł się tych opowiadań i postanowił w warsztacie zanocować. O północy, godzinie duchów, miała mu się ukazać upiorna amazonka. Gdy w przerażeniu począł się najechała ona na niego swym rumakiem, koń się wspiął i kopytem uderzył go w czoło. Czeladnik zemdlał... a rano odnaleźli go koledzy na pół obumarłego ze strachu... Na czole zaś jego najwyraźniej widniał ślad uderzenia podkową... Również w jednym z domów na Lesznie dziać się miały historye niesamowite. Mieściła się tam kiedyś loża masońska. Otóż około roku 1870 poczęły się tam odbywać systematyczne zebrania widziadeł... jak głosiły opowieści, zmarłych masonów pomienionej loży. Zapalały się w pustych pokojach światła, widać było poruszające się postacie, dochodził szmer podniesionych głosów, przesuwanych sprzętów i mebli... Gdy któryś śmiałek odważył się zamieszkać w nawiedzonym domostwie, został on podobno przez upiora zwyczajnie wyrzucony za drzwi; „duch“ zagroził, że w razie powtórzenia się niewczesnej ciekawości... będzie ukarany śmiercią... za chęć przeniknięcia tajemnic... Podobnych opowieści mógł bym cytować tysiące — wszak nie dalej jak w roku ubiegłym zajmowała się Warszawa sensacyą nie lada... tajemniczą „czarną damą“, która miała dzień w dzień ukazywać się w najwytworniejszych cukierniach stolicy... aby następnie ztamtąd dążyć na Powązki i tam rozwiewać się jak obłok pośród cmentarnych grobów! Historyjki takie opowiadane we wszystkich krajach i we wszystkich czasach a budzące w słuchaczach dreszczyki poczęły, interesować uczonych. Zajęli się więc zbieraniem i podobnych opowieści w pierwszym rzędzie uwzględniając te wypadki gdy „duch“ miał dawać niezbite dowody swej tożsamości, lub też powiadamiać żyjących o faktach jemu wyłącznie wiadomych. Najbardziej może charakterystycznym w tym względzie jest opis ukazania się widma niejakiego Sylvain’a Marechal’a, który odnajdujemy w książce G. Delann’a p. t. „Apparitions matérialisées des vivants et des morts“ Sylvain za życia człowiekiem wysoce ekscentrycznym i pozującym na ateusza. Jako taki zaprzeczał on istnieniu nietylko Stwórcy Najwyższego, lecz rozumie się i życia pozagrobowego. Gdy mówiono mu o śmierci, zwykł był na to odpowiadać kiepskim dystychem, własnego układu:

co miało oznaczać, iż nie wierzy on w nieśmiertelność duszy. Lecz, że każdy umrzeć musi i dla Sylvain’a Marechal’a wybiła godzina wiecznego spoczynku. Gdy leżał w agonii, a koło łóżka jego znajdowała się żona wraz z blizką przyjaciółką p. Defour, Marechal na chwilę otworzył oczy, z wielkim trudem wyszeptał słowa „jest tam tysiąc...“ poczem nie dokończywszy zdania — wyzionął ducha. Następnego wieczoru p. Defour leżała w Nie zdążyła jeszcze zagasić, palącej się na nocnym stoliku lampy, gdy usłyszała skrzyp drzwi. Sylvain Marechal stał pośrodku pokoju tak, jak wyglądał za życia, stał zlekka uśmiechnięty. — Droga pani — przemówił — przyszedłem dokończyć wczorajszego zdania. Chciałbym mianowicie, żeby pani poinformowała moją żonę, że w skrytce w mojem biurku znajduje się tysiąc pięćset franków. Nie chciałbym, aby te pieniądze wpadły w obce ręce! Pani Defour więcej zadziwiona, niż przerażona ukazaniem się widziadła, zapytała: — Więc kochany ateuszu, widzę że uwierzył pan w nieśmiertelność duszy? Na to Sylvain Marechal potrząsnął smutnie głową i raz jeszcze powtórzył swój .

