Front matter
WIELKOPOLSKA
WOBEC
WYWŁASZCZENIA.
I
Po rozbiorze Polski, trzy jej działy w nowe zupełnie dostały się warunki i stosunki ekonomiczne. Najmniejsza jeszcze pod ty względem zmiana zaszła w zaborze m; tworzące go dzielnice przyłączone bowiem zostały do państwa, znajdującego się również jeszcze na nizkim stopniu rozwoju ekonomicznego. Nie trudno sobie wyobrazić, jaką przewagę zabór ten byłby uzyskał nad Rosyą, gdyby już wówczas stał od niej ekonomicznie i finansowo wyżej, gdyby wobec otwierającego mu się olbrzymiego pola zbytu ku wschodowi posiadał był bardziej rozwinięty przemysł i handel. W znacznie już trudniejszych warunkach bytu znalazła się a, ponieważ w nowej swojej państwowo-politycznej sytuacyi spotkała się ze znacznie wyższym stanem kultury ekonomicznej zachodnich krajów Austryi, które też rychło rzuciły się na nią, jako na bardzo podatny teren eksploatacyjny, a które i dziś jeszcze wyzyskują ją w tym kierunku. Wobec prymitywnych dawniejszych środków komunikacyjnych, przewaga zachodniej Austryi nie była jednakże z początku tak wielką, iżby odrazu skazać była mogła społeczeństwo polskie w Galicyi na zupełną wobec niej bezbronność i bezpłodność. Stało się ono bezbronnem jedynie z tej przyczyny, że przez długie dziesiątki lat samo o podniesienie swego uzdolnienia ekonomicznego wcale się nie starało, lecz traciło swoje siły na utopijne w tem położeniu cele — marzeń narodowo-politycznych. Najtrudniejszą i najgroźniejszą była od samego początku sytuacya zaboru o. Stojąc na tak samo niskim stopniu kultury ekonomicznej — o ile w rachubę wchodził tubylczy żywioł polski — jak reszta Polski, wszedł zabór ten w ustrój państwowy, odznaczający się już wówczas znakomitą organizacyą gospodarczą i kolonizacyjną. Przewaga ekonomiczna „starych” prowincyi pruskich była znacznie większą od przewagi zachodniej Austryi nad Galicyą, a powiększała ją nadto ta okoliczność, że np. Wielkopolska klinem wrzynała się w terytoryum pruskie i była aż nazbyt łatwo dostępna dla niemieckich eksploatatorów; — szczególne zaś niebezpieczeństwo tkwiło w tem, że wiele miast wielkopolskich, a większa jeszcze liczba miast zachodnio-pruskich, z takiemi emporyami handlowemi na czele, jak Gdańsk i Toruń, miały już wtedy ludność niemiecką, która obok mniej licznej, niż w reszcie Polski, ludności żydowskiej, skupiała w swoich rękach przemysł i handel i — ruchome kapitały. Ludność ta odrazu przeszła na stronę współplemiennych jej nowych panów i torowała drogę niemieckiej inwazyi i eksploatacyi ekonomicznej. Za przykładem Niemców tamtejszych poszli zaś rychło Żydzi — tak, że już wkrótce po rozbiorze Polski miejski stan średni w tym zaborze stał się niemal zupełnie niemieckim, wrogo, a przynajmniej agresywnie usposobionym względem tubylczej polskiej ludności wiejskiej. Rząd zaborczy rozpoczął tu też zaraz po aneksyi intenzywną i szeroko zakreśloną działalność kolonizacyjną, połączoną z polityką ekonomiczną, obliczoną jedynie na wzmocnienie żywiołu niemieckiego w zabranych dzielnicach i na zapewnienie mu ekonomicznej przewagi nad ludnością polską. Społeczeństwo polskie, zajęte wówczas jeszcze wyłącznie nadzieją odzyskania niezawisłości zbrojną ręką, nie zdawało sobie nawet należycie sprawy z wielkiej grozy położenia w tym zaborze, a przyzwyczajone do lekceważenia gospodarczych czynników w swoim bycie, nie widziało nawet niebezpieczeństwa, jakie zawisło tu nad niem z tej strony. Pierwsze dziesiątki lat panowania pruskiego nad Wielkopolską i Prusami Królewskiemi były też jaknajgorszą wróżbą dla przyszłości żywiołu polskiego w tych dzielnicach. Niezaradność i nieudolność ekonomiczna jedynej warstwy, która jeszcze przez długie lata po rozbiorze stanowiła i tam — całe społeczeństwo polskie: szlacheckiego ziemiaństwa, — narażała sprawę polską na nieobliczalne straty. Szlachta wielkopolska i zachodnio-pruska nie umiała wprost zoryentować się w nowych stosunkach , które wyjątkowo dla niej przedstawiały się na pozór znacznie korzystniej, niż stosunki za „czasów polskich”. Zaprowadzony przez nowy rząd ład i porządek w zabranych dzielnicach, nowe