Read here

Stary Bóg żyje

Joseph Eduard Konrad Bischoff · 1872 · Free in the US

19,360 words · about 1 h 21 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1872 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Stary_Bóg_żyje&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Joseph Eduard Konrad Bischoff
Language
Polish
Published
1872
Length
19,360 words · about 1 h 21 min
Sections
8 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (8)

Continue:

Opowiadanie historyczne dla ludu katolickiego

STARY BÓG ŻYJE

OPOWIADANIE HISTORYCZNE

DLA LUDU KATOLICKIEGO

przez

Konrada de Bolanden.

ZA POZWOLENIEM AUTORA I WYDAWCY

na język polski przetłomaczył

Ks. N. Bontzek.

SPIS ROZDZIAŁÓW

BYTOM w Górnym Szlązku.

Nakładem T. B. Garus.

Druk Teodora Heneczek w Niemieckich Piekarach.

1872.

Opowiadanie historyczne dla ludu katolickiego

STARY BÓG ŻYJE

OPOWIADANIE HISTORYCZNE

DLA LUDU KATOLICKIEGO

przez

Konrada de Bolanden.

ZA POZWOLENIEM AUTORA I WYDAWCY

na język polski przetłomaczył

Ks. N. Bontzek.

BYTOM w Górnym Szlązku.

Nakładem T. B. Garus.

Druk Teodora Heneczek w Niemieckich Piekarach.

1872.

Treść: Powieść niniejsza opisuje w jasném, dobitném i zajmującém opowiadaniu historycznie udowodnioną opiekę Najwyższego nad jego namiestnikiem na ziemi. W końcu przychodzi do niezbitego twierdzenia, że wszystkim przyszłym prześladowcom katolicyzmu i Papieża Bóg wszechmogący jeden i ten sam los zgotuje, jak to od założenia kościoła po wszystkie czasy bywało i za dni naszych się dzieje.

I.

Papież w więzieniu.

