według systemu Hindusów jako klucz fizycznego, umysłowego, duszewnego i duchowego rozwoju
Dzieło można zamawiać wprost u wydawcy: Józefa Chobota,
urzędnika Rządu Krajowego w Cieszynie lub u tłumacza Karola
Chobota — Warszawa, Nowogrodzka 11.
według systemu Hindusów jako klucz fizycznego, umysłowego, duszewnego i duchowego rozwoju
Dzieło można zamawiać wprost u wydawcy: Józefa Chobota,
urzędnika Rządu Krajowego w Cieszynie lub u tłumacza Karola
Chobota — Warszawa, Nowogrodzka 11.
Przedmowa.
Podajemy niniejszem społeczeństwu polskiemu w pierwszem wydaniu skromna pracę hinduskiego filozofa Ramacharaki w opracowaniu Karola Chobota, znanego Chiromanty warszawskiego, pragnąc przysłużyć się chociaż w drobny sposób do rzucania garści światła na istotę człowieka i na jeden z najważniejszych przejawów życia, jakiem jest „oddechanie“. Tytuł książki napozór nic nie mówiący, bo któżby uważał za potrzebne zajmować się jakąś „nauką o oddechaniu“, kiedy przecież każdy i tak oddecha bez potrzeby uczenia się dopiero takiej sprawy samo przezsię się rozumiejącej! A jednak — kto z uwagą przeczyta tę książkę — przekona się dobitnie, że wcale nie umiemy w naturalny sposób oddechać, że nasze oddechanie jest wypaczoną karykaturą oddechania a stąd i powodem wielu chorób, słabości, zaniku sił cielesnych i duchowych i przedwczesnej śmierci! Nie znamy wogóle i nie uświadamiamy sobie ważności procesu oddechania; nie wiemy — co się podczas oddechania w nas dzieje, co ono powoduje i jak działa i wpływa na nasze zdrowie i siły cielesne i umysłowe. Nie znamy nawet dostatecznie naszych organów oddechowych i ich przeznaczenie i pracę, jaką one wykonują. Zapomnieliśmy i zatraciliśmy zrozumienie, że oddechanie jest owem prawdziwym źródłem zdrowia, siły i życia wogóle. O tem wszystkiem poucza nas w niezwykle jasny, prosty, przystępny i przekonywujący sposób niniejsza książka. Kto tę książkę przeczyta, dopiero przejrzy cokolwiek i pozna trochę samego siebie; jemu odsłoni się chociażby mały rąbek tajemnicy Bytu i tą świadomością będzie sowicie nagrodzony i wdzięczny autorowi, który w tak piękny, prosty i serdeczny sposób podał mu te wielkie Prawdy żywota, około których ślepy i głuchy na około chodził. Skromna ta, nieoceniona praca tego wielkiego cierpiącej Ludzkości, zawiera bowiem w krótkim rysie wyczerpujący wykład zasad i warunków utrzymania i wzmoc- nienia zdrowia, spotęgowania sił i zdolności cielesnych i duchowych, uzdrowienia chorób i ułomności fizycznych, rozpraszania niepożądanych, szkodliwych i nieczystych myśli, uczuć i pragnień, wpływania na wolę, na nasze żądze i namiętności i nasz charakter — słowem — błogosławione, świadome oddziaływanie na wszystkie przejawy naszego życia ciała, duszy i Ducha i zasilania ich ożywczemi, twórczemi, uzdrawiającemi i wzmacniającemi prądami siły kosmicznej, siły życiodajnej — zwanej według sanskryckiego wyrażenia Każdy człowiek, każda matka i ojciec a przedewszystkiem każdy lekarz, nauczyciel, profesor i każdy żołnierz powinien znać zasady i prawidła „Nauki o oddechaniu“. We wszystkich szkołach ludowych, średnich i wyższych i zawodowych powinni jej zasady wykładać i czynnie stosować. Ćwiczenia oddechowe powinne stanowić składową część musztry wojskowej a we wszystkich lecznicach, szpitalach i uzdrowiskach być stosowane i praktykowane jako walny, najskuteczniejszy i najprostszy sposób zwalczania chorób i ich istoty a nie ich zewnętrznych objawów, jakto niestety dzisiejsza medycyna prawie wyłącznie czyni, aby zmniejszyć ten bezmiar cierpienia nieszczęsnej, upadłej i zwyrodniałej ludzkości! Oby ta praca skromna stała się źródłem i krynicą zdrowia, siły, radości i szczęścia dla tych niezliczonych rzesz utrapionych i nawiedzonych boleściami ciała i Ducha, ich lubą Pocieszycielką na ciernistej drodze ich doli i Przewodniczką do lepszej, słonecznej przyszłości. Nakoniec nadmieniamy, że uważaliśmy za wskazane dodać na końcu tej książki jedno bardzo ważne ćwiczenie oddechowe, odnoszące się do ćwiczenia, czyli tak zwanego „masażu splotu słonecznego“, którego wartość i moc uzdrawiającą sami doświadczyliśmy.
Rozdział I.
„Jogowie“.
