Front matter
CO TO JEST MASONERYA?
NAPISAŁ
ANDRZEJ NIEMOJEWSKI
całość
CO TO JEST MASONERYA?
NAPISAŁ
ANDRZEJ NIEMOJEWSKI
I.
Ktokolwiek w Polsce walczy o wolność sumienia, o wolność nauki, o wolność polityczną, społeczną i ekonomiczną, tego prędzej czy później okrzyczą za Masona. Masonem nazywają uczonego, który wykłada, że plemię ludzkie istnieje na ziemi znacznie dłużej, niż to uczy ksiądz podczas wykładu religii. Masonem nazywają socyalistę, który dowodzi, że stan robotniczy nie powinien z taką uległością znosić swej niedoli, jak to radzi ksiądz w czasie każdego niemal kazania. Masonem nazywają ludowca, który głosi, że chłop polski w walce o byt ma przeciwko sobie zbratanego księdza z panem, czemu przeczą pan i ksiądz. Masonem nazywają każdego bezbożnika, którego bezbożność nieraz tylko polega na tem, że nie chce księdza całować w rękę, a natomiast chce za tańsze pieniądze mieć ślub. Masonem wreszcie nazywają każdego czupurniejszego ucznia, gdy nie chce spowiednikowi wręczyć kartki, będącej niejako policyjną kontrolą przy konfesyonale. W ten sposób wyraz Mason połączył w jakąś wielką rodzinę wolnomyślnego uczonego, socyalistę, ludowca, bezbożnika targującego się o ślub i ucznia, opierającego się stosowaniu sposobów policyjnych do konfesyonału. Cóż tedy dziwnego, że każdy z nich zapytuje: co to jest Mason? co to jest Masonerya? Niejeden, doprowadzony do rozpaczy, szedłby już może szukać tych Masonów, jak Twardowski dyabła, żeby z nimi pakt zawrzeć; albowiem wedle przysłowia powiada sobie, że gdy wisieć, to za obie nogi. Musi jednak w dalszym ciągu wisieć za nogę jedną, bo się o ową Masoneryę nigdzie dopytać nie może; istnieje ona dla niego rzeczywiście jak ów tajemniczy dyabeł, którym ciągle ludzi bojaźliwych straszą, ale który się jakoś nigdy na żywe oczy nie pokazuje. Więc w końcu budzi się w nim podejrzenie, że może tych Masonów wcale na świecie niema i że cała Masonerya jest tylko straszakiem, wymyślonym przez księży? Oto jest krótka historya słowa Mason w Polsce, używanego jako wymysłu w rodzaju “niedowiarek”, “bezbożnik”, “socyalista” i t. p. Wszelako Masonerya istnieje, a posiada swoją literaturę. Polak, rzecz prosta, sięga przedewszystkiem do książki polskiej. Cóż tedy u nas pisze się o Masoneryi? Kto pisze i co właściwie Masoneryą nazywa? Sięgnijmy do piśmiennictwa czasów najnowszych. Na pierwszem miejscu wypada wymienić dzieło księdza jezuity Stanisława Załęskiego “O Masonii w Polsce od roku 1742 do 1822”, Kraków 1889, dużego form atu stronic 372 i XL, rzecz, jak nas autor zapewnia, oparta wyłącznie na źródłach masońskich. Następnie mamy “Historyę towarzystw tajnych. Dzieje wolnomularstwa (Masonii)”, przez niewiadomego autora, książkę o 446 stronicach, która w drugiem wydaniu ukazała się w Krakowie 1894 r. Pierwszego wydania nie udało się nam wydostać. Mamy prócz tego “Historyę Masoneryi i innych towarzystw tajnych” opracowaną przez Feliksę Egerową, a wydaną w Warszawie 1904 r. Mamy wreszcie broszurę “Kilka słów o Masoneryi”, przez F. E., Warszawa 1901, stronic 104. Drobne wzmianki o Masoneryi znajdujemy u Piotra Chmielowskiego w “Historyi literatury polskiej”, t. III, str. 24, Warszawa 1899, w “Historyi XIX stulecia”, wydanej nakładem Gazety Polskiej pod redakcyą Dr. Aleksandra Czechowskiego, Warszawa 1901, t. 11, str. 205 i nast., wreszcie w encyklopedyach polskich. Jest to już chyba wszystko. Przypatrzmy się z kolei wartości tej literatury. Dzieło jezuity Załęskiego najwięcej zasługuje na uwagę. Rzecz ta, o ile rzeczywiście tyczy Masoneryi w Polsce, jest pod względem archiwalnym bez zarzutu, aczkolwiek pod względem historycznym nie wychodzi poza zakres zwyczajnej księżej polemiki i kaznodziejskich bałamuctw. Polska Masonerya w jezuicie Załęskim swego historyka nie znalazła, najwyżej swego historycznego kalumniatora. Wszystko zaś, co pisze o Masoneryi wogóle, wywodząc ją od Gnostyków, Manichejczyków, Templaryuszów, jest zwyczajną brednią jezuity, który, dlatego oddał się nauce, ażeby ją zwalczać. Słynny “dokument koloński” z r. 1535, którym szanowny jezuita tak wojuje, jest niezdarnem fałszerstwem; nazywanie zaś “Docetów czyli Fantazyastów, Walentynianów, Cerdonitów i Marcyonitów etc. socyalistami najczystszej krwi głoszącymi wspólność kobiet”, jest tem, co się nazywa: groch z kapustą dla większej chwały bożej! Ale jezuita Załęski lepiej od historyków naszych odczuł doniosłość polskiej Masoneryi w drugiej połowie XVIII-go wieku i w pierwszej ćwierci wieku XIX-go. Gdyby mu jego jenerał nie kładł “granicy poszukiwania prawdy”, byłby może napisał dzieło niepospolite, jakiego nam absolutnie brak. Przejdźmy do “Historyi towarzystw tajnych” przez niewiadomego autora i do “Historyi Masoneryi” Feliksy Egerowej. Przeglądając te dwie książki widzimy, że jest to, dosłownie mówiąc, jedna praca, wydana pod różnymi tytułami. Autorka, Feliksa Egerowa, kompilowała rzecz, jak przyznaje w przedmowie do “Historyi towarzystw tajnych”, na pracy N. Deschamps’a (“Les societes secretes etc.”), Jannet’a, Saint-Albin’a, Saint-Andre’go, Dr. Otto Beuren, a w “Historyi