Tygrys Turcji
Nr. 66 A Nr. 66
HISTORYCZNO - GEOGRAFICZNA
JERZY BANDROWSKI
II
TYGRYS TURCJI
Nie kłamać — bawiąc. | Nie nudzić — ucząc.
T-wo Wyd. „Rój”, Warszawa, Kredytowa 1.
Konto czek. P. K. O. 9880.
Drukarnia Spółdzielcza, Marszałkowska 31a.
Tygrys Turcji
Nr. 66 A Nr. 66
HISTORYCZNO - GEOGRAFICZNA
JERZY BANDROWSKI
II
TYGRYS TURCJI
Nie kłamać — bawiąc. | Nie nudzić — ucząc.
T-wo Wyd. „Rój”, Warszawa, Kredytowa 1.
Konto czek. P. K. O. 9880.
Drukarnia Spółdzielcza, Marszałkowska 31a.
WSTĄPIENIE NA TRON MOHAMMEDA II.
Sułtan turecki Murat II miał dwóch synów: starszego, Mohammeda, urodzonego z niewolnicy i młodszego Ahmeda, urodzonego w purpurze syna księżniczki Synopy, córki księcia Isfendiaroghlu. Podczas różnych zamieszek jakie wybuchły w Turcji za czasów panowania Murata II, starszy jego syn, odznaczający się niesłychaną energją i ambicją, niejednokrotnie próbował usunąć swego ojca i zasiąść na jego tronie, co mu się zresztą nie udawało. Murat II umarł 5-go lutego 1451 roku w Adrjanopolu. Już na trzeci dzień po jego śmierci Mohammed, który przebywał wówczas w Magnezji, otrzymał wieść o zgonie ojca od laufra wysłanego przez Wielkiego Wezyra Chalila. Ani śladu bólu, ani żalu na wieść o śmierci ojca nie widać było w twarzy następcy tronu. Przeciwnie, czarne jego oczy błysnęły, strzelił z nich niemal dziki tryumfujący blask i nowy Padyszach, kazawszy sobie natychmiast podać gorącego arabskiego rumaka, skoczył na siodła i krzyknąwszy: ― Kto mnie kocha, pójdzie za mną. ― ruszył z kopyta. Mohammed nie był bynajmniej osobistością zbyt sympatyczną i pociągającą. Dlatego też jego okrzyk: ― Kto mnie kocha, pójdzie za mną. ― był tylko hasłem dla ambitnych karjerowiczów, dworaków i służalców, znających dobrze jego nieposkromioną energję, a którzy, pewni iż przy boku swego pana będą mogli dochrapać się najwyższych stanowisk, choć w duchu nienawidzili go, w cwał popędzili za nim wiedząc, że jadą za prawdziwym sułtanem, który wszelkich środków użyje, aby zdusić swego rywala ― brata, syna księżniczki Synopy. Cała różnobarwna świta sułtańska, otoczona lauframi, „czauszami“ i gwardją przyboczną, pogalopowała za nowym sułtanem i w dwa dni później dotarła do Kallipolis. Mohammed był średniego wzrostu, barczysty i poniekąd krzywonogi. ubierał się jaskrawo i kochał się w różnych złotych naszywkach. Twarz miał dziką, niesamowitą, z niewielkiemi czarnemi oczami i krogulczym nosem, podkreśloną czarną brodą, strzyżoną w półksiężyc. Na koniu trzymał się niedbale, zgarbiony, ale jeźdzcem był znakomitym. Charakteru nieokiełznanego, kapryśny, nieobliczalny, niesłychanie lubieżny, a przytem, wbrew przepisom Koranu, pijak, miał w sobie coś demonicznego. Kochać go nie mógł nikt — on o miłość ludzką nie dbał i nikomu nie wierzył. Wierzył tylko sobie i w siebie, zaczepiony, natychmiast wybuchał jak mina i niszczył wszystko dokoła siebie, miał wstrętne nałogi, do haremu jego skierowywano nietylko najpiękniejsze, młodziutkie dziewczątka, ale także i najpiękniejszych chłopców. Liczba ofiar jego żon szła w tysiące. Młodych wychowanków swoich, z których chciał uczynić swe kreatury, karmił tygrysiem mlekiem. Udawał szlachetnego, ale choć dotrzymywał umów z ludźmi potrzebnymi sobie, zrywał słowo i łamał przysięgę tam, gdzie jego wygoda tego wymagała. Zwyczajem wschodnich władców był demokratą na wschodni sposób — to znaczy, traktował wszystkich jak swych niewolników. Admirała swej floty za przegraną bitwę ukarał plagami cielesnemi jak zwykłego majtka, przydybanego na niedbalstwie w służbie. Chętnie bardzo wychodził w przebraniu na miasto i wmięszawszy się w tłum, słuchał, co poddani gwarzą sobie o jego rządach i położeniu państwa, w czem naśladował słynnego Kalifa Haruna al Raszyd. Jeśli jednak ktoś poznawszy go pozdrowił go należytym mu okrzykiem powitalnym, Mohammed za zdradzenie incognita dobywał kindżału i bez najmniejszego wahania lokował go w brzuchu entuzjasty. To też okrzyk jego: — Kto mnie kocha, pójdzie za — był tylko pośmiewiskiem. Poszli tylko ci, którzy tak samo jak on, gotowi byli przed niczem się nie cofnąć. Turecko-tatarskim zwyczajem pędząc konno, przybył do Kallipolis z nieliczną tylko częścią orszaku, pozostawiając za sobą wszystkich, którzy mieli gorsze ko- nie. Aby się nie pokazać ludności w otoczeniu dworu małolicznego, czekał w Kallipolis dwa dni na ściągająca powoli resztę swej świty. Nie tracąc jednak czasu na próżno, wysłał do Adjanopola, ówczesnej stolicy państwa ottomańskiego, gońców z zawiadomieniem o swem przybyciu. Tymczasem zewsząd zbiegła się ludność, aby módz spojrzeć w oblicze swego pana. Z