Read here

Podróż na Jowisza

John Jacob Astor · 1896 · Free in the US

72,052 words · about 5 h 3 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1896 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Podróż_na_Jowisza&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
John Jacob Astor
Language
Polish
Published
1896
Length
72,052 words · about 5 h 3 min
Sections
24 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (24)

Continue:

Powieść fantastyczno-naukowa

I. I. R

PODRÓŻ NA JOWISZA

POWIEŚĆ FANTASTYCZNO-NAUKOWA

PRZEROBIŁA I SPOLSZCZYŁA

Marya Milkuszyc

WARSZAWA

„Y“

—— 23 Aleksandrya 23 ——

1896

Druk Rubieszewskiego i Wrotnowskiego, Nowy-Świat № 34.

Powieść fantastyczno-naukowa

I. I. R

PODRÓŻ NA JOWISZA

POWIEŚĆ FANTASTYCZNO-NAUKOWA

PRZEROBIŁA I SPOLSZCZYŁA

Marya Milkuszyc

WARSZAWA

„Y“

—— 23 Aleksandrya 23 ——

1896

Druk Rubieszewskiego i Wrotnowskiego, Nowy-Świat № 34.

KSIĘGA PIERWSZA.

ROZDZIAŁ I.

Jowisz.

Z nadpowietrznej wysokości patrzyli teraz, pełni zaciekawienia, na wspaniałą planetę Jowisza, mającą powierzchni 85,300 mil kwadratowych, czyli 1,300 rozleglejszą, niż powierzchnia ziemi. Nieraz badając na ziemskim horyzoncie oddaloną planetę, rzucającą spokojny a potężny blask, pragnęli gorąco zbliżyć się do niej i poznać jej tajemnice. Teraz dzięki Apergii, sile, której domyślano się w ubiegłych wiekach, ale z której nie zdawano sobie sprawy, podróż w odległe światy stała się możliwą. Ayrault zakręcił szklanne gałki, pokryte jedwabną tkaniną, i Kalisto zaczął powoli (w porównaniu z szybkością) zbliżać się do planety; trzej podróżni nie odrywali oczu od teleskopów, starając się przebić wzrokiem chmury, to tłoczące się, to znów rozpraszające się przed nimi. Któż opisać jest w stanie prawdziwą ekstazę roskoszy, przepełniającą ich serca! Nakoniec tajemnice Apergii, zbadane i ujarzmione przez człowieka, dawały mu możność wzniesienia się w nieznane przestrzenie i krążenia swobodnie wśród planet i komet. — Pojąć nie mogę — rzekł doktór Cortlandt — dla czego ludzie poznawszy już od tak dawna, że ciała, napełnione przeciwną elektrycznością, przyciągają się nawzajem, a ciała napełnione jednakową elektrycznością odpychają się, nie pomyśleli o tem, aby spożytkować przeciwne prądy grawitacyi? W XIX wieku uczeni i szarlatani robili doświadczenia na swoich uczniach równie, jak i na przedmiotach bezwładnych, unosząc je w górę ponad ziemię, ale zauważywszy dziwny fenomen, nie zagłębiali się w jego naturę i nie starali się go spożytkować. Prezes Bearwarden i Ayrault potwierdzili zdanie Cortlandt’a. Statek powietrzny kierował się ku stronie, która wydawała się być stałym lądem, na północ od równika pod 1½ stopniem geograficznym. — Ponieważ oś Jowisza jest prawie pod prostym kątem jego orbitu, nie jest bowiem pochyloną więcej nad 1½ stopnia, podczas gdy ziemia do niedawna jeszcze posiadała pochyloną oś na 23½ stopnia, będziemy mogli podług woli mieć klimat, jaki nam się podoba od podzwrotnikowych upałów aż do mrozów podbiegunowych. Tak mówił doktór Cortlandt, nie opuszczając teleskopu. Dopóki Kalisto nie wszedł w atmosferę planety, na ciemnem tle nieba jaśniało pięć księżyców podobnych do tarcz srebrzystych; po pewnym czasie jednak zmienił się widok, przybierając pozory ziemi i nasi podróżni uczuli się bardziej u siebie. Pod nimi rozciągał się ląd stały, a na nim widać było długie łańcuchy jezior i rzek, płynących na wszystkie strony, prócz w kierunku zwrotnika, gdzie się rozciągał niezmierną przestrzenią ocean o falach spokojnych. Na wschodzie wznosiły się wysokie góry; wzdłuż południowej strony dymiły liczne wulkany; ku zachodowi ciemniały gęste lasy i rozległe płaszczyzny, na których widok mogłoby się rozradować serce rolnika. Pułkownik Bearwarden rzekł, patrząc na przedstawiający się krajobraz: „Chętniebym tu rozpoczął poszukiwania miedzi, co za obfite możnaby tu mieć kopalnie! A co za wspaniałe przestrzenie pod uprawę zboża daćby zdołały te osuszone bagna!“ — Mieszkańcy, których tu znaleść możemy, mają prawdopodobnie tak wiele przestrzeni, że osuszanie bagien nieprędko jeszcze będzie im potrzebne — odpowiedział doktór. — Mam nadzieję, że znajdziemy tu przynajmniej, dużo dzikich zwierząt, tak wielkie knieje pozwalają spodziewać się czworonożnych mieszkańców — mówił Ayrault, myśląc o doskonałej broni myśliwskiej, jaką z sobą zabrali. wstrząsnął się gwałtownie; podróżni dostrzegli, że przyczyną tego nienormalnego ruchu był wybuch jakiegoś wulkanu, napełniającego dymem i parą powietrze, przytem odłamy kamieni uderzały o niego gwałtownie. skierował pośpiesznie statek w stronę lasu, a znalazłszy swobodną przestrzeń między lasem a wodą, lekko opuścił go ku nieznanym lądom. Gdy statek stanął na ziemi, podróżni ostrożnie otworzyli mały otwór, aby sprobować, jakiem właściwie mają oddychać powietrzem i czy dla ich płuc okaże się ono możliwem. Natychmiast dał się słyszyć świst, podobny do tego, jaki wydaje nagle wypuszczona para, a barometr podniósł się do 36 stopnia; zamknięto otwór. — Teraz — rzekł doktór Cortlandt — zrobimy dobrze, starając się nawyknąć powoli do ciśnienia powietrza; sądzę, że barometr nie podniesie się już o wiele wyżej. Podróżni czuli ciśnienie powietrza, nie większe nad to, którego się doznaje, znalazłszy się w kopalni węgla, powtórnie zatem uchylili otwór; barometr stanął na 42. Zbadawszy chemiczny skład powietrza, przekonali się, że mogą niem bez szkody oddychać, otworzyli przeto drzwi i wysiedli, a wiedząc już dobrze, czego spodziewać się mogą, dość łatwo w nowych znaleźli się warunkach. Jakkolwiek ta nadpowietrzna podróż musiała powiększyć ich ciężar, nie robiło im to żadnej różnicy, gdyż jakkolwiek przestrzeń Jowisza jest 1,300 razy większą jak Ziemi, miąższość jego wynosi tylko 300 z powodu jego ciężaru. Prócz tego, choć stopa kubiczna wody, lub innego ciała stałego lub płynnego wynosi 2,5 tak jak na ziemi, przedmioty znajdujące się w bliskości równika, z powodu nadzwyczaj szybkiego krążenia planety ważą o mniej, niż u biegunów, z powodu siły odśrodkowej. Pod wpływem tej okoliczności, będąc przytem o 483 miliony mil od słońca, zamiast o 92 tak, jak na ziemi, zwrócili się ku północnej stronie zwrotnika Jowiszowego. i Ayrault zarzucili na ramię karabiny, doktór wziął fuzyę rewolwerową, do niej 4 numer śrutu, prócz tego każdy z podróżnych uzbroił się w nóż myśliwski i tak wszyscy trzej zwrócili swe kroki w stronę północno-zachodnią. Ziemia była miękka, a wydobywała się z niej gorąca para. Od wschodu, gęste chmury zasłaniały niebo, byłto dym, wychodzący z wysokich gór wulkanicznych; na lewo las zdawał się rozciągać daleko. Rozrzucone zarośla olbrzymich paproci, ukazywały się na całej przestrzeni, ziemia zaś nosiła na sobie najdziwaczniejsze ślady najrozmaitszych rozpadlin. — Widocznie Jowisz przechodzi obecnie epokę zwęglenia, tak jak niegdyś ziemia, ale na rozleglejszą skalę, — zauważył doktór. — Teorya, że im większą jest planeta, tem mniejszymi muszą być jej mieszkańcy, nie zgadzała się nigdy z mojem przekonaniem, uważałem ją zawsze, za przypuszczenie, bez