Szkic historyczno-religijny
PAWEŁ HULKA-LASKOWSKI
SZKIC HISTORYCZNO-RELIGIJNY.
NAKŁADEM SPÓŁDZIELNI WYDAWNICZEJ „BEZ DOGMATU“.
Zakł. Graf. B. Pardecki i S-ka z o. o. Warszawa, Pańska 4.
Szkic historyczno-religijny
PAWEŁ HULKA-LASKOWSKI
SZKIC HISTORYCZNO-RELIGIJNY.
NAKŁADEM SPÓŁDZIELNI WYDAWNICZEJ „BEZ DOGMATU“.
Zakł. Graf. B. Pardecki i S-ka z o. o. Warszawa, Pańska 4.
Izyda z Dzieciątkiem Horus.
(Wedle Riehma).
Według teologji rzymsko-katolickiej Matka Jezusa jest Bogarodzicą, współzbawicielką, zawsze dziewicą (Dei genitrix, corredemptrix, semper virgo). Prócz tego nazywana jest Królową niebios. Dla badacza, orjentującego się w materjale historyczno-religijnym, Marja Matka Jezusowa, Marja Dziewica i wreszcie Marja, Królowa niebios to trzy różne postaci stopione w postaci jednej przez synkretyzm religijny. Że katolicyzm jest produktem synkretyzmu religijnego, o tem wypowiedzieli się już dawno zarówno uczeni badacze jak i teologowie katoliccy. Tak np. wybitny teolog i katolicki modernista angielski, ks. Tyrrell, wypowiedział się w tej sprawie w sposób wprost nieoczekiwanie szczery: „Katolicyzm jako religja, jako jedna z wielkich religji świata, jest starszy od Chrystusa; jest on tak stary, jak ludzkość sama... Katolicyzm jest tylko najpotężniej rozwiniętą gałęzią na drzewie, którego korzenie tkwią w głębi ludzkości...“ — „Zdaje się, że to, z czego tak często czyni się zarzut kościołowi katolickiemu, a mianowicie, jego wieloraka łączność z religjami niechrześcijańskiemi, z żydostwem, pogaństwem grecko-rzymskiem i egipskiem, oraz ze wszystkiemi zależnemi od nich tworami, — jest właśnie jednym z największych jego tytułów do chwały i najprzedniejszym przymiotem. Miło jest czuć, jak soki z utajonych korzeni ogromnego drzewa życia krążą w żyłach na- szych. To czucie, ta świadomość ostatecznej jedności ze wszystkiemi religjami świata, uznanie, że wszystkie one, choćby nie wiem jak słabo, oświecone są jednym i tym samym blaskiem Logosu, który bezustannie podejmuje walkę z najgęstszemi mrokami — to właśnie znaczy być katolikiem. Znaczy to wznieść się ponad ducha ciasnej wyłączności i sekciarstwa, nie popadając zarazem w obojętność; znaczy to być uczniem Tego, który mniemając, że zbawienie należy się żydom, u samarytan i pogan znajdował wiarę tak silną, jak nigdzie w Izraelu“. Niezależnie od niego wielki psycholog niemiecki W. Wundt, badając katolicyzm rzymski innemi metodami, niż Tyrrell napisał w wielkiem swojem dziele poświęconem psychologji ludów, że katolicyzm „jednolitą religją już nie jest, raczej bowiem możnaby go uważać za encyklopedję wszystkich religji, jakie ludzkość kiedykolwiek wyznawała i jeszcze wyznaje. Ogarnia on bowiem wszystko: kult duchów i niższe bóstwa ochronne różnego rodzaju wraz z łączącemi się z nimi szczątkami prastarego fetyszyzmu. Śród tych składników prastarej religji naturalnej stoi boska postać Chrystusa, otoczona mnóstwem ceremonji magicznych, jakie rozwinęły się w misterjach antycznych; wreszcie obok misterjum głównego istnieją tu kulty osobne Matki Boskiej, apostołów, świętych. Jest to wielobóstwo, jakiego świat nie oglądał bodaj nawet w kultach greckich, okazujące się i pod tym względem prawym spadkobiercą misterjów orfickich, że czyni zadość potrzebie wiernych stojących na wyżynach kultury duchowej i nie sprzeciwia się, gdy treść kultu i dogmatów objaśniają oni sobie filozoficznie, i że nawet wiedzy otwiera swoje podwoje, gdy ta dość długo w nie pukała“. Niemniej godnym poznania pod tym względem jest głos uczonego polskiego, Tadeusza Zielińskiego, który, kończąc swoją rozprawę o Rzymie i jego religji, tak się wyraża: „Istnieje w Rzymie współczesnym kościół starodawny, bogaty w pomniki wielu wieków; zowie się Santa Maria sopra Minerva. Nazwa ta pochodzi stąd, że kościół zbudowano na fundamentach świątyni Minerwy, wzniesionej przez cesarza Domicjana i następnie zapadłej w gruzy, a może zburzonej podczas wprowadzenia chrześcijaństwa. Sądzę, że w naiwnej szczerości swej ma ona oprócz zwykłego, jeszcze inne, sym- boliczne znaczenie: kto ogarnął rozwój religji rzymskiej od jej najstarożytniejszych korzeni, kryjących się w mroku zamierzchłych stuleci, aż do dnia dzisiejszego, ten dla niej lepszego nie znajdzie miana, jak Takich głosów najwybitniejszych uczonych wszystkich narodów moglibyśmy przytoczyć setki na dowód, że katolicyzm rzymski jest produktem synkretyzmu. Dzięki temu synkretyzmowi powstał w jego łonie kult Matki Boskiej i królowej niebios, ściśle acz anachronicznie zespolony z postacią Marji, Matki Jezusowej. O Marji wiemy wprawdzie niewiele, ale wiemy jednak dość, aby zdać sobie sprawę, że na podstawie tego, co o niej napisali ewangeliści, dzisiejszy kult Królowej niebios powstać nie mógł. Możemy się zgodzić z Tyrrellem, że jest on starszy od Chrystusa i chrześcijaństwa, a mianowicie starszy o całe tysiąclecia. Nawet w tak ekskluzywistycznej religji, jaką była żydowska monoteistyczna religja Jehowy, kult Królowej niebieskiej znajdował gorliwych zwolenników wbrew bezwzględnym wystąpieniom proroków. Czytamy o tem u Jeremjasza (7, 17-18): „Azaż sam nie widzisz, co oni broją w miastach judzkich i po ulicach jeruzalemskich? Synowie zbierają drwa a ojcowie rozniecają ogień, a żony ich rozczyniają ciasto, aby czyniły placki królowej niebieskiej, i sprawowały mokre ofiary bogom cudzym, aby mnie do gniewu pobudzali“. W rozdziale 44 tegoż proroka