Read here

Zarysy historyi muzyki

Franz Brendel · 1866 · Free in the US

38,711 words · about 2 h 43 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1866 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Zarysy_historyi_muzyki&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Franz Brendel
Language
Polish
Published
1866
Length
38,711 words · about 2 h 43 min
Sections
18 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (18)
  1. Front matter under 1 min
  2. całość about 1 h 19 min
  3. Słowo wstępne about 6 min
  4. Wstęp about 2 min
  5. Okres pierwszy under 1 min
  6. Rozdział I under 1 min
  7. Okres drugi about 4 min
  8. Okres trzeci about 4 min
  9. Rozdział II about 1 min
  10. Włochy about 5 min
  11. Epoka świetnego stylu about 8 min
  12. Niemcy about 6 min
  13. Francya about 2 min
  14. Niemcy, Włochy i Francya about 15 min
  15. Niemcy, Włochy i Francya epoka about 17 min
  16. Dodatek tłomacza about 5 min
  17. Nota about 4 min
  18. Spis nazwisk about 5 min

Continue:

Front matter

ZARYSY

HISTORYI MUZYKI

SKREŚLIŁ

całość

ZARYSY

HISTORYI MUZYKI

SKREŚLIŁ

Dr. Franciszek Brendel.

Przełożył z niemieckiego

W. T.

PIĄTE WYDANIE POMNOŻONE.

Wprowadzone dla użytku w Konserwatoryach Lipskiem i Pragskiem.

LIPSK.

PAWEŁ RHODE.

1866.

PANU

KAROLOWI RIEDEL

DYREKTOROWI

Rydlowskiego Stowarzyszenia

W LIPSKU

poświęca

Tłómacz.

Słowo wstępne.

