Read here

Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś

Jan Barszczewski · 1844 · Free in the US

54,620 words · about 3 h 49 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1844 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Szlachcic_Zawalnia_czyli_Białoruś&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Jan Barszczewski
Language
Polish
Published
1844
Length
54,620 words · about 3 h 49 min
Sections
16 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (16)

Continue:

w fantastycznych opowiadaniach

SZLACHCIC

ZAWALNIA

czyli

BIAL̜ORUŚ

W FANTASTYCZNYCH OPOWIADANIACH

przez

JANA BARSZCZEWSKIEGO.

Poprzedzone krytycznym rzutem oka na Literaturę Białoruską.

przez

ROMUALDA PODBERESKIEGO.

Z ryciną Rud. Żukowskiego, przedstawującą główne sceny opowiadań.

PETERSBURG.

'

w fantastycznych opowiadaniach

SZLACHCIC

ZAWALNIA

czyli

BIAL̜ORUŚ

W FANTASTYCZNYCH OPOWIADANIACH

przez

JANA BARSZCZEWSKIEGO.

Poprzedzone krytycznym rzutem oka na Literaturę Białoruską.

przez

ROMUALDA PODBERESKIEGO.

Z ryciną Rud. Żukowskiego, przedstawującą główne sceny opowiadań.

PETERSBURG.

'

BIAL̜ORUŚ

I

JAN BARSZCZEWSKI.

Na osądzonéj dotąd za stronę zapadłą Białejrusi, daje się od niejakiego czasu wyraźnie postrzegać niezwykły ruch intellektualny. Dopatrujemy się go w faktach objawiających się w literaturze, a więcéj jeszcze w żywym interessie, jaki sama Literatura zaczyna obudzać w życiu domowém obywateli, potoczne ich rozmowy ożywiać. Życie bowiem umysłowe objawia się nie w jednych tylko książkach. Owszem, zdarzają się epoki, że książki są tylko najsłabszym wyrazem myśli ogółu. Dzieje nie jednokrotną zachowały o tém pamiątkę. Literatura na Białejrusi zaczyna być u płci obojéj miłą zabawą, — to już postęp nie mały! zabawa ta stając się coraz powszechniejszą, z czasem od dzieł ulotnych, wyłącznie belletrycznych, przejdzie do poważniejszych, i umysłowe zajęcia w codzienny chléb się zamienią. Dość jest pobywać w domach możniejszych obywateli Inflanckich, w Połockiém i Witebskiém, aby się o téj prawdzie przekonać. W domach oświeceńszych, w których Damy odebrały staranniejsze wychowanie, wygnane są francuskie romanse, dzięki autorowi , — nawet nie szukają chluby ze szczebiotania po francusku, chociaż ten język nieraz posiadają doskonale. Matki zajmują się z godną największego uwielbienia troskliwością, uczeniem dzieci przedewszystkiem rodowitego języka. Rzekłbyś, że podwojoną gorliwością starają się zatrzeć pamięć nie zbyt sławnéj przeszłości i zaniedbania interessów najbliższych. Reakcja od obskurantyzmu i wad, dotąd zarzucanych Białejrusi, wyraźna. O téj pożądanéj zmianie przekonałem się naocznie w czasie cztero-miesięcznéj w roku przeszłym przejażdżki, i obszerniéj pamięć poczerpniętych tam wrażeń wyraziłem w tych z moich , które do przeznaczyłem. Uderzony poetyczną stroną krainy i ludu, który w tak wysokim stopniu rozwinął śpiewny element, w takim ogromie najrozmaitszych pieśni, — powróciwszy do stolicy, z większą bacznością zacząłem rospatrywać wszystko, co ową stronę miało na celu. Niezadługo dostarczył mi nowego przedmiotu, znany od lat kilku Wydawca człowiek głęboko pod względem poetycznym stronę swoją pojmujący, który przez napisanie fantastycznych opowiadań podań gminu Białoruskiego, na powszechną zaczyna zasługiwać uwagę, i w rzędzie nowo-powstających tam pisarzy, zupełnie wyłączne zajmować miejsce. I w przeszłych czasach Białoruś miała swoich umysłowych przedstawicieli, jeżeli tak nazwać godzi się niezdolnych popleczników wielkich wzorów klassycyzmu. Wszakże pisarze owi, uniesieni wirem zachodnich idej, malejąc w naśladownictwie, nie rozwijali własnego ducha, nietkali kanwy z siebie samych, a ślepo trzymając się przesławnych wzorów, nie przejawili nigdy ducha narodowego, bo go sami nie mieli i niepojmowali. W ich dziełach nie odbiła się ani miejscowość, ani duch strony. Były to raczéj żakowskie lukubracje, z łachmanów klassycyzmu francuskiego skrętnym przemysłem wychowańców znamienitego Alwara! Między innémi kilka imion przeszło do Historji Bibliografji polskiéj. , Jezuita, autor komedji, kontynuator żakowskich djalogów długo trzymających się na scenie jezuickich teatrów. W komedjach tych przedstawiał się świat jakiś dziwaczny, że się tak wyrażę, , bo przeznaczone dla teatrów klasztornych, nie wprowadzały osób płci żeńskiéj. Główną ich myślą było wyśmiać wpływ cudzoziemców na kraj, w szczególności na panów, wprowadzających do swych domów francuskie mody, francuskich kucharzy, francuskich guwernerów, których obawiano się wpływu na zepsucie zasad religji i rospowszechnienie wolterjanizmu. — , Jezuita, autor przesławnego poematu , pisał też pieśni, ody, nareście Komedje, a nawet i Tragedje, jak , w której tryumf religji i t. d. I jego mnisze wyroby, przeznaczone dla szkół duchownych, miały tenże sam duch i tenże cel, co i Bohomolcowe, z mniejszą wszakże dozą dowcipu. — , Jezuita, oschły tłumacz Eurypidesa tragedji: . — , wiadomy panegirysta na dworze X. Ad. Cz. poczciwa, marzycielska dusza, zniedołężniona przez poniewieranie się jak i , po pańskich dworach, na których każdy z mniéj więcéj poetycką duszą, poniżenia się tylko doczeka. Że Kniaźnin był poetą w duszy, wskazuje szczegół jego biografii, że się zakochał w księżniczce, a niedawno P. potwierdził to w pięknéj swéj fikcji; z pozostałych dzieł jego, mimo usiłowań estetyków, nie mogliśmy się o tém przekonać. W nowszych czasach , jawi się bliższym ducha narodowego; snuł nie mało z siebie, jak wskazują wierszyki, które nieraz powtarzane na Białejrusi słyszałem. Był to człowiek z prawdziwym poetycznym talentem; ale zbity z drogi niekonduitą, nędznie i przedwcześnie w karczmie gdzieś, przed ośmią laty, życie zakończył. Włócząc się bezcelnie od komina do komina, przyszedł do tego, że pisał panegiryki, gdzie go dobrze przyjęto, a uszczypliwe satyry, gdzie z nim nie bajramowano. Znana jest w ustach, jego , któréj taki początek:

Albo:

Umiał też rozczulać się i wtedy to właśnie widno, że poeta; np. w téj piosnce, któréj tylko początek przytoczę:

W ogólności przypomina Karpińskiego, jak w wesołych , osobliwie w tych pieśniach poematu , które w rękopiśmie czytałem. wierszy Onoszki, wydanego p. Panią , nie widziałem, przeto sąd mój o może być za wczesny. Wszakże z pomiędzy wszystkich pisarzy, dwaj tylko zdają się zasługiwać na nazwanie , o co nam właśnie najwięcéj chodzi. , autor mnóstwa okolicznościowych i ulotnych wierszyków, lekkich, wesołych, dowcipnych, w których myśl filozoficzna nieraz znienacka rzucona, z głębokiéj znajomości świata i ludzi poczerpnięta, uderza i do zastanowienia się skłania, — dowodzi i rzadkiego talentu i umysłu wspartego nauką i rozmyślaniem. Sam urzędnik, bo był Prezesem Izby Cywilnéj w Witebsku, należąc do obywatelstwa i przez posiadłość, — chociaż podobno rod jego z Ukrainy, — ścigał kostycznym językiem śmieszności swoich współbraci; okolicznościowe te wierszyki, w których nigdy niezabrakło sprężystości myśli, objawiały jakiś , odcień komizmu, właściwego jednéj tylko średniéj klassie szlachty białoruskiéj; mając często na celu jakąś osobę powszechnie znaną, miały ogromne powodzenie i obiegały w ustach całą Białoruś. Stały się tak popularnemi, że nie znajdziesz domu, ni osoby na Białéj-Rusi, któraby choć urywku jakiego wiersza Rysińskiego na pamięć nieumiała. Był on , rznął każdemu, i urzędnikowi, i duchownemu, i współ-kolledze, i współ-obywatelowi, i przyjaciołóm i sąsiadóm, a nawet nieprzepuszczał i płci pięknéj, któréj był adoratorem. Rubasznym dowcipem trafił w żyłkę skłonności narodowéj i zlał się tak z myślami współbraci, iż zdania jego oderwane, weszły w wielu miejscach w przysłowie, jako mądrość prowincjonalna. Chociaż genjusz Rysińskiego nie czyni zadość wszystkim warunkóm czysto pisarza wszakże wielka jego popularność pozwala mu zasłużyć na to nazwanie. Niekiedy też przypomina a, niekiedy . Dla pokazania ducha Rysińskiego i co go czyniło popularnym, przytoczę kilka probek choć w urywkach z tych wierszyków, które krążą w ustach, a w całości nigdy drukowane być nie mogły.

Panienka zaś rozgniewana taką daje odpowiedź za nieproszone psalmy w jéj imieniu pisane:

A więc potém nieukontentowaniu panienki, następuje moralna uwaga nad panienkami w ogólności, już nie Rysińskiego:

Oto jaka była filozofja-życia poety, który niedbał ni o bogactwa ni o urzęda:

Drugim był i, naprzód Sowietnik w Mohilewie, a potém w Witebsku Wice-Gubernator, — jedynie zasługujący na nazwanie pisarza. W swojéj u, parodji w takim rodzaju jak trawestowana na niemiecki p. , na małorossyjski p. o, na polski w części p. o, — pod postaciami bohaterów rzeczywistéj Eneidy, maluje byt bogatych chłopów białoruskich; odjąwszy brak miejscowości, jest to białoruskie poema, z ducha i formy. Prócz tego, jest to najdoskonalsze przedstawienie tego rubasznego dowcipu białoruskiego, który w formach języka klassy oświeceńszéj przejawił się w Rysińskim. Bliżéj od tamtego obznajomiony z bytem mieszczan i klassy rolniczéj, zostawił pomnik ducha, siły i najczystszych form narzecza białoruskiego. Dla tego wiecznie trwać będzie w pamięci narodu. Napisana przed 50 laty i nigdy nie drukowana jego (nicowana), stała się bardzo popularną pomiędzy junacką szlachtą zaściankową; na wielkich jarmarkach w u, w Połocku na , i teraz usłyszysz przy wesołéj ochocie urywki z niéj, chociaż często tak przeinaczone, że ledwie typ oryginalny rospoznasz. Z przyjemnością powtarzają sceny, w których się narodowość pod greckiemi imionami przebija. Dotąd zatrzymałem w pamięci dwuwiersz, w którym poeta maluje bożka Eola, kiedy do siedzącego na piecu i łapcie plotącego, jak prawdziwy chłop białoruski, przybywa Junona, prosząc, aby burze na jeziorach podjął; jak skoro postrzegł boginię, —