czytamy, że niewiasty żydowskie rezolutnie broniły wobec proroka prawa swego do tego kultu i powoływały się na to, że Królowej niebios składają ofiary z wiedzą swoich mężów. To więc bałwochwalstwo, które gromił prorok, obciążało nietylko niewiasty judzkie, lecz i mężczyzn. Że nie chodzi tu o jakieś możliwe nieporozumienie na tle tłumaczenia z hebrajskiego, tego dowodzi tekst Vulgaty, która odpowiednie słowo hebrajskie tłumaczy dosłownie: Regina coeli, czyli Królowa niebios. Niemey tłumaczą: Himmelskönigin, Francuzi: reine des cieux. Są to więc te same pojęcia, których dzisiaj używa się w krajach katolickich. Najznakomitsi uczeni współcześni stwierdzają zgodnie, że we wszystkich niemal religjach świata istniał kult Królowej niebios, albo Królowej niebios i gwiazd. Znał go starożytny Egipt i starożytna Babilonja, Indje i Chiny, Azja Mniejsza, Syrja, Grecja, Italja. Ze wschodu wędrował on niepowstrzy- manie na zachód i północ; popadły w zapomnienie kulty przeróżnych bóstw, a on rósł i potężniał. W krajach katolickich jeszcze dzisiaj można znaleźć ludzi, którzy niewiele wiedzą o Bogu czy Chrystusie, ale niepodobna byłoby znaleźć śród najciemniejszych analfabetów, takich, którzy nie wiedzieliby o Dziewicy Marji, Przenajświętszej Panience, Królowej niebios. Postać Matki Boskiej przesłania wszystkie inne wyobrażenia religijne. W wiekach średnich śpiewacy nazywali ją boginią, podobnie jak czyniła to Mechtylda z Magdeburga. W „Złotej czaszce“ Słowackiego jest kolenda, w których znalazły się charakterystyczne słowa:
„Przyleciały wróbelki Do Panny Zbawicielki...“
W świetle metodycznych badań naukowych fakty takie uważane bywają conajmniej za zamęt pojęciowy, jeśli nie za sprzeczności wykluczające się nawzajem. Teologowie liberalni uważają katolicyzm za complexio oppositorum, to jest zbiór sprzeczności, a wspomniany wyżej George Tyrrell powiada między innemi: „Nigdy nie będziemy wiedzieli, co to jest właściwie katolicyzm“. Na żadnym z kultów nie pokazuje się zależność kościoła rzymsko-katolickiego od wierzeń mas ludowych, tak wyraziście, jak na kulcie Bogarodzicy, Dziewicy Marji, Królowej niebios. Nawet wielcy doktorowie Kościoła musieli ustępować wobec mas ludowych, które wnosiły do Kościoła to wszystko, w co wierzyć chciały. Tomasz z Akwinu rozumiał pewne konsekwencje kultu Marji Panny i zastrzegał się przed jego wybujałościami, ale ostatecznie zwyciężyła nie jego bystra logika, lecz sentyment religijny ciemnej masy i jej bezwiedna tradycja. Materjał, jakim dzisiaj rozporządzamy, pozwala nam odgraniczyć ściśle trzy postaci kultu Dziewicy Marji, zaś analogje religijno-historyczne orjentują nas zupełnie jasno, jak ten kult mógł był powstać w ramach religji chrześcijańskiej, ściślej w katolicyzmie rzymskim. Dla dokładnego opanowania materjału i ogarnięcia całości zagadnienia trzeba się zorjentować w tradycji ewangelicznej, czyli w samych zaczątkach ruchu chrześcijańskiego, następnie w tradycji ogólno-chrześcijańskiej rozwojowej, poczynającej się od infiltracji wierzeń obcych, których wyrazem i obroną jest protewangelja Jakóba, wreszcie wypadnie cofnąć się daleko wstecz, dla zorjentowania się na powszechno-religijnem tle historycznem. Musimy zdać sobie sprawę z faktu, że kult Matki Boskiej powstać musiał. Chrześcijaństwo w swojej postaci ewangelicznej to wyżyna, na której niekażda organizacja duchowa może oddychać swobodnie. W ramach naszej cywilizacji mamy nie samych Koperników i Chopinów, to jest uosobienia bystrości umysłowej i subtelności uczuciowej. Obok natur uduchowionych i umysłów wszechstronnie wyszkolonych znajdzie się bardzo wielu fetyszystów i animistów, niezdolnych do zrozumienia tego, co głosił Chrystus. Już w średniowieczu greckiem człowiek odwracał się od wysokiego Olimpu i szukał ratunku u bóstw bliższych sobie, które według legendy same poznały gorycz śmierci, a przeto zdaniem ich wyznawców lepiej mogły zrozumieć i odczuć śmiertelnego człowieka, niż nieśmiertelne bóstwa olimpijskie. To się powtarza.“ Znakomity francuski psycholog religji, Th. Flournoy, pisze w jednem ze swoich dzieł, że w pewnych warstwach ludu włoskiego jeszcze dzisiaj Jezus uchodzi wyłącznie za surowego sędziego, pełnego złej woli, nie rozumiejącego rzeczy ludzkich i dlatego dokuczliwego. Gdy się stanie coś niemiłego, to za autora złej przygody uważa się zawsze „maledetto Gesu“; skutki jego złego i kapryśnego humoru naprawiać musi Matka Boska albo święci, do których ma się o tyle większe zaufanie, że będąc niebianami, wywodzą się z ludzi i dobrze znają wszystkie niedole człowiecze. Oczywiście, że lud nie zna subtelności teologicznych o dwóch naturach Chrystusowych i widzi w nim wyłącznie Boga i to surowego sędziego, który według wyznania wiary, powtarzanego codziennie, sądzić będzie żywych i umarłych“. Podobnież sędzią jest Bóg Ojciec, który bardzo często karze grzesznika na miejscu grzechu wszystkiemi rodzajami klęsk aż do nagłej śmierci włącznie. O Duchu świętym słyszy wierny katolik tylko tyle, że jeśli wszelki grzech będzie ludziom odpuszczony, to grzech przeciwko Duchowi świętemu odpuszczony nie będzie. To są wszystko rzeczy zastraszające i zniechęcające. Biedny człowiek chce mieć nad sobą Boga wyrozumiałego, pobłażliwego, miłosiernego. Wprawdzie katechizm chrześcijański powiada, że takim właśnie jest Bóg Ojciec, a przede- wszystkiem Bóg Syn, ale to nie trafia do przekonania umysłu pierwotnego