Masoneryi” prócz tego na pracy O. Abt’a, na pismach i przewodnikach masońskich, oraz na zbiorowej pracy “Die Freimaurerei Oesterreich-Ungarns”. Nie wiemy zupełnie, co o tej książce sądzić, gdyż autorka, cytując historyków, nieraz systematycznie przekręca ich nazwiska, jak np. “Findal” zamiast “Findel”; czujemy mimowiednie, jak gdyby wszystko, co wie, czerpała z drugiej lub trzeciej ręki. Nawet Barzykowski i Kalinka wyglądają jak gdyby przez pryzmat jezuity Załęskiego oglądani, co tyczy trzeciego wydania “Historyi towarzystw tajnych” w postaci “Historyi Masoneryi”. Ale na tej pracy jednej pod dwoma odrębnymi tytułami wydanej gorliwa autorka nie poprzestała, wydając jeszcze w r. 1901 w Warszawie nakładem „Kroniki Rodzinnej“ rozprawkę o 104 stronicach pou nazwą “Kilka słów o Masoneryi”. Oryginalniejszą jest właściwie autorka tylko do str. 64-ej, gdyż potem następują przedruki głównie z “Prze glądu Katolickiego”, a między innemi miotanie się na Włochy, że w Rzymie uczciły pomnikiem wielkiego męczennika nauki Giordana Bruna, spalonego 1600 roku na życzenie papieża. Wzmianek pobieżnych Chmielowskiego i innych wspominać nie będziemy. Są one zbyt lakoniczne. Jeżeli tedy weźmiemy do ręki książki nowsze polskiego piśmiennictwa, to widzimy, że o Masoneryi całego świata pisała u nas jedna kobieta dewocyjnego usposobienia a o Masoneryi polskiej jeden jezuita. Cóż wedle tych autorów jest Masoneryą? Znowu spotykamy się z bałamuctwem. Znowu Masoneryą jest wszystko. Masonami są Gnostycy z 1-go wieku i socyaliści z XIX wieku, filozofowie, encyklopedyści, darwiniści, pozytywiści, nihiliści, anarchiści — jednem słowem mieszanina. Gorzej jeszcze. Wciąż jest mowa o tem, że Masonerya godzi w religię i w królów, a z drugiej strony wylicza się królów-masonów, jak niemiecki Wilhelm I i angielski Edward VII, którzy ze swoimi kościołami żyli lub żyją w najzupełniejszej zgodzie. Jeszcze gorzej. Załęski na str. 32, Egerowa na str. 37 “Historyi towarzystw tajnych” i na str. 34 “Historyi Masoneryi” powołują się na “dowody z świętych ksiąg masońskich”, które przez fachowych historyków uznane zostały za niezdarne falsyfikaty. I już najgorzej, bo potępiając Masoneryę, jako rzecz nienarodową, jej to właśnie jezuita Załęski przypisuje zjednoczenie Włoch, czyn najwyższego patryotyzmu, co naturalnie potępia, polskie powstanie z r. 1830/31, które także potępia; sam jednak przyznaje, że Masonami byli najwięksi bohaterowie polscy, jak książę Józef, jenerałowie Henryk Dąbrowski, Kniaziewicz, Umiński, Prądzyński, poeci jak Kniaźnin, Minasowicz, Brodziński, Niemcewicz, uczeni jak Bentkowski, Groddek, a nawet na str. 212 stwierdza, że nasz wielki Kościuszko był przyjacielem Masonów, że ich “uwielbiał”. Masonem był Tomasz Zan, kolega i przyjaciel Mickiewicza. Pokazuje się, że w dobie wielkich dążeń wolnościowych od r. 1820 do 1830 wszyscy wielcy ludzie ówczesnej Polski byli Masonami. Pokazuje się, że potępić ówczesną Masoneryę polską znaczyłoby potępić całą ówczesną Polskę, której blask dziś jeszcze na nas pada. Więc cała ówczesna Polska byłaby nienarodową, kosmopolityczną? Więc cała świetność postaci, poczynając od Kościuszki, księcia Józefa i Dąbrowskiego, a kończąc na bohaterach 1831-go roku — to blichtr szkodliwy, to karta, którą należy wydrzeć z pamięci Polaka, wydrzeć i odrzucić precz jako rzecz niegodną, a iść za ideami jezuity Załęskiego i jego koleżanki Feliksy Egerowej? Jakkolwiek wypadnie sąd nasz w tej materyi, należy stwierdzić jedno: nie dowiedzieliśmy się, co to jest Masonerya; bo wynikałoby, że walka o wolność uciemiężonej ojczyzny jest Masoneryą, a przecież znamy i dziś ta kich, co czynią to z poświęceniem, a Masonami siebie nie nazywają. Wiemy, że socyaliści do Masoneryi się nie przyznają, ludowcy także nie, różni polscy wolnomyślni uczeni i obywatele także nie. A zatem całe to współczesne piśmiennictwo polskie, zastanawiające się nad Masoneryą, jest tylko stekiem bałamuctw i niczego nas nie poucza. Czytamy grube książki od deski do deski i widzimy tylko, żeśmy napróżno czas drogi stracili. Inaczej rzecz się ma, gdy sięgniemy do starszego piśmiennictwa polskiego. Tam spotykamy się z odmiennem traktowaniem przedmiotu. Przyjaciele i nieprzyjaciele Masoneryi piszą spokojniej, więcej rzeczowo, rzadziej osobiste czyniąc uwagi, choć zdarza się i dużo pism napastliwych. Są to prace samoistne, lub tłómaczone, a także obróbki dzieł autorów zagranicznych. Mamy tam charakterystykę Masoneryi, opis jej rytuałów, wytłómaczenie celu istnienia tych stowarzyszeń. Roku 1791 ukazały się “Myśli i uwagi nad Farmazonami”. Autor, wyraźny przeciwnik Farmazonów, słusznie całkiem zarzuca Fryderykowi Wielkiemu, że głosił braterstwo ludów a Polskę ograbił. Jeszcze większym spokojem odznacza się dziełko “Frank-Massonia mężczyzn i kobiet,” ułożona wedle francuskiego oryginału, wydanego w Paryżu 1809 roku, w dwóch częściach. Rzecz pisana tak spokojnie, że mogli- byśmy autora posądzić o Masoneryę, gdyby nie jedna uwaga na str. 170 na końcu części pierwszej, oraz druga uwaga na str. 242 na końcu części drugiej, gdzie