Działo się roku 1813. W pokoju cesarskiego zamku w Fontaineblau stoi piętnastoletni młodzieniaszek pełniący służbę pazia, czyli najbliższego sługi nadwornego. Ubiór jego błyszczy się od złota, postać ujmująca pięknością twarzy i szybkością obrotów; widać że łatwo mógł się podobać samemu Napoleonowi, który tego potomka sławnéj z pobożności rodziny hrabiów Retel powołaniem na dwór cesarski — Ale cóż to że młodzieniaszek tak smutny — nawet widać że płacze, bo jedna łza po drugiéj z bladego lica spada na ubiór złotem haftowany? Tak jest, płacze! lecz ani najmniejszym ruchem smutku wewnętrznego. Stoi prosto, jak żołnierz staréj gwardyi cesarskiéj. — W pokoju pobocznym przez drzwi uchylone widać — przyczynę smutku młodzieńca Józefa. Tam w krześle spoczywa starzec dziwnéj powagi. Biała jego sutanna aż do stóp sięgająca, bez wszelkiego znaku godności, zanadto ubogą się wydaje wśród wykwintnego przepychu pokojów cesarskich. Ślady długich i wielkich cierpień głęboko poorały bladą i wychudłą twarz jego, — oczy głęboko wklęsłe, lecz jakiś nadziemski święty pokój w nich jaśnieje. — Cierpi staruszek, ale cierpi spokojnie, wiedząc że taka jest wola boska. Ten więc widok rozrzewnia duszę przypatrującego się przez drzwi młodzieńca. Spogląda na godnego starca, którego cichość i pokój jedynym są odporem przeciw prześladowaniom mocarza Napoleona. Ręce jego niby do modlitwy złożone, głowa ku piersi nachylona, ale twarz jaśnieje promieniem wewnętrznego pokoju, wynikającego z przekonania o przytomności boskiéj. Józefowi zdaje się, jakoby modlitwa staruszka była wszechmocną, głębokie milczenie w około panujące, zda się być milczeniem świątyni, w którą się mieszkanie cesarskie zamieniło. — Hrabia Retel spogląda, milczy z świętą czcią przypatrując się starcowi i namiestnikowi Chrystusowemu — głowie kościoła św. bo staruszek ów jest Papież Pius VII. od czterech lat więzień Napoleona I. Nagle tętęt szybkiego kroku przerywa dumanie młodzieńca. — Słucha — odgłos chodu przez otwarte drzwi się zbliża, drobne stąpanie po kobiercach pokojowych niecoś przycichło, — tu w momencie jakiś Pan w złoto-haftowanym ubiorze marszałka wstępuje. Wśród komnaty stanął, uderzony widokiem modlącego się Papieża. Pan ów jest niskiego wzrostu, włosu czarnego, rysy nabrzmiałéj niecoś twarzy są przyjemne, ale broda bez zarostu zanadto występująca, mówią że to znak żelaznéj woli, wejrzenie bystre, przenikliwe, rozkazujące: to zwyciężca Europy; Napoleon I. Brzękając szablą stawa Napoleon przed wielkim więźniem swoim. Pius VII. dźwignął głowę, podniósł się i z uśmiechem przywitał ciemiężyciela swego. Usiadł cesarz na krześle przez sługę przysuniętem. „Przebacz Ojcze święty! że Mu pobożne przerywam,“ mówi Napoleon, krótki ukłon czyniąc; „ale interes ważny — zgoda ma być między Cesarzem a Papieżem; czy Wasza Świątobliwość po spokojnem namyślaniu się sądzi, że wnioski wczorajsze przezemnie podane zgadzają się z interesem Waszéj Świętobliwości?“ „Być może, iż zgadzają się z interesem moim osobistym, ale nie z powinnością Papieża“ — odrzekł Pius VII. „Wasza Cesarska Mość wypuścisz mię z ciężkiéj niewoli, w któréj już od czterech lat cierpię — wypłacisz Papieżowi dwa miliony rocznéj renty — więc dobrze! — ale dziedzictwa Piotra św., kraju kościelnego Wasza Cesarska Mość wydać niechcesz i Rzym zatrzymujesz; na takie zrabowanie dziedzictwa Piotra św. zezwolić niemogę. Kiedy miłosierdzie Boże mnie niegodnego na stolicę piotrową podniosło — złożyłem ową przysięgę, którą każdy Papież zaprzysiądz musi — że nigdy niezezwolę na zrabowanie dziedzictwa Piotrowego. Wolę umrzeć we więzieniu, niż złamać przysięgę i zdradą splamić sumienie moje.“ „A ja nigdy niezwrócę com zwycięzkim orężem zabrał“ — odparł dumnie Cesarz. Potem dodał, niby zarzuty Papieżowi czyniąc: „Wasza Świętobliwość powinna by być dla mnie wdzięczną! We Francyi rewolucya wiarę zdeptała — duchowieństwo wymordowała albo z kraju powyganiała, stolice biskupie zburzyła, kościoły spustoszyła. — Ja to wszystko do pierwotnego porządku przywróciłem. Na stolicach apostolskich znowu zasiedli biskupi, do trzody opuszczonéj znów wrócili pasterze, więc mnie tylko ma kościół do podziękowania, że jeszcze istnieje we Francyi. A mnie, co Wiary bronię i strzegę, mnie Papież niedowierza? To nieroztropnie, to niewdzięcznie — i nawet — dodał groźno — to niebezpiecznie!