Read here

Dynamitem ku bogactwu i sławie

Paweł Hulka-Laskowski · 1926 · Free in the US

22,534 words · about 1 h 35 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1926 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Dynamitem_ku_bogactwu_i_sławie&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Paweł Hulka-Laskowski
Language
Polish
Published
1926
Length
22,534 words · about 1 h 35 min
Sections
13 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (13)

Continue:

Życie i dzieła Alfreda Nobla

HISTORYCZNO-GEOGRAFICZNA

P. HULKA-LASKOWSKI

Z cyklu „Wolą i Pracą“.

DYNAMITEM KU BOGACTWU I SŁAWIE

Życie i dzieła Alfreda Nobla.

Nie kłamać — bawiąc. | Nie nudzić — ucząc.

T-wo Wyd. „Rój“, Warszawa, Kredytowa 1.

Konto czek. P. K. O. 98-80.

Drukowano w Zakładach Drukarskich

F. Wyszyński i S-ka, Zgoda 5.

Życie i dzieła Alfreda Nobla

HISTORYCZNO-GEOGRAFICZNA

P. HULKA-LASKOWSKI

Z cyklu „Wolą i Pracą“.

DYNAMITEM KU BOGACTWU I SŁAWIE

Życie i dzieła Alfreda Nobla.

Nie kłamać — bawiąc. | Nie nudzić — ucząc.

T-wo Wyd. „Rój“, Warszawa, Kredytowa 1.

Konto czek. P. K. O. 98-80.

Drukowano w Zakładach Drukarskich

F. Wyszyński i S-ka, Zgoda 5.

POCHODZENIE I MŁODOŚĆ.

Kosmopolita, wyróżniający swoją ojczyznę; kapitalista, urzeczywistniający zasady socjalizmu; pacyfista, pracujący wszystkiemi siłami nad udoskonaleniem wojny; realista, umiejący mówić wysoce poetycznie nawet o prochu strzelnym; fabrykant, uprawiający wiedzę i pisujący poezje i dramaty, to paradoksu, jakich dzieje znają nie wiele. Takim paradoksem życiowym jest Alfred Nobel, sławny wynalazca dynamitu i jeszcze sławniejszy twórca Fundacji swego imienia, oddanej na usługi całej ludzkości. Bodaj-że nikt i nigdy nie pracował tak gorliwie dla zniszczenia wojny przez doskonalenie jej , jak to czynił on. W pacyfizm teoretyczny nie wierzył, będąc przekonanym, że jeżeli kiedykolwiek zapanuje na świecie wieczny pokój to tylko wówczas, gdy ludzkość zostanie do niego zmuszona siłą. Dlatego pragnął wynaleźć „taką materję wybuchową lub maszynę, której masowe niszczycielskie działanie byłoby tak straszliwe, iż wojny stałyby się wogóle nawet, że może mu się to uda, bo do znanej pacyfistki, Berty Suttner, rzekł pewnego razu: „Moje fabryki zdołają może uczynić wojnom koniec daleko skuteczniej, niż wszystkie kongresy pokojowe: w dniu, w którym dwa korpusy wojska stającego przeciwko sobie będą mogły zniszczyć się wzajemnie, w przeciągu sekundy, narody cywilizowane przerażą się wojny i porozpuszczają swoje wojska.” Specjalne skłonności do zajmowania się materjami wybuchowymi odziedziczył Alfred Nobel po swoim ojcu, Emanuelu, a na jego zdolności i energję złożył się cały szereg pokoleń ludzi światłych i dzielnych. Przypuszczają, że ród Noblów wywodzi się z ; jego ślady w Szwecji sięgają do stulecia siedemnastego. Imię rodu wywodzą biografowie tego znakomitego wynalazcy od Noebbeloef w okręgu Schonen. W kronikach szwedzkich imię to spotyka się w postaci zlatynizowanej: Nobelius, Nobilius. Jak we krajach, tak i w Szwecji, od czasu urodzenia ludzie uczeni latynizowali swoje nazwiska, a ród Noblów posiadał już śród najdawniejszych swoich przedstawicieli ludzi o wysokiem wykształceniu i zajmujących odpowiednie społeczne i państwowe. Prapradziad Alfreda Nobla, Piotr Nobilius, był około roku 1700 sędzią ziemskim w Uppland; pradziad, Olof Nobilius, był malarzem-portrecistą w Sztokholmie, a dziad, Emanuel Nobilius, pełnił urząd lekarza miejskiego w Gefle i w wieku bardzo podeszłym umarł r. 1834. Uczestniczył jako chirurg w wojnie Szwedzko-rosyjskiej (1808-1809), w której Szwecja straciła Finlandję na rzecz Rosji. Ten Emanuel Nobel odłożył łacińską końcówkę nazwiska i nazwał się poprostu Nobel. Synowi, który urodził mu się w roku 1801, dał własne swoje imię, Emanuel. Ten przyszły ojciec znakomitego wynalazcy okazał ogromne zainteresowanie dla nauki, szczególniej zaś zajmowała go sprawa technicznego zastosowania zdobyczy naukowych. Wykuwanie łaciny podobało mu się niebardzo, natomiast coraz bardziej pociągały go ku sobie