I
Założenie Towarzystwa. Przeszkody miejscowe. Wydziały. Ofiarność publiczna. Założenie biblioteki i muzeum w r. 1860. Śmierć prezesa T. Działyńskiego 1861 r. Wybór na jego miejsce A. Cieszkowskiego. Dalsze usiłowania do roku 1865. Wydział lekarski.
Po wszystkie wieki nie brakowało narodowi naszemu ludzi wyższego umysłu, miłujących postęp nauki i oświaty. Ich to pojedyńcze usiłowania zastępowały prace instytucyj rządowych i towarzyskich, nie zaszczepionych na gruncie naszym aż do bieżącego wieku, — podnosiły naukę, oświatę i kulturę kraju. Imiona ich powszechnie znane przechodzą w pamięci z pokolenia na pokolenie, czynów ich nie zapomni naród, dopóki żyć będzie, a zadania, przez nich podjęte, budzą do czynu nowsze pokolenie. Pojmując zadania swe społeczne, grono obywateli poznańskich, w połowie bieżącego wieku, zwróciło myśl ku podniesieniu «umiejętności i oświaty rodzinnej, przedstawiającej widok nader przykry i smutny». Po latach 1846—49, bezwładność i zobojętnienie na dobę bieżącą opanowały publiczność; o przyszłości i zachowaniu swojskiego żywota nie troszczono się wcale, a przedewszystkiem brak spójni duchowej czuć się dawał. W takiem położeniu rzeczy, grono obywateli myślących uznało nieuchronną potrzebę «obronnej uprawy rodzimego języka i przekazania go przyszłym pokoleniom». Sprowadzić rozrzucone i samopas chodzące promienie naukowe do wspólnego ogniska, pobudzić ludzi pojedyńczych do zespolenia pracy i usiłowań i zjednoczenia ich ku wspólnym celom, takie nastręczała środki myśl, coraz dotkliwszą niepokojona troską. Myśl ta, podniesiona z żywem współczuciem przez młodsze zwłaszcza pokolenie, wywołała założenie Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu. Pośród licznych zewnętrznych trudności, bez zasobu do pokrycia pierwszych potrzeb, bez miejsca własnego do zebrań, bez innej podniety nad mocne przeświadczenie o pożytku zespolonej dla kraju pracy, inicyatorowie Towarzystwa, z hasłem «w imię Boże», przystąpili do dzieła w początku r. 1857. Narady nad spisaną ustawą toczyły się w mieszkaniu hr. Tytusa Działyńskiego, Władysława Niegolewskiego i hr. Rogiera Raczyńskiego, który następnie ustąpił prywatne swe mieszkanie w bibliotece Raczyńskich na dłuższy użytek Towarzystwa. Pielęgnowanie nauki i umiejętności w języku polskim przyjęte zostało jako główny cel usiłowań Towarzystwa; sprawy polityczne wyraźnie z obrad Towarzystwa wykluczone zostały. Źródłem dochodów miały być opłaty przez członków czynnych, jednorazowo 1200 złp., albo przez lat sześć po 200 złp., albo corocznie po 24 złp., tudzież dobrowolne dary i dochód ze sprzedaży dzieł, nakładem Towarzystwa wydanych. W czerwcu r. 1857 zgodne głosy członków powołały na godność prezesa zarządu Towarzystwa hr. Augusta Cieszkowskiego, a gdy mąż ten, z powodu wydalenia się z kraju, urząd złożył, hr. Tytusa Działyńskiego — na wiceprezesa ks. dziekana Malinowskiego, na redaktora Władysława Niegolewskiego, na podskarbiego hr. Heliodora Skórzewskiego, a po jego śmierci dr. Teofila Mateckiego, na sekretarza Leona Wagnera. Prezesostwo honorowe i opiekę nad Towarzystwem przyjął arcypasterz gnieźnieński i poznański ks. dr. Leon Przyłuski. Na samym początku istnienia swego Towarzystwo napotkało zewnętrzne przeszkody, które tamowały i niszczyły najgorliwsze starania koło wewnętrznego uorganizowania i rozwoju jego. Kilku nauczycieli poznańskich, mając zamiar podzielenia prac Towarzystwa, udało się do swej władzy z zapytaniem, czyliby przeciw przystąpieniu ich do Towarzystwa nie zachodziła przeszkoda? Regencya poznańska, rozpatrzywszy ustawy Towarzystwa i nie znalazłszy w nich nic, coby się sprzeciwiało prawom krajowym, objawiła wszakże zdanie, ażeby nauczyciele publiczni wstrzymywali się od udziału i przystępowania do Towarzystwa. Zdanie to regencyi pozbawiło Towarzystwo najliczniejszego i głównego zastępu pracowników i podważyło istnienie jego na samym wstępie. Oceniając doniosłość przeszkody, zarząd Towarzystwa w lutym 1858 r., polecił prezesowi swemu, Tytusowi Działyńskiemu, udać się osobiście do Berlina, w celu usunięcia przeszkody, ze strony regencyi postawionej. Ażeby zaś uchronić nauczycieli gimnazyalnych od możliwych szkodliwych skutków, wykreślił z liczby członków tych z pomiędzy nich, którzy dawniej przystąpili, w nadziei, że stojące im na przeszkodzie trudności uchylone zostaną. Sprawa ta zaciągnęła się na długo, a tymczasem zarząd nie ustawał w pracy nad wewnętrznem urządzeniem. W d. 5 lipca r. 1857 postanowiono utworzyć dwa wydziały: nauk historyczno-moralnych i nauk przyrodniczych. Postanowiono wydawać Roczniki w miarę dostarczonych prac i ogłaszać zadania konkursowe w miarę funduszów Towarzystwa. Wydział nauk historyczno-moralnych, wybrał 23 września r. 1857 na przewodniczącego swego Władysława Bentkowskiego, następnie Marcelego Mottego, a na sekretarza Maksymiliana Studniarskiego. Praca i zajęcia naukowe, podejmowane na posiedzeniach wydziału tego, dzieliły się na pięć kategoryi: a) rozprawy czytane przez członków, lub nadsyłane do oceny, celem umieszczenia ich w Rocznikach; b) odczytywanie ważnych, zwłaszcza rękopiśmiennych materyałów; c) prace komisyjne, które zarząd poruczył wydziałowi do wygotowania; d) sprawozdanie z wycieczek archeologicznych i c) wnioski, stawione przez członków wydziału. Wydział nauk przyrodniczych, w myśl Juliana Zaborowskiego i za poparciem dr. Gąsiorowskiego, zawiązał się 31 października 1857. Przewodniczącym wybrany został Felicyan Sypniewski, sekretarzem Stanisław Szenica. Przedmiotem zatrudnień wydziału tego były: a) rozprawy naukowe lub ustne wykłady z dziedziny nauk przyrodniczych, b) wnioski i prace komisyjne, odnoszące się szczególnie do praktycznego znaczenia i wpływu nauk przyrodniczych na rolnictwo i gospodarstwo krajowe, c) ustne rozprawy nad przeczytany lub przedstawionym przedmiotem naukowym, w części dla bliższego i wszechstronniejszego wyjaśnienia tegoż, w części dla wzajemnego kształcenia się członków w przyswojeniu terminologii rodzimej, nieużywanej wcale po zakładach naukowych poznańskich. Każdy z wzmiankowanych wydziałów odbywał posiedzenia z kolei co dwa tygodnie w lokalu Towarzystwa, w bibliotece Raczyńskich. Osobno zaś wyznaczonej komisyi wydziału historycznego poruczono zająć się opracowaniem opisu W. Ks. Poznańskiego pod względem statystycznym, historycznym i archeologicznym i w tym celu nietylko zgromadzić wszystko, co w tym przedmiocie ogłoszono drukiem, lecz zebrać na miejscu szczegółowe wiadomości o każdej, choćby najmniejszej osadzie. Inna komisya, z obu wydziałów wysadzona, wygotowała programat w przedmiocie ogłoszenia zadań konkursowych w dwóch kierunkach: ściśle naukowym i elementarnym. Na czele zadań konkursowych postawiono temat: «Historya włościan i stosunków ekonomicznych w dawnej Polsce», za którego rozwiązanie hr. August Cieszkowski wyznaczył nagrodę 6000 złp., z własnych funduszów. Cztery pierwsze istnienia Towarzystwa (1857—1860) nacechowane są niezmordowaną czynnością członków jego. Jedni pracowali na posiedzeniach wydziałów, inni przygotowywali referaty naukowe, a tym czasem zamianowane przez zarząd komisye zwiedzały okolice W. Księstwa, badając pomniki i starożytności miejscowe. Prac tych komisyi nie możemy tu