Read here

Żywot Jezusa

Ernest Renan · 1904 · Free in the US

144,409 words · about 10 h 7 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1904 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Żywot_Jezusa&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Ernest Renan
Language
Polish
Published
1904
Length
144,409 words · about 10 h 7 min
Sections
31 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (31)
  1. całość about 5 h 3 min
  2. Od tłomacza about 9 min
  3. Wstęp about 35 min
  4. Rozdział I about 12 min
  5. Rozdział II about 5 min
  6. Rozdział III about 8 min
  7. Rozdział IV about 16 min
  8. Rozdział V about 13 min
  9. Rozdział VI about 10 min
  10. Rozdział VII about 10 min
  11. Rozdział VIII about 9 min
  12. Rozdział IX about 8 min
  13. Rozdział X about 8 min
  14. Rozdział XI about 10 min
  15. Rozdział XII about 6 min
  16. Rozdział XIII about 10 min
  17. Rozdział XIV about 6 min
  18. Rozdział XV about 10 min
  19. Rozdział XVI about 8 min
  20. Rozdział XVII about 11 min
  21. Rozdział XVIII about 9 min
  22. Rozdział XIX about 9 min
  23. Rozdział XX about 9 min
  24. Rozdział XXI about 11 min
  25. Rozdział XXII about 9 min
  26. Rozdział XXIII about 12 min
  27. Rozdział XXIV about 13 min
  28. Rozdział XXV about 6 min
  29. Rozdział XXVI about 4 min
  30. Rozdział XXVII about 3 min
  31. Rozdział XXVIII about 13 min

Continue:

całość

z 3-go wydania francuskiego przetłomaczył

Kraków • Nakładem tłomacza • 1904 W komisie: u Polskiego Tow. Nakładowego we Lwowie.

Odbito w Drukarni Narodowej w Krakowie.

OD TŁOMACZA.

W ciągu pięciu wieków doby nowożytnej stosunek światłego czytelnika do biblii uległ dwa razy zmianie zasadniczej. Pierwszą zmianę spowodowała Reformacya, usuwając wszelką egzegezę urzędową i uznając za jedyną powagę tekst biblii, drugą zaś nowożytna wiedza, która sam ów tekst poddała ścisłej analizie. Pierwsze zdarzenie było wyzwoleniem sumienia i zapewniło wolność wiar, drugie natomiast było ostatnim aktem wyzwolenia rozumu z pod sugestyi tych wiar, dzięki czemu przekonano się ostatecznie, że jedna i ta sama logika obowiązuje na całym obszarze myśli ludzkiej. A zarazem stosunek wiary do rozumu został raz na zawsze ustalony: Rozum i wiara nie są już potęgami równorzędnemi; wiara bowiem z całą bezsilnością usiłuje stanąć w poprzek dociekaniom rozumu a rozum z całym spokojem bierze wiarę za przedmiot swoich badań.

Ściśle naukowe studya nad biblią trwają dopiero 150 lat. Ale poglądy krytyczne zaczęły się ujawniać znacznie wcześniej. Żyjący w XII. w. uczony żydowski Ibn-Asra z Toledo (1088—1167) wykazał w swym komentarzu do biblii, że Mojżesz nie może być uważany za autora pięcioksięgu. Twierdzenia jego rozwinął, uzasadnił i zastosował prawie do wszystkich ksiąg Starego Zakonu Spinoza (1632—1677) w swoim »Traktacie teologiczno-politycznym«, ogłoszonym bezimiennie w r. 1670. Cały ten traktat jest już właściwie wyrazem nowożytnego poglądu na biblię. Jednakowoż dopiero w r. 1753 Dr. Jan Astruc w swej pracy: »Conjectures sur les mémoires originaux, dont il paroit, que Moyse s’est servi, pour composer le livre de la Génese« kładzie podwaliny pod prawdziwie naukowy sposób badania biblii wykazując, że pierwsza księga Mojżeszowa nie jest dziełem oryginalnem, ale kompilacyą dwóch starszych tekstów, znacznie różniących się od siebie, że w jednym z nich Najwyższa Istota nazywa się »Elohim«, »Eloh«, »El«, a w drugim »Jahve«, »Jah«. Odkrycie to było niezmiernie płodne w skutki. Drogą przez dr. Astruc’a wytkniętą poszły całe pokolenia następnych badaczy, które, jeżeli rzecz uwzględnimy do chwili bieżącej, do wykopalisk babilońskich i do zapoczątkowanej przez Fryderyka Delitscha rozgłośnej literatury »Babel-Bibel«, doszły do wyników, dających się streścić w punktach następujących: 1) Biblia jest dziełem narodu żydowskiego, czyli jego literaturą, obejmuje szczątki doszłego nas żydowskiego piśmiennictwa, a więc prawo, historyę, etykę, teologię, poezyę i t. p. 2) Ponieważ Żydzi nie należą do najstarszych ludów w rodzinie semickiej ale do najmłodszych, przeto i literatura ich, objęta mianem biblii, jest od literatur tych ludów młodszą, powstała i urabiała się pod ich wpływem a nieraz nawet wykazuje silną pochodność. 3) W biblii żydzi zebrali swoje mniemania o Bogu, o powstaniu i ustroju świata, o pochodzeniu człowieka i o zadaniach ludu izraelskiego, które to mniemania, nie zawsze oryginalne, choć dużym indywidualizmem zabarwione, są tylko ogniwem w długim łańcuchu podobnych mniemań budzącej się myśli ludzkiej. Ani jeden oryginał pism Starego Zakonu nie doszedł naszych czasów a odpisy, które się zachowały, są znacznie późniejsze od odpisów ksiąg Nowego Testamentu, a przytem ani jeden nie jest zupełnie zgodny z tekstami starszych od nich przekładów na inne języki, jak np. z Septuagintą, przekładem greckim pentateuchu, który powstał około r. 280 przed naszą erą. Śród niesłychanych nieszczęść narodu żydowskiego, kiedy nieraz istotnie kamień na kamieniu nie zostawał, ginęły także rękopisy. Historyk żydowski Józef Flaviusz wspomina w »Bellum Judaicum« (V. v. 5), że po zburzeniu Jerozolimy przez Tytusa »prawo« żydowskie wraz z innemi trofeami zostało przez zwycięzców zabrane do Rzymu. Obecny tekst hebrajski biblii jest dziełem szkoły Mazoretów i został ustalony między r. 590—800. Pierwszy drukowany tekst pism Starego Zakonu ukazał się w Soncino 1488. Zatem »ludzki« początek biblii jest dziś nietylko postulatem rozumu, jak za czasów genialnego Spinozy, ale rzeczą naukowo udowodnioną.