żadnej podstawy. Mamy przecież dowody na to, że mastodonty i inne olbrzymie zwierzęta zamieszkiwały ziemię dawniej, chociaż ciężar ich musiał być taki sam, jak to dziś przypuścić można; mylnem jest zatem, że byłyby dla niej za ciężkie... Teraz spostrzegli na ziemi mnóstwo olbrzymich kości; prawdopodobnie był to szkielet jaszczura, kilka razy większego od zwyczajnego krokodyla. Przechodząc wśród niezmiernie bujnej roślinności, dostrzegli przedmioty, podobne do worków, które nadymały się i opadały, przy czem górna ich część stawała się . W chwili, gdy doktór chciał strzelić, aby się przekonać o zawartości mniemanych worków, te nagle się w powietrze. Gdy w pewnej odległości opadały ku ziemi, błony, które utrzymywały ich w powietrzu, kurczyły się, a one znów spoczęły zupełnie bezwładnie na miejscu. — Spodziewaliśmy się znaleść tu różne płazy i ptaki! — zawołał doktór — ale te oto dziwne stworzenia z trudnością znaleść mogą miejsce wśród znanych klasyfikacyj. Zdaje się, że nogi muszą być pneumatyczne, ruchy ich bowiem nie mają nic wspólnego z ruchami żab. Za zbliżeniem się trzech towarzyszów, głowy worków zaczęły się wydymać. — Przedziurawię ten rezerwoar powietrza, — rzekł Bearwarden i postrzelił jedno z tych dziwnych stworzeń, reszta odleciała. Podróżni zbliżyli się, oglądając ciekawie ofiarę. — Widocznie, — rzekł Cortlandt, — stworzenie to nabiera wielką masę powietrza w pęcherz pokrywający jego szyję i głowę i tym sposobem wznosi się w powietrze. Tak mówiąc, pochylił się nizko, aby lepiej obejrzyć ranione stworzenie; wtedy dopiero spostrzegł zdziwiony wysuwającą się głowę, otwartą paszczę, język i zęby węża, równocześnie usłyszał syczenie i dojrzał maleńkie, złośliwe, na siebie zwrócone oczy. — Czy to gatunek jadowity? Jak sądzisz doktorze? — zapytał Ayrault. — Zdaje mi się, że tak jest w istocie, gdyż przy stosunkowo powolnych jego ruchach, zapewne byłby wyniszczony ten gatunek, przez silniejszych od siebie wrogów, gdyby nie posiadał obrony. — Myślę, że będzie dla nas bezpieczniej, jeżeli za sobą zostawimy trupa, niż rannego, — rzekł , mierząc do węża. Po wystrzale połowa ciała płazu zniknęła, reszta wydawała woń obrzydliwą. Jakkolwiek słońce zdawało się być jeszcze bardzo wysoko, szybkość, z jaką chyliło się ku zachodowi, zapowiadała zbliżającą się króciutką, pięciogodzinną noc; ta jednak mogła być bardzo ciemną. W tej chwili lekkie, jakieś harmonijne dźwięki zdawały się podnosić z ziemi; nie umiejąc ich sobie wytłomaczyć, oglądali się koło siebie podróżni; słońce spuszczało się coraz niżej, a muzyka stawała się coraz piękniejszą... Teraz dopiero spostrzegli, że dźwięki te wydawały różne gatunki kwiatów: ogromne lilie kształtem przypominające trąby, trzciny, sitowia, heliotropy, drżały, śpiewając ten hymn na cześć zachodzącego słońca; niezliczone mnóstwo różnego ptastwa zlatywało się, siadało na ziemi, przysłuchując się melodyi kwiatów i wzleciało dopiero wtedy, gdy już wszystko ucichło. Zdziwieni podróżni przysłuchiwali się ciekawie, zachwyceni tą im nieznaną harmonią natury. Gdy powróciła cisza, pierwszy przemówił doktór: — Cudowny ten objaw naturalnego rozwoju świata roślinnego zachwycił mnie, tem więcej, że nic podobnego nie zdarza nam się spotykać na ziemi. A jednak oto wyjaśnienie tego niepojętego fenomenu: Nasze ziemskie kwiaty mają woń przyciągającą do siebie: pszczoły, motyle, całe roje różnych skrzydlatych owadów, które ssąc z nich miód, zabierają z sobą nieświadomie pyłki rozpłodowe i roznoszą je na różnej płci kielichy, dopomagając tym sposobem zachowaniu się gatunków roślin. Tu kwiaty zamiast zapachu mają dźwięki, a zamiast owadów mają ptaki, które tę samą spełniają czynność. Dźwięki, wydawane przez kwiaty, są spowodowane kurczeniem się błonek, gdy ciepło słoneczne usuwa się z nich; prawdopodobnie możemy się spodziewać o wschodzie słońca podobnego hymnu, gdy pod działaniem cieplika listeczki rozciągać się zaczną. Szukając miejsca bezpiecznego na przepędzenie nocy, dostrzegli podróżni wielką ilość błędnych ogników, ale jaśniejszych od znanych im na ziemi. — Patrzcie na te światełka — rzekł doktór — siła ich blasku odpowiada lampie o świetle szesnastu świec, zdają się wychodzić z płaskiej bryły mającej rozmiaru od 9 do 10 cali kwadratowych. Światła ukazywały się i gasły z równą szybkością, unikając wszelkiej analizy podróżnych. Macając wśród zupełnej ciemności, jeden z nich natrafił ręką na jakiś przedmiot żywy, wielkości małego pieska, ale zaledwie go dotknął, tenże szybkim ruchem wymknął się i uniósł w powietrze z szumem i brzękiem skrzydlatego owadu; wtedy ujrzeli fosforyczny jasny blask, którego naturę tak zbadać pragnęli. — Wcale pokaźny świętojański robaczek! — zawołał, śmiejąc się doktór. — Mówią, że na wyspie Kubie znajdują się podobne; mieszkańcy kładą je pod szklanne klosze, co w zupełności zastępuje im lampy. Ten byłby wystarczający, gdyby można go zmusić do ciągłego wydawania ze siebie jednakowego światła. Znalazłszy pustą polankę, usiedli na małym wzgórku, dotknął sprężyny swego zegarka, zregulowanego podług Jowisza, gdzie dzień, podzielony na dziesięć godzin, zaczyna się w południe, tym sposobem godzina piąta oznacza północ. — Dwadzieścia minut na piątą; na ziemi teraz jest kwadrans na dwunastą. Ponieważ wschód słońca będzie o wpół do ósmej, ciemności potrwają jeszcze trzy godziny; świtanie trwać będzie równie krótko, jak zmrok. — Po dłuższym tu pobycie, przywykniemy zapewne do życia takiego, jak marynarze, będziemy przez pięć godzin czuwali i przez pięć używać wypoczynku, — doktór. — Albo też spać będziemy przez dziesięć godzin a drugie dziesięć poświęcimy polowaniu i zwiedzaniu miejscowości, w dzień słońce, a w nocy księżyce przyświecać nam będą, — dorzucił Ayrault. Poczem Bearwarden i , owinięci w kołdry, zasnęli niebawem, podczas gdy Ayrault czuwał nad ogólnem bezpieczeństwem, i oczekując wschodu księżyców, oparłszy się plecami o skałę, zapalił fajkę. Zdala widniały przed jego okiem łuny wulkanów, a ucha dolatywał głuchy huk wybuchów; ogniki tymczasem wznosiły się i opadały ku ziemi, wiatr zaś kołysał, szeleszcząc liśćmi, gałęzie drzew i olbrzymich paproci. Na horyzoncie wzrok jego poszukał ziemi; świeciła ona słabym, ale nieustającym blaskiem. Myśl jego przebiła daleką przestrzeń dzielącą go od ukochanej dziewicy; jakże pragnął gorąco przesłać jej myśli swoje i wzamian otrzymać odpowiedź!... Na ziemi teraz upływał pierwszy tydzień po No- wym-Roku. Wyobraźnia przedstawiała mu dom i park rodziców narzeczonej, wszystko pokryte białym śniegu całunem... A ona, teraz w tej chwili, ubiera się do obiadu, a w sercu jej?... On tylko jeden!... Ayrault zatonął w marzeniach; na horyzoncie tymczasem ukazywały się jeden po drugim księżyce, darząc ziemię równem, jasnem światłem. Ustawił wokoło druty nasycone elektrycznością, gotowe trupem położyć każdą żyjącą istotę, któraby się ośmieliła przekroczyć zagrodzone miejsce; najlżejsze dotknięcie poruszało dzwonek, który zbudziłby śpiących podróżnych. Teraz wytrząsnął popiół z wypalonej fajki, zawinął się w kołdrę i zasnął.