Nie od dziś już daje się czuć u nas między wzrastającą w narodzie garstką, mającą potrzeby muzykalne, coraz większy brak nowszej historii muzyki. Zdawało nam się przeto, że przekładem tej książki przysłużymy się publiczności naszej, ile, że jej bystrość krytyczna, przy dokładności treściwej i wyraźnie wypowiedzianych dążnościach, zawiera warunki książki krótkiej, podręcznej dla pragnących obznajomić się z kolejami i rozwojem muzyki. — Dodamy tu tylko, że intelligencyja pełna inicyatywy autora tego zarysu, który zasłynął kilkoma dziełami muzycznemi większego rozmiaru i wywarł wpływ niemały na nowoczesne wyobrażenia postępowe, (jako redaktor gazety muzykalnej lipskiej, którą objął od śmierci Roberta Schumana,) była jednym z głównych czynników tej nielicznej niedawno jeszcze plejady, potężnej przez długi czas walki tylko ścisłą solidarnością i żelazną konsekwencyą, która przeprowadziła taką rewoluoyę w umysłach muzykalnych co do pojęć, środków i celów bliższego połączenia muzyki z poezyą, — wyjścia z abstrakcyi w życie, i co do rozszerzenia jej rozmiarów twórczych, których granica nie ma granic jak duch ludzki, który ją wytwarza — jednym z trzech promieni potężnych: prawdy, dobra i piękności. Oby to dziełko wpłynęło na obznajmienie nas z dziejami jednej z najszlachetniejszych władz i potęg duchowych prawdziwie boskiego daru Stwórcy, który w cząstce dał nam siebie: przekazując ziemi muzykę, tę władzę, która wypowiada to, czego już słowo nie wypowie, zapełniające tyle próżni życia, jako prawo ładu wszechświata, które Platon już mienił sfer harmonią, a Szyller w natchnieniu wyrzekł zaiste: „Co nam się dziś pięknością widzi, jutro nam się prawdą objawi.” Pragnęlibyśmy tutaj odeprzeć pewien sąd doraźny, który przesądem jednostronnym i subtelnym, a przesądem wandalskich skutków dla inteligencyi narodu przekonanie nam nakazuje; twierdzenia, które spotykaliśmy, nie tylko w polemikach prywatnych, ale i w pismach dawniejszych, jak Jarosz-Bejła, i nowszych, jak broszura o sztuce polskiej. — Twierdzenia, jakoby sztuka w ogóle, a mianowicie muzyka, pośrednio odwodziły naród od czynu, a lulając go w sen rozkoszny, zwiastowała ostatecznie jego upadek, — zamiast budzić nieustannie sen lwa i grzmieć nad nim trąbą zmartwychwstania. Przedwszystkiem, pytamy, czem by był naród, którego siły w jednym, i to kierunku, wysilićby się mogły? jakażby była ta siła, gdyby od takich rzeczy skarleć miała? Smutno zaprawdę byłoby z narodowością, której hart pancerny w męczeńskiej wyćwiczony szkole miałby mięknąć od sztuki, co w formie poezyi od pół wieku do lotu porywa jej skrzydła ussarskie i anielskie zarazem!... Jeżeli który, to nasz naród dowiódł i dowodzi, że ma dość siły na wszelki rozwój w różnostronnych dążeniach tak czynu, jak myśli i ducha. — Przyjrzyjmy się rozwojowi Hellady i Italii — dwóch najbujniej dziełami sztuki ubłogosławionych narodów, czy dla rozwinięcia sił swoich w kierunku estetycznym, uszlachetniającym, były mniej potężnemi i walecznemi? — Dni Pizystratów, Periklesów, Kimonów, hańba Persów, przysłaniających słońce chmurą strzał swoich, i lakoniczny napis na grobie olbrzyma Eschyla: „nie był ostatni pod Maratonem“ nie poświadczą nam tego — niemniej dzieje Wenecyi, Genuy, Pizy, Florencyi i Rzymu — a upadek obu narodów gdzieindziej ma swoje przyczyny; ktokolwiek ma oczy, nie zechce ich przecie sztuce przypisać. — Patrzmy zresztą u siebie na kwitnący i wolny wiek szesnasty. Myśl narodowa rozwijała się wszechstronnie wśród potężnego życia politycznego w wieku złotym Zygmuntów, postępując w harmonii zestrojona z czynem — kiedy Polska gościnnie na oścież rozwarła wrota wszelkim prześladowanym osobistościom, uchodzącym z zachodu broczącego się we krwi wojen religijnych — Jeżeliśmy umieli poczcić inne dary Boże, nie bądźmyż Chińczykami — i w tym kierunku! Sztuka ma olbrzymie powołanie w rodzinie ludzkości, o którem nie śniło się nie tylko filozofom, ale nawet mędrkom utylitaryzmu, co ją za zbytek ogłaszają. Sztuka nie może zabsorbować wszystkich i nie dąży do tego, bo ona już w sobie samej ma pół celów swoich, jak słońce, które świeci i grzeje; ale nikt przeto nie dowiedzie, że jedynie dla tego stworzone, by nas ogrzewać i nam — Jeźliby małej garstce jej wybrańców ułatwioną a przynajmniej uprzystępnioną została droga piekielnych trudów i dumnej boleści, to jeszcze mnóstwo krawców pozostanie dla tego przy swych warsztatach, i moc „łysokryjków” w swych perukach. — Dalecy jesteśmy od pragnienia podobnej megalomanii dyletanckiej, jaką nad ranem zasłynęła pozornie zdrzemana Warszawa — nic mniej — pragnęlibyśmy tylko mniej obojętności, moralnego dźwignięcia artysty i zachęcenia go, by się nie strzaskał o obojętność swoich i nie przepadł marnie dla kraju jako tułacz, któremu przyklasną pewnie, ale dopiero, gdy go obcy uznają. Jest to instynktowem uznaniem wlasnej niedomagalności; wskutek takiego zaprzeczono nam, (i słusznie!) polskości Chopina, w skutek tego straconym zostal dla sceny narodowej taki Dawizon; Lipiński w obcej ziemi szukać musiał posady, a H. Wieniawski oparł się aż w Petersburgu — dla tego zapewne umilkł tyle popularny Biernacki, a zawsze gonił ostatkami Kossowski, będący wiecznie jak tylu innych na dyskrecyi zjazdów kontraktowych i jarmarcznych; wskutek tego zmarniało i marnieje nieraz tyle talentów, któremi kiedyś szczycił by się naród w obec innych współzawodników. Chodzi nam tylko o wolne założenie towarzystw muzycznych, gdzieby młody uczeń spotkał nauczyciela, a nauczyciel ucznia łaknącego nauki z zapałem, o ośmielenie i zachętę; oto by muzyka przestała być zbytkiem życia, meblem salonowym, a stała się prostą potrzebą u domowego ogniska, towarzyszką życia uszlachetniającą człowieka, podnoszącą nad tyle nędzot i namiętności, a prowadząca wzrok jego wewnątrz siebie i ponad siebie. Bluźnierstwem zaiste zdałoby się nam zapewnienie, że, gdybyśmy nie byli wprost przeciwnych przekonań powyższym zasadom, mimo największego zapału dla naszego sposobu widzenia, nie stawalibyśmy z niemi do walki — przeciwnie, z zapałem rzucilibyśmy zapał ten pod stopy żelaznej powinności!... Ale właśnie, ponieważ czujemy, że u nas o związku między państwem a sztuką mowy być dziś nie może, odzywamy się do sił pojedynczych narodu. — Patrzmy na stosunek bezpośredni sztuki do narodu w ogóle. — Poezya polska — pocóż nam mówić o niej? czujemy dobrze, czem ona dziś dla nas; gdyby inne ludy znały język, który z dumą ojczystem zowiemy, ona dziś wskazywałaby im drogi miłości i cele postępu, tak jak je im kiedyś wskazywać będzie, jako tu jej wielka, żywotna wyjątkowość w przyszłości. — Doświadczenie z życia i pieśni wzięte dowodzi nam, że ten zwrot poezyi polskiej stał się nietylko bez szkody piękności, ale odkrył nowe skarby do zdobycia, a co główną jego potęgą, że reformująco godzi w jednostkę, a przez jednostkę w społeczeństwo. — Malarstwo polskie poczyna dosięgać poezyę, i mówi za siebie, czy to językiem dziejowej nemezy, czy w prastarych świątyniach naszych, gdzie budownictwo i rzeźba na nie od wieków czekają. — — Muzyka najmniej dotąd była popartą; ona zbiegła z raju utraconego towarzyszka i pocieszycielka człowieka, co mu już śpiewa nad kolebką na przyszłą drogę życia, i nad trumną na drogę wieczności, co pieśnią gminną budzi w nim, przechowuje i zespala ogniwa podań rodowych, hukając po kurhanach jak echo dziejowe; co pierś jego w boju roznieca piekłem zapału, a czyn poległych przegrzmiewa w epopeję przyszłości, rozrzewnia serce i uskrzydla ducha utworami sztuki; przebija sklepienia kościołów i sprawę ludzką zmienia w sprawę boską — daje przeczuć rzeczy niedocieczone, osładza wszelką niedolę, rozkosz czyni rozkoszniejszą, boleść mniej bolesną, wypowiada niejedną szkodliwą w sercu usypia Eumenidę – Ona dotąd stała zaniedbana i opuszczona, jak przed płotami sioła sierota, wodząca ślepych dudarzy … Muzyka nasza z konieczności położenia kraju, nim ją postęp w życie wprowadził, była akordem dział, strzał gwizdem, szczękiem mieczów i zbroic, w których grało słońce sławy, pieśnią bojową, harmonią dzwonów, rytmem wrzeciona, wieczornic dziejowem echem, hymnem słowik wśród zbłękitnionych jarów Podolskich, czy w ciemnych kniejach Białowieży — psalmem skowronka wiszącego nad Gopłem, czy wieżycą Jasnej góry — hejnałem namiotów, burzą Morskiego oka i ciszą Kościeliska — aż stała się człowiekiem. — Tym człowiekiem był Szopen – on uniósł ją z kraju. — A autor Sfinksa wyrzekł z goryczą: „U nas nie godzi się być artystą; jest to samowolne podawanie się na pastwę dzikich zwierząt w cyrku.“ Tak było. — — Ale od czasu, jak zaświeciła gwiazda Szopenowska, aż do niedawna, gdy tak powszechnym stał się rozgłos Moniuszki, czujemy, czujemy jakiś prąd nowy, jak szum zdrojów wiosennych, wróżących rozwój i życie. — „Ducha nie gaście“ — Powiada wielki apostoł Paweł św. — Nie odpychajmy władz ducha, niech one nas nie odrywają od powinności życia codziennego, ależ nie dajmy im zagrzęznąć w niedokwasie chleba powszedniego, niech się uzupełniają z życiem, jak dusza z ciałem związana nierozwiązalnie. — dotychczasowe sztuki naszej zwiastują, jak widzimy, że Polska i w tym zawodzie stanie obok Grecyi i Italii, o ile bohaterstwem wyprzedziła oboje, że żywioł słowiański przez nią najczyściej i najsamodzielniej nacechowany, i tutaj z kolei nastąpić ma, po wypełnionych posłannictwach żywiołów Romańskiego i Germańskiego, które powinny być wzorami kształcącej się samodzielności. — Może przejrzenie tej książeczki zachęci do pomyślenia „kiedyś“ o szkole muzycznej narodowej, i otrzęsie po części z tej obojętności na wszystko piękne, uważane za zbytek życia — obojętności, którą tłomaczyć łatwo, ale wytłomaczyć trudno — a zwalczać tylko świadomością przekonań i opracowaniem nieskończonem nieskończoności darów przyrodzonych. Chcieć tamować strumień postępu, objawiający się w formie czynu czy myśli, prawdy czy piękna, to powiedzieć górskiemu potokowi: nie płyń!... to powiedzieć łzie: nie płyń! krwi: nie płyń!... kwiatu — nie kwitnij! pszczole — nie rób miodu! niech tylko w ulu wspólnym każdy jak może będzie pszczołą! Mówiemy głośno, co czujemy; choćby nam zarzucono, żeśmy z tych pszczół, które nie robią miodu, a tylko wosk robią... W ludzkości ulu wszystko ma swe cele i środki, ich poczucie i dźwignię — przeto na każdym sztandarze myśli twórczej i walczącej będzie zawsze jedna wypisana odpowiedź: „E pur si muove!“

