Read here

Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacyi, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII. Cz. 1, Litwa pogańska

Józef Jaroszewicz · 1844 · Free in the US

50,571 words · about 3 h 32 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1844 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Obraz_Litwy_pod_względem_jéj_cywilizacyi,_od_czasów_najdawniejszych_do_końca_wieku_XVIII._Cz._1,_Litwa_pogańska&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Józef Jaroszewicz
Language
Polish
Published
1844
Length
50,571 words · about 3 h 32 min
Sections
21 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (21)
  1. Front matter under 1 min
  2. Przedmowa about 3 min
  3. I about 4 min
  4. II about 3 min
  5. III about 21 min
  6. IV about 3 min
  7. V about 25 min
  8. VI about 6 min
  9. VII about 4 min
  10. VIII about 2 min
  11. IX about 4 min
  12. X about 3 min
  13. XI about 11 min
  14. XII about 19 min
  15. XIII about 5 min
  16. XIV about 7 min
  17. XV about 14 min
  18. XVI about 22 min
  19. XVII about 9 min
  20. XVIII about 21 min
  21. PRZYPISY about 27 min

Continue:

Front matter

OBRAZ LITWY

POD WZGLEDEM JEJ CYWILIZACYI,

CZASOW NAJDAWNIEJSZYCH

Przedmowa

PRZEDMOWA.

Przed laty dziesięcią podałem był do Noworoczników wileńskich trzy oddzielne artykuły, z których pierwszy zawierał, krótko zebrane uwagi nad stanem Litwy do przyjęcia wiary Chrześciańskiej, (Znicz, 1854), we dwóch zaś następnych zacząłem mówić: o Cywilizacyi Litwy we trzech pierwszych jéj Chrześciaństwa wiekach. (Znicz, 1855; Biruta 1837). Z powodu ustania owych Noworoczników, odłożyłeni na potém ukończenie przedsięwziętej pracy, a tymczasem chcąc w czémkolwiek przysłużyć się dziejom litewskim, zająłem się zbieraniem rozrzuconych po rzymskich, bizantyńskich i nowszych autorach szczegółow, tyczących się wędrownych Herulów, o których historyczne wzmianki już trzeciego Ery naszej sięgają wieku. (O Herulach pobratymcach Litwinów, Wilno r. 1840). Lecz kiedy śród takiego zajęcia, niektóre nowe źródła i pomoce, a między témi, wydane dzieło P. Narbutta (Dzieje starożytne narodu litewskiego, tomów IX, Wilno r. 1835. 1841), dostarczyły mi nie jeden ważny do pierwszego przedmiotu materyał i w powszechności jaśniejsze na upłynione wieki rzuciły światło, zwróciłem więc znowu uwagę do saméj Litwy i przedsięwziąłem nie tylko ukończyć dawniej rozpoczętą pracę, sięgając w niej ostatnich lat XVIII wieku, ale nadto wziąłem się do poprawy, uzupełnienia i całkowitego przerobienia tego, co już w tej mierze drukiem ogłoszono było, przez co treść wykładanego przedmiotu musiała się koniecznie nie mało rozszerzyć. W takim więc kształcie wychodzi teraz część pierwsza tego Obrazu Litwy, w której przynajmniej w główniejszych rysach, starałem się przedstawić pogańską Litwę, pod względem jej politycznego, socyalnego i religijnego bytu. Dla uzupełnienia całości, podałem na wstępie krótką wiadomość o pochodzeniu i siedzibach plemion litewskich; wybaczy mi zaś czytelnik, jeżeli przez skłonność do ziemi rodzinnéj, zastanowiłem się cokolwiek obszerniéj nad Jadźwingami i krajem przez ten lud niegdyś zamieszkałym; możebym nawet coś więcej o nich powiedział, gdybym mógł w porze korzystać ze świeżo wydanej Kroniki wołyńskiej, ale w braku tego źródła, musiałem przestać na wyciągach, które Karamzin w swojej historyi z tego Latopisca umieścił. Z wdzięcznością winienem tu wspomnieć, o udzielonej mi pomocy przez P. Zegotę Onacewicza, z którego obszernéj i gruntownej znajomości dziejów korzystając, ułatwiłem sobie w Rozdz. V sprostowanie kilku ważnych wypadków, błędnie przez Kronikarzy podanych, jako też wyjaśnienie nie jednej chronologicznej lub genealogicznéj wątpliwości. W wielu miejscach niniejszego pisma, a szczególniej w całym Rozdziale XVIII, gdzie mówię o religii dawnych Litwinów, głównym przewodnikiem moim był P. Teodor Narbutt; bo ktoźby nie korzystał z tak obfitych materyałów, które przy wzorowém zamiłowaniu rzeczy ojczystych, z niezmordowaną pracą szanowny Autor w pismach swoich zgromadził? Spodziewam się jednak, że mi P. Narbutt tego za złę nie wezmie, jeżelim się ośmielił w niektórych rzeczach odmiennego być zdania. Wszak zapatrywanie się z różnego stanowiska na tenże sam przedmiot, jaśniejsze o nim noże dać wyobrażenie. Dają się słyszeć narzekania, że u nas prace wszystkich uczonych, skierowane są dzisiaj może zbyt wyłącznie do badań starożytności, i że pismiennictwo nasze nie toruje sobie dróg nowych, ale jest tylko rozpamiętywaniem przeszłości; są nawet i tacy, którzy wszystkim chcą wmówić, jakoby to sięganie dawnych pamiątek i podań, uważać trzeba za pogrobowe już dzieła narodowego ducha, za ostatnie jego wysilenie i t. d. Czas okaże, ile w podobnych twierdzeniach zawiera się prawdy. Ztém wszystkiem, jeżeli dzisiaj, więcéj niż kiedy indziéj skierowane do zgłębiania naszych starożytności, ma być koniecznym wypadkiem obecnego stanu rzeczy, nikogo więc o mimowolny popęd winić nie należy, tém bardziéj, że doświadczenie nas uczy, iż wiek musi koniecznie nadać dziełom swą barwę i piętno swoje na nich wycisnąć. Ten stan rzeczy może nie długo już potrwa, nastąpi przesilenie, i umysły w inną zwrócą się stronę. Nim jednak przyjdzie do tego, niech nani tymczasem wolno będzie śledzić jeszcze dawne pamiątki Litwy, i zbierać w nich materyały, któreby kiedyś mogły się komu przydać, przy skreśleniu dziejów kultury i pragmatycznéj historyi narodu, bo tego jeszcze nam niedostaje. W takim więc celu przedsięwzięte i niniejsze badania, może nie będą daremną pracą.

I

ROZDZIAŁ I.

POCHODZENIE PLEMION LITEWSKICH.