“ Łagodnem okiem spojrzał Namiestnik na dumnego i nieubłaganego zwyciężcę, łagodność jaśniała w obliczu jego. „Cesarzu — odrzekł spokojnie Papież — przed Bogiem tylko zamiar popłaca, w którym kto coś czyni. Jeżeli Wasza Cesarska Mość jedynie z miłości ku Bogu stałeś się obroną Wiary w Francyi, Bóg to zapłaci. Jeżeli zaś Najjaśniejszy Cesarz był tylko narzędziem wszechmocnéj ręki boskiéj, tedy nagrody żadnéj żądać nie możesz.“ Nierozumię Waszéj Świętobliwości, odrzekł Napoleon. „Czy wolno mi prosić, o jaśniejsze wytłomaczenie? — „Jeżeli prosto, bez ogródki odpowiem, wiem że Cesarza rozgniewam, odrzekł Pius VII. aleć Wasza Cesarska Mość ma prawo dowiedzieć się prawdy od Papieża. Chociaż w więzieniu, nawet w niebezpieczeństwie śmierci, namiestnik Chrystusów święte swe zadanie pełnić musi, a tem zadaniem jest, świat uczyć prawdy i prowadzić go drogą zbawienia. Tu milczał chwilę, namyślając się, któremby słowem najłagodniejszem powiedzieć prawdę Cesarzowi, znając jego dumę i burzliwość! Napoleon milczał w oczekiwaniu, ale w niecierpliwości bębnił palcami po poręczach krzesła; z oczu jego sypały się iskry gniewu na świętobliwego starca. Młodzieniec szlachetny Józef Retel stał w przedpokoju, każde słówko téj pamięci godnéj rozmowy w serce wpajając. „Zdaje mi się, że Waszéj Świętobliwości, nader wielką trudnością jest, powiedzieć Cesarzowi złotą prawdę“ — wyrzekł Napoleon! „Otoż — już mówię, Cesarzu! krótko jak mogę“ zaczął Papież! „Wasza Cesarska Mość zna dobrze przyczynę rewolucyi, która Francyę w tak straszny sposób spustoszyła. Od lat przeszło pięćdziesięciu po nieszczęśliwym tym kraju rozlał się szkodliwy jad najobrzydliwszych nauk bezbożnéj filozofii i dziennikarstwa. Tak nazwani ludzie uczoni, sami nie wierząc ani w Boga, ani w wieczność — bezkarnie śmieli swe zasady ogłaszać w książkach i gazetach, wykładać nauki swoje po szkołach i domach publicznych; drwili sobie w pismach i słowach z wiary św. z pobożności ludu, tych tylko nazywając mądrymi i oświeconemi, którzy równie jak oni sami, niewierzyli ani w niebo ani w piekło, ani w nieśmiertelność duszy, albo w sąd po śmierci. Takie właściwie pogańskie zasady truły najprzód ludzi wyższych stanów, potem zaraziły jadem swym lud prosty. Wytępiono więc wiarę, lud niemiał Boga, niesłuchał kościoła — pełnił zbrodnie największe — niebojąc się nikogo, gdyż w nic niewierzył, ustał więc wszelki ład rządu krajowego! — Bezliczne tłumy ludzi szatańskiéj złości mordowały niewinnych, paliły kościoły, burzyły zamki, bez wszelkiéj litości i miłosierdzia, bez względu na płeć albo na wiek ofiar, słowem zdało się, że koniec świata nastąpił. wystąpiłeś Najjaśniejszy Panie na poskromienie burzy; Bóg dał Waszéj Cesarskiéj Mości nietylko odwagę i siłę lecz i rozum do pojęcia tego, co potrzeba było czynić. Znów nastał porządek! — Ponieważ Wasza Mość się przekonałeś, że religia jest fundamentem wszelkiego porządku, że ludzie nie będą słuchali głosu zwierzchności świeckiéj, jeżeli nieznają posłuszeństwa ku przykazaniom boskim, dla tego przywołałeś wygnanych kapłanów nazad, i rozkazałeś, aby wyuzdanych Francuzów uczyli przykazania boskie pełnić i świętych przepisów wiary znowu się trzymać. Grzeszne nauki dawniejsze uczyniły Francyę nieszczęśliwą, wykorzeniając z serc ludzkich wszelką wiarę i obyczajność; więc mądrze sobie postąpiłeś, gruntując panowanie swoje na wskrzeszeniu wiary katolickiéj w swych krajach, gdyż ona jest źródłem wszelkiego porządku i szczęścia narodów.“ „A! teraz zrozumiałem, co Wasza Świątobliwość mówi,“ odrzekł z szyderczym uśmiechem Cesarz: „To moje Rządy opierały się jedynie na własnéj méj korzyści — a nie na pobożności. Więc ja od Boga nagrody spodziewać się niemogę, bom nie czynił nic dla Boga tylko dla samego siebie? — Niechże i tak“ — mówił Napoleon daléj: — „Toć prawda, że ludzie wiary trzymać się muszą, boć nie podobna jest rządzić narodem nie mającym religii. Nigdy , by wiarę chrześciańską prześladowano i publicznie z niéj wyszydzano — tego żaden roztropny mąż stanu nie dopuści — bo kto podkopuje wiarę narodów, która jest fundamentem pomyślności — na tego niegdyś cała podmulona budowa państwa się obali! Dla czegóż więc Wasza Świętobliwość się uczynić pokój ze mną, który jestem obrońcą Wiary chrześciańskiéj.