Front matter
CZĘŚĆ II.
całość
CZĘŚĆ II.
dwu ostatnich częściach Henryka VI znać już dobitniej daleko rękę Szekspira, a choć one też raczej ze scen luźnych niż z obmyślanego następstwa wypadków się składają, choć konieczność historyczna więcej panuje nad niemi niż dramatyczna rachuba, czuć już tu mistrza, co myślą jedną przesnuł najróżnorodniejsze wypadki i charakterami je powiązał. Za życia jeszcze poety, część druga i trzecia wydane zostały osobno, bez pierwszej, i zwały się częścią pierwszą i drugą dramatu króla Henryka VI. — Ale wydanie to wykradzione, bez wiedzy autora wykonane, popsute, zmienione niegodziwie, dziś się może cenić chyba jako ciekawy dowód, czem się naówczas czytająca publiczność i teatra zadawalniały. Połączone te dwie części wydał Tomasz Millington, w roku 1594, jak się domyślają, z rękopismu spisanego ze słuchania przedstawień na scenie, dopełnionego nieudolnie. Współzawodnicy teatru Globus, nie mogąc dostać oryginału, nasyłali pisarzy na przedstawienia, którzy spisywali niedokładnie ustępy, jakie pochwycić mogli, i z notat tych, jako tako polepionych, drukowano sztuki dla małych teatrów. Millingtona wydania powtarzały się w latach 1600 i 1619, z dodaniem na tytule imienia Szekspira. Poprawniejszy text, z rękopismu autora ukazał się dopiero w wydaniu arkuszowem Heminga i Condella. Pierwotna edycya nosi tytuł: „Pierwsza część walki pomiędzy dwoma sławnemi domami Yorków i Lancastrów, ze śmiercią dobrego księcia Humphreya, (wygnanie a zgon księcia Suffolka, i tragiczny koniec dumnego kardynała Winchester, z pamiętnym buntem Jack’a Cade), księcia Yorku pierwsze pokuszenie się o koronę“. Co do wewnętrznej wartości, część ta tak niezmiernie przechodzi poprzedzającą, iż ich z sobą porównać, ani zestawiać niepodobna. Jak pierwsza tak i ta, jest bezwątpienia przerobioną z dawniejszego dramatu, ale poeta dojrzalszym był, gdy nad nią pracował i daleko śmielej sobie postąpił z pierwowzorem. Malon, którego popiera Hallam, oryginał ów pierwotny części drugiej przypisuje Marlowowi. Kollier sądzi że jest Greena. Narzekania te na plagiatorów, na przywłaszczycieli, które umierający w nędzy Green, jako testament po sobie zostawił, mogłyby się właśnie stosować głównie do przerobienia śmiałego przez Szekspira tej części drugiej Henryka VI. Kollier opiera się na jednym szczególe, który poniekąd usprawiedliwia przypuszczenie jego, iż Green był autorem dramatu. W wydaniu Millingtona 1595 roku wspomniony jest „Abradas książe macedoński“, którego Szekspir w wydaniu 1623 roku zmienił na „Bargulus’a, potężnego zbójcę morskiego, Illiryjczyka“. O tym zaś Abradasie nie słychać nigdzie więcej, oprócz dramatu „Płótno Penelopy“, w którym go Green wyprowadza na scenę. Czyimkolwiekbądź był ten Henryk VI, Greena czy Marlowa, pod ręką Szekspira przetworzył się on na dramat pełen życia i scen po mistrzowsku pojętych; król Henryk VI ze swą dobrocią, słodyczą, pobożnością i niedołęstwem; Małgorzata Andegaweńska ze swym charakterem namiętnym, gwałtownym, nieoględnym, występują tu w takich barwach, jakie im intuicya wielkiego poety nadać mogła. Twórcza tylko siła umie z drobnego rysu wysnuć całą a żywą postać, wskrzesić ją i spotęgować w kilku momentach całe jej życie. Nie mówiąc o innych pięknościach dramatu, z jakąż trafnością maluje Szekspir powstanie Cade’a i lud ów, któremu on przewodził. Po trzechset latach jeszcze się dziś w tem zwierciedle przeglądać mogą niedojrzałe tłumy. Jest to historya wiecznie prawdziwa! niestety! Nie byliżeśmy świadkami podobnych planów i programów za dni niedawnych? Dzieje zamknięte w tej części drugiej, ciągną się od roku 1445 do 1455; od wylądowania Małgorzaty Andegaweńskiej, do bitwy pod St. Alban’s. Była to pierwsza Lancastrów klęska, pierwsze Yorków zwycięstwo. Poeta dla odmalowania tem dobitniej całej okropności losu Gloucesterów, wciągnął ten, jako potrzebny mu dla dramatu, dawniejszy wypadek, obwinienie o czary i wyrok na księżnę Gloucester. Sąd na nią w istocie o lat cztery wyprzedził przybycie nowej królowej. Upadek zaś samego owego „dobrego księcia Humphrey’a“, jak go zowie tradycya ludowa, nastąpił później daleko. Obwinionego o zdradę stanu, parlament nakazał uwięzić. Później znaleziono go w łóżku umarłym czy też uduszonym poduszkami. Ten rodzaj śmierci naówczas dosyć był zwyczajnym, gdy chciano dopełnić morderstwa