Front matter
Smutek hula. Pijanej oddał się rozpuście. Widziałem szereg dusz naiwnych jak gołębie, prostaczych dusz, podobnych białej chuście: tam zgniły ślad — wspomnienie nocne po rozpuście — i wizerunek oczu, ponurych jak dwie głębie:
to smutku pieczęć! — Gdy widzicie oczy dziecinnych pełne szaleństw, figlów i uśmiechu nazewnątrz, nie wierzcie! gdy dzień się kirem zmroczy, w głąb’ padną — i hen na dnie: ponure, smutne oczy szukają własnej cnoty, szukają swego grzechu —
po latach tak się stają jak o dwie otchłanie, i zgniła trwoga pełza po białej, śnieżnej chuście — oto jest wyrok męki: na wieczne szukanie, wieczne niepojęcie... Bakterye w tej ranie: smutne zbrodnie — w pijanej hulają rozpuście. —
II Ludzkość
Za granatową gwiezdną nocą pożarne słońce krwawo wschodzi, a czasem bryzga żółci jadem; zkąd ono? — czyją pchane mocą? czy śmiech to? — płacze-ż w barw powodzi? czy niepoznaną daje radę? Przed granatową gwiezdną nocą pożarne słońce w łzach zachodzi — — Na zbladłych niebach turkusowych płyną ostrowy chmur z koralu: — miedziane tarcze płyt grobowych chowają-ż słońce pełne żalu?
Człowiek.
Czy, przeznaczeni na konanie, święcimy życia zmartwychwstanie? —
Głos duszy zbudzonej do szukania.
Powstańmy! Słońce daje Radę:
kto nie chce zasnąć na tym brzegu, aby — oddany ślepej fali. albo zatruty chwili jadem — w zwierząt nie ujrzał się szeregu: niech patrzy, jak się Słońce pali!!
Ludzkość.
Głos ten od Boga?!
Głos.
Nie!! — od Węża — — W tej Sferze Imię to zwycięża — Wąż nas zatruje: da świadomość, więc słodkim będzie jad trucizny! (Jak słońce — boli taka rana.) Wąż-Mądrość wpełznie do tej blizny, poznamy Wielkość i Znikomość. —
Ludzkość.
Toś nie od Ojca?! nie od Pana?!
Głos duszy.
Nie. — Jam od Węża!! — W tej Sferze Imię to zwycięża. —
Arcykapłan.
Jak i dlaczego odbiera wam sen, zabija czyn i chęci — Pójdźcie na pustynie! — Loch skał dla myśli waszej będzie jak obrońca — — Powoli zniszczym się. Zburzymy gmach pamięci. I w nocy jaskiń Własne wytworzymy Słońca!
Kapłan.
Siedziałem tak od świata oddzielony: strawiłem żar, strawiłem wiek młodzieńczy — darmo! — Duch Życia wrócił ośmielony — Duch Życia — Zło w uroku świetnej tęczy —
Duch Życia.
Widzisz?
Kapłan
Płomiennych krwawych żarów potoki niosą nieznane i dziwne dreszcze, śni się gorący step bezobłoki i pod nim przestwór piasków szeroki, a wokół mgliste miraże wieszcze — — Na tęczą lśniącej tkance złudzenia namiętne dziewczę słońca krainy
wyciąga ku mnie dłoń przeznaczenia i niesie przestwór pieśni milczenia — —
Duch Życia.
Słyszysz?
Kapłan
„Wróć się! wróć, bracie, do twej jedynej! Porzuć te lochy, zrzuć z czoła chmury chłodne, jak północ szklista, lodowa! Śpiewać ci będą Edeńskie chóry
Lenistwo słońca, kiedy za góry
w płomiennych krwawych żarach się chowa — — “
(Surowa cisza zaległa wkół i zamyślenie stroi im twarz — — lecą dalekie zapachy ziół — — lecą piosenki, muskają twarz: — pamiętasz? — znasz? — )
Arcykapłan.
Idź — Hańbisz nas wobec Węża!
Arcykapłan.