§ 1. Nie mamy prawie narodu w Europie, o któregoby pochodzeniu tak rozmaite były mniemania, jak o pochodzeniu Litwinów i niektórych plemion z nimi pobratymczych. Prusacy niewątpliwie jednego z Litwinami rodu, mieli się jednak utworzyć z Gotów, czy też ze zlewku Ulmigerów, narodu piérwotnego téj ziemi, z Gotami. (Christian Biskup Chełminski w połowie XIII wieku żyjący; Lucas Dawid, Preussische Chronik B. 1, s. 12, sequ., Voigt Geschichte Preussens B. 1, Beilage N. 1). Jatwiagi czyli Jadźwingi, o których obszerniéj niżéj powiemy, mają pochodzić od Jazygów Sarmatów, od Scytów i wreszcie od Daków. (Naruszewicz Historya I, p. 125; IV, pag. 82; Narbutt Dzieje II, p. 166, 168). Co się zaś tyczy samych Litwinów, tych spokrewniono z połową niemal Azyi i Europy. Jedni bowiem początek narodu litewskiego a nawet jego nazwisko wyprowadzają od Allanów (Litalani, Litvani), których oszczątki się dotąd między Osetyńcami śród gór Kaukazkich, (Jean Potocki hist. primit, des peuples de Russie. chp. 5, p. 89) i zapewne nic wspólnego z Litwinami nie maja, (Erasmus Stella na początku XVI wieku żyjący i Kojałowicz Hist. litvanae T. I, p. 10, 17) inni znowu, opierając domysły swoje na mowie litewskiej, w której nie mało wyrazów języka Gotskiego, Fińskiego, Niemieckiego a szczególniej Słowiańskiego postrzegli, chcieli Litwinów uważać, już za szczep słowiański, już za germański lub gotski, który około IV, czy V wieku, zlawszy się Estami i Finnami, znany był pod imieniem Scyorów, Hirrów, Herulów, Widywaryów, Widdów, mniemanych przodków litewskiego narodu. (Keppen o począt. języ. i o literaturze narodów litews. w Dzien. Wileń. 1828, N. I; M. Baliński w hist. miasta Wilna 1836). Wątpię jednak czy ktokolwiek z Litwinów mowę swą ojczystą dostatecznie znający, na tak wątpliwy swego narodu zgodzi się rodosłów. Chociaż bowiem Litwini, przez z innymi narodami, a szczególniej z ludami słowianskiemi, nie mało wyrazów z ich mowy, przyswoić sobie mogli; upada jednak ów dowod na języku oparty, kiedy zważymy, że Litwini na oznaczenie nauk, sztuk, rzemiosł, sprzętów rycerskich i nieskończonej liczby przedmiotów umysłowych i zmysłowych, mają mnóstwo wyrazów sobie tylko właściwych i z żadnéj innéj nie pożyczonych mowy, i że nawet owe przybrane z białoruskiego nade wszystko i polskiego narzecza, wyrazy, są tylko naddatkowym zasiłkiem, w poźniéjszym czasie wtrąconym, albowiem Litwin dobrze swój język znający, ledwie nie na każde z owych słów obcych, swoje narodowe znajdzie wyrażenie. (X. Xaw. Bohusz o początku narodu i jezyka litewskiego 1808, w Roczn. Tow. Warsz. Prz. No. T. VIII. 1811, p. 152 i d. ef. Narbutt Dzieje II, p. 281). Ponieważ pochodzenie od Allanów, Gotów lub Słowian, nie byłoby rzeczą nadzwyczajną, dla uświetnienia zatem rodu Litwinów, zaczęto ich kolebki szukać w Italii; jakoż natrafiane w mowie litewskiej wyrazy do łacińskich podobne, a przytém zapewne i podanie o wedrówkach Herulów (którzy po kilkowiekowym w państwie. Rzymskiem a potém a dolnéj Elby pobycie i ztamtąd i ztąd w różnych epochach wracali dla zajęcia siedzib swoich naddziadów śród pobratymezéj Litwy), dały powód niektórym wywodzenia początku narodu od osadników Rzymskich już morzem od Baltyku (Kronika P. Bychowca u Narbutta Dzieje II, p. 269), już od brzegów Euxynu przez Ukraine, Podole i t. d. (Joan. Łasicii de diis Samagitarum wyd. Elzew. 1617 r. p. 292) do Litwy przybyłych. Lecz pominąwszy te i tym podobne wywody, na domysłach, naciąganych rozumowaniach, lub źle pojętych dziejach i mowie Litwinów oparte; wspomnieć tu winniśmy o mniemaniach tych jeszcze, którzy badania swe w tej mierze i z natury mowy Litwinów i z poznania ich religijnych zasad wysnuć usiłowali. Z tych jedni opierając się na podobieństwie nazwisk, upatrują przodków litewskich w Litach czy Letach, którzy na krańcach wschodniego rzymskiego państwa i nad Renem w Gallii mieszkająe, strzegli granie od innych barbarzyńców, a potém w północnych Niemczech śród Germanów i Lazów czyli Lachów siedziby zajęli. Mówią dalej, że owi Lety byli pochodzenia Azyatyckiego, a osiadiszy (przy pierwszém pewne wejściu do Europy) między Grekami, upiększyli wschodnio-religijne mniemania, o dwoistém pierwiastku bóztwa, wykształconą Greków i Rzymian mytologią i t. d. (Szaffarzyk Starożytnosti Slovanske I, p. 218, 560, 372; Maciejowski w Bibl. Warsz. 1841, Kwiecień, p. 175, 174). Drudzy zaś postrzegłszy, że w mowie litewskiej znajdują się oryginalne nazwania rzeczy, których Litwa nigdy nie wydawała, (np. Lutas lew, Kupranugaris wielblad, Bezdejona małpa, Auzus złoto); daléj, że ten język, nie tylko w szczególnych wyrazach, ale nawet pod względem składni, iloczasu i innych grammatycznych prawideł, do mowy Greków i Rzymian ma podobieństwo (Vater Sprache der alten Preussen etc. Michelon Litvanus de Moribus Litvanor, wyd. Elzew. p. 265. Hartknoch, alt und neues Preussen, p. 97 i w Rozprawie de lingua veterum Prussorum p. 78, 108, X. Xawery Bohusz, l. c. Czacki o pra. Pols. i Litew. T. 1, p. 50; Narbutt Dzieje II, p. 272, 275), i że nakoniec w mytologii litewskiej, oprócz podobieństw do greckiej i rzymskiej, nie jedno jeszcze upatrzyć można powinowactwo z religijnemi Indyan wyobrażeniami, a nawet między ludem prostym zachowało się z pogańskich czasów mytyczne podanie, jakoby pałac słońca znajdował się na wschodzie, gdzie leżała kraina święta i błoga, dziedzina przodków litewskich, zwana Austuma Zemme (Narbutt Dzieje 1, p. 126); wnieśli zatém, iż pierwotnego bytu Litwinów, pod inném wcale niebem, w dalekich od Litwy stronach szukać należy. Jakoż śledząc dzieje i siedziby ludów wschodnio-południową część Europy, na kilka wieków przed erą chrześciańską upatrzyli przodków litewskich w Budynach i Gelonach, z których pierwsi byli szczepem Kolchów Indyjskiego pochodzenia, drudzy zaś należeli do Pelasgickiego rodu, jako potomki hellenskich nad morzem ezarném osadników. Mówią zatem, że Budyni wyruszywszy z zaKaukazu od rzeki Araxu ku dolnéj Wołdze, spotkali się między Donem i Dońcem z Gelonami, gdzie też obu ludów nastąpiło połączenie. Taką to koleją zlewek dwóch różnoplemiennych narodów, miał dać początek Litwinóm, którzy i po przeniesieniu się na północ, do póżnych wieków, w swych mytach i mowie, pierwotnego pochodzenia zachowali ślady. (Narbutt Dzieje T. I, w różnych miejscach, T. 11 p. 67 i d. 271 i d.). Jakkolwiek podobne wywody mogą być ciekawe, zostawmy jednak na ten raz w pokoju i ludy i czasy, tylu wieków pomroką przed nami zakryte; nie narzucajmy naszego pokrewieństwa może zupełnie obcemu dla nas narodowi, a usunąwszy się z tak odległej i pełnéj błędnego bezdroża starożytności, uważajmy raczej Litwinów już tylko, jako jedno z plemion narodów północnéj Europy, które z pobratymczą Łotwa, Prusakami, Herulami i Jatwiezią od III przynajmniej wieku ery chrześciańskiej, zajmując kraje znane nam dzisiaj pod nazwiskiem Prus, Litwy, Zmójdzi, Kurlandyi, Inflant i Podlasia, różniło się pochodzeniem i mową od Finnów, Słowian i Germańskiego rodu ludów.

II

ROZDZIAŁ II.

HERULE, LOTWA, PRUSACY.