“ „Wasza Cesarska Mość żądasz, by Papież stał się zdrajcą wiary właśnie w tym momencie, w którym zowiesz się obrońcą téj wiary,“ — odrzekł Pius VII. „Nie jestem zdania Waszéj Świątobliwości!“ rzekł Napoleon, „bo to nie stoi w piśmie św., że Papież ma być oraz królem jakiegoś kraju. Przeciwnie uważam że takie królowanie jest wielką przeszkodą, by Papież duchowne swe powinności mógł sumiennie wypełniać! Złóż Ojcze św. to ciężkie brzemię panowania świeckiego, i żyj sobie wolny pod opiekuńczemi skrzydłami orła francuzkiego!“ „Wolnym?“ a w pazurach orlich, Najjaśniejszy Panie! odrzekł z bolesnym uśmiechem Papież. „Właśnie mój los jest jasnym dowodem tego, że Papież tylko jest wolny we własnym kraju. Niemoże głowa kościoła Chrystusowego być poddaną któregokolwiek Monarchy, boćby ten zawsze nadużywał téj zależności głowy kościoła, na korzyść politycznych zamiarów. Dla tego to opatrzność boska tak sporządziła, że Papież wolno może kierować całym kościołem, będąc panem we własnym kraju!“ „Zaprawdę — to rzecz osobliwa!“ dodał z szyderczym uśmiechem Bonaparte. „Królowie całéj Europy posłuszni są na skinienie moje, wszystkie narody podbiłem sobie orężem zwycięzkim — są mi poddane — jedyny starzec ten, który jest zarazem moim więźniem gardzi przyjaźnią moją!“ „Najjaśniejszy Panie! Dla mnie starego człowieka będącego w niewoli Twojéj, przyjaźń Cesarza zaiste jest zaszczytem, aleć ja jako Papież muszę Cesarzowi powiedzieć: Czego Wasza Cesarska Mość odemnie wymaga jest nieprawością, a to dwojaką — bo najprzód mnie , a następnie żądasz, abym ja, jako obrońca prawa i sprawiedliwości grabież Twą potwierdził.“ „Doskonale! zaprawdę wybornie!“ — zawołał z urazą ów dumny! „Snać namiestnikowi Chrystusa jedynie zdaje się być pozwolonem Cesarzowi grubijaństwo w oczy powiedzieć.“ Najjaśniejszy Panie! Mocno ubolewam jeżeli szczerą prawdę grubijaństwem nazywasz! „Jeszcze lepiéj!“ zawołał w zarozumieniu Pan Europy, nagle podnosząc się z krzesła. „Skończmy o téj sprawie, Panie Papieżu! Gardzisz moją przyjaźnią — skosztujesz więc gniewu mego!“ „Najjaśniejszy Panie!“ odrzekł pokornie , „groźby i prześladowania Twoje składam do stóp ukrzyżowanego — Jemu polecając osądzenie sprawy mojéj i pomszczenie się za nią, sprawa moja jest zarazem sprawą Jego!“ „Głupstwo i ponaciągane wymysły!“ odrzekł z pogardą Cesarz. „Bóg, którego namiestnikiem się być mniemasz, jest tylko urojeniem ludzi zabobonnych i prostaków.“ „Cesarzu!“ zawołał Papież z ręką ku niebu wzniesioną, „przestań! stary Bóg jeszcze żyje!“ „Co to ma znaczyć?“ Zapytał Napoleon. „Ten który niegdyś rzekł: „Niebo stolicą moją, a ziemia podnóżkiem nóg moich,“ — jest tu przytomny, słyszy bluźnierstwa Twoje!“ „Niechcę kazania, Panie Papieżu!“ zawołał oburzony Napoleon. „Cóż to ma znaczyć, że stary Bóg jeszcze żyje? Czy może jaką groźbę?“ „Tak jest — groźbę i ojcowskie napomnienie.“ „Może Wasza Świątobliwość chcesz powiedzieć, że Bóg w reszcie wypełni ową klątwę, którąś na mnie włożył?“ „Klątwę ogłosiłem według ustaw kościelnych na świętokradzcę Napoleona Bonapartę, Cesarza Francyi. Przed Bogiem Najjaśniejszy Panie wszyscyśmy równi. Także i książęta powinni przestrzegać przykazań boskich!“ Śmiał się szyderczo Napoleon, gniewliwie przechadzając się głośnem stąpaniem. „Ha-ha! tak do mnie mówić! To znowu przywiléj namiestnika Chrystusowego!“ „Nie przywiléj, lecz powinność namiestnika Chrystusowego“ odrzekł z przyciskiem Papież „bo któż Mocarzy tego świata ma napominać jeżeli nie Papież?“ „Dosyć, dosyć!“ zawołał Bonaparte, machając rękami; „Mylisz się Papieżu co do czasu, nasz wiek nie jest owém wiekiem grubéj ciemnoty, w którym sobie Papież roszczył prawo panowania nad królami.“ Znów przechadzał się po sali — niepokój i gwałtowne zniechęcenie opanowało ducha jego. „Stary Bóg jeszcze żyje, — rzekłeś Wasza Świętobliwość. „Więc — czego się to Papież spodziewa od tegoż “ „Nie od staruszka, lecz od Boga wszechmocnego, wiernego, spodziewam się, że on spełni obietnice swoje,“ odrzekł Pius VII. „A cóż Wam to obiecał ten Wasz wszechmogący i wierny Bóg?