Front matter
POLSCY EWANGELICY.
Napisał
ks. Franciszek Michejda.
I
Dar św. Jadwigi. — Jakimiż to mamy być Polakami?
„Nowy Czas“, organ niemiecko-polskich, postępowych ewangelików miewa zwyczaj od czasu do czasu napadać na polskich ewangelików-narodowców, zawsze na nowo zarzucając im, że polskość ich prowadzi ich i lud nasz ewangelicki „do Rzymu“, do katolicyzmu. Zazwyczaj potwarze te pojawiają się przed różnymi wyborami politycznymi i mają na celu odstraszyć polski ewangelicki lud od wspólnej obrony swych narodowych interesów z swymi katolickimi ziomkami. Tym razem „Nowy Czas“ obrał sobie za stosowną chwilę do takiej samej zaczepki nowy rok, aby ogłosić światu, iż z tymi szkodnikami królestwa Bożego, kraju i ludu naszego, jakimi są ewangelicy-narodowcy, będzie walczył do upadłego. Stosunek wiary do narodowości, tudzież stanowisko nas ewangelików-polaków pośród całości naszego narodu, a równoczeście toczące się od dziesiątek lat o te sprawy między polską ewangelicką ludnością w naszym kraju, ba w naszym narodzie, spory są sprawą dla nas tak ważną i tak pierwszorzędną, że jest naszą powinnością rzecz tę obszernie i gruntownie, a oraz spokojnie i poważnie omówić. Korzystając z nowej zaczepki „Nowego Czasu“ chcemy to nieniejszem uczynić, wprzód atoli musimy, jakoby w wstępnym boju, odpowiedzieć na kilka zarzutów (pomijając drobniejsze, bo aby na wszystko odpowiadać, trzebaby napisać księgę) „Nowemu Czasowi“ i nasuwających się z powodju jego wywodów pytań. Jako ilustracyą i wymowny przykład, że droga ewangelików-narodowców prowadzi „do Rzymu“, do skatoliczenia się polskich ewangelików, przytacza „Nowy Czas“ okoliczność, że narodowe pisma polskie w czasie jesiennym ogłaszają dary na „Macierz“ i inne instytucye narodowe — co się nie zgadza z prawdą — pod nagłówkiem „dar na św. Jadwigę“, a między ofiarującymi znajdują się mężowie ewangeliccy, ba w pewnym wypadku nawet człowiek, który w swym zborze piastuje godność presbytera. Cóż to jest „dar na św. Jadwigę“? Wiadomo, że pomysłowi Czesi, aby swojej „Maticy“ utrzymującej setki czeskich szkół, przysporzyć dochodów, wpadli na pomysł zbierania rokrocznie na ten cel „święto-wacławskiego daru“ na cześć św. Wacława, jako przedstawiciela korony królestwa czeskiego. Prawdopodobnie niejeden ewangelik w Czechach i na Morawie złożył już niejeden grosz za ten „święto-wacławski dar“, a ani jemu ani katolikom się zaśniło, żeby się przez to nakłaniał do katolicyzmu i szedł „do Rzymu“. Otóż ktoś z naszych katolickich rodaków wpadł na pomysł naśladowania Czechów i zbierania ofiar na „Macierz szkolną“ na cześć św. Jadwigi, patronki Szląska, napisał o tem w katolickiem piśmie i wezwał rodaków-katolików do ofiary na „Macierz“ na cześć św. Jadwigi. I oto ten „dar na św. Jadwigę“, który nas prowadzi „do Rzymu“. Ewangelickiego pisma ani ewangelików nikt do takiej odezwy ani do takich ofiar nie wzywał. Jeżeli ktoś zbierając taki dar przystąpił do ewangelika, nie myśląc nawet o tem, że to ewangelik, a tenże ewangelik złożył dar jako na „Macierz“ ani myśląc o św. Jadwidze, to o takie skatoliczenie możemy być spokojni. Szczególnie zaś co do onego presbytera, możemy rozczulająco troskliwą w tym wypadku redakcyą „Nowego Czasu“ zapewnić, że dobrzeby było naszemu kościołowi, gdyby wśród swego ludu i inteligencyi liczył jak najwięcej tak „twardych lutrów“ i zacnych ludzi, jak ten presbyter. Takie argumenty nie dowodzą wcale, że ewangelicy-narodowcy są na drodze „do Rzymu“, one dowodzą tylko, jak prawdziwem jest nasze polskie przysłowie, że „kto chce psa uderzyć, kij znajdzie“. Droga ewangelików-narodowców prowadzi „do Rzymu“, bo „polskość i katolicyzm“ to jedno. Przyjdziemy i do tego. Tymczasem zaś pytamy się, jeżeli my polscy ewangelicy nie mamy być narodowymi Polakami, ć? U nas są prócz narodowo raz więcej a raz mniej uświadomionego, ale w każdym razie niezaprzeczenie polskiego ludu, Polacy trojakiego rodzaju. to owi synowie polskiego naszego ludu, którzy swą narodowość jawnie i stanowczo porzucili, noszą bławatki w dziurkach od surdutów, należą do niemieckiego „Nordmarku“, na wszechnicach do niemieckich burszenszaftów, przekręcają swoje