Front matter
Bô Yin Râ.
KSIĘGA
'
całość
Bô Yin Râ.
KSIĘGA
'
♦ ♦ Przełożył ♦ ♦
'
3
Nakładem Księgarni Ludwika Fiszera, Łódź-Katowice
Warszawa — Tow. „Ignis“ E. Wende i S-ka.
Zakłady Graficzne
Grapowa i Mazurkiewicza
w Łodzi.
Wstęp.
e trzy rozprawy mają ci dać w najzwięźlejszej formie pojęcie o tem, co cię czeka, gdy śmierć zabierze cię z tego fizyczno-zmysłowego świata zjawisk. Mają ci one, niby przewodnik w podróży, powiedzieć rzeczy najpotrzebniejsze o nieznanym kraju, w który wkroczysz. Jednocześnie uchronić cię one mają od niejednego błędu, w który popaść możesz, myśląc o owych zmarłych, których kochałeś na ziemi. Wiara i zabobon dawnych i nowych czasów nagromadziły tyle fantastycznych wyobrażeń odnośnie do „zaświata“, iż koniecznem jest przesiać ten ogrom. Ci jedyni, którzy mają coś do powiedzenia w tej dziedzinie, uważają za wskazane nie ukrywać nadal swej wiedzy. — Niechaj ci ona jak najlepiej posłuży!
Sztuka umierania.
niemasz zapewne, iż umierać nie jest ą, lecz przykrą ą, którą się e. — Podobnie sądzą niezliczeni i codzień niezliczeni opuszczają przez śmierć ciało ziemskie, nie ucząc się nigdy przedtem sztuki umierania. Na wielu przychodzi śmierć niespodzianie, „jak złodziej w nocy“, innym jawi się jako przeraźliwy upiór, jeszcze innym jako ostateczny wybawca od cierpień, a inni znowu i ją przywołują, albowiem oczekują od niej wyzwolenia z biedy i troski cielesnej i duchowej. Rzadko jednak napotyka śmierć na kogoś, kto sztukę umierania — — Aby poznać tę sztukę, musisz się od lat najwcześniejszych uczyć, czem jest ć, co znaczy „umierać”. Podobnież musisz w pełni swych sił umrzeć iżbyś umierać, gdy śmierć cię zaskoczy. — — — Umierać nie jest tak o, jak mniema wielu, alić nie jest też o, kiedy się tego o. Każda sztuka wymaga a, i sztuki umierania nie można się bazeń nauczyć. Wszelakoż trzeba bowiem dnia pewnego popróbować, czy się to mnie już, czy nie. — Większość ludzi śmierci, bowiem nie wiedzą dobrze, co się wówczas dzieje, a ci co twierdzą, że się ą, podobni są dzieciom, wyruszającym w łódce na morze, nie znając jego niebezpieczeństw. — Atoli ty masz być, jako sternik, co zna prądy i wichry i wie, jakie krainy czekają go po drugiej stronie morza.
✽
„Śmiercią“ nazywa się utrata panowania nad ciałem ziemskiem i jego narządami zmysłowemi, jeśli owa utrata zachodzi e, bowiem ciało z przyczyn fizycznych nie jest już w stanie zachować siebie. Podobne przejście ma miejsce zawsze, gdy kładziesz się do snu, lecz wówczas tracisz tylko tylko panowanie nad ciałem i zmysłami, podczas gdy przy śmierci odchodzi cię ono e. Widzisz, jak przyroda uczy cię właściwie codzień umierać. Możesz tego również doświadczyć przy omdleniu lub sztucznem wyparciu świadomości z ciała. Ale doświadczasz przytem tylko części owego przejścia, ponieważ twoje zmysły wewnętrzne powinny być do tyla rozbudzone, abyś „po tamtej stronie“ bytu powrócił do siebie i bez ciała ziemskiego odnalazł się u. — Marzenia mogą ci dać o tem życiu bez ciała fizycznego. Jak w marzeniach sennych odnajdujesz siebie czynnym, myślącym, świadomym i czującym, jak i tam żyjesz w „ciele“, choć twoje ciało fizyczne spoczywa na swem łożu w ciężkim śnie, tak dzieje się, gdy po duchowej stronie świata przychodzisz do siebie bądź to chwilowo, bądź — jak przy śmierci — na zawsze. Różnica polega tylko na tem, że we śnie spostrzegasz jeno mniej lub bardziej zwiewne obrazy swojej plastycznej wyobraźni, które przez tysiące psychicznych i fizycznych podniet zyskują pozór życia, podczas gdy obudziwszy się po duchowej stronie świata, tak samo królestwo snów, jak gdy się budzisz w swem ciele fizycznem. Wkraczasz wówczas w królestwo a, które nietrudno ci jest odróżnić od najżywszych i „najnaturalniejazych“ ze swoich snów, bowiem ty sam znajdujesz się wówczas w stanie, wobec którego najbardziej świadome życie za dnia w ciele ziemskiem zdaje się tylko wędrówką senną. Widzisz, słyszysz i czujesz świat, co w stanie czuwania swego ciała fizycznego, ale widzisz go y. dla ciebie w ciele fizycznem ukształtowanie świata staje ci się nagle m, a rzeczy dostrzegalne fizycznie są ci teraz pustem „powietrzem“. — Jakkolwiek mało byłoby ludzi, co w ciele ziemskiem doświadczyli tego stanu, jest ich wszelako znacznie więcej, niż się przypuszcza, bowiem większość ludzi instynktownie trzyma w tajemnicy swoje przeżycia z tej dziedziny, bądź z obawy przed niewiarą innych, a co zatem idzie przed piętnem śmieszności, bądź w przekonaniu, iż obdarzeni zostali wyjątkową „łaską“. Nie można wprawdzie w ten sposób wkraczać sfery duchowe, ale zawsze jest to „g“, aczkolwiek ci, co tam wkroczyli, nie są w stanie dotrzeć do „a“ tej krainy, ani nawet wspiąć się na jej „y“. — m docierają jeno owi zgoła nieliczni, którym tu, po fizycznej stronie świata powierzone zostało prastare dziedzictwo tajemno-duchowego doświadczenia, ci, co zrodzili się wysokimi kapłanami, „mistrzami“ czynu tajemno-duchowego, oraz ich prawi następcy. h wiedza będzie ci tu dana, a ten, kto ją daje, mówi z doświadczenia, mówi jako słyszalny głos swoich ukrytych wysokich Braci...