ROZDZIAŁ II.

Rzut oka w niedaleką przeszłość.

— Proszę wejść! — odpowiedziano z gabinetu, gdy zapukali do drzwi doktor Cortlandt i Dik Ayrault. Pułkownik , prezes towarzystwa zawiązanego w celu sprostowania osi ziemskiej, siedział zatopiony w pracy przed dużem biurkiem, zarzuconem różnemi papierami; było to dnia 21 czerwca 2000 roku. Wysiłek pracy umysłowej pokrywał chwilami jakby chmurą wysokie, myślące czoło pięknego czterdziestoletniego mężczyzny; genialne pomysły jego wyniosły go na wysokie stanowisko, które zajmował; jako inżynier, nie miał równego sobie tak pod względem pomysłów, jak i praktycznego ich wykonania. — Siadajcie, koledzy! — rzekł, — mamy jeszcze pół godziny czasu przed tem, nim zejdą się akcyonaryusze i reprezentanci wszystkich krajów, aby wysłuchać sprawozdania działalności towarzystwa, które już tu leży przygotowane; może zapalicie tymczasem cygara? Profesor Cortlandt, doktor filologii, wysłany przez Stany Zjednoczone dla sprawdzenia rachunków , mógł liczyć około lat, czoło miał wysokie, rysy szlachetne, włosy zupełnie białe, oczy siwe, pełne ognia i życia; był to człowiek równie uzdolniony w swoim rodzaju, jak w swoim. Ryszard Ayrault, jeden z większych akcyonaryuszów i honorowy wice-prezydent towarzystwa, miał lat mniej więcej trzydzieści, poważny badacz naukowy, pomimo stosunkowo młodego wieku; był on zaręczony z jedną z najpiękniejszych panien, w mieście Poughkeepsyie, gdzie uczęszczała jako studentka do uniwersytetu. — Powiedz szczerze, pułkowniku, jeżeli przyszliśmy tu nie w porę, ale tak spieszyliśmy, aby nie stracić ani jednego słowa z mowy, którą masz wygłosić; jeżeli cię jednak nudzimy... — Bynajmniej, kochany profesorze, rad jestem, że po urzędowem sprawdzeniu rachunków zasłużyłem sobie jeszcze na pańską sympatyę, jak bowiem widzę, przyniosłeś pan z sobą jakieś projekty. — Oto są moje ostateczne wnioski, zupełnie zgodne z poglądami pana, rachunki są sprawdzone i poświadczone — rzekł, podając spory zwój papierów pułkownikowi. Dalej potoczyła się rozmowa o działalności towarzystwa, zarówno interesującej wszystkich trzech panów. Gdy zegar wybił godzinę jedenastą, prezes towarzystwa pożegnał gości i szybkim krokiem udał się do gmachu opery, gdzie miał przeczytać sprawozdanie, które, niezwłocznie powtórzone przez wszystkie dzienniki krajowe, z równą szybkością po całej kuli ziemskiej roznieść miały druty elektryczne. Gdy wszedł, obszerna sala zapełniona była reprezentantami najwyższych potęg, największej inteligencyi i najogromniejszych majątków. wszedł na scenę, a Cortlandt i Ayrault do sali; pierwszy zajął miejsce w loży reprezentantów mocarstw, drugi usiadł obok swej narzeczonej Sylwii Preston, będącej wraz z matką na tej uroczystości. miał przy sobie mowę napisaną, ale umiał ją tak dobrze na pamięć, że zaledwie od czasu do czasu rzucił okiem na papier. Spojrzał w około siebie a widząc ogólną uwagę, zaczął mówić; głos jego czysty, dźwięczny, dobitny, rozlegał się wyraźnie po całym obszarze gmachu.

ROZDZIAŁ III.

Mowa prezesa ’a.

Do wszystkich panów, posiadających akcye i obligacye towarzystwa podniesienia osi ziemskiej, oraz do panów reprezentantów wszystkich państw na kuli ziemskiej.

