Read here

Zasady ruchu współdzielczego

Wojciech Szukiewicz · 1905 · Free in the US

20,633 words · about 1 h 27 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1905 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Zasady_ruchu_współdzielczego&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Wojciech Szukiewicz
Language
Polish
Published
1905
Length
20,633 words · about 1 h 27 min
Sections
4 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (4)
  1. I about 15 min
  2. II about 20 min
  3. III about 35 min
  4. IV about 15 min

Continue:

I

Wśród zażartej, z najwyższą zapamiętałością prowadzonej walki o byt materjalny, wśród mroków kultury nowoczesnej, dyszącej zepsuciem i negacją wszelkich podstaw etycznych, na skraju horyzontu borykającej się o lepszą przyszłość ludzkości, jaśnieje wstydliwie i nieśmiało jutrzenka nowej ery w rozwoju rodzaju ludzkiego, szukającego wyjścia z tych manowców, na jakie od stu lat przeszło buńczucznie wkroczył w złudnem, niestety, przekonaniu, że udało się nam rozwiązać nakoniec zagadkę rzetelnego rozwoju zarówno jednostki, jak i całych grup społecznych. Brzask nowego dnia, piękniejszego od wszystkich dotychczas przeżytych, choć dalekiego jeszcze od upragnionego tego wieku ludzkości, rozprasza mroki, w których spowite są umysły i serca nasze, niepewne swych celów życiowych i dróg; zasada bezwzględnego i niczem nieograniczonego współzawodnictwa, która ziemię całą w jedno wielkie zamieniła pobojowisko, ustępuje zwolna, ale stale miejsca zasadzie solidarności wszystkich ludzi bez różnicy płci, rasy, narodowości, wyznania i klasy społecznej. Najpoważniejszych zadań kulturalnych nie rozwiązuje się przy pomocy prostych formułek, brzmiących pięknie, ale w istocie swych pustych i nie dających zapewnienia lepszej, a co ważniejsza sprawiedliwszej doli. Zagadnienia cywilizacji ludzkiej mogą być pomyślnie rozstrzygnięte tylko przy pomocy rzetelnych na dobrej woli i głębokiej wiedzy opartych dążnościach reformatorskich, obejmujących wszystkie dziedziny naszego życia, którego głównem i podstawowem hasłem powinna być solidarność, a liczne jej i prawdziwie imponujące, choć dla naszych celów nie zupełnie wystarczające przejawy w całej przyrodzie ożywionej, tej naszej wiecznej i niezawodnej mistrzyni. Człowiek dopóty nie zmieni się z bydlęcia roboczego w istotę ludzką, prawdziwie uduchowioną, dopóki całego swego życia i wszystkich stosunków swoich, zarówno prywatnych jak i publicznych, nie oprze na zasadzie solidarności, przejętej nie faryzeuszowską, lecz prawdziwą miłością bliźniego. Zasada solidarności powinna koniecznie przeniknąć wszystkie dziedziny naszego życia, pomiędzy innemi i sferę życia ekonomicznego, które obecnie może najbardziej przesiąknięte jest samolubstwem i krańcowem sobkowstwem. Idea solidarności w życiu ekonomicznem i oparcia procesu wytwarzania, jako też spożycia, na zasadach społecznych i etycznych, nie dzisiaj się zrodziła, lecz obecnie bodaj nastał dopiero czas jej coraz większego tryumfu i przenikania coraz bardziej w świadomość mas, wreszcie wszczepiania się jej niejako w serca i umysły wszystkich bez wyjątków pracowników na niwie ekonomicznej. Po szeregu prób, świadczących o niesłychanej żywotności tej idei, jako też o jej bezwzględnej sprawiedliwości i czystości etycznej, niezakrzepła w egoizmie część ludzkości przejawia coraz żywsze pragnienie wyzwolenia się z więzów zaciekłej walki o byt, w której marnieją najlepsze siły ludzkości, i wejścia na drogę wspólnej pracy dla wspólnego dobra. Ruch ten, choć jeszcze bardzo młody, posiada już swoją historję w różnych krajach kultury zachodniej, której przyjrzeć się trzeba koniecznie, pragnąc odnieść korzyść z doświadczenia innych, uniknąć popełnionych przez nich błędów i przyswoić sobie wszystkie ich drogo opłacone zdobycze cywilizacyjne. Dlatego też mając mówić o zasadzie solidarności w życiu ekonomicznem, noszącej miano ruchu współdzielczego, czyli kooperatywnego, musimy zacząć od przedstawienia w krótkości historji ruchu w Anglji, tej klasycznej ziemi kooperacji, ponieważ tutaj to ruch ten się zrodził, tutaj rozwinął, i tutaj do tej pory najbardziej imponujące wydał owoce. Początki ruchu współdzielczego w związane są z tak zwanymi „Pionierami Roczdalskimi“ i dlatego przedewszystkiem o nich kilka słów powiedzieć nam wypada.

Potężny dzisiaj i wielką przyszłość rokujący ruch współdzielczy wziął początek w dążności szczupłej garstki tkaczy, pragnących poprawy losu i podniesienia stopy zarobkowej; zgodnie z receptą niemiecką, która zyskała sobie tak wielkie uznanie na kontynencie Europy, robotnicy, chcący zyskać lepsze wynagrodzenie za swą ciężką pracę, uciekają się do pomocy zmowy czyli strejku, jakkolwiek zazwyczaj ta metoda walki nie prowadzi do pożądanego celu i pociąga za sobą ogromne straty materjalne i moralne dla klasy robotniczej. Powszechne niepowodzenie strejków powinno skłonić klasę pracującą do zerwania z tą zgubną metodą i do obejrzenia się wzorem Pionierów Roczdalskich za innym sposobem podniesienia swego bytu materjalnego na drodze spokojnego rozwoju ekonomicznego i , który nie przynosi nikomu szkody, a przeciwnie, przez wprowadzenie w życie ludzkie nowej wzniosłej zasady ekonomiczno-społecznej staje się przyczyną wielu wprost nieobliczonych korzyści na wszystkich polach ludzkiej działalności. Bardzo często dzieje się, że wielkie rzeczy mają małe, bardzo małe początki; lecz powstanie ruchu współdzielczego przechodzi pod względem swej skromności wszystko, co nam do tej pory dzieje ludzkie przedstawiają. Oto na schyłku r. 1843 zebrała się garstka biednych, wynędzniałych, pozbawionych chwilowo zajęcia i wygłodzonych tkaczy, w celu polepszenia swego nad wyraz smutnego losu. Przeświadczeni, że bez posiadania kapitału niczego zdziałać nie potrafią, postanowili przedewszystkiem zakrzątnąć się około nagromadzenia funduszu, któryby im pozwolił pomyśleć o jakiemś przedsiębiorstwie na własną rękę. Uchwalili tedy zbierać po dwa pensy (nieco więcej niżeli ośm kopiejek) tygodniowo, co przychodziło im jednak z wielką trudnością. Mimo to założyli , oparte na zasadzie obracania gotówką wyłącznie. Łatwo się domyśleć, że ośmiokopiejkowe składki miesięczne nie dawały możności zdobycia najskromniejszego bodaj kredytu, lecz nie to skłoniło naszych pionierów ruchu do przyjęcia tej zasady, lecz jedynie i wyłącznie względy natury etycznej. Rozumieli oni bardzo dobrze wszystkie złe strony kredytu dla każdego, a zwłaszcza dla ludzi biednych, i dlatego postanowili wykluczyć kredyt ze wszystkich swoich tranzakcyj. Na punkt ten dlatego należy położyć silny nacisk, ponieważ jest to jedna z podstawowych zasad całego potężnego ruchu współdzielczego, której zawsze i bez wyjątku przestrzegać należy, jeżeli się pragnie powodzenia tego ruchu i osiągnięcia wszystkich jego dobrodziejstw. Po za tem Pionierzy Roczdalscy ułożyli inne jeszcze zasady, które jako etycznie, społecznie i ekonomicznie zdrowe i do powodzenia sprawy zawsze niezbędne, na przytoczenie zasługują. Oto one w dosłownem swem brzmieniu: Zadaniem i celem stowarzyszenia jest zaprowadzenie urządzeń, mających na oku pieniężną korzyść i poprawę społecznych oraz domowych stosunków swych członków, za pomocą zebrania dostatecznej ilości kapitału, drogą udziałów, wynoszących po jednym funcie, a to w celu powołania do życia następujących przedsiębiorstw: 1) Założenie sklepu dla sprzedaży artykułów spożywczych, ubrania i t. d. 2) Zbudowanie, nabycie lub wzniesienie pewnej ilości domów, w których mogliby mieszkać członkowie, pragnący wspierać się wzajemnie w poprawie swych domowych i społecznych warunków bytu. 3) Rozpoczęcie fabrykacji takich przedmiotów, jakie towarzystwo uzna za potrzebne, a to dla dania zatrudnienia członkom, będącym chwilowo bez pracy lub ponoszącym szkodę wskutek powtarzającego się obniżania zarobków. 4) W celu dalszego zysku i ubezpieczenia członkowie towarzystwa nabędą lub wydzierżawią jeden lub więcej majątków, które będą uprawiane przez członków, znajdujących się bez zajęcia, lub źle i niedostatecznie za swą pracę wynagradzanych. 