“ „Że będzie obroną i opieką naszą, że nas nieopuści i że będzie z kościołem aż do skończenia świata;“ odpowiedział Papież uroczyście. „Tedy wam bardzo wiele obiecał ten wasz Pan Bóg — zobaczemy. — Ja z tego Boga i namiestnika jego nie jestem zadowolniony. Być może że ja ogłoszę nową wiarę w krajach moich podług mego zdania, a głową jéj niebędzie namiestnik Chrystusa, lecz sam “ „Cesarzu, nie znasz słabych sił Twoich i za nadto, za wysoko oceniasz swoją potęgę.“ „Ja w Europie wszystko mogę co chcę“ wołał dumny zwyciężca. „Tylko uporu starego starca, który się ma za namiestnika jakiegoś starego Boga, przełamać nie potrafię. Jakkolwiek bądź niech umrze nieugięty w więzieniu.“ Tu postawa i twarz Papieża, oburzeniem przenikniona dziwnéj jakiéjś nabrała uroczystości. „Mości Cesarzu! z dowodów historycznych wszystkich upłynionych wieków racz się dowiedzieć — która to ręka wszechmocna zgniecie wielkość Twoję.“ Z zadziwieniem spojrzał Cesarz na uroczysto-gromiącą postać Papieża, który stał przed nim jak prorok starego zakonu, jaśniejący nad zwyczajną światłością, a ten Cesarz który jednem spojrzeniem stotysięczne wojska do męztwa i zwycięztwa zapalał, który strachem napełniał serca najdzikszych nawet żołnierzy — ten Cesarz — bojaźliwie spuścił oczy ku ziemi! „Proszę mówić daléj, słucham!“ rzekł z maleńkiem ukłonem. „Wasza Cesarska Mość grozi“ — mówi Papież daléj „że rozkaże Papieża wtrącić do więzienia, kościół Chrystusów prześladować i zniweczyć, a wymyślić jakąś religię według własnego upodobania. Czego Najjaśniejszy Pan dopiąć pragnie — o tem już dawno mocniejsi jeszcze Panowie daremnie marzyli. Cesarze władzcy, całego okręgu ziemi, przez trzysta lat prześladowali kościół Chrystusów, zabijali Papieży, męczyli wiernych, a cóż zyskali ci wszechwładni Monarchowie przez to trzechsetletnie prześladowanie, najkrwawsze dręczenie i męczarnie dwunastu milionów Chrześcian? Właśnie to, czego niechcieli. — Nauki Chrystusowéj nie wytępili — przeciwnie — wszystkie prześladowania i katowanie były dla rozkrzewienia wiary chrześciańskiéj czasem najstósowniejszym środkiem, albowiem ze krwi świętych męczenników nowi chrześcianie powstali. A to dla czego? Otóż dla tego, że ten stary Bóg, któremu Cesarz właśnie złorzeczyć się ośmielił, wierny był w obietnicach swoich, broniąc kościół swój, iż go bramy piekielne nie zwyciężyły! Gdzież są teraz owi Mocarze? Dawno zginęli — runęły ich złote stolice, rozsypały się przepyszne ich nagrobki — niema już państwa rzymskiego — niema cesarzów, — niema nawet wiary pogańskiéj — tylko kościół prześladowany stoi! Także i w średniowiecznych czasach niejeden Cesarz podniósł groźną rękę przeciw stolicy Piotrowéj, rozpoczął walkę z kościołem — ale toż samo ramię boskie, co strzeże kościoła, skruszyło tych dumnych nieprzyjacieli. Sam nawet Najjaśniejszy Panie wtrąciłeś do więzienia Papieża Piusa VI. poprzednika mojego, umarł w niewoli z rozkazu Waszéj Cesarskiéj Mości. Także i ja jęczę w niewoli już od lat czterech, oj cierpiałem niezmierną przykrość, często już myślałem, że śmierć litościwa zakończy niedolę moję — aleć żyję. — Tak jest, żyję, bym był naocznym świadkiem, jak ręka starego Boga zetrze Mości Cesarza. Miara Twoja jest przepełniona, koniec Twój — proszę pamiętać — koniec Cesarzu będzie taki, jaki był wszystkich prześladowców kościoła, aż dotąd.“ Zmęczony wzruszeniem usiadł Papież, Cesarz stał z założonemi rękami, dziko i groźno spoglądając na czcigodnego starca. Paź stojący w przedpokoju drżał na całém ciele, zdało mu się, iż Ojciec św. stał przed nim jakoby jaśniejąca istota innego świata. Widok zaś Napoleona był straszny, jak widok ducha ciemności. „Toć śmiała próbka krnąbrnéj zuchwałości arcykapłańskiéj,“ — wołał rozjuszony gwałtownik — „stary Bóg gromi tylko głupich błaznów, ale nie Mocarzów jako ja! Ale Ciebie Panie Papieżu zgniecie grom gniewu mojego.“ To rzekłszy w zapalczywości wyszedł z komnaty. Następującéj nocy Napoleon spać niemógł, ciągle przechadzał się po sypialnym pokoju, szepcąc coś dla siebie; te jednak słowa hrabicz w przedpokoju czuwający rzetelnie zrozumiał: „Stary Bóg? — Mnie zgnieść? Co? mnie pokonać? Ha, ha! Ja się nie dam! Ja stawię opór staremu Bogu. Mnie wszystkie przykłady dawnych czasów bynajmniéj nie obchodzą! Ja się sprzeciwię całéj przeszłości dziejowéj! —