nazwiskas i na wszystko, co jest polskie, a więc i na ojca i na matkę swoją polską, plwają pogardą. są, którym takie błazeństwa idą za daleko, za nie niby się wstydzą. Polakami się nazywają, bo się Polakami narodzili, ale idą zawsze i wszędzie z Niemcami, niemiecki przyjęli program, niemiecką prowadzą politykę, Niemcom się wysługują po niemiecku tylko nawet w rodzinie swojej mówią i u, i. Ci drudzy — o ile to są ewangelicy, są to macherzy „Nowego Czasu“ — na pozór zdają się łagodniejsi, polskiemu ludowi bliżsi, w rzeczywistości atoli są gorsi. Gorsi, bo nie mając już w sobie z polskości nic prócz swego polskiego pochodzenia i imienia, przecież chcą ludowi polskiemu przewodniczyć i wskazywać mu, jakiemi drogami ma iść. Gorszymi, bo dla każdego nieuprzedzonego jasną jest rzeczą, że ta droga musi doprowadzić do zatracenia narodowości i bytu całego ludu. Lud, w którym cała inteligencya, każdy, kto tylko ukończył jaką średnią szkołę i nauczył się niemieckiego języka, zniemczy się i ten obcy język przyjmie jako swój język towarzyski i rodzinny, musi powoli — bo ludy i narody, jak człowiek, nie umierają naraz — materyalnie, moralnie, umysłowo zmarnieć i zginąć. Dowodem tego nasi rodacy na Pomorzu, we Wschodnich Prusach i na Pruskim Szląsku. Przed dziesiątkami lat, przed rokiem 48 tacy niemieccy Polacy byli u nas naturalnym produktem naszych stosunków i naszego wychowania. Myśl narodowego bytu u naszego ludu była zamarła, cały lud nie wiedział, czem jest i być powinien, naturalną więc było rzeczą, że warstwa ludzi wykształconych, wyrastająca z ludu, łączyła się z tymi, co byli u góry, z Niemcami. Było to rzeczą więcej zrozumiałą i ztąd, że ówcześni Niemcy byli daleko więcej ludźmi tutejszymi i w obec Polaków nie występowali wrogo. Dziś, gdy się lud nasz obudził i budzi coraz więcej, a chce być sobą, odrębną, swojską indywidualnością, a z drugiej strony Niemcy chcą nas zgnieść, odmawiają nam wszelkich praw aż do polskich napisów na ulicach i krzyżach, taka niemiecka polskość jest wstrętną i występną. Kto istotnie jest i chce być Polakiem, kto istotnie szanuje nasz polski lud, ten dziś u nas tą drogą iść nie może. Dla tego pozostaje dla nas, dla wszystkich prostych serc, niespaczonych wychowaniem i dotychczasową tradycyą umysłową, tylko droga a, a zwłaszcza: i. A cóż to znaczy? To znaczy być Polakiem w duchu i prawdzie, mieć polską rodzinę z polskim językiem rodzinnym, dzieci swoje wychowywać w własnym języku, w przywiązaniu i miłości do swego ludu i narodu, pracować nad tem, by uczynić nasz lud gospodarczo i ekonomicznie silnym i niezawisłym, by praca jego i siła nie była wyzyskiwana, ale należycie wynagrodzona, by dla siebie pracował i dla siebie oszczędzał, w swoich kasach i zakładach, a nie w niemieckich dla Niemców, by polski lud wyrobił i wydał z siebie polski stan średni, kupców, rzemieślników, przemysłowców, mieszczaństwo, polską inteligencyą, polskich urzędników, to znaczy, żądać równouprawnienia polskiego języka w publicznem życiu, w sądach i urzędach, i dołożyć wszelkich starań, aby lud polski miał swoje własne polskie zakłady średnie, wychowane na podstawie przywiązania do własnego narodu, to znaczy nareszcie utrzymywać, zachować wspólność z całym narodem polskim, którego jesteśmy cząstką, tak jak Niemcy wszyscy i wszędzie czują się członkami całego swego narodu. Tak dojdziemy do tego, żeby własnemu ludowi swoi przewodniczyli, a nie było, jak dziś, że naszym dzieciom kazują chleba szukać po świecie, ponieważ go w domu nie ma, a u nas we wszystkich urzędach, w sądzie, na poczcie, na kolejach, w biurach, szkołach i są sami nietutejsi, przybysze, którzy znaczenie i powagę odwiecznie w tej ziemi zamieszkałej polskiej ludności obniżają, a na kraju naszym wyciskają piętno i charakter obcy, nieswojski, od dotychczasowego odmienny, niepolski. Tą drogą szli przed nami Czesi i zrobili z ludu niewolniczego, przez wszystkich wzgardzonego i wyśmiewanego — naród, naród światły, możny i zamożny, godny swej przeszłości. Tą drogą i my pójdziemy, a o nasz byt narodowy i odpowiednie stanowisko naszego polskiego ludu w kraju walczyć będziemy do upadłego i, da Bóg, zwyciężymy.