materje wybuchowe, czyli ta dziedzina, w której syn jego miał dokonać wynalazków wiekopomnych i zdobyć sobie sławę światową. Jako czternastoletni chłopiec umiał ten wróg łaciny nakłonić swego ojca, aby go puścił w świat; Zawędrował aż do i zaofiarował swoje usługi znakomitemu namiestnikowi tego państwa, Mehemedowi Alemu, późniejszemu zwycięscy z pod Nisibu; służył mu jako architekt, a służył widać nieźle, skoro namiestnik z jego usług w ciągu kilku lat. Do Szwecji wrócił w roku 1819 jako osiemnastoletni młodzieniec i odrazu zwrócił na siebie uwagę budową bramy triumfalnej, wzniesionej na powitanie króla Karola XIV, który przybył do jego miasta rodzinnego, Gefle. Ludzie wpływowi zajęli się zdolnym młodzieńcem i oto Emanuel Nobel już w 26 roku życia stał się pomocniczym w Instytucie Technicznym w Sztokholmie. Jednocześnie wszakże pochłaniała go sprawa produkcji materii wybuchowych. Eksperymentując w swojem laboratorjum, spowodował wielki wybuch, przy którym z okien demów sąsiednich powypadały wszystkie szyby. Oczywiście, że sąsiedztwo nie chciało być narażane na podobne wypadki i dlatego cieszyło się szczerze, gdy niebezpieczny eksperymentator złożywszy profesurę, opuścił miasto rodzinne. Miał wtedy lat 36 i od lat dziewięciu był ożeniony z Karoliną Andriettą Ahlsell, która powiła mu w Sztokholmie trzech synów: Roberta Hjalmara, Ludwika Emanuela i Alfreda Bernarda. Opuściwszy Sztokholm, Emanuel Nobel udał się w roku 1837 do Petersburga, aby szukać szczęścia w państwie carów. Opuszczając Szwecję, Emanuel Nobel był przekonany, że pobyt jego na obczyźnie nie będzie trwał zbyt długo i dlatego żonę i dzieci pozostawił w kraju. Stało się inaczej: w Petersburgu skonstruował Nobel torpedy, których tajemnicę nabył od niego rząd rosyjski za 25,000 rubli. tego użył Nobel na założenie zakładów mechanicznych i odlewni żelaza w Petersburgu. Wtedy też sprowadził rodzinę swoją do Petersburga, gdzie syn jego Alfred Bernard (ur. 21 października 1833) uczęszczał do szkoły, wykazując wybitne zdolności w przyswajaniu sobie języków obcych. Mając lat szesnaście, przyszły wynalazca opuścił szkołę i stał się pomocnikiem ojca, którego zakres działalności rozszerzał się bezustannie. Wynalezienie bawełny strzelniczej i kolodjum przez Schönbeina w roku 1845, uczyniło z Nobla propagatora zastosowania tych wynalazków w technice. W Petersburgu w roku 1843 urodził się Emanuelowi Noblowi jeszcze jeden syn, Oskar Emil. Obaj ci najmłodsi synowie Emanuela, Alfred i Oskar, okazywali wyjątkowe zdolności. Oskar zginął pod- czas wybuchu w fabryce, a Alfred zajaśniał światową sławą gienialnego wynalazcy. Ceniąc wyjątkowe zdolności syna Alfreda i pragnąc mieć w nim dobrego samodzielnego pomocnika, Emanuel Nobel wysłał go w świat, pamiętając dobrze, jak wiele zyskał sam na swojej samodzielnej wędrówce do Egiptu. Alfred wyjechał do Stanów Zjednoczonych, mając lat siedemnaście i osiadłszy w Nowym Yorku, pracował u wielkiego budowcy okrętów, znakomitego rodaka swego, inżyniera Johna Ericesona, konstruktora statku wojennego „Monitor.” Do Petersburga wrócił Alfred w roku 1854, czyli w czasie, gdy toczyła się wojna krymska. Rząd rosyjski w obawie, że flota angielska mogłaby napaść na Petersburg i zbombardować go, polecił Noblowi, aby zabezpieczył ujście rzeki Newy minami. Roboty było tak dużo, że Nobel musiał powiększyć liczbę robotników do tysiąca, ale praca jego nie była daremną. Anglicy się, że niepodobna przepłynąć przez pole min Noblowskich bez narażenia się na wylecenie w powietrze. Rodzina Noblów przypuszczała niezawodnie, że przyszłość swoją połączy nazawsze z losami nowej ojczyzny, ale rząd rosyjski, któremu Nobel podczas wojny krymskiej oddał nieocenione usługi, okazał się obojętnym dla dalszych losów jego fabryki i potraktował go jak owego murzyna, który zrobił swoje i może sobie odejść. Emanuel Nobel opuścił tedy niegościnną Rosję, mając lat 58. Ponieważ stracił był cały dorobek życia, musiał zaczynać wszystko od nowa i kto wie, czy nie byłby się doczekał nędzy na swoje stare lata, gdyby nie jego syn, Alfred.

