Read here

Historya Nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego

Jan Sygański · 1892 · Free in the US

40,029 words · about 2 h 48 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1892 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Historya_Nabożeństwa_do_Najśw._Serca_Jezusowego&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Jan Sygański
Language
Polish
Published
1892
Length
40,029 words · about 2 h 48 min
Sections
9 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (9)

Continue:

po całym świecie a w szczególności w Polsce

POBOŻNE KSIĄŻKI

DLA WIERNYCH KAŻDEGO STANU.

Tom 49.

HISTORYA NABOŻEŃSTWA

DO

NAJŚW. SERCA JEZUSOWEGO

po całym świecie a w szczególności w Polsce

NAPISAŁ

Ks. Jan Sygański T. J.

W KRAKOWIE.

CZCIONKAMI DRUKARNI WŁ. L. ANCZYCA I SPÓŁKI,

pod zarządem Jana Gadowskiego.

1892.

Facultas R. P. Provincialis. | Ego Michael Mycielski, Praepositus Provincialis Provinciae Galicianae Societatis Jesu, potestate ad hoc mihi facta ab A. R. P. N. Antonio Anderledy, Praeposito Generali ejusdem Societatis, facultatem concedo, ut opusculum sub titulo: | „Historya Nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego“ | a duobus censoribus revisum et approbatum, typis mandetur. Cracoviae die 8 Martii 1892. | Nr. 1133. IMPRIMATUR. Cracoviae die 10 Martii 1892. | Nakładem ks. Michała Mycielskiego T. J.

po całym świecie a w szczególności w Polsce

POBOŻNE KSIĄŻKI

DLA WIERNYCH KAŻDEGO STANU.

Tom 49.

HISTORYA NABOŻEŃSTWA

DO

NAJŚW. SERCA JEZUSOWEGO

po całym świecie a w szczególności w Polsce

NAPISAŁ

Ks. Jan Sygański T. J.

W KRAKOWIE.

CZCIONKAMI DRUKARNI WŁ. L. ANCZYCA I SPÓŁKI,

pod zarządem Jana Gadowskiego.

1892.

Facultas R. P. Provincialis. | Ego Michael Mycielski, Praepositus Provincialis Provinciae Galicianae Societatis Jesu, potestate ad hoc mihi facta ab A. R. P. N. Antonio Anderledy, Praeposito Generali ejusdem Societatis, facultatem concedo, ut opusculum sub titulo: | „Historya Nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego“ | a duobus censoribus revisum et approbatum, typis mandetur. Cracoviae die 8 Martii 1892. | Nr. 1133. IMPRIMATUR. Cracoviae die 10 Martii 1892. | Nakładem ks. Michała Mycielskiego T. J.

„I RZECZECIE W ON DZIEŃ: WYZNAWAJCIE

PANU I WZYWAJCIE IMIENIA JEGO; OZNAJ-

MUJCIE MIĘDZY NARODY WYNALAZKI JEGO“.

Izaj. XII.

PRZEDMOWA.

ześć Najsłodszego Serca Pana Jezusa z dniem każdym rozwija się przesławnie w Kościele bożym. Coraz też liczniejsze pojawiają się w świecie naukowo-religijnym pisma i książki, roztrząsające ten przedmiot z wielką ścisłością naukową i ciepłem iście chrześcijańskiem. Francya, będąca kolebką tego, nabożeństwa, złożyła pierwsza dowody czci Serca Jezusowego, a pod względem opisów nie dała się prześcignąć innym narodom. W ślad za Francyą postępują Niemcy, Hiszpanie, Anglicy i Włosi, którzy także nie mało dobrych i cennych, o tym przedmiocie ogłosili książek. I nasza Polska nie ostatnie w tej mierze zajmuje miejsce. W drukarniach OO. Pijarów i Jezuitów tłoczono już w XVIII stuleciu książki nabożne i ascetyczne ku czci Serca Jezusowego. Obecnie „Posłaniec Apostolstwa Serca Jezusowego“, wydawany w Krakowie przez O. Michała Mycielskiego T. J. roznosi tę cześć po rozmaitych zakątkach świata, dokąd tylko „bieda Polska“ dotarła. Niedostawało nam dotąd w ojczystym języku treściwej i dokładnej historyi o początkach i dalszym rozwoju nabożeństwa do Serca Jezusowego po różnych krajach, a przedewszystkiem na ziemi polskiej. Pragnąc temu brakowi jakkolwiek zaradzić, zabrałem się do napisania niniejszej książeczki treściwie i jasno. Jest to owoc długich poszukiwań i sumiennych badań. Służyć ona może nietylko do pobożnego czytania, ale przyda się wybornie jako podręcznik dla kaznodziei, Serce Jezusowe swą wymową uczcić pragnących. Daj Boże, aby ta skromna rozmiarem książeczka, przyczyniła się choć w części do rozkrzewienia i spotęgowania czci Najsłodszego Serca Jezusowego, a w takim razie cel i zadanie tej drobnej pracy mojej będą w zupełności osiągnięte. Nomy Sącz, d. 15 stycznia 1892 r.

ROZDZIAŁ PIERWSZY.

Ślady czci Serca Jezusowego w dawnych chrześcijaństwa wiekach. 430—1657 r.