HISTORYI MUZYKI.

'

ę samą wartość, jaką mają dzieje powszechne w obec człowieka wykształconego, ma historya sztuki w obec muzyki. — Jak poznanie dziejów wszechświata nadaje poczucie samowiedne każdej epoki i pojęcie stanowiska zajmowanego przez jednostkę; a przez to orientowanie sprawozdawcze w obec siebie samego podnosi człowieka do wysokości wykształcenia; tak historya sztuki podnosi artystę wyżej li instynktowego pojmowania swego zadania i celów, a ułatwia sposobność zajęcia samodzielnego stanowiska wśród swego koła. Przeto, tak dla indywidualności wykształconej w ogóle, jak dla artysty, historya jest nauką pierwotną; — zaznajomienie się z nią jest pierwszym krokiem do rozwinięcia samodzielniejszego czynników duchowych. — Ztąd jest prawem następstwa, że w nowszych czasach równie w planach prywatnej nauki muzycznej, jak w publicznych zakładach muzycznych — zwracają na tę naukę coraz więcej baczności. Ona była najbliższym brakiem, który nasze konserwatorya muzyczne zapełnić były powinny, pragnąc odpowiedzieć dokładnie przeznaczeniu swojemu, — które nie ogranicza się na objęciu dawno utworzonego, i zaprzestania na niem, ale idzie z postępem. — Nauka historyi muzyki pod innym jeszcze względem szczególnie korzystną jest w dzisiejszych czasach. — Nigdy podobno, odkąd muzyka muzyką, sprzeczka umysłów nie była tak żwawą jak obecnie; trudno o epokę, w którejby z większą bezwzględnością przeciwnicy postępu przeciw wszelkiemu rozszerzaniu nieskończonych granic sztuki walczyli. Najlepiej rozstrzygającą mistrzynią w tej mierze jest historya muzyki. — Ona tylko na taki brak poglądu zaradzić zdolna, poglądu, który jedynie może oświecić opinię; ona tylko może dać poznać konsekwentny rozwój sztuki, a przez to dowieść, Ona wreszcie, wykazując, jak wiele z tego, co nieraz obecność z siebie tworzyć mniema, już dawniej jakkolwiek w nieco innym kształcie istniało, — jest najlepszą przewodniczką w obecnych zatargach. — Pod jej równie wpływem, przedwczesne, ograniczone które dziś jeszcze radeby się utrzymać przy nieuzasadnionej powadze, coraz więcej usuwanem; a w naszych szczególnie czasach konieczna bezstronność i samodzielność coraz bardziej potęgowaćby się powinny. — Tym sposobem historya jest zarazem podwaliną każdej lepszej krytyki, każdej krytyki, która nie opierałaby się głównie na chwiejnej podstawie indiwidualizmu… Z powyższych powodów powinno każdemu, komukolwiek muzyka i obfity w skutki rozwój sztuki ważną jest rzeczą, przedewszystkiem na tem zależeć: by historya muzyki we wszelkich zakładach naukowych, stosunkowo do ich wytkniętego celu, coraz więcej wprowadzaną była: jako zasadniczy przedmiot gdyż w tych muzyka jest składową częścią nauk — w innych zaś instytutach, których celem jakiekolwiek rozeznanie jakiegokolwiek rozwoju duchowego umysłów, jako część powszednia ogólnego kształcenia się. — W tej myśli równie niniejsza broszura, której zadaniem jest posłużyć za wzór do wykładów, skreśloną została.