wyszczególniać, zauważymy jednak, że komisya, złożona z biskupa Stefanowicza, prałata Brzezińskiego, radcy Bażyńskiego, dr. Gąsiorowskiego i Wolniewicza, ocaliła od zupełnego zniszczenia najpiękniejszą być może świątynię w ks. Poznańskiem, mianowicie kościół Panny Maryi, na wyniosłości naprzeciw katedry poznańskiej położony. Arcybiskup Przyłuski, przychyliwszy się do tej sprawy, nie tylko znacznym funduszem, lecz i osobistą pieczą nad przedsięwzięciem pomógł znakomicie do wykonania restauracyi tej starożytnej świątyni. Niezapominało Towarzystwo i o czci mężów, zasłużonych krajowi. Zamierzone od dawna wzniesienie pomnika poecie Sebastyanowi Klonowiczowi w miejscu jego rodzinnem, Sulmierzycach, wydział historyczny podjął na nowo, jak również umieszczenie pamiątkowych tablic marmurowych w Żninie, w miejscu urodzenia Jana i Andrzeja Śniadeckich i w Pile, miejscu urodzenia Stanisława Staszyca. Liczba członków wydziału historycznego doszła w r. 1860 do 58. Wydział nauk przyrodniczych, złożony z bardzo małej liczby, bo tylko z 25 członków, nie szczędzących pracy celem zachęcenia ziomków do uprawy nauk przyrodniczych w języku rodzinnym, zwracał uwagę nietylko na teoretyczne oznajomienie publiczności z nowszemi rezultatami nauki, lecz starał się zastosować je do potrzeb ziemi ojczystej. W tym celu pamiętną jest odezwa wydziału do rolników W. Księstwa, wyjaśniająca doniosły wpływ nauk ścisłych na rozwijanie się gospodarstwa krajowego i wskazująca stosunek wzajemny, zachodzący pomiędzy umiejętnością przyrodniczą i rolnictwem. Członek wydziału tego Józef Szafarkiewicz, z pomocą Mateckiego, Karśnickiego i Wolniewicza, urządził w Poznaniu laboratoryum chemiczne, podtrzymywał je własnym kosztem i niezmordowanie pracował nad analizą nadsyłanych z prowincyi przedmiotów rolniczych, a skutki dociekań swych ogłaszał w «Ziemianinie». Rolnicy, poznawszy korzyść z prac Szafarkiewicza, nadsyłali coraz więcej przedmiotów, a on pracował, ile sił starczyło, bez wszelkiego wynagrodzenia. Na wezwanie zarządu Towarzystwa do ofiarności publicznej na rzecz nowo - powstającej instytucyi naukowej społeczeństwo polskie, nietylko W. Ks. poznańskiego, lecz i z dalszych stron nadsyłało liczne dary, rozmaitej wartości. Do 1 stycznia r. 1860 kilka instytucyi naukowych i 155 osób złożyły towarzystwu mnóstwo wykopalisk, składających się z popielnic rozmaitego rodzaju, siekierek serpentynowych, celtów, iglic, pierścieni, naszyjników spiżowych, dłót, mieczy, podków, oszczepów i innych przedmiotów żelaznych, kości rozmaitych zwierząt, paciorek szklanych i monet z grobów pogańskich, tudzież monet z czasów Piastów i Jagiellonów; ofiarowano kilkaset książek, znaczny zbiór modeli bronzowych, srebrnych i jeden złoty, pieczęcie różnych wieków, malowidła olejne, ryciny, biusty, przedmioty pamiątkowe, dokumenty, w których liczbie kilkanaście pargaminowych z dawnych wieków, grube pliki papierów nierozebranych, tudzież liczne zbiory z dziedziny geognozyi, flory i fauny krajowej. Wszystkie te zbiory mieściły się w bibliotece Raczyńskich i dały początek do założenia biblioteki i muzeum Towarzystwa. Szczupłe fundusze Towarzystwa wstrzymywały zamiary jego wydawania dzieł pożytecznych. Wszakże, nakładem Towarzystwa ogłoszone w latach 1858—1859 «Przyczynki do dziejów z archiwum miasta Wrocławia», zebrane przez Augusta Mosbacha, — «Odezwa do rolników Księstwa w przedmiocie wpływu nauk przyrodniczych na rolnictwo krajowe»,—«Wytępienie robactwa i myszy, pustoszących gospodarstwo leśne i polne», przez S. Szenicę. Wreszcie w początku r. 1860 wyszedł spory tom Roczników Towarzystwa, zawierający wiele cennych, a nigdzie więcej niedrukowanych opracowań historycznych, archeologicznych, przyrodniczych, po części i źródeł historycznych. Wśród takich usiłowań Towarzystwa prezes jego, Tytus Działyński, nieprzestawał starać się w Berlinie o usunięcie zakazu nauczycielom poznańskim brać udział w pracach Towarzystwa, a gdy trzyletnie zabiegi nie udały się, Działyński, wywalczywszy w maju r. 1860 posłuchanie u ministra oświecenia Bethmana—Hellwega, przedstawiał mu, że nauka nie może wydawać owoców, skoro nie jest zaszczepioną na podstawie narodowej, że założone na legalnych podstawach Towarzystwo Przyjaciół Nauk napotkało na przeszkody ze strony rządu, że przecież za czasów, kiedy Tyberiusz cesarz panował nad Rzymem i podbitem Hieruzalem, Chrystus jednakże nauczał lud żydowski w języku żydowskim, a nie łacińskim, że nareszcie, umierając, przemówił do Boga hebrajskim językiem. Minister odpowiedział, że przykład nie jest obrany szczęśliwie, bo ostatnie słowa Chrystusa nie były wyrzeczone w języku hebrajskim, ale w dialekcie aramejskim i, że według wszelkiego prawdopodobieństwa, jego nauki odbywały się w tymże narzeczu. Na to Działyński odrzekł: «właśnie i my domagamy się swobody pobierania nauk i rozprawiania o tychże w języku ludu naszego, a ten język jest polski, że niech więc Niemcom służy język czy niemiecki czy hebrajski, my biedni będziemy się kontentowali naszym aramejskim, bo to nasz język». Minister oświadczył dalej, iż rząd czuje się obowiązanym do udzielania nauk w języku władzy panującej, a przedstawiającej zarazem najwyższy stopień oświaty; przypomniał, że «i wasz pan Cieszkowski czerpał u stóp Hegla (zu den Füssen Hegels) wysoką naukę swoją». Poczem oświadczył, że rząd nie poczuwa się do dania odpowiedzi, ponieważ zdanie rady poznańskiej nadzoru szkolnego, na którą Towarzystwo żali się, jest tylko dowodem przezorności ze strony przełożonych, nie zaś prawidłem przepisanem lub rozkazem. Tym sposobem skończyły się kilkoletnie zabiegi o pozyskanie udziału nauczycieli szkół publicznych w pracach Towarzystwa, które, straciwszy zastęp najdzielniejszych pracowników, nie znalazło już niczego do zastąpienia straty. Z tego powodu wydział nauk przyrodniczych mógł tylko w półcieniu czynność swą objawiać. Głową i sercem Towarzystwa był ciągle hr. Tytus Działyński, postać pociągająca, sympatyczna i serdeczna. Potomek świetnego i zacnego rodu, długiego szeregu wojewodów chełmińskich, pomorskich, kaliskich, pan znacznej fortuny żywił najpiękniejsze tradycye przodków swoich. Od młodości ciągle nauką zajęty, naprzód w Paryżu, potem w Pradze czeskiej, gdzie oddawał się naukom przyrodniczym i matematycznym, nareszcie w b. uniwersytecie warszawskim, począł już wtedy gromadzić zbiory archeologiczne i bibliograficzne dla tyle słynnej później biblioteki kórnickiej. Wypadki roku 1831 przerwały prace jego naukowe na lat kilka, lecz nie ostudziły zapału do służenia nauce ojczystej publikacyą wielu cennych pomników historycznych własnym nakładem. A gdy w r. 1856 zjawiła się myśl założenia Towarzystwa Przyjaciół Nauk, on jeden z pierwszych poparł ją czynnie i jednogłośnie obrany został naprezesa; «odpowiedniejszego, naturalniejszego przewodnika Towarzystwo wziąć sobie nie mogło, a zaufanie to nie było zawiedzionem, ani na chwilę». Niespodziewana śmierć jego 12 kwietnia roku 1861 zwaliła pierwszy filar Towarzystwa. Ale tuż stał drugi filar, na którym oparty gmach instytucyi naukowej mógł wszelkie burze wytrzymać. Tym filarem jest hr. August Cieszkowski, znany zaszczytnie od r. 1838, jako autor dzieł: Prolegomena zur Historiosophie», oraz «Du credit et de la circulation». Ostatnie dzieło odznacza się taką bystrością poglądów i przenikliwością, rzec można wieszczą, przyszłości, iż, według krytyków, nic podobnego w dziedzinie ekonomiki nie spotykamy. Taki to znakomity uczony i nie mniej zacny obywatel jednogłośnie obrany został, po ś. p. T. Działyńskim, na prezesa Towarzystwa. Pod jego przewodnictwem zarząd składał się z wiceprezesa Władysława Niegolewskiego, redaktora hr. Jana Działyńskiego, syna ś. p. Tytusa, podskarbiego dr. Mateckiego, konserwatora Albina Goreckiego i sekretarza Leona Wagnera. Prace i zajęcia dwóch wydziałów Towarzystwa odbywały się w takimże jak dawniej porządku, pomimo że wypadki nie sprzyjały rozwojowi czynności Towarzystwa. Zakres niniejszego opracowania nie pozwala wyliczyć w tem miejscu wszystkich prac i usiłowań członków wydziałów. Przytoczymy prace Józefa Lekszyckiego o 11 księgach zapisków grodowych poznańskich, a Leona Wegnera o stanie i składzie szkół poznańskich w drugiej połowie XVIII w., Augusta Mosbacha «przyczynki do dziejów polskich z archiwum miasta Wrocławia zebrane», które Towarzystwo wydało własnym nakładem; Salkowski przedstawił w czterech tomach rękopiśmiennych rozpamiętywanie nad estetyką czyli umiejętnością misterstwa i piękna. Pracy tej, poleconej przez wydział historyczny do druku, zarząd nie mógł wydać dla braku funduszu. Zbiory Towarzystwa, pomnażając się ciągle, w początku r. 1865 zawierały już około 5000 tomów różnych dzieł, pochodzących głównie z kasyna gostyńskiego i biblioteki d-ra Gąsiorowskiego, którą nabywszy hr. Edward Grabowski złożył w darze Towarzystwu. Biblioteka ta z samych dzieł złożona, która służyła Gąsiorowskiemu za materyał do napisania czterech tomów «historyi sztuki lekarskiej w Polsce», stanowi odrębną całość, opatrzoną przez dawcę rocznym funduszom 25 talarów na pomnożenie zbioru nowemi lekarskiemi książkami. Zbiory archeologiczne, numizmatyczne i przyrodnicze nie były jeszcze uporządkowane. Troszcząc się o zachowanie cennych wiadomości, zawierających się w aktach i księgach archiwum Poznańskiego, Zarząd Towarzystwa pragnął zająć się przez swych członków uporządkowaniem archiwum miejskiego, lecz magistrat miasta, składający się przeważnie z żydów i Niemców, nie uwzględnił oświadczenia, złożonego przez hr. A. Cieszkowskiego. Pod koniec r. 1865, na wezwanie d-ra Teofila Małeckiego, postanowili lekarze poznańscy utworzyć w łonie wydziału przyrodniczego filię lekarską i w tym celu zwołali wszystkich lekarzy polskich Księstwa na 18 grudnia r. 1865. W dniu tym lekarze, zebrani w liczbie 25, ułożyli pod przewodnictwem d-ra Kapuścińskiego ze środy plan wspólnej pracy. Prezesem sekcyi tej wybrano d-ra Mateckiego.
II
Ciężkie rzeczy 1866—1868. Nowy skład zarządu pod prezesem K. Libeltem. Wyparcie Towarzystwa z gmachu Raczyńskich r. 1869. Przytułek w Bazarze. Dom własny. Jubileusz Kopernika. Zapis Bretkrajcza. Sprawy konkursowe. Zbiory.
Stopniowy, chociaż bardzo powolny, rozwój Towarzystwa nie podobał się szowinistom niemieckim, którzy się obawiali, aby z niemowlęcia nie urosł z czasem olbrzym. Sfery rządowe także nieprzyjaznem okiem na Towarzystwo patrzały. Zawisła od lat ośmiu nad Towarzystwem chmura z powodu nauczycieli szkolnych, uderzyła nadzwyczajnym piorunem, bo oprócz nauczycieli zabroniono także urzędnikom przyjmować udział w pracach i posiedzeniach Towarzystwa. Inaczej mówiąc, Towarzystwo pozbawione zostało udziału licznej, inteligentnej i najbardziej pochopnej do pracy klasy ludności. Zastąpić tę stratę w owym czasie było trudno, ziemianie bowiem Księstwa Poznańskiego nie okazywali jeszcze gotowości do pracy naukowej, mieszczanie nie podnieśli się jeszcze do stanu oświaty, w jakim dziś ich po miastach poznańskich znajdujemy, a o ludzie siermiężnym niema co mówić. Nad oświeceniem jego nikt dawniej nie czuwał i nikt zaufania jego nie posiadał. Księża jedni mieli do sumienia ludu prostego dostęp, ale wspomnijmy czem było duchowieństwo poznańskie do czasów objęcia arcybiskupstwa przez ks. Leona Przyłuskiego (r. 1842), «za którego rządów dopiero zaszło odrodzenie pokolenia kapłańskiego». Wszak oprócz niewysokiej oświaty księży, było ich tak mało, że «jeszcze w r. 1845 jeden kapłan dwie, czasem trzy opatrywał parafie». Podniesienie zaś ukształcenia księży i pomnożenie ilości ich nie prędko dojść mogło do skutku. To też nie dziwmy się temu, że niższe warstwy ludności obojętnie zachowywały się względem wszystkiego, co ludzie oświeceni przedsiębrali. Oprócz tego znalazły się jeszcze inne przyczyny, «które mocno osłabiły organizacyę całego Towarzystwa i ochroniły jego czynność». Tak się wyraża sprawozdanie zarządu Towarzystwa od lipca r. 1866 do kwietnia r. 1869, nie objaśniając bliżej okoliczności, które tak szkodliwie na rozwój Towarzystwa wpływały. Dopiero od kwietnia r. 1868 poczęło się odżywiać działanie jego. Powołani na walne zebranie w marcu r. 1868 członkowie obrali nowy zarząd, «niezależny od rządu, a ożywiony szczerą chęcią rozniecenia duchowego życia i pomnożenia objawów jego w Towarzystwie przez prace naukowe i literackie». Prezesem obrano Karola Libelta, wiceprezesem Stanisława Koźmiana, redaktorem Władysława Świderskiego, podskarbim Teofila Mateckiego i sekretarzem Hieronima Feldmanowskiego, który razem był bibliotekarzem i konserwatorem zbiorów muzealnych. W wydziale nauk historyczno—moralnych prezesem był S. Koźmian, a sekretarzem Roman Szymański; na wydziale nauk lekarskich i przyrodniczych przewodniczył dr. Małecki a sekretarzem był dr. Osowicki. Złożony z tak poważnych i głośnych z nauki mężów zarząd mógł liczyć na zaufanie publiczne i silną ręką pochwycił ster pochylonego do upadku Towarzystwa. Dwa walne zebrania w r. 1868, poświęcone przeważnie sprawom funduszów i administracyi tychże dotyczących i jedno posiedzenie publiczne, na którem prezes Libelt odczytał rozprawę o znaczeniu całkowitego zaćmienia słońca 18 sierpnia r. 1868, przywróciły porządek i utrwaliły organizacyę Towarzystwa. Stan funduszów pozwolił zarządowi przyjść w pomoc 160 talarami wydawnictwu ks. Malinowskiego gramatyki porównawczej języków słowiańskich i przeznaczyć 100 talarów na wydanie astronomii popularnej. Posiedzenia wydziału historycznego w latach 1868—1869 odbywały się porządnie; rozprawy samodzielne i sprawozdania krytyczne z dzieł naukowych poruszały przedmioty nietylko ojczystej, lecz i zagranicznej literatury. Szczególnie odznaczał się mistrz pióra i słowa Stanisław Koźmian, odczytując ustępy ze streszczonego przez siebie poematu angielskiego «Orwal», osnutego na Nieboskiej Komedyi Zygmunta Krasińskiego. Nie tak pomyślnie działo się na wydziale nauk przyrodniczych i lekarskich, który przez lata 1866 i 1867 zawiesił był zupełnie swą czynność, najbardziej z powodu wojny r. 1866, na którą wielu lekarzy zostało ściągniętych. Dopiero w r. 1869 poczęła wzmagać się znowu czynność wydziału, lecz trąba wojenna, powoławszy Niemcy na wyprawę r. 1870, pociągnęła wielu członków, szczególnie lekarzy, do całkiem innych zajęć na polu zapasów krwawych. Z tego powodu wydział lekarski i przyrodniczy zawiesił czynność swą na czas długi. Koniec r. 1869 nabawił Towarzystwo nie małej troski o pomieszczenie swych zbiorów, które od początku