Wszystko, co powiedzieliśmy dotąd, stosuje się do ksiąg Starego Zakonu. Biblia jest dziełem wysokiej starożytności, ale wskutek szczególnych warunków, w jakich żyjemy, posiada znaczenie aktualne. Z tego też powodu Nowy Testament interesuje światłego a nieobeznanego z przedmiotem czytelnika bez porównania więcej. Postać Jezusa wywarła potężny wpływ na losy ogromnej części świata w ciągu dwudziestu bezpośrednio po sobie następujących wieków i wywiera dotąd. Przeto myślący czytelnik chce dziś koniecznie wiedzieć, co nauka w tym kierunku zrobiła. Nawiasowo zaznaczymy, że również z ksiąg Nowego Zakonu nie zachował się ani jeden oryginał, że trzy najstarsze zbiory rękopisów (w Watykanie, w Londynie i w Petersburgu) są odpisami pochodzącemi z IV w. naszej ery, że żyjący mniej więcej w tym czasie twórca Wulgaty św. Hieronim bardzo biadał nad ich stanem chaotycznym i nad samowolą przepisywaczy, dążących do uzgodnienia tekstów różnych autorów, że żyjący w II w. biskup Papias, wielka ówczesna powaga w świecie chrześciańskim i dotąd przez kościół katolicki czczona, odzywał się o wszystkich ewangielistach w sposób bardzo ujemny, stawiając wyżej ustną tradycyę, że wreszcie wszystkie teksty kanoniczne są napisane greczyzną, przepełnioną judaizmami. Wzmianki o Chrystusie lub Chrestosie znajdujemy u Tacyta i Swetoniusza, u Józefa Flaviusza i w Talmudzie. Pisma chrześciaństwu przeciwne zostały przez żarliwą sektę wytępione, jak np. pisma Kelsosa, żyjącego w II w. naszej ery za czasów Hadryana; jego »Księgę prawdy« odbudował po części z polemizującego z nim Origenesa dr. Keim z Zurychu. Kelsos przedstawia historyę Jezusa w zupełnie odmiennem świetle. Na nim też oparł swe ciekawe studyum Gustaw Lejeal »Celse et Jésus« (w L’humanité nouvelle«, luty 1898, VIII str. 170) oraz »Histoire naturelle de Jésus« (tamże, styczeń 1899), następnie Auguste Dide w »La fin des religions« (L’anti-évangile de Celse, str. 162) i inni.

Anglicy, Francuzi i Niemcy zrobili w tym kierunku niesłychanie wiele, jeżeli nie wszystko. U nas niestety prawie nikt nie zajmuje się podobnemi badaniami. Polakowi wystarcza z zakresu religii i jej historyi ta okruszyna wiedzy, w którą został wyposażony nędzarz, tłukący przez cały dzień kamienie przy gościńcu. Z lubością tylko uprawiamy frazeologię biblijną, sypiąc ustawicznie cytatami z księgi nigdy nieczytanej. Nauka polska, która dzięki różnym prześladowaniom, jakim ulegają jej przedstawiciele, musi nieraz rozwijać się w kierunku »najmniejszego oporu«, albo bała się tknąć biblii, pozostawiając studya nad nią klerowi, albo też ją lekceważyła. Przyrodnik uważał ją za książkę przestarzałą; społecznik nie miał dla niej czasu. A jednak to, co stanowi jej treść, jest jako powietrze nas otaczające, którem wszyscy z konieczności oddychamy. Biblia wpływa na nasze życie, na nasze myśli, na nasze postanowienia; z tego źródła płyną nasze usposobienia, nasze fanatyzmy, bardzo często nasze bohaterstwa, niekiedy nasze zdrady. Czy wiedza polska może przejść do swego »porządku dziennego« nad tak ważnem zagadnieniem? Czyż nie powinna rozświetlić nam tych kardynalnych rzeczy, które wpływami swemi omotały nas od kolebki do trumny i które wytwarzają z nas pewien typ ludzki?

Jeżeli gdzie, to u nas właśnie nauka taka jest wyczekiwana jak strumień świeżego powietrza dla duszących się płuc. Naród polski jedną półkulą mózgową tkwi w »prawie przyczynowości« a drugą w czysto »teologicznym poglądzie na świat«. Położenie jego polityczne sprawia, że wprost zabobonnie lęka się myślowych zmian, że z najważniejszych zagadnień uczynił nietykalne »Tabu« i że uważa niemal za zdradę narodową zastanawianie się nad takiemi rzeczami i ideami, jak biblia, religia, Bóg. Nie zdaje sobie sprawy, że tylko barbarzyniec postępuje w ten sposób, że lud ucywilizowany wszystko bada. Nie widzi wielkiego niebezpieczeństwa, które grozi jego inteligencyi. Jedna klasa stara się ukryć przed drugą cały szereg publicznych tajemnic. Szukać, badać, poznawać — do tego ma prawo każdy człowiek. Wiedza jest dla wszystkich.

