Front matter
Współczesne zagadnienia podstawowe № 15.
Ks. Maryan Nitecki.
Doktór filozofii Paryskiego Instytutu Katolickiego
całość
Współczesne zagadnienia podstawowe № 15.
Ks. Maryan Nitecki.
Doktór filozofii Paryskiego Instytutu Katolickiego
Nakładem Księgarni Kroniki Rodzinnej
WARSZAWA,
Plac Zamkowy (Podwale № 4).
№ 1931. Imprimatur. Varsaviae, d. 8 Augusti 1916 a.
Judex Surrogatus A. Jetowicki.
Secretarius V. Piotrowski.
Drukarnia Stow. Rob. Chrześć. Plac Grzybowski № 3/5.
Geprüft und freigegeben durch die Kais Deutsche Presseabteilung
Warschau, den 17/X 1916. T № 3121. Dr. № 46.
Epoka renesansowa wydala męża, którego dziełom sądzone było wywierać wpływ wyjątkowy na dalekie pokolenia. Ale popełniłby gruby błąd, ktoby go przypisywał samemu geniuszowi owego męża. Byli głębsi myśliciele jemu współcześni, lecz ich mądre i wielkie wskazania nie działały tak elektryzująco i tak powszechnie na pewien olbrzymi odłam nowoczesnych społeczeństw, jak właśnie pisma Bakona Werulamskiego — o nim bowiem tu mowa. Główne źródło tego uroku, bijącego z pism Bakona, nie leży bynajmniej w problematach objektywnych, poruszanych przez niego, ale w psychologicznej ich barwie, w nastroju, który się z nich wyczuwa. Bo Bakon Werulamski to osobistość nadzwyczajnie ciekawa i charakterystyczna, która swemi właściwościami duchowemi i umysłowemi bardziej zbliżona jest do ludzi naszych czasów, niż ktokolwiek inny z geniuszów odrodzenia. Pełen był inicyatywy szerokiej, pomysłów i planów, których nie mógł zrealizować, a wiecznie snuł nowe. Życie jego obfituje w objawy nierówne, niespodzianki, krańcowości i sprzeczności ciągle. Bywał dumny i ambitny, ale też nizki i służalczy, zwłaszcza jeśli w tem znajdywał swój osobisty interes. Obywatelski, wzniosły i moralizujący swe społeczeństwo pięknie i z zapałem, ale zarazem niesumienny, sprzedajny, podstępny, okrutny, i nie wzdrygający się przed ordynarnemi malwersacyami pieniężnemi. Ale tenże sam mąż potrafił być wyrozumiałym, życzliwym, wspanioiomyślnym i pomocnym dla innych, zwłaszcza tych, co się pod jego protektorat dostali. Słowem, obok szlachetnych porywów ducha, brak zasad przewodnich, niezmiennych i dla tego ciągłe porażki moralne.
Takim był w życiu Bakon Werulamski, a jakim się przedstawia w pismach?
W pismach swoich Bakon jest takim również, jakim był w calem życiu.
Styl ma piękny i świetny. Łacina Bakona, w której przekazał potomności wszystkie swoje teorye i poglądy, mieni się wszelakimi blaskami klasycznymi, moc w niej porównań trafnych i zręcznych, dowcipu; erudycya zaś wszędzie olbrzymia.
Bakon zna świat starożytny, bodaj czy nie gorzej, niż swoje czasy, wiadomości ma niezliczone ze wszystkich działów naukowych — jest jakby chodzącą encyklopedyą — ale mimo to wszystko nie potrafi uchwycić tego, co w mądrości greckiej było najgłębszem, a w postępie ogólnym wiedzy, co może stanowić fundament jej przyszłości. Posiada umysł realny, wyjątkowo rozwinięty, bystro obserwuje zjawiska obecne w naturze, innych się genialnie domyśla, a przez następne niemniej genialne doświadczenia utwierdza swe domysły. Ma wielką intuicyę praw, rządzących światem fizycznym, ale filozofuje o tem wszystkiem często bardzo dziwnie i powierzchownie. A wszakże uchodził za geniusz nie tylko przyrodniczy, ale i filozoficzny. Rzucił był w swych spekulacyach metafizycznych na układ świata materyalnego kilka błysków wprawdzie nie zupełnie jasnych, były one jednak tak niepodobne do wszystkiego, co mówiła nauka tradycyjna, tak oryginalne, iż wyprzedził nimi pod pewnym względem filozofię natury o cały wiek. A chociaż następni myśliciele powoływali się na te światła, uzasadniając nimi swe wielkie odkrycia, — sam Bakon ani ich umotywować, ani rozwinąć wcale nie potrafił, — gorzej jeszcze, bo próby, czynione przezeń w celu spopularyzowania tych teoryi, jeszcze je tylko zaciemniły, a Mistrza Werulamskiego w opinii myślącego świata zdyskredytowały.
I jeden rys nauki Bakona nie mniej oryginalny, a zarazem najodpowiedniejszy, któremu zawdzięcza swe nadzwyczajne powodzenia w szerokich kolach współczesnego świata. Bakon, zaznaczamy to stanowczo, bynajmniej nie należy do postaci sceptycznych lub niewierzących epoki odrodzenia. Jak każdy prawdziwy geniusz, Bakon uznaje najwyraźniej istnienie Pierwszej nieskończonej w swej istocie Przyczyny, żywej, osobowej i wolnej czyli Boga osobowego. Owszem o Bogu odzywa się tak pięknie, po chrześcijańsku i miejscami nawet porywająco, że robią one zwroty wrażenie natchnionych. Również w człowieku widzi najpiękniejszy twór rąk Bożych, a w jego duszy odbicie wiecznych promieni Rozumu i Woli Bóstwa. Na nieszczęście wyrażenia tego rodzaju stoją u niego przeważnie osobno, zwykle się nie mieszają do ogólnego toku wywodów przyrodniczo-filozoficznych: właśnie tam, gdzieby ich oczekiwać z prawa logicznego należało, chowają się, nie występują na jaw powyższe twierdzenia i gdzie widok uderzających pewnych zjawisk, zaobserwowanych w naturze, wyrwałby niechybnie z ust takiego Kopernika, Galileusza lub Keplera okrzyk uwielbienia dla odwiecznej i nieskończonej mądrości Stwórcy natury, usta Bakona zachowują milczenie głębokie. Jest on pod tym względem nader dziwnym, a jego rezerwa w sprawach tak ważnych i podstawowych wzbudza pewne podejrzenia. Na punkt ten kładę szczególny nacisk, bo zda- je się, że pewne sfery umysłowe, ten sposób pisania więcej ciągnie ku Bakonowi, niż wszystko, co on napisał. Ale należy sprostować wnioski, które z tego powodu z dziel Bakona wyciągają, jako nieścisłe i powierzchowne. Pozory są tu brane za dokumenty historyczne i naukowe.
