Read here

Obraz łaskami słynący Matki Boskiej Pocieszenia i Kościół OO. Jezuitów w Nowym Sączu

Jan Sygański · 1891 · Free in the US

15,636 words · about 1 h 6 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1891 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Obraz_łaskami_słynący&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Jan Sygański
Language
Polish
Published
1891
Length
15,636 words · about 1 h 6 min
Sections
10 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (10)

Continue:

Front matter

L. 246. Kraków dnia 9 marca 1891. (L. S.) † A. kard. Dunajewski.

Ł. L. I, pod zarządem Jana Gadowskiego.

całość

L. 246. Kraków dnia 9 marca 1891. (L. S.) † A. kard. Dunajewski.

Ł. L. I, pod zarządem Jana Gadowskiego.

Nowy Sącz.

W uroczej ziemi Sądeckiej, przy ujściu Kamienicy do bystrego Dunajca, rozłożyło się starożytne miasto Nowy Sącz — ulubione miejsce chwilowego pobytu naszych królów polskich, którzy tu w warownym niegdyś, dziś na wojskowy magazyn zamienionym zamku, często gościli. Kazimierz Wielki, ustanawiając r. 1365 najwyższy sąd prawa magdeburskiego na zamku krakowskim, policzył Sącz do sześciu miast, w których wyznaczeni przez króla rajcy stanowili najwyższą instancyą sądową. Tutaj 1370 r. szlachta sądecka witała Ludwika, króla węgierskiego, wjeżdżającego na tron polski po śmierci Kazimierza Wielkiego, a niedługo potem matkę jego Elżbietę, obejmującą rządy w imieniu syna. Z Sącza wyprawił 1410 r. Jagiełło Witolda, wielkiego księcia litewskiego, do cesarza Zygmunta, upominając się o wierne dotrzymanie przymierza. Tu także przyjmował Jagiełło 1412 roku posłów cesarskich: kardynała Branda i wojewodę siedmiogrodzkiego Ścibora, którzy uniewinniając nieprzyjaźne dla Polski czyny swego pana, prosili o przedłużenie przymierza. Tu jeszcze 1419 r. odbywały się narady Jagiełły z cesarzem Zygmuntem nad projektowaną wojną turecką. W lipcu 1440 r. przyjmował zamek sądecki gościnnie Jagiełłowego syna Władysława Warneńczyka, króla Węgier, zdążającego na koronacyę do Białogrodu (Stuhlweissenburg), a ztamtąd na wojnę turecką, z której nie miał powrócić. W orszaku wojowniczego króla, obok rycerzy i panów radnych, znajdowała się królowa matka Zofia, w. książę litewski Kazimierz, wszechwładny podówczas kanclerz i biskup Zbigniew Oleśnicki. Z Nowego Sącza wreszcie Kazimierz IV Jagiellończyk odprowadza trzynastoletniego syna Kazimierza, wezwanego na tron węgierski 1471 roku, który niezadługo zasłynąć miał w kościele Chrystusowym koroną nieskazitelną świętości i cudów. Sącz za polskich rządów był stolicą powiatu, kasztelanii mniejszej i starostwa grodowego, z którego r. 1772 Stanisław Małachowski, starosta sądecki, wnosił do skarbu Rzplitej kwartę 6750 złp. Tu urodził się sławny w bibliografii drukarz, Jan z Sącza, który około roku 1526 i 1533 w Krakowie i Pułtusku, miał swoję pracownią. Tu sławny alchemik Sędziwój, zwolennik szwajcarskiego medyka i naturalisty Paracelsa, ujrzał światło dzienne r. 1676. Jan z Gniazdowa Śniadecki, słynny teolog i kaznodzieja w XVII w., był dziekanem tutejszej kollegiaty. Wreszcie Jan Januszowski, gramatyk i drukarz, później ksiądz i pleban w Solcu, był archidyakonem kollegiaty tutejszej, † 1613 r. Miasto Sącz, niegdyś ludne, kwitnące przemysłem i rozległym handlem, wodą i murem obronnym dokoła opasane, z Roszkowic zaopatrzone, słynne z kuźnic żelaza — dziś niewiele posiada zabytków minionej dawno świetności. Z ośmiu kościołów, zdobiących dawniej ten gród warowny, obecnie trzy tylko pozostały: dawna kollegiata, dziś kościół farny pod wezwaniem św. Małgorzaty panny i męczenniczki, z dwiema wieżami, wzniesiony hojnością kardynała Zbigniewa Oleśnickiego 1448 r.; duża kaplica franciszkańska Przemienienia Pańskiego zamieniona r. 1801 na zbór luterski, z piękną rotundą w środku, wystawiona przez księcia Konstantego Lubomirskiego, podczaszego w. koronnego, starostę sądeckiego, hrabiego na Wiśniczu i Jarosławiu 1654 r.; wreszcie norbertański kościół św. Ducha, obecnie jezuicki, o którym z powodu świeżo dokonanej jego restauracyi kilka szczegółów podamy, aby snać nie poszły w zapomnienie razem z zetlałemi ze starości aktami.

Założenie kościoła św. Ducha.

