Read here

Śladem Rosynanta

Jan Rundbaken · 1907 · Free in the US

10,545 words · about 44 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1907 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Śladem_Rosynanta&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Jan Rundbaken
Language
Polish
Published
1907
Length
10,545 words · about 44 min
Sections
3 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (3)
  1. Front matter about 14 min
  2. II Ludzkość about 8 min
  3. III Pieśń Otchłani about 23 min

Continue:

Front matter

Smutek hula. Pijanej oddał się rozpuście. Widziałem szereg dusz naiwnych jak gołębie, prostaczych dusz, podobnych białej chuście: tam zgniły ślad — wspomnienie nocne po rozpuście — i wizerunek oczu, ponurych jak dwie głębie:

to smutku pieczęć! — Gdy widzicie oczy dziecinnych pełne szaleństw, figlów i uśmiechu nazewnątrz, nie wierzcie! gdy dzień się kirem zmroczy, w głąb’ padną — i hen na dnie: ponure, smutne oczy szukają własnej cnoty, szukają swego grzechu —

po latach tak się stają jak o dwie otchłanie, i zgniła trwoga pełza po białej, śnieżnej chuście — oto jest wyrok męki: na wieczne szukanie, wieczne niepojęcie... Bakterye w tej ranie: smutne zbrodnie — w pijanej hulają rozpuście. —

II Ludzkość

Za granatową gwiezdną nocą pożarne słońce krwawo wschodzi, a czasem bryzga żółci jadem; zkąd ono? — czyją pchane mocą? czy śmiech to? — płacze-ż w barw powodzi? czy niepoznaną daje radę? Przed granatową gwiezdną nocą pożarne słońce w łzach zachodzi — — Na zbladłych niebach turkusowych płyną ostrowy chmur z koralu: — miedziane tarcze płyt grobowych chowają-ż słońce pełne żalu?

Człowiek.

Czy, przeznaczeni na konanie, święcimy życia zmartwychwstanie? —

Głos duszy zbudzonej do szukania.

Powstańmy! Słońce daje Radę:

kto nie chce zasnąć na tym brzegu, aby — oddany ślepej fali. albo zatruty chwili jadem — w zwierząt nie ujrzał się szeregu: niech patrzy, jak się Słońce pali!!

Ludzkość.

Głos ten od Boga?!

Głos.

Nie!! — od Węża — — W tej Sferze Imię to zwycięża — Wąż nas zatruje: da świadomość, więc słodkim będzie jad trucizny! (Jak słońce — boli taka rana.) Wąż-Mądrość wpełznie do tej blizny, poznamy Wielkość i Znikomość. —

Ludzkość.

Toś nie od Ojca?! nie od Pana?!

Głos duszy.

Nie. — Jam od Węża!! — W tej Sferze Imię to zwycięża. —

Arcykapłan.

Jak i dlaczego odbiera wam sen, zabija czyn i chęci — Pójdźcie na pustynie! — Loch skał dla myśli waszej będzie jak obrońca — — Powoli zniszczym się. Zburzymy gmach pamięci. I w nocy jaskiń Własne wytworzymy Słońca!

Kapłan.

Siedziałem tak od świata oddzielony: strawiłem żar, strawiłem wiek młodzieńczy — darmo! — Duch Życia wrócił ośmielony — Duch Życia — Zło w uroku świetnej tęczy —

Duch Życia.

Widzisz?

Kapłan

Płomiennych krwawych żarów potoki niosą nieznane i dziwne dreszcze, śni się gorący step bezobłoki i pod nim przestwór piasków szeroki, a wokół mgliste miraże wieszcze — — Na tęczą lśniącej tkance złudzenia namiętne dziewczę słońca krainy

wyciąga ku mnie dłoń przeznaczenia i niesie przestwór pieśni milczenia — —

Duch Życia.

Słyszysz?

Kapłan

„Wróć się! wróć, bracie, do twej jedynej! Porzuć te lochy, zrzuć z czoła chmury chłodne, jak północ szklista, lodowa! Śpiewać ci będą Edeńskie chóry

Lenistwo słońca, kiedy za góry

w płomiennych krwawych żarach się chowa — — “

(Surowa cisza zaległa wkół i zamyślenie stroi im twarz — — lecą dalekie zapachy ziół — — lecą piosenki, muskają twarz: — pamiętasz? — znasz? — )

Arcykapłan.