w kilkunastu słowach wygłasza zdanie własne. Mniej bezstronną, ale jak na owe czasy całkiem rzeczową jest książka “Święte tajemnice Massonii sprofanowane,” wyjątek z dzieła ks. Barruela (Memoires pour servir a l’histoire du Jacobinisme, Hamburg 1803, 5 t.), wydana we Lwowie 1805 roku. Następnie mamy cały szereg druków czysto masońskich. Wreszcie o Masoneryi pisali rzeczowo Maurycy Mochnacki w “Powstaniu Narodu Polskiego w roku 1830 i 1831,” Stanisław Barzykowski w “Historyi Powstania Listopadowego,” Ignacy Chodźko w “Obrazach litewskich,” serya VI, 8: “Farmazony” i w Przypisach “Wolnomularstwo na Litwie”. Ale książki te, jeżeli chodzi o Masoneryę wogóle, są przestarzałe. Natomiast wszystko, co piszą o Wolnomularstwie w Polsce, musi nas wysoce interesować. Najlepiej wywiązał się z zadania Barzykowski. Jak prawdziwy historyk-pamiętnikarz sięga do duszy faktów. Wobec tak niedostatecznego materyału krajowego czytelnik polski musi się zwrócić do piśmiennictwa zagranicznego, a mianowicie w szczególności do piśmiennictwa angiel- skiego, francuskiego i niemieckiego. Dziś już sami Masoni umieją o sobie pisać krytycznie. Masonowi J. G. Findelowi Wolnomularz Henryk Boos wytyka wszystkie błędy. W francuskim miesięczniku masońskim “Akacya” (L’Acacia) jest ujawniony spór pomiędzy Masoneryą angielską a francuską. Ponieważ w epoce druku “niema już sekretów,” jak powiada Boos, przeto dostają się do rąk naszych “Instrukcye” dla Masonów przeznaczone, ich “Ustawy,” “Deklaracye,” “Rytuały,” ich tygodniowe “Biulletyny,” miesięczne “Przeglądy,” ich gazety, ich kalendarze. Z tego wszystkiego widzimy, że Masoneryi jako takiej nie należy mieszać ani ze zwykłem wolnomyślicielstwem, ani z socyalizmem, ani z anarchizmem, ani z jakiemkolwiek sekciarstwem religijnem, gdyż jest to instytucya przedewszystkiem całkiem świecka, następnie instytucya całkiem specyalna, posiadająca różne odcienia, że w ciągu swego dwuwiekowego istnienia doznawała różnych przeobrażeń, że ściśle historycznie istnieje dopiero od 1717 roku, że pochodzenie jej różni historycy różnie tłómaczyli, wszelako dziś godzą się na wywód jej od angielskich budowników wolnych, że wreszcie Masonerya istnieje w różnych krajach do dnia dzisiejszego, upodobniwszy się w swych dążeniach do ogólnych dążeń postępowych naszej epoki, że w Polsce jej wca- le niema, aczkolwiek zagranicą niektórzy Polacy łączą się z Masonami i do lóż ich wstępują. Odróżniwszy tedy od istotnej Masoneryi formę zwykłego wymysłu “Mason” w znaczeniu “niedowiarek” lub “bezbożnik,” odjąwszy następnie to wszystko, co do niej nie należy, jak socyalizm, anarchizm, tak zwany nihilizm, zwykły rewolucyonizm, zwykłe a w żadne związki nieujęte lub też rzeczywiście ujęte w związki Wolnomyślicielstwo, wreszcie współczesną naukę europejską, przez kościół katolicki przeklinaną, jak to dosadnie wykazał Anatol France w swej broszurze “Kościół i Republika” otrzymujemy dopiero Masoneryę właściwą, którą w ten sposób określić możemy: jest to szereg towarzystw zamkniętych, które się rozwinęły na podstawie założonej 1717 roku w Anglii Wielkiej Loży, rozszerzyły się na Szkocyę, Irlandyę, Francyę, Niemcy, Austryę, Włochy, Hiszpanię, Portugalię, Rosyę i Polskę, Holandyę, Szwecyę, po części także na Amerykę i Afrykę: celem tych stowarzyszeń jest wytworzenie ścisłej, braterskiej łączności pomiędzy poszczególnymi członkami, wzajemne obywatelskie doskonalenie, pracowanie około ogólnego postępu myśli i życia, szerzenie wszędzie tolerancyi religijnej, idei równości we wszelkich możliwych kierunkach, wspieranie moralne i materyalne wsze- lakich dążeń szlachetnych. kultura człowieka, kultura kraju, kultura ludzkości; Masoni posiadają pewne formy, według których przyjmują do swego towarzystwa nowych członków, następnie także wedle pewnych form odbywają swoje posiedzenia; formy te ulegały i ulegają poważnym zmianom i uproszczeniom, a gdzieniegdzie całkiem zarzucone zostały; Masonerya angielska różni się od francuskiej, ta od niemieckiej i t. d. Ponieważ są to ludzie ukształceni, wolnomyślni, zamożni i wpływowi, przeto są oni ze strony wojującego z nimi kościoła katolickiego przedmiotem ciągłych oszczerstw i napaści. Tak zwany “sekret” masoński należy dawno do przeszłości. Zawierał się on właściwie w karygodnem jak na czasy przed Wielką Rewolucyą francuską haśle: “Wszyscy jesteśmy wolni, wszyscy jesteśmy równi!” Za to hasło szło się wtedy na śmierć. Było to hasło wywalczającego sobie prawa stanu trzeciego, czyli mieszczaństwa. Dziś, gdy o prawa swoje walczy stan czwarty, czyli Masonerya dążeniom jego sprzyja i dlatego kościół miesza ją z socyalizmem. A ponieważ Masonerya nie kładzie żadnej granicy poszukiwaniu za prawdą, ponieważ swoim członkom pozwala wierzyć w Boga po swojemu, lub nawet wcale w niego nie wierzyć, byle tylko każdy z nich był porządnym człowiekiem i prawym obywa- telem, użytecznym ojczyźnie i ludzkości, przeto kościół widzi w niej swego najzaciętszego wroga a każdego w kwestyach religijnych wolnomyślnego człowieka, profesora, robotnika, czy chłopa — nazywa: bezbożnym Masonem. Chcąc