Władysław Jagiełło bawił r. 1409—1410 w Nowym Sączu, gotując się do wojny z Krzyżakami, których potęgę niedługo potem pod Grunwaldem na zawsze złamał. Na dworze jego przebywał wówczas jako spowiednik–kaznodzieja Jan z Pragi, zakonnik norbertański, mąż słynny z nauki i świątobliwości życia. Posłuchajmy co o tem pisze nasz historyk Długosz: „Władysław Jagiełło, król polski, gdy wiara święta zabłysła w sercu jego, trzymał na dworze swym królewskim wielu mężów uczonych, nabożnych i przykładnych, którzy kazaniami i nauką tak samego króla, jako też i dworzan jego posilali. Nadto, gdy królestwo Czeskie i Praga popadły w herezyę Wiklefa i inne błędy, najznakomitsi uczeni, kwiat, ozdoba i rdzeń uniwersytetu pragskiego, wygnani z własnego kraju i z majątku wyzuci, wiedząc, że dla języka czeskiego są wszędzie nielubiani i wzgardzeni, do króla Jagiełły pobożnego i wielce chrześcijańskiego pojedynczo przybywali. U niego znajdowali schronienie pewne i spokojne, a ze skarbu jego i dochodów kościelnych hojne opatrzenie. Między innymi uczonymi i przykładnymi mężami, za wiarę świętą z Czech wygnanymi, był niejaki Jan z Pragi, słynny profesor teologii, zakonu norbertańskiego z klasztoru strahowskiego pod Pragą, zburzonego do szczętu przez heretyków czeskich. Rzeczony Jan, nie mając nigdzie przytułku, a słysząc o łaskawości króla Jagiełły, do niego się udał. Nad spodziewanie łaskawie od niego przyjęty i opatrzony, wszędzie jeździł za dworem jego, zadowolon jedną podwodą, jako kaznodzieja królewski żarliwy i troskliwy, a dla wymowy łagodnej, miły królowi i Polakom. Wielce on budował króla i szlachtę uczonością nad podziw, wstrzemięźliwością i żywotem niezwykłym, gdyż przez te kilka lat pobytu swego u dworu nie jadał mięsa. Tam napisał on dwa dziełka: „Droga zbawienia“ i „Przykłady zbawienia,“ służące do kazań na niedziele i święta. Król szczególnie go polubił, czyniąc wiele na jego słowo“. Na jego to „usilne i pobożne prośby,“ słowa są królewskiego dekretu podpisanego w Kaliszu, założył Jagiełło w Sączu 1409 r. klasztor kanoników regularnych. Premonstratensów czyli Norbertanów z kościołem pod wezwaniem św. Ducha, i o godność opacką z infułą dla niego się postarał. Pierwszym tedy opatem klasztoru tego był ów słynny Jan z Pragi. Król oddał pod zarząd klasztoru przyległy kościołowi szpital na 12 łóżek, założony r. 1400 przez Langzideta, mieszczanina krakowskiego, poruczając opatowi szczególniejszą opiekę nad chorymi. Łaskawość i hojność królewska opatrzyła świeżo zbudowany kościół w naczynia srebrne, zwłaszcza w puszkę do przechowywania Najświętszego Sakramentu, drogiemi kamieniami ozdobioną, a dla opata darował król infułę perłami naszywaną. Fundacyą klasztoru składały wsie w pobliżu Sącza: Dąbrówka, Januszowa, Librantowa mniejsza i większa, Kwieciszowa, Boguszowa i sołtystwo w Piątkowej z młynem, tartakiem i cegielnią. Prócz tego pobierał klasztor corocznie 20 grzywien i 20 centnarów soli z żup bocheńskich i wielickich na utrzymanie szpitala, z tem atoli wyraźnem zastrzeżeniem, ażeby Norbertanie za wszystkich członków królewskiej rodziny, tak żywych jak i umarłych, pobożne do Boga o ich duszne zbawienie zanosili modły. We dwa lata potem nadał Jagiełło wsiom norbertańskim prawo magdeburskie z uwolnieniem od podatków i wszelkich danin. Papież Jan XXIII na prośbę królewską zatwierdził tę fundacyą osobnym dokumentem. Taką hojnością, iście królewską, uposażeni Norbertanie, pracowali w Sączu aż do chwili kasaty klasztorów w Austryi przez cesarza Józefa II 1782 r., zajmując się wspólną modlitwą w chórze, głoszeniem słowa bożego, słuchaniem spowiedzi i sprawowaniem wszelkich potrzeb duchownych w szpitalu św. Ducha. O ich działalności i pracach trudno coś szczegółowo dzisiaj powiedzieć, gdyż wszystkie akta i zapiski klasztorne niszczały powoli na tutejszej plebanii i już dawno bez śladu zniknęły. Dzięki troskliwości ks. infułata dra Góralika, ocalał jeden spory foliał, zawierający akta fundacyi i uposażenia opactwa, przywileje papieży i królów polskich — pobożne zapisy i fundacye mszalne dobrodziejów zakonu, procesa majątkowe, toczące się w trybunałach grodzkich, dyplomy zaprowadzenia religijnych bractw, nakoniec spis opatów, który od r. 1410 do 1781 stali na czele zgromadzenia. Jednakowoż z tych oderwanych zapisków nie da się żadną miarą ułożyć choćby

nawet najprostszy szkic dalszych dziejów klasztoru. Musimy zatem poprzestać na

niektórych wspomnieniach o norbertańskim kościele, wyjętych z miejskiego archiwum Nowego Sącza, z aktów kościelnych miejscowej parafii i z przytoczonego powyżej Summaryusza.

Wspomnienia z przeszłości.

Wiele miłych wspomnień wiąże się z tym domem bożym przez Jagiełłę wzniesionym. W opactwie Norbertanów na kilka zawodów mieszkał i w ich kościele mszę św. celebrował kardynał Zbigniew Oleśnicki, fundator kollegiaty nowosądeckiej.