— Co dnia, co godzina widzimy tysiące ludzi, którzy na zawsze przekraczają „tamten brzeg“, a nie mamy możności im, albowiem nie posiedli oni w swem życiu ziemskiem sztuki umierania i tak oto idą tam nieprzygotowani, jak rozbitkowie, wyrzuceni przez burzę na ląd. — — Bezradni błądzą w nowej formie bytu, nie mając możności uchwycenia dłoni pomocnych, co się im naprzeciw wysuwają. Jak nowonarodzone dzieci, nie wiedzą, czy to, co ich spotyka, niesie niebezpieczeństwo, czy pomoc. — — Tak oto błądzą nadal, ciągle w pobliżu brzegu morza, które wiąże jeszcze ich uczucia z opuszczoną drugą stroną bytu, aż przyciągnięci magnetycznie, odkrywają jedną z owych małych krain nadbrzeżnych, z owych dziedzin wszechświata duchowego, która odpowiada ich pojęciom i ich tęsknocie, a wówczas mniemają, iż odnaleźli swe „niebo“, tem bardziej, że ci, których tam spotykają, wierzą w to samo. Kiedy tam raz popadli, na długi czas podlegają swemu losowi i niezwykle trudno jest nam tak zbłąkanego wyciągnąć z jego instynktownie wybranej żałosnej błogości. — Że jednak chcemy nauczać unikania manowców i że odwieczna miłość każe nam tak czynić, tedy uczyć was będziemy sztuki należytego umierania. Istota sztuki tej polega na tem, że się i, — wśród planów przyszłości i gorączkowej pracy, w kwitnącem zdrowiu i świeżości sił, — jest w radosnem weselu przekroczyć „drugi brzeg“ bytu na zawsze i bez możności powrotu. — — To, czego wymagamy, jest to stan zgoła niełatwy do osiągnięcia, lecz jest on bezwarunkowo nieodzownym. Kogo sprawy życia ziemskiego tak wiążą, że nie może się ich wyzbyć, ten z trudnością nauczy się sztuki należytego umierania. — Atoli należycie i radośnie umie ten tylko, kto potrafi stworzyć w sobie z własnej woli stan gotowości do śmierci co dnia i co godzina, wolny od obaw i wolny od wszelakiego smutku. — — Wie on, iż nic z tego, co tu zostawia, — choćby to byli najukochańsi ludzie, istoty najbardziej łaknące opieki, — nie może być z nim e, jeśli sam nie sprowadził rozłąki. — Wie on, iż pozostanie j, w tem samem „miejscu“, bliżej jeszcze tych ludzi, niż kiedykolwiek za życia, i, aczkolwiek nie „wszechobecny“, jednakże znacznie zdolny im pomagać, niżby to było możliwem w ciele fizycznem. — — Kto w ten sposób praktykuje sztukę umierania, niechaj wie, iż będzie mu umierać, nawet gdyby go śmierć zaskoczyć miała zgoła e. —
Że przy śmierci jest w swych okolicznościach tylko dla bolesne, sam zaś umierający wcale przy tem nie cierpi, a czuje jedynie ból wskutek swej ewentualnej choroby, dopóki jeszcze umarł, o tem wie każdy, kto na to przejście fizyczne umiejętnie zwrócił uwagę. Nie należy to właściwie do dziedziny spraw tajemno-duchowych. Musimy tu tylko omówić stan i. — Choćby umierający był do ostatniego tchnienia zupełnie przytomny, jednakże w chwili śmierci opada go rodzaj drzemki, z której budzi się wówczas dopiero, gdy zewnętrzna „śmierć“ już się dokonała. W chwili tego przebudzenia, które następuje w kilka sekund, minut po zewnętrznie stwierdzonym „zgonie“, znajduje się on już w swem ciele duchowem po stronie świata, t. j. odmienił on zdolność dostrzegania uwarunkowaną zmysłami fizycznemi na nowy, dotąd w rzadkich tylko wypadkach znany mu rodzaj dostrzegania. — Daleki jest jednak od tego, aby się uważać za „umarłego“, bowiem czuje się — — — Nie czuje się w żadnym razie „bezpostaciowym“, albowiem jego ciało fizyczne było tylko mniej lub więcej podobnym obrazem ciała o, stworzonego nieświadomie przez siły jego woli. — Tak zaś jak ból ustaje, gdy tylko cierpiący członek ciała zostaje sztucznemi środkami znieczulony, tak i cierpienia fizyczne, które może umierający odczuwać na krótko jeszcze przed śmiercią, znikają całkowicie w chwili przebudzenia w duchu. Istnieje jeszcze natomiast pewne połączenie przez rodzaj sił „magnetycznych“, elektrycznych, czy „astralnych“ t. j. fluidycznych, i dzięki niemu odczuwa przebudzony w zaświecie na sposób duchowy wiele z otoczenia swego ciała, co właściwie należy do sfery świata o, opuszczonego oto przezeń. Odczuwa w ten sposób promieniowanie „magnetyczne“ otaczających ciało jego osób, odczuwa „ą“ ich poruszeń, wartość uczuciową ich słów, i podobnie ślepcowi ma jednak dokładną świadomość przestrzeni zewnętrznej. Wszystkie te stosunki ze światem zmysłów trwają