5) Jak tylko będzie można najprędzej, towarzystwo przystąpi do zorganizowania sił wytwórczych, spożycia, wychowania i rządu, czyli innemi słowy założy kolonję, opartą na zjednoczeniu interesów i będzie wspierać inne towarzystwa w tym samym kierunku działające. Wielkie te i daleko sięgające projekty zadziwiałyby nas w każdej grupie niezamożnych i niewykształconych robotników fabrycznych, a w danym wypadku muszą zadziwiać tembardziej, że Pionierowie nawet po zamienieniu składki ośmiokopiejkowej na dwunastokopiejkową, zdołali z wielkim trudem zgromadzić zaledwie 28 funtów czyli 280 rubli, i z tą skromną kwotą pieniężną zabrali się do zreformowania całego świata. Po najęciu lokalu i nabyciu za gotówkę całego urządzenia sklepowego, pozostało im zaledwie około 15 funtów czyli 150 rubli, stanowiących cały ich kapitał zakładowy. Mimo to poczynili zakupy i 21 grudnia 1844 r. rozpoczęli interes. Nie potrzeba dodawać, że spotkali się z pośmiewiskiem nietylko kupców i fabrykantów, lecz nawet wszystkich łobuzów miasteczkowych, którzy nadawali im różne przezwiska ubliżające. Początki więc były niezmiernie trudne i uciążliwe, i trzeba było obok wielkiej wiary w sprawę, oraz znacznego talentu społecznego i handlowego, aby pomimo wszystko, w czasie bardzo stosunkowo krótkim doprowadzić do tak wspaniałych wyników, jakiemi Pionierzy niebawem poszczycić się mogli. Powodzenie swoje zawdzięczają oni zarówno podstawom etycznym, na jakich interes swój oparli, jako też i okoliczności, że niebawem członkowie stowarzyszenia zaczęli na własnych kieszeniach odczuwać racjonalność i pożytek głoszonych zasad, wskutek czego ilość członków rosła, a wysokość kapitału powiększała się niepomiernie, dając możność rozszerzania interesu i oparcia go na niezachwianych podstawach finansowych. Nie trzeba jednakże zapominać i o tem, że aby zasady Pionierów Roczdalskich zostały należycie zrozumiane i , trzeba oświeconego i kulturalnego społeczeństwa, dla którego członków większą wartość przedstawiałoby to, że we własnym magazynie można być pewnym rzetelnego gatunku, dobrej wagi, uczciwej miary i obywatelskiego traktowania sprawy, polegającego na kupowaniu bez targu i na sprzedawaniu bez oszustwa, niżeli zyskanie kopiejki na funcie towaru, kupionego gdzieindziej, a to tembardziej, że korzyść ta jest tylko chwilowa i niepewna, a zawsze obliczona na stratę kupującego. Nad początkiem Pionierów Roczdalskich nie wartoby się może tak obszernie zastanawiać, gdyby nie to, że nieraz słyszy się u nas narzekanie na brak środków, jakie posiada zagranica, do prowadzenia takich samych przedsiębiorstw jak gdzieindziej; skromne początki Pionierów Roczdalskich i całego ruchu współdzielczego jasno wykazują, że jeżeli owa tak zawsze imponująca nam zagranica posiada środki, to właśnie dlatego, że zaczęła od niczego prawie i potrafiła nagromadzić wielkie skarby, czego nikt i nam nie broni uczynić. Wszak kooperacja przeznaczona jest właśnie dla ludzi ubogich i pozbawionych kapitału, którzy na drodze wzajemności, samopomocy i solidarności pragną zdobyć sobie jaki taki kapitał, aby oparłszy się na nim, zacząć samodzielną pracę handlowo-przemysłową. Przykład Pionierów powinien nas zachęcić do podjęcia odpowiednich usiłowań w celu stworzenia własnego kapitału, do czego na drodze solidarności i kooperacji napewno dojdziemy. Trzeba tylko rozumieć zasadę, ściśle w praktyce ją stosować, ani włos od niej nie odstąpić, odpowiednio do naszych rodzimych warunków zmodyfikować, a niezawodnie osiągniemy takie same, a może i piękniejsze wyniki, posiadamy bowiem wszelkie dane po temu, aby stać się społeczeństwem handlowo, przemysłowo i kulturalnie od zagranicy całkowicie niezależnem. Bieda i niedostatek są źródłem i najsilniejszą dźwignią ruchu współdzielczego; a my przecie cierpimy na chroniczną biedę i ciągły niedostatek na wszystkich polach naszego życia narodowego, to też powinniśmy uchwycić się kooperacji, jako niezawodnego środka do wytworzenia własnego kapitału i wyzwolenia się z niewoli ekonomicznej naszych, dalej pod tym względem posuniętych sąsiadów; kooperacja wszystkich warstw i klas naszego społeczeństwa, zorganizowanego do walki z obcym przemysłem i handlem, powinna zamienić nas w krótkim czasie na lud zamożny i samodzielny, który od obcych niewiele zapożyczać, a przeciwnie, mnóstwo im jeszcze udzielać będzie. Wielki interes budzi dalszy rozwój sklepu roczdalskiego, który tylko w jego głównych stadjach przedstawić tutaj możemy: w krótkim czasie zarząd postanowił zebrać całych 1,000 funtów, czyli 10,000 rubli w postaci jednofuntowych (czyli dziesięciorublowych) udziałów. Każdemu członkowi wolno było posiadać cztery udziały, nabyte w braku pieniędzy nie za gotówkę, lecz na raty tygodniowe dwunastokopiejkowe, po uprzedniem złożeniu zaliczki w kwocie 50 kop. Obok tego wszystkie przypadające członkowi zyski z kupna musiały być póty , póki nie zebrała się potrzebna kwota czterech pełnych udziałów. Szczegół ten należy dlatego podkreślić, ponieważ widać z niego, w jak łatwy sposób człowiek zupełnie ubogi może się stać członkiem zrzeszenia i właścicielem drobnego kapitaliku, który mu stale procent przynosi i wszelkie zyski ze stowarzyszenia ciągnąć pozwala. Gdyby ta zasada nie została przyjęta i w życie wprowadzona, kooperacja nie mogłaby objąć tych ludzi, dla których właśnie jest przeznaczona i którzy najwięcej dobrodziejstwa jej ocenić są zdolni. Na niezmierną skromność początków całego ruchu wskazuje i to, że sklep był pierwotnie otwarty tylko w pewne dni i to zaledwie na kilka godzin, ponieważ członkowie pełnili w nim naprzemian służbę bezpłatnie; dopiero zwolna zaczęto go otwierać co dnia i na cały dzień, gdy zwiększony ruch pozwolił utrzymywać płatnych sprzedających. Z początkiem ruchu współdzielczego związane są najrozmaitsze sprawy, nie mające żadnego ścisłego związku z i przemysłem w zwyczajnem tego słowa znaczeniu, lecz ściśle z niemi związane, o ile się je pragnie oprzeć na gruncie społecznym i etycznym. Wobec panującego w Anglji sekciarstwa religijnego, wyłoniła się niebawem kwestja różnicy wyznaniowej pojedyńczych członków zrzeszenia; lecz jak we wszystkich innych sprawach tak i w tej, tak bardzo doniosłej, Pionierowie Roczdalscy dali dowód wielkiego rozumu i zmysłu oraz wyrobienia społecznego, ponieważ postanowili usunąć z zakresu spraw wspólnych kwestje wyznaniowe, uznając je za czysto prywatne i pozostawiając je sumieniom swych członków. Nie będzie na więc dziwić, że jeden z kongresów kooperatywnych, który odbył się w Londynie, uchwalił, co następuje: „Zważywszy, że zrzeszenia współdzielcze obejmują ludzi, należących do wszelkich wyznań i stronnictw politycznych, postanawiamy jednogłośnie, że kooperatyści, jako tacy, nie podlegają żadnym różnicom na zasadzie swych , niereligijnych lub politycznych tendencyj.