Nazwy „pramateryalisty“ lub „prapozytywisty, czy pierwszego pozytywisty“, które w tych sferach często się słyszy o Bakonie, właśnie opierają się na takich tylko pozorach, nie zaś na starannej analizie naukowej pism jego. Bakon nie jest materyalistą, gdyż w swej metodzie indukcyjnej u podstaw bytu upatruje w odróżnieniu, jak sam to zaznacza, od niedorzecznej teoryi starego Demokryta, Wolę świadomą. Bakon jest naturalistą, nie zaś materyalistą. Nie był nigdy prototypem pozytywistycznej teoryi współczesnej; jej bowiem doktryna polega na uznaniu kolejnych następstw mechanicznych w zjawiskach wszechświata przy odrzuceniu prawa przyczynowości; Bakon zaś w tych wszystkich rzeczach widzi siłę sprawczą i wytwórczą, której własności szukał całe życie. Więc Bakon lecz Różnica obu pojęć dość jest widoczna.
Te pozory niekorzystnych, zagadkowych niedomówień, sprzeczności naukowych, ujawnionych w pismach Bakona, są powodem, że o żadnym z geniuszów nowożytnych nie panuje w literaturze taka moc poglądów i sądów najrozmaitszych, co o Bakonie Werulamskim. Wspomnę tylko o kilku takich antytezach nader charakterystycznych. Podczas gdy Liebig, niemiecki pisarz, odmawia wszelkiej wartości naukowej metodzie indukcyjnej Bakona, ziomek tegoż autora Kuno Fischer wysokie pochwały oddaje wogóle dziełom Bakona, a braki i błędy spostrzegane traktuje dość względnie, nawet niektóre uważa za pomyłki, pochodzące z roztargnienia. Znów niemiec Lasson chłoszcze go jako człowieka, który nie zdolny był ocenić ruchu naukowego powstałego w jego czasie. Całkiem przeciwnie nasz rodak, bodaj jedyny, co szerzej o Bakonie napisał, Michał Wiszniewski upatruje w indukcyi Bakona pomysł głębokiej mądrości i rozbiera ją w swem dziele, szeroko stwierdzając jej punkty mnóstwem przykładów istotnie trafnych. Ale są jeszcze daleko dziwniejsze oceny: niektórzy zaliczają Bakona do obozu ateuszowskiego, jak Lassale, który wydając w przekładzie francuskim komplet dzieł Bakona, z zasady usuwa wszystkie zwroty o Bogu, jako nie zgodne według niego z ogólną treścią dowodzeń i teoryi Werulamskiego mistrza. W tym też czasie pobożny kapłan francuski Emery upatruje w pismach Bakona ducha chrześcijańskiego. Ale inny autor francuski, głęboko wierzący katolik i pisarz znakomity, widzi w Bakona dziele stek błędów i odmawia ich autorowi wszelkiej wiary. Wreszcie są i tacy, którzy nie zamykają oczów na piękne i wzniosłe zwroty religijne u Bakona, ale mu nie wierzą i nazywają go Wprost faryzeuszem.
Można by zrobić więcej podobnych zestawień. Ale już te kilka spełnia zupełnie swój cel: pouczają i ostrzegają one, że mędrzec z Werulamu bynajmniej nie należy do rzędu tych platoniczną miłością rozkochanych w nauce geniuszów, którzy niczego więcej nie pragną nad to, by jej objektywne prawdy przekazać potomnym. Uczeni tacy działają głównie na umysł ludzki. Bakon nie ogranicza się na tem, ale szturmuje do uczuć, a nawet nerwów ludzkich, a dodać należy, iż uczynił to z większem powodzeniem, niż się tego mógł spodziewać. Choć jego dzieło sławne: szukanie nowych praw fizycznych zdaje się bardzo luźno być wiązanem z tą dziedziną naszej psychiki, potrafił on niem wyciągnąć na wierzch głębokie i uśpione namiętności ludzkie. Należy nie zapominać, że naturalista angielski a zarazem filozof natury jest z urodzenia, fachu i powołania przedewszystkiem adwokatem, nie inaczej też tylko jako gwałtowny adwokat w stosunku do swego dzieła nauki przedstawił się potomnym. Jest ono przecież zupełnie widocznie jednym ognistym i jaskrawym aktem reakcyi bezwzględnej przeciwko filozofii tradycyjnej, której całe życie nie znosił, czyli przeciwko filozofii scholastycznej. W toku niniejszej rozprawy przekonamy się naocznie, ile przez to w badaniu rzeczy ścisłych i podstawowych zaszkodził Bakon swemu własnemu dziełu, ile je poniżył i zdyskredytował, nie mówiąc już, ile zaszkodził wogóle nauce.
