Front matter
WOJCIECH SZUKIEWICZ
O KREMACJI
czyli
całość
WOJCIECH SZUKIEWICZ
O KREMACJI
czyli
paleniu ciał po śmierci
WARSZAWA
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI POWSZECHNEJ
MARSZAŁKOWSKA № 139
1909
DRUK L. BILIŃSKIEGO I W. MAŚLANKIEWICZA, NOWOGRODZKA 17.
Co robić ze zwłokami ludzi zmarłych, to jedno z pytań nasuwających się nieustannie uwadze ludzkiej i sprawiających niemały kłopot wobec trudności i zawiłości tego prostego na pozór zagadnienia. Znakomita większość ludzi nie lubiących zastanawiać się wogóle nad życiem i jego wymaganiami sądzi, że sprawa nie nastręcza żadnych zgoła wątpliwości, że zwyczaje grzebalne są nietylko obecnie powszechnie obowiązujące ale jedyne i najlepszej i że nie ma wogóle o czym mówić, boć istnieje wiele rzeczy ważniejszych i godniejszych głębokiego zastanowienia. Wszakże dzieje ludzkie dowodzą zupełnie czego innego i wskazują ponad wszelką wątpliwość, że przeciwnie zwłoki zmarłych bliźnich nastręczały zawsze wiele kłopotów i zajmowały umysły rodzaju ludzkiego od najwcześniejszego zarania kultury. Oddawanie ostatniej posługi zmarłym przybierało w ciągu dziejów najrozmaitsze, nieraz postacie, a waga, jaką do niej przywiązywano, wskazuje, że nieboszczykami sobie głowy bardzo pilnie i nad rozwiązaniem tego zagadnienia ustawicznie pracowano. Rozmiary i cel pracy nie pozwalają mi nawet w najkrótszym szkicu podać tutaj bodajby najważniejszych sposobów usuwanie trupów ludzkich, nie pozostaje mi też nic innego jak tylko skierować ciekawych do niewielkiej książeczki dr. Ernesta Vixa p. t. „Die Totenbestattung“ (Bibljoteka Reclama № 3551, 3552), gdzie wszystkie dawniej i dzisiaj gdziekolwiekbądź na kuli ziemskiej praktykowane sposoby oddawania ostatniej posługi zwięźle i treściwie ale zajmująco i dokładnie zostały omówione. Pomimo faktu, że śmierć jest wypadkiem codziennym i aż nazbyt powszednim, że więc ludzie mieli pozornie dosyć czasu na wypróbowanie wszystkich sposobów usuwania nieboszczyków i zdecydować się ostatecznie na jeden uznany za najlepszy i najwłaściwszy, rozmaitość poglądów w tym kierunku jest ogromna nietylko w różnych częściach świata i na różnych stopniach kultury, ale wśród jednego i tego samego społeczeństwa znajdującego się na najwyższym spółcześnie stopniu rozwoju cywilizacyjnego. Pytanie, co robić ze zwłokami ludzi zmarłych, jest najbardziej aktualne, i nie tracąc nigdy swego doniosłego znaczenia nabiera z dniem każdym coraz większej zawiłości a to z przyczyn najrozmaitszej natury, które w ciągu niniejszej krótkiej pracy kolejno przedstawione z różnych punktów widzenia poznamy. Ograniczając się do głównego tematu, to znaczy do wykazania, że palenie a ściślej mówiąc pośmiertne spopielanie ciał jest najracjonalniejszym sposobem usuwania trupów ludzi zmarłych jakoteż oddawania tak zwanej ostatniej posługi, będziemy mogli okolicznościowo poruszyć wiele spraw z kremacją związanych i na wiele pytań ubocznych z tym jednym głównym złączonych odpowiedzieć. Mówiąc o ujemnych stronach grzebania trupów ludzkich w ziemi będę miał jeszcze sposobność wykazania szczegółowego, że tak zwany wieczny spoczynek jest fikcją i czymś wprost nieosiągalnym przy zwyczajach grzebalnych, urągających najelementarniejszym warunkom niezbędnym do zapewnienia wiecznego spokoju, o ile ten wogóle jest możliwy i pożądany (o czym zaraz słów kilka powiemy), tutaj zaś pragnę tylko przypomnieć wszystkim zwolennikom grzebania, jako sposobu zapewniającego wieczny spoczynek, że rozkopywanie i plądrowanie grobów w celach naukowych jest od bardzo dawna na porządku dziennym, że oddaje nauce i badaniom antropologicznym, etnograficznym, archeologicznym i historycznym ogromne usługi, i że najzawziętsi zwolennicy grzebania trupów w ziemi dla zapewnienia im wiecznego spokoju nie cofną się w danym razie (i zupełnie słusznie) przed rozkopaniem i zbadaniem grobu w celach naukowych ilekroć razy nadarzy się po temu sposobność, której wszakże dla dobra nauki a częstokroć tylko dla zaspokojenia prostej ciekawości nikt bez wyzyskania nie pominie. Wszak istnieje wielu przeciwników palenia ciał po śmierci dlatego tylko, że przyszli uczeni i badacze nie będą mieli tej przyjemności, jaką posiadają dzisiejsi grzebacze grobów, przyczym jednak zapominają, że obecnie żyjące pokolenia pozostawią po sobie zgoła inne ślady niżeli grobowce, i że w dalekiej przyszłości rozkopywanie grobów ani w przybliżeniu nie będzie miało dla nauki tej wagi, jaką bezsprzecznie posiada dzisiaj. W każdym razie stanowisko to może chwalebne z punktu widzenia przesadnej gorliwości naukowej nie może być uzasadnieniem opozycji przeciwko pośmiertnemu spopielaniu ciał rzekomo dlatego tylko, że grzebanie zapewnia wieczny spoczynek, którego grób ma być najlepszym zabezpieczeniem. Świadomość, że groby nasze nigdy przed rozkopywaniem ciekawych badaczy i szperaczy zabezpieczone nie będą, że przeciwnie będą na pewne rozkopywane nawet wtedy, kiedy by inne nazbyt, częste i nieuniknione okoliczności do tego nie zmuszały, powinna wystarczać w całości do tego, żeby zaniechać grzebania ciał ludzkich w ziemi paląc je natomiast a raczej spopielając i zabezpieczając je w ten sposób od wszelkiej w innych razach wprost nieuniknionej profanacji. A teraz słówko o pragnieniu zapewnienia tak zwanego wiecznego spoczynku. Pragnienie to jest co prawda wprost niezrozumiałe, bo wieczny spokój to wieczna śmierć i wieczny zastój, to wycofanie się z ogólnego obiegu żywej materji, to zubożenie zapasu energji życiowej. Czy taki stan może być dla kogokolwiek ideałem i marzeniem? Czy nie lepiej i nie piękniej wrócić po śmierci co najrychlej do ogólnego skarbca przyrody sobie w ten sposób faktyczną i szczytną nieśmiertelność pomimo zaniku naszej świadomości raz na zawsze, z czym nam tak trudno się pogodzić. Zdawałoby się, że najpewniejszy pozornie środek zabezpieczenia wiecznego spoczynku (czemu fakty jednakże przeczą) jest mumifikacja trupów