Read here

Część piérwsza

Józef Ignacy Kraszewski · 1840 · Free in the US

87,329 words · about 6 h 7 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1840 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Wilno_(Kraszewski,_1840-1842)/Część_piérwsza&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Józef Ignacy Kraszewski
Language
Polish
Published
1840
Length
87,329 words · about 6 h 7 min
Sections
16 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (16)

Continue:

od początków jego do roku 1750

CZĘŚĆ

MDCCL.

od początków jego do roku 1750

I. WYWÓD XIĄŻĄT PANUJĄCYCH i t. d.

Kronikarze założenie Wilna do XIV aż wieku odnoszą, że jednak są ślady exystencyi jego dawniejsze, nie możem ich pominąć, a razem przywiedziem różne wywody Xiążąt panujących nad Litwą. Stryjkowski, Kojałowicz za nim, dają Litwie Xiążąt pochodzących od jakiegoś Palemona, przybylca z Italii, nieumiejąc oznaczyć czasu jego przyjścia i na samych domysłach i podaniach opiérając się tylko. Nieco się nad tém zastanówmy. Trzy są o tém przyjściu Włochów do Litwy u Stryjkowskiego podania, zawsze pod wodzem Palemonem, czwarte Długoszowe z Wiljusem jakimś, które Stryjkowski, aby swoich nie osłabić, opuścił. Lecz znalazłszy w Długoszu wzmiankę, iż to przyjście Włochów mogło mieć miejsce za czasów wojen między Juljuszem Cezarem a Pompejuszem, pochwycił to, poszedł do Flora, znalazł tam jakiegoś Libona, i tak dodawszy jeszcze Romnowe, rzekę Libę i Libawę, sam siebie nawet przekonał, iż ten Libo-Palemon musiał do Litwy przypłynąć. Posługiwał do tego znaleziony w Kronice Ruskiéj Dymitra Mnicha bajeczny Palemon, trudność tylko była o czas, gdyż Kronika Ruska znacznie późniejszą wędrówkę tę miała. Lecz to nie zastanawiało Stryjkowskiego, który sam jednak wprzódy, wydając Gońca Cnoty, przyjście Włochów w V wieku za zbyt wczesne uważał; na mocy Flora, Libawy i trochę odwagi przerzucił to na wiek przed Chrystusem, na lat 50 przed narodzeniem jego, ażeby jako tako z historją postronną związać. Piérwsza tedy powieść o Palemonie, czyli Publjuszu Libonie, żeglującym z Etruryi do Litwy, daje datę 50 roku przed Chrystusem. Druga pielgrzymka, któréj przyczyną miało być prześladowanie Nerona, wzmiankowana przez Litewsko-Ruskich Latopisców, w lat 57 po Chrystusie naznaczona. Trzecia wcale odmienna wersya z Kroniki Ruskiéj Berestowickiéj, kładzie tęż wędrówkę w V wieku po Chrystusie za Atylli. Z tych trzech podań wybrał Stryjkowski najdawniejszych sięgające czasów, dla tego, że u Flora znalazł Libona; dla tego, iż mniemanéj szlachcie przedchrześcijańskiéj Litewskiéj jak najdawniejszy chciał dać wywód. Bajki téj, na podaniu osnutéj, taka się być zdaje historja. Było podanie o Włochach wędrowcach do Litwy przybyłych, może i osadach nad Bałtykiem, emporjach handlowych, było podanie w ustach ludu, bez oznaczenia wieku, powodu, imion. To podanie urodziło się ze stosunków z zachodem handlowych, z odgłosu o powrocie z najazdów na państwa Rzymskie Alanów lub Herulów. W XV wieku dopiéro zaczęto podanie obrabiać i w Kroniki wciągać, dla utworzenia jakiejś szlachty przedchrześcijańskiéj w Litwie, o którą chodziło narodowéj dumie. W Ruskich Latopiscach, cytowanych u Stryjkowskiego, niewątpliwie niestarszych nad wiek XV i XVI, ukazują się dwa domysły o przyjściu Włochów za Nerona i za Atylli. Lecz to były proste domysły, więcéj dla jenealogicznych wywodów, niż do historyi ukute z podania. Stryjkowski wziął myśl i nazwę Palemona z Kronik Ruskich, z Długosza czas wędrówki za Juljusza Cezara, z Flora dołatał Libona, i tak utworzył swoją bajkę, którą wszystko zbija, wszystkie daty się kłócą i spychają, i pomimo usilnego nakręcania, osnowa dziejów jéj się w brew przeciwi. Są i inne wywody Xiążąt panujących w Litwie, z których, jako cale przeciwny Stryjkowskiemu, zasługuje na uwagę, wywód w XVI wieku na Rusi zrobiony, prowadzący ród ich od Xiążąt Ruskich-Połockich, a nie sięgający wyżéj nad wiek XII. Według téj jenealogii w r. 1129 Rościsław Rogwoldowicz X. Połocki uciekł do Konstantynopola, naciśnięty od wielkiego Xięcia Mścisława syna Włodzimierza Monomacha, i tam się schronił. Litwa zaś, która miała naówczas hołdować Xiążętom Połockim, wezwała ztamtąd synów jego na rządy. Miasta Litewskie, powiada tenże wywód, rządziły się swojemi Hetmany, płacąc dań Xiążętom Kijewskim, Czerniechowskim, Smoleńskim; o czém i Stryjkowski nadmienia. Z tych miast Wilno (którego nasi Kronikarze pod tém nazwiskiem do XIV wieku nie znają) potrzebując obrony przeciw Wielkiemu Xięciu Mścisławowi Włodzimierzowiczowi, miało się poddać opiece Węgier, a nareście przyjąć miało z Konstantynopola, syna dawnego swojego Xiążęcia, Rościsława Rogwoldowicza i brata jego Mowkolda. Od tych to poczyna się w Ruskiéj Kronice wywód Xiążąt Litewskich. Zdaje się, iż ta jenealogia w XVI wieku napisana, więcéj jest także domyślona, niż na pewnych dowodach oparta, wiele jéj miejsc jednakże zgadza się z historią i nie przeciwi chronologii. Davil miał mieć trzech synów, Vida czyli Wilka, który się ochrzcił imieniem Andrzéj i został Xięciem Twerskim, Vida II czyli Wilka, który Derewiczan podbił, i Erdena (Erdziwiłła?), Mowkold zaś syna Mindowga, zabitego w r. 1265. Wid II miał syna Projdena, który podbił Jatwieżów, Projden Witena, który panował po Bug, a ten Giedymina. Mindowga zaś dwaj synowie Wyszleg Mnich (Wojsiełk?) i Dowmant, który uszedł do Pskowa w r. 1266 i tam przyjął na chrzcie imie Tymoteusza i t. d. Zrobim tu kilka uwag. Rechwold ojciec Rościsława, panował w