Powiedzieliśmy wyżej, że postać Jezusa wywarła potężny wpływ na dzieje ludzkości i wywiera dotąd. Tego, co trwało dwadzieścia wieków, wiedza polska pominąć nie może. Zadaniem jej jest: dać społeczności polskiej na tę postać pogląd naukowy.

Tłomaczenie głośnego dzieła Ernesta Renana »Żywot Jezusa« zjawia się niestety w okrągłe czterdzieści lat po ukazaniu się trzeciego wydania oryginału. Czterdzieści lat straconych! Przez te czterdzieści lat społeczność nasza, prawie nic nie wiedząc o Straussach, Reussach, Gunklach etc. słyszała tylko z kazalnic i z łamów pism klerykalnych, że istniał w bezbożnej Francyi jakiś »okropny bluźnierca« Ernest Renan i że na takiego bluźniercę mogła się była zdobyć tylko Francya, kołyska Wolterów, Robespierrów i Zoli. Dziś, korzystając z liberalnego paragrafu ustawodawstwa austryackiego, który brzmi w niemieckim pierwotekscie: »Die Wissenschaft ist frei«, przedkładamy publiczności polskiej tłomaczenie podstawowego dzieła tego »okropnego« człowieka w przekonaniu, że owa »okropność« rozwieje się jako czad, który, wychodząc z klerykalnego piecyka, tumanił nam głowy.

Jest to, o ile sięgają moje bibliograficzne wiadomości, pierwsze dzieło w tym rodzaju, które pojawia się w przekładzie polskim. Specyaliści mogliby stawić tłomaczowi pytanie, czemu wybrał to właśnie dzieło? Czy nauka nie postąpiła od 1863 roku? Owszem postąpiła. Ale mimo to dzieło Renana pozostało dziełem podstawowem a nadzwyczajne zalety stylu wynoszą je ponad wszelkie inne. Nieprzygotowana do studyów poważnych z tego zakresu polska publiczność nie strawiłaby poprostu takiego Straussa lub Noacka, choćby przekład był idealny. Prace innych, a zwłaszcza nowszych autorów nie są obrazem tak skończonym, tak wyczerpującym, są poświęcone bardziej szczegółom. Renan objął całość a przytem czyta się go jak powieść, jak poemat. Bo Renan był nietylko uczonym. On był poetą. A być poetą, to nie znaczy, jak już dziś każdy wie, robić wiersze. Renan napisał wprawdzie szereg »filozoficznych dramatów«; ale nie to pasuje go na poetę. Po ukończeniu mozolnych badań bibliotecznych, archeologicznych, topograficznych, spojrzał na Palestynę okiem wieszcza, który dzięki twórczej a raczej odtwórczej wyobraźni buduje z poszczególnych drobinek olbrzymią całość, który, spojrzawszy po uroczych polach Galilei, odgadł »jak to było«. Z pod palących promieni słońca palestyńskiego chroni się do chaty Maronity i dotykając stopą ziemi historycznej, owiany atmosferą dawności, pisze siedmiotomowe dzieło o »Początkach chrześciaństwa«, a właściwie dzieła tego tom pierwszy p. t. »Życie Jezusa«. Towarzyszy mu ukochana siostra Henryetta, która dnia 24 września 1861 r. umiera w Byblos. Renan poświęca pracę swą jej pamięci. Oto dedykacya tego »potwornego bluźniercy«:

»Czy przypominasz sobie Ty, spoczywająca teraz na łonie Boga, owe długie dni w Gazir, gdzie ja, Ciebie mając tylko za towarzyszkę, kreśliłem te karty, uniesiony natchnieniem, płynącem z miejscowości, które zwiedzaliśmy razem? Pogrążona w milczeniu, siadłszy obok mnie, odczytywałaś każdą stronicę i natychmiast przepisywałaś — a u stóp naszych słało się morze, kładły się wioski, piętrzyły góry. Kiedy zabójcze słońce ustąpiło na błękitach miejsca niezliczonej armii gwiazd, Twoje subtelne uwagi, wątpliwości pełne dyskrecyi, naprowadzały mnie znowu na owe szczytne zagadnienia, nad któremi rozmyślaliśmy wspólnie. Pewnego dnia powiedziałaś mi, że będziesz kochała tę książkę, najpierw dlatego, że powstała z Twoją pomocą, następnie dlatego, że Ci się ona podoba. Ilekroć nawiedzała Cię obawa, że książka ta stanie się pastwą ciasnych sądów ciemnych ludzi, natychmiast pocieszałaś się myślą, będącą głębokiem Twojem przekonaniem, iż duszom prawdziwie religijnym wystarczy to, co Tobie, wystarczy im, że książka ta przemawia do nich. Śród takich rozmyślań uroczych śmierć uderzyła mnie i Ciebie swojem skrzydłem; sen febryczny zamknął oczy mnie i Tobie; ja się zbudziłem, ale — sam... Ty spoczywasz teraz w ziemi Adonisa, w pobliżu świętego Byblos i wód, do których mieszały się łzy owych niewiast misteryum starożytności. Odsłoń, dobry geniuszu, mnie, którego kochałaś, odsłoń owe prawdy, które panują nad śmiercią, które odejmują trwogę przed nią i każą ją niemal kochać«...