dobre drogi, budowane w szybkim tempie, zbudowany przez Fryderyka II kanał bydgoski, wszystko to przyczyniało się do ułatwienia zbytu głównych płodów tych dzielnic, płodów rolniczych, powodowało wzrost dochodów z ziemi a zarazem wzrost jej ceny. Żądza używania, wrodzona już niejako ostatnim pokoleniom szlachty dawnej Rzeczypospolitej, nową przez to otrzymała podnietę. Zamiast drogą pracy i postępu starać się o należyte wyzyskanie tak korzystnych konjunktur dla podniesienia swego stanu majątkowego, osłabionego poprzedniemi przejściami wojennemi, szlachta tamtejsza gospodarowała po dawnemu — a korzystała jedynie z jednej konjunktury, którą przyniósł w jej darze nowy system rządów, z u, wytworzonej napływem kapitałów niemieckich z głębi Prus i Rzeszy. Równocześnie zaś z kapitałami temi napływać tam zaczęły znaczne zastępy niemieckich fachowców rolniczych, dzierżawców, rządców, leśniczych i … owczarzy, którzy narzucali się wprost ziemianom polskim ze swemi usługami, zapewniając im podniesienie gospodarstwa i renty z ziemi. Szlachta skwapliwie przyjmowała tę pomoc, sama trwoniła dochody swoje po stolicach i szulerniach europejskich, lup w lepszej swej części aż nazbyt hojnie szafowała niemi na cele konspiracyjne, zadłużała się nietylko u żydów i w niemieckich bankach, lecz także u swoich niemieckich oficyalistów, ażeby nagle znaleźć się wobec zupełnej ruiny majątkowej. Na chwilę tę czyhali tylko ci przybysze z zachodu, czyhał także rząd pruski, który popierał ich jawnie i skrycie. Nieubłagane subhasty, mnożące się z każdym rokiem, lub dobrowolne lekkomyślne sprzedaże dóbr, dziesiątkowały szybko polski stan ziemiański i wytwarzały coraz rozleglejszą większą własność niemiecką. Wielu dzisiejszych wybitnych działaczy antypolskich wśród tamtejszej niemieckiej własności, to wnukowie lub prawnukowie dawnych niemieckich rządców i owczarzy w polskich majątkach. Polski lud wiejski w pierwszych dziesiątkach lat po ostatecznej aneksyi (w r. 1815), jako czynnik narodowo-społeczny, a tak samo jako ekonomiczny—poza swoją siłą roboczą — prawie jeszcze nie wchodził w rachubę. Szlachta do społecznej z nim dążności i solidarności, z nielicznymi wyjątkami — i wówczas jeszcze wcale się nie poczuwała; duchowieństwo ograniczało swoją działalność przeważnie tylko do dziedziny kościelno-religijnej; rząd, nie przywiązując większej wagi do pozyskania sobie ludu polskiego, również nie bardzo się troszczył o jego dobro. Uwolniony z pańszczyzny, ciemny i zaniedbany, bo i szkolnictwo ludowe znajdowało się w tych czasach w zaborze pruskim jeszcze na bardzo niskim stopniu — lud ten naśladował „starszych braci” i tak samo, jak oni, przez rozrzutność i niedbałość gospodarczą tracił nadaną mu ziemię, ustępując coraz liczniej miejsca przybywającym tłumnie z zachodu kolonistom, do czego głównie przyczyniała się karczma i lichwa żydowska. Olbrzymich tych strat narodowego majątku polskiego nie wynagradzał chociażby częściowo żaden rozwój lub postęp na innem polu. W miastach panoszyło się wciąż jeszcze niemieckie i lgnące do niemczyzny żydowskie mieszczaństwo. W jego rękach znajdowała się cała niemal ówczesna wytwórczość przemysłowa; rękodzielnicy polscy po mniejszych miastach nie zaspakajali nawet wszystkich prymitywnych potrzeb ludu. Bez należytego wyszkolenia fachowego, tkwiąc głęboko w przysłowiowych wadach polskiego rzemieślnika, jak lenistwo, pijaństwo i niepunktualność, skazani na kredyt u żydów, a wskutek tego tak samo, jak lud wiejski, dławieni lichwą, wegetowali marnie, nie marząc nawet o dorobku lub wyzwoleniu się z tego opłakanego stanu. Cały zysk z handlu, czy to hurtownego lub detalicznego, wpływał do kieszeni niemieckich i żydowskich pośredników, którzy zwłaszcza na handlu zboże, wełną i drzewem olbrzymie zarabiali sumy. Nie mniejsze zyski z polskiej ludności ciągnęli niemieccy i niemiecko-żydowscy adwokaci, lekarze, architekci — Polaków bowiem w tych zawodach na palcach jeszcze policzyć było można. Żywioł niemiecki wzmacniał się więc i potężniał coraz bardziej, podczas gdy żywioł polski ekonomicznie słabł i upadał.