II.

Cesarz w niewoli.

Dwa lata późniéj ten sam Cesarz Napoleon, niezwyciężony niegdyś Pan Europy, jęczał w więzieniu na wyspie św. Heleny. Puste to i odludne miejsce! Gdzie niegdzie tylko kawałek roli, nadto licho uprawionéj — prócz tego ani znaku ubarwionéj łąki, albo lasku z cieniem ożywiającym — dokoła tylko wysoko sterczące skały, ślady zgasłych wulkanów, zaprawdę, istotne więzienie, aż dreszcz przechodzi. Zaraz nad brzegiem stoi wierzba, pod któréj lichutkim cieniem Cesarz często szukał ochłody. Tam siedzi — siedzi długo, a milcząc patrzy na morze rozlane bez granic. Dzisiaj Napoleon nader smutny. Jenerał Bertrand, jedyny przyjaciel i nieodstępny towarzysz Cesarza w nieszczęściu, i paź hrabia Józef Retel, ze smutkiem i z obawą spoglądają na zachmurzone czoło uwięzionego Cesarza. On właśnie podniósł głowę i spojrzał na młodzieńca. „Józefie, wszak ty byłeś przytomny w zamku Fontaineblau, kiedy mi Pius VII. mój przyszły los przepowiedział?“ „Tak, Najjaśniejszy Cesarzu, byłem przytomny.“ „Czy pamiętasz jeszcze owe zdarzenie?“ „I owszem Panie, nigdy mi nie zniknie z pamięci! W tenczas bowiem zdało mi się, jak gdyby Papież nie był człowiekiem zwyczajnym.“ „Czemże?“ „Namiestnikiem boskim na ziemi!“ „Dobrze mój chłopcze! z czego sobie w tenczas zadrwiłem, w to teraz wierzę, zaiste namiestnik Boga na ziemi!“ Tu milczał, spoglądając zamyślony na morze! „A pamiętasz jeszcze treściwie co w tenczas Papież mówił?“ „Pamiętam Najjaśniejszy Cesarzu! Ojciec św. rzekł: Stary Bóg jeszcze żyje. Potem dowodził z wypadków historycznych starych i nowszych czasów, jak to Bóg karał Panów pogańskich i chrześciańskich, za prześladowanie kościoła i Papieży zaczem jednak kościół i papieztwo istnieje.“ „Cóż jeszcze Józefie, cóż więcéj“ nalegał Napoleon, widząc że młodzieniec w obawie milczy.“ „Że stary Bóg i Waszą Cesarską Mość zgniecie, jeżeli Najj. Pan nieprzestanie dręczyć kościoła, gdyż Bóg spełni obietnicę swoją, którą dał w obronie kościoła i namiestnika swego na ziemi.“ „Tak, prawda!“ potakiwał głową nieszczęśliwy Cesarz. „Miara nieprawości Waszéj już przepełniona, mówił Pius — że zginie Cesarz, jak wszyscy gnębiciele kościoła poginęli.“ Oh, Papież nie był fałszywym prorokiem — tronu mego nie obalili ludzie, lecz Bóg to sprawił. Biada mi nierozumnemu, gdyż tak pomyślne powodzenie moje dalece zaślepiło mnie, żem nie poznał jak dobitne, jak jasne dowody stawia historya osiemnastu wieków przed oczy, że i największa potęga rozbija się o opoką Piotrową. Zaprawdę, żyje stary Bóg, aby zgnieść wszystkich nieprzyjaciół namiestnika swego! „Niechcę przeczyć temu, Najjaśniejszy Cesarzu,“ rzekł Bertrand: „że owa wcześna i niesłychanie ostra zima w Rosyi z rozkazu bożego wojska nasze zniszczyła, — lecz nie to nas zwyciężyło — tylko bitwa przegrana pod Lipskiem.“ „Panie jenerale!“ rzekł Napoleon; „Cóż w tem przeciwnego? wszak Panem zwycięztwa jest Bóg. Odludna ta wyspa wśród morza nieograniczonego uczy mię mądrze myśleć, klęski moje otwarły mi oczy! Moje nieszczęścia, moje wygnanie, moja niewola: to wszystko kara za to, żem prześladował głowę kościoła. Dobrze mówił Pius, że wszechmocny obrońca stolicy Piotrowéj strąci mnie z “ Tu milczał Bertrand; Cesarz zwiesił głowę i milczał. Po długiéj chwili milczenia mówił daléj: „Podczas gdym wojnę toczył z Egiptem, pochlebiałem Egipcyanom, chwaląc wiarę Machometa wypierając się wiary w Jezusa — dzisiaj gotów jestem przysięgać, że wierzę w Bóstwo Jezusa Chrystusa. Tak, on z rodu Izraelita — jak mniemano, Syn ubogiego cieśli — uczył, że jest Bogiem, że jest istotą najwyższą, że stwórcą świata, na dowód tego czyni cuda, niezliczone. Ale ja nie domagam się cudów — skutki nauki Jezusowéj dobitniéj mi dowodzą Bóstwo jego, aniżeli cuda. Podziwiamy, czyny bohaterskie Aleksandra Wielkiego, ale czemże są wszystkie zwycięztwa Aleksandra, bo chociaż porównane ze zwycięztwami Chrystusa! Niczem — cały świat zwyciężył, zwycięztwa jego były tylko chwilowe, przemijające, znikły bez śladu. Ale Jezus pozyskał sobie nie jeden tylko kraj, lecz wszystkich ludzi całego świata, a zwycięztwa Jego trwają już ośmnaście set lat, i podobno istnieć będą aż do sądnego dnia! — A cóż to u każdego człowieka pozyskał sobie Jezu? — oto część człowieka najszlachetniejszą duszę i serce. Czego mędrzec od zwolenników swoich, czego Ojciec od dziatek, mąż od żony, brat od brata często daremnie żąda, t. j. miłości szczeréj, serdecznéj miłości, to zjednał i pozyskał sobie Jezus u milionów ludzi już przez ośmnaście wieków! Niejestże to cud nad cudami? Aleksander i Cezar i Hanibal nie dopięli tego szczęścia pomimo wszelkiéj potęgi talentu. Zawojowali cały świat i świat ich się lękał, ale ani jeden człowiek ich nie miłował. Jakóż zaś Chrystus! — Jemu należą i dla Niego z miłości biją serca tylu milionów Chrześcian przez ośmnaście set lat. Miliony chętnie umierały śmiercią męczeńską z miłości ku Niemu. Miliony chętnie biorą jarzmo na barki swoje. Miliony z miłości dla Niego się wszelkich rozkoszy tego świata. I któżby jeszcze, patrząc na takie cuda Chrystusowe mógł wątpić, że On jest słowem, które świat stworzyło?“ — „Rozmyślając nad tem,“ dodał jenerał Bertrand, „zaiste przyznać trzeba, że to cud nieustanny, to ciągłe istnienie kościoła Chrystusowego, który się domaga od ludzi najprzykrzejszego zaprzania się samych siebie.“ „Wiesz Panie jenerale“ — mówił daléj Napoleon, „że ja jako igraszką kierowałem armijami, które za mnie szły w ogień? Aleć musiałem być przytomny, musiałem ich zachęcać budzącem spojrzeniem, głosem do męztwa zagrzewającym; ale téj tajemnicy nie posiadam, bym mógł imię i miłość moję w sercach ludzkich uwiecznić. Teraz jestem w niewoli. Gdzież są dawni przyjaciele? dawni pochlebcy i ulubieńcy? Wy dwaj tylko, wiecznéj pamięci godni za wierność waszą, wy tylko dzielicie niedolę moję! O już chwilkę tylko, a to ciało moje będzie pastwą robactwa, rozsypie się w proch! Jakaż różnica między mojem nieszczęściem, a wiecznem Chrystusa, którego ogłaszają, miłują, wielbią po całym świecie. On żyje w sercach milionów po wszystkie czasy. I któż powie, że Chrystus umarł! niejestli to życie? Zaiste to cudowne królestwo Chrystusowe jest najczystszem dowodem bóstwa Jego. Jeżeli zaś on jest Bogiem, to i kościół dziełem boskiem, a więc go broni ręka boska, bramy niezwyciężą go! O gdybym wszystkim, którzy nad tym światem panują, mógł powiedzieć: „Czcijcie namiestnika Chrystusowego, nieurażajcie go, nie zasmucajcie Papieża, bo was zniszczy podniesione ramię gniewu boskiego, bo Bóg jest obrońcą stolicy Piotrowéj!“ Tu milczał Cesarz. Zaszumiał wietrzyk w gałęziach wierzby, a uwijające się fale oceanu potakiwając łamały się u stóp skalistéj wyspy!