Ernest Renan urodził się dnia 27 lutego 1823 r. w Tréguier, gdzie Francya stawiła mu w tej chwili pomnik. W r. 1860 wybrał się z polecenia rządu w podróż naukową po Syryi. W dwa lata później zostaje profesorem języka hebrajskiego w drogiem naszej pamięci »Collège de France«. Dzięki intrygom kapłanów dnia 11 lipca 1863 r. pozbawiono go katedry, na którą jednak wraca po przewrocie politycznym w grudniu 1871 r. Oto szereg jego dzieł: »Histoire générale et système comparé des langues sémitiques“ (4 wyd. 1864), »L’Averroés et l’averroïsme« (3 wyd. 1869), »Mission de Phénicie« (1864—1874, 9 części), »Vie de Jésus« (1863), przetłómaczone natychmiast niemal na wszystkie języki europejskie, »Les apôtres« (1866), »Saint-Paul« (1869), »L’antéchrist« (1871), »Les évangiles« (1877), »L’Eglise« (1878), »Marc Aurèle« (1882), »Souvenirs d’enfance et de (1884, ciąg dalszy w »Feuilles détachées« 1892), »Histoire du peuple (1887, t. 3), »Drames philosophiques« (1888). Umarł 2 października 1892 r. Dzieła jego przyczyniły się niesłychanie do rozkwitu nauki o początkach chrześciaństwa. Posiadał głęboką wiedzę, uzbrojoną w niezwykły talent pisarski.

Czy przekład niniejszy jest wiernym? I nie, i tak. Nie, gdyż nie tłomaczyłem słowa za słowem z pedantyczną ścisłością; tak, gdyż starałem się nie uronić żadnej myśli, nie oziębić żadnego uczucia, odtworzyć styl i nastrój oryginału. Chciałem tak pisać, jakby pisał Renan, tworzył swe dzieło po polsku. Przez długie sześć miesięcy pracowałem nad tym przekładem, robiąc równocześnie niezbędne studya, odszukując każdą miejscowość na mapach, sprawdzając każde nazwisko w leksykonach. Ze względu na to, że polski czytelnik przeważnie nie ma pojęcia, co zawiera biblia, i ponieważ księga ta jest w domach polskich wielką rzadkością, starałem się ważniejsze odsyłacze Renana wypełnić tekstem i w tym celu posługiwałem się do rozdziału XIX przekładem biblii berlińskiej a od rozdziału XIX przekładem Wujka. Tacyta przytaczałem w słynnym przekładzie Naruszewicza, Swetoniusza w przekładzie Kwiatkowskiego, Józefa Flaviusza w klasycznym przekładzie łacińskim. Prócz tego korzystałem z uwag i wskazówek profesora Ignacego Radlińskiego, który, jak przystało na prawdziwego uczonego, dbał o to, abym nietylko poznał, co w danej chwili praktyczność wskazywała, ale wogóle oświecił się w tej dziedzinie wiadomości ludzkich. Na tem miejscu winienem mu tedy złożyć wyrazy gorącej podzięki. Szczęśliwy będę, jeżeli praca moja uniknie jego nagany. Wybór cytat może się spotkać z krytyką, która mi zarzuci ich niepełność; ale wypadało się liczyć z rozmiarami wydawnictwa; wybierałem też umyślnie cytaty przeważnie z biblii, aby się nareszcie czytelnik dowiedział, co w niej jest, gdyż wychowanie religijne nałożyło nam na oczy jakieś okulary, skutkiem czego nauczyliśmy się przeczyć — drukowanym dokumentom.

Przekład niniejszy poświęcam tym, którzy, w pałacu czy w chacie, szukają prawdy i tylko prawdy. Niemieccy teolodzy wygłosili szczytne zdanie, że Jezus nie może się obawiać badań historycznych. Kler katolicki jest niestety innego zdania. Ale czasy ciemnoty mijają. Dawniej nocom umysłowym przyświecały stosy palonych heretyków; dziś uczony zapala swą lampkę i prowadzi ludzkość wiernie, uczciwie, bez jakichkolwiek ubocznych celów, prócz jednego wielkiego celu — oświaty powszechnej. Dziś prawdziwy uczony nie chowa swej wiedzy dla wybrańców, ale odsuwając Faryzeuszów powiada wraz z Holbachem: »prawda jest jedna, ona jest człowiekowi potrzebna, ona mu nigdy nie może szkodzić«.

Warszawa, dnia 27 sierpnia 1903.

Wstęp.

O źródłach historycznych.

Dzieje »Początków chrześciaństwa« powinnyby objąć cały ów ciemny, powiedzmy podziemny okres tworzenia się tej religii aż do chwili, kiedy poczyna ona żyć jawnie i staje się powszechnie znanym faktem publicznym. Tego rodzaju dzieje powinnyby się składać z czterech części. Część pierwsza, którą dziś przedkładam publiczności, zajmuje się zdarzeniem, będącem punktem wyjścia dla nowego kultu; poświęcam ją wyłącznie postaci założyciela. Część druga powinnaby się zająć apostołami i ich bezpośrednimi uczniami, albo też, wyrażając się dokładniej, przewrotami, jakich doznała idea religijna w ciągu dwóch pierwszych pokoleń chrześciańskich. Doprowadziłbym mniej więcej do roku 100, t. j. do chwili, kiedy już ostatni przyjaciele Jezusa zeszli ze świata i kiedy wszystkie księgi Nowego Testamentu przyjęły kształt obecnie nam znany. Część trzecia zajęłaby się chrześciaństwem pod Antoninami, przedstawiłaby jego wolny rozwój i niemal nieustanną walkę z Rzymem, który wtedy stanął u szczytu swej administracyjnej doskonałości, rządzony był przez filozofów a nową sektę brał za tajny związek teokratyczny, wymierzony przeciw istniejącemu porządkowi państwowemu celem obalenia go. Część ta objęłaby całe wtóre stulecie. Część czwarta wreszcie przedstawiłaby ważną chwilę rozwoju chrześciaństwa z nastaniem panowania cesarzów syryjskich. Obaczylibyśmy jak pod Antoninami upadała wiedza, w jak nieunikniony sposób następował rozstrój starożytnej cywilizacyi, jakie korzyści z tego upadku i rozstroju chrześciaństwo wyciągnęło dla siebie, jak Syrya podbiła cały Zachód i jak Jezus w towarzystwie bożków i boską cześć odbierających mędrców Azyi objął w posiadanie ówczesną społeczność, której już nie mogła wystarczyć ani filozofia, ani państwo czysto cywilne. W owym okresie ulegają gwałtownej przemianie wyobrażenia religijne ludów, osiadłych dokoła Morza Śródziemnego; wszędzie dochodzi do władzy kult wschodni; chrześciaństwo staje się potężnym kościołem, który zupełnie zapomina o marzeniach tysiącletniego królestwa, zrywa ostatnie nici wiążące go z judaizmem, zagarniając całkowicie świat grecki i rzymski. Walki i twórczość piśmiennicza trzeciego stulecia, jedno i drugie całkiem już jawne, zostałoby w tej części przedstawione tylko w rysach ogólnych. Jeszcze zwięźlej przedstawiłbym prześladowania na początku czwartego stulecia, ostatnie wysiłki Rzymu, pragnącego nawrócić do starych zasad i wyrzucić z państwa nową religię. Wreszcie nakreśliłbym obraz owego przewrotu politycznego, kiedy za Konstantyna role się zmieniły, kiedy cesarz ten z własnej inicyatywy tworzy z chrześciaństwa podległą państwu religię urzędową, która, dotąd prześladowana, teraz z kolei sama zaczyna prześladować.