Połocku około r. 1144; tu zaś już go wygnanym pisze w r. 1129. Tenże Rechwold (Rogwold) wedle naszych Kronikarzy miał tylko syna Hleba. Niektóre imiona jenealogii przypominają znajome w historyi Litwy. Doumand nie był synem Mindowy, to pewna. Opowiadanie o Wyszlegu Mnichu zgodne z historją Wojsiełka. Przed Mendowgiem nie spotykamy nigdzie w Kronikach Ruskich wzmianki o Xiążętach po imieniu, tylko głucho Litwa. Że Narymund w Nowogrodzie dostał udział i tam ochrzciwszy się osiadł, rzecz niepodpadająca wątpliwości, lecz w przyczynach różnią się Latopisce. Rodosłowna pisze, iż Iwan Daniłłowicz, będąc w Ordzie, wykupił go z niewoli i ochrzcił Hlebem, a dla chrztu nie przyjęty od swoich w Litwie, do Nowogrodu uszedł, gdzie mu udział dano. Wremiannik Soflijski pod datą 1333 roku, cale to inaczéj objaśnia. O Doumandzie pisze Wremiannik, że był Xiążęciem Litewskim, czyim synem nie wspomina, u naszych Doumand jest synem Romunda, mógłby być, co do czasu, w którym żył i Mindowy synem, ale toby powieść Stryjkowskiego wywróciło. Uszedł na Ruś do Pskowa pokłóciwszy się ze swemi, ochrzcił imieniem Tymofieja w roku 1266 (około) i z Pskowiany potém Litwę napadał. W ogólności i ten wywód nie zupełnie zaspokaja; a zawsze potrzebowałby dodatku, gdyż przed datą przyjścia Davila i Mowkolda, są ślady Kunigasów panujących nad Litwą. Ród ich, pochodzenie, daleko podobniéj od Nordmanów, Waregów, niżeli od Włochów jakichś da się wywieść. W samych nazwiskach Xiążąt chciałbym widzieć nieprzebity dowód ich gockiego, lub waregskiego pochodzenia; ani jedno imie nie zdaje się być rzymskiém. Przywiedliśmy jenealogiją Ruską dla wzmianki, jaka się w niéj znajduje o Wilnie; za pewne zaś mamy dopiéro nazwiska i daty, które Kronikami mogą być wsparte, stopnie zaś pokrewieństwa Xiążąt, na długo, jeśli nie na zawsze, wątpliwością zostaną. A nie tu miejsce jeszcze obszerniej się nad tém rozwodzić. Widzieliśmy, że według Kronik Ruskich, Wilno istnieć już miało około roku 1129, w którym Dawil miał nim rządzić; i gdybyśmy to przypuszczenie przyjęli, należałoby się domyślać, że było na pewném stopniu znaczenia, stanowiąc stolicę jakiejś prowincyi. Lecz ten ślad jedyny bytności Wilna w XII wieku, niczém się więcej nie potwierdza, chyba wspomnieniem podróżującego w tym czasie Islandczyka Snohr-Sohna, który pisząc o różnych osadach, w których rozmawiał swoim językiem z krajowcami Tryk i Welni miasta przywodzi. Zdaniem uczonych, mają to być Troki i Wilno. U naszych Kronikarzy, osada, która późniéj Wilnem być miała, ukazuje się dopiéro między 1270 a 1272 rokiem. Jest to chwila dość nieszczęśliwa, w któréj Litwa po śmierci Mindowy, rozdzierała się na części, i rabując sąsiadów, napadana od Krzyżaków, zdawała się nachylać do upadku. Niewiadomo jak cień władzy Wielko-Xiążęcéj, którą istotnie tylko Mindowe utrzymać przy sobie umiał, spada na starca Swintoroha, z rodu Xiążęcego. Ten w miejscu lesistém, u zbiegu dwóch rzek Wilyi i Neris (Wilii), w dolinie osłonionéj górami, założył świątynią Peruna, przy któréj osiedli Kapłani i Krewe-Krewejto arcykapłan. Wedle zwyczaju religijnego Litwy, obrano gaj święty, ustanowiono ogień niewygasły na cześć Peruna, i nadaje temu miejscu imie swoje, które także oznacza Święty ołtarz. Syn jego Germund pogrzebł spalone ciało ojcowskie, wedle tamtego czasu obrzędów, na tejże dolinie przy świątyni. Tu miejsce może napomknąć nieco o wierze Litwinów, która w ich dziejach tak znaczący ma udział. Czcili Litwini przedewszystkiém Perkuna, Boga zemsty, kary, gniewu, znajomego w Rusi i u Słowian pod imieniem Jessy, Prowe, Peruna, jemu najcelniejsze składano oliary, jego ołtarz najliczniejsi otaczali Kapłani. Oprócz tego byli Bogowie nie tylko żywiołom przewodniczący, lecz powołaniom różnym, stanom rzemieślniczym, majętności i t. d. Były Bogi bartników, pastérzy, żeglarzy, kowalów, gospodarzy, myśliwych, piekarzy, trudniących się uprawą lnu i t. d.: były bóstwa opiekuńcze i władnące burzą, duchami, urodzajem, dostatkami i szczęściem, bóstwa swobody, roskoszy, wieczności, kwiatów, ogrodów, miłości, jutrzenki, wieczora, godzin, granic, kopców. Było siedem prządek, które tkały płótno żywota ludzkiego. Były bogi godów weselnych, rzek, zdrojów, studni i t. d.; nawet pojedyncze miejsca i osoby miały duchów opiekuńczych. Każda chata swoich Kobolów i śmiecisko poświęcone, nawet drzewa wiśniowe. Podania uświęciły także wiele osób zasłużonych lub sławnych. Na każdém miejscu od progu domu, od kolebki do mogiły, Litwini mieli na wszystkie przypadki życia opiekuńcze lub mściwe Bogi, nie brakło ich najpospolitszym życia wypadkom, najmniéj nawet godnym opieki i spójrzenia bóstw. To dziwna, że w téj ćmie Bogów, mniéj daleko znajduje się wojny i wojennych przyborów, niżeliby należało spodziewać, wnosząc o naturze ludu z krwią oblanych dziejów. Daleko więcéj w miarę jest opiekunów życia domowego, gospodarstwa, majętności, rzeczy i t. p. Przypisać to naszém zdaniem należy temu, iż mithologija litewska kształcić się musiała w czasie spokojniejszym. Łączyły się do téj wiary, ubóstwienia miejsc, gajów, jak u Słowian, gwiazd, ognia, kamieni, płazów, gadów, rzek, wód i drzew wszelakich. Samo przez się rozumie się, iż niektóre Bóstwa czczono pod postacią posążków dziwacznego kształtu, których liczbę wielką po świątyniach i nad drzwiami domu każdego chowano. Świątynie wszystkie prawie, całkiem lub w części niekryte były z wierzchu, a to z powodu, iż niemi częstokroć otaczane bywały drzewa, mianowicie dęby, jak u Słowian. Ściany