Read here

Księga miłości

Bô Yin Râ · 1930 · Free in the US

19,295 words · about 1 h 21 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1930 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Księga_miłości&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Bô Yin Râ
Language
Polish
Published
1930
Length
19,295 words · about 1 h 21 min
Sections
7 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (7)
  1. Front matter under 1 min
  2. całość about 41 min
  3. Słowo wstępne about 3 min
  4. Największy Miłujący about 14 min
  5. O praogniu miłości about 9 min
  6. Światło zbawienia about 6 min
  7. Siła twórcza miłości about 9 min

Continue:

Front matter

Bô Yin Râ

KSIĘGA

MIŁOŚCI

całość

Bô Yin Râ

KSIĘGA

MIŁOŚCI

♦ ♦ Przełożył ♦ ♦

'

3

Nakładem Księgarni Ludwika Fiszera, Łódź-Katowice

Warszawa — Tow. „Ignis“ E. Wende i S-ka.

Zakłady Graficzne

Grapowa i Mazurkiewicza

w Łodzi.

Słowo wstępne.

czasach, gdy zamulone fale plugawią wszystkie niwy ludzkości, książka ta ma ci mówić o Ty, który chcesz przeżyć znaleźć masz tutaj najwyższą, Tę której potrzeba ci, jak płucom twoim potrzeba do oddychania, dać ci może tylko zaś zemrze w tobie z którego powstać masz do wzrostu, nie znającego w sobie końca. — — — Będzie tu mowa o władającej wszelkiemi siłami tej ziemi, — o sile, którą bardzo niewielu tylko ludzi przeżywa w sobie, gdy inni znają wprawdzie wiele rzeczy, które „miłością“, ale zbyt łatwo się zadawalają, na zbyt małem przestają, nie wnikając w najgłębsze głębie... Atoli ten tylko, kto wniknie w głębie najgłębsze w znajdzie tam owych mądrych nauk miłości, które kryją w sobie święte księgi i teksty starożytne, — które on wprawdzie „zna“, o ile dosięgnąć go mogły tych ksiąg, lecz które rzadko tylko pojmuje bowiem nie przeczuwa, że w naukach tych staje się objawieniem, przed którem kłonić się musi najpotężniejszy nawet człowiek, jeśli nie chce, mimo całej swej mocy, wcześniej czy później ulec rozbiciu. — — — Gdyby wiedziano, czem jest wistocie tedy oblicze ziemi a wszelkie życie dawno wyzwoliłoby się z coraz to odnawiającej się męki. — — — — —

✽

Słowa traktujące o są dziś jeszcze, jak niegdyś, gęstemi zasłonami, a zrzadka tylko i rzadkim wybrańcom udawało się unieść zasłony dla poznania swego. — — To, co poznawał taki człowiek, nie było już „miłością“, którą poznać zamierzał, bowiem objawiała mu się która dreszczem przenikała go do szpiku kości, — która wprawiała go w drżenie w najwewnętrzniejszem przeżyciu i czyniła go tam, gdzie był pierwej — — — — — — — wieścić ci ma ta książka! Do tej wieść ona ma twą duszę! Z tej ten, kto ci tutaj o tej prawi! —

✽

Ten tylko, kto z tej miłości, dać może świadectwo o miłości... Niejeden istniał człowiek, co mniemał, iż żyje w bowiem nie umiał Atoli ta niezdolność nie jest jeszcze poręką, że się zna — — — jest miłości, jest siłą w jej — a kto nie jest nienawidzieć, choć poznał zdawna, że jeno poddaje się ten nigdy też nie znajdzie w sobie owej miłości, o której rzekł niegdyś pewien miłujący:

Z pewnością nie pojmie on też sensu owej legendy, opowiadającej o iż razu pewnego jakiś nieprzyjaciel mędrca poszczuł nań rozjuszonego słonia, zaś światły mędrzec ku powszechnemu zdumieniu zwyciężył zwierzę, tak iż uklękło przed nim drżąc, bowiem skierował przeciw niemu siłę jaką nosił w sobie... Zarówno legenda ta, jak i słowa „nauczyciela ludów“, pozwalają głębiej wnikającemu człowiekowi przeczuwać, że wistocie mowa tu nietylko o — że idzie tu raczej o wysoką która, jak powiedziałem na początku: — panią jest wszystkich sił ziemi! — — — — — — — — — — —