II. Czy ewangelicy-narodowcy są stronnictwem klerykalnem?
Twierdzenie zawarte w powyższem pytaniu jest ulubionem, zawsze na nowo powtarzającym się zarzutem „N. Czasu“, czynionym ewangelikom-narodowcom. W tym sensie pisze „N. Czas“ w tegorocznym swym artykule noworocznym: „Stronnictwo klerykalno-narodowe, którego najdzielniejszymi i najskuteczniejszymi działaczami są znane osobistości ewangelickiego wyznania.“ Czy to jest prawdą? Cóż to jest stronnictwo klerykalne, albo jak je też nazywają, ultramontańskie? Nie możemy się tutaj wdawać w szczegółową charakterystykę, lecz musimy poprzestać na wyliczeniu najcharakterystyczniejszych cech tego stronnictwa. Stronnictwami klerykalnemi czyli ultramontańskiemi nazywamy te stronnictwa polityczne w krajach, narodach i społeczeństwach katolickich, które głoszą a przynajmniej wyznawają zasadę świeckiej władzy papieża, uznawają papieża jako monarchę i władzcę nietylko obok świeckich monarchów, lecz po nad nimi stojącego, według idei średniowiecznych, które stoją na stanowisku, iż każde państwo w swem ustawodawstwie powinno się stosować i ulegać dogmatom i zasadom kościoła katolickiego, a szczególniej co do szkół i wychowania, tak że kościół katolicki czyli kler (duchowieństwo) powinno mieć rozstrzygającą władzę nie tylko co do nauki religii, ale niemniej co do treści i ducha nauki w ogóle. W zasadach ściśle politycznych stronnictwo klerykalne jest właściwie najbardziej spokrewnione z zasadami katolicko-arystokratyczno-zachowawczemi, umie atoli także być demokratycznem (t. j. występować za zasadą panowania ludu), gdzie szérokie warstwy ludu katolickiego przyjmą jego katolicko-polityczny program, jak n. p. szczególnie w Niemczech i Belgii. W sprawach religijno-wyznaniowych stronnictwo klerykalne stoi oczywiście na stanowisku, że li tylko kościół katolicki jest prawnym kościołem chrześciańskim, — kościół ewangelicki i wschodni jest kacerstwem i szyzmą — potęga jednak nowoczesnych idei wolności religii, wiary i sumienia, równouprawnienia wyznań przed prawem jest tak wielką i tak weszła w krew dzisiejszego społeczeństwa, że odbiła się z konieczności i na klerykalnem stronnictwie, chociaż bądź co bądź idea nowoczesnego, międzywyznaniowego, lub bezwyznaniowego państwa, mierzącego wszystkie wyznania i kościoły jedną, równą miarą, nie jest jego ideałem. W sprawach narodowościowych stronnictwa te okazały najwięcej poczucia prawa i sprawiedliwości, daleko więcej od stronnictw liberalnych, czego chlubnym dowodem jest katolicko-konserwatywne stronnictwo niemieckie w Austryi, a nawet katolickie centrum w Niemczech. Z tej pobieżnej tylko charakterystyki stronnictw klerykalnych, czyli ultramontańskich, łatwo wywnioskować, że ewangelicy takiego stronnictwa nie mogą utworzyć, ani do niego należeć, ni być jego działaczami. Gdy mimo to słyszymy ustawicznie powtarzającą się bajkę, że my ewangelicy-narodowcy należymy do stronnictwa klerykalnego, to trudno się oprzeć przypuszczeniu, że dzieje się to w złej woli, nie dla prawdy, ale z powodów politycznych, aby stronnictwo ewangeliczno-narodowe zohydzić w oczach ewangelickiej ludności i moralnie zabić. Jestto taka sama gadanina, jak zarzuty czynione przez całą liberalno-niemiecką prasę wszystkim sławiańskim ludom i ich parlamentarnej reprezentacyi, że są wrogami wolności i sługami reakcji, chociaż Bogiem i prawdą u wszystkich stronnictw liberalnych z latarnią Diogenesa trzeba szukać, a nie można odnaleść zasad prawdziwej wolności i postępu. Lecz przypuśćmy, że liberalni nasi ewangelicy żywią szczére i nieobłudne przekonanie, że my ewangelicy-narodowcy jesteśmy stronnictwem klerykalnem, na czemże się takie mniemanie może zasadzać? Jedynie na dwu okolicznościach, które dla tego wypada bliżej omówić, a zwłaszcza?
Na zupełnie mylnem pojęciu o tem, czem jest stronnictwo narodowe,
na okoliczności, że ewangelicy-narodowcy w wspólnych sprawach narodowych, celem obrony bytu i rozwoju całego polskiego ludu, łączą się z narodowcami katolikami, a między nimi także z narodowem duchowieństwem katolickiem.
Cóż jest stronnictwo narodowe? U nas w tym względzie panuje wielka niejasność pojęć. Poszło w modę stronnictwo narodowe utożsamiać z stronnictwem politycznem, mianowicie z stronnictwem katolicko-klerykalnem. Ale to jest z gruntu fałszywem. Stronnictwo narodowe jest to stronnictwo złożone z Polaków, z tych, którycheśmy w poprzednim artykule opisali i nazwali narodowymi Polakami. Polacy ci zaś mogą być i są katolikami i ewangelikami, klerykałami, konserwatystami, radykałami, demokratami i socyalno-demokratami, a w końcu ludźmi, co nie należą do żadnego politycznego stronnictwa, o politykę się nie troszczą, ale n. p. tylko o gospodarstwo, o swój zawód, o naukę, o kościół, o poezyą i t. p., ale są narodowcami t. j. ludźmi, miłującymi swój naród, pragnącymi, aby naród ten żył, rósł i rozwijał się, dobijającymi się o prawa swego języka i narodu.