Adrjanopola wyjechali naprzeciw Mohammeda II wezyrowie, beglerbegowie, begowie, ulemowie i szejkowie. W odległości mili od miasta zsiedli wszyscy z koni i ruszyli pieszo na spotkanie nowego władcy. Spotkawszy go pół mili dalej, stanęli i podnieśli wielki żałosny krzyk z powodu , ojca nowego Padyszacha, zaś nowy Padyszach, który czyhał tylko na zgon ojca, zapłakał publicznie i zmieszawszy łzy swe ze łzami dworaków tak szczeremi, jak i łzy jego, podał im rękę do ucałowania. Wszyscy żałobnicy, poniekąd pocieszeni, dosiedli wówczas koni i połączywszy się ze świtą odprowadzili go do Seraju. Następnego dnia Mohammed zasiadł na tronie otoczo- ny licznym orszakiem wezyrów i najwyższych dostojników państwa. Szahin, przełożony rzezańców i Ibrahim-pasza stali tuż koło niego. Wielki wezyr Chalil w pewnej odległości, ponieważ się obawiał, że w skutek jego polityki podczas dwukrotnych buntów Mohammeda przeciw ojcu, nowy sułtan zachowa się wobec niego nieżyczliwie. — I czemuż, — rzekł Mohammed, zauważywszy to, — wezyrowie ojca mego trzymają się odemnie zdala? To rzekłszy zwrócił się do , naczelnika rzezańców. — Powiedz Chalilowi, aby zajął swe zwykłe miejsce przy moim tronie, zaś Iszak-pasza, jako namiestnik Anatolji, przewiezie zwłoki mego ojca. Wobec tego Chalil, jako zatwierdzony tem sułtańskiem słowem Wielki Wezyr, ucałował pokornie rękę Padyszacha, zaś Iszak przewiózł z wielką pompą zwłoki Murata do Brussy, szczodrze szafując po drodze jałmużną. Wszystko szło dobrze. Zawadzał jednak Mohammedowi jego arystokratyczny brat z książęcej synopejskiej rodziny. To też kiedy księżniczka z Synopy zjawiła się w sali tronowej aby pasierbowi sułtana złożyć kondolencyjną wizytę, Mohammed skorzystał ze sposobności i wysłał do jej domu pewnego człowieka, który w tym samym czasie syna jej udusił. Mordercę na drugi dzień zgładzono, zaś nowy sułtan darował matkę swego przyrodniego brata, księżnę Synopy, niewolnikowi imieniem Iszak. Mohammed byłby chętnie zgotował podobny los drugiej swojej macosze, księżniczce serbskiej, nie śmiejąc jednak tego uczynić z obawy, aby ojciec jej, król Jerzy, nie wydał mu wojny, odesłał ją ojcu z wielu kosztownemi podarunkami, z obietnicą wypłacania jej pokaźnej pensji wdowiej i z zapewnieniem pokoju. Równocześnie zjawili się w Adrjanopolu posłowie cesarza bizantyńskiego Konstantyna i jego brata Dymitra, despoty Peloponnezu, z kondolencjami z powodu śmierci Murata. Mohammed przyjął ich łaskawie, przysiągł, że będzie żyć z nimi w pokoju, jak jego ojciec i obiecał posłowi Konstantyna wypłacać trzysta tysięcy asprów rocznie na utrzymanie przebywającego w Konstantynopolu tureckiego księcia Urchana, wnuka sułtana Sulejmana. Ten książę Urchan, spokrewniony z nowym sułtanem, był jedną z przyczyn dla których Mohammed postanowił zdobyć Konstantynopol, Grecy bowiem stale uważali go za pretendenta do tronu osmańskiego i chętnie byliby go wysunęli przeciw Mohammedowi, czem mu też istotnie zagrozili, gdy zaczął robić przygotowania do oblężenia Konstantynopola. Książę Urchan został Grekom wierny do samego końca i nie tylko nie opuścił zagrożonego miasta, ale walcząc mężnie, zginął w jego obronie. Wraz z posłami Konstantyna i Dymitra przybyli również do Adrjanopola posłowie wszystkich mniejszych i większych państw, zależnych od Padyszacha. Mohammed okazał się łaskawym dla wszystkich i ze wszystkimi zawarł pokój. Uspokojeni co do najbliższej przyszłości swych państw odjechali posłowie Dubrownika, Wołoszczyzny, Genueńczyków z Galaty, Chios i Mitylene, Rycerzy Rodyjskich, wreszcie posłowie namiestnika Węgier — Huniadego, z którym Mohammed zawarł na trzy lata pokój. Nie stawili się tylko posłowie księcia Ibrahimbega, władcy , państwa sąsiadującego z państwem tureckiem na południu. Książę ten sądził że Mohammed nie siedzi zbyt pewnie na tronie i dlatego nietylko nie chciał uznać jego władzy nad sobą, lecz, przeciwnie, dążył do oderwania od jego państwa prowincyj, zabranych mu przez Murata. Ale Mohammed w krótkiej wojnie pokonał go i zmusił go do zawarcia pokoju. Głównym motywem tej pokojowej Mohammeda było jego postanowienie wypowiedzenia wojny Konstantynowi, zdobycia Konstantynopola i zgładzenia Urchana, którego podczas wojny z Karamanem Grecy istotnie lekkomyślnie wysunęli jako pretendenta do tronu, żądając na roczne utrzymanie go nie trzystu, lecz sześciuset tysięcy asprów. Poselstwu, które z tem do jego obozu przybyło, Mohammed nie zdradził swego prawdziwego zamiaru, lecz odpowiedział chytrze, że wkrótce będzie w Adrjanopolu i tam chętnie wysłucha wszystkiego co dotyczy cesarza i jego miasta.
