Read here

Melancholia

Kazimierz Przerwa-Tetmajer · 1899 · Free in the US

33,657 words · about 2 h 21 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1899 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Melancholia&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Language
Polish
Published
1899
Length
33,657 words · about 2 h 21 min
Sections
3 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (3)
  1. Front matter about 11 min
  2. I about 1 min
  3. II about 2 h 9 min

Continue:

Front matter

KAZIMIERZ PRZERWA-TETMAJER

MELANCHOLIA

(Z portretem autora).

I

O śmierci! biała i cicha śmierci: jesteśmy sami ze sobą, we dwoje, jak para kochanków — czemuż ust nie zbliżysz mi ku ustom? Widzę cię — siedzisz na mojem łóżku, z którego przed chwilą wstałem, biała, cicha, w białe muśliny owiana, z różowemi ustami i pełnemi uśmiechu błękitnemi oczyma — — o jakżeś śliczna! Czy tam przyjdziesz wziąć mnie w uściski? Dlaczegóż nie zbliżasz się ku mnie, oblubienico moja, piękna moja? Twoje włosy wonne, ich woń czuję nozdrzami, twoje ciało miękkie, ciepłe, w łukach rozkosznych gięte — — dlaczegóż niezbliżasz się ku mnie? W oczach twoich, w uśmiechu ust twych widzę miłość i pragnienie; ty kochasz mnie i pragniesz. Dlaczegóż nie przybliżysz się ku mnie? I tylko cicho siedzimy we dwoje, wiedząc o sobie, patrząc na siebie i pragnąc się nawzajem — o jakżeś piękna, o śmierci!... Ja nie mam sił do ciebie pójść — zaiste! czekam cię! zaprawdę mówię ci: czekam cię! Przyjdź! Potwór o trupiej głowie, suchych, kościanych rękach, wampir, który krew z żył ssie, który zabija myśl, zwęgla serce, gruchoce i miażdży duszę i ciało, na drzazgi rozbija wolę i moc, to straszne, wściekłe zwierzę, które się życiem nazywa, czołga się znowu ku mnie — — ah! dasz-że mnie znów gryźć, dasz-że mi znów ginąć, konać i umrzeć niemóc?... Ja nie chcę już tej męki! Już nie mam sił!... I po co?... Cicha i blada uśmiechasz się do mnie. Róże na twojej głowie, róże w twych dłoniach, ciało twoje pełne, wspaniałe, piersi twoje lekko falują, a biodra zdają się drżeć do dotknięcia — — i jakaś zieleń się koło ciebie roztacza, jakieś niebo błękitne, gaje, kwiaty, słońce — — tak sobie malarze wiosnę, albo życie marzą, o śmierci! Patrz na mnie, patrz, patrz i uśmiechaj się — abym się rozmiłował w tobie do ostatka, abym niepomny niczego, na nic nie bacząc, o nic nie dbając, runął w objęcia twoje, w twoje białe wonne ramiona, ku twoim ustom różanym i wonnym — — o śmierci!...

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…