Poczem znikł. Wówczas strach ogarnął p. Defour. Wyskoczyła szybko z łóżka, chcąc biedz jaknajspieszniej do swej przyjaciółki. Lecz w tejże samej chwili pani Marechal blada i zmieniona wpadła do jej pokoju. „Przed chwilą widziałam nieboszczyka!“ zawołały jednocześnie obydwie kobiety i poczęły sobie opowiadać szczegóły ukazania się im zjawy. Szczegóły były identyczne. Jaknajśpieszniej udały się do biurka i po długich poszukiwaniach, gdyż za życia Marechal’a istnienie skrytki było im całkowicie nieznane odnalazły tajemne schowanko, a w nim tysiąc pięćset franków w złocie! Wypadek frapujący. Również słynny rosyjski spirytysta Aksakow w swej książce „Animizm i Spirytyzm“, cytuje wypadki iż przybywał zmarły i wskazywał przyjacielowi miejsce w którem były ukryte ważne papiery. Brak tych dokumentów silnie kompromitował nieboszczyka, ukazanie się więc jego było jakby rodzajem pośmiertnej rehabilitacji. W innych znów wypadkach przybywała matka celem opiekowania się swem dzieckiem. Kapitan statku zmarły, przed kilkudziesięciu laty, ukazywał się załodze podczas burzy, aby ją uprzedzić o rafach podwodnych i grożącem niebezpieczeństwie. Nie zawsze jednak zjawy miały taki łagodny, że się tak wyrażę, przyjacielski charakter. W większości wypadków przytomni twierdzili, że pojawienie się ducha miało jakby wyłącznie na celu „nastraszenie“, przerażenie żyjących. Specyalnie da się powiedzieć o widziadłach ukazujących się w starych domostwach i zamczyskach. Przeważnie miały fantomy wygląd straszliwy, a częstokroć towarzyszyły im objawy przykre i ponure jako to brzęki łańcuchów, jęki, hałasy ect. Jak już wspomniałem, wszystkie takie fakty poczęli skrzętnie notować uczeni. Tak uczony włoski Ernest Bozzano, który przez długie lata studyował zjawiska „nawiedzenia“ zebrał ni mniej ni więcej tylko 532 wypadki tego rodzaju, stwierdzone i poparte dowodami. Znaczna część tych faktów była zbadana i opisana w raportach Londyńskiego Tow. Badań Psychicznych. Na zasadzie spostrzeżeń E. Bozzano (les Phénomènes de hantise), Mejers’a i innych wynikałoby, że realność objawów nawiedzenia nie ulega żadnej wątpliwości. Widma więc czasami bywały widywane przez szereg miesięcy i lat. F. W. H. Myers cytuje wypadek, że widmo kobiety ukazywało się przez 8 lat z rzędu; w pierwszych latach było ono tak dobrze zmateryalizowane, że sprawiało wrażenie osoby żyjącej, w następnych zaś latach stawało się coraz bardziej mglistem, wreszcie znikło. Fotografia stwierdziła widma do osoby, która w tym domu przed laty zamieszkiwała. W innym wypadku przez 9 lat z rzędu ukazywało widmo w stroju księdza w miejscu, gdzie kiedyś było jakoby dokonane morderstwo. Skoro się jednak uznaje zjawiska nawiedzenia, za coś realnego, należy dać nam odpowiednie wyjaśnienie, chociażby mniej więcej prawdopodobną hypotezę. Hipotez takich mamy aż cztery... niestety wszystkie one nie są wystarczające. Hipotezy te w swym artykule „Zjawiska w domach nawiedzanych“ (Biuletyn Polskiego Tow. Badań Psychicznych Nr. 1) wylicza p. inż. Lebiedziński w następujący sposób: I. Według Pr. Podmore’a zjawiska nawiedzenia są pochodzenia telepatycznego. Osoby, które znały wypadki jakie w danem miejscu zaszły mogły same je odtwarzać jako medya, albo też, myśląc o tych wypadkach, przesyłać telepatycznie ich zdaleka. II. Hipoteza Myersa przypuszcza zgodnie z poglądem okultystów i teozofów, że wszystkie wypadki świata utrwalają się w ośrodku niemateryalnym wszechświata jako „klisze astralne“ okultystów lub ślady w „akazie“ i że skutkiem tego mogą być wyczuwane i przez niektórych ludzi. III. Hipoteza spirystyczna: widma są ujawnieniem się duchów zmarłych. IV. Hipoteza A. d’Assier przypisuje zjawiska w domach , wytworzonym przez ludzi umierających sobowtorom, które powstały przed ich śmiercią i pozostały przez jakiś czas po śmierci. Wszystkie te hipotezy, jak widać od pierwszego rzutu oka, są nadzwyczaj mgliste i facto nic nam nie tłomaczą. To też zupełnie słusznie dalej w swym artykule pisze p. Lebiedziński: się musimy, że brak nam jeszcze danych dla stworzenia jakiejkolwiek hipotezy, uwzględniającej wszystkie zjawiska jakie w domach zachodzą. Przyczynia się do tego okoliczność, że zjawiska nawiedzenia, jako