bez krwi rozlewu; Szekspir gdzieindziej się niemi posłużył. Tak samo uduszono Edwarda dzieci. O udziale w zabójstwie Gloucestera kardynała Beaufort wspomina tylko kronika Hall’a. Charakterystyka też jego zaczerpnięta z tego samego źródła. Niektórzy krytycy ustępowi z kroniki Halla przypisują, że poddał myśl do przedśmiertnego monologu kardynała; chociaż jest on innej treści. — Książe Suffolk, faworyt królowej Małgorzaty, po Gloucesterze opanował władzę całą, ściągając na siebie taką nienawiść, iż się ona przyczynić mogła do wyrobienia u ludu Gloucesterowi przydomku „dobrego“. Utrata francuskich zdobyczy, oddanie księstw Andegaweńskiego i Maine, łaski królowej uczyniły go znienawidzonym... Przypisywano mu wszystkie klęski, począwszy od samego królewskiego małżeństwa. Cała ta część jest jakby pasowaniem się z mściwą ręką nieuniknionego losu; klęski przychodzą jedna po drugiej, coraz nowe, coraz groźniejsze. Henryk VI przeciwko nim stawi tylko łzy, rezygnacyę i modlitwy; królestwo jego mącą u góry stronnictwa magnatów niespokojnych i władzy chciwych, dołem podmywają je fale buntu chłopskiego, który Szekspir odwzorował tak przewybornie, ze wszystkiemi zachciankami, rodzącemi się ze zbytniej niewoli. Malując Cade’a, Szekspir odgadł wszystkich jego potomków, komunistów i socyalistów, usiłujących świat odtworzyć tym niezmiernie prostym sposobem, ażeby wszyscy robili jak najmniej, a jak najwięcej używali. Dziedzic zwycięzcy pod Agincourt wiedzie żywot złożony z pasma utrapień i niedoli, traci posiadłości we Francyi, odpadają prowincye lenne, Normandya cała, w roku 1450 jedno Calais zostaje w ręku Anglików. Suffolk jest u władzy, jemu przypisuje Anglia klęski swe i straty, obwiniają go o zdradę, oskarżają o przedajność; królowa chcąc jego życie ocalić, łagodzi karę na pięcioletnie wygnanie. Ale na morzu chwytają go królewskie okręty i Suffolk pada ofiarą powszechnej nienawiści. Kilku majtków sądzi go i wyrok wykonywa. Śmierć Suffolka przyśpiesza gotowy już wybuch buntu chłopskiego pod wodzą Johna Cade’a, odegrywającego rolę Samozwańca. Cade udaje i przezywa się Mortimer’em, usiłując w ten sposób ściągnąć ku sobie mnogich rodu tego przyjaciół. W owej epoce cywilizacya nie kładła jeszcze tak wybitnych różnic pomiędzy klasami społeczeństwa; przebiegły i śmiały Cade, prosty rzemieślnik, mógł uchodzić za Mortimer’a. To powstanie ludu szczegółowo opisuje kronika Halla. Cade przyobiecywał ludowi uwolnienie od wszelkich podatków i danin, zupełną swobodę i t. p. Zebrane przez niego tłumy w początkach tryumfowały nad wojskami królewskiemi, pobiły wysłanego przeciw nim Stafford’a, a kraj cały taki paniczny strach opanował, iż król z dworem uciekł z Londynu do Kenilworth, a dla układania się z buntownikami wysłał arcybiskupa Canterbury i księcia Buckingham. Hall pisze: „Posłowie znaleźli Johna Cade’a w rozmowie trzeźwym, rozumnym w rozprawach, w sercu umiarkowanym, w przekonaniach niewzruszonym i namówić go nie mogli do rozpuszczenia swych wojsk, pókiby król osobą swą do nich nie przybył i na ich wymagania się nie zgodził“. Cade po ucieczce króla, wpadł do Londynu bezbronnego, gdyż w Tower tylko zostawiono załogę, i w zbroję Stafforda ubrany nazajutrz wjechał do City. Tu uderzył mieczem w stary kamień miejski, który na pamiątkę lat dawnych przechowywano i zawołał: „Mortimer jest miasta panem“. Padli ofiarą: Lord Sny ścięty bez sądu i Kromer. O ich dwu głowach wetkniętych na piki i zmuszonych całować się z sobą, wspomina kronika. Zwycięstwo tego motłochu pociągnęło za sobą rabunek i okrucieństwa. Cade ścinał i wieszał wszystkich, co mu się opierać śmieli. Mieszczanie londyńscy przywiedzeni do rozpaczy, rzucili się wreszcie do oręża, ale dany im za dowódcę z Tower, niejaki Gough, padł w potyczce na moście londyńskim i ledwie się udało dalszy pochód Cade’a powstrzymać, ograniczając go na zajętym południowym Tamizy brzegu. City ocalała. Tymczasem nadeszło przebaczenie królewskie wszystkim, którzy opuszczą Cade’a, i wojsko, jakby cudem, rozpraszać się zaczęło. Nałożono cenę na głowę buntownika, którego błąkającego się w ucieczce zabił szlachcic z hrabstwa Kent, Iden. Zaledwie to powstanie chłopskie uśmierzone zostało, gdy nowe skargi i narzekania wybuchły przeciwko faworytom królowej. Król się modlił — Małgorzata środkami surowymi usiłowała grożące odwrócić