ako drobne ziarneczko rzucone na dobrą ziemię kiełkuje, rośnie i rozwija się w bujną roślinę a wreszcie w ogromne wyrasta drzewo — tak i nabożeństwo do Serca Jezusowego z początku drobne i prawie niedostrzegalne, za dni naszych doszło do wielkich rozmiarów, stało się wspólną i powszechną całego katolickiego świata własnością. Obecnie, dzięki gorliwości takich papieży, jak. Benedykt XIII, Benedykt XIV, Klemens XIII, Pius VI, Pius IX i Leon XIII, może ono wykazać liczny poczet zwolenników i wielbicieli swoich, już nie tylko w oświeconej Europie, lecz nawet w dalekiej Ameryce, napół dzikiej Azyi, Australii i Afryce, tak, że jego wspaniały rozwój i rozkwit za dni naszych przyrównać można do drzewa nad ściekami wód, którego owocami posilają przechodnie swe spragnione usta a wśród upałów słonecznych w jego cieniu spoczywają bezpiecznie. Dzieło to iście boże coraz to piękniejsze w duszach wiernych wydaje plony, opromieniając świat cały nadziemskiem swem światłem i ciepłem. Lecz zkądże to tak nagły i prawie cudowny jego rozkwit i rozwój w tych nowszych chrześcijaństwa czasach? Zkąd ta cześć, jakiej powszechnie za dni naszych zażywa? Zkąd ów rozgłos, jakiego w świecie katolickim z dniem każdym nabiera? Czyż ono jest może czemś zupełnie nowem w Kościele bożym? Gdzie tam! Sięga ono swym początkiem Golgoty, gdzie na krzyżu Bóg-człowiek dla zbawienia świata umierał. Zwisła już z ramienia głowa. Jego najświętsza, a zbrojny żołnierz rzymski, imieniem Longin, aby się przekonać o śmierci skazańca, włócznią otwiera bok Jezusowy, a z otwartego boku Jego, natychmiast wyszła krew i woda, snać dlatego, abyśmy mogli czerpać wody z radością ze zdrojów Zbawicielowych, jak to na VII wieków przed tem przepowiedział prorok Izajasz. Cóż innego znaczy to otworzenie boku Jezusowego, jeśli nie zranienie Serca Jego, pyta uczony kardynał Gerdil? Sam zresztą Jan św., naoczny Ukrzyżowania , pierwszym był miłośnikiem i wielbicielem Jezusowego Serca, skoro opisując Ostatnią Wieczerzę, nie o kim innym, ale o sobie samym te ważne położył słowa: „Był jeden z uczniów Jego, siedzący na łonie Jezusowem, którego miłował Jezus. On tedy położywszy się na piersiach Jezusowych, rzekł Mu: Panie kto jest?“. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że z tej to miłości Serca Jezusowego zaczerpnął Jan św. owę głęboką znajomość bóstwa Chrystusowego i ów zarazem polot myśli, odróżniający go znacznie od sposobu pisania innych Ewangelistów, jak to już św. Augustyn trafnie był zauważył, a za nim złotousty Piotr Skarga powtórzył, mówiąc: „O wiecznym z Ojca rodzaju Pana naszego, wielkim i dziwnym, nie śmieli pisać inni trzej Ewangeliści: Mateusz, Marek i Łukasz św. Sam ten i Jan, wysoko latający orzeł, tego się ważył w tej dzisiejszej Ewangelii, którą od tego począł: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo“. Na Sercu Jezusowem znalazł objawienie tej definicyi Boga: Bóg jest miłością. Na Sercu Jezusowem nauczył się wielkiej a trudnej umiejętności przenikania i nawracania serc ludzkich. W pierwszych zaraz wiekach chrześcijaństwa napotykamy nie rzadko w pismach natchnionych Ojców Kościoła, wyrażenia i całe ustępy, świadczące o tej czci, jaką byli dla boskiego Serca przejęci i tej żarliwości, z jaką pragnęli uwielbić Je przed światem. Tak między innymi św. Augustyn, biskup z Hippony († 430), jeden z pierwszorzędnych Ojców Kościoła, wyraźnie wspomina: „Longin otworzył dla mnie bok Chrystusów włócznią, a ja wszedłem i spoczywam tamże bezpiecznie“. I niech nas nie dziwi to mistyczne wyrażenie jego. Św. Augustyn bowiem przez lat wiele błąkał się po manowcach grzechu a przez lat dziewięć grzązł w błędach Manichejskiej sekty, i czuł to dobrze, że „niespokojne jest serce jego dopóki nie odpocznie w Panu“. To też wreszcie nawróciwszy się szczerze do Boga, dopiero w Najśw. Sercu Zbawiciela znalazł schronienie swoje bezpieczne, mówiąc: Longin otworzył dla mnie bok Chrystusów , a ja wszedłem i spoczywam tamże bezpiecznie. A gdzieindziej znów tak się odzywa: „Każdy naród, każdy język niechaj wyznaje i mówi: „Kochajmy zawsze, kochajmy Serce Najsłodszego Jezusa. O Serce zdroju żywej wody, daj mi pić tego uzdrawiającego napoju, który z Ciebie wytryska“. Święty Anzelm, arcybiskup Kantuaryjski († 1109), nazwany Ojcem teologii scholastycznej, tak się modli: „O miłości mego serca, o dobry Jezu, o kochający Jezu! Cóż Ci ofiaruję, cóż za Ciebie wycierpię, któryś tyle za mnie cierpiał? Tyś wydał się za mnie wszystek, i wszystko co we mnie jest dobrego, to Twoja praca. Kupiłeś duszę moją, kupiłeś ciało moje, kupiłeś mnie sobie na niewolnika; Twoim więc jestem z ciałem i duszą, oboje winienem za Cię położyć. Kochać Cię więc będę z całej mej duszy, służyć Ci będę całem mem ciałem. Otworzyła włócznia Serce Twoje, otworzę i ja serce moje wyznaniem win moich i do ran Jego się przyznam. Żelazo męki Twej niechaj przebije duszę moją“. Św. Bernard opat klasztoru Clairveaux (Jasna dolina), dla wielkiego daru wymowy nazwany doktorem miodopłynnym († 1153), wypowiada w homilii III de Passione Domini pełne słodyczy o Sercu Jezusowem słowa, których Kościół użył później w