§ 2. Przodkami Herulów mają być Hirry, którzy sami siebie Giréj, Girelej (od giras las, giralis leśny) albo też Juhréj, Juhrelej zwali. Osiadłszy na północy, mieszkali oni w części Żmójdzi wzdłuż Niemna do brzegów Baltyku (Narbutt Dzieje T. II, p. 376, 378). O pochodzie Herulów z Gotami na południe; ich stosunkach z państwem rzymskiem, do połowy VI wieku i powrócie na północ i innych szczegółach tyczących się tego narodu, mówiliśmy obszerniej w osobném pismie. (O Herulach pobratymcach Litwinów, Wilno 1840). Z resztą o losie osiadłych w Meklemburgskiem, czy też dolnéj Saksonii Herulów, to tylko wiemy, że oni unikając przemocy Karola IV i gwałtem narzuconego chrześciaństwa, już na początku IX wieku, w części uchodzą morzem do swoich pobratymców nad wschodnim Baltykiem i po obu stronach dolnej Dźwiny między Łotwą osiadają, co też owemu podobieństwu narzecza Letgolskiego do mowy herulskiej, miało dać powód; w części przenoszą się do Słowian Wenedyjskich nad Odrę, zkąd znowu pewien ich z 500 znakomitszego rodu, którymi miał dowodzić Palemon czyli Palimon (nazwisko litewskie) udaje się w drugiej połowie X wieku do ziemi starożytnych Hirrów przodków Herulskich i osiada między Niemnem, Dubissą i Jurą w dzisiejszym Rosieńskim powiecie. Co się zaś tyczy reszty pozostałej nad Odrą, mianowicie w Luneburgu prowincyi Marchii Brandenburgskiej, takowa doznawszy przewagi Słowian i z nimi w części zmieszana, w oszczątkach przetrwała do początku przeszłego wieku (Narbutt Dzieje T. II, p. 129, 151, 136, 142; T. III, p. 103, 104, 163, 165, tamże Dodatek XI), gdzie wypisany Ojcze nasz Luneburgskich Herulów z dzieła Bekmanna: Historische Beschreibung der Chur und Mark Brandenburg, Berlin 1751, Th. I, s. 85, bardzo różny od tego jaki z Lasiusa przywiedliśmy w pismie: O Herulach pag. 3). §3. Łotawcy którzy sami siebie Latwis (Litwin), a kraj swój Latweżu zemme (Litewska ziemia) nazywają, najdalej ku północy posunięci, do jednego z Litwinami należą rodu, oddzielnego tylko narzecza, do herulskiego więcéj zbliżonego, w którém jednak mieszanina mowy słowiańskiej i jeszcze jakiegoś języka, może dawnych Liwow, postrzegać się daje, (Narbutt Dzieje I, p. 463; II, p. 388). Łotwacy mieszkają w Kurlandyi, Semigalii (Zemegatas, ziemi koniec), w hrabstwie Piltynskiem, w części Inflant zwanych Letgolą (Latwin-gals Litwy, koniec), rozciągają się po obu brzegach Dźwiny dolnéj, są także w Litwie nad Kurlandska granicą, szczególniéj w parafiach luterskich Szajmy i Birże i wreszcie w kilku osadach nad hafem Kurońskim w Prusiech (Stendera Lett. Gramm. u Narbutta Dzieje II, p. 396). Kuronowie dla bliskości dialektu i osiedlenia, za jeden naród z Łotwą uważani być mogą. Oba te ludy na ciągłe napady sąsiadów Słowian, Estów, Finnów i Skandynawów wystawione, umiały długo dzielny stawiać opor, a ze wszystkich plemion litewskich odznaczyły się szczególniej w morskich rozbójniczych wyprawach. Lecz Łotwa z Kuronami, równie jak naród Pruski, już w XIII wieku stracili swą samodzielność, w wojnach z rycerzami niemieckiemi, lubo takiego wyplenienia jak Prusacy, nie doznali. (Voigt Gesch. Preus. do XIII wieku; Narbutt Dzieje III, p. 320 i d. 439 i d.). § 4. Prusacy zamieszkiwali kraj od dolnéj Wisły do Pregla i cokolwiek dalej, znany i dzisiaj pod nazwiskiem Prus (Borussia, raczej Porussia t. j. kraj do rzeki Rus jednego z ramion Niemna) (1). Prusy miały od zachodu Wisłę, od południa Mazowsze i Jatwiezią, od wschodu Litwę, od północy Baltyk. Cały kraj dzielił się na dwanaście prowincyj, od których i lud brał swoje nazwisko, gdyż sam siebie Prusakami nie nazywał (Narbutt Dzieje II, p. 155), jako to: Kulmia czyli ziemia Chelmińska, Pomezania t. j. prowincya nadgraniczna (Po-meżas), Pojeszania (po Jeszę rzekę), Warmia, Galindia, Natangia, Bartnia, Sudawia, Samlandia czyli Sambia, Nadrawia, Szalawonia czyli prowincya najdalej położona, (od wyrazu Szalin opodal), zamieszkała już przez Litwinów, równie jak i ostatnia Sudargia, (Narbutt II, 358, 369). Oprócz dwóch ostatnich prowincyj, gdzie jakośmy namienili, przemagała ludność litewska i ztąd kraj ten Litwą pruską był nazywany; we wszystkich innych żyli sami Prusacy, w tém od Litwinów i innych bratnich plemion różni, że najwięcej wpływu Gotskiego doznali i na wyższym nierównie byli stopniu cywilizacyi. Lud ten do którego dziejów najwięcej mamy pismiennych materyałów, długo będąc samodzielnym, w XIII wieku musiał uledz przemocy dumnych Krzyżaków, wszelkie stracił polityczne znaczenie, a nawet mowy ojców wyrzec się musiał, bo jej użycie uzuano mu za zbrodnię. Nic po nim nie pozostało, gdyż jego oszczątki zlały się z pruskimi Litwinami. Życzących bliżej poznać losy Prusaków, odsyłamy do historyi Pruss Voigta, jako najnowszego w tym przedmiocie dzieła, tudzież do Dziejów Litwy P. Narbutta T. III, p. 373 id. Teraz zaś cokolwiek obszerniéj zastanowimy się nad Jadźwingami którzy nas bliżej obchodzą.

III

ROZDZIAŁ III.

JADŹWINGI.