BUNT JAŃCZARÓW W BRUSSIE.
Istotnie, zawarłszy pokój z Ibrahimbegiem, czemprędzej pośpieszył na , tu jednak w Brussie spotkała go niespodziewana przykrość. Oto tłumnie wybiegli naprzeciw niego jańczarzy, groźnie i stanowczo domagając się podarunku z powodu jego wstąpienia na tron, grożąc wrazie odmowy buntem. Mohammed udawał, że nie rozumie czego od niego żądają, a wreszcie wręcz odmówił. Ale wtedy stronę jańczarów wziął Szahin, komendant gwardji rzezańców i Turachan. Przyciśnięty do muru przez tych dwóch dostojników Mohammed, dał jańczarom w darze dziesięć kies złota. Był to pierwszy podarunek sułtański, wymuszony na sułtanie gwałtem. Od tego czasu awantury takie powtarzały się za każdem wstąpieniem na tron nowego sułtana. Jańczarzy domagali się stale coraz to wyższych sum, grożąc w razie odmowy buntem i wywołując krwawe rozruchy, których nie można było uśmierzyć, ponieważ nie było potrzebnej ku temu siły zbrojnej. Mohammed był władcą bezwzględnym i srogim. Obawiając się jednakże większych trudności po swem wstąpieniu na tron, przez słabość swą okazaną wobec jańczarów, dał początek złu, które stale odtąd państwo tureckie gnębiło. Wściekły na , wezwał w kilka dni później ich Agę, czyli Głównego Komendanta, Kazandżi Tugana i w straszliwy sposób zbił mu pysk i wysmagał go harapem, częścią za to, że nie umiał utrzymać karności wśród swych ludzi, a częścią zato, że podczas wojny z Karamanem przedłożył fałszywe rejestry , to znaczy, że brał żołd na ludzi, których nie było. Na jego miejsce został mianowany Mustafabeg. W celu ostatecznego zduszenia buntu, wcielił Mohammed do korpusu jańczarów siedem tysięcy swych psiarzy, którzy dotychczas znajdowali się pod wyłączną komendą najwyższego urzędu łowczego, sobie zachowując tylko stu psiarzy i pięciuset sokolniczych. Nowi Jańczarzy z myśliwskiego korpusu zachowali sobie i nadal przydomek t. j. „psiarz“. Poskromiwszy w ten sposób bunt jańczarów, sułtan wybrał się w dalszą drogę na północ. O jańczarach dużo pisano, nie od rzeczy jednak będzie podać tu parę mniej znanych a ciekawych szczegółów. Na piekielny pomysł stworzenia korpusu regularnej piechoty z dzieci chrześcijan, wpadł Kara (czarny) Chalil Dżendereli, najwyższy sędzia wojskowy za czasów sułtana Urchana z początkiem XIV w. Nazwę, oraz kształt czapki, po której można ich było poznać i która ich od innych wojsk odróżniała, otrzymali od derwisza Hadżi Begtasza, założyciela jednego z największych zakonów tureckich. Mianowicie, sułtan Urchan w otoczeniu kilku żołnierzy — renegatów, odwiedził szeika Hadżi Begtasza, prosząc go o błogosławieństwo, sztandar i nazwę dla nowej formacji wojskowej. Szeik uciął rękaw swego płaszcza i włożywszy go na głowę jednego z renegatów tak, że rękaw zwisał z tyłu rzekł: — Imię wasze jest „Nowe Wojsko“ (po turecku: „Jeni“ — Nowy, „czeri“ — odział wojska), twarz wasza biała, ramię zwycięskie, szabla ostra, dzida przebijająca; powracać będziecie zawsze zwycięzcy i z łupem. — Na pamiątkę błogosławieństwa derwisza, jańczarzy nosili zawsze filcowe czapki kształtu rękawa od płaszcza; czapka taka nazywała się „kecze“, u oficerów, którzy mieli czapki kształtu cylindra „uskuf“. Z przodu była na czapce jańczara drewniana łyżka. Jako dowód dobrego i obfitego zaopatrzenia w żywność nowej formacji, tytuły oficerów wzięto z życia kuchennego. Tak więc pułkownik jańczarów nazywał się „czorbaszi“, t. j. „gotujący zupę“, niższy od niego rangą oficer „aszdżibaszi“ t. j. „naczelny kucharz“, dalej „sakabaszi“ t. j. „nosiwoda“. Na czerwonym jak krew sztandarze widniał srebrny półksiężyc i obosieczny miecz Omara. Świętością pułku był kocioł, w którym gotowano mięso. Zbierano się do koła niego nie tylko podczas jedzenia, ale na narady pułkowe. Mohamed II powiększył korpus jańczarów do dwunastu tysięcy, do dwudziestu tysięcy, IV do czterdziestu tysięcy ludzi. Według obliczeń specjalisty, od czasu stworzenia korpusu jańczarów aż do jego rozwiązania służyło w nim pół miljona chrześcijańskich dzieci.
RZĄDY MOHAMMEDA II W KONSTANTYNOPOLU. — ZDOBYCIE BELGRADU. — PODBÓJ GRECJI.