Jak Mańkowski był przedstawicielem dowcipu szlachty uboższéj w Mohilewskiéj, tak Rysiński oświeceńszéj w Witebskiéj, dwóch gubernijach, składających właściwą Białoruś. Jeden był więcéj m, drugi więcéj m. Rzecz szczególna, że ni o Mańkowskim, ni o Rysińskim, ludziach tak powszechnie wiadomych, ile mi wiadomo, dotąd ni słowa nigdzie nie napisano. Całkowitego rękopismu też dobić się nie mogłem. Pozostała wieść u krewnych, jakoby autograf znajdował się w ręku obywatelki P. j. Udzielenie tego rękopisu do druku, którym sami chętniebyśmy zajęli się, zasłużyłoby na powszechną wdzięczność. Prócz interessu obyczajowo-literackiego, a zatém względu o, łączy się tu jeszcze niezmiernie ważny wzgląd y, jako ciekawego pomniku języka, którego prawie żadnych śladów piśmiennych niepozostało. Ale przejdźmy do bieżącéj Literatury. W obecnym momencie z pojawieniem się zbiorowego pisemka n, otwiera się nowy szereg imion, dotąd wcale nieznanych, tych młodych ludzi, których ojcowie wierni wspomnieniom

. Redaktor jego P. Kaz. i, obywatel Inflancki, w okolicach a, w Dyneburskim, we czterech dotąd wydanych tomikach, dowiódł swych prawdziwie obywatelskich chęci. Przedewszystkiem główną jego myślą było zjednać swéj stronie to e, którem się dotąd nie szczyciła pod względem Literatury, w obliczu innych prowincij naszych. Obudzić myśl uspioną, zwrócić młodź do pióra i książki, a piszących do rzeczy swojskich, domowych, — piękny cel, zaiste! Już okazały się piękne owoce tych usiłowań, szkoda tylko, że szlachetny cel przez ogół obywatelstwa, równie jak przez krótko-widzącą krytykę pojęty niezostał. Pisemko dla braku prenumeratorów, ledwie się utrzymać może; wszakże wytrwałość wydawcy, zapowiada pokonanie tych nieodłącznych przy początku przeszkod. P. Bujnicki stał się u nas wiadomym p. wydanie h, szkicu satyryczno-obyczajowego fiziognomji rodzinnéj strony. Niedołęstwo i śmieszność dość dowcipnie niekiedy, choć sposobem wyśmiane. Niektórym zamarzyło się upatrywać w charakterach występujących na scenę, własne wizerunki. Siaki taki, nawykły prowadzić rej na sejmikach, poznawszy siebie w jakim u, zrobił dywersją anti-literacką dla powodzenia a. Pierwsza to i najlepsza praca P. Bujnickiego, prócz pewnéj wartości literackiéj, mająca zasługę poprawy obyczajów. Bo też w najprawdziwszém znaczeniu wychłostał tych, których kocha! — romans pisany z celem moralnym, możnaby jeszcze nazwać powieścią bo jak w dzisiejsza szlachta białoruska, tak w dawna inflancka, o któréj wspomina i niewspomina historja, występuje na scenę. Lecz historyczna kanwa jest tutaj względem podrzędnym, a główny stanowi moralność, którą trybem francuskim autor przedstawia w epizodzie O tę dziewczynę z lasów, któréj autor nigdy nie widział, rozbiła się Śmiesznemi są w oczach naszych te frazy, w ustach dzikiéj dziewczyny, natchnione sentymentalizmem marmontelowskim. Bohater i bohaterka, są deklamatorami, jak bywało w romansach Pani i Utwór naciągany do celów moralnych — i dla tego chybiony. Głośny pisarz satyrycznych szkiców, potrafiwszy schwycić tylko charakter miejscowy towarzystwa, nie dopełnił jeszcze wszystkich warunków, jakich po pisarzu wymagamy. Szanowny autor nie weźmie nam za złe tego, co mówiemy, bo jego szlachetne usiłowania aż nadto dają mu prawo do powszechnéj wdzięczności obywatelstwa i Literatury. Prace Hrabiego zdają się mieć na celu dawną Białoruś. Historyczność jéj starał się przedstawić w sztuce pod formą romansu, w żywocie Połockiéj Księżniczki Przydzisławy, w Zakonie któréj dwa tomy w rękopiśmie przeglądałem. Mozolnéj téj pracy, przedstawiającéj dziwne połączenie względów historycznych z religijnymi, nie umiem dać innego nazwania, jak powieści będącéj wcale nowem zjawiskiem nie tylko w naszéj, ale pono i w Europejskiéj literaturze. W notach zgromadził Hrabia wielką ilość faktów i objaśnień, mało albo wcale nieznanych, których mu dostarczyła biblioteka (w Dyneburskim) obficie w analistów i rzadkie rękopisma opatrzona. Trzeba wszakże i to przyznać, iż prócz barwy ascetycznéj, przebija się i usposobienie poetyckie, mimowolnie podnoszące się z pod mozolnych badań autora z których parę wyjątków publiczność czytała w a jeden w Tomie II Broszura o poszukiwaniu nazwy starodawnéj Dzwiny wykazująca tylko z najlepszéj strony cierpliwość w osobie tak arystokratycznego rodu, przez straszliwy zastęp i innych na 360 lat przed Chrystusem pisali! owoc brzmiącéj erudycji... Ogólny rezultat, iż prace Hrabiego będąc i z moralnemi celami, w formach francuskich romansów pisane, chociaż mają związek z polityczną Historją Bialejrusi, nie są, bo są i pozostaną zawsze obcemi ogółowi. P. w Dyneburskim, miłośnik Starożytności, zbiera pomniki wyłącznie odnoszące się do Historji Inflant, i obecnie pracuje nad historją Dyneburga: prace jego zbliżające fakta, bez hipotez i związku z sobą, są przygotowawczemi materjałami dla pisarza Dziejów, który się jeszcze nieznalazł. O innych pisarzach, z tego stanowiska, z jakiego rzecz naszą rozważamy, cóż powiedzieć można? Jakiż związek z Białorusią mają np. rymy P. którym podobne pisały się kiedyś (bo dziś się nie piszą, dla braku czytelników), na wszystkich końcach ziemi, gdzie były szkółki i Sztambuchy? Albo np. klassycznie wymuskana — cóż mogą obchodzić poczciwego Białorusina awantury mythologicznéj bogini? Zaiste, tyle co i Mihanowicza, albo Muśnickiego! A prawdziwie nie warto łamać sobie głowę i palcy, nad wyrobieniem pięknych oktaw — dla przedmiotu nieobchodzącego bynajmniéj ni rodzinną stronę, ni literaturę. Mamy nadzieję, że przez tego autora poema okaże mniéj klassycyzmu, a ducha