Idź — Hańbisz nas wobec Węża!

Arcykapłan.

Zostanę z prochem wspomnień, — w mózg ziemi się wgrzebię i okiem zerwę z nieba zazdrosną zasłonę! Będę Rozum piastował na Ciała pogrzebie: może Tajń da m i więcej nad królów koronę, może kwiat jakiś wzejdzie na niewdzięcznej glebie! — Nie żądam nic dla chwały!! Nie. Ale chcę, jak Słońce,

treść Ziemi spopielić na pogardę Ciała! na pogardę Życia!!

Głos Duszy.

Chwała! chwała! ty gardzisz??

Arcykapłan.

Taak — ...myśl przecierpię! Będę odtąd chwalił Boga nie jako Syn — Ojca, ale jako Uczeń — Mistrza!

Wtajemniczony.

Duch snami opiły szkłem przepaści niosę w Tajemnicę — Gdy Myśli — Bogów-Słońca strawiły, zkąd blask pada na Duchy — Księżyce?!

Kapłan.

Proch dziejowy wyniosłeś z mogiły?

Wtajemniczony.

I proch świecił, jak stare próchnice — zkąd te lśnienia?

Kapłan.

Sfinksy wiedzą.

Wtajemniczony.

Fałsz!! Sfinksy prześniły — Wszystkim duchom zaglądałem w Hec i otchłaniom, gdy się dnami szkliły — — … Zkąd blask pada na Duchy-Księżyce? — Kir jest we mnie — bogów myśli strawiły! —

Arcykapłan.

Śladem Boga idziesz —

Kapłan.

Ale Imię Jego NIEPOJĘTY —

Chór Kapłanów.

Wiedza, którą idziemy, i Wiedza, po którą idziemy — jest jak kryształ, a ścianki — tysiączne zwierciadła. Jedna kropla — blask rtęci — skierka jedna wpadła: mgły światów, lśnień chaosy! — jedna iskra wpadła —

Chór Wtajemniczonych.

Z powierzchni zmiennych fal i obrazów zeszliśmy w głąb Starej Świątnicy — Zbrzydła nam złota baśń Nilu — W łanów spłowiałych objęciu długośmy słuchali Czarów Szeherazady, — zapragnęliśmy zdobyć lampę Aladyna!

Chór Kapłanów.

Wiedza nasza szczytna, wiedza tajemna — nie dla motłochu! Szukamy śladów Boga —

Chór Wtajemniczonych.

W świątnicy, wzniesionej ludu tego dłońmi, wznosimy pojęć gmach dyamentowo-ścienny — — Dyamentowe — długie — wloką się korytarze — nieuchwytnemi idą pierścieniami — — w milczeniu toną? — czyli w gromów gwarze? … Dyamentowe się wloką korytarze — — Niepewni tęsknim — idziem snami — — Be z końca drży odbicie tego lśnienia, co niewidzialną tleje — hen! — gromnicą — — Bunt gromów słychać? czyli szept milczenia?

I Wtajemniczony

Spotkałeś się już kiedy z Tajemnicą?

Arcykapłan.

Zawsze z odbiciem —

Kapłan.

A może Światło rozpadło się w Odbicia!!

Arcykapłan.

Zamilcz o tem.

Chór Wszystkich.

Dyamentowe się wloką korytarze — nieuchwytnemi idą pierścieniami — — W milczeniu toną? W gromów gwarze? Dyamentowe się wloką korytarze — — Niepewni idziem tędy snami — —

I z Magów.

Nadeszła noc, a z nią pora gwiezdnych rad, magicznych snów: na wieży szczyt!

II z Magów.

Lęk w nas! Bo dusza chora czytała w gwiazdach — Srebrnych Słów niepojęty myt!

Chór.

Czego chcesz?

Bohater.

Słuchać Rady Nocnej — jak przed wiekami, i spojrzeć znów gwiazdom w twarz!

Chór.

Noc kryje wschód. Króluje mocny Bóg — Aryman, więc naprzód mów, czy światło masz?!

Bohater.

Błyskawicę niosę w całun owiniętą, rozsieję nią w proch Arymana kiry! —

Na oko ziemi, na szczyt Dawalagiri, w tajemnicę waszą idę świętą: błyskawicę niosę w całun owiniętą!