Tak się rzecz przedstawia zasadniczo, a nie inaczej w rzeczywistości. Pierwszymi działaczami narodowymi na Szląsku byli prawie wyłącznie ewangelicy, którym się ani śniło o jakimś tam klerykaliźmie. Jak w tenczas nawet przeciwnicy ruchu narodowego u nas nie widzieli w nim nic klerykalnego, lecz tylko coś narodowo polskiego, tego najlepszym dowodem jest, że zaraz w r. 1848 katolickie i ewangelickie duchowieństwo (ks. Paduch i ks. Andrzej Źlik) założyło wspólnie antinarodowe pismo polskie, niby ówczesny „Nowy Czas“, a zaś pismo narodowe znalazło również obrońców i zwolenników wśród duchowieństwa obu wyznań. W początkowym swym rozwoju stronnictwo narodowe polskie jeszcze było tak słabe, a z drugiej strony życie polityczne u nas tak nierozwinięte, i wszystkim tak rozchodziło się tylko o rozbudzenie wśród ludu ducha narodowego, że polityczne zasady wśród stronnictwa narodowego nie odgrywały roli, stały na ostatnim planie, i stronnictwo to przez jakiś czas przedstawiało się jak na zewnątrz tak i wewnątrz jako jedna jednolita całość. Z biegiem dalszego rozwoju i stronnictwa i życia politycznego w erze konstytucyjnej musiała nastąpić i nastąpiła dalsza ewolucya, rozwój i rozróżniczkowanie stronnictwa narodowego, i pojawiły się w stronnictwie narodowem najróżniejsze kierunki polityczne. Dziś kierunki te rozwinęły się w formalne, a, posiadające swoje własne czasopisma i zastępstwa. A tak mamy w jednem wielkiem stronnictwie narodowem stronnictwo klerykalne, stronnictwo postępowo-demokratyczne, stronnictwo narodowo-polityczno-społecznie radykalne, stronnictwo chrześciańsko-socyalne. Nadto mamy polskie stronnictwo socyalno-demokratyczne, które w pewnym względzie także możemy zaliczyć do stronnictwa narodowego, ponieważ sobie przyswoiło program równouprawnienia narodowego. O tem, żeby stronnictwo narodowe i stronnictwo klerykalne było jednem i tem samem, tem bardziej nie może być mowy, że stronnictwo radykalne i wręcz antiklerykalne wyłoniło się z pośród katolickiej ludności, i że, nie mówiąc o innych, prawie całe nasze narodowe nauczycielstwo i prawie wszystka narodowa nasza młodzież akademicka, bez różnicy wyznania, są wręcz antiklerykalne. Jeżeli zaś nie może być mowy o tem, żeby stronnictwo narodowe i stronnictwo klerykalne było jedno i to samo, tem więcej mija się z prawdą twierdzenie, że ewangelicy-narodowcy są stronnictwem klerykalnem, lub do stronnictwa klerykalnego należą. Takie twierdzenie jest tendencyjnem kłamstwem, a w najlepszym razie zapatrywaniem się na nasze stosunki przez okulary z przed trzydziestu lat, z zupełną nieznajomością lub z pominięciem rozwoju ostatnich lat dziesiątek.
Oczywiście, że wszystkie te stronnictwa narodowe na zewnątrz, przy wyborach do Rady państwa, do Sejmu i do innych ciał autonomicznych, gdy się rozchodzi o odparcie niemieckich kandydatów, postępują wspólnie i czynią sobie wzajmne ustępstwa. Da Bóg, że i na przyszłość będą miały tyle politycznego rozumu i zmysłu zachowawczego, póki jaka część polskiej ludności da się wodzić na niemieckim pasku, i póki Niemcy nie pozbędą się pretenzyi stawiania niemieckich kandydatów dla polskiej ludności. Tak i my ewangelicy-narodowcy łączyliśmy się i porozumiewali przy wyborach z naszymi katolickimi ziomkami — a jeżeli chcecie, z katolickimi klerykałami. Było nam to tem snadniej, że nigdy i nigdzie nie wymagano od nas czy to wyrzeczenia się naszych politycznych zasad, czy to stanowiska ubliżającego naszemu kościołowi lub wyznaniu, a przyznano nam ewangelickich kandydatów nawet nad nasz stosunek liczbowy (n. p. do Sejmu). Uczynili to katolicy w przewidywaniu, że inaczej zwyciężyłby kandydat niemiecko-liberalny, i za to należy im się cześć i pełne uznanie. Nadto zastępca stronnictwa klerykalnego nigdy do żadnego stronnictwa klerykalnego nie wstąpił, ni w Radzie państwa, ni w Sejmie żadnego klerykalnego wniosku nie postawił, a zaś zawsze słuszne żądania ewangelików, czy to co do prywatnych szkół czy w innych sprawach zastępował i za niemi głosował.