niebezpieczeństwo. Mianowanie naczelnym dowódzcą Somerset’a, który powrócił z Francyi, i znany był jako przyjaciel i pomocnik Suffolka, było hasłem nowego niepokoju. York, namiestnik irlandzki, skorzystał z tego usposobienia i chwili dla siebie przyjaznej, występując przeciwko rządom Somerseta i królowej, a w istocie jako pretendent do korony. Z nim szli najpotężniejsi panowie, magnaci, wassalowie, rodzina Nevilów, z którą York przez małżeństwo był połączony. Królowej wojska były słabe i nie przygotowane do stawienia im czoła; chociaż walka nie poszła w istocie tak szybko i łatwo jak w dramacie poety. Historya opowiada to nieco odmiennie; zwycięstwo Yorków przychodzi po dłuższym oporze królowej i jej stronnictwa, po upadku i podźwignięciu się Somerseta. Ta bitwa pod St. Alban’s, zbliżona została dla wymagań scenicznych, a poeta musiał jej nadać większe niż miała znaczenie, łącząc ją z bitwą pod Northampton o pięć lat późniejszą, gdzie ostatecznie dopiero rozbito wojska królowej. Pod St. Alban’s walczyło 2000 ludzi ze strony Lancastrów, Somerset, Buckingham, Northumberland, Clifford przeciwko 3000 ludziom Yorków i Nevilów. Gwałtowny napad Warwicka, po długiej walce, rozstrzygnął o zwycięstwie. Nadzwyczaj ciekawe jest porównanie wydania pierwotnego tej części Henryka VI, z późniejszem poprawionem przez Szekspira. Całe ustępy są powykreślane, zmienione, poprzerabiane, i Malone wyrachował, że z pierwszego textu w poprawnem zostało tylko 1771 wierszy, zmieniono 2373, dodano nowych 1899. Każde tu dotknięcie widoczną nosi cechę kunsztmistrza. W pierwszej edycyi, wygnany Suffolk kilku słowami zimnemi się żegna; w drugiej są one zupełnie zmienione, gorętsze i natchnione uczuciem głębokiem. Tam stoi tylko: „Więc biedny Suffolk dziesięćkroć wygnany: Raz jest przez króla, a dziewięć przez ciebie“. Sławna scena zgonu kardynała Beaufort tak się naprzód zarysowuje w kronice Halla: Kardynał woła na łożu śmierci: „Dlaczegóż mam umierać? ja, co tyle bogactw posiadam? Gdyby królestwo całe życie mi uratować mogło, jestem w stanie albo je przez politykę zdobyć, lub kupić za skarby moje. Pfe! Śmierć nie daż się przekupić? Czyż złoto już nic nie może?“ W pierwszem wydaniu: „Jak to? czyż (Gloucester) nie umarł w łóżku? a cóżem ja miał na to radzić? alboż to w mojej mocy, bym ludzi zmuszał do życia?... Przyjacielu! pójdź przynieś truciznę, którą mi przysłał aptekarz... A! patrzcie! widmo ks. Humphreya wstaje... patrzy mi w oczy... patrzcie! patrzcie! Przygładźcie mu włosy... Otóż znikło znowu... O! o! —“ W drugiem wydaniu:
„Wszak w swojem łożu umarł, gdzież miał umrzeć? Mogęż nakazać konającym życie?
Nie męcz mnie dłużej, całą wyznam prawdę. Co? żyje znowu? prowadź mnie do niego. By raz nań spojrzeć, tysiąc dam ci funtów. On źrenic nie ma, żwir wyjadł mu oczy. Przyczesz mu włosy, patrz tylko, jak wstają, Niby gałązki lepem namazane, Aby skrzydlatą moją schwycić duszę... Daj mi pić, rozkaż też aptekarzowi... Przynieść kupioną u niego truciznę...“
Gdy Warwick na polu bitwy ranny kona, zaklinają go, aby uchodził, ręcząc, iż zwycięzcą powróci; należy porównać, co odpowiada w dramacie Szekspira, a jak nieforemnie się tłómaczy w pierwszem wydaniu:
„Choćby tak było, nie uszedłbym przecie, Jak nie uchodzę teraz. Wszak Herkules Upaśćby musiał pod wrogów natłokiem. Te razy liczne, które we mnie biły, Liczniejsze jeszcze, któremim im płacił, Silnym mym członkom wszelką moc wydarły... I mimo wszystko śmierci uledz muszę“.
Podobnych zmian jest bardzo wiele, w scenie lady Gloucester z tłumem, Bolingbroka i Jourdain, w scenie gdy Gloucester żegna żonę, dla której nierównie jest surowszym, w końcu sceny wyświecenia lady Eleonory i t. p. W pierwszem wydaniu Gloucester jest zabity na scenie; przerobiona też bardzo pięknie scena, w której król omdlewa i t. p. Wszystkie te zmiany, ustępy całe, tok dramatu podnoszą go nierównie wyżej nad część poprzedzającą i w tej już udział Szekspira, a raczej autorstwo jego, żadnej nie ulega wątpliwości.
Król Henryk VI. Humphrey książę Gloucester (Gloster), jego stryj. Kardynał Beaufort (Bofor), Biskup Winchester, prastryj króla. Ryszard Plantagenet, książę Yorku.
Edward, | jego synowie.
Ryszard,
Książe Somerset, | ze stronnictwa króla.
Książe Suffolk,
Książe Buckingham,
Lord Clifford,
Młody Clifford, jego syn.
Hrabia Salisbury, | ze stronnictwa Yorków.