II
Zaczęło się to zmieniać na lepsze dopiero z chwilą, gdy na widowni życia publicznego pojawił się człowiek dla zaboru pruskiego prawdziwie opatrznościowy, dr i, który stanowczo potępiał wszelkie konspiracyjne i rewolucyjne utopie, a natomiast wzywał do skrzętnej i rozumnej pracy nad duchowem i gospodarczem odrodzeniem społeczeństwa polskiego. Znalazł on dla swoich reformatorskich idei grunt już dość podatny, ponieważ poprzednie rządy brutalnego naczelnego prezydenta a, zmierzające do zgermanizowania ludności polskiej, a przedewszystkiem do zupełnego ekonomicznego zrujnowania szlachty polskiej, rozumniejszym wśród niej otworzyły wreszcie oczy na grozę całej sytuacyi. Założone przez niego instytucye, a zwłaszcza potężne dziś j, wytworzyć miały polski stan i, polskie mieszczaństwo, powołać do narodowo-społecznego życia i działania siły, śpiące jeszcze w ludzie polskim. Początki tej zbawiennej reakcyi nie były jednakże zbyt obiecujące. Przedwczesna śmierć wielkiego reformatora pozbawiła nieliczną jeszcze grupę tych, którzy się na jego program pisali, wodza i przewodnika, a rozpoczętą przez niego akcyę przerwały wypadki lat 1846 i 1848. Nawet zaprowadzenie konstytucyi w Prusiech, która i polskiej ludności dała pewne — jakkolwiek nie wielkie, swobody polityczne, nie ożywiły reorganizacyjnej tej akcyi w większej mierze. Przeciwnie, poza słabem życiem politycznem ogarnął społeczeństwo tamtejsze znów złowrogi wprost marazm. Nierząd wśród większej i mniejszej własności ziemskiej trwał dalej, kultura rolnicza słabe tylko czyniła postępy. Ziemi ubywało w dalszym ciągu, a w miastach przybywało wprawdzie dużo bankrutów ziemiańskich i polskiego proletaryatu, lecz mało bardzo polskich kupców, przemysłowców i polskiej inteligencyi. Nie małą zresztą przeszkodą dla tworzenia się polskiego wolnego mieszczaństwa była ta okoliczność, że wówczas niższe przynajmniej stanowiska urzędnicze, czy to w państwowej czy też municypalnej służbie, były jeszcze dostępne dla Polaków bez większych ograniczeń, bez upokarzających pęt dla poczucia narodowego. Działo się wobec tego wówczas w zaborze pruskim to samo, co dzieje się dziś w i. Znaczna część młodzieży polskiej, nieraz nawet najzdolniejsi, szukała pozycyi życiowych w służbie urzędniczej, a nie w wolnych zawodach zarobkowych. Spaczona przez to została w pewnej mierze idea, która przyświecała przy zakładaniu Towarzystwa Pomocy naukowej. Towarzystwo to hodowało pierwotnie przeważnie kandydatów na sędziów, profesorów i urzędników — a więc polską biurokracyę, zależną w wielkiej mierze od rządu, pod względem ekonomicznym klasę zupełnie nieproduktywną — a w małej tylko mierze polską niezależną miejską inteligencyę, podczas gdy na to, co najbardziej społeczeństwu polskiemu było potrzebne, na tworzenie polskiego stanu kupieckiego i przemysłowego, na podniesienie rękodzielnictwa — prawie wcale nie zwracano uwagi. Wkrótce zaś przygotowujące się już wypadki lat 1861 do 1864 zwróciły znów działalność i nadzieje społeczeństwa polskiego w inną stronę; pracę realną, praktyczną, postępową, zastąpiły znów marzeniami, naraziły ziemiaństwo polskie na nowe olbrzymie ofiary — i pociągnęły za sobą dalszy długi szereg ruin majątkowych, dalszy ubytek polskiej ziemi. Równocześnie wśród wypieranego przez kolonistów niemieckich włościaństwa polskiego rozpoczęła się tłumna niemal emigracya za morze, która znaczną liczbę wsi polskich opróżniła zupełnie z ludności polskiej i zamieniła na osady czysto lub przeważnie niemieckie. Potrzeba było dopiero strasznego rozczarowania, jakie ogarnęło ogół polski po upadku powstania styczniowego, ażeby nawrócić rozważniejsze koła ziemiaństwa i duchowieństwa polskiego w zaborze pruskim na drogę, wskazaną przez o, skłonić te dwa czynniki społeczne do podjęcia na nowo pracy w duchu jego idei reformatorskich. Nie było to rzeczą łatwą, ani wdzięczną. Właśnie co do dziedziny ekonomicznej i społecznej opanował większość społeczeństwa polskiego w zaborze pruskim wielki sceptycyzm, a nawet pesymizm; w możliwość wytworzenia w ludności polskiej takiego uzdolnienia ekonomicznego, któreby mogło stawić czoło ekonomicznej przewadze niemieckiej, po prostu nie wierzono. Nieudolność polską w tej dziedzinie uważano niejako za wadę przyrodzoną, niemożliwą do wyplenienia. Z niedowierzaniem też, a nawet z politowaniem spoglądano na wszelkie w tym kierunku zabiegi, uważając je z góry za bezowocne. Żelaznej też potrzeba było wytrwałości, ażeby wobec tego sceptycyzmu i pierwszych niepowodzeń w tej pracy, nie zwątpić, nie zaniechać prób dalszych. Na szczęście znalazły się w społeczeństwie wielkopolskiem jednostki, obdarzone taką żelazną wytrwałością. Im też w znacznej mierze zawdzięczać należy, że sprawa nie poszła na marne, lecz