III.

Napoleon III. nieprzyjacielem Papieża.

Działo się roku 1864. W cichym gabinecie pałacu swego w Paryżu siedzi hrabia Józef Retel, zatopiony w czytaniu listów. Dawny młodzieniaszek sługa pięknéj postaci, wyrósł już na Pana, na męża pełnego czci i powagi. Napoleon III. Cesarz Francyi, wielce cenił hrabiego dla tego, że był niegdyś sługą w szczęściu i towarzyszem w nieszczęściu wielkiego wuja Cesarza Napoleona I. Należał on niejako do grona rodziny cesarskiéj, która w rzeczach ważnych mądréj rady jego słuchała. Przeciwnie zaś Cesarz niemógł hrabiego do przyjęcia jakiejś godności albo urzędu nakłonić, on ze wszystkich takich zaszczycających zleceń się wymawiał. Żył — jak to mówią — tylko dla siebie, dla żony i dziatek w zaciszu domowem, wiele czytał, wiele się uczył — ale w życiu publicznem i zbytkach stolicy nie miał upodobania. „Francya znowu postępuje jakąś ślizką drogą!“ — ostrzegał często Cesarza. „Dziennikarstwo znowu pełne swawoli i zgorszenia. Czytający nie znajdzie w nich nic o Bogu — chyba szyderstwa tylko przeciw wierze i cnocie — a więc gazety jak dawniéj znowu trucizną. Gdyby teraz żył ś. p. wielki wujaszek Waszéj Cesarskiéj Mości, już ze względu na dobro publiczne takim wybrykom położyłby tamę!“ Poznać z tąd, że cnotliwy hrabia jedynie dla tego niechciał przyjąć urzędu w kraju, by się nie stał uczestnikiem niecnotliwych zasad tego Pana, który Francyi panował. Lato przepędzał hrabia w dobrach swoich, że zaś dzisiaj wśród upału w miesiącu Lipcu bawi w Paryżu, to dla tego, że chciał zakupić jakiś obraz właśnie ukończony, słynący z przedmiotu malowidła, jako i z biegłości sztuki. Zaraz drugiego dnia pobytu w Paryżu otrzymał hrabia list, którego treść największą obawą go napełniła! Ręce jego drżały, szeroko rozdarte oczy z bladéj twarzy wyglądające, ciągle patrzą na przeczytany dopiero list, jakoby go połknąć chciały — znów kładzie list na bok, to chłodzi gorące czoło zimną drżącą ręką — usiada — nieruchomy jak bez życia. Czy to być może — bąknął po chwili? — Nie — to nie prawda! I znowu czyta. — zadzwonił na lokaja. „Czemprędzéj zaprzągać!“ — rozkazuje śpieszącemu słudze! Ubiera się spiesznie, wsiada do powozu, jedzie wprost do pałacu Cesarskiego. Przyjechawszy wysiada, śpieszy przez długie krużganki i szeregi pokojów przepysznéj piękności, wstępuje nareszcie do gabinetu Napoleona. U stołu siedział pisząc człowiek otyły średniego wzrostu. Twarz jego nadzwyczaj blada — nawet pożółtawa, bez ruchu, bez śladu jakiegokolwiek wyrazu, bez życia, zupełnie martwa, myślałbyś że to gipsowy posąg, tak zimna, nieczuła. Gęste wąsy sięgały aż pod spodnią wargę, jak gdyby chciały zakryć coś niepięknego. Oczy małe, jakiemś niemiłem spojrzeniem rażące, niekiedy chytro czatujące, niekiedy — zupełnie się kryjące za powiekami, słowem, jedno spojrzenie na tego człowieka napełniało każdego jakąś obawą, nawet bojaźnią. Był to Napoleon III. wtenczas na najwyższym stopniu szczęścia i potęgi, bo Rossyą zbił i upokorzył, Austryą zwyciężył, na gruzach kilku zdeptanych państw włoskich utworzył Królestwo Włoskie, opanował Rzym, podał projekt do zrabowania kraju kościelnego i na złupienie stolicy piotrowéj zezwolił. Cały świat w milczeniu słuchał na rozkazy Mocarza; a gdy brwi tylko zmarszczył Napoleon, truchleli królowie, myśląc że pewna wojna! „Ah! to mój kochany Hrabia w Paryżu? to miła niespodzianka,“ tak witał Bonaparte wstępującego Józefa Retel, nadzwyczajne jego wzruszenie. „Przypadkowo bawię w mieście, Najjaśniejszy Cesarzu! albo raczéj dziwne to rozporządzenie opatrzności boskiéj że tu jestem!“ Tu Napoleon wlepił oczy w Hrabiego, który na skinienie Cesarza usiadł na krześle. „Zdaje mi się że drogi mój Hrabia w wielkich kłopotach; — czy jakie nieszczęście grozi?“ „Mnie bynajmniéj“ ale Waszéj cesarskiéj Mości, Jego rodzinie, ba nawet całéj Francyi wielkie grożą niebezpieczeństwa!“ Tu w martwéj twarzy Cesarza zatliła się iskierka życia, zadumienie okryło na moment twarz zwyczajnie nieruchomą. „Przebacz Mości Cesarzu — że wierność i przywiązanie zniewoliły mnie do oświadczeń, które z obyczajami nadwornemi bynajmniéj się nie zgadzają!“ „Hrabia Retel nie potrzebuje się wymawiać,“ rzekł z zaufaniem Napoleon III. „znam gorliwość i wierne przywiązania Pana, których dawne, liczne dowody Panu dają prawo należeć do grona cesarskiéj rodziny. Proszę więc wprost powiedzieć, cóż Pana niepokoi?“ „Najjaśniejszy Cesarz zamyśla opuścić Papieża! Chce świętego Ojca całego świata katolickiego bez obrony wydać w ręce nieprzyjacielskie!“ Napoleon zamrużył oczy, a tak siedząc nieruchomo za stołem, zupełnie podobien był do posągu kamiennego obleczonego w ubiór Cesarza. „Któreż to mamidła są powodem, że hrabia takich wypadków się lęka?“ „Otrzymałem list od przyjaciela, w którym mi o grożących tych niebezpieczeństwach donosi!“ „Jak się zowie ten ? „Przebacz Najjaśniejszy Panie, że przyjaciela mego nie narażę na niełaskę Twoję.“ „Pytałem się tylko z ciekawości — odrzekł obojętnie Napoleon, wiedząc że przyjaciel hrabiego Retel nie może być nieprzyjacielem moim, zasługującym na niełaskę moję. Z resztą co dzisiaj jeszcze tajemnicą — to jutro głosić będą dzienniki całego świata t. j. ugodę między mną a Włochami zawartą. Prawdać, że według téj ugody, za dwa lata wojsko Francuzkie Rzym opuści, ale nikt niepowinienby tego tłomaczyć, jakobym ja Papieża wydał w ręce .“ „Zaklinam Najj. Pana i błagam, aby takiéj ugody nie zawierał“ — prosił z zapałem hrabia Retel. „Wiadoma Waszéj Cesarskiéj Mości nienawiść i zawziętość wszystkich tajemnych związków włoskich przeciw Papieżowi i kościołowi. Skoro więc wojska nasze z Rzymu wyruszą, w tenczas wszyscy nieprzyjaciele jednomyślnie rzucą się na Piusa IX.