§ 5. Wywodem pochodzenia Jadźwingów (Jaczwingi, Jatwiagi, Jatwiezi) zajmował się nie jeden z naszych kronikarzy i dziejopisów. Starożytni Jazygowie, których Owidiusz znał jako zręcznych łuczników przy dolnym Dniestrze, gdzie ich również Ammian Marcellin osadza, (p. 392); których Strabon umieszcza na Ukrainie z prawej strony Dniepru, a Pliniusz (l. IV, c. 25), Florus (IV, 12) i Tacyt (Annales XII, 29, Historya III, 5) wychwalajacy ich jazdę, nad rzeka Tyssa; których wreszcie Ptolomeusz uważał za lud błędny (Metanastae, vagi) zajmujący swemi koczowiskami przestrzeń od morza Azowskiego po Tyssę i Tatry; Jazygowie mówię, przez podobieństwo swego nazwiska, dali powód, że od nich zaczęto wyprowadzać naszych Jadźwingów. Podług tego zatém wywodu, zajmowali oni pierwotne okolice między Dnieprem a Dniestrem, potém siedzieli między Dunajem a Tyssą aż do Karuntu miasta na granicy Węgier i Niemiec, zkąd po r. 377 ery chrześciańskiej, wyparci przez Hunnów się na północ i zajęli puste w owe czasy Polesie. Przyprowadziwszy tą drogą pod koniec dopiero IV wieku w nasze strony Jadźwingów, wpadają w sprzeczność sami z sobą gdy mówią, że Ptolomeusza geografa Kostoboki (pisał około r. 161 e. chrz.) i Juliusza Capitolina (pisał około r. 290 e. chrz.), Cestobohy, tak niby od sąsiednich Słowian dla czczenia wielu bogów nazwani i za czasów wzmiankowanych pisarzy, a zatem już w II i III wieku, na Polesiu nadbużańskiem żyjący, niczém inném nie byli tylko Jadźwingami (Naruszewicz Historya 1, 125; Narbutt Dzieje II, 166, 168), bo nawet między wyrazami słowiańskiemi Czestoboh i Jazycznik (bałwochwalca) a Jazwing czyli Jatwiag, upatrują pewne powinowactwo. (Narbutt 1. c. p. 170). Na poparcie swojego twierdzenia odwołują się do naszych kronikarzy, Kadłubka, Boufała i Kromera, z których pierwsi dwaj, Jadźwingów posiłkujących wraz z Prusakami Masława Mazowieckiego przeciw Polakóm, nazywają Dakami, jakoby dla tego, że z Dacyi w te strony przybyli; ostatni zaś bierze ich za Metanastów Ptolomeusza, pochodzących z Jazygibanu t. j. z ziemi Jazygów nad rzeką Tyssa leżącej, gdzie w oszczątkach do czasów autora znajdować się mieli. (Naruszewicz hist. IV, p. 82; Narbutt Dzieje II, p. 167). Wreszcie dodają, że ponieważ język Jadźwingów różnił się nie tylko od polskiego i ruskiego, ale nawet według ich mniemania, od języka litewskiego, przeto Jadźwingowie od Jazygów u Tacyta Jasiges Sarmatae nazwanych, pochodzący, do jakiegoś Scytyjskiego musieli należeć plemienia (Narusz. i Narbutt ll. cc.). Ależ godzi się zapytać, zkąd pewność, że i Jazygowie do plemienia Scytów należeli, zwłaszcza, że pod nazwiskiem Scytów i Sarmatów nie jeden rozumiano narod? Jeżeli więc Jadźwingi od Jazygów koniecznie mają pochodzić, równém prawem policzyłbym ostatnich do litewskiego rodu, jak inni usiłują ich podciągnąć pod zbiorowe nazwisko Scytów lub Sarmatów, a nawet większe podobieństwo do prawdy towarzyszyłoby takiemu twierdzeniu, kiedy się okaże, że Jadźwingowie byli istotnie pobratymcami Litwinów. Nie będziemy się sprzeciwiali i dawniejszym i nowszym pisarzóm naszym (choć wszystkiemu trudno dać wiarę), którzy Połowców jednego pochodzenia z Pieczyngami będących, chcieli i chcą uważać za szczep litewski, mowę im litewską przyznają (2) i nawet twierdzą, że się ten język dochować miał między Tatarami Cierkielskiemi czyli Białohrodzkiemi, z tej strony Oczakowa, przy ujściu Dniepra, aż do naszych czasów, (Kojałowicz Hist. 1, p. 25; Gwagnin Kronika lit. p. 3, tenże opisanie ziemi Ruskiej p. 30; Stryjkowski Kronika wyd. Bohom. p. 167; Narbutt Dzieje II, 157-165); lecz z drugiej strony, niech też i nam pozwolą uwolnić Jadźwigów naszych od niepewności rodu i opierając się na podaniu a niemal świadectwie Długosza, widzieć w nich naród jednoplemienny z Litwinami. Ten bowiem pisarz żyjąc w XV wieku (+1480) mógł mieć dokładną wiadomość o pozostałych i niezmieszanych jeszcze szczątkach tego narodu, które pod własném swojém nazwiskiem, a co większa w pogaństwie przetrwały w Litwie do XVI wieku. Jakoż wyraźnie Długosz powiada, że Jadżwingowie wielkie mają podobieństwo z pochodzenia, obyczajów, języka i religii z Litwinami, Prusakami i żmojdzią „Gens autem Jacvingorum natione, lingua, ritu, religione et moribus, magnam habet cum Lithvanis et Pruthenis et Samogitis, conformitatem, cultui idolorum et ipsa dedita“ (Kronika wyd. Lips. 1711 p. 394). Toż samo powtórzyli Gwagnin (Ks. II, p. 3; ks. III, p. 30, w tłóm. Paszkowiego) i Stryjkowski (p. 55 i 167). Najbliższe jednak podobieństwo według zdania niektórych, mieli Jadźwingowie z Sudawami Pruskiemi, (Henning de rebus Jazyg. p. 85). § 6. Różne są zdania dziejopisów naszych o rozciągłości siedzib Jadźwingów. Jedni obszerne zakreślają im granice, utrzymując, że przed XII wiekiem zaludniali całą przestrzeń od Buga (zapewne dolnego) do Bereziny i od Prypeci do Narwi; (Naruszewicz hist. IV 115) inni zaś powiadają, że właściwym krajem Jadźwingów było Polesie mazowieckie nad Bugiem dolnym z miastem Drohiczynem i Polesie słońskie, od tego miasta aż do granic pruskich (Narbutt Dzieje II, 171). Trzymając się ostatniego mniemania, jako więcej zgodnego z historycznemi o tym narodzie wiadomościami, uważać będziemy za kraj Jadźwingów przestrzeń ziemi, którą z południa ograniczał Bug od Brześcia litewskiego, do połączenia się z Narwią; od zachodu Narew, do ujścia w nią przy wsi Rus, Biebrzy, tudzież Prussy od których Jatwezya oddzielona była błotami Biebrzy, Lyki i Netty; od północy i wschodu Litwa, a od południa litewskie Polesie czyli dzisiejszy powiat Kobryński. Słowem z małemi wyjątkami, Jatwezya zajmowała więcej nawet, niż całe późniejsze Województwo Podlaskie, składające się z trzech ziem Drohickiej, Mielnickiej i Bielskiej, zjéj trzema powiatami Brańskim, Tykocińskim i Surazkim. Środek tego powiększéj części płaskiego (wyjąwszy okolice Mielnika i Drohiczyna) przerzynały Nurzec, Narew i Biebrza z wpadającemi do nich rzeczkami. Cały kraj, a szczególniéj okolice nadrzeczne, były pełne nieprzebytych błot i obszernych lasów, w czém nade wszystko i dziś jeszcze, odznaczają się brzegi Biebrzy, aż do połączenia się z Narwią, które dotąd nawet mało są zaludnione. § 7. Bardzo szczupłe są nasze wiadomości o charakterze, domowém życiu i stanie politycznym tego narodu. Zebrawszy jednak to wszystko, co się o Jadźwiugach w naszych i ruskich zachowało kronikarzach, będziemy mogli choć ogólne o nich powziąć wyobrażenie. Wszyscy się na to zgadzają, że Jadźwingowie należeli do najwaleczniejszych ówczesnych narodów północnéj Europy. Jak ich najazdy na Ruś i Polskę, dzikiém odznaczały się drapieztwem i z tego względu nader niemiłymi dla ościennych krajów byli sąsiadami; tak znown w obronie własnych siedzib, namiętne ich przywiązanie do kraju, narodowych swobod i pogańskiej wiary ojców, zamieniało dziką odwagę Jadźwingów w bohatérskie meztwo. Największą hańbą było uciec z pobojowiska, dla tego też nie raz woleli wszyscy zginąć, niż tył podać wrogowi. O nich to bowiem powiada Długosz a za nim Miechowita i Kromer, że taka ich była waleczność, iz:,,Nee pedem referre in bello, nec unquam pugnam etiam iniquam detrectare consveverant, nec noverant quidem terga vertere.