W tym tu kościele, jak dotąd stare podanie niesie, skradał się na modlitwę św. Kazimierz, królewicz polski, kiedy w zamku sądeckim (1469—1470) pod mistrzem włoskim Filipem Kallimachem i słynnym dziejopisarzem naszym Janem Długoszem, kanonikiem krakowskim, w nauce i pobożności się ćwiczył. W grobach tego kościoła spoczywają zwłoki opatów norbertańskich, tudzież dobrodziejów klasztoru: Szczepana z Wielogłów Wielogłowskiego † 1736 — i Jana Sebastyana z Drużów Lipskiego z Lipia † 1755 r. Na nadgrobku Lipskiego, ostatniego potomka z senatorskiego rodu tegoż nazwiska, wyryty na płycie marmurowej poniżej herbu następujący wierszyk:

W r. 1486 nawiedziła Nowy Sącz straszna klęska pożaru. W tym czasie zgorzało miast polskich mnogo, zgorzał i Kraków. Posądzano o te pożogi ludzi Macieja, króla węgierskiego. Spłonęła kollegiata, spłonęły kościoły: franciszkański i norbertański, zniszczał i ratusz, a w nim akta miejskie, umieszczone w izbie sądowej. Ocalały jedynie przywileje, schowane w skarbcu o mocnem sklepieniu. Bardzo powoli dźwigał się Nowy Sącz ze swej ruiny. Kościół norbertański jeszcze 1492 r. w czasie morowej zarazy sterczał okopconymi murami, a w r. 1521 wyprowadzono dopiero boczne ściany jego, sklepienia nie było. Zaledwie do połowy odbudowało się miasto, aliści nowy pożar wybuchnął w nocy dnia 4 czerwca 1522, wzniecony nieostrożnością służby Stanisława z Wróblowic Taszyckiego, dziedzica Lusławic, podstarościego sądeckiego, który w tym dniu wyprawiał weselne gody swej córce Małgorzacie, poślubionej panu Błońskiemu. Dwie połacie miasta Sącza, t. j. od wikaryjówki niźnej z częścią rynku, ulicą Szpitalną, kancelaryą królewską i ulicą Polską, spłonęły do szczętu. Ogień się aż przy klasztorze OO. Franciszkanów. Niedosyć złego, w tym jeszcze r. 1522 d. 16 września o godz. 6 wieczorem ponowny pożar zniszczył resztki niedopalonego miasta wraz z dworem biskupim porządnie zbudowanym, z kościołami: kollegiackim, norbertańskim i franciszkańskim, które paliły się tem gwałtowniej, że pokryte były gontem. Był to pożar „żałosny i szkodliwy,“ jak powiada lakonicznie kronikarz. Przez lat blisko 90 Nowy Sącz był wolny od pożarów. Aliści pod r. 1611 czytam: „zgorzało całe miasto z 3 kościołami w środku murów.“ W kollegiacie nad amboną wypisane były po łacinie słowa Izajasza: „Wołaj, nie przestawaj, jako trąba wynoś głos twój, a opowiadaj ludowi memu złości ich.“ Rzecz dziwna, ogień, zniszczywszy ambonę i napis, te tylko z niego pozostawił słowa: „scelera eorum — złości ich.“ Ztąd wnioskowano, że to dla grzechów mieszkańców pokarał Bóg miasto pożarem. W kościele norbertańskim runęło pod ciężarem walących się belek sklepienie w drugiej połowie aż do chóru, spaliły się ołtarze, stopiła się monstrancya znajdująca się w ciborium wielkiego ołtarza, zniszczały kosztowne relikwiarze, kamienne nagrobki z XVI wieku, obraz jednak św. Anny i Matki Boskiej Pocieszenia, o którym powiemy później, szczęśliwie uratowano. Spalony kościół odbudował, dachówką pokrył i ankrami żelaznemi wzmocnił w latach 1614–1620, opat Jan z Zakliczyna Jordan, a na poświęcenie jego zaprosił Tomasza Oborskiego, biskupa laodyjskiego i sufragana krakowskiego. Równocześnie zgorzał też klasztor z kościołem Franciszkanów i ołtarzem Przemienienia Pańskiego. Sam tylko cudowny obraz Przemienienia, chociaż na tablicy drewnianej malowany, w ogniu będąc, ocalał. Pozostały tylko znaki pożaru w kształcie zmarszczków na czole, które do tego czasu na obrazie widzimy.

Podczas wojen za Jana Kazimierza ucierpiał Sącz wiele od Szwedów, którzy od września aż do grudnia 1655 r., obozując pod miastem, ściągali od mieszkańców kontrybucye wojenne i grabili włości okoliczne. Po wypędzeniu Szwedów Floryan Siemiechowski, który im drogę do Sącza pokazał, a w kollegiacie groby znieważył i okradł obraz Matki Boskiej Różańcowej, został publicznie na Błoniach ręką kata ścięty. W pamiętnych latach: 1652, 1664, 1676 i 1710 morowe powietrze grasujące w Małopolsce i na Rusi Czerwonej, zawitało do Sącza i wyniszczyło w nim całą prawie ludność. OO. Norbertanie i Franciszkanie ratowali jak mogli chorych zapowietrzonych, dodawali otuchy słowem bożem i opatrywali św. Sakramentami konających. Kilku też z nich służąc , padło ofiarą swego poświęcenia. Po dziś dzień w Librantowej większej stoi przy drodze stara kapliczka, z sygnaturką wśród rozłożystych dębów; nagrobek to zmarłych na posłudze zapowietrzonym i pochowanych tamże Norbertanów sądeckich. Po tylu klęskach i nieszczęściach Nowy Sącz poszedł torem innych miast polskich, zubożał i opustoszał, z obronnego grodu stał się nędzną mieściną. Po ostatnim pożarze odbudowano zaledwie kilka domów murowanych; reszta mieszkań to lepianki ze żwiru i gliny lub drewniane chałupy, które przetrwały do pierwszych dziesiątek XIX stulecia. Mury forteczne grodzkie okazały się bezużytecznemi, rozebrano je też wnet po pierwszym podziale Polski i pobudowano z nich domy. Jeżeli wierzyć kronikarzom, Sącz przed r. 1652 liczył 30.000 ludności, w chwili rozbioru Polski zaledwie 1000 mieszkańców, dzisiaj cyfra ta dochodzi do 12.300.