„Celem naszego towarzystwa jest podniesienie osi ziemskiej, skutkiem czego ustaną nadzwyczajne mrozy i nadzwyczajne upały, a cała kula ziemska, wszystkie na niej znajdujące się kraje, cieszyć się będą temperaturą jednakową, łagodną, najstosowniejszą dla organizmu ludzkiego, równie jak dla wegetacyi. Obecnie oś ziemska, czyli linia, przechodząca przez środek ziemi do biegunów, jest pochyloną na 23½ stopnia. Lato nasze spowodowane jest przez pochylenie północnej strony ku słońcu, a zima przez oddalenie się jej w tejże samej proporcyi. W pierwszym wypadku promienie słoneczne padają prostopadle, w drugim ukośnie. To pochylenie się jest jedyną przyczyną, wywołującą pory roku, gdyż ziemia przez ekscentryczność swego krążenia znajduje się o 15,000 mil bliżej słońca podczas zimy na północnej półkuli, niż podczas lata. Że pochylenie się planety może dochodzić do ogromnych rozmiarów, nie będąc jednak koniecznym warunkiem, astronomia liczne przedstawić może dowody. Wenus ma oś pochyloną na 75 stopni szerokości geograficznej, czyli 15 stopni od biegunów, co jest powodem ogromnego zimna i równie strasznych upałów. Powodem, dla którego Wenus nie może być zamieszkaną, jest jeszcze krążenie jej około własnej osi w połączeniu z nieustającym biegiem naokoło słońca, który odbywa tym samym sposobem, jak księżyc około ziemi, stąd więc pochodzi, że jedna jej połowa jest zwęglona upałem, a druga zmarznięta zupełnie. Uranus jest jeszcze więcej pochylony niż Wenus. Klimat tam musi być bardzo zmienny przez ciąg całego roku, będącego od naszego dłuższym ośmdziesiąt jeden razy. Oś Marsa jest pochylona 28⅔ stopnia, skutkiem tego pory roku zapewne są tam zupełnie podobne do naszych, z tą tylko różnicą, że przejścia od zimna do upału muszą być gwałtowniejsze. Planeta Jowisz przedstawia oś prawie równoległą ze środkiem jej krążenia, pochyłość jej bowiem nie przechodzi 1½ stopnia. Przypuszczalni mieszkańcy tej planety mają nieustające lato przy biegunach, a w stronach umiarkowanych wieczną wiosnę. Pochylenie osi naszej planety dochodziło już nieraz do stopni Marsa, a było też czasami prawie takie, jak Jowisza; tak przynajmniej wytłómaczyć się dają peryody lodowe, jakie przechodziła ziemia, po których następował powrót temperatury ciepłej i umiarkowanej, przyjaznej dla istnienia zwierząt takich, jak: słoń, mamut i inne podzwrotnikowe zwierzęta, których szczątki znajdują się w Syberyi i z których pewna ilość zaginęła tak od niedawna w tamtych stronach, odkopane zaś miały jeszcze mięso na sobie, pożarte potem przez psy. To daje nam dowód oczywisty, że pochylenie osi Jowisza, Wenus, ziemi i innych planet nie ma w sobie nic stałego i że jest zależne od pewnych okoliczności. Zaczerpniemy wiadomości z dat bardzo już odległych, i tak: w roku 1890 Dreyson, anglik, wykazał w swojem dziele „Drogi niezgłębione w astronomii i geologii“, że skutkiem podwójnego krążenia ziemi, pochyłość jej osi zmieniała się pomiędzy 23°28’23” w roku 1750; w 1850 roku 23°27’55,3”; a przez przypuszczalne rachunki dowiódł, że w roku 1900 będzie . Oś ziemska podnosi się obecnie sama, my jednak mamy sposoby, aby przyspieszyć działanie natury. Gdy to ulepszenie zostało zaproponowanem, wszyscy uznali jednogłośnie, że z jego pomocą łatwo będzie uniknąć nużących upałów i mrozów; niektórzy byli tego zdania, że będzie wystarczającem, jeżeli podniesienie osi doprowadzonem będzie do 15 stopni. Ja sądzę, że nie godzi się takich tej pracy naznaczać granic, gdyż powinno ją się doprowadzić do możliwych rozmiarów, a wtedy rozległe płaszczyzny Syberyi od strony północnej pokryją się bujną roślinnością i z miejsca smutku i wiecznej zimy staną się najpożądańszem miejscem pobytu dla ludzi i zwierząt. Dla osiągnięcia tego celu należy powiększyć ciężar bieguna oddalającego się od słońca, zgromadzając w tym punkcie materye, które słońce przyciągać będzie, przeciwny zaś biegun wypada uczynić lżejszym, odejmując mu materyały ciężkie, które na drugi biegun przenieść wypada. To przeniesienie ciężaru nastąpić może bardzo łatwo, jak się o tem przekonacie, przenosząc wody, których bieg zwrócić w drugą stronę należy. W jaki sposób postanowiliśmy ten projekt doprowadzić do skutku, objaśnię wam niezwłocznie. Oto wiadomości tylko co przesłane mi przez telefon z Umbryi północnej przez naczelnika Fillemore’a i komitet tam i upustów: „Ocean Północny w obecnej porze letniej może być osuszony, przyczem dno jego zostanie pogłębione na 100 stóp. Posiadamy już 50 milionów kubików ziemi, wyjętych turbinami, zaopatrzonemi w świdry poruszające się siłą wiatru. Liny przenoszące tu prądy z katarakty Niagara są połączone z naszemi motorami, tamte zaś łączą się z bagnami zatoki Fundy; w tej chwili puszczamy w ruch pompy. W niektórych odnogach i zatokach na kontynencie, nasz system działa tak znakomicie, że powierzchnia wody będzie mogła być wzniesioną na 200 stóp nad poziom morza. Wkrótce północne niedźwiedzie chyba lód sztuczny znaleść będą mogły na swój użytek. W tej chwili może dochodzą uszu waszych huczne oklaski obecnych pracy naszej widzów“. Zainteresowanie się obecnych doszło do najwyższego stopnia, gdy koniec telefonu, przyłożony do otworu mikrofonu, napełnił salę odgłosem oklasków. Niektórzy z obecnych, patrzących przez kinetograf (telegraf oczny), komunikujący z aparatem na