mieściły się w bibliotece Raczyńskich, nietylko do śmierci hr. Edwarda Raczyńskiego w r. 1863, lecz i później, z dozwolenia syna jego hr. Rogiera Raczyńskiego, aż do r. 1863. Gdy jednak ostatni, przegrawszy sprawę z reprezentacyą miejską, musiał ustąpić z mieszkania, a kuratorowie gmachu Biblioteki Raczyńskich nie tylko nie godzili się na wynajęcie Towarzystwu pomieszczenia, lecz zagrozili wyrzuceniem zbiorów jego na ulicę, zarząd ujrzał się w nader krytycznem położeniu. W ostatniej chwili wybawiła Towarzystwo sprężysta czynność K. Libelta, za którego staraniem spółka «Bazarowa» ofiarowała w maju r. 1870 przytułek w swym gmachu, oddawszy bezpłatnie, na czas nieograniczony, dziewięć pokoi i obszerne poddasze na pomieszczenie zbiorów i sprzętów. Odtąd zaciążyła nad Towarzystwem troska o zapewnienie na przyszłość stałego pomieszczenia dla zbiorów i posiedzeń, ale funduszów na to nie było wcale. Tymczasem ofiarność publiczna pomnażała zbiory Towarzystwa nowemi, a często cennemi darami. W marcu r. 1869 biblioteka obejmowała dzieł 7865, zbiorów archeologicznych 3748 numerów, zbiorów geologicznych i przyrodniczych 2378 numerów. W lipcu r. 1870 zbiory pomnożone zostały znacznie, nabytemi przez hr. Seweryna Mielżyńskiego od barona Rastawieckiego i Towarzystwu podarowanemi arcydziełami sztuki malarskiej i rytowniczej. Cenniejsze przedmioty: ryciny, medale, monety, przeszło 30 obrazów olejnych, zarząd odesłał do Miłosławia dla przechowania, a książki i 200 obrazów rozmieścił «z wielkim mozołem» w pokojach bazarowych. Z nagromadzonych częstokroć w wielu egzemplarzach książek i zbiorów zarząd udzielał część innym instytucyom polskim. Natomiast nowe dary sypały się jak z rogu obfitości, których dla mnogości ich wyszczególnić tu niepodobna. Zarząd krzątał się, jak mógł, ale wojna r. 1870 odjęła mu wielu dzielnych pracowników, a brak funduszów dotkliwą troską napełniał o przyszłość. Opatrzność jednak, czuwająca od samego początku nad Towarzystwem, nie odmówiła mu i w tym razie opieki swej. Tej to natchnieniem hr. Seweryn Mielżyński z Miłosławia, litując się nad losem instytucyj, od której rozwoju zależała w znacznym stopniu oświata ludu wielkopolskiego, postanowił podać odpowiednią potrzebom pomoc. Zabiegi około tej sprawy nie są nam znane, a tylko ze sprawozdań dowiadujemy się, że na potrzeby Towarzystwa hr. Seweryn Mielżyński ofiarował w r. 1871 dom, przy ulicy Młyńskiej na ten cel zakupiony. Po dwuletnim więc prawie przytułku w «Bazarze», zbiory Towarzystwa przeniesione zostały w r. 1872 do własnego domu i tam się przechowywały, oczekując, aż obszerniejszy gmach, dla biblioteki, galeryi obrazów i różnych zbiorów wzniesiony zostanie. Tymczasem, wywdzięczając się dobroczyńcy swemu, Towarzystwo zamianowało hr. Seweryna Mielżyńskiego prezesem swym honorowym, a członkowie zarządu: Libelt, i sekretarz Feldmanowski, udawszy się do Miłosławia w d. 5 marca r. 1871, wręczyli czcigodnemu protektorowi stosowny dyplom. Odkąd, jak sam Seweryn, tak i zacna małżonka jego Franciszka z Wilkszyckich, stają się aniołami opiekuńczymi Towarzystwa, dbają o nie jak o własne dziecię, składają mu cenne dary, a nie zapomną o niem i w godzinę śmierci! Około tegoż czasu w Toruniu, miejscu urodzenia Mikołaja Kopernika obywatele postanowili przygotować się do obchodu czterechsetnej rocznicy urodzin sławnego astronoma i w tym celu zawiązali komitet 10 maja r. 1870, pod przewodnictwem księdza kanonika Polkowskiego, który myśl do tego podał, plan ku termu wypracował i materyały zebrał. Komitet oddał całą w ręce Towarzystwa Przyjaciół Nauk (r. 1870), którego zarząd ogłosił niebawem broszurę, zawierającą «Myśli o uczczeniu czterechsetnej rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika», napisaną przez ks. Polkowskiego, i postanowił: 1) wydać życiorys Kopernika, 2) album, zawierające portrety męża tego, dom urodzenia, medale wybite dotąd na część jego, pomniki postawione mu, nagrobek i inne pamiątki; 3) wybić medal. Nadto zarząd, ogłosiwszy konkurs do napisania życiorysu Kopernika, przeznaczył za najlepszy 500 talarów nagrody. Udział całego narodu w przygotowaniu do jubileuszu, odbytego w Toruniu d. 19 lutego r. 1873, wyraził się złożeniem na prenumeratę dzieła o Koperniku, napisanego przez ks. Polkowskiego, pamiątkowego albumu i medalu, poważnej sumy 12099 talarów, z których za potrąceniem rozchodów pozostało 55 talarów, na stypendyum imienia Kopernika w Warszawie przeznaczonych. Zarząd wywiązał się z przyjętego na się obowiązku znakomicie, a dzieło Polkowskiego, album pięknie wykonane i medal z napisem: «polskie go wydało plemię, wstrzymał słońce ruszył ziemię», wieki przypominać będą potomkom wielkie czyny przodków na polu nauki. Jednocześnie z przygotowaniem do jubileuszu Kopernika dojrzewały inne sprawy Towarzystwa. Ogłoszony w lipcu r. 1858 konkurs do napisania «Historyi włościan i stosunków ekonomicznych w dawnej Polsce», pomimo kilkakroć przedłużanego terminu, zostawał bez skutku aż do r. 1870, w którym nadesłano dwie prace z Paryża i jedną z Warszawy W. A. Maciejowskiego. Ale autor jednej z tych prac J. B. Ostrowski w Paryżu umarł w tym czasie i na żądanie rodziny praca jego odesłaną być musiała. Z pozostałych dwóch prac pierwszeństwo przyznano Maciejowskiemu i jego pracę uwieńczono nagrodą r. 1872, z funduszu ofiarowanego na ten cel przez hr. Augusta Cieszkowskiego w sumie 6000 złp. Drugą ważną sprawą był zapis zmarłego w sierpniu r. 1858 Norberta Bretkrajcza, mieszkańca powiatu Pleszewskiego, około 15000 talarów na wspieranie literatury ojczystej, za pomocą udzielania nagród za napisanie najlepszych dzieł, bądź to dramatycznych, na dziejach ojczystych opartych, bądź to historycznych, ekonomiczno-politycznych, lub fizyologicznych. Wykonawcą testamentu był hr. Alfons Taczanowski, któremu po długich zabiegach udało się ocalić tylko 5500 talarów. Zbiory Towarzystwa ciągle mnożyły się z nadsyłanych darów, których dla braku miejsca wyliczyć tu wszystkich niepodobna. Lecz były między niemi takie, o których zamilczeć nie możemy. Rodzina Moraczewskich z Chałów ofiarowała bibliotekę po zmarłym historyku Jędrzeju Moraczewskim, składającą się z 1000 dzieł, kilkunastu woluminów rękopisów, przeszło 200 sztuk monet średniowiecznych obcych i jednej Mieczysława I, nader rzadkiej. Mały ten pieniążek jest nieocenionej wartości, bo służy do rozstrzygnięcia kwestyi o biciu monety polskiej w X wieku. Hrabina Mielżyńska i zacny mąż jej Seweryn, mając na pieczy zbiory Towarzystwa, nabywali i do zbiorów przysyłali wiele rozmaitych cennych przedmiotów, pomiędzy którymi celuje łańcuch srebrny, pysznej roboty, dar samej pani Mielżyńskiej. Hr. Józef Mielżyński także zbierał co mógł dla Towarzystwa Słowem, zacna rodzina Mielżyńskich troszczyła się o zbiory Towarzystwa, jakby o powiększenie funduszu dla własnych dzieci. A gdy z Miłosławia przybyły zbiory barona Rastawieckiego i coraz nowe z innych stron nadsyłano dary, nowa urosła troska o zdobycie odpowiedniego pomieszczenia dla przeszło 500 obrazów olejnych, 20000 książek, około 1400 rycin, kilku tysięcy wykopalisk i innych przedmiotów. Brakowało przestrzeni i światła. Ciasnota w domu przy ulicy Młyńskiej gwałtownie wymagała obszerniejszego gmachu.