Nie wiem, czy mi starczy sił i życia do wykonania tego rozległego planu. Będę rad, jeśli po ukończeniu »Żywota Jezusa« uda mi się przedstawić moje osobiste poglądy na dzieje Apostołów, to jest w jakim stanie znajdowała się świadomość chrześciańska w ciągu kilku pierwszych tygodni po śmierci Jezusa, jak powstał cykl legend o zmartwychwstaniu, jak wyglądały pierwsze chwile kościoła jerozolimskiego, pragnąłbym skreślić żywot Pawła, przełom za czasów Nerona, pojawienie się Apokalipsy, zburzenie Jerozolimy, założenie gminy chrześciańskiej w Batanei, powstanie ewangielii, jednem słowem utworzenie się owych wielkich sekt Małej Azyi, zapoczątkowanych przez sektę Jana. Lecz wszystko blaknie wobec tego cudownego wieku pierwszego. Wskutek dziwnego kaprysu dziejowego lepiej wiemy o tem, co się działo w świecie chrześciańskim między rokiem 50—75, niż między rokiem 100 a 150.

Plan niniejszego dzieła sprawił, iż nie mogłem zastanawiać się szczegółowo nad spornymi ustępami tekstów. Czytelnik może wszelako wszystkie moje twierdzenia sprawdzić ze źródłami, które cytuję w odnośnikach. Nie opieram się nigdzie na materyale czerpanym z drugiej ręki, podaję rzeczywiście źródła, na których wogóle opierać się muszą wszelkie odnośne twierdzenia i hypotezy. Wiem doskonale, że dla osób nie uprawiających podobnych studyów należałoby właściwie całkiem inaczej temat traktować. Ale nie zwykłem robić tego drugi raz, co już zostało zrobione i to dobrze zrobione. Dla tych, którzy pragną rzecz głębiej zbadać, podaję tu szereg dzieł wydanych w języku francuskim:

Studya krytyczne nad ewangielią św. Tomasza, przez Alberta Réville, pastora kościoła wallońskiego w (Leyda, Noothoven van Goor, 1862. Paryż, Cherbuliez. Dzieło uwieńczone przez towarzystwo de La Haye dla obrony religii chrześciańskiej).

Historya teologii chrześciańskiej w wieku apostolskim, napisał Reus, profesor fakultetu teologicznego i seminaryum protestanckiego w Strasburgu (Strasburg, Treuttel & Wurtz, 2 wyd., 1860. Paryż, Cherbuliez).

Doktryny religijne Żydów w ciągu dwóch wieków uprzedzających erę chrześciańską, przez Michała Nicolas, profesora fakultetu teologicznego protestanckiego w Montauban (Paryż, Michel Lévy Fréres, 1860).

Żywot Jezusa, przez Dr. Straussa, tłómaczył Littré, członek instytutu (Paryż, Ladrange, 2 wyd., 1856).

Przegląd teologii i filozofii chrześciańskiej, pod kierunkiem Colani’ego, od 1850 do 1857. — Nowy przegląd teologiczny, dalszy ciąg poprzedniego, od 1858 r. (Strasburg, Treuttel & Wurtz. Paryż, Cherbuliez).

Podczas druku niniejszej książki pojawiła się praca, którą także cytuję, choć nie miałem czasu przeczytać jej tak uważnie, jak na to zasługuje: »Ewangielie« przez Gustawa Eichthala, część pierwsza: Rozbiór krytyczny i porównawczy trzech pierwszych ewangielii. Hachette, 1863).

Kto przestudyuje te znakomite dzieła, znajdzie w nich wyjaśnienie wielu rzeczy, które mogłem poruszyć tylko bardzo pobieżnie. Zwłaszcza krytyczny rozbiór tekstów ewangielicznych został dokonany przez Straussa w sposób, nie pozostawiający wiele do życzenia. Błędna jest według mnie teorya Straussa o powstaniu ewangielii, prócz tego dzieło jego zanadto idzie tropem teologicznym a za mało historycznym; mimo to dla ocenienia motywów, któremi się powodowałem śród całej masy drobiazgów, jest rzeczą nieodzowną poznać te sumienne, choć nieraz nadto subtelne wywody dzieła, tak pięknie przetłomaczonego przez mego uczonego rodaka p. Littré.