Na Zachodzie przyzwyczajono się wyobrażać sobie bardzo zdawkowo — co to są „jogowie“, jaka ich filozofja i Podróżnicy w Indjach opowiadają moc o hordach fakirów, żebraków i wszelkich sztukmistrzów, zagradzających ogromnie drogi w Indjach i nazywających siebie bezwstydnie „jogami“. Ludzie zachodu mylą się jednak ogromnie, przedstawiając sobie typowego „joga“ w postaci wynędzniałego, fanatycznego, brudnego i prostackiego Hindusa, który albo siedzi w nieruchomej pozie, dopóki ciało jego nie skostnieje, albo trzyma ręce wzniesione w górę, dopóki nie zdrewnieją i nie wyschną i w takim stanie utrzymują się w ciągu dalszego jego żywota, wreszcie, trzyma dłoń zgiętą w pięść silno, póki paznokcie jego palców nie przerosną nawskroś dłoni. Wszyscy ci ludzie istnieją, to prawda, ale nazywać ich „jogami“ — brzmi to dla prawdziwego joga strasznie, jak niedorzecznem jest dla zasłużonego chirurga słuchać, że lekarzem nazywają mozolnego operatora lub „profesorem“ — ulicznego sprzedawcę znachorskich środków. W Indjach i innych wschodnich krajach żyli w zaraniu ludzie, którzy poświęcali czas i siły dla wyuczenia się metod rozwoju sił człowieka, fizycznych, umysłowych i duchowych. Doświadczenie pierwszych pokoleń tych poszukiwaczy przekazywali wiekami nauczycielowie uczniom, i stopniowo stworzono naukę — „joga“, tj. poszukiwaniom owym i naukom wkońcu dano nazwę „joga“ — od sanskryckiego słowa jug“ — co znaczy „jednoczyć“. „Joga“ rozpada się na kilka rozdziałów, zaczynając od nauczania o władaniu ciałem do nauk o sposobach osiągnięcia wyższego duchowego rozwoju. Nie będziemy mówili o wyższych stopniach tego przedmiotu, o ile rzecz nie zmusi nas do tego. zbliża się bardzo często do sfery „joga“ chociaż pierwszem jej zadaniem jest rozwój w czło- wieku sił jego fizycznego organizmu, ale niektóre cechy pomagają już duchowemu rozwojowi. W Indjach istnieją wielkie szkoły „joga“, jednoczące w sobie tysiące kierujących umysłów tego olbrzymiego kraju. Filozofja jogów stwarza prawa życia dla wielu i wielu ludzi. Zasadnicze nauki „jogi“, jednakże, krzewi mała grupa ludzi, tłumy zaś zadowalają się okruchami, spadających ze stołów uczonych klas, — zwyczaj wschodni nie jest podobny w tym wypadku do tego, co widzimy na Zachodzie. Zachodnie idee atoli wywierają już wpływ i na Wschód, i obecnie nauki, których udzielali tylko małej garstce ludzi, są dostępne każdemu, ktokolwiek jest przygotowany dostatecznie do ich przyjęcia. Wschód i Zachód pozostają między sobą w ścisłych stosunkach, korzystając ze wzajemnego wpływu. Hinduscy jogowie poświęcają wielką uwagę „nauce o oddechaniu“ z przyczyn, które będą jasnemi dla czytelnika, po przeczytaniu tej książki. Wielu zachodnich autorów zajmowało się tą częścią nauki jogów, ale, myślę, autorowi li tylko tej książki udało się wyłożyć zachodnim czytelnikom w jasnej i zwięzłej formie zasadnicze początki „Nauki o Oddechaniu“ jogów i najulubieńsze ich ćwiczenia i metody. Posługujemy się wszędzie terminami, utartymi na Zachodzie, unikając w miarę sił sanskryckich nazw, ażeby czytelnikowi ułatwić zadanie. Pierwsza część książki poświęcona fizycznej stronie „Nauki o Oddechaniu“, następnie fizyczną jej stronę rozpatruje się równolegle z oddziaływaniem na sferę umysłową, a wkońcu objaśnia się jej wpływ na duchowy rozwój człowieka. Staraliśmy się zjednoczyć o ile możności jak najwięcej z nauk jogów w tej nie wielkiej książce, posługując się musowo niekiedy słowami i terminami, nowymi dla zachodniego czytelnika. Obawiamy się jednakże tylko tego, że wskutek wielkiej prostoty i jasności, nauki owe będą przyjęte z niedowierzaniem, czem nie opłaci się zajmować, ponieważ, prawdopodobnie, czytelnicy oczekują manny niebieskiej w nadziei, że znajdą coś „głębokiego“, tajemnego i niepojętego. Atoli, zachodni umysł — to nadzwyczaj praktyczny umysł, i my wiemy, że wkrótce przyjdzie czas, a praktyczność wykładu tej książki będzie powszechnie uznana.
Rozdział II.
„Oddechanie gwoli życia“.
Życie zależy zupełnie od aktu oddechania. Rozchodząc się w szczegółach teorji i w terminologii, ludzie Wschodu i Zachodu schodzą się w źródłowych zasadach. Oddechać znaczy żyć; bez oddechania nie ma życia. Nietylko wyższych stworzeń życie i zdrowie zależy od oddechania, lecz i niższe istoty muszą oddechać, aby żyć, a nawet dla roślin niezbędne jest powietrze i bez niego dłuższe życie jest dla nich niemożliwe. Dziecko wykonuje długi głęboki oddech, zatrzymuje powietrze chwilkę w płucach, ażeby wydobyć z niego ożywcze części i następnie wydechuje je stopniowo, i życie dla niego się rozpoczęło. Starzec wyziewa słabo, oddechanie jego się przerywa i życie skończone. Od pierwszego głębokiego oddechu noworodka do ostatniego westchnienia umierającego starca mija długie życie stałego oddechania. Życie jest tylko serją oddechań. Oddechanie stanowi najważniejszy ze wszystkich czynności ciała, albowiem wszystkie inne jego funkcje zależą od oddechania. I nietylko życie człowieka jest związane z jego oddechaniem, ale od prawidłowego oddechania zależy zupełnie i długość życia i swoboda od chorób. Rozumne władanie oddechaniem przedłuża dni nasze na ziemi, potęgując nasze siły życiowe i zdolność odporności, z drugiej zaś strony oddechanie niepełne i niedbałe skraca nasze życie, nas zmysłu życia i usposabiając do chorób. Człowiek w normalnym stanie nie potrzebuje szczególnych rad dla oddechania. Podobnie jak zwierzęta i dziecko, on oddecha pełną i swobodną piersią, zupełnie jak przyroda mu to nakazała. Cywilizacja atoli wieli w nim zmieniła. Ona przekazała mu nieprawidłową i szkodliwą przywyczkę chodzenia, stania i siedzenia, które pozbawiły go naturalnego i prawidłowego oddechania, którem obdarzyła go przyroda. Drogo on zapłacił za cywilizację. Dziki człowiek oddecha prawidłowo — póki nie zakosztuje cywilizowanego trybu życia. Mała garstka ludzi tylko w cywilizowanym świecie oddecha regularnie, wskutek czego i powitają owe wklęśnięte piersi