NIESFORNA NITROGLICERYNA I JEJ POGROMCA.

Już w Petersburgu Alfred Nobel dokonywał wynalazków i między innemi otrzymał patent na ulepszony gazometr, ale mechanika nie pochłonąć go niepodzielnie. Jak jego ojciec, tak i on pozostał wierny dawnym upodobaniom i z całym zapałem zabrał się do badania materyj wybuchowych. Przedewszystkiem chodziło mu o uzyskanie takiego wspaniałego środka wybuchowego, jakim okazała się wynaleziona w roku 1847 nitrogliceryna. Związek ten odkryty przez chemika Sobrero w laboratorjum profesora Pelouze w Paryża, okazał się materją wybuchową o ogromnej sile, ale nie umiano sobie z nim radzić i nie było sposobu wyzyskania go dla celów technicznych. Nitrogliceryna, czyli trigliceryd kwasu azotowego o formule C₃H₅(NO₃)₃ jest płynnym związkiem organicznym, który powstaje przy oddziaływaniu skoncentrowanego kwasu azotowego na glicerynę. Jak wszystkie nitraty, tak i nitrogliceryna była wspaniałym materjałem wybuchowym, ale nie wybuchała przy zetknięciu się z płomieniem, lecz tylko skutkiem mocnego uderzenia. Jak potężnym środkiem wybuchowym jest nitrogliceryna, widać choćby z zestawienia jej ze zwykłym prochem strzelnym. Kilogram daje 710 litrów gazu, 1 litr nitrogliceryny daje 1135 litrów gazu, a więc przy jednakiej wadze daje ona 3 i pół raza więcej gazu, niż zwykły proch strzelny, a przy jednakowej objętości daje sześć razy więcej gazu, niż proch. Przy spalaniu się nitrogliceryny 1 kg daje 1,282,000 kalorji, 1 litr daje 2,051,000 kalorji, siła działania odpowiada 628,000 kilogrammetrów. Potężny ten środek wybuchowy był ogromnie nieobliczalny, zupełnie nie dawał się opanować i wybuchał tam i wtedy, gdy to było najmniej pożądane. Przez długi czas zdawało się, że nitrogliceryna nie da się pokonać woli ludzkiej nigdy. Alfred Nobel spożytkował ją narazie w ten sposób, że dodając jej do prochu strzelnego potęgował jego siłę, ale była to zdobycz bardzo nikła w stosunku do tego, co nitrogliceryna dać mogła. Pozostawała ona nadal poza sferę możliwości wykorzystania jej dla celów technicznych, a to dlatego, że nie wiedziano poprostu jak zabrać się do wywoływania jej wybuchu. Lont, jakiego używa się zazwyczaj do zapalania materji , okazał się zgoła nieużytecznym, bo nitrogliceryna zapalała się wprawdzie, ale spalała się całkiem spokojnie i nie wybuchała, o ile ze stanu swej obojętności nie została wyrwana potężnem uderzeniem. Szukając wyjścia z tego błędnego koła, Alfred Nobel wpadł na pomysł iście genjalny: skonstruował on mianowicie zapalnik, który umieszczony w z nitrogliceryną, mógł być zapalony przy pomocy lontu, wywoływać wybuch np. prochu znajdującego się w kapiszonie, a tem samem dawać nitroglicerynie owo silne uderzenie, jakiego potrzebowała do wybuchu. Sprawa wykorzystania nitrogliceryny dla celów technicznych była więc rozstrzygnięta i można było pomyśleć o masowej fabrykacji tego znakomitego środka wybuchowego. Z właściwą sobie energją zabrał się Alfred Nobel do dzieła i oto niesforna nitrogliceryna jako ujarzmiona materja wybuchowa opanowała cały niemal świat techniczny. Żaden inny środek wybuchowy nie mógł się równać z nitrogliceryną; była ona poza wszelką konkurencją. Ale narzucił ją światu człowiek, którego energja miała w sobie coś z siły utajonej w nitroglicerynie. Po powrocie z Rosji Alfred Nobel, podobnie, jak jego ojciec, nie posiadał żadnych środków, przy pomocy których byłby mógł realizować swoje zamierzenia, ale młody, bo zaledwie 28-letni, wynalazca, umiał zainteresować świat swojemi pomysłami. Napoleon III zrozumiał doniosłość realizacji pomysłów Nobla i za jego poparciem bankier Pereire udzielił wynalazcy pożyczki w wysokości 100,000 franków. Na jednem z przedmieść Sztokholmu Heleneborgu, powstała fabryka nitrogliceryny, rozwijająca się bardzo szybko. Przyszłość jej była tak ściśle związana z technicznym rozwojem świata, że triumf Nobla zdawał się być poza wszelką wątpliwością. Ale fabryka w Heleneborgu istniała zaledwie trzy lata. Dnia 3 września 1864 roku nastąpił w niej tak straszliwy wybuch, że kwitnące przedsiębiorstwo w jednej chwili zamieniło się w kupę gruzu. W tej straszliwej katastrofie straciło życie wielu ludzi, a między nimi najdzielniejsi pomocnicy Nobla: jego młodszy brat, Oskar Emil, oraz wybitny chemik, Karol Erik Hertzmann. Katastrofa była taka okropna, iż zdawało się, że pomimo najświetniejszych konjuktur dzieło Nobla zostało pogrzebane nazawsze. Ojciec Nobla, wstrząśnięty do głębi strasznem nieszczęściem, jakiem była strata najmłodszego syna, uległ atakowi paraliżu, który na całą resztę życia uczynił go niezdolnym do pracy. Konsekwencje katastrofy Heleneborskiej były wielorakie. Władze zakazały budowania fabryk nitrogliceryny w pobliżu osiedli ludzkich, a ludzie byli wypadkiem tak wstrząśnięci, że nie chcieli zgodzić się nawet na dalsze sąsiedztwo z taką niebezpieczną Wszystko to nastręczało trudności, które wydawały się niepokonalnemi. Chodziło o to, aby fabryka tak poszukiwanego materjału wybuchowego znajdować się mogła w pobliżu dróg komunikacyjnych, potrzebnych do jej transportowania, a tymczasem każde miasteczko wszystko, co mogło, aby się zabezpieczyć od niepożądanego sąsiedztwa. Pomysłowy wynalazca osiadł ze swoją niepopularną fabryką na zakotwiczonym promie na jeziorze Melern, ale i tu nie dano mu spokoju, bo miejscowości przybrzeżne chciały być jak najdalej od możliwości katastrofy. To też fabryka na promie koczowała z miejsca na miejsce, nigdzie nie znajdując spokoju. Świat nie dał się odstraszyć katastrofą Heleneborską i zamówienia zaczęły napływać , lecz niedostateczne doświadczenie w obchodzeniu się z niebezpieczną materją doprowadziło do szeregu nowych katastrof w Europie i w Ameryce, a ich następstwem było to, że niektóre rządy postanowiły zakazać nietylko dowozu nitrogliceryny, ale nawet jej tranzytu przez własne terytorja. Znowuż zdawało się, że wobec niesłychanych trudności trzeba będzie opuścić ręce i dać za wygraną, ale Nobel nie ustąpił. Ponieważ w bracie Oskarze stracił najdzielniejszego pomocnika, a ojciec jego był skutkiem paraliżu do pracy niezdolny, więc zaczął szukać nowych współpracowników. Znalazł i w rok po katastrofie powstało Towarzystwo nitroglicerynowe, które zbudowało nietylko nową w Vinterviken w pobliżu Sztokholmu, ale powołało do życia fabryk filjalnych poza granicami Szwecji. Energja znakomitego człowieka odniosła świetne zwycięstwo.

MISTRZ PRZYPADEK.