ROZDZIAŁ I.

§. 1.

Rozdział ten pierwotny, poczynający się z czasami Chrześciaństwa, a sięgający XVI. wieku, streszcza historyą stopniowego wytwarzania się dzisiejszej muzyki. Rozpada się w trzy okresy, z których pierwszy zawiera poczęcie się pierwotne muzyki, drugi zajmuje się pierwszemi poszukiwaniami około wytworzenia harmonii, wynalazkiem pisma nótowego i jego udoskonaleniem, wreszcie miarą (taktem, rytmem). — — Okres trzeci jest dobą już całkiem wyrobionej, harmonijnej — sztuki. Pierwsi Niderlandczycy występują tu jako czynniki, a rozwój muzykalny koncentruje się w ich narodzie.

Okres pierwszy.

§. 2.

Dzisiejsza nasza, europejsko-zachodnia muzyka różni się zupełnie od staro-greckiej. Muzyka nasza — jest wynikiem Chrześciaństwa. — Historya jej zatem ma się tam poczynać, kędy staro-grecka się kończy, a obecna w życie wchodzi. — Dzisiejsza muzyka nasza winna pochodzenie swoje pierwszym gminom chrześciańskim, swoje pierwsze poparcie pasterzom pierwotnym, z czasów przedświtów Chrześciaństwa. Dalsze ulepszenia i ogólny rozwój szczególnie w klasztorach otrzymała. — Między pierwszych rozkrzewiaczy muzyki chrześciańskiej szczególnie liczymy z końcem IV. stólecia (374—397) świętego Ambrożego, biskupa medyolańskiego i świętego Grzegorza Wielkiego, który od r. 591—604 zasiadał na stolicy apostolskiej. Obaj położyli wielkie zasługi w tem, że wszystko dotąd przypadkowe i nieuzasadnione podciągali pod pewne ustawy.

Okres drugi.

Stopniowe wyrobienie się Harmonii, pisma nótowego i miary. — Przyrodzone wynachodzenie melodyi.

§. 3.

Od dawna różne bywały podania i wnioski o pierwszych początkach harmonii średniowiecznej — tak, że trudno jest pod tym względem orzec coś zupełnie pewnego. Ślady pierwszego zdobycia się na napisanie kilku tonów równocześnie brzmiących, na różnych systemach zdźwięk tworzących, nosi pozostałe pismo niejakiego mnicha zwanego — Był to bardzo na swój czas uczony mnich we Flandryi, który poświęciwszy całe życie czynnemu opracowaniu teoryi muzykalnej, umarł w bardzo podeszłym wieku, r. 930 po Chr.

§. 4.

Dla zrobienia odkrycia, które dziś tak nieznaczącem się wydać może, w średnich wiekach stólecia upłynąć musiały. — Dopiero w XI. wieku znowu spotykamy się z postacią, która silniej zwraca naszą uwagę. — Jest to Benedyktyn z klasztoru w Pomposa, w pobliżu Ravenny i Ferrary, — imieniem Guido z Arezzo, żyjący około 1020, który rozwój muzyki o tyle przysporzył, że tak zwane n, czyli pierwszej epoki, za pomocą linii poprowadził, a tym sposobem osięgnął skuteczniejsze uporządkowanie pisma nótowego. Rozgłos jego był tak powszechny, że dotąd jego nazwisko znanem jest najpowszechniej między muzykami średnich wieków. — Co do dalszego wykształcenia harmonii nie postąpił w niej więcej.

§. 5.

Dalsze rozszerzenie nauki harmonii, z kilką jeszcze nowych różnych odkryć, (wynalezienie i określenie bliższe nóty, miary) postąpiło w wieku XII, chociaż czas tego postępu dobitnie nie jest oznaczonym. Wykonywanie jednakże artystyczne tej epoki już świadczą, że musiano znakomicie pod tym względem postąpić.

§. 6.

Wiek XIII. odziedziczył z kolei po wieku XII. już nieco dojrzalsze zarody przyszłej muzyki, nieco więcej wykształconą harmonię, pismo nótowe i mensurę. — To dalej uprawiać i rozwijać było jego zadaniem. Wystąpili już znamienitsi nauczyciele, którzy zdołali teoryę bardziej wypracowaną ugruntować. — Jeden z tych mężów, po którym także piśmienne zostały zabytki, był Franciszek z Kolonii (Franco v. Cöln) w pierwszych dziesięcioleciach trzynastego wieku, — który już zupełne, niezupełne i powszednie Consonansy i Dyssonansy rozróżnia.

§. 7.