samorzutne i najczęściej nieoczekiwane, były po większej części obserwowane przygodnie. Przeważająca część wypadków, zebranych i opisanych przez Bozzano i innych badaczów, opiera się nie na ich własnych obserwacjach, lecz na zeznaniach świadków i na protokułach policyjnych i sądowych. Wiadomości te były sprawdzane post factum, po upływie kilku a nawet kilkudziesięciu lat. Oczywiście, że tego rodzaju świadectwa spóźnione, chociażby najbardziej wiarogodne, nie mogą dać tej pewności i takich wskazówek, jak współczesne, pochodzące od ludzi znających nowoczesne metody badań Pan inż. Lebiedziński ma jaknajwiększą słuszność. Wypadki dotychczas skrzętnie notowane opierały się nieomal nigdy na bezpośrednich obserwacjach! Za to bezpośrednie obserwacje częstokroć mówiły zgoła co innego. A więc w tych wypadkach kiedy starano się zaobserwować rzekomo mające się ukazywać zjawy albo nie było nic zgoła. Po jednym z moich odczytów, zwrócił się do mnie muzyk p. G. zamieszkały przy ulicy Topiel, prosząc o udanie się z nim do jego mieszkania w którem Przesiedziałem tam z nim wspólnie trzy noce ale niestety... nic mi się nie udało widzieć ani słyszeć. Widocznie duchy dostały „tremy“ i nie chciały się popisywać przed nowym uczestnikiem — albo też ustalono, że jeden z „medjum“, i posiada właściwości, których sam nawet nie podejrzewał i że dzięki temu objawy zachodzą. Również w bardzo znanym wypadku „strachów“ przy ulicy Kruczej, gdzie nieznośny duch wyprawiał krzyki i hałasy w biały dzień, bardzo szybko skonstatowano, że przyczyną wszystkiego była służąca, obdarzona wybitnemi zdolnościami medjalnemi. Mocno mylnem jest również zdanie że objawy w „domach nawiedzanych“ występują wówczas z całą wyrazistością, gdy na miejsce przybędzie Istotnie jest tak przeważnie. Ale dlaczego? Bynajmniej nie dla tego występują objawy, że na miejsce przybyło — lecz właśnie dla tego że na miejscu znajduje się medjum i że objawy te zgoła nie zachodzą w samym domu „nawiedzonym“, ale właśnie wyłącznie na skutek obecności medjum wystąpiły, jako objawy związane z osobą medjum, nie zaś z danym domem. O ile oddali się objawy ustaną zaś te same objawy powtórzą się w innym lokalu, gdzie „medyzm“ seansować będzie. Jak widzimy więc nie mamy dotychczas dowodu istotnego realności istnienia objawów w domach nawiedzanych. Nawet takie fakty, jak cytowany przezemnie wypadek ukazania się ducha Sylvain’a Marechal’a może mieć również zgoła inne wyjaśnienie. Postarał się to zresztą zrobić słynny okultysta Eliphas Levi, który pisze: „Bynajmniej nie kwestjonuję opowiadania pani Marechal i p. Defour. Lecz przejęte ostatniemi słowy umierającego, będąc w stanie wyjątkowego nerwowego podrażnienia... mogły one wprost odgadnąć ostatnią jego wolę. Widzenie ich mogło być jakby rodzajem snu na jawie połączonego z jasnowidzeniem. Mamy w tym wypadku bardzo ciekawy objaw kolektywnej i jednoczesnej halucynacyi, połączonej z odgadywaniem myśli... lecz po za tem nic coby przemawiało na korzyść widziadeł pozagrobowych“. Tak twierdzi Eliphas Levi. Zaraz tu zrobić muszę jedno zastrzeżenie. Eliphas Levi bynajmniej nie był przeciwnikiem życia pozagrobowego — przeciwnie jak wszyscy okultyści gorąco wierzył w nieśmiertelność duszy, oraz w to, że nasze bytowania doczesne jest tylko jakby jedną sekundą w naszem bytowaniu w wszechświecie. Nie wierzył on tylko w się duchów, twierdząc, iż duch ludzki jest, jako taki, zbyt szlachetnym i wzniosłym, by miał posuwać się do udawania „strachów“ w opuszczonych domostwach i zamczyskach. O stanowisku Eliphasa Levi w stosunku do zjawisk t. zw. spirytystycznych na innem miejscu powiem. Jak widzimy więc z powyższego, niema żadnego konkretnego dowodu, aby w wypadkach „nawiedzenia“ działały istotnie widma umarłych. Być może zachodzą częstokroć wypadki znacznie przewyższające dotychczasowe pojmowanie ludzkie, lecz również być bardzo może, że będą one z czasem wyjaśnione, jako działanie nieznanych nam jeszcze sił psychicznych. Bynajmniej więc nie kwestjonując ani życia pozagrobowego, ani też realności dziejących się w niektórych domach „nawiedzanych“ objawów, podkreślić muszę, że niema żadnych na to dowodów, aby w tym wypadku pojawiali się nam istotnie umarli.