Zwycięstwo było świetne, ale niezupełne. Pomimo wielkie doświadczenie, fabrykacja nitrogliceryny, jej transportowanie i zastosowanie przedstawiały jeszcze ciągle wielkie niebezpieczeństwo. Tu i owdzie powtarzały mniejsze lub większe katastrofy, zniechęcając ludzi do używania tak ryzykownego środka wybuchowego. Nobel rozmyślać nad ostatecznem ujarzmieniem nitrogliceryny przez danie jej takiej postaci, w której siła wybuchowa byłaby niezmniejszona, a niebezpieczeństwo byłoby wykluczone. Już od roku 1863 Nobel zastanawiał się nad tem, czy nie dałoby się odebrać nitroglicerynie jej postać płynną i zamienić ją w postać stałą, ułatwiającą transport i zastosowanie, a przedewszystkiem wyłączającą niebezpieczeństwo. W poszukiwaniu takiej formy dokonał prób, ale żadna nie doprowadziła do pożądanego wyniku. Wielkiemu wynalazcy przyszedł z pomocą przypadek, który byłby uszedł uwagi mniej czujnemu oku, ale który został dostrzeżony i wyzyskany przez genjalnego Szweda. Dzięki wspomnianemu przypadkowi w roku 1866 został wynaleziony dynamit, znany odtąd i używany na całym Gdy mowa o , to przedewszystkiem wyobrażamy sobie to ogromne zniszczenie, ten materjał wybuchowy powodował podczas wojen, przypadkowych katastrof, a także jako narzędzie w ręku różnych zamachowców. To też w pierwszej chwili mogłoby się nam wydawać, że wynalazek ten nie powinien być zaliczany do cennych i wartościowych dla ludzkości. Ale dość pomyśleć o tem, że bez niego nie potrafiłby się obyć dzisiejszy przemysł górniczy i że niezliczone prace techniczne, jak naprzykład budowa wielkich tuneli, byłyby wprost niemożliwe, aby zdać sobie sprawę z tego, że w ręku ludzi powołanych do korzystania z niego, stał się on cennym i niezastąpionym pomocnikiem człowieka. Pewnego razu w jednej ze swoich fabryk, zbudowanych poza granicami Szwecji, mianowicie w Kruemmel pod Hamburgiem, zauważył Nobel, że z jakiegoś nieszczelnego naczynia wycieka nitrogliceryna na ziemię. Nie było w tem nic osobliwego, ale bystre oko wynalazcy odrazu spostrzegło, że piasek łatwo nasyca się płynem wybuchowym, Przez głowę strzeliła mu myśl, czy też ów piasek nasycony nitrogliceryną posiada własności wybuchowe. Podjęte próby wykazały trafność przypuszczenia; piasek nasycony nitrogliceryną posiadał wielką siłę wybuchową, w niczem nie ustępującą wybuchowej sile nitrogliceryny. Tem samem rozstrzygnięte zostało zagadnienie, które od dawna zaprzątało umysł wielkiego wynalazcy. Chodziło teraz jedynie o to, aby znaleźć taki materjał, który wchłaniałby jak największe ilości Korekta}nitrogliceryny,|nitrogliceryny. Materjał taki znaleziono wreszcie w tak zwanym kieselgurze, piasku znajdującym się w wielkich ilościach w okolicach Hanoweru. Piasek ten pochodzi z muszelek bardzo drobniutkich żyjątek i posiada ogromną chłonność, łącząc się chciwie z wielkiemi ilościami nitrogliceryny. Wynalezienie dynamitu spada do roku 1866; dokonał go 33-letni Nobel. Dzięki temu wynalazkowi siła wybuchowa nitrogliceryny została opanowana, jej niebezpieczeństwo zmniejszone zostało do minimum. Niebawem metoda fabrykowania dynamitu została udoskonalona i pozwalała łączyć 20-30 części kieselguru z 70-80 częściami nitrogliceryny z dodatkiem pewnej części kalcynowanej sody. Z takiej masy robiono następnie wałeczki długości 10 cm. i grubości 2-2,5 cm. W opakowaniu papierowem wałeczki dynamitu przypominają paczki cykorji, a dynamit w tej postaci zachowuje siłę wybuchową w ciągu nieograniczenie długiego czasu. Spostrzeżono przytem, że masa ta przy temperaturze niższej od 8°C zamarza, że przy zbliżeniu do niej płomienia spala się spokojnie, nie wybuchając, chyba że zapalają się jednocześnie wielkie ilości dynamitu. Aby spowodować wybuch, trzeba masę dynamitową rozgrzać powoli do 189°C albo szybko do 230°C, albo też ułożyć ją między dwiema płytami i uderzyć w nie mocno. Gdy używa się do tego płyt drewnianych, to dynamit nie wybucha, a pomiędzy dwoma kamieniami wybuch jest conajmniej bardzo niepewny. Ta właściwość dynamitu ogromnie zmniejsza niebezpieczeństwo przy transporcie w skrzyniach lub beczkach drewnianych. Nobel zabezpieczył sobie wyzyskanie finansowe swego wynalazku przez opatentowanie go w różnych krajach, pobudował fabryk w Europie i w Ameryce i od tego czasu zmuszony był do odbywania bardzo licznych podróży wobec czego trzeba było myśleć o znalezieniu sobie mieszkania w centrum świata, bo Sztokholm przy takich rozległych stosunkach z całym światem leżał nieco zabardzo na uboczu. Dopóki żyli rodzice Nobla, sławny wynalazca nie mógł zdecydować się na porzucenie Sztokholmu i szukanie sobie mieszkania gdzieindziej, po ich śmierci wszakże Sztokholm stracił dla niego dawne znaczenie. Ojciec Nobla, sparaliżowany po wypadku Heleneborskim, umarł w roku 1872, doczekawszy się 71 roku życia i wielkiej sławy oraz wielkiego mienia swego syna; matka jego umarła w roku 1889. Po jej śmierci sławny wynalazca przeniósł się na stały pobyt do Paryża. Dynamit nabierał coraz większego rozgłosu i wzięcia w całym świecie. Podczas gdy w rok po wynalezieniu tego środka wybuchowego produkcja jego wynosiła zaledwie 11 tonn, w sześć lat później produkowano już 2050 tonn, a w roku następnym 3120, zaś pod koniec ubiegłego stulecia w samej Europie produkowano dynamitu 7000 tonn rocznie. Do szybkiego rozpowszechnienia się dynamitu po całym świecie, przyczyniła się zdaniem Nobla olbrzymia katastrofa na morzu: pewien statek, wiozący 200 beczek dynamitu wyleciał w powietrze niedaleko Limy w Peruwji, która była jego celem. Katastrofa ta zniszczyła statek tak doszczętnie, że nigdy nie zdołano odszukać najmniejszych jego śladów. Chociaż katastrofa ta powinna była odstraszyć, to jednak od owej chwili popyt na dynamit wzmógł się niesłychanie. Oczywiście, że takie świetne powodzenie Nobla było pokusą dla wielu chemików, którzy zaczęli łączyć nitroglicerynę z różnemi materjałami, spodziewając się jeśli nie przewyższyć siły wybuchowej dynamitu, to przynajmniej mu dorównać. Powstał istotnie cały szereg nowych fabrykatów nitroglicerynowych na sposób dynamitu pod bardzo różnemi nazwami, ale żaden z nich nie zdołał dorównać wynalazkowi Nobla. Zwyczajny dynamit Nobla znajduje się dotychczas poza wszelką konkurencją.

DOSKONALENIE WOJNY i MARZENIA O WIECZNYM POKOJU.