wybrzeżach zatoki Bafijskiej, ujrzeli tłum inżynierów i robotników, którzy, porwani szałem radości, podrzucali w górę kapelusze, lub padali sobie w objęcia. Przez czas jakiś w sali zapanował zgiełk i . Gdy się znów uciszono, ciągnął dalej: — Prezes komitetu Wetmore nadsyła mi depeszę tej treści z Wilkesland i Lądu południowego: „250,000 mil kwadratowych obecnie wykopano i przygotowano na przyjęcie wody do 400 stóp głębokości. Każdego lata, gdy osuszonem będzie łożysko, będziemy mogli powiększyć nasz rezerwoar, jeśli się tego okaże potrzeba i będziemy tu mieli najmilszą porę roku do naszych prac tak długo, aż wreszcie ziemia cieszyć się będzie mogła wieczną wiosną. Jakkolwiek mamy tu obecnie niewiele wody, skorupa ziemi jest tu tak krucha i cienka z powodu spłaszczenia, że po wkopaniu naszych kotłów o licznych rurach na głębokość kilku tysięcy stóp, otrzymaliśmy nader wielką ilość rozpalonej pary. Połączywszy ją więc ze świdrami powietrznemi, możemy z jej pomocą dokonać olbrzymich prac. Jednem słowem wszystko będzie gotowe w chwili, gdy zawołacie: „Podnieście wody!“ Z tych sprawozdań widzimy jasno, że prace rozpoczęte zapowiadają skutki jak najlepsze; kiedy biegun północny zostanie uwolniony z ciężaru wód oceanu, stanie się wtedy pewną dźwignią do naprostowania pochylonej osi, a południowy ciężąc silniej, dopomoże do ustanowienia równowagi kuli ziemskiej.“ Tu sala zatrzęsła się literalnie od hucznych oklasków i jeśli pracownicy u północnego bieguna posługiwali się mikrofonem, mogli się ucieszyć, słysząc, jak ich okrzykom radości odpowiedziały w sali opery oklaski zgromadzonych. — Żałuję tylko — ciągnął dalej prezes, — że w chwili rozpoczęcia tych prac, nowo wynaleziona siła Apergia nie była jeszcze dość dobrze pojętą; zdołałaby tu bowiem znakomite oddać usługi. Możemy się jednak tem pocieszać, że ta nowa siła odkryła nam swoją działalność właśnie przy podjęciu owych prac olbrzymich; gdyby nie one, Apergia przez długie wieki mogłaby jeszcze pozostać w uśpieniu. Siła ta, którą otrzymujemy przez pomieszanie przeciwnych sobie dwóch elektryczności, do których dołącza się trzeci pierwiastek, jest w stanie ciężar napełnionego niem ciała do tego stopnia zrobić nieważkim, że ten wznosi się swobodnie w powietrze, odepchnięty od ziemi w przestrzeń. Sic itur ad astra. Posiadając tę siłę i mając wieczną wiosnę na ziemi, czyż nie zdołamy wielkich dzieł dokonać? — Szczęśliwi będą ci, którzy po nas odziedziczą tę ziemię — mówił dalej , obracając ręką globus, mający cztery stopy średnicy, osadzony na osi w prostym kącie na przeciw żółtego, wyżej umieszczonego globusu, na którym widniał napis: „Słońce.“ — Jesteśmy narzędziami, przeznaczonemi do zbudowania świetnej przyszłości tego świata, nikt bowiem przed nami nie miał jeszcze tak genialnego pomysłu, jakim jest sprostowanie osi ziemskiej. Nikt już od tej chwili nie będzie się mógł żalić na klimat przeciwny lub zabójczy dla organizmu. Na północy Europy tak samo, jak w Azyi i Szwajcaryi, swobodnie będzie mógł żyć słoń, który dawniej zamieszkiwał te strony. Nadzwyczaj gorący klimat wcale nie jest koniecznym dla życia tych zwierząt; przeciwnie, strefa umiarkowana dostarcza obficie wszystkiego, co służy do ich wyżywienia. Kiedy pochyłość osi dojdzie 12 stopni, wtedy trzeba już będzie napełniać rezerwoar południowy w czerwcu, a ocean Północny w grudniu, aby utrzymać planetę w zupełnej równowadze, w przeciwnym bowiem razie groziłoby jej pochylenie w drugą stronę. Gdy równowaga ustanowi się zupełnie, byłbym tego zdania, że trzeba będzie wysadzić w powietrze wyspy Aleuckie i rozszerzyć cieśninę Beryng’a, aby takim sposobem ułatwić przelew wód oceanu Atlantyckiego do oceanu Spokojnego; powinnoby to podług moich obliczeń podnieść średnią temperaturę tych okolic do 30 stopni, co naturalnie przysporzy obszarów rolnych gruntów. Prądy oceanu, będące wynikiem wichrów, których powiew stanie się więcej prawidłowym, pozostaną prawdopodobnie tem, czem są w chwili obecnej, zasilać będą nadal prądem ciepłym wybrzeża, lub studzić zimnym zbyt silnie rozgrzane piaski. Dodam tu jeszcze, że każdy z mieszkańców któregokolwiek zakątka ziemi będzie mógł w każdej chwili mieć temperaturę, jakiej zażąda: jeżeli zechce, aby mu było cieplej, oddali się na godzinę ku południowi; gdy zapragnie chłodniejszego powietrza, godzinna droga ku północy go zadowolni; a jeśli zechce pozostać na miejscu, w takim razie wzniesie się w powietrze o kilka tysięcy stóp wysokości, lub też zejdzie do opróżnionych już dziś kopalni węgla. Przyśpieszajmy o ile możności ten stan błogi, który zamienić ma pobyt na ziemi w największą rozkosz, jaką darzyć może nasz organizm — wieczna wiosna.“ Do tej mowy pułkownika ’a załączono sprawozdanie całego komitetu ze sprawdzonych rachunków w tych słowach: „Po starannem przejrzeniu obliczeń i rachunków towarzystwa, zajmującego się sprostowaniem osi ziemskiej, jako też objaśnień naukowych z filozofii naturalnej, fizyki i astronomii, stwierdzamy, iż znaleźliśmy je zupełnie dokładnemi i poprawnemi, a więc je jako takie przyjmujemy. W imieniu komitetu (podpisany) Henryk Chelmsford Cortland, prezes.“ Rada administracyjna potwierdziła akty, spisane przez swoich reprezentantów i uchwaliła złożyć powinszowania i podziękowanie towarzystwu; dnia nowego zjazdu nie oznaczono.