a przede wszystkiem nie trafia do serca. Bóg Ojciec sądzi i karze, Bóg Syn będzie sądził nawet umarłych i potępi winnych na wieczne wieki. W dodatku w katolicyzmie rzymskim doskonałość chrześcijańska łącznie z umartwieniem grzesznego ciała i dobremi uczynkami mieszka tylko w klasztorze lub na pustelni, a człowiek żyjący w tak zwanym świecie narażony jest na bezustanne grzeszenie, na które zresztą skazany jest przez grzech pierworodny. I oto zrozumiałem się staje, że cała jego nadzieja opiera się na Matce Boga. Nie wie on nic a nic o sporach na temat „theotokos“ czy „christotokos“, nie zna elementarnych tekstów ewangelji, nie interesuje się zagadnieniami religijnemi, ale tonie całem swojem jestestwem w romantycznym, nieuporządkowanym i niezracjonalizowanym sentymencie religijnym, i to ułatwia mu szukanie opieki u Przenajświętszej Panienki. Żadna refleksja historyczno-religijna, żadna wątpliwość egzegetyczna. żaden najelementarniejszy wniosek logiczny nie stanie między nim a jego przedmiotem kultu. Wie on tylko tyle, że podczas gdy Bóg Ojciec i Syn to surowi sędziowie, sądzący w tem życiu i w życiu pozagrobowem, Matka Boska nietylko nie sądzi, ale bezustannie broni, chroni, otacza serdeczną miłością nawet wyrodne dziecko. Analogji dostarcza tej prymitywnej wierze życie samo. Surowy ojciec karze, napomina, grozi, matka staje między zagniewanym ojcem a winowajcą i zasłania złe dziecko własnem ciałem. Gdy na dziecko wali się jaka niedola, ojciec dochodzi, co, jak, skąd, dlaczego, i często nietylko nie współczuje, ale się nawet gniewa, matka zaś płacze nad niedolą dziecka, narzeka, czasem rozpacza, nigdy nie opuszcza. Jeśli taką jest matka ludzka, o ileż większą w miłosierdziu jest Matka Boska! Taka jest psychologja tysiącleci i całej ludzkości, która z mgławicy romantycznego sentymentu nie wyszła jeszcze na słońce racjonalizmu, zbierającego pracowicie przesłanki, aby wysnuć z nich nieubłagane wnioski, choćby te wnioski były twarde i bolesne. Obok mężnego prometeizmu mamy w ludzkości epimeteizm, unikający tragicznych wysiłków i ofiar. Niby w ciepłej kąpieli grąży się ten epimetejski typ w sentymencie religijnym, unikając wszelkiej myśli krytycznej, bo ta myśl wygania z cieplarnianych rajów na pustynię, na której trzeba własnym krwawym wysiłkiem budować świat od nowa. O ile psychologicznie kult Matki Boskiej jest zupełnie zrozumiały, o tyle jest on nieuzasadniony w ewangelji i w tradycji początków chrześcijaństwa: Papież Pius IX w encyklice z roku 1849 powiada: „Zbawienie nasze spoczywa w Marji Pannie; jeśli istnieje dla nas jakakolwiek nadzieja i zbawienie duszne, to otrzymamy je jedynie od niej“. A więc „corredemptrix“ współzbawicielka, staje się niekiedy redemptrix, zbawicielką. Gdyby tak było od samych pierwocin chrześcijaństwa, to trudno byłoby sobie wyobrazić, że naprzykład w listach Pawłowych, które tak szczegółowo omawiają drogi zbawienia, ani słowa niema o współzbawicielce. To, co w ewangeljach spotykamy o narodzeniu Jezusa z Ducha świętego, jest tam podane w interesie bóstwa Jezusowego, nie zaś w interesie kultu Marji. Pierwsi chrześcijanie nie byli czcicielami Marji jako corredemptrix, czyli współzbawicielki, zawsze dziewicy i Królowej niebios. A przecież według słowa Wincentego z Lerynu, zaakceptowanego przez katolicyzm rzymski, jako definicja obowiązująca, Między ewangeljami, które były wszak pierwszym, a są po dziś dzień fundamentalnym wyrazem wiary chrześcijańskiej, a dogmatem o niepokalanem poczęciu Marji Panny niema żadnego łącznika prócz sentymentu mas ludowych, który przez długie wieki oblegał doktorów Kościoła i jego głowę, aż w Piusie IX znalazł skwapliwego i chętnego protektora. Musimy tu zaznaczyć, że konserwatywny Kościół rzymski okazuje się zawsze nieubłaganym wobec jednostek rozumujących. Hus, Kopernik, Galileusz, Giordano Bruno, Luter, to przeciwnicy, z którymi nie chce wogóle pertraktować i nie przejedna się nigdy względem ich wniosków logicznych, albo też pogodzi się z nimi dopiero po stuleciach, gdy wypowie się za nimi cały bez wyjątku cywilizowany świat. Natomiast dla mas szerokich i dla ich sentymentu religijno-romantycznego ma Rzym nieograniczony liberalizm i idzie zawsze tam, gdzie go prowadzą masy ludowe. Dostrzegł to już Słowacki, gdy w „Wykładzie nauki“ pisał: ...„Jacy byli za czasów Sokratesa , za czasów Chrystusa faryzeusze — tacy teraz są dewoci i świętoszkowie, którym część fałszywych kapłanów w niszczeniu wszelkiej prawdy dopomaga. O nich dziś jeszcze można powiedzieć słowy Pana naszego: — Odjęliście klucz wyrozumienia; samiści nie zaszli — i drugim bronicie, aby nie byli zbawieni... Oni to winni, że kościół katolicki, ta straszna siła i potężny anioł czynu, nigdy dotąd nie ukazał się wolny — ale zawsze w łańcuchu na nogach i rękach, wlókł się za wypadkami świata“. Mamy tu do czynienia z dziwnym paradoksem, że konserwatywny Kościół rzymski okazuje się bardzo liberalnym i ustępliwym wobec prymitywnych wierzeń mas, podczas gdy liberalny Kościół ewangelicki jest wobec nich dziwnie konserwatywnym i nieustępliwym, trzymając się mocno odwiecznych i niezmiennych wymagań logiki. Od prądów, przecinających powierzchnię życia, dociera bezustannie do źródeł i zależnie od poznania, czy źródło tryska prawdą życiotwórczą, czy też umilającą życie złudą, ustosunkowuje się do nich. Poznajmy tedy źródła, z których wywodzi się kult Matki Boskiej.