ozdabiano w bogato-strojne rogi różnych dzikich źwierząt i bydląt zabijanych na ofiarę, i inne także symboliczne przedmioty, mające związek z religijnemi podaniami. Świątynie bywały obwiedzione szeroko murem podniesionym na kilkanaście łokci, z wieżami, które może służyły raczéj do zwoływania na modlitwę, niż do obserwacyj astronomicznych, jak utrzymują niektórzy. Wszakże o godzinach dnia wyznaczonych na modlitwę, nic nie wiémy, i zaledwie z większą cokolwiek pewnością to przypuszczenie zastosować możem do uroczystości wielkich, których opisania nas doszły. W podziemiach świątyń, pod ołtarzami, trzymano węże i gady różne, ropuchy, żaby, jaszczurki. Na ołtarzu palił się w wielu miejscach, na cześć bóstwa utrzymywany ogień, zwany Zniczem, około którego pilność powierzona była Kapłanom lub Kapłankom, jeśli był na cześć Bogini. Był taki ogień w Wilnie na Świntorozie, w Połądze na górze nad morzem, na Żmudzi nad Niewiażą. Ten ostatni najdłużéj się palił, bo dopiero w XV wieku zgaszony. Cześć ognia podobna znana była u Słowian. Ofiary składano z napojów, płodów ziemi, bydląt wszelkiego rodzaju, mianowicie kozłów, zabijanych w czasie wojny na ołtarzach koni, i z ludzi nawet w większych okolicznościach. Te ostatnie ofiary są pochodzeniem germańskie. Obchodzono uroczyście oprócz pogrzebów, wesel i świąt Bogów; nowie, święto wiosny, to jest początek roku, święto pastusze, święto Rosy, Zażynek, wielkie święto po ukończeniu robót jesiennych, święto Dziadów czyli duchów umarłych przodków, inaczéj święto Chauturów, święto Ilgi, Ważganta czyli placków, Sikies, Kolady i t. d. Mnóstwo osobnych obrzędów i okolicznościowych uroczystości towarzyszyło wróżbom, ślubom, pogrzebom, wojennym wyprawom, sądom duchownych. Różnie różni tłumaczą pochodzenie téj wiary, która sturamiennym uściskiem całą litewsczyznę obejmowała, i wspólna była wielu ludom nadbałtyckim. Niepodobna jest przyznać, żeby się ona pod bezpośrednim wpływem mithologii rzymskiéj ukształcić miała, są w niéj ślady pierwotnéj mithologii ludów słowiańskich i germańskiego szczepu. Być może, że do tego przymięszały się przez stosunki, mytha rzymskie, które nacechowały nieco wyobrażenia bóstw litewskich. Warte zastanowienia podobieństwa litewskiéj wiary ze słowiańskiemi: cześć Perkuna, święto Lady i Chauturów, obrzędy Kupały, wesel, ofiar, palenie zmarłych z ich ulubioném mieniem; porywanie niby gwałtowne dziewic narzeczonych, postrzyżyny i t. d., są równo słowiańskie, jak i litewskie. Jednakże wpływ germański na mitologją litewską, obrzędy religijne, pokazuje się także w ofiarach z ludzi, paleniu żywcem na stosach, wróżbie wojennéj przez rozbicie piersi brańca i t. p. Jedném słowem, we wszystkiém co trąci barbarzyństwem i okrucieństwem. Porównanie łatwo tego dowieść może. Zresztą te cechy, są dowodem jednym jeszcze, pochodzenia Herulskiego Litwinów, gdyż wiara Herulów obfitowała w krwawe obrzędy. Żaden szczepu słowiańskiego naród, nie miał równie rozgałęzionéj mithologii, jak litewskie ludy, żaden tylu Bogów i takiéj hierarchii Kapłanów. Mogła na to wpływać natura ludu, który jeszcze Neurami będąc za czasów Plinjusza, zwał się zabobonnym i słynął czarnoksięstwem. Litwa wszystkie swoje na sąsiady, liczbą i władzą duchowieństwa przewyższa. Panteizm i władza duchowieństwa wpływają u Litwy na najmniejsze i najważniejsze wypadki, na byt prywatnych ludzi i polityczne w kraju zmiany; gdyż wszystkiém rządziły wróżby i wróżbici, a najmniejsze czynności zależały od porady i niejako zezwolenia Kapłanów, którzy w imie Poklusa, w imie cieniów zmarłych, mogli nawet domagać się ofiar z ludzi. To daje cechę osobną historyi dawnéj i obyczajom litewskim. Wprawdzie niedopytujem się nigdzie, żeby duchowieństwo miało wyraźny udział w rządzie, żeby posiadało i zawiadowało ziemiami i ludźmi poddanemi; lecz w jego ręku były wróżby i sądy. Przez te ostatnie mieli niezmierny wpływ na lud. Do duchowieństwa, jak do osobnéj w narodzie klassy, należała trzecia część łupów wojennych, krwawo zapracowanych na wyprawach, — to zapewniało zamożność. W XIV już wieku, wpływ Krzyżacki, przeciskające się do Litwy Chrześciaństwo, osłabiły przywiązanie do wiary, znaleźli się odstępcy i zdrajcy, Kiejstut nie wahał się porwać Biruty zprzed ołtarza Praurimy —; lecz w XIII wieku śmierć Mindowy jeszcze, za świadectwem spółczesnych Kronik, przypisać należy, nie tak sprzysiężeniu się krewnych, jak działającéj przez nich sprawie wiary, przemawiającemu przez nich duchowieństwu, oburzonemu odstępstwem Mindowy. Niewiadomo czemu, Litwa nigdy nie okazywała takiéj odrazy ku Xiążętom nawróconym na Rusi, jaką tchnęła dla ochrzczonych i wiążących się z Krzyżakami. Oprócz Świątyni Peruna, założonéj w czasach Swintoroha, miała być w Wilnie druga, niewiadomo kiedy wystawiona wszystkim Bogom. O téj z podania zapewne wspomina Stryjkowski; Klasztorne Kroniki opowiadają o zbiciu jéj i założeniu na gruzach Kościoła S. Piotra, w połowie XIV wieku, lecz się to w czasach bałwochwalskich stać nie mogło. Były zapewne i inne świątynie, ale tych początek daleko być musiał późniejszy, w XIII zaś wieku, około 1270 roku, jest jeszcze tylko osadą Kapłanów przy świątyni Peruna, osadą, która zapewne powoli skupia okolicznych mieszkańców i nieznacznie się zaludnia temi naprzód, których sami Kapłani do usług i potrzeb życia ściągali. Długo jednak to miejsce nie wspominane w dziejach, musiało być zaciszem, zamieszkaném małą ilością ludzi, i nie mającém innego znaczenia, nad spokojną osadę duchownych.