III
Składki na budowę gmachu. Zapis Mielżyńskich r. 1871. Zapisy Krasińskiego i Zienkiewicza. Prace wydziałów Towarzystw. Śmierć prezesa K. Libelta w r. 1875.
Jeszcze w r. 1867 Zygmunt Szułdrzyński, pojmując nieuchronną potrzebę nabycia na własność Towarzystwa domu, rozpoczął na ten cel składkę publiczną i wraz z bratem Władysławem ofiarował 1000 talarów. Składka z procentami wynosząca 2680 talarów przechowywała się w banku Towarzystwa «Tellis». Tymczasem dom dla Towarzystwa Przyjaciół Nauk nabył i ofiarował Seweryn Mielżyński, lecz dom ten okazał się ciasnym i wymagał przebudowania. Wtedy Seweryn Mielżyński kazał zawczasu wygotować plan nowego gmachu w nadziei, że publiczność złoży potrzebną sumę, sam ofiarował 1000 talarów, a dalsze starania poruczył Towarzystwu. Zgromadzeni w Poznaniu kilkunastu możniejszych obywateli Księstwa Poznańskiego w celu uregulowania składek, d. 30 września r. 1872, ofiarowali zaraz na powiększenie funduszu budowlanego 1549 talarów, a hr. Józef Mielżyński 30000 cegieł, i wybrali komisyę, mającą zająć się zbieraniem składek i przygotowaniem materyału na budowę. Prezesem tej komisyi jednomyślnie wybrano Seweryna Mielżyńskiego. Niestety, w parę miesięcy później już nie stało zacnego prezesa komisyi budowlanej; zmarł on 17 grudnia r. 1872. Po tak dotkliwej stracie ogarnęło zarząd Towarzystwa zwątpienie, czy zdoła wystawić gmach, którego koszta obliczono na 40000 talarów, a składki żadne prawie nie wpływały, część zaś zebranych pieniędzy w upadłym banku «Tellusa» uwięzioną została na długie lata. Pomimo tak przykrego stanu, zarząd pod przewodnictwem Libelta postanowił wytrwać w przedsięwzięciu, chociażby lat kilka zejść miało na wykonaniu planu. Wreszcie pozostawała jeszcze nadzieja na opiekunkę Towarzystwa hrabinę Mielżyńską, która ofiarowała drzewo na budowę nowego gmachu, skoro mury wystawione zostaną. Na nieszczęście i ta zacna pani przeniosła się do wieczności 11 stycznia r. 1874. Dobroczyńcy i opiekunowie Towarzystwa zeszli do grobu, ale duch ich czuwał nad sprawami Towarzystwa wyrażeniem ostatniej woli, w tych słowach: «Dla Towarzystwa Przyjaciół Nauk zapisujemy roczną rentę w ilości 2000 talarów. Z renty tej pobierać będzie: 1) 1000 talarów każdy czasowy prezes, lub gdyby tenże nie mieszkał w Poznaniu, każdy czasowy wiceprezes, z obowiązkiem stałego zamieszkania w Poznaniu; 2) 500 talarów jako dodatek pensyi dla konserwatora tegoż Towarzystwa; 3) 500 tal. dla malarza, któremu piecza nad galeryą obrazów powierzoną będzie». «Dla tegoż Towarzystwa zakupiliśmy z funduszów naszych kamienicę w Poznaniu, przy ulicy Młyńskiej pod nr. 17 (dziś 35) położoną, która temuż na własność i użytek przez nas oddaną została. Tytuł własności tej kamienicy zapisany jest na imię spadkobiercy naszego, na którego wkładamy obowiązek, ażeby tytuł ten własności przelał i przepisał na imię Towarzystwa wymienionego, skoro takowe znajdować się będzie w stanie do posiadania własności sposobnym i uprawnionym». W tymże dokumencie, wygotowanym 11 listopada r. 1871, czytamy jeszcze: «przekazuję na własność Towarzystwa Przyjaciół Nauk, z zastrzeżeniem na czas życia mego i małżonki mojej, galeryę malowideł, zbiór rycin, studyów i książek, które w Miłosławiu posiadam… Ażeby zaś zbiory, powyżej wyszczególnione, które na użytek ziomków moich przeznaczam, nie uległy kiedykolwiek zagubie lub rozproszeniu, stanowię niniejszym, że na przypadek rozwiązania Towarzystwa Przyjaciół Nauk zbiory te przejdą na własność Józefa Mielżyńskiego, bratanka mego, a po śmierci tegoż na spadkobiercę jego, na którego tenże wypadkową własność tych zbiorów przelać zechce». Szanując pamięć dobroczyńców, hr. Józef Mielżyński, przeświadczony o naglącej potrzebie prędszego zbudowania gmachu dla Towarzystwa, podjął się wykonać to, za ustąpieniem mu, przekazanego Towarzystwu funduszu przez ś. p. Seweryna Mielżyńskiego, po 1500 talarów rocznie, dopóki budowa zupełnie ukończoną nie zostanie. Uroczyste położenie kamienia węgielnego pod budowę nowego gmachu odbyło się 6 Maja r. 1874, a pod koniec tegoż roku fundamenty już był wzniesione. Dalsze jednak budowa, z niewiadomych nam przyczyn, zaciągnęła się aż do r. 1879. Sumienne a wytrwałe prace Towarzystwa P. N. podbijały powoli serca rodaków. Rozgłos o jego czynnościach w ciągu kilkunastu lat, ofiarność nadzwyczajna Mielżyńskich, wreszcie głośne imiona prezesów: Działyńskiego, Cieszkowskiego, Libelta utrwalały zaufanie publiczne do celów i przedsięwzięć Towarzystwa. Darów już złożono wiele, nadpływają ciągle; końca ich nie widać. W r. 1872 ks. dr. Kraiński, profesor teologii na uniwersytecie wrocławskim, nadesłał Towarzystwu bibliotekę i sumę 1000 talarów, ks. Zienkiewicz zapisał Towarzystwu 500 talarów. Na czele zarządu stał mąż mocnej woli Karol Libelt, urodzony w ubóstwie, przyzwyczajony do wytrwałości i znoszenia niedostatku. Sam on mawiał, «że kolebka jego opierała się o ubogi warsztat rzemieślnika», a gdy wysoka nauka i zasługi obywatelskie podniosły go na godność prezesa Towarzystwa, nie szczędził trudów i pracy, wprowadzał oszczędność, sam przepatrywał rachunki, sam dawał przykład gorliwości o dobro publiczne. Pod jego pieczą prace naukowe wydziałów odbywały się porządnie. W wydziale historyczno-literackim St. Koźmian zachwycał słuchaczy pięknemi poglądami na dzieła Szekspira i innych pierwszorzędnych pisarzy europejskich, a Leon Wegner poruszał, jemu tylko właściwym stylem, kwestye dziejów ojczystych. Obok nich, w innym kierunku pracował Ignacy Zakrzewski, pułkownik pruski, wojak z kompanii r. 1866 i 1870, a przytem głęboki znawca paleografii średniowiekowej. Miał on w Lutym r. 1874 odczyt: «o wspólności rodowej i tworzeniu się herbów i nazwisk w Polsce», tudzież rozprawę: «o księgach ziemskich archiwum poznańskiego z pierwszych lat panowania Władysława Jagiełły». Inni członkowie zdawali sprawę z wycieczek archeologicznych. Na wydziale lekarskim pod przewodnictwem Małeckiego, członkowie: Świderski, Kaczorowski, , Jarnatowski, Osowicki, Zielewicz i inni podawali rozprawy specyalne z nauk medycznych, a na wydziale przyrodniczym Szafarkiewicz, Kudelka, Krzyżanowski, Kusztelan i inni opracowywali kwestye z dziedziny nauk przyrodniczych.
