Read here

O pracy

Józef Ignacy Kraszewski · 1884 · Free in the US

20,226 words · about 1 h 25 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1884 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=O_pracy_(Kraszewski,_1884)&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Józef Ignacy Kraszewski
Language
Polish
Published
1884
Length
20,226 words · about 1 h 25 min
Sections
16 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (16)
  1. Front matter under 1 min
  2. całość about 42 min
  3. Praca about 2 min
  4. Podział pracy about 3 min
  5. Zamiana about 5 min
  6. Pieniądze about 2 min
  7. Fabrykant i rzemieślnik about 3 min
  8. Rolnik about 2 min
  9. Kupiec about 2 min
  10. Nauczyciel about 2 min
  11. Urzędnik about 3 min
  12. Użyteczność i cena rzeczy about 3 min
  13. Własność about 3 min
  14. Kapitał i procent about 3 min
  15. Bogaci i ubodzy about 3 min
  16. Machiny about 5 min

Continue:

Front matter

Wydawnictwo Księgarni Krajowej

KONRADA PRÓSZYŃSKIEGO.

O PRACY

całość

Wydawnictwo Księgarni Krajowej

KONRADA PRÓSZYŃSKIEGO.

O PRACY

PRZEZ

J. I. Kraszewskiego.

WARSZAWA

Księgarnia Krajowa K. Prószyńskiego,

na Krakowskiém-Przedmieściu, pod Nr. 45.

1884.

A.

Na wsi ludzie kopią i orzą, sieją i żną; w lasach polują i ścinają stare drzewa; na morzu i rzekach łowią ryby, płyną, czółnami i okrętami; inni po wioskach i po miastach kują, strużą, heblują, piłują, przędą, tkają, przesiewają, mielą, piszą, rachują, malują, szyją. Wszelaka robota ludzka, czy rękami, czy głową człowiek robi, nazywa się pracą.

Człowiek, który pracuje, musi się wysilać albo rękami, albo myślą; potrzebuje na zrobienie czegokolwiek bądź i czasu i siły. Lepiéjby mu było może spokojnie odpoczywać, jeść, pić, na piecu leżeć, boby go to nie kosztowało nic, nie zmęczyłby się i ciału by dogodził. Spytacie się więc, dlaczego człowiek, mimo to, że praca go wysila, zabiera mu czas, któryby mógł poświęcić na spoczynek, mimo że ona go kosztuje, jednak musi pracować? Przyczyną tego jest najprzód, że prawo Boże w sercu człowieka zasiało nasienie pracy, potrzebę zajęcia, ochotę odznaczenia się; powtóre, że człowiek, który nic nie robi a żyje, jé, pije i zjada to, co drudzy zapracowali, w końcu z głodu umarłby, i ludzie by nim pogardzili i odepchnęli go jako nieużytecznego próżniaka. Widzimy ludzi, co nic nie robią, ale to nie może trwać długo: żyją zapasem swoim albo cudzym; ale jak w naczyniu, z któregoby wodę brał a nie dolewał nic, nakoniec zabrakłoby wody, tak i człowiekowi w ostatku niestałoby zapasu. Wreszcie próżniak zawsze koniec końcem zasługuje na pogardę ludzi, i żeby był najbogatszy, gdy nic nie robi, nic znaczyć nie będzie.

Ten, co nie pracuje, może się przechadzać z założonemi rękami, ale jeżeli jest ubogim, jutro nie będzie miał co jeść; jeśli bogatym, to mu życie zbrzydnie i on ludziom stanie się wstrętliwym. Każdy woli być pewnym, że jutro będzie miał co jeść, niż dziś przespać, a nazajutrz mrzeć głodem. Oczywiście lepiéj się zmęczyć robotą, niż cierpieć bez jedzenia. W dodatku próżniak choć sobie dogodzi na chwilkę, ale mu ani sen, ani odpoczynek, ani hulanka nie dadzą pokoju w sercu i duszy: sumienie go musi gryźć, a ludzka praca wstyd mu będzie robiła.

Gdyby na całym świecie nagle wszelaka praca ustała, łatwo pojmiecie, że bardzo prędko przyszedłby głód i nędza powszechna, i ludzie by wymrzeć musieli. Zabrakłoby zaraz zboża, mąki, świeżego mięsa, jarzyny, boby rolnik, młynarz, piekarz, rzeźnik, ogrodnik odpoczywali. Odzież, obuwie, wszystkoby się w końcu porozpadało i podarło, nowego nie byłoby zkąd wziąć, ani z czego, ani komu zrobić; ludzie by zdziczeli jak zwierzęta i pozdychali z nędzy. Pola, majątki, domy, pieniądze bogatych na nicby im się nie zdały, bo za gotowy grosz nie byłoby co kupować; grunta nie rodziłyby, sady zdziczały, łąki chwastem porosły, a jakby się nikt niczego nie tknął, na stosach złota z głodu marliby wszyscy. Bez pracy i roboty niema nic. Dzikie owoce, grzyby, jagody nie na długoby , a chcąc i ich zapas zrobić, trzeba pracować. Przyszedłby więc głód i ludzie musieliby się chyba między sobą zjadać jak zwierz leśny. Jeden człowiek, który nie chce pracować, nie zrobi wielkiéj różnicy, jeśli