ludzkich na wzór mumji egipskich, które wszakże muszą pokutować po wszystkich muzeach całej kuli ziemskiej dalekie od tego wiecznego spoczynku, jaki im rzekomo miano w ten sposób zagwarantować; jeżeli mumifikacja nie daje, jak widzimy, żadnej pewności wiecznego spoczynku, to czyż istnieje jakikolwiek inny środek, który byłby godzien polecenia, gdyby nawet taki sposób oddania ostatniej posługi miał być istotnie lepszy od spalenia i możliwie najszybszego wrócenia składników ciała ludzkiego do ogólnego obiegu materji? Sposobu takiego stanowczo nie ma i dobrze, ponieważ byłoby to uszczuplaniem życia i mieszaniem się do biegu natury, która zna nieustanną przemianę materji, ale nie zna śmierci i ze wszystkich sposobów zakłócenia swych praw urągliwie się natrząsa. Jeżeli zrozumiemy, że przy procesie spalania się ciała ludzkiego wywiązuje się amoniak, który za pośrednictwem deszczu dostaje się z atmosfery do ziemi i tutaj służy światu roślinnemu za niezbędny pokarm, którego i dodany do ziemi popiół ludzki w doskonałym stanie dostarcza, to zgodzimy się na to, że kremacja jest faktycznie najwłaściwszym sposobem usuwania nieboszczyków połączonym z możliwie najszybszym wróceniem ich do ogólnego obiegu materji, co grzebanie w ziemi, sprowadzające gnicie i rozkład, znacznie opóźnia odsuwając zakończenie tego procesu na miesiące, na lata, a nieraz na setki i tysiące lat. Zdaje się więc, że z najogólniejszego punktu widzenia, wolnego od jakichkolwiek przesądów i zabobonów, opartych na ciemnocie lub nieznajomości najelementarniejszych zjawisk i praw przyrody, kremacja jest nietylko najlepszym ale wprost jedynym dobrym i racjonalnym sposobem oddawania człowiekowi ostatniej posługi, który powinien być marzeniem i ideałem każdego człowieka światłego i nieuprzedzonego, który na życie i jego objawy umie spoglądać sub specie aeternitatis to znaczy pod kątem widzenia wieczności, wobec której nasz tak zwany wieczny spoczynek jest sztucznym i niezdarnym wymysłem, śmiesznym wobec niezmiennych praw wiecznego ruchu i wiecznej przemiany materji, którego ręka ludzka zakłócić nie jest w możności. Te ogólne uwagi mają służyć jedynie jako wstęp wprowadzający Czytelnika w to nowe u nas zagadnienie, które staje obecnie na porządku dziennym naszych spraw; gdyby atoli na korzyść kremacji nie dały się przytoczyć żadne dalsze argumenty sprawa nie mogłaby nabrać znaczenia aktualnego i praktycznego i ogół ludzi nigdyby się nią nie zajmował. Ale za kremacją przemawia całe mnóstwo innych czynników wielkiego znaczenia nie pod kątem widzenia wieczności lecz naszych mizernych spraw ludzkich, i dlatego to kremacja stała się obecnie zagadnieniem nie tyle filozoficznym ile raczej często praktycznym, zaprzątającym umysły tych wszystkich, którzy pragną zasadniczych i głęboko sięgających reform naszego życia zmuszonych do prowadzenia zaciekłej walki z zabobonem, przesądem i rutyną, królującą powszechnie i żądającą dla siebie ofiar z myśli ludzkiej i ludzkiego szczęścia.
I.
Nie przesądzając przyszłości, która przed okiem naszym.jest zakryta, i nie wchodząc w to, czy z czasem palenie ciał ludzkich nie stanie się czymś tak obowiązującym, jak obecnie dajmy na to grzebanie w ogólności albo kwarantanna w czasie epidemji, wszyscy zwolennicy kremacji domagają się jedynie prawa palenia się po śmierci nie przymusowego ale dobrowolnego, zależnego od dobrej i nieprzymuszonej woli, wyrażonej za życia ustnie albo w testamencie w formie tak zwanej ostatniej woli. Towarzystwa kremacyjne albo Towarzystwa Zwolenników kremacji powstają wszędzie jako związki czysto prywatne, których przepisy rozciągają się jedynie na własnych członków a więc przeciwnikom kremacji nie grozi gwałt, nie grozi narzucenie zwyczaju palenia zamiast grzebania w ziemi; a skoro tak, to wybitna niechęć okazywana wszędzie usiłowaniom reformatorskim w tym kierunku nie jest niczym innym uzasadniona jak chyba tylko nietolerancją cudzych przekonań i chęcią narzucania własnych nietylko za życia ale nawet i po śmierci, nietolerancją zasługującą na najwyższe potępienie i odparcie ze strony wszystkich ludzi kulturalnych, światłych i dostatecznie uczciwych na to, aby nie chcieć zadawać nikomu gwałtu dlatego tylko, że się to lub owo nie zgadza z ich zapatrywaniami na daną sprawę, co do której wszędzie panuje wielka rozmaitość poglądów. Z prawno-filozoficznego punktu widzenia uznać musiemy, że każdy człowiek posiada te same, równe, wszystkim przysługujące prawa, i jeżeli jednemu wolno się kazać pogrzebać w ziemi zwyczajnie lub po zabalsamowaniu, to drugiemu powinno być wolno kazać się spalić na popiół i wsypać do urny a potym bądź wstawić do kolumbarjum, bądź zakopać do ziemi, czy w inny jaki sposób prochami swemi rozporządzić. Jeżeli człowiek za życia jest panem swego ciała i nikt mu nie może w państwach wolnych i kulturalnych nakazać robienia takiego czy innego użytku ze swego ciała nie wykluczając nawet dobrowolnego handlowania nim, to tymbardziej powinien mieć swobodę takiego zniknięcia po śmierci z powierzchni ziemi, jaki sam za życia uzna za najodpowiedniejszy i dla siebie najmilszy. Co właściwie może komukolwiek zależeć na tym, czy zostanę pogrzebany, czy spalony, skoro ja osobiście powziąłem pewne w tym kierunku postanowienie zgodne z moim całym poglądem na świat, a bodajby tylko z moją fantazją, która nikomu w drogę nie wchodzi, nikomu nie przeszkadza, i nikomu krzywdy nie przynosi? Zdawałoby się, że jest to tak jasne, iż szkoda czasu na uzasadnienie tego twierdzenia, a jednakże niestety tak nie jest, bo przeciwnicy kremacji nie ograniczają się do niepopierania tej idei, lecz starają się ją zwalczać wszelkiemi zarówno godziwemi, jak i niegodziwemi środkami, nie cofając się nawet przed bojkotem i prześladowaniem równie dobrze samych nieboszczyków jak i ich pozostałych rodzin pragnących z całym pietyzmem zastosować się do ostatniej woli zmarłego, która uszanowana być