od początków jego do roku 1750

II.

1315 — 1340.

był Gedymin? czyli z nim poczyna się nowa zupełnie Xiążąt dynastja, czyli go za syna Witenesowego uważać należy? Rzecz nierozstrzygnięta. A chociaż niektórzy Kronikarze, po prostu synem go Witenesa czynią, nic nie wzmiankując jakim sposobem W. Xięstwo otrzymał, owszem prawem spadku mu je dają; jednakże przeważać się zdaje opinja, iż podstępem wyniósł się na wielkie Xięstwo, na którém tak silnie umiał się utrzymać. Miało to być około 1315 lub 1316 roku, daty ściśle niepodobna oznaczyć. Równie niepewny jest czas, w którym Gedymin zamki miał obronne w Wilnie założyć, mogło się to stać między 1318 a 1323. Kronika niemiecka już pod rokiem 1306 piérwszy dom gościnny w Wilnie dla kupców Ruskich wzmiankuje, i pod tymże rokiem o zaszłéj z jakichś sporów religijnych między niémi bitwie pisze, lecz podania jéj na żadną nie zasługują wiarę. W r. 1315 taż Kronika dwa domy gościnne ruskie i Cerkwie, to jest domy nabożeństwa liczy; i to jeszcze zawcześnie, gdyż są dowody, że we dwieście lat poźniejszy ustanowiony dom gościnny, był piérwszym tego rodzaju w Wilnie. Oprócz tego, nie była osada w stanie przyjęcia takich zakładów, póki ją Gedymin wzniesieniem Zamków na stopień miasta niepodniósł. Kroniki Ruskie nic o założeniu miasta nie wiedzą, ani o budowie zamków, lecz wspominają je po raz piérwszy w połowie XIV wieku. Nazwanie zamku Gedyminowego u Düsburga, naprowadziło na domysł, iż tak Wilno zwaném być mogło, i w r. 1317 wspominaném; — co exystencyi zamków przed 1320 dowodziłoby. Lecz nie ma żadnego dowodu prócz prawdopodobieństwa. Napad ten Krzyżacki na przedmieścia Zamku Gedymina był w r. 1318, w lecie, około Narodzenia S. Jana Chrzciciela. Marszałek Henryk z Braćmi Zakonu i ludźmi z Sambii, przyszedł na ziemię Pograuda i ztąd podzielił wojsko na kilka napastniczych oddziałów. Brat Fryderyk Libencele Komtur Ragnety, ze stu pięćdziesięcią ludźmi tajemnie podszedł zamek Gedymina, i wziąłby go był, gdyby uprzedzeni o tém mieszkańcy nie obronili się, zostawując tylko na łup napastnikom przedmieścia. Podobny napad na miejsce tegoż nazwiska, opisują jeszcze w r. 1324; i w innych latach Düsburg i kontynuator jego; a wszyscy pospolicie Zamek Gedymina Wilnem tłumaczą. Następny miał być powód założenia zamków w Wilnie. Gedymin pokonawszy wielu sąsiadów, nieprzyjaciół, ustaliwszy się na Wielkiém Xięstwie, o które ciągle prawie walczyć potrzeba było, żeby go nie rozszarpali otaczający dokoła, Ruś, Mazowsze, Krzyżacy; założył zamek na Trokach naprzód, zapewne w celu ubezpieczenia się, w przypadku najazdów w głąb kraju. Ztąd puszczał się w lasy na łowy, ulubioną zabawę tych czasów wojennych, i zmniejszony obraz boju. Raz wybrał się nad brzegi Wilii w ostępy stare, i z dworem swoim udał się na zgliszcza, na których od czasów Swintoroha ciała xiążąt palono; i gdzie stała świątynia Peruna, otoczona jeszcze nietkniętym lasem, w którym źwierz dziki pasał się swobodnie. Tu między górami polując zabił sam z Kuszy Tura wielkiego na górze, którą potém Turzą od tego nazwano. Po łowach, nocował Gedymin w Kotarhach na zgliszczach Swintoroha, w mieyscu, gdzie poźniéj zamek stanął, i śniło mu się, że na górze widział wilka ogromnego, jakoby przeciw wszystkim, w żelazną blachę uzbrojonego; a w nim wyjących przeraźliwie stu wilków, których głos daleko się rozlegał. Obudziwszy się, rad był wiedzieć co sen znaczył, i pytał on wszystkich, gdyż Litwini ciekawi byli snów znaczenia, i lubili wróżby. Nikt mu jednak snu nie wyłożył, aż się udano do Krewe-Krewejto, mieszkającego przy świątyni, który z urzędu był snów tłumaczem. Ten zaś imieniem Lezdejko, jeszcze za Witenesowych czasów, miał być znaleziony w orlim gnieździe, na puszczy przy gościńcu, czyli też w kolebce na drzewie. Witenes kazał go był na dworze swoim chować, a gdy się w nim ród wyższy pięknemi przymiotami odkrywał, oddany między kapłanów, wyszedł na Krewe-Krewejtę. On to wyłożył Gedyminowi sen jego, mówiąc: iż wilk żelazny znaczy, że na zgliszczu tém będzie zamek mocny i miasto, głowa państwa, a sto wilków wyjących w nim, że ono będzie głośne sławą swych mieszkańców. — Przyjął wykład Wielki Xiąże, ofiarował Bogom ofiarę i miasto budować przedsięwziął, poczynając od zamków. Wprawdzie opisana u kronikarzy cała ta przygoda, poważnym badaczom może się wydawać bajeczką; lecz ściśle biorąc, ma ona charaktery zupełnéj prawdy. Znamy już zwyczaj litewski radzenia się zawsze kapłanów, wiemy jak pożądane być mogły, i dwór xiążęcy i zamek obronny, pod bokiem Krewe-Krewejty. To mu torowało drogę do wpływu na umysł panującego, i zapewniało obronę od napaści nieraz sięgających w głąb kraju. Tłumaczenie snu jest bardzo naturalne, a wiara w ten wykład i posłuszeństwo Gedymina, dadzą się tłumaczyć położeniem miejsca, górami, które budowie zamków ówczesnych sprzyjały zbiegiem dwóch rzek, najłatwiejszych dróg w kraju lesistym i zarosłym. W skutek tego snu i wykładu, zaczął Gedymin założenie miasta od budowy dwóch zamków, jednego na górze Turzéj, drugiego w dolinie zwanéj Krzywą — Kriwe, z basztami, palissadą, blankami. Wyższy był murowany, niższy z drzewa; — ten nazwisko Krzywego nosił od imienia doliny. Koło nich u stóp gór poczęło się rozkładać miasto. W roku 1322 Gedymin z bojary swemi przeniósł się na mieszkanie z Trok do Wilna. Pomyślawszy naprzód o umocnieniu tego miejsca, ubespieczenia go od napadów, wystawiwszy zamki, pod skrzydłem których miasto wznosić się mogło, pomyślał nareście Gedymin o zaludnieniu swojéj przyszłéj stolicy, jéj handlu, rzemiosłach, o zwołaniu przybylców, których dotąd niespokojny stan Litwy oddalał. Znajdują się listy Gedymina z roku 1323 do miast zwiąsku Anzeatyckiego, Lubeki, Roztoku, Stralzundy, Grypswaldy, Sztetyna i Gotlandczyków, zachęcające tamtejszych kupców i rzemieślników, wieśniaków i żołnierzy, aby do Wilna i Litwy przybywali; obiecujące kupcom uwolnienie od ceł, myt i poborów wszelakich; rzemieślnikom zaś, jako szewcom, kowalom, kamieniarzom, solennikom, płatnerzom, złotnikom i innym, przyrzekając zupełną swobodę wjazdu i wyjazdu. Tym zaś, którzyby się do roli wziąć chcieli, na dziesięć lat darowując podatki, ręcząc za osobiste ich bespieczeństwo i całość własności, nadając wreście prawo Cywilne Rygskie. Początek tego wezwania, zdaje się oznajmować, że i przodkowie Gedymina, dozwalali w swoich krajach wolnego handlu kupcom z Lubeki i innym, za co oni najmniejszéj nie okazali wdzięczności. Chwali się także Wielki Xiąże, iż religją katolicką w swojém państwie toleruje, a nawet dla spodziewanych przybylców, kościoły Franciszkanów, jeden w Wilnie, drugi w Nowogródku, trzeci zaś Dominikanom, założył i t. d. Jest jednak okoliczność, która niedozwala wierzyć, iżby w istocie Gedymin, takie ułożył wezwanie. Trwała naówczas walka Zakonu Krzyżackiego z Arcy-Biskupem Rygskim, ten ostatni chcąc Zakon przed Papieżem oskarżyć, udawał, iż Gedymin skłaniał się do przyjaznych z chrześciaństwem stosunków, owszem gotów był i sam nawet się ochrzcić i że do tego tylko Zakon mu przeszkadzał. Pokazują niektóre ustępy tego wezwania, chętkę ugryzienia Zakonu, wiele