Uważałem za celowe na wstępie wspomnieć o tej subiektywnej stronie dzieła Bakona, objaśnia ona bowiem i usprawiedliwia plan, według którego ułożyłem niniejszą rozprawę. Więc naprzód idzie rozumowany Bakona, w głównych punktach streszczony, jako psychologiczne tło, na którem się opiera najważniejsza część rozprawy: nauka przez Bakona przyszłym pokoleniom wskazana. Bez tego nie możnaby dokładnie zrozumieć jego które po życiorysie wyliczam i oznaczam. To jest pierwsza część rozprawy. W drugiej rozwijam zasady naukowo-filozoficzne mistrza z Werulamu, jego której cechy dodatnie podnoszę, a ujemne lub fałszywe oświetlam krytycznie. I tutaj rewiduję niejedno z praw filozofii scholastycznej, odebranej jej przez nieostrożnego lub niesprawiedliwego W ocenie Bakona. W trzeciej części omawiam najgłówniejsze podstawy tejże filozofii tradycyjnej, czyli scholastycznej. Poznamy, że genialna ta synteza wobec postępu nauk nic nie utraciła z dawnych swych uroków, owszem na nowo i pełniejszem, niż w swojej złotej epoce tomistycznej, rozjaśniała światłem. Ten nadzwyczajny blask jej, wyższy od innych systemów filozoficznych współczesnych zawdzięcza temu, co ją miało W myśl Bakona zabić: obserwacyi i eksperymentacyi fizycznej. A przeszedłszy zwyciezko. wszystkie naj- cięższe zamachy myśli nowożytnej, daje gwarancyę wszelką, że już żyć nieprzestanie wśród nauki nowożytnej i dalszych etapów jej rozwoju. Mniemam, że takie stanowisko usprawiedliwia tytuł niniejszej pracy: Bakon Werulamski wobec filozofii wiecznej.
Z bibliografii o Bakonie, oprócz prac i studyów wspomnianych wyżej, zasługują na uwagę: Ellis et Heath, The Works of Francis Bacon par Spedding; Oeuvres philosophique de Bacon, publiées par Bouillet; Charles de Rémusat, Bacon sa vie, son temps, sa philosophie et son influence jusqu’a nos jours; Ch. Adam, Philosophic de François Bacon, jest to praca, nagrodzona przez Akademię nauk moralnych i politycznych, istotnie bowiem odznacza się gruntownością i sumiennością. Dziełu temu zawdzięczamy w niniejszej rozprawie bardzo wiele myśli podstawowych; stąd też zaczerpnęliśmy przeważnie szczegóły, dotyczące życia Bakona a sam autor zapożyczył je, jak zeznaje, z najlepszego źródła, bo z pamiętników sekretarza Bakona Reweley’a. Wreszcie znany filozof L. Fonsgrive dał studyum p. t.: François Bacon.
I.
Żywot i dzieła Bakona.
Franciszek Bakon (Werulamskim lub Werulamczykiem pospolicie zwany dla odróżnienia od Rogera Bakona, filozofa średniowiecznego tejże narodowości i nawet krewniaka Franciszka) był młodszym synem Mikołaja, wielkiego kanclerza Królowej Elżbiety. Urodził się w rezydencyi ojca pod Londynem w Strand 22 stycznia 1561 r. Matka jego Anna Cooke, córka nauczyciela Edwarda VII, króla była kobietą niezwykle wykształconą i utalentowaną. Wyborną była znawczynią literatury klasycznej, której arcydzieła czytała w oryginale, Władając biegle łaciną i greką. — Z wysokimi przymiotami umysłu łączyła nie mniejsze zalety serca: była gorąco religijną, i pobożną. Niepodobna, by takie dary ducha matki Bakona nie miały wpływu na wrażliwą i bogato przez naturę uposażoną duszę syna. Zwyczajem epoki kształcony na wzorach klasycznych, młody Franciszek przejął ich myśli; obrazy, porównania i wcielił je do swoich pism, a z drugiej strony odczuwał piękność i wznio- słość zdań biblijnych, zwłaszcza ewangelicznych. Powstał z tego dziwny zlepek: alegorye i opowieści mityczne razem z wyrażeniami ewangelicznemi i wierzeniami chrześcijańskiemi przeplatają tok jego spekulacyi naukowych, przyrodniczo-filozoficznych, nadając cechę charakterystyczną jego pismom, które pod tym względem są znamieniem oryginalnem epoki mu współczesnej, — czasów odrodzenia. Tylko te piękne i wspaniale sentencye, zaczerpnięte z skarbnicy wierzeń chrześcijańskich, w dziełach Bakona, traktujących o prawach ścisłych fizycznych świata materyalnego, robią nieraz wrażenie przygnębiające: tak jakoś nie dostrajają się do ogólnego poglądu autora na układ kosmiczny. Zdaje się to rzucać pewne światło na rozbieżne czynniki, które wychowaniu Bakona współdziałały. Zasady religijne, chrześcijańskie, wzięte od matki, musiały widocznie nieraz wchodzić w konflikt z pojęciami metafizycznemi otoczenia dworskiego, w którem od dziecka Wzrastał Francisek. On sam nas poniekąd naprowadza na taki wniosek, gdy w jednem z dzieł, odświeżając reminiscencye owych chwil młodocianych, spędzonych w domu, wspomina o towarzyszach swych, słynnych humanistach Car- rusie i Aschamusie Rogerze, którym liberalna królowa Elżbieta dawała gościnę na swym dworze i darzyła ich swą protekcyą, jak i wielu innych ludzi różnej wartości, np. taki Giordano Bruno. Otoczony ze wszech stron ludźmi inteligentnymi, wykształconymi i wykwintnymi, rozwijał się Bakon nadzwyczaj szybko, tak że już W latach pacholęcych zdradzał wyjątkową obrotność i roztropność, którą później wykazał tak znamiennie w swych najtrudniejszych sprawach karyery. Już wtedy był wyszkolony w sztuce dworactwa i pochlebianiu możnym.