błogie wydała owoce. A jednak — mimo tej wytrwałości jednostek, społeczeństwo polskie w tym zaborze niebyłoby zapewne osiągnęło rezultatów, jakiemi dziś poszczycić się może, gdyby nie były nastąpiły wypadki dziejowe, które znacznie zmieniły całe jego polityczno-narodowe położenie i to — zmieniły jeszcze na e. Faktem jest, że społeczeństwo polskie w zaborze pruskim ocalone zostało przed stopniowo postępującym rozkładem i upadkiem przez to, co do reszty zniszczyć je miało: przez spotęgowany jeszcze ucisk narodowy i przez wytoczenie mu już bezpardonowej walki także w dziedzinie ekonomicznej; walki, która zupełnie zgładzić je miała, zamienić na nędzny proletaryat, skazany na łaskę niemieckich panów i chlebodawców. Dopiero z chwilą, gdy rozpoczęła się ta walka, te zapasy na śmierć lub życie, pod naciskiem nieubłaganej konieczności wytworzyło się w tamtejszym społeczeństwie polskiem to, co każdemu narodowi wręcz niezbędnem jest do — a: y, e; a wytworzyło się ono tam w zdumiewająco wielkiej mierze i sile. Nie przypuszczali tego sceptycy w społeczeństwie polskiem, nie przewidywał rząd pruski, inaczej bowiem nie byłby rozpoczął polityki, która sromotnym kończy się dziś fiaskiem. Rozpoczął on intensywniejszą akcyę antypolską bezpośrednio po wojnie zwycięskiej z Austryą, po utworzeniu związku północno-niemieckiego. Pierwszym wtedy zamachem na prawa ludności polskiej było wcielenie do tego związku obu polskich dzielnic zaboru pruskiego, które do tej chwili, w myśl postanowień kongresu wiedeńskiego, należały tylko do Prus, ale nie do Niemiec. Miało to oznaczać, że zrywa się ostatnie węzły, łączące polską ludność tych dzielnic z jej narodową przeszłością; miało być dla niej wskazówką, że stała się już integralną częścią Rzeszy niemieckiej, że nic jej już z dławiących objęć niemieckiego polipa oswobodzić nie zdoła. W ślad za tem szły dalsze ograniczenia narodowe i polityczne. Prawdziwie krzyżacką brutalność, bezwzględność i dzikość nadano tej akcyi antypolskiej po wojnie z Francyą, po utworzeniu cesarstwa niemieckiego. Twórca tej nowej potęgi państwowej, k, zapragnął wytworzyć w niej obok jedności politycznej także jednolitość narodową i tym celu postanowił przyspieszyć germanizacyę ludności polskiej. Cios za ciosem spadał teraz na nią. Nasamprzód usunięto język polski ze wszystkich urzędów i ze szkół średnich, poczem już stopniowo go także ze szkolnictwa ludowego, nawet z nauki religii. Dla opanowania kościoła katolickiego i zamienienia go na narzędzie rządu, rozpoczęło „walkę kulturną”. Przez to, że od Polaków wstępujących do służby rządowej, wymagano zupełnego zaparcia się uczuć narodowych, zamknięto dla nich wszystkie stanowiska i posady rządowe. W miejsce usuwanych lub w głąb Niemiec przesiedlanych urzędników i nauczycieli polskich, zalewano polskie dzielnice zastępami urzędników i nauczycieli niemieckich. To wkraczało już także w dziedzinę ekonomiczną. Nietylko bowiem ograniczono przez to ludności polskiej dziedziny zarobkowania, lecz nadto wzmacniano zarobkujące niemieckie warstwy w miastach zaboru pruskiego, dostarczając im nowych klientów, odbiorców i konsumentów. Przez tłumne wydalanie Polaków, przynależnych do zaborów rosyjskiego i austryackiego, w roku 1885, zamierzano nie tylko żywioł polski liczebnie zupełnie osłabić — lecz także polską własność ziemską pozbawić sił roboczych, a własność niemiecką zmusić do ściągania do dzielnic polskich robotników niemieckich i wytworzyć konkurencyę dla tubylczej polskiej ludności robotniczej. W roku następnym utworzono dla wykupywania ziemi polskiej. Następnie ograniczono i utrudniono parcelacyę polskich większych obszarów przez ustawowy zakaz tworzenia nowych osad polskich bez pozwolenia komisyi kolonizacyjnej. Ustawa ta daje, jak wiadomo, władzom pruskim „prawo” zabraniania budowy domów mieszkalnych na nabytych parcelach. Równolegle z temi ciężkiemi kolubrynami ustawowemi wydawano rozporządzenia, ograniczające zarobkowość ludności polskiej w każdej dziedzinie, bezpośrednio lub pośrednio zależnej od rządu. W końcu zaś posunięto się aż do gwałtu, urągającego wszelkim zasadom etyki, kultury i cywilizacyi, do przeprowadzenia ustawy o przymusowem i. Ta „polityka” barbarzyńska wytworzyła w zaborze pruskim stosunki wprost bezprzykładne. Niema chyba w Europie narodu lub odłamu narodowego, któryby w swej materyalnej egzystencyi, w swej walce o byt i chleb tak był upośledzony i gnębiony, jak właśnie tamtejsze społeczeństwo polskie. Obywateli państwa narodowości polskiej zepchnięto na stanowisko helotów, zmuszonych ponosić wszelkie ciężary dla państwa, a żadnych w zamian za to nie posiadających praw do korzyści, jakie daje ustrój państwowy. Z podatków, płaconych do kas państwowych, nic im się nie