Sądzę, że nie przeoczyłem ani jednego źródła, przekazanego nam przez starożytność. Przeszłość dała nam prócz całego szeregu licznych a rozrzuconych wzmianek pięć wielkich zbiorów rękopiśmienniczych, zajmujących się Jezusem i epoką, w której żył, a mianowicie: 1) Ewangielie i wogóle pisma Nowego Testamentu, 2) tak zwane apokryfy Starego Testamentu, 3) dzieła Filona, 4) dzieła Józefa Flaviusza, 5) Talmud. Dzieła Filona są dla nas nieoszacowane, albowiem z nich dowiadujemy się, jakie myśli ożywiały za czasów Jezusa ludzi, zajmujących się wielkiemi zagadnieniami religijnemi. Filon żył wprawdzie zupełnie w innej prowincyi judaizmu, niż Jezus; ale i on na równi z Jezusem nie był wolny od różnych małostek, które wtedy pleniły się w Jerozolimie; Filona możemy uważać za starszego

brata Jezusa. Miał już 62 lat, gdy prorok z Nazaretu dobiegał do szczytu swej działalności, a żył po nim jeszcze lat dziesięć. Jaka szkoda, że los nie zaprowadził go do Galilei! Ileż różnych a ciekawych rzeczy bylibyśmy się od niego dowiedzieli!

Józef Flaviusz pisał dla pogan, więc jest mniej szczery. O Jezusie, Janie Chrzcicielu, Judaszu Gaulonicie, podaje nam wzmianki krótkie, suche, bezbarwne. Czuć, iż chce te objawy czysto żydowskie przedstawić Grekom i Rzymianom w sposób dla nich przystępny. Ustęp ów o Jezusie uważam za autentyczny. Jest to zupełnie jego sposób pisania; nie mógł on nawet inaczej wyrazić się o Jezusie. Zdaje się tylko, że w tem miejscu tekst poprawiła jakaś ręka chrześciańska, dopisując kilka słów, bez których ustęp ten miałby wprost charakter bluźnierstwa, może coś dodała i coś usunęła. Należy pamiętać o tem, że Józef Flaviusz przez chrześcian stał się głośnym, którzy dzieła jego uważali za ważny dokument do ich świętej historyi. Może w drugiem stuleciu wypuszczono jego dzieło z poprawkami dokonanemi w duchu chrześciańskim. Pisma te są dla nas bardzo ważne, gdyż Flaviusz rzuca całe snopy światła na tę tak nas interesującą epokę. Ze wyrazistością przedstawia postaci Heroda, Herodyady, Antypasa, Filipa, Hanny, Kajafy, Piłata; są one tak plastyczne, że je niemal widzimy i możemy się ich dotknąć ręką.

Apokryfy Starego Testamentu, zwłaszcza hebrajska część wierszy sybillińskich, księga Henocha, księga Daniela, która również jest apokryfem, są bardzo ważne dla historyi rozwoju idei mesyanistycznej i dla zrozumienia, jak Jezus pojmował królestwo boże. Zwłaszcza księga Henocha, bardzo czytana przez otoczenie Jezusa, jest kluczem do zrozumienia wyrażenia »Syn człowieczy« i pojęć związanych z tem wyrażeniem. Dzięki pracom Alexandre’a, Ewalda, Dillmana, Reussa, dowiedzieliśmy się niezbicie, kiedy te dzieła powstały. Dziś wszyscy zgadzają się na to, że najważniejsze z pomiędzy tych ksiąg zostały napisane w drugiem i pierwszem stuleciu przed Jezusem Chrystusem. Czas powstania księgi Daniela da się jeszcze ściślej określić. Charakter obu języków, w których ta księga została napisana, używanie słów greckich, jasne i ścisłe przedstawienie faktów aż do czasów Antyocha Epifanesa, fałszywy obraz starego Babilonu, ton dzieła całego, nie mający nic wspólnego z pismami z czasów niewoli, odpowiadający raczej epoce Seleucydów, wskutek licznych analogii co do wiar, zwyczajów i wyobrażeń, apokaliptyczny charakter wizyi, umieszczenie tej księgi w kanonie hebrajskim po za prorokami, brak wreszcie nazwiska Daniela w panegiryku rozdziału XLIX Kaznodziei Salomonowego, gdzie mu się właściwie miejsce należało, w końcu liczne inne a znane dowody nie żadnej wątpliwości, że księga Daniela była owocem owego wielkiego wzburzenia Żydów wskutek prześladowań Antyocha. Nie należy przeto umieszczać jej pomiędzy pismami starych proroków, ale na samem czele literatury apokaliptycznej jako wzór pierwotny dzieł w rodzaju poematów sybillińskich, księgi Henocha, Apokalipsy Jana, Wniebowzięcia Izajasza i czwartej księgi Ezdrasza.

Przy badaniu historyi początków chrześciaństwa za mało dotąd uwzględniano Talmud. Podzielam zdanie Geigera, że należytego wytłomaczenia stosunków, śród których się Jezus obracał, należy szukać w tej ciekawej kompilacyi, w której bardzo wiele cennych relacyi pomieszano z bezwartościową scholastyką. Ponieważ teologia chrześciańska rozwijała się równolegle z żydowską, przeto nie można dokładnie zrozumieć historyi pierwszej bez znajomości historyi drugiej. Zresztą Talmud wyjaśnia nam wiele rzeczowych szczegółów, znajdujących się w ewangieliach. Obszerne zbiory łacińskie Lighfooda, Schoettgena, Buxdorfa i Otho’a dostarczyły już nam w tym kierunku wiele pouczających wiadomości. Położyłem sobie za zadanie sprawdzić wszystkie podane cytaty z oryginałami. Dzięki pomocy uczonego talmudysty p. Neubauera mogłem iść nawet dalej i na najciemniejsze punkty moich poszukiwań rzucić nieco światła. Należy tu przedewszystkiem umieć dobrze odróżniać epoki, gdyż okres powstania Talmudu trwa mniej więcej od r. 200 i do 500. Staraliśmy się rzecz zbadać, o ile to było możliwe przy obecnym stanie tego rodzaju studyów, gruntownie. Zadziwi to prawdopodobnie ludzi, którzy przywykli cenić dzieło ze względu na epokę, w której ono powstało. Ale podobne skrupuły byłyby tu nie na miejscu. Od czasów Asmonejczyków aż do II wieku istnieje u Żydów tylko tradycya ustna. Nie można takiej epoki zestawiać z epoką, w której dużo pisano. Księgi Wedyckie i stare poezye arabskie przez całe wieki żyły tylko w pamięci pokoleń, nikt ich nie spisywał a przecież posiadają formę bardzo harmonijną i subtelną. W Talmudzie natomiast forma nie ma żadnego znaczenia. W końcu dodam jeszcze, że przed Miszną świętego Judy, która wszystkie inne zaćmiła, istniały próby redakcyi, sięgające bardziej odległych czasów, niż zwykle przypuszczamy. Talmud jest pisany stylem zwięzłych notatek; rzekomi twórcy jego prawdopodobnie jedno tylko zrobili: uporządkowali według tytułów wielką ilość pism, które się w różnych szkołach z pokolenia na pokolenie nagromadziły.