liturgicznych pacierzach święta Serca Jezusowego: „Ponieważ raz, mówi on, przyszliśmy do Najsłodszego Serca Jezusowego i dobrze nam tu być, nie dajmy się łatwo oderwać od Niego, o którem napisano jest: „Którzy Cię odstępują, na ziemi napisani będą“. Gdzież zaś napisani będą, którzy do Niego przystępują? Ty sam naucz nas. Ty powiedziałeś przystępującym do Ciebie: „Weselcie się, że imiona wasze napisane są w . Przystąpmy więc do Ciebie, i weselić i radować się będziemy w Tobie, pomni na Serce Twoje. O jak dobrze i jak słodko mieszkać w Sercu tem. Owszem dam raczej wszystko, wszystkie myśli i afekta serca zamienię, wszystko myślenie moje poruczając Sercu Jezusowemu, i niezawodnie Ono mnie nakarmi. O nad wszystkie piękności najśliczniejszy Jezu, „jeszcze więcej obmyj mię od nieprawości mojej i od grzechu mego oczyść mię“, abym oczyszczony przez; Ciebie do Ciebie Najświętszego mógł i w Sercu Twojem po wszystkie dni życia mojego zasłużył mieszkać. Na to zranione zostało Serce Twoje, abyśmy w Niem i w Tobie od zewnętrznych niepokojów uwolnieni, mieszkać mogli. Nie mniej i dlatego zranione zostało, ażebyśmy przez tę widomą ranę poznali niewidomą, którą Ci miłość zadała. Jakże ten ogień miłości lepiej mógł się objawić, jeżeli nie przez to, że nie tylko ciało ale i samo Serce włócznią zranić pozwolił? Cielesna więc rana, ranę duchową ukazuje. Któżby owego Serca tak zranionego nie miłował? Któżby miłującemu taką miłością się nie odwzajemniał? Któżby do Serca tak czystego się nie przytulił? O biegnijmy do Niego, pókiśmy jeszcze w tem ciele, oddawajmy Mu miłość za miłość, rzućmy się w objęcia Tego, który dla nas był zraniony, którego ręce i nogi bok i Serce, katy bezbożne przebiły; stójmy i czekajmy, aż On nasze serce, dotąd jeszcze nieczułe i twarde, skrępuje więzami miłości i jej strzałami Św. Bonawentura kardynał biskup Albaneński († 1274), Ojciec i doktor seraficzny Kościoła, rozmyślając o przebiciu włócznią boku Jezusowego, świętą niejako przejmuje się zazdrością kiedy powiada: „O szczęśliwa włócznio, któraś zasłużyła tego rodzaju otwór uczynić. Gdybym ja był na miejscu twojem, niechciałbym nigdy wyniść z Niego, lecz powiedziałbym z psalmistą: „To odpocznienie moje na wieki wieków: tu mieszkać będę, bom je obrał. O duszo oziębła czyż możesz się jeszcze dłużej ociągać? Oto Oblubieniec twój Najsłodszy Jezus pragnie cię przyjąć w objęcia swoje i złożyć pocałunek na ustach twoich, a ty nie kwapisz się do Niego? Ze zbytniej miłości pozwolił sobie bok otworzyć, aby ci oddać Serce swoje. Tam jako synogarlica twe płody czystej miłości ukrywaj, tam usta przykładaj, ażebyś piła ze źródeł Zbawicielowych“. Długo, potrzebaby przytaczać słowa wielu innych Świętych, na wskroś przejętych czcią Najśw. Serca, zanim jeszcze to nabożeństwo światu całemu objawionem zostało. Dla krótkości wymienię tu tylko: św. Piotra Damiana † 1226, św. Lutgardę Tungreńską † 1246, św. Gertrudę † 1334, św. Teresę † 1582, św. Alojzego Gonzagę † 1591, bł. Piotra Kanizyusza † 1597, św. Magdalenę de Pazzis † 1607, św. Różę Limańską † 1617, św. Franciszka Salezego † 1622. Oprócz tych Świętych, wielu pobożnych a uczonych pisarzy i wykładaczy pisma św. jak: Jana Lanspergiusza † 1539, Ludwika Blozyusza † 1566, Antoniego Gaudier † 1622, Ludwika de Ponte † 1624, Korneliusza a Lapide † 1637, Saint-Jure † 1657. Z dat powyższych chronologicznie zestawionych, czytelnik łatwo poznać może, że cześć Serca Jezusowego, tu i owdzie pomiędzy ludźmi świątobliwymi już od dawna znaną być musiała (chociaż jeszcze nie ujęta w tę formę, w jakiej później wystąpiła), skoro niektórzy z nich bez żadnego szczególniejszego zlecenia Bożego o niej mówili, a nawet osobne książki, pełne chrześcijańskiej wiary i pobożności o tym przedmiocie napisali. Wszelako to wszystko nosiło na sobie cechę cichej, osobistej, jakby prywatnej pobożności. Nadszedł wreszcie czas od opatrzności bożej oznaczony, kiedy to nabożeństwo, dotąd niby wątła roślinka w ukryciu i niewidocznie kiełkująca, w prześliczny okazały kwiat wyróść a cały katolicki świat do siebie pociągnąć miało. Rozchodziło; się jeszcze o narzędzie opatrznościowe, zdolne do spełnienia wysokich zamiarów bożych, a jak zwyczajnie tak i tym razem „wybrał Bóg głupstwa świata, aby zawstydził mądre: a mdłe świata Bóg wybrał, aby zawstydził mocne“, iż użyję słów Apostoła Narodów. Jak niegdyś w XIII wieku do zaprowadzenia uroczystości Bożego Ciała nie użył Pan Bóg za narzędzie ani Ludwika IX świątobliwego króla francuskiego, ani też znakomitych teologów: św. Tomasza z Akwinu lub Bonawentury, ale Julianny, ubożuchnej i nieznanej światu zakonnicy klasztoru w Mont-Cornillon blisko Leodyum w Belgii; tak też podobnie w XVII wieku rozkrzewienia nabożeństwa do Serca Jezusowego nie poruczył Zbawiciel ani św. Franciszkowi Salezemu, uczonemu biskupowi Genewskiemu, ani też innemu dostojnikowi kościelnemu, ale jednej z najuboższych i najpokorniejszych swych córek z zakonu Nawiedzenia Najśw. Maryi Panny — bł. Małgorzacie Maryi Alacoque. Z tą to wybraną Duszą i jej zgromadzeniem, w którem lat 19 świątobliwie przeżyła, bliżej nam się teraz zapoznać potrzeba.