jeszcze dość długi czas, choć „trup“ już zdawna ostygnął, wreszcie jednak znikają całkowicie. jeno świadomość oraz jasne widzenie i poznawanie ludzi w ich kształtach, które, pomijając różnice w stopniu udoskonalenia, odpowiadają kształtom m. Osobników mało rozwiniętych duchowo przeraża nowy stan tak bardzo, iż nie spostrzegają, że m, uważają się za „ozdrowionych“ poprostu i pojąć nie mogą, czemu ich najbliżsi rozpaczają po nich. Częstokroć usiłują wówczas z całych sił przekonać opłakujących ich, że jeszcze, ale usiłowania ich są w podnieceniu boleści niedostrzegane, aż wreszcie zwątpiali odwracają się od tej szalonej głupoty i wówczas dopiero dostrzegają, że nie są już uwięzieni w ciele m. Wtedy to poczynają się niby „ć“, a „oczy“ ich otwierają się stopniowo na nowy świat (zawarty w starym), który ich otacza. Tu oto zaczyna się dla tych, co nie znali wprzódy sztuki umierania, błądzenie. Są wprawdzie zaraz w pobliżu skorzy pomocnicy, lecz nie są jako tacy uznawani, a opętany przez swe fizyczno-ziemskie idee zmarły odpycha ich od siebie, tak że nie mogą mu pomagać. — — Kto zupełnie był uwięziony w ziemskości, lub troski swe kierował jedynie na sprawy ludzi ziemskich, do których nie może już wrócić, tego opanuje na myśl o niemożliwości powrotu bolesne zwątpienie, które może być wtedy jedynie opanowane, gdy będzie on zupełnie zdolny do rozpoznania swych nowych możliwości działania wobec świata ziemskiego, które są teraz jedynie rodzaju. Ci jednak, co w życiu fizycznem zrośli się z jakąś ą, z jakiemś specjalnem i związanemi z niem wyobrażeniami, tracą natychmiast prawie całe zainteresowanie się opuszczonym światem fizycznym i albo usiłują zdobyć jeszcze jedną możliwość uskutecznienia swej idei, albo szukają przekazanego sobie wedle ich wiary królestwa „i“, i dziwią się jeno, że go zrazu nie znajdują. I ci i owi znajdą wreszcie spełnienie swych pragnień, wkraczając nakoniec w jedno z niższych królestw duchowych, którego nieświadomymi współtwórcami byli już na ziemi. To przejście nie jest w żadnym razie a, bowiem wszystkie światy duchowe, — a jest ich niezliczenie wiele, — aż do najwyższego i najczystszego świata ducha znajdują się w jednem miejscu, przenikając się wzajem. — — — Aby z świata duchowego wkroczyć w i, potrzeba tylko innego a, które czyni świadomość na pewne zjawiska jakoby „ślepą“, na inne zaś ą. — — Ale tego czy innego „nastawienia“ nie może w sobie własnowolnie wywołać nikt, prócz mistrzów najwyższego królestwa duchowego i ich pełnomocników, ich wybranych uczniów. Kto zaś nie należy wprawdzie do nich, ale na ziemi, póki świadomość jego była jasna i zdolna do przyjmowania wrażeń, zżył się wewnętrznie z oczekującym go po „śmierci“ stanem, jak my mu go obwieszczamy, zarazem przeżywając go zawczasu w wyobraźni, ten wnet po obudzeniu się w duchu spostrzeże wyciągające się doń pomocne ręce i znajdzie w sobie wolę do pochwycenia ich. Tego jedynie spodziewał się on w życiu po tamtej stronie fizycznego świata zjawisk. możemy dopomóc. Pojął on istotę sztuki umierania, a zaufanie jego nie będzie zawiedzione. Powiedziemy go — mimo różnorakich królestw nadbrzeżnych, które przez siły woli stworzyło sobie marzycielstwo i obłęd ziemski, — wprost do „a“ krainy, gdzie oczekiwać go będzie miłujące, wysokie nauczanie, które powiedzie go naprzód, iżby wreszcie kiedyś, po czasie zależnym od stopnia duchowości, osiągniętego przezeń na ziemi, i określonym siłą rozjaśnienia jego woli, stał się zdolnym wkroczyć do naszego najwyższego królestwa ducha, do świata błogiego, absolutnego Dokonania. — — — — Widzisz, że „śmierć“ zachodzi nawet twej woli, a co cię „po tamtej stronie“ oczekuje, ę, choćbyś w „t“ nie wierzył, ale widzisz też, jaka moc właściwa jest twej woli i że zdolen jesteś przez przygotowanie się tutaj, na fizycznie dostrzegalnej ziemi, określić istotnie swój dalszy los. — — Wymagane jest jednak od ciebie bezwarunkowo życie po ludzku wolne od zarzutów, rozjaśniane przez wysokie prawo, do wszystkich twych współstworzeń, bowiem istnieją po tamtej stronie świata również krainy męki i zwątpienia, trawiącego żalu i pożądania samozniszczenia (bez spełnienia pożądania tego), a przez te krainy muszą niechybnie przejść ci wszyscy, którzy tu nie uszanowali prawa miłości do siebie samych