Bogini Hator z Dzieciątkiem Ozyrys.
(Wedle Jeremiasa).
Matka Boska z Salisbury
(Wedle M. Brooks).
MATKA JEZUSOWA.
Z czterech ewangelij, włączonych do kanonu nowotestamentowego, trzy pierwsze, według Mateusza, Marka i Lukasza tworzą opowieść niemal jednobrzmiącą z nieznacznemi odchyleniami w układzie tekstu i z pewnemi nieistotnemi dodatkami w treści. Tych trzech ewangelistów nazwano z grecka synoptykami, czyli współwidzami, bo jeśli opowiadania ich ułożyć w trzech równoległych kolumnach, to widzi się bardzo jasno, że każdy z ewangelistów — pomijając dodatki indywidualne i właściwości stylu — opowiada mniej więcej to samo. Drobiazgowe i cierpliwe badania całych pokoleń teologów ustaliły ponad wszelką wątpliwość, że te trzy ewangelje nie zostały napisane w tym porządku chronologicznym, w jakim podane są w naszym kanonie, to jest: Mateusz, Marek, Łukasz, ale że najstarszą z nich jest ewangelja Marka, która napisana została około roku 70 naszej ery; po niej idzie ewangelja Mateusza, której powstanie mieści się między latami siedemdziesiątemi a końcem wieku pierwszego; ewangelja Łukasza pochodzi z czasów jeszcze późniejszych i została napisana między rokiem 80 a 120 naszej ery. Ścisłych danych chronologicznych, niestety, nie posiadamy. Te trzy ewangelje synoptyczne są jedynemi Ewangelja czwarta według Jana nie jest dokumentem historycznym czy biograficznym, ale stanowi cenną ilustrację, jak stopniowo rozwijała się myśl o Jezusie, jako Zbawicielu i Synu Bożym, czyli chrystologja. Ewangelja Jana mogła powstać mniej więcej między rokiem setnym a setnym czterdziestym naszej ery, a różni się ona od ewangelji synoptycznych tem przeważnie, że w niej znikają prawie zupełnie te czysto ludzkie rysy postaci Jezusa, z któremi spotykamy się tak często w ewangeljach synoptycznych. Ewangelja ta zaczyna się od tego, iż przedstawia Jezusa jako Słowo (Logos), które od wieczności istniało u Boga i zostało wcielone dla zbawienia ludzi. Ale i w niej, wbrew może intencjom autora, nie brak rysów ludzkich, jak z drugiej strony w ewangeljach synoptycznych spotykamy się z licznemi rysami boskiemi w postaci Jezusa. Jeśli uważny czytelnik ewangelji miewa niekiedy wrażenie sprzeczności w opowiadaniach ewangelistów, to powinien wiedzieć, że pisma te były bezustannie przepisywane na potrzeby coraz liczniejszych gmin chrześcijańskich i że z jednej strony przepisywacze dość swobodnie poprawiali tekst pierwotny według tego, co z sobą przynosiła rozwijająca się chrystologja, z drugiej zaś strony z wielkim pietyzmem zachowywali wszystko, co tekst pierwotny podawał. Warto także pamiętać, że tekstów pierwotnych, a nawet odpisów starych nie posiadamy. Odpisy były zrazu robione na nietrwałym materjale papirusowym i zaginęły doszczętnie. Dopiero w wieku czwartym zaczęto wydatniej używać pergaminu i z tego też wieku posiadamy pierwsze odpisy ewangelji. Do czasu wynalezienia druku mogły oczywiście istnieć jedynie kopie rękopiśmiennicze i tych posiadamy obecnie bardzo wiele, bo samych ewangelji istnieje w odpisach około 1200 tekstów, ale śród tych tekstów jest tyle drobnych i grubszych, nieistotnych i istotnych, odchyleń, że uczeni badacze stają wobec nich często bezradni. Na szczęście żadne z tych odchyleń nie paczy w niczem istotnych rysów postaci Jezusa i jego nauki, ale powstaje sporo zagadnień co do autentyczności niektórych części tekstu. Tak naprzykład „Ojcze nasz“ posiadamy w dwóch wersjach u Mateusza i u Łukasza; konfrontacja tekstów pouczy nas o istocie pewnych odchyleń:
Mateusz: (6, 9-13). | | Łukasz: (11, 2-4).
9. | Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech! Święć się imię twoje; | | 2. | Ojcze, święć się imię twoje. Przyjdź królestwo twoje.
10. | Przyjdź królestwo twoje; bądź wola twoja jako w niebie, tak i na ziemi. |
11. | Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. | | 3. | Chleba naszego powszedniego daj nam na każdy dzień.
12. | I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom; |
13. | I nie wwódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego; albowiem twoje jest królestwo i moc i chwała na wieki. Amen. | | 4. | I odpuść nam grzechy nasze; bo i my odpuszczamy każdemu winowajcy naszemu. A nie wwódź nas na pokuszenie.