W 15 roku życia Franciszek był tak dojrzałym, że odbył swe średnie wykształcenie i mógł rozpocząć studya wyższe. Wstępuje wtedy na uniwersytet do kolegium w Cambrigde. Panował na wykładach tej uczelni jeszcze wogóle Arystoteles i jego filozofia. Bakon nigdy nie czuł pociągu do oderwanych spekulacyi mędrca greckiego. Wyrażał ku nim w Cam- brigde, nawet zupełnie jasno, swą niechęć i lekceważenie, co potem w kilka lat jeszcze jaśniej i jaskrawiej zaznaczał. To też studyów nie mógł dokończyć i nie uzyskał stopnia akademickiego najwyższego tej uczelni. Dla rozszerzenia wiadomości nabytych w szkołach ojciec wysłał Franciszka za granicę. Właśnie w tym czasie, gdy zakończył swój pobyt W Cambrigde, ułożono podróż do Francyi ambasadora królowej Elżbiety przy Henryku III królu francuskim, Pauleta dla załatwienia pewnych spraw politycznych. Młody Bakon został przyłączony do świty jego i udał się razem w drogę. W tem otoczeniu dwa lata zwiedzał miejscowości francuskie, poznając dużo wybitnych postaci z domu króla Henryka III, przypatrując się charakterom i stosunkom, panującym na dworze króla; biorąc udział w obchodach narodowych, uroczystościach, festynach i ucząc się arkanów dyplomacyi państwowej. Już wtedy uwydatnił się w Bakonie silny pociąg do nauk polityczno-moralnych, co następnie świetnie się w nim rozwinęło, gdy wrócił do Anglii. Bakon okaże się później znakomitym prawnikiem i politykiem. A choć sławę wielkoświatową zawdzięczać będzie nie tyle dziełom z tego zakresu, ile filozoficzno-przyrodniczym, to jednak na ogół pisma filozoficzno-moralne Bakona są głębsze i więcej mają wartości naukowej, niż tamte. Gdy tak się młody Franciszek bawi na wielkim świecie, przygląda i praktycznie studyuje stosunki polityczne we Francyi, odbiera nagle 1579 roku wiadomość z Anglii, że mu ojciec wielki kanclerz koronny umarł. Zmuszony przerwać ten rodzaj życia, wraca bezwłocznie do Londynu. Największą część majętności, pozostałej po Mikołaju Bakonie, objął zgodnie z prawem wraz z majątkiem rodzinnym Gorhambury starszy syn nieboszczyka Antoni, zaś renta ojcowskiej schedy była zbył mała, żeby mogła starczyć na zaspokojenie wszystkich potrzeb panicza, który przywykł do wielkich wygód i komfortu. Ponieważ nie miał Franciszek tyle siły moralnej, by zastosować się w życiu do obecnych środków, którymi rozporządzał, wypadło tedy pomyśleć o pracy na chleb, o zawodzie intratnym.
Idąc za odczuwanemi skłonnościami, Franciszek Bakon oddaje się całkowicie studyom prawniczym, by zostać adwokatem. Ten szczegół z życia Bakona posiada wielką doniosłość dla jego dalszej działalności umysłowej i dla nauki wogóle. Gdy żył ojciec, młody Bakon nie myślał, że kiedyś będzie musiał pracować na własne utrzymanie. Czuł się stworzonym do uprawiania literatury i nauki dla nich samych, do życia swobodnego, wolnego od trosk materyalnych, jak sam to wyznawał. Zabiegi około zdobywania grosza i karyery pochłonęły Bakonowi tyle czasu, że jego główne dzieło życia, które sobie z czasem wziął za zadanie, badanie świata natury i poszukiwanie nowych praw fizycznych, nie mogło być nie tylko wykończonem w tych rozmiarach, w jakichby chciał je widzieć i mógłby spełnić, ale nawet działy poszczególne z tego powodu szwankowały pod względem szerszego ujęcia przedmiotu, jako też i pogłębienia. Po przejściu zwykłego zakresu studyów, wymaganych do palestry, Bakon szybko zasłynął w kraju jako doskonały znawca spraw państwowych i nader zręczny, zarazem pełen wymowy nadzwyczajnej adwokat. Gdy się ukazywał na trybunie, uciszało się nagle wszystko dokoła niego a głos jego, sposób argumentowania i poruszania najwrażliwszych stron uczucia ludzkiego tak byt niezwykły, że przykuwał i porywał za sobą cale tłumy, zapatrzone w niego i zasłuchane w jego słowa.
Talenty prawnicze Bakona wkrótce zwróciły uwagę Elżbiety, która mianowała Franciszka radcą honorowym korony. Stanowisko to aczkolwiek zaszczytne, nie mogło zaspokoić go, gdyż nie przynosiło w stosunku do honorów zysków materyalnych, chociaż dawało widoki na przyszłość. Zaczepiwszy się u dworu, miał Bakon nadzieję, że dojdzie stopniowo do wysokich godności państwowych, tak jak jego ojciec, — a to było najmilszem marzeniem jego życia. Starał się więc wszelkiemi silami o wysoką popularność u narodu i o Wpływy na otoczenie dworskie. W Mildesex zjawił się na wyborach państwowych i takie wrażenie zrobił na radnych swą nauką i wymową, iż go obrali na członka parlamentu. Wypływa już tym sposobem na coraz szersze wody, a w miarę tego w płomiennych mowach politycznych daje upust szeroki swemu ognistemu temperamentowi. Unosił on go za daleko, nieraz wbrew wrodzonej roztropności i przezorności i ze szkodą dla jego spraw osobistych. Tak było zwłaszcza w Westmisterze na zebraniu narodowem, gdzie poruszał pewne drażliwe kwestye państwowe. Stanął przez to, pomimo swego najgorętszego pragnienia, w opozycyi do królowej. Elżbieta obserwowała od dziecka usposobienie Bakona i mimo jego zręczne pochlebstwa względem monarchini, chowała pewną ku niemu nieufność, mając na oku nierówny charakter tego człowieka. Od owego pamiętnego faktu w Westminsterze zraził ją sobie Bakon zupełnie i zamknął przed sobą niebacznie drogę do wszelkich awansów dworskich. Jednakże Bakon nie chciał tak łatwo zrzec się swych wizyi karyerowiczowskich. Elżbieta miała przy boku ulubieńca hr. Essex’a, który wywierał na jej osobę i sprawy ogólne państwa wpływ potężny. Sprytny Bakon potrafił nie tylko zbliżyć się do pierwszego ministra i faworyta monarchini, ale wkrótce stał się nawet jego doradcą osobistym i przyjacielem. Działo się to 1591 r. Spodziewał się przez Essex’a wrócić do łask monarchini. Ale jej niechęć i podejrzliwość względem Bakona były tak silne, że za każdą rażą rozbijały się o ten mur serca królowej wszelkie przedstawienia i prośby Essex’a za przyjacielem. Widząc, że nic nie wskórał a pragnąc się odwdzięczyć Bakonowi za życzliwość i przyjaźń, dał mu w podarunku jeden ze swych majątków — piękne dominium w Twickenham.