Hrabia Warwick,
Lord Scales (Skals), gubernator Toweru. Lord Say. Humphrey Stafford i jego brat Wilhelm. Sir John Stanley. Kapitan okrętu, Sternik, Majtek. Walter Whitmore (Huajtmor). Dwaj Szlachcice, uwięzieni z Suffolkiem. Herold Vaux (Wo). Hume (Hium) i Southwell (Susuell), księża. Bolingbroke, czarownik i Duch przez niego wywołany. Tomasz Horner, płatnerz i Piotr, jego czeladnik. Pisarz z Chatham. Mer z Saint Alban’s. Simpcox, oszust. Dwaj mordercy. Jack Cade (Ked), buntownik.
Jerzy, | z jego bandy.
John,
Dick,
Smith (Smiz), tkacz,
Michał,
Aleksander Iden, szlachcic z Kent. Małgorzata, żona Henryka VI. Eleonora, księżna Gloucester. Margery Jourdain (Żurdę), czarownica. Żona Simpcoxa. Panowie, Panie, Służba, Petycyonaryusze, Aldermani, Bedel, Szeryf, Oficerowie, Obywatele, Czeladnicy, Sokolnicy, Straż, Żołnierze, Posłańcy i t. d.
I.
CZĘŚĆ II.
AKT PIERWSZY.
SCENA I.
Londyn. Uroczysta sala w Pałacu.
(Odgłos trąb, później obojów. Wchodzą z jednej strony: król Henryk, książę Gloucester, Salisbury, Warwick i kardynał Beaufort; z drugiej; królowa Małgorzata prowadzona przez księcia Suffolka; York, Somerset, Buckingham i inni).
Królu, posłuszny danym mi rozkazom W chwili mojego do Francyi odjazdu, Abym poślubił księżnę Małgorzatę Jak pełnomocnik królewskiej osoby, W murach Tours, sławnem mieście starożytnem, W obec monarchów Francyi i Sycylii, Książąt Kalabryi, Burgundyi, Alençon I Orleanu, dwunastu baronów, I siedmiu hrabiów, trzydziestu biskupów, Danych mi zleceń wiernie dopełniłem. Teraz, pokorne zginając kolana, W obliczu Anglii, dostojnych jej parów, Przychodzę prawa moje do królowej W Waszej Królewskiej Mości złożyć ręce, Która jedyną jest rzeczywistością, Gdy ja jej wielkim byłem tylko cieniem. Równego daru nigdy markiz nie dał,
Ni król piękniejszej nie przyjął królowej. Powstań, Suffolku. Witaj nam królowo, Dać ci nie mogę czulszego zadatku Mojej miłości jak ten pocałunek. O, wielki Boże, co mi życie dałeś, Daj mi i serce wdzięcznością brzemienne! Dałeś mi bowiem z tem pięknem obliczem Świat błogosławieństw ziemskich duszy mojej, Jeśli sympatya złączy nasze myśli. Dobry mój panie, wielki królu Anglii, Długie rozmowy moje w wyobraźni, We dnie i w nocy, na jawie i we śnie, Przy mych modlitwach, na dworskich zebraniach, Z tobą, nad życie droższy mi monarcho, Dają mi śmiałość, aby cię pozdrowić Słowami, jakie mogę w mym dowcipie I w sercu szczęściem przepełnionem znaleźć. Jej blask zachwycił, lecz urok jej mowy, Słowa ubrane w majestat mądrości, Me oczy łzami szczęścia zalewają, Tak przepełnione serce me radością. Panowie, głosem wszyscy jednozgodnym Pozdrówcie miłość moją. (klękając). Niechaj żyje, Królowa, szczęście Anglii, Małgorzata! Dzięki wam za to. (Trąby). Lordzie protektorze, Oto przyjęte warunki pokoju Między monarchą naszym a Karolem Królem Francuzów, obowiązujące Na ośmnaście miesięcy następnych.
(czyta). Imprimis, stanęła umowa między królem Francyi, Karolem a Wilhelmem de la Pole, posłem Henryka króla Anglii, że tenże Henryk pojmie za żonę damę Małgorzatę, córkę Reigniego, króla Neapolu, Sycylii i Jerozolimy, i ukoronuje ją królową Anglii przed dniem trzynastym miesiąca maja. — Item, że księstwo Anjou i hrabstwo Maine będą opuszczone przez angielskie załogi a oddane królowi jej ojcu —
Co ci jest, stryju? Przebacz mi, mój królu, Lecz jakieś mdłości nagle mnie porwały, Ćmi mi się w oczach i nie mogę czytać! Więc skończ czytanie stryju Winchesterze.
(czyta). Item, stanęła następnie umowa między nimi, że księstwa Anjou i Maine będą opuszczone przez angielskie załogi a oddane królowi jej ojcu; ona zaś sama odbędzie podróż kosztem króla Anglii bez żadnego posagu.
Zgoda na wszystko. — Uklęknij markizie, Pierwszym cię księciem, Suffolku, mianuję, Ten miecz do twego przypasuję boku. Kuzynie York, uwalniam cię teraz Od obowiązków namiestnika Francyi, Aż minie termin ośmnastomiesięczny. Składam wam dzięki, stryju Winchesterze, Gloucesterze, Yorku, Somerset, Buckingham I Salisbury, i wszystkim wam razem Za mej królowej przyjęcie uprzejme. A teraz idźmy, i bez straty czasu Jej koronacyi przygotujmy święto.
(Wychodzą: król, królowa i Suffolk).