“ Były zdarzenia, że nawet z przemagającym nieprzyjacielem, przez dni kilka w zaciętej umieli wytrwać walce, drogo przedając każdą piędź ziemi, z ktorej ustępować musieli, Nie obyczajem Jazygów konno i z lecz pieszo z oszczepem w ręku (Сулица u Latop. Wołyńskiego) z bliska nacierali na nieprzyjaciół, których niekiedy i kamieniami z procy zapewne puszczanemi, razić umieli. Nieodmawiali walki w otwartém polu, chetniéj jednak wybierali do boju, niedostępne miejsca śród bagien, lasów i porobionych zasiek, a na prędce i wozami umieli swoje obozy zasłaniać. Prócz tego są wzmianki, że w niektórych miejscach mieli i gródki warowne. Podzieleni na gminy lub włoście (Zlincy, Krysmiency, Pokiency i t. d.) pod wodzą oddzielnych naczelników, przez kronikarzy tytułem Książąt lub Carzyków zaszczyconych, w potrzebie łączyli się wspólnie. Znaczenie wodzów pod czas wojny, mogło być nie małe, lecz w pokoju zdaje się, że gminowładztwo przemagało, takie przynajmniéj powszechniéjsze jest w téj mierze mniemanie. Mamy jednakże ślad, że przedniéjsi z narodu, posiadali wioski, musieli więc mieć i poddanych, lecz czy z brańców, czy własnego ludu, nie wiadomo. Jadźwingowie nie byli narodem koczującym jak twierdzą niektórzy. (Narbutt Dzieje II, 174). Jeżeli bowiem morderczą wojną przez Mazurów, Polaków, Krzyżaków i Rusinów, nie raz ze swoich siedzib wypierani, zamienili się w tułaczów i w tym stanie, ostatniem ich schronieniem były głuche puszcze Zanarewskie, lub niedostępne Biebrzańskie błota, dopóki czynione, jak na dzikiego źwierza obławy, i z tych ostatnich kryjówek, nie wyparły ich do Sudawii lub Litwy; nie idzie zatém, aby Jadźwingowie przed ta epocha, stałych nie mieli siedzib. Owszem latopisiec Wołyński najbliższy owych czasów świadek, nie na jedném miéjscu, jak niżéj zobaczymy, wspomina o wsiach Jatwieżskich, o dworach ich książąt i gródkach warownych. O ostatnich mówi i Kadłubek (L. III, c. 19). Miast tylko nie mieli, dla tego też Książe Halicki Daniel zawierając z nimi pokój około r. 1259, między innemi warunkami i ten dołączył, aby miasta w swej ziemi budować zaczęli, któreby zapewne nieomieszkał swoimi opatrzyć załogami. Ponieważ widzimy, że Jadźwingowie mieli stałe osady wiejskie, przypuścić można, że rolnictwo, nie było im zupełnie obce. Lecz naród ciągle prawie pod bronią będący, rolnictwo pewnie uważał za dodatkowe, może wyłącznie brańcom zostawione zatrudnienie. Dogodniéj mu przeto było szukać wyżywienia w trzodach, łatwiej uprowadzić się mogących, w rybołówstwie i myśliwstwie. Jakoż pastwisk było obficie, rzeki rybne, a puszcze pełne źwierza. Jeszcze howiem w owe czasy ostępy i bory Podlaskie, żywiły niedźwiedzia, żubra, losia, jelenia, dzikiego konia (3), mnóstwo bobrów, kun i wiewiórek poszukiwane dostarczających futro. Przytém wosku i miodu mieli dostatkiem. Za skury więc i futra zwierząt, za miód, wosk i wreszcie srébro w rozbójniczych wyprawach, na sąsiadach zdobyte (4), nabywali Jadżwingowie od tychże sąsiadów, a szczególniej Rusinów, potrzebne sobie zboże (Karamzin hist. IV, p. 135, 136). Kronikarz Wołyński pisze, że pod czas wielkiego głodu r. 1279 na Rusi, u Lachów i Jadźwingów, ci ostatni prosili Włodzimierza Księcia Włodzimirskiego (na. Wołyniu) aby ich od głodu ratował i przysłał zboże na przedaż, za które obiecywali dać czego zechce: wosku, bobrów, czarnych kun, wiewiorek (biet) albo też srebra, i Włodzimierz istotnie Bugiem wysłał zboże z Brześcia, które jednak, gdy łodzie wypłynęły na Narew, Mazury pod Pułtuskiem zabrali, a statki zatopili. (Latop. Wołyński u Karamzina T. IV, nota 175, p. 79). §8. Najdawniejsza wzmianka o Jadź wingach zapisana w dziejach naszych, sięga r. 983. Pierwszym był Włodzimierz W. który szerząc podboje ku granicom Polski, dosięgnął wówczas nadbużańskich Jadźwingów i dał im uczuć przewagę swojego oręża. Wkrótce potém (r.) 1018) Bolesław Chrobry opanowawszy znaczny kawał Rusi nadbużańskiej, zagarnął oraz i część danniczej dotąd Ruskim Książętom Jatwiezii. Wszakże zabory te nie były trwałe, albowiem i Rus i Polska, ani całéj ziemi Jatwiezkiej pod swém panowaniem nie miały, ani tego ludu do dzikiej swobody przywykłego, w karbach uległości i posłuszeństwa utrzymać, a tém samém od rabowniczych wypraw, które szczególniéj Rusi dotykały, powściągnąć nie mogły. Trwalsze panowanie chciał sobie zapewnić w Jatwiezii Jarosław Włodimirowicz. Jakoż skutkiem jego pochodu r. 1038, było wyprowadzenie wielu Jadźwingów do Rusi, osadzenie kolonistami Ruskiemi nowozałożonych w tymże czasie miast, jako to: Drohiczyna, Mielnika, Brańska, a może i Bielska; opatrzenie Ruską załogą zbudowanych tamże warowni i odparcie reszty Jadźwingów ku Narwi i granicóm Galindyi. (Kroniki Nikon. i Woskr. u Karamzina T. II, p. 24, n. 35; Narbutt Dzieje II, p. 173, 175). Wreszcie między latami 1058 i 1060, zbrojno nawiedził Jatwiezją Książe Ruski Izjasław, którą przeszedłszy wpadł aż do pruskiej prowincyi Galindyi, zkąd nie mało brańców (Holjadów jak mówią Kroniki ruskie), wyprowadził do swych dzierżaw i nad rzeką Porotą osadził, gdzie ich r. 1147 za podniesiony hunt, oręż Xięcia Swiatosława Olgowicza do szczętu miał wytępić. § 9. Od powyższéj daty (r. 1060), z górą przez wiek cały, nie czytamy o nowych na Podlasie wyprawach. Być może, że Jadźwingowie doznawszy przewagi Rusinów, nie śmieli draźnić swoich sąsiadów i rzeczywiście jakiś czas w spokojności się zachowali. Wszakże pod koniec XII wieku, nowy ruch między nimi postrzegać się daje. Drohiczyn widzimy w ich ręku, a przynajmniej w ręku takiego namiestnika Xiążąt Ruskich, który stawszy się niepodległym wspólnie z Jadźwingami i Litwa, srodze dokuczać zaczął sąsiednim krajom (Kadłubek L. III, c. 19; Narbutt Dzieje II, 175). Takie więc napady wyzwały i Polaków i Ruś do zemsty. Naprzód Kazimierz sprawiedliwy, wyprawiwszy się r. 1193 na Jadźwingów, zdobył przez poddanie się Drohiczyn, popalił w dalszym trzydniowym pochodzie opuszczone włości i gródki i przyjął oświadczoną przez Polexiusa (Kadłubek 1. c. może Alexy u Narbutta Dzieje II, 176) uległość, dań i zakładników; lecz kiedy go w odwrócie śród błot i zasieków, oskoczyli Jadźwingowie, mężnie odparł wiarołomnych i na nowo mieczem i ogniem wszystko zaczął niszczyć. Wtenczas dopiero zupełném jakoby poddaniem się wybłagali pokój, a kraj przynajmniej do Nurca (bo niewiadomo czy daléj szła wyprawa), przez jakiś czas musiał zapewne zostawać pod polskiém zwierzchnictwem. Wkrótce potém i Roman Halicki (r. 1196 i 1197) ruszył przeciw Jadźwingóm i Litwie, którą był wyparł z Wołynia i wkroczył na Podlasie; lecz nieprzyjaciel schronił się do miejsc a Xiąże oprócz spalenia jednéj włości Jatwiezkiej, nic więcej nie zrobił: „Bieżasze w swoi twerdi a Roman pożeh wołost’ ich.