Za dobrodziejstwo to Bakon odpłacił niewdzięcznością. Essex pewny swej przewagi na dworze, tak samowładnie kierował sprawami, że ukuł z czasem spisek razem z towarzyszami na swą monarchinię. Zamach wykryto, Winę udowodniono Essex’owi i skazano go na śmierć. I tutaj okazuje się w całej szkaradzie egoistyczne i wprost okrutne usposobienie Bakona. Jako radca koronny Bakon wziął gorliwie w swe ręce sprawę zamachu Essex’a. Wystąpił przeciw niemu z całą gwałtownością swego temperamentu, wywłóczył wszelkie ukryte sprawki Essex’a i piętnował je, a mógł o tem wiele mówić, będąc zaufanym powiernikiem swego przyjaciela. Nie zadawalniając się karą śmierci, wymierzoną na konspiratora, jeszcze po jego zgonie szerzył o nim hańbiące wieści, wydając pismo: „Wyjawienie praktyk i zdrad, zamierzonych i dokonanych przez Roberta hr. Essex’a“. Usiłowano usprawiedlić zachowanie się Bakona zasadą lojalności względem tronu. Mimo to trudno uznać postępek Bakona za szlachetny. W gorliwości Bakona, którą w tej sprawie okazał, niektórzy pisarze angielscy upatrują czystą pobudkę wierności poddańczej i obywatelskich uczuć; skoro jednak wspomnimy, że Bakon był tylko honorowym członkiem sądu królewskiego, a zatem nie miał obowiązku prowadzić tej sprawy osobiście, skoro słusznie można przypuszczać, że inni sędziowie aktualni powinni byli rozpatrywać ją z urzędu swego i zrobiliby to samo w zasadzie, co Bakon, ale zapewne godniej i bez pierwiastku subiektywnego, — zawnioskować należy, że apologia Bakona w danym wypadku jest chybioną. Gdyby Bakon chciał się rządzić szlachetnością, dla uniknięcia drażliwej sytuacyi, miał pod ręką środek odpowiedni: zrzec się swego honorowego stanowiska dworskiego. Ale właśnie w tem ujawnia się główna bolączka duszy Bakona. Zrzec się tytułu honorowego sędziego na dworze królowej?! Ale wtedy coby się stało z wszystkimi planami błyszczącej przyszłości Bakona?! Prawda, że przez wdzięczność dla przyjaciela należało to uczynić. Niestety, zabłysła Bakonowi dobra i wyjątkowa okazya naprawienia dawnych niepowodzeń u tronu. Więc mniejsza o względy humanitarne, trzeba chwytać szczęście, które los niespodzianie sam do rąk wkłada. Bo po takiej obronie tronu już Bakon mógł się spodziewać wszystkich łask Elżbiety.
Rachuby Bakona miały mu przynieść wkrótce rezultaty realne, pokaźne. Po trupie przyjaciela szedł łatwą drogą do wszelkich godności. Królowa zmieniła serce względem obrońcy jej władzy monarchicznej. Wszakże nie zdążyła go wynagrodzić za usługi, wkrótce bowiem umarła 1603 r. Opinie obrońcy tronu szła za Bakonem dalej, do następcy Elżbiety, króla Jakóba I-ego. Władca ten popierał mężów nauki w swem państwie. Bakon odczuł to odrazu i z usposobienia monarchy najdokładniej korzystał. Sławę jego temczasem zwiększa poważna i piękna rozprawa, którą w r. 1603 i 1604 przygotowuje a wydaje na świat 1605 p. t: Of the Proficience aux Advancement of Learning (O postępie i wzroście nauk). Król Jakób oceniał talenty Bakona i wyraził swe uznanie dla tego dzieła. Bakon widzi w tem grunt nader podatny do wywyższenia swej karyery. Narzuca się monarsze z usługami, rozsławia w mowach i pismach zalety królewskie, a nawet aprobuje czyny monarchy, które sprawiedliwość inaczej ocenić kazała. Pan odpłaca się rzetelnie swemu słudze za panegiryki, posuwając go nader szybko po szczeblach godności dworskich, mianując go pisarzem trybunalskim Izby Gwiaździstej, członkiem Rady prywatnej monarszej, pieczętarzem koronnym. Został już tylko jeden stopień, który Bakona miał wynieść do godności przez całe życie namiętnie pożądanej. Widocznem było, że go ona nie minie. Ale mędrzec z Werulamu nie zaniedbuje wszelkich sposobów, by ją ku sobie przybliżyć. Zapada w ciężką, niebezpieczną chorobę. Zdawałoby się, że gorączka wyniesienia nieco ostudzi się. Bynajmniej. Na łożu cierpień pisze do króla, by nie zapomniał o swym wiernym słudze, obiecując mu być ślepem narzędziem we wszystkiem, skoroby tylko mógł ująć ster spraw państwowych. „Gloriam in obsequio — oto wszystko, — tak się wyraża w swej prośbie do monarchy — co mogę ofiarować Waszej Królewskiej Mości, prosząc o kanclerstwo“. Wreszcie dopłynął do portu. Dn. 4 Stycznia 1618 r. Franciszek Bakon podniesiony zo- staje na urząd i godność lorda kanclerza korony Angielskiej — takąż samą, jaką piastował nieboszczyk rodzic jego. Na tem nie koniec względów Jakóba I-go. Dodaje mu do kanclerstwa dyplom barona Werulamu, a w 2 lata później mianuje go wicehrabią St. Albanu.