jednak poznać rzecz dokładniej, jakakolwiek ona jest, musimy się przypatrzeć jej rozwojowi, czyli historyi. Postaramy się tedy wyłożyć, jakie pierwiastki w ciągu wieków złożyły się na powstanie Masoneryi, jak się ona utworzyła, jakie przechodziła przeobrażenia, jakim podlegała zwyrodnieniom, jak się ukształtowała ostatecznie, jakiemi zajmowała się ideami, czem obdarzyła ludzkość. Osobny rozdział poświęcimy Masoneryi w Polsce i jej specyalnym przeobrażeniom w czysty ruch wolnościowy, lat 1820—1830. Praca nasza, o ile sięgają nasze wiadomości, jest w czasach nowszych pierwszą, która zamierza wyjaśnić ten przedmiot, na podstawie zupełnie swobodnego badania. Szczupły jej rozmiar nie pozwala autorowi na zajmowanie się różnemi szczegółami, któremi są przepełnione dzieła rozmiarów większych. Zająwszy się jednak istotą Masoneryi, możemy pominąć niemal wszystko, co było i jest przemijającym dodatkiem. Specyalnie co do Masoneryi w Polsce zaznaczyć musimy, że istnieją jeszcze materyały przez historyków nie spożytkowane, jak np. fascykuł w archiwum warszawskiego generał-gubernatorstwa, który to fascykuł historyk Aleksander Kraushar miał w rękach i przeglądał. Następnie w bibliotece Zamojskich spoczywa także nieużyty przez nikogo sekstern, który przeglądał Stefan Żeromski. Wreszcie po zbiorach prywatnych kryje się dużo druków Masonskich papierów, dokumentów, po które dziś sięgać niepodobna. Masonerya w Polsce czeka jeszcze na swego dziejopisa, gdy w Jezuicie Załęskim miała tylko swego karykaturzystę, jeżeli nie kalumniatora, jak powiedzieliśmy wyżej. Autor niniejszej broszury historykiem Masoneryi zostać nie może, bo go bujne współczesne życie do innych wysiłków wzywa. Gdy jednak i sam ze strony polskich klerykalistów miano Masona z powodu swego wolnomyślicielstwa otrzymywał i gdy swą brać pracującą takiem mianem darzoną widział a wszyscy go dokoła ciągle pytali: co to jest Masonerya? — przeczytał z jaką półsetkę książek, myślał nad niemi, a wynikami tego czytania i myślenia dzieląc się ze swymi czytelnikami, daje to, co tym czytelnikom wystarczy, odpowiedź na pytanie — a nawet więcej, bo wątek bibliograficzny, wedle którego, o ile mieliby ochotę, mogliby rzecz badać dalej.
II.
CZYNNIKI HISTORYCZNE MASONERYI.
Wyrażenie Mason znaczy Mularz; wyrażenie zaś Frank-Mason, lub źle spolszczone Farmazon, znaczy Wolny Mularz. Angielski wyraz Freemason zjawia się w historyi po raz pierwszy, jak świadczą dokumenty, 1376 roku. Panuje jednak na to powszechna zgoda, że mularze “wolni” wieków średnich, którzy się zajmowali budownictwem rzeczywiście a nie w znaczeniu przenośnem, nie mają nic wspólnego z Masoneryą nowożytną, zajmującą się “budowaniem moralnem” a istniejącą od 1717 r. Sami jednak Masoni przez długi czas wywodzili się z bardzo odległej starożytności a śród legend masońskich nie brak i takich, które za pierwszych Masonów uważają Adama i Ewę w raju. Pozory wywodu naukowego ma twierdzenie Lessinga, który mniemał, że wyrażenie Mason (mularz) pochodzi od Mase (stół), Masonerya zaś od słowa Massoney, więc jej założycielami mieli być Rycerze Okrągłego Stołu. Bezzasadność tych twierdzeń wykazano dostatecznie. Tak samo obalono wywodzenie Masoneryi od Zakonu Templaryuszów, skasowanego bulą papieża Klemensa V z 2 maja 1312 roku, dalej od rzekomych Rycerzy Różokrzyżowców, gdyż wykazano, że słowo Różokrzyżowcy pochodzi od Christianusa Rosencreutza, postaci legendowej i prawdopodobnie wymyślonej przez J. V. Andreae, teologa wirtemberskiego, że uczeni Leibniz i Kartezyusz napróżno poszukiwali takiego związku, że istnienia jego nie udowodniono, aczkolwiek w wieku XVIII grasowali poszczególni Masoni-Różokrzyżowcy. Księża wywodzą ich chętnie od Gnostyków 1-go wieku, od Essejczyków, których zwyczaje opisał szczegółowo historyk żydowski Józef Flawiusz, traktują ich bowiem jako religijną sektę, co jest błędne, gdyż Masonerya posiada wszystkie cechy związku czysto świeckiego, a niekiedy zabraniała nawet zajmować się religią i polityką. Pozostawiając tedy na boku legendę masońską, bardzo nieraz fantastyczną i naiwną, nawet wtedy, gdy chce zastanawiać się nad historyą “Ducha Masoneryi”, przejść musimy do różnych historycznych już hypotez, wyprowadzających Masoneryę współczesną od Związków Zawodowych niemieckich średniowiecza, jak Związek Kamieniarzy, cechy, gildje. W tym wypadku historyków myliło podobieństwo niejednokrotne zwyczajów i rytuałów, jakie znachodzili w lożach masońskich, z rytuałami i zwyczajami owych średniowiecznych związków. Wszelako łatwo dało się wykazać, że dziedzictwa w ścisłem tego słowa znaczeniu nie było, lecz że związki nowe odświeżyły niektóre zwyczaje stare. Ciągłości dziejowej pomiędzy niemieckiemi związkami dawnych wieków a Masoneryą nowożytną nie udowodniono. Zdaje się, że najprawdopodobniej Masonerya wykwitła ze związków zawodowych budowniczych angielskich w chwili, gdy te związki dla uratowania swego istnienia zaczęły przyjmować na członków ludzi niefachowych. Zwłaszcza doszły nas szczegółowsze wiadomości o związkach szkockich. Koniec końców do roku 1717 istnieją