Czyż przez takie porozumienie się, przez taki kompromis staliśmy się klerykałami? Przenigdy! Takie kompromisy były u nas między katolikami i ewangelikami już w one czasy, gdy jeszcze stronnictwo narodowe nie odgrywało politycznej roli i przy składzie naszéj ludności w kraju nie może być inaczej. Takie kompromisy mają w politycznem życiu miejsce wszędzie i codziennie. W Niemczech łączyli się nieraz ewangeliccy konserwatyści, narodowo-liberalni i inni, dla osiągnięcia wspólnych celów, z klerykalnem katolickiem centrum, czy się przez to ci ewangelicy stali klerykałami? Dziś z temże centrum łączy się ewangelicki prusi rząd i cesarz niemiecki, czy to klerykały? W austryackim parlamencie połączyli się za czasów koalicyi liberalni Niemcy z stronnictwem niemiecko-katolickiem, a dziś liberalne stronnictwa niemieckie uczyniłyby temuż stronnictwu niejedno ustępstwo, gdyby chciało wstąpić do „Deutsche Gemeinbürgschaft“ i stworzyć z nimi większość w parlamencie — czy się przez to stali i są klerykałami? A jeszcze bliższy i jaskrawszy przykład. W sejmie szląskim, w walkach narodowościowych, n. p. w sprawie rozporządzeń językowych dla Szląska, ks. kard. Dr. Kopp i ks. sup. Dr. Haase idą i głosują razem przeciw Polakom, a niezawodnie i nadal będą razem walczyli przeciw polskiemu gimnazyum, przeciw równouprawnieniu narodowości i języka polskiego na Szląsku. Czy może przez to ks. sup. Dr. Haase stał się klerykałem, a ks. kard. Dr. Kopp nachylił się ku protestantyzmowi, albo się może obaj stali sobie przyjaciółmi? Pewnie, że im się to ani śniło, są Niemcami i przeciwnikami równouprawnienia polskiej narodowości na Szląsku i walczą razem jako polityczni sojusznicy przeciw Polakom. A tak: Co jednemu miło, drugiemu nie luto. Odrzucamy stanowczo zarzut, że jesteśmy stronnictwem klerykalnem, i ten sposób walki przeciw nam piętnujemy raz na zawsze jako nieuczciwy.
III. Czy stronnictwo narodowe obniża oświatę i nadweręża dobrobyt ludu?
W noworocznym swym artykule, który powoduje nas do pisania tych artykułów, powiada „N. Czas“ dalej, że nasz kierunek „zagraża tak duchownemu dobru naszego ludu ewangelickiego, jako też jego dobrobytowi materyalnemu“, i jeszcze „a oświata i dobrobyt ludu przyjdą do zastoju.“ Jeżeliby to było prawdą, to musiałoby to leżeć w zasadach kierunku i stronnictwa narodowego i musiałoby się już uwidocznić w skutkach i owocach pracy narodowej, boć kierunek i stronnictwo narodowe nie jest przecież u nas dzisiejsze, ale istnieje i pracuje od 50 lat. Zbadajmyż tę rzecz i przekonajmy się. Stronnictwa narodowe miały i mają zawsze i wszędzie, u wszystkich ludów i narodów jeden i ten sam cel, odmienny jedynie według odmiennych szczególnych stosunków, potrzeb i okoliczności, a zwłaszcza: usamoistnienie ludu i narodu, oswobodzenie go z pod obcego wpływu, z pod jarzma obcej zależności i niewoli, czy to duchowej, czy fizycznej, aby lud i naród był samym sobą, stał na własnych nogach. Z takim celem ściśle, z wewnętrznej konieczności jest i musi być połączona dążność i usilna praca do podniesienia i jak najszerszego rozpowszechnienia wśród ludu oświaty i dobrobytu, gdyż tylko lud światły i jako tako zamożny, ekonomicznie niezawisły jest zdolny i ochotny do obrony swego bytu i swej samoistności, czuje swą godność, strzeże swych praw, wypełnia swe obowiązki i nie da sobą poniewierać, a tylko lud nieoświecony i materyalnie podupadły nie czuje swego poniżenia, choćby obcy nim rządzą, nad nim panują, wynaradawiają go i używają do swych własnych celów. Tak było i jest zawsze i wszędzie. Stronnictwa narodowe i narodowcy, jak Palacky, Jungmann, Hawliczek, Rieger i inni stworzyli naród czeski, położyli podwaliny do jego oświaty, podnieśli jego poziom etyczny, stworzyli jego zamożność. Bez nich i ich kierunku nie byłoby narodu czeskiego. A Słowacy, o ile są czemś, o ile mają piśmiennictwo, żyją duchowo, o ile mają wartość moralną, o ile mają nawet przemysł i dobrobyt, czy to zawdzięczają swoim Madziaronom, którzy im wskazują niebo i zbawienie w zmadziaryzowaniu się, kropla w kroplę tak samo jak nasi liberalni Polacy nam w zlaniu się z Niemcami, czy też swoim Kolarom, Szafarczykom, Hurbanom, Hodżom, Sturom i całej rzeszy młodszych narodowców i stronnictwu narodowemu? Gdyby nie ich stronnictwo narodowe, dawnoby byli martwą masą, mierzwą pod obcy zasiew i pod obce żniwo. A Madziarzy sami komuż zawdzięczają swoje dzisiejsze stanowisko, czy tym z pomiędzy siebie, którzy się zeszwabili — jeżeli mieli takich wyrodnych synów — czy swoim narodowym — bo u nich miały wszystkie