Na szczycie chwały nie sądzono było utrzymać się długo Bakonowi. Na dworze królewskim nie brakowało intryg. Frymarka i przekupstwo decydowały o awansach i nagrodach. Zło stało się tak głośnem, iż parlament państwowy zażądał 1621 gruntownej rewizyi spraw, rozbieranych przez ciało sądownicze koronne, jako też i reformy tej instytucyi. Rozpoczął się proces, naturalnie skierowany najprzód przeciw sterownikowi państwowemu, który takie rzeczy tolerował i nawet brał w nich, jak szły wieści, udział. Niestety wszczęte badanie potwierdziły złą opinię, krążącą o lordzie kanclerzu i wykazały, że nieprawnie pobierał łapówki za popieranie u króla interesów petentów. Usunięto go z urzędu i skażano na karę pieniężną. Uderzającem jest, że wymowny i obrotny adwokat poddał się bardzo ulegle wyrokowi, nie próbując prawie swej obrony. Przyznał sam, że pobierał opłaty, a na całe usprawiedliwienie swe podał argument, że zawsze z ofiarności petentów korzystał tylko dopiero wtedy, gdy ich sprawy były załatwione. Pieniądze więc klijentów miały nie wpływać na tok rzetelny ich spraw w kuryi sądowej. Ta wstrzemięźliwość i rozbrajająca powolność względem swych sędziów tak nie podobna do wszystkiego, co dotąd robił Bakon, słusznie wzbudza pewne podejrzenia. I król Jakób nie miał czystych rąk, nie była bez winy pod tym względem jego poprzedniczka królowa Elżbieta, nie był bez skazy ulubieniec monarchy Buckingham. Bakon, który doskonale o wszystkiem tem wiedział, mógł był skompromitować swego Pana i Dobroczyńcę, wspominając o podobnych postępkach tronu, ale wtedy jużby się od króla niczego nie mógł spodziewać, a słusznie należało się lękać jego zemsty. Powszechnie utrzymują, że milczenie było Bakonowi wprost przez króla nakazane. W każdym razie roztropność nakazywała nie porzucać tego punktu. Bakon doskonale to zrozumiał i na milczeniu zyskał. Był wprawdzie wtrącony do więzienia przez króla dla zadośćuczynienia publicznej sprawiedliwości, ale już w dwa dni został stamtąd uwolniony, puszczony na wolność z pewnemi ograniczeniami osobistemi, a w 1624 nawet zupełnie ułaskawiony. Wprawdzie do kanclerstwa więcej nie wrócił, ale zażywał w dalszym ciągu uznania w narodzie, a nawet jeszcze potem 2 razy byt wybierany do parlamentu.
Znużony wiekiem, przejściem i pracą, Bakon przestał się zajmować sprawami państwa. Degradacya Bakona przyniosła prawdziwy pożytek jemu samemu i potomnym pokoleniom. Mając czas wolny i umysł niezajęty sprawami państwowemi, w ciszy życia prywatnego pogłębia i uzupełnia swe dzieła naukowe przez krótki przeciąg życia, który mu jeszcze pozostał. Omawiając powody dymisyi Bakona, zanotowaliśmy w tem dziwnem życiu drugi fakt nieetyczny, a publicznie znany, który głęboko poniża tego uczonego filozofa. Rozbierzmy go szczegółowo. Obiektywnie wzięty postępek kanclerza jest niewątpliwie nieuczciwym i tym mniej zasługującym na względy jakiekolwiek, że go popełnił prawnik i filozof moralny. Jeśli się nad tem zdarzeniem trochę zatrzymujemy — to nie dla tego, żeby kwestyonować odpowiedzialności Bakona, ale wytłumaczyć sobie, w jaki sposób człowiek, pozbawiony za nieuczciwość najwyższego stanowiska w kraju, mógł był jednak zajmować głos z powodzeniem wobec mas narodu w sprawach publicznych państwa, a nawet mieć tyle zaufania i szacunku u ludu, że go dwa razy jeszcze wybierano potem na zaszczytne i publiczne posterunki obywatelskie? Niezawodnie tłumaczy nam dużo samo środowisko, w którem się Bakon obracał. Czynili to inni, udawało im się. Bakon wszedł na tę samą drogę nadużyć, wszak uprawnionych skrycie przez poparcie osób ukoronowanych. Zapewne, że ta okoliczność pozwala go sądzić nieco łagodniej, ale plamy z jego charakteru zmyć nie potrafi. Utrzymują, że Bakon, mogąc korzystać znacznie więcej z okazyi do złego, krępował się bądź co bądź względami moralnymi. Nowsi bowiem pisarze stanowczo przeczą tej sumie zdefraudowanej przez Bakona, jaką podają dawniejsi autorowie. Ale gdyby nawet z tych racyi można mieć nieco względu na czyn filozofa — moralisty państwowego, to odpowiedzialność jego wzrasta wobec faktu, że urzędy dworskie dopuszczały się z jego wiedzy i pod jego okiem kanclerskim nieuczciwości, na które oportunistyczny i zmateryalizowany mistrz odrodzenia nie miał dość siły, czy wprost ochoty, reagować. Sam to bowiem przyznaje, że o wielu rzeczach wiedział, które puszczał swym urzęd- nikom płazem „nie chcąc Wiązać ich rąk wyciągniętych po pieniądze“ do klientów. Opowiadają o pobłażliwości mistrza Werulamskiego dla tych panów dowcipny i charakterystyczny szczegół. Gdy pewnego razu urzędnicy dworscy powstali z miejsc swych na widok wchodzącego do biura ich zwierzchnika, kanclerza koronnego, miał im odpowiedzieć z grzeczną goryczą: „Nie się panowie i siedźcie spokojnie: wasze podniesienie spowodowało mój upadek!“ Spółcześni widocznie w kraju i poza granicami w całej tej, poniżającej godność mistrza, aferze przypisywali więcej winy jego otoczeniu, niż skazanemu na więzienie kanclerzowi. Jeszcze po jego upadku tytułują go kanclerzem, a sam Bakon tak mało odczuwał nieprzystojność swego postępku, że o swej przeszłości opowiada w listach prywatnych tak swobodnie i z taką dumą, jakby się w niej nic zdrożnego mu nie przydarzyło W r. 1626 odbywając wycieczkę z Londynu za miasto, wstąpił do domu pewnego wieśniaka, kupił od niego kurę, którą zabił i włożył pod śnieg, by się przekonać, czy śnieg zabezpiecza mięso od gnicia. Przy tej próbie doświadczalnej przeziębił się i wkrótce dokonał życia pod Londynem w Highate w zamku hr. Arundel’a, swego przyjaciela.
