Front matter
Dr. R
PRZYGOTOWANIE
DO NADZMYSŁOWEGO POZNANIA ŚWIATA I PRZEZNACZEŃ CZŁOWIEKA
całość
Dr. R
PRZYGOTOWANIE
DO NADZMYSŁOWEGO POZNANIA ŚWIATA I PRZEZNACZEŃ CZŁOWIEKA
Z czwartego wydania z upoważnieniem autora przetłomaczył J. R.
GEBETHNER I WOLFF. WARSZAWA.
Druk L. Bilińskiego i W. Maślankiewicza, Nowogrodzka 17.
OD TŁÓMACZA. Słowacki w „Genezis z ducha“ dziele swojem, które świętością zgonu potwierdził, tak mówi: „Spraw aby te słowa westchnieniem pisane, przeszły jak wiatr i szum morski, a przechodząc i mijając, niektóre wielkie duchowe moce, w ojczyźnie mojej uśpione, z nieświadomości własnej, na światło wiedzy własnej wywiodły... Aby z tej Alfy... i z Chrystusa i ze Słowa Bożego wyprowadzon był świat cały. — Aby Mądrość jasna miłością Bożą w duchach tworzona rozwidnieniem dla każdej nauki stanęła... O to proszę... Boże i Panie mój! o a zarazem z wiary widzącej w duchach zrodzone. — O słońce mądrości Bożej proszę, w którem widzę już mieczowego Anioła przyszłej Albowiem na tych słowach, iż stanie ugruntowana przyszła wiedza święta Narodu mojego“... A gdzieindziej tak mówi, myśląc o księgach Genezyjskich przyrody: „abyś je odczytał, zgłębił i z drugą tajemniczą księgą na dnie ducha twojego złożoną porównał“... Słowa te i wiele, wiele innych stały się dla mnie świadectwem że najwyższe jednostki wszystkich ludów twórczych przechowywały w sobie (czasem nawet bezwiednie) wiekuisty testament KrólaDucha. Wszyscy oni, przewodnicy ludzkości mówili, jak Słowacki. „Nie odłączaj się więc od początku Twego Uwidzialniony Aniele: miej wiarę w sumienie prawdy przeciwko nałogowi z nauki“. To zaczynanie od siebie, oderwanie się od początku jest cechą znamienną naszej epoki. Powiedzieć można, że duch rozpada się na kawałki i zaczyna się panowanie chwili. Chwila zaś ustalić może, zdąży — tylko, co najgrubsze. Przeto człowiek piękna — artysta, człowiek uczciwy — bohater i człowiek prawdy — filozof posiadają dzisiaj złe sumienie. Złe sumienie pochodzi stąd, że się nie jest w danej epoce. Otóż rzeczywistość epoki jest dziełem ducha ludzkiego. Prawdziwe posłannictwo wieszcze Słowackiego, Mickiewicza i t. p. doprowadziło ich do pożądania „kraju na wolności Ducha opartego“, a który jest twórczością ludzką. Dla dostatecznej przyczyny do powstania takiego świata nie nigdy genealogja człowieka, który wywodzi się od wczoraj; twórcy wszystkich czasów wiedzieli o braterstwie pracującej ludzkości, która się nazywa Nieśmiertelnem, Wiekuistem Człowieczeństwem. Tedy więc bardzo uczciwa, bezstronna praca ducha doprowadzić musi do onej „Wiedzy tajemnej“, nie opartej na nieporozumieniach i przesądach, ale na „myśli kryształowej“ i wierze w wewnętrzną świętość każdego człowieka. Wszechświat pobieżnej nauki opiera się na prawach przemocy i liczby, a żadna kombinacja tych pierwiastków nie da trzeciej wielkości, którą jest miłość. Ta trzecia zasada budującego się dopiero wszechświata jest, powiedzmy substancyą, której prawa określa Teozofia. Albowiem miłość, którą myśl czysta kryształowa ledwie że pojąć może, musi być jednocześnie miejscem i dźwignią przyszłej Ziemi. Potężne ujęcie kształtu, zdecydowanie się wewnętrzne co do barwy, „zebranie myśli w jedno ognisko“ i t. d., wszystko to jest drogą do poznawania rzeczywistości ukrytej po za zasłoną ciągle zmiennej szaty wrażeń. Narzędziem tej „jakościowej“ wiedzy życia jest sam człowiek, odkąd opanuje siebie. Empiryczna metoda myśli i życia jest anarchizmem duchowym współczesnej epoki. Rodzi to tragikomedyę nieporozumień, wśród której giną wszystkie dobre poczynania. „Wrażeniowość“, „żywiołowość“ i t. d. niszczy wszelką spójność, istność człowieka. Jak pisałem już gdzieindziej dyalog nie może istnieć bez uspołecznienia duchowego, bez tej syntezy obcowania, która nie zatracając żadnej indywidualności łączy je w sobie harmonijnie. Daremnie dziś cofać się ku formom pierwotnym uspołecznienia. Przechodzimy okres rozpadnięcia gromady na jednostki. Przetrzymać godnie tę epokę, znaczy zrozumieć związek jaki zachodzi między — człowiekiem — jednostką a — wszechświatem. Tutaj nabiera nieobliczalnej wagi samowychowanie. Nie przypadkowe, dorywcze, ale w kierunku wielkich i głębokich linij Wiekuistego Człowieczeństwa. A to jest zadaniem Teozofii. Kto pójdzie w kierunku odwrotnym, ten odda się rosnącemu nieustannie Głodowi Zmysłów i niepotrzebnych wrażeń, ten zatraci swą indywidualność w oceanie przypadkowych zmian i rozmieni się na chwile i nastroje.