W najlepszych rękopisach ewangelji Łukasza, „Ojcze nasz“ znajduje się w takiej właśnie postaci. Nie może być mowy o tem, aby Łukasz był skracał tekst Modlitwy Pańskiej, trzeba więc przypuścić, że w gminach chrześcijańskich, które on znał, modlitwa ta była odmawiana tak, jak ją przytacza. Oczywiście, że ewangelja Mateusza, jako młodsza od ewangelji Łukasza, powinnaby mieć taki sam tekst tej modlitwy; jeśli jest inaczej, to objaśnienie tego faktu znaleźć możemy w retuszowaniach tekstów z jednej strony, a w liturgicznych zaokrągleniach z drugiej. Tekst Mateusza, zawierając mniej więcej tę samą treść, jest dopełniony namaszczonym tonem uroczystych słów. Ten jeden przykład niechaj służy za wiele innych jako ilustracja faktu, że teksty ewangelji mają wielosetletnią historię i że ta historja nie mogła po nich bez śladu. W naszym wypadku fakt ten ma tem większe i wymowniejsze znaczenie, że gdyby kult Marji Panny był powstał w kościele już bardzo wcześnie, to byłby musiał zna- leźć w ewangeljach i w Dziejach Apostolskich niedwuznaczny wyraz. Tymczasem w ewangeljach widzimy jedynie to, że na Marję pada blask jej wielkiego Syna, przyczem zdarza się niekiedy, że ewangelista notuje brak zrozumienia u Marji dla dążeń Jezusa. Z drugiej strony nie widzimy u Jezusa ani śladu jakiegoś kultu dla matki swojej. A przecież nie trzeba chyba udowadniać, że przede wszystkiem on byłby musiał służyć za przykład czci dla współzbawicielki“. Tymczasem Jezus nietylko, że nic o tem nie wie, ale wypowiada się jasno i niedwuznacznie, że bliższymi od matki i braci cielesnych są mu ci, którzy spełniają wolę Boga. W ewangelji Marka o matce Jezusowej jest niewiele. Niema tu wcale opowieści o dzieciństwie Jezusa, o jego narodzeniu i zwiastowaniu tego narodzenia z Ducha świętego. Marek opowiada nam tylko, jak w mieście swojem rodzinnem Jezus naucza i jak dokoła niego gromadzi się wielki tłum. Wówczas przychodzą powinni jego“, aby go pojmali, gdyż byli przekonani, że Jezus odszedł od zmysłów (Mk, 3, 21). Dalej u tegoż ewangelisty czytamy: „Przyszli tedy bracia i matka jego, a stojąc przed domem, posłali do niego, i kazali go zawołać. A lud siedział około niego i rzekli mu: Oto matka twoja i bracia twoi szukają cię przed domem“ (Mk. 3, 31-32). Niepodobna wprost wymyślić sytuacji, która nadawałaby się lepiej do zamanifestowania przez Jezusa czci dla Marji, jak ta scena; gdyby kult Marji Panny odpowiadał intencjom nauki Jezusowej, byłby on go w tej chwili zalecił gorąco wszystkim, których nauczał. Jezus tego nie uczynił, natomiast uczynił coś zgoła przeciwnego. Z drugiej strony, gdyby w czasach pisania ewangelji Marka kult Marji Panny był przynajmniej zapoczątkowany, to ewangelista nie byłby napisał tego, co rzeczywiście napisał, a przynajmniej byłby się postarał złagodzić słowa swoje. Cóż bowiem odpowiedział Jezus słuchaczom swoim, gdy mu powiedzieli, że matka jego i bracia czekają na niego? Czy polecił matkę swoją ich czci osobliwej? Czy wyraził się o niej jakiemś słowem, które choć zdaleka uzasadniałoby późniejszy kult Matki Boskiej? Nic podobnego! Przeciwnie, w słowach Jezusa przebija się ostre zniecierpliwienie, że ci sami domownicy, którzy zupełnie go nie rozu- mieją, nie dają mu spokoju. Mimochodem powiemy, że w ewangelji Jana (7, 5) jest wyraźnie powiedziane, że „i bracia jego nie wierzyli wen“. Czy wierzyła weń matka jego, o tem ewangelje milczą. Toteż Jezus odpowiedział tym, którzy mówili mu o matce i braciach: „Któż jest matka moja i bracia moi? A spojrzawszy wokoło po tych, którzy koło niego siedzieli, rzekł: Oto matka moja i bracia moi! Albowiem ktobykolwiek czynił wolę Bożą, ten jest brat mój, i siostra moja, i matka moja“. (Mk. 3, 33-35). Paralele Mateusza 12. 46 — 50 i Łuk. 8, 19 — 21 podają tę opowieść tak samo jak Marek. W tych słowach Jezus odwraca się stanowczo od matki i braci ku tym, którzy czynią wolę Bożą i tych uważa za rodzinę swoją, za braci, siostry i matkę. Gdyby chodziło o uzasadnienie kultu Marji Panny przy pomocy ewangelji, to możnaby znaleźć jedynie mocne i nieodparte argumenty przeciwko temu kultowi, nigdy zaś na jego poparcie. Wszak nawet w ewangelji Jana, której powstanie badacze przesuwają poza pierwsze stulecie, nietylko niema śladu jakiegoś specjalnego kultu Marji, ale przeciwnie w rozdziale 2, w opowieści o cudzie w Kanie Galilejskiej, gdy matka Jezusowa zwraca się do Syna, mówiąc mu, że zabrakło wina, Jezus jej odpowiada: „Co ja mam z tobą niewiasto?