Poznany życiorys Bakona pozwoli nam zrozumieć czas powstania różnych dzieł jego. Już na uniwersytecie w Cambrigde obserwowaliśmy praktyczną i pozytywną umysłowość Bakona, dzięki której myśleć poczynał o pracy naukowej takiej, którejby doraźne skutki widzieć można dla ogółu. Gdy następnie podróżował po Francyi, w Paryżu wynalazł w celach dyplomatycznych pewien rodzaj tajemniczego pisma, któremby można za pomocą cyfr podawać do wiadomości arkana dyplomatyczne osobom obeznanym z tą pisownią. Kombinacya polegała na tem, jak się sam wyraża, wspominając w starych latach o tym szczególe, że „wszystko można wyrazić przez te wszystkie znaczki“. Paulet, ambasador Angielski przy Henryku III, któremu młody Bakon przedstawił ten pomysł, oddał mu pochwałę za sprytną kombinacyę. Nie poruszalibyśmy tej drobnostki, która trąci nieco praktykami alchemików średniowiecznych i pozwala przypuszczać, że i Bakon miał pewien do nich pociąg, gdyby on sam już wtedy, gdy był poważnym uczonym, nie przywiązywał do niej pewnej wagi. Zarysowuje się już wtedy, lecz bardzo niewyraźnie, w jego umyśle pewna cecha, która później miała stanowić główną dążność wszystkich jego spekulacyi naturalistycznych. Bakon pojął w swych latach młodzieńczych, lub przynajmniej to odgadywał, że do poznania natury potrzeba badań przedewszystkiem doświadczalnych, a przytem wypowiedział przypuszczenie, że wiele z tych twierdzeń o przyrodzie, które nauka tradycyjna mu podawała jako pierwiastkowe, można zredukować jeszcze do więcej zasadniczych pierwiastków. Słowem, jakieś przeczucie wielkiej syntezy we wszechświecie poczęło go ogarniać, które następnie, gdy się rozwinęło w jego duszy, uchwycił, genialnie upatrując i wykazując coraz ogólniejsze prawa, kierujące zjawiskami naturalnemi. Popełnił wszakże w tej syntezie, bezsprzecznie bystrej, fatalny błąd, sądząc, że w samym układzie fizycznym zjawisk natury znajduje się klucz do rozwiązania wszelkich odwiecznych zagadnień myśli ludzkiej. Cala jego filozofia jest znaturalizowana. Nic więcej nie trzeba, tylko zbadać prawa, rządzące zjawiskami materyalnemi, a tem samem poznamy wszelkie tajemnice życia, a nawet ducha ludzkiego i sił, które rządzą jego czynnościami.
Opanowany myślą syntezy, którą wysnuł właściwie z siebie, zupełnie subiektywnie, a priori, Bakon zabiera się do ustanowienia ze stanowiska zupełnie przeciwnego całej tradycyi. W jego czasach jeszcze powszechnie utrzymywał się w nauce podział umiejętności ludzkich na trivium i quadrivium, który w szczegółach zmodyfikowany był wprawdzie, ale podstawa, na której się opierał, pozostała nietknięta. Umiejętności wszelkie były tu rozgraniczone i rozmieszczone według właściwego rzeczowego przedmiotu, którym się zajmowały oraz stosunku Wzajemnego, który je łączył w całokształcie wiedzy ludzkiej. Bakon zgodnie z rozwiniętą już w jego umyśle hipotezą, że podobnie jak w owem piśmie cyfrowanem, wynalezionem przezeń w Paryżu, tak i w życiu i we wszechświecie jednem prawem przyrodzonem możnaby wszystko wytłumaczyć „wszystko przez wszystko“, odrzuca podział nauk obiektywny, a na ich miejsce stawia swój subiektywny, psychologiczny. Uderzyły go w rozmyślaniach nad naturą ducha ludzkiego 3 nasze wybitne władze: pamięć, wyobraźnia, rozum. Do nich odnosi wszelką Wiedzę ludzką. Do pamięci — historyę wszelką, Więc państwową i naturalną; do wyobraźni — wszelkie rodzaje twórczości poetyckiej, a więc poezyę dramatyczną, epiczną i alegoryczno-dydaktyczną. Charakterystycznem jest tutaj, że najważniejszy dział: poezya liryczna, która w naszych czasach miała tak wspaniale się rozwinąć i najsilniej zapanować na świecie, nie zwróciła uwagi jego oczu pozytywnych. A wszak cudne jej Wzory już w utworach Petrarki znane były powszechnie. Wreszcie do rozumu odnosi filozofię (tem mianem obejmują dawne wieki i późniejsze jeszcze długi czas po Bakonie wogóle naukę głębszą). W tej kategoryi philosophia prima nazywa się podstawowe prawo myślenia, którem operuje wszelka nauka — jest to rodzaj wstępu do właściwej filozofii.