i wgjęte plecy, a także owe straszne rozszerzanie się chorób przewodów oddechowych a wśród nich — straszny potwór — suchoty, owa „biała dżuma“. Wybitne powagi hygjeny twierdza, że jedno pokolenie ludzi, oddechających prawidłowo, stworzyłoby rasę i gruźlica byłaby rzadkością, o której wszyscy mówiliby, jakby o czemś nadzwyczajnem. Dla europejczyka i człowieka Wschodu jasna jest i nie ulegająca wątpliwości ścisła zależność między zdrowiem i prawidłowem oddechaniem. Nauka Zachodu potwierdza, że fizyczne zdrowie człowieka zależy bardzo od regularnego oddechania. Nauczycielowie Wschodu, zgadzają się z tym sądem zachodnich braci, przyznają, że w dodatku w skutek odzyskania fizycznego zdrowia za pomocą normalnego oddychania potęguje się ogromnie i umysłowa siła duchowa. Całe filozoficzne szkoły na Wschodzie zbudowano na tej nauce, a kiedy narody zachodnie zaznajomią się z nią i wprowadzą ją w praktykę, wywoła między nimi cuda. Teorja, zbudowana na Wschodzie i zastosowana w praktyce na Zachodzie, przyniesie obfite plony. Książka ta ma za zadanie dać „Naukę o oddechaniu“ w pełnym zarysie — nietylko to, o czem wiedzą fizjologowie i hygjeniści zachodni, ale i okultystyczną stronę kwestji. Ona otwiera nietylko drogę do ogólnego wzmocnienia zdrowia człowieka za pośrednictwem znanego i zachodnim specjalistom głębokiego oddechania, ale pokazuje, jak hinduscy jogowie osiągają władzę nad siłami fizycznego ciała, rozszerzają zdolności swego umysłu i rozwijają duchową stronę swojej natury — za pośrednictwem „nauki o oddechaniu“. Jogowie uprawiają ćwiczenia, któremi zdobywają władzę nad swojem ciałem i mogą posyłać w dowolny organ natężony strumień życiowej siły — „prany“, wzmacniającej i uzdrawiającej ten organ. Oni wiedzą o wszystkiem, co znają ich zachodni współbracia o fizjologicznem oddziaływaniu prawidłowego oddechania, atoli wiedzą także, że powietrze zawiera w sobie nietylko tlen, wodór i azot, i że podczas oddechania odbywa się nie jeden proces chemiczny we krwi. Oni wiedzą o „pranie“, o której ich zachodni współbracia wcale nie mają pojęcia, i doskonale są uświadomieni szczegółowo o przyrodzie i sposobach kierowania tym wielkim przejawem energji, a także o reakcji jej na ludzki organizm i umysł. Oni wiedzą, z pomocą rytmicznego oddechania można wejść w harmoniczną wibrację a całą przyrodą i pomoc rozwojowi swych ukrytych sił. Oni wiedzą także, że wskutek oddechania, normalnie wykonywanego, można nietylko leczyć swoje choroby i obce, ale i uwalniać się od strachu, męczenia i niższych namiętności. Nauczyć się tego wszystkiego — celem tej książki. Chcemy w kilku rozdziałach podać źródłowe objaśnienia i wskazówki, o których możnaby zapisać całe tomy. Chcemy w ten sposób zwrócić uwagę umysłów Zachodu na przedmiot „Nauka o oddechania“ jogów.
Rozdział III.
Ezoteryczna teorja oddechania.
W tym rozdziale skreślimy zwięźle teorje zachodnich uczonych odnośnie do czynności oddechowych organów człowieka i znaczenia jej dla ludzkiego organizmu. W następnych przytoczymy teorje i źródłowe fakty, któremi zajmują się szkoły na Wschodzie naukowego kierunku. Wschodni uczeni przyjmuję teorje i fakty swoich zachodnich współbraci (o których wiedzieli już kilka wieków przedtem), ale przyłączają do nich wiele nowych zjawisk, czego przedstawiciele Zachodu obecnie nie uznają; mimo to przyjdzie czas, że i oni ogłoszą światu „odkrycia“, jako wielką prawdę. Zanim przystąpimy do wykładu teorii Zachodniej nauki, nie od rzeczy byłoby, opisać najpierw . Organ oddechania składa się z płuc i prowadzących do nich powietrze dróg. Rozróżniamy dwa płuca. Mieszczą się w piersiowej klatce po jednem z każdej strony; między niemi znajduje się serce. Każda płuco porusza się we wszystkich kierunkach, z wyjątkiem części, w którą wchodzą bronchy, arterje i weny, jednoczące je z sercem i oddechową krtanią. Płuca są gąbczaste i porowate, tkanka ich bardzo elastyczna. Mieszczą się w podwójnym worku z delikatnej ale mocnej materji, nazwanej „opłucną“. Jedna ścianka łączy się mocno z płucami, a druga z wewnętrzną stroną piersi. Między temi ściankami wydziela się ciągle płyn, który pozwala ich wewnętrznym powierzchniom ślizgać się z łatwością jedna o drugą podczas oddechania. Drogi, wprowadzające powietrze w płuca, składają się z nosowej powierzchni gardła, oddechowej krtani i oskrzeli. Kiedy oddechamy, wciągamy powietrze przez nos, gdzie ogrzewa się podczas zetknięcia się ze śluzowatą błonką, obficie zaopatrzoną w krew i, przechodząc przez krtań, idzie w oddechowe gardło, które dzieli się na mnóstwo oddechowych kanałów, bronch, które dzielą się znowu na maleńkie kanaliki, kończące się małemi krwionośnemi naczyniami, których liczba w płucach — miljony. Jeden z uczonych wyliczył, że jeżeli rozciągnęlibyśmy krwionośne naczynia płuc w jedną ścisłą powierzchnię, zajęłyby wtedy przestrzeń 14.000 kwadratowych . Powietrze wciągamy do płuc wskutek działania przepony piersiowej, przedstawiającej wielki, silny, na kształt liścia płaskiego mięsień, leżący w poprzek piersi oddzielając klatkę piersiową od jamy brzusznej. Przepona piersiowa działa prawie samorzutnie, jak i serce, chociaż ruchy jej mogą zależeć od natężenia naszej woli. Kiedy przepona piersiowa się rozciąga, objętość piersi i płuc się rozszerza a powietrze wpada w powstałą próżnię. Kiedy ona się kurczy, pierś i płuca również się kurczą, wypychając z siebie powietrze. Zanim przystąpimy do omawianie, co się dnieje z powietrzem w płucach, pozwólcie obecnie poruszyć sprawę krążenia krwi. Krew, jak wiecie, serce tłoczy w arterje, przez które w naczynia włoskowate, rozchodząc się w ten sposób po wszystkich częściach ciała, które ona żywi i pokrzepia. Za pośrednictwem naczyń włoskowatych krew wraca następnie inną drogą wenami, do serca, które wpędza ją do płuc. Krew silno czerwona, zaopatrzona obficie w życiodajne składniki, krąży w arterjach. Wraca z wen z powrotem w postaci błękitnej; wynędzniała i