II.

Historya rozwoju t. zw. ruchu Spirytystycznego. Allan Kardec. Spirytyzm a medjumizm.

Jeżeli zacząłem ten krótki szkic od zjawisk t. zw. „nawiedzenia“ jest to właśnie dla tego że z tych to objawów powstał kierunek zwany „spirytystycznym“. Mianowicie około 1848 r. w domu niejakich Foksów, północno-amerykańskich kolonistów poczęło „straszyć“. Rozlegały się tajemnicze pukania, stuki i hałasy. Lecz jedna z córek Foksa, Katy Foks nie była bojaźliwą niewiastą. Zamiast przestraszyć się „duchów“ i uciec, poczęła na stukania odpowiadać stukaniem i ku swojemu zdumieniu na każde stuknięcie otrzymywała natychmiastową odpowiedź. Widząc, że ma ona z siłą inteligentną do czynienia, ułożyła Katy Foks cały alfabet i tą drogą poczęła porozumiewać się z „duchami“ (tak np. litera A jedno stuknięcie, , C trzy i t. d.) Za pomocą tego systemu dowiedziano się, że „stukającym“ jest „duch“ niejakiego Karola Ryana, kupca, zamordowanego w tym domu przed pięciu laty. Poczęto kopać w piwnicy i znaleziono w niej rzeczywiście szkielet a dalsze poszukiwania ustaliły całkowitą autentyczność faktów, podanych przez „stukającego Nie potrzebuję chyba dodawać jaką spowodowało to sensacyę! Lecz jest to dopiero początek. Rodzina Foksów udoskonaliła swe sposoby porozumiewania się z siłą niewidzialną, używając w tym celu stolika, nogi którego wystukiwały odpowiedzi na każde postawione pytanie i poczęła seansować publicznie. Seanse te spowodowały taką wrzawę, że rząd poczuł się w obowiązku wydelegowania specjalnej komisji do zbadania opisanych zjawisk. Jakoż przybyła komisya państwowa i po najdokładniejszem zbadaniu fenomenów oświadczyła... że nic z nich nie rozumie, ale, że również skonstatować nie może w żadnym razie podstępu. Moment ten był przełomowym! Świadomość iż za pomocą stolików wirujących można się porozumiewać ze światem niewidzialnym, spowodowała całą rewolucyę. To też szybko i z żywiołową siłą „seanse ze stolikami“ rozpowszechniły się nie tylko w Ameryce, ale i w Europie, a około 1850 r. nie było szanującego się salonu, w którymby podobne „doświadczenia“ z zapałem nie były uprawiane. A na seansach ze stołami działy się istotnie dziwy nadzwyczajne. Gdy tylko nad stołami tworzono łańcuchy i kładziono na nie ręce — stoły ożywały. Chodziły, odpowiadały na postawione pytania, unosiły się do góry, czasem znów stawały się maleńkie stoliczki tak ciężkie, iż paru ludzi nie mogło ich podnieść do góry. Zacytuję przykład. W roku 1853 kilku studentów w Heidelbergu urządzić seans. Ponieważ stolika odpowiedniego nie było, użyli oni do doświadczenia drewniany manekin, stojący w pracowni jednego z kolegów. Położyli nań ręce i oczekiwali, co dalej się stanie. I rzeczywiście pod wpływem ich rąk powstał ów tajemniczy „fluid“ (jak go wówczas zwano) ożywiający martwe drewniane przedmioty. Manekin powstał, począł chodzić po pokoju, a w odpowiedzi na złośliwy żart jednego ze studentów, jął bić i gonić uczestników. Studenci przerażeni, uciekli, unosząc jako pamiątkę „doświadczenia“ porządne guzy i siniaki. Komentarze są tu zbyteczne! Fakty więc niezwykłych objawów zachodzących podczas seansów z wirującemi stolikami — były skonstatowane i zaprzeczyć się nie dawały. Był to krok pierwszy. Lecz zaraz nastąpił moment jeszcze bardziej oszałamiający. Odkryto Stwierdzono mianowicie, iż w obecności pewnych osób dzieją się właśnie wszystkie te objawy anormalne i tajemnicze. Gdy „medjum“ takie zapadało w trans, rozpoczynały się fenomeny, ukazywały się światełka, niewidzialne dłonie dotykały uczestników seansu, pojawiały się twarze a nawet całkowite postacie, pozornie od medjum