przytém drobnych okoliczności przykłada się do utwierdzenia w mniemaniu, iż to wezwanie ułożono pod okiem Arcy-Biskupa, bez wiedzy Gedymina. Jednakże akt ten zawsze jest dla dziejów szacowną pamiątką, gdyż zmyślony nawet, musiał jednakże opierać się na pewnych wiadomościach o Litwie, i to z niego przynajmniéj wyczerpnąć można, iż były już kościoły Franciszkańskie, w Wilnie i Nowogródku, były przykłady wędrówek rzemieślników i osadników do Litwy. Poźniéj już znacznie opisujący Litwę i miasta litewskie, nastają na wielką liczbę osiadłych wędrowców. Oto naprzykład we dwieście lat potém uczyniona wzmianka w Wandalij Krantza. „Naród ten pisze cytowany, zostaje pod rządem swego Wielkiego Xiążęcia, którego nie Królem, nie Dukiem, tylko Wielkim Xięciem zowie. Bez wątpienia z obszerności i bogactwa kraju biorąc miarę, jest on Xiążęciem Wielkim. Nie mniejszy ludem ani dostatkami od Cara Ruskiego i Polskiego Króla. Ma on miasta w kraju swoim rozległym, ale nie wielka jest ich liczba, a co w nich jest cywilizacij, wszystko to Niemcom winne. Mieszkają w nich Saxończycy, Westfalczycy, Prusacy i Inflantczyków niemało. Kupcy mieniają tu bogate towary, na Krajowe płody, futra i wosk w wielkiéj ilości. Z miast są Wilno i Kowno; lecz nierównają się wcale miastom niemieckim, innych cywilizowanych Krajów.“ W tymże samym celu i czasie, zmyślono podobno nie tylko wezwanie do miast anzeatyckiego związku, lecz także listy do Zakonników, wzywające ich do Litwy, oznajmujące o chęci nawrócenia się, o życzliwości Gedymina ku Chrześciaństwu, a nareście list do Papieża Jana XXII. Głośna o tém wieść poszła, którą Arcy-Biskup rozniósł, sam podobno, aby tym sposobem Zakonowi w opinij szkodzić, wystawiając go, jako jedyną przeszkodę do nawrócenia się Litwy. List do Papieża zawierał tłumaczenie się z wiedzionéj wojny z Zakonem, podjętéj nie dla prześladowania Chrześcian, lecz dla obrony swojego kraju, zaręczenia skłonności ku wierze chrześciańskiéj, oznajmienie o wprowadzonych do Litwy mnichach zakonu Franciszkańskiego i Dominikańskiego, którym dozwolono chrzcić i nawracać i t. d. Nareście wszystko kończyło się wyraźném okazaniem żądania przyjęcia chrztu. Pieczęć użyta do tego pisma, miała formę chrześciańskich Xiążąt pieczęci, a w listach do Zakonników, były wyrażenia takie, iż już nawet Gedymina na mocy ich za ochrzczonego uważać było można. Łatwo sobie wyobrazić, jak podobny list uradować musiał Papieża, który się nigdy tak szczęśliwego końca wojnom z Litwą Krzyżackim nie mógł spodziewać; wyobrażając sobie Gedymina już ochrzczonym, wysłał tylko od siebie posłów, aby ci zapewne koronowali go, i zawarli przymierze dla Zakonu. Ci posłowie z Avinionu, Bartłomiej Biskup Elektueński i Bernard, przełożony klasztoru Benedyktynów S. Theofreda, przybyli w najpiękniejszych nadziejach, ale Gedymin głośno im oświadczył, iż nigdy nie miał chęci ochrzczenia się, i wiary swojéj . Złożono to wprawdzie na jakiś gniew i odmianę w sercu W. Xięcia, niemniéj jednak stanowi to przekonanie dzisiaj, iż listy owe były zmyślone. Posłowie papiescy, zaledwie wymogli zawarcie przymierza, które nastąpiło w Wilnie, lub przynajmniéj nastąpić miało, niewiadomo bowiem z pewnością czyli był ratyfikowany. Obowiązano pod groźbą kar kościelnych Zakon, a w szczególności Fryderyka von Wildenberg Mistrza, aby tego przymierza nie ważyli się łamać. Gdy się to dzieje, a miasto powolnie się zaludnia, Gedymin wojuje bez ustanku i staje się strasznym sąsiadom swoim. Niepodobna, żebyśmy w dziejach jednego miasta, historją całego kraju zawrzeć mieli, musimy jednak wspomnieć o ważnym zaszłym w Wilnie wypadku, który na chwilę połączył piérwszym węzłem Polskę i Litwę. Panował w Polsce Władysław Łokietek, mężny wojownik, który się nieraz skutecznie napaściom Litewskim opierał; lecz otoczony nieprzyjaciółmi, lękając się wyruszyć na wyprawę, żeby Litwa zawsze czujna, kraju bezbronnego zaraz nie napadła. Umyślił Łokietek pobratać się z niechrześciańską Litwą, już to dla zapewnienia sobie pokoju z téj strony, już aby sobie pomoc jéj pozyskać, ku odzyskaniu Pomorza i Szląska. Wysłani posłowie z propozycją, aby Gedymin wydał córkę swoją Aldonę za syna Łokietkowego Kazimierza, dobrze przyjęci w Wilnie. Dano jéj w posagu wszystkich jenców polskich, tłumy pobranych na polu często, starców, niewiast i dzieci, które już były w głębi puszcz litewskich poosiadały. Wyjechała Aldona z Wilna, a za nią 24,000 jeńców, i posłowie Litwini w niedźwiedzich kożuchach, wilczych szłykach z sahajdakami na ramieniu. Przybyła do Krakowa 1325 roku. Innych wypadków w Wilnie za życia Gedymina nie znajdujem wspomnienia; trudno bowiem przypuścić, aby opisany pod rokiem 1330 napad na za- mek Gedymina, do Wilna się stosował, gdy już imie tego miasta było powszechnie znajome i używane. Smierć wielkiego wojownika i potężnego nieprzyjaciela Krzyżaków i Chrześcian, w którym roku nastąpiła, jest wielka wątpliwość. — Zdaje się, że najbliżéj oznaczają czas jéj Kroniki Ruskie, za któremi mówi krytyka. One piszą, iż Gedymin padł zabity w r. 1341; lecz to stać się musiało w r. 1339, według świeżych badań Daniłłowicza. Długosz choć pod fałszywą datą, (a to może być wina przepisywaczy) najlepiéj śmierć jego opisuje. Krzyżacy ze sprzymierzonym, a raczéj na Krucjatę przybyłym X. Henrykiem Bawarskim, założyli niedaleko Wielony, dla ciągłego napastowania Litwy, dwa zameczki Friedburg i Bejer. Lecz zaledwie osadziwszy je załogą odeszli, obległ Gedymin i dobywać zaczął usilnie. Był tam jakiś doskonały łucznik, który ognistemi strzały dokuczał oblegającym, ten dnia jednego przeszył Wielkiego Xięcia strzałą zapaloną (nie zaś wystrzałem z broni ognistéj, jak niektórzy tłumaczyli) przez plecy, z któréj rany umarł Gedymin. Ciało jego niewiadomo gdzie pogrzebione, niektórzy utrzymują, że do Wilna przyniesiono i tu spalone zostało. W ciągu panowania Gedymina, nie mamy śladów stanu, w jakim zostawało Wilno; lecz można się domyślać, że ludność jego wzrosła samym napływem osób, które towarzyszyły dworom panujących, w tych czasach ciągłéj wojny i nieustannéj trwogi. Częste dość przemieszkiwanie w mieście, zajęcie się jego pomyślnością, które jako stwórca stolicy swojéj, mieć musiał na sercu; wszystko to zapewniało wznoszenie się Wilna; do jakiego jednak stopnia ono doszło, ani mamy dowodów, ani godzi się domyślać. Godna tylko uwagi, że już za Gedymina, Franciszkanie mieli tu kościół, ruscy cerkwie swoje i chrześciaństwo obu obrzędów wciskało się zewsząd. Znaczenia politycznego nie miało jeszcze Wilno, ani żadne miasto litewskie; wyznaczony od Xięcia rządził nim tak zwany z ruska Horodniczy mocą zwyczajów, które zastępowały prawa dla krajowców. Na mocy owego wezwania do miast zwiąsku Anzeatyckiego, można się domyślać, że przybylcom dozwolone było sądzenie się statutem Rygskim. Z resztą czynnéj roli w historij nie zaczynają mieć miasta Litewskie, aż znacznie poźniéj; nie mając sił własnych, ani bogactw i zawsze bardzo szczupły wpływ wywierając na otaczający kraj. Wilno, jako stolica, tém tylko się odznacza, iż posiadanie jego, podbicie lub zajęcie, daje tytuł Wielkiego Xięcia i władzę.