Oblężenie, zdobycie i rzeź Konstantynopola opiszemy już gdzieindziej, teraz powtarzać tego tu nie będziemy. Powiemy tylko, że Konstantynopol padł 29-go maja 1453 r. Już w trzy dni później po odmaszerowaniu armji i odpłynięciu floty, Mohammed, nowy pan Konstantynopola, zaczął sprawować w nim rządy. Zdobywca genjalny, posiadłszy miasto przez miecz, zapragnął czemprędzei utrwalić w niem swe panowanie polityczne. W tym celu rozkazał ogłosić, iż wszyscy mieszkańcy, którzy się z trwogi pochowali, mogą bez obawy wyjść ze swych kryjówek i żyć jak żyli dawniej. Takie samo ogłoszenie wydał odnośnie do zbiegów. Równocześnie rozporządził też, aby na miejsce zmarłego patryarchy wybrano i poświęcono nowego według dawnego zwyczaju i obyczaju. Za panowania cesarzy greckich obrzęd poświęcenia patryarchy polegał na tem, że nowoobranemu dostojnikowi wręczano złote berło wysadzone kosztownemi kamieniami i perłami i wsadziwszy go na konia z cesarskiej stajni, okrytego białym kocem i szkarłatnym czaprakiem, w otoczeniu całego kleru, przeprowadzano go z pałacu cesarskiego do pałacu patryarchy, gdzie całe duchowieństwo składało mu hołd. Tam cesarz wręczał mu berło w następujący sposób: sam cesarz siedział na tronie, otoczony całym świętym senatem z obnażonemi głowami. Pierwszy kapelan dworu odmawiał formułę błogosławieństwa, wielki Domestikos intonował hymn i Glorja, poczem śpiewał chór. Po ukończeniu nabożnych pień, cesarz wstawał, trzymając w prawej ręce berło, zaś nowoobrany patryarcha składał trzykrotny ukłon całemu zgromadzeniu, poczem padał przed cesarzem na twarz, cesarz zaś, podniósłszy nieco berło w górę, mówił: „Trójca Święta, która dała mi cesarstwo, nadaje ci patryarchat nowego Rzymu“. Mohammed pragnął, aby uroczystość poświęcenia nowoobranego patryarchy Gennadiosa odbyła się w tensam sposób. Zaprosił go do siebie na ucztę i konferencję i przyjął go z wielkimi honorami. Po dłuższej, w bardzo życzliwym tonie utrzymanej konferencji, kiedy nadeszła chwila w której miał w uroczystym pochodzie wyruszyć z pałacu cesarskiego do patryarchatu, Mohammed poprosił go, aby raczył przyjąć berło z jego rąk, odprowadził go aż na podwórze i mimo iż Gennadios wcale tego nie pragnął, a nawet próbował sobie wyprosić, sułtan kazał się do jego orszaku przyłączyć całemu swemu dworowi i odprowadzić go aż do synodu patryarchatu. Tak tedy jechał patryarcha grecki na sułtańskim w otoczeniu tureckich dostojników i rzezańców. Nie poprzestając na tem, sułtan przysłał mu odpowiedni dyplom, zapewniający mu zupełne bezpieczeństwo, autonomję oraz zwolnienie od podatków tak dla niego, jak i dla wszystkich jego wyższych duchownych dostojników. Dyplom ten zapewniał jeszcze Grekom inne swobody, a mianowicie: że kościoły ich nie będą zamieniane na meczety, że mogą bez przeszkód czynić zadość obrzędom swego Kościoła i że święta Wielkanocne mogą obchodzić z całą dotychczasową paradą, przyczem przez trzy noce tych świąt, bramy Fanaru, t. j. wyznaczonej Grekom na mieszkanie dzielnicy, mogą być otwarte. Następnego dnia zajął się Mohammed Genueńczykami z Galaty. Jak to pisaliśmy już gdzieindziej, chytrzy ci Włosi podczas oblężenia Konstantynopola służyli obu stronom; nie chcieli sobie zrażać ani sułtana, możliwego zdobywcy miasta, ani cesarza, który przecież mógł spodziewać się odsieczy. Ta podwójna gra nie zabezpieczyła im jednak . Mohammed kazał natychmiast sporządzić spis ludności Galaty, wyłamać drzwi do domów zbiegów, którzy uciekli na pokładzie genuańskich statków, ale nie plądrować, lecz spisać dokładnie inwentarz wszystkiego co się w nich znajduje, z tem, że o ile by właściciele nie powrócili do trzech miesięcy, mienie ich przypada skarbowi państwa. Mury Galaty od strony lądu rozkazał znieść, pozostawił tylko mury od strony . Za to gorliwie zaczął naprawiać zaniedbane i zburzone podczas oblężenia mury Konstantynopola. W krótkim czasie spędził do nowozdobytego miasta pięć tysięcy rodzin z Synopy, Trebizondy i Asprokastron, zagroziwszy karą śmierci kolonistom, którzyby do w przeciągu wyznaczonego czasu nie przybyli. Jeden z jego niewolników, Sulejman, czuwał nad tem, aby spro- wadzający się do Konstantynopola nowi koloniści aż do września pracowali przy naprawie murów, poczem dopiero wolno im było zająć wyznaczone sobie a pozostałe po zbiegach greckich mieszkania. Na wieść, iż szlachta grecka, która szlachectwa swego będzie mogła , otrzyma od rządu tureckiego odrębne przywileje oraz dobrze płatne stanowiska, wróciła do Konstantynopola także i grecka magnaterja. Istotnie Mohammed postarał się dla tych zbiegów o odrębne przywileje, a mianowicie wszystkich kazał pościnać. Dwudziestego dnia po zdobyciu Konstantynopola, wyruszył Mohammed do Adrjanopola, wlokąc za sobą długi orszak szlachetnie urodzonych dziewic greckich, kobiet i młodzieniaszków, oraz olbrzymią karawanę wozów przepełnionych łupami. Wśród branek znajdowała się także żona wielkiego księcia Rotarasa, którego rodzinę Mohammed wymordował a syna zhańbił. Teraz zachciało