wraca. Pensye urzędnicze płyną wyłącznie do kieszeni Niemców; tak samo ma się rzecz z wszelkiemi subwencyami i stypendyami państwowemi. Polacy ani feniga z nich nie otrzymują, o ile nie chcą się wyrzec swojego poczucia narodowego. Przy budowie kolei, dróg publicznych i wszelkich wogóle środków komunikacyjnych rząd pruski uwzględnia wyłącznie interesy ludności niemieckiej. Fundusze, któremi operuje komisya kolonizacyjna, same tak mały przynoszą procent, że znaczną część wydatków na ich oprocentowanie i amortyzacyę ponosić musi skarb państwa. W wydatkach tych tkwią miliony z polskich podatków — lecz ludności, która je opłacać musi, nie wolno nabyć z zagarniętych przez tę państwową instytucyę dóbr ani piędzi ziemi. Co więcej! Osiedlonym na tych obszarach kolonistom niemieckim nie wolno nic kupować od Polaków, w zasadzie nie wolno im nawet zatrudniać polskiego robotnika. Polski rolnik, przemysłowiec i kupiec nie uzyska nigdy najmniejszej dostawy dla państwa, prowincyi, powiatu lub gminy, chociażby nawet jego oferta była daleko niższą od ofert jego niemieckich współzawodowców i dawała najzupełniejszą gwarancyę nienagannej dostawy. Przy subhastach polskich dóbr lub gospodarstw Polak spotyka się dziś stale z reprezentantem lub agentem komisyi kolonizacyjnej, który zawsze przelicytuje najwyższe nawet podanie polskie. Nabywcom ziemi przy parcelacyi z polskiej ręki nie wolno na nabytej parceli budować domów, wypędza ich się nawet z wozów mieszkalnych, jak tego doświadczyli nieszczęśliwy i inni, którzy poszli za jego przykładem. Wskutek tego parcelacya większych obszarów między polskich nabywców jest tylko tam możliwą, gdzie poszczególne parcele przyłączyć można do już istniejących gospodarstw i zagród włościańskich. Lech i w takich razach utrudnia się tego rodzaju transakcye przez wymaganie od parcelujących, jeśli są Polakami, wprost przesadnych gwarancyi finansowych co do uregulowania ciążących na danym obszarze zobowiązań względem państwa, powiatu, gminy, szkoły lub kościoła. W dziedzinie przedsiębiorstw, wymagających koncesyi państwowych, podań polskich stale się nie uwzględnia, często zaś—jak to np. dzieje się z aptekami, dla obniżenia wartości dawniej już przez Polaka nabytego przedsiębiorstwa koncesyonowanego, udziela się tuż pod jego bowiem bez jakiejkolwiek potrzeby nowej koncesyi Niemcowi, a rekursy przeciwko temu żadnego nie odnoszą skutku. Najmniejsze przekroczenia przepisów policyjnych i administracyjnych ze strony polskiej karane są jaknajsurowiej, podczas gdy Niemcom puszcza się płazem znaczniejsze nawet przewinienia, zwłaszcza jeśli dopuszczono się ich na szkodę strony polskiej. Notaryat, przynoszący także w Niemczech wielkie dochody, połączony tam jest, jak wiadomo, z adwokaturą i bywa nadawany w miarę potrzeby adwokatom danej miejscowości według pewnego porządku starszeństwa. Adwokatów polskich stale się przytem pomija, nawet w razach, gdzie przysługuje im co do tego pierwszeństwo przed adwokatami niemieckimi i dziś już żaden adwokat Polak notaryatu uzyskać nie może. — Inżynierów i architektów polskich nigdy nie dopuszcza się do wykonywania robót państwowych i wogóle publicznych; przy takich robotach niechętnie tylko i jedynie z konieczności zatrudnia się robotników polskich; gdzie tylko możliwe, zastępuje ich się robotnikami sprowadzonymi z Niemiec, chociażby tych podwójnie drogo opłacać trzeba. Jeśli zaś w braku obcych sił roboczych przyjmuje się do pracy robotników polskich, ustanawia się dla nich osobne ostre, dla ich uczuć wprost upokarzające przepisy, jak np. zakaz rozmawiania podczas pracy w języku polskim… Ażeby Polakom utrudnić nabywanie fachowej wiedzy, traktuje się polskie dzielnice, zwłaszcza WKs. Poznańskie po macoszemu nawet w dziedzinie szkolnictwa. Tylko te szkoły cieszą się tam szczególną opieką i szczodrą hojnością rządu, które bezpośrednio służą celom germanizacyi, a więc przedewszystkiem szkoły ludowe i średnie. Natomiast żadna inna prowincya pruska nie posiada tak mało szkół fachowych, jak Wielkopolska. Dość zaznaczyć, że ta dzielnica, o charakterze nawskróś rolniczym, obejmująca przeszło pięćset mil kwadratowych i licząca blisko dwa miliony mieszkańców, nie posiada dotychczas ani jednej wyższej szkoły rolniczej. Istnieje w niej tylko jedna rolnicza szkoła średnia oraz kilka szkół zimowych dla włościan, naturalnie również z niemieckim językiem wykładowym — i to przeważnie w bardziej już zniemczonych stronach Księstwa. Studya uniwersyteckie, techniczne i inne fachowe, młodzież z dzielnic zaboru pruskiego odbywać musi w innych prowincyach pruskich, co naturalnie podwaja koszta takich studyów. Młodzieży niemieckiej wynagradza to rząd z tajnych funduszów antipolskich, uchwalanych corocznie przez sejm pruski