ciężka, obarczona produktami rozkładu, które porywa po drodze w całym systemie krążenia krwi. Dąży z serca, jako czysty strumyk górski, a wraca ciężka, leniwie jakby w brudny siew. Brudny ów strumień płynie w prawą komorę serca. Po napełnieniu komory, ona kurczy się i tłoczy krew do płuc, w których rozchodzi się aa pomocą miljonowych naczyń włoskowatych po komórkach, o których wyżej mówiliśmy. Oddechanie napełnia płuca powietrzem i jego tlen w komórkach spotyka się z krwią żylną zepsutą na wskroś ścianek włoskowatych naczyń, które są dostatecznie grube, ażeby nie przepuścić krwi na wskroś własnych ścian, ale równocześnie dostatecznie są cienkie, ażeby tlen mógł przejść na wskroś nich do krwi. Kiedy tlen złączy się z krwią, odbywa się proces spalania — Krew zabiera chciwie tlen a oddaje kwas węglowy, powstały z produktów rozkładu, zebranych przez krew podczas krążenia z wszystkich części ciała. Krew, oczyszczona w ten sposób i nasycona tlenem, wraca do serca, mocno znów czerwona i bogata w ożywcze składniki. Wchodzi w lewą komorę serca, a serce wysyła ją w podróż do tętnic do wszystkich granic organizmu. Obliczono, że na dobę przechodzi przez serce 24.000 but, lub 1 200 wiader krwi do włoskowatych kanałów płuc, podczas tego ciałka krwi przeciskają się po jednemu do komórek i łącza się wtedy z tlenem powietrza. Gdybyście pomyśleli chociaż minutę o szczegółach tego procesu, zdumielibyście się i zachwycalibyście się w obliczu bezgranicznej troski i pomysłowości przyrody! Oczywiście, że jeżeli świeże powietrze nie dostanie się do płuc w dostatecznej ilości, zanieczyszczona żylna krew nie może być oczyszczoną i wskutek tego ciało nietylko będzie pozbawione pokarmu, ale i produkty rozkładu, które powinne byłyby spalić się podczas łączenia się z tlenem powietrza, wrócą w w sieć krążenia krwi, zaopatrywując cały system i wywołując śmierć. Zanieczyszczone powietrze działa w taki sam sposób, lecz tylko w mniejszym stopniu. Jasną jest rzeczą, że jeżeli ktoś podczas oddechania nie posyła powietrza do płuc w należnej ilości, praca krwi nie może odbywać się w pożądany sposób; w wyniku ciało nie otrzymuje dostatecznie pokarmu i występuje choroba lub ogólne naruszenie zdrowia. Krew tego, kto oddecha nieprawidłowo, wskutek tego jest koloru błękitnego, ciemnego, wyróżniającego się wyraźnie od silnie czerwonej normalnej, bogatej w tlen tętniczej krwi. Widzimy to na twarzy już bladej osoby, podczas gdy prawidłowe oddechanie udziela człowiekowi energiczne krążenie krwi i mocny zdrowy rumieniec. Mała uwaga wyjaśni całą życiową zaletę normalnego oddechania. Jeżeli krew nie oczyści się zupełnie podczas procesu chemicznego w płucach, wraca wtedy do tętnic w stanie nienormalnym, nie należycie czystym od różnych resztek, porwanych w rozmaitych częściach ciała. Wszystkie produkty owe rozkładu wracają znów do organizmu, a naturalnym następstwem może być choroba, czasem specjalna choroba krwi, lub uszkodzenie czynności jakiegokolwiekbądź organu lub tkanki z powodu niedostatecznego ich odżywiania. Krew, gdy powietrze przewietrzy ją w płucach w odpowiedniej mierze, nietylko uwalnia się od przepojonych nią szkodliwych domieszek i gazu węglowego kwasu, ale także pochłania z powietrza pewną ilość tlenu, który roznosi po ciele, gdzie okazuje się potrzeba, ażeby natura mogła prawidłowo spełniać swoje zadanie. Kiedy tlen złączy się z krwią, jednoczy się z jej hemoglobiną i wędruje do każdej komórki ciała, do każdego mięśnia, organu, odnawiając i pokrzepiając je nowemi materjałami, których dostarcza im przyroda. Tętnicza krew, uległszy w naturalny sposób działaniu powietrza w płucach, zawiera w sobie około 25% tlenu. I nietylko każdą część ciała ożywia tlen, lecz i akt trawienia bezpośrednio zależy od dostatecznego spalenia pokarmowego materjału, które odbywa się we krwi, gdy tlen złączy się we krwi z wyciągniętemi z pokarmu sokami, podczas czego odbywają się różne procesy spalania. Konieczną dlatego jest rzeczą, ażebyśmy dostarczyli do płuc dostateczną ilość tlenu. Objaśnia to i ten fakt, że słabym płucom towarzyszy i złe trawienie. Ażeby pojąć całe znaczenie tego, trzeba przypomnieć, że cały organizm otrzymuje pożywienie od pokarmu, i że niezupełne przyswojenie go powoduje równocześnie i niezupełne odżywianie organizmu. Płuca same zależą zupełnie od tegoż źródła odżywiania, a jeżeli wskutek słabego oddechania pogarsza się przyswojenie pokarmowych soków, płuca tak-że słabną, wykonując w słabszym stopniu przekazaną pracę, a ciało wtedy więdnieje i słabnie. Każda cząstka pokarmu i napoju, przed przyswojeniem przez organizm, powinna złączyć się chemicznie z tlenem; temu samemu procesowi ulegają produkty wewnętrznego spalania organizmu, ażeby przyjąć formę, wskutek której mogą być wyprowadzona z organizmu. Ubóstwo tlenu w krwi, tj. w płucach, powoduje niedostateczne , niedostateczne oczyszczenia organizmu i — złe zdrowie. W istocie — „oddechanie jest życiem“. Spalenie zepsutych elementów w krwi ogrzewa ciało i wogóle, wyrównuje jego temperaturę. Ten, kto umie oddechać głęboko, chroni się przed przeziębieniem, posiadając dobry zapas gorącej krwi, który go hartuje i czyni bardziej odpornym przeciw zmianom ciepłoty. Oprócz tego, oddechanie głębokie ćwiczy organy i mięśnie kiszek, o czem zapominają zwykle zachodni hygjeniści, ale w pełnej mierze cenią to jogowie. Wskutek nieprawidłowego lub niegłębokiego oddechania pewna tylko część płucnych komórek spełnia swoje przeznaczenie, znaczna zaś część pracy płuc ginie i cały organizm cierpi. Niższe ustroje w swoim naturalnym stanie oddechają normalnie, bez wątpienia tak samo regularnie oddechał i pierwotny człowiek. Nienormalna maniera oddechania, przyswojona przez „cywilizowanego“ człowieka — to ciemna plama, ciężąca na cywilizacji, — pozbawiła nas potrzebnego powietrza. I narody cierpią wskutek tego więcej, niż od byle czego. Człowiek może się zbawić tylko — wróciwszy na łono przyrody.