mu się jeszcze i zhańbić jego żonę. Ta cnotliwa kobieta umarła jednak po drodze we wsi Mezene, gdzie też została pochowana. Wśród jeńców znajdował się także były Wielki Wezyr sułtana, Chalil Dżendereli — pra-prawnuk twórcy i organizatora korpusu jańczarów, Kara Chalila Dżendereli, czwarty już z tej rodziny Wielki Wezyr Porty oskarżony, nie bez słuszności zresztą, o sprzyjanie Grekom i przekupstwo. Dziesiątego lipca, t. j. w czterdzieści dni po aresztowaniu, został ścięty, a sto dwadzieścia tysięcy dukatów przeszło z jego skarbca do skarbca sułtana. Także koledzy jego po urzędzie, Jakób i Mohamed-pasza zostali obrabowani z całego swego mienia, zaś krewnym ich i przyjaciołom polecił sułtan delikatnie przywdziać po nich żałobę. Z Adrjanopola wysłał Mohammed listy zwycięskie z wieścią o zdobyciu Konstantynopola do szacha sułtana Egiptu, szefira Mekki i innych władców mahometańskich, co w świecie Islamu jemu, dwudziestoletniemu władcy, zjednało wielki mir. Równocześnie, odwzajemniając się za gratulacje sąsiadującym z jego państwem państwom chrześcijańskim, wyprawił do nich poselstwa z żądaniem podniesienia wpłacanego dotychczas haraczu. I tak od despoty serbskiego zażądał dwunastu tysięcy dukatów rocznie, od despoty Peloponnezu dziesięciu tysięcy, od genueńskich władców Chios i Lesbos sześciu i trzech tysięcy, od Trebizondy i innych państewek leżących na brzegu Morza Czarnego zażądał co rok poselstwa i dwóch tysięcy dukatów, zaś Dubrownikowi, którego haracz wynosił tysiąc pięćset dukatów, podwoił tę sumę za to, że republika dała u siebie schronienie takim zbiegom greckim, jak Komnenowie, Laskarowie, Paleolodzy i Kontakudzeni, że nie odmówiła gościnności tak znakomitym uczonym, jak Jan Laskaris, Dymytr Chalkondylas, Teodor Spanduginus i Paweł Tarchaniotes, którym udzielała wsparć i dopomogła do podróży na dwór Lorenca Medyceusza. Aczkolwiek sułtan nie wypowiedział dotychczas wojny ani Wielkiemu Mistrzowi Rycerzy Rodyjskich, ani weneckiemu doży, zażądał jak od jednych, tak i od drugich poselstw, w celu ułożenia warunków, utrzymania dalszego pokoju. Posłowie despoty serbskiego stawili się z żądanym haraczem już w sierpniu, przyczem wspomagali jałmużną greckich jeńców a także wykupili z niewoli sto mniszek. Załatwiwszy w ten sposób najważniej- sze sprawy, zwrócił Mohammed baczną uwagę na to, co się dzieje w Grecji. Panowało tam mianowicie obok rozmaitych mniejszych, większych książąt i hrabiów dwóch despotów, rodzonych braci ostatniego Konstantyna Paleologa, mianowicie, Dymitr i Tomas. Podczas oblężenia Konstantynopola wysłał do Peloponnezu silny korpus, który pustoszył tę i w ten sposób nie pozwalał Grekom pośpieszyć z pomocą Konstantynowi. Dręczeni przez przeważające siły tureckie sprowadzili sobie na pomoc Albańczyków, z którymi się jednak po pewnym czasie poróżnili tak, że Albańczycy, zająwszy niektóre miasta i twierdze, prowadzili z nimi otwartą wojnę. Tu dodać musimy że Albańczycy, podobnie jak Szwajcarzy, ubodzy dzikich gór, chętnie najmowali się całemi oddziałami do służby wojskowej. Nie był to jednak sojusznik lojalny i nieraz dopuszczał się nie tylko zdrad, ale także napadał na tych, którym miał pomagać. Albańczycy walczyli jako najemnicy na wszystkich pobojowiskach wschodniej Europy, tak w służbie greckiej, tureckiej, jak też w króla neapolitańskiego. Mimo że się wciąż przeciw Turcji buntowali, pełno ich było tak w tureckich urzędach, jako-też przedewszystkiem w tureckiej Despoci nie tylko nie mogli dać sobie rady z Albańczykami, ale w dodatku poróżnili się między sobą. Powstał taki chaos, że niepodobna było obejść się bez Turków. Zmiarkował to Chasan, generał turecki, komendant armji oblegającej Korynt. Widząc co się dzieje, zwrócił się do sułtana z prośbą o interwencję w Grecji w imię ładu i spokoju publicznego. Mohammed wysłał na jego prośby do Grecji Turachana z silnym korpusem wojska. Turachan zawezwał do siebie władców i despotów greckich i w przemówieniu nakłaniał ich do zgody i wspólnego wystąpienia przeciw Albańczykom. Istotnie, dzięki pomocy tureckiej Albańczyków starto, ale despoci nie pogodzili się, spiskowali wciąż przeciw sobie i wzywali pomocy tureckiej nie wiedząc, że w ten sposób działają tylko na własną zgubę. O co szło greckim despotom? Po śmierci najstarszego brata Konstantyna cesarza bizantyńskiego, archonci Poloponnezu zamierzali okrzyknąć cesarzem rezydującego w Sparcie Dymitra, któremu tron należał się według starszeństwa. Na to w żaden nie chciał zgodzić rezydujący w Patras młodszy brat Tomasz, który obstawał przy utrzymaniu podziału Peloponnezu zagrożonego przez zbuntowanych znowu Albańczyków. Ten gwałtowny i chciwy władzy despota nie ustępował co do okrucieństwa . Chcąc zawładnąć Achają i Glarencą, zwabił do siebie panującego tam krewnego swego wraz z synami i wtrąciwszy go do więzienia, zamorzył go głodem. Jego zięciowi kazał poobcinać ręce, uszy, nos i wydrzeć mu oczy. Teodora Bokali, jednego z największych właścicieli ziemskich w Peloponnezie