miejscowego. Tknęliśmy zbliska kwestji i, bo odkogoż, jeżeli nie od tych, co się zrodzili i zrośli w swéj ziemi, mamy prawo spodziewać się dokładnych o niéj pojęć, przejawienia i rozwinienia jéj ducha w przeszłości i teraźniejszości? Ta ich niedbałość jest powodem, iż Białoruś w innych prowincjach, albo po obcych dziennikach, mają za stronę zapadłą, ciemną, obskurantyzmem dotąd tchnącą. Piszą klassyczne poemata, sztambuchowe wierszyki, jakieś i, a nie wiedzą jaką jest ziemia, co ich wydała i lud, śród którego się zhodowali! Jakąż stroną, choć najdalszą, dzieła ich w czémkolwiek czepiają się pełnéj poetyckich zmyśleń i fantazij Białejrusi??... Będąc tylko przejazdem na Bialejrusi, zdziwiony zostałem tém zapomnieniem na siebie samych jéj pisarzy, a przeto choć obcy téj stronie i mając najniedokładniejsze pojęcia, postanowiłem cząstkę moich wiadomości o niéj w jedno zebrać, rozdzielając je na w dwóch osobnych artykułach, szczerze pragnąc aby mój pobieżny wywołał dokładniejszą pracę. Przybysz z Ukrainy, P. piękny dał przykład przejawiania poezji gminu. Z oderwanych podań ułożył pewną całość, a okolorowawszy ją barwami poezji i formami miejscowemi, utworzył bardzo ładny poemacik, mający więcéj charakteru narodowości, niż wszystkie poezje dotąd w owéj stronie napisane. Prawda, że wziął się za to sztukmistrz biegły, mistrz swego przedmiotu! Jest jeszcze poeta, urodzony na Białejrusi, dziécko niefortunnego losu, wyprobowane w cierpianiach, — który w każdym wierszu wyraził tęsknotę za swemi i silne przywiązanie do rodzinnéj ziemi. przejawia uczuciową stronę Białejrusi, bo żaden ze znanych tam dotąd wierszopisów, nigdy tyle nie okazał Przedewszystkiem jest on I na ten raz możemy wierzyć jego poezji, bo całe życie był nieszczęśliwym! Tu ani exageracji, ani urojonych cierpień. Nieszczęście rozwinęło w nim uczucie i skłoniło ku poezji. Talent wielki wytrawiony w ogniu cierpienia. Trzeba bowiem cierpieć, aby zostać genjuszem! Ukształcony na wzorach poezji Europejskiéj, może skutkiem tego stracił wiele z téj samodzielności, która przy innych okolicznościach uczyniłaby go prawdziwie narodowym poetą. Przygotowany gruntowną nauką w Uniwers. i języków angielskiego, niemieckiego, francuzkiego, oraz języków , można powiedzieć, iż zbliżył się do tego wzoru poety, jaki Henryk Hrabia Rzewuski dla młodzieńca zakreślił. Ze stroną rodzinną łączy go raczéj wyobraźnia i uczucie, niż pamięć domowych obyczajów. Talent jego ukształcony na Bajronie, Szyllerze i Moor’ze, melancholijnym Moorze, Bardzie opłakanéj Irlandji, którego zdaje się przedewszystkiem ulubował sobie, jako trafiającego najwięcéj do jego duszy goryczą przepełnionéj, i którego w tylu naśladował elegjach, — naturalnie musiał przyjąć charakter poezji europejskiéj. W młodości napisał poema opisowe bo wtedy była moda na opisowe, jak i t. d. w którém wylał egotyczne uczucia jak w strofie XXII i t. d. Widne w niém wczytanie się w Jana Kochanowskiego, z którego prostoty coś zajął. (Strofa V.) Ledwie kilka wierszy miejscowych zostawił, jak: i t. d. Ale najwyższa siła objawiła się w Poezjach za Kaukazem pisanych. Styl jego dowodzi wykształconego gustu i poczucia artystycznego delikatnych odcieni mowy naszéj. Nieznać, że na krańcach języka polskiego pisać począł; kochanka wszakże poety ma imię Od saméj poezji przejdźmy do przejawienia się filozoficznych pojęć o poezji w literaturze białoruskiéj. Najważniejszą jaką znam pod tym względem pracą, jest rosprawka wywołana jak się zdaje i do jednego z następnych tomów przeznaczona, a którą w rękopisie czytałem. Jest to pierwszy samodzielny filozoficzny pogląd na poezją ludu białoruskiego, pierwsza oznaka zbliżenia się narodu do Praca ta przedstawia całkowite objęcie ogółu, wniknienie do gruntu i wyprowadzenie na jaśnią poezji pieśni; extrakt głębokich badań i najśmielszych wnioskowań o poezji gminu. Najróżnorodniejsze elementa poezji ludu zbliżone, rozłożone i podprowadzone pod przestronny rzut oka umysłu samodzielnego. Do potęgi myśli, zatrawionéj wielostronném ukształceniem, łączy P. Chrapowicki tę promienność , która pracę jego jakimś urokiem otacza. Piérwszy to raz widzę w pisarzu białoruskim zwrót myśli ku przedmiotowi, który każdemu pod oczy podpada, a októrym rzadko kto parę słów rozsądnych powiedzieć umie. Pospolicie wiemy o wszystkiem, prócz tego, co nas najbliżéj obchodzić powinno. Wiemy co mówią w Parlamencie Angielskim lub w Izbie Deputowanych, — w salonach rozumujemy z lub o obyczajach Amerykanów, a z o drogach żelaznych, a nie umiemy trzech słów powiedzieć o stronie, która nas zrodziła i wykarmiła. Praca ta jest ogólnym rezultatem tego ruchu intellektualnego, jaki się od lat kilku w prowincji Nad-Dzwińskiéj objawia. Ponawiamy proźbę, aby wydawca dłużéj nie zwlekał ogłoszenia téj ciekawéj, z takim ogniem napisanéj rosprawy, po któréj przedmiot poezji gminnej białoruskiéj, zdaje się, że zostanie wyczerpanym. Prócz tego P. Chrapowicki zajmuje się obecnie ułożeniem kompletnego którego ogłoszenie drukiem byłoby arcyważnem. Dla uzupełnienia obrazu ruchu umysłowego na Białejrusi, powinniśmy dodać, iż oprócz piszących, są i inni pracownicy, nie mniéj użyteczni zbieracze materjałów, tu i ówdzie rosproszeni, jak młodzieniec ożywiony nąjszlachetniejszemi zamiarami, zakładający obecnie w Witebsku, oddawna troskliwie zbierający rękopisy do Historji Białejrusi i którego księgozbior znany jest w okolicy. Na miejsce który opuścił przybył któremu lustracyjne zajęcia, zapewna nieprzeszkodzą do zwrócenia uwagi na białoruską narodowość. Człowiek dobry i ukształcony umie i powinien umieć ze