“ I te słowa, zaznaczające w sposób niemal szorstki różnicę między synem a matką, nie mogą w żadnym razie służyć za podstawę kultu Marji Panny. Przeciwnie, są takiego kultu mocnem zaprzeczeniem. A inni ewangeliści? Ewangelja Mateusza zaczyna się od genealogji, mającej wykazać, że Jezus pochodzi z rodu Dawidowego. Następnie opowiedziane jest poślubienie Marji Józefowi, jej brzemienność z ducha świętego i pouczenie Józefa przez anioła, aby się nie bał przyjąć Marji, żony swojej, bo to, co się w niej poczęło, z Ducha świętego jest“. To było objawione Józefowi we śnie. „Tedy Józef ocuciwszy się ze snu, uczynił, jako mu rozkazał anioł Pański, i przyjął żonę swoją; ale jej nie uznał, aż porodziła syna swego pierworodnego i nazwał imię jego Jezus“. (Mat. 1, 18 — 25). W rozdziale drugim opowiada ewangelista o mędrcach ze wschodu, o ucieczce Józefa z Marją i Jezusem przed Herodem i o powrocie do Nazaretu. Daleko obszerniejszy, a pod względem poetyckim pię- kniejszy wstęp zawiera ewangelja Łukasza. Jest tu mowa o zwiastowaniu cudownego narodzenia Jana Chrzciciela i Jezusa, o narodzeniu Jezusa przy udziale aniołów i „mnóstwa wojsk niebieskich“, o obrzezaniu Jezusa, o stawieniu Jezusa w świątyni i radości starego Symeona, a wreszcie o tem, jak dwunastoletni Jezus zgubił się w drodze powrotnej z Jeruzalemu i przez rodziców swoich znaleziony został w świątyni, rozprawiający z uczonymi doktorami. W rozdziale trzecim ewangelji Łukasza mamy także genealogję Jezusa (różną od genealogji Mateusza). W tych dotatkowych opowieściach, których niema ani u Marka, ani u Jana, blaskiem wspaniałej legendy otoczona jest postać Jezusa, nie zaś Marji. Należy zdać sobie sprawę z elementarnego faktu, że blask pada nie z Marji na Jezusa, ale z Jezusa na Marję. Rozumieli to najznakomitsi teologowie aż do Tomasza z Akwinu włącznie i przeciwstawiali się przerostowi kultu Marji Panny, który odwracał całkowicie ewangeliczny porządek rzeczy. Wielki średniowieczny doktór Kościoła rozumiał, że w naczelnej regule chrześcijańskiej soterjologji nie może być wyjątku dla nikogo, nawet dla Marji Panny, jeśli cały gmach dogmatu nie ma się zachwiać. Nie wszyscy, niestety, umieli myśleć tak jasno i konsekwentnie, jak Tomasz z Akwinu. Ale gdybyśmy nawet przypuścili, że ewangelje zawierają dostateczne uzasadnienie kultu Marji w tem, co mówią o cudownem narodzeniu Jezusa, gdybyśmy nawet rozmyślnie chcieli wyczytać z nich to, czego w nich niema, to i tak nasunie się szereg objekcyj, wyłączających kult Marji. Cudowne narodzenie Jezusa opowiedziane jest przez ewangelistów dla wykazania, że jest on Synem Bożym, a nie dla uwielbienia Marji. Zresztą stopnie rozwoju dogmatu zbiegają się całkowicie z kręgami zataczanemi przez chrześcijaństwo i ta zbieżność ma wymowę wysoce pouczającą. Jezus występuje zrazu w świecie żydowskim, następnie uczniowie jego przenoszą naukę o nim w świat helleński, a stamtąd trafia ona do wszystkich ludów, które zamieszkiwały imperium rzymskie. Do elementów psychologji pedagogicznej należy fakt, że ludzie przyswajają sobie rzeczy i sprawy nieznane przy pomocy znanych. Gdy w żydostwie, uciskanem przez rzymskich panów, pojawił się Jezus, głosząc królestwo Boże, różnie tłumaczono sobie cel jego nauki i jego postać. Jedni widzieli w nim nauczyciela i wykładacza Zakonu, jakich było wielu, inni uważali go za jednego z proroków, jeszcze inni, najmniej liczni, wyczekiwanego mesjasza: Te różne poglądy znalazły swój streszczający wyraz w rozmowie Jezusa z uczniami koło Cezarei Filipowej. „A gdy przyszedł Jezus w strony Cezarei Filipowej, pytał uczniów swoich, mówiąc: Kimże mnie powiadają być ludzie Syna Człowieczego? A oni rzekli: Jedni Janem Chrzcicielem, a drudzy Eljaszem, insi też Jeremjaszem, albo jednym z proroków. I rzekł im: A wy kim mnie być powiadacie? A odpowiadając Szymon Piotr, rzekł: Tyś jest Chrystus, on Syn Boga żywego“. (Mat. 16, 13-16). Ta rozmowa jest zgodnie zapisana przez wszystkich synoptyków. Słuchacze Jezusowi mieli zawsze wrażenie, że nauczał on nie jako nauczeni w Piśmie, to jest kazuiści i komentatorzy, ale jako moc mający. Zgodnie z tą pedagogiczną właściwością człowieka, Jezus przyjęty został w żydostwie, lub też odrzucony, jako Mesjasz wyczekiwany i zbawca narodu żydowskiego. Mesjasz miał pokonać wszystkich wrogów narodu wybranego i zapoczątkować na świecie panowanie Boga. Oczywiście, że panowanie Jehowy było równoznaczne z panowaniem narodu żydowskiego. Mesjasz miał się narodzić z najpotężniejszego rodu królewskiego, a mianowicie rodu Dawidowego. Na to podane są rodowody w ewangelji Mateusza i Łukasza. Mesjasz był jednocześnie Synem Boga, jak wogóle królowie w świecie starożytnego wschodu. W starożytnym świecie religji teokratycznych władcą jest sam Bóg, a przeto królowie są conajmniej jego synami. Jeszcze w czasach naszych władcy krajów wschodnich nazywają siebie synami nieba. Klasy cznym przykładem synostwa Bożego w znaczeniu żydowskiem jest 7 werset Psalmu 2-go, w którym król — psalmista powiada: „Opowiem ten dekret: Pan rzekł do mnie: Syn mój jesteś ty, jam ciebie dziś spłodził“. Słowa te pouczają nas niedwuznacznie, jak wyobrażano sobie synostwo Boże w dawnym świecie żydowskim. Ewangeliści synoptyczni przytaczają te słowa jako płynące z nieba przy chrzcie Jezusowym w Jordanie: „Tyś jest on syn mój miły, w którym mi się upodobało“. (Marek 1, 11 i paralele). Temi słowy Psalmu 2 legitymują ewangeliści Jezusa jako Syna Bożego. Ewangeliście Markowi wystarcza ta legitymacja