pozbawił majątku i wzroku. Zamierzał również oślepić jednego z pretendentów mianowicie, Emanuela Kantakuzena. Ten jednak nie dał się wciągnąć w zasadzkę, ale stanąwszy na czele zbuntowanych Albańczyków i zmieniwszy imię swoje i swej żony na albańskie, spustoszył doliny i zamknął obu despotów, Dymitra i Tomasza w Sparcie i w Patras. Tę chwilę uznał Mohammed za odpo- wiednią do interwencji zbrojnej. maja 1458 r. wyruszył na czele wielkiej armji ku Peloponnezowi, dążąc przedewszystkiem do zniesienia band albańskich. Tarzos wziął bez boju, ale mimo to jako łup wybrał dla siebie trzystu chłopców, a kiedy część Albańczyków wziętych do niewoli chciała uciekać, kazał dwudziestu z nich zmiażdżyć maczugą kostki u nóg i przeguby u rąk i tak ich porzucić. Kolejno zdobywał sułtan jedno miasto, po drugim, niszcząc kraj ogniem i mieczem, biorąc w jassyr i hańbiąc ludność, aż wreszcie Albańczycy zostali zupełnie rozbici a despoci zmuszeni do zawarcia pokoju, przyczem Dymitr musiał sułtanowi oddać do haremu swą córkę. Dzięki intrygom jakie robił władca Aten i to miasto wpadło w ręce Mohammeda. Wkrótce despoci znowu się zbuntowali, ale pokonani musieli się poddać. Dymitr odzyskał łaskę sułtańską, kiedy jednak, dotrzymując dawnej obietnicy, chciał córkę swą przysłać do haremu, sułtan odpowiedział, że nie uważa jej za godną tego zaszczytu. Wreszcie despota Dymitr został osadzony w mieście Ainos, którego dochody miały mu wystarczyć na utrzymanie; córce jego odebrał sułtan jedynego rzezańca, którego strażą dotychczas ją zaszczycał. Despota Tomasz uciekł do Rzymu z relikwią, którą uważał za majątek — a mianowicie z głową św. Andrzeja. Cała Grecja znalazła się w rękach Mohammeda. W przerwach między jedną a drugą wyprawą do Grecji, wojował Mohammed z Serbią. Oświadczył poprostu despocie Serbji Jerzemu, że jego kraj nie jest jego własnością, lecz sułtańską i że żąda, żeby on mu go oddał. Jerzy udał się z prośbą o pomoc do Huniadego. Węgrzy przeszli przez Dunaj, spustoszyli północną część Serbji i nie starłszy się ani razu z Turkami, wrócili. Tymczasem Mohammed zajął Sofję i pozostawiwszy tam większą część armji, wtargnął do Serbji na czele dwudziestu tysięcy lekkiej kawalerji. Łupem tego „raidu“ stało się kilka miast i mnóstwo wziętej do niewoli ludności, kiedy jednak Jerzy i Huniady pobili jednego generała Mohammeda, a nawet wzięli go do niewoli, zawarto na jakiś czas . (1454). W dwa lata później Mohammed uderzył na Belgrad. W czerwcu 1456 r. sta- nął pod miastem z armją liczącą 150 tysięcy ludzi i przeszło 300 działami, z których 22 miały długość 27 stóp; prócz tego siedm olbrzymich moździerzy rzucało na miasto olbrzymie kule kamienne. Ponieważ w Europie wiedziano, że Mohammed robi przygotowania do zdobycia Belgradu, ogłoszono krucjatę, dzięki czemu około 60 tysięcy ludzi pospieszyło Serbji na pomoc. Była to armja licho zorganizowana i nędznie uzbrojona, ale na czele jej stał słynny kaznodzieja Jan Kapistran, którego płomienna wymowa zagrzewała do boju tak, iż lichy żołnierz krzyżowy bił się jak lew. Huniady na czele dwustu statków rozbił na Dunaju rzeczną flotę turecką, zaś na lądzie gwałtowny szturm przypuszczony do Belgradu, został odparty. Niedość na tem: Kapistran na czele tysiąca krzyżowców wypadł z miasta i rzucił się z taką furją na baterję oblężniczych dział, że przerażeni Turcy zaczęli uciekać. Mohammed ujrzawszy swą artylerję w niebezpieczeństwie sam skoczył w bój, został jednak ranny w udo. Jańczarzy polegli, lub uciekli, generał ich, Hasan — padł. Wprawdzie kawalerja turecka odparła krzyżow- ców, ale armja turecka była w popłochu, tak, że Mohammed musiał zmykać. się dopiero w Sofji, którą w krótkim czasie zapełniły setki wozów z rannymi. Tam czausze i rzezańcy batami powstrzymywali uciekające oddziały, które Mohammed kazał bez litości dziesiątkować. Stracił pod Belgradem trzysta dział i 24 tysiące żołnierzy. Niestety, w dwa tygodnie po tem zwycięstwie umarli Huniady i Kapistran. Żeby jakoś hańbę klęski zatrzeć, urządził Mohammed w następnym roku wspaniałe igrzyska, festyny z okazji obrzezania dwóch swoich synów. Naiwny czasem jak dziecko, mimo całego swego myślał, że naród olśniony widowiskami, zapomni o klęsce. Pozatem oddawał się rozpuście i pił więcej niż zwykle. Tymczasem zmarł Jerzy serbski, a na tron wstąpił po nim najmłodszy jego syn Łazar, który natychmiast wypędził dwóch swoich oślepionych przez Mohammeda starszych braci i otruł matkę, a wyzbywszy się w ten sposób niebezpiecznych spółzawodników, zapłacił sułtanowi haracz w wysokości 20 tysięcy funtów złota i zaczął panować, ale już w drugim miesiącu swego panowania umarł. Jeszcze przed jego śmiercią ciotka jego, sułtanka-wdowa Mara, uciekła wraz ze swym bratem Grzegorzem i wujem Tomaszem Kantekuzenem do sułtana, na którego rzecz zrzekła się swych praw do tronu serbskiego, zaco on wyznaczył jej na siedzibę Jassowo niedaleko góry Atos. W 1459 roku Serbja, zupełnie zniszczona nowemi wyprawami Mohammeda, stała się prowincją turecką.