Zostanę z prochem wspomnień, — w mózg ziemi się wgrzebię i okiem zerwę z nieba zazdrosną zasłonę! Będę Rozum piastował na Ciała pogrzebie: może Tajń da m i więcej nad królów koronę, może kwiat jakiś wzejdzie na niewdzięcznej glebie! — Nie żądam nic dla chwały!! Nie. Ale chcę, jak Słońce,
treść Ziemi spopielić na pogardę Ciała! na pogardę Życia!!
Głos Duszy.
Chwała! chwała! ty gardzisz??
Arcykapłan.
Taak — ...myśl przecierpię! Będę odtąd chwalił Boga nie jako Syn — Ojca, ale jako Uczeń — Mistrza!
Wtajemniczony.
Duch snami opiły szkłem przepaści niosę w Tajemnicę — Gdy Myśli — Bogów-Słońca strawiły, zkąd blask pada na Duchy — Księżyce?!
Kapłan.
Proch dziejowy wyniosłeś z mogiły?
Wtajemniczony.
I proch świecił, jak stare próchnice — zkąd te lśnienia?
Kapłan.
Sfinksy wiedzą.
Wtajemniczony.
Fałsz!! Sfinksy prześniły — Wszystkim duchom zaglądałem w Hec i otchłaniom, gdy się dnami szkliły — — … Zkąd blask pada na Duchy-Księżyce? — Kir jest we mnie — bogów myśli strawiły! —
Arcykapłan.
Śladem Boga idziesz —
Kapłan.
Ale Imię Jego NIEPOJĘTY —
Chór Kapłanów.
Wiedza, którą idziemy, i Wiedza, po którą idziemy — jest jak kryształ, a ścianki — tysiączne zwierciadła. Jedna kropla — blask rtęci — skierka jedna wpadła: mgły światów, lśnień chaosy! — jedna iskra wpadła —
Chór Wtajemniczonych.
Z powierzchni zmiennych fal i obrazów zeszliśmy w głąb Starej Świątnicy — Zbrzydła nam złota baśń Nilu — W łanów spłowiałych objęciu długośmy słuchali Czarów Szeherazady, — zapragnęliśmy zdobyć lampę Aladyna!
Chór Kapłanów.
Wiedza nasza szczytna, wiedza tajemna — nie dla motłochu! Szukamy śladów Boga —
Chór Wtajemniczonych.
W świątnicy, wzniesionej ludu tego dłońmi, wznosimy pojęć gmach dyamentowo-ścienny — — Dyamentowe — długie — wloką się korytarze — nieuchwytnemi idą pierścieniami — — w milczeniu toną? — czyli w gromów gwarze? … Dyamentowe się wloką korytarze — — Niepewni tęsknim — idziem snami — — Be z końca drży odbicie tego lśnienia, co niewidzialną tleje — hen! — gromnicą — — Bunt gromów słychać? czyli szept milczenia?
I Wtajemniczony
Spotkałeś się już kiedy z Tajemnicą?
Arcykapłan.
Zawsze z odbiciem —
Kapłan.
A może Światło rozpadło się w Odbicia!!
Arcykapłan.
Zamilcz o tem.
Chór Wszystkich.
Dyamentowe się wloką korytarze — nieuchwytnemi idą pierścieniami — — W milczeniu toną? W gromów gwarze? Dyamentowe się wloką korytarze — — Niepewni idziem tędy snami — —
I z Magów.
Nadeszła noc, a z nią pora gwiezdnych rad, magicznych snów: na wieży szczyt!
II z Magów.
Lęk w nas! Bo dusza chora czytała w gwiazdach — Srebrnych Słów niepojęty myt!
Chór.
Czego chcesz?
Bohater.
Słuchać Rady Nocnej — jak przed wiekami, i spojrzeć znów gwiazdom w twarz!
Chór.
Noc kryje wschód. Króluje mocny Bóg — Aryman, więc naprzód mów, czy światło masz?!
Bohater.
Błyskawicę niosę w całun owiniętą, rozsieję nią w proch Arymana kiry! —
Na oko ziemi, na szczyt Dawalagiri, w tajemnicę waszą idę świętą: błyskawicę niosę w całun owiniętą!
Chór.
Więc chodź z nami na szczyt czemprędzej — nim zalśni świt: w zaklęte śnieżne wiry! — —
I z Magów.