od początków jego do roku 1750

III.

Synowie Gedymina. Jawnut. Spisek braci przeciw niemu, Olgerd W. Xięciem. Dworzanie jego Kuhlej, Mihlej, Nizyłło umęczeni za wiarę. Franciszkanie męczennicy. Wilno zagrożone. Głód w Wilnie. Śmierć Olgerda. Wilna stan. Kościoły i Cerkwie. Oblężenie i pożar Wilna.

1341 — 1377.

synów zostało po Gedyminie, Montywid, Narymund, Korjat, Olgerd, Jawnut, Lubart i Kiejstut. Z tych, wolą ojca, działem Jawnutowi dostało się Wilno i przełożeństwo nad braćmi. Lecz niezdatnym go widząc do Rządów, czyli zazdroszcząc mu wzniesienia nad wszystkich, Kiejstut i Olgerd najprzebieglejsi, zmówili się, aby mu udział najpierwszy odebrać, a natomiast aby jeden z nich usiadł na Wielkiém Xięstwie, co też dziedziczeniu prawem starszeństwa, zwyczajnemu u Litwy, lepiej odpowiadało. Niepodobał im się Xiążę Jawnut, pisze Kronika Ruska i zmówili się bracia między sobą, Olgerd i Kiejstut, jakby go z tego miejsca wysadzić, a jedne- go z siebie Wielkim Xięciem uczynić na Wilnie. I tak ułożywszy się, czas sobie naznaczyli, którego napaść mieli na Wilno i odebrać je Jawnutowi. Lecz Olgerd niepośpieszył z Witebska do Wilna, a Kiejstut z Trok sam przyciągnął pod miasto rannym zmrokiem, na switaniu przystawił drabiny do murów, wyrąbał bramy, oba zamki ubiegł i o mało samego Jawnuta nieschwytał. Przestraszony wyrwał się W. Xiąże z pościeli, boso, nieodziany spuścił się z blanków, i uciekł sam jeden w góry, między zarośla. Ale uziąbłszy w nogi, niemogąc iść daléj, pojmany w krótce od żołnierzy Kiejstuta, którzy go na koń wsadziwszy, do Wilna przywieźli. Tu pod strażą do więzienia wtrącony został. Tymczasem Kiejstut posłał prędko z oznajmieniem do brata, prosząc go, aby przyjeżdzał; posłaniec znalazł już Olgerda w Krewie, a na wieść o wzięciu Wilna, pośpieszył. Gdy przybył, Kiejstut oddał mu oba zamki ze skarbami wszystkiemi; nic niechcąc dla siebie, wreście prośbami przemożony zezwolił na podział dzielnicy i skarbów Jawnuta, zostawując przy Olgerdzie Wielkie Xięstwo, i obiecując wzajem dzielić się zdobytemi ziemiami. Ten układ wedle Stryjkowskiego, mieli bracia poprzysiądz w świątyni, Jawnutowi zaś dali tylko Zasław w Mińskiem. Za Olgerda Wilno musiało wejść w ścislejsze handlowe z Rusią stosunki, z którą on był połączony, co raz większy napływ chrześcian przygotowywał powoli Litwę do przyjęcia wiary Chrystusowey, którą już wyznawały wszystkie ludy sąsiednie. Są dowody nawet, że Litwa chrzcić się zaczęła na oba obrządki; ruscy Xięża i Franciszkanie zarówno apostołowali. Lecz niezawsze dozwalał panujący swobodnego nawracania; musiało duchowieństwo litewskie jątrzyć go na chrześcian. Dziwne było położenie Olgerda, który sam poganin, żonę mając chrześciankę, dwór z Litwy bałwochwalskiej i Rusinów miał złożony. Z tego to wy- padło, iż mnichy nawracać zaczęli, duchowieństwo ich skarżyło, a jątrząc Xiążęcia, doprowadziło go nawet do wydania roskazu ukarania śmiercią nawróconych. Mnich Ruski Nestor, Xiężnéj Maryi Witebskiéj Kapłan nadworny, tajemnie nawrócił kilku dworzan Olgerdowych; a mianowicie dwóch, zwanych Kuhlej i Mihlej, podobno braci. Ci kryjąc się z nową wiarą, nie uniknęli oka współtowarzyszów, wydało się, iż byli chrzest przyjęli pod imionami Jana i Antoniego. Olgerd kazał ich uwięzić, i rok w więzach siedzieli nie pokonani; nareście Jan niemogąc dłużéj wytrzymać, przyrzekł powrót do dawnéj wiary i oswobodzony został. Brat zaś jego nie dał się do wyrzeczenia chrześciaństwa nakłonić. Oswobodzony Jan musiał znosić pogardę towarzyszów, wymówki Xięży i dwa razy odstępca, niemogąc scierpieć swego położenia, znowu otwarcie chrześcianinem został. Rozjątrzyło to Olgerda, który okutego wrzucić kazał znowu do więzienia razem z bratem; i na prośby kapłanów litewskich, lękających się, aby ten przykład niepociągnął więcéj za sobą, wydani im zostali. Przymuszani napróżno od nich, wreście niepokonani niczém, powieszeni zostali na dębie jeden po drugim, w przeciągu miesiąca. Działo się to przed rokiem 1347. Trzeci Litwin, krewny dwóch piérwszych, Nizyłło, na chrzcie Eustachy, Kruhlec Wielkiego Xięcia, podobnież wycierpiawszy srogie męki, wkrótce po nich na témże drzewie powieszony został. Ciała ich Ruscy Xięża, czcząc jak męczenników wiary, złożyli w Cerkwi S. Nikołaja, inni piszą u S. Trójcy. Gdyż pod tém nazwaniem założyć miała Xiężna Marja piérwszą cerkiew w Wilnie na ich grobie. Według innych straceni być mieli Olgerdowi dworzanie na placu kary złoczyńców, który (zapewne na pamięć tego wypadku) oddano Bazyljanom. Lecz gdy tak krwią męczenników gruntuje się chrześcianstwo greckiego obrządku, za Gedymina jeszcze osiedli w Wilnie zakonnicy Franciszkanie, także tajemnie nawracają. Piotr Gastold możny Litwin, pełnomocnik i zastępca Olgerda w czasie jego wypraw i częstych wycieczek z Wilna pojąć miał Anne Buczacką Polkę, katoliczkę, przyjąwszy sam jéj wiarę. Ten, mając łaskę i zachowanie u Olgerda, wyjednał łatwo pozwolenie sprowadzenia znowu do Litwy większéj liczby Franciszkanów; i osadził ich przy dawnych, czyli na ich miejscu w Wilnie. Tych mnichów czternastu, przez szczególną gorliwość o rozszerzenie nowey wiary, przyciągnął Gastold do Wilna i wybudował im drewniany klasztor, ze wszystkiemi potrzebnemi zabudowaniami, szeroko go dla bespieczeństwa od napaści pogan oparkaniwszy. Nie mieli jednak jeszcze na tém miejscu wystawionego sobie Kościoła, lecz w Klasztorze jedną izbę oddzieliwszy, w niéj msze odprawiali, śpiewali pacierze, obchodzili uroczystości, a to pocichu i wcześnie, żeby mieć czasu do nawracania, którém zajęci byli. Z początku, nieobeznani jeszcze z językiem ludu, z jego zwyczajami, lękliwi mnisi, rzuceni w śród dziczy bałwochwalskiéj, zdumiewali się tylko jéj obyczajom i drżeli ukrywając się na najmniejszą groźbę. Tak blisko rok upłynął i lud oswoił się powoli z ich strojem, z odgłosem dzwonka, i śpiewem nieraz w śród cichej nocy, dolatującym do uszu mieszczan. Pozwalano im swobodnie chodzić z katechizmem po mieście i okolicy. Mnisi obcując bliżej z mieszkańcami Wilna, uczyli się języka, ośmielali coraz bardziéj, a pewni będąc opieki Gastolda