POGROM KULTURY GRECKIEJ.
Siedm lat minęło od czasu zdobycia Konstantynopola zanim Mohammed znowu stanął na brzegu azjatyckim, do tego stopnia zajęty był podbojem Grecji, wojnami z Serbja, Albanją. O wojnach z Albanją i jej bohaterze Skanderbegu opowiedzieliśmy gdzieindziej Serbja została zdobyta, ale Albanja broniła się jeszcze. Panowanie greckie w Pelloponnezie zostało złamane, ale w Trebizondzie wciąż jeszcze panował cesarz z rodu Komnenów, na gruzach bizantyńskiego państwa, zaś Mohammed żywiołowo nienawidził tych starych arystokratów greckich, jak też i całą kulturę grecką. Teraz, stawszy się panem Konstantynopola, Grecji i Serbji, postanowił skończyć z Trebizondą a przy tej sposobności sięgnąć i po Synopę — stolicę państwa Isfendjarów i Amastrys, stolicę posiadłości genueńskich nad Morzem Czarnem. Przez te dwa miasta wiodła droga do Trebizondy. Okoliczność, że każde z tych miast miało innego władcę, wielce sprzyjała planom Mohammeda, ponieważ na widok nowych zbrojeń na morzu i na lądzie nikt nie mógł domyślić się przeciwko komu są one skierowane, czy przeciw Genueńczykom z Amastrys, Turkom w Synopie lub Grekom w Trebizondzie. Żywiąc wojownicze zamiary przeciwko wszystkim trzem miastom, Mohammed otwarcie wystąpił tylko przeciw Genueńczykom, którym wypowiedział Mianowicie, Genueńczycy wyprawili do niego poselstwo, prosząc go o zwrot Galaty, a ponieważ sułtan odmówił, zagrozili mu wojną, którą on przyjął. Teraz zamiast zwrócić im Galatę, postanowił zabrać Amastrys. Wielki Wezyr Mahmed-pasza dowodził flotą składającą się ze stu pięćdziesięciu statków. Nie były to już dawne feluki, któremi Mohammed swego czasu napróżno straszył genueńskie galery, ale okręty o pojemności kilkuset ton. Sam sułtan prowadził lądem armję za którą szły tabory podobne do olbrzymich karawan, z niezliczonemi mułami, osłami i wielbłądami. Amastris, zwana później Amassra a kiedyś Sezam, leżała na małym półwyspie i posiadała dwa porty. Ze względu na przecudne położenie oraz prześliczne gmachy już od Plinjusza młodszego otrzymała nazwę Oka Świata. Miasto to mimo że dobrze było bronione przez doskonale utrzymane mury i posiadało odpowiednią artylerję, tchórzliwi kupcy genueńscy oddali bez boju na pierwsze wezwanie Mohammeda. Sułtan pozostawił w mieście jedną trzecią część ludności, zaś dwie trzecie przeniósł jako kolonistów do Konstantynopola, przyczem nieomieszkał wybrać sobie najpiękniejszych chłopców jako paziów. Kiedy Mohammed w lecie 1461 r. wyruszył na tę wyprawę, nikt nie znał prawdziwego jej celu. Jednemu ze swych dworzan, który miał odwagę zapytać go o to, odpowiedział: — Gdyby moja broda domyślała się, co zamierzam, wyrwałbym ją i spalił. — Z Brussy, gdzie przez jakiś czas musiał czekać na ostateczne wyekwipowanie floty Mahmuda, napisał list do Izmailbega, władcy Synopy, którego niedawno gościł na uroczystości obrzezania swych synów, z żądaniem zaopatrzenia floty we wszystko potrzebne a także i w pieniądze; w drugim liście zażądał aby Izmailbeg wysłał naprzeciw niego swego syna Hassana do Angory. Izmailbeg, którego brat, Kizil-Ahmed znajdował się w obozie sułtana, uczynił zadość wezwaniu i syna swego, Hassanbega do Angory przysłał. Mohammed przyjął go łaskawie i odprawił go z następującą odpowiedzią: — Powiedz ojcu, że bardzo pożądam jego miasta Synopy; jeżeli mi je odda, dam mu za to wielkorządztwo Filipopolis. Jeśli mu tego zamało, wkrótce sam z nim pomówię. Przerażony Izmailbeg nie tylko oddał bez boju Synopę, ale nawet kiedy Mohammed wjeżdżał do miasta, chciał go pocałować w rękę. Nie do tego sułtan, lecz zsiadłszy z konia, uściskał go i nazwał swym starszym bratem. Tak bez boju poddała się Synopa warowna z natury i przez sztukę inżenierów, zbrojna w czterysta dział i dwa tysiące artylerzystów. Wśród statków znajdujących się w porcie, a zdobytych przez Mohammeda, znajdował się największy statek owych czasów, oczywiście największy po statkach budowanych przez wenecjan i króla Alfonsa z Tarrakony, który pierwszy zbudował statek liczący cztery tysiące ton. Statek, zdobyty przez