Do Paryża przyjechał Nobel nie dla przyjemności i nie dla odpoczynku, 18 lat, w czasie których mieszkał tam w zacisznym pałacyku przy Avenue Malakoff, należą do najbardziej pracowitych w jego życiu. Pochłonięty pracą, nie myślał nawet o tych przyjemnościach życia towarzyskiego, któremi Paryż wyróżnia się przed innemi miastami świata. Uważano go z tego powodu za dziwaka, który dla jakichś nieznanych powodów stronił od ludzi niby średniowieczny alchemik. Tak czy owak, faktem jest, że Nobel nie odczuwał potrzeby obcowania z wielkim światem i że obok małego kółeczka zaufanych przyjaciół wystarczało mu najzupełniej jego laboratorjum i bibljoteka, w których oddawał się swoim umiłowanym studjom nad materjami wybuchowemi oraz tym subtelnym przyjemnościom, jakich dostarczyć mogą literatura, filozofja i sztuka. Dla tego dobrowolnego odosobnienia się od świata uchodził w oczach ludzi, którzy go znali, za ekscentryka. Nie rozumiano naprzykład, że człowiek tak bogaty, jak Nobel, przyjmując w swoim paryskim przyjaciół, częstował ich najwybredniejszemi potrawami i najlepszemi winami, ale sam zadawalał się pożywieniem jak najprostszem. Nie rozumiano też, dlaczego człowiek, który mógł był dać wszelkie możliwe dostatki na- wet najliczniejszej rodzinie, nie żeni się. Zdaje się, że Nobel sam nie zastanawiał się nad tą sprawą. W pierwszej młodości, gdy musiał myśleć o sparaliżowanym ojcu i całej rodzinie, zubożałej po powrocie z Rosji nie mógł marzyć o ożenku, bo życie nakładało mu wiele innych obowiązków. Później, gdy razem z dokonanemi przez siebie wynalazkami został pochłonięty całkowicie organizowaniem swoich fabryk i laboratorjów, miał czasu jeszcze mniej. Wreszcie nie jest wykluczonem, iż przebywając w laboratorjach w sąsiedztwie niebezpiecznych materji wybuchowych, myślał może, że niema prawa zakładać rodziny, którą wypadek bardzo łatwo może pozbawić opiekuna. Śmierć tragiczna brata Oskara była żywem ostrzeżeniem. Jako człowiek przewidujący musiał się liczyć i z tem, że żona starałaby się niezawodnie odciągnąć go od niebezpiecznego laboratorjum i że prędzej czy później musiałby wybierać między jej przyjaźnią, a swemi skłonnościami badawczemi. Rozumiejąc, że stosunki rodzinne krępowałyby go pod wielu względami, zrezygnował z założenia własnego ogniska rodzinnego. Ale życie samotne nie odpowiadało mu snać w zupełności, bo w czterdziestym trzecim roku życia, gdy przy ogromnym majątku zmniejszyły się zarazem jego wielkie dawniejsze obowiązki, umieścił w kilku pismach francuskich i zagranicznych takie ogłoszenie: „Bardzo bogaty, wykształcony, starszy mężczyzna, mieszkający w Paryżu, poszukuje damy znającej języki obce i niezupełnie młodej dla pełnienia obowiąz- ków sekretarki i dozoru nad gospodarstwem domowem”. Ofert otrzymał wiele, a śród nich znalazła się oferta hrabiaki Berty Kinskiej, późniejszej baronowej Suttner, autorki głośnej w swoim czasie powieści „Precz z orężem”. Nobel poznał się na tej niepospolitej kobiecie i z pośród wielu ofert wybrał ofertę jej. Hrabianka Kinska przyjechała tedy do Paryża i przez niedługi czas była nietylko sekretarką, lecz i powiernicą znakomitego wynalazcy. Ponieważ do Paryża przyjechała, uciekając przed nieszczęśliwą miłością dla ubogiego barona Suttnera, przeto wyjechała z tego miasta, jak tylko warunki przemieniły miłość nieszczęśliwą w szczęśliwszą, czyli gdy złożyło się tak, że mogła była wyjść zamąż za kochanego człowieka. Ale i po wyjeździe z Paryża utrzymywała ona bardzo serdeczne stosunki z Noblem i prowadziła z nim ożywioną korespondencję. Tej uzdolnionej kobiecie zawdzięczamy dużo wiadomości o życiu, pracach i marzeniach sławnego wynalazcy i filantropa. Treścią jego życia była bezustanna praca, a treścią tej pracy marzenie o szczęściu całej ludzkości. Gromadząc wielkie bogactwa, nie uważał ich za swoją własność, ani za współwłasność swoich krewnych, lecz przeznaczał je dla całej ludzkości i na krzewienie tego, co ta ludzkość posiada najcenniejszego i najpiękniejszego. Kim był ten wielki wynalazca i fabrykant dynamitu, o tem mówi paradoksalny zaiste fakt, że przez zetknięcie się z nim i wymianę listów uzdolniona hrabianka Kinska stała się gorliwą propagatorką pokoju i po wyjściu zamąż za barona Suttnera, dała się poznać całemu światu jako autorka powieści, wymierzonej przeciwko wojnie. W fundacji ustanowionej przez siebie, Nobel ustanowił specjalną nagrodę za propagowanie pokoju i przyczynianie się do świata. Że jego zasady wypowiadane o konieczności służenia całej ludzkości nie były li-tylko frazesami, tego dowodzi fakt, że wszystkim krewnym swoim przekazał testamentem zaledwie drobną cząstkę swego ogromnego mienia, przeznaczając je w całości na usługi krzewienia w świecie mądrości, dobra i piękna. Gromadzenie kapitału w jednem ręku dla przekazywania go przyszłym pokoleniom, które do niego ręki nie przyłożyły, uważał za niemoralne i wypowiadał się o tem do swoich najbliższych. Jako człowiek uważał siebie za obywatela całego świata, a chociaż sławną fundację założył w swoim kraju ojczystym, dając mu pod tym względem pierwszeństwo przed innemi krajami, to jednak owoc pracy swego życia i swego genjuszu ofiarował wszystkim narodom w równej mierze. Jako wynalazca dynamitu, żelatyny wybuchowej i prochu bezdymnego służył doskonaleniu wojny, ale wszystko, co na wojnie zarobił, poświęcił sprawie krzewienia pokoju. Marząc o zniszczeniu wojny przez wojnę, nie spoczywał na laurach, ale pracował bezustannie dalej nad wynalezieniem takiej materji wybuchowej, która przewyższyłaby znacznie siłę nitrogliceryny i dynamitu. Jego najprzedniejszy wynalazek, dynamit, był niewątpliwie materjałem o strasznej si- le wybuchowej, ale pragnień swego wynalazcy nie zaspakajał. Kieselgur, aczkolwiek był piaskiem nadzwyczajnie miałkim, musiał, logicznie rzeczy biorąc, pomniejszać siłę wybuchową nitrogliceryny, bo sam materją wybuchową nie był. Drogę prostych wnioskowań doszedł Nobel do przekonania, że gdyby się udało nitroglicerynę z jakim marerjałem wybuchowym albo choćby tylko palnym, to siła jej wybuchowa musiałaby być znacznie większą od siły wybuchowej dynamitu. Przez szereg lat pracował Nobel nad rozwiązaniem tego nowego zagadnienia nie zrażając się niepowodzeniami, ale o materjał lepszy od kieselguru hanowerskiego było trudno, jeśli chodziło o połączenie z nią nitrogliceryny i danie jej postaci stałej albo przynajmniej względnie stałej. Umysł Nobla należał do tych organizacji duchowych, które złe zastępują dobrem, a dobre zastąpić pragną lepszem. Dynamit był wspaniałym środkiem wybuchowym, ale nikt lepiej od Nobla nie wiedział, że istnieją nieograniczone możliwości doskonalenia istniejących związków wybuchowych, lecz jako eksperymentator i wynalazca wiedział też, że dla natknięcia się na myśl właściwą trzeba dokonywać mnóstwa prób, aż wreszcie z całego szeregu skomplikowanych doświadczeń wyłoni się zasada tak prosta, że zadziwi nietylko samego wynalazcę, lecz i cały świat.