“ (Kronika Kijowska pod r. 1196 i 1197). Po tych wypadkach musieli na początku XIII wieku i Xiążęta Mazowieccy pozyskać jakąś przewagę mad Jadźwingami, kiedy 1237 Konrad posiadał Drohiczyn i to miasto rycerzóm Dobrzyńskim w posiadanie oddał, a wódz jego Gothard dostawiał mu znamienitych z Jatwezyi brańców. (Gwagnin Ks. III, p. 31, w tłóm. Narbutt Dzieje III, 410-414). § 10. Między latami 1211 i 1253, Jadźwingowie dla oparcia się zaboróm Krzyżackim, zostawali w stosunkach z Litwa, Prusakami a nawet Pomorzem (Henning. Comm. d. reb. Jazyg. Voigt Gesch. Preus. B. II, p: 428 i d.; Narbutt Dzieje II, p. 178). W tychże czasach zapuścili swoje zagony wspólnie z Litwa na Ruś i do Polski. Tam wojując Alexandra Xięcia Włodzimirskiego, wdzierają się przez Wołyń aż do Uchania (r. 1211); tu zaś pomagając Konradowi Mazowieckiemu, przeciw Bolesławowi Krakowskiemu, ponoszą klęskę pod Suchodołem (r. 1243), w następnym roku palą Lublin, przechodzą Wisłę i niszczą to wszystko, co jeszcze po Tatarach do zniszczenia pozostało (r. 1244); nakoniec wpadłszy po trzeci raz do Polski (r. 1246) dopomagają Konradowi do zwycięztwa pod Jaroszynem. (Kronika Woskres. u Karamzina III, n. 134; Naruszewicz IV, p. 333, 334, 337 i d. Narbutt Dzieje IV, p. 44, 45, 103, 105, 107). § 11. Po tych wyprawach musiały zajść jakieś nieporozumienia, niespokojnego, jak wiemy, Konrada z Jadźwingami, a nawet wtargnienie do ich kraju, gdyż w r. 1250. wyzywał Wasilka Xięcia Włodzimirskiego do wspólnego działania, który jednak dla wielkich śniegów, od Nura wrócił się do domu (Karamzin IV, nota 45, p. 17). Wszelako nie długo potém (r. 1253 u Narbutta Dzieje II, p. 178’i d.), widzimy Jadźwingów choć na krótko w przyjaznych z Polską stosunkach. Mordercze wyprawy Krzyżaków, którzy w wytępieniu tego ludu, upatrywali własnego panowania nad Prusakami bezpieczeństwo, były zapewne powodem, iż Jadźwingowie z Galindami pruskimi, szukali r. 1253 opieki u Xiążąt polskich Bolesława Krakowskiego i Kazimierza Kujawskiego, na co się i Papież zgadzał, byleby wiarę chrześciańską przyjęli (Raynalda. 1253 n. 25); jakoż mówią, że w skutek tego, Ewangelia między tymi poganami rzeczywiście z pożytkiem zaczęła być głoszoną. Wkrótce jednak opuścił Jadźwingów Kazimierz, ustępując kraj ich cały Krzyżakóm, w zamian za połowę ziemi Robawskiej, której jednak nieotrzymał. (Traktaty przywodzi Narbutt II, 182). Znowu więc Jadźwingowie we własném męztwie i związkach z bratnią Litwą szukać musieli ratunku. Nie ustalili wprawdzie Krzyżacy swego panowania na Podlasiu, bo ich inne rozrywały sprawy, lecz Jadźwingowie w tychże czasach, równie niebespiecznego znaleźli dla siebie nieprzyjaciela w Danielu Xięciu Halickim, który idąc za polityką Jarosława, przez zajęcie ich kraju i zaludnienie ruskimi osadnikami, chciał stanowczo konice położyć, tylekroć ponawianym na kraje ruskie najazdóm. W opisaniu pochodów Daniela, trzymać się będziemy Latopisca Wołyńskiego. Nieraz wprawdzie mylną jest jego Chronologia, lecz szczegóły które nam zachował, są dosyć ciekawe i w żadnym innym kronikarzu nie wspomniane. § 12. Piérwsza wyprawa miała miéjsce mało co przed wpadnieniem Tatarów do Rusi południowéj, a zatém przed r. 1240. (Latopisiec kładzie r. 1248 cf. Karamzin IV, n. 45, p. 17). Okolice Ohoży i Buzowna były teatrem téj wojny. Wasilko dla połączenia się z Danielem we trzy dni przybył z Włodzimierza pod Drohiczyn. Kronikarz mówi, że w bitwie pod bramami tego miasta stoczonej, zginęło mnóstwo pogan i 40 ich Xiążat. Widać jednak, że jakieś zajść musiały okoliczności o których kronikarz zamilcza, kiedy dalszéj nie popierano wojny i w Jatwiezyą głębiej się nie zapuszczano. Miał jednak Daniel Jadźwingów na oku, bo przebywał w Drohiczynie, gdzie nawet r. 1246 pamiętną odbył koronacyą swoję na Króla Halickiego. Jakoż od poprzedniéj nierównie ważniéjsza nastąpiła wyprawa r. 1251. Daniel i Wasilko wezwali do wspólnego działania Xiążąt Semowita Mazowieckiego Bolesława Pudyka Polskiego. Wojska zebrały się w Drohiczynie, zkąd przez błota dostały się do kraju Jadźwingów. Po spaleniu przez Polaków piérwszéj wsi nieprzyjacielskiéj zaszła bitwa z Jadźwingami, która do samego trwała wieczora. Przy kim było zwycięztwo, nie wiemy, może tylko noc przerwała walkę. Z tém wszystkiém zaraz po bitwie wysłali Jadźwingowie Niebiasta, prosząc Daniela aby w pokoju odszedł a samych im zostawił Lachów; lecz skoro odmówną otrzymali odpowiedź, téjże nocy napadli na obronny oboz (ostrog) Polaków, przyświecając sobie rozpalonemi główniami. Mówi kronikarz, że pociski i kamienie jak dészcz leciały na ich nieprzyjaciół. Daniel za spalenie wsi rozgniewany na Polaków, niechciał zrazu pomagać Semowitowi, choć był proszony o podesłanie łuczników, potém jednak odparł szturmujących. Nazajutrz gdy Jadźwingowie ustępując spalili swoje wozy (kołomachy), którémi ich stanowisko było otoczone, Daniel z Bolesławem postąpili naprzód, lecz czynny i odważny nieprzyjaciel, uderzył tymczasem na Łazara, który z tyłu ciągnął z PoŁowcami, zabrał mu chorągiew i przymusił zwrócić się ku téj części wojska, którą dowodził Wasilko z Ziemowitem. Wszakże Jadźwingowie nie wahali się na wszystkich tych uderzyć i krwawą rozpoczęli bitwę (byst’ brań liuta), aż nakoniec wezwany Daniel przymusił ich cofnąć się do lasów. Po tylu zaciętych walkach, Daniel idąc za radą Jaszczelta czy Jaszczołta (może Jadźwing), zastanowił się dla odpoczynku przy rzece Narwi, a Jadźwingowie ustąpili za rzekę Olech. Xiąże Ruski sądząc, że dla tego uczynili ten odwrót, aby raczej w ciasnych, niż otwartych bronić się miejscach, przeszedł Żakę i wybrał się w okolice mniej leśne; wszakże i tu nieodmówili mu bitwy Jadźwingowie, chociaż, jak mówi kronikarz, wielu swoich stracili Xiążąt i w ostępach puszcz schronienia szukać musieli. Zwycięzcy, zapuściwszy się na drugi dzień w bezdrożne lasy ścigając uchodzących nieprzyjaciół, długo błądzili, aż nareszcie złapany Jadźwing, któremu darowano życie, wyprowadził ich z manowców; po czém Daniel przeprawił się przez rzekę Łuk (czy nie Lyk?), a spotkawszy następnego dnia Prusaków (Galindów lub Sudawów) i Bartów (tak zwanych od prowincyi Pruskiej Bartnii) idących na pomoc Jadźwingóm, pokazał im swoje wojsko w szysza- kach i tarczami opatrzone, co takie na nich miało zrobić wrażenie, jak pisze kronikarz, że zaniechali zamiaru i do domu wrócili. Po tém wszystkiém miał jeszcze Daniel oswobodzić wielu chrześcian nad rzeką Narwią (może branców na roli osadzonych); od Wizny zaś ruszył zupełnie do odwrotu. Cała więc korzyść z tak wielkiej wyprawy ta była, że Jadźwingów od granic Rusi, ku Prusóm i Litwie na jakiś czas odparł, zgoła nad niemi swego nieupewniwszy zwierzchnictwa. § 13. Tymczasem zatargi Daniela z Litwą dały wkrótce powód do nowéj z Jadźwingami wojny. Daniel bowiem korzystając z kłótni Mendoga W. X. Litewskiego ze swoimi krewnymi (Towciwiłem, Trojnatem i Dowmuntem) i szukając