ROZDZIAŁ IV.

Szkic historyczny świata w roku 2000 przez profesora Cortlandt’a.

Profesor Cortlandt, przygotowując historyę epoki, w której nastąpiła wielka zmiana systemu ziemskiego i astronomicznego, wyraził się, jak następuje: Rok 2000 jest epoką wielką, która zaznaczy się w historyi świata zdobyczami na polu nauki, o jakich nawet marzyć nie mogły wieki minione. Każdy dział historyi świata ma swą szczególną cechę, która go odznacza. Wiek Ludwika XIV wyróżnił się od poprzednich niebywałą świetnością dworu i centralizacyą władzy w Paryżu; rok 1789 upadkiem tejże władzy i zmianą rządu, zaprowadzoną po zdobyciu przywilejów równości dla wszystkich klas. Przez rozwój pojęć demokratycznych i nauk społecznych, wykształcenie stało się potrzebą mas; kobiety zarówno z mężczyznami ubiegały się o nabycie jak najobszerniejszej wiedzy; wykształcenie stało się ogólnem. Nasz wiek jest przedewszystkiem epoką mechaniki. Im głębiej wnikamy w naukę, tem więcej pojmujemy, jak słabemi bardzo są nasze wiadomości; coraz nowe odkrycia objawiają nam istnienie sił, które zdają się być w sprzeczności z ustanowionemi prawami natury. Wynika to stąd, że bardzo wiele z tych praw pozostaje dla nas dotąd niezgłębioną tajemnicą. Elektryczność, pod rozlicznemi postaciami, oddaje człowieczeństwu usługi, zastępując w uciążliwej pracy ludzi i zwierzęta; wystarczającem jest, aby człowiek kierował jej działalnością. Potęga wiedzy ludzkiej objawiła się obecnie, gdy użytek elektryczności okazał się tak rozległym, zmuszając wszystkie siły przyrody, a nawet samo słońce do jej wytwarzania. Zanim atoli przystąpimy do drobiazgowego rozpatrzenia tego udoskonalenia się cywilizacyi, zwróćmy wprzód uwagę na stopniowe postępy, jakie zrobiła ludzkość przed dojściem do tego, czem jest w chwili obecnej. Po ukończonej francusko-pruskiej wojnie w 1871 r., Europa stała się poniekąd jednym zbrojnym obozem. Pierwszą przyczyną tego stanu rzeczy była wzajemna zazdrość oraz nienawiść francuzów i niemców; jak jedni, tak drudzy ubiegali się o to, aby mieć najsilniejszą i najlepiej uzbrojoną armię. Prócz tego zbrojna siła Rossyi, rozciągającej swe panowanie po za Bałkany i pragnącej objąć pod swoje rządy większą część Azyi; następnie chęć wszystkich państw europejskich zakładania kolonij w Afryce, gdzie ścierały się, nawzajem przeszkadzając sobie w rozszerzaniu władzy; nakoniec wzajemna nieufność potrójnego przymierza. Wśród tych wszystkich krzyżujących się interesów politycznych, Anglia potrafiła zachować rozumną i korzystną neutralność. Nadzwyczajne ofiary, do których zmuszone były mocarstwa europejskie dla uzbrojenia i utrzymania tak licznego wojska, stały się powodem wielkich korzyści naukowych. Zapotrzebowanie kul stalowych, blach z niklowanej stali, armat lekkich, prawie nie podlegających zniszczeniu, dostarczyły silnego bodźca do wprowadzenia coraz większych ulepszeń w fabrykach metali, gdzie te milionowe robiono obstalunki; równocześnie potrzeba zaopatrzenia armii w amunicye, któreby mogły zajmować jak najmniej miejsca i mogły być bez niebezpieczeństwa przewożone, pobudzała chemików do nowych odkryć materyałów wybuchowych, które na innem polu przyniosły nieobliczone korzyści. Mechanika tymczasem znakomite robiła postępy, posługując się wszystkiem, co zdobyła na polu naukowem wiedza ścisła; zbudowano statki powietrzne, uzbrojone w bomby wybuchowe, pełne zabójczych wyziewów skoncentrowanych gazów, zarówno mogących służyć do nabijania armat, jak i do spuszczania ich na dół z szybującego w powietrzu balonu. Te wynalazki mogły posłużyć do obrócenia w perzynę trzech części świata i do wyniszczenia zupełnego ludzkości. A jednak tym to wynalazkom zawdzięcza się, że wielka wojna, ciągle oczekiwana, nie doszła do skutku i że współzawodniczące z sobą mocarstwa napróżno robiły tak wielkie wydatki, których rezultaty okazały się inne, niż było ich oczekiwanie. Zastanówmy się teraz, jakie stąd wynikły skutki polityczne i etnologiczne. Setki tysięcy młodych ludzi, że tak powiem, kwiat europejskiej młodzieży, padło, przez trudy i niestosowną i niedostateczną żywność; miliony ludzi, jedni pełni zdrowia i sił, inni przeciwnie, zmuszeni do opuszczenia rodowitej ziemi, emigrowali na terytoryum amerykańskie, co znakomicie powiększyło i wzbogaciło nasze rolnictwo i przemysł. Tak więc, jak to już powiedzieliśmy wyżej, wzajemna zazdrość mocarstw kontynentalnych, przeszkodziła im rozciągnąć protektorat nad innemi lądami, do czego przyczyniły się niemało wojny krótko trwałe, małej wagi, ale bardzo zabójcze. Ogromne podatki, obciążające kapitalistów, nie dozwoliły im zakładać kolonij, będących tak często początkiem zaboru danego kraju. Stany Zjednoczone tymczasem, ze swemi kopalniami węgla, z innemi źródłami przemysłu i handlu, przy bardzo niskich podatkach, podnosiły się coraz wyżej i dochodziły do rozmiarów nieznanych dotąd innym narodom. Rasa ludzi, posługujących się narzeczem angielskim, szczególniej w Stanach Zjednoczonych, dochodzi do ogromnej ilości; wychodźcy wszystkich krajów, osiedlający się na tem terytoryum, mówią tylko po angielsku. Po ukończeniu wojny domowej w 1865 roku posiadaliśmy tylko 3,000,000 mil kwadratowych z ludnością 34,000,000 mieszkańców. Skarb narodowy uginał się pod ciężarem, zaciągnionego długu przenoszącego 4 miliardy dolarów; kraj nasz posiadał marynarkę, która kosztowała go drogo i przynosiła niewielkie korzyści; prócz tego, w różnych jego prowincyach, wrogie uczucia żywiła wzajemnie do siebie ludność miejscowa. W 1867 roku nabyliśmy Alaskę, rozszerzając tym sposobem terytoryum nasze o pół miliona mil kwadratowych, był to pierwszy krok postawiony śmiało na drodze rozwoju i cywilizacyi. We dwadzieścia pięć lat potem, w 1892 roku, dług zeszedł do 900,000,000 dolarów, reszta spłaconą została przez amortyzacyę. Żołd, który był doszedł do bardzo wysokiej ceny, zaczął być coraz niższym, jakkolwiek nikt nie oponował przeciwko zapłacie należnej prawdziwym obrońcom ojczyzny. Liczba mieszkańców doszła do 65,000,000, a wraz z nią bogactwo krajowe podniosło się ogromnie. Nasi przodkowie zbudowali sobie, powiększając ją nieustannie, marynarkę, która mogła być chlubą każdego kraju, i z wyjątkiem drobnych niepowodzeń, można powiedzieć, że dobrobyt stał się ogólnym. Powoli różne stany Kanady, zwane podówczas prowincyami, zaczęły pojmować, że po połączeniu się ze Stanami Zjednoczonemi, przyszłość ich będzie świetniejszą i pewniejszą, niż dotąd, zresztą, poznawszy dokładnie sąsiadów, poczuli do nich większą, niż do wszystkich innych, sympatyę. Jedne po drugich te prowincye północne zgłaszały się do nas z prośbą, aby być przyłączonemi do Stanów Zjednoczonych, z warunkiem zachowania swych dawnych ustaw co do rządów wewnętrznych kraju. Idąc za przykładem kanadyjczyków, Stany meksykańskie, Ameryki środkowej i niektóre części Ameryki południowej, znużone ciągłemi wybuchami rewolucyjnemi i trudnościami administracyi wewnętrznej kraju, zwróciły się do nas, a mówiąc, że uważali nas zawsze za swych starszych braci, zażądały, abyśmy ich przyjęli i wcielili ich ziemie do naszych, pozostawiając im wyższą kontrolę tylko interesów krajowych. Właściciele ziemscy gorąco