dla Masoneryi czasy przedhistoryczne, powiedzmy — bajeczne. Dopiero z tym rokiem rozpoczyna się właściwa historya, oparta na dokumentach. Albowiem dnia 24 czerwca tego roku w Londynie cztery loże, z których każda liczyła mniej więcej 15 członków, połączyły się w jedną lożę Wielką. Jeszcze wszelako niema nazwy Wielkiego Mistrza, która wypływa dopiero z dniem 24 czerwca 1721. Na czele Masoneryi angielskiej staje wybitna osobistość, książę John Montague, Masonerya zyskuje rozgłos, Anderson pisze jej ustawę, opierając się przy tem na starszych ustawach budowników, czego wymagał konserwatywny duch angielski, odtąd też znajdujemy już ową ciągłość historyczną pomiędzy lożami Anglii, Francyi, Niemiec, Austryi, Włoch, Hiszpanii a nawet Polski. Posiadamy szczegółowo opracowane historye Masone- ryi we wszystkich poszczególnych krajach, widzimy, że Masonerya swobodniej rozwijała się w krajach niekatolickich, niż katolickich, a więc w krajach, posiadających kościoły narodowe a nie należących do tak zwanego kościoła powszechnego, kosmopolitycznego, czyli katolickiego, a działo się to dlatego, że w krajach niekatolickich królowie stawali się protektorami Masoneryi, podczas gdy w krajach katolickich protekcya taka długo nie trwała, albowiem Jezuici zdołali zawsze w końcu wszczepić w królów nieufność do tych związków. Z chwilą tedy, gdy został wytknięty punkt w dziejach, od którego zaczyna się Masonerya historyczna, możemy sięgnąć okiem wstecz celem zbadania, z jakich pierwiastków mogła ona powstać, czego była wynikiem, jednem z ogniw jakiego łańcucha? Pytanie to nie je st małoważne i może naw7et z owych przedhistorycznych czasów na historyczną Masoneryę rzucić pewne światło zrozumienia tego dziwnego pędu do twrorzenia związków, nieraz przestarzałych, często zbędnych, ale często istotnie przodowniczych. Człowiek jako istota gromadzka szukał zawsze w związkach oparcia dla przeprowadzenia swoich zamiarów. Państwa, będące nieraz tylko igraszką w ręku świetnych wodzów, wojowników, królów, cesarzów, nie dbały lub nie mogły dbać o interesy moralne i materyalne różnych grup społecznych, większych czy mniejszych. Pliniusz Starszy w “Historyi Naturalnej” (V. 15) opisuje nam taki związek, powiadając: “Na stronie zachodniej (Morza Martwego) mieszkają tak daleko od brzegów, jak jest szkodliwe (Morze Martwe) Essenowie, rodzaj ludzi samotnych (gens sola) i różniący się od wszystkich innych ludzi w świecie; bez kobiet, zrzekłszy się związków miłosnych, bez pieniędzy, żyje w towarzystwie palm. Towarzystwo ich zawsze równe, odradza się ciągle przez przybyszów, albowiem wielu tu przybywa takich, co uprzykrzywszy sobie życie i pędzeni burzą losu, obyczaje ich przyjmują. Tak przez tysiące wieków, rzecz do wiary niepodobna, utrzymuje się naród, w którym nikt się nie rodzi. Tak dla nich płodnem jest obrzydzenie życia innych.” Dziś wiemy, że Essejczycy narodu nie stanowili, że do Pliniusza “tysiące wieków” nie istnieli, że tylko pewien ich odłam nie żenił się. Chcieli oni żyć uczciwiej, uczynić człowieka lepszym, popierali się wzajemnie a także w kwestyach religijnych mieli inne poglądy, niż klasa możnych Saduceuszów, których możnaby porównać z naszymi Ugodowcami, i klasa Faryzeuszów, którzy stanowili coś w rodzaju palestyńskiej Narodowej Demokracyi. Essejczycy, podobnie jak współczesna Masonerya, lub jak socyaliści w Europie, nie stanowili właściwie związku tajnego, gdyż istnieli całkiem jawnie, tworzyli natomiast towarzystwo zamknięte, do którego dostęp był utrudniony, jak wogóle i w dzisiejszych czasach różne stowarzyszenia, stronnictwa i partye bywają wybredne i stawiają kandydatom na członków różne wymagania. Essejczycy mieli swój własny pogląd na świat, co odpowiadałoby dzisiejszej ideologii i programom stronnictw. Wymagali od członków dyskrecyi, czego się i dziś od stowarzyszonych wymaga. Dyskrecyę tę stwierdzało się przysięgą straszliwą, zamienioną na dzisiejsze uroczyste słowo honoru. Odstępców lub zdrajców wydalano, niekiedy karano, co i dziś ma miejsce. Jeżeli tedy pomiędzy starożytnymi Essejeżykami a współczesnymi Masonami, Socyalistami i tp. związku pochodzeniowego żadną miarą odnaleźć nie można i wszelkie odnośne wywody są sztucznem naciąganiem, to jednak pozostaje faktem, że ludzkość w rozmaity sposób zaprawiała się do organizacyi, że w podobnych warunkach podobne związki powstawały, że były one wywołane koniecznością i że dawały jednostce oparcie. Uczyły one zarazem tę jednostkę walczyć o coś wspólnie i trzymać się przepisów dobrowolnie przyjętych. Ale prócz Essejczyków mamy w starożytności inny przykład, że sięgniemy do li- stów apostolskich i do Apokalipsy św. Jana. Owe “kościoły” w Efezie, Smyrnie, Pergamie, Filadelfii, w bibliach protestanckich nazywane słuszniej “zborami,” były właściwie, jak świadczy greckie słowo “ekklesia,” zgromadzeniami, związkami, a dopiero późniejsi pisarze pod wyrazem “ekklesia” rozumieli “kościół”. Całe chrześcijaństwo w Rzymie było zrazu związkiem zamkniętym, jak Essejczycy, to znaczy, że kto do nich przystępował, musiał przyjąć ich pogląd na