i swoich współstworzeń. — — — Do nich należy też w pierwszym rzędzie wielu tych, co się tutaj targnęli na swe życie, aby się umknąć tchórzliwie zadaniom swym w świecie fizycznym, aczkolwiek niewzruszone wieczne prawo i w tych wypadkach często sąd nierównie łagodniejszy wydaje, niźli wyrok większości ludzi na ziemi. — Częstokroć jest samobójstwo cielesne rodzajem „choroby duchowej“, a ludzie, co tak oto z własnej ręki zmarli, w mniejszym stopniu ponoszą skutki obranej przez siebie śmierci, niżeli skutki Najczęściej podlegają oni po pewnym czasie ponownemu wcieleniu na ziemi, i jest to jeden z nielicznych wypadków, gdy możliwa jest tak zwana „reinkarnacja“. — — — Nie sądź jednak mimo to, jakobyś musiał wieść na ziemi bojaźliwe, wiecznie zatroskane o „zbawienie duszy“ życie „świętego“. Zawiodłoby cię to z pewnością do jednej z owych złudnych krain nadbrzeżnych, które szaleństwo ludzkie stworzyło nieświadomie. Życie w wiernem spełnianiu obowiązków, pełne miłości do wszystkiego, co żyje, pełne dążenia do wszelkiego piękna i dobra, do ładu w zbiorowisku twych pragnień i do uszlachetniania przyjaciół, życiu pełne radosnej wiary w spełnienie twych najwyższych i najrozgłośniejszych tęsknot, będzie dla ciebie tutaj m, szczególnie, jeśli zarazem pragniesz nauczyć się tego, co nazwałem tu „sztuką umierania“. — — — Jest jeszcze droga daleko godniejsza, o której mówiłem w innem miejscu. Na tej drodze może człowiek osiągnąć to, iż „g“ jego w nim się „narodzi“. — Nie dla wszystkich jest ona dostępna, bowiem wielu ludziom brak do tego siły i wytrwałości. Ale i tym, co na tę drogę wkraczają, nie inne jest potrzebne życie tu na ziemi, jeno to, które-m dopiero co opisał... Żałosne „świętoszkostwo“ zarówno jest godne pogardy, jak puste gesty „zaprzeczenia świata“. Wszystko, co jest po fizycznie dostrzegalnej stronie świata pomyślane, odczute i uczynione, ma swój nieustanny wpływ na świat, a dzieła, które człowiek tu tworzy, pozostają przy nim na długo po śmierci, chociażby tu służyły wyłącznie potrzebom m. — — — Zakładając możliwość odpowiedzialności moralnej, nie idzie o to, czynisz, lecz czynisz. — — — Najniższa praca na ziemi może ci przysporzyć nieprzerwanych sił do dalszego życia po stronie świata, jeśli jej dokonujesz w najtroskliwszem spełnianiu obowiązku, radośnie i wedle wszystkich sił swoich, jak gdyby istnienie wszechświata od tego tylko zależało. Przed jesteś odpowiedzialny; we wszystkiem, co myślisz lub czynisz, we wszystkich swoich poczynaniach po tej stronie świata jesteś li nieświadomym twórcą swego losu. — — To, co nazywasz „tu na ziemi“ swoim „losem“, jest tylko śmiesznie małym wycinkiem bezmiernie wielkiej całości, a gdy się tu ze swoim losem zmagasz w sposób może bardzo rozsądny i z ludzkiego punktu widzenia y, podobien jesteś dziecku. które chce otrzymać coś, co mu później, gdy dorośnie, jest w bogatej pełni przeznaczone, a coby mu dziś może jeno szkodę przyniosło. — Dopiero osiągnąwszy stopień świata duchowego, będziesz mógł kiedyś swój los i wówczas uśmiechać się będziesz na myśl o swych poprzednich sądach. — — Zobaczysz wówczas, iż najlepsze twe zasady rozumowe, co zwiodły cię do tych sądów, były takoż głupotą, albowiem chciałeś mierzyć piękno kwiatu, słodką wspaniałość owocu wedle mnogich włókien korzonków, zapomocą których roślina umocowana jest w ciemnej ziemi. — — — Ten tylko, kto się uwolni od ciasnych wyobrażeń, powstałych z ograniczonego pola widzenia jego fizyczo-zmysłowego poznania, pojmie w przeczuciu odrobinę tego, co go czeka. — Nie jest to pustym frazesem, gdy ongiś pewien Wiedzący w jednej z chwil swego podniesienia rzekł: „Oko tego nie widziało, ucho tego nie słyszało, co Bóg zgotował dla tych, którzy go miłują“. — Atoli „miłować Boga“ znaczy to: — miłować tak wszelkie utrapienie i wszelki ból ziemi, jak gdyby tak się właśnie wszystkiego pragnęło, jak się w naszem życiu dzieje. — — — „Miłować Boga“ znaczy to: — miłować ziemię i wszystko, co żyje na niej, takie jakiem ono t, choćby było zgoła przeciwne pragnieniom naszym. — — — „Miłować Boga“ znaczy to: — brać na się radośnie wszelkie brzemię, które dane jest nam do dźwigania na długiej i uciążliwej drodze, wiodącej wreszcie po długotrwałem błądzeniu u. — — —