“ Uchwała ta w zasadzie rozumna i sprawiedliwa posiada niezmierne znaczenie praktyczne nietylko w Anglji, ale wszędzie, a nawet i u nas, gdzie antysemityzm, dajmy na to, chętnie wciska się w najrozmaitsze dziedziny naszego życia, fałszując najrzetelniejsze formułki życiowe i wypaczając pojęcia społeczne. Z powyższego wynika, że osobliwość, jakiej dokazali Pionierzy Roczdalscy, polega na tem, iż potrafili różnić się pomiędzy sobą bez ostatecznego poróżnienia się, umieli nie zgadzać się, a jednakże nie rozstawać się z sobą; zdołali nawet nienawidzić się czasami, a pomimo to iść ręka w rękę. Ta osobliwa a rzadka niestety zdolność dokonała tego, że wspólna idea ekonomiczno-społeczna złączyła najrozmaitsze elementy w jednolitą całość i wydała tak piękne i tak zbawienne owoce. Wielokrotnie słyszy się powtarzane twierdzenie, że Pionierowie Roczdalscy byli chyba ludźmi z innej ulepionymi gliny, niżeli wszyscy zwyczajni ludzie; paradoks ten posiada ogromne cechy prawdopodobieństwa, gdy się zważy, iż garstka ubogich i nawpół zagłodzonych tkaczy potrafiła stworzyć nietylko nową teorję i praktykę ekonomiczną, ale zarazem nową teorję i praktykę społeczną. Przed wystąpieniem Pionierów nikomu nie przychodziła na myśl możliwość łączenia z sobą dwóch tak pozornie sprzecznych rzeczy, jak handel i przemysł oraz praca społeczna; to też Pionierowie Roczdalscy mają niepożytą zasługę wykazania czarno na białem, że pomiędzy temi dwiema pozornie tak dalekiemi dziedzinami życia istnieje bardzo silny związek, i że o pomyślnym rozwoju wtedy tylko marzyć można, gdy się obydwa procesy społeczne jak najściślej połączy i na podstawie etycznej utrwali. Sklep Pionierów zaczął bardzo wcześnie być miejscem zebrań członków zrzeszenia, którzy roztrząsali nietylko sprawy handlowe, ale wszystkie, jakie się w danej chwili uwadze zgromadzonych nasuwały; ponieważ zaś wszyscy byli sobie równi, przeto panowała swoboda w wypowiadaniu opinji, co przyczyniło się w wysokim stopniu do wyrobienia umysłów; w ten sposób sklep wywierał nietylko wpływ ekonomiczny, ale i społeczno-edukacyjny, co wogóle o ruchu współdzielczym jako takim z całą sprawiedliwością powiedzieć można. Nie należy przypuszczać, że przedsięwzięcie Pionierów nie spotykało się zgoła z żadnemi trudnościami i że im absolutnie wszystko szło, jak po maśle; przeciwnie, zdarzały się w samych początkach kilkakrotnie przykre i groźne przesilenia, które mogły bardzo łatwo obrócić w niwecz wszystkie najlepsze usiłowania; lecz uczciwe i szlachetne postępowanie Pionierów okazało się dostateczną ochroną przeciwko kryzysom, z których interes wychodził nietylko zupełnie czystym, ale nawet czystszym i mocniejszym, niż poprzednio. Przesilenia były bardzo różnej natury, a wykazały one, że jednym z najważniejszych funkcjonarjuszów sklepu spożywczego jest zdolny i w zawodzie swym obznajmiony nabywca towaru; jeżeli ten bowiem na rzeczy się nie zna, najlepsze chęci i największa uczciwość nic nie pomogą. Niezdolny kupujący może najlepiej materjalnie stojący sklep w bardzo krótkim czasie zupełnie zrujnować, ponieważ nikt złego i nieodpowiedniego towaru kupować nie zechce. Zdawałoby się, że jest to tak prosta i zrozumiała prawda, iż nie potrzebuje wcale szczególniejszego nacisku ze strony teoretyków ruchu; tymczasem, niestety, tak nie jest, a smutna historja bankructwa z powodu nieudolności w zakupach powtarza się ciągle i wszędzie tam, gdzie jeszcze społeczeństwo na tym punkcie doświadczenia nie nabrało. Nie potrzeba wskazywać palcami, aby udowodnić, że to samo zupełnie dzieje się i u nas, i kto wie, czy wielką przesadą byłoby twierdzenie, iż jeżeli na naszym rodzimym gruncie zrzeszenia spożywcze przyjąć i rozwinąć się nie mogą, to wina spada na brak sił fachowych, których nie umieliśmy sobie do tej pory wyrobić i odpowiednio wykształcić. Zarówno w Warszawie, jak i na prowincji sklepy spożywcze wegetują lub , nie z powodu nieuczciwości, lecz jedynie i wyłącznie z przyczyny nieudolności funkcjonarjuszów, a zwłaszcza nabywców towaru. Na ten punkt nigdy nie można kłaść dostatecznie silnego nacisku, ponieważ lekkomyślność na tem polu prowadzi do bankructwa idei samej, bezwątpienia doskonałej i kryjącej w sobie zaród wielkiej i wspaniałej przyszłości. Zawsze należy pamiętać o tem, że pomimo wszystko, zasługa ruchu współdzielczego i wszelkich zrzeszeń kooperatywnych polega nie na ulepszeniu metod handlowych jedynie, lecz raczej na ich umoralnieniu, jako też na uszlachetnieniu stosunku pomiędzy kupującym a sprzedającym. W zwyczajnych warunkach kupiec i nabywca pozostają z sobą w antagonizmie, gdy tymczasem w sklepie współdzielczym sprzedający i kupujący są sobie wzajem przyjaciółmi, ponieważ z jednej strony niema oszustwa, z drugiej—niedowierzania. Tłumy skromnych robotników, którzy przedtem nigdy nie mogli dostarczyć swym żołądkom zdrowego pokarmu, których obiad składał się z fałszowanych artykułów spożywczych, których obuwie rozłaziło się w błocie o cały miesiąc za prędko, których ubranie było bardzo lichego gatunku, i których żony ubierały się w perkal, nie dający się wcale prać, obecnie czynią w Anglji takie same zakupy, jak miljonerzy, a co się tyczy rzetelności i czystości artykułów spożywczych, to żyją jak lordowie. Nic w tem dziwnego, ponieważ tkają oni swe własne materjały, szyją sobie sami obuwie i ubrania, wreszcie mielą własne zboże; kupują najczystszy cukier, jako też najlepszą herbatę, wreszcie mielą własną kawę. Robotnicy ci prowadzą do własnych rzeźni najpiękniejsze bydło opasowe. Kiedyż to zwyczajny system kupieckiego współzawodnictwa dostarczył biednym ludziom podobnych dobrodziejstw? Razem z poprawą położenia ekonomicznego nastąpiła też znaczna poprawa i położenia moralnego oraz społecznego. Członkowie towarzystwa wstrzemięźliwości w Roczdalu przyznają, że istnienie sklepu przyczyniło się daleko więcej do powodzenia ich sprawy, niżeli poprzednie usiłowania agitacyjne. Mężczyźni, którzy nigdy przedtem nie wiedzieli, co to znaczy być bez długu, i kobiety, które w ciągu całego swego życia nie miały nigdy szeląga w kieszeni, posiadają obecnie dosyć grosza na to, aby wznosić sobie własne domki, jako też udawać się co tydzień do własnego sklepu z kieszenią pełną monety; w sklepie tym zaś niema braku zaufania, niema oszustwa, niema fałszu, ani też niestałych cen, cała atmosfera jest przesiąknięta uczciwością. Sprzedający nie wyprzedzają się w pośpiechu, nie używają podstępów, nie pochlebiają klijentom. Nie mają oni w tem żadnego interesu. Jedynym ich obowiązkiem jest dać dobrą miarę, uczciwą, pełną wagę i czysty towar. Niemoralność zwyczajnego handlu i wszystkich związanych z nim sprawek jest tak oczywista, że dziwić się należy, iż ludzie tak uporczywie i tak wytrwale obstają przy dawnych, przestarzałych i niespołecznych oraz nieetycznych metodach, skoro chwycenie się metod społecznych, etycznych i ekonomicznie jest dzisiaj tak łatwe, skoro droga już wskazana i przetarta, a doświadczenie innych może nam służyć jako niezawodna wskazówka. Co do nas, to nawet wiadomości o takich formach handlu uspołecznionego jeszcze nie dotarły do umysłów mas narodu i dlatego obowiązkiem naszym jest szerzyć przedewszystkiem wiadomości z zakresu teorji kooperacji, aby zachęcić ogół do czynienia prób na własnym gruncie, prób pomyślnych i do reformy naszego życia prowadzących. Pionierowie Roczdalscy na każdym kroku zaznaczali swoje społeczne i etyczne stanowisko, co właśnie stanowi ich wyższość oraz ich niepożytą zasługę. Na kongresie kooperatywnym, odbytym w roku 1855, uchwalono co następuje: 1) Że społeczeństwo ludzkie jest ciałem złożonem z wielu członków, których istotne interesy są całkowicie identyczne. 2) Że prawdziwi pracownicy powinni być towarzyszami pracy. 3) Że procesem wymiany musi kierować zasada sprawiedliwości nie zaś samolubstwa. Powyższa zasada znajduje pomiędzy innemi wyraz i w tem, że wszyscy robotnicy, zajęci w jakimkolwiek interesie, założonym i prowadzonym na zasadach współdzielczych, mogą być i czasami bywają członkami interesu, którego czyste zyski i pomiędzy nich są sprawiedliwie rozdzielane. Ruch współdzielczy, zapoczątkowany tak szczęśliwie przez Pionierów Roczdalskich, przyczynił się nietylko do podniesienia stanu robotniczego w jego własnych oczach, ale co ważniejsza i w oczach tak zwanych pracodawców, którzy obecnie poczuwają się do obowiązku przyznawania klasie robotniczej tych samych praw ludzkich, jakie uważają za swoje własne najcenniejsze dziedzictwo. Do przeszłości należy już przesąd, że tylko bieda zniewala ludzi do pracy; wskutek tego pracodawcy nie obawiają się wcale zamożności i dobrobytu robotnika, o który nawet, przeciwnie, zaczynają dbać coraz częściej. Dobre urządzenia fabryczne i zdrowe oraz wygodne a nawet ładne domy robotnicze stały się obecnie przedmiotem dumy i ambicji wielu fabrykantów angielskich, którzy przekonali się, że ich dobra wola względem robotnika nietylko nie wyszła im na złe, lecz przeciwnie, zwiększyła wydajność i jakość ich pracy, tak, że wszystkie wysiłki w celu podniesienia doli robotnika wychodzą tylko na