niezależne. Dzięki więc owym medjom, doświadczenia ze stolikami stawały się dziecinną zabawą. Po co porozumiewać się z tajemniczemi zjawami za pomocą skomplikowanego alfabetu, skoro obecnie na seanse przybywał we własnej postaci stawał się widzialnym, chodził, poruszał się, rozmawiał. O ile jest tu mowa o historycznym rozwoju t. zw. „spirytyzmu“ lub badań psychicznych, trudno jest pominąć milczeniem doświadczenia słynnego Crookes’a, które były ostatecznym a definitywnie przekonywającym argumentem, że ukazujące się na „duchy“ — kompletne materyalizacye — nie jakąś halucynacyą lub szalbierczą sztuczką — lecz czemś zupełnie realnem i konkretnem. Genialny fizyk angielski Wiliam Crookes przez lat trzy (1871-1874) wspólnie z fizykiem Varley’em, seansował z medjum: panią Cook. Przez cały ten okres czasu na seansach ukazywała się zjawa, która twierdziła, iż zwie się Katy King. Katy King nie tylko rozmawiała z uczestnikami seansu, lecz pozwalała się jaknajszczegółowiej oglądać, pozwalała odcinać kawałki z swej sukni, loki swych włosów. Po upływie lat trzech zjawa Katy King oświadczyła na jednym z seansów że przybyła po raz ostatni. Owe trzy lata w czasie których się ukazywała były jej pokutą na ziemi, oczyściła ona obecnie całkowicie i musi się pożegnać z uczestnikami. Medjum, pani Cook, błagała z płaczem, by Katy King nie opuszczała jej. Daremnie! Zjawa pożegnała się ze wszystkimi i znikła... na zawsze! Pomijając już samo sensacyjne pożegnanie się Katy King, dowody zebrane przez Crookes’a w czasie trzyletnich jego badań są tak przekonywujące, że wątpliwości podlegać nie mogą. Crookes nie tylko jaknajszczegółowiej ustalił, że Katy King była istnością zgoła odmienną od medyum zarówno co do wyglądu zewnętrznego, wzrostu, wagi ciała ect. lecz również sfotografował ją około 40 razy — a na niektórych fotografjach medyum pani Cook i Katy King są znakomicie jednocześnie widoczne. O realności więc pomienionych objawów nie ma potrzeby dyskutować, ani też kopii w ich obronie kruszyć, tak są one powszechnie znane i uznane. Lecz tu zaraz zachodzi pytanie, jak one zostały skomentowane? Przedewszystkiem więc na widownię wystąpił spirytyzm. Spirytyzm zgodnie ze swym źródło słowem spirytus oznacza zjawiska, w których występują siły bezcielesne. Poczęto więc głosić, że skoro na seansach działają siły od medjum zgoła niezależne, skoro ukazują się zjawy niczem do medyum nie podobne, których inteligencya przewyższa częstokroć inteligencję medyum (zjawy mówiły językami medjum nieznanemi), skoro te zjawy przedstawiają się same jako osoby zmarłe, które żyły na ziemi — nic innego nie może tu być, jak istotne ukazywanie się duchów, jak odwiedziny zmarłych składane nam żywym. Twierdzono dalej, że sposobem tym został ustalony bezspornie fakt życia pozagrobowego, fakt nieśmiertelności ducha — a że medja nie są niczem innem jak rodzajem aparatu telegraficznego, dającego nam możność komunikowania się ze światem umarłych. Jeśli dodać do tego jeszcze t. zw. „medja rewelacyjne“ — teorya spirytystyczna tłomaczyłaby wszystkie zjawiska bardzo zachęcająco. Medja bowiem podzielić można na: medya materyalizacyjne t. j. takie przy których powstają fenomeny, jak światła, dotyki, dźwięki, zjawy Medja rewelacyjne t. j. takie za pomocą których otrzymujemy komunikaty z za światów, przez usta których w transie, jak one twierdzą, przemawiają duchy. Otóż pojawienie się tej drugiej kategoryi medjów, medyów rewelacyjnych było nie tylko potwierdzeniem spirytystycznych teoryi, lecz i spowodowało skrystalizowanie się spirytyzmu w rodzaj filozoficzno religijnego systemu. Około 