Bractwa religijne.

Wiek XVII w drugiej swej połowie i XVIII w Polsce, to wieki głębokiej wiary i religijności. Każda ważniejsza sprawa, czy to obywatelska, czy familijna, rozpoczynała się od kościoła i nabożeństwa, w którem brały udział wszystkie władze i stany, słowem, wszystko co żyło. Potęga religijnego życia objawiała się przedewszystkiem w zaprowadzaniu coraz to nowych bractw kościelnych, według tego jak one powstawały w Kościele bożym. W Nowym Sączu oprócz Norbertanów i Franciszkanów byli w tej epoce OO. Pijarzy, utrzymujący w swem obszernem kollegium szkoły średnie czyli gimnazyum od r. 1733. Żaden z tych zakonów nie próżnował, ale oddawał się sam bogomyślności i prowadził do niej innych, a wybornym do tego środkiem były religijne bractwa. Napotykamy też w Nowym Sączu tych bractw wiele. Obok bractwa męki Zbawiciela (confraternitas compassionis), Szkaplerza św. i Przemienienia Pańskiego u OO. Franciszkanów, istniało w kościele kollegiackim bractwo św. Józefa, Różańcowe i Najsłod. Serca Jezusowego. Cel tych bractw był wprawdzie różny, ale wszystkie miały to wspólne z sobą, że 1) wymagały od członków bractwa życia cnotliwego, prawych i nieskażonych obyczajów, a więc tem samem przyczyniały się do podniesienia moralności w narodzie; 2) wymagały dłuższej modlitwy i przystępowania częstszego do św. Sakramentów, a więc tem samem potęgowały życie religijne; 3) wymagały współudziału w publicznych i zebraniach brackich, a więc tem samem podnosiły wystawność i świetność służby bożej. W dawnym kościele Norbertanów sądeckich, oprócz nabożeństwa drogi krzyżowej czyli stacyj Męki Pańskiej zaprowadzonych 1743 roku przez OO. Reformatów krakowskich, których wyraźny ślad w murze, otaczającym cmentarz kościelny, pozostał, istniały trzy religijne bractwa, rozporządzające dość znacznym funduszem i zapisami osób pobożnych, jak o tem świadczą akta miejskiego archiwum. Opat Jan z Zakliczyna Jordan wprowadził już z końcem XVI wieku bractwo św. Anny. Ale ponieważ w czasie pożaru miasta 1611 r. wszystkie akta i przywileje tegoż bractwa spłonęły, przywrócił on je napowrót 1615 r. na mocy dyplomu ks. Stanisława Mrozińskiego, kanonika warszawskiego i przełożonego tegoż bractwa w Polsce. Bractwo św. Anny, staraniem Jana Dymitra Solikowskiego, arcybiskupa lwowskiego rozkrzewione w Polsce, rządziło się temi ustawami: 1. Każdy członek bractwa znać powinien dostatecznie naukę wiary. 2. Codziennie być na mszy św., rozważając Mękę Pańską, a we wtorki na mszy św. o św. Annie, rozmyślając cnoty św. patronki i tajemnice zbawienia. 3. W główniejsze święta spowiadać się i komunikować, a w razie niemożności dać jałmużnę. 4. Unikać pijaństwa i obmowy, a także innych grzechów gorszących. 5. Nie pozwolić, aby w jego obecności mówiono przeciwko Kościołowi i religii, lecz zaraz pouczać lub zgromić. 6. Każdy powinien nosić na szyi znak bractwa z wyobrażeniem św. Anny z N. Maryą Panną i Dzieciątkiem Jezus. 7. Starszego do zarządu bractwa co rok obierać. 8. Sesye czyli posiedzenia brackie odbywać w kościele, kaplicy, lub w innem przyzwoitem miejscu, i na nich się zachować. Kobiety na zebraniach nie będą, lecz potem z ambony przez kapelana o postanowieniach brackich zawiadomione zostaną. 9. Skarbona i księga bractwa przechowuje się zawsze w kościele. 10. Bracia sami oznaczą, ile corocznie, stosownie do możności, na cele brackie płacić należy. 11. Na pogrzeb zmarłych członków bractwa powinien iść każdy lub dać jałmużnę. 12. Odmawiać codziennie koronkę i modlitwy o św. Annie, lub pięć pacierzy do pięciu Ran Pana Jezusa za Kościół św. i całe chrześcijaństwo. Ustawy te d. 11 kwietnia 1581 r. potwierdził biskup Jan Caligari, nuncyusz papieski w Polsce, pozwalając na wystawienie Najśw. Sakramentu w uroczystości brackie, do których należał także drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, Wielkiejnocy i Zielonych Świątek. Po dziś dzień istnieje bracki obraz św. Anny umieszczony w ołtarzu kaplicy tejże nazwy, dawniejszej zakrystyi opackiej. W r. 1631 bawił chwilowo w Nowym Sączu prowincyał OO. Paulinów, ks. Marcin Gruszkowicz św. Teol. dr. i uproszony przez Jerzego Stano, starostę sądeckiego, zaprowadził w kościele Norbertanów bractwo św. Aniołów Stróżów, potwierdzone r. 1626 przez Urbana VIII na prośby króla polskiego Zygmunta III. Ważniejsze obowiązki bractwa były: 1. Pilne wykonywanie przepisów religijnych i drugich do tego zachęcanie. 2. Polecać się codziennie Aniołom Stróżom i nabożeństwo do nich rozkrzewiać. 3. Chronić się niepotrzebnej przysięgi i djabła nie wspominać. 4. Raz na miesiąc przybywać na posiedzenia brackie. 5. Modlić się za papieża, króla i członków bractwa. 6. Na każdy miesiąc obrać sobie św. patrona, oraz jakie pobożne zdanie do rozmyślania i wykonania. 7. Bywać na zebraniach brackich w niedzielę czwartą każdego miesiąca. Bracia przywdziewali białe kapy z płótna lub sukna i czynili dyscyplinę, przynajmniej w każdą niedzielę wielkiego postu. Nakoniec ks. Stanisław Kornicki Teol. dr., Augustyanin krakowski, wprowadził do kościoła Norbertanów r. 1633 arcybractwo „Paska rzemiennego pod wezwaniem Matki Boskiej Pocieszenia“. Należał do niego w Nowym Sączu cech szewski, rymarski i siodlarski, liczący podówczas spory poczet członków. Z kasatą Norbertanów upadły te bractwa pobożne. Utrzymał się dotąd jedynie odpust Matki Boskiej Pocieszenia, który co roku obchodzi się solennie w najbliższą niedzielę po św. Augustynie. Ponieważ jednak arcybractwo Matki Boskiej Pocieszenia z obrazem w wielkim ołtarzu ściśle się łączy, przeto musimy o niem pomówić obszerniej.