JESZCZE RAZ PRZYPADEK I... ŻELATYNA.

Ta sama sprawa zajmowała nietylko Nobla, ale i innych chemików. Sama przez się nasuwała się myśl, że jeśli nitrogliceryna zostanie połączona z innym materjałem wybuchowym, to powstanie związek znacznie silniejszy od wszystkich dotychczas znanych materjałów wybuchowych. Ludzie pracujący w tej dziedzinie, zwrócili uwagę przedewszystkiem na bawełnę strzelniczą, która siłą wybuchową przewyższa przeszło trzy razy czarny proch strzelny. Jeśli w jednostkach wagowych siła prochu czarnego równa się 3,2 a bawełna strzelnicza 9,7, to łatwo wyobrazić sobie, jak wielką siłą wybuchową musiałoby się odznaczać połączenie bawełny strzelniczej z nitrogliceryną, której siła wybuchowa wyraża się w takich samych jednostkach wagowych jako 10,1. To też już Anglik Abel w roku 1867, czyli w rok po wynalezieniu dynamitu, próbował sycić bawełnę strzelniczą nitrogliceryną, ale wszystkie próby zawodziły. Nad udoskonaleniem dynamitu pracowało wielu innych chemików, ba każdy z nich mógł korzystać z nitrogliceryny, a gdyby się udało choć w drobnej części prześcignąć dynamit, to tem samem można było zapewnić sobie miljonowe zyski. Nobel sam tak jak i inni chemicy, próbował dokonać połączenia bawełny strzelniczej z nitrogliceryną, ale nie wiodło mu się lepiej, niż Ablowi. Wielki wyna- lazca był jednak o tyle szczęśliwszym od współzawodników, że posiadał wyjątkowo czujną inteligencję i że uwadze jego nie wymykał się literalnie żaden najdrobniejszy szczegół. Jak przy wynalezieniu dynamitu, tak i teraz z pomocą przyszedł mu przypadek i to przypadek, który byłby przeoczony przez każdego innego badacza. Jeśli przypadek zaskoczył Nobla, to i Nobel zaskoczył przypadek swoją czujną spostrzegawczością. Pewnego dnia Nobel skaleczył się lekko w palec i jak to zwykli czynić ludzie pracy, pokrył skaleczone miejsce warstewką kolodjum. W ciągu dnia drobna ranka nie zwracała na siebie uwagi, ale w nocy zaczęła tak dokuczać, że Nobel nie mógł spać. Pragnąc odwrócić myśli od bolącego palca i nie marnować czasu, którego nie mógł użyć na wypoczynek, Nobel wstał i o godzinie drugiej w nocy udał się do laboratorjum dla dokonania kilku doświadczeń. Manewrując probówkami i odczynnikami rzucił okiem na kolodjum na palcu i nagle zrodziło się w nim pytanie, czy kolodjum nie dałoby się sycić nitrogliceryną. Dokonał natychmiast próby i przekonał się, że kolodjum chciwie łączy się z nitrogliceryną. Kolodjum jest to rozczyn azotanów błonnika, nitroceluloza w mieszaninie alkoholu i eteru. Rozczynu tego używa się do tamowania krwi w drobnych rankach lub do zabezpieczenia podrażnionej skóry przed wpływami zewnętrznemi. Po posmarowaniu skóry tym rozczynem eter i alkohol ulatniają się bardzo szybko, a na skórze pozostaje cienka warstwa prze- zroczysta kolodjonu. Do rozczynu tego dodaje się trochę gliceryny lub oleju rycynowego dla uczynienia błonki trwalszą i elastyczniejszą. Takiego więc kolodjum użył Nobel do sycenia go nitrogliceryną i w ten sposób wynaleziona została żelatyna wybuchowa przewyższająca siłą wybuchową dynamit i nitroglicerynę. Nowy ten materjał wybuchowy znalazł bardzo rozległe zastosowanie w technice, a miejscami wyparł zupełnie dynamit. Używano żelatyny wybuchowej zaraz po jej wynalezieniu do rozsadzania niezwykle twardych kamieni przy budowie tunelu Gotardzkiego. Do dnia dzisiejszego nie wynaleziono silniejszego materjału wybuchowego. Tabelka poniższa deje poglądowe wyobrażenie czem jest nitrogliceryna w połączeniu z kolodjum; jednostki oznaczają stopień siły wybuchowej poszczególnych materjałów:

Proch czarny Bawełna strzelnicza Nitrogliceryna Dynamit Żelatyna wybuchowa | 3,2 9,7 10,1 10,1 10,3