Lęk w nas, bo dusza chora czytała w gwiazdach — Srebrnych Słów niepojęty myt!
Arcymag.
— ? —
I z Magów.
Patrzałem w dalekosięgłych szyb źrenice, oto formuła: —
Arcymag.
I nic?
I z Magów.
Nic. —
Arcymag.
Kapłankę zwołać tu — dziewicę — która wrażliwa jest i czuła, niech utkwi oczu swych źrenice w szyderskie gwiazdy skrytolice, znów w wirujący krwawy rubin: będzie to — z Tajnią zaślubienie, będzie to — z Ciała wyzwolenie —
Chór.
Noc Wiedzy — Noc zaślubin! —
(Kapłanka przyszła — — i wpatrzona — zasnęła w krwawych świateł wstędze).
Arcymag
Co widzisz, mów! —
A ty pisz w księdze! — Co widzisz. Wiedzy zaślubiona?
Kapłanka.
Dusze ludzkie wracają z gwiazd! Tysiące! Im większy duch, tem większe jego słońce —
Mag
A które w życiu ziemskiem nim kieruje.
Kapłanka.
Wszystkie słońca, jak ptaki złotopióre, w noc lecą! — Nocy nie ogarną — Nowe słońca!! — Za Szarą Chmurę padły! —
Arcymag
Może ty, co marszczysz brwi ponure, znasz jej miano!
Bohater.
Znam — jam z tego świata — Zowie się: Wszechwiara, lub Wszechzwątpienie —
Chór.
— ? —
Kapłanka.
Nad ziemią wszystkie krążą!!! Rysują złotem noc czarną,
ona skrami zapłakana — skry się w pasma wiążą — pasmo z pasmem się brata! — — Milczenie, — milczenie gwiazd — do jednej Gwiazdy dążą — —
Arcymag.
W którą stronę?
Kapłanka.
Na Zachód —
Arcymag
Ty, coś z Przyszłości, powiedz, co to znaczy?
Bohater.
To Prawda, która Baśnią się tłómaczy — śmierć Wielka — Ormuzda. Większe Zmartwychwstanie — do dziś jeszcze — — lecz czasem — — — — gasi Je — Wszechzwątpienie —
Chór.
A któż to? któż?
Bohater.
Mój nieodstępny Anioł-Stróż. —
Chór.
Pijemy żary z ciemnych gwiazd, pijemy gorycz z jasnych słońc — … dziś wszystkie gwiazdy tracą żar i słońce traci dumy czar, a z obłąkanych mgławic-gniazd blaski się wloką — śmiejąc, drżąc — — zmartwiałe blaski martwych słońc — — tajemne żary z ciemnych gwiazd — —
Wskroś wieków lśni się złudny gmach: Akademia Bractw Nauki. Gdy jedna część Jej tonie w mgłach,
gdy już nad drugą — płaczą kruki, trzecia podnosi czoło w skrach — — i tak bez końca każda śpieszy zapałać nowe słońca — rzeszy.
Lecz skutkiem ciągłej zmiany wiar — już wtedy mech ją wkrąg porasta; i blaknie zwolna Wiedzy czar. jak o starzeje się niewiasta, co próżno czeka leków sztuki.
Wskroś wieków lśni się złudny gmach:
Akademia Bractw Nauki.
Bohater.
Jeszcze raz przeżyję upadek i budowę gmachu —
Don Kichot.
Dumie twojej to nie ubliży —
Bohater.
Jeszcze raz przeżyję wzlot Nauki i pełzanie — — Straszne mi to nadziei królowanie! (świadomość jest przyczyną strachu) — —
Don Kichot.
Dumie twojej to nie ubliży — Był tu przed tobą ktoś —
Bohater.
Gdzie poszedł?!
Don Kichot.
Na Golgotę — w stronę Krzyży — — Krasiński — a za nim jakieś odgłosy szły z mrocznych podziemi (to są Ducha Sądy); On wyniósł błyskawicę w całun owiniętą, zawierz „jej“ siebie, otul się w pożarne włosy: „ona“-ć słońcem będzie, oświeci te lądy — tak pójdziesz srebrnym szlakiem w „pamięć wieków świętą!“
Pitagorejczyk.