ROZDZIAŁ DRUGI.

Zaszczytne powołanie bł. Małgorzaty Alacoque. Potrójne jej objawienie o nabożeństwie do Serca Jezusowego. 1647—1675.

e wschodniej Francyi niedaleko granicy szwajcarskiej, w departamencie Saony i Ligery leży miasteczko Paray-le-Monial, którego sława głośną jest dzisiaj już w całym katolickim świecie. Ozdobą miasta i świadkiem jego starożytności, jest wielki i ładny kościół benedyktyński w stylu gotyckim, obecnie farny, wzniesiony w XIII wieku za staraniem św. Hugona opata z pobliskiego Kluniaku (Cluniacum). Opodal od niego istnieje już od r. 1632 klasztor zakonnic Nawiedzenia Najśw. Maryi Panny czyli Wizytek. Już od początku założenia jego, niejedna dusza stroniąca od zgiełku i wrzawy światowej a pragnąca iść drogą ubogiego i bogomyślnego żywota, do furty jego zakołatała i wnet poza kratą dla świata na zawsze zniknęła, ażeby w owym przybytku ewangelicznej doskonałości, odtąd Chrystusowi, dusz nieskalanych Oblubieńcowi, żyć i Jemu wyłącznie służyć mogła. W zamiarze zdążała d. 25 maja 1671 r. ku furcie Panien Wizytek Małgorzata Alacoque, przyszła apostołka nabożeństwa do Serca Jezusowego. Zewnętrzna jej postać niezwykłą ożywiona radością, zwróciła uwagę przechodniów, którzy patrząc na tę hożą panienkę, pytali żartobliwie: Azali i ona zakonnicą zostanie? Ta swoboda i wesołość, była przeczuciem słodkiej nadziei, iż poza furtą uczuje swą duszę uspokojoną, i zanuci z prorokiem: „Odmieniłeś mi płacz mój w wesele: zdarłeś wór mój, a oblokłeś mię weselem“. Zakon Panien Wizytek przez nią dopiero miał się stać tem, do czego według zamiarów mądrości bożej był przeznaczonym — szkołą miłości i czci Najsłodszego i Serca Pana Jezusa. W roku 1615 św. Franciszek Salezy, biskup Genewski, założył był wspólnie ze św. Joanną Franciszką Fremiot de Chantal zakon Nawiedzenia Maryi, lecz jak się sam później o tem nieraz żartobliwie wyrażał, bynajmniej sobie na nazwę założyciela nie zasłużył, a to dlatego, że to wszystko, czego uczynić nie chciał, uczynił, a co zamierzał wykonać, nie wykonał. W istocie lubo mąż ten święty zamierzał z Panien Wizytek uformować dla Kościoła zakon podobnie czynny, jak za dni naszych Siostry Miłosierdzia, poświęcające się po szpitalach posłudze chorych, to jednak zbiegiem różnych okoliczności, Wizytki stały się zakonem wychowawczym, a niebawem przeznaczonem im było apostolstwo czci Najsłodszego Serca. W przewidzeniu tego chlubnego przeznaczenia nazywał św. Franciszek Salezy w swoich pismach i listach Siostry Wizytki nie inaczej tylko wielbicielkami i córkami Najśw. Serca. Zakon Nawiedzenia zowie dziełem Serc Jezusa i Maryi, to też nie dziw, że za fundament życia duchowego temu zgromadzeniu naznaczył pokorę i łagodność — dwie cnoty najbardziej właściwe boskiemu Sercu. Za godło zaś samo Najsłodsze Serce przebite dwiema strzałami, otoczone wieńcem cierniowym, nie bez osobliwszego natchnienia bożego, które d. 10 czerwca 1611 r., w piątek po oktawie Bożego Ciała, od Boga był otrzymał, jak o tem sam później przed św. Franciszką de Chantal listownie się zwierzył. Wszelako spełnienie tych zamiarów bożych odwlokło się do czasu wstąpienia bł. Małgorzaty do zgromadzenia Panien Wizytek 20 czerwca 1671 r. Kiedy Błogosławiona jeszcze w gronie nowicyuszek przebywała, świątobliwa siostra Joanna Benigna Gojos, prosta konwerska klasztoru Turyńskiego wyraźnie przepowiadała, że Małgorzata Alacoque jest osobą, przez którą Bóg zostanie uwielbiony i która zaprowadzi w Kościele nabożeństwo bardzo pożyteczne. Przyszła ona na świat 22 lipca 1647 z niezamożnych wprawdzie, ale bogobojnych i powszechnie szanowanych rodziców w wiosce Lanthecourt, parafii Vérosvre, dyecezyi augustoduneńskiej (Autun) w Burgundyi francuskiej. Całym jej posagiem i zasobem, oprócz niewinnie spędzonej młodości, było nadzwyczaj szczęśliwe usposobienie charakteru, spokojny i jasny umysł, zdrowy o rzeczach sąd, i prawdziwie szlachetne, sposobne do wszelkiej cnoty serce. Piękne to i znakomite bez wątpienia zalety, lecz niedostateczne jeszcze do spełnienia tak rzadkiej i wyjątkowej w Kościele bożym missyi. Bóg więc sam musiał przyłożyć ręki do dzieła, aby swoje przyszłe narzędzie odpowiednio i umiejętnie wydoskonalić. To też już od pierwszego prawie dnia jej zakonnego życia zaszczycał ją Zbawiciel wyjątkowemi łaskami; obsypywał jej duszę najsłodszemi pociechami, pod wpływem których wyrażała swą radość wierszami, nie artystycznemi wprawdzie, ale nie bez wdzięku, na jakie zdobyć się mogła:

Tym sposobem wprowadzał ją Zbawiciel powoli do „królewskiej szkoły swojego Serca“. W niej to trzy przedewszystkiem piękne cnoty dobrze sobie przyswoić umiała, to jest: skupienie i złączenie ducha przez modlitwę z Bogiem — zaparcie się woli własnej i oderwanie serca od wszystkich rzeczy ziemskich — wreszcie ochotne znoszenie i zamiłowanie krzyża i cierpień. Że zaś tej nauce Błogosławiona jak najwierniej odpowiadała i najpomyślniejszy z niej odniosła owoc, świadczy o tem Matka de Saumaise, jej długoletnia przełożona, następującemi słowy: „Zapewnić mogę, że w przeciągu lat sześciu, podczas których znałam siostrę naszą Małgorzatę Maryę, nie dostrzegłam, aby kiedykolwiek zaniedbała się w obietnicy, danej przy profesyi zakonnej, iż Bóg sam będzie panował w jej duszy przedewszystkiem, nad wszystko i we wszystkiem. Ta zaś wierność zjednała jej u bożej dobroci nadzwyczajne łaski i dary, skutkiem których tak gorąco upokorzenia, cierpień i krzyżów, iż bez przesady powiedzieć można, że najambitniejszy człowiek nie tak chciwie pożąda zaszczytów i sławy, jak ona pragnęła cierpień, któremi wielce się radowała, lubo je czuła dotkliwie“. W takiej to „królewskiej szkole pokory i umartwienia“ przygotowana i należycie wyćwiczona Małgorzata Alacoque, zaszczyconą została potrójnem objawieniem, które w dalszym rozwoju czci Najśw. Serca ma doniosłość i znaczenie wielkie. Pierwsze z nich nastąpiło w rok po jej profesyi zakonnej d. 27 grud. 1673 r. Zatopionej w modlitwie ukazuje się Zbawiciel w takiej postawie, w jakiej Go teraz zwyczajnie na obrazach przedstawiamy, temi do niej przemawiając słowy: „Nie mogę już dłużej ukryć żaru miłości w piersiach moich ku niewdzięcznym ludziom — muszę im objawić skarby mojego Serca, aby ich od niechybnej ocalić zaguby — ciebie zaś za narzędzie do tego obieram i przeznaczam“. W rok potem w piątek po Bożem Ciele 1674, nastąpiło drugie objawienie. Po raz pierwszy skarżył się boski Zbawiciel na niewdzięczność i nieczułość ludzką. Żądał następnie, aby to Serce, „które tak ludzi umiłowało“ nareszcie poznanem i ukochanem zostało. Trzecie i najwięcej nas obchodzące objawienie miało miejsce d. 16 czerwca 1675 w niedzielę wśród oktawy Bożego Ciała. Przepędzając według zwyczaju swego czas przed Najśw. Sakramentem, ujrzała Zbawiciela w takiej samej, co dwa razy przedtem, postaci, który wymagał osobnego święta ku czci swojego Serca w piątek po oktawie Bożego Ciała, obiecując zlewać potoki łask swoich na posłusznych głosowi Jego i Jego służebnicy. Oto potrójne objawienie, noszące na sobie jedno i to samo piętno, a odsłaniające stopniowo i coraz to z większą dokładnością całą istotę, przedmiot i pobudki; naglące nas do czci Najśw. Serca. Co więcej, całe to jej opowiadanie, od Kościoła św. długo, pilnie i surowo roztrząsane a w końcu najzupełniej potwierdzone i pochwalone, tak jest proste, szczere i pokorne, iż o prawdziwości i wiarogodności jego ani na chwilę wątpić nie wypada. Tego bowiem, co się sprzeciwia wierze lub dobrym obyczajom, Kościół ani pochwala, ani zamilcza, ani czyni, jako naucza Augustyn święty. To więc nabożeństwo w Kościele katolickim zaprowadzić i z niem wiernych bliżej zapoznać, było żywotnem zadaniem Błogosławionej. Zaiste wielkie to i nader zaszczytne zadanie, odróżniające bł. Małgorzatę od innch Świętych, a zbliżające ją bezpośrednio do słodkiej tajemnicy Najśw. Serca P. Jezusa. Jej stanowisko pod tym względem było całkiem odrębne, wybitne, nowe, jak się sam Kościół św. w mszalnej modlitwie na jej uroczystość jasno o tem wyraża; żyła niem odtąd i oddychała prawie jedynie; słowem i pismem usiłowała wszystkich, którzy z nią w bliższej styczności byli, ze czcią Serca Jezusowego dokładnie poznajomić i dla Niego ich pozyskać. To też nie ma prawie stronnicy w jej obszernym zbiorze listów, gdzieby w najwymowniejszych, pełnych religijnego; nastroju słowach o Niem nie wspominała. Wszystkie swoje modły i z rezygnacyą iście heroiczną znoszone cierpienia w tej wyłącznie intencyi ofiarowała Bogu, ażeby panowanie boskiego Serca podnieść i ugruntować po całym świecie. Nie można jej też było większej sprawić pociechy, jak kiedy okazywano przychylne usposobienie dla jej ulubionego nabożeństwa, a przeciwnie nic ją tak nie martwiło, jak kiedy jej szczere zamiary przysłużenia się chwale Bożej na mnogie napotykały trudności.

ROZDZIAŁ TRZECI.

Przeszkody, na jakie napotykało nabożeństwo do Serca Jezusowego w czasie rozwoju swego. 1677—1794 r.

ecz to charakterystyczna, że na pierwsze przeszkody natrafiła błog. Małgorzata (1677 r.) w samym zakonie Nawiedzenia, który przecież bądź co bądź

do tego był przeznaczonym, ażeby podzielał z nią wspaniałe posłannictwo boże. Powodem tego oporu nie była bynajmniej nieroztropna i porywcza gorliwość Błogosławionej w spełnianiu powierzonej sobie od Boga missyi; przeciwnie było to dla niej nie małą przykrością, że tak nadzwyczajne posłannictwo P. Bóg jej porucza. To też tylko przy nadarzającej się sposobności odzywała się przed swemi siostrami zakonnemi o tem nabożeństwie, stanowczo twierdząc, iż ono do nabycia prawdziwej doskonałości jest wyśmienitym środkiem. Może w klasztorze w Paray-le-Monial nie kwitnęła karność i gorliwość pierwotna? I to nie. Klasztor w Paray-le-Monial cieszył się powszechnym szacunkiem u obcych i u zakonnic; nie nazywano go inaczej, tylko „ukochanym Paray“ albo „taborem przełożonych“ dla kwitnącej tamże wzajemnej miłości i ochoczego posłuszeństwa. Nie była też powodem owego oporu pogarda i lekceważenie cnót i pobożności naszej Błogosławionej. Wysoko bowiem ceniono jej cnoty — nazywano ją świętą — ubiegano się o cząsteczkę z jej welonu, niby o kosztowną relikwię. Co więcej, powierzano jej najważniejsze urzędy zakonne: dozorczyni pensyonarek, mistrzyni nowicyuszek, a po dwakroć urząd asystentki; noszono się nawet z myślą wybrania jej na przełożoną domu, ale wyprosiła sobie i wymodliła u Boga uchylenie tego krzyża. Pomimo tego wszystkiego nie ustawało jednak ani się zmniejszało przeciwko niej i jej nabożeństwu pewne uprzedzenie, które łatwo zresztą da się wytłumaczyć. O rzadkich przywilejach i łaskach, jakiemi P. Bóg zaszczycał tę wybraną duszę, oprócz jej przełożonych, nikt nie wiedział ani się domyślał; wszystko to okryte było grubą tajemnicą. Jej długie modlitwy wśród dnia i nocy, skupienie ducha w każdej porze i przy każdem zajęciu zagadkowy ubytek i szybkie odzyskanie sił, na czem się sztuka lekarska wcale nie znała; dalej wiadomość o niektórych drobniejszych wykroczeniach i nadużyciach w gronie sióstr czasami się wydarzających, o których Błogosławiona z wyraźnej woli Zbawiciela swą przełożoną ostrzedz musiała; nareszcie wydalenie pewnej postulantki, której przyjęcie do zgromadzenia tylkoby niełaskę możnej rodziny na zakon ściągnęło — wszystko to razem wzięte zakłócało spokojny tryb klasztornego pożycia, niepokoiło umysły, prowadziło do szemrania, nawet do i obawy, azali Małgorzata nie podlega złudzeniom złego ducha. I to było głównym powodem, dlaczego nabożeństwo do Najśw. Serca Jezusowego w samem gronie zakonnic Nawiedzenia na tak mnogie i twarde z samego początku próby wystawionem było, i dlaczego zapatrywano się na nie z takiem niedowierzaniem i uprzedzeniem pomimo tego, że św. założyciel zgromadzenia Franciszek Salezy dość jasną o niem wzmiankę czyni. Zaledwie ucichła ta burza, i o nowem nabożeństwie rozeszła się wieść po świecie, aliści wnet posypały się przeciwko niemu nowe zarzuty i podejrzenia. Sprawcami tej nowej groźniejszej burzy, byli przedewszystkiem Janseniści. Sekta ta, której ojcem Kornel Janseniusz, profesor akademii Lowańskiej 1630 r. a później biskup Ipreński, datuje swoje istnienie od r. 1640. W grancie rzeczy nie była ona czemś innem tylko kalwinizmem osłonionym pozorami katolicyzmu, lubo nie przyznawała się wcale do tego powinowactwa. Wnet ona zalała całą Belgię, Holandyę, Niemcy i Włochy — i w chwili, kiedy w pismach Paschazego Quesnella (1671 r.) najwyższego dosięgła szczytu, przypada właśnie epoka pierwszych zawiązków nabożeństwa do Najśw. Serca P. Jezusa. Było ono wyśmienicie od opatrzności bożej obmyślanym środkiem i silną zarazem tamą przeciwko spustoszeniu, jakie ta sekta szerzyła dokoła. Zrozumieli to dobrze Janseniści i dlatego objawy tego nabożeństwa bacznem śledzili okiem i śpieszno im było, już w pierwszym zawiązku jego, osławić takowe, zohydzić, i tym sposobem raz na zawsze podkopać i obalić. Zawsze ci sekciarze deptali z pogardą to wszystko, co tylko nosiło na sobie cechę katolicyzmu i wewnętrznej pobożności. Uważali i słusznie cześć Serca Jezusowego, jako symbolu nieskończonej miłości Boga — Człowieka dla ludzi, za uroczyste zaprzeczenie błędnych swych doktryn o usprawiedliwieniu, a częste przystępowanie do komunii św., które to nabożeństwo usilnie poleca, za protest przeciw jansenistowskiej metodzie wstrzymywania się od komunii św. latami całemi, pod pozorem, że człowiek do niej należycie nigdy przygotować się nie może. Wreszcie cnoty, które to nowe nabożeństwo wiernym zalecało: czynna miłość bliźniego, pokora i prostota w służbie bożej, były potępieniem pychy, uporu i obłudnej surowości tych sekciarzy. Prawda, że przeciwko Jansenistom wystąpiło niebawem wielu gorliwych , jak Boschi i Gerdil; jak biskupi: św. Alfons de Liguory, Vanucci i Fumel; Jezuici: Benedykt i Ferdynand Tetamus, Marques, Faure, Mozzi, Goldhagen, Schauenburg i Hell, broniąc i rozszerzając cześć Serca Jezusowego z gorliwością apostolską, jak o tem obszerniej w znakomitem dziele ks. Nillesa