w znacznej wysokości do dyspozycyi naczelnych prezesów prowincyonalnych. Fundusze te wogóle w życiu i w walce ekonomicznej zaboru pruskiego odgrywają ogromną rolę, jako zasiłki dla Niemców ku zwalczaniu zarobkowości polskiej — rząd zaś z ich użycia rachunku publicznie zdawać nie potrzebuje. Młodzież polska kształcić się musi za własne fundusze — przyczem jeszcze z najrozmaitszemi spotyka się szykanami i przeszkodami. I na to zaś jeszcze zwrócić trzeba uwagę, że niższe szkolnictwo w zaborze pruskim, zwłaszcza ludowe, ma dziś wyłącznie na celu germanizacyę, że głównem zadaniem szkół ludowych tamtejszych jest tylko mechaniczne wprost wpajanie w młodzież polską możliwie największej znajomości języka niemieckiego. Rzecz naturalna, że cierpią na tem inne ich zadania i że wskutek tego młodzież polska nie wynosi z nich tych zasobów oświaty, jakie otrzymuje w swoich szkołach młodzież niemiecka, pominąwszy już to, że wykład w języku niemieckim wogóle polskiej dziatwie naukę ogromnie utrudnia, a nawet wprost uniedostępnia. Ażeby zapobiedz wracaniu się wpłacanych przez Polaków podatków w pośredniej chociaż formie do polskich kieszeni i wogóle rozwojowi polskiego handlu i przemysłu, „hakata” rozciągnęła zakaz kupowania czegośkolwiek u Polaków na całą armię urzędniczą i na wszystkich Niemców wogóle, a nad wykonywaniem tego bojkotu czuwa z argusową czujnością. Biada urzędnikowi, którego szpieg hakaty ujrzy wchodzącego do polskiego sklepu lub warsztatu. Urzędnik taki jednem tego rodzaju „wykroczeniem” popsuć sobie może całą karyerę. W Poznaniu zaszedł wypadek, iż pewien wyższy oficer, przejęty duchem , publicznie na ulicy zgromił żołnierza Polaka, którego ujrzał wychodzącego ze sklepu polskiego fryzyera, gdzie kazał się ogolić. Wypadek ten, bynajmniej zresztą nie odosobniony, dowodzi, do jakiej drobiazgowości posuwa się ta bojkotowa zaciekłość. Ręka w rękę z tą otwartą proskrypcyą polskiej zarobkowości idzie zaś popieranie konkurencyjnych przedsiębiorstw niemieckich. Gdziekolwiek w mniejszej jakiej miejscowości znajduje się tylko polski lekarz, adwokat, architekt, kupiec lub rękodzielnik, zarząd hakaty natychmiast osadza mu pod bokiem konkurenta Niemca, któremu płaci nawet wysokie subwencye, ażeby za każdą cenę, nawet drogą podbijania honoraryów i cen, odbierał klientelę i odbiorców Polakowi. Oto w głównych zarysach system walki ekonomicznej, prowadzonej przez rząd i popieraną przez niego hakatę przeciwko ludności polskiej. Zmierza on do wydarcia ludności polskiej ziemi, do utrudnienia jej walki o chleb codzienny, do złamania jej narodowego oporu — m!
III
W takie warunki bytu materyalnego, które wraz z gwałtami krzywdami w dziedzinie duchowo-narodowej, politycznej i obywatelskiej, składają się na prawdziwe piekło ucisku, upokorzeń, cierpień i utrapień, dostało się społeczeństwo polskie zaboru pruskiego, które jeszcze przed czterdziestu laty składało się właściwie tylko z dwóch warstw, z patryotycznego wprawdzie na swój sposób, lecz lekkomyślnego i niezaradnego ziemiaństwa szlacheckiego i z ciemnej, pod względem narodowym i obywatelskim mało jeszcze uświadomionej masy ludu wiejskiego i proletaryatu miejskiego; społeczeństwo, którego zarobkowość ograniczała się prawie wyłącznie do produkcyi rolnej, a które mimo agrarnego swego charakteru już wtedy wskutek znacznego ubytku ziemi było niemal w połowie bezrolne; społeczeństwo, które nie posiadało własnego handlu i przemysłu, pod względem kredytowym zależne było od swoich wrogów, a które samo wątpiło, czy zdoła wytworzyć w sobie wybitniejsze uzdolnienie ekonomiczne; społeczeństwo wreszcie, które wówczas znajdowało się już w stanie względnie szybkiego podupadania gospodarczego. Logicznem zupełnie i naturalnem następstwem takiego stanu rzeczy powinien był być dalszy jego ekonomiczny — a wraz z tem i narodowy upadek. Na to też liczył zawsze „logicznie myślący” rząd pruski i dlatego głównie przeniósł punkt ciężkości walki w dziedzinę gospodarczą; obawiały się tego również jaśniej w przyszłość patrzące jednostki w tamtejszem społeczeństwie polskiem. o! Społeczeństwo polskie w zaborze pruskim w tej walce nietylko nie upadło, nie ugrzęzło w marazmie lub biernej wegetacyi, lecz odrodziło się w całej pełni, w sposób zdumiewająco szybki i rzutki, odrodziło nietylko społecznie lecz i e. Jak się to stało, jakie głównie czynniki spowodowały ten niespodziewany, a tak pomyślny przewrót? Czynników tych było kilka; po pierwsze często odruchowa, wynikająca z instynktu samozachowawczego reakcya przeciwko niebezpieczeństwu zagłady, gdy to przybrało już postać zbyt groźną; po drugie wrodzona ludowi polskiemu niezwykła siła żywotna i odporność, którą tak trafnie określa Sienkiewicz na przykładzie chłopa polskiego, tylokrotnie