✽

Różnoraką jest forma objawienia tej siły w życiu ziemskiem. Odnajdziesz ją w każdej roślinie i w każdem zwierzęciu, a wszelki instynkt zachowania gatunku jest świadectwem jej wszechmocy... Atoli w ten sposób odnajdziesz ją jedynie na szczeblu jej działania i z pewnością nie rozpoznasz tu jej formy działania, aczkolwiek i tu już znacznie występuje, niż dotąd zdołałeś może podpatrzeć. — — — Gdybyś kiedykolwiek dopatrzył się już w tej formie miłości świadectwa wszelkiego popędu do zachowania gatunku, — tedy dawno już pojąłbyś, iż taka potrafi z pewnością niż płodzić ziemskie z ziemskiego! — — — — Dawno pojąłbyś zarazem, że ten właściwy musi być i formie miłości, i z pewnością nie uległbyś owemu miłemu złudzeniu, które sprawia, iż łagodne wydaje ci się już dostatecznem, aby nie być wedle słów owego mędrca „dzwonem dźwięczącym“ i „grzmiącym spiżem“. — Wszystko to, co miłujący mówi jeszcze o są to tylko które będą miłości tam, gdzie się ona w postaci objawia. — Atoli ty uważałeś te za i oto usiłujesz wywołać te które stałyby się twym udziałem, gdybyś posiadał — — — — — — —

✽

Będę cię musiał uleczyć z niejednego aby uczynić cię do miłości... Jesteś jeszcze, od wczesnej młodości, wplątany w obłęd tysiącoletni! Ci, co cię niegdyś mieli to samo słyszeli, co dawali tobie. — Gniewać się o to na nich byłoby z twej trony złą głupotą! Dali oni to, co im dano, tak ja oto daję ci teraz, co niegdyś dano. — Może poznasz, iż nie jest to źródła czerpią puhary nauczających! — — Jeśli znasz już nauki, które dane mi było wypowiedzieć swych książkach, będziesz wiedział, iż dla mnie płynęły — gdy cię orzeźwią wody tych źródeł! — — — — — — —

Największy Miłujący.