zupełnie, Mateusz i Łukasz dodają jeszcze rodowody, wywodzące Jezusa z rodu Dawidowego. W oczach żydów Jezus miał więc być takim samym Synem Bożym, jakim był Dawid według słów powiedzianych o sobie w Psalmie 2-im. Ale genealogje te straciły na wartości i aktualności poza — światem żydowskim. Gdy wieść o Jezusie, Synu Bożym, przedostała się do świata helleńskiego, to Grecy zrozumieli synostwo Boże po swojemu. I u nich pojęcie to było znane oddawna. Wybitni i znakomici ludzie, którzy wyróżniali się talentami, charakterem, wiedzą, uważani byli za synów Bożych. Ponieważ każdy z tych wielkich ludzi miał jednak matkę ziemiankę, przeto synostwo Boże było u Greków rozumiane tak, że ziemianka wyróżniająca się takiemi czy innemi przymiotami, została wybrana przez jednego z Olimpijczyków, aby mu porodziła syna. W świecie żydowskim synostwo Boże nie wyłączało ojcostwa ziemskiego, jak to widzimy na Psalmie 2. Dawid miał wszak ojca ziemskiego i nikt tego ojcostwa nie uważał za jakąś ujmę dla człowieka, który powiedział, iż Bóg rzekł do niego: „Syn mój ty jesteś, jam ciebie dziś spłodził“. W świecie greckim synostwo Boże wykluczało ojca ziemskiego: albo się było synem jednego z Olimpijczyków, albo synem śmiertelnego człowieka. Dlatego w świecie helleńskim genealogja Jezusa, udowadniająca jego pochodzenie z rodu Dawida, nietylko traci na wartości, ale staje się kamieniem obrażenia. Jakto? Syn Boży, który ma cały szereg przodkówze strony ojca ziemskiego? Z tych tedy powodów obie genealogje są w ewangeljach niejako unieważnione: jedna przez nieoczekiwany zwrot końcowy, druga przez zastrzeżenie wstępne. Jest to logiczne. Skoro matką Jezusa była Marja a ojcem Duch święty, to Józef z całym swoim rodowodem jest zgoła obojętny a nawet bardzo nie na miejscu. Uczeni badacze już dawno mniemali, że rodowód Jezusa podany przez Mateusza (1, 1-16) powinien był kończyć się inaczej, niż się kończy, bo z zakończeniem dzisiejszem nie ma on najmniejszego sensu, ale dopiero przypadkowe znalezienie rękopisu syryjskiego tłumaczenia naszych ewangelji rozwiało ostatecznie wszelkie wątpliwości. Dwie uczone Angielki znalazły w roku 1892 w bibliotece klasztoru św. Kata- rzyny na Synaju rękopis tłumaczenia syryjskiego, w którym Mat. 1, 16 brzmi tak właśnie, jak to z całego rodowodu wynika: „Jakób spłodził Józefa, Józef, któremu poślubiona była Marja Panna, spłodził Jezusa, zwanego Mesjaszem“. W innych rękopisach, czytamy to, co znamy wszyscy dobrze z Biblji: „Jakób spłodził Józefa, męża Marji, z której się narodził Jezus, którego zowią Chrystus“. W ewangelji Łukasza rodowód Jezusa (3, 23-38) unieważniony jest uwagą wstępną: „A Jezus poczynał być jakoby w trzydziestu latach, będąc (jako mniemano), synem Józefa itd.“. To słowo jako mniemano“ bezwątpienia wstawką późniejszą, a ma ono oznaczać, że oczywiście mniemano błędnie. Powstaje kwestja, dlaczego ewangelista to błędne mniemanie jednak przytacza. Między innemi jest w tem niezawodnie ustępstwo na rzecz żydochrześcijan, którzy w Jezusie widzieć chcieli przede wszystkiem zapowiedzianego Mesjasza. W ewangelji Łukasza spotykamy się z licznemi logicznemi odchyleniami od linji cudownego narodzenia Jezusa zapoczątkowanej zwiastowaniem narodzenia z Ducha świętego. W rozdziale 2, 27 jest mowa o rodzicach Jezusa, werset 33 tego samego rozdziału mówi o ojcu i matce Jezusa, werset 41 znowuż mówi o rodzicach, podobnie jak i 43. Gdy Józef i Marja szukają Jezusa zgubionego w drodze powrotnej z Jeruzalemu, i odnajdują go w świątyni, Marja powiada do Jezusa. „Synu przeczżeś nam to uczynił? Oto ojciec twój i ja z boleścią szukaliśmy cię“. (2, 48). Egzegeza naciągana może powiedzieć, że dwunastoletniemu Jezusowi nie można było wykładać przy takiej sposobności tajemnicy jego urodzenia, że więc mówiono do niego językiem konwencjonalnym, skoro niezawodnie sam przyzwyczajony był nazywać Józefa ojcem swoim. Za odpowiedź najlepiej przytoczyć słowa Jezusa wyrzeczone do matki: „Cóż jest, żeście mnie szukali? Izaliście nie wiedzieli, iż w tych rzeczach, które są Ojca mego, ja być muszę?“ Według ewangelisty dwunastoletni Jezus sam mówi o ojcostwie Bożem. Jeszcze ciekawszą jest uwaga ewangelisty, dodana jakby komentarz do tych słów Jezusa: „Lecz oni nie zrozumieli tego słowa, które im mówił“. Po anielskich zwiastowaniach, po cudach i śpiewach anielskich, towarzyszących narodzeniu Jezusa, słowa takie powinny być zrozumiałemi dla świadków tylu cudów. Ewangelje nie są suchem sprawozdaniem dziennikarskiem, ani kroniką dziejopisarską, ale są pismami propagującemi pewną ideę i mającemi na celu zdobycie jak największej liczby zwolenników tej idei. Ewangelista opowiada wieść o Synu Bożym, Zbawicielu, i dlatego musi uzasadniać własną wiarę, którą przy pomocy swego pisma głosi. Dla żyda synostwo Boże miało swój prototyp w cytowanym wyżej Psalmie 2, wobec którego ojcostwo ziemskie było rzeczą całkiem naturalną i nikogo nie raziło, jak o tem świadczą liczne słowa ewengelistów, mówiących o ojcu Jezusa. Rodowody Jezusa podkreślały mocno to ojcostwo. Toteż nie wahają się ewangeliści pisać o Jezusie jako o synu cieśli Józefa. „Izaż ten nie jest on syn cieśli? Izaż matki jego nie zowią Marja a bracia jego Jakób, i Jozes, i Szymon, i Judas? A siostry jego izali nie wszystkie u nas są? Skądże tedy ten ma to wszystko?