PRZEDMOWA DO TRZECIEGO WYDANIA. W przedmowie do trzeciego wydania autor powtarza słowa, przytoczone w przedmowach do wydań poprzednich: W tej książce ma być podany wizerunek pewnej części nadzmysłowego świata. Kto jednak tylko co zmysłowe chciałby cenić, uzna ten wizerunek za twór czczej fantazyi. Ktoby zaś tej drogi szukać chciał, która ze świata zmysłów wyprowadza, nauczy się prędko rozumieć, że życie ludzkie osiąga znaczenie swe i wartość tylko przez wgląd w świat inny. Próżno wielu się obawia, że przez taki wgląd stanie się człowiek obcym „rzeczywistemu“ życiu. Ponieważ dopiero dzięki temu uczy się stać w życiu pewniej a mocniej. Uczy się poznawać życia, a bez tegoż poznania omackiem jeno jak ślepy idzie wśród jego objawów. Dopiero poznanie nadzmysłowe nadaje sens zmysłowej „rzeczywistości“. Dlatego staje się przez tę wiedzę zdatniejszym, a nie niezdolnym do życia. Istotnie praktycznym człowiekiem może być tylko ten, kto życie rozumie. Autor tej książki nie maluje niczego, czegoby nie mógł poprzeć doświadczeniem, tego rodzaju doświadczeniem, jakie w tych sferach może mieć miejsce. Tylko co przeżyte osobiście w tym sensie — będzie tu wykładane. Nie można tej książki czytać, jak się w naszych czasach książki czytać zwykło. W pewnej mierze czytelnik musi każdą stronicę, nawet każde zdanie Do tego świadomie prowadzono. Ponieważ tylko wtedy książka może być dla czytelnika tem, czem być dla niego powinna. Kto ją przeczytał tylko, ten jej zgoła nie czytał. Jej prawdy muszą być przeżyte. — Teozofia ma tylko w tem rozumieniu wartość. Ze stanowiska pobieżnej wiedzy nie można książki oceniać, gdyż punkt widzenia dla takiej oceny wziętym być musi z książki samej. Kiedy krytyk przyjmie taki punkt widzenia, dojrzy zapewne, że w tych wnioskowaniach nic prawdziwej wiedzy nie przeczy. Autor wie, że nie chciał żadnem słowem stawać w sprzeczności ze swą sumiennością naukową. Ktoby zaś chciał jeszcze na innej drodze poszukiwać prawd tu wyłożonych, znajdzie takie w mojej „Filozofii wolności“ (Berlin 1892). W różny sposób dążą obie te książki do jednego celu. Do zrozumienia jednej nie potrzeba drugiej, choć dla niektórych pewnie będzie pomocną. Ktoby znowu w tej książce doszukiwał się prawd „najostatniejszych“, wypuści ją z rąk być może niezaspokojony. Właśnie z początku dane być mogą tylko z dziedziny ogólnej teozofii. Leży zapewne w naturze ludzkiej skłonność do pytań natychmiastowych o początek i koniec świata, o cel bytu i jestestwo Boga? Komu nie chodzi o słowa i pojęcia ale o prawdziwe poznanie w zastosowaniu do życia, ten wie, że w dziele, które o początku mądrości uczy, nie powinien przytaczać rzeczy należących do wyższych stopni mądrości. Dopiero wyjaśnia się przez zrozumienie tego początku, jak te wyższe pytania stawiane być powinny. W dziele innem, a niniejsze uzupełniającem, mianowicie w publikowanej (w tymże wydawnictwie) przez autora „Wiedzy tajemnej“ znajdą się dalsze sprawozdania z dziedzin tu rozważanych. Przedmowę do drugiego wydania uzupełniono, jak następuje: Ko obecnie przystępuje do przedstawiania faktów nadzmysłowych, winien jasno sobie zdać sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, że nasze czasy pięlęgnowania nadzmysłowego poznania; a powtóre, że dzisiaj życie duchowe zawiera mnóstwo wyobrażeń i odczuć, które taki wykład czynią dla wielu wrprost czczą fantazyą albo marzeniem. Nadzmysłowe poznanie jest wymogiem współczesnego życia, ponieważ wszystko, czego człowiek zwykle w świecie i życiu doświadcza, pobudza go do bezliku pytań, na które tylko prawdy nadzmysłowe odpowiedzieć mogą. Jednak tem łudzić się nie trzeba: wiedza jaką można udzielić o podstawach bytu wśród prądów dzisiejszych, jest dla głębiej odczuwającej duszy nie odpowiedzią, ale wobec wielkich zagadek świata i życia. Przez pewien przeciąg czasu każdy może podlegać mniemaniom, że „w wynikach ściśle naukowych doświadczeń“ lub we wnioskach któregoś współczesnego myśliciela otrzyma rozwiązanie zagadki bytu. Kiedy dojdzie jednak dusza do tej głębi, w którą znijść musi, kiedy siebie rzeczywiście pojmie, ukaże jej się to, co z początku za rozwiązanie miała, jako podnieta dopiero do prawdziwego pytania. A odpowiedź na to pytanie nie tylko wygadza ludzkiej ciekawości, ale od niego zależy spokój wewnętrzny i zawartość życia duszy. Osiągnięcie takiej odpowiedzi nie tylko zadawala popęd wiedzy ale czyni człowieka zdolniejszym do pracy i dorosłym do zadań życia, gdy brak rozwiązania odpowiednich pytań dusznie a w końcu fizycznie go łamie. Poznanie nadzmysłowe jest nie tylko potrzebą teoretycznego myślenia, lecz przedewszystkiem praktycznego, prawdziwego życia. Wprost ze względu na rodzaj współczesnego życia duchowego stała się teozofia sferą niezbędnego poznania w naszych czasach. Nie wyklucza to z drugiej strony tego faktu, że dziś najsilniej się to odpycha, co jest najbardziej niezbędnem. Tak zniewalającą jest dla wielu potęga niektórych mniemań, ugruntowanych na podstawie „pewnych, naukowych badań“ że inaczej zgoła sądzić nie mogą takiej jak ta książki, jak uważając ją za bezpodstawny absurd. Wykładający poznanie nadzmysłowe spodziewa się podobnych rzeczy bez co do tego złudzeń. — Łatwo jest żądać od takiego wykładającego, aby dał „wolne od zarzutów“ dowody. Ale nie bierze się pod uwagę, że się właściwie ulega wtedy złudzeniu, żąda się bowiem choć się tego nie jest świadomym dowodów nie leżących w rzeczy samej, ale tylko takich, które leżą w możności, lub chęci