Arcybractwo paskowe Pocieszenia Matki Boskiej.

(Confraternitas Cincturatorum).

Arcybractwo paskowe bardzo dalekiej sięga starożytności. Pasek rzemienny służył już od wieków za oznakę pokuty, umartwienia, wstrzemięźliwości i czystości. O proroku Eliaszu mówi pismo św., że był pasem rzemiennym na biodrach opasany. Tego zwyczaju trzymał się tak Elizeusz, jak i inni prorocy. Nawet ostatni z nich Jan Chrzciciel nosił wedle świadectwa Ewangelii św. rzemienny pas około swoich. Ze starego testamentu przeszedł zwyczaj noszenia paska do nowego. Zbawiciel nasz rozkazuje Apostołom przepasać biodra swoje. Św. Jan widział w objawieniu samego Chrystusa przepasanego złotym pasem. Stara legenda chrześcijańska opowiada, że Najśw. Marya Panna jako Królowa panien, proroków i apostołów, przepasywała się paskiem i tak ją też przedstawia wizerunek w Lorecie. Kościół grecki ustanowił na cześć rzemiennego czarnego paska Matki Boskiej dwa święta: jedno 2 lipca pod nazwą znalezienia paska św., drugie 31 sierpnia pod nazwą przeniesienia św. paska z Jerozolimy 450 r. do cesarskiej rezydencyi w Konstantynopolu, staraniem greckiej cesarzowej św. Pulcheryi. Patryarcha konstantynop. św. Germanus wygłosił wspaniałe kazanie ku czci tejże św. relikwii. Wnet potem pobożna Pulcherya dźwignęła świątynię, w której pasek ten w wielkiej czci przechowywany, przedmiotem był pobożności pielgrzymów, którzy tam wiele łask i uzdrowień doznawali. Lecz do zakonu Augustyanów, a w szczególności do bractwa Matki Boskiej Pocieszenia weszło używanie i poświęcanie pasków w następujący sposób: Św. Monika, matka wielkiego biskupa Hippony, św. Augustyna, po śmierci męża swego Patrycyusza, modliła się gorąco do Matki Boskiej, ażeby ją pouczyła, jak ona się ubierała po śmierci boskiego swego Syna, ażeby ją mogła w tem naśladować i w wdowim stanie swoim tak samo się ubierać. Matka Boża wysłuchała jej prośby, a ukazawszy się jej pewnego razu w czarnej długiej, fałdzistej sukni, przepasanej rzemiennym czarnym paskiem, rzekła do niej: „Córko, oto wysłuchana prośba twoja! Przypatrz mi się dobrze, gdyż to jest właśnie ubiór, jaki za życia mego na ziemi nosiłam, kiedy bezbożni żydzi mego najukochańszego Syna niemiłosiernie ukrzyżowali. Chcesz mnie naśladować, ubieraj się podobnie.“ Z wdzięcznością i radością poszła Monika św. za podaną z nieba wskazówką i nosiła odtąd czarną długą suknię, przepasaną czarnym rzemiennym paskiem. Za jej przykładem poszło wiele pobożnych matron. Kiedy wreszcie syn tylu łez matki Moniki, św. Augustyn, do wiary św. się nawrócił i chrzest przyjmował, przyoblekł go św. Ambroży biskup w czarny habit zakonny, przepasał paskiem rzemiennym, jak nam o tem sam św. Ambroży opowiada. Ztąd też założony potem przez św. Augustyna zakon Eremitów czyli Pustelników augustyańskich, nosi habit czarny, pasem rzemiennym przepasany. Między świeckimi jednak rozpowszechnił noszenie czarnego rzemiennego paska dopiero św. Mikołaj z Tolentynu, zakonnik Augustyanin i cudotwórca. Gorliwość tego sługi bożego pobudziła tak wielką liczbę wiernych do przyjęcia rzemiennego paska św., iż papież Eugeniusz IV erygował r. 1446 przy kościele augustyańskim św. Jakóba w Bononii osobne „bractwo noszących pasek św. Augustyna, św. Moniki i św. Mikołaja z Tolentynu“ i wielkiemi nadał odpustami. W kilkadziesiąt lat potem 1495 r. zaprowadził przy tymże kościele bł. Marcin z Vercelli, także Augustyanin, inne jeszcze bractwo pod nazwą „Matki Boskiej Pocieszenia.“ Otóż obydwa te bractwa tak paska rzemiennego, jak i Pocieszenia Matki Boskiej złączył r. 1570 ówczesny jenerał zakonu Augustyanów, Tadeusz z Perugii, w jedno bractwo, a papież Grzegorz XIII zatwierdził je bullą r. 1575 pod nazwą „arcybractwa paskowego Matki Boskiej Pocieszenia.“ W roku następnym zawezwał tenże papież i inne bractwa tegoż rodzaju na całym świecie, ażeby się z arcybractwem Bonońskiem połączyły, nadając zarazem jenerałowi Augustyanów władzę erygowania tychże. Z tego więc powodu pomienione arcybractwo, zawdzięczając swój początek czterym świętym: Najśw. Maryi Pannie, św. Monice, św. Augustynowi i wielkiemu cudotwórcy św. Mikołajowi z Tolentynu, czci ich i wielbi jako osobliwych patronów swoich. Za ich bowiem przyczyną otrzymało ono tak wielkie odpusty, jakie nie zostały nadane żadnemu innemu bractwu. Uczeni teologowie, jak Rodriguez Franciszkanin († 1613), Lezana Karmelita († 1659), Gobat S. J. († 1679), mówią z wielkiem uwielbieniem o osobliwszych odpustach i przywilejach bractwa Matki Boskiej Pocieszenia. O. Gumpenberg z T. J. w swem dziele „Atlas Marianus“