Prawda jest tylko w Cyfr prawidłowości; w nich kryje się nieubłagana Konieczność — Zero? — Symbol Wszystkiego i Nicości — Jedność? — Wszystko dąży do jedności — Dwanaście? — Treść Hebrajskiej Świątnicy — Siedem? — pełne czci i tajemnicy —
Platończyk.
Cyfra martwa. Nad wszystkiem jest promienne Słowo. Słowo-Myśl — bogów stwarza w chaosie zawiei. Bracia! Pogarda ciału! Nieść płomień nad głową! Bracia! Cóż jest ciało? — Splugawienie Idei!
Bohater.
Boski twój Mistrz dobrym poszedł śladem — znów wieki nim idą — —
Sofista
Czy w „Materyi“ szukasz, zwąc się ziemskim gadem, czy w „Idei“ się bratasz z boginią Izydą? — mogę ci dowieść, że w tem błądzisz, lub w owem — mogę dowieść twej racyi w jakim chcesz sposobie i Materyę z Idei wyprzeć silnem słowem, lub Ideę z Materyi.
Z fałszu prawdę robię! Bohater
Choć kpisz — niesprawiedliwa spotyka cię wzgarda! Wyznam, że nikt dalej od ciebie nie sięga — — Każda „prawda“, jak metal, dopóty jest twarda, póki niema Ognia. — Ogień to potęga! —
Arystoteles.
Czego palcem nie tknę, w to nie wierzę!
Bohater.
Słuchaj! A czy palcom można wierzyć?
Arystoteles.
Tak daleko nie mierzę, bo inaczej nam nie żyć!
(W togach wchodzi profesorskie ciało. Ciągną bożka z drewna; reklamują śmiało:)
Chór Profesorów.
Pozytywizm!!
Tłum zw. Inteligencyą.
A! a! a! — A! a! a!
Chór Profesorów.
Oto jest ochłap mięsa dla gęby zatkania. Oto są bałwany Czystego Rozsądku. Starczy przez życie całe do męki konania, byle w Wieczność nie patrzeć i unikać wrzątku, bośmy z trudem zagładę DUCHA budowali, a wrzątek może popsuć lat dzieło na marne. Oto jest Bałwan Wiedzy, niech motłoch go chwali! Oto sztandar: Wierzymy w Coś Utylitarne —
Bohater.
Jakie to ciasne, marne — —
Chór Profesorów.
Słyszysz Vox populi! — Ciasne? — Hm, to zabawne.
Bohater.
Tłum wam wierzy, bo lubi wszystko lekkostrawne!
Filozof Krytyczny.
— — a dziś, gdy się mówi o aksyomatach w nauce — to błąd. — Nie jest-że pierwszą hypotezą: rzeczywistość naszego rozumowania?
Bohater.
A więc cóż?
Awerroista
„Węża“ rzucisz!
Głos.
Zamilcz o tem. —
Awerroista.
Nowe Miano ci powiem, Hasło Nowe! Tyś wypłynął z BÓSTWA — w NIE powrócisz! — To jest Prawda jedna.
Bohater.
Myt rozpaczy —
Awerroista.
Nie! Nowe-ć Hasło powiem, Nowe Miano — — da-ć szczęście. — Chęć Wiedzy jest raną. Ranę jątrzysz!
Duch-Wąż.
Zamilcz o tem.
Awerroista.
Węża rzucisz! Ciało pętaj!
Duch-Wąż.
Ciało nie przebaczy!!
(Próżno. Głos padł. Głos w Duchu rośnie. Już dawno marł! Zgniła myśl o Wiośnie!! więc w Nową Sferę!! Sfera Próżni. To będzie ostatnie po męczarniach „chęci“ — ogarnie szarym zmrokiem dusze zżarte bólem — — Morze Znicestwienia — Sfera BEZPAMIĘCI.)
Budda.
Twórco własnej doli! Niewolniku CHĘCI! CHĘĆ okiełznaj! Bądź swoich cierpień królem! Każ im zmilczeć: zginiesz w Morzu BEZPAMIĘCI.
(Tu się zaczyna Sfera bez Znaku.)
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Śladem Rosynanta.