korzyść fabrykantom. Kooperacja znacznie przyczyniła się do tego postępu kulturalnego, który więc na jej dobro zapisać należy. Dodatkowo muszę zaznaczyć bardzo znamienny fakt, że Pionierzy Roczdalscy nie wynaleźli sami idei zrzeszenia współdzielczego, ponieważ próby kooperacji istniały już i przedtem, tylko że pomimo najszczerszych chęci nie udawały się, ponieważ nie umiano dobrej i zdrowej zasady ekonomicznej wprowadzić w życie; brakowało do tego niewiele, bardzo niewiele, ale za to rzeczy tak ważnej, że bez niej o powodzeniu nie mogło być i mowy. Ponieważ zaś Pionierzy wpadli szczęśliwie na pomysł lepszy, niż ich poprzednicy, przeto słusznie im się należy nietylko sława, bo o tę mniejsza, ale wdzięczność za nauczenie nas, jak , aby dobrą zasadę ekonomiczno-społeczną obrócić na swoją korzyść materjalną i moralną. Ponieważ w dalszym ciągu niniejszej pracy znajdzie się jasny i zwięzły wykład wszystkich podstawowych zasad i metod ruchu współdzielczego, przeto obecnie o szczegółach mówić nie będę. Na tem zakończę krótkie, ale pełne chwały dzieje Pionierów Roczdalskich, przedstawione bardzo pobieżnie, lecz całkiem bodaj dostatecznie dla polskiego czytelnika, któremu nie może zależeć na wielu ściśle historycznych faktach, lecz jedynie na ogólnym zarysie ruchu, dającym pojęcie o skromnych początkach wielkiego dzieła, jako też o pobudkach, które skłoniły 28 ubogich tkaczy do zreformowania całego handlu i przemysłu przez oparcie go na zasadach społecznych i etycznych. Jakkolwiek daleko jeszcze do tego, aby idea współdzielcza odniosła ostateczne zwycięstwo i zapanowała na całym obszarze kulturalnego życia rodzaju ludzkiego, to jednak obecny stan tego ruchu tak już jest poważny i tak wydał owoce, że ostateczne powodzenie sprawy nie może ulegać najmniejszej wątpliwości, a zerwanie z zasadą współzawodnictwa, oraz postawienie na jej miejsce jedynie uczciwej zasady współdziałania, jest tylko kwestją czasu i niczem więcej. Śmiało i bez przesady powiedzieć możemy, że dzisiaj o stopniu kultury danego społeczeństwa świadczy stopień wprowadzenia w życie zasady solidarności, samopomocy i współdziałania w osiąganiu wspólnych celów cywilizacyjnych społeczeństwa. Do tej pory ekonomiści nietylko zachowywali się obojętnie wobec ruchu współdzielczego, ale nawet wrogo wobec niego występowali; obecnie zaczyna się do pewnego stopnia zwrot pomyślny ku lepszemu, ponieważ najpoważniejsi kapłani tej nauki, a nawet profesorowie i mężowie stanu poczynają przezierać, odkrywać w kooperacji dobre strony i popierać ją swoją powagą oraz wiedzą i nauką. We Francji np. jednym z najgorliwszych zwolenników kooperacji jest prof. Karol Gide, z którego dzieł w dalszym ciągu tej pracy korzystać będę. Pisząc o kooperacji dla polskiego czytelnika, nie mogę na wstępie nie zaznaczyć raz jeszcze z wielkim naciskiem, że z powodu naszego powszechnego ubóstwa i braku kapitału, kooperacja, jako niezawodny środek do gromadzenia oszczędności, prawie bez żadnego wysiłku i bez żadnych niemal ofiar powinna być programem ekonomji narodowej, ona bowiem stanie się niewątpliwie skuteczną bronią w walce z zagranicznym wpływem ekonomicznym i pozwoli nam zyskać niebawem podstawy materjalen dla rozwoju kultury rodzimej.

II

Powiedzieliśmy, że kooperacja posiada podwójny charakter, a mianowicie czysto handlowy, ekonomiczny i społeczny zarazem; obecnie więc musimy w kilku słowach określić obydwie te strony ruchu współdzielczego, aby dokładnie zrozumieć całe jego znaczenie i całą doniosłość. Idea kooperatywna przeciwstawia współdziałanie współzawodnictwu, to ostatnie zaś streszcza się w żądaniu, aby maksyma kupowania najtaniej i sprzedawania najdrożej, będąca regulatorem postępowania każdego prywatnego przekupnia, kierowała też całym narodem w jego polityce handlowo-przemysłowej. Podwaliną takiej teorji ekonomicznej może być jedynie i wyłącznie brak jakichkolwiek podstaw etycznych i społecznych, może być chęć gromadzenia bogactwa materjalnego jako celu życia, chęć zysku bez względu na prowadzące do niego środki i drogi. Jądrem tej fałszywej, jak dzisiaj wiemy, doktryny ekonomicznej jest niczem nieuzasadnione przekonanie, że każdy człowiek, idąc za głosem własnego egoizmu, najwięcej przyczynia się do ogólnego dobra, jeżeli zaś dzieje mu się źle, to jest to jego osobista wina i kara za własne czyny. Niepodobna mi tutaj wykazywać całej błędności tego twierdzenia, dającej się uzasadnić zarówno teoretycznie, jak i historycznie przez wskazanie całego szeregu faktów, przeczących założeniu i prowadzących do wprost przeciwnych wniosków. Dzieje rozwoju przemysłowego całej Europy, a zwłaszcza Anglji, dostatecznie dowodzą, że samolubna zasada wolnej konkurencji i gospodarki kapitalistycznej nie odpowiedziała położonym w sobie nadziejom i zawiodła nietylko całe społeczeństwo, ale nawet i tę drobną garstkę uprzywilejowanych kapitalistów, którzy dzisiaj sami do odmiennego zdania dochodzą, czego dowodem wszelkie kombinacje kapitału: kartele i trusty. Najwięcej do teoretycznego uzasadnienia ruchu współdzielczego przyczynił się Robert Owen, jakkolwiek stanął na fałszywej podstawie, i dlatego najlepsze jego usiłowania nie wydały pożądanych owoców; niemniej jednak należy oddać mu sprawiedliwość, że on to pierwszy zwrócił uwagę na to, iż celem społeczeństwa jest nie pomnażać do nieskończoności dobra materjalne w niewielu rękach nagromadzone, lecz starać się o wytwarzanie wśród obywateli dzielnego charakteru, i zdążać do tego celu wszelkiemi godziwemi drogami, do których też i racjonalna gospodarka handlowo-przemysłowa niewątpliwie należy. Robert Owen uporczywie zaprzeczał, jakoby cała polityka i cała przedsiębiorczość narodu miały być skierowane wyłącznie ku zdobyczom terytorjalnym i gromadzeniu bogactw materjalnych. Jedynym istotnym celem organizacji społecznej, a więc i polityki państwowej, winno być, według Owena, polepszenie fizycznego, etycznego oraz intelektualnego charakteru człowieka. Materjalne bogactwo narodu nie powinno stanowić celu akcji politycznej i ekonomicznej; ta bowiem winna być jedynie środkiem do celu wyższego rzędu, jakim jest ukształtowanie szlachetnego charakteru wszystkich obywateli kraju. Dzisiaj piszemy się najzupełniej na to podstawowe twierdzenie Owena, które i obecnie może służyć nam jako punkt wyjścia do dalszych wywodów. Spytajmy razem z Owenem, jaki jest, a raczej jaki powinien być cel wszystkich wysiłków ludzkich? Wszelkie bogactwo jest owocem wysiłków ludzkich; jedynym celem bogactwa jest zaspokojenie pożądań rodzaju ludzkiego; pożądania zaś rodzaju winny być zaspakajane jedynie w celu ulepszenia jakości lub pomnożeniu ilości prac ludzkich. Nic dziwnego, że z takiej wychodząc teorji, Robert Owen pragnął w całym systemie przemysłowym wykluczyć zysk i klasę ludzi zysk ten tworzących; chcąc teorje swoje w czyn wprowadzić, musiał Owen koniecznie wymyślić system dostarczania ludziom wszystkich artykułów bez pośrednictwa wolnej konkurencji, uprawianej przez chciwych zysku przekupniów. Sądził on, że uda mu się pobudkę, jakiej do tworzenia bogactw materjalnych dostarcza chęć zysku, zastąpił zapałem kooperatywnym i większą sprawnością głównego zastępu robotników, włączając kierowników, wynalazców, zarządców, oraz innych pomocników, z których żaden przy obecnym systemie nie dzieli zysków przedsiębiorcy. Przecząc temu, by chciwość i chęć osobistego zadowolenia stanowiły jedyne pobudki dążności do bogactwa, Owen uprzedził bardziej naukowe wnioski współczesnych ekonomistów. Marschall w swem wielkiem dziele o ekonomji politycznej powiada, że „gromadzenie kapitału powoduje ogromna rozmaitość przyczyn, jako to: zwyczaj, zdolność panowania nad sobą, przewidywanie i realizowanie przyszłości, nadewszystko zaś potęga uczuć rodzinnych.