Filozofia u Bakona obejmuje trzy działy: Boga, człowiek i naturę. Najmniejszym z nich jest pierwszy, bo filozofia wedle Bakona tylko tyle się zajmować może, żeby dowieść, iż w otaczającym nas wszechświecie nic się samo nie utworzyło, lecz jest dziełem istoty mądrej i doskonalej. Dalsze badania natury tej Istoty, stosunku bliższego do świata, zwanego Opatrznością i t. d. odsyła Bakon, do nauki wyższej, zwanej teologią. Niestety wydaje się tu być nieszczerym; — wyższość bowiem teologii rozumie tak, że jej światło może być przeciwnem światłu rozumu przyrodzonego; gorzej jeszcze, bo im więcej tych sprzeczności, tem większy ma być w tem dowód dla rozumu ludzkiego prawdy objawionej, Boskiej! Bakon więc brał w dosłownem znaczeniu znany paradoks: credo quia absurdum i uznawał w zasadzie podwójną prawdę. A jak w stosunku do Boga nie pozwala nauce na dalekie abstrakcye, tak i to wszystko, co rozum ludzki wywnioskować może o duchowości i wolności wewnętrznej naszej jaźni, o życiu przyszłem — odsyła też do teologii. Cóż więc według niego pozostaje nauce do powiedzenia o drugim jej dziale w systematyzacyi Bakona? Drugi dział — rozpada się na 2 części: philosophia humana rozważa a) fizyczną konstytucyę naszej natury, b) życie umysłowe i moralne człowieka, uważanego jako indywidualną istotę, co się u niego nazywa psychologią i odnosi do niej logikę czyli umiejęt- ność myślenia i etykę — umiejętność czynienia dobrze. Razem wszystko objęte nazwą antropologia. W pozostałej połowie rozważa człowieka jako członka społeczeństwa i nazywa to philosophia civilis (to co dziś nazywamy socyologią). Marna rola przypada człowiekowi w tej masie, którą zwą społecznością, narodem. U Bakona człowiek jest przedstawiony jak rzecz drugorzędna, jako pionek wobec wszechwładnej królowej, której rozkazy ślepo spełnia, tak jak poszczególne zjawiska natury najsolidarniej się łączą z sobą w jeden system, zwany naturą lub przyrodą. Bakon nie przeczy istnienia w człowieku pierwiastka wyższego nad naturę fizyczną i obdarzonego wolną wolą oraz świadomością samego siebie, lecz się nim nie zajmuje. Owszem badanie wewnętrzne natury ducha, jego władz rozumu, woli, jego czynności, analizę życia psychicznego, którą scholastyka posunęła na szczyty jeszcze dziś i zawsze imponujące, uważa to wszystko mistrz naturalistyczny za jałową spekulacyę, która może być nawęt bardzo subtelna i zajmująca, ale bezcelowa, bo do niczego nie przydatna („inanes et inutiles “). W tej sprawie, jak wogóle w kwestyach delikatniejszej natury, jest Bakon, podobnie jak wielu filozofów jego narodu dawniejszych i najwybitniejszych nowszych, bardzo powierzchownym badaczem. W człowieku oprócz ducha rozumnego i wolnego, więc różnego i niezależnego w zasadzie od materyi, uznaje — podobnie, jak niektórzy z wspólnych mu myślicieli: Giordano Bruno i Rumus, — duszę materyalną, będący zasadą życia wegetacyjnego i fizyologicznego; pierwiastek to ma być nad wszelki wyraz subtelny, ale bądź co bądź natury bynajmniej nie duchowej. Trzeci dział — Tu należy cały świat materyalny: niebo i ziemia ze wszystkiemi swojemi zjawiskami. Najulubieńsza to część nauki czyli filozofii, jak ją nazywa Bakon, dla skłonności i aspiracyi tego mędrca pozytywnego. Czuje się tu w swym żywiole i snuje poglądy daleko idące, a czasami istotnie bardzo głębokie. Nauka ta podług Bakona ma dwie strony: teoretyczną czyli spekulatywną i praktyczną czyli operatywną. Do tamtej zalicza fizykę, która w jego rozumieniu oznacza umiejętność, zajmującą się badaniem przyczyn, działających w zjawiskach wszechświata oraz metafizykę, która uczy o celach natury najbliższych czyli bezpośrednich. Z tej ogólnej podstawy teoretycznej, uchwyconej w kontemplacyi wszechświata, wyprowadza umiejętności, zastosowane do życia ludzkiego na ziemi, więc do tej części praktycznej zalicza mechanikę, wypływającą z fizyki, z metafizyki wypływa magia nuturalna (?) czyli sztuka robienia wynalazków (z nich najważniejszego dla życia ziemskiego: złota). W tej systematyzacyi nauk fizycznych niestety umiejętność, która stanowi ich największą pomoc i jest jakby duszą badań kosmicznych — matematyka, zajmuje ledwie drugorzędne i wogóle bardzo nikle stanowisko. Bakon każe jej występować tylko w roli sprawozdawcy z tego, co fizyk upatruje i wynajduje w naturze, czyli ma być jego językiem ścisłym w określaniu zjawisk. Rażący to i bardzo odpowiedzialny brak w tak pojętej roli matematyki. Bakonowi słusznie zarzucają grubą ignoracyę pod tym względem i lekceważenie karygodne metody geniuszów wyższych od niego, jemu współczesnych lub blizkich jego czasom, którzy inaczej traktowali ten dział pomocniczy w badaniu świata i odnieśli skutki nieocenione dla wiedzy. Jakkolwiek nie skłaniamy się bynajmniej do tego, by geometryczne i algebra- iczne formuły łączyć ze zjawiskami naturalnemi w jedno pojęcie, wszakże powszechnie wiadomo i wiedział już o tem Bakon, że największe odkrycia w królestwie wszechnatury nie tą drogą, którą on wskazywał, poczyniono. Nie przez bezpośrednie analizowanie jej zjawisk odkryto w niej rzeczy najważniejsze, ale przez rachunek i miarę, użytą z góry, a priori, do badania zjawisk. Czynnik ten tedy w roli pierwszorzędnej występował, nie zaś podrzędnej, jak chce Bakon.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Bakon Werulamski wobec filozofii wiecznej.