naginanego i łamanego, a zawsze prostującego się na nowo; wrodzona mu również inteligencya, która wymaga tylko odpowiedniej y, należytego a, ażeby w sposób szybki, łatwy i zdrowy podnieść lud nasz na wyższy stopień kultury zarówno duchowej, jak i ekonomicznej; po trzecie uczciwa, świadoma celu a rozumna praca nad reorganizacyą społeczną i nad ekonomicznem wyszkoleniem całego ogółu; po czwarte, zesłane przez Opatrzność społeczeństwu tamtejszemu grono ludzi, zdolnych umiejętnie pokierować taką pracą; po piąte potężny wprost rozwój ekonomiczny całych Niemiec po utworzeniu cesarstwa niemieckiego, rozwój, który mimo sztucznych przeszkód, stawianych przez rząd pruski, wielki a korzystny wpływ wywarł na całe położenie materyalne ludności polskiej i do pewnego stopnia — przeciwdziałał politycznym i narodowym planom i zamiarom pruskiego rządu. Przypatrzmy się bliżej poszczególnym tym czynnikom. Zaznaczyliśmy poprzednio, że jeszcze między rokiem 1860 a 1870 poziom duchowy i ekonomiczny tamtejszego ludu polskiego był bardzo niski, pod niejednym względem nawet wprost smutny. Wprawdzie już wówczas zachęcane przez arcybiskupa do społecznej pracy duchowieństwo zdołało w znacznej mierze wyplenić dawniej tak rozpowszechnione wśród ludu tamtejszego pijaństwo, wczem niemało pomagała mu posługująca się jeszcze językiem polskim i wskutek tego skutecznie szerząca oświatę szkoła. Pod względem ekonomicznym atoli nie wiele tylko zmieniło się na lepsze. Rozpoczęta już wówczas przez kilku światłych obywateli, do których należał już także później tak na tem polu zasłużony i, — akcya zakładania kółek rolniczych celem podniesienia gospodarczej kultury stanu włościańskiego, napotykała z jednej strony na obojętność, a nawet niechęć szerszych sfer szlacheckiego ziemiaństwa, z drugiej na wielką indyferencyę, a nawet na nieufność włościan samych i z początku bardzo słabe tylko czyniła postępy. Tak samo rzecz się miała z usiłowaniami, zmierzającemi do podniesienia polskiego rękodzielnictwa w miastach i do wytworzenia polskiego kupiectwa przez zakładanie towarzystw przemysłowych i kas pożyczkowych, dla wyzwolenia rękodzielników polskich ze szponów lichwy żydowskiej. Pierwsze próby w tym kierunku nosiły jeszcze cechę wielkiej ekonomicznej nieudolności i potwierdzały jedynie sceptyczne zapatrywania, że „w”. Większe niemal jeszcze niepowodzenie wykazywały starania, mające na celu ratowanie większej własności polskiej przez zachęcanie ziemian do postępowej racyonalnej gospodarki, do oszczędnego sposobu życia. Na zebrania działających w tym kierunku Towarzystw rolniczych znaczna część ich członków przybywała nie tyle dla wysłuchania referatów, dla wzajemnego fachowego kształcenia się, ile dla łączonych z temi zebraniami obiadów, kolacyi i balów. Toteż polska własność ziemska zmniejszała się w dalszym ciągu, zarówno większa jak i mniejsza. Praca społeczna cierpiała na tem, że między szlachtą a ludem nie było łącznika w postaci silniejszego stanu średniego, że brakowało jeszcze liczniejszej wolnej inteligencyi miejskiej. Braki te i niedomagania zmniejszały się wprawdzie z roku na rok, lecz i teraz jeszcze nie w takiem tempie, jakiego wymagało smutne ekonomiczne położenie społeczeństwa polskiego. Pierwszy ważny i znaczniejszy zwrot w tym kierunku przyniosła dopiero a. Jakkolwiek toczyła się ona właściwie tylko w dziedzinie kościelnej, wywarła potężny wpływ na całe narodowe i społeczne życie w zaborze pruskim. Prześladowani przez rząd księża zmuszeni byli szukać silniejszego oparcia o masy ludowe i w tym celu wyjść poza mury kościelne, rozszerzyć swoją działalność na wszystkie sprawy żywo lub obchodzące i związane z jego stanowemi i zawodowemi interesami. Mogli to zaś uczynić tem swobodniej, ponieważ władza duchowna, która za czasów arcybiskupa nieraz ich od udziału w zbyt „świeckich” sprawach, zwłaszcza zaś w polityce, powstrzymywała, teraz na odwrót wprost ich do tego zachęcała. Praca społeczna rychło też w księżach właśnie znalazła najdzielniejszych działaczy i propagatorów. Ponadto — za pośrednictwem prześladowanego Kościoła walka kulturna na dobre dopiero i o, usunęła skuteczniej, niż dobra wola jednostek, wzajemne niechęci, wzajemną nieufność, ogromnie się przyczyniła także do narodowego uświadomienia polskiego ludu. Gdy dawne lody pękły — praca organizacyjna, ułatwiana nadto dość liberalnem w tym kierunku ustawodawstwem — żywiej i raźniej rozwijać się zaczęła. Znakomita działalność Maksymiliana o w Księstwie, Ignacego o w Prusiech Królewskich na polu pieczy nad włościaństwem, działalność oświatowa księży i o, zabiegi ks. o i innych w dziedzinie organizacyi spółek kredytowych — wydawać teraz zaczęły coraz bujniejsze owoce. Rozpoczęte już wówczas odsuwanie Polaków od