powinna. Nietolerancja ta posiada rzekome uzasadnienie w fakcie, że grzebanie ciał jest powszechnym, od wieków istniejącym zwyczajem, że więc kremacja występuje przeciwko odwiecznej tradycji, w której obronie jej przeciwnicy pozornie występują. Przeświadczenie to jest atoli oparte na całkowitej nieznajomości dawnych dziejów rodzaju ludzkiego, na nieznajomości najprostszych faktów z naszej własnej historji. Przedewszystkim badania historyczne wykazały ponad wszelką wątpliwość, że ludy aryjskie miały zwyczaj palenia swych nieboszczyków, ludy zaś semickie obstawały przy ich grzebaniu, że więc pogrzeb jest w istocie swej zabytkiem kultury semickiej a nie aryjskiej, nie mamy zatym potrzeby występować w obronie obcej nam tradycji, która dzięki zbiegowi okoliczności stosunkowo niedawno została nam gwałtem narzucona. Następnie każdy z łatwością może się dowiedzieć a bodajby nawet przekonać, że przodkowie nasi nie grzebania, lecz przeciwnie palenie, które na ziemiach polskich zachowało się aż do dziesiątego wieku po Chr., na Litwie zaś aż do wieku trzynastego, stanowiąc powszechny zwyczaj, który dopiero z nastaniem chrześcijaństwa gwałtownie usunięty został. Cała ziemia nasza jest dosłownie pokryta cmentarzami popielnicowemi dawnego pochodzenia, tak że formalnie deptamy po prochach przodków naszych, i gdzie łopatą głębiej w ziemię wsunąć, tam z urnami cmentarnemi pełnemi popiołów z łatwością się spotykamy. Nie chcę przez to zgoła powiedzieć, ażeby przodkowie nasi wcale grzebania zwłok po śmierci nie znali, nie byłoby to bowiem zgodne z faktycznym stanem rzeczy; owszem począwszy od epoki kamiennej poprzez bronzową aż do żelaznej palenie ciał występowało razem z grzebaniem bądź równocześnie w różnych, bądź kolejno u tych samych szczepów słowiańskich, co zależało od rozmaitych czynników zarówno natury religijnej jak i ekonomicznej mianowicie od obfitości albo braku lasów i materjału palnego, ale palenie przeważało a przynajmniej cieszyło się równouprawnieniem i każdy szczep posiadał wolny wybór pomiędzy paleniem na stosie lub chowaniem do ziemi. Na zwyczaj grzebania lub palenia nieboszczyków wpływały rozmaite czynniki, pomiędzy któremi niepoślednią rolę odgrywała także osiadłość lub koczowniczość, łatwo bowiem zrozumieć, że lud osiadły chętnie grzebał swych nieboszczyków mogąc zawsze strzec mogił i ochronić je od łupieży lub profanacji, gdy przeciwnie lud chętniej palił nieboszczyków zabierając ze sobą popioły lub rozsypując je na cztery strony świata. Ludzie spółcześni, jakkolwiek w stanie wysokiej cywilizacji znajdujący się, prowadzą jednakże typowe życie koczownicze, nieustannie zmieniając miejsce pobytu, jeżdżąc z końca świata w drugi i dlatego to dzisiaj również palenie i z tego względu jest rzeczą pożądaną, ponieważ o ile przewiezienie zwłok z miejsca na miejsca jest i bardzo kosztowne i w przeważającej ilości wypadków wprost niemożliwe, o tyle przewiezienie małej i lekkiej urenki z popiołem z jednego kolumbrjum do drugiego nie przedstawia żadnej zgoła trudności i nie naraża nikogo na zbyteczne a nie dające się częstokroć ponieść koszty. Tolerancji dla palenia zwłok mamy prawo domagać się tym bardziej, że przedewszystkim dla rosnącej z dniem każdym ilości ludzi sprawa ta ma znaczenie czysto techniczne z wierzeniami lub przepisami kościelnemi zgoła nie związane, po drugie zaś, że zwyczaj grzebania ciał zamiast ich palenia nigdy nie posiadał a i dzisiaj nie posiada cechy specjalnie chrześcijańskiej, o czym łatwo przekonać się może ten, kto rozejrzy się po świecie i zauważy istniejące pod tym względem zwyczaje. Wszak dzisiaj nietylko chrześcijanie grzebią ciała swych zmarłych bliźnich, ponieważ czynią to również mahometanie, żydzi i chińczycy, i obstawanie przy twierdzeniu, że grzebanie jest specjalnie chrześcijańskim zwyczajem z postulatami religijnemi związanym zdradza nietylko nieświadomość ale niechęć poznania faktycznego stanu rzeczy i upieranie się przy czymś, co nie posiada żadnego uzasadnienia w wierze lub dogmatach religijnych, jak to pokrótce w odpowiednim rozdziale niniejszej pracy wykazać postaram się. W naszym społeczeństwie inicjatywa do założenia „Towarzystwa zwolenników kremacji“ jakoteż do postawienia i eksploatacji własnego pieca kremacyjnego spotkała się z gorącym uznaniem wśród szerokich kół różniących się oficjalnie zaregestrowanym wyznaniem ale godzących się mimo to na spólne dążenie do reformy sposobu oddawania ostatniej posługi zmarłym, zgodnym z wymaganiami nauki jakoteż dzisiejszych warunków ustroju społecznego i całego naszego życia. U różnych ludzi różne pobudki wywierają wpływ na te same lub podobne postanowienia; w przedmiocie kremacji również działają pobudki najrozmaitszej natury, pomiędzy któremi, jak się łatwo przekonać można, niepoślednią rolę odegrywa dość szeroko rozpowszechniona obawa pochowania żywcem w śnie letargicznym lub w innym stanie pozornej śmierci, obawa dręcząca bardzo wielu ludzi, którzy się od tej myśli uwolnić nie mogą, i dlatego są zwolennikami kremacji, które oczywiście pochowanie żywcem stanowczo i niewątpliwie usuwa. W literaturze kremacyjnej znajduje się obszerna praca anglika dr. Franciszka Hartmanna p. t. „Żywcem pogrzebani“, poświęcona zwolennikom kremacji, która na swych kartach opowiada o tak strasznych zdarzeniach, że skóra cierpnie i krew się w żyłach ścina już na samą myśl o możliwości tych okropnych tragedji grobowych, których książka podaje cały długi szereg. Jakkolwiek świat lekarski zaprzecza możliwości pochowania żywcem przy starannych oględzinach lekarskich i urzędowym stwierdzeniu śmierci, to jednakże dr. Hartmann przytacza nazwiska, źródła, miasta, i rozmaite inne okoliczności z taką dokładnością i drobiazgowością, że bodaj możnaby wiarogodność wszystkich przez niego podanych faktów samemu sprawdzić, gdyby zaś drobna część opowiadań była prawdziwa, wystarczałaby całkowicie do przejęcia grozą i przerażeniem, wystarczałaby