S. J. doczytać się można. Ale zanim to nastąpiło, burza jansenistowska miała czasu dosyć szumieć i szaleć przeciw nabożeństwu do Serca Jezusowego. Tak np. biskup z Konstancyi otrzymał już w r. 1674 od Klemensa X breve, upoważniające go do wprowadzenia bractwa Serca Jez. w dyecezyi swojej. Z obawy atoli przed Jansenistami, przez lat 14 zwlekał z ogłoszeniem jego. W istocie zaraz po odczytaniu wspomnionego breve 25 stycznia 1688 r. podnieśli Janseniści przeciwko niemu swój głos. Wiemy o tem z listów bł. Małgorzaty, która między innemi i to opowiada, że za poduszczeniem Jansenitów, wszystkim proboszczom miano zabronić nowych nabożeństw, a mianowicie do Najsł. Serca Jezusowego, drukarzom zaś zakazano drukować książek o tym przedmiocie. W miarę rozkrzewiania się nabożeństwa do Serca Jez. wzrastała także przeciwko niemu zawziętość i niczem nieubłagana nienawiść sekciarska. Książki, czasopisma, broszury i pisma ulotne jansenistowskie z owych czasów są przepełnione najnikczemniejszemi oszczerstwami przeciwko temu nabożeństwu, jego rozkrzewicielom i obrońcom. W nieustannej tej walce posługiwali się nawet podrabianiem lub fałszowaniem tekstu. Tak między innemi twierdzili, że ciału Chrystusowemu nie godzi się czci boskiej oddawać; że katolicy czcząc Zbawiciela naszego Serce, czczą je jako cząstkę jakąś Jego ciała od Bóstwa oderwaną, z Niem nie złączoną. Rewelacye czyli objawienia Świętych, podług ich pojęć, miały być poprostu zmyśleniem i sfałszowanym towarem, który jezuita Klaudyusz de la Colombière, po Kalwinie, Tomaszu Goodwinie, zwolenniku Socynianów, Nestoryanów i Kwakrów angielskich odziedziczył, a wielką wyprzedaż tego towaru powierzył Małgorzacie Alacoque i jej zakonowi. W zawiązku nabożeństwa do Serca Jez. nic innego nie widzieli tylko odegrzane kacerstwo Nestoryusza. Czcicieli Serca Jez. nazywali faryzeuszami, Kafarnaitami, Alakoquistami, sercochwalcami itp. Z równą zapalczywością powstawali Janseniści przeciw obrazom Najśw. Serca: jedni zwali je „świętymi muszkułami“, inni upatrywali w nich „prawdziwy wizerunek Judasza“. W tej to nieszlachetnej walce odznaczyło się przedewszystkiem jansenistowskie czasopismo „Nouvelles Ecclésiastiques“ (Nowiny kościelne), przełożone później w Amsterdamie i Utrechcie na język flamandzki, w Medyolanie na włoski, które mówiąc, tu nawiasowo tak były budującem i pouczającem, iż w samym Rzymie i Paryżu publicznie ręką kata spalonem zostało. Na każdej niemal stronicy tych „Nowin“ spotkać się mogłeś z pełną zjadliwych przycinków krytyką, wymierzoną wprost przeciw temu nabożeństwu, jego rozkrzewicielom i obrońcom. Tak rzeczy stały aż do r. 1729, kiedy Jan Languet, ówczesny biskup Swessioneński (Soissous), późniejszy arcybiskup Senneński (Sens), życie bł. Małgorzaty ogłosił, dedykował je królowej Maryi Leszczyńskiej, i zainteresował niem żywo świat uczony. W przydługiej, lecz gruntownie opracowanej przedmowie, broni porządku nadprzyrodzonego i życia mistycznego Świętych przeciw niedowiarkom swojego wieku, już podówczas podnoszącym głowę, i powołuje się w tem na powagę Bossueta. Nie przypadło to do smaku filozofom i Jansenistom. Podali sobie więc ręce i ogłosili zgodnie ów życiorys za tkaninę marzeń, urojeń, rażących dzieciństw, błędów i nadzwyczaj gorszących herezyj. W lat 24 potem (1753) biskup Languet zakończył swój doczesny żywot, a głośny encyklopedysta d’Alembert, wygłosił nad grobem nieboszczyka, jako członka akademii paryskiej, żałobną mowę, w której nie pominął i życiorysu Małgorzaty twierdząc stanowczo, iż to jest rzeczą niepodobną, ażeby owo dzieło z pod pióra tak światłego prałata wyjść mogło, lecz, że to być musiał utwór jakiegoś nieuka mnicha, którego ramocie prałat, członek akademii, zkądinąd wcale temu obcy, nazwiska swego użyczył. Któżby zresztą dzisiaj w XVIII stuleciu takim rzeczom mógł dawać wiarę, o jakich ów życiorys prawi? Ale co tu bardziej jeszcze zadziwia, to ta okoliczność, że nawet niektórzy biskupi katoliccy, jak n. p. Daniel de Caylus sufragan z Auxerre, ganili tę książkę, zowiąc opowiedziane w niej objawienia poprostu „nieprzystojnością“, a książkę całą „nieprzyzwoitym romansem“, niejednemu zaś powieściopisarzowi i poecie, jak Pironowi, dostarczył on obfitego materyału do rozlicznych artykułów ulotnych, poematów i pamfletów, wyszydzających cześć Najsłodszego Serca Jezusowego. Wmięszali się w tę sprawę nawet prawnicy i adwokaci, chyba dlatego tylko, ażeby ulżyć nieco trudu i pracy zakrystyanom i kościelnym, którzy z inicyatywy dbałych o cześć Bożą plebanów, z jak największą starannością kościoły na uroczystość Serca Jez. przyozdabiać musieli. Tak między innemi w r. 1776, w wigilią uroczystości Najśw. Serca, proboszcz wraz z wikarym parafii St. André-des-Ares, odbiera akt urzędowy od komitetu kościelnego tejże parafii, wzbraniający obchodu rzeczonego święta. A nie był to jedyny wypadek w tym rodzaju. Inny protokół rady miasta z r. 1781 podpisany przez pięciu adwokatów, orzeka raz na zawsze, że komitet parafialny ma prawo sprzeciwienia się obchodowi święta nieprzyjętego, jak , przez żaden synod. Pomiędzy bohaterami tej niechlubnej walki odznaczył się przedewszystkiem exoratoryanin