Parowie Anglii, ziemi tej filary, Przed wami całą mą wyleję boleść, I waszą boleść, boleść całej Anglii. Na toż poświęcił brat mój Henryk młodość, Odwagę, skarby i krew swoich ludów, Na toż za łoże twardą wybrał ziemię, Wśród mrozów zimy i wśród lata skwarów, Aby dziedzictwo swoje, Francyę podbić? Na toż poświęcił mądrość swą brat Bedford, Aby zachować podboje Henryka? Na toż wy także: Somerset, Buckingham, York, Salisbury, zwycięski Warwicku, Normandzkie pola krwią zlaliście waszą? Lub na toż stryj mój Beaufort, ja nakoniec,
Z całą królestwa tego radą mądrą, We dnie i w nocy, długiem rozmyślaniem, Ciągiem szperaniem szukaliśmy środków, Jak w posłuszeństwie kraj trzymać francuski? Na toż niemowlę Henryk był w Paryżu Koronowany, wrogom na przekorę, Aby prac naszych zmarniał dzisiaj owoc? Jakto? Więc wszystkie podboje Henryka, Czujność Bedforda, wasze bohaterstwo, I nasze rady przepaść dzisiaj mają? Parowie Anglii, hańbą jest ten pokój! Ślub ten fatalny! on waszą ćmi chwałę, Z ksiąg wymazuje pamięci imiona, Waszej dzielności zaciera napisy, Podboju Francyi rozwala pomniki, I wszystko niszczy, jakby nic nie było! Jakie znaczenie tej namiętnej mowy, Takiej goryczy w twojem domówieniu? Francya jest naszą i naszą zostanie. Byleśmy mogli w ręku ją utrzymać, Co mi się teraz zdaje niepodobnem. Nasz pan obecnie, Suffolk, nowy książę, Dał dobrowolnie księstwa Maine i Anjou Biednemu Reignier, którego tytuły Z chudą nie bardzo kwadrują kaletą. Na mękę Tego, co za wszystkich umarł, Kluczem Normandyi dwa te były księstwa — Lecz czemu płacze syn mój dzielny Warwick? Płaczę po stracie niepowetowanej. Gdyby nadzieja była odzyskania, Krewby lał miecz mój, a nie łzy me oczy. Toć ja dwa piękne księstwa Maine i Anjou Tą moją niegdyś podbiłem prawicą, A dzisiaj, miasta krwią moją kupione Z pokoju słowem do wroga wracają! Bodaj ten Suffolk sufokacyą zginął, Gdy splamił honor wyspy tej rycerskiej! Francyaby wprzódy serce me wydarła,
Nimbym podobne podpisał przymierze. Czytałem w dziejach, że królowie Anglii Zawsze w posagu wielkie brali summy, A król nasz Henryk własne daje ziemie, By pojąć żonę, co nic nie przynosi. Żart doskonały, jeszcze niesłychany, Całej piętnastej domaga się Suffolk Na jej podróży koszta i wydatki! Alboż nie mogła we Francyi pozostać I z głodu umrzeć, nim — Lordzie Gloucesterze, Zbyt w zapał wpadasz; taka była wola Króla i Pana. Lordzie kardynale, Myśl twą przenikam; nie moje to słowa Niechęć twą budzą, lecz moja obecność Miesza ci szyki. Skryty gniew wybucha, Dumny prałacie, na twojem obliczu Wściekłość twą czytam; gdybym dłużej został Znówbyśmy dawne odnowili kłótnie. Żegnam, parowie; dajcie mi świadectwo, Gdy mnie nie będzie, iż prorokowałem, Że w krótkim czasie postradamy Francyę (Wychodzi). I tak protektor z wściekłością odchodzi. Wiecie, panowie, że moim jest wrogiem, Co więcej, wszystkich was nieprzyjacielem, A niezbyt wielkim przyjacielem króla. Rozważcie teraz, że krwi swojej prawem Jest domniemanym korony dziedzicem. Gdyby w posagu Henryk wziął cesarstwo, Wszystkie bogate zachodu królestwa, I takby jeszcze znalazł powód żalu. Bądźcie więc baczni; nie dajcie się zwodzić Cukrowym słówkom; powtarzam: ostrożność! Bo choć mu motłoch sprzyja, choć mu daje Nazwisko „Humphrey, dobry książę Gloucester“, Choć klaszcząc w ręce wniebogłosy wrzeszczy; „Waszą książęcą mość zachowaj Chryste!
Dobrego księcia w opiekę weź, Boże!“ Mimo tych pochlebstw, wkrótce się pokaże, Jak niebezpieczny dla nas to protektor. Mażli się dłużej królem opiekować, Gdy król już dojrzał, by sam sobą rządził? Połącz się ze mną, kuzynie Somerset, A wszyscy razem z Suffolka pomocą, Łatwo Humphreya z siodła wysadzimy. Tak ważna sprawa nie cierpi odwłoki: Idę natychmiast do księcia Suffolka (Wychodzi). Chociaż nam duma Humphreya dolega I jego wielkość, kuzynie Buckingham, I kardynała z oka nie spuszczajmy. Bo nieznośniejsze jest jego zuchwalstwo Od pychy wszystkich książąt naszej ziemi. On protektorem będzie po Gloucesterze. Ty, Somersecie, albo ja nim będę, Mimo Humphreya, mimo kardynała.
(Wychodzą: Buckingham i Somerset).