dla siebie, Xięcia zaś powolności dla niego, widząc że się lud od pogróżek do gwałtów nie porywał, coraz spokojniejsi byli. Lecz gorliwe nawracanie Franciszkanów, coraz skuteczniéj Katechizujących, jątrzyło duchownych li- tewskich, ci podżegali lud, Kazania i nawracania publiczne gniewały pogan, skryta zemsta podsycana przez Wejdalotów czekała tylko pory dogodnéj. Patrzano z pogardą na czarne suknie, wybladłe postem i trudami twarze, wygolone głowy i krzyż któren nosząc z sobą jako symbol wiary, zachęcali, aby mu się kłaniano. Z początku rzucali tylko błotem, kamieniami i obelgi, lecz skupiali się ciekawi w około śmiałych apostołów, nieustraszonych położeniem tak niebespieczném i niepewném jutra. Tak to trwało póki Franciszkanie coraz skuteczniéj nawracać nie zaczęli, głośno się z tego chlubiąc, biorąc pod opiekę swoją nowonawróconych. Inni nie tak odważni neofici, tajemnie wiarę nową wyznawali. Lecz padały podejrzenia, mnichy mieli stosunki z miastem, zżymało się duchowieństwo i starsi mieszczanie, radzono się jak przybylców wytępić, którzy odbierali ojcom synów, matki dzieciom i niezgodę rozsiać mogli między ludem, dzieląc go na części. Wiemy, jak zemsta jest silną namiętnością u w pół dzikich ludów, kiedy serce jéj pragnie, a prawa nie bronią, wiemy jak łatwo daje się nakłonić lud wpływem — Gotowi już byli do zemsty Wilnowcy, i czekali prawie znaku. W czasie więc kiedy Olgerd w ciągłych wojnach i zdobyciach, udał się z wojskiem w głąb sąsiedniéj Rusi po bogate łupy i ziemie; kiedy Gastold także, zastępca jego w Wilnie, udał się do Tykocina, Litwini starsi wybrali porę do pomszczenia się na Franciszkanach. Oni, zwyczajem swoim wyszli z Katechizmem na ulice miasta, lecz przyjęci z nadzwyczajném oburzeniem i pogardą, zelżeni, obrzucani błotem i kamieniami przez dzieci poduszczane od starszych, musieli wkrótce przelęknieni cofnąć się do Klasztoru. Kilku przyjaznych im, nawróconych mieszczan, dało znać tajemnie, aby uciekali, gdyż złe się dla nich w mieście gotuje. Jeden mianowicie mieszczanin poduszczał, burzył wszystkich i do zabójstwa mnichów zachęcał. Ostrzeżeni Franciszkanie możeby byli umknęli przed grożącém niebespieczeństwem, lecz wkrótce nie czas już było, tłumy ludu otaczały klasztor do koła, a krzyki i gwar dochodziły uszu mnichów. Oni, powiada kłasztorne podanie, spokojni, uścisnąwszy się wzajemnie i poleciwszy dusze Bogu, czekali, niemając gdzie się schronić, niechybnéj, zbliżającéj się co chwila śmierci. Połowa tylko, siedmiu, odważyło się wymknąć i uciekło w las ku górze Zamkowéj. A już Litwa wyłamała wrota parkanu, runęła na Klasztor, zniszczyła go i wyciągnęła siedmiu pozostałych Franciszkanów, aby się pastwić nad nimi. Skrępowani, zbici, zeszpeceni, w podartych sukniach, skrwawieni i błotem obrzucani, pociągnięci byli przed jakowyś Sąd. Niewiadomo kto był tym Sędzią, zapewne duchowny, do których w Litwie po większéj części należały sądy. Ten skazał ich na śmierć, i w pośrodku miasta ścięto ich siedmiu na rynku, karę ich czyniąc publiczną, tak jak publiczném było przewinienie ich przeciw panującéj wierze. Obojéj wiary chrześcianie będący w Wilnie ukryli się w téj strasznéj chwili, lękając się podobnego mnichom doznać losu, a nie mogąc się bronić, ani opierać kilku tysiącom zburzonego ludu. Poszli w pogoń za uciekającemi Litwini, złapali drugich siedmiu Franciszkanów, blisko góry Zamkowéj ukrytych i nową dla nich wynalazłszy karę, zbitych, w pół żywych ukrzyżowali i zrzucili z Łysej góry w rzekę z najgrawaniem. — Płyńcie na tém bóstwie, któreście nam czcić kazali. Cała noc potém była pogan tryumfem, krew czarnych mnichów, którzy im nowego Boga przynieśli, złożyli jak ofiarę dawnym bóstwom Litwy. Starce, kobiety, dzieci patrząc na trupy pomęczonych, cieszyli się z wytępienia ich; nawróceni drżeli i kryli się ze słabą wiarą swoją. Doszły Gastolda w Tykocinie wieści o losie Franciszkanów, przybył co prędzéj do Wilna, lecz karać sam nieśmiejąc, nie będąc pewny sądu Olgerda, czekał na niego uwięziwszy sprawców rozruchu i zabójstwa. Wrócił Olgerd zwycięzcą, prośby Gastolda, złamanie pokoju i samowolne dopełnienie sprawiedliwości, mogące nań oburzyć sąsiadów chrześcian, skłoniły go do srogiego ukarania morderców. Piszą, że pięciuset mieszczan, przekonanych o przewodnictwo rzezi i męczeństwu, ściętych zostało z roskazu Olgerda. Liczbie téj jednak niepodobna uwierzyć. Pięćset osób ściętych, wówczas kiedy z kilkuset ludźmi puszczano się na wyprawę? Kiedy ludność była tak małą, kiedy Krzyżacy z czterechset knechtami napadali nieraz Litwę, kiedy miasto samo może dopiero kilkanaście tysięcy dusz liczyło? Zapewne któren z bogobojnych kronikarzy przez zemstę nad poganami kilkuset musiał dołożyć. Ciała męczenników pochowano ze czcią przez chrześcian w miejscu gdzie stał Klasztor. Poźniéj postawiono słup na pamiątkę i trzy krzyże na Łyséj górze. Daniłłowicz mniema, że trzy krzyże na górze nie są pamiątką męczeństwa, lecz raczéj wykładać się powinny tém napomnieniem prawa Magdeburskiego, które zaleca stawić krzyże, jako oznakę nowo dzwignionego miasta chrześciańskiego (Civitas), domyśla się, że one stanęły dopiero za Jagiełły. Gastold nowych w większéj liczbie Franciszkanów sprowadził i osadził ich w miejscu, gdzie wprzód stał jego pałac na piaskach. Tu założono Kościoł P. i obszerne nadano im place około źródeł Winkry. Kronika Franciszkańskiego Zakonu wspomina, że trzydziestu sześciu sprowadził Gastold Xięży, a ci znowu umęczeni być mieli, w czasie kiedy Kościoł P. na piaskach zaczęto budować. Opisują to męczeństwo, pod oczewiście fałszywą datą, lecz z takiemi szczegółami, że je za zmyślone uważać niepodobna. Może być, iż z jednego wypadku, dwa uczy- niono; — oprócz wspomnienia, iż tego męczeństwa mieli być sprawcami jacyś Tatarowie, o których nie słychać w tym czasie pod Wilnem, nic się nie przeciwi mniemaniu, że tu jest mowa o piérwszém męczeństwie, tylko z większemi szczegółami. Imiona zamordowanych podają następne: Stanisław Zbigniew z Krakowa Doktor S. Theologij, Marcin z Drohobiczeńskiego D. S. T. Izydor z Kijewskiego D. S. T. Ireneusz z