“ Otóż Owen rozciągnął istnienie tego uczucia z ciasnego kółka rodzinnego na szerszy świat organizacji gminnej; ufał on, że zwyczaje, zdolność panowania nad sobą, umysł i uczucie, podlegną wpływowi przenikającej wszystkie serca miłości rodzaju ludzkiego, i że ta pobudka stanie się podnietą do tworzenia wszelkiego bogactwa. Na miejsce zadowolenia samolubnego postawił Owen zadowolenie ze spełnionych obowiązków obywatelskich, mających głównie dobro drugich na oku. Myśl takiej wzajemności podsunął Owenowi fakt ścisłej zależności, w jakiej pozostaje przedsiębiorca od robotników, i naodwrót; tę zależność czysto mechaniczną i wrogą pragnął on przy pomocy systemu kooperacji zamienić na zależność duchową, społeczną i przyjacielską przez wyeliminowanie pierwiastka zysku osobistego i wyradzającej się wskutek tego chciwości. Owen popełnił tylko jeden zasadniczy błąd, który był przyczyną całkowitego niepowodzenia jego pięknego planu, mianowicie pragnął on koniecznie zniesienia własności prywatnej i zastąpienia jej komunistycznem posiadaniem ziemi i takiemże gromadzeniem bogactw materjalnych wszelkiego rodzaju. Tutaj wielki reformator przeliczył się zarówno z naturą ludzką, jako też i z możnością praktycznego przeprowadzenia podobnego ustroju, i dlatego to, pomimo najszczerszych ze swej strony wysiłków, pomimo pomocy swych zwolenników, ostatecznie spotkał się z niepowodzeniem, a piękne jego dążności pozostały tylko dążnościami. W każdym jednak razie nie ulega wątpliwości, że szlachetny myśliciel i reformator z New Lanarku musi być uważany za ojca duchowego i twórcę wielkiego ruchu kooperatywnego naszych czasów, za co mu się też należy wieczna wdzięczność wszystkich prawdziwych miłośników ludzkości i jej postępu. Mówiąc o podstawach ruchu współdzielczego, nie możemy pominąć jednego, a mianowicie najważniejszego bodaj warunku powodzenia całej sprawy, jakim jest zmysł społeczny, stanowiący niejako kamień węgielny wszelkiego zrzeszenia współdzielczego. Naród angielski wyrobił w sobie taki właśnie zmysł stowarzyszania się, którego nam Polakom ogromnie brak. Gdybyśmy tylko szczerze pragnęli, cała nasza ziemia mogłaby się pokryć najrozmaitszego rodzaju stowarzyszeniami o celach ekonomicznych, artystycznych, literackich, wreszcie ogólno-kulturalnych, dając nam sposób wyrobienia się na dzielnych i pożytecznych obywateli kraju. Ale jakieś dziwne lenistwo pod tym względem cechuje całe nasze społeczeństwo, które powszechną zarażone apatją, stroni uporczywie od wszelkiego zrzeszania się w celach ekonomicznych i wprost nie pojmuje, na czem takie stowarzyszanie się polega. Szczególnie społeczeństwo warszawskie odznacza się osobliwszą na tym punkcie apatją oraz indolencją, czego dowodem wszystkie nasze stowarzyszenia, wlokące żywot anemiczny i bezduszny. Każdy Anglik lub Niemiec uważa sobie za obowiązek należeć do kilku stowarzyszeń o najróżnorodniejszych celach; u nas przeciwnie, należenie do jednego bodaj już jest rzeczą niezwykłą. Garstka zaledwie ludzi przejęta jest duchem , a i ta pojmuje swoje obowiązki raczej formalnie; nie wszyscy opłacają wkładki roczne, a ci, co się do tego prostego obowiązku poczuwają, nie zawsze jawią się na walne zgromadzenie, chociażby najważniejsze sprawy były na porządku dziennym; a jeżeli nareszcie przyjdą, to po to tylko, aby wysłuchać sprawozdania, wybrać zarząd, zrzucić na jego barki cały ciężar pracy i trudów, i co najwyżej, poddać po roku wyniki tej pracy krytyce nieraz ostrej i bezwzględnej. Jeżeli takie zapatrywanie się jest zgubne dla każdego bez wyjątku stowarzyszenia, to napewno zabójczo musi działać na rozwój zrzeszeń spożywczych, które wymagają koniecznie i nieodzownie współdziałania wszystkich swych członków zawsze i nieustannie, inaczej z instytucji społecznych zamieniają się na przedsiębiorstwa handlowe i dają bardzo liche oraz niedostateczne wyniki. W sposób bolesny mogłem się o tem przekonać jako członek zarządu „Towarzystwa współdzielczego opałowego w Warszawie,“ które posiada wprawdzie dosyć pokaźną liczbę, przeszło 1,500 członków, lecz uważane jest przez nich jako wygodne źródło nabywania węgla kamiennego i drzewa, nie zaś jako instytucja społeczna. Po za stosunkiem czysto handlowym, pomiędzy zarządem a członkami nie istnieje żaden inny; nikt się sprawami towarzystwa nie interesuje, jakkolwiek książki są zawsze i dla wszystkich otwarte, bo w zrzeszeniu spożywczem książki handlowe są publiczną tajemnicą i zarząd nie ma powodu ukrywania czegokolwiek przed okiem członków. Charakterystyczną rzeczą jest fakt, że niema ani jednego członka, któryby przyszedłszy do biura zapytał dajmy na to: „Cóż tam u słychać? Jak stoją interesy? Czyśmy zarobili, czyli też stracili?“ Natomiast każdy (choć, niestety, i tych jest niewielu) stawia pytanie: „Cóż tam u słychać? Czy e, czy e?“ i tak dalej. Zatem członkowie nie utożsamiają się każdej chwili z całością interesów stowarzyszenia, lecz łączą w umyśle sprawy zrzeszenia wyłącznie z zarządem, który na żadną pomoc liczyć nie może, nawet w jednaniu nowych członków i w propagowaniu idei współdzielczej. Otwarcie powiedzieć należy, iż dopóki takie opłakane stosunki panować będą, o istotnem i rzetelnem powodzeniu naszych stowarzyszeń spożywczych i mowy być nie może; jedne będą kuleć i anemiczny prowadzić żywot, inne zaś będą od razu bankrutować i samą ideę kompromitować. Słyszy się nieraz zdanie, że u nas nie przyszła jeszcze pora na ruch współdzielczy; twierdzenie to jest całkowicie błędne, ponieważ w każdem społeczeństwie, posiadającem jakiekolwiek potrzeby kulturalne, jest miejsce na zrzeszanie się w celach współdzielczych, a wszak my narodem dzikim nie jesteśmy; tylko, niestety, nie przejęliśmy się dostatecznie duchem społecznym, jako niepoprawni indywidualiści w złem i ujemnem tego słowa znaczeniu. Dlatego to idea kooperatywna, mająca dla nas niezmierną doniosłość praktyczną, nie zyskała jeszcze gruntu pod nogami i bodaj wiele jeszcze niepowodzeń oraz bolesnych zawodów i rozczarowań spotka naszych pionierów ruchu współdzielczego, zanim nauczymy się działać razem i „w szczęściu wszystkich widzieć wszystkie cele.“ Ze wszystkich ruchów demokratycznych, jakich ludzkość do tej pory była świadkiem, niewątpliwie najbardziej i najszczerzej demokratycznym jest ruch współdzielczy, ponieważ wymaga dla swego powodzenia największego wyrobienia pod względem znajomości potrzeb, praw i obowiązków, ponieważ na wszystkich bez wyjątku nakłada tę samą odpowiedzialność i uświęca ciche bohaterstwo, polegające na drobnej, mrówczej, niedostrzegalnej niemal pracy, przynoszącej owoc bez rozgłosu i bez zaszczytów, ale dającej głębokie zadowolenie z poczucia spełnionego obowiązku , który wszystkim na korzyść wychodzi, chociaż nikt może nie wiedzieć, komu ma za to być wdzięcznym. Taka praca nie może oczywiście podobać się takiemu jak nasze arystokratycznemu i indywidualistycznemu społeczeństwu, które po za prawami jednostki, nienależycie zrozumianemi i wypaczonemi, nie widzi gromady i jej zbiorowych interesów. A jednak nawet i przy tej naszej mało demokratycznej naturze moglibyśmy wiele uczynić dla ruchu współdzielczego, gdybyśmy szukali zaspokojenia swej wygórowanej nieraz ambicji w krzewieniu idei kooperatywnej i w przynoszeniu społeczeństwu usług na tem tak zaniedbanem u nas, a tak wielką przyszłość mającem polu pracy ekonomicznej i społecznej. A pracy tej powinniśmy się imać tem chętniej, że idąc za wzorem społeczeństw zachodnich, i w gub. Cesarstwa przychylnie patrzą na ruch współdzielczy, a władze chętnie udzielają pomocy i poparcia tej spokojnej i daleko prowadzącej pracy. Każdy, kto pojmuje proces rozwojowy, kto przejął się dostatecznie zasadami ewolucji, ten pojmie jasno, że o prawdziwym postępie możemy myśleć tylko na drodze drobnych, ale nieustannych przemian, nie zaś na drodze gwałtownych przewrotów, które nigdy do niczego nie prowadzą. Mając do wyboru pomiędzy demokracją społeczną, która żadnej nie rokuje nam przyszłości, a ruchem współdzielczym, który zapowiada jak najpiękniejszą przyszłość, zarówno na polu postępu materjalnego, jak i w kierunku rozwoju społecznego i ogólno-kulturalnego, powinniśmy się bez wahania oświadczyć za ruchem współdzielczym, oburącz go się uchwycić i ujrzeć w nim ten