IV
Prezesostwo S. Koźmiana. Budowa gmachu. Tytuł własności. Otwarcie gmachu i muzealnych (1882). Galerya artystów. Biblioteki: główna i Koźmianowska. Czynność zarządu: konkursy, wydawnictwa, restauracya kaplicy prymasa Potockiego. Prace wydziałów. Jubileusz Kochanowskiego (1884). Gabinet Kraszewskiego. Zasługi i śmierć Koźmiana r. 1885.
Zgon nieodżałowanej pamięci K. Libelta spowodował zmiany w składzie zarządu Towarzystwa. Prezesem obrano jednomyślnie Stanisława Koźmiana, wiceprezesem T. Małeckiego, skarbnikiem dr. Władysława Łebińskiego, konserwatorem: Hieronima Feldmanowskiego, redaktorem pozostał Władysław Świderski. Osiemnaście lat upłynęło już od czasu założenia Towarzystwa P. N. Z pierwotnych założycieli większość zeszła do grobu, zostało tylko młodsze pokolenie, natchnione duchem wiekopomnych mężów. Temu to pokoleniu wypadło prowadzić dalej rozpoczęte dzieło. To, co poprzednicy urobili i jako zadanie na przyszłość zakreślili, wypadało teraz spełnić i do życia powołać. Budowa gmachu, rozpoczęta w r. 1874, postępowała powolnie, lecz w r. 1879 ukończoną została, ale zbiorów do nowego pomieszczenia przenieść nie można było jeszcze w r. 1881. Oprócz tego Towarzystwo na własny koszt przebudowało dom frontowy, od ulicy Młyńskiej, w latach 1881—1882, na co wydatek wyniósł około 20000 marek. Kapitał Towarzystwa nie wystarczał na umorzenie kosztów, lecz w rezerwie zawsze była ofiarność publiczna, do której zarząd udawał się niejednokrotnie. Niemniej ważna sprawa o tytuł własności dom i zbiorów, przez lat kilka, jak zmora, nad Towarzystwem ciążyła. Wspomnieliśmy już o zobowiązaniu przez Seweryna Mielżyńskiego spadkobiercy po nim, Józefa Mielżyńskiego, «aby tytuł własności przelał i przepisał na imię Towarzystwa, skoro takowe znajdować się będzie w stanie do posiadania własności sposobnem i uprawnionem». Zadanie okazało się nie łatwem do wykonania. Po kilku latach narad i rozważaniu różnych ewentualnych przypadków w , uznano za lepsze tytuł własności pozostawić przy Józefie Mielżyńskim, a samą własność Towarzystwa, t. j. dom, i zbiory ubezpieczyć odpowiednią ze strony J. Mielżyńskiego hipoteką. Sprawa nareszcie załatwioną została w r. 1878 w ten sposób, że «całe mienie Towarzystwa ubezpieczone zostało dokumentami hipotecznemi, które z wszelkiemi formalnościami prawnemi wystawił hr. J. Mielżyński.» Towarzystwo, uznając wielkie zasługi ś. p. Seweryna i małżonki jego Mielżyńskich, tudzież Józefa Mielżyńskiego uczciło pamięć ich, nadając przybytkowi swemu miano: «Muzeum imienia Mielżyńskich». Budowa nowego gmachu i przebudowanie domu frontowego nie pozwalały uporządkować biblioteki i zbiorów muzealnych. Konserwatorem był ciągle H. Feldmanowski, lecz gdy po zmianie ustawy w r. 1880, został urzędnikiem płatnym, zarząd postanowił zawrzeć z nim kontrakt, Feldmanowski takowego przyjąć nie chciał i usunął się od obowiązku. Na jego miejsce powołany został, 1 kwietnia r. 1882, Klemens Kantecki. Roboty budowlane już się w tym czasie kończyły, konserwator przystąpił do porządkowania biblioteki, ale pracy było tak dużo, że jedna osoba nie mogła jej w krótkim czasie pokonać. Oprócz biblioteki oczekiwały na uporządkowanie zbiory archeologiczne, numizmatyczne i gabinet rycin. Kierownictwo pracy tej przyjął na się dobrowolnie Feldmanowski, bo on jeden wiedział, co i gdzie jest; a tymczasem napływające dary pomnażały muzeum. Nakoniec Towarzystwo doczekało szczęśliwej chwili uporządkowania gmachu i mogło powiedzieć sobie: jesteśmy nareszcie w domu! Uroczystość otwarcia gmachu i zbiorów muzealnych w d. 8 listopada r. 1882 zagaił prezes Koźmian, wśród licznej i doborowej publiczności, zgromadzonej w galeryi artystów i rzeczy polskich. Z odczytanego następnie w dniu tym sprawozdania konserwatora Kanteckiego dowiadujemy się, że galerya artystów i rzeczy polskich składała się z 300 blizko obrazów, nabytych od Rastawieckiego i kilkudziesięciu, które sam Seweryn Mielżyński zgromadził. Są to po większej części arcydzieła mistrzów 17, 18 w. wykonane w Polsce, na dworze królów: Zygmunta III, Władysława IV, Jana Kazimierza, i Stanisława Augusta, a z ojczystych malarzy prace: Chodowieckiego, Smuglewicza, Suchodolskiego, Orłowskiego dwadzieścia utworów, Branta, Kosaka, Piotrowskiego, Gryglewicza, Eliasza Maleszewskiego i studya rysunkowe znakomitego Grottgera. Galerya mistrzów obcych, zwana Miłosławską, reprezentuje wszystkie znakomitsze szkoły europejskiego malarstwa od 15 do 18 w. Trzecia, skromniejszych rozmiarów, galerya z darów hrabiego Ciecierskiego, w osobnej salce pomieszczenie znalazła. Kolekcya rycin, znakomita doborem i liczbą, bo do kilkunastu tysięcy egzemplarzy, począwszy od najdawniejszych i najrzadszych z XV w. , powstała z nabytków od Rastawieckiego. Masa numizmatów i wykopaliska pompejańskie z bronzu, tudzież krajowe, nie były jeszcze uporządkowane, biblioteka główna, z prywatnych darów powstała, nie była także jeszcze uporządkowaną. Obok niej znalazła się inna, bardzo ważna a liczna, bo zawierająca 8000 dzieł, we dwunastu przeszło tysiącach tomów, biblioteka po zmarłym prałacie, Janie Koźmianie, bracie prezesa. Wspaniały dar ten, gromadzony przez całe życie męża rozległej nauki, celuje doborem dzieł cennych, wydawnictw źródłowych, pomiędzy któremi znalazły się i białe kruki bibliograficzne. Dział rękopismów i dokumentów niezbyt liczny, zawierał dokumentów pargaminowych 150, manuskryptów, różnej objętości i wartości, około 500. Spis map i atlasów geograficznych znawca mapografii, półkownik Edmund Callier, ułożył i uwagami odpowiedniemi opatrzył wyśmienicie. Członków Towarzystwa Przyjaciół Nauk w r. 1882 liczono: rzeczywistych 287, honorowych 20, korespondentów 3. Z członków wieczystych, którzy złożyli na fundusz żelazny odrazu po 600 marek, albo w sześciu ratach po 100 marek, po koniec r. 1882 zmarło 17. Załatwiając kłopotliwe sprawy administracyjne, zarząd Towarzystwa nie zaniedbywał głównego zadania: szerzenia nauki i oświaty, do czego służyć miały: wydawnictwa dzieł pożytecznych bądź nakładem Towarzystwa bądź za jego zachętą kosztem prywatnym, tudzież ogłoszenia zadań konkursowych. Zamiłowany w literaturze prezes nawoływał członków do pracy, zachęcał swym przykładem, ale znaczne wydatki na przebudowanie domu frontowego nakazywały przedewszystkiem oszczędność. Troszcząc się o zachowanie równowagi w budżecie, prezes na jednem z walnych zebrań oświadczył, że jakkolwiek ogłaszanie prac członków drukiem jest pożyteczne, ale w konieczności oszczędzania środków potrzebnych na dokończenie budowy, gotów jest na pewien czas zawiesić wydawanie «Roczników». Jakoż «Roczniki», w dawniejszej objętości, wychodziły tylko do r. 1881 włącznie, później skrócone. Z tegoż samego powodu Towarzystwo nie mogło w tym czasie żadnego wydawnictwa własnym nakładem przedsiębrać. Ale Towarzystwo miało w swem rozporządzeniu odsetki z funduszu Bretkrajcza, i z tego to źródła mogło czynić wydatki, ogłaszając konkursy i posiłkując prace ważniejsze. Jakoż, uzyskawszy w r. 1876 część funduszu z zapisu Bretkrajcza, zarząd udzielił około 600 marek na honorarya za odpisy i sprawdzenie dokumentów dla przygotowywanego do druku kodeksu Wielkopolskiego, a 1500 marek przeznaczył jako nagrodę za dramat najlepszy. Lecz gdy za dramat pod tytułem: Kiejstut, przyznano Asnykowi mniejszą nagrodę, z pozostałej sumy, zarząd wyznaczył w r. 1877 nagrodę, w ilości 1500 marek, za najlepszą pracę na temat: «Pogląd na dzieje Słowian Zachodnio-Północnych, między Łabą z granicami dawnej Polski, od czasu wystąpienia ich na widownię dziejową, aż do utraty politycznego bytu i znamion narodowych». Ze czterech prac, na ten temat nadesłanych, za najlepszą uznaną i nagrodą uwieńczoną została w r. 1882 praca Wilhelma Bogusławskiego z Petersburga. Co się tyczy wydawnictwa dzieł pożytecznych, to bezwątpienia do najważniejszych zasług Towarzystwa należy poparcie wydania Kodeksu Wielkopolskiego, opracowanego przez pułkownika Ignacego Zakrzewskiego i Liber Beneficiorum Łaskiego, spoczywającego w rękopiśmie XVI w. w archiwum katedry gnieźnieńskiej. Poruczając członkowi Towarzystwa I. Zakrzewskiemu opracowanie dokumentów do kodeksu, zarząd nie mógł lepszego wyboru zrobić. Monumentalna praca wymagała benedyktyńskiej cierpliwości dla odcyfrowania 2073 dokumentów z przed r. 1400, tudzież dla kolacyonowania ich z późniejszemi kopiaryuszami i transumptami, jak równie chronologicznego uporządkowania. Wszystko to Zakrzewski wykonał doskonale. W końcu tomu IV dodał indeks, wyczerpujący przedmiot, mapę Wielkopolski z epoki piastowskiej i 67 chromo-litografowanych pieczęci, a nie pożałował zachodu około opracowania historyi wdzierstw margrafów brandenburskich i krzyżaków do ziem polskich i pomorskich. Drugie wydanie monumentalne—Liber Beneficiorum arcybiskupa Jana Łaskiego, opracowane przez kanoników Korytkowskiego i Łukowskiego, Towarzystwo wsparło udziałem naukowym i zasiłkiem 750 marek z funduszu Bretkrajcza, czem wielką zasługę położyło, pomnik ten bowiem dla geografii, stosunków ekonomicznych i społecznych w końcu XV i początku XVI w. ma takie same dla Wielkopolski, jak Liber Beneficiorum Długosza dla Małopolski, znaczenie. Rozciągając opiekę nad zachowaniem pamiątek sztuki narodowej, Towarzystwo zwróciło uwagę na konieczność śpiesznego ratunku kaplicy prymasa Teodora Potockiego w katedrze gnieźnieńskiej, jednego z najpiękniejszych pomników sztuki pierwszej połowy XVIII w., zwłaszcza, że żaden napis nie wskazywał, gdzie leżą zwłoki arcybiskupa Krasickiego, w tejże kaplicy pogrzebione. Towarzystwo, ująwszy sprawę tę w ręce swe, zniosło się z władzą duchowną, wyjednało u hrabiny Arturowej Potockiej zasiłek 7530 marek na pokrycie wydatków i rozpoczęło robotę w r. 1876. A gdy hrabiowie Edmund Krasicki i Karol Raczyński złożyli jeszcze po 1500 marek na tablice pamiątkowe, restauracya kaplicy, pod nadzorem profesora Jaroczyńskiego, który dawne freski po mistrzowsku przywrócił, najpiękniej dokonaną została. Prace naukowe, za prezesostwa Koźmiana (1875—1885), odbywały się dawnym porządkiem po wydziałach. Wydział historyczno-literacki, lepiej od innych uposażony w licznych a uzdolnionych pracowników, żywo objawiał swą czynność. Sam prezes Koźmian przewodniczył wydziałowi, a obowiązki sekretarzy sprawowali Szulc i Kozłowski. Prac i odczytów było mnóstwo. Wyliczymy niektóre. W marcu 1879 Gotfryd Ossowski czytał pracę swą: «o grobach z podkloszowemi urnami», zapoznał członków z nowym i dotąd wcale nietylko w kraju naszym, lecz wogóle nigdzie nieznanym rodzajem pomników przedhistorycznych. Nadzwyczaj ciekawe były odczyty na kilku posiedzeniach Stanisława Koźmiana o dwóch dramatach Szekspira: «Zimowa powieść» i «Burza», w których dosłuchać się można odgłosu kilku historycznych zdarzeń, przybłąkanych z dziejów polskich z końca XIV w. Kwestyę tę poruszał już wcześniej prof. Caro. Innym razem Koźmian poświęcił chlubne wspomnienie pamięci kastylskiego wieszcza Calderona dela Barca, którego 200 rocznicę śmierci cały świat uczony w r. 1881 obchodził. Na kilku posiedzeniach, w latach 1880 i 1881, wnuk posła szwedzkiego w Polsce, nobilitowanego w końcu XVIII w., hrabia Wawrzyniec Benzelstjerna-Engestrëm, miał odczyty z literatury skandynawskiej. Później, w r. 1883, hr. Benzelstjerna-Engestrëm odczytał na posiedzeniu wydziału historycznego w przekładzie polskim poemat Ezajasza Tegnera «Swea», uwieńczony przez akademię szwedzką w Stokholmie. Kętrzyński, Erzepki, Rymarkiewicz, Jarochowski, Jażdżewski, ks. Korytkowski, ks. dr. Łukowski, Żychliński, Kantecki, Mrówczyński, Zielewicz, Szulc zdawali sprawy z własnych badań i z ruchu naukowego w Europie. Prezes Koźmian często brał udział w dyskusyach naukowych, odczytał w r. 1883 «Przyczynek do życiorysu hr. Tytusa Działyńskiego», a na posiedzeniu publicznem, 19 czerwca r. 1883, wygłosił własny utwór «O zbytku» z następnego powodu. Jeszcze w r. 1861 nieznany rodak, oświadczywszy się tylko Białorusinem, pisał, że, straciwszy majątek przez nieoględność i rozrzutność, udaje się na Zachód, aby mozolną, choćby najtwardszą pracą utrzymanie sobie zapewnić, a pragnąc zwrócić uwagę ziomków na nieszczęsne skutki marnotrawstwa, składa resztę swego mienia, 100 dukatów, z prośbą, aby Towarzystwo sumę tę obróciło na konkurs do rozprawy na temat: «Czem była dla Polski praca i oszczędność, czem się one dla niej stać mogą, a jak zgubnem jest próżniactwo i zbytek». Lecz na dwukrotne ogłaszania konkursu przez Zarząd Towarzystwa żadnej w tym przedmiocie pracy nie nadesłano. Przypominając o tem, sędziwy prezes oświadczył, że dla usunięcia powodu nieprzyjaciołom naszym do wniosku, że praca i oszczędność są nam tak wstrętne, próżniactwo zaś i zbytek tak głęboko w nas wkorzenione, iż lękamy się dotknąć tej przywary, cóż dopiero zgłębić i roztrząsnąć wszystkie jej przyczyny, źródła i następstwa, — sam postanowił uchylić podobny wniosek i choć w drobnej cząstce odpowiedzieć szlachetnemu zamiarowi Białorusina. Mistrzowska odpowiedź Stanisława Koźmiana ogłoszoną została w Roczniku Towarzystwa za r. 1884 tom XIII. Wydział lekarski, pod przewodnictwem Mateckiego, miał dzielnych pracowników w członkach swych: Koehlerze, Zielewiczu, Kaczorowskim, Jarnatowskim, Jerzykowskim, Wicherkiewiczu Sanderskim, Święcickim, Rymarkiewiczu, Batkowskim, Kapuścińskim, Grodzkim, Koszutskim, Opielińskim, Osowickim, Rydygierze, wreszcie w dobrze zasłużonym drze Gąsiorowskim. Wydział przyrodniczy, pod przewodnictwem prof. Szafarkiewicza, pomimo szczupłej liczby członków, z powodu wyraźnego zakazu nauczycielom szkół publicznych przyjmowania udziału w sprawach Towarzystwa, nie ustawał jednak w czynności. Wygłaszali rozprawy sekretarz wydziału, dr. Kusztelan, pp. Ruciński, Stoczyński, Święcicki, Maj, hr. A. Cieszkowski, Pauli, Sempołowski i Koszutski, dotykając najważniejszych obecnie kwestyi przyrodoznawstwa. Oprócz odczytów wydział przyrodniczy zajmował się jeszcze urządzeniem zbiorów fauny, flory i kopalin, charakteryzujących W. Ks. Poznańskie, a także kwestyą zbierania spostrzeżeń meteorologicznych i fenologicznych. Zamierzano urządzić stacye meteorologiczne, lecz brak funduszów na przeszkodzie stawał. Dopiero wydział gospodarczy IV zjazdu lekarzy i przyrodników w Poznaniu pomocnicze wyznaczył zasiłki. Na wydawnictwo zaś tablic geologicznych W. Ks. Poznańskiego, podjęte przez Szafarkiewicza, zarząd Towarzystwa wyznaczył zapomogi 150 mar., wydział gospodarczy IV zjazdu 200 mar. i hr. August Cieszkowski także 200 marek (r. 1884). Istniał jeszcze krótkotrwały wydział ekonomiczno-statystyczny, założony w roku 1877, pod przewodnictwem sędziego M. Łyskowskiego, sekretarzem był Kazimierz Szulc. Na posiedzeniach odczytano referaty pp. Szulca, Rakowicza i prezesa Łyskowskiego, który opracował w języku polskim znakomite dzieło A. Cieszkowskiego «Du crédit et de la circulation», napisane po francusku w roku 1839, mało u nas znane. O dalszych czynnościach wydziału ekonomiczno-statystycznego wiadomości nie znajdujemy. Wydział znikł. Zbiory Towarzystwa z ofiarności publicznej pomnażały się ciągle, o czem wzmiankując, na zebraniu d. 18 grudnia 1883 r., Stanisław Koźmian rzekł: «ze wszystkich jednak darów, choćby najokazalszych, za najchlubniejszy dla naszego stowarzyszenia poczytać niezawodnie należy ten, którym zaszczycić nas przyobiecał czcigodny jubilat Kraszewski. Samo naczelne stanowisko tak znakomitego pisarza i obywatela, który nam przekazuje najdroższe swe pamiątki, czas i okoliczności, w których tę ofiarę składa, już nadawałyby tej spuściźnie niezwykłe znaczenie. Cóż dopiero, gdy zważymy, że skarb ten będzie świadectwem i uprzytomnieniem owej uroczystej doby, w której łączność wszystkich rodaków tak świetnie się udowodniła». Ostanie to było przemówienie na walnem zebraniu sędziwego prezesa. W początkach roku 1884 zaniemógł, choroba zaciągnęła się aż do roku 1885, a tymczasem, wydział historyczno-literacki, pod przewodnictwem Wł. , zajął się przygotowaniem do obchodu jubileuszu 300-letniej rocznicy zgonu Jana Kochanowskiego. Uroczystość odbyła się 26 czerwca r. 1884 w teatrze polskim w Poznaniu, w tymże dniu położono kamień węgielny pomnika «Księcia poezyi polskiej». Zbiory Towarzystwa pomnażały się bardzo cennymi darami, rzeźbami Wiktora Brodzkiego i Oskara Sosnowskiego, kilku pięknymi obrazami olejnymi artystów krajowych i rysunkami Grotgera, zbiorami po jen. Chłapowskim, po Bielickim, Topolskim i S. Konarskim. Aż tu na jeden raz przybywa cały, osobny i bogaty zbiór jubileuszowy J. I. Kraszewskiego. Dary te wystarczyły na zapełnienie niewielkiej sali, znanej obecnie pod nazwą gabinetu Kraszewskiego. Zbiory Kraszewskiego przybyły do Poznania w roku 1884, kiedy złożony ciężką chorobą Stanisław Koźmian nie mógł ich wnet uporządkować. Konserwator Klemens Kantecki, uległszy także ciężkiej chorobie, musiał opuścić 1 lipca roku 1884 zajęte stanowisko i wkrótce potem umarł. Dziesięcioletnie prezesostwo Koźmiana zapisało się w dziejach Towarzystwa ważnymi faktami. Stanął gmach nowy, ułożyły się ile możności trwałe stosunki hr. Józefa Mielżyńskiego do fundacyi, podniosły się fundusze, zbiory muzealne i biblioteka ogromnie się pomnożyły i na użytek publiczny oddane zostały. Peryod zatem urzędowania zgasłego prezesa nazwać wypada przeważnie gospodarskim, urządzającym. Nie wynika stąd, ażeby w peryodzie tym nauka miała być zaniedbaną. Owszem, zamiłowany w literaturze Koźmian dokładał starania, ażeby w Towarzystwie utrzymać i podnieść interes do nauki we wszystkich wydziałach. Nie mniej pilnie się starał, aby Towarzystwu zapewnić udział w wydawnictwach poważnych, jakiemi się okazały «Kodeks Wielkopolski» i «Liber Beneficiorum» Łaskiego. Mąż ten wyższego ducha i umysłu, cnotami obywatelskiemi, rządnością i energią w pracy ugruntował zaufanie publiczne do spraw instytucyi, której przewodniczył. Tem się tłómaczy niezmierna ofiarność publiczna na rzecz Towarzystwa i złożenie pod jego opiekę najdroższych dla ludzi pamiątek i bogatych zbiorów, jak Kraszewskiego, prałata Koźmiana i różnych spadków po mężach styranych w pracy dla społeczeństwa.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Wizerunek czynności i zasług Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego.