Za śladem dumy wychodzi ambicya. Gdy oni gonią za własną wielkością, To my pracujmy dla publicznej sprawy. Nigdym nie dostrzegł, aby książę Gloucester Z drogi honoru szlacheckiego zboczył, Lecz częstom słyszał, jak dumny kardynał (Raczej rajtara wzorem nie kapłana, Tonem jakgdyby wszystkiego był panem), Klął jak poganin, a rządził się w sposób Niegodny władcy wielkiego narodu. Starego ojca podporo, Warwicku! Twe czyny, szczerość, twe domowe cnoty, Wszelkiego ludu zjednały ci miłość, Jesteś w ich sercach pierwszym po Humphreyu; Bracie Yorku, twe prace w Irlandyi, By tam ustalić porządek i prawo, Twoja waleczność na francuskiej ziemi, Gdy tam królewskim byłeś namiestnikiem, Dały ci w Anglii honor i powagę:
Dla publicznego połączmy się dobra, Wedle sił naszych zarzućmy wędzidło Na kardynała i Suffolka dumę, A na ambicyę księcia Somerseta I Buckinghama; wspierajmy Humphreya, Póki dla dobra kraju działać będzie. Niechaj Warwicka tak Bóg wspierać raczy, Jak on ojczyzny swojej szczęścia pragnie! York dla ważnych potwierdza to przyczyn. A dobrej sprawie pomóż, Boże! Amen. Amen, mój ojcze? Już Maine straciliśmy, Maine, które niegdyś Warwick szablą zdobył, Gotów był bronić, póki krwi mu stanie. Twe: amen, ojcze, Maine mi przypomniało, Które odzyskam, albo legnę z chwałą.
(Wychodzą: Warwick i Salisbury).
I Maine i Anjou oddane Francuzom, Stracony Paryż, a po tylu klęskach Na słabej nitce i Normandya wisi. Co przyjął Suffolk, dzisiaj potwierdzili Parowie Anglii; Henryk oddał chętnie Dwa piękne księstwa za piękną księżniczkę. Trudno ich ganić, bo cóż im to znaczy? Moje to ziemie trwonią a nie swoje. Jak łatwo szastać zdobyczą piratom, Kochanki albo przyjaciół kupować, Do ostatniego po pańsku żyć grosza! A niechaj głupi tymczasem właściciel Krwawe łzy leje, załamuje ręce, I głową kiwa i drży na ustroniu. Gdy oni jego dzielą się włościami, On woli umrzeć z głodu, niż wziąć swoje. Tak York siedzi i w język się kąsa, Gdy oni jego frymarczą królestwem. Zda mi się Anglia, Francya i Irlandya Tak są z mem życiem i krwią skojarzone, Jak z Meleagra niegdyś była sercem Fatalna głownia Altei płonąca.
I Maine i Anjou oddane Francuzom! Gorzka wiadomość, bom na Francyę liczył, Jak się spodziewam żyznych łanów Anglii. O swoje kiedyś York się upomni. Dziś się z Nevilów stronnictwem połączę, Zwiodę Humphreya udaną miłością, A gdy sposobna pora się nadarzy, Po moją własność, po koronę sięgnę, Bo to cel złoty, do którego strzelam. Praw mych Lancaster sobie nie przywłaszczy, W dziecinnej ręce berła nie utrzyma, Ani na głowie korony, do której Popie narowy niezdolnym go robią. Milcz więc, Yorku, aż godzina przyjdzie; Gdy inni drzemią, ty nie śpij, ty czuwaj, Ty myśl, jak stanu tajemnice zbadać, Czekaj, aż Henryk, swej miłości syty, Z młodą a drogo kupioną królową, Humphrey z parami Anglii się poróżni; Wtedy ja mleczną mą podniosę różę, Słodką jej wonią zaleję powietrze, Na mych chorągwiach wzniosę herb Yorków, Z domem Lancastrów bój na śmierć rozpocznę, By wyrwać berło z ręki bakałarza, Co popim rządem Anglię upokarza (wychodzi).
SCENA II.
Londyn. Sala w pałacu księcia Gloucester.
(Wchodzą: Gloucester i Księżna).
Czemu tak zgięty jak kłos zbyt dojrzały Gnie się pod darów Cerery ciężarem, Czemu potężny książę czoło marszczy, Jakgdyby świata łaskami pogardzał? Czemu wzrok spuszczasz, w to utkwiwszy oczy, Co twe spojrzenie zdaje się zachmurzać? Coś tam zobaczył? Czy Henryka berło
Wszystkiemi świata honorami strojne? Jeśli tak, ciągle chyl ku ziemi głowę, Dopóki na nią korony nie włożysz. Wyciągnij rękę, chwyć to chlubne złoto, Jeśli za krótka, moja ją przedłuży, A gdy ją wspólną uchwycimy pracą, Wtedy ku niebu podniesiemy czoła, I nigdy źrenic nie spuścim tak nizko, By ziemię jednem zaszczycić spojrzeniem. O Nelly, Nelly! jeśli kochasz męża, Raka ambicyi wygnaj z twoich myśli! Niech zła myśl pierwsza, która mnie podszczuje Na mego króla, mojego synowca, Będzie zarazem myślą mą ostatnią! Sen niespokojny wywołał mój smutek. O czem marzyłeś? powiedz; ja nawzajem Moich cię marzeń pocieszę weselem. Laskę tę, znamię mej dworskiej godności, Widziałem we śnie na dwoje złamaną, Przez kogo, nie wiem; ale mi się zdaje, Przez kardynała; na dwóch tych ułamkach Widziałem głowy Edmunda Somerset I księcia Suffolk, Wilhelma de la Pole. Co sen ten znaczy, Bóg wie chyba jeden. Znaczy wyraźnie, że kto się odważy W Gloucestera gaju uciąć sobie laskę, Głową za swoje zuchwalstwo zapłaci. Snu teraz mego słuchaj, drogi książe: Ja w westminsterskiej zasiadłam katedrze W koronacyjnem królów Anglii krześle, A Henryk, klęcząc z żoną Małgorzatą, Złotą koronę na głowę mi wkładał. Eleonoro, strofować cię muszę, Eleonoro, wyrodna niewiasto! Czyś nie jest drugą w królestwie kobietą, A ukochaną protektora żoną? Masz na rozkazy więcej świata uciech, Niźli ich możesz w wyobraźni znaleźć,
A przecież zdradę w myślach twoich kujesz; Czyliż chcesz siebie i małżonka strącić Z honorów szczytu w upodlenia przepaść? Precz stąd! Niech więcej twoich słów nie słyszę. Jakto, mój mężu, możeszli się gniewać Za to, że moje sny ci opowiadam? Odtąd sny moje dla siebie zachowam, By sobie takich oszczędzić wyrzutów. Gniew mój już minął i ty się nie gniewaj.