związkowych, między innymi i u Jadźwingów pozyskał r. 1252 za pieniądze, przyrzeczenie pomocy. Zrazu wspierali rzeczywiście Towciwiłła Jadźwingi (r. 1257 u Narbutta IV, 160, 161); lecz gdy ich sam Daniel do działania wyzwał (u Narbutta IV, 163, r. 1258; u Latop. Wołyń. r. 1255), nietylko pod pozorem wielkich śniegów nie ruszyli się z miejsca (5), ale nawet otwarcie chwycili się sprawy Mendoga. To było powodem, że Daniel naprzód sam z synem Leonem (r. 1255 K. Woł. r. 1258; Narbutt l. c.), a następnego roku z wielą innymi sprzymierzeńcami przeciw nim wystąpił (Narbutt IV, dodatek VI, p. 29). W pierwszej wyprawie spotkali Stekinta czy Stelinta Jadźwingów wodza, który opuściwszy dóm swój przez Daniela zajęty, w zasiekach bronić się postanowił. Ruszył więc przeciw niemu Leon, a chociaż go opuściła część Jadźwingów dotąd jeszcze z Danielem trzymających, zwyciężył jednak nieprzyjaciół, Stekinta z bratem jego zabił i broń ich, ojcu do domu Stekinta przyniósł. Po téj porażce Komat inny wódz Jadźwingów, ofiarować miał swą uległość zwyciężcóm, nie przyszło jednak widać do stanowczych układów, kiedy zaraz następnego roku Daniel z większą nierównie siłą, na zgnębienie Jadźwingów wystąpił. Oprócz trzech synów: Romana, Leona i Szwarna, byli z Danielem Xiążęta: Wasilko, Hleb i Izjasław Swisłocki, tudzież Ziemowit Mazowiecki i pomoc od Bolesława polskiego złożona z Sandomierzan i Krakowianów. Nie wiemy gdzie się zbierano, może znowu w okolicach Drohiczyna; kronikarz tylko mówi, że Daniel urządziwszy wojsko, wyprawił łuczników naprzód. Przewodnikiem był Jadźwing Aihut czy Aigut, któremu za to ocalenie jego wsi przyrzeczono. Leon pierwszy z nieprzyjacielem się spotkał i w pień wyciął mieszkańców wsi Wołdyhicz. Potém Daniel z Leonem odnieśli zwycięztwo we wsi Prywoszcza, gdzie i Xiąże strony przeciwnej zginął, a pokonawszy jak mówi kronikarz hardych Jatwiagów i Zlinców i Krismenców i Pohenców (ludy Jatwiazkie) złączyli się z Wasilkiem i Ziemowitem. Na drugi dzień spalono Tojsewicze, Burale i Rajmocze z Komata i Dara (?) zdobyto gródki (hrady) (6) i dom Stekinta czy Stelinta, a przyszedłszy do wsi Korkowicz, wzięto zdobycz, resztę płomieniom oddano. Trzeciego dnia przyjechał od Jadźwingów Jundziłł zapewne dla zgody, która jednak nie nastąpiła, bo wojsko Daniela poszło naprzód i téjże nocy stało na blotach i wyspach (może Narewskich). Tu dopiéro powtórne od Jadźwingów przybyło poselstwo, prosząc pokoju. Stanął więc układ, mocą którego obowiązali się Danielowi być na służbie, budować miasta w swéj ziemi i składać dań w czarnych kunach (sobole?) i białém, srébrze. Wreszcie kronikarz dodaje, że po Danielu żaden już z Xiążąt Ruskich nie wojował Jadźwingów. (Latop. Wołyń. u Karamzina hist. T. IV, not. 102, p. 35-39). Taki był koniec téj sławnej wyprawy, z której ściśle biorąc, nie wielkie odniósł Daniel korzyści, zwłaszcza, że w tymże czasie przez traktat zawarty z Mendogiem W. X. Lit. (r. 1258), przymuszony był odstąpić na rzecz Wojsiełka (syn Mendoga) i Litwy: Brześcia, Mielnika, Słonima, Wołkowyska, Grodna, Nowogródka i Bielska z ziemiami do tych miast należącémi, przyczém, dla trwalszéj zgody, syna swego Szwarna, z córką Mendoga ożenił (7). § 14. Tymczasem Jadźwingowie, jeszcze środ owych walk z Danielem, postanowili powtórnie szukać ratunku za Wisłą, i przyrzekając odstąpić bałwochwalstwa, oddawali się w opiekę Kazimierzowi Kujawskiemu. To ich poddanie się znowu zatwierdzone było Bullą Papiezką r. 1256 (Rajnold s. h. a. n. 14), a kronikarze mówią, że rzeczywiście hurmem chrzest przyjmować zaczęli, zwłaszcza gdy od Krzyżaków, na mocy dawniejszego z Kazimierzem układu, prawo do Jatwezyi roszczących, napierani, aż ku Wiśle usunąć się musieli. (Voigt. Gesch. Preus. B. III, p. 113, 114). Wszakże pomimo tego wszystkiego, powtórnie od Mazowszan zostali opuszczeni. Ich kosztem układał się zakon Krzyżacki naprzód z Kazimierzem Kujawskim a potém z Ziemowitem Mazowieckim. Stanął wreszcie traktat w r. 1260, w skutek którego szósta część Jatwezyi przypadła dia Mazowsza, a nad resztą mieli władać Krzyżacy. (Oryginał w tajn. arch. Królew. cf. Hennig Comm. d. reb. Jazyg., p. 45; Narbutt II, p. 186). Jadźwingowie z Galindami postrzegłszy, do czego układy, które się dość długo ciągnęły, zmierzają, nie czekając ich końca, połączyli się z wojskiem Daniela, Mendoga i Tatarami, pod wodzem Burundajem, i należeli do pamiętnéj r. 1259 na Polskę wyprawy (Stryjkowski p. 282; Naruszewicz V, p. 57; Karamzin IV, p. 75; Narbutt II, p. 170, 171); skoro zaś ów traktat zawarty został, tém bardziej jeszcze zniechęceni, zebrali się u dolnego Buga, i ztąd ciągłemi napadami Mazowsze i Polskę srodze trapić zaczęli. Takie najazdy wywolały zemstę Polaków. Jakoż Bolesław wstydliwy ze znaczném wojskiem, przebywszy Bug pod Zawichostem, wtargnał na Podlasie r. 1264. Nie dali na siebie czekać Jadźwingowie, piérwsi d. 23 Czerwca z dziwną ochotą do walki, na oboz uderzyli polski, lecz przy Polakach liczbą i porządkiem przemagających, zostało zwycięztwo. Kronikarze nasi mówią, że z przyczyny nadzwyczajnej w boju Jadźwingów zaciętości, bitwa ta w prawdziwą się rzeź zamieniła. Nawet straciwszy swego Xięcia Komata w pierwszych szeregach walczącego, żaden, zwłaszcza z przedniejszych, nie chciał szukać ratunku w haniebnéj ucieczce. Zapewne jedna z mogił Podlaskich, pokrywa tych walecznych kości, lecz która? nie wiemy. Zdobycz w trzodach i resztki w brańcach wyprowadzono za Wisłę, gdzie ostatnich przymuszono gwałtem do przyjęcia chrześciańskiej wiary. (Stryjkowski p. 290; Narbutt II, p. 187). § 15. Po tylu zaczepnych i odpornych wojnach, trawiących siły materyalne narodu, klęska przez Polaków zadana, była śmiertelnym dla Jadźwingów ciosem. Zmniéj- szeni w liczbie, odarci z mienia i nieprzyjaznymi otoczeni sasiady, żadnego już nieupatrywali bezpieczeństwa pod bokiem chrześciańskich narodów. W tak smutném zostając położeniu, niedbając o wiarę z potrzeby około 1256 r. przyjętą, zaczęli teraz dawne swoje opuszczać siedziby. Jedni z nich szukali schronienia u pruskich Sudawów, gdzie ich w r. 1283 prawie do szczętu wytępili Krzyżacy; drudzy zaś udawszy się w okolice bliższe granic Rusi litewskiej, garnęli się pod opiekę Wojsielka syna Mendoga, który im rzeczywiście do swéj śmierei (r. 1267) nieodmawiał opieki i wsparcia. (Narbutt II, 188; IV, 237, 238). Być nawet może, że już tam znalezli swoich rodaków, którzy dawniej opuscili byli Podlasie. W nadaniu bowiem Mendoga na rzecz Krzyżaków z r. 1253, między innemi czytamy, że im ustępuje:,,Denowe tota, quam etiam quidam Jetvesen vocant.