Chór.

Więc chodź z nami na szczyt czemprędzej — nim zalśni świt: w zaklęte śnieżne wiry! — —

I z Magów.

Lęk w nas, bo dusza chora czytała w gwiazdach — Srebrnych Słów niepojęty myt!

Arcymag.

— ? —

I z Magów.

Patrzałem w dalekosięgłych szyb źrenice, oto formuła: —

Arcymag.

I nic?

I z Magów.

Nic. —

Arcymag.

Kapłankę zwołać tu — dziewicę — która wrażliwa jest i czuła, niech utkwi oczu swych źrenice w szyderskie gwiazdy skrytolice, znów w wirujący krwawy rubin: będzie to — z Tajnią zaślubienie, będzie to — z Ciała wyzwolenie —

Chór.

Noc Wiedzy — Noc zaślubin! —

(Kapłanka przyszła — — i wpatrzona — zasnęła w krwawych świateł wstędze).

Arcymag

Co widzisz, mów! —

A ty pisz w księdze! — Co widzisz. Wiedzy zaślubiona?

Kapłanka.

Dusze ludzkie wracają z gwiazd! Tysiące! Im większy duch, tem większe jego słońce —

Mag

A które w życiu ziemskiem nim kieruje.

Kapłanka.

Wszystkie słońca, jak ptaki złotopióre, w noc lecą! — Nocy nie ogarną — Nowe słońca!! — Za Szarą Chmurę padły! —

Arcymag

Może ty, co marszczysz brwi ponure, znasz jej miano!

Bohater.

Znam — jam z tego świata — Zowie się: Wszechwiara, lub Wszechzwątpienie —

Chór.

— ? —

Kapłanka.

Nad ziemią wszystkie krążą!!! Rysują złotem noc czarną,

ona skrami zapłakana — skry się w pasma wiążą — pasmo z pasmem się brata! — — Milczenie, — milczenie gwiazd — do jednej Gwiazdy dążą — —

Arcymag.

W którą stronę?

Kapłanka.

Na Zachód —

Arcymag

Ty, coś z Przyszłości, powiedz, co to znaczy?

Bohater.

To Prawda, która Baśnią się tłómaczy — śmierć Wielka — Ormuzda. Większe Zmartwychwstanie — do dziś jeszcze — — lecz czasem — — — — gasi Je — Wszechzwątpienie —

Chór.

A któż to? któż?

Bohater.

Mój nieodstępny Anioł-Stróż. —

Chór.

Pijemy żary z ciemnych gwiazd, pijemy gorycz z jasnych słońc — … dziś wszystkie gwiazdy tracą żar i słońce traci dumy czar, a z obłąkanych mgławic-gniazd blaski się wloką — śmiejąc, drżąc — — zmartwiałe blaski martwych słońc — — tajemne żary z ciemnych gwiazd — —

Wskroś wieków lśni się złudny gmach: Akademia Bractw Nauki. Gdy jedna część Jej tonie w mgłach,

gdy już nad drugą — płaczą kruki, trzecia podnosi czoło w skrach — — i tak bez końca każda śpieszy zapałać nowe słońca — rzeszy.

Lecz skutkiem ciągłej zmiany wiar — już wtedy mech ją wkrąg porasta; i blaknie zwolna Wiedzy czar. jak o starzeje się niewiasta, co próżno czeka leków sztuki.

Wskroś wieków lśni się złudny gmach:

Akademia Bractw Nauki.

Bohater.

Jeszcze raz przeżyję upadek i budowę gmachu —

Don Kichot.

Dumie twojej to nie ubliży —

Bohater.

Jeszcze raz przeżyję wzlot Nauki i pełzanie — — Straszne mi to nadziei królowanie! (świadomość jest przyczyną strachu) — —

Don Kichot.

Dumie twojej to nie ubliży — Był tu przed tobą ktoś —

Bohater.

Gdzie poszedł?!

Don Kichot.

Na Golgotę — w stronę Krzyży — — Krasiński — a za nim jakieś odgłosy szły z mrocznych podziemi (to są Ducha Sądy); On wyniósł błyskawicę w całun owiniętą, zawierz „jej“ siebie, otul się w pożarne włosy: „ona“-ć słońcem będzie, oświeci te lądy — tak pójdziesz srebrnym szlakiem w „pamięć wieków świętą!“

Pitagorejczyk.