(Wchodzi Posłaniec).
Jego królewskiej mości jest życzeniem, Abyś pośpieszył, lordzie, do Saint Alban’s, Gdzie iść z sokołem na pole zamierza. Śpieszę. Czy chcesz mi, żono, towarzyszyć? Chętnie i wkrótce pośpieszę za tobą.
(Wychodzą: Gloucester i Posłaniec).
Za tobą! pierwsza bowiem iść nie mogę, Póki się twoja myśl tak nizko czołga. Ach! gdybym była księciem, krwią najbliższym, Znieśćbym umiała wszystkie te zawady, Moją wyrównać drogę ich głowami. Lecz choć niewiasta, na fortuny harcach Myślę odegrać należną mi rolę. Sir John! gdzie jesteś? możesz wejść bez trwogi, Jesteśmy sami i nikt nas nie słyszy. (Wchodzi Hume). Waszej królewskiej mości niech Bóg strzeże! Co mówisz? tylkom książęcą jest mością. Lecz bożą łaską a Huma radami Książęcy tytuł w królewski urośnie. Co mówisz, człeku? Czyś się już naradził Z Margery Jourdain, chytrą czarownicą, I czarodziejem Rogerem Bolingbroke? Czy mi usługę zechcą tę wyświadczyć? W twej obecności przyrzekli mi, pani, Wywołać ducha z ziemi bezdenności, Co na twe wszystkie odpowie pytania. To dobrze; moje pytania ułożę, A za powrotem z Saint Alban’s, bez zwłoki,
Pomyślim, jakby rzecz tę uskutecznić. Weź tę nagrodę, ze sprzymierzeńcami W tej ważnej sprawie uciesz się, mój księże.
(Wychodzi).
Księżniczki złotem Hume się ma ucieszyć? Więc hulaj duszo! Lecz baczność, sir Johnie! Niech z ust twych nic się oprócz cyt! nie wymknie, Bo tajemnica potrzebna tej sprawie. Płaci, bym do niej przywiódł czarownicę: Złoto jej dobre, choćby dyabłem była. Lecz złoto jeszcze z innych płynie brzegów; Nie śmiem powiedzieć, że z rąk kardynała I potężnego książęcia Suffolka. Jednak to prawda; bo podejrzywając Eleonory ambitne zachcenia Płacą mi drogo, żeby ją podkopać, I czarów szałem głowę jej zamącić. Mówią, że hultaj obrotny faktora Nie potrzebuje, ja przecie Suffolka I kardynała zostałem faktorem. Humie, ostrożność! boś gotów powiedzieć, Że to jest para obrotnych hultajów. Tak stoją rzeczy, i bardzo się lękam, Że księżna Huma utonie hultajstwem, A z jej upadkiem Humphrey także zginie: Cobądż wypadnie, mnie złoto nie minie (wychodzi).
SCENA III.
Londyn. Sala w pałacu.
(Wchodzą: Piotr i inni, z prośbami).
Mości panowie, trzymajmy się w gotowości, milord protektor wejdzie za chwilę, będziemy mu mogli wręczyć nasze supliki. Niechże go Bóg proteguje! bo dobry to człowiek. Błogosław mu, Chryste Panie!
(Wchodzą: Suffolk i królowa Małgorzata).
Zdaje mi się, że to on nadchodzi, a z nim królowa: będę pierwszy, to pewna. Cofnij się, waryacie, to książe Suffolk a nie lord protektor. Co tam nowego, przyjacielu? czy masz mi co do powiedzenia? Przebacz mi, milordzie, wziąłem cię za lorda protektora. (czytając adres). „Do lorda Protektora“. Zanosicie prośby do lorda protektora? Zobaczmy, o co idzie w twojej? Moja suplika, z przeproszeniem waszej królewskiej mości, jest to skarga na Jana Poczciwca, sługę kardynała, który mi zabrał dom, ziemię, żonę i wszystko. I żonę także? Jest się o co skarżyć, nie przeczę. — A twoja? (czyta). Cóż to? „Skarga na księcia Suffolka za ogrodzenie gminnych pastwisk w Melford“. Co się to znaczy, hultaju? Ach, jaśnie panie, jestem tylko biednym suplikantem w imieniu całej gminy. (oddając swoją suplikę). Skarga na mojego majstra, Tomasza Hornera za to, iż powiedział, że książę York jest prawym dziedzicem tronu? Co mówisz? Książe York powiedział, że on był prawym dziedzicem tronu? Że był mój majster? Nie, tego nie powiedział. Mój majster powiedział, że on był prawym dziedzicem tronu, a że król był przywłaszczycielem. Hola! (wchodzą słudzy). Weźcie tego człowieka, a wyślijcie natychmiast sierżanta po jego majstra. Rozpatrzymy się dokładniej w tej sprawie w obecności króla. (Wychodzą słudzy z Piotrem).