Tabaraud, a znacznie później, bo w r. 1828 schyzmatycki Henryk Grégoire, biskup niegdyś w Blois, który w swojej „Histoire des sectes religieuses“, w osobnym rozdziale pod tytułem: Cordicoles, ou Histoire critique des dévotions nouvelles au Sacré Coeur de Jesus et au Coeur de Marie, wszystkie jansenistowskie, już dawno zapomniane brednie na nowo odgrzywa. Zapomocą antireligijnej prasy jad sekty jansenistowskiej wcisnął się i do innych krajów katolickich. W samym „Wiedniu za rządów Maryi Teresy, ochmistrzami młodych arcyksiążąt byli Janseniści, duch tej sekty opanował z łatwością ukoronowane i głowy w Austryi, w Toskanii i elektoracie Kolońskim. Na gruncie Jansenizmu wyrosło i dojrzało za panowania cesarza Józefa II (1780—1790), smutnej pamięci józefińskie ustawodawstwo, zamieniające Kościół katolicki w instytucyą państwową, i poddające biskupów, proboszczów, seminarya, zakony, nabożeństwa nawet parafialne, a dobra i majątki duchowne pod szczególniejszą opiekę i kontrolę cesarskiego rządu. Na pierwszem miejscu naturalnie paść musiały ofiarą nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego. Duchem reformatorskim owiany Józef II nazywał je „niedorzecznem i fantastycznem nabożeństwem“; z tego powodu poznosił on jednym zamachem pióra wszystkie bractwa Serca Jez. w swem rozległem państwie. Gotowi na jego rozkazy urzędnicy zostali upoważnieni do wyrzucania z kościołów wszelkich wizerunków Serca Jezusowego a w razie niemożebności, do przekształcenia ich na inne, jak to n. p. miało miejsce w kościele pojezuickim w Insbruku 1791 roku. Profesorom akademickim polecono z góry, ażeby rozkrzewianiu czci Serca Jez. energiczny stawiali opór. Kapłani ubiegający się o stopień doktorski osobną musieli składać przysięgę, że w do Najsł. Serca żadnego zgoła udziału brać nie będą. Święto Serca Jez. wykreślono ze wszystkich kalendarzy liturgicznych; za rozdawanie jakichbądź książeczek o Sercu Jez. skazywano na grzywny lub więzienie. Między innymi pobożny i gorliwy kapłan wiedeński Maksymilian Hell, słynny matematyk i astronom cesarski, za rozdawanie zakazanych książeczek o Sercu Jez. zapłacił karę 500 złr. Patrycyusza Fasta, kanonika wiedeńskiego, skazano za takie samo przewinienie na 10 dniowy areszt i grzywnę 100 złr., zapewne na postrach innym kapłanom, gdyby któremu z nich przyszła ochota podobnej dopuścić się zbrodni. Niestety, znaleźli się i kapłani, którzy wraz z józefińskim rządem tępili nabożeństwo Serca Jezusowego. Wybitne między nimi miejsce zajął Marek Wittola, prałat-infułat w Bienku, proboszcz w Probstdorfie, który najprzód w czasopiśmie kościelnem „Wiener Kirchenzeitung“ przez całe pięciolecie (1784—1789), a później w swem smutnej pamięci dziele Neueste Beiträge zur Religionslehre und Kirchengeschichte, dowcipkował i szydził bezkarnie z nabożeństwa do Serca Jez., zowiąc je nieinaczej, tylko „Eingeweide-Andacht“ nabożeństwem do wnętrzności, a jego zwolenników „Herzler-Apostel“; wszystkie zaś jansenistowskie krajowe i zagraniczne pisma gorąco popierał i zachwalał. Pomagali mu tej roboty Jan Huber, proboszcz w Sindelburgu, profesor filozofii na wszechnicy Monachijskiej i ksiądz Franciszek Gmeiner, profesor historyi kościelnej; a nawet, co przykro powiedzieć, niektórzy książęta kościoła. Tak n. p. hr. Antoni Colloredo, arcybiskup Ołomuniecki, listem okólnym z d. 26 lutego 1788 do kleru morawskiego i szląskiego, zniósł samowolnie wszystkie odpusty, jakie od Stolicy św. bractwu Serca Jezusowego nadane zostały. Inny prałat, Jan Morosini, biskup z Werony, wydał pod d. 4 stycz. 1782 tak klasyczny list pasterski o tem nabożeństwie, iż Józef II dekretem z dnia 20 lutego t. r. wszystkim go biskupom austryackim rozesłał i za wzór listów pasterskich postawił. Tak więc nawet Austryi nie zabrakło fałszywych głosów, ażeby spełniało się ustawicznie w dziejach ludzkości to, co już o Panu i Zbawcy naszym Jezusie prorokował Symeon starzec: „Oto ten położon jest na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się . Nigdzie jednak tak smutnej nie odegrano tragedyi przeciw nabożeństwu Najśw. Serca, jak w Toskanii. Liberalny Leopold II w. książę Toskański zamierzał reformy brata swego Józefa II przeprowadzić w swem księstwie. Unikając jednak pozoru samowładnego postępowania, działał z większą oględnością i użył trzech biskupów do przeprowadzenia wrzekomych reform. Na życzenie w. księcia zwołali oni synody dyecezyalne. Największego jednak rozgłosu nabył biskup Ricci na pseudo-synodzie w Pistoi 15 września 1786, na którym ogłoszono aż 85 zdań, zarażonych jansenistowską nauką; mianowicie w tezach: 61, 62, 63, wyłuszczono jansenistowskie doktryny o Sercu Jez. w całej rozciągłości. Nie dosyć tego. Ricci wydał jeszcze w tymże samym duchu trzy listy pasterskie, przedłożył nawet do zatwierdzenia prowincyonalnemu synodowi we Florencyi 1787 r., 57 artykułów zawierających tak zwane gallikańskie swobody, niezgodne z duchem Kościoła. Większość wprawdzie biskupów krajowych oparła się stanowczo jego zachciankom, wszelako zgorszenie poprzednio przez niego dane, naprawionem nie zostało głównie dlatego, że reformatorskie dążności pistojskiego biskupa popierał