stronnictwa, czy klerykalne, czy liberalne, czy radykalne tyle uczciwości i tyle sumienia narodowego, że były wszystkie narodowemi — stronnictwom?! Tak samo Serbi, Rumuni, Bułgarzy wybili się na wolność i odrodzili się nie przez swych poturczeńców, lecz przez swych narodowców. Czyż tylko u nas jest inaczej? Czyż może to być, żeby u nas stronnictwo narodowe, dążące do samoistnego bytu naszego ludu, mogło się niestarać o jak najwyższy i najszerszy jego umysłowy, moralny i materyalny rozwój? Przenigdy. Przeciwnie same zasady i cele stronnictwa narodowego wymagają z wewnętrzną koniecznością jak najusilniejszej pracy nad umysłowem i materyalnem podniesieniem ludu. To też stronnictwo narodowe w miarę swych sił, w miarę naszych stosunków i niewielkiej liczby naszej polskiej ludności uczyniło, co mogło. Podwaliną bytu i oświaty każdego ludu jest niezaprzeczenie język, mowa ojczysta. To jest istotnie ona „arka przymierza“ między dawnymi i dzisiejszymi wieki. Bez tej arki, bez języka i mowy ojczystej nić między przeszłością i przyszłością musi się urwać, lud musi przestać być tem, czem był, przestanie istnieć, wymrze. Bez języka nie może też więc być mowy o oświacie ludu. Im więcej język ludu się psuje, ginie, zamiera, tem więcej także zanika jego oświata, jego umysłowy rozwój. o, o, o, k. Wskutek czeszczenia i niemczenia naszego kraju język prawdziwie krajowej ludności polskiej poszedł w zapomnienie i zaniedbanie, był, że się tak wyrażę, postawiony na etat wygaśnięcia, śmierci. Nikt, kto przeszedł jakie takie szkoły, nie mówił nim, nikt nie uważał go za potrzebny, ani w szkole ani w urzędzie, ani w życiu publicznem. Gdzie z konieczności nim mówiono, mówiono źle, koszlawie. Narodowcy poczęli go wydobywać z popiołów, uczyć się (wśród pośmiewiska najświatlejszych ludzi), pisać nim, wyżłabiać mu wśród niesłychanych trudności i oporu prawo i używanie w szkole i urzędzie. Narodowcy zaprowadzili w szkołach naszych język polski jako wykładowcy i napisali pierwsze wyborne polskie książki szkolne (śp. Jan Śliwka), czem pchnęli oświatę ludu polskiego na zupełnie nowe tory i posunęli ją naprzód o całe niebo. Że dziś język polski posuwa się z chat wiejskich do miast, zaczyna być używany w stanach średnich, zdobywa sobie powoli swe prawa w życiu publicznem i urzędowem, że potrzeba znajomości jego jest uznaną, że przestawa być wzgardzonem, wykoszlawionem narzeczem najniższych tylko warstw społecznych, że się go uczą i przeciwnicy stronnictwa narodowego, że nim umieją pisać i pracują dla oświaty ludu, to wszystko jest niezaprzeczonym dorobkiem stronnictwa narodowego i podniesieniem oświaty ludu. Stronnictwo narodowe a. Aż do roku 1848 i powstania stronnictwa narodowego nie było na całym Szląsku, prócz Pisma św. i kilku innych przezacnych ksiąg religijnych, żadnej innej polski książki ani na lekarstwo. Narodowcy przynieśli pierwsze polskie książki do nas, założyli dziś kilkunastotysięczną bibliotekę „Czytelni ludowej“ w Cieszynie, z której tysiące a tysiące książek przeczytało tysiące czytelników z pomiędzy ludu. Za tą biblioteką pozakładali znowu narodowcy cały szereg bibliotek po całym kraju a dziś za wpływem, pośrednictwem i działaniem stronnictwa narodowego mnóstwo ludzi wśród ludu posiada nawet swoje własne biblioteki, sprowadza sobie z ognisk umysłowego życia narodu polskiego książki i czasopisma polityczne, naukowe i fachowe i czyta i uczy się i oświeca. Stronnictwo narodowe niemniej zapoczątkowało wydawanie u nas książek i czasopism, nieustawa w tej pracy od 50 lat, owszem rozszérza ją i udoskonala z każdym rokiem. Ono także dało impuls do różnych stowarzyszeń, ono urządza wykłady, odczyty, przedstawienia amatorskie, śpiewy i deklamacye, pogadanki pedagogiczne z rodzicami w sprawie wychowania dzieci, co przecież wszystko niezaprzeczenie przyczynia się do umysłowego, do podniesienia poziomu towarzyskiego życia, do rozmyślania i zastanawiania się nad niezliczonemi sprawami i potrzebami życia społecznego a więc także do umoralnienia, do oświaty i ucywilizowania ludności. Stronnictwo narodowe rozbudziło też właściwie lud do życia politycznego, przyczyniło się pierwszorzędnie do tego, że się lud zaczął zajmować sprawami politycznemi, domagać się swych praw a przychodzić do świadomości, że wogóle jest obywatelem i ma obowiązki obywatelskie. Przez założenie nareszcie polskiego gimnazyum doprowadziło stronnictwo narodowe do tego, że procent uczniów polskich w gimnazyach całego kraju podniósł się z 10 na 22%, a w Ks. Cieszyńskiem z 24 na 37%. Ponieważ ludność polska wynosi dwie