Żelatyna wybuchowa została wynaleziona w roku 1875 i, jak to sobie łatwo wyobrazić, stała się dla wynalazcy źródłem olbrzymich dochodów, bo wspaniały ten środek wybuchowy posiadał ogromne znaczenie dla wojsk wszystkich krajów. Oba wielkie wynalazki te dały Noblowi olbrzymie mienie, pozwalające mu na zaspakajanie każdego pragnienia. Przeciętny człowiek byłby sobie może powiedział, że dość wysiłków i że można oddać się zasłużonemu odpoczywaniu i używaniu. Ale Nobel o odpoczynku nie myślał. Największą przyjemnością była dla niego praca: oddawał — się jej z wielkim zapałem i wynajdywał coraz nowe rzeczy o wielkiej doniosłości dla techniki. Na czas niejaki rozstał się nawet ze swoją ulubioną nitrogliceryną i przy pomocy swoich stałych zabrał się do pracy w innej dziedzinie, która w rezultacie dała mu liczne patenty, a między innemi patent na wytwarzanie i koncentrowanie kwasu siarczanego, na kotły parowe, na automatyczny hamulec kolejowy i na wiele innych wynalazków podobnych. Ale... „on revient toujours à ses premièrs amours”, czyli że stara miłość jest wiecznie nową miłością. Prawdziwość tego przysłowia francuskiego potwierdziła się na Noblu. Powrócił on do swoich materjałów wybuchowych i zainteresował się specjalnie prochem strzelnym. Ten wielki wynalazek wieków średnich, który w stosunkowo niedługim czasie przekształcił cały świat, usuwając z niego romantyczne rycerstwo i potęgując wzrost techniki we wszystkich dziedzinach życia, miał obok bardzo wielu zalet jedną wielką wadę: wytwarzał przy użyciu dużo dymu, który odurzał strzelającego i zdradzał atakowanemu miejsce przebywania przeciwnika. Od dawna więc chodziło o to, aby wynaleźć proch bezdymny, a przynajmniej małodymny. Zagadnienie w ciągu stuleci pozostawało nierozwiązanem. Do prochu bezdymnego zabrał się tedy i Nobel. Należał on do tych, którzy są przekonani, że doskonałość i siła broni znakomicie przyczyniają się do zabezpieczenia pokoju, a jednocześnie do podniesienia kultury. Przed wynalezieniem prochu, wojny wygrywała fizyczna; liczba górowała bezwzględnie nad jakością, masa niejednokrotnie pokonywała ducha i stawała się czynnikiem decydującym. Stosunek odmienił się, gdy został wynaleziony proch strzelny i zmuszał umysł do możliwie rozległego wyzyskania tego wynalazku: masa przestała być tem, czem była dawniej i duch zaczął panować nad wielkością liczby. Nie zwyciężała już liczba silnych ramion, mieczów i maczug, ale wiedza, technika, bystra, przewidująca myśl wodza. W walkach dawnych siłę danego wojska wyrażano liczbą wojowników, w walkach na broń palną trzeba było szacować przeciwnika w sposób zgoła odmienny. Nikt nigdy nie wiedział z jaką bronią wystąpi do walki dany przeciwnik. Wiadomo przecie, jak wielkie znaczenie w walkach miało choćby nieznaczne ulepszenie broni palnej. Kto miał dalekonośniejsze działa lub karabiny, ten mógł atakować przeciwnika z miejsca dla jego broni niedosiężnego; sam mógł bić, nie będąc bitym. W tych do gruntu zmienionych warunkach wynik wojny stawał się coraz niepewniejszym; wielkie armje były niszczone przez armje małe, jeśli posiadały one lepszą broń i doskonalszą organizację. W czasach dawnych rozpoczęcie wojny bywało dziełem przypadku a nawet , w czasach doskonałej broni palnej rządy decydują się na rozpętanie wojny po bar- dzo gruntownych zastanowieniach nad wszystkiemi możliwemi czynnikami, które szalę zwycięstwa mogą przechylić w stronę najmniej oczekiwaną. Znając dobrze znaczenie techniki w dziejach cywilizacji świata, Nobel wyrażał się niejednokrotnie do swojej przyjaciółki, baronowej Suttner, że wojna zostanie kiedyś pokonana przez wojnę. Sam marzył o wynalezieniu takiego środka wybuchowego, który wojnę uczyniłby absurdem. Będąc jednym z najszlachetniejszych idealistów, umiał myśleć dość realistycznie, aby zdawać sobie sprawę z tego, że najpotężniejszym władcą świata jest mus. Był przekonany, że gdy pokój zostanie nakazany okolicznościami, to będzie musiał zapanować na całym świecie wbrew dobrej lub złej woli jednostek i narodów. Wyraża się w takiem przekonaniu niewiara w potęgę cywilizacji i przekonanie dość pesymistyczne, że ludzkość nie słucha wskazań rozsądku, lecz jedynie nakazów brutalnej siły, ale, niestety, przekonanie takie odpowiada rzeczywistości. Zgodnie z tem przekonaniem Nobel trzymał się zasady, że w drodze do wiecznego pokoju trzeba koniecznie doskonalić wojnę. Gdy możliwości niszczycielskie staną się wprost idealnemi, gdy w jednej krótkiej chwili będzie można zniszczyć całą armję wraz z jej uzbrojeniem i wszystkiemi środkami technicznemi, wówczas wieczny pokój zostanie osiągnięty. O takim doskonałym środku walki marzył Żeromski w swojej „Róży”, gdy falą płomienia posyłanego bardzo daleko, niszczył w swojem poetyckiem marzeniu wroga gnębiącego Polskę. Do prochu bezdymnego zabierał się tedy nietylko chemik, ale historjozof i filozof, jakim Nobel był istotnie.

OGIEŃ BEZ DYMU.