eśli oczom twym ukazać się ma tutaj świetlana siła tedy koniecznem jest, abyśmy nasamprzód wspomnieli z pośród wszystkich, co kiedykolwiek nosili na ziemi oblicze ludzkie. Możesz być sam jego lub też być od owych form wiary, które na podłożu jego nauki wykwitły w biegu stuleci i kryją w sobie jego naukę częstokroć tylko — atoli nie przejdziesz obojętnie obok niego, kiedy ci obraz jego objawi jego. Prawda, — wieść o życiu jego jest w znacznej mierze i niewiele tylko słów znaleźć w niej będziesz mógł w ich tak jak je niegdyś mistrz do uczniów swych powiedział... Atoli, nawet w tem błyszczy jeszcze dość a jeśli przygotowałeś się wewnętrznie do tego, co tedy pył starych kultów ani sposób rozumienia starych pisarzy tych oznajmień nie potrafi ci wypaczyć obrazu Mistrza. — — Ponieważ nie ważono się tykać owej starej wieści, w której nauka, dana ustami Mistrza, już od najwcześniejszych czasów w się znajdowała ujęciu, tedy wszelka ułuda wiary, która chciała sobie naukę tę na sposób tłumaczyć, miała wolną drogę, tak iż dzisiaj daremnym jest trudem pytać powstałych w ten sposób wierzeń o ostateczną tej nauki. — — — — — będziesz tu musiał ryć, jeśli chcesz a kiedy wreszcie będziesz mógł dopiero dać wierzeniu, ową głębię, dającą Dalekiem jest ode mnie radzić ci, abyś uciekał z kręgów swej wiary, i błędnie tłumaczyłbyś naukę, którą wieszczę, gdybyś miał sądzić, że zamierzam wiarę rozpowszechniać. — — Nic nie jest bardziej ode mnie odległe, jak głupie i próżne pragnienie, aby stare wierzenia pomnożyć jeszcze o jakieś nowe wierzenie! wedle ciążącego na mnie obowiązku — dać tylko wierze które jest jej potrzebne, chociażby, pewna swej wartości, nazywała siebie wiarą... To, co ma ci do ofiarowania głoszona przeze mnie nauka, znajdziesz u podstaw jeśli raz to poznałeś, — — tam, gdzie formy wiary religijnej są ci zaufanymi pomocnikami. — — — oznajmia ci się przeze mnie, i najgłębsza wszystkich „zasad wiary“ objawi ci się tutaj. — Nie bądź zbyt porywczy w swym którym cię inni, tak iż dziś wydaje ci się, jakoby pochodził on jeśli chcesz zbudzić się do sądzenia! — — Niechaj cię nie wprowadza w błąd to, co powiedzieli jeśli pragniesz się zbliżyć do prawdy! — — — Tylko w swej prawdzie odróżnić możesz — Szukajmy tedy obrazu Mistrza, o ile odsłonić nam go jeszcze może owa wieść, która pomieszała „ludzką, arcyludzką“ świętość z własnem mniemaniem! — — Mądry Nauczyciel, kroczący tam oto po kraju swoim, jest i chce być nasamprzód przez pojętym. Jako Żyd musi on czerpać ze skarbu duchowego jeśli dobro dostępnem się ma stać dla ludzi, których chce być Nauczycielem. To dało już zarodek pierwszego gdyż słuchacze pojmować go usiłowali jako i każde słowo, dosięgające ich do wiary swych ojców. — — W nieustannym trudzie usiłuje on przeciwstawić się temu błędowi, atoli on sam jest już zbyt od ich aby mógł pojąć stopień „głuchoty“ swych słuchaczów. Przez mowy jego przebija często skarga, że lud jego nie potrafi go „słuchać“. — on lud, który „uszy ma, iżby słyszał“, i który sam stacza się w swój upadek. — A kiedy koniec jego życia zbliża się doń w przeczuciu, załamuje się cała jego wysoka odwaga w skardze, — on Jeruzalem, iż za dni jego, co chciał ludowi swemu dać... Nieliczni, których sobie wszelako wybrał, muszą często słyszeć twarde słowa gwoli ciasnoty swych serc, a rzadko zawierza on ich sile pojmowania. Dokłada wszelkich starań, by być właściwie zrozumianym przez oddanych napozór uczniów, — ażeby wnet w bólu i współczuciu ujrzeć, jak były jednak te serca od jego nauki. — — — Tak tedy wędruje przez ziemie Palestyny, — przemawia w aby wykazać ślady mądrości w starych , — przemawia w mowie ludu, aby budzić — powierza tajemnicę, której nie potrafią wyjaśnić, — — i przez prócz tego, „kogo miłował“, nie jest rozumiany. — — — Mówi on o swoim, a oni myślą, że mówi o a, aczkolwiek dobitnie i wyraźnie wyrzeka się służby owego „Boga zemsty“, który przemawiał do „starych“, co więcej, siłą swego ducha jego przykazania, nauczając: — „Atoli wam powiadam...“ Mówi o swem wysokiem a oni sądzą, iż chce on odbudować na nowo ich ziemskiego państwa, aczkolwiek dawno już obwieścił im, że jest królem królestwa, które potęgę swą zawdzięcza mocy „ z tego świata“. — — Mówi o tem, co stało się w nim i naucza — oni zaś rozumieją, iż jego, które mu niegdyś ziemia dała, stać się ma — — — — Tylko owi ubodzy, których leczyć potrafił z kalectwa właściwą jego i prawie którą uznawał za swój — tylko oni ufali mu jako swemu pomocnikowi, atoli nie domyślali się oni, że taką samą pomoc mógłby im dawać, nawet gdyby nie był tem, czem — — — Czyż można mu za złe poczytać, że ziemskość jego stała się łupem chwili słabości, tak iż zaufał które obiecywało mu aczkolwiek chciał ją jeno na dobro