, co go otacza korzystać i na użytek współbraci obracać. Zbyt żywe zaprzątnienie pisarzami, ukośnie dotyczącemi naszego przedmiotu, odwiodło nas od głównego celu, któryśmy sobie założyli, i dla tego pośpiesznie obracamy się do głównéj osoby, która ma być ma być naszego artykułu. Jan Barszczewski urodził się w r. 1794, na Białejrusi, nad jeziorem na granicy Newelskiego i Siebieżskiego powiatów, i wyszedł z téj licznéj acz biednéj szlachty, która nie wiedząc o sobie, nie mając uznania saméj siebie w swojéj istocie, posiada najwięcéj żywotnych elementów narodowych, przechowuje z niezgładzonym cywilizacją charakterem,

najwięcéj narodowych pamiątek. Uboga ta klassa szlachty, mająca tak bliski stosunek z klassą ludu wiejskiego, iż prawie zlewa się z nią w jedno — przedstawia w sobie przejście i połączenie tych dwóch stanów — którym nasz pisarz swe pióro poświęcił. W szeregu mnogich powieści, malował byt obu tych klass, z całém uczuciem poetyckiego serca, z tém uczuciem któremu całe swe życie poświęcił. Trzeba bowiem wiedzieć, iż całe życie P. Barszczewskiego jest jedném i ciągłem zaprzaniem się samego siebie — dla poezji!... Jeszcze w Połocku, w kollegjum Jezuitów, będąc małym chłopięciem, już pisał wiersze, za co wcześnie na przydomek zasłużył. Tam przy każdéj uroczystości występował z wierszem, z oracją, —