Po tem wszystkiem będziesz też wiedział, jak czcić „zmarłych“, tych, co wprawdzie jak przódy i potem, jeno umknięci chwilowo twojej zdolności dostrzegania. — — Będziesz oto wiedział, jak możesz im nadal m, jeśli potrzebować będziesz pomocy, otrzymasz ją od nich. — Nie jest to zaiste właściwa droga do porozumiewania się z tymi, co zmarli dla ziemi, zakładać „kółka spirytystyczne“. Przyjmując nawet uczciwość uczestników i niemożliwość jakiegokolwiek, choćby oszustwa, macie przecież jednakże za mało wiedzy o siłach, które się w ten sposób ujawniają, i nie jesteście nigdy w stanie rozpoznać niemylnie sprawców zjawisk. Zjawiska te nie są też bynajmniej objawami sił „zaświata“, ale pochodzą z nieznanej jeszcze dziedziny świata o. — Jest wprawdzie możliwe, iż niektórzy przebudzeni w duchu, więc „zaświatowi“, istotnie temi siłami odnośnie do istotom, żyjącym w owej nieznanej dziedzinie, a nadto zazwyczaj usuniętym z zakresu ich zdolności dostrzegania, — ale omyłki do tyla przewyższa możliwość prawdziwego porozumiewania się, iż nie można dość dobitnie ostrzegać przed wkraczaniem na tę drogę. — Ten, kto was tu ostrzega, zna wszystkie możliwe w dziedzinie spirytyzmu zjawiska z własnego, pewnego doświadczenia i zna także ów niewidzialny fizyczny świat pośredni, jego moce i jego niewidzialnych mieszkańców, którymi umie się posługiwać, gdy tego żądają okoliczności, tak jak się posługuje wierzchowcem lub wyżłem. Jemu służą te siły, gdy tego żąda, i nie ma on potrzeby urządzać „seansów spirytystycznych“, albowiem może, gdy tego wymaga zadanie jego, wkraczać w ten świat zupełnie tak, jak może zupełnie świadomie wkraczać w czysto światy. Jużci przyjemnie nie jest mieć z temi stworzeniami do czynienia, i nikt z tych, co się tego dobrowolnie podejmują, nie czyni tego bez konieczności i bez pewnego u. — — Z temi to istotami i ich siłami psychicznemi wstępujecie jednakże czasami w związek i wysysają one was jak pijawki, gdy podczas seansów spirytystycznych mniemacie, iż rozmawiacie ze „swymi ukochanymi zmarłymi“. Jeśli to naturalnie nie wasze własne, wam samym nieświadome siły, które należą do tej samej nieznanej fizycznej dziedziny, gdzie żyją opisane stwory, powodują wszystkie zjawiska, a wy w ten sposób gracie w istocie komedję duchów. — — — porozumienie się, jedyne porozumienie się ze zmarłymi odbywa się w „duszy“, i jest natury czysto j. Wasze własne ciało duchowe jest dla was narzędziem poznawania. — Każda wasza myśl, każde przenikające was uczucie jest przejmowane po tamtej stronie, jak tu słowo wypowiedziane, i takoż przejmujecie wy, jeśli znajdujecie się w spokoju i w stanie dostatecznie dobrego odczuwania, oznajmienia tych, co żyją po stronie świata, jako ciche myśli i wnikające w was z zewnątrz uczucia, które przy pewnej wprawie łatwo można odróżnić od własnych myśli i uczuć. — — Ale pomijając to, co może się stać dla was e, zachodzi ciągłe nieświadome działanie influencyjne i częstokroć jesteście w znacznie sensie „medjum“ zmarłego, niźli wszystkie medja kółek spirytystycznych. — — — Gdybyście byli przyzwyczajeni dokładniej obserwować swe życie, spostrzeglibyście nieraz, iż bez jakiegokolwiek świadomego względu działacie nagle po myśli ukochanego „zmarłego“, i podobnie dałoby wam wiele do myślenia, iż często ze strony ludzi obcych zachodzi coś, co możnaby uważać właśnie za spełnienie jakiegoś pragnienia, które nosił w sobie zmarły za czasów swego życia fizycznego. — Jużci jest to wszystko mniej efektowne, niźli tańczący czy latający stół, lub zgoła „zmaterjalizowana“ postać, w której się pod czarem z całą pewnością rozpoznaje i słyszy zmarłego, aczkolwiek to, co stoi przed wami i wyciąga dłoń do was, nie jest niczem więcej, jeno rodzajem astralnej „figury z panoptikum“, która pożyczyła sobie od zmarłego rysów twarzy i przez którą przemawia jeden z owych stworów, od których odwrócilibyście się z odrazą, gdybyście je nagle cielesnemi oczyma ujrzeli, stojące obok siebie w ich właściwej postaci. — — — To wszystko wyda się niedorzecznością ludziom, co nigdy nie przeżyli prawdziwego zjawiska spirytystycznego, ale to nie szkodzi, iż spirytyzm posiada miljony tajemnych zwolenników, stworzył ogromną literaturę i coraz nowych nawróconych ściąga w swe zaczarowane koło, tak iż ostrzeżenie moje dla wielu winno być na miejscu...