“ „Napoleon III. sam wprzód, niż usiadł na tronie Francyi, był członkiem owych tajemnych związków rewolucyjnych — znał doskonale ich dążności, wiedział więc, że Retel mówi prawdę, a jednak udawał, jak gdyby go niedorzeczność tych słów oburzała. „Nie pojmuję co hrabia mówi? Przecie wojska nasze niemogą na wieki strzedz Papieża, bo właśnie z tąd wynika zazdrość całéj Europy — że Francya podjęła się bronić stolicę Piotrową. To już musi ustać! Papieża dzielniéj bronić będzie świętość urzędu i wysoka godność osoby jego, jak oręże całéj Francyi.“ „Przebacz — proszę Najjaśniejszy Cesarzu! Nieprzyjaciele wiary katolickiéj nieuważają ani na święty urząd, ani na godność osoby Papieża, oni go nienawidzą. Skoro więc nasi żołnierze Rzym opuszczą, musi iść Ojciec św. do więzienia, może nawet na śmierć męczeńską, a właśnie to będzie nieszczęściem wielkiem dla Mości Cesarza i rodziny cesarskiéj i całéj Francyi. „Aleć też hrabia nader dziwnie stan rzeczy pojmuje! Dla czegoż to miałoby tak być? Jakiemże to prawem miałby się łączyć los Papieża z losem mojéj rodziny i całéj Francyi?“ „To rzecz bardzo prosta. Gdyby wuj Najjaśniejszéj Mości nie był prześladował Papieża i kościoła, nie byłby umarł na wygnaniu!“ „Kochany Retel“ odrzekł Napoleon! „sposób myślenia Pana, jest dzisiaj dla mnie zagadką. Czy Pan myślisz, że Monarchowie Europy dla tego wojnę z wujem moim prowadzili aby Papieża uwolnić?“ „Bynajmniéj Najjaśniejszy Panie, tego nie myślę, wiedząc iż nie ludzie strącili wuja, lecz tylko sąd tego Boga, który wszechmocną ręką broni i Papieża i kościół. Książęta zprzymierzeni byli tylko wykonawcami kary boskiéj!“ Cesarz poglądał na hrabiego i milczał, jak gdyby wątpił o zdrowym rozumie jego. „Może Cesarskiéj Mości nie do uwierzenia, co ja dziś mówić się ośmielam, ale mam na wszystko dowody!“ — „Czy wolno prosić o nie?“ „I owszem, z radością Cesarzu!“ Tedy zaczął hrabia opowiadać wszystko, co owego wiekopomnego dnia powiedzieli sobie Pius VII. i Napoleon I. w zamku Fonteneblo. Cesarz słuchał z wielką ciekawością. „Po licznych przykładach wyjętych z historyi wszystkich wieków“ — kończył hrabia Retel — któremi Pius VII. dowodził, jak to Pan Bóg wszystkich gnębicieli papieztwa zgromił i zniszczył, napominał nareszcie Ojciec św. wuja Waszéj Cesarskiéj Mości słowami tak pełnemi wymowy i zapału — że ich na wieki niezapomnę. Jak dziś widzę postać świętego staruszka, stojącego przed Cesarzem, któremu z uczczeniem tak : „Jeszcze żyje stary Bóg, doczekam ja tego, jak także ręka boska Waszę Mość zniweczy. Miara nieprawości Waszéj już się przepełniła; koniec Twój wnet nastąpi, a będzie taki, jakim był wszystkich prześladowców kościoła. „Taką przepowiadał Pius VII. a co prorokował, spełniło się w drugim roku potem.“ „Zaprawdę! nadzwyczajnie,“ rzekł Napoleon. Lecz to trafunek tylko, to przypadkowo się stało że następne niepowodzenia i koniec Napoleona I. był niejako podobny do proroctwa Papieża!“ „Przepraszam Najj. Panie to nie trafunek, nie stało się to przypadkowo, bo świat nie stoi na trafunkach, lecz na rządach boskich. Nie wolno tu wątpić, że to sąd boży, gdyż już tyle razy w przeciągu tylu wieków z jednakich przyczyn jednakie skutki wynikały.“ „Niestety, mój miły Hrabio“ mówi oburzony Napoleon. „Ja nie mam téj pobożnéj wiary w rządy boskie, którą jesteś przejęty!“ „Cesarzu! Napoleon I. we Fonteneblo także nie dowierzał — ale na wygnaniu na wyspie św. Heleny uwierzył! Czy Najjaśniejszy Cesarz pozwolić raczy, abym tu przytoczył te słowa, które wielki Napoleon I. na wygnaniu swojem zwykł był „Wiesz Hrabio jak wysoko cenię najmniejsze słowko nieśmiertelnego Cesarza!“ odrzekł Bonaparte.“ „Otóż takie westchnienia wychodziły często z serca jego: Monarchowie, czcijcie namiestnika nie urażajcie, nie zasmucajcie Papieża, bo was zniweczy podniesione ramię gniewu boskiego, bo Bóg jest obrońcą stolicy Piotrowéj!“ „Tak wszystkich Monarchów napominał Cesarz na wyspie wygnania swego, a ja, Cesarzu mam to szczęście, że mogę w obecnych dniach nieszczęśliwych, te westchnienia najpotężniejszego niegdyś męża Waszéj Cesarskiéj Mości przypominać.“ „Podobno wielkie cierpienia w niewoli bystry rozum Cesarza osłabiły,“ nadmienił Napoleon. „Wuj Najj. Pana był przeciwnego zdania — odparł Retel — bo mawiał, że dopiero nieszczęście otwarło mu oczy!“ „A jednak zdania jego niezgadzają się z prawdą. Na świecie inaczéj się dzieje, jak on sądził. Rosya n. p. już długi czas prześladuje katolików i Papieża czemuż jéj Pan Bóg nie karze!“ „To prawda, Panie. Ale i to prawda, że Rosya nigdy jeszcze Papieża z Rzymu nie wygnała, do więzienia nie wtrąciła, w ręce nieprzyjaciół nie wydała. Daléj — niech Wasza Cesarska Mość uwzględnić raczy, iż wielka jest różnica między Rosyą a Francyą, Rosya jest krajem narodu jeszcze na pół dzikiego, nie katolickiego, ale Francya jest kraj katolicki i . Rosya niewierzy w Papieża, więc też nie jest od Boga powołaną bronić kościoła. Ale Francya ma tę powinność, jest więc za to odpowiedzialną. Wreszcie bystre oko Waszéj Cesarskiéj Mości zaiste już spostrzegło — że i w Rosyi surowy sąd boży już się zaczyna. Jeszcze ona nie wygrała! — Zobaczymy co ją czeka za jéj uporczywe odłączenie się od prawdy wiecznéj, za jéj prześladowanie świętego Pasterza narodów!“ „Hrabio, nieczuję się być powołanym o takie rzeczy przepierać się z Panem“ — „Nie tylko Wuj Najj. Pana“ — z uniesieniem Hrabia Retel, inny jeszcze, także potężny Monarcha nowszych czasów twierdził, że prześladowanie kościoła katolickiego niezgadza się z dobrem narodów. — Był to król pruski Fryderyk, którego niektórzy Wielkim zowią. Wiadomo Waszéj Cesarskiéj Mości, że Fryderyk II. był życzliwy Wierszopisom. Co więc z dobitnością chciał wpoić w serca potomków, to napisał wierszami. Otóż w testamencie jego znajduje się wiersz następujący:

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…