Takiemi były postępy sztuki we Włoszech i Niemczech. — Francyi długo zbywało na wykształceńszej harmonii, takiej, jaką już posiadały Niemcy. Dopiero z końcem XIII. wieku, (około 1280) odkryto przed laty próbę niejakiego Adama de la Hale, w formie kompozycyi na trzy głosy – która dowodzi, że o tej porze poczęto tam na tej niwie pracować.

§. 8.

W pierwszych dziesięcioleciach XIV. wieku spotykamy dwóch pisarzy, którzy wprowadzili wielki postęp, i co do harmonii najprzód nadali pewne, zadawalające reguły, — reguły takiego składu, że podług nich już, tak jak według naszych dzisiejszych pojęć, powstały najprzód czyste akkordy, i czysty związek harmonijny. — Po raz pierwszy powstało tedy prawo, że dwa zupełne consonanse, kwinty i oktawy, nie mogą po sobie następować w tymsamym kierunku. Wtedy również obeznano się dokładniej z istotą dyssonansów i potrzebę rozwiązania ich w następującym consonansie. Marchettus z Paduy i Jan de Muris, duchowny francuzki i doktor w Sorbonie paryzkiej, są mężami, którym te postępy na polu teorii mamy do zawdzięczenia. Co do praktycznego jednak zastósowania ich zasadniczych pojeć wiele jeszcze pozostawało do życzenia.

§. 9.

Powyższe koleje przechodziła mianowicie jedna główna gałąź muzyki —: i jej stopniowy rozwój. — Inaczej miało się z jej najważniejszą częścią: — Kiedy pierwsza jako przedmiot najstaranniejszych badań głównie przez uczonych i duchownych uprawianą była; drugą widziemy zaniedbaną i ważność jej zapoznaną, tak, że wyszła na coś przybocznego i podrzędnego. — O ile była przedmiotem szkolnym, o tyle puszczano samopas między ludzi i wyrobienie się jej poruczano życiu i uczuciu indywiduów. że to zaniedbane pole przyniosło wcześniej owoce, tak w zadawalniających wykonaniach artystycznych, jak co do przeczucia skarbów duchowych ukrytych w tonach, niż sfera harmonii, gdzie przygnębiono poczucie wolne artysty. — —

§. 10.

Z wiekiem dwunastym i trzynastym najprzód w Prowancyi poczeli się zamożniejsi ludzie oddawać poezyi i muzyce. — Wkrótce zamiłowanie to rozszerzyło się na północną i południową Francyą i na Niemcy, gdzie jak we Francyi Trubadurowie głównemi rozpleniaczami tych gałęzi sztuk się stali, tak jak Minnesängery zajęli to samo stanowisko. — Liczba tych poetów-pieśniarzy wzmogła się nadzwyczajnie, a w ich rzędzie spotykamy królów i książąt. — Tak między innemi Thibaut, król Nawary (ur. 1201, † 1254) wymienianym bywał, a melodye po nim pozostałe odszukano. —

§. 11.

Również dramatyczne i teatralne próby ówczesne nie obchodziły się bez muzyki, — i tu melodya znalazła dla siebie pole, na którem zajęła znakomite znaczenie, które jej pomogło do dalszego rozwijania się. Przedstawienia te jednak były tak z gruba ociosane i liche, że jedynie dla wykazania, jak wcześnie rozwinęła się potrzeba sceny, zasługują na wzmiankę. Z postępem wykształcenia jednak przerabiał się ich surowy matoryał na dojrzalsze i doskonalsze okazy, — Nazwano je i poczęto w nich przedstawiać sceny religijne w sposób nieco przyzwoitszy i doskonalszy. — Zwłaszcza w dwunastym i trzynastym wieku przedstawienia tego rodzaju bardzo się rozmnożyły, a w r. 1313 w tym celu teatr w Paryżu. — Na wesołym, zamiłowanym w sztuce dworze Prowanckim wreszcie spotykamy powyżej wspomnianego Adama de la Hale (§. 7.), twórcę kilku ślicznych piosnek, treści światowej. — Na istotnem i głównem pojęciu opery zbywało im zupełnie, ale oni są stopniowemi pierwiastkami późniejszego rozrostu tego potężnego konaru sztuki.

§. 12.

Kiedy tak lud przyśpiewał swoje pieśni, a z wzrostem oświaty, wykształceńsze spółeczeństwo zajęło się pieniami Trubadurów i Minnesängerów, szkolarze muzyczni, którzy się sami przezwali, pracowali tymczasem dalej, i pedantantycznie w swój sposób, nieczerpiąc z tego, co im nastręczało źródło życia. — Im śpiew nie bywał sztuką stworzoną dla uweselenia czy wzniesienia umysłu, ale przedmiotem żmudnego ślęczenia. — Harmonia i melodya, te dwa ramiona szkoły muzycznej, te dwa wrodzone promienie naturalnego uczucia muzykalnego, były między nimi zupełnie z sobą rozłączone. — Właściwi muzycy, z profesyi, poglądali z góry na to światowe pieśniarstwo. — W takim stanie długo rzeczy zostawały. — Śpiewy świeckie wzmagały się ciągłem i gorącem uznaniem, aż rozwinięcie się harmonii wyparło go z szranków, tak, że z kolei on nam znowu zupełnie ginie na czas niemały.

Okres trzeci.

Sztuka harmonii zupełnie rozwinięta. — Niderlandy.

§. 13.