Mohammeda, miał dziewięćset ton, a co więcej — pływał, podczas gdy statki budowane przez wenecjan i króla neapolitańskiego, dochodzące do pojemności czterech tysięcy ton, zwykle już w porcie tonęły. Mohammed, który kochał się w zuchwałych przedsięwzięciach, zbudował też okręt pojemności trzech tysięcy ton, ale i ten statek, podobnie jak i neapolitański, zatonął w porcie, zanim mógł wypłynąć na pełne . Zawładnąwszy Synopą, ruszył Mohammed w głąb lądu, jak gdyby dążył ku państwu dynastji „Białego Kozła“, a nie ku Trebizondzie. Armja ciągnęła przez kraje zamieszkałe przez Ormian, których też w straszny sposób gnębiono. Mohammed zagarnął tam dla siebie znowu mnóstwo najpiękniejszych chłopców i dziewcząt, a przeszedłszy góry, nagle skręcił ku Trebizondzie. Było to miasto słynne ze swych znakomitych płodów i owoców. Gruszki z Trebizondy są niemniej sławne, jak jabłka z Synopy lub też czeresznie z Kerassos, a kilka gatunków ryb poławianych tylko w Trebizondzie, cieszy się wśród smakoszów niemniejszą sławą jak tuńczyki z Synopy. Bezsilni władcy tak zwanego cesarstwa Trebizondy, otoczeni ze wszystkich stron przez państwa znacznie potężniejsze, starali się zapewnić sobie bezpieczeństwo za pomocą związków małżeńskich. Księżniczki swe słali nie tylko do Bizancjum, ale także do haremów książąt z dynastji „Białego“ czy „Czarnego Kozła“ wnuków Timurlenka i innych barbarzyńców. Ostatnim cesarzem Trebizondy był Dawid, z dynastji Komnenów. Kiedy przed Trebizondą stanęła flota turecka, admirał Mahmud-Basza starał się przekonać cesarza, że obrona miasta mogłaby dać tylko ujemne wyniki. Dawid nie chciał się poddać, mimo, iż opis życia despoty Dymitra w mieście Ainos w ponętnych barwach przedstawiony przez Mahmuda, wywarł na nim odpowiednie wrażenie. Wtem zjawił się pod murami sułtan, który przemówił poprostu: — Albo odejdziesz wolno ze wszystkiemi swemi skarbami i całą służbą, albo stracisz wszystko wraz z życiem. Na tak lakoniczne wezwanie cesarz odpowiedział bezwłocznem poddaniem się. Załadowano go natychmiast wraz z całą rodziną i odesłano do Konstantynopola, miasto i kraj obsadzono jańczarami a także azabami. Młodzież trebizondzką rozdano między spachów, syldarów i jańczarów a częściowo oddano jak zwykle na służbę Mohammedowi. Cesarz Dawid, uszczęśliwiony łaskawem obejściem się z nim Mohammeda, ofiarował mu swą córkę do haremu, sułtan jednak wzgar- dził tą ofiarą i córkę jego odrzucił. Najmłodszy syn Dawida przyjął Islam i wstąpił do służby Mohammeda w Adrjanopolu. Tu u wrót pałacu sułtańskiego spotkali się wreszcie dwaj ostatni książęta Bizantyńskiego cesarstwa. Dymitr — despota Poloponnezu i Dawid Komnen — cesarz Trebizondy, obaj ojcowie córek ofiarowanych sułtanowi, a któremi on wzgardził i obaj utrzymankowie swego wroga. Dymitr Paleolog został mnichem, a co więcej, dożył zgładzenia całej rodziny Dawida. Wskutek jakiejś intrygi haremowej Mohammed uwięził całą rodzinę cesarza Dawida, mianowicie jego samego, jego brata Aleksego, jego , oraz siedmiu synów Dawida. Ósmego syna poturczeńca, oszczędzono. Cała rodzina została w Konstantynopolu ścięta, zaś księżniczka Anna, którą cesarz Dawid ofiarował Mohammedowi za jedną z żon, została wzięta do haremu jako niewolnica. Synowie najwyższych urzędników i dostojników Trebizondzkich musieli wstąpić do szeregów jańczarów, a trebizondzkie panny rozdał sułtan swym synom i paziom, najpiękniejsze tylko wziąwszy do swego haremu jako . Jedna tylko cesarzowa Helena z Trebizondy cierpiała i umarła jak bohaterka. Wbrew zakazowi cesarza, który rozkazał aby nikt nie śmiał się do ciała pomordowanych, żeby nie płoszyć ptactwa i psów, którym na pastwę zwłoki rzucono, dzielna ta kobieta we włosienicy tylko i z rydlem w ręce, udała się na miejsce męki swych dzieci i swego męża, wykopała grób i broniąc przez cały dzień od psów i kruków dziesięć trupów, pogrzebała je w nocy, poczem wkrótce z bólu umarła. Tak skończyło się panowanie bizantyńskich władców na wschodzie i na zachodzie, w hańbie i krwi.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Mohammed II.