wszelkich urzędów państwowych, zmuszało młodzież polską do szukania chleba w wolnych zawodach naukowych — względnie w handlu i przemyśle, przez co znów tworzyły się zawiązki polskiego stanu mieszczańskiego, stanu średniego. Nie małą przytem rolę odgrywało dalsze ubożenie i wyprzedawanie się ziemiaństwa szlacheckiego. Rzuceni na bruk miejski bankruci szlacheccy, pozbawieni pomocy ze strony również już majątkowo podupadającej, jakkolwiek jeszcze się przy ziemi trzymającej „koligacyi” — z konieczności i musu jąć się musieli zawodów mieszczańskich, aby uniknąć… głodu. I pokazało się, że i w wielu tych potomkach senatorów i rycerzy tkwi wcale niepośledni zmysł gospodarczy i zarobkowy, że jakkolwiek „do tego nie urodzeni”, są wcale zdolni do handlu i że jedynie z wrodzonej gnuśności i z tradycyjnego lekceważenia pracy popadali w ruinę. Wielu z tych, którzy na ziemi przodków swoich utrzymać się nie mogli, na bruku miejskim znów doszli do zamożności, a nawet do majątku. Z drugiej znów strony, pod działaniem odpowiedniej agitacyi i lud wiejski zaczął się garnąć coraz bardziej do zawodów mieszczańskich, w czem intenzywniej teraz, niż przedtem, pomagało mu Towarzystwo Pomocy naukowej imienia Marcinkowskiego. Nie da się też zaprzeczyć, że do podniesienia kultury gospodarczej po wsiach przyczynili się nie mało — naturalnie tylko biernie — niemieccy przybysze z zachodu, którzy osiedlali się w utraconych przez szlachtę majątkach ziemskich. Postępowy sposób ich gospodarki rolnej oddziaływał zachęcająco na ich polskich sąsiadów, tak wielkich jak i małych, był dla nich niejako bardzo skuteczną ą, zachęcał do naśladownictwa. A tymczasem wzmagający się z każdym rokiem ucisk narodowy i polityczny, ciążący porówno na stanach i zawodach polskiego społeczeństwa, wytwarzał coraz większą między niemi łączność, coraz większą ich narodową, społeczną i ekonomiczną solidarność.
IV
Takim mniejwięcej był stan społeczno-ekonomiczny zaboru pruskiego w chwili, w której nastąpił drugi — niemniej od walki kulturnej ważny punkt zwrotny w życiu tamtejszego społeczeństwa polskiego; i uposażenie jej w kwotę 100 k. Fakt, że suma ta tak przeraziła nietylko społeczeństwo polskie w tym zaborze, lecz także cały ogół polski, iż wszystkie serca trwogą zadrżały o los tych kresów polskich, najdobitniej znamionuje ówczesną jeszcze ekonomiczną tamtejszego społeczeństwa, a przynajmniej jego poczucie własnej słabości, a zarazem brak wiary i ufności całego naszego ogółu we własne uzdolnienie ekonomiczne. Dużo było takich — a należał do nich i autor niniejszej rozprawy — którzy jaknajczarniejszym się obawom i cały naród wzywali do ratowania zagrożonej ziemi wielkopolskiej i pomorskiej. Cała też Polska zabrała się wówczas do tej akcyi ratunkowej w postaci zamierzonego stworzenia wielkiego banku antikolonizacyjnego, a sromotne wprost fiasko, jakiego doznała ta akcya, fakt, że z trudem zaledwie i dopiero po kilku latach zdołano na ten cel zebrać kilka zaledwie milionów, był nowym dowodem naszej już nietylko wielkopolskiej, lecz polskiej słabości ekonomicznej. Wobec tej słabości stumilionowy ten fundusz, przeznaczony na wykupno ziemi polskiej, był naprawdę — niebezpieczeństwem, bardziej zaś może jeszcze wobec zubożenia znacznej części ziemiaństwa polskiego w zaborze pruskim. Aby to zrozumieć i ocenić, należy sobie uprzytomnić, jakim był wówczas w tym zaborze i. Dzisiejsze WKsięstwo Poznańskie obejmuje ogółem obszar 2. 900.000 hektarów. Z obszaru tego przeszło bezpośrednio po pierwszym i drugim rozbiorze Polski, a więc po roku 1793, w którym także południową część dzisiejszego WKs. Poznańskiego przyłączono do Prus — conajmniej 500.000 ha. w ręce niemieckie. Były to dawniejsze królewszczyzny polskie i dobra tej szlachty, która nie chciała królowi pruskiemu złożyć przysięgi wierności — i które wskutek tego skonfiskowano — aby je wraz z wielu królewszczyznami rozdać darmo lub za bezcen rozmaitym pruskim biurokratom, generałom lub faworytom królewskim. Niemiecka ta własność powiększyła się później jeszcze przez grabież dóbr klasztornych i kościelnych — a mnożyła się stopniowo z roku na rok przez wyprzedawanie się szlachty polskiej. Około roku 1840 mogło mimo to znajdować się w ręku polskiem w WKs. Poznańskiem (tak większej jak i mniejszej własności ziemskiej) jeszcze około 2 milionów hektarów. Tymczasem w r. 1880 cała własność polska tak mniejsza, jak i większa, obejmowała już tylko niespełna półtora miliona ha., czyli że w ciągu lat czterdziestu lekkomyślnie utracono ha. Jak szybko zaś kurczył się w dalszym ciągu polski stan posiadania ziemi, wykazują następujące cyfry:
Ogółem obejmowała | w r. 1880 | 1886
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Wielkopolska wobec wywłaszczenia.