Rozrzucone wszędzie początkowania, które dotąd spotykaliśmy, odtąd koncentrują się w narodzie. Tu widać już wyższy polot, wzmocniony użyciem i wyzyskaniem umiejętnem dawniejszych zdobyczy. — Nauki Jana de Muris wcześnie znalazły wzięcie i prawo obywatelstwa w narodzie, który przy nadzwyczajnym dobrobycie, kwitnącem rękodzielnictwie i rzemiosłach, wsparty mocną solidarnością, mógł się oddać swobodnie podniesieniu swego umysłu. — Najprzód to w niderlandzkich kołach towarzyskich swobodnych i wesołych wykształciła się pieśń pierwotnie — tam razem śpiewano pieśni ulubione, krążące między ludem. — Następnie po dworach zyskała stanowisko, jako zabawka(!) panujących — a niebawem Kościół otworzył swe wrota tryumfującej teraz harmonii nad dawną pieśnią jednogłosową. — Pierwsi Niderlandczycy nadali w Europie harmonii poważne stanowisko — ogólne i zasadnicze, — oni pierwsi umieli jej użyć w sposób dziś jeszcze dający się zastosować. — Pierwszym właściwym komponistą piszącym był w:Guillaume Dufay z Chimay w Hennegau, — żyjący około 1400 r. W jego utworach są pomniki pierwotne powszechnie uzupełnionej, dojrzałej sztuki co do strony jej technicznej. —

§. 14.

W miarę jak twórcy, co raz wszechstronniej wykształceni, nabywali stopniowego mistrzostwa, wzmagała się i śmiałość przedsięwzięć i pohopność do nich, poparta żądzą wyprzedzenia swych poprzedników w wszelakich kombinacyach artystycznych. — Niebawem spotykamy sławne i wysokocenne imię Jana Ockeghem, żyjącego w Hennegau, między 1420 i 1430 — zmarłego 1513 r. On wyszedł z Wilhelma Dufaya, i założył podwalinę nauki podwójnego

§. 15.

Wyższe życie, co do potrzeb duchowych, wzmagające się z czasem w Europie, musiało dobroczynnie i na muzykę oddziaływać, a dopomódz jej rozszerzaniu się na co raz większe koła. — W miarę wzrastającego zamiłowania w sztuce, poczęli się możniejsi muzyką interesować, a muzycy otrzymali pole i zachętę — nie małą do rozwijania się. — Po dworach nastały muzyki nadworne (kapele), do których powoływano niderlandzkich muzyków pod szczodrobliwemi warunkami. — Katedry dla nauczycieli muzyki założono w końcu piętnastego wieku w Neapolu, Medyolanie i innych częściach Włoch. — Zwłaszcza, gdy papieże Juliusz II. i Leon X. utworzyli ów nieśmiertelny dla sztuki okres Rafaelowski, zyskała muzyka niderlandzka najwyższe uznanie we Włoszech, Hiszpanii, Francyi i Niemczech. — Gdy wreszcie w r. 1502 Ottavio Petrucci z Fossembrone, w państwie papiezkiem, wynalazł czcionki nótowe, stał się ten wynalazek największą do sztuki zachętą.

§. 16.

Najznakomitszy uczeń Ockenhema s, albo s, czyli a zwany, urodzony według jednych w Cambray, według drugich w Condé, r. 1455, umarł 1515, był pierwszym z Niderlandczyków, który wzniósł sztukę ponad dotychczasową jej sztywność, ciężkość pedancką i szorstkość. — On równie pierwszy z nich zasłynął równocześnie w całej Europie, i wszędzie wpływ swój umiał przeprowadzić.

§. 17.

Dotąd jak widziemy — Niederlandczycy posiedli jedynowładztwo w świecie muzyki. — Z wolna jednak inne narody poczynają im go odbierać, choć nie może być jeszcze mowy o wyrównaniu im w sztuce. — W Niemczech pojawia się z drugą połową piętnastego stólecia kilku dzielnych muzyków: a, u, i inni. — We Francyi t, zwany także (od swego rodzinnego miasta Carpentras), członek kapelli papiezkiej dostąpił wielkiego poważania i przeto przez swego protektora, papieża Leona X., biskupem był mianowany. Hiszpańscy śpiewacy byli najulubieńszymi papiezkiej kaplicy. — Z tamecznych członków w skład jej wchodzących, Costanzo Festa wsławił się jako niepospolity kompozytor i poprzednik Palestryny. Po miastach zakładano w główniejszych kościołach organy, również w kościołach licznych prywatnych fundacyi, — ulegały one stopniowemu ulepszeniu. Tak otrzymano kompletnie uzupełnioną klawiaturę. — W r. 1470 wynalazł pedał organowy. — Twórczość i płodność muzyczna upowszechniały się odtąd co raz bardziej i niebawem spostrzegamy inne narody, budzące w sobie samodzielność artystyczną.

§. 18.

Między Niderlandczykami, którzy częścią powołani, częścią w celu próbowania szczęścia zawędrowali do Włoch, był Jako młodzieniec już wsławiony w ojczyźnie, przybył r. 1518 do Rzymu. — Przypadek zrządził, że się tam nie osiedlił i przeniósł do Wenecyi, kędy już w r. 1527 otrzymał miejsce kapelmistrza u św. Marka, uważane podówczas za wielką posadę. — Tam osięgnął wpływ bardzo przeważny i stał się twórcą tak zwanej — Umarł r. 1563.

§. 19.