do żądania powszechnego obowiązku kremacji dla uniknięcia tych niewypowiedzianych cierpień, jakie ludzie w danym razie nieuniknienie przechodzić muszą. Wedle książki dr. Hartmanna znajdowano trupy przewrócone na bok albo plecami do góry bez żadnego wstrząśnienia lub podziałania z zewnątrz; znajdowano zwłoki ludzkie ze śladami rozpaczliwej wałki, z pogryzionemi rękami, z poszarpanym odzieniem, i kurczowo zaciśniętemi rękami, nakoniec z wyrazem niewysłowionego cierpienia na boleśnie powykrzywianej twarzy, a nawet widziano podobno dzieci w trumnach wkrótce po pogrzebie urodzone. Te straszne tragedje grobowe muszą atoli z konieczności trwać krótko, ponieważ śmierć przez uduszenie następuje stosunkowo prędko; okropniejsze są te również w książce podane wypadki pochowania ofiary śmierci pozornej do grobów rodzinnych, obszernych i dozwalających w danym razie wyjść z trumny po przebudzeniu się w niej, ale nie dozwalających wydostać się ze szczelnie zamkniętego i kamieniem grobowym przywalonego sklepienia podziemnego, w którym zamiast szybkiej śmierci przez uduszenie następuje powolna śmierć głodowa jeszcze straszniejsza i jeszcze więcej cierpienia sprawiająca. Zdarzały się wypadki profanacji grobów w celach rabunkowych kończące się niespodziewanie dla obydwów stron interesowanych nagłym przebudzeniem się żywego nieboszczyka, niezmiernie wdzięcznego za chęć sprofanowania i okradzenia grobu. Zamiast wszakże pomnażać listę wszystkich możliwości pochowania żywcem wskutek śmierci pozornej, przytoczę kilka przykładów z pośród całego mnóstwa, zawartego w książce dr Hartmanna, aby skończywszy z anegdotyczną stroną sprawy przejść do przedstawienia całego szeregu argumentów z różnych dziedzin przemawiających za kremacją jako sposobem usuwania z ziemi trupów ludzkich. Pewien sześćdziesięcioletni staruszek uległ silnej chorobie gorączkowej, wskutek której, jak sądzono, wyzionął ducha. Wszystko było już przygotowane do pogrzebu, a nawet postanowiono poddać zwłoki sekcji w celu skonstatowania przyczyny śmierci. Pierwszej nocy po zgonie czuwało dwóch duchownych przy ciele, i ci rozpoczęli kłótnię o to, któremu z nich dwóch przypadnie zapłata za mające się odmawiać modlitwy. Wszczęty przez nich hałas spowodował, że niejaki p. Bruhier wszedł do pokoju dla zapobieżenia mogącemu wybuchnąć nieporozumieniu. Kiedy znalazł się w pobliżu ciała, ciekawością powodowany, podniósł zasłonę z twarzy nieboszyka. Zdawało mu się, że zauważył lekki kurcz w okolicy ust, wskutek czego pochwycił jedną z palących się świec, przysuwając ją kolejno do nosa, ust i skroni zmarłego, ale bezskutecznie. Już chciał znowu odejść, kiedy mu się zdawało, że powtórnie spostrzegł ten sam ruch, i zastosował ponownie środki cucące ale nadaremnie. Kiedy wszakże chciał po raz drugi ciało opuścić w przekonaniu, że obydwa razy podległ złudzeniu, chory przyszedł nagle do siebie i podniósł się w trumnie. Przez cały ten czas posiadał pełną świadomość swego stanu, i wiedział o zajściu pomiędzy duchownemi, jakoteż o ich kłótni. Wyzdrowiał całkowicie i żył jeszcze długi szereg lat. W Austrji w miejscowości Wels, umarła pewna kobieta, a ponieważ po pięciu dniach nie wystąpiły żadne objawy rozkładu, przeto przedsięwzięto wszystkie przewidziane środki zmierzające do ożywienia trupa. Wszelkie usiłowania pozostały wszakże bezskuteczne i dlatego zdecydowano się ostatecznie dłużej z pogrzebem nie zwłóczyć. W nocy przed pogrzebem zebrała się znaczna ilość ludzi w celu czuwania przy zmarłej. Zgromadzeni byli bardzo weseli, niektórzy podchmielili sobie nawet i dopuszczali się nieprzyzwoitych zwrotów pod adresem nieboszczki, proponując jej napicie się wódeczki. W czasie tych żarcików kobieta ocknęła się nagle i usiadła w trumnie. Całe towarzystwo rozleciało się oczywiście jak oparzone, a kiedy wrócili na miejsce, ujrzeli, że chora udała się do łóżka i zasnęła smacznie. Na drugi dzień czuła się już zupełnie zdrowa. Rozumiała wszystko, co się dokoła niej działo, ale nie mogła dać żadnego znaku życia. Pewien młody szlachcic francuski został dzięki chciwości swego ojca zmuszony poświęcić się stanowi duchownemu. Przed otrzymaniem atoli ostatnich święceń odbył jeszcze podróż, a przypadek zrządził, że nad wieczorem zajechał do oberży, której właściciele znajdowali się w stanie wielkiego smutku pogrążeni, ponieważ córka ich, niezwykłe piękna dziewczyna, właśnie poprzedniego dnia umarła. Nazajutrz miał się odbyć pogrzeb, uproszono tedy przyszłego księdza o czuwanie przy ciele podczas nocy i o odmawianie przepisanych modlitw. Podróżny zgodził się na tę propozycję; ponieważ atoli słyszał tyle pochwał o piękności dziewczęcia, z której trupem sam na sam pozostawał, przeto uległ pokusie i ciekawością wiedziony pozwolił sobie zdjąć zasłonę z twarzy. Widok, jaki się oczom jego przedstawił, przeszedł nawet najśmielsze oczekiwania, a wdzięk i powab ciała zmarłej tak na niego podziałały, że zapomniawszy zgoła o swym obowiązku jakoteż o powadze położenia, w jakim się znajdował, dał się unieść namiętności i pozwolił sobie wobec trupa na czyn, który tylko między żyjącemi jest dopuszczalny. Potym opanował go żal i skrucha, tak, że zaraz następnego ranka opuścił oberżę jak mógł najrychlej. Kiedy następnego dnia wszakże pochód pogrzebowy ruszył w drogę a ciało zostało już nad grobem postawione, grabarze poczuli jakiś ruch w trumnie. Otworzono więc trumnę, wydobyto z niej dziewczynę, która po zastosowaniu środków cucących przyszła całkiem do siebie. Radość rodziców była nieopisana, trwała atoli bardzo krótko, ponieważ po kilku miesiącach zauważyli, że córka ich znajduje się w poważnym stanie, nie mogąc zgoła wytłumaczyć sobie skąd się to wzięło. Potym wydała na świat chłopca, dzięki czemu stała się pośmiewiskiem całej wsi, tak, że nakoniec powzięła postanowienie schronienia się ze swym wstydem do klasztoru. Tymczasem umarł ojciec młodego alumna, zostawiając mu ogromny majątek. Ponieważ obecnie syn mógł już robić, co mu się podoba, przeto wrócił do domu, dzięki czemu zdarzyło się, że musiał jeszcze raz przez tę samą wieś przechodzić. Tutaj dowiedział się o skutkach swego ostatniego pobytu, postanowił tedy wyrzec się swej karjery duchownej, ożenił się z dziewczyną i żył z nią długie lata jako szczęśliwy małżonek i ojciec. Ograniczyłem się do przytoczenia kilku przypadków pozornej śmierci, które skończyły się pomyślnie dla żywych nieboszczyków, a to w chęci oszczędzenia nerwów czytającym tę pracę: mniemam, że ogólnikowe wyliczenie zajść, które się zdarzały, a o których wspomniałem przed podaniem powyższych przykładów, wystarcza zupełnie do poparcia tych, którzy mają obawy na punkcie pochowania żywcem, rzadko tylko mogącego się zakończyć tak szczęśliwie. Najczęściej pochowanie żywcem kończy się straszną tragedją grobową, których małą cząstkę zaledwie przy zdarzonej sposobności poznano. Ale i te wypadki niewątpliwie skonstatowanego pochowania żywcem wystarczają do traktowania tej obawy poważnie i do zapobiegania możliwości pochowania żywcem. Na końcu książki dr. Hartmanna znajduje się projekt niezawodnego uniknięcia wszelkiej możliwości pochowania żywcem, wedle którego należy bądź grzebać ludzi w trumnach bez wieka sypiąc ziemię prosto na twarz dla zaduszenia w razie, jeżeli pochowany jeszcze żyje; bądź wkładać do trumny buteleczkę z chloroformem zamkniętą korkiem o licznych drobnych otworach, aby chloroform parując napełnił trumnę trującym i duszącym gazem; bądź wreszcie poddawać kremacji, jako środkowi bezsprzecznie najpewniejszemu, jakkolwiek w każdym z tych trzech wskazanych sposobów uniknięcie możliwości pochowania żywcem należy przedewszystkim czekać na jedyny pewny dowód śmierci, to znaczy na objawy rozkładu, które nigdy nie zawodzą. Obok obawy pochowania żywcem istnieją wszakże inne jeszcze pobudki skłaniające do przekładania kremacji nad grzebanie w ziemi, i pobudki te pokrótce kolejno przejdziemy.
II.
Roztrząsając wszystko, co przemawia dzisiaj na korzyść kremacji przeciwko grzebaniu w ziemi, trzeba rozważyć stosunek kremacji do hygieny, do zagadnień z dziedziny prawa, do religji, estetyki, etyki, polityki, nakoniec nawet do gospodarstwa społecznego i ekonomji, ponieważ każda z tych dziedzin pozostaje w pewnym określonym stosunku do kremacji, a nie trudno zgoła wykazać, że z którejkolwiek strony do zagadnienia kremacji przystąpimy, wyższość jej nad grzebaniem występuje jasno i wyraziście dostarczając zwolennikom kremacji prostych zaiste i łatwych argumentów. Zanim wszakże przystąpię do rozważenia najważniejszych, to jest zdrowotnych pobudek, przemawiających na korzyść kremacji, wspomnieć muszę, że dnia 7 czerwca 1876 roku odbył się w Dreźnie Pierwszy Powszechny Kongres w sprawie Kremacji, na którym postanowiono, że nowoczesny proces kremacyjny musi odpowiadać następującym warunkom: 1) Spalenie musi być całkowite nie pozastawiając żadnych nawpółspalonych resztek. 2) Palenie musi się odbywać jedynie w specjalnie na ten cel zbudowanych piecach. 3) Nie mogą powstawać żadne cuchnące gazy, czyli że spalenie musi być dokładnie bezwonne. 4) Popiół musi być biały, czysty i dający się łatwo zbierać. 5) Koszt aparatu, jakoteż samego spalenia, musi być możliwie najniższy. 6) Aparat musi być zdolny do wytrzymania kilku spaleń po kolei. Jeżeli się zwróci uwagę, że najlepsze istniejące piece rzeczywiście tym warunkom w zupełności odpowiadają, to przyjdziemy do przekonania, że wiele na chybił trafił czynionych zarzutów, mających świadczyć o niepraktyczności a nawet o niewykonalności kremacji przynajmniej przy dzisiejszych warunkach technicznych, jest czczą gadaniną nie opartą na niczym innym jak tylko na gruntownej nieznajomości najprostszych faktów, którym zwyczajne doświadczenie życiowe co dnia przeczy. Nie od rzeczy będzie też przypomnieć na tym miejscu, że pierwsze krematorjum w Europie zostało zbudowane w Medjolanie na koszt niejakiego Karola Kellera w Zurychu, który był też pierwszym nieboszczykiem, spalonym d. 22 stycznia 1876 r. i od tej chwili datuje się nowoczesna kremacja. Przy niskim stanie kultury umysłowej, przy panowaniu przesądów i panoszeniu się zabobonów wszelakiego rodzaju, dzieje się dosyć często, że najelementarniejsze prawdy, przyjęte w jednej dziedzinie spraw ludzkich, nie mogą przeniknąć do drugiej, że to, co w jednym wypadku jest jasne, w drugim staje się zawiłe i niedostępne: każdemu, kto posiada bodaj jakie takie wiadomości z zakresu hygieny wiadomo, że najlepszym i najpewniejszym środkiem zniszczenia wszelkich zarazków chorobotwórczych jest ogień, że ubranie, bieliznę i pościel zmarłego na chorobę zakaźną najlepiej odrazu spalić i w ten sposób niebezpieczeństwo udzielenia choroby komu innemu lub jej zawleczenia radykalnie usunąć. I na to zgadza się każdy, ponieważ doszliśmy już do zrozumienia tej prawdy to też taka gruntowna dezynfekcja nie wywołuje niczyjego zdziwienia ani też oburzenia, przeciwnie każdy doniosłość jej doskonale pojmuje i bez szemrania przepisom sanitarnym w razie potrzeby się poddaje. Jeżeli wszakże powiemy, że nonsensem jest palić wszystko to, co po nieboszczyku pozostało, i co było w bezpośredniej z nim styczności, nie paląc równocześnie samego nieboszczyka lecz przeciwnie chowając go do ziemi najczęściej w blizkim sąsiedztwie mieszkań ludzkich, i zamieniając cmentarze na składy wszelkich chorób, zarazków oraz najstraszniejszych, jakie istnieją, trucizn, to wywołamy jedynie oburzenie u znacznej większości ludzi, uważających, że ciała ludzkiego nie można w żaden sposób palić, że jest to występkiem przeciwko wszystkiemu, co jest w człowieku najświętszego, że stanowi wprost zbrodnię, przeciwko której wszelkiemi środkami występować należy. Ponieważ wszakże nie ulega żadnej wątpliwości, że takie twierdzenia wynikiem całkowitej nieznajomości rzeczy, przeto może wykazanie, że wszelkie przeciwko kremacji skierowane