Front matter
KAZIMIERZ PRZERWA-TETMAJER
MELANCHOLIA
(Z portretem autora).
I
O śmierci! biała i cicha śmierci: jesteśmy sami ze sobą, we dwoje, jak para kochanków — czemuż ust nie zbliżysz mi ku ustom? Widzę cię — siedzisz na mojem łóżku, z którego przed chwilą wstałem, biała, cicha, w białe muśliny owiana, z różowemi ustami i pełnemi uśmiechu błękitnemi oczyma — — o jakżeś śliczna! Czy tam przyjdziesz wziąć mnie w uściski? Dlaczegóż nie zbliżasz się ku mnie, oblubienico moja, piękna moja? Twoje włosy wonne, ich woń czuję nozdrzami, twoje ciało miękkie, ciepłe, w łukach rozkosznych gięte — — dlaczegóż niezbliżasz się ku mnie? W oczach twoich, w uśmiechu ust twych widzę miłość i pragnienie; ty kochasz mnie i pragniesz. Dlaczegóż nie przybliżysz się ku mnie? I tylko cicho siedzimy we dwoje, wiedząc o sobie, patrząc na siebie i pragnąc się nawzajem — o jakżeś piękna, o śmierci!... Ja nie mam sił do ciebie pójść — zaiste! czekam cię! zaprawdę mówię ci: czekam cię! Przyjdź! Potwór o trupiej głowie, suchych, kościanych rękach, wampir, który krew z żył ssie, który zabija myśl, zwęgla serce, gruchoce i miażdży duszę i ciało, na drzazgi rozbija wolę i moc, to straszne, wściekłe zwierzę, które się życiem nazywa, czołga się znowu ku mnie — — ah! dasz-że mnie znów gryźć, dasz-że mi znów ginąć, konać i umrzeć niemóc?... Ja nie chcę już tej męki! Już nie mam sił!... I po co?... Cicha i blada uśmiechasz się do mnie. Róże na twojej głowie, róże w twych dłoniach, ciało twoje pełne, wspaniałe, piersi twoje lekko falują, a biodra zdają się drżeć do dotknięcia — — i jakaś zieleń się koło ciebie roztacza, jakieś niebo błękitne, gaje, kwiaty, słońce — — tak sobie malarze wiosnę, albo życie marzą, o śmierci! Patrz na mnie, patrz, patrz i uśmiechaj się — abym się rozmiłował w tobie do ostatka, abym niepomny niczego, na nic nie bacząc, o nic nie dbając, runął w objęcia twoje, w twoje białe wonne ramiona, ku twoim ustom różanym i wonnym — — o śmierci!...
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Melancholia.