Jarosławskiego D. S. T. Jacek Litwin szlachcic Teologij Bakałarz, Dionizy Litwin Prokurator Klasztoru i Stanisław z Brześcia Subdiakon. Ciała ich pogrzebiono na cmentarzu u P. na piaskach. W przeciągu panowania Olgerda raz tylko z daleka zagrożone było Wilno przez Dymitra Iwanowicza Wielkiego Xięcia Moskiewskiego; uprzedziły go wszakże wojska Olgerda, które posunęły się pod Mozajsk i ruskim drogę zamknęły. Niszczona ciągłemi napady Krzyżackiemi Litwa, uczuła głód w r. 1362, któren i w Wilnie się pokazał. Piérwsza to podobno wzmianka niedostatku chleba, lecz nie piérwszy zapewne przypadek, gdyż za każdém przejściem nieprzyjaciół pustoszone mianowicie nadgraniczne ziemie, nieraz go doznać musiały. Chociaż zboża nie stanowiły głównego artykułu zamiennego handlu dla Litwy w owym czasie, chociaż uprawa roli była dosyć zaniedbana, narzędzia do niéj używane liche, jednakże zastępowała ziemia żyznością, co jéj na uprawie zbywało. Świeżo z pod wyciętych lasów dobyte pola, długo bez wielkiego około nich trudu rodzić mogły, i dość było popiołów spalonych drzew aby je użyznić. Rola po większéj części pulchna i do uprawy łatwa, niewymagała kosztownych narzędzi, które wówczas jeszcze pospolicie drewniane były, bo żelazo drogo cenione, na oręże tylko, ku obronie używano. Jednakże mimo tego, głód musiał wyniknąć nareście, gdy rok w rok kopyta Krzyżackich koni deptały łany litewskie, a nieraz puszczony pożar o samych żniwach, popiołem zasłał ziemie. O zgonie Olgerda piszą nasi Kronikarze pod rokiem 1381, lecz jak Gedyminowi skrócili wieku, tak Olgerdowi przedłużyli, gdyż Kroniki Ruskie, daleko bardziéj szczegółowie i z prawdą zgodnie, śmierć mu w roku 1377 naznaczają. Tylokrotnie prześladowca chrześcian, nieprzyjaciel nawróconych, Olgerd, w ciągu życia na dworze żon swoich, oswoiwszy się z chrześciaństwem, dał się proźbom nakłonić i umarł, piszą ruscy, ochrzczony, a nawet postrzyżony na mnicha. Juljanna Twerska, widząc go już na śmiertelnéj pościeli, troszcząc się o męża swego, wezwała dziéci i duchownego doradźcę Dawida Archimandrytę Pieczerskiego. Dał się nakłonić Olgerd, przygotowany do chrztu, ochrzczony imieniem Alexandra, postrzyżony na mnicha pod nazwą Alexego, w kilka dni umarł i już jako chrześcianin pogrzebiony został w Cerkwi Bogarodzicy w Wilnie, którą sam miał postawić wprzód, zapewne dla żony. Wprędce po nim poszła i żona Juljanna, któréj ciało obok niego złożono. Powieść tę jakkolwiek szczegółową, podaje w wątpliwość bajeczność Latopisca, który ją piérwszy spisał, inne źródła godzą się na wystawienie Olgerda do śmierci niepokonanym poganinem. Panowanie Olgerda dla Litwy, było świetnym dalszym ciągiem Gedyminowych czasów. Podzieliwszy się Litwą i obroną kraju z Kiejstutem; Olgerd od Rusi, Kiejstut od Krzyżaków, ją zasłaniali. W największém niebespieczeństwie łączyli się obaj w zagrożoną stronę, i nie wiodąc sporów o podboje, znowu się rozdzielali. Charakter Olgerda określają Kronikarze, przyznając mu wstrzemięźliwość wielką, rozum i odwagę, i tym przymiotom przypisując szczęśliwe podboje. Za tego panowania udzielni Xiążęta litewscy, postradali do reszty, władzę swoją i możność samoistnego działania, Litwa niejako uosobiła się w Kiejstucie i Olgerdzie, reszta braci i pokrewnych mało znaczyła. Z Rusią mianowicie otworzyły się przez małżeństwa Olgerda nowe stosunki, wpływ jéj stał się coraz silniejszy, liczba chrześcian coraz większa, handel coraz czynniejszy. Zmuszony był Olgerd dawać Rusinom opiekę w Litwie, dozwolić im wyznawania ich wiary i nie przeciwił się zależeniu ich od Metropolity Moskiewskiego. Nadał nawet przywiléj Rusinom Wileńskim zapewne handlowy, a z Niemcami ciągłą wojną przerywanych stosunków nie zrywał. Handel z Rusią ożywił się znacznie, z Tweru, Pskowa, Nowogrodu zaczęli do Wilna przybywać kupcy, licząc na opiece żon Olgerda, na otaczających je Xiężach. Wystawienie kilku Cerkwi w Wilnie, nie mało też ośmielać musiało Ruś, która łatwo zapomniała w samych początkach panowania popełnionego na dworzanach męczeństwa. Za Olgerda stanął, a przynajmniéj zaczęty być musiał, Kościół Katolicki P. na Piaskach. Kościół S. Krzyża Franciszkański, przeciw powszechnemu i podaniu Kronikarzy, jeszcze nie exystował, piérwsi bowiem Zakonnicy mieli tylko izbę do nabożeństwa, a drugim Gastold stawił Kościół pod nazwaniem P. . Wedle Kronik Ruskich, aż trzy Cerkwie greckie założono w Wilnie za Olgerda. Wspominają one Cerkiew S. Trójcy, na grobach męczenników postawioną przez Juljannę Twerską czy Marją Witebską? S. Nikołaja, którą także zowią niektórzy nagrobną tychże Jana Antoniego i Eustachjusa, i Bogarodzicy, gdzie położony być miał Olgerd i żona jego Juljanna. Jednakże prócz tych podań Kronikarzy piszących daleko od Wilna, a może tylko domyślających się tak dawnego początku Cerkwi; niema innych dowodów, iżby one jednocześnie w téj epoce stanęły. Z powodu niepewnéj daty śmierci Olgerda, napad Krzyżaków aż na Wilno, zaszły w roku 1377 1378, kładziemy tu, nie mogąc rozstrzygnąć, czyli on miał miejsce, jeszcze za jego życia, lub już po śmierci. Mistrz Pruski z Marszałkiem wpadli do Litwy na czele dwunastu tysięcy wojska, niszcząc około Merkenpyl i Trok. Kusili się naprzód o zdobycie zamku Trockiego, lecz niemogąc nic dokazać, poszli w lepszéj nadziei pod Wilno. Kiejstut uwodził ich ciągle starając się rozejmu i obiecując zawarcie pokoju, tak iż u przybyłych już pod Wilno wymógł jednodniowe zawieszenie broni. Lecz w ciągu tego dnia, nie szturmując do zamków, podrzucili Niemcy ogień w mieście, od którego więcéj niż połowa spłonęła, i resztę ledwie obronili mieszkańcy. Tu różnią się Kronikarze: jedni piszą, iż Kiejstut wymógł to, że przedugodne układy jakieś zaszły, a wojska cofnęły się nie czyniąc szkody, inni przeciwnie, że po przypuszczonym bezskutecznym do zamków szturmie, odeszli ścigani przez Litwę Krzyżacy. Jakkolwiekbądź to pewna, że Wilno w wielkiéj bardzo części spłonęło w czasie tego oblężenia, co niemały cios wzrastającemu dopiero miastu zadało. Pozostała tylko ocalona część niedaleko Zamków.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…