tak, że była to figura odświętna, uroczysta, nie raz do godności podnoszona. Wtedy to napisał znamienite poema w którém narzekał na brak miłości w nowsze czasy, a wymuskawszy ją na wzór klassyczny, pozyskał oklaski współtowarzyszów. A gdy pod czas wakacji, wracał w progi domowe, między szlachtę okoliczną, tenże sam szatanek poezji, objawiał się pod inną formą: wtedy brał się za pędzel, malował widoki i karykatury, a stosując swój talent do pojęć otaczającéj go sfery i potrzeby miejscowéj, wymyślał rubaszne obrazy, na wielką pociechę szlachty zaściankowéj. Za to był od niéj lubionym powszechnie, i żadne fety domowe, żadne imieniny, urodziny, złote i srebrne wesela, nie obeszły się bez naszego i Biednego bursaka szlachta porywała z rąk do rąk i wynagradzała podług ubogiéj swéj , to miarką pszenicy, to miarką grochu, to gryki, to czasem dała bobu! To było jedynym środkiem wyżywienia się dla biednego studenta pod czas szkolnego roku w Połocku. Wesołe, familje szlachty zaściankowéj w ogromnych okolicach których i dziś napotkasz w kapotach po jarmarkach i odpustach, jak i t. d. dostarczały jego obserwatorskiemu duchowi tych typów, które późniéj w powieściach tak malowniczo wystawił. We wszystkich możniejszych domach Białejrusi i Inflant, razem wziąwszy nie znajdziesz tyle podań, tyle żywiołu narodowego, co w jednym domku takiego szlachcica na zagrodzie! W tedy to napisał w rodzinnéj wsi ów sławny po całéj Białejrusi wiersz który do zaliczono, a o którym prócz owéj szlachty nikt dotąd nie wiedział, iż był dziełem Barszczewskiego. Poemat ten, jeżeli się tak podoba, pomnik Białoruskiego narzecza, narówni z Mańkowskim stawi go na czele prawdziwie pisarzy. Wiersz ten, — tak popularny w gubernji Witebskiéj, jak sentencje rymowane Rysińskiego, — zakres artykułu niepozwala nam przytoczyć w całości. Prócz tego ułożył piosenkę: bardzo popularna teraz, napisana w z powodu umizgów do młodéj Panny kiedy jeszcze będąc studentem, około r. 1809, miał nie więcéj lat 18. — Kiedy układał, nigdy nie myślał o drukowaniu. Układał, bo to cieszyło szlachtę w okolicy, w któréj mieszkał. i inni rozwozili po jarmarkach, śmieli się, śpiewali i chwalili. Po ukończeniu kursów w Połocku, z atestatem kandydackim w ręku, czując się czymś lepszym od innych, uchodząc za wolał zająć się prywatną guwernerką, niż innemi obowiązkami mniéj zgodnemi z jego upodobaniem w nauce i poezji. Wszakże i tu nie widząc przyszłości, ni środków kształcenia się , z kilką złotówkami w kieszeni, piechotą, z tłómokiem na plecach, puścił się do Wilna, do Uniwersytetu; ale na pół drogi, odpoczywającego pod kamieniem, spotkał go P. Podsędek J.* wracający z Wilna, a widząc zamiar za nadto hazardowny na stan jego kieszeni, namówił do powrótu, i dał mu miejsce w swoim domu przy dzieciach, uważając go raczéj za domowego przyjaciela, rezydenta, — jako człowieka mównego, który był mu dystrakcją przy gospodarskich zajęciach. Potém dostał się do domu Księcia R.*, a nareście, palony pragnieniem poznania świata i ludzi, puścił się do Petersburga z kilkunastą rublami w . Przyjął go tam ziomek, kollega i przyjaciel jedyna żywa dusza, którą znał w ogromnéj stolicy. Po niejakim czasie popukawszy tu i ówdzie, popatrzywszy na zuchwałe twarze lokajów, znalazł zręczność odbycia kilku morskich wojażów, widział brzegi Francji i Anglji, a powróciwszy do stolicy, zajął się dawaniem lekcji greckiego i łacińskiego języka w kilku rządowych zakładach; raz się zdarzyło, że uczył po łacinie jakąś Hrabinę, do Włoch jadącą. Zimą uczył się sam i uczył drugich, a na wiosnę, jak skowronka, poezja gnała go do stron . Odbywał te podróże pieszo, z kijem pielgrzymim w ręku. Odwiedziny te ożywiały stęsknioną duszę jego, dawały mu nowe siły do dalszych walk z losem, inspirowały go tém tchnieniem poezji tęsknéj, którą czuć może człowiek tylko w oddaleniu od swoich. W tych wycieczkach zbierał podania, które późniéj w balladach przedstawiał. Literacki zawód rozpoczął P. Barszczewski wydaniem Niech nikt nie sądzi, aby ten był objawą estetycznych pojęć wydawcy; zaczął go wydawać z celem, który od niejakiego czasu przyjęto nazywać ani tu miłość autorstwa, ani spekulacja, którą się brzydzi bezinteressowny duch jego, powodem być nie mogły. Tajemnicę słabéj strony pojmą tylko wydawcy, równie jak on, wszelkich środków wydawania

... tajemnica mogąca obrazić próżność i mierność... Wszakże znalazła pewny krąg Czytelników, zaczynających po omacku dopytywać się czegoś w literaturze; gdyby nie zrobiła innéj zasługi, jak że obudziła pewne małe dyskursy w tych domach, gdzie prócz żadnéj książki nieznano, to jużby nie była nie użyteczną. Osądzono ją trochę za porywczo jak na czasy dzisiejsze i miejsce... ona odkryła talent, którym się chlubi literatura powieściowa... Ale do naszéj rzeczy, dotyka się tylko przez które mają znaczenie To znaczenie niedostrzeżone przez pozornie zapatrujących się, okaże się jaśniéj po wydaniu wszystkich opowiadań białoruskich. Są ono jakby wstępem do tego poetycznego obrazu Białejrusi, który autor na większą skalę rozwinąć zamierzył. Wypłynęły one z naturalnego usposobienia umysłu, przeczuwającego odrodzenie się nowych form poezji, po długiem więzieniu klassycyzmu, bo kiedy cały świat zrobił odwrót od form starych, Barszczewski to w głuszy lasów, to na pokładzie okrętu, pozostawał wierny wspomnienióm Anakreona, Teofrasta, Wirgiljusza i t. d. Ballady posłużyły mu do rozkołychania wyobraźni; sam powiada, że gdyby nie pisał ballad, nie pisałby nigdy prozą. Ballady jego nie są wymysłem, jak zwykle u czeredy, a jak korzystał z podań obaczmy na przykładzie: Szlachetnego rodu Panicz zaręcza się z cnotliwą dziewczyną białoruską. Tymczasem dowiaduje się, że posażna Panna czeka na kawalera w Nowohrodzie. Jedzie, znajomi się, zaleca, i powraca obciążony bogactwy. W drodze zachodzi mu Rusałka z lasów, opiekująca się zapomnianą kochanką i wystawia go na czarodziejską tentację. Jawi się w postaci opuszczonéj naddzwińskiéj dziewicy i wyrzuca na oczy wiarołomną miłość; opowiada, że latając w postaci gęsi do Nowohrodu, widziała tam jego niestałość: malownicze jest to miejsce, gdzie opisuje swoją podróż: biedna sierota w polu, obraca się do swoich gąsek, i prosi o pomoc skrzydlatych:

Gęski ulitowawszy się trzykrotnie zrzucają po piórku; ona ubiera się i leci; zbliżywszy się do bram miasta, postrzega jaskułkę i prosi u niéj o żałobną sukienkę: Jaskułka nie odmawia:

Lecz żeby wlecieć do teremu, zamienia się w muszkę:

Kończy się tém, że mniemana kochanka zamienia się w i wyznaje, że go uwiodła:

Albo w balladzie W borze pod Połockiem, jest strumień, pod nazwaniem (albo dotąd znany u ludu. Na weselu rozkochanéj pary, jawi się czarownik: gdzie , gdzie wesele u ludzi, tam zły duch czuwa u progu: jawi się i zamienia pana młodego w gości w Wilków, niewiasty w Sroki, a Pannę Młodą w Z chaty zatém wszystko wynosi się w pole, do boru: tam latając za swoim narzeczonym, żałościwa kukułka, urania łzy, — a gdzie padną, wytryska zdrój w borze, — a w około zdroju wyrasta ziele, łzy kukułki zwane. Któż nie przyzna, że w tych prostych opowiadaniach ludu jest żywa poezja? Każda ballada jego wzrosła na podobnych podaniach. To, co pisze P. Barszczewski prozą, nie dotycze się wprost ani Historji, ani Literatury, ani języka Białejrusi, ale rzeczy ważniejszej, bo ducha i poezji narodu, zkąd wypłynęła i Historja, i Literatura i język. Chwycił się najżywotniejszej zasady, i postanowił przejawić w sztuce wielki narodowy obraz. On ma lud przed sobą, często z całym urokiem wymysłow z czasów pogańskich, które on opromienia swoim, że się tak wyrażę, białoruskim Jak w balladach starał się przejawić stronę uczuciową poezji narodu, tak w twórczość jego i niby jakąś filozoficzność pojęć o bycie, powleczonych własną jego fantazją. W tych które mylnie podobało się nazwać (ale mniejsza o metafizyczność wyrażenia) samo tylko jądro należy do gminu, cały obraz jest wymysłu autora, wysnutym na tle barw narodowych np. w opowiadaniu jest piérwsze pojęcie o stosunkach bytu: wąż jest allegorją zwodziciela; uwodzi żonę temu, który go wynosił pod własną pachą; tentuje go pieniędzmi, aby sam skorzystał ze słabości białejgłowy i t. d., u ludu nie masz wymysłu bez pewnéj myśli dalszéj, tylko często trudno ją odgadnąć osobliwie nie znając obyczajów jego. P. Barszczewski nie jest zbieraczem podań, lecz przejawiaczem ich w sztuce. Wszakże zatém nie idzie, aby któś drugi nieużył jego opowiadań jeszcze raz za materjał do odtworzenia. Pod względem sztuki są one niedostatecznie rozwinione, noszą cechę jakiegoś niedomówienia, co jest skutkiem jego improwizatorskiéj metody, bo co raz napisze, tak bez przemazania do druku podaje, bez zmiany ogółu i poprawy w szczegółach; w początkowych opowiadaniach, często zbyt jawne naciąganie wymysłu czysto-fantastycznego do , do moralnéj osłabia effektowość, niedostatek taktu artystycznego w obrobieniu, który się z wprawą rozwinie. Ma on szczególny talent do opisów przyrody strony rodzinnéj, które wszędzie tchną taką świeżością, taką prawdą, tak przenoszą w owe okolice, np. wstęp do opowiadań, gdzie obraz . Z powodu jego metody opowiadania, zbliżonéj prawie do prostoty nazwałbym go Nie cierpi on manjery nowéj (a może już i nie nowéj) szkoły francuskiéj, tak silnie potrzęsającéj biedne nerwy nasze. Kiedy się zabiera do pisania, on bierze Homera, — nie dla tego, aby naśladował (bo i przed nim nawet chce pozostać samym sobą!) lecz dla nabrania tchu, dla inspirowania się duchem prostoty starożytnéj: naprowadza na tysiąc wspomnień jego życia, tak podobnego w swém tułactwie po ziemi i morzach, po miastach wielkich i wsiach, — do Rapsoda greckiego! Bo, jak już powiedziałem, całe życie P. Barszczewskiego jest jedném i ciągłem zaprzaniem się siebie samego dla poezji! Lecz aby zrozumieć dobrze co mówię, trzeba go znać osobiście, trzeba go widzieć z kijem pielgrzymim w ręku, tak jak ja go spotykałem w moich podróżach, pieszo, śród gminu białoruskiego, na płytach Dzwiny, w przydrożnych karczmach, na drożkach ledwo ubitych w lesie i na wielkich gościńcach! Trzeba go widzieć w Połocku i Witebsku, kiedy przybywszy pieszo z północnéj stolicy, otrząsając pył z obuwia, śpieszy z rodziną poczciwego szlachcica nieść modlitwy Przedwiecznemu w rodzinnym kościele. Wypieszczony krytyk nic w nim nie pojmie, zaiste!... Człowiek ten nie ma słów próżnych, nie ma okresów, jest treść sama. Brulon jego, czyli jak on sam nazywa pisane starodawnym charakterem, które wiecznie z sobą nosi w czapce, obok z tabakierą. Nie szukaj tam ortografji modnéj, ani długiego j, ani kreskowanego é; żadnych wygładzeń, poprawek, wstawek, — on rznie toporem z całym rozmachem ręki, — za to postacie wychodzą u niego obrazy w massach. Za to w nim nie masz tego ubóstwa wynalezienia, które ścisnąwszy w dwutomowém rozwodnieniu, często kropli treści nie wyciśniesz! W opowiadaniach Barszczewskiego upatruję przejawienie się ducha gminu białoruskiego, jak w rosprawie Pana Chrapowickiego piérwszą objawę filozoficznych pojęć o poezji tego ludu, a w T. Łady-Zabłockiego uczuciową stronę białoruskiéj poezji w obecnéj chwili. Missja Pana Barszczewskiego nie jest poślednią; jakkolwiek bądź, odkrywa on nową stronę, — zatém przyczynia się do rozwicia i postępu myśli. Ale nie mogę lepiéj zakończyć mego artykułu, jak przywiedzeniem słów znakomitego pisarza, który w jednym poufałym liście tak się między innemi wyraża: „Pan Barszczewski okazuje się najdoskonalszym przedstawiaczem gminnéj fantastyczności i obyczajów ludu białoruskiego. Jestem pewny, że nie ustąpi Zaczął on prozą pisać powieści: nie umiem ci zdać sprawy z wielkiego wrażenia. Wszystko tam po mistrzowsku wykonane pod pozorem największéj prostoty. Nie jest to prosty zbieracz podań ludu; ma wszelkie potrzebne do tego warunki. Białorusin zapalony, nie teraz, ale od samego dzieciństwa; z ludem całe życie przepędził; jego twarz opalona, nie gabinetowa, dowodzi człowieka czynu, nie spekulacji; wziął wychowanie od Jezuitów, ale mu to nieodjęło czucia i prostoty; — pełen prawdziwéj wiary w przedmioty swoich powieści, a to nie mały warunek, bo z wiarą każdy opis bez porównania i prawdziwszy; całą Białoruś zna jak najdoskonaléj, bo ze trzydzieści razy piechotą ją obszedł i corocznie ją i teraz z Petersburga odwiedza, a wszędzie tam pożądany i mile przyjmowany, bo jak bard tamtéj strony opowiada ustawnie, — anegdoty, powieści sypie jak z za rękawa. Dziwny ma instynkt w obrabianiu podań, prawie nic swego nie dodaje, a wszystko jest jego własnością: bajka goła nie miałaby żadnéj wartości, ale on ubiera ją innemi podaniami, dramatyzuje najdoskonaléj i nagle rośnie całość pełna prawdy gminnéj i życia najrzeczywistszego.“