✽
— Cały wszechświat fizyczny i duchowy jest jednolitą Całością. Jego istotna dla niewielu tylko jest odsłonięta. Prawie wszystkie żyjące w nim istoty widzą jeno i to w nieświadomie stworzonem przez siebie przekształceniu. Po i po stronie świata istnieją najrozmaitsze sposoby widzenia, a wszystko tak widziane rości sobie pretensję do „rzeczywistości“. Życie po „śmierci“ ciała fizycznego jest tylko a. Tę samą widzi się i odczuwa, lecz w czysto sposób, z nastaniem którego znika dostrzeganie zmysłów h. — Życie pozostaje jednak we regjonach dostrzegalne o, chociażby „zmysły“ były zgoła rozmaite. — — „Śmierć“ jest tylko do używania swoich dotąd zmysłów. — — Kto umie już w używać swych zmysłów duchowych, ten widzi rozmaite światy jakgdyby pomieszane ze sobą i często trudno mu jest odróżnić, co należy do świata zmysłów, a co do o. — Tylko bardzo nieliczni, którym się odsłoniła i „rzecz sama w sobie“, „n“, odczuwają wnet jedyną, ostateczną która „działa“ zarówno w duchowym jak i w fizyczno-zmysłowym świecie, która jest wszelkiego bez względu na to, czy jest ono przeżywane w czy sposób. — Człowiek zaś jest to: ć.
Z wieczystego świata mistrzów.
esteśmy napozór tak daleko od waszego świata, a jednak więcej niż blisko, bowiem świat, w którym żyjemy, jako to, co nas od was wasz świat, jako woda przenika mokrą gąbkę. — — — Wówczas dopiero będziecie umieli dostrzegać świat, w którym żyjemy duchowo, gdy posiądziecie zdolności duchowe dostrzegania i gdy zdołacie wznieść się ponad światy duchowe. Wielu z was szuka nas i mniemają, iż potrafiliby nas znaleźć, gdyby znali nasze ludzkie miejsca pobytu na ziemi, lecz gdyby nawet znaleźli nas na ziemi, nie zbliżyliby się do nas przeto. — Widzieliby tylko nasze ziemskie ciała, słyszeli nasze ziemskie głosy i wiedzieli, jak zwykliśmy żyć na ziemi. Atoli do „i“ naszej nie mogliby jednakże wkroczyć, bowiem leży ona po stronie świata, a nie na stokach Himalajów, gdzie mieszkają jeno w ciałach ziemskich i od wieków mieszkać zwykli niektórzy z naszych najwyższych Braci. Przez wieki budowaliśmy naszą świątynię i ciągle budujemy ją nadal, a nigdy budowy nie ukończymy w zupełności, bowiem każdy wiek zmusza nas do budowania nowych kaplic i ołtarzy, nowych kolumn i łuków — wedle tajemnych planów tajemniczego Rytmu. Wszystkie wasze świątynie i ołtarze na ziemi są jeno nieświadomem odzwierciedleniem, — mniej czy bardziej dokładnem, mniej czy bardziej , — prawzoru naszej świątyni wieczności. Ich twórcy, o ile byli i, jeno w wysokiej intuicji przewidzieli je i stworzyli. — Świątynia ta nie jest tylko symbolem. Istnieje ona jako budowla duchowa, odczuwana przez istoty duchowe równie dokładnie, jak wasze świątynie i sterczące w niebo katedry. W świecie jest wszystko równie „namacalnie“ i „realnie“ odczuwane, jak w waszym świecie zmysłów h, i wielkiemu ulegacie złudzeniu, sądząc, iż spotkać tu można jeno puste, bezcielesne zjawy.— — — I u nas istnieją „lądy i morza“, głębokie wąwozy i góry wysokie, lodowce, pokryte wiecznym śniegiem, i rozległe, ciche doliny, pełne uroku i spokoju. I po j stronie świata istnieje „przestrzeń i czas, przyczyna i działanie“, aczkolwiek stoimy do wszystkiego tego w zgoła innym u, niżliśmy wam podobnie zwykli na ziemi, w świecie, gdzie wy żyjecie.— — Wszystko jest pojmowane jako ć, podobnie jak w zmysłowo dostrzegalnym świecie, i „co do miejsca“ nie różni się od niego, lecz nie podlega już znanym na ziemi prawom fizycznym. — naszą wzrasta, co ma nam służyć w ciele duchowem, i wolą naszą zbierany jest owoc dojrzały bez trudu i pracy zewnętrznej. Nie znamy jeno w naszych włościach duchowych, a wszystko, co jest w człowieku a, straciło tu swą moc nad nami. — — Na ziemi mogli jedni z nas lubować się w mięsie zwierząt, inni wystrzegać się go; tu jednak niema innych potraw, jeno „owoce“, „wino“ i „chleb“. — Chleb, co powstał bez pieca, wino, co nie oszałamia. — — „Jemy“ tu i „pijemy“, jak to czyniliśmy na ziemi i istnieje też stan orzeźwiającego „snu“. — — — — — Że jednak pokarm nasz powstał z duchowej, a nie przez siły zewnętrznej ziemi, tedy odnawia on i odświeża nasze ciało duchowe, nie pozostawiając jakichkolwiek resztek nieczystych, które musiałyby być wydzielane. — Wszystko