trzecie wszystkiej ludności Ks. Cieszyńskiego, więc odpowiedni procent polskich uczniów szkół średnich byłby 66%. Stronnictwo narodowe nie ustanie w staraniach, aby się ludność polska do tej cyfry przybliżała, nie ustanie niemniej w staraniach, abyśmy mieli i polskie seminaryum nauczycielskie i polską szkołę realną. Zresztą odpowiedni stosunek uczącej się polskiej młodzieży do liczby ludności polskiej będzie się z rok na rok poprawiał sam od siebie, im więcej będzie lud nasz rósł w swojską inteligencyą i w świadomość narodową. Gdy zaś następnie z latami ta wykształcona młodzież polska, zajmie się kupiectwem, przemysłem i zapełni posady urzędników, adwokatów, lekarzy, duchownych, nauczycieli i t. d., które dziś z małymi wyjątkami są w rękach niemieckich, to niech już „N. Cz.“ sam rozstrzygnie, czy to naszą polską ludność zuboży, czy zbogaci w oświecie i materyalnym dobrobycie. Że Niemcy się temu podniesieniu poziomu oświaty ludu polskiego wszelkiemi siłami sprzeciwiają, jest rzeczą aż nadto zrozumiałą. Wiedzą oni dobrze, że to rozpowszechnienie oświaty wśród ludu polskiego i ten wzrost polskiej inteligencyi, ukróci i ograniczy ich panowanie w kraju i sprowadzi ich stanowisko do miary ich własnych sił i ich liczby. Że atoli polskie pismo, pracujące niby dla dobra ludu polskiego, może w tej sprawie zajmować stanowisko polskiej ludności wręcz szkodliwe i zatrzymujące ją na jej dotychczasowem podrzędnem stanowisku, to jest wprost niezrozumiałem dla każdego, kto nie zna osób i ludzi, kto nie wie, przez kogo i dla kogo „N. Cz.“ właściwie istnieje. Materyalny dobrobyt zależy od najróżniejszych czynników i stosunków niezależnych od żadnego stronnictwa. O ile atoli jakie stronnictwo, jego zasady i kierunek mogą wpłynąć na materyalny dobrobyt ludności, to stronnictwo narodowe może się również pochlubić dodatnią i obfitą w owoce działalnością dla naszego polskiego ludu. Już samo oświecanie ludu, o którem powyżej mowa, oddziałało korzystnie na jego materyalny dobrobyt, bo im człowiek światlejszy, im przystępniejszy pouczeniu, im więcej umysłowo rozgarnięty, tem rychlej i dokładniej rozpatrzy się w swojem położeniu, pozna błędne drogi, tem gorliwiej i rozumniej będzie szukał dróg do poprawy swego bytu. Stronnictwo narodowe atoli także bezpośrednio wpłynęło na podźwignięcie dobrobytu naszej polskiej ludności. Ono pierwsze zorganizowało lud nasz rolniczy w m, z wielkiemi z początku ze strony rządu przeszkodami, który go najprzód przez 3 lata niezatwierdził. Później sam rząd uznał pożyteczne działanie Towarzystwa tak dalece, że mu przyznał 2 głosy w Krajowym rolniczym Komitecie subwencyjnym. Towarzystwo rolnicze wraz z posłami narodowymi przyprowadziło do tego, że Sejm krajowy i rząd centralny, rolnictwo Ks. Cieszyńskiego (polski lud rolniczy), zbywane dotąd okruszynami, odtąd uwzględnia subwencyami w równej mierze z zachodnią (niemiecką) częścią kraju, co wszystko cyframi można udowodnić. Towarzystwo rolnicze wymogło założenie Zimowej Szkoły rolniczej, przez którą otrzymał nadto nasz polski lud rolniczy pierwszego fachowego, znakomitego, mówiącego po polsku nauczyciela wędrownego. Towarzystwo rolnicze podniosło znakomicie w kraju chów bydła, sadownictwo, pszczelnictwo, w którem wykształciło teoretycznie i praktycznie cały szereg rolników, dało początek do zawiązania się spółek drenarskich między chłopami, do utworzenia mleczarń spółkowych, które błogie skutki przyniosły naszym podgórskim rolnikom, tudzież założyło pierwsze kasy Reifeisenowskie u nas, z których w ogóle największa część zostałą założoną z inicyatywy narodowców. Wszystkie te prace chyba przynajmniej „nie zagroziły“ materyalnemu dobrobytowi, ani go nie przywiodły „do zastoju“, jak zarzuca „N. Cz.“ stronnictwu narodowemu. Nie małą zasługę około materyalnego dobrobytu polskiej naszej ludności położyło niemniej stronnictwo narodowe przez założenie w Cieszynie „k“, z 4 filiami w naszych miastach powiatowych. W chwili założenia Towarzystwa zaliczkowego (jednego z pierwszych w całej Austryi, zaraz po wyjściu ustawy o stowarzyszeniach zarobkowych i gospodarczych) stosunki kredytowe dla stanu włościańskiego w ogóle a dla wszystkich ludzi, co nie mają hipoteki w szczególności, były wprost opłakane. Akta w archiwum Towarzystwa przechowane świadczą, jak u nas grasowała w tym czasie lichwa z pożyczkami zahipotekowanemi na dobrem miejscu na 24 a nawet na 30 procent. Nielichwiarskiego, uczciwego kredytu niehipotecznego prawie nie było. Towarzystwo zaliczkowe w znacznej części złamało lichwę, w niezliczonych