naszego uznania. Autor tej rzeczy wie, że w niej nic takiego niema, czegoby nie mógł uznać ten, kto myśli na podłożu współczesnej wiedzy przyrodniczej. Wie, że można uważać za słuszne wszelkie wymagania nauk przyrodniczych, i właśnie podany tu rodzaj opisu można w sobie umotywować. A prawdziwie przyrodoznawczy sposób przedstawiania rzeczy nie będzie w niezgodzie z tym wykładem. Kto tak myśli, ten odczuje tu wiele dyskusyj zatrąconych, co głębokie prawdziwe słowa Goethe’go tak wyrażają: „Fałszywa nauka nie pozwala sobie przeczyć, ponieważ ona polega na przekonaniu, jakoby fałsz, jakiś był prawdą“. Dyskusye są bezowocne wobec tego, kto ceni tylko swój sposób myślenia. Kto zaś poznał istotę „dowodu“, wyjaśni sobie zapewne, że dusza ludzka na innych drogach, niż za pomocą dyskusyi, znajdzie prawdę. — Tym samym sposobem myślenia kierowano się, kiedy tę książkę w drugiem wydaniu oddano publiczności. Jan Bogumił Fichte (1813) rozpoczyna wykład swej „Nauki“, dojrzałego owocu całego swego życia następująco: „Nauka ta przypuszcza zupełnie nowy wewnętrzny narząd umysłowy, przez który nieznane światy się otwierają, a które dla ludzi zwykłych zgoła nie istnieją“. Dalej za pomocą pewnego porównania wykazuje, jak nieuchwytną musi wydać się jego nauka tym, którzy chcą zgłębić ją przez wyobrażenia zwykłego rozsądku: „Pomyśleć trzeba świat ślepych od urodzenia, dla których o tyle jedynie rzeczy i ich własności są wiadome, o ile istnieją dla dotyku. Gdy im mówicie o kolorach i innych własnościach, które ze światła się rodzą oraz istnieją przez zmysł widzenia — tedy mówicie im o niczem i to będzie jeszcze najszczęśliwszem, jeśli wam to odpowiedzą: błąd łatwo bowiem zauważycie i, nie mogąc im oczu otworzyć, zaniechacie daremnych słów“: — Ten tedy, który o takich rzeczach jak Fichte ludziom mówi, często podobny będzie do owego widzącego między śle- pymi. — Aleć są to rzeczy, które się odnoszą do wyższych celów i treść istotną człowieka wyznaczają. A musiałby zwątpić o człowieczeństwie, kto rad wierzy, jakoby niezbędnem było: „daremnych słów zaniechać“. Nie trzeba nawet na chwilę wątpić, żeby to niemożliwem było, komuś „oczy otworzyć“, jeśli kto do tego wniesie swą dobrą wolę. Wychodząc z tego założenia pisali i mówili wszyscy ci, którzy poczuli, że im obudzenie zmysłu wewnętrznego dało poznać utajoną dla zmysłów zewnętrznych istotę człowieczą. Od najstarszych czasów wciąż mówiono o takiej „wiedzy tajemnej“. — Którzy cośkolwiek z niej pojęli, czują, że jej panowanie jest tak pewne, jak ci, którzy mają normalne oczy czują pewność istnienia barwnych wyobrażeń. Dla tych „wiedza tajemna“ nie potrzebuje „dowodzeń“. Oni wiedzą również, że żadne „dowodzenie“ nie potrzebne dla tych, którzy mają w sobie zmysł wyższy otwarty. Takim można opowiadać, jak podróżny opowiada o Ameryce tym, którzy wyrobili sobie o niej pewne pojęcie. Gdyby pojechali, mogliby sami sprawdzić. Ale nie tylko do takich powinien mówić badacz wyższej prawdy. Powinien on zwracać się do wszystkich. Bo mówi o rzeczach, które obchodzą wszystkich ludzi; i wie, że nikt bez wiedzy o tych rzeczach nie może w prawdziwym sensie tego słowa — zostać człowiekiem. Do różnych ludzi mówi, ponieważ wie, że istnieją najróżniejsze stopnie poznawania tego, o czem wykłada. Wie, że nawet bardzo oddaleni od tego przejrzenia, zanim to w nich własne spostrzeganie duchowe się utworzy, mogą go jednak pojmować. Dlatego że prawdy w każdym człowieku. A do tego pojmowania, które prześwituje w każdej zdrowej duszy, zwraca się przedewszystkiem. Wie również, że w tem pojmowaniu tkwi siła, która musi pomału doprowadzić do wyższych stopni poznania. To poczucie, które z początku nie spostrzega, o czem doń mówią, to poczucie jest właśnie tym czarodziejem, który otwiera „oczy ducha“. W ciemnościach budzi się ono. Dusza nie ale przez nie zostaje ogarnięta zwolna wpływa prawda na duszę i jej „wyższy zmysł“ otwiera. Dla jednego to może trwać dłużej, dla innego krócej: kto cierpliwość i wytrwałość posiada, ten osiągnie cel. — A choć nie każdy ślepy od urodzenia operowanym być może: można otworzyć; i to jest jedynie kwestyą czasu, kiedy zostanie otwartem. Uczoność i wykształcenie nie są wcale warunkiem do otworzenia tego „wyższego zmysłu“. Prostemu człowiekowi równie może on się otworzyć jak stojącemu wysoko pod względem wykształcenia. Co zaś obecnie „jedyną“ wiedzą się nazywa, może raczej tamująco, niż dodatnio oddziałać, ponieważ taka wiedza często tylko to uważa za rzeczywiste, co zwykłym zmysłom jest dostępne. A choć wielkie są jej zasługi w poznawaniu tej rzeczywistości tworzy przy tem wiele przesądów zamykających dostęp do wyższych rzeczywistości. Temu, co tu powiedziane, często zarzucają, że ludzkiemu poznaniu raz na zawsze wyznaczono „nieprzekraczalne granice“. Granic tych przestąpić nie można, przeto muszą być odrzucone wszystkie te umiejętności, które się w tych granicach zamknąć nie dadzą. A stąd wnioskują, jak niedorzecznem było by utrzymywać coś o takich rzeczach, o których ogólnie mniemają, że leżą po za ludzkiem poznaniem. W takim zarzucie tkwi nierozważone to, że wyższe poznanie warunkuje ludzkich sił poznawczych. Co po za granicami poznania leży przed takim rozwojem, to po zbudzeniu się zdolności, które w każdym człowieku drzemią, znajdzie się tych granic. Jedno tylko przytem nie powinno ujść naszej baczności. Mogą rzec: na co tedy ludziom o rzeczach mówić, kiedy nie zbudziły się jeszcze potrzebne do tego siły poznawcze, a