Powiada przysłowie, że niema dymu bez ognia. Gdzie się pojawiał dym w dawnych wojnach, tam domyślano się łatwo jego źródła w ogniu. Nobel zabrał się do wynalezienia ognia, oczywiście karabinowego i armatniego, który nie zdradzałby się dymem. Proch, wynaleziony w wiekach średnich budził w nim zachwyt jako jeden z najwspanialszych i najbardziej wielostronnych wynalazków. Temu zachwytowi dał wyraz zarazem poetyczny i ścisły: „Stara ta mieszanina posiada cudowną zaiste wielostronność, umożliwiającą różnorakie jej zastosowanie. W kopalni każą jej rozsadzać, ale nie pędzić, w karabinie ma pędzić, lecz nie rozsadzać; natomiast w granacie dokonywa ona jednego i drugiego. W zapalniku, jak naprzykład w fajerwerkach, spala się ona powoli, nie wybuchając. Ciśnienie, jakie ta mieszanina wytwarza przy tych różnorakich pracach stopniuje się od jednej uncji na cal kwadratowy w loncie, aż do 85.000 funtów na cal kwadratowy w granacie. Ale jak dziewczyna do wszystkiego, tak i proch strzelny nie posiada doskonałości w jednej jakiejkolwiek dziedzinie i dlatego wiedza współczesna, uzbrojona doskonalszemi narzędziami wypiera go z wielu dziedzin działalności coraz Za największą wadę prochu uważano zawsze masy wytwarzanego przezeń dymu, który nietylko przesłaniał strzelającemu widok swobodny, ale zatruwał powietrze tak dalece, że przy większej strzelaninie ludzie bywali czadem z prochu formalnie odurzeni. Już na początku minionego stulecia przedsiębrano bardzo liczne próby zmierzające do wytworzenia prochu bezdymnego lub małodymnego, ale dopiero w roku 1884 chemik francuski Vieille zdołał osiągnąć pewne rezultaty przez używanie odpowiednich środków rozpuszczających, jak eter, alkohol, aceton. Z tej rzadkiej masy wyrabiano następnie proch ziarnisty dość małodymny. Prawdopodobnie to powodzenie chemika zachęciło Nobla do spróbowania szczęścia i w tej dziedzinie. Naturalnie, że przyszło mu na myśl wyzyskanie w tym celu materjałów wybuchowych, które sam wynalazł. Podczas prób przedsiębranych przez Nobla został zastanawiający fakt, że gdy w żelatynie znajduje się większa ilość nitrocelulozy, to siła wybuchowa tej mieszaniny ulega zmniejszeniu. Idąc w tym kierunku, Nobel wytworzył względnie słabą mieszaninę z bawełny strzelnej i żelatyny wybuchowej. Kombinacja ta była ciekawa z tego względu, że przez odpowiednie ustosunkowanie została tak osłabiona, iż nikt nie byłby przypuścił, iż pochodzi ona z dwóch materjałów wybuchowych o tak wielkiej sile. Przez różne inne dodatki, osobliwie kamfory, siła wybuchowa tej mieszaniny została jeszcze bardziej osłabiona i z masy zyskanej w ten sposób udało się Noblowi wytworzyć wreszcie proch, który przewyższał znacznie proch Vieillego, bo był prawie zupełnie bezdymny. Ten nowy wynalazek dokonany w roku 1888, został opatentowany we wszystkich krajach cywilizowanych pod nazwę ballistytu, wyparł zwycięsko dawny proch dymiący i powiększył jeszcze bardziej sławę i tak już sławnego wynalazcy. Ale wynalazek ten przysporzył mu najnieoczekiwaniej wiele przykrości i to w okolicznościach zgoła niezwykłych. W roku 1888 umarł w Cannes we Francji starszy brat Nobla, Ludwik, który od roku 1856 był kierownikiem fabryki Petersburskiej, założonej przez jego ojca. Ten brat Ludwik, razem z najstarszym z braci, Robertem, założył w Rosji sławną na cały świat firmę „Bracia Nobel”, która eksploatowała bogate źródła nafty na zachodnim brzegu morza Kaspijskiego. Otóż gdy rozeszła się wieść o śmierci Nobla, wszyscy byli przekonani, że chodzi o sławnego wynalazcę dynamitu i w gazetach pojawiły s:ę artykuły poświęcone jego pamięci i ocenie wielkości jego wynalazków. Z artykułów tych Alfred Nobel mógł być zadowolony, gdyż dowiedział się w nich, jak bardzo był ceniony w kołach fachowców. Nie było takiego kraju, w którym domniemana jego śmierć nie byłaby wywołała objawów najszczerszej sympatji. Ale przy tej sposobności Nobel dowiedział się też, że kraj, w którym mieszkał on od lat kilkunastu, nie podzielał sympatji okazywanej mu przez inne kraje. W pismach francuskich pojawimy się artykuły w których dawano wyraz rozżaleniu, a nawet o- burzeniu, że wielki wynalazca nie okazał swojej przybranej ojczyźnie takiego przywiązania, jakiego od niego oczekiwano. W owych czasach Francja znajdowała się w stosunkach niebardzo przyjaznych z Włochami, i zdaniem pewnych kół francuskich Nobel nie powinien był sprzedawać swego wynalazku bezdymnego prochu także i Włochom, z którymi mogło dojść do starcia. niezadowolenie to zostało przemilczane, ale gdy rozeszła się wieść o jego śmierci, nie ukrywano swego rozżalenia. Tarcia włosko-francuskie minęły szczęśliwie, sprawa domniemanej śmierci Alfreda Nobla wyjaśniła się, ale uraza znalazłszy raz wyraz w opinji francuskiej rosła i pogłębiała się. Doszło wreszcie do tego, że prefekt departamentu Seineet-Oise zagroził Noblowi dwumiesięcznem więzieniem jeśli nie będzie on ściśle przestrzegał przepisów dotyczących obchodzenia się z materjałami wybuchowemi. Nobel odczuł to jako wyraz niechęci władz francuskich względem siebie i w roku 1891 przeniósł się na stały pobyt do San Remo, gdzie w willi Mio Nido (Moje gniazdo) prowadził nadal swoje pracowite życie, przyjmując tam małe kółko przyjaciół. Niegościnny dla siebie Paryż opuszczał Nobel ze spokojną rezygnacją, gdyż niewielu zostawiał w nim przyjaciół, którzy byliby go opłakiwali. Jedynym domem, w którym bywał dość częstym gościem, był dom pani Juliette Adam, kobiety światłej i szlachetnej. Już 31 stycznia 1888 roku zdobył Nobel patent angielski na swój prochu bez- dymnego. Zdawało się mu tedy, że jego prawo wynalazcy jest i w tym kraju, jak i gdzieindziej, zupełnie zabezpieczone. Stało się inaczej: w Anglji zaczęto wyrabiać małodymny proch, nazwany kordytem (Cordit, który zdaniem Nobla, i rzeczoznawców był naśladownictwem jego wynalazku i stanowił jawne pogwałcenie patentu otrzymanego w roku 1888.) Na tle tej sprawy doszło do procesu sądowego w roku 1894. Powołując się na swój patent i na opinję rzeczoznawców, Nobel wykazywał, że jest właściwie tylko słabą odmianą ballistytu i że państwo powinno wziąć go w opiekę przeciwko nieuprawnionemu naśladowcy. Proces ten Nobel przegrał. Sąd angielski nie uznał jego pretensji i nietylko że je oddalił, ale skazał nadto sławnego powoda na zapłacenie wysokich kosztów sądowych. Zrezygnowany z dalszego dochodzenia swoich spraw, Nobel zamknął się w sobie i w pracy szukał zapomnienia przykrości, jaka go spotkała. Nie był to zresztą człowiek, który za wszelką cenę chce postawić na swojem; wszystko to, czem świat imponuje ludziom przeciętnym, było mu zupełnie obcem i obojętnem. Sfera jego zainteresowań była tak rozległa, że byłaby starczyła do wypełnienia życia niejednego człowieka. Jak tedy bez goryczy opuścił Paryż, gdy spotkał się z wyrazem nieżyczliwości ze strony sfer urzędowych, tak przeszedł do porządku dziennego nad przegranym procesem kordytowym. Jak dla wszystkich natur genjalnych, tak i dla niego życie było cudowną formą, którą należało wypełniać jeszcze cudowniejszą treścią.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…