Rozdział IV.
Ezoteryczna forma oddechania.
Nauka o oddechaniu, jak wiele nauk, posiada swoją ezoteryczną czyli wewnętrzną stronę, jak również i swoją stronę ekzoteryczną czyli zewnętrzną. Okkultyści wszystkich epok i krajów zawsze uczyli, zwykle zaś w gronie tylko wybranych uczniów, że w powietrzu znajduje się pewna substancja czyli pierwiastek, która wszystkiemu daje ruch i życie Różnili się w wyrażeniach i nazwach, przy pomocy których określali tę siłę, jak również i w szczegółach samej teorji, lecz zasadniczy rzut, powszechny dla wszystkich okkultystycznych nauk i filozoficznych szkół, tworzy część nauki jogów Wschodu. Liczne powagi okkultyzmu uczą, że istnieje ogólny początek energji czyli siły, którą wyrażają sanskryckiem słowem co znaczy Wszelka energja czyli siła we wszechświecie pochodzi z tego początku albo manifestuje się raczej jako cząstkowa forma jego przejawu. Nauki owe nie odnoszą się do niniejszego przedmiotu, a cele m wyjaśnienia istoty „prany“ ograniczymy się tylko do tego, że ona jest początkiem energji, która przejawia się w każdej żywej istocie i różni się od wszystkiego nieżywotnego. Możemy ją rozpatrywać jako aktywny początek życia, — jeżeli , jako życiową siłę. Ona towarzyszy wszystkim przejawom życia od ameb do człowieka, od najpierwotniejszych form roślinnego życia do wyższych form życia zwierzęcego. Prana przenika sobą wszystko. Istnieje we wszystkiem, przejawiającem życie. Ponieważ według nauki okkultystycznej filozofji życie jest we wszystkiem, we wszystkich rzeczach, w każdym atomie, — widoma nieżywotność rzeczy jest li niższym stopniem manifestowania się życia — według owej więc nauki prana rozlana jest wszędzie w przyrodzie, znajduje się we wszystkiem. Nie należy jej z „Ego“, „Ja“ — z tą cząstką boskiego Ducha w każdej duszy, około której skupia się materja i energja. Prana jest po prostu formą energji, którą posługuje się „Ja* dla swego przejawu. Kiedy „Ja“ porzuca swoje fizyczne ciało, prana nie pozostając więcej pod działaniem jego woli, poddaje się działaniu pojedynczych atomów lub grupy atomów, tworzących ciało, a ponieważ ciało ulega rozkładowi na składowe swoje elementy, każdy atom wtedy porywa w siebie cząstkę prany, dostateczną do tego, ażeby stworzyć nową kombinację, nowe żywe ciało, reszta zaś prany wraca do oceanu wszechświatowego zapasu, z którego się wydzieliła. Związek jej z ciałem , póki trwa oddziaływanie woli „Ja“, a przy pomocy tej woli atomy mała razem się spajają. Pod „praną“ powszechny początek, który tworzy istotę wszelkiego ruchu, siły lub energii, w się nie — w sile li przyciągania, w elektryczności, w planet lub w innych formach życia, od najniższej do najwyższej. Praną jest Duszą Siły i Ęnergji we wszystkich ich przejawach, — początek, który, działając w przeznaczony sposób, wywołuje zjawiska, nazywane „życiem“. Początek ten towarzyszy wszystkim formom materji, lecz on nie jest materją. Znajduje się i w powietrzu, lecz on nie jest powietrzem i nawet żaden z tworzących go chemicznych elementów. Zwierzęta i rośliny wdechują go z powietrza i, jeśli nie byłoby go w powietrzu, umarłyby, chociaż byłyby nasycone powietrzem. Przyjmuje go organizm równocześnie z tlenem, atoli on nie jest tlenem. Żydowscy autorowie księgi Bytu znają różnicę między atmosferycznem powietrzem i tajemnym i wszechmocnym początkiem, w nim rozlanym. Oni mówią o „nashemet ruach chayim“, on w tłumaczeniu brzmi: „oddechanie Ducha życia“. W żydowskim języku „nashemet“ znaczy zwykłe oddychanie atmosferycznem powietrzem, „chayim“ znaczy „Duch życia“. Według zdania okkultystów wyrażenie to wskazuje na tenże początek, który pojmują pod słowem roz|„prana“. Prana znajduje się w powietrzu, ale ona jest wszędzie i tam, gdzie powietrze nie może przeniknąć. Tlen spełnia ważną rolę w procesie zwierzęcego życia, węgloród posiada podobne znaczenie dla życia roślinnego, nie w manifestacjach życia, nienależnie od ich strony fizjologicznej. My bez przerwy wdechamy powietrze, nasycone „praną“, a równocześnie przyswajamy sobie także pranę z powietrza, wykorzystując jej siły dla własnych celów. Prana znajduje się w najswobodniejszym stanie w powietrzu i, jeśli ono świeże, obficie wtedy jest nasycone praną, którą wysysamy o wiele łatwiej z powietrza, niż z jakiegobądź innego źródła. Podczas zwykłego oddechania wciągamy w siebie normalną ilość prany, lecz w oddechaniu głębokiem, jak nauczają oddechać jogowie — możemy przyswajać sobie z powietrza większe zapasy prany, które skupiają się w centrach nerwowych i mózgowych na wypadek potrzeby. Wiele zdolności, któremi rozporządzają w swoim rozwoju okkultyści, mają do zawdzięczenia li świadomości tego faktu i rozumnemu zużytkowaniu nagromadzonej energji. Jogowie wiedzą, że wskutek znanych oddechów potęguje się przypływ prany do organizmu. Pokrzepia się wskutek tego nietylko ciało