przeto tem samem zamknięte są dla nich? Fałszywie to jednak rozważono. Potrzeba szczególnych zdolności, aby rzeczy, o które tu chodzi zaś, kiedy już je wykryto, może pojąć każdy człowiek, który zechce zastoso- wać bezstronną logikę i zdrowe poczucie prawdy. W książce tej nie udzielono innych wiadomości prócz takich, które oddziałać mogą na każdego, kto żywi w sobie nieuprzedzone, żadnymi przesądami niezmącone myślenie i niezależne poczucie prawdy, tak, aby znalazł zadawalniające wyjaśnienia zagadki ludzkiego życia i zjawisk świata. Obiera się tylko takie stanowisko: czy zadawalniającem jest to wyjaśnienie życia, jeżeli te rzeczy są prawdziwe, które tu będziemy rozważać? A okaże się, że życie każdego człowieka dostarczy potwierdzenia. Żeby zostać „nauczycielem“ w tak wysokich sferach bytu, nie wystarczy, że się komuś zmysł do tego otworzył. Do tego, aby spełniać powołanie nauczyciela, w każdej dziedzinie potrzebna jest wiedza. „Wyższe widzenie“ nie tworzy samo przez się „wiedzących“ z ducha, jak zdrowe zmysły — uczonych w zmysłowej rzeczywistości. I ponieważ każda rzeczywistość, niższa czy wyższa duchowa, są tylko dwoma stanami zasadniczej istności, więc kto jest nieświadomym w niższem poznaniu, przeważnie tym samym pozostaje i w wyższym. Ten fakt rodzi poczucie w bezmiar idącej odpowiedzialności, w tym, kto — przez powołanie z ducha — przeznaczony na nauczyciela duchowych dziedzin bytu. Musi on być skromnym i powściągliwym. — Nikogo to jednak nie powinno powstrzymywać, od oddawania się wyższym prawdom. Nawet tego, komu życie nie daje możności, zajmowania się zwykłą wiedzą. Gdyż można dobrze wypełnić zadanie człowieka, nie rozumiejąc nic z botaniki, zoologji, matematyki i innych nauk, ale nie można w zupełnem znaczeniu tego słowa być „człowiekiem“, nie zbliżając się w pewnej mierze przez „wiedzę wyższą“ do odsłoniętej istności i przeznaczenia ludzkiego. Najwyższe, co człowiek spostrzedz może, nazywa „boskim“. A musi w pewnej mierze zetknąć swoje najwyższe przeznaczenie z tem bóstwem. Dlatego właśnie mądrość wyższa, która mu jego istotę i przeznaczenie odsłania, nazywa się „mądrością boską“, albo teozofią. Zgodnie z myślami tu zaznaczonemi da się narzucić szkic do teozoficznego światopoglądu. Autor nie zamierza podawać żadnych faktów, które by nie były jego przeżyciem wewnętrznem, jak przeżycia zewnętrzne świata są faktami dla oczu, uszu i wogóle zwykłego postrzegania. Znajdą tu miejsce przeżycia, ogólnie dostępne dla każdego, ktoby zechciał pójść „drogą poznania“, wskazaną w specjalnym rozdziale tego dzieła. Staje się na właściwym stanowisku wobec nadzmysłowego świata, kiedy się zakłada, że zdrowa myśl i odczucie mogą wszystko pojąć, co płynie z prawdziwej wiedzy wyższych światów i, że, kiedy się wychodzi z tego pojmowania a mocną podstawę zeń czyni, robi się ważki krok do własnego widzenia, żeby zaś je osiągnąć, coś inne przyjść musi. Zamyka się sobie jednak wrota do prawdziwego poznania, gardząc tą drogą, a chcąc inaczej wyższe światy przeniknąć. Zasada: dopiero wtedy wyższe światy uznać, kiedy się je widziało, jest przeszkodą do tego widzenia. Wola do zrozumienia przez zdrową myśl — tego, co później może być oglądane, prowadzi do tego widzenia. Wyczarowuje ważką moc duszy, która do „wglądu jasnowidzącego“ prowadzi. ISTOTA CZŁOWIEKA. Następujące słowa Goethe’go określają wspaniale punkt wyjścia dla drogi, na której istotę człowieka poznać można, „Gdy człowiek spostrzega przedmioty dokoła siebie, rozważa je w stosunku do siebie samego, i słusznie, ponieważ zależy cały jego los od tego, czy one mu odpowiadają, czy one go pociągają lub odpychają, czy są dlań użyteczne lub szkodliwe. Ten zupełnie naturalny rodzaj spostrzegania i rozwagi zdaje się być o tyle łatwym, o ile jest niezbędnym, a jednak człowiek robi tysiączne błędy, które go zawstydzają często i czynią mu życie gorzkiem. — Daleko cięższej pracy podejmują się ci, którzy dążą do poznania poszczególnych przedmiotów w sobie oraz w ich wzajemnych stosunkach: dla tego, że tracą prędko skalę, która jest pomocną w rozważaniu rzeczy zwykłych. Brak im skali przyjemności i przykrości, pociągania i odpychania, pożytku i szkody; tych muszą się już wyrzec, muszą raczej jako obojętni i podobni boskim istotom szukać i odnajdywać to, co istnieje, a nie — co im się podoba. Tedy więc prawego botanika nie tyle wzrusza piękno czy pożytek rośliny, ale kształt jej i stosunek do pozostałego królestwa roślin; a jak one zostają pociągnięte przez słońce i rosną, tak samo on powinien oglądać i rozważać je z równym spokojem, zaś skalę tego poznawania i dane do osądu brać nie z siebie, jeno z koła rzeczy, które bada“. Ta myśl Goethe’go skierowuje uwagę naszą na trzy rzeczy. Pierwsza to przedmioty, przez które dopływa do człowieka przez wrota zmysłów ciągła wiadomość; on je dotyka, wącha, smakuje, słyszy i widzi. Druga to wrażenie, które pierwsze na nim czynią, a które poznaje jako swą przyjemność lub nieprzyjemność, pożądanie lub wstręt, przez to, że on znajduje jedne sympatycznemi a inne asympatycznemi, jedne pożytecznemi, inne znów szkodliwemi. I trzecia — to poznanie, które on jako „równy boskim istotom“, o przedmiotach zdobywa, kiedy mu się odsłaniają tajemnice ich działania i bytu. Wyraźnie zarysowują się te trzy dziedziny ludzkiego życia. A to przekonywa człowieka, że on sprzęgniętym jest ze światem w trojaki sposób. — Pierwszym rodzajem jest coś, co wprost odnajduje, co on jako fakt dany przyjmuje. Przez drugi czyni on świat swojem własnem przeżyciem, czemś, co ma dla niego znaczenie, Trzeci rodzaj określa on jako cel, do którego powinien nieustannie dążyć. Czemu ukazuje się człowiekowi świat w potrójny sposób? Najprostsza rozwaga nas przekona. — Idę po kwiatami porosłej łące. Kwiaty mówią mi o swych barwach przez moje oczy. Jest to fakt, który jako dany przyjmuję. — Raduję się wspaniałością barw. Przez to fakt ten staje się mojem osobistem przeżyciem. Mocą uczucia wiążę kwiat z moim własnym bytem. Po roku idę znów po tej samej łące. Są już tam inne kwiaty. Nowa radość wyrasta z nich dla mnie. Moja radość z przed roku wynurza się jako wspomnienie. Ona jest we mnie; przedmiot, który ją wzniecił, już minął. Ale kwiaty, które teraz widzę, są tego samego rodzaju co i przeszłoroczne; one rosną według tych samych praw, co i tamte. Kiedy uprzytomnię sobie ich rodzaj i prawa, znajduję je zarówno w kwiatach tegorocznych, jak w przeszłorocznych. A będę może tak wnioskować: Kwiaty przeszłoroczne zginęły, radość moja z nich pozostała jeszcze w pamięci. Ona jest związana tylko z bytem. Ale co poznałem w kwiatach przeszłorocznych, poznaję również tego roku i to przetrwa, pokąd będą rosły takie kwiaty. Oto objawia mi się coś, jednak nie tak zależne od mego istnienia jak moja radość. Poczucie radości zostaje we mnie. Prawo, kwiatów pozostają po za mną na świecie. Tedy wiąże się człowiek potrójnie z rzeczami świata. Na razie należy przyjąć ten fakt tak, jak się przedstawia, nie zabarwiając go żadnem ubocznem myśleniem. Wypływa z niego, że człowiek ma To, a nie co inne, będzie tymczasowo nazwane trzema słowy: Kto jakiekolwiek uprzedzone mniemania albo zgoła hypotezy wiąże z tymi trzema słowy, źle zrozumie następujące wyszczególnienia. Przez ciało rozumie się to, przez co objawiają się człowiekowi rzeczy otoczenia, jak w powyższym przykładzie kwiaty na łące. Słowo ma oznaczać, przez co człowiek rzeczy z własnym bytem wiąże, przez co on je odczuwa jako przyjemność lub przykrość, zadowolenie lub niezadowolenie, radość i cierpienie. Przez pomyślane jest to, co się w człowieku objawia, kiedy on według słów Goethego ogląda rzeczy, jako „równy boskim istotom“. — W tem znaczeniu składa się człowiek Przez swoje ciało może się człowiek chwilowo łączyć z rzeczami, przez duszę doświadcza wrażeń, które one nań wywierają, a przez ducha objawia mu się to, co właśnie te rzeczy stanowi. Trzeba rozważać człowieka z tych wszystkich trzech stron, aby bliżej poznać jego istotę. Ponieważ te trzy strony ukazują go w potrójnym stosunku do pozostałego świata. Przez ciało jest spowinowacony z rzeczami, które jego zmysłom z zewnątrz się ukazują. Ciało jego składa się z substancyi świata zewnętrznego; w niem również pracują siły tego świata. Jak się bada swymi zmysłami świat zewnętrzny, obserwuje się również swój własny byt cielesny. Ale niemożliwem jest w ten sam sposób rozpatrywać byt duszny. Wszystko co we mnie jest cielesnem zdarzeniem, może być mocą cielesnych zmysłów przyjęte. Moich przyjemności i przykrości, moich radości i smutków nietylko ja, ale nikt wogóle nie może cielesnymi zmysły spostrzedz. Dziedzina duszna jest niedostępną dla cielesnego postrzegania. Cielesny byt człowieka jest dla wszystkich oczu otwarty; duszny zaś nosi on w sobie jako swój świat. Ale mocą odkrywa mu się świat zewnętrzny w sposób wyższy. W jego wnętrzu odsłania się tajemnica świata zewnętrznego; w duchu wyłania się człowiek ze siebie i rzeczy mówią mu o sobie, o tem,, co nie dla niego, ale dla nich ma wartość. Człowiek patrzy w gwiezdne niebo: zachwyt, który dusza jego przeżywa, należy do niego, wiekuiste prawa gwiezdne, które ogarnia myślą, duchem, nie należą do niego, tylko do gwiazd samych. Tedy człowiek jest obywatelem trzech światów. Przez ciało swoje należy do tego świata, z którego odbiera wrażenia; przez buduje swój własny świat; przez objawia mu się świat, który po nad te oba jest wzniesiony. Jasnem jest, że dzięki istotnym różnicom pomiędzy tymi trzema światami, wyjaśnienie o nich i udział w nich człowieka otrzymać można tylko trzema różnymi sposobami badania. I. CIELESNE JESTESTWO CZŁOWIEKA. Za pomocą cielesnych zmysłów uczymy się poznawać swe ciało ludzkie. A przytem rodzaj obserwacyi nie jest innym, niż przy poznawaniu pozostałych zmysłowo uchwytnych rzeczy. Jak się bada minerały, rośliny i zwierzęta, również można badać człowieka. Jest on z temi trzema formami bytu związany. Podobnie jak minerały tworzy swoje ciało z substancyj przyrody: podobnie jak roślina — rośnie i rozradza się; podobnie jak zwierzęta odczuwa przedmioty dokoła i na podstawie wrażeń buduje swoje życie wewnętrzne. Przeto byt mineralny roślinny i zwierzęcy można przypisać ludziom. Różnice w budowie minerałów, roślin i zwierząt odpowiadają trzem formom ich bytu. A budowa — postać — jest tem, co może być przez zmysły postrzegane i nazwane ciałem. Ale ciało ludzkie różni się od zwierzęcego. Tę różnicę każdy musi uznać, jakiekolwiek byłoby zresztą jego mniemanie o pokrewieństwie ludzi i zwierząt. Nawet najskrajniejszy materyalista, który wszystkiemu dusznemu zaprzeczy, nie może nie podpisać się jednak pod zdaniem, które wyraża w swoim „Organonie przyrody i ducha“: „Wciąż jeszcze subtelna wnętrzna budowa układu nerwowego a mianowicie mózgu pozostaje nierozwiązalną zagadką dla fizyologów i anatomów; ale koncentracya ta, coraz bardziej wzmagając się u zwierząt, w człowieku osiąga stopień najwyższy, co jest ustalonym faktem; jest to dla rozwoju ducha ludzkiego rzeczą najwyższej wagi, właściwie już dostatecznym objaśnieniem. Gdzie budowa mózgu niedostatecznie się rozwinęła, jak u microcephalów i idyotów, to rozumie się samo przez się, że niemożliwem jest poznanie i pojawienie się właściwych idei, jak również niemożliwem jest zachowanie gatunku u ludzi o zupełnie zmarniałych organach rozrodźczych. Mocno i pięknie rozwinięta struktura całego człowieka, a w szczególności mózgu, nie oznacza jeszcze samego geniuszu, ale w każdym razie zabezpiecza pierwsze nieuniknione podstawy dla wyższej świadomości“. Ludzkiemu ciału oprócz trzech form bytu, mineralnej, roślinnej i zwierzęcej, należy się jeszcze czwarta właściwie Przez mineralną formę bytu połączony jest człowiek ze wszystkiem co widzialne, przez roślinną z każdą istotą, która rośnie i rozradza się, przez zwierzęcą ze wszystkiem, co odczuwa swe otoczenie i na podstawie tych wrażeń buduje wewnętrzne przeżycia: przez swoją ludzką — tworzy on już pod względem cielesnym królestwo dla siebie. II. DUSZNE JESTESTWO CZŁOWIEKA. Jako odrębny i własny świat wewnętrzny jestestwo duszy ludzkiej różni się od cielesności. Odrębność ta występuje jaskrawo, gdy skierujemy uwagę na najprostsze odczucie zmysłowe. Nikt nie może wiedzieć, czy kto inny przyjmuje takie odczucie w ściśle podobny sposób jak on sam. Wiadomo, że istnieją ludzie ślepi na barwy, ci widzą rzeczy tylko w różnych odcieniach szarego koloru. Inni zaś są częściowo ślepi na barwy. Nie mogą pewnych odcieni barwnych postrzegać. Obraz świata, jaki się ich oczom przedstawia, jest odmiennym od tego, jaki widzą ludzie t. zw. normalni. A toż samo stosuje się i do innych zmysłów. Bez dalszych wnioskowań widać stąd, że już najprostsze odczucia zmysłowe należą do świata wewnętrznego. Moimi cielesnymi zmysłami mogę odebrać wrażenie stołu czerwonego, jakie ktoś inny również odbierze: ale nie mogę spostrzedz cudzego odczucia czerwieni. — Stąd trzeba odczucia zmysłowe określać jako Kiedy się sobie fakt ten zupełnie wyjaśni, przestanie się wkrótce uważać przeżycia wewnętrzne za mózgowe zdarzenia lub za coś podobnego. — Z zmysłowem wiąże się przedewszystkiem Jedno wrażenie sprawia człowiekowi przyjemność, inne nieprzyjemność. Oto poruszenia jego wewnętrznego, dusznego życia. W swych uczuciach dotwarza człowiek drugi świat do tego, który nań z zewnątrz oddziaływa. Przybywa trzeci czynnik: wola. Przez nią człowiek reaguje na świat zewnętrzny. A przeto odbija on swą istotę wewnętrzną na świecie zewnętrznym. Dusza ludzka ujawnia się przez akty woli. Więc czyny ludzkie odróżniają się od zdarzeń zewnętrznej przyrody piętnem wewnętrznego życia. Tak występuje dusza człowieka jako jego własność wobec świata zewnętrznego. Otrzymuje on bodźce od zewnątrz, i według nich buduje swój świat. Cielesność staje się podstawą duszy. III. DUCHOWE JESTESTWO CZŁOWIEKA. Nie tylko ciało warunkuje duszę ludzką. Człowiek nie przechodzi dowolnie czy bezcelowo od jednego wrażenia zmysłowego do innych: nie działa również pod wrażeniem jakichkolwiek podniet od zewnątrz, lub wywołanych przez wydarzenia jego własnego ciała. o swoich postrzeżeniach i czynach. Przez rozmyślania o postrzeżeniach osiąga poznanie rzeczy; przez rozważanie swych czynów wnosi między nie rozsądną łączność w swem życiu. Wie, że tylko wtedy wypełnia swe zadanie, kiedy pozwala kierować poznaniem i czynami. Sfera duszy znajduje się zatem w dwojakiej zależności. Prawa cielesne uzależniają ją od konieczności przyrody. Prawa, które rządzą prawidłowem myśleniem, uzależniają ją od dobrowolnie uznanej konieczności. Prawa przemiany materyi są narzucone człowiekowi przez przyrodę; prawa myśli — sam przyjmuje. — Przeto czyni siebie człowiek poddanym wyższego porządku niż ten, do którego przez ciało należy. A porządek ten jest Jak różni się sfera cielesna od dusznej, tak samo ta ostatnia od duchowej. Dopóki mówi się o substancyi węgla, wody, cząsteczkach azotu czy tlenu — które się w ciele poruszają, nie ma się duszy na uwadze. Życie duszy zaczyna się tam, gdzie wewnątrz danego ruchu występuje odczucie: czuję słodycz, lub czuję zadowolenie. Tak samo ducha się niema na uwadze, jeżeli będziemy rozważać tylko przeżycia duszne, których człowiek doznaje oddając się wyłącznie światu zewnętrznemu i życiu cielesnemu. To co duszne jest raczej pierwszą podstawą dla duchowości, jak cielesność dla sfery dusznej. — Badacz przyrody ma do czynienia z ciałem, badacz duszy (psycholog) z duszą, a badacz ducha — z duchem. — Wyjaśnienie sobie różnicy pomiędzy ciałem, duszą a duchem przez uprzytomnienie siebie samego jest koniecznością dla każdego, kto — myśląc — chce sobie wyjaśnić istotę człowieka. IV. CIAŁO, DUSZA I DUCH. Tylko wtedy sobie samemu może człowiek siebie wyjaśnić w prawidłowy sposób, kiedy uprzytomni sobie znaczenie wewnątrz własnego jestestwa. Mózg jest cielesnym narzędziem myślenia. Tylko prawidłowo rozwinięte oko może widzieć barwy, tak samo jedynie dobrze zbudowany mózg może służyć do myślenia. Ciało ludzkie tak jest ukształtowane, że wieńczy je mózg, organ ducha. Wtedy można budowę ludzkiego mózgu zrozumieć, kiedy zwróci się uwagę na jego zadanie, które polega na tem, że on ma być narządem myślącego ducha. Wykazuje to porównawcze badanie świata zwierzęcego. U ziemnowodnych mózg jest jeszcze małym wobec mlecza pacierzowego; zaś u ssących stosunkowo większy. Największym jest u ludzi w stosunku do pozostałego ciała. Naprzekór tym uwagom o myśleniu, jakie tu załączone zostają, panują różne przesądy. Wielu ludzi skłania się do obniżania na rzecz „wewnętrznego życia uczuciowego“ lub „odczucia“. Przecież mówią chętnie: nie przez „zimne (trzeźwe) myślenie“, ale przez ciepło uczucia, przez bezpośrednią siłę odczuwania osiąga się wyższe poznanie. Ludzie, co tak mówią, boją się, przez jasne myślenie stępić uczucia. W codziennem myśleniu, które się tylko na rzeczy pożytku rozciąga, może to mieć miejsce. Ale dzieje się zgoła odwrotnie w myśleniu które prowadzi do wyższych bytu regionów. Niema entuzyazmu ani uczucia, jakie by dało się porównać z poczuciem piękna, żaru i wzniosłości, które osiągamy przez czyste kryształowe myśli, płynące do te, które powstają nie „same“, ale osiągnięte przez energiczną pracę myślową. Ciało ludzkie posiada odpowiednią do budowę. Te samę substancye i siły, które zawierają się w królestwie mineralnem, znajdują się w ciele ludzkiem tak połączone, iż przez to połączenie myśl może się objawić. Ta mineralna a odpowiednio do swego zadania ukształtowana konstrukcya nazywa się w dalej idących rozważaniach człowieka. (Temi słowy oznaczamy to, co w literaturze teozoficznej, nazywa się Sthula sharira). Ta mineralna budowa podporządkowana mózgowi, jako punktowi centralnemu, powstaje przez a otrzymuje swą skończoną postać przez Rozradzanie się i rośnięcie dzieli człowiek z rośliną i ze zwierzęciem. Przez rozradzanie się i rośnięcie odróżnia się wszystko to co żywe od nieożywionych minerałów. Żywy organizm powstaje z żywego za pomocą ziarna. Potomkowie idą po przodkach w szeregu żyjących. Siły, przez którą powstaje minerał, musimy szukać w samej materji, która się nań składa. Kryształ górski tworzy moc zawarta w krzemie i tlenie, które w nim są połączone. Sił, które dąb kształtują, musimy szukać, zbaczając przez ziarno, w macierzyńskiej a ojcowskiej roślinie. Przez rozmnażanie przechodzi dębu od poprzedników na potomków. Są bowiem żywym organizmom warunki. — Był to niedojrzały światopogląd, który wierzył, że niższe zwierzęta, a nawet ryby mogą ze szlamu powstać. Kształt istot żywych odradza się przez dziedziczność. Żywa istota rozwija się zależnie od tego, z jakiej macierzyńskiej a ojcowskiej istoty powstała, czyli innymi słowy, do jakiego gatunku należy. Substancya, z której ono się składa, ciągle się zmienia; gatunek trwa podczas życia i przekazuje się potomkom. zatem jest czemś, co stanowi o układzie substancji. Ta siła gatunku twórcza może być nazwana (W literaturze teozoficznej nazywa się „Prana“). Kiedy siły mineralne ujawniają się w krysztale, siły życiotwórcze w gatunku i formach życia roślinnego i zwierzęcego. Siły nieorganiczne spostrzega człowiek za pomocą zmysłów cielesnych. To tylko może spostrzedz, do czego ma zmysły. Bez oczu niema światła, bez uszu — dźwięku. Najniższe organizmy mają pewien rodzaj zmysłu dotyku. Dla nich tylko te mineralne siły istnieją, które poznać można za pomocą dotyku. Wogóle tam, gdzie inne zmysły są bardziej rozwinięte, jak to u zwierząt wyższych, otoczenie staje się bogatsze i różnorodniejsze. Od organów danej istoty zależy przeto, czy to, co w świecie zewnętrznem się zawiera, istnieje równie dla postrzegania czy odczuwania tej istoty. Co w powietrzu trwa jako pewien ruch, staje się dla człowieka odczuciem dźwięku. — Przejawów zaś siły życiotwórczej nie odbiera człowiek przez zwykłe zmysły. barwy rośliny: jej zapach; siła życiotwórcza zostaje obserwacyi utajoną. Ale jak ślepi od urodzenia nie mogą słusznie zaprzeczać istnieniu barwy, tak samo zwykłe zmysły nie mogą odrzucać siły życiotwórczej. Barwy zaczynają istnieć dla ślepych od urodzenia od czasu operacyi; również od czasu utworzenia się odpowiedniego narzędzia, poczyna być widzialną dla człowieka (przez siłę życiotwórczą ujawniona) istota różnorodnych rodzaji roślin i zwierząt. — Przez otwarcie tego organu odsłania się człowiekowi świat zupełnie nieznany. Nie spostrzega już jedynie barw, zapachów i t. d. żyjącej istoty, ale i tę W każdej roślinie, w każdem zwierzęciu wyczuwa oprócz fizycznego kształtu jeszcze Aby mieć na to wyraz, nazwijmy ten kształt duchowy albo — Dla badacza życia duchowego rzecz ta się tak przedstawia. Dla niego ciało eteryczne nie jest wypadkową materyi i sił fizycznego ciała, ale samodzielnem i czynnem jestestwem, które wymienione fizyczne substancye i siły do życia powołuje. Ten mówi w myśl wiedzy duchowej, kto powie, że fizyczne ciało ma swój kształt — np. kryształ — przez utajone w niem moce fizyczne kształtujące. Żywy organizm posiada formę nie przez te siły, ponieważ w momencie kiedy życie zeń wypłynie i pozostawiony zostanie siłom fizycznym, rozpada się. Ciało życiotwórcze jest to istność, która podczas życia strzeże ciało fizyczne od rozpadnięcia się. — Ażeby to ciało życiotwórcze widzieć, postrzegać w innych organizmach, trzeba na to zbudzonych Bez tego owszem można przyjąć jego egzystencyę z przesłanek logicznych; je można tylko oczyma ducha, jak barwy oczyma fizycznemi. — Nie trzeba się zrażać wyrazem „ciało eteryczne“. „Eter“ oznacza tu coś innego niż hypotetyczny eter fizyki. Trzeba go uważać poprostu jako określenie tego, co tu będzie opisane. I jak fizyczne ciało ludzkie jest obrazem swojej celowości, tak samo ludzkie ciało eteryczne. Zrozumie się to ciało wtedy, kiedy się je rozważy w stosunku do myślącego ducha. Przez takie podporządkowanie myślącemu duchowi, odróżnia się ciało eteryczne człowieka od tegoż zwierząt i roślin. — Człowiek przez swoje ciało fizyczne należy do świata nieorganicznego, a przez ciało eteryczne do organicznego. Po śmierci odpada ciało fizyczne do świata nieorganicznego, ciało eteryczne do świata życia. (W teozoficznej literaturze nazywają ludzkie ciało eteryczne „Linga sharira“). Przez „ciało“ określa się to, co nadaje istocie pewnego rodzaju „kształt“, „formę“. Nie trzeba mieszać wyrazu „ciało“ ze zmysłowym kształtem „cielesnym“. W tem znaczeniu „ciało“ może być również zastosowanem na oznaczenie tego, co się „dusznie“ czy „duchowo“ kształtuje. Ciało życiotwórcze jest jeszcze dla człowieka czemś zewnętrznem. W pierwszym przebłysku odczuwania odpowiada wnętrze człowieka podrażnieniom zewnętrznego świata. Chociaż byśmy jak najstaranniej śledzili to, co słusznie nazywamy światem zewnętrznym, to jednak odczuwania nie znajdziemy. — Promienie świetlne przenikają do oka; rozciągają się wewnątrz niego aż do siatkówki. Tam wywołują procesy chemiczne (w t. zw. purpurze wzrokowej); działalność tej podniety przenosi się za pomocą nerwu wzrokowego aż do mózgu i tam powstają dalsze fizyczne procesy. Gdyby to można było oglądać, widziałoby się tylko procesy fizyczne, tak jak jakiekolwiek inne w świecie zewnętrznym. Gdybym mógł zaś ciało życiotwórcze obserwować to spostrzegłbym, w jaki sposób fizyczny proces mózgowy jest zarazem przebiegiem życiotwórczym. Ale odczucia niebieskiej bar- wy, spowodowanego promieniami świetlnemi, nie można nigdzie znaleźć na tej drodze. Powstaje ono dopiero wewnątrz duszy odczuwającego. Gdyby więc istota jego składała się tylko z ciała fizycznego i eterycznego, odczucie nie mogłoby tam nigdy istnieć. Istotnie zatem odróżnia się czynność, przez którą odczuwanie staje się faktem, od działania siły życiotwórczej. Otóż ta czynność wydobywa z poza danego przejawu przeżycie wewnętrzne. Bez tej czynności byłoby to tylko procesem życiowym, który także w roślinie spostrzedz można. Wyobraźmy sobie człowieka jak ze wszech stron odbiera wrażenia. Trzeba go tylko sobie pomyśleć, jako źródło wskazanej czynności, jak zewsząd chwyta wrażenia. Na wszystkie strony odpowiadają tu odczucia wrażeniom. Źródło tej działalności powinno nazywać się . (W literaturze teozoficznej nazywa się „Kama“). Dusza czuciowa jest równie faktyczną, jak ciało fizyczne. Gdybym z człowieka, stojącego przedemną, tylko jego ciało fizyczne widział, nie bacząc na jego czuciową duszę, to tak, jak gdybym stojąc przed obrazem płótno same z malowidła zauważył. O postrzeganiu duszy czuciowej podobnie powiedzieć można, jak poprzednio o postrzeganiu ciała eterycznego. Cielesne organy są ślepe w stosunku do niej. A organ, za pomocą którego widzimy życie jako życie samo, również wobec niej jest ślepy. Służy on tak samo do oglądania ciała eterycznego, jak jeszcze wyższy narząd do oglądania świata wewnętrznego samego czucia. Człowiek wtedy nie tylko czuje wrażenia fizyczne i życiotwórcze, ale odczucia. Przed człowiekiem o takim narządzie rozpościera się świat czuciowy innych stworzeń jak otwarta a dla niego czytelna książka. Trzeba odróżnić świat przeżyć odczuciowych własnych od oglądanego świata odczuć cudzych. Każdy człowiek wejrzeć może w swój własny świat czucia; cudzą duszę czuciową może tylko otwartemi „oczyma ducha“. Nie będąc widzącym, człowiek zna świat odczucia tylko jako „wewnętrzny“, jako własne utajone przeżycia swej duszy; przed otwartemi „oczyma ducha“ rozświetla się w zewnętrznem duchowem widzeniu to, co zresztą tylko „wewnątrz“ drugiego człowieka żyje. Dusza czuciowa zależy przez swą działalność od ciała eterycznego. Ponieważ zeń właśnie dobywa to, czemu jako odczuciu pozwala błysnąć. A że ciało eteryczne jest życiem wnętrzem fizycznego, dusza czuciowa przeto jest pośrednio od niego zależną. Tylko dla prawidłowo działającego, dobrze zbudowanego oka możliwe są odpowiednie wrażenia barwne. Zatem od cielesności zależną jest dusza czuciowa. Jest ona w swojej działalności przez ciało określoną i ograniczoną. Żyje w wyznaczonych jej w ten sposób granicach. — Ciało jest zbudowane z substancyj mineralnych, przez ciało eteryczne ożywione a natomiast ogranicza duszę czuciową. Kto więc posiada wspomniany wyżej organ „widzenia“ duszy czuciowej, ten widzi ją ograniczoną przez ciało. — Ale granice duszy czuciowej nie schodzą się z granicami ciała fizycznego. Dusza ta urasta nieco po nad niem. Widać stąd, że okazuje się potężniejszą, jak ono. Jednak siła, co jej granice wyznacza, płynie z ciała fizycznego. Tymczasem między ciałem fizycznem i eterycznem z jednej, a duszą czuciową z drugiej strony, przemyka się jeszcze jedno szczególne ogniwo ludzkiego jestestwa. Jest niem (Nazywa się ono w teozoficznej literaturze „postacią astralną“ lub „kamarupa“. Rupa znaczy forma, postać). Można również powiedzieć: pewna część ciała eterycznego jest subtelniejszą od reszty i ta część subtelniejsza stanowi jedność z duszą czuciową, kiedy grubsza część tworzy pewnego rodzaju jedność z ciałem fizycznem. Jednak urasta, jak powiedziano, dusza czuciowa ponad ciało duszy. Co tu odczuciem nazywamy jest tylko częścią istoty dusznej. (Wyraz dusza czuciowa wybrany został dla prostoty). Na odczuciach bowiem opierają się takie uczucia jak zadowolenie i niezadowolenie, popędy, instynkty i namiętności. Wszystko to nosi ten sam charakter życia własnego jak odczucie i jak ono od cielesności zależy.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Przygotowanie do nadzmysłowego poznania świata i przeznaczeń człowieka.