Prawda jest tylko w Cyfr prawidłowości; w nich kryje się nieubłagana Konieczność — Zero? — Symbol Wszystkiego i Nicości — Jedność? — Wszystko dąży do jedności — Dwanaście? — Treść Hebrajskiej Świątnicy — Siedem? — pełne czci i tajemnicy —

Platończyk.

Cyfra martwa. Nad wszystkiem jest promienne Słowo. Słowo-Myśl — bogów stwarza w chaosie zawiei. Bracia! Pogarda ciału! Nieść płomień nad głową! Bracia! Cóż jest ciało? — Splugawienie Idei!

Bohater.

Boski twój Mistrz dobrym poszedł śladem — znów wieki nim idą — —

Sofista

Czy w „Materyi“ szukasz, zwąc się ziemskim gadem, czy w „Idei“ się bratasz z boginią Izydą? — mogę ci dowieść, że w tem błądzisz, lub w owem — mogę dowieść twej racyi w jakim chcesz sposobie i Materyę z Idei wyprzeć silnem słowem, lub Ideę z Materyi.

Z fałszu prawdę robię! Bohater

Choć kpisz — niesprawiedliwa spotyka cię wzgarda! Wyznam, że nikt dalej od ciebie nie sięga — — Każda „prawda“, jak metal, dopóty jest twarda, póki niema Ognia. — Ogień to potęga! —

Arystoteles.

Czego palcem nie tknę, w to nie wierzę!

Bohater.

Słuchaj! A czy palcom można wierzyć?

Arystoteles.

Tak daleko nie mierzę, bo inaczej nam nie żyć!

(W togach wchodzi profesorskie ciało. Ciągną bożka z drewna; reklamują śmiało:)

Chór Profesorów.

Pozytywizm!!

Tłum zw. Inteligencyą.

A! a! a! — A! a! a!

Chór Profesorów.

Oto jest ochłap mięsa dla gęby zatkania. Oto są bałwany Czystego Rozsądku. Starczy przez życie całe do męki konania, byle w Wieczność nie patrzeć i unikać wrzątku, bośmy z trudem zagładę DUCHA budowali, a wrzątek może popsuć lat dzieło na marne. Oto jest Bałwan Wiedzy, niech motłoch go chwali! Oto sztandar: Wierzymy w Coś Utylitarne —

Bohater.

Jakie to ciasne, marne — —

Chór Profesorów.

Słyszysz Vox populi! — Ciasne? — Hm, to zabawne.

Bohater.

Tłum wam wierzy, bo lubi wszystko lekkostrawne!

Filozof Krytyczny.

— — a dziś, gdy się mówi o aksyomatach w nauce — to błąd. — Nie jest-że pierwszą hypotezą: rzeczywistość naszego rozumowania?

Bohater.

A więc cóż?

Awerroista

„Węża“ rzucisz!

Głos.

Zamilcz o tem. —

Awerroista.

Nowe Miano ci powiem, Hasło Nowe! Tyś wypłynął z BÓSTWA — w NIE powrócisz! — To jest Prawda jedna.

Bohater.

Myt rozpaczy —

Awerroista.

Nie! Nowe-ć Hasło powiem, Nowe Miano — — da-ć szczęście. — Chęć Wiedzy jest raną. Ranę jątrzysz!

Duch-Wąż.

Zamilcz o tem.

Awerroista.

Węża rzucisz! Ciało pętaj!

Duch-Wąż.

Ciało nie przebaczy!!

(Próżno. Głos padł. Głos w Duchu rośnie. Już dawno marł! Zgniła myśl o Wiośnie!! więc w Nową Sferę!! Sfera Próżni. To będzie ostatnie po męczarniach „chęci“ — ogarnie szarym zmrokiem dusze zżarte bólem — — Morze Znicestwienia — Sfera BEZPAMIĘCI.)

Budda.

Twórco własnej doli! Niewolniku CHĘCI! CHĘĆ okiełznaj! Bądź swoich cierpień królem! Każ im zmilczeć: zginiesz w Morzu BEZPAMIĘCI.

(Tu się zaczyna Sfera bez Znaku.)

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…