Jeszcze jednym mistrzem szczycą się Niderlandy. — Zamyka on cały ich poczet a otwiera zarazem epokę następną; — mistrz to, którego dzieła po dziś dzień są nam nie tylko historyczną pozostałością, ale pomnikiem, pełnym artystycznej ważności. Tym głównym i największym mistrzem Niderlandzkim był — We Włoszech Orlando Lasso, we Francyi Roland Lassè, w Niemczech Roland Lass zwany. — W osiemnastym roku życia udał się on do Neapolu, w kilka lat później był już kapelmistrzem w jednym z kościołów Rzymskich, następnie w Antwerpii, a wreszcie na tę samę posadę wezwany do Monachium; kędy po wieloletniej czynności, głęboko poważany, obsypany zaszczytami, jako mąż sławy europejskiej, zakończył życie płodne r. 1594. — Można go uważać za ogólnego reprezentanta całości muzycznej Niderlandów. — Wszystkich poprzedników swoich wyprzedził i zgłębił, a materyał, który znalazł gotowym, użył do dalszego rozwoju swej twórczości. — On jest owocem wszystkich prac i usiłowań poprzedniczych; w jego indywidualności skupia się (koncentruje) cała istota muzyki Niderlandzkiej.

. Dokładniejsze wiadomości w tej materyi znajdzie ciekawy badacz w piśmie „Historya zachodnio-europejskiej, czyli dzisiejszej naszej muzyki.“ — (Lipsk, 1847.) W temże dziele są próby najrańszych pojawów harmonijnych. — Prace późniejszych mistrzów niderlandzkich ostatniemi czasy bardzo rozpowszechnionemi zostały. Mianowicie w następnych wydaniach: Fr. Commer. (Berlin). Dalej: S. W. Dehn, modos fecit Orl. Lassus, (Berlin.) Tegóż: Psalmos VII. poenitentiales, modis musicis adaptavit Orl. Lassus. Msza kompletna (Orsus a coup.) Orlanda Lassa — i niektórych ich współczesnych mistrzów, wyszły 1851, w wydaniu J. G. Farrenberga (Kolonia, Bonn, Bruxella u J. W. Heberle.) Prócz tego porównaj zbiory C. F. Beckera: „Kilkogłosowe śpiewy sławnych kompozytorów szesnastego stólecia. 1—6 zeszytów (Drezno), i pieśni kościelne sławnych mistrzów z XV. i XVI. wieku. 1—5 zeszytów. Drezno — Wreszcie wspomnieć należy wielkie dzieło historyczne Fr. Rochlitza: „Zbiór szczególnych śpiewów etc. (Moguncya.), w którego I. tomie zawarte kompozycye Dufaya, Josquina, Ockenhema i t. d. Co do paragrafów 9 i 10, można porównać je z dziełami „Schicksale und Beschaffenheit des weltlichen Gesanges.“ (Lipsk, 1842.)

ROZDZIAŁ II.

§. 20.

Rozdział niniejszy, poczęty z wiekiem szesnastym, a sięgający najpóźniejszych czasów, zajmuje się historyą muzyki, jako już wykształconej gałęzi sztuki, i jej wielkiemi pojawami w utworach niemieckich i francuzkich. I ten rozdział rozpada się na kilka okresów. — Najprzód występuje w nim muzyka kościelna, następnie wytwarza się opera, w końcu muzyka instrumentalna u szczytu swej doskonałości. — Są to epoki wzniosłego i kwiecistego stylu, które przebieżemy. — W końcu napotykamy porę, gdzie kierunek sztuki stał się czysto powierzchownie zewnętrznym, jedynie na effekt działającym; mianowicie miało to miejsce we Francyi i Włoszech, w Niemczech zaś obok wielu błędów i powtarzania się, na którem i tu nie zbywało, z drugiej strony, dźwignęła się sztuka w kierunku wielkim, — W pierwszych stóleciach tego okresu Niemcy, Francya i Włochy przedstawiają zupełnie różne kierunki w swoim rozwoju. — Później, (od drugiej polowy XVIII. wieku) koncentruje się ten trojaki kierunek w Niemczech, i staje u szczytu w osobie Mozarta, Włochy zaś i Francya przez ten kierunek identyczny owładnięte, łączą się z nim jednolicie. — Nowe rozejście się dążności muzykalnych tych narodów nastąpiło już w dziewiętnastym wieku, i to w ostatnich trzydziestoleciach.

'

Epoka stylu wzniosłego. — Muzyka kościelna.

§. 21.

Z Orlandem Lassem Niderlandy ustępują z widnokręgu muzycznego — a z kolei inne narody, mianowicie Włochy i Niemcy dalej uprawiają różne gałęzie muzyki. Nie wielu Niderlandzkich mistrzów posługiwało się nauką kontrapunktu z taką bystrością i namaszczeniem, jak Orlandus Lassus; ale z tych wszystkich, których pozostałości mamy przed sobą, mało który używał tej gałęzi wiedzy z takiem jak on umiarkowaniem. Antypodem Lassa, jednym z tych, którzy najwięcej rozkrzewili tę umiejętność, w którym jednostronność tego, do czego głównie dążono podówczas, najwybitniej przegląda, był Klaudiusz Goudimel, z Burgundyi ur. 1500, zamordowany roku 1572, jako Hugenota w nocy Bartłomiejskiej. Pierwszy kapelmistrz papiezki, kompozytor muzyczny i dyrektor szkoły muzycznej, doszedł w Rzymie, a przez Rzym we Włoszech do takiego wpływu, że jego ogłoszona i wyznawana była, a Włosi uwiedzeni przesadnem powodzeniem jego, równie jak dawniej Hollendrzy stali się coraz gorętszymi hołdownikami muzyki niewdzięcznej dla jej zbytecznej sztuczności. — Mnóstwo też narości w niej powstało. Wskutek zbyt rozszerzonych sieci kontrapunktycznych słowa tekstu stawały się niezrozumiałemi, a w końcu uległy zupełnemu zaniedbaniu. Weszło w zwyczaj, komponować msze na temata pieśni starożytnych, często bardzo lekkomyślnej treści. — Krótko mówiąc, kościół zarzucono utworami, które żadnym sposobem nie mogły odpowiedzieć jego celom. Członkowie Soboru Trydenckiego uznali ten przedmiot za dość ważny, by go wziąć pod wspólne obrady (1562). — Najcięższa nagana padła na splątanie rzeczy świeckich z duchownemi, i na zaniedbanie słów tekstu. — Uchwalono muzyki kościelnej, — osądzono, — że muzyka powinna być wypartą z kościoła, o ile czy to w organach czy śpiewie przymieszało się do niej co światowego, ażeby dom Boży pozostał prawdziwie domem modlitwy, i takim mógł się nazywać. — Uchwała ta zapadła 14 Września 1562 r. Nie wiele brakło do tego, by muzyka figuralna zupełnemu w kościołach uległa zniesieniu, i tylko mowy obronne kilku członków soboru i przedstawienie, które cesarz Ferdynad I. wielki miłośnik muzyki, swemu posłowi zrobić polecił, złagodziły pod tym względem postanowienia zebranych. Wreszcie postanowiono na próbę zadać skończonemu muzykowi do wypracowania kompozycyę, z której możnaby wnieść, o ile podobna usunąć te niewłaściwości i w jakim stopniu usunąć je można bez uszczerbku sztuki. Wybór padł na Palestrynę — powszechnie już znanego — jemu polecono przeprowadzenie tego zadania.