popierali to żądanie, wiedzieli bowiem, że wartość ich majątków podniesie się podwójnie od chwili, gdy włączone zostaną ich prowincye do Stanów Zjednoczonych. Tak więc Związek nasz nabierał coraz więcej znaczenia i siły; obecnie zajmuje on 10,000,000 mił kwadratowych i posiada ludność wolną i oświeconą, dochodzącą do 300,000,000 mieszkańców. Jakkolwiek Stany Zjednoczone, założone przez Washington’a i jego współczesnych, w obecnej chwili doszły do tak wielkich , nie trzeba myśleć, aby już zatrzymać się miały w swym rozwoju, przeciwnie teraz, gdy dzięki nowym wynalazkom, komunikacye stały się tak ułatwionemi, że przejazd z Alaski do Orinoko odbywa się w krótszymi przeciągu czasu, niż dawniej z New-Yorku lub Filadelfii do Waszyngtonu, nie przestaną się one rozwijać i wzmagać wszechstronnie. Transporty, odbywające się wszędzie z równą łatwością, także dopomogły do ściślejszego połączenia się różnych części kraju i do zagładzenia niechęci i przesądów miejscowych. Jakkolwiek jesteśmy zawsze za utrzymaniem pokoju, żaden naród nie ośmieliłby się nas zaczepić, nasza przewaga moralna jest tak wielką, a używamy jej dla ogólnego dobra; dlatego też możemy spodziewać się coraz to większego rozszerzenia granic. Co do bankructwa, które dotknęło wiele mocarstw kontynentalnych, miało ono dla nas takie skutki: Ponieważ socjaliści mieli bardzo ograniczony punkt widzenia, zmusili rządy swoje do pozbycia się kolonij na wschodniej półkuli na rzecz Anglii a naszą na zachodniej, potrzebując wyciągnąć z nich potrzebny kapitał; przez ten nowy nabytek posiadłości nasze i angielskie zrównoważyły się; dla nas nawet przypada cokolwiek większa rozległość terytoryalna, niż dla Anglii. Wszelkie niebezpieczeństwo wojny usunięte przez przyłączenie się do związku Kanady; pomiędzy Anglią i Stanami Zjednoczonemi ma dziś już tylko miejsce zdrowe i przyjazne współzawodnictwo na polu przemysłu i handlu, stosunki tem łatwiejsze są do utrzymania, że oba mocarstwa rozwijają swoją działalność na dwóch przeciwnych półkulach. Anglia podbiła znaczne obszary ziemi w Azyi i Afryce, podczas gdy Stany Zjednoczone rozwijają działalność swoją, jakeśmy to powiedzieli wyżej, a tak tu, jak tam, panuje mowa angielska i dziś napewno powiedzieć można, że prawie połowa kuli ziemskiej zamieszkaną jest przez ludność, mówiącą po angielsku. Nadzwyczajna szybkość postępów na drodze nauki byłaby niemożliwą, gdyby nie ta niemal uniwersalność mowy, ułatwiająca porozumienie się w kwestyach naukowych. Przyczyny, będące powodem do ciągłych wojen wśród mocarstw kontynentalnych, zostały usunięte. Miliony ludzi, których głównem zajęciem było wyniszczenie innych, są dziś zwrócone na drogę pracy produkcyjnej; ale przyszło to już za późno; zgubny wpływ wojen wywarł swe zabójcze skutki! Teraz rzućmy okiem na naszą epokę i wejrzyjmy w sposoby, jakiemi dziś rozporządza człowiek w życiu prywatnem i publicznem. Wyspa Manhattan posiada 2,500,000 mieszkańców; jest ona prócz tego otoczona pasem ziemi, szerokim na kilka mil, zamieszkanym przez 12,000,000 ludności, co stanowi razem 14,500,000 dusz. Kilka to mil kwadratowych, najważniejsza dzielnica New-Yorku, połączona ze wszystkich stron z otaczającą przez liczne mosty, tunele i promy elektryczne. Na piękność miasta wpływa równocześnie natura i sztuka, tak, że każdy, co je zobaczy, zostaje pod najprzyjemniejszem wrażeniem. W nowych dzielnicach miasta ulice mają 200 stóp szerokości; są to aleje, wysadzane drzewami dzikiemi, dającemi cień, i owocowemi, z których jest praktyczny pożytek. Obszerny chodnik dla pieszych, oddzielna aleja dla jeźdźców, a środek ulicy przeznaczony dla ruchu powozów i bicyklów. Dawniejsze dzielnice zostały poprzecinane szerokiemi ulicami, pięknie zabudowanemi, pełnemi cienistych obszernych placów, przeznaczonych na przechadzkę; dawne ogrody spacerowe zostały powiększone i połączone z sobą przez nowe aleje w ten sposób, że stanowią jeden olbrzymi park cienisty, gdzie w każdej chwili mieszkańcy używać mogą świeżego powietrza. W przystani stoją okręty; maszty ich, wydrążone w środku, mają zamiast żagli wiatraki, zapomocą których przez czas, gdy wyładowują i naładowują okręta, robią wielkie zapasy siły, potrzebnej podczas żeglugi. Naturalnie, że te wiatraki swobodniej i korzystniej pracować mogą w przystani, niż na pełnem morzu. Skrzydła wiatraków są zbudowane z lekkiego bardzo metalu i gdy nie są potrzebne, mogą być złożone i wysunięte w wydrążenie masztu, tak, że są zupełnie ukryte. Kotły parowe są ustawione pod ogromnemi wklęsłemi lustrami, mającemi częstokroć do 100 stóp średnicy, tym sposobem otrzymuje się potrzebne ciepło przez promienie słoneczne, unikając przykrości swędu i dymu, jaki wydawał z siebie węgiel kamienny, potrzebujący zarazem tak wiele miejsca. To odkrycie nadało wielką wartość handlową Saharze i innym podzwrotnikowym pustyniom: są one dziś pożądane z powodu, że dostarczać mogą największej ilości cieplika. Ogromne obszary ziemi zostały w tym celu nabyte i spożytkowane przez cywilizacyę do tego stopnia, że o ile dawniej uważane były za nieprodukcyjne, dziś przynoszą tak wielkie dochody, jak najwspanialsze sady. Nasze zbiorniki, które ścieśniają, ochładzają i rozrzedzają powietrze, dają możność podróżnym wyciągnąć z atmosfery wodę, a nawet lód, jeśli go zapotrzebują; są one także bardzo pożyteczne przy zwiedzaniu nieznanych stron pustyni, usuwając najcięższą próbę, to jest pragnienie, na które dawniej w tych stronach narażeni byli podróżni. Okolice, zamieszkane dawniej przez murzynów, posiadają obecnie ludność białą, liczniejszą od tej, która przebywała sto lat temu w Ameryce północnej, i ma w przyszłości zapewnione terytoryum, rozległe na 11,600,000 metrów kwadratowych, podczas gdy Ameryka północna nie posiada więcej nad 9,000,000. Niedługo nastąpią czasy, gdy każda część ziemi będzie w stanie wyżywić obficie i bez trudu liczną ludność, stosownie do sił udzielanych jej przez słońce i inne potęgi przyrody. Wtedy pozostaną już tylko podlegającemi zmianom formy rządu lub długi publiczne. Dla wyniszczenia królików w Australii, oraz jadowitych wężów, daleko więcej szkodliwych w Indyach i Ameryce południowej, schwytano kilkanaście żywych tych stworzeń i zaszczepiono im tyfoidalną surowicę, następnie, gdy choroba objawiła się w pierwszych symptomatach, wypuszczono je, a te niezwłocznie pospieszyły z powrotem do swych dawnych siedzib, gdzie rozniosły pomiędzy swoimi towarzyszami. Samym wykonawcom wyroku żal było nieszczęśliwych królików, padających setkami ze strasznej choroby, to jedno pocieszało ich tylko, że ginęły bez męczarni. U płazów skutki zarazy były powolniejsze, choć nie połączone z gwałtownemi cierpieniami; dotknięte chorobą węże opuszczały swe legowiska i tym sposobem przyśpieszały sobie chwilę zgonu. Tejże samej użyliśmy metody w celu wygubienia pluskiew, osiadających na kartoflach, oraz innych szkodliwych owadów, żadna ofiara nie okazała się zbyt małą do przyjęcia zabójczego pierwiastku, mogącego w danym razie oddać największe usługi człowiekowi. Robiliśmy doświadczenia na mikrobach malaryi, tyfusu, szkarlatyny, dyfterytu i szczepimy je z równem powodzeniem, jak ospę. Własności