fizyczne, lecz i mózg otrzymuje nowy przypływ energji i rozwijają się nowe zdolności i psychiczne siły. Ten, kto zawładnął nauką koncentrowania prany, świadomie lub nieświadomie, może ją wydzielać z siebie, jako życiową siłę i oddziaływać nią na drugich, użyczając im nowej żywotności i zdrowia. To, co nazywamy „magnetyzmem“, jest właśnie ową zdolnością magnetyzerów, chociaż wielu z nich nie rozumie rzeczywistego źródła swej siły. Zachodni uczeni niejasno pojmowali obecność w powietrzu tej wielkiej siły, ponieważ nie pozostawia żadnego śladu w ich aparatach podczas chemicznych badań; z przekąsem dlatego wyrażali się o tej „bredni“ Wschodu. Ponieważ nie mogą określić istoty tej siły, dążą więc do jej zaprzeczenia. Mimo wszystko przyznają jednak, że w niektórych okolicach powietrze zawiera znaczną ilość „czegoś“ ożywczego, a lekarze wysyłają chorych Judzi w te właśnie okolice, celem poratowania utraconego zdrowia. Tlen przyswaja z powietrza krew i obraca go na zaspokojenie potrzeb organizmu dzięki systemowi krążenia krwi. Pranę zaś wysysa z powietrza system nerwowy i zużytkowuje ją dla własnej pracy. A, jak krew nasyconą tlenem przeprowadza system krążenia krwi po calem ciele, budując je i odradzając, tak i prana przechodzi po wszystkich częściach systemu nerwowego, zasilając go nową żywotnością i siłą. Jeżeli nazwiemy praną aktywny początek w naszej tak zwanej żywotności, stworzymy sobie jaśniejsze wyobrażenie o tej ważnej roli, którą ona odgrywa w naszem życiu. Podobnie jak tlen roznosi system krwionośny po ciele, tak i pranę rozchoduje nasz system nerwowy na nasze myśli, pragnienia i inne formy duchowej akcji, wskutek czego niezbędnem jest odnawianie jej zapasów. Każda myśl, każdy czyn, wszelki wysiłek woli, każdy ruch mięśni zużywa odpowiednią ilość tego, co nazywamy siłą nerwową, co w rzeczywistości jest jedną z form prany. Ażeby dźwignąć mięsień, mózg wysyła prąd woli po nerwowym systemie, mięsień kurczy się i oto część prany została rozchodowana. Jeżeli przypomnicie sobie, że największą część prany, którą człowiek otrzymuje, przyswaja się z wdechanego powietrza, zupełnie jasnem stanie się znaczenie dla was prawidłowego oddechania. to — uniwersalny początek energji, manifestującej się w najróżniejszych formach, włączając życiową siłę. to — kontrola nad praną, szczególnie nad praną, przyjąwszej formę życiowej energji. Jogowie twierdzą, że ta kontrola, jeśli ją doprowadzimy do wysokiego stopnia, daje człowiekowi władzę nad wszystkiemi innemi przejawami prany w przyrodzie, że ona tajemnicą władzy i mocy.
Rozdział V.
System nerwowy i okultystyczne nauczanie jogów.
Mówiliśmy, że nauka zachodnia odnośnie do oddechania ograniczą się li do procesu pochłaniania tlenu przy pomocy krwi i dalszego oddziaływania tlenu na organizm za pośrednictwem systemu krążenia krwi — podczas gdy nauka jogów mówi jeszcze i o pochłanianiu prany i jej rozprzestrzenieniu w organizmie w sieci systemu nerwowego. Zanim przystąpimy do dalszych badań, niezbędną jest rzeczą podać opis nerwowego systemu. System nerwowy człowieka składa się z dwóch oddzielnych wielkich systemów — systemu stosu pacierzowego i mózgu i sympatycznego systemu. Mózg i rdzeń przedłużony tworzą ta części naszego systemu nerwowego, które wchodzą do czaszkowego i przedłużonego mózgu z odgałęzieniami, od nich wychodzącemu System ten rządzi takimi przejawami zwierzęcego życia organizmu, jak jego żądze, czucia i t. p. Sympatyczny zaś system obejmuje sobą sieć nerwów, rozłożoną, głównie, w piersiowej, brzusznej i miednicowej powierzchni, i rozkazuje wewnętrznym organom ciała. Kieruje procesami odruchowymi, jak wzrost ciała, odżywianie, krążenie krwi itp. System mózgowy rdzenia przedłużonego działa podczas wszelkich uczuć wzroku, słuchu, powonienia, dotyku, smaku itd. Porusza organy, pracuje, kiedy człowiek myśli, kiedy pracuje jego świadomość. Służy jako narzędzie wyższego „Ja“ człowieka dla jego znoszenia się z światem zewnętrznym. System ten możemy porównać z systemem telefonicznym, mózg zaś wyobraża centralną stację, a rdzeń przedłużony i od niego rozgałęzienia nerwów — przewody drutu. Mózg przedstawia wielką masę nerwowej tkanki; składa się on z trzech części: mózgu wielkiego, wypełniającego przednią, ciemieniową, średnią i tylną część czaszki; móżdżku czyli „małego mózgu“, rozłożonego w niższej, tylnej części czaszki i przedłużonego (Medulla oblongata), który przedstawia zgrubiały początek grzbietowego mózgu i leży na czele „małego mózgu“. Mózg wielki jest organem tej części naszego intellektu, która przejawia się w umysłowej czynności. Mózg mały kieruje ruchami i akcją woli. Rdzeń przedłużony stanowi górny zgrubiały koniec stosu pacierzowego, i od niego i od głównego mózgu rozchodzi się sieć nerwów, przechodzących w różne części głowy, a także w organy szczególnego znaczenia i dalej w niektóre