oskarżenia są zgoła nieuzasadnione, przyczyni się do zmniejszenia oporu przeciwko spalaniu ciał ludzkich po śmierci, i dlatego słów kilka o hygienicznym znaczeniu kremacji powiedzieć obecnie muszę. Nie będę kłaść nacisku na fakt, że lekarzom znane są dosyć częste wypadki ciężkich przeziębień się na pogrzebach, wskutek konieczności odbywania długiego spaceru na odległy cmentarz, wskutek zwyczaju asystowania przy uroczystościach pogrzebowych z gołą głową, co naraża na rozmaite przykre dla zdrowia następstwa, ponieważ stanowi to względnie małe niebezpieczeństwo, któremu nie wszyscy ulegają. Cały nacisk należy natomiast położyć na to, że istnieje nadzwyczaj mało cmentarzy odpowiadających niezbędnym przez naukę wskazanym warunkom, że znakomita większość cmentarzy stanowi stałe i wielkie niebezpieczeństwo dla żywych, co wynika z braku warunków, jakim cmentarze odpowiadać powinny jakoteż z faktu, że dajmy na to w Danji, gdzie przeprowadzono stosowne badania, okazało się, iż z pośród 650 poddanych badaniu cmentarzy zaledwie 45 odpowiadało wszystkim niezbędnym warunkom. Jakkolwiek inne państwa badań tych jeszcze nie przeprowadziły żadnej nie ulega wątpliwości, że wszędzie cmentarze, będące w użyciu, urągają wymaganiom hygieny, i że wszędzie powinnyby zostać zniesione i zastąpione krematorjami. Oto warunki, wśród których cmentarze na pewne zdrowiu ludzkiemu przynoszą szkodę: 1) jeżeli grunt w pasie rozkładu ciała nie posiada powietrza i nie jest suchy; 2) jeżeli leżąca nad nim warstwa ziemi jest za cienka i posiada duże powietrzem wypełnione przestrzenie; 3) jeżeli pod pasem rozkładu ciała warstwa ziemi przepuszcza wodę gruntową stale czyli też tylko chwilowo; 4) jeżeli taka woda gruntowa po drodze do miejsca, w którym ją czerpią, nie zostanie dostatecznie przez grunt przefiltrowana i oczyszczona z szkodliwych składników; 5) jeżeli groby nie są dostatecznie głębokie i wydają woń zgnilizny; 6) jeżeli mieszkania ludzkie znajdują się w zbyt blizkim sąsiedztwie cmentarza; 7) jeżeli za wiele ciał ludzkich dostaje się do jednego grobu; 8) jeżeli groby znajdują się za blizko siebie; 9) jeżeli kolejność w używaniu grobów następuje za szybko przed skończeniem procesu rozkładu. Wszak ludzie osiedlając się i zakładając miasta muszą przedewszystkim zwracać uwagę na to, czy grunt odpowiada tym warunkom, jakich do szczęścia potrzebują żywi, bez względu na to, czy będzie w czym składać ciała nieboszczyków, czyli że grunt pod miasto obrany może posiadać wszystkie warunki z wyjątkiem bodaj szmatka ziemi zdatnej pod cmentarz, a wtedy szkodliwość cmentarza nie ulega już żadnej wątpliwości, gdy tymczasem palenie jest i musi być zawsze korzystne dla zdrowia ludzkiego, więc kierując się rozumem a nie przesądami nie podobna mieć żadnych wątpliwości co do tego, czy przekładać grzebanie nad kremację czyli też odwrotnie. Ażeby zrozumieć dokładnie cale niebezpieczeństwo, grożące żywym ze strony złych i nie odpowiadających warunkom cmentarzy, musimy się obecnie przyjrzeć losowi, jaki spotyka nieboszczyka po śmierci, jeżeli zamiast być spalonym zostaje do grobu ziemnego pochowanym. Ciało ludzkie ulega po śmierci dwojakiemu procesowi: rozkładu i Rozkład jest to tkanki organicznej na składniki nieorganiczne i odbywa się przy dostępie powietrza a raczej tlenu z powietrza poczerpniętego; gnicie zaś odbywa się bez pomocy powietrza i tlenu a tylko przy dostatecznym dostępie wody. W pewnych szczególnych warunkach ciało ludzkie po śmierci ulega bądź mumifikacji, bądź zwoszczeniu; pierwszy wypadek zachodzi w bardzo suchym powietrzu, drugi zaś przy zupełnym braku tlenu w pewnych gatunkach gruntu, szczególniej w tłustej glince, kiedy to ciała białkowate zamieniają się na tłuszczowo-mydlasto-woskową masę, a w tym stanie ciało ludzkie może przetrwać czas prawie nieograniczony. Ważną rolę w procesie gnicia odgrywają też liczne gatunki bakterji gnilnych a nawet gąsiennice niektórych gatunków owadów, tak, że Magnin w Paryżu opisał całą faunę grobowcową. Gąsiennice te dzielą się pracą, jedne bowiem powodują rozkład tkanki mięśniowej, inne tkanki tłuszczowej i t. d. Proces gnicia przedstawia rozmaite stadja, z których jedno charakteryzuje powstawanie tak zwanych ptomainów, odkrytych w r. 1870 przez Selmi’ego w Bolonji, czyli trucizn albo alkaloidów trupich, nie różniących się niczym od alkaloidów roślinnych, należących, jak wiadomo, do najstraszniejszych i najgwałtowniejszych trucizn wogóle. Do tych produktów rozkładu powrócimy jeszcze rozważając ewentualne zarzuty przeciwko kremacji z prawnego punktu widzenia, obecnie zaś powiemy tylko, że obok nich występują jako produkty wstrętnie cuchnące wyziewy grobowe, których tutaj po kolei wymieniać nie będę, jakoteż cały szereg lotnych kwasów tłuszczowych, wreszcie amoniak. Czas trwania rozkładu i gnicia jest zależny od właściwości gruntu, na którym znajduje się cmentarz; ponieważ proces odbywa się tym prędzej im więcej do ciała ma dostęp powietrze i woda, przeto najlepszym pod cmentarz gruntem jest żwir gruboziarnisty. Rozkład miękkich części trupa ludzkiego trwa od dwóch do dziesięciu lat zależnie od wieku i rozmaitych innych właściwości ciała nieboszczyka, przyczym atoli zaznaczyć należy, że kości opierają się procesowi rozkładu znacznie dłużej. Sprawa zdrowotnego znaczenia kremacji tak jest ważna, że pomimo obawy znużenia Czytelnika szczegółami jeszcze o niej słów kilka dodać muszę. W pierwszym okresie kultury, kiedy człowiek nie miał jeszcze do swej dyspozycji ognia, musiał rad nierad zadowalać się grzebaniem nieboszczyków w ziemi, i znosić wszystkie następstwa tego wysoce niehygienicznego a nieraz nawet wprost szkodliwego i zabójczego sposobu usuwania trupów ludzkich; od chwili wszakże, w której posiadł rzecz tak cenną jak ogień i wszystkie jego dobroczynne skutki, zaczął poddawać jego działaniu i ciała ludzkie po śmierci, działaniu oczyszczającemu w całym tego słowa znaczeniu. Oczywiście