pokarmów, rozpoznane dokładnie przez badania doktorów, dowiodły jasno, że wiele chorób może być wyleczonemi przez stosowne odżywianie. To przypomina mi pomyłkę doktora, gdy wezwany przez jednego z moich przyjaciół, cierpiącego na bezsenność, ten zwolennik dawnej szkoły przepisał mu dyetę i kazał zażywać ogromne dozy lekarstw, a pomimo to stan chorego pogarszał się z dniem każdym. Przyjaciel mój sądził, że pozostaje mu się już mało czasu do życia i dlatego postanowił zaprzestać używania lekarstw, jeść wszystko, do czego czuć będzie pociąg i w niedługim czasie odzyskał zupełnie zdrowie. Z tego wnioskować można, że w pokarmach, stosownych dla niższego organizmu, w wielu okolicznościach znaleść możemy uzdrawiające środki. Nasi medycy są to ludzie poważni, pełni nauki, opartej na doświadczeniu, pomimo to jednak nie uznają siebie za nieomylną wyrocznię, pracują usilnie dla zdobycia jak największej wiedzy i poprawienia sposobów leczenia. I oto, co zalecają głównie dla podtrzymania zdrowia: jak najwięcej przebywać na świeżem powietrzu, używać dużo ruchu, od urodzenia dziecka zwracać uwagę na warunki odżywiania, powietrza... Zauważono od pewnego czasu wielkie polepszenie się ogólnej zdrowotności, szczególniej co do dzieci i kobiet; te ostatnie dożywają już przeciętnie do sześćdziesiątego roku życia. Nasza organizacya społeczna zasadza się wogóle na podtrzymywaniu sił, jak to oddawna utrzymywali filozofowie greccy. Wiedzieli o tem dobrze, że pewien stopień siły dokonać może pewnego stopnia pracy, czyli, że waga zegara obniżająca się wykonywa pracę, którą podejmuje rozwijająca się w nim sprężyna, i że żadna z nich niezdolną jest wykonać nic nad ten kres oznaczony. Prawo takie, będące niezmiennem, ogranicza nasze wysiłki rozumu, tak samo, jak je ograniczało u Archimedesa i Pitagorasa; my tylko umieliśmy spożytkować siły, którym niezręczni ich robotnicy dawali marnieć bezużytecznie. Cztery są główne źródła, z których czerpią się siły: odżywianie, cieplik, wiatr i przypływ wód morskich, dodać jeszcze należy spadki wód uregulowanych. Wielka ilość siły elektrycznej przy każdej burzy jest ujęta, skoncentrowana i zachowana w naszych zbiornikach, podobnie jak w krajach suchych wody deszczowe przechowują przezorni mieszkańcy w głębokich cysternach. Na każdem miejscu pagórkowatem i pustem, kilka ogromnych rozmiarów wiatraków pracuje nad wzniesie- niem powierzchni wód w stawach lub w zbiornikach, bez względu na wyniosłość miejscowości, gdzie się znajdują. Skutkiem tego każdy silniejszy podmuch wiatru wynosi miliony beczek wody; też same wiatraki w razie potrzeby mogą być użyte jako motory do poruszania świdrów hydraulicznych. Z tych zbiorników wód odnoszą największe korzyści miejscowości suche, gdyż podniesienie powierzchni wód przyspiesza ich parowanie, co naturalnie sprowadza deszcz, tak pożądany w piaszczystych okolicach; w niektórych zastępuje on w zupełności tak kosztowne dawniej polewanie. Wiatraki i młyny spożytkowały w ten sposób wierzchołki skaliste gór, tak długo uważane za zupełnie nieprodukcyjne. Elektryczność wytwarzana tym sposobem, w połączeniu z tą, której dostarczają: przypływ morza, burze, działania chemiczne i maszyny parowe, o ruchu powolnym a poczwórnej sile, porusza na morzu okręty elektryczne, turbiny wodne, koleje żelazne, równie jak motory stałe lub przenośne, służące do rozgrzewania dna kanałów, nie dozwalając im zamarzać, wreszcie do wszelkich użytków, służących do uprzejemnienia stosunków życiowych. Niekiedy ustawia się na dachu domu wiatrak, a ten ogrzewa i oświeca mieszkania, a wtedy o ile silniejszym jest wiatr północny, o tyle jaśniej i cieplej jest mieszkańcom, prąd elektryczny przechodzi przez stosy zbiornika, miarkując działanie światła i cieplika. Ruch naszych kolei żelaznych elektrycznych jest bardzo prosty; prąd wytwarza drut przeprowadzony w górze, w dole, lub z boku na wolnem powietrzu, bez żadnej osłony, a wagony pospieszne (teraz nie są już połączone w pociągi) biegną pięć mil na minutę. Ciężar każdego wagonu służy mu równocześnie do regulowania jego ruchu, tak, że może on w największym pędzie przebywać strome wysokości, lub zatrzymywać się w miejscu raptownie, wszystko według potrzeby i woli podróżujących. Posiadamy jeszcze koleje żelazne magnetyczne; tych wagony zbudowane są w formie ostrych kątów z każdej strony, są one poruszane przez ogromne magnesy, ważące po 4000 beczek, oddalone od siebie o 50 mil. Przechodząc przed magnesem, natura elektryczności, wyładowująca się na wagon, staje się automatycznie negatywną w miejsce pozytywnej i tym sposobem odpycha wagon, który dalszy magnes przyciąga. Wzdłuż drogi stojące magnesy są nasycone na przemiany przeciwną elektrycznością; sekcye podzielone są na pół drogi pomiędzy izolatorami, a natura zawartej w sekcyi elektryczności zależy od siły, będącej w magnesie. Dla przeszkodzenia, aby jedna elektryczność nie łączyła się z drugą i dla zneutralizowania jej w chwili, gdy przechodzi przez wagon, pozostawiona jest pomiędzy sekcyami przestrzeń pusta — 50 mil szyn zupełnie swobodnych. Ta zmiana w naturze elektryczności powtarza się automatycznie co 50 mil i czyni bezużytecznemi wszelkie maszyny, służące do wzbudzania ruchu, same bowiem szyny wystarczają do podtrzymania komunikacyi. Ponieważ magnetyzm jest równie szybkim działaczem, jak ciężar, jedyną granicą powstrzymywania szybkości biegu jest ucisk elektryczności na magnesy, opozycya powietrza i niebezpieczeństwo, w jakim znajdują się koła, aby nie pękły przy działaniu siły odśrodkowej. Pierwszy może być zwiększonym do niezmier- nych rozmiarów, trudności atmosferyczne będą wkrótce pokonane, przez zbudowanie ogromnych rur ze stali i szkła hartowanego, przez które przeprowadzony będzie bieg wagonów szczelnie zamkniętych, trzecie pokonane zostało przez użycie na fabrykowanie kół aluminium galwanizowanego, będącego w tym stosunku do zwyczajnego, jak stal do żelaza; jest ono dwa razy rozciąglejsze od stali, a posiada trzecią część tylko jej wagi. W niektórych wypadkach szyny bywają zakrzywione od środka, tym sposobem niepodobna jest, aby wagon mógł z nich się wydostać bez zupełnego utracenia równowagi; rzadko kiedy jednak ten sposób bywa w użyciu, żadna bowiem linia prosta nie posiada na swej ogromnej rozciągłości zagięcia mniejszego, niż na pół mili. Szyny, mające wagę 160 funtów na metr, są przytwierdzone sztabami wydrążonemi, a te znów są wbite w drogę betonową, złożoną z cementu i zmiażdżonych kamieni, co uniemożliwia usunięcie się szyn, lub najlżejszą utratę równowagi wagonu. Te wszystkie ulepszenia wymagały wielkiego powiększenia kapitału; budowa mostów, kopanie rowów, sypanie wałów na tak ogromnych przestrzeniach były to prace, przy których niczem wydać się mogą wzniesione przez faraonów piramidy; ale przy obniżce procentowej od kapitałów i stosunkowo wielkiej taniości sił mechanicznych, budowa przyszła do skutku z powodzeniem, obecnie zaś mamy już na widoku nowe projekta, zapewniające podróżnym z pod każdego stopnia geograficznego, jadącym na wschód, w czasie ich podróży nieustające światło dzienne, jeżeli sobie tego będą życzyli.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…