Wy, co pod skrzydłem lorda protektora Przyśliście szukać opieki, na nowo Nieście mu wasze pisane supliki (drze je). Precz stąd, urwisze! Odpraw ich, Suffolku. Zmykajmy! (wychodzą). Lordzie Suffolku, powiedz, toż jest zwyczaj, Toż jest bieg rzeczy na angielskim dworze?
Toż się nazywa rządem Wysp Brytańskich? To panowaniem króla Albionu? Zawszeż król Henryk zostanie studentem Pod surowego Gloucestera dozorem? Ja tylko będę królową z nazwiska, W rzeczywistości poddanką książęcia? Słuchaj, Suffolku, gdym cię w Tours widziała, Dla mej miłości w szrankach walczącego I dam francuskich kradnącego serca, Myślałam sobie, że podobnym tobie Był Henryk męstwem, grzecznością i duchem; On tylko myśli o świątobliwości, O swej koronce, swoich Zdrowaś Marya; Apostołowie jego rycerzami, A mieczem pisma świętego maksymy; Jego szrankami kaplica, kochanką Posągi świętych kanonizowanych. Niech go co prędzej wybierze konklawe I na papieża powoła do Rzymu, Ukoronuje potrójną koroną: To pobożności jego tytuł godny. Cierpliwość, pani! Jak byłem przyczyną, Że na angielską przyjść raczyłaś ziemię, Tak moją sprawą na tej znajdziesz ziemi Zaspokojenie wszystkich twoich życzeń. Prócz protektora, Somerset, Buckingham, Dumny kardynał York w ciągłych dąsach, Rządzą tu nami; najmniejszy z tych panków Większą od króla Anglii ma tu władzę. Najpotężniejszy z nich jednak nie może Przewodzić w Anglii więcej od Nevilów. Nie zwyczajnymi są parami Warwick I Salisbury. Ale wszyscy razem O pół mi tyle nie są dokuczliwi, Co dumna pani, żona protektora. W dam swoich kole na dwór występuje Nie jak księżniczka lecz jak cesarzowa;
Każdy ją obcy za królowę bierze, Bo na swym grzbiecie księstw nosi dochody, W sercu naszemu urąga ubóstwu: Czyliż się nigdy zemsty nie doczekam? Toć ta łajdaczka nikczemnego rodu W swych faworytów śmiała wyrzec kole, Że jeden ogon jej najgorszej sukni Droższy od wszystkich ziem był mego ojca, Nim mu za córkę dał Suffolk dwa księstwa. Już na nią rózgę lepem namazałem, A nasadziłem takiego wabika, Że sama spadnie, a nigdy nie wzleci, Aby cię dłużej, pani, niepokoić. Zostaw ją tylko na chwilę, a teraz Usłuchaj rady, którą dać się ważę; Do kardynała choć nie mamy serca, Z nim i z lordami musim się połączyć, Aż się nam uda obalić Humphreya. Ostatnia skarga nie wielką przysługę Księciu Yorku na dworze tym odda; A tak, kolejno, wszystkich wyplewimy, Aż ster szczęśliwy w twoje wpadnie ręce.
(Wchodzą: król Henryk, rozmawiając z Yorkiem i Somersetem; książę i księżna Gloucester, kardynał Beaufort, Buckingham, Salisbury i Warwick).
Rzecz to jest dla mnie bardzo obojętna, Wszystko mi jedno York czy Somerset. Jeśli we Francyi York źle się sprawił, To namiestniczej odmów mu godności. Jeśli Somerset nie wart jej dostąpić, Chętnie uchyli czoło przed Yorkiem. Nie o to idzie, książę, czyś jej godny Czyli niegodny, lecz York godniejszy. Lepszym od siebie zostaw głos, Warwicku. W boju nie lepszy ode mnie kardynał. Warwicku, wszyscy lepsi tu od ciebie. Może się Warwick czasów tych doczeka, W których najlepszym ze wszystkich tu będzie.
Skończ, synu. Powiedz, proszę, Buckinghamie, Czemu pierwszeństwa Somerset godniejszy? Czemu? Bo taka królewska jest wola. Król dość jest stary, by sam sąd swój wyrzekł. Nie rzecz kobieca sprawa tej natury. Jeśli dość stary, z jakichże powodów, Jeszcześ jest, książę, jego protektorem? Królestwa tylko jestem protektorem; Urząd mój złożę na jego rozkazy. Więc złóż; zuchwalstwu twemu połóż koniec. Od pierwszej chwili twego panowania (Bo któż jest królem tutaj oprócz ciebie?) Publiczna sprawa do upadku dąży. Delfin zwyciężył na francuskiej ziemi, A tu, parowie i angielska szlachta Niewolnikami władzy twojej byli. Lud zubożyłeś, a przez twoje zdzierstwa Schudła, ścieńczała kapłańska skarbona. Ubiór twej żony, pyszne twe pałace Do dna publiczny skarb już wyczerpały. Wszelkie granice prawa przekroczyło Twe okrucieństwo w karaniu występnych, I ciebie teraz pod sąd daje prawa. urzędów, sprzedaż miast we Francyi, Jeśli się sprawdzą nasze podejrzenia, Wnet ci bez głowy skakaćby kazała.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Król Henryk VI. Część II.