człowiek pierwotny nie rozumiał zgoła całej doniosłości pogrzebu ogniowego, domyślał się raczej jego nadzwyczajnej wartości wobec poznania ogólnych oczyszczających własności ognia; nie zachowywał pewnych ostrożności dzisiaj niezbędnie wymaganych jako to obowiązkowych oględzin lekarskich i urzędowego stwierdzenia śmierci, a w danym razie i poddania trupa sekcji, mającej ewentualnie wyjaśnić przyczynę śmierci i usunąć wszelką wątpliwość co do naturalności lub nienaturalności śmierci, przyczym w tym drugim wypadku kremacja jest wykluczona, aby ślad zbrodni na nieboszczyku dokonanej nie zaginął i mógł być rozważany przy rozprawie sądowej. Zresztą do podstawowych przepisów wszystkich Towarzystw kremacyjnych obok stwierdzenia śmierci przez lekarza należy też wyczekanie pewnych niezawodnych objawów śmierci jako to rozkładu i gnicia. Jakkolwiek nie możemy tutaj rozwodzić się szeroko nad pewnemi zbyt specjalnemi zagadnieniami nadmienić winienem, że pomiędzy rozkładem i gniciem istnieje różnica zasadnicza, której ogólnie biorąc ludzie nie znają i z jej ważności sprawy sobie nie zdają. Gnicie odbywa się pod wpływem pewnych bakterji gnilnych w obecności wody a przy braku powietrza, przyczym wytwarzają się rozmaite produkty gnicia: gazy, płyny i ciała stale, jakoteż pewne trucizny trupie należące do najsilniejszych i najbardziej zabójczych trucizn, jakie w ogóle są nam znane. Wszystkie produkty rozkładowe gnicia czy to w powietrzu unoszące się, czyli też znajdujące się w wodzie, wywierają wpływ trujący, podkopują a nawet rujnują doszczętnie zdrowie ludzkie. Są to wszystko fakty dowiedzione, o których tutaj z braku zaledwie pobieżnie i dogmatycznie wspomnieć można. W przeciwieństwie do gnicia rozkład jest ściśle biorąc procesem spalania się przy obfitym dopływie powietrza atmosferycznego, ponieważ bez tlenu proces spalania się jest niemożliwy, a produkty tego rozkładu tak samo jak produkty zwyczajnego procesu palenia się wcale dla zdrowia ludzkiego nie są szkodliwe; ale ciała ludzkie w ziemi pogrzebane przeważnie podlegają gniciu, któremu towarzyszą okoliczności wywierające na zdrowie ludzkie wpływ bardzo ujemny, nieraz wręcz zabójczy. Fakt ten łatwo przyjdzie nam zrozumieć, jeżeli uprzytomniemy sobie fatalne skutki, jakie pociąga za sobą spożycie nieświeżych ryb albo zepsutej kiełbasy czy innego mięsa, w którym rozpoczął się już proces gnicia; wszak z codziennego, nieraz bardzo smutnego, doświadczenia wiemy aż nadto dobrze, jakie skutki pociąga za sobą nieostrożność w tym kierunku. Słyszymy też nieraz o nieszczęśliwych wypadkach zarażania się jadem trupim przy sekcjach zwłok ludzkich, kiedy to dzięki nieostrożności studenci medycyny lub lekarze dostają zakażenia krwi i albo bardzo ciężko chorują, albo nieostrożność śmiercią przypłacają. Wszak o takich wypadkach czytamy często, a więc powinniśmy pojmować niebezpieczeństwo, jakie przedstawia dla żywych jad trupi w zwłokach ludzkich wytwarzający się. Prof. Selmi w Bolonji odkrył alkaloidy trupie czyli tak zwane ptomainy, nie różniące się niczym od alkaloidów roślinnych, działających zabójczo na organizm ludzki. Inni uczeni wykazali ponad wszelką wątpliwość, że choroby zakaźne i zaraźliwe są skutkiem rozmaitych drobnoustrojów chorobotwórczych, a jakkolwiek wiadomości są pod tym względem u ogółu ludzi bardzo niedostateczne, któż z nas nie słyszał przynajmniej o bakterjach gruźliczych, tyfusowych, dyfterytycznych, karbunkułowych, wąglikowych i wielu innych, które w chorym człowieku w niezliczonej ilości powstają? Kiedy więc po śmierci człowieka zdrowego wytwarzają się w grobie liczne trucizny gnilne, które już wysoce są szkodliwe, po śmierci człowieka chorego na jakąkolwiek chorobę zaraźliwą lub zakaźną do tych trucizn gnilnych dołączają się jeszcze mirjady bakterji, które zamiast zniszczyć składamy do ziemi jak skarb jaki wystawiając się na niebezpieczeństwo zarażenia się od nieboszczyka dlatego tylko, że przesąd nie pozwolił nam spalić jego zwłok i położyć w ten sposób koniec wszelkiemu niebezpieczeństwu, któreby z tej racji grozić mogło. Błędne jest przekonanie, że wszelkie bakterje chorobotwórcze dostawszy się do ziemi szybko giną i stają się w ten sposób całkiem nieszkodliwe, ponieważ zarówno badania uczonych jak i znane oraz zapisane wypadki wysokiej szkodliwości zwłok ludzi zmarłych na choroby zaraźliwe dowodzą zupełnie czego innego. Schottelius z Fryburga zakopał w ziemię w głębokości zwyczajnego grobu płuco człowieka chorego na suchoty i po dwóch i pół latach znalazł masę bakterji gruźliczych żywych i tak zaraźliwych, jak gdyby zostały tylko co z płuca ludzkiego wyjęte. Z innych doświadczeń wiemy, że z trupa można wyhodować doskonale żywe i bardzo niebezpieczne drobnoustroje chorobotwórcze, a jakkolwiek niebezpieczeństwo zmniejsza się do pewnego stopnia przez to, że robactwo formalnie toczy i zjada trupa zmniejszając gnijącą masę, to jednakże do gnicia pozostaje i tak dosyć dużo jeszcze, a reszta rozpływa się i wsiąka w otaczającą ziemię. Ale i ta rola policji sanitarnej, jaką pełni robactwo, pociąga za sobą nieraz, jak to jeszcze poniżej zobaczymy, pewne skutki ujemne ponieważ to samo robactwo rozwłóczy też zarazę opuszczając swą ucztę grobową i wydobywa na wierzch najstaranniej w ziemi ukryte drobnoustroje chorobotwórcze. Już same wyziewy cmentarne wywierają na zdrowie ludzkie wpływ szkodliwy, i dlatego to zaniechano od dawna panującego ongi powszechnego zwyczaju grzebania ludzi w kryptach i piwnicach kościelnych jakoteż dokoła kościołów. Zwyczaj ten wywierał wpływ tak zgubny, że pomimo przesądów i oporu duchowieństwa zaniechano grzebania ciał ludzkich w kościołach i dokoła kościołów przenosząc cmentarze poza miasta w jak największym oddaleniu od zabudowań mieszkalnych. Z biegiem czasu przyszli też ludzie do przekonania, że zdolność ziemi do wchłaniania i przerabiania produktów rozkładu oraz gnicia jest ograniczona, i że nie