cel usilnej pracy, jakim być może i powinien dla całego społeczeństwa. Tylko chęć skłonienia społeczeństwa do wstąpienia na tę jedynie, mojem zdaniem, zbawienną drogę skutecznej pracy kulturalnej, zniewala mnie do propagowania tej idei piórem i czynem, w przekonaniu, że słowa moje nie przebrzmią bez echa i że ziarno w bujną rzucone glebę, stokrotny plon wyda. Ruch kooperatywny łatwo może się spotkać z zarzutem, że czyni daleko postępy, niżeli ruch liberalny, manczesterski, który w okresie zaledwie dwa razy dłuższym zatoczył olbrzymi krąg, objął sobie całą kulę ziemską, przeniknął wszelkie dziedziny życia, przeszedł przez wszystkie stadja swej ewolucji i obecnie nawet zaczyna się przekształcać zasadniczo, wydając ze swego łona syndykaty, kartele i trusty. Lecz zarzut ten łatwo odeprzeć: zasada liberalnego manczesteryzmu została uznana za hasło bojowe przez szczupłą garstkę ludzi, posiadających uprzywilejowane pod każdym względem stanowisko i mających na oku nizki cel zysków osobistych, natury czysto materjalnej, a nie dorobku społecznego i cywilizacyjnego mas wydziedziczonych; mniejszy, bliższy, ciaśniejszy i łatwiejszy cel, przy szczególnie pomyślnych warunkach, nie tak było trudno osiągnąć; zresztą, widzimy, że ruch ten w początkach swych posiadał już zaród śmierci, która obecnie szybkim krokiem zbliża się, tak, że nic jej odwrócić nie zdoła. Tymczasem ruch współdzielczy wymaga pracy całych mas do tej pracy wcale jeszcze nie przygotowanych i zniewolonych dopiero kształcić się we wszystkich kierunkach, a to niewątpliwie znacznie opóźnia postęp sprawy; ponadto ruch współdzielczy wymaga wielkiego wyrobienia społecznego; nakoniec pamiętajmy, że zgodnie z prawami ewolucji, stanowiącej uzasadnienie i podwalinę ruchu współdzielczego, im wolniej instytucje kooperatywne będą powstawać, im równiej i spokojniej ruch współdzielczy będzie się rozwijać, im głębiej duch zrzeszania się będzie w masy narodu przenikać, tem pewniej cały ustrój społeczny przekształci się w myśl ideałów kooperatywnych, tem głębsze korzenie zapuszczą instytucje współdzielcze, tem ogólniejsze i stalsze będzie wykształcenie mas narodu, a zdobyte i wyrobione formy ekonomiczne, społeczne i ogólno-kulturalne tak się w całej ludzkości utrwalą, że będziemy mogli z czasem mówić o ich coraz dalszem doskonaleniu i rozwijaniu, lecz nigdy o ich bankructwie i potrzebie zastąpienia ich czemś zupełnie nowem i wręcz odmiennem. Wyższość ruchu współdzielczego wszystkiemi innemi ruchami reformatorskiemi naszych czasów polega pomiędzy innemi i na tem, że łączy w sobie dążności natury materjalnej i moralnej, ekonomicznej i społecznej, a nie posiada cech utopji, dla swej realizacji nie wymaga burzenia obecnego porządku, lecz może zwolna i stopniowo sprowadzać zmianę radykalną, jakkolwiek nie uwarunkowaną rewolucją, od której zdaje się ludzkość współczesna, jako taka, bardzo jest daleka, utraciwszy w nią wiarę i zaufanie. Wcielenie ideałów kooperatywnych w konkretne formy bytu społecznego i państwowego potrzebuje wykształcenia całych pokoleń, a to praca długa i wielkiej wymagająca cierpliwości. Praca zaś tem sympatyczniejsza i tem wyżej etycznie stojąca, że nietylko nie budzi antagonizmów klasowych i nienawiści społecznej, nietylko nie jątrzy i nie rozdziela, ale przeciwnie, powołuje wszystkich do wspólnej pracy, reprezentuje interesy wszystkich klas i warstw społecznych i już dzisiaj daje wszystkim bez wyjątku te same doniosłe korzyści, jakie zapewnia swym zwolennikom. Inna rzecz, że nie wszyscy chcą z dobrodziejstw kooperacji korzystać; ci, którym w obecnym stanie rzeczy dobrze jest i wygodnie, wcale nie myślą popierać jakichkolwiek reform, ponieważ ich potrzeby osobiście nie odczuwają i nie uznają. Lecz tego na karb kooperacji składać nie można, idea sama bowiem w zasadzie nikogo nie wyklucza, na podstawie klasowej się nie opiera, a że najwięcej przemawia do serc i umysłów upośledzonych i wydziedziczonych, to rzecz jasna i łatwo zrozumiała. Obszerniej o zasadach i metodach ruchu współdzielczego będzie mowa poniżej; obecnie atoli trzeba w kilku słowach określić najważniejsze podstawy ekonomiczne tego ruchu, które mu zapewniły powodzenie i wyższość nad wszystkiemi innemi formami bytu ekonomicznego. Pionierzy Roczdalscy przyjęli zasadę rozdziału czystego zysku pomiędzy członków zrzeszenia w stosunku do wysokości poczynionych w ciągu roku zakupów; z tego wynika fakt, że udziały przynoszą ograniczoną dywidendę, dajmy na to 5%, która nigdy nie wzrasta i nie daje przewagi kapitału, zawsze nadużywanej i niesprawiedliwej. Do powodzenia sklepu przyczyniają się daleko więcej stali spożywcy i klijenci, niżeli właściciele udziałów, którzy nawet mogą w sklepie wcale nie kupować, i dlatego też słuszną rzeczą jest pierwszym przyznać korzyści ze sprzedaży płynące. W ten sposób wartość udziałów w zrzeszeniu współdzielczem nigdy nie wzrasta, nie może też powstać spekulacja temiż udziałami, nie może być mowy o tem, aby garstka kapitalistów zawładnęła całym interesem, kierując nim nie zgodnie z korzyścią klijentów, lecz zgodnie z własnem wyrachowaniem. Przy systemie podziału czystego zysku pomiędzy wszystkich kupujących członków, zrzeszenie spożywcze posiada ustrój demokratyczny i jest rządzone przez wszystkich członków bez wyjątku, nietylko przez posiadaczy udziałów; jakkolwiek nie można zostać członkiem zrzeszenia inaczej, jak tylko wpłacając jeden lub więcej udziałów, stosownie do obowiązującej ustawy, to jednak gdyby cały czysty zysk dzielono pomiędzy udziały, wartość ich zaczęłaby rosnąć, nabrałyby one charakteru zwyczajnych akcji, dawałyby pole do niezdrowej spekulacji, a co najważniejsze, oddałyby kierunek całego interesu w ręce chciwych zysku posiadaczy udziałów i cały ustrój demokratyczny przepadłby zupełnie. Przy podziale czystego zysku w stosunku do wysokości poczynionych zakupów, korzyść materjalną odnosi ten, kto się do jej powstania przeważnie przyczynił, nie zaś ten, kto raz jeden zdobył się na kupno udziałów, a potem do powiększenia obrotów może niczem ze swej strony nie pomaga. Obok zasady podziału czystego zysku pomiędzy wszystkich członków zrzeszenia, przyjęto jeszcze zgodnie z typem roczdalskim zasadę, według której każdy członek, bez względu na ilość posiadanych udziałów, ma na walnych zgromadzeniach tylko jeden głos. Jest to jedynie słuszna i prawdziwie zasada, według niej bowiem kapitał nie posiada żadnej przewagi, a sprawami zrzeszenia kierują wszyscy rozwojem jego rzetelnie zainteresowani członkowie, trzeba bowiem jeszcze wiedzieć i to, że ustawy nie uznają żadnych zastępstw, czyli że ci tylko mają prawo rozstrzygania o rzeczy, którzy obecnością swoją na zgromadzeniu dowodzą istotnego zajęcia się sprawami instytucji. Dalsza zasada zrzeszeń współdzielczych typu roczdalskiego opiewa, że cały personel urzędniczy, bez wyjątku, pozbawiony jest prawa głosowania, wyboru i wybieralności, wskutek czego nie może się nigdy zdarzyć, aby funkcjonarjusze stowarzyszenia wpływali na przebieg jego interesów; wszelkie intrygi i kopanie dołków z tego powodu są wykluczone, a doświadczenie wykazało, że zasada to zupełnie jest słuszna i konieczna, a przytem duchowi demokratycznemu wcale nie przeciwna. Przy sposobności należy zwrócić uwagę, że zupełnie taki sam ustrój ściśle panuje we wszystkich wytwórczych instytucjach współdzielczych, a szczególnie w młynach kooperatywnych, rozwijających się bardzo pomyślnie prawie od samej chwili ich założenia. Członkami tych instytucji wytwórczych są nie pojedyńczy członkowie zrzeszeń, lecz całe stowarzyszenia spożywcze, reprezentowane na walnych zgromadzeniach i w zarządach przez swych przedstawicieli, przyczem zazwyczaj na stu członków wysyła się jednego delegata. Idea demokratyczna jest w tym ustroju wzorowo zastosowana, a podział czystego zysku odbywa się tak, że biorą w nim udział poszczególne zrzeszenia spożywcze, włączając otrzymane sumy do sumy zysków obrotowych. W tych kilku słowach streszcza się zasadnicza różnica pomiędzy