je największem bractwem. Z tem chlubnem wyrażeniem zgadza się najzupełniej orzeczenie papieża Grzegorza XIII: „Haec est prima et primaria fraternitas omnium fraternitatum,“ to jest najpierwsze i najznakomitsze bractwo ze wszystkich innych bractw. Z tego powodu sami nawet papieże wpisywali się w to bractwo, począwszy od Grzegorza XIII w nieprzerwanem następstwie po sobie. Dawniej kwitnęło ono w wielu miejscach Polski. Obecnie istnieje jeszcze w Wieluniu, u OO. Augustyanów w Krakowie, w kościele parafialnym Krzemienickim pod Łańcutem i w Górce duchownej w Księstwie Poznańskiem.

Zniesienie Norbertanów. — OO. Jezuici.

Ośmnastym z porządku i zarazem ostatnim opatem sądeckim, był Jan Lassota Szczkowski. Był to prawdziwy ojciec i opiekun klasztoru. Fundusze klasztorne swoją bogatą ojcowizną i kapitałami zapisanymi od różnych dobrodziejów znacznie pomnożył; r. 1746 odnowił kościół, r. 1755 dzwonicę z fundamentów wymurował. Gdy w r. 1747 zaprowadzono w kollegiacie bractwo Najśw. Serca Jezusowego, zaraz pobożny opat imię swoje do księgi tegoż bractwa zapisał. Cenną po nim pamiątką są po dziś dzień piękne marmurowe odrzwia kościelne z odpowiednym napisem, wieńczącym jego pamięć:

Ultimum Ecclesiae Ornamentum posuit Joannes Paulus Lassota Abbas XVIII Sandecenisi, Dum ivit ad Monumentum A. D. 1781 die 25 Augusti. Oremus pro eo.