świat, na Boga, na zadania człowieka i zachowywać ścisłą dyskrecyę. Dopiero gdy rozpoczęło się prześladowanie, towarzystwo zamknięte zamieniło się na towarzystwo tajne. A jak Masonerya poznaje swych członków po pewnych znakach tajemniczych, jak socyaliści w krajach, gdzie istnieją konspiracyjnie, posiadają swe hasła, tak samo związki tajne chrześcijan miały swe symboliczne znaki, jak “ryba,” “dobry pasterz,” “znak krzyża” kreślony na czole, ustach i piersi. Niekiedy związki powstawały nagle jak burza, posiadając charakter silnie rewolucyjny, czego dowodem choćby związek rzymskich gladyatorów, który pod dowództwem Spartakusa chwycił się zbrojnego oporu i formalne bitwy z legiami rzymskiemi staczał. Jeżeli już sięgać do przykładów z dziejów starożytnych, to niepodobna ominąć faktu może najpopularniejszego, a mianowicie związku, jaki stanowił Jezus z Apostołami. Związek ten posiadał nawet wspólną kasę, która była na przechowaniu u Judasza. Związek ten był związkiem zamkniętym, bo mieli do niego dostęp tylko ci, którzy przyjęli naukę mistrza i jego sposób życia. A wreszcie związek ten był później tajnym, gdyż ukrywano się przed prześladowaniem, aż wreszcie Judasz główną osobę zdradził, a ówczesna władza państwowa skazała ją na śmierć przez powieszenie na krzyżu. Przejdźmy do Wieków średnich. Po głowach ludzkich błąka się dotąd zadawnione mniemanie, że na gruzach cywilizacyi rzymskiej powstała chrześcijańska i że ona rozszerzyła się na dzicz europejską. Przeciwnie, rzymska cywilizacya przerzuciła się na Europę, połączyła się z starą cywilizacyą miejscową i z tych dwóch czynników powstała cywilizacya wieków średnich, zaćmiona fanatyzmem chrześcijań- skim, gusłami, wiarą w blizki koniec świata i straszliwy sąd ostateczny. Ludzie sfanatyzowani żyli bez jutra. Ale cały świat nie mógł tak żyć a przedewszystkiem nie mógł długo tak żyć. Wprawdzie rzymskie związki (collegia) nie są rodzicielami średniowiecznych gildji, bractw i lóż (Bauhuetten), wszelako są jakimiś wogóle przodkami, gdyż z rzymskiej cywilizacyi na cywilizacyę średniowiecza przeszły różne urządzenia, wagi, miary, system monetarny, ujęcie rękodzielnictwa w ramy pewnego nadzoru, czci zawodowej, opieki. Szczególniej budownictwo, jako rzecz najbardziej społeczna, wymagało kontroli i powagi Ale już najwięcej budowli wznosi kościół, przeto budownictwo dostaje się pod jego władzę. Słusznie zauważo- no, że “gdzie nadto mozoli się ręka, tam głowa zbytniemu rozmyślaniu oddawać się nie może.” Powstają bractwa, związki zawodowe, cechowe, kupieckie, rzemieślnicze, studenckie. Każdy człowiek, który chce, aby go szanowano i aby miał pewną pozycyę w świecie, należy do jakiegoś związku. Związek taki myśli o nim, daje mu opiekę, moralne i materyalne oparcie. Jeżeli dostanie się do więzienia, związek wykupuje go stamtąd, jeśli umrze, związek myśli o jego pogrzebie, o mszach za jego duszę, o pozostałej rodzinie. Związki posiadają sądy rozjemcze dla członków. Związki budowniczych nabierają szczególnej siły, gdy w wieku XI budownictwo, jak wogóle całe mieszczaństwo, uniezależniło się od kościoła. Przed Reformacyą budowano wiele a zwłaszcza świątyń. Średnie wieki wypiastowały typy “Mistrza,” “Czeladnika,” “Ucznia,” które potem jako symboliczne stopnie przyjęła Masonerya. Ale nadużycia kościoła katolickiego, który dla swych olbrzymich świątyń potrzebował szalonych środków materyalnych i żadnemi sposobami w celu ich otrzymania nie gardził, jak słynne szachrajstwa z kartkami odpustowemi od kar czyscowych, wywołały protest. Wogóle poczęła się budzić myśl wolna, kiełkują w duszach ludzkich nowe idee, dusze te budzą się z średniowiecznego letargu. Rozlegają się głosy, domagające się swobody sumienia, wolności słowa, prawa nieuprzedzonego badania naukowego. Następuje wielkie odrodzenie ludzkości, wybucha Reformacya, zakwita humanizm. Z jednej strony widzimy kościół jako potężną instytucyę, broniącą uparcie swych starych praw za pomocą klątw, więzień, stosów, z drugiej zaś strony całą armię związków, która, nie będąc właściwie zespoloną w jedną nierozerwalną organizacyę, w jakiś związek związków, mimo to osiąga względną jedność przez wspólność dążeń głównych. Wreszcie Reformacya zwycięża, zwycięża także humanizm. Ale średniowieczny mistycyzm wraca niby powrotna fala, zalewa związki: budzi się Wiara w istnienie czarownic, w opętanie ludzi przez dyabła, w skuteczność egzorcyz- mów, w możność otrzymywania złota w alchemicznych tyglach. I wiele czasu upłynęło, nim alchemia zamieniła się w chemię, nim związki z siedlisk zabobonów stały się siedliskiem humanitarnych dążeń. Wszystkie te bractwa, gildye, cechy, związki, musiały mocą tradycyi oddziałać na historyczną Masoneryę wieku XVIII-go. Powiedzieliśmy wyżej, że “gdzie zbytnio mozoli się ręka, tam głowa nie może nadto oddawać się rozmyślaniu.” Otóż przejście pewnych związków z podstaw czysto zawodowych do podstaw bardziej ideowych nie było rzeczą nagłą. Działo się to powoli. Już od wieków każdy rzemieślnik, każdy kupiec a nawet każdy żak (student) miał jakiś związek, który bronił jego