organy, leżące w piersiowej i brzusznej okolicy, a także do organów oddechowych. Rdzeń pacierzowy wypełnia kanał, przechodzący wewnątrz kręgosłupa. Przedstawia on długą masę nerwowej tkanki, od której w każdym kręgu oddzielają się nerwy, go ze wszystkiemi częściami ciała. Grzbietowy mózg tworzy jakby główny telefoniczny kabel, a nerwowe odgałęzienia to — pojedyńcze druty, z nim połączone. System sympatyczny składa się z podwójnego łańcucha ganglij — splotu — węzłów nerwów po stronach kręgosłupa i rozrzuconych węzłów nerwowych w głowie, karku, piersi i brzusznej okolicy. Węzły nerwów — to masa nerwowej tkanki, składającej się z komórek; są one złączone miedzy sobą nerwowemi nitkami. Nerwy motoryczne i odruchowe łączą je z systemem grzbietowo-mózgowym. Od węzłów owych oddzielają się niezliczone włókna nerwowe, rozchodzące się po całem ciele. W różnych okolicach nerwy owe krzyżują się, tworząc tak zwany „plexus“ — splot. System sympatyczny rządzi odruchowemi procesami, jak krążenie krwi, oddechanie i trawienie. Siłę, którą mózg wysyła do wszystkich części organizmu za pośrednictwem nerwów, nazywają na zachodzie „siłą nerwową“, jogowie zaś widzą w niej przejawienie Charakter i szybkość jej ruchu zdradza pokrewieństwo z elektrycznością. Bez tej „nerwowej siły“ serce nie może pukać, krew nie może krążyć, płuca — oddechać, organy wogóle — działać, bez niej mechanizm dała przestaje pracować. Ale nie dosyć tego — także i mózg nie może myśleć bez obecności prasy. Jeżeli zastanowimy się nad tem głębiej, niesłychana waga przyswojenia sobie prany przy pomocy krwi będzie dla każdego jasną, a „nauka o oddechaniu“ zyska daleko większe znaczenie, niż myślą o tem uczeni na Zachodzie. Jogowie wyprzedzają naukę Zachodu, szczególnie co do splotu słonecznego, który uważamy po prostu jako skupienie splatających się nerwów sympatycznego systemu z jego węzłami; — takich skupień, węzłów, kilka w różnych częściach olała. Jogowie zaś sądzą, że ten „splot słoneczny“ w rzeczywistości tworzy ważniejszą część nerwowego systemu, że jest rodzajem mózgu i odgrywa jedną z ważniejszych ról w ludzkim organizmie. Zresztą, nauka zachodnia, zdaje się powoli zaczyna rozumieć szczególne znaczenie tego „splotu słonecznego“ — ostatecznie niektórzy nowsi autorowie nazywają go już — „brzusznym mózgiem“. „Splot słoneczny“ znajduje się blisko żołądku akuratnie pod dołkiem naprzeciw wewnętrznej strony kręgosłupa. Składa się z białej i szarej mózgowej masy, podobnie jak i składniki ludzkiego mózgu. Rządzi ważniejszemi wewnętrznemu organami człowieka i odgrywa o wiele ważniejszą rolę, niż o tem zwykle myślą. Nie będziemy zastanawiali się głębiej nad szczegółami nauk jogów o „splocie słonecznym“, powiemy tylko, że według ich przekonania stanowi on zapasowy magazyn prany. Wiadomą jest rzeczą, że silnem uderzeniem w dołek można zabić człowieka, a walczący na pięście doskonale wiedzą o tej słabiznie, uderzenie w którą pozbawia człowieka na dłuższy czas sił. Imię „słonecznego splotu“ nadano temu nerwowemu węzłowi Bardzo szczęśliwie, ponieważ on posyła promienie siły i energji do wszystkich części ciała; nawet i mózg zależy od nie go, jako od zapasowego miejsca, prany w organizmie. Wcześniej lub później i nauka zachodnia urna rzeczywistą rolę „słonecznego splotu“ i poświęci mu o wiele więcej uwagi, niż widzieliśmy to dotychczas w dziełach uczonych. Pierwszym krokiem do kierowania według swojej woli akcją prany, rozlanej w przyrodzie, jest wykrzesanie zdolności władania tą częścią prany, która przejawia się w naszych ciałach i umysłach. Najnaturalniejszą jest rzeczą dlatego zaczynać od siebie, mówią jogowie. Prana, zawarta w człowieku, tworzy maleńki rezerwoar z ogromnego oceanu ogólnej prany, i tutaj trzeba zaczynać, pragnąc uzyskać władzę nad oceanem. W organizmie atoli istnieją jeszcze delikatniejsza forma prany, niż siła życiowa, manifestująca się w aktywności cielesnej. To psychiczna prana, przejawiająca się w nerwowej duchowej i umysłowej czynności . A ponieważ duchowa i nerwowa energja bardziej jest zbliżona do „Ja“, niż cielesne siły, jogowie więc uczą, ażeby zaczynać pranajamę właśnie od podporządkowania woli nerwowej i duchowej czynności. Podają dlatego następującą metodę. Zgodnie z naukami jogów, istnieją dwa prądy prany (nazwane przechodzące wzdłuż stosa pacierzowego, po obu stronach tego kanału lub trąby w kolumnie pacierzowej, który hindusi nazywają i który stanowi centrum najistotniejsze w stosie pacierzowym. W końcu dolnym Susumny znajduje się trójkąt wiotkiej istoty, nazwanej przez hindusów — „wnętrze lotosu Kundalini“, zawierającej jakby skondensowany zapas ukrytej siły, nazwanej Co do Kundalini to twierdzą oni, że to niezmiernie wszechmogąca tajemna siła, która, jeśli ją pobudzimy i zmusimy podnieść się po Susumnie, daje zdumiewające rezultaty psychicznego charakteru i otwiera