Ostatnią ozdobę kościoła położył Jan Paweł Lassota, ośmnasty opat sądecki, zanim wstąpił do grobu r. 1781 dnia 25 sierpnia. Módlmy się za niego. Zwłoki jego złożone w krypcie pod wielkim ołtarzem, czekają zmartwychwstania ciał. Z jego śmiercią kończy się istnienie Norbertanów sądeckich. Była to bowiem epoka rządów cesarza Józefa II, który jednym zamachem pióra zniósł w swej monarchii sześćset kilkadziesiąt klasztorów a ich dobra zabrał na skarb państwa. W Nowym Sączu, oprócz Pijarów i Franciszkanów, ten sam smutny los spotkał także Norbertanów 1782 r. Wydaleni dekretem kasacyjny z zakonnego domu, nędzną zaopatrzeni pensyą, tułacze dni spędzać musieli owi wiekiem skołatani „białoduszni księża“, jak ich powszechnie nazywano, wśród ludzi obcych, w okolicy Sącza. Ostatni z nich, ks. Kasper Jastrzębski, 80–letni ociemniały starzec, zakończył w największej nędzy i ubóstwie swój doczesny żywot 21 maja 1809 r. w domu prywatnym, przy ulicy młyńskiej w Nowym Sączu. Po kasacie Norbertanów i skonfiskowaniu ich majątku i rozdrapaniu sprzętów kościelnych, klasztor obrócono najprzód na biura urzędu kameralnego, a później na szkołę miejską, kościół zaś zamknięto i zamieniono na magazyn mąki dla wojska. Taki stan rzeczy trwał aż do r. 1802. Wtenczas rząd austryacki troskliwy aż do zbytku o bezpieczeństwo domów bożych poznosić kazał w wielu miejscach wysokie wieże kościelne, burzył i przerabiał sklepienia świątyń. Kolegiata Sądecka wydała się także grożącą upadkiem. Z polecenia więc rządu zabrano się do jej naprawy. Obcięto obydwie wieże, zrzucono wysoki dach gotycki, zwalono sklepienie gotyckie a natomiast dano dach płaski gontem kryty, zamiast sklepienia sufit, przerobiono też gotyckie wnętrze kościoła do niepoznania, jeden tylko wielki ołtarz ocalał. Przez 8 lat trwała ta robota przemieniająca stylową gotycką kolegiatę Zbigniewa Oleśnickiego w kościół bez gustu i stylu. Tymczasem gdzież odprawiać parafialne nabożeństwo? Przypomniano sobie o kościele ponorbertańskim. Wyrzucono worki z mąką, oczyszczono z kurzu ściany i wielki ołtarz, który na szczęście pozostał, odbito deski zasłaniające obraz Matki Boskiej Pocieszenia, i urządzono jako tako służbę bożą. Magazyn stał się znów kościołem, ale na to, aby po dokonanej restauracyi kościoła farnego, i przeniesieniu tamże parafialnego nabożeństwa, 1810 r. został znów magazynem mąki dla wojska. Przeminęło lat 22. W ciągu tego czasu zakon Jezuitów wygnany z Rosyi 1820 r., znalazł dobre przyjęcie w Austryi i oprócz kilku innych domów, otworzył kolegium w Tyńcu, dawnem opactwie Benedyktyńskiem. W nocy 2 maja 1831, piorun uderzył w klasztor tyniecki i spalił go. Jezuici znalazłszy dzielnego protektora w osobie arcyksięcia Ferdynanda d’Este, otrzymali za jego staraniem ponorbertański kościół i klasztor w Nowym Sączu i fundusz na kupno przyległej kamienicy Wojcikowskiego i wybudowanie nowego gmachu, w którym dzisiaj mieści się gimnazyum. W grudniu 1831, objęli w posiadanie ponorbertański klasztor i kościół, i zabrali się zaraz do jego odnowienia. W ciągu lat dwóch kościół stanął świeżo odmalowany, z nowym wielkim ołtarzem, w którym jaśniał odświeżony obraz Matki Boskiej i trzema ołtarzami bocznymi, z nową amboną, z nowym organem i nowymi dzwonami. W 10 nowych konfesyonałach zasiadali księża do słuchania spowiedzi, z ambony brzmiało słowo boże dwa razy w każdą niedzielę i święto. Niebawem 1838 r. objęli sześcioklasowe gimnazyum w gmachu popijarskim, gdzie od r. 1855 jest teraz więzienie, a dla zakonnej młodzieży otworzyli w swem kolegium, czteroletni kurs teologii. Niezapomniano i o bractwie Najsł. Serca Jezusowego i o kongregacyi Sodalisów Maryi, do której należała przeważnie młodzież szkolna. Rok 1848 rozegnał Jezuitów jak indziej tak i w Sączu. Szkoły ich oddano pod zarząd nauczycieli świeckich, nowe ich kolegium z domem niegdyś Wojcikowskiego, zamieniono na koszary wojskowe. Zabierano się już do zamknięcia dopiero co odnowionego kościoła, ale oparł się temu ś. p. O. Ciechanowiecki, który wraz z dwoma innymi Ojcami pozostał w dawnym ponorbertańskim klasztorku i obsługiwał kościół. Reskryptem cesarza Franciszka Józefa I, z dnia 20 czerwca 1852, przywróceni zostali Jezuici w Austryi. Nowosądecka rezydencya, liczyła już odtąd pięciu lub sześciu księży i kilku braci zakonnych. Praca w kościele wzmogła się, ale już niedoszła do tych rozmiarów co przed r. 1848. Nieprzedsięwięto też żadnych ważniejszych restauracyj w kościele. Minęło od pierwszego osiedlenia się Jezuitów i głównej naprawy kościoła lat 50. Dach kościelny jeszcze 1620 r. przez opata Jordana nakryty, groził zawaleniem się. Za rządów tedy superiora O. Ciszka postawiono dach nowy, o półtora metra niższy od dawnego, przezco kościół stracił wiele na swej charakterystyce starożytnej. Belek na wiązania dachowe dostarczyła z swych lasów pani Szymanowiczowa, która także w swym majątku w Sękowej, nowy kościół gotycki z fundamentów dźwignęła. Zamiast dachówek pokryto dach blachą, sprowadzoną z fabryki arcyksięcia Albrechta z Cieszyna. Na dachu stanęła zgrabna sygnaturka z dwu ramiennym krzyżem, w którego gałce miedzianej umieszczono pargaminowy dokument następującej treści: „W r. 1887 za pontyfikatu Jego Świątobliwości Papieża Leona XIII, pod rządem miłościwie panującego monarchy Franciszka Józefa I cesarza Austryi — kiedy całym zakonem Towarzystwa Jezusowego rządził O. Generał Antoni Marya Anderledy, a prowincyą polską O. Prowincyał Henryk Jackowski, za superyoratu O. Jana Nep. Ciszka — na większą cześć i chwałę Bogu w Trójcy św. jedynemu, Pani i Matce naszej, Najświętszej Maryi Pannie Łaskawej, wzniesiony został za pomocą Bożą, nowy dach na kościele ponorbertańskim w Nowym Sączu. dobrodziejką JW. Pani Józefa Szymonowicz z Sękowej ad Gorlice; składki zbierał O. Ludwik Adler T. J.; robotą ciesielską kierował braciszek Józef Białobrzeski T. J. Imiona łaskawych dobrodziejów, za których się modlimy, i którym za jałmużnę nich Pan Bóg i Bogarodzica stokrotnie wynagrodzi, są: (Tu następują nazwiska tych wszystkich, którzy się przyczynili datkiem pieniężnym do budowy kościelnego dachu). W Nowym Sączu, dnia czwartego czerwca, Roku Pańskiego Tysiąc ośmset ośmdziesiątego siódmego.“ Po odbudowaniu dachu przystąpiono do odnowienia samego wnętrza kościoła. Za staraniem O. Rudolfa Churaina stanęła r. 1887 nowa ambona, a w roku następnym nowy organ, zbudowany przez braci Riegerów z Karniowa (Jägernodorf) na Szląsku. Wewnętrzne ściany kościoła brudne i odrapane razem z kaplicą św. Anny i korytarzem, długo czekały odmalowania. Podjął się tego zadania O. Jan Kiciński superyor T. J. i przy pomocy brata Stankiewicza dokonał go pomyślnie r. 1890. Wielki zaś ołtarz niestósowny do gotyckiego presbiterium i po części spruchniały, zastąpiony będzie nowym w stylu gotyckim. Wejdźmy teraz do środka kościoła i przypatrzmy się niektórym jego zabytkom. Nad bramą kruchty kościelnej uderza napis wykuty w kamieniu:

Illa domus felix in qua dominatur Jesus Excubat ad tales paxque quiesque fores. A. D. 1731.