interesów. Takiego związku nie miał tylko myśliciel niezależny, człowiek nauki, którego wiedza doprowadzała do odmiennego poglądu na świat, niż go szerzył kościół. Człowiek nauki nie chciał robić polityki i jak zwykły rzemieślnik dążył do wyzwolenia swej specyalności od wpływów postronnych, które to wpływy jednak rządziły ludzkością. Dzięki pewnym zastarzałym poglądom, zaćmiewającym umysł ogółu, dzierżyły one władzę w swych rękach, postępująca wiedza psuła im ich politykę, więc trzeba ją było prześladować. Wszelako uczeni ci, zdołali już do pewnego stopnia całe warstwy wykształcić, myślowo wyzwolić. Warstwy te były macicą, która wypiastowała dzisiejszą inteligencyę. Skoro tedy pewne związki zajęły się także zagadnieniami natury ogólniejszej, jak kwestyą kultury, oświaty, wolności sumienia, poczęli się do nich garnąć ludzie tak zwanych zawodów wolnych, następnie w niektórych takich związkach wzięli górę, a dzięki temu wzięła górę idea inteligencyi i jej interesów nad ideą zwykłego zawodu i ochrony jego potrzeb. W ten sposób stajemy na rozgraniczu historycznem, którego wyraźny słup stanowi rok 1717, ze względu zaś na dokumenty rok 1723. Teraz też pojmiemy, dlaczego do tego “symbolicznego budownictwa” z przestarzałemi tradycyami “fartuszków,” “kielni,” “cyrklów,” garną się najwięksi uczeni, poeci i wogóle ludzie jak Fichte, Lessing, Goethe, Benjamin Franklin, muzyk Haydn, Wolter, Walter Scott, Rueckert, Freiligrath, Herder, Laater, mężowie tacy jak Waszyngton, generał Henryk Dąbrowski, generał Kniaziewicz, Niemcewicz, Brodziński i któż zdoła ich wszystkich wyliczyć! Budzi się myśl odrodzenia człowieka i odrodzenia społeczeństwa. Lessing pisze swoją znamienną rozprawę “O hodowli ludzkości.” Wiek XVIII staje się Wiekiem Oświecenia, wiek ten myślowo przygotował się do Wielkiej Rewolucyi francuskiej, która przeobraziła świat. Ale, rzecz prosta, niema pszenicy bez kąkolu, niema światła bez cieni i niema postępu bez nadużyć. Gdy z jednej strony w związkach ludzkość XVIII-go wieku szuka ostoi dla swych palących zagadnień, zjawia się cały szereg oszustów, szarlatanów, zręcznych wyzyskiwaczy, którzy korzystając z łatwowierności ludzkiej i resztki skłonności do wiary w nadprzyrodzone zjawiska, zaczynają na tle swych związków grasować jak zwyczajni awanturnicy. Fakty takie były zawsze i prawdopodobnie długo jeszcze będą stałe powtarzającą się chorobą wszelkich związków ludzkich, na co i teraźniejszość cierpi, dopóki kultura człowieka nie osiągnie pewnej doskonałości. One też owym związkom psuły opinię, jak i dziś nieraz psują. Faktów tych czepiają się wrogowie idei przewodniej i twierdzą, że to właśnie ona z konieczności do tych zboczeń prowadzi. Gdyby jednak zarzut ten miał być słusznym, to wynikałby potworny wniosek, że Chrystus wyhodował Judasza, prawo bezprawie, okradziony złodzieja, a minister komunikacyi musiałby zostać pociągnięty do odpowiedzialności za to, że jakiś elegancki rabuś jeździł kolejami, pozostającemi pod jego zarządem. Skoro rzuciliśmy okiem na wieki średnie i ich związki, skoro rozejrzeliśmy się w związkach wieków nowożytnych i skoro dotarliśmy aż do XVIII-go wieku, który wyłonił z siebie związki myślowe, do jakich prze- dewszystkiem wypada zaliczyć Masoneryę, musimy z konieczności raz jeszcze spojrzenie skierować w przeszłość, aby zbadać, jakie koleje przechodziła myśl ludzka, nim dostała się na “pracownie” Masoneryi, w którym to wypadku wyrazu “pracownia” używamy w znaczeniu masońskich lóż, czyli zborów. Owa myśl ludzka szukała zawsze odpowiedzi na pytania tak zwane zasadnicze: skąd wziął się ten świat? co to jest Bóg? jakie losy czekają człowieka po śmierci? Na te pytania odpowiadano zawsze w dwojaki sposób, do wręcz odmiennych sięgając źródeł. Jednem źródłem były tak zwane objawienia, drugiem źródłem badania uczonych. Kapłani twierdzili, iż Istota Najwyższa pewnym wybrańcom objawiała tajemnice bytu. Uczeni natomiast mówili, że człowiek wszystkiego sam dociekać musi. Kapłani zbierali różne objawienia w księgi i tworzyli wyznania; uczeni również zbierali swe wiadomości księgi i zakładali uczelnie, biblioteki doświadczalnie. W ten sposób powstały dwa prądy, które się z sobą ścierały. Na imię im: wiara i wiedza. Wiedza twierdziła, że świat znajduje się w ciągłym rozwoju. Wiara, że został on stworzony odrazu przez bogów. Z wielobóstwa wyłoniło się jedynobó- stwo, które znowu w dwojaki sposób wyobrażało sobie stworzenie świata przez Boga; jeden sposób, że Bóg stworzył świat z niczego mocą swego cudotwórczego słowa, drugi sposób, że uczynił go swemi rękami. Oba te wyobrażenia znalazły odbicie w Biblii, w Starym Testamencie, w dwóch pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju, a mianowicie w rozdziale pierwszym wiara w cudotwórczą moc słowa Bożego “stań się” (po hebrajsku “ihi”), natomiast w drugim wyobrażenia o “zbudowaniu” świata przez Boga, gdzie zamiast “stań się” czytamy “Bóg uczynił niebo i ziemię,” “spuścił deszcz na ziemię,” “utworzył człowieka z mułu,” “tchnął” w niego dech, “naszczepił” Raj i t.d. Mimo nauki kościoła o stworzeniu