kapitalistyczną a kooperatywną organizacją ekonomiczną, różnica tak wielka i istotna, że zmienia zupełnie naturę procesu i czyni go rzeczywiście źródłem godziwego zaspokojenia materjalnych potrzeb rodzaju ludzkiego. Dalszy rozwój tego niezmiernie procesu wykazuje nam jeszcze jaśniej i dobitniej całą doniosłość i głębokość nowego ruchu; prawdziwa idea demokratyczna, polegająca na systemie reprezentacyjnym, została zastosowana we wszystkich instytucjach kooperatywnych, jakie do tej pory już wytworzono. Kiedy pojedyńcze sklepy spożywcze ustaliły swój byt, wtedy zapragnęły pewnego zjednoczenia swej działalności i oparcia jej na szerszych podstawach. Wynikiem tego było powołanie do życia wielkich hurtownych towarzystw spożywczych, których jedyne zadanie polega na zaopatrywaniu w towar składów detalicznych. O korzyściach z tego płynących mówić chyba nie trzeba; zakupywanie wielkich ilości towaru przez specjalnie w tym kierunku wykwalifikowanych ludzi, pozwala nabywać wszystko w lepszych gatunkach i po tańszych cenach, niżeli wtedy, kiedy zakupem zajmują się pojedyńcze małe sklepiki spożywcze; już ta jedna korzyść tak jest znaczna, że byłaby dostateczną pobudką do założenia obydwóch wielkich brytańskich instytucji hurtownego handlu kooperatywnego. Lecz w porównaniu z dalszemi korzyściami ta pierwsza jest stosunkowo jeszcze bardzo nieznaczna, jakiż bowiem wynika skutek z istnienia tych dwóch instytucji? Oto ten, że drobne zrzeszenia spożywcze nie pozostają w zależności od przekupniów prywatnych, czyniących niejednokrotnie wysiłki w celu zaszkodzenia idei współdzielczej, której zasady są im nienawistne. Instytucja handlu hurtownego uniezależnia całkowicie drobne zrzeszenia spożywcze od wpływów spekulacji prywatnej, co przedstawia wielkie korzyści zarówno moralne, jak i materjalne. Ale nie koniec na tem, bo oto istnienie tych instytucji pozwala na dalszy rozwój idei i zasady, oraz praktyki demokratycznej przez to, że forma reprezentacji rozwija się i udoskonala coraz bardziej, przystosowując się coraz więcej do rosnących wymagań handlowych i społecznych. Członkami instytucji hurtownych mogą być jedynie i wyłącznie sklepy lub zrzeszenia, lecz nigdy pojedyńczy członkowie, wskutek czego wytwarza się już organizacja szersza i ogólniejsza, na podstawie skupienia się pewnych ściśle zorganizowanych grup społecznych, co prowadzi do coraz większej wzajemnej zależności i przyczynia się do wzrostu idei solidarności społecznej, tej najdzielniejszej podwaliny ruchu współdzielczego. W sklepie spożywczym łączą się z sobą mieszkańcy jednej wsi, lub jednej części większego miasta, a interesy ich są natury drobnej i lokalnej; tymczasem w zrzeszeniu dla handlu hurtownego łączą się mieszkańcy różnych części kraju, wchodząc w ten sposób z sobą w nieustanne stosunki, oraz interesując się nawzajem swym losem. Ponadto (co też niemałą odgrywa rolę), istnienie wielkich towarzystw hurtownych, obejmujących swą działalnością znaczniejszy obszar, a przytem obracających poważniejszemi kapitałami, może wprost i bezpośrednio wywierać zbawienny i umoralniający wpływ na całe gałęzie handlu krajowego, walczyć skutecznie z niemoralnemi i dążnościami pojedyńczych chciwych zysku przekupniów, wypierać ich zupełnie z rynku handlowego i w ten sposób kłaść tamę prywatnemu współzawodnictwu; w dalszym zaś ciągu przyczyniając się do coraz większego rozwoju kooperatyzmu, obejmującego nietylko jeden kraj, ale wszystkie kraje kulturalne pokolei, sprawia, że solidarność międzynarodowa na podstawie handlowego i przemysłowego współdziałania obejmuje coraz szersze kręgi i coraz skuteczniej zwalcza wojowniczy i wsteczny ruch nacjonalistyczny. Zasady należenia do organizacji handlu hurtownego są dwojakie, a mianowicie: pojedyńcze zrzeszenia posiadają po jednym głosie na każdych 500 członków, lub też za każdych 1,000 funtów czyli 10,000 rubli obrotu z towarzystwem. W gruncie rzeczy jest to wszystko jedno, więcej bowiem chodzi zawsze o zasadę samą, niżeli o sposób jej przeprowadzenia, jakkolwiek dla mnie osobiście, bardziej demokratyczną zdaje się pierwsza zasada, dająca prawo reprezentacji członkom, a nie wpłaconym przez nich kwotom pieniężnym. Zdaje się nawet, że ostatnia zasada cieszy się większem uznaniem i większą sympatją brytańskich kooperatystów i może bodaj liczyć na ostateczne utrwalanie się na całym obszarze angielskiego ruchu współdzielczego. Istnienie wielkich hurtownych instytucji współdzielczych wywiera zbawienny wpływ nietylko na handel magazynów detalicznych, ale co ważniejsza, na warunki powstawania zrzeszeń wytwórczych, które wówczas tylko mogą liczyć na powodzenie, gdy mają zapewnione rynki zbytu, co dzieje się właśnie wtedy, kiedy olbrzymia instytucja hurtowna zaopatruje stale pewną liczbę sklepów w ściśle określoną ilość towarów. Przejście od kooperacji spożywczej do wytwórczej, która jest ostatecznym celem ruchu współdzielczego, stanowi ogromny krok naprzód w rozwoju społecznym i jest najskuteczniejszą bronią w walce z systemem prywatnej konkurencji. Organizacja zrzeszeń wytwórczych przedstawia niemałe trudności, zachodzi bowiem pytanie, czy słuszną jest rzeczą dopuszczać robotników do udziału w zyskach, czyli też traktować ich w taki sam sposób, jak i pracowników handlowych w sklepach detalicznych? Zagadnienie to posiada doniosłość teoretyczną i przedstawia się jako pytanie, czy istnieje, z ekonomicznego punktu widzenia biorąc, różnica pomiędzy pracownikiem handlowym a robotnikiem fabrycznym, między tym, który zajmuje się rozdziałem wytworzonych już bogactw materjalnych, a tym, który je wytwarza? Sprawa jest zbyt zawiła, abyśmy mogli poddawać ją tutaj wyczerpującej analizie, to też musimy się zadowolić jedynie skonstatowaniem faktu, że najwybitniejszy dzisiaj ekonomista angielski, Marshall, stanowczo przeciwko czynieniu jakiejkolwiek różnicy protestuje; a do tego samego wniosku przyszli też i najdzielniejsi kooperatyści angielscy, jakkolwiek zdania są podzielone, istnieją bowiem dwie szkoły kooperatystów, walczące z sobą i dążące do odmiennego rozstrzygnięcia tej ważnej sprawy. Jak we wszystkim jednak, tak i w tem trzeba postawić pytanie, co stanowi bardziej demokratyczną zasadę? Otóż zdaje się nie ulegać chyba wątpliwości, że zasada demokratyczna, żądająca pracy wszystkich obywateli kraju dla dobra wszystkich, bez widoków egoistycznych zysków materjalnych, domaga się też uważania zarówno jednych robotników, jak i drugich za sługi społeczeństwa, których obowiązkiem jest stanowić całość ekonomiczną ze wszystkimi współobywatelami, a nie wyodrębniać się i dajmy na to, jako kooperatywne zrzeszenie wytwórców stworzyć monopol, za który kazaliby spożywcom słono płacić. Gdybyśmy robotnikom fabrycznym przyznali prawo do udziału w zyskach w stosunku do pobieranego wynagrodzenia, musielibyśmy przyznać to samo prawo i funkcjonarjuszom sklepowym, a wtedy wrócilibyśmy do starego początku rzeczy, opartego na chciwości pojedyńczych ludzi lub grup ludzkich, chęć zysku osobistego usposobiłaby wrogo jednych przeciwko drugim, zrzeszenia spożywcze stanęłyby w szeregu przeciwko zjednoczonym zrzeszeniom wytwórczym, rozpoczęłaby się nanowo walka na zasadach współzawodnictwa i idea kooperatywna zniknęłaby z powierzchni ziemi. Dla jej uratowania trzeba koniecznie przyjąć demokratyczną zasadę podziału zysków pomiędzy członków zrzeszenia jedynie na podstawie ilości posiadanych udziałów oraz wysokości poczynionych zakupów; ponieważ zaś każdy wytwórca musi być równocześnie spożywcą, przeto niema o to obawy, aby odniósł jakąkolwiek krzywdę. Wypracowane przez niego bogactwo materjalne w tej czy w innej formie przyniesie mu korzyść osobistą obok stokroć ważniejszej i donioślejszej korzyści społecznej. Na podstawie powyżej wyłuszczonych różnic kooperatyści dzielą się na dwie gałęzie, a mianowicie na indywidualistów i federalistów: pierwsi domagają się specjalnych zrzeszeń wytwórczych, będących niejako zrzeszeniami drobnych przedsiębiorców, czyli domagają się organizacji