To znaczy: Błogosławiony ów dom w którym panuje Jezus. — Takich drzwi strzeże pokój i bezpieczeństwo. Ponieważ nawa kościelna jest w stylu romańskim, presbiterium zaś w stylu gotyckim, przeto też przemalowanie kościoła dokonane według wskazówek profesora Łuszczkiewicza z Krakowa, przez Stanisława Bochyńskiego z Łącka odpowiada podwójnemu stylowi. Po usunięciu wielkiego ołtarza z r. 1832 stanie na jego miejscu ołtarz gotycki podług planu p. Jana Chorążego, inżyniera kolei państwowej, a w nim odświeżony starannie dawny obraz Pocieszenia Matki Bożej. Na zasuwie tego umieszczony będzie obraz św. Józefa Oblubieńca Najśw. Maryi P. Boczne ołtarze z r. 1832 pozostały niezmienione. Zasługuje na uwagę: obraz św. Ignacego Loyoli w lewym bocznym ołtarzu, pędzla wiedeńskiego malarza Steinte (1834 r.), pod nim obraz Serca Jezusowego, malowany według włoskiego oryginału znajdującego się w kościele OO. Jezuitów we Lwowie, dar arcyksięcia Ferdynanda d’Este. W prawym bocznym ołtarzu obraz św. Stanisława Kostki, niepośledniego pędzla, pod nim obraz Serca Maryi malowany w Sremie 1863 r. przez Pietrzyka T. J. Zdobi też ściany kościelne starodawny włoski obraz św. Hermana Józefa z zakonu Norbertanów († 1236), i nie zupełnie autentyczny wizerunek Władysława Jagiełły w naturalnej wielkości, w stroju rycersko-królewskim. Z lewej strony obrazu orzeł polski, u spodu napis:

Vladislaus Jagiełło, fundator Ecclesiae et Monasterii istius. A. D. 1409.

W trzecim bocznym ołtarzu na prawo, godny uwagi Chrystus na krzyżu: rzeźba wykonana z niezwykłą dokładnością, podług rysunku białoruskiego Jezuity Stürmera, przez Martyńskiego ze Sącza 1845 r. W kaplicy św. Anny (dawnej zakrystyi opackiej) znajduje się obraz tejże świętej malowany na drzewie z końcem XVI wieku.

Obraz Matki Boskiej Pocieszenia.

Największą atoli ozdobą jezuickiego kościoła jest w wielkim ołtarzu obraz Matki Boskiej Pocieszenia, łaskami słynący a tak mile pociągający do siebie, że patrzącemu nań trudno prawie oczu oderwać. Obraz ten na drzewie malowany, zdobi pozłacana metalowa sukienka w pracowni Piotra Seipa w Krakowie świeżo odnowiona, piękna korona na głowie Matki Najśw. i Dzieciątka Jezus wysadzana drogiemi kamieniami, złoty łańcuch, kosztowne perły, brożka ozdobiona dyamencikami, korale i inne dziękczynne wota. Herb u spodu obrazu: trzy czarne trąby myśliwskie w polu czerwonem z napisem, świadczy, że jego wspaniałomyślną fundatorką w połowie XVI stulecia była Zofia z Zakliczyna Jordanówna, córka Achacego Jordana kasztelana bieckiego, starosty sądeckiego, wydana później za Stanisława z Gdowa Wielopolskiego stolnika krakowskiego, rządcę (Vladarius) Sądeckiego. Jej bliskim krewnym był Jan z Zakliczyna Jordan, najprzód dworzanin cesarski, potem na dwa zawody opat Norbertanów Sądeckich. Lud okoliczny czci ten obraz jako cudowny, przywozi tu osoby chore ze stron dalekich, prosi o zdrowie, pociechę, odwrócenie nieszczęść, albo też dziękuje za otrzymane łaski. A ta tradycyjna wiara i ufność w skuteczność opieki Maryi, w tym obrazie łaskami słynącej, datuje się od niepamiętych czasów obraz bowiem podziórawiony był na wielu miejscach od gwoździ, na których dawniej wisiały dziękczynne wota, a między innemi okulary i ręka srebrna pozłacana. Zaprowadzone w tym kościele d. 28 sierp. 1633 r. bractwo Pocieszenia bardziej jeszcze tę cześć Bogarodzicy spotęgowało. Niestety, dekret cesarz Józefa II, kasujący klasztory w Sączu, zagrabił te wszystkie wota i inne kosztowności Matce Najśw. w ofierze złożone i przekuł na pieniądz. Upadło też wtenczas i bractwo Pocieszenia Matki B. Wszelako pomimo ogólnego spustoszenia, jakiemu ten kościół po zniesieniu Norbertanów uledz musiał — pomimo usunięcia z niego wszystkich ołtarzy i sprzętów, ołtarz jednak wielki wraz z obrazem Matki Boskiej, deskami zabity, utrzymał się w aż do przybycia OO. 1832 r. Wprawdzie w r. 1820 usiłował cieśla Cendrowicz usunąć z ołtarza obraz Maryi, ale skaleczywszy się mocno w rękę, zaniechał dalszej roboty i odszedł do domu mówiąc: „Dajcie pokój temu obrazowi, niech tu wisi“. W r. 1822 czyniono powtórną próbę, także nadaremnie. Snać obrała sobie Matka Boska Pocieszenia ten uroczy zakątek polski u podnóża Karpat na mieszkanie, ażeby ztąd skarby łask swoich na bliskie i dalsze rozdawać strony. Szczegółów o niezwykłych łaskach, przywiązanych do tego obrazu, podać nie jesteśmy w stanie. Kronika Norbertanów już dawno po ich kasacie bez śladu zaginęła, przez lat 42 stał ten przybytek Maryi opuszczony i na magazyn zamieniony; jak tu szukać i znaleść dokumentów odnoszących się do cudownego obrazu. Ale to pewna, że lud wierny przy tym obrazie

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…