można przeciążać ziemi grzebiąc za często na tym samym miejscu bez wyczekania, aż ziemia spełni swoją rolę i wszystkie produkty gnicia dokładnie już przerobi i przyswoi sobie. Ale wiemy, że brak miejsca i drożyzna gruntu sprawiają, iż zarządy cmentarne wcale z tym się nie liczą i zawsze przesycają ziemię trupami zwiększając w ten sposób jeszcze bardziej niebezpieczeństwo od zwyczajów grzebalnych stale nam grożące. Cmentarze należałoby zakładać w coraz nowych punktach, aby dać ziemi czas do wykonania swej pracy, co wszakże nigdzie się nie dzieje, albo wtedy tylko, kiedy cmentarz potrzebny jest do innych celów, a wówczas zaczyna się rozkopywanie dawnych cmentarzysk i wydobywanie na wierzch mnóstwa nieprzerobionych jeszcze produktów gnicia, co pociąga za sobą częstokroć smutne następstwa. Były wypadki wybuchania epidemji dzięki rozkopaniu bodaj jednego grobu, zawierającego zwłoki człowieka, zmarłego na jakąś chorobę zaraźliwą; były wypadki gwałtownych śmierci po przypadkowym rozkopaniu grobu człowieka zmarłego przed rokiem na dżumę i t. d. A zresztą niepotrzebne jest wcale rozkopywanie grobów na to, ażeby straszne i zabójcze trucizny trupie wydostawały się szerząc zarazę i spustoszenie; wystarczy, że trucizny grobowe dostaną się do wody gruntowej a razem z nią do źródła lub studni, skąd ludzie czerpią wodę do picia, która to woda nie zdążyła oczyścić się dostatecznie i przefiltrować po drodze, aby wybuchała zaraza, której pochodzenia nikt nie może wyśledzić ani nawet domyślić się, czemu nie można się dziwić wobec faktu, że zaraza przedostała się własnemi drogami podziemnemi nie dającemi się zgoła przeczuć lub wykazać. Bywa tak, że woda w studniach cmentarnych jest zupełnie zdrowa, a w studniach nieraz bardzo nawet odległych zanieczyszczona produktami gnilnemi świeżych grobów, i że ludzie chorują źródła choroby nie domyślając się; zdarzały się wypadki, że gwałtowna powódź zalewając cmentarz i burząc groby jakoteż wydobywając na wierzch trupy powodowała wybuch zjadliwych epidemji, których niczemu innemu przypisać nie było można. Niezmiernie ciekawe spostrzeżenia w tym kierunku przeprowadzili Darwin i Pasteur; pierwszy dawno już zauważył, że dżdżownice czyli popularnie nazwane glisty przepuszczają przez swoje ciało ziemię gruntową, na której i w której żyją, że w czasie suszy zagrzebują się głęboko w ziemię, wydobywając się na wierzch kiedy znowu czas wilgotniejszy nastanie. Można więc sobie wyobrazić, jaką fatalną rolę spełniają dżdżownice cmentarne, które wydostają się na powierzchnię ziemi przesycone bakterjami i truciznami roznosząc je potym o tyle, że służą za pokarm kurom, kaczkom, gęsiom, indykom, które znowu ludzie zjadają razem z całą masą bakterji chorobotwórczych, czyhających na nieostrożnego człowieka, aby go gromadnie napaść i w chorobę wpędzić lub o śmierć przyprawić. Wszak z tego jednego niewątpliwie stwierdzonego faktu okazuje się jak na dłoni, że chcąc uniknąć tego rodzaju następstw nie należy zwłok ludzkich grzebać lecz je palić, ponieważ złudzeniem jest, że choroby i zarazy na wierzch się nie , widzieliśmy bowiem jak liczne i sprzyjające rozwleczeniu się choroby są drogi, których przyroda wrogom człowieka dostarczyła. Komu by spostrzeżenia Darwina nie wystarczały, ten może zastanowi się nad spostrzeżeniem uczynionym przez Pasteura, który miał możność zauważenia, że wąglik zawdzięczamy pewnym specjalnym zarazkom, wiodącym wesoły żywot zarówno w gruncie, jak w żywych roślinach, i zwierzętach. Krowa, która padła na wąglik, została pogrzebana na łące: w dwa lata później przeszukano dokładnie górną warstwę ziemi, a jakkolwiek zwłoki zwierzęcia znajdowały się na siedm stóp pod powierzchnią ziemi, która wcale nie była rozkopywana, znalazł w niej mnóstwo zarazków, które zwierzętom zaszczepione wywołały chorobę wąglika. W takich okolicach dżdżownice, o których tylko co mówiliśmy, są właśnie pełne bakterji i rozmaitych trucizn chorobotwórczych. Na zakończenie rozdziału o hygienicznej doniosłości kremacji nie od rzeczy będzie uczynić następujące zestawienie: 1) Kremacja zapobiega powolnemu, nieustannemu i nadmiernemu zanieczyszczeniu gruntu produktami gnicia wskutek rozkładu ciał ludzkich na wielu punktach ziemi; 2) Kremacja zapobiega zanieczyszczeniu powietrza i gruntu, jakoteż znajdującej się w gruncie a ewentualnie coraz dalej odprowadzanej wody gazami, stałemi ciałami gnilnemi, nakoniec zarazkami chorobotwórczemi i ptomainami; 3) Cmentarze przestają być dzięki kremacji zawsze a szczególniej w czasie panowania epidemji jakoteż dzięki otwieraniu zawierających zarazki chorobotwórcze grobów nieustającym źródłem niebezpieczeństwa dla żywych; 4) Niepodobna znaleźć wszędzie przez przepisy hygieny wymagany grunt pod cmentarze a hygiena nie pozwala czynić ustępstw kosztem zdrowia ludzkiego, żądając raczej, aby uprawie gruntu ustawicznie granic nie zmniejszać; 5) Przez dzisiejszą technikę udoskonalone, albo mogące być dalej udoskonalone spalanie trupów ludzkich nie daje powodu do skarg z powodu szkodliwych gazów albo innych zdrowiu ludzkiemu przeciwnych okoliczności, stanowiąc najlepszy sposób ostatniej posługi zarówno w zwyczajnych czasach, jak i w czasach panowania epidemji jakoteż krwawych wojen, w których wielu ludzi znajduje śmierć masową i t. d.; Palenie ciała jest bardzo rozumnym i hygienicznym urządzeniem, potrzebnym tam szczególniej, gdzie powstaje śmierć dzięki panowaniu chorób zaraźliwych; 7) Należy wezwać Rządy do usunięcia wszystkich przeszkód prawnych, stojących na drodze do zaprowadzenia zwyczaju palenia ciał po śmierci; 8) Palenie trupów na polach bitew i w czasie epidemji powinno stać się obowiązkowe. Omówiwszy w ten najważniejsze strony hygieniczne kremacji należy poruszyć drugą z kolei sprawę wielkiej doniosłości a mianowicie stronę prawną palenia ciał po śmierci.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of O kremacji czyli paleniu ciał po śmierci.