wiele sfer psychicznej akcji, o których przeciętny człowiek nie śmiał nawet marzyć. A jeśli Kundalini dostaje się do mózgu, dusza wtedy uwalnia się od okow materji i czyni joga nadczłowiekiem. to — nerwowy prąd, idący wzdłuż prawej strono Susumny; Ida, to — prąd, idący z lewej strony. Wzdłuż Susumny mieści się kilka „lotosów“ czyli centrów psychicznej czynności. Pierwszy z nich, znajdujący się w dole nazywa się a ostatni, główny lotos, leżący w mózgu nazywa się czyli tysiąclistkowy lotos mózgu. Susumnę, z akumulatorami ukrytej siły, uważa się jako niesłychanie silną baterję psychicznej energji, którą można pobudzić w ruch i regulować przy pomocy znanych metod oddechania, których wyuczają jogowie, szczególnie przy pomocy rytmicznego oddechania, które, jak twierdzą, budzi ukryte siły Kundalini. A obudzona siła Kundalini, rządzona i kierowana umysłem, pobudza do działania wszystkie owe nadnaturalne siły, któremi władają jogowie. Metody i sposoby pobudzania Kundalini nazywają się „pranajama“, — czwarty stopień drogi doskonałości Pierwszy cel podczas ćwiczeń to pobudzenie rytmicznych wibracyj przy pomocy oddechania, rządzonego i kontrolowanego świadomością. Od tego oddechania powstają wibracje, pobudzające siłę Kundalini, przy pomocy której wykonuje się nadnormalne psychiczne przejawy. Drugi cel, to — skoncentrowanie prany lub nerwowej siły, kontrola nad jej rozchodowaniem i kierowanie tą siłą. Prana wypełnia cały organizm, skupiając się, jak w akumulatorach, w różnych węzłach lub nerwowych splotach, szczególnie w wielkim „słonecznym“ splocie. Uczeń, pragnący pojąć naukę Pranajamy i jej metody, powinien wyuczyć się praktycznie „siedzenie jogów“, tj. poza, którą przyjmują i przestrzegają jogowie w chwilach swoich ćwiczeń. To — siedzenie na podłodze lub na ziemi w z lekka nachylonej naprzód postaci tak, ażeby głowa, szyja i pierś znajdowały się w prostej linji, idącej w dół, a kręgosłup leżałby swobodnie i bez wszelkiego natężenia w naturalnem położeniu. Wyucza się potem oddechania, zaczynając od naturalnego umiarkowanego oddechania, powolnego wdechania, zatrzymywanie, powietrza w przeciągu znanego czasu a por, em powolnego wydechania. Podczas tego w umyśle cały czas powinno się wymawiać święcone słowo om, które służy jakby rytmiczne uderzanie tempa, i towarzyszy wdechaniu i wydechaniu. Następny krok, to wyuczenie się oddechania przez jedno nozdrze. Cel tkwi w tem, ażeby zmusić prąd „Ida“ iść przez lewe nozdrze, a prąd kierować przez prawe nozdrze. Uczniowi pokazują, jak, zamykając prawe nozdrze i potem, oddychając lewem nozdrzem, kierować prąd wzdłuż stosu pacierzowego, koncentrując równocześnie uwagę na schodzący prąd nerwowy. Cel tych czynności polega na tem, ażeby obudzić „śpiący“, dolny lotos, w którym skupia się siła Kiedy wdechuje się prąd Ida a nerwową siłę kieruje do łożyska Kundalini, oddechanie wstrzymuje się na kilka chwil, wskutek czego w umyśle tworzy się (wysiłkiem woli) myślowy obraz, że prąd przechodzi przez „lotos“ i idzie w górę z prawej strony kręg słupa w kanale Pingala. Wykonuje się potem powolne wydechanie po kanale Pingala, prawem nozdrzem, zamykając równocześnie lewe nozdrze. Najbardziej rozpowszechniony sposób, którego wyuczają początkujących, polega na tem, ażeby zamykać prawe nozdrze, wdechując lewem, zamknąć potem szczelnie oba nozdrza, przepuszczając prąd przez miejsce, gdzie znajduje się a potem otworzyć oba nozdrza, wydechując Ten sam proces odbywa się potem w odwrotnym porządku. Powietrze wdechuje się prawem nozdrzem, zatrzymuje się kilka chwil w obu nozdrzach, zamkniętych szczelnie, a wydechuje się następnie lewem nozdrzem. Centrum stosu pacierzowego obejmuje kanał, który jogowie nazywają przez ten kanał przechodzi centralny prąd, prądy zaś płyną, każdy z jednej strony Kanał u przeciętnych ludzi jest zamknięty; kiedy zaś odmyka się, człowiek staje się tj. zaczyna władać nadnormalnemi psychicznemi siłami. Przez otwarty kanał podnosi się w górę do mózgu siła i przenosi umysł człowieka do wyższych sfer. W ten sposób „dźwiganie“ czyli poruszanie się w splocie ma na zadanie zmusić go podnieść się w górę — w ten sposób kanał Susumna powoli i stopniowo otwiera się zupełnie. Siła Kundalini, idąca w górę, pobudza do czynności kilka lotosów, leżących według kręgosłupa i połączonych z Susumną. Niższy z tych lotosów, rozłożony na podstawie pacierzowo-mózgowej kolumny, nazywa się następny nazywa się za nim leży dalej potem i ostatni, leżący już w mózgu, nazywa się czyli „tysiąclistkowy lotos“. W dolnym, tj. w zawarta jest siła a czynność górnego polega na tem, ażeby rozmieszczać w mózgu, wchodzącą do niego siłę Kundalini i wywoływać w ten sposób taki stan, który manifestuje się dla nas w postaci nadnormalnych psychicznych i mentalnych przejawów.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Nauka o oddechaniu.