wypadkach uratowało po prostu rolników od utraty ojcowizny i przytułku dla rodziny. Tysiącom rolników, rzemieślników, kupców i drobnych przemysłowców, niemniej ludziom znajdującym się w służbie i urzędzie przez osobisty, dogodny, w drobnych ratach miesięcznych i kwartalnych spłacalny kredyt, umożliwiło Towarzystwo zakupno nasienia, żywego inwentarza, wybudowanie się, urządzenie warsztatu i t. d. i t. d. Dziś posiada Towarzystwo zaliczkowe kapitał obrotowy 4 milionów koron, 5000 członków, członkowie Towarzystwa ugospodarowali sobie w niem drobnemi koronowemi wkładkami kapitał udziałowy w kwocie przeszło pół miliona koron, fundusze rezerwowe Towarzystwa w kwocie przeszło 150.000 koron są własnością i majątkiem polskiego ludu, z zysków swoich obróciło Towarzystwo dotąd 16.000 koron na cele ekonomiczne i kulturalne ludu polskiego, n. p. na szkołę polską dla gospodyń wiejskich, na biblioteki dla Kółek rolniczych, na stypendya dla synów naszego polskiego ludu na uniwersytetach i szkołach fachowych, dla straży pożarnych i t. d. i t. d. Nadto Towarzystwo zaliczkowe wyzwoliło nasz polski lud w znacznej części od zupełnej zawiłości finansowej od obcych, przywiodło nas do znajomości naszej siły zbiorowej, przekonało o znaczeniu solidarności i połączeniu słabych i drobnych przez się sił w potężną całość. Możemy tedy śmiało powiedzieć, żeśmy w miarę sił naszych wiernie i wytrwale pracowali, a czuwali nad rozwojem i postępem oświaty i materyalnego dobrobytu polskiego ludu naszego. Niezaprzeczamy, że i po za stronnictwem narodowem są ludzie dbali o oświatę i dobrobytu ludu. Jedno atoli możemy śmiało powiedzieć, mianowicie, żeśmy odkąd się tylko poczęła praca nad ludem i dla ludu, byli pierwsi i pierwsi wzięli się do tego, żeby z tej martwej masy ludowej stworzyć żywy, myślący organizm, prawdziwe obywatelstwo kraju z żywem poczuciem swej godności, praw swych i obowiązków. Nasi , mianowicie także nasi liberalni Polacy, mówiąc o oświacie ludu, uważają oświatę kilkudziesięciu lub kilkuset jednostek, które z pomiędzy tego ludu wyszły, w szkołach niemieckich nabrały oświaty, zajęły wyższe stanowiska lub jako zamożniejsza arystokracya chłopska mieszkają pomiędzy ludem, za prawdziwą széroką, najniższe warstwy ludu obejmującą oświatę ludu, a zapominają nadto, iż oświata tych jednostek wynarodowiła je, wyodrębniła i odłączyła od ludu, jak to na każdym kroku spotykamy. Taka oświata ludu nie podnosi, ale uwydatnia tem bardziej jego opuszczenie, zaniedbanie i upośledzenie. Podnieść, podźwignąć, uszlachetnić intelektualnie i moralnie może tylko oświata swojska, oświata taka, która z jednej strony obejmie i najniższe warstwy ludu, a z drugiej nie rozerwie węzła przynależności i wspólności między jego wyższemi i niższemi warstwami, ale owszem stworzy jedną całość, jedno ciało z prostaczków i z tych, którzy stoją na czele społeczeństwa. Tej oświaty pierwszym przodownikiem u nas jest stronnictwo narodowe. A jeszcze więcej powiemy. Gdyby nie było stronnictwa narodowego, toby pracy nad polskim ludem i zajęcia się nim nie było wcale. Cokolwiek w tym względzie przedsięwzięto ze strony naszych przeciwników, to wszystko jest li tylko naśladownictwem stronnictwa narodowego i podjętem dla uszczuplenia i zniweczenia stronnictwa narodowego jako stronnictwa politycznego, ze względów niemiecko-liberalno-politycznych. Moglibyśmy to krok w krok wykazać na każdem polu działalności. Gdyby nie było stronnictwa narodowego, niktby się z drugiej strony o polski lud ani na chwilę nie troszczył. Jestto rzeczą zupełnie naturalną. Na czele całego liberalno-polsko-niemieckiego stronnictwa stoją Niemcy, albo ludzie, którzy — choćby osobiście najzacniejsi i najgodniejsi — sercem, duszą, swemi przekonaniami, upodobaniami, językiem i miłością są . Do pracy nad ludem i dla ludu polskiego brakuje im tedy właściwy pobudzający bodziec — ć. Gdyby ludzie ci nie stali przypadkiem pomiędzy ludem i nie mieli przypadkowej z ludem tym styczności, gdyby n. p. byli adwokatami lub urzędnikami, aniby im się śniło o ludzie polskim i jego potrzebach myśleć, dla niego pisać, do niego się zaliczać. U nas inaczej, my narodowcy zawsze i wszędzie, czemkolwiekbyśmy byli, jesteśmy kością z kości jego, lud polski jest naszem ciałem, my się staramy o nasze własne ciało i duszę naszą. Zarzut, że stronnictwo narodowe zagraża tak duchownemu dobru ludu jakoteż jego dobrobytowi i że przez nas oświata i dobrobyt tego ludu przyjdą do zastoju, jest bezmyślnym frazesem.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Polscy ewangelicy.