przemysłowej, obliczonej na korzyść wytwórców; drudzy zaś pragną widzieć całą organizację zarówno przemysłową jak i handlową tak skierowaną, aby przyniosła korzyść jedynie i spożywcom, to znaczy, całemu społeczeństwu, które bez wyjątku ze spożywców się składa. Indywidualiści właściwie niewiele odskakują od obecnie panującego systemu gospodarki indywidualistycznej, która jedynie i wyłącznie ma na oku interesy i korzyści wytwórców z całkowitą krzywdą spożywców; kooperacja zaś ma na celu wyłącznie uwzględnianie interesów spożywców, którymi są wszyscy ludzie bez wyjątku. Zasada ta jest i ekonomicznie i społecznie zupełnie słuszna i sprawiedliwa. Spożycie jest koniecznością, bez której istnienie nasze jest niemożliwe; wytwarzanie jest więc o tyle tylko usprawiedliwione, o ile zaspokaja potrzeby spożycia, jest więc tylko środkiem, a nie może i nie powinno być nigdy celem samo w sobie, tym bowiem z natury rzeczy jest spożycie. W zwróceniu specjalnej uwagi na spożycie i w dążeniu do jego jak najpełniejszego zaspokojenia tkwi jądro doktryny i praktyki kooperatywnej oraz jej treść demokratyczna. Wiedząc o tem, nie możemy ani na chwilę wahać się, po czyjej stronie ma być nasza sympatja. To też i wszyscy rzetelni kooperatyści należą do szkoły federalistycznej, a tylko niektórzy demokraci społeczni, z odcieniem chrześcijańskim, obstają przy formie indywidualistycznej, jakkolwiek wiele założonych przez nich w tym duchu instytucji zbankrutowało, lub zamieniło się na instytucje kapitalistyczne, albo wreszcie wiedzie suchotniczy i anemiczny żywot, nie rokujący żadnej zgoła przyszłości. Dalszym krokiem na drodze do organizacji współdzielczej jest utworzenie związku pomiędzy wielkiemi towarzystwami dla handlu hurtownego, jako też unji kooperatywnej, której zadanie polega na agitacji, na szerzeniu zasad współdzielczych, na wydawaniu specjalnego pisma oraz dzieł i broszur, mających na celu wyjaśnianie znaczenia i doniosłości kooperacji na wszystkich polach pracy ludzkiej. W wydawnictwach unji kooperatywnej poddaje się rozważeniu wszystkie zarówno teoretyczne jak i praktyczne zagadnienia gospodarki , a na usługach tejże unji pozostają wszyscy teoretycy ruchu, których Anglja posiada znaczny zastęp. W ten sposób tworzy się w łonie obecnie panującej, na zasadach kapitalistycznych opartej organizacji ekonomiczno-społecznej, nowa organizacja współdzielcza, która powoli zajmuje jedną placówkę po drugiej, wypiera wrogów rozwoju i postępu z zajmowanych przez nich stanowisk i rokuje ludzkości lepszą, na solidarności wszystkich opartą przyszłość. A główną jej cechą będzie wspólna praca dla wspólnych celów, zupełne zniesienie dzisiejszej zaciekłej walki ekonomicznej, zrealizowanie wszystkich zasad sprawiedliwości społecznej i zużytkowanie wszystkich sił rodzaju ludzkiego, nie w kierunku wzajemnego zwalczania się i pożerania, lecz w kierunku wzajemnego wspierania się i prowadzenia ku możliwej doskonałości kulturalnej. Z prawdziwem uznaniem należy przyjąć powstanie komisji współdzielczej i popierać jej działalność wszelkiemi siłami, ponieważ organizacja ta należycie pojęta i zdolnie poprowadzona, może nam nieobliczone usługi. Trzeba tylko, żeby zarówno pojedyńczy członkowie, jak i zarządy naszych instytucji współdzielczych zrozumiały znaczenie i doniosłość komisji, i aby zechciały poddać się do pewnego stopnia jej kierownictwu, a nawet kontroli. Rzecz prosta, że zasada, stanowiąca podwalinę ruchu współdzielczego, wymaga zastrzeżenia zupełnej autonomji dla każdego poszczególnego zrzeszenia; lecz zogniskowanie działalności, wzajemna kontrola, wzajemne pouczanie się, wzajemne popieranie się na polu teoretycznem, zarówno jak i praktycznem, utrzymywanie z sobą ścisłych stosunków, udzielanie sobie wyników doświadczenia—wszystko to nie znosi bynajmniej najdalej posuniętej organizacji i autonomji poszczególnych instytucji współdzielczych, lecz przeciwnie, przyczynia się w wysokim stopniu do uświadomienia wszystkich, do ich umocnienia, do ich oparcia się na racjonalnych zasadach, do ich jak najpomyślniejszego wreszcie rozwoju. Wydawanie broszur i dzieł specjalnych, urządzanie , pogadanek i konferencji, utworzenie bibljoteki, udzielanie instrukcji za pośrednictwem osobnych z rzeczą obeznanych instruktorów, zakładanie sklepów i czuwanie nad ich działalnością, staranie się o korzystne dla ruchu współdzielczego ustawodawstwo i postanowienia władzy: wszystko to wchodzi w zakres pracy komisji współdzielczej, która świeżo w Warszawie powstała i zapewne wkrótce czynność swą rozpocznie i pożyteczności swej namacalnie dowiedzie. Obok istnienia komisji współdzielczej, potrzebna nam jest jeszcze inna organizacja, a mianowicie jakieś specjalne stowarzyszenie kobiece na wzór angielskich kobiecych gild kooperatywnych, która zajęłaby się propagowaniem idei pomiędzy naszym światem kobiecym, do tej pory zachowującym się wobec ruchu współdzielczego w sposób dziwnie obojętny; wszak kobieta jest gospodynią domu, wszak na jej głowie spoczywa ciężar nakarmienia męża, dzieci i domowników, wszak ona to musi dbać o czystość, dobroć i pożywność artykułów spożywczych, nikt więc nie powinien być tak gorliwym zwolennikiem ruchu współdzielczego, jak właśnie kobiety nasze, które ciągle i coraz silniej cierpią z powodu źle i nienależycie zorganizowanego handlu artykułami spożywczemi, wskutek czego padają ofiarami wyzysku i nieraz zmuszone są za drogie pieniądze truć siebie i całe swoje rodziny; nie zawadzi przytem zaznaczyć, że zamożność zgoła nie chroni od tego, ponieważ nabywanie artykułów spożywczych u prywatnych przekupniów nie daje żadnych prerogatyw nawet ludziom, płacącym wygórowane ceny, a których wysokość dochodzi do stopnia, dającego się we znaki wszystkim mieszkańcom Warszawy bez wyjątku, jakkolwiek najwięcej cierpią biedacy. Nasza Delegacja pracy kobiet powinnaby się zająć agitacją ze swej strony, pójść na rękę Komisji Współdzielczej i uzyskać w niej koniecznie utworzenie sekcji gospodarstwa domowego, której członkami byłyby kobiety. Agitacja ta ze strony kobiet tem jest potrzebniejsza, że obecnie nasi kooperatyści chociaż uznają kobiety jako członkinie zrzeszeń, nie mogą pogodzić się z myślą dopuszczenia ich do zarządów instytucji, jakkolwiek względy czysto praktyczne, to jest zyskanie dla dobra zrzeszeń spożywczych tego doświadczenia w sprawach gospodarstwa domowego, jakie kobiety posiadają w daleko wyższym stopniu, niżeli mężczyźni, powinnyby skłonić naszych kooperatystów do chętnego witania w zarządach współwyznawczyń i kooperatystek, z których niejedna na pewno wielką korzyść przynieśćby mogła. Ale kwestja ta jest związana bezpośrednio z kwestją kobiecą i z kwestją emancypacji kobiet, pozostających u nas jeszcze w stadjum zupełnego niedorozwoju, zarówno z przyczyny wsteczności mężczyzn, jak i nieuświadomienia w sprawach społecznych ich samych. Kobieta zresztą zachowała o wiele więcej idealnych stron natury ludzkiej i daleko jest skłonniejsza do humanitarnego na świat i na życie poglądu; kobiecie przyjdzie łatwiej niż mężczyźnie zrozumieć pracę dla dobra innych, aniżeli dla zysku materjalnego, o którego zupełne wykluczenie chodzi właśnie w współdzielczym. Skoro uda się wykluczyć zysk na cenie sprzedażnej artykułów, spożywanych przez człowieka, położy się też tamę robieniu majątku bez pracy, a to właśnie jest ideałem wszelkiej organizacji przemysłowej. Kooperacja zmierza do tego, aby w miejsce współzawodnictwa w celach zysku osobistego z krzywdą innych, społeczeństwo wprowadziło współzawodnictwo w celach społecznych, zadowalające się uznaniem i pensją przez społeczeństwo wypłacaną stosownie do poniesionych trudów i oddanych zasług. Dzisiaj już taki system panuje we wszystkich sklepach i warsztatach kooperatywnych, gdzie ani zwyczajni robotnicy, ani ich kierownicy nie pracują w widokach zysku osobistego, lecz za pensję i w celu przyniesienia jak największego pożytku ogółowi członków danej instytucji.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…