Wreszcie wypada nam pomówić o pismach życioryśniczych, o biografiach założyciela chrześciaństwa, więc, rzecz prosta, najważniejszych, gdy chodzi o Żywot Jezusa. Szczegółowa praca, zajmująca się powstaniem ewangielii, stanowićby musiała osobne dzieło. Dzięki znakomitym pracom, dokonanym w tym zakresie w ciągu ostatnich trzydziestu lat, zadanie to, pierwotnie prawie niewykonalne, zostało jednak rozwiązane w sposób dla historyi wystarczający, chociaż pozostały jeszcze do usunięcia pewne wątpliwości. Do tego przedmiotu powrócę w drugiej mojej książce, gdyż powstanie ewangielii jest dla przyszłości chrześciaństwa najważniejszem zdarzeniem drugiej połowy pierwszego wieku. Ale w książce niniejszej poruszymy tylko tę część zagadnienia, która jest ważna dla naszych wywodów. Pozostawiając na boku wszystko, co się odnosi do czasów apostolskich, badać będziemy jedynie, w jakim stopniu przy kreśleniu historyi na zasadach racyonalnych można się posługiwać faktami, podanymi przez ewangielie?.

Że ewangielie są po części legendami, to jest jasne, gdyż przepełniają je opisy cudów i zdarzeń nadprzyrodzonych; ale są legendy i legendy. Nikt nie wątpi w rysów zasadniczych życia św. Franciszka z Assyżu, choć na każdym kroku spotykamy się tam ze zjawiskami nadnaturalnemi. Natomiast nikt nie uwierzy w prawdziwość życiorysu Apoloniusza z Tyany, gdyż życiorys ten został napisany dość późno po śmierci bohatera i w warunkach, w których mógł powstać już tylko jako czysty romans. W jakiej epoce powstały ewangielie, kto je napisał i śród jakich okoliczności? Oto jest szereg głównych pytań, a od odpowiedzi zależy, czy mamy na ich relacyach polegać, czy nie.

Wiadomo, że nazwa każdej ewangielii pochodzi od osobistości, znanej nam albo z historyi apostołów, albo z samych ewangielii. O tych czterech osobach nie jest właściwie nigdzie powiedziane, iż są autorami ewangielii. Określenia »według Mateusza«, »według Marka«, »według Łukasza«, »według Jana«, bynajmniej nie dowodzą, jak to kiedyś przed bardzo dawnymi czasy mniemano, że ewangielie zostały napisane w całej swojej rozciągłości przez Mateusza, przez Marka, przez Łukasza, przez Jana; dowodzą tylko, że jest to tradycya, sięgająca danego apostoła, opierająca się na nim jako na autorytecie. Rzecz jasna, że jeżeli tytuły te są ścisłe, to ewangielie, zostając nawet po części legendami, będą dla nas miały znaczenie niezmiernie ważne, gdyż doprowadzają nas do półwiecza po śmierci Jezusa, a w dwóch wypadkach nawet do świadków naocznych jego działalności.

Co do Łukasza, to nie mogą tu zachodzić żadne wątpliwości. Ewangielia jego ma charakter zwyczajnej kompozycyi, osnutej na starszych dokumentach. Jest to dzieło człowieka który wybierał, przebierał, dobierał. Autor tej ewangielii jest prawdopodobnie zarazem autorem Dziejów Apostolskich. Był on towarzyszem Pawła świętego a tytuł ten w zupełności stosuje się do Łukasza. Wiem, że temu twierdzeniu można dużo zarzucić; ale jedno pozostaje faktem niezbitym, że autor trzeciej ewangielii Dziejów Apostolskich należy do generacyi apostolskiej a to nam do naszych założeń zupełnie wystarcza. Teraz możemy nawet ściśle określić datę powstania tej ewangielii i to na podstawie jej własnego tekstu. Rozdział XI, należący bezwzględnie do całości, został najwidoczniej napisany po oblężeniu Jerozolimy i to niebawem. Stoimy tedy na pewnym gruncie; jest to bowiem dzieło napisane ręką człowieka jednego, dzieło zupełnie jednolite.