1856 roku pojawia się nowy apostoł, Hippolit Rivail, inaczej przezywający się Allanem Kardekiem i głosi, że pod wpływem ducha, mieniącego się początkowo Zefirem, następnie zaś duchem Prawdy, w niektórych zaś wypadkach z nakazu samego Jezusa Chrystusa, napisał księgi, będące nowem objawieniem, że księgi te i filozoficzne prawdy w nich zawarte, tłomaczą to co z człowiekiem po śmierci się dzieje. Księgi te Allana Kardeka są: Le livre des esprits, L’evangile selon le spiritisme, Le livre des mediums. Teorye głoszone przez Kardeka nie były czemś nowem. Była to stara teorya metampsychozy tylko wyszlachetniona i wysubtelniona. Kardek był wyznawcą reinkarnacyi t. j. uczył, że dusze ludzkie przechodzą przez szereg wcieleń (w postaci ludzkiej) na ziemi dopóki nie dojdą do kompletnego oczyszczenia. Jest to jakby szereg klas przez które przechodzi uczeń, aby osiągnąć doskonałość, a ma być to równocześnie wyrównaniem niesprawiedliwości światowej. Kto dużo zgrzeszył w jednym swym wcieleniu temu daną jest możność naprawienia zła w następnej swej reinkarnacyi. Kardek posiadł setki tysięcy zwolenników. Były między niemi nazwiska takie jak Dumasa, George Sand, Wiktora Hugo. Fichte nazwał jego „Księgę Duchów“ kanoniczną księgą spirytyzmu, a Flamarion określał go jako uosobienie zdrowego ludzkiego rozsądku. Spirytyzm od tej chwili stawał się czemś więcej niż badaniem zjawisk „ukazywania się“ duchów — stawał się rodzajem wszechświatowej religii. Lecz rozpoczyna się ruch przeciwny. Tezom spirytystów przeciwstawia się szkoła „medyumicznego“ badania zjawisk wspomnianych. Szkoła ta którą by można nazwać pozytywistyczną w stosunku do spirytystycznych teoryi, twierdzi, że nie potrzeba aż uczestnictwa sił z zaświata: duchów umarłych, aby wytłomaczyć szereg zjawisk, które znacznie prościej, naukowo i logicznie wytłomaczyć się dają. Przedewszystkiem więc sam Crookes który przez lat trzy obcował z rzekomym duchem Katy King, bynajmniej nie był zwolennikiem bynajmniej mimo kategorycznych „zaświatowych“ rewelacyi nie twierdził, że zjawisko Katy King jest duchem. Przeciwnie on bodaj pierwszy, że większość obserwowanych fenomenów może być rezultatem działania nieznanych sił psychicznych, rozdwajania się osobowości medyum ect. Wybitnym przedstawicielem tego kierunku był rodak nasz, niedawno zmarły dr. Julian Ochorowicz. W dziele swem „Zjawiska medyumiczne“ wykazywał Ochorowicz istnienie dotychczas nieznanych i niezbadanych sił zaprzeczających prawom natury, które jednak nic wspólnego z duchami nie mają. W tym kierunku idą obecnie ostatnie wysiłki wiedzy a doświadczenia dr. K. Richeta, dr. Gelley’a, dr. Schrenck Notzinga i innych poczyniły w ciemnościach olbrzymie wyłomy. Na tem stanowisku stał Międzynarodowy II Kongres Badań Psychicznych, który odbył się w sierpniu 1923 r. w Warszawie i w tym kierunku idą dociekania Polskiego Towarzystwa Badań Psychicznych. istnieje cały ogrom sił w psychice ludzkiej do tej pory zupełnie temu zaprzeczyć się nie da — również zaprzeczyć się nie da, że siły te wytwarzają fenomeny zgoła przeciwne wszelkim dotychczas znanym i uznanym twierdzeniom. Kto by temu przeczył postąpił by tak, jak ów członek Akademii francuskiej, o którym opowiada Na posiedzeniu Akademii des sciences demonstrował pewien fizyk gramofon Edisona. Gdy po ukończeniu wykładu aparat począł przemawiać, zerwał się ze swego miejsca pewien starszy członek Akademii, rzucił się na zastępcę Edisona; chwycił go za gardło i zawołał „Łotrze! czy myślisz że damy się oszukać sprytnemu brzuchomówcy!