§. 22.

Giovanni Pierluigi da Palestrina urodził się pod Rzymem w miasteczku Palestrynie, r. 1524. W roku 1540 wysłali go rodzice do Rzymu, dla wykształcenia się w muzyce, do której okazywał wiele zdolności. — Do najsławniejszej wtedy szkoły Goudimela oddano Palestrynę. Najprzód otrzymał posadę od papieża Juliusza II. r. 1551, w kaplicy od niego założonej i od jego patrona nazwanej, w kościele św. Piotra. W roku 1554 wydał swój pierwszy utwór, którym pozyskał względy papieża Juliusza III. i miejsce między śpiewakami papiezkiemi. Następca Juliusza III. jednak uznał, że Palestryna, jako żonaty, nie może być sługą kościoła i odsunął go od posady. Najprzód żył on czas dłuższy w okolicznościach niepomyślnych, aż na nowo roku 1571 miejsce kapelmistrza św. Piotra, w Watykanie otrzymał, przez co jego stanowisko do końca życia zyskało pomyślną podstawę. — Umarł roku 1594. Palestryna głównie ściągnął na siebie uwagę napisaniem dzieła muzycznego a. Na soborze, gdy chodziło o utworzenie kompozycyi mszalnej w stylu czysto i arcy-kościelnym, przypomniano go sobie i rzecz tę poruczono. — Stworzył on e, które w roku 1565 wykonane zostały, a trzecia z nich tak zwana: „Missa Papae Marcelli” zyskała pierwszeństwo. Kwestyę uznano za rozwiązaną, i śpiewacy papiezcy otrzymali radośne uwiadomienie, że nic nie zmieniono w muzyce duchownej, ale zarazem napomniano ich uroczyście, by odtąd tylko śpiewy godne kościoła wprowadzali w życie, do czego za wzór wskazano im msze Palestryny. Tym zaś sposobem Palestryna nietylko uratował włoską muzykę kościelną, ale stał się twórcą nowego stylu. — On postawił ojczystą muzykę na pierwszym stopniu udoskonalenia, i położył węgieł do prac około jej późniejszego rozwinięcia.

§. 23.

W skutek powstania szkoły Palestryny, przez papieży później mocno popartej, co jej wpływ niezmiernie rozszerzyło i przedłużyło; w skutek wielkiego poszanowania, jakiego mistrz używał, w skutek wreszcie postawienia na pierwszem miejscu kompozycyi jego w czasie służby Bożej, poszło znowu do tego, że uznano za konieczność, tylko w jego stylu komponować, i ten sposób stał się naśladownictwem i dobrym tonem muzykalnym; tak skromny ten człowiek stał się jedynowładzcą w państwie muzyki, a panowanie jego rozciągało się na całe stólecia i wskazało drogę wielkiej liczbie znamiennych talentów. — Obok niego i z nim działał Giovanni Maria Nanini, kompozytor pierwszego rzędu, którego chwała jednak blaskiem współzawodnika zaćmioną została. Dzieła jego przypominają utwory Palestryny, ale bardziej ich stronę łagodną i czulą, niźli uroczystą i potężną. Nanini objął po Palestrynie posadę. Ku końcu życia Naniniego wsławił się jego uczeń Gregorio swojem rozgłośnem Zrodzony r. 1590, a od r. 1629 czynny członek kaplicy papiezkiej, — najprzód jako śpiewak, później jako kościelny kompozytor, był on blizkim krewnym Corregia. — Również urodzony r. 1560 Hiszpan, pierwszorzędny kompozytor, wyszedł także ze szkoły Rzymskiej i należał do papiezkiej kaplicy. — Wreszcie — urodzony w drugiej połowie siedmnastego stólecia, zmarły r. 1714 w Rzymie, równie jak Allegri, zasłynął swojem które utworzone na wzór jego, i dotąd w dzień Zielonych Światek corocznie w Rzymie śpiewane bywa. — Z późniejszych kompozycyi to nowe Miserere jest jedynym utworem, który tam dostąpił wykonania corocznego w pewne dni świętalne. Wyjątek stanowi tu tylko dzieło Baini’ego.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…