to wyda się wielu z was nazbyt „zmysłowe“, ale zapominacie, że i wszystko zmysłowe na tej ziemi jest tylko jakiegoś stawania się, a więc samo w sobie m. — zarówno we wszechświecie dostrzegalnym fizycznie-zmysłowo, jak i w duchowym, jest się, a królestwo ducha, jak wy je sobie wyobrażacie, — bez form, bez ciał, bez symboli, — nie istnieje e, lub tylko w waszych głowach. „Bezkształtne morze bezpostaciowej Boskości“ jest poza wszelkim bytem, i zgubieni w m, nie odnaleźlibyście już siebie nigdy. Z niego wyszliście, aby się stać postacią i wyrazem swej woli, i musiałoby ono odepchnąć i cisnąć znowu we wszechświat każdego, ktoby chciał wrócić w jego bezkształtną bezgraniczność, gdyby to ktoś ł. —
✽
Nasza wspólna wola stworzyła tu wszystko, jakiem ono jest, a nikt, kto żyje świadomy w tym świecie duchowym, nie chce mieć czegoś j, niż ono jest. Dlatego wszyscy przyjmują tu wszystko jako podobnie realne i dane, jak na ziemi, z jedną tylko różnicą. Woli naszej nie przeciwstawiają się tu żadne fizyczne. Gdy chcemy, aby się coś o, wystarcza to, iżby zależnie od woli naszej prędzej czy później, ale stanie się, y, bez narzędzi i bez innego wysiłku, jak ten, który jest w chceniu naszem. — Gdy chcemy, aby coś o, wystarcza nowe użycie siły naszej woli, ażeby znikło ono bez najmniejszego śladu swego poprzedniego istnienia. Tylko powszechny i dla wszystkich wspólnie istniejący z jego prawami i formami podobnie nie daje się odmienić ani zniszczyć, jak świat zmysłów fizycznych.
✽
Są jednak inne jeszcze światy we wszechświecie duchowym, wprawdzie podobne w pewnych prawach do naszego, o tyle wszelakoż zarówno od naszego jak i od świata zmysłów fizycznych, że twory ich są w porównaniu z tworami tych dwu światów stosunkowo małej trwałości. Są to światy tych, którzy jako duchy weszli w sfery duchowe bez świadomości, iż mogą się wznieść do twórczych wyżyn ducha. Wszystko, co uważali za istniejące w duchu, gdy jeszcze żyli w świecie zmysłów h, wszystko, czego teraz jako „duchy“ pragną i co chcą widzieć spełnione, rodzi się tam na krótko, atoli nie ma trwałości, bowiem każdy chce tam i ciągle jeden burzy dzieła drugiego. — Pewne światy, odpowiadające długo na ziemi piastowanym i wielką siłą wiary przepełnionym powszechnym wyobrażeniom, istnieją przez liczne stulecia, ale ich nieświadomi twórcy bronić muszą ciągle ich trwałości przed siłami woli, skierowanemi na coś innego. — Nie wiecie nawet, ile nietolerancji religijnej na tej ziemi, ile waśni narodowych i ile innych rozterek pochodzi od działania wstecznego tego dążenia do obrony po stronie j! — — Wszystkiemu, w co na znanej wam ziemi poważnie i czego o, odpowiada w sferze duchowej pewien świat, który istnieje tak długo, ale też i nie dłużej, póki znajduje ono na ziemi wolę i wiarę i posyła do królestwa ducha chcących, pragnących i wierzących. — — — Przez działanie wzajemne jedno zachowuje drugie. Wszystko, co się zwalcza na ziemi, jest sobie wrogie w duchowem królestwie spełnienia, które sobie nieświadomie stworzyło, i działa swemi wrogiemi siłami napowrót na ziemię. — Lecz wszystkie te światy, te duchowe „królestwa nadbrzeżne“, zniszczeją kiedyś, a trwałość ma i jeden tylko twór duchowy, pochodzący od woli zbiorowej. — —
✽
Nie zwalczamy kierunku woli, wiary, jakkolwiekby się nam wydawała niedorzeczną lub godną pogardy. — Nie mamy też potrzeby bronienia naszego świata duchowego przed jakimikolwiek i, gdyż ci, co nam ewentualnie być wrogami, nie wiedzą, y, i nie mogą nas nigdy dosięgnąć, ilekolwiekby o nas słyszeli. — Tak tedy ich wola, wrogo przeciw nam skierowana, zwrócona byłaby przeciw u, które oni sami sobie stworzyli, nigdy zaś i naszemu światu. — Atoli my widzimy, głęboko pod sobą, owe światy duchowe i ciągle dążymy do tego, aby z nich wyzwolić tych, co Najwyższego i wierzą w wieczyście niezniszczalną ć. Ich tylko możemy wcześniej czy później wywieść z obłędu, i to jest właśnie najgłówniejsze dzieło, jakie czynimy. — Inni, gdy spostrzegą kiedyś, iż nawet ów y, który stworzyli nieświadomie, nie da im dokonania, będą musieli w mękach tantalowych wkroczyć na drogę, o której mówić nie wolno, a która ich dopiero po „wiecznościach“ zawiedzie na najgłębszy szczebel owej drabiny, gdzie i oni kiedyś mogą dosięgnąć światła i głębi swego bytu. — — —
✽
— Wszystko to możnaby uważać za marzenia nieco fantastycznego mistyka, ale radzę wam we własnym interesie brać rzeczy te raczej jako opisy podróżnika, co was zaznajamia z odległemi, nieznanemi wam dotąd krainami. — Innych z was mogłoby zgorszyć, iż słyszą tu o, niżeli dotąd słyszeli od tych, co twierdzili, że w czuwania wewnętrznych zmysłów przekroczyli królestwo ducha. Nie należy jednak zapominać, że wprawdzie przy pewnem ćwiczeniu jest dla niektórych ludzi rzeczą możliwą wkraczać w królestwo duchowe, ale że z nich nie dotarł do świata duchowego, który jest dla tych jeno dostępny, co od urodzenia należą do powołanych strażników wiedzy tajemno-duchowej, którzy wiedzeni byli pod wysokim przewodem i wypróbowani zostali w próbach wieloletnich. — — — „Jasnowidzący“ natomiast, których „wyniki badań“ na „wyższych płaszczyznach“ widzicie, są ludźmi, co w najlepszym razie przekroczyli tylko królestwa wszechświata duchowego i sami oto wiernie wierzą w to, co tam widzieli, albo co im tam usiłował pokazać rzekomy „mistrz“, który żył jeszcze w pełni złudnego szczęścia swego fałszywego poznania. — — — Rzadszą, niźli przypuszczacie, jest istotnie wieść z naszego świata we wszechświecie duchowym. — Ci, którzy ją otrzymali, kryli ją zazwyczaj w tajemnicy i obawiali się, iż sprofanowaliby świętość, oddając wiedzę swą motłochowi. idzie wieść ta h, jako h, co są w stanie objawić ludzkości o jej świecie ducha. — Nie występuję przed wami w jako nauczyciel, lecz daję wam z swego wieść o świecie, w którym żyję ze swymi Braćmi, wiodąc jednocześnie wśród was i wam podobnie życie człowieka ziemi. — Daję wam e, lecz każde słowo piszę w ciągłem porozumieniu ze swymi Braćmi. Niechaj każdy, kto słowa te czyta, pominie zewnętrzną osobowość ich autora, a szuka tylko w swem sercu współdźwięku z tem, co mu tutaj oznajmiam. Usłyszy on ciszej, a może już wyraźniej, w zależności od stopnia, w jakim się wzniósł ponad sfery myślenia i wyobrażenia ludzkiego, opanowane przez światy duchowe. Kto jest natomiast nieświadomym współtwórcą niższych światów duchowych, ten nie będzie mógł pojąć, iż ponad jego wyśnionemi duchowemi ideałami istnieć ma świat duchowego dokonania, który zawiera tyle elementów świata zjawisk, i całą tę wieść bez próby zaliczy do rzędu bajek i ludzkich marzeń i tęsknot. A jednak niema „wieczystej błogości“ dla trwałego ducha ludzkiego, okrom w tym naszym świecie ducha z jego nieskończonem bogactwem form i tworów, z jego zgoła bezgranicznemi możliwościami spełnienia najwyższego i najczystszego pragnienia. — — — Ci zaś, wedle mniemania których duch ludzki nie przeżywa śmierci ciała, mogą dopiero po śmierci poznać przez doświadczenie swą brzemienną w skutki omyłkę. Nieradzi zawierzą oni „współbrzmieniu serca“ i zagrodzą sobie w dobrej wierze drogę, coby ich mogła zawieść do prawdziwej jasności. — Nie są ci najgorsi, co — jak sądzą „ze słusznych powodów“ — utożsamiają śmierć ciała fizycznego z nieograniczonem m, ale trudno jest wywieść ich z błędu, bowiem rozciągają oni niezaprzeczoną prawdę sfery życia na inną, podlegającą zgoła prawom. — Istotnie, człowiek, ł, ulega ze śmiercią ciała fizycznego zniszczeniu. To, co trwa w równym stopniu, w jakim istniała ona w chwili śmierci, lub raczej w chwili — jego a. — — — To jednak wystarcza, aby stan następujący nazwać życiem dalszem. Słusznie broni się rozumowanie przeciw przypuszczeniu, jakoby ta świadomość, ta wola były przez śmierć na „wyższy“ stopień podniesione, jakoby wznosiła się „dusza“ do stanu „wieczystej błogości“ lub popadała w stan „wieczystej męki“. To, co z człowieka, nie uchodzi też gdziekolwiek w zewnętrzną przestrzeń świata. Zachodzi tylko a, i zamiast dostrzegania świata zjawisk zapomocą naszych zmysłów, staje się wyzwolona świadomość, (która się oczywiście znajduje w narządach z niedostrzegalnej fizycznie-zmysłowo), zdolną do dostrzegania a. Po tej wszechświata nie dostrzega teraz owa świadomość innych światów, jeno te, które odpowiadają jej piastowanym na ziemi wyobrażeniom i na które skierowana była wola człowieka...
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Księga Zaświata.