Takiego piętna indywidualnego nie posiadają ewangielie Mateusza i Marka. Tu jest wszystko nieosobiste, tu autorowie znikają. Nie wiele też nam mówi jakieś imię własne, wypisane w nagłówku. Ale datę powstania tych ewangielii da się tak samo ściśle określić, jak datę powstania ewangielii Łukasza; wiadomo bowiem, że trzecia ewangielia powstała później, niż dwie pierwsze, i że jest redakcyą lepszą. Następnie posiadamy bardzo ważnego świadka z pierwszej połowy II wieku. Jest nim Papias, biskup Hierapolisu, wielka powaga, człowiek tradycyi, który przez całe życie gromadził wszystko, co się odnosiło do osoby Jezusa. Wygłosiwszy zdanie, iż w podobnych kwestyach przyznaje większą wartość tradycyi ustnej, niż księgom, wspomina o dwóch pismach, tyczących słów i czynów Jezusa: 1) o piśmie Marka, rzeczy krótkiej, niekompletnej, bez chronologicznego ładu, zawierającej opowiadania i mowy (λεχδέντα ή πραχτένετα) a napisanej według relacyi apostoła Piotra; 2) o zbiorze sentencyi (λόγια) spisanych po hebrajsku przez Mateusza, »które każdy przekładał, jak umiał«. Ta charakterystyka odpowiada w zupełności owym dwom księgom, z których jedna zwie się dziś »Ewangielią według Mateusza« a druga »Ewangielią według Marka«; pierwsza zawiera długie mowy, druga ma przeważnie charakter anegdotyczny, podaje ściślej szczegóły, jest zwięzła, niemal sucha, posiada mało mów i zły układ. Trudno przypuścić, aby przed oczami Papiasa leżały te same teksty, które dziś leżą przed nami; według niego bowiem pismo Mateusza zawierało wyłącznie mowy spisane w języku hebrajskim, krążyło w kilku przekładach, różniących się między sobą, nie miało nic wspólnego z pismem Marka, które, jak się zdaje, napisane było nawet w innym języku. Tymczasem teksty, leżące dziś przed nami, posiadają tyle ustępów analogicznych, iż trzeba przypuścić, że albo twórca pierwszej ewangielii wzorował się na ewangielii drugiej, albo ostatni redaktor drugiej ewangielii wzorował się na pierwszej, albo też wreszcie, że obaj się wzorowali na jakimś prototypie. Prawdopodobnie też pierwsze dwie ewangielie nie doszły nas w redakcyi pierwotnej, że są to już opracowania, że braki jednego tekstu uzupełniono szczegółami tekstu drugiego. Każdy prawdopodobnie pragnął w owych czasach posiadać egzemplarz kompletny. Kto miał mowy, chciał mieć także opowiadania, i na odwrót. Tym sposobem do » według Mateusza« włączono wszystkie opowiadania Marka a do »Ewangielii według Marka« Logie Mateusza. Prócz tego brano jeszcze szczegóły z żywej tradycyi, której Ewangielie całkowicie nie wyczerpały; w Dziejach Apostolskich bowiem i u najstarszych ojców kościoła znajdujemy wiele słów Jezusa, mających wszystkie pozory autentyczności a tymczasem nie znajdujemy ich w obecnych redakcyach ewangielii.

Ścisła analiza, polegająca na szczegółowem wykazaniu, jak pierwotnie wyglądały Logie Mateusza i co wchodziło w skład opowiadań Marka, nie jest nam w tej chwili potrzebna. Owe Logie są niewątpliwie zawarte w długich przemówieniach Jezusa, zajmujących poważną część pierwszej ewangielii. Wyłączone z toku opowiadania tworzą istotnie pewną dosyć zaokrągloną całość. Co się zaś tyczy strony narracyjnej obu tych ewangielii, to prawdopodobnie ich autorowie czerpali z jakiegoś wspólnego źródła a druga ewangielia w dzisiejszej swej formie mało się musi różnić od owego źródła pierwotnego. Wyrażając to samo innemi słowami możemy powiedzieć, że synoptycy opierają się na dwóch źródłach podstawowych: 1) na mowach spisanych przez apostoła Mateusza, 2) na szeregu anegdot i osobistej relacyi, które Marek spisał według wspomnień Piotra. Mamy tedy prawo mniemać, że doszły nas owe dwa źródła, że pomieszane z źródłami innemi znajdują się w pierwszej i drugiej ewangielii, które przeto nie bez słuszności nazwano Ewangieliami »według Mateusza« i »według Marka«.

W każdym razie jest rzeczą niewątpliwą, że już w czasach najdawniejszych spisano po aramejsku mowy i ważniejsze czyny Jezusa. Nie były to teksty ustalone a pod względem dogmatycznym wykończone. Prócz tego krążyło wiele innych ewangielii, które również miały być spisane wedle opowiadań naocznych świadków. Nie przywiązywano jednak do nich zbyt wielkiej wartości a ludzie, którzy je przechowywali, jak np. Papias, większą wagę przykładali do tradycyi ustnej. Ponieważ wierzono jeszcze w bliski koniec świata, przeto mało się troszczono o spisywanie książek, przeznaczonych dla przyszłości; wystarczało posiadać w sercu żywy obraz tego, który niebawem miał pojawić się w obłokach. To było powodem, że ewangielie mało ceniono przez pierwsze sto pięćdziesiąt lat. Nie krępowano się tedy, robiono dodatki, łączono teksty, uzupełniano je. Człowiek ubogi, posiadający jedną tylko książkę, chce, aby zawierała wszystko, czego pragnie jego serce. Pożyczano je sobie wzajemnie; dopisywano na marginesach słowa i parabole odmienne, albo szczegóły wzruszające. W ten sposób gmin opracował najpiękniejszą książkę. Żadna redakcya nie posiadała wartości bezwzględnej. Justyn, który często powołuje się na jakieś »pamiętniki apostołów«, miał widocznie przed sobą teksty ewangielii znacznie odmienne od naszych; a może nie zadawał sobie trudu, aby cytować dosłownie. Taki sam charakter posiadają cytaty ewengielii w pismach , pochodzących od Ebionitów. Duch był wszystkiem, pismo niczem. Dopiero w drugiej połowie II wieku, kiedy tradycya nieco przyblakła, ewangielie apostolskie zyskały wielkie poważanie i znaczenie prawa.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…