“. Działo się to 11 marca 1878 r. a akademikiem tym był Monsieur Bouilland, który nigdy nie dał się przekonać, że gramofon sam mówić i grać potrafi i zmarł w tem przekonaniu, że gramofon jest tylko... sprytnem brzuchomówstwem. Kto by więc zaprzeczał istnieniu zjawisk nadnormalnych postępował by tak, jak akademik Bouilland. Lecz o ile śmieszna i niedorzeczna jest uparta niewiara o tyle również niebezpieczną jest zbyt wiara. Tym co nie wiedząc dokładnie z jaką kategorją zjawisk mają do czynienia zbyt pośpiesznie i bez należytego krytycyzmu wyciągają wnioski, przytrafić się może przygoda podobna do tej, o której pisze Fontenelle w swej „Histoire des Oracles“. W roku 1593 rozniosła się wieść, że pewnemu chłopcu wypadł ząb przedni, a natomiast odrósł złoty. Szereg uczonych począł o „cudzie“ tym wypisywać traktaty i kłócić się wzajemnie o pochodzenie cudownego W końcu ktoś zaproponował, aby udać się na miejsce i owego chłopca wraz z jego zębem obejrzeć. I cóż się okazało. — Po przybyciu na miejsce, skonstatowano, że ząb dla tego był złoty, gdyż otoczono ząb zepsuty złotą blaszką (dentystyki wówczas nie znano). A tymczasem uczeni zdążyli już byli napisać o tym fakcie szereg traktatów, udowadniających jak na dłoni nadprzyrodzoną naturę cudownego zęba! Te dwie przezemnie zacytowane anegdoty, najlepiej chyba ilustrują zarówno niewiarę jako też zbyt pochopną wiarę! Ileż cudów pozornych odnalazło już całkowite i kompletne wytłomaczenie! Przystępując więc do badania zjawisk chwilowo umysłowi ludzkiemu niedostępnych zawsze i stale zachować musimy jeden warunek:

całkowity objektywizm!

Bynajmniej nie twierdzę, że życia pozagrobowego nie ma! Nie twierdzę, że nie się ukazywać na ziemi dusze osób zmarłych! Ale na to by ukazywały się duchy nie mam żadnego dotychczas przekonywującego dowodu! Natomiast twierdzę, że wiele zjawisk na seansach daje się wytłomaczyć zgoła inną drogą!

III.

Seanse. Medja. Oświetlenie. Kontrola. Zjawiska.

W jaki sposób i gdzie możemy badać objawy, zaprzeczające wszelkim dotychczas znanym prawom natury? Odpowiedź prosta i ogólnie znana — na seansach medjumicznych; a dla zademonstrowania się objawów niezbędną jest obecność medjum. Medjum jest zwykle określane, jako osobnik posiadający specjalne właściwości duchowe — dzięki którym mają miejsce zjawiska niezwykłe. Dr. M. Breyer twierdzi, iż zdolności medjalne posiadamy wszyscy, lecz w różnym stopniu; mogą one być kształcone i rozwijane; przez nadużycia można je utracić. Stan, w którym siły te występują na jaw, nazywamy transem — jest to głęboki okres snu hypnotycznego. Jak się właściwie zapatrywać należy na medja i zdolności medjalne? Ogólnie utartem jest mniemanie, że medja są rodzajem osób nienormalnych, nieszczęśników, upośledzonych od natury, zdolności zaś medjalne czemś, do czego człowiek szanujący się i pragnący być branym na serjo przyznawać się nie powinien. Walkę temu przesądowi wypowiedziało Polskie Badań Psychicznych, które pierwsze wystąpiło z twierdzeniem, że zdolności medjalne nie są czemś strasznem, a cennym darem natury, który kultywować i rozwijać należy. Jak istnieją zdolności twórcze poetyckie, literackie i malarskie, tak istnieją zdolności medjalne. Zresztą im dalej zagłębiamy się w badania zjawisk psychicznych, tem bardziej poczyna zacierać się granica pomiędzy t. zw. natchnieniem a zdolnościami Czy geniusze, improwizujący w chwilach wysokiego natchnienia, czy poeci — głoszący proroczo o tem co stać się ma — nie byli de facto jasnowidzami, a więc medjami, że wymienię Swedenborga, Poe’go, Stirnera, Lytton Bulwer’a oraz naszą wielką trójcę: Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego! Różnice bledną