“ (Mat. 13, 55-56). „I szemrali żydowie o nim, iż rzekł: Jam jest on chleb, którym z nieba zstąpił. I mówili: lzaż ten nie jest Jezus, syn Józefa, którego my ojca i matkę znamy; jakoże tedy ten powiada: Żem z nieba zstąpił?“ (Jan 6, 42). Jeszcze ważniejszem pod tym względem jest miejsce ewangelji Jana, gdzie mowa o Jezusie synu Józefowym: „Filip znalazł Natanaela i rzekł mu: Znaleźliśmy onego, o którym pisał Mojżesz w Zakonie, i prorocy, Jezusa, syna Józefowego z Nazaretu“ (1, 45). Pamiętajmy, że ewangelja Jana zaczyna się od opowieści o Logosie przedwiecznym, który był u Boga i Bogiem był, a wcielił się w Jezusie. Ewangelista naucza, że Jezus jest właśnie tym przepowiedzianym Logosem, ale nie przeszkadza mu bynajmniej fakt, że jest on synem Józefa z Nazaretu. Miejsca przytoczone są nadzwyczaj ważne dla naszego zagadnienia. Raz dlatego, iż mówią o Józefie jako o ojcu Jezusa, co dowodzi, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa nikogo z wierzących to nie raziło, po drugie, że opowiadają nam o braciach i siostrach Jezusa. Wynika z tego, że Marja miała prócz Jezusa kilku synów i kilka córek, t. zn. że z ewangelji nie można czerpać argumentów na poparcie kultu Dziewicy Marji. Egzegeci powiadają, że pojęcie brata i siostry zatacza w świecie żydowskim bardzo szerokie kręgi i ogarnia najdalsze rodzeństwo. Na to łatwo odpowiedzieć, że ewangelje nie są pisane po hebrajsku ani po aramejsku, lecz po grecku, a język grecki ma osobne słowa dla określania braci, sióstr i różnych stopni pokrewieństwa. Przede wszystkiem bardzo mocno podkreślmy sobie to, że gdyby ewangelistom było chodziło o zaznaczenie stałego dziewictwa Marji, to byliby umieli i mogli uczynić to lepiej od jakiegokolwiek egzegety, pisząc zamiast brat i siostra, siostrzeńcy, czy też bracia i siostry przyrodnie, dla oznaczenia dzieci z domniemanego pierwszego małżeństwa Józefa. Ustępy przytoczone świadczą niezbicie i jasno o tem że w Kościele pierwotnym nie było najmniejszego zrozumienia dla kultu Marji-Dziewicy. Nawet tam, gdzie w ewangelji jest mowa o narodzeniu Jezusa z Ducha świętego, autor odwołuje się do źle zrozumianego tekstu proroctwa Izajasza (7, 14-15), poczem dodaje, że Józef Marji „nie poznał, aż porodziła onego syna swego pierworodnego“ (Mat. 1, 25). Dla zrozumienia słowa „poznał“, trzeba przypomnieć sobie opowieść biblijną o pierwszych rodzicach i o tem, jak po wygnaniu z raju Adam poznawał Ewę, a ta rodziła mu dzieci. W ewangelji jest mowa tylko o tem, że Józef „nie poznał żony swojej Marji, dopóki nie porodziła Jezusa; niema mowy o tem, że nie poznał jej nigdy. Co zaś do tekstu Izajasza, mającego być proroctwem narodzenia Jezusa z dziewicy, to brzmi on w dokładnem tłumaczeniu tak: „Przeto sam Pan da wam znak: oto gdy młode niewiasty poczną i urodzą syna, nazwą go wprawdzie Immanuelem, ale żywić się on będzie mleczywem i miodem, ażby umiał odrzucać złe a wybierać dobre“. W związku z całością proroctwa jest tu mowa o tem, że mniej więcej za rok wrogowie ludu judzkiego będą pokonani, ale kraina będzie spustoszona i dzieci, które zrodzą się w tym czasie, będą żywione aż do dojścia do rozumu mleczywem i miodem, czyli tem, czem się zwykle żywili pasterze. Słowo „alma“ błędnie tłumaczone przez „panna“, oznacza młodą kobietę wogóle, bez względu na to, czy jest ona panną, czy nie jest, czy ma męża, czy nie. „Alma“ to najogólniejsze określenie młodej kobiety, która jeszcze nie rodziła. Nawet gdyby miejsce przytoczone mówiło o poczęciu przez pannę, to jeszcze nie mówiłoby ono nic o tem, jak panna pocznie: cudownie, czy naturalnie. Przy takim stanie tekstów ewangelicznych nie może być nawet mowy o tem, aby kult Marji — Dziewicy miał oparcie w ewangelji. Z treści ewangelji Mateusza 1, 25 wynika tylko to, że Marja stała się żoną Józefa w pełni znaczenia dopiero po narodzeniu się Jezusa. W ewangelji Łukasza tylko dwa wersety (34 i 35) pierwszego rozdziału mówią o narodzeniu się Jezusa z Ducha świętego i gdyby ich nie było, to sprawa narodzenia Jezusa nie przedstawiałaby żadnego zagadnienia i byłaby zgoła naturalną. Wszystkie te wątpliwości były bardzo żywo odczuwane w miarę rozwijającej się chrystologji. Powstała potrzeba stworzenia bardzej niezawodnych podstaw kultu Marji. Rodziła się bowiem asceza z ideałem wirginizmu, a w świetle ekstrawagancji tego ideału wydawało się niemożliwem, aby Marja wraz z narodzeniem Jezusa miała przestać być dziewicą. Dowodów nieprzemijającego dziewictwa dostarczyć miały pisma apokryficzne, w pierwszej linji protewangelja Jakóba.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Matka Jezusa, matki bogów, królowe niebios.