świata “z niczego” wyobrażenia tej drugiej kategoryi przedostały się do wieków średnich, a niektóre sekty nazywały Boga “Fabricator Mundi” (Budowniczy świata), który wedle niedocieczonych planów dzieła swego dokonał. To pojęcie o czysto mechanicznej i raz dokonanej pracy budowniczej Boga poczęło się zwolna zmieniać w ten sposób, że Istota Najwyższa świat w nieznany bliżej sposób “ciągle buduje.” Albowiem od XVI-go wieku poczęło ulegać silnej przemianie samo pojęcie Istoty Najwyższej, ścisły monoteizm żydowski zamienił się był zwolna w chrześcijaństwie na Boga trój osobowego. Całe średnie wieki wie- rzą w takiego Boga. Z chwilą jednak, gdy myśl ludzka poczęła żywiej pracować, pojęcie Boga trójosobowego zaczęło się zmieniać na pojęcie Boga bezosobowego. Tu rodzi się tak zwany deizm, który w XVIII wieku zapanował na całej linii śród ludzi oświeconych. Masonerya, która wprawdzie głosiła zupełną wolność wierzeń, chyliła się w stronę czystego deizmu i stąd mamy u niej pojęcie Boga jako Wielkiego Budowniczego Świata. Ale to “budowanie” nie jest materyalnem, mechanicznem, całe wyrażenie jest wogóle symbolicznem. Masoni jako ludzie wykształceni, zachowując deizm, chcieli z niego wyłączyć wszelki antropomorfizm, choćby tego rodzaju, który psychologię Istoty Najwyższej wzoruje na psychologii zwykłego człowieka. W ten sposób na utworzenie się Masoneryi XVIII-go wieku wpłynęły dwa czynniki: ciałem były związki zawodowe, duszą nowa myśl filozoficzna. Już to wystarczało, aby Masonerya z konieczności stanowiła towarzystwo zamknięte. Z tem pojęciem łączyły się jednak inne. Pogląd na świat uległ wskutek rozwijającej się nauki zupełnemu przeobrażeniu. Ziemia jest kulą. Kula ta pędzi z szaloną szybkością przez przestwory. Istnieją antypody. Słońce jest gwiazdą stałą. Ziemia nie jest środkiem świata... Wiemy, że za głoszenie takich pojęć szło się na śmierć męczeńską. Jeszcze metafizycy niemieccy muszą pisać ostrożnie, aby się nie narazić na prześladowania policyi. Nietrudno tedy pojąć, dlaczego Masonerya w chwili swego powstania otoczyła się tajemniczością, dlaczego wprowadziła różne stopnie, dlaczego nie odrazu odsłaniała nowym członkom wszystkie swoje sekrety. W związkach masońskich znalazł opiekę nowy typ człowieka. Ale nie na tem koniec. Dochodzące do polityczno-społecznej świadomości mieszczaństwo, nad które wynosiła się obdarzona przywilejami szlachta, rzuca już hasło: “Równość.” Za to hasło szło się niegdyś także na szafot. Wszelako postępująca oświata dokonała, że hasłem tem przejmowali się ludzie nawet pochodzący ze sfer arystokratycznych. Przywilej “rodu” przestarzał się, tracił sens politycznie i społecznie. I już nie trzeba było rewolucyonisty, aby wierzyć w słuszność tego nowego hasła. Tem się tłómaczy, że do Masoneryi, której w ciągu całego XVIII-go wieku główną zasadą była “Wolność i Równość,” należeli wybitni arystokraci a nawet królowie, jak Fryderyk Wielki, przyjaciel Woltera. Dewiza masońska, kabalistycznymi ich znakami wyrażona, którą spotykamy w różnych książkach, na rozmaitych pieczęciach a także na przeróżnych przedmiotach, brzmi: “Wolność, równość jak w przyrodzonej religii patryarehów. Tem się też tłómaczy, że gdy Wielka Rewolucya francuska zasadę tę wprowadziła w życie, Masonerya francuska na razie straciła dalszą racyę bytu, cel istnienia, i musiała sobie dopiero szukać celu nowego. Gdybyśmy wątpili, czy istotnie swobodne poszukiwanie prawdy było tak niebezpieczne i na takie prześladowania narażało, że aż trzeba się było uciekać do związków tajnych a co najmniej zamkniętych, gdybyśmy powtarzam, wątpili w ten fakt historyczny a wątpili na tej zasadzie, że się on w naszej głowie już pomieścić nie może, to sięgnijmy choćby do polskiej literatury przeciwmasońskiej. Jezuita Załęski w swej książce “O Masonii w Polsce” piętnuje otwarcie “propagandę wolnego badania, wolnej nauki, wolnej wiary (str. 31), gromi tych, którzy nie kładą “żadnej granicy poszukiwaniu za prawdą” (str. 33), boć zresztą przyznaje okrutne prawo kary śmierci nietylko papieżowi, ale lada biskupowi, o ile jest księciem udzielnym (str. 41). Sięgnijmy je- dnak wyżej, bezpośrednio do prasy papieskiej, która współczesne uniwersytety nazywa “próchniejącemu kośćmi, szerzącemi okropną zarazę,” dla których jedyny ratunek nastanie wtedy, jeżeli “uznają za punkt wyjścia prawo boskie, jak im je wyłoży najwyższy a nieomylny profesor — papież. Tam, gdzie się nie zmieniają idee, nie zmieniłoby się i postępowanie, gdyby siły odpowiadały zamiarom. Na szczęście władza świecka kleru należy do przeszłości. W ten sposób zbadaliśmy wszystkie czynniki, które stały u kołyski rodzącej się w wieku XVIII Masoneryi i które nadały jej oblicze. Jak w wiekach średnich każdy zawodowiec miał swój cech, do którego należał, tak w Dobie Oświecenia każdy inteligentny człowiek łączył się z Masoneryą. Godzą się na to wszyscy a nie przeczy temu nikt. Poznawszy tedy owe dla Masoneryi czasy przedhistoryczne, możemy z kolei zająć jej czasami historycznymi.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Co to jest Masonerya?.
