(opowieść rybałta)
ŻYWE KAMIENIE
(OPOWIEŚĆ RYBAŁTA)
DWA TOMY W JEDNYM
(PIĄTY TYSIĄC)
1918 — NAKŁADEM
SPÓŁKI WYDAWNICZEJ „OSTOJA“
Z
CZĘŚĆ PIERWSZA
Na schodach świątyni sprawowało się nabożeństwo...
Jeszcze organów basy dudnią głucho...
Udręczony tęsknotą poniechał pan Lancelot...
Powolny jak żółw i jak pień niemy linochód...
Otoczyć kazał król rynek cały...
CZĘŚĆ DRUGA
Na palcach rannej ręki odliczał goliardowi...
Lecz oto w sukiennicach mieszają się znów tłumy...
Już i królowa, zabawiająca się w polu łowami...
Rybałty, utrudzone popisami na rynku...
Lekarza nie trzeba było szukać daleko...
Jeszcze żaki obnoszą lekarza po izbie...
Za ciemnymi basztami grodu...
CZĘŚĆ TRZECIA
Wyprzedził lekarz na koniu gromadę całą...
Gdy u furty klasztornej imał się brat krzyża kołatki...
Ponurą była ta droga w świat...
Faun chyba tylko odgadnąć by zdołał...
Już cienie długie słały się po rumowisku...
Jakżeś ty mi cudnie oblamił tę kartę...
Urażony głęboko na brata Łukasza...
Idzie śmierć przez miasto nocą w poburzowy czas...
Gdyby dwa dzięcioły garbate rysują się w mroku...
Ta jest powieść o duszach tułaczych...
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Żywe kamienie.