głośny ze swej jansenistowskiej propagandy tygodnik florencki, który przez lat trzynaście z górą nieubłaganą toczył polemikę przeciwko wszystkiemu, co katolickie. Leopold II poznał wkrótce niebezpieczeństwo swych reform, i doczekał się tego, że oburzony niemi lud, uderzył po dwakroć (1787 i 1790) na pałac zaprzyjaźnionego z nim biskupa w Pistoi. Po śmierci Józefa II 1790 r., Leopold zajął tron cesarski, Ricci zrzekł się biskupstwa, a reformy jego upadły. Papież Pius VI potępił uchwały synodu pistojskiego, Ricci odwołał uroczyście swe błędy 1805, a pojednany z Bogiem i Stolicą św. r. 1810 życia dokonał. Zły przykład Toskanii pociągnął za sobą inne miasta włoskie. I tak w Weronie 1782 skasowano wszystkie nabożeństwa brackie. W Neapolu i Genui zakazano urzędownie drukować, a już istniejących sprzedawać jakichkolwiek książek o Sercu Jezusowem. Nawet w Rzymie zawiązał się osobny jansenistowski komitet pod przewodnictwem Kamila Blaziusza, adwokata audytora Roty i Augustyanina Antoniego Georgi, do których przyłączył się niebawem kardynał Maryusz Marefoschi, sekretarz Propagandy. Rozrzucano na wszystkie strony nikczemne pamflety, nie rzadko nawet kardynałom dedykowane, jak n. p. wymienionemu wyżej Marefoschi’emu 1772. W zakładach naukowych teologicznych jak n. p. u Cystersów i Barnabitów w Rzymie 1773, a na wszechnicy w Pawii 1784 r., przedstawiono jako przedmiot teologicznych dysput, tezy tej treści: nabożeństwo do Serca Jez., jest niezgodne z postępem i o kacerstwo podejrzane. Do ostatecznej podobno zawziętości przeciwników wydany w r. 1765 dekret św. Kongregacyi Obrzędów, pozwalający na odprawianie osobnej mszy i odmawianie osobnych pacierzy kapłańskich o Sercu P. Jezusa, jak o tem w następującym rozdziale obszerniej opowiem. Przeciwnicy nie mogąc zgoła zaprzeczyć istnienia rzeczonego dekretu, usiłowali ubliżyć przynajmniej powadze jego, dowodząc rozmaitymi sposobami, iż ów dekret potwierdza tylko nabożeństwo do „symbolicznego serca“. Pod tą zaś nazwą nie rozumieli bynajmniej cielesnego, fizycznego Serca Zbawiciela, zjednoczonego hypostatycznie z osobą Słowa, a tem samem godnego czci Boskiej, cultus latriae, jak mówią teologowie, lecz symboliczny, obrazowy znak miłości. Największy atoli nacisk na to głównie kładziono, iż całe to nabożeństwo niczem innem nie jest, tylko zręcznym wymysłem zniesionego zakonu Jezuitów, który pod tą osłoną zamyśla na nowo skupić i zorganizować swe rozprószone, zawsze niespokojne siły. A lubo powaga Piusa VI w bulli dogmatycznej „Auctorem Fidei“, pod dniem 28 sierpnia 1794, na korzyść nabożeństwa ogłoszonej, chwilowo bezmyślne wrogów napaści, to jednak doniosłość tej bulli wkrótce i przygłuszoną została krwawemi zaburzeniami rewolucyi wielkiej (1792—1802), w której rodzinę królewską wymordowano: religię zbezczeszczono; kościoły znieważono, zrabowano i w peżynę obrócono; księży ścigano jak dzikie zwierzęta i mordowano bez litości; tysiące niewinnych ofiar więziono, topiono ścinano; rozpustną kobietę ubóstwiono. Łatwo się domyślić, że ta rozszalała burza nigdzie nie przeszła, nie zaczepiwszy w zuchwałym pochodzie swoim naszego nabożeństwa. W Nantes n. p. 1793 r. szlachetna rodzina de la Billière (matka z dwiema niezamężnemi córkami), przelewała na gilotynie krew najniewinniej dlatego jedynie, że w zamku swoim na wsi rozdawała pomiędzy lud obrazki Serca P. Jezusa. Podobny los spotkał w Paryżu 1794 Wiktoryę de Włosy stają na głowie na samo wspomnienie, co się to podówczas działo w stolicy Francyi. Rozbestwiony motłoch zbudował coś niby nakształt ołtarza, umieścił na nim obraz przedstawiający Serce Boga-Człowieka, i jakby na uwieńczenie swej piekielnej orgii, śpiewał przed nim pewien rodzaj litanii, którą chyba sam duch bluźnierstwa ułożył. Następujący fakt rzuci także nie mało światła na ówczesny przewrót we Francyi. W haniebnym procesie królowej Maryi Antoniny, wizerunek Serca Jezusowego był przyczyną oskarżenia jej o zdradę. Jeden z oskarżycieli królowej, nazwiskiem Hebert doniósł, że znalazł w jej książce obrazek, przedstawiający serce płomieniste, strzałą przeszyte z podpisem: Jesu nobis! Na podstawie tego oskarżenia rozpoczęto śledztwo przeciw królowej o zdradę stanu a następnie skazano na śmierć, wykonano wyrok d. 16 paździer. 1793. Ostatnie a najpoważniejsze przeszkody, jak to opowiem niżej, pochodziły ze strony Stolicy św., i rozkrzewiania się nabożeństw jedynie kompetentnej i najwyższej powagi. Stolica św. w ogłaszaniu dekretów swoich zawsze bardzo ostrożna i oględna, nie zajmowała się bynajmniej tą sprawą gorączkowo i stronniczo. Owszem przez półtora wieku najuczeńsi teologowie rozbierali ją gruntownie i ostrożnie, prawie z pewnem niedowierzaniem i oporem, zanim rozstrzygnęli ją ostatecznie na korzyść i pociechę wiernych. Skoro więc po zwalczeniu tylu trudności cała ta sprawa pomyślny wzięła obrót, to nawet po ludzku rzecz biorąc, nie można na chwilę wątpić, iż tutaj widocznie jest palec Boży. Tyle o przeszkodach, na jakie napotykało nabożeństwo do Serca Jezusowego w czasie rozwoju swego. Przypatrzmy się już powolnym zdobyczom i świetnym tryumfom jego.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…