i nikną! Stare przesądy jednak w dalszym ciągu i to nawet w sferach naukowych żyją! Kiedy Polskie Tow. Badań Psychicznych wystąpiło na Międzynarodowym II Kongresie ze swym postulatem uznania zdolności medjalnych za cenny dar natury, Kongres zawahał się położyć na to swe accepit, obawiając się krytyki i komentarzy! O ile jednak uznajemy, że medja przynoszą niespożyte zasługi w dziedzinie badań psychicznych, o ile zgadzamy się, że dzięki nim rozjaśnia się mrok, kryjący wiele pozornie nierozwiązalnych zagadek, to winniśmy z odkrytem czołem uznać całą zasługę tych zdolności dla nauki i nie bać się położyć pod niem swego podpisu! najsłynniejszym z dotychczas znanych medjów był amerykanin Home nazywany nie jednokrotnie współczesnym Cagliostro. Daniel Dunglas Home (ur. 1833 w Edimbourg, następnie naturalizowany w Ameryce), dawał najpotężniejsze z dotychczas znanych objawów. Słyszano tajemniczą muzykę, kwiaty padały na obecnych, na życzenie niewidzialne dłonie przynosiły żądane przedmioty, ukazywały się twarze, postacie. Home seansował przeważnie przy świetle: niejednokrotnie fotografowano go unoszącego się, wraz z krzesłem, w powietrzu — kreślił on wówczas ołówkiem znaki na suficie aby obecni mogli się przekonać, że nie ulegli halucynacji. Sam lubił mawiać o sobie, że ma na swe zawołanie szeregi duchów, które mu doradzają, jak w życiu czynić i postępować winien. Karjera Homa należy do niezwykłych. Był on zażyłym przyjacielem Cesarza Napoleona III, na dworze którego seansował często, oraz niemal powinowatym Aleksandra II Cesarza Rosyi, gdyż ożenił się w 1858 r. w Petersburgu ze skuzynowaną z cesarskim dworem hrabianką Kuszelew-Bezborodko. Sam Aleksander II miał ponoć ułatwić małżeństwo. Pozostawił po sobie Home rodzaj pamiętników zatytułowanych „Revelations sur ma vie Surnaturelle“ (Paris 1863 r.), w których szczegółowo opisuje swe sukcesy oraz zjawiska przez siebie wyprodukowane, tłomacząc je naturalnie w myśl panującej podówczas spirytystycznej teorji — uczestnictwem duchów. Z całego szeregu: innych medjów najgłówniejszemi były: Miss Cook medjum Crookesa, o którym już wspominałem (Katy King) Dr. med. Slade, amerykanin, podczas seansów którego, przy świetle dziennem, pojawiały się zjawy. Baron Güldenstubbe, który zamykał w szkatułę papier i ołówek, klucz od szkatułki oddawał obecnym, a gdy po chwili otwierano szkatułkę znajdowano tam zapisany papier. Eusapia Palladino, włoszka, medjum prof. Bozzano, Lombrosa, która swego czasu seansowała z dr. Ochorowiczem w Warszawie i wywołała całą burzę zarzutów o oszustwo. W następstwie skonstatowanem jednak zostało, że większość obserwowanych objawów z Eusapią Palladino była Eva Carriere, medjum dr. Schrenck-Notzinga, której zawdzięczamy większość spostrzeżeń nad „ektoplazmą“. Pozatem cały szereg mniej znanych medjów jako to: anglik William Eligton, szwed Willy S., niemka Marya Volhart, angielka p. Piper ect. ect. Z polskich medjów najbardziej znanemi są: Schneider. Stanisława Tomczykówna (medjum Ochorowicza) obecnie p. Fielding, żona sekretarza angielskiego Tow. Badań Psychicznych — Society for physical recherches. Stanisława P. — która przez dłuższy czas seansowała z dr. Schrenck-Notzingiem i w którego książce, „Materialisations Phänomäne“ jest umieszczony fotografji. Stefanja B. — bardzo popularne przed wojną w Warszawie, medjum. Franek Kluski — pod pseudonimem tym ukrywa się znany w Warszawie poeta i literat. Seanse Kluskiego, które odbywają się w ściśle intymnem kółku są tem ciekawsze, że zjawy pojawiają się samorzutnie przy

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…