“ Ma to być dzisiejsza wieś Dejnowo w Lidzkim powiecie na zachod od Lidy położona. (Cod. Dipl. Pomer. Dregera u Narbutta IV, dodat. V, p. 16, tenże VII, dod. IX, p. 70). Wszelako ta emigracya, całego od razu nie wyludniła kraju, musiało się jeszcze nie mało pozostać w nadbrzeżnych okolicach Narwi, jako najmniej zapewne dostępnych, kiedy jak wiemy r. 1279, chciał im Włodzimierz Xiąże Włodzimirski dostarczyć tą rzeką żądany zasiłek w zbożu (v. § 7). Lecz zbliżał się już czas w którym ostatecznie swą samodzielność stracić mieli Jadźwingowie, a tę zmianę w politycznym ich bycie, przypisać należy szczególniej Xięciu litewskiemu Narymuntowi, który zagarnawszy r. 1281 cale Podlasie, ziemię z narodem oddał bratu Trojdenowi z tytułem Xięcia Jatwiezkiego. (Narbutt III, p. 284, 285; w II, p. 188, kładzie autor ten wypadek pod r. 1268). Tu się właściwie konczy historya Jadźwingów, chociaż jeszcze o nich kilka razy i przed tą datą i później znajdujemy wzmiankę. I tak: r. 1269 łącznie z Litwinami rabują Kujawy (Długosz I, p. 786; Narbutt IV, p. 247); wr. 1278 z wodzem litewskim Syrpuciem, zwiedzają swoim obyczajem okolice Lublina. (Kron. Woł. u Karam. IV, nota 151, p. 67; Narbutt IV, 272). Nakoniec widzimy jeszcze Jadźwingów w wojsku litewskim, gdy Trojden zostawszy W. Xięciem, r. 1282 najechat Polskę. Mówią kronikarze nasi, że klęska którą Litwinóm z łupami do domu wracającym zadał Leszek Czarny (13 Października), gdzieś między Narwią a Niemnem, (P. Narbutt domyśla się, że koło Wasilkowa IV, 290), szczególniéj dotknęła Jadźwingów do upadłego obozu i łupów broniących. (Stryjk. p. 312, 313). Od zajęcia Jatwezyi przez Litwinów, historya tego kraju do r. 1569 czyli do ostatniéj unii, łączy się z dziejami Litwy, odtąd zaś Podlasie stanowiło osóbne Województwo, do Korony należące, lecz te czasy nie należą już do nas, bośmy tylko o Jadźwingach mówić chcieli. § 16. W kronikach naszych czytamy, że oszczątki Jadźwingów znikły z czasem w massie ludności Mazowieckiéj, Ruskiej, i Litewskiej (Gwagnin w Opisie W. X. Lit. ks. II, p. 4, tłómacz.). Nim to jednak nastąpiło, długo jeszcze niektóre ich osady, pod pierwotném swojém znane były nazwiskiem. Świadczy Stryjkowski (p. 181), że za jego czasów (wydał swą kronikę r. 1582) żyli Jadźwingowie około Nowogródka litewskiego, Rajgroda, Insterburga w Prusiech, nawet w Kurlandyi i Inflantach, dodaje wreszcie, czemu jednak trudno wierzyć, że byli i koło Nowogrodu wielkiego, gdzie ich Igawjanami zwa- no (8). Co większa nawet w bałwochwalstwie do połowy XVI mieli dotrwać wieku. Odkryty przez P. Narbutta choć defektowy napis przy Cerkwi w Skidlu (między Grodném a Szczuczyném), wyrźnięty cerkiewnemi literami na kawałku belki do siedzenia w babińcu położony, którego brzmienie następujące: “awnik barfołomej k. s. chreszczeniu p... pohan Jatweżow żywuszczych bez.... bożeho narożenia 1552 indykta..“ przekonywa nas, że w roku wzmiankowanym Bartłomiej zapewne paroch téj cerkwi chrzcił jeszcze pogan Jadżwingów (Tygod. Wileń. 1817, T. IH, p. 62, 63) (9). W dzisiejszym czasie tylko w nazwaniu niektórych miejsc, została jeszcze wyrażua po Jadźwingach pamiątka. I tak: w Lidzkim powiecie (b. Grodzieńskiej dziś Wileńskiej gubernii) między Szczuczynem i Kamionką są dwie wioski Jatwesk polski, z kościołem rzymsko-katolickim i Jatwesk ruski z cerkwią ruską. W powiecie Wołkowyskim (gub. Grodzieńskiej) o milę od Swisłoczy znajduje się takoż wieś zwana Jatwiesk (Narbutt II, 191). Podobnież w byłym obwodzie Białostockim dziś gubernii Grodzieńskiej, a mianowicic, w powiecie Białostockim u blot rzeczki Brzozowej, wpadającéj do Biebrzy nie daleko miasteczka Suchodoli są dwie wsi, wielki i mały Jaćwież. Może i wieś Kumiała wyżej miasteczka Korycina, niedaleko téjże rzeczki Brzozowej położona, niemniéj Kumiałka nad rzeczką tegoż nazwiska (obie w powie. Białostockim) i jeszcze wieś Kuzawa w powiecie Bielskim przy Kleszczelach, jako znaczenie swoje w mowie litewskiej mające (Kumiała klacz, Kuzawas barć) do osad Jatwiezkich niegdyś należały. Nadto: w powiecie Bielskim blisko miasta Brańska widzieć można bród na rzece Bronce wpadającej do Nurca, dotąd Kumatem czyli Komatem nazywający się, o którym podanie wyraźnie głosi, że to miano od Komata wodza Jadźwingów pochodzi. Prócz tego w b. powiecie Drohickim dziś Bielskim, jest osada szlachecka Jaszczołty, przypominająca nam nazwisko owego Jaszczołta, który się znajdował w obozie Daniela Halickiego, i mógł być Jadźwingiem (v. § 12). Co się tyczy wiosek Jatwiezkich, które, jak widzieliśmy wyżej (v. § 12, 13) wypisuje kronikarz Wołyński, z tych ani jednéj pomimo wszelkiego śledzenia nieudało się odkryć; zapewne więc tak zniszczone zostały, że nawet pamięć uroczyska zaginęla (10). Nakoniec dodadź tu winniśmy, że na całem Podlasiu, są rozrzucone znacznej wielkości mogiły, sypane wały i zamczyska, szczególniej po staréj drodze z Podlasia do Litwy, a nade wszystko w okolicach miasta Narwi, gdzie od wieków musiała być przez rzekę Narew przeprawa. Tradycye miejscowe, mieszając czasy i narody, niedostarczą dzisiaj pewnego wątku, do wyjaśnienia tych starożytnych zabytków, z których wszakże nie jeden może sięgać czasów Jatwiezkich (11). § 17. Widzieliśmy w ciągu naszego opowiadania, że Jadźwingowie nie raz wypierani byli z ojczystych siedzib swoich, póki się całkowicie a przynajmniej w większéj nierównie części do Prus lub bliżej granie właściwéj Litwy nie przenieśli. Opustoszałe po nich okolice, zajmowane były w różnych czasach przez nowych osadników. Południowe, bliższe Bugu strony Jatwezyi, już od wyprawy Jarosława, który, jakośmy wyżej wspomnieli (v. § 8), pierwszy na Podlasiu miasta zakładał, zaczęły się Rusinami zaludniać. Z czasem nie mało też Rusinów nasunęło się do tego kraju od Swisłoczy z litewskiej Rusi. Prócz tego są ślady, że z najdawniejszymi Ruskimi kolonistami, musieli w te strony przybyć i Połowcy, których nazwisko dochowało się do dziś dnia w kilku wsiach pogranicznych Brzeskiego powiatu (12). Mogło to nastąpić po r. 1223, gdy Połowcy od Tatarów z okolic dolnego Dniepra wyparci, szukali schronienia u Xiążąt Ruskich; jakoż często już odtąd widzimy ich wśród obozów mianowicie Xiążąt Halickich, którzy właśnie aż za Bielsk swoje rozciągali panowanie. (Karamzin III, p. 215). Z drugiej strony dostarczała Polska a nade wszystko Mazowsze, osadników Podlasiowi. Szczególniéj cisnęła się w te strony drobna szlachta, która korzystając z urodzajniéjszych od piaszczystego Mazowsza, gruntów, składała oraz zawsze gotową, do odparcia napadu milicyą. Pierwsze polskie kolonie miały się zaprowadzić po zwycięztwie nad Jadźwingami Bolesława wstydliwego w r. 1264. (Stryjkowski p. 291). Mogły jednak być już wcześniejsze osady, zwłaszcza, że Konrad Mazowiecki w r. 1237 posiadał Drohiczyn. Wyprawa Leszka czarnego, mogła się również przyczynić do pomnożenia osadników liczby (r. 1282). Jednakże w sto lat po ostatniej klęsce Jadźwingów, Podlasie, jak dzieje krzyżackie głoszą, nie bardzo jeszcze było ludném. Trzeba więc było czasu i pomyślnych okoliczności, trzeba było panowania Witolda, żeby śród głuchych puszcz Narwi, Biebrzy i Nurca, nowe się wznosiły wioski i zaludniały miasteczka, i, żeby się nareszcie obie ludności Ruska i Polska, z sobą zetknęły (13).

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…