KILKA SŁÓW OD AUTORA.

Między ludem Białoruskim zachowują się jeszcze i teraz podania dawnych czasów, które przechodząc z ust do ust, zrobiły się tak ciemne jak mithologja starożytnych narodow. Mieszkańce tego kraju, a mianowicie w powiatach: Połockim, Newelskim i Siebieżskim, od niepamiętnych czasów doświadczając cierpień, przerodzili się zupełnie w charakterze; na ich twarzach zawsze napiętnowany jakiś smutek i posępne dumanie. W fantazjach ich ciągle snują się duchy nieżyczliwe, które jednak służą złym panom, czarownikom i wszystkim ich nieprzyjaciołom. Ja się rodziłem tam i wyrosłem, ich skargi i smutne opowiadania, jak szum dzikich lasów, naprowadzały na mnie zawsze posępne dumania i od dzieciństwa były mojém jedyném marzeniem. Niektóre z tych rodzinnych pamiątek wspomniałem w balladach; to było moje samotne nucenie. Ballady były początkiem tego, o czym miałem zamiar opowiadać. W naturze to jest ludzkiéj, że od śpiewów przychodzim do opowiadania tego, co nas najwięcéj zajmuje. Sześć tomików jeden po drugim mają wyjść tych powieści, malujące najwięcéj strony północnéj Białorusi, bo ten kątek ziemi, zawsze jest dla mnie najmilszém wspomnieniem. Nie naśladuję form jakich używali powieściopisarze Anglicy, Niemcy lub Francuzi; sądzę, że cudzoziemski ubiór nie będzie do twarzy mieszkańcom Białorusi, bo obca dla nich gadatliwość innych narodów. Wziąłem formę z saméj natury. Sierota co dzień skarży się na swoją niedolę, opowiada rozmaite cierpienia, które musiała przenieść na tym świecie, a wszystkie jéj skargi z całego życia zlewają się w jedną powieść, chociaż niemyśliła dzisiaj o tym, co będzie opowiadać jutro.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…