zużyć?! — To było jego krótkotrwałe uwikłanie się w winie, której nawet to życie uniknąć nie mogło, bowiem z tych, kogo ziemia ta kiedykolwiek nosiła, nie jest wolny od Prawda, iż on bowiem tylko śmierci mógł dać co miał do oddania; — ale zaiste, śmierć ta nań przyszła i największej mocy trzeba było, aby ją przyjąć dobrowolnie. I prosi on „Ojca“ swego z całej duszy, aby inaczej losem zechciał pokierować, — „jeśli to jest możliwe“. — „Wiele“ miał on jeszcze swym uczniom do powiedzenia w przyszłości, gdyż wówczas, jak widział wyraźnie, nie mogli jeszcze „znieść tego“. — — — Atoli gdy wysłannik owej do której należał, wyjawił mu wreszcie owej nocy straszliwej, że droga jego, jak on ją stworzył, nie może już być odmieniona nawet przez tych wszystkich, co w Społeczności tej działają, — wówczas wraca on do aby odnaleźć w sobie i wkracza jak na ostatnią ciężką drogę, obarczony jarzmem krzyżowej szubienicy. — — — — — W tym krzyżu męczeńskim, który nadał potem nowe znaczenie prastaremu, świętemu symbolowi, spełnił on ostatnie dzieło miłości — — dla wszystkich, prócz rzadkich jasnowidzów, aż po dni dzisiejsze. — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — Niechaj nikt nie mniema, iż ta sama przez się była — — — Kryje się tu misterjum, które już na innem miejscu, acz z trwogą, poważyłem się odsłonić, — i to dlatego jedynie, że wyższy obowiązek nakazywał mi to uczynić... Kto potrafi to pojąć, niechaj pojmie! Tutaj rozwarł się przez którą wieści ci ta książka, dla wszelkiego ducha człowieczego który tylko przez ofiarę przepotężnie mógł się rozewrzeć. — — — — — — — — — — To, co oznajmia ci jeszcze wieść o wydarzeniach, jakie zaszły po śmierci tego największego Miłującego, jest z punktu widzenia — atoli mit ten zawiera w sobie najgłębszą — — — Wprawdzie Mistrz istotnie z grobu, lecz nie mogłoby mu już służyć przy tem. — Wprawdzie nie był złudzeniem przerażonych niewiast, — atoli bacz na wątek prawdy, której pisarz tej starej wieści nie mógł zatrzeć i którą zapisać musiał swej woli, jakkolwiek się potem starał zatrzeć ją! — Coprawda nauki jego zabrali jego zwłoki ziemskie, tak iż kronikarz słusznie mógł utrzymywać, że otrzymano tu wieść fałszywą. — Atoli Mistrz spotykał często za swych dni ziemskich zdala od siedzib ludzkich, w samotności gór i ludzi, którzy nie pochodzili z jego ludu, lecz byli zjednoczeni z nim w owej której był Bratem... Kiedy owego razu zabrał trzech z pośród swych dwunastu uczniów na górę, gdzie pragnął się „modlić“ i kiedy ci ujrzeli go potem w „przemienieniu“ jego tedy sądzili wierni uczniowie, ujrzawszy owych mężów, iż muszą to być z pewnością dwaj z pośród — „Mojżesz“ i „Eljasz“, — tak iż Mistrz, spostrzegłszy z rozczarowaniem ich pomyłkę, — zabronił im mówić o tem komukolwiek. — — Ujrzał on, iż cała nauka jego nie zdoła ich wyzwolić z i że chcąc błędy wyjaśniać, siać będzie tylko pomieszanie. — Atoli mężowie owi i „młodzieniec“, którego dojrzały niewiasty u grobu, nie byli sobie obcy, a że nie chcieli, aby wokół ciała wysokiego Brata powstał kult religijny, tedy uczynili to, co wedle obyczaju ich kraju i dziś jeszcze czyni się ze szczątkami ziemskiemi człowieka. — — — — — Mówię tu pouczony przez tego, kto mógł o sobie zaprawdę powiedzieć, iż pozostanie przy ludziach „aż do końca świata“, — pouczony przez tych, których wolno mi nazywać swymi wysokimi Braćmi, a którzy owej nocy pogrążyli strażników w śnie głębokim, aby przezornie wypełnić wolę Brata, która była zarazem ich własną. — — Wiem dobrze, iż wielu zarzuci mi, że ja to sam iż co gorsza nawet skierowane mogą być przeciw mnie słowa o „ślepym przewodniku ślepców“. — Wiem dobrze, że poruszam tu sprawy, które niejednemu wydają się — atoli zbawcza nauka największego Miłującego będzie przez wyjaśniona, niżeli przez stary, tym, co go stworzyli, nieświadomy — — — Podobnież owo które miało miejsce w Jerozolimie podczas „Zielonych Świątek u Żydów“, nie było w stanie zdjąć zasłony z dusz tych, co oto uwierzyli w Mistrza, „widząc“ go znowu po śmierci. — Zbyt były te dusze, ażeby przyobiecany im niegdyś przez Mistrza, mógł je sam przez się napełnić. A ów prawdziwie którego zwie się „nauczycielem narodów“, a który niegdyś w najgłębszem drżeniu przeżył w sobie odtąd, kim wysoki Mistrz, — ów miłujący ciężki miał los, spotykając tych, co mogli się mienić „Pomazańca“! — A jednak i on nie był zupełnie wolny od i w dobrej wierze dołączył z biegiem czasu do nauki Mistrza niejedną starą i znaną mu prawdę, aczkolwiek patrzył on niżeli ci inni, co nazywali siebie „posłami“ nauki, o której niegdyś mówił sam Mistrz jako o — — Ten, kogo — wedle słów starej wieści — Mistrz żył i cisi garnęli się do niego. — On tylko posiadał to, co mu niegdyś własnoręcznie a później dopiero pozwolił uczynić z tego odpisy nielicznym uczniom, którzy zdawali mu się tego godni. Zarówno pierwowzór, jak i odpisy zostały później — o czem już w innem miejscu wspominałem — zniszczone przez co posiedli w tych swój skarb najwyższy, zniszczone z że mogłaby ulec — I ten fakt wyjawiony mi został przez tych, co mogą tu coś atoli może się zdarzyć, że przyszłe pokolenia wpadną na ślady, które pozwolą im i stwierdzić prawdę moich słów... ślady widzialne są dla w owej starej wieści, która jest temu, kogo Mistrz niegdyś „miłował“. — Braki tej części starej wieści staną się wnet zrozumiałe, gdy się pojmie, że autor ich opierał się na „pismach mistrzów“ i chciał tylko z niemi ułomki wiedzy, jakie pozatem jeszcze posiadał. — — — Z tego, co się uczniowi, którego Mistrz „miłował“, nie jest wprawdzie jego ręką pisane, atoli pism, którym nadaje się jego imię, jest bardzo bliski tego, co on napisać, — gdyby był pisał. Atoli wszystkie te pytania ważne są dla tych jedynie, co chcą pojąć to, co tylko da się pojąć. — Oni to tylko pytają, kto dał niegdyś wysokiemu Mistrzowi oni to chętnem uchem dają posłuch baśniom, głoszącym, iż w czasie, o którym wieść był Mistrz w — albo znowu, że posiadł wtajemniczenie w z tego nie jest prawdą! — Wprawdzie ojciec jego szukał niegdyś w gdzie dobrze wynagradzano rzemiosło, pracy, aby wyżywić swą rodzinę i z pozostałym dorobkiem powrócić do ojczyzny, jak czynią dziś jeszcze rzemieślnicy włoscy; jednakże w czasie owym ten, komu później jego miało się ukazać, był jeszcze niedojrzałem zaprawdę do znalezienia doskonałości ziemskiej. — Do zaś nie potrzebował zaiste kierować swych kroków, bowiem to, co miało doń przyjść z a owo cudowne podanie o „mędrcach wschodnich“, co dostrzegli „jego gwiazdę“ i dary mu przynieśli, — zostało tylko przeniesione do czasu wczesnego dzieciństwa, gdyż piszący sami mieli tu jedynie wieści niejasne, przytem ten sposób przedstawienia rzeczy odpowiadał bardziej cudowności, jaką chcieli sprząc z dzieciństwem Mistrza. — — — Atoli lata dziecięce Mistrza nie zawierały nic „cudownego“. Był on dzieckiem, jak wszyscy jego współtowarzysze zabaw, a kiedy posiadł dość sił, aby pomagać ojcu w ciężkiem jego rzemiośle, nauczył się rzemiosła, jak cieśla. Atoli jak u kto jest z nim rodu duchowego, i nie przeszkadzał mu bynajmniej w jego życiu zewnętrznem. — — Jako człowiek ziemi nauczył się on pojmować swą która dojrzała była na długo przedtem, zanim ciało matki dało mu szatę ziemską, ale nie stronił od bowiem nigdy nie mógłby był osiągnąć wysokiego celu, pozostając życiu. — — — Był on póki nie nadeszła dlań godzina, która powołała go do w której pokazać miał, iż niż „ w piśmie“ potrafi „pismo“ — acz nigdy się go jak oni nie — Cudów, jakie przypisują mu kronikarze, nie spełnił — atoli niejeden z mu „cudów“ jest głęboko pojętym symbolem, zatem prawdą, podczas gdy wrodzona mu pozwoliła mu dokonać niejednego czynu, który w oczach otoczenia uchodził za wielki — — — Gdyby który istotnie co należy a co do miał się na „cudy“ swoje powoływać, żądając przeto wiary w swoje — byłoby to dlań niesłychaną i tylko naiwna niewiedza przypisać mu mogła te słowa, przez które udowodnić chciano jego nauki. — — W ten sposób popełniono grzech wobec jego nauki gwoli a dziś jeszcze działają te grzechy szerzycieli przeinaczonej nauki i nie widać końca tego błędu! — — — Oby mi się udało nieco to tym, co są jeszcze tych wielu, co znają naukę Mistrza tylko w tem zniekształceniu, a przez badanie starej wieści w coraz popadają zwątpienia, jest zaiste oddawna już tak nieznośne, że potrzeba wreszcie którego oczekiwać można jedynie od tych, co znają głosiciela tej nauki, żyjącego i wplecionego w ich krąg, — ten krąg, z którego był wysłany przez i do którego gdy jego dzieło ziemskie zostało — — — tylko wychodząc, może się stać rozwiązaniem niejednej zagadki, zaś kiedyś to, co odnaleźć, aby to rozwiązanie uczynić wiarogodnem i dla tych, którzy to jedynie potrafią pojąć, co się daje — Jakże fałszywie pojęli wysoką naukę tego mędrca ci, co dopatrują się w niej owego wątłego które się powszechnie zwie — Trudno było im częstokroć wyjaśnić postępowanie Mistrza, jak je podaje wieść, tak, aby zgodne było z ich mniemaniem. — Wiele rzeczy gdy się chce wpleść w legendę tkliwą czułość pobożnych kazań... Nauczyciel który mimo całego wyinaczenia legendy żyje w niej jeszcze, nie daje się upodobnić do mdłych obrazów, które sobie bezsilna wiara, słaba i czuła, wymarzyła na miarę... Niejedno słowo „pisma“ wówczas dopiero daje się z takiemi obrazami pogodzić, kiedy rozliczne skrupuły wypaczą w to „słowo pisma“ wedle własnej potrzeby, aż zniknie ta prawdy, jaka się zachowała w legendzie. — — — wydałaby się takiemu czułemu wyjaśniaczowi „pisma“ myśl, że Mistrz mógł w swem życiu odczuwać w sobie siłę miłości, którą „sługa“ jego odczuwa wprawdzie w swem ciele, bez względu na to, czy jest mu ona dozwolona wedle mniemania jego wiary, czy nie, — a którą musi jednakże nazwać „grzeszną“, gdyż nie wie nic o jej — — — wydaje mu się, że forma miłości płynąć ma z siły, która stwarza ową miłość, co stała się w życiu wysokiego Mistrza co dała mu moc do czynu miłości, przez który — — — — — — — A jednak, przyjacielu mój, nie znajdziesz nigdy którą znał Mistrz, jeśli budzić w sobie będziesz tylko mdłe zaś swą łącznie ze nazywać będziesz — — — — — — — — — — Nie zgadza się z tym jako Mistrz, który w otoczeniu swych uczniów aby — który — — — Aby uzgodnić to postępowanie z własnem trzeba było wynaleźć słowa o „gniewie Bożym“, nie zawahano się przypisać cechującej ponurego którego pokonał niegdyś Mistrz swemi grzmiącemi słowami: Ach nie, — jeśli chcesz, aby spłodziła w tobie musisz iść drogami, niż te, które ci ukazano! — Czyż nie rozumiesz, że siła na swym szczeblu z pewnością nie okaże się przejawach, niż tam, gdzie już postaci tak potęguje twe myśli i czyny, iż często zrywasz więzy, które wydawały ci się niezmożonemi?!? — Tylko gdy szukać będziesz w sobie czegoś, co i siły budzi będziesz mógł znaleźć w sobie którą Mistrz! — Wówczas osiągniesz — — W słowach wieści prastarej nie wolno ci widzieć jeno Wierz mi i nie daj się zwieść spaczonym wieściom: — — nie użył słowa nie dawał! — Nawet „przykazania“ które podaje wieść, nie sformułował nigdy! — Tylko przywiązanie uczniów jego do i przykazań“ stworzyło taką formę jego nauki! Nie potrafili oni rad jego rozumieć inaczej, niż jako „przykazania“! — Wierni starym zwyczajom żydostwa, potrzebowali oni — — przykazania! — Jeśli Mistrz mówił o oni tworzyli wedle słów jego szczęśliwości! — — (Ufam, że wybaczysz mi tutaj ten wyraz?! — ) To, co zawiera ta stara wieść już w rękopisach, jest tylko nauki Mistrza... przedsięwzięciem byłoby czynić za takie zapisanie nauki, przy którem przez przenikającej ich epokę, z pod usiłowali odtworzyć na nowo skażonego poznania naukę Mistrza, która słabo żyła w ich pamięci, i nie mogli nawet spostrzec, ją przeinaczają! — Nigdy nie dawał wysoki Mistrz uczniom swoim inaczej bowiem Świecącym, którym Nauka jego była: i —, jak nauka tych, co są jego Braćmi. — — — Umiał on i umiał ale daleki był od „rozkazywania“! — — — Jako Świecący wiedział aż nadto dobrze, że z „przykazań“ nie może nigdy płynąć — i że osiągnąć można tylko pożądając go — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — Chcąc sobie w uratować naukę Mistrza ze starej wieści, będziesz musiał niejedno, co od młodości stało ci się drogie i cenne! — — Strzeż się, abyś nie odrzucił jako błędne! pierw chwilę, aż prawdziwy moich słów zbudzi w tobie — Dałem ci wszystkie kryterja „słów Pana“! — — — — tak i dziś jeszcze nazywają wszędzie, gdzie mówią po grecku, człowieka, który nie jest żebrakiem! błaga cię żebrak! Niechaj cię to pouczy, abyś z fałszywej trwogi nie tłumaczył sobie błędnie słowa: w owej starej wieści! — — — nazywali uczniowie Mistrza swego, a i ten wyraz spowodować może błędne tłumaczenie, bowiem tytuł ten nosi dziś jeszcze przed wszystkimi kaznodzieja synagogalny. — Muszę ci jednak powiedzieć, że w gminie żydowskiej nazywa się biegłego w piśmie honorowem imieniem choćby zajmował się on rzemiosłem lub handlem. Nie inaczej też używał tego tytułu który był członkiem na tej ziemi, o której dana ci była wieść, jako o — — — Ci, którzy są jego Braćmi w Zjednoczeniu duchowem, nazywają go bowiem nikt nie spełnił tak jak on, który się z wolnej woli poświęcił na ofiarę, i nikt nie spełni czynu, któryby można z jego czynem, przez który po czasy i dla ludzi się „aura“ duchowa tej ziemi. — — — — — — Świadom jestem, że słowa moje nie mogą ci powiedzieć, czem która się stała w tym jakiego kiedykolwiek nosiła ziemia... Mogę ci tylko wskazać, jak możesz ślad tego życia, mimo wszelkich pod jakiemi ukryta jest wieść, oznajmiająca ci o tem życiu. — Obyś odczuł nieskazitelnie w swem życie tej iżby Mistrz znalazł w tobie godnego ucznia! — — Lecz wiedz, że i to wszystko, co ci mogę dać, pochodzi źródła, z którego niegdyś czerpał jako — — — Niema które powiedział niegdyś „wielki Miłujący“, a którego i nie mógłbym mierze powiedzieć, gdyby tego było trzeba... Pod jednak względem muszę przed nim skłonić głowę, a że o tem istotnie, tedy wiem także, iż niema pośród mych Braci ktoby pod tym względem nie musiał przed nim kornie głowy schylić. — Mam tu na myśli która dokonała się — — Z miłości przyjdzie i jeśli potrafisz co staram ci się we wszystkich swych pismach obwieścić! — — — Błogo ci, jeśli nie będziesz się na moje słowa, gdyż stał się on dla ciebie! — — —

O praogniu miłości.

ie mów, iż posiadasz póki nosisz jeszcze w sobie troskę — — — — — — Podobnie „liljom polnym“, — co rosną dziko na dalekich przestrzeniach Wschodu, — i „ptakom niebieskim“ podobnie, jeśli chcesz się stać zdolnym do postaci! — — — Póki dręczy cię jeszcze zaiste, nie wiesz jeszcze nic o której nauczał niegdyś wysoki Mistrz, — o tej która jedynie zdolna jest obdarzyć cię — — — Sam oddajesz się w niewolę trosk swoich i nic wobec nich nie możesz! leży w tobie bowiem nie umiesz jej — — — A może „kochasz“ „z całego serca“ wszystkich, co ci są „drodzy“, których nigdy w tem życiu ziemskiem nie chciałbyś może stworzyłeś w sobie „powszechną miłość do ludzi“, — ba, może „kochasz“ może „kochasz“ co tylko widzisz? — — Zdziwisz się, gdy ci powiem, że nie żyjesz jeszcze w Gdy o człowieku, którego „kochasz“ na swój sposób, powiadasz: zawarte jest w tem pewne uczucie — Do tego właśnie i do z „posiadania“ sprowadza się wszystko w „miłości“, — choćby to „posiadanie“ polegało jeno na tem, że go widzisz i słyszysz! — — — — Atoli o której mówi nauka „wielkiego Miłującego“, którą wieścić ci ma ta książka, jest praświatów, która tak cię powinna przeniknąć, jak przenika cię w dreszczu wszechmożnym postać tej samej siły, kiedy płoną w tobie ognie miłosne — — — — — — — — — — — W tej miłości jeszcze, bowiem tu pragnie miłości; atoli w jej „niebiańskiej“ postaci staje się przedmiotem miłości, tak iż wszelkie — — — W postaci jest miłość ku sobie; — — w postaci „niebiańskiej“ staje się ona wewnętrznem, ponad wszelką zewnętrznością... Dopiero ta postać miłości sprawia wszystkie prawdziwe powoduje, iż powstaje w tobie wszystko to, o zdobycie czego teraz tak się starasz. — które nazywasz „miłością“, nie mogą cię obdarzyć która zaiste — — — Lecz wszystko to, co dotąd określałeś wyrazem „miłość“, nie myśląc tylko o szczeblu miłości, gdzie pożądają się — wszystko to wówczas dopiero udoskonali się prawdziwie, gdy ty sam zostaniesz miłości! Z całej twej będzie wówczas to, co usiłujesz jeszcze urzeczywistnić. — — Co dzisiaj jest dla ciebie lub stanie ci się wówczas zrozumiałem — Nie możesz rozpłomienić w sobie praognistej siły miłości, nie wylewając z siebie w ciągłym potoku jej a wszystko, co ci jest bliskie, odczuwać będzie to ciągłe promieniowanie. — — — — Lecz jeśli chcesz najwyższej miłości, wymagane jest od ciebie wewnętrzne. — Będziesz musiał się zmienić, jeśli chcesz widzieć się zmienionym! — — — Dotąd byłeś nawet w sferze — lecz można ci to tylko, czego jeszcze — Że jednak w sobie wysoką siłę o której mówię, tedy nie trzeba ci jej dopiero i od tylko zależy, czy zechcesz jej — — — — — Musisz chcieć stać się — „słońcem“, które świeci — — a wnet zapłoniesz w najwyższej Odczuwasz jeszcze zbyt wielką przed tem Odczuwasz może w sobie i zadawalniasz się tem, — a potem dziwisz się, że promienie tego słabego ciepła nie zdołają zdziałać nic w ani że nawet w twym losie ziemskim są — Nie przeczuwasz jeszcze, jaką mógłbyś osiągnąć, gdybyś chciał zamienić się sam w a nie gnuśnie promieni innych słońc! — — Wszystko w tobie musi chcieć stale jeśli pragniesz otrzymać z siebie najwyższe, co jest zawarte! Choćby to, co masz do wydawało ci się jednak wystarczy to, aby cię doprowadzić do stanu — O pewnym księciu indyjskim głosi podanie, iż zapytał on razu pewnego yogina, jakie są uczucia człowieka doskonałego. Atoli yogi odparł, iż podobnie pytano go kiedyś o uczucia on zaś mógł odpowiedzieć tylko: — Tak i ja mogę tu mówić o formie jako wieczystej praświatów, jedynie bowiem tak samo nie mogę ci w słowach tej miłości, jak nie potrafiłbym ci w słowach uprzystępnić owej postaci miłości, którą — że w tylko bycie się objawia — zwie się miłością — — — W obudwu wypadkach musisz miłością, jeśli chcesz w rzeczywistości czy postaci! — — — — — — — — — — — Podobnie jak nosisz w sobie postać miłości, choć żar jej chwilowo może cię jeszcze nie przenika, tak jest też w tobie i owa postać tej samej siły, która w działaniu swem wykracza daleko poza ten byt ziemski i daje ci na ziemi bowiem , co cię może spotkać, musi jej być posłuszne. — — miłości i jej wszechmocy mówił niegdyś ów wysoki Mistrz z Nazaretu, a i czerpał swą potęgę z takiej miłości mówił ów miłujący, który był największym głosicielem nauki Mistrza, taką miłość miał on na myśli powiadając o sobie: „Gdybym nie miał w sobie byłbym lub podobien byłbym do — I jedno i drugie wydaje pod zewnętrznem, ale jednemu i drugiemu brak wewnętrznego któreby zdolne było spłodzić z dźwięk. — — — Jak długo jeszcze zamykać ma człowiek ziemi swe serce przed — Nieliczni tylko o niej, — nieliczni tylko stali się jej — z pośród wszystkich pokoleń, które darzyło światłem to słońce ziemskie. — Siły zdawna nauczyły się uznawać człowieka za atoli w swem królestwie zadawala się on bezsilnemi próbami ze swemi siłami, bowiem nie zna w sobie wysokiej mocy, dzięki której mógłby nietylko stać się — ale mocen byłby wywierać najwyższy — Gdziekolwiek dusze gdziekolwiek dokonywał się gdziekolwiek w człowieku poddawać się musiało — tam owa moc dostojna i płynęła ku innym, aby ich rozpłomienić... Podobnie i dla tych dni obłędnej nienawiści, gdy wzrasta znowu w moc „Bóg zemsty“, niegdyś przez naukę — dla tych dni babilońskiego — jadowitego przeciwstawiającego się — dla tych dni, co jak spadają na biedną ludzkość, aby zamienić w w to, co zbudowało w walce z ciemnotą zwierzęcą, — i dla tych dni nastanie wówczas dopiero, gdy wszechmoc koniec ten przyniesie. — — — — Wzbierającej co śle dziś na lądy i morza czarne opary duszących dymów zatrutych, nie zgaszą upusty wodne wielkich — Zielone listowie, co tli się oto, pragnęło — a nie znajdując w dniach dzisiejszych, stało się w tęsknocie swej do światła i ciepła: łupem pożarów. — — — — — — — — Błogo temu, kto nie musi tu wyznać o sobie samym: — Teraz nie czas już tego, co spłonąć musi samo w sobie; — ale niechaj się nikt nie łudzi: — nie opuści i serc co nie stali się ofiarami tej pożogi, bowiem tęsknotę tę zbudziła a żadna moc ziemi nie przeszkodzi woli tej, aby się — To, co płonie, jest oczywiście a z niem i dobro drogocenne, co stało się niegdyś udziałem ludzkości, atoli młoda zieleń ziemi nie ulegnie po zniszczeniu, nie stanie się na nowo chciwie zdobytym, pożądanym żerem ognia — — — I tutaj czynni są zaiste choć nie wolno im było przeszkodzić, aby uległo to, co nosiło A ci wysocy strażnicy, co tu są czynni, potrafią rozumnie przed ogniem zniszczenia ową młodą zieleń, i jako prawdziwi przyjaciele ludzi, pełni zrozumienia i pełni rady, we współczuciu odeślą napowrót do chrzęszczące kościotrupy, co niby potworne nietoperze ogromnym płaszczem zakrywają słońce, a będzie mogło wreszcie dać — — — — — — — Nie wobec Zachodu stoi teraz ludzkość, jak mniemają niektórzy, lecz najwyższe jego zażądało ofiary, którą opłakuje dziś trzeźwy człowiek Zachodu!!! — — — — — — — czasu obecnego zaiste należy tłumaczyć, niż chce mędrkujący sceptycyzm, żonglujący akrobatycznie kulami myśli i czyhający na poklask tłumu!! — — — Potrzebna tu jest „cierpliwość i wiara świętych“! Nie tych, co uważają się za „świętych“, bowiem napodób gadów pełzających wykręcają się od wszelkiego uwikłania się w winę, lecz tych, co jako prawdziwi śniąc o byli po wsze czasy — Już tych dni kłoniących się ku choć ostateczny koniec wydawać się może jeszcze daleki. Co więcej, nie potrafią oni już tego stanu chorobliwego umysłów, na modłę których odbywają się dziś tańce obłędne. — Tych umysłów, co w uwikłaniu ciemnych mocy, którym się same oddały, otwierają drzwi i wrota, jak gdyby był tylko biednem znacznie biedniejszem, niż wszystkie inne zwierzęta ziemi, do których sam się zalicza, że jest furtą że najwyższa postać dała mu moc cudowną, co może tak oblicze tej ziemi, iż wszelkie zło, spotykające człowieka na ziemi, — z niej będą musiały, jak znikły przed któremi pierwotne zwierzę człowiecze początkowo a potem nauczyło się je pokonywać. — — — — My, nad głowami których ciąży cień śmierci tych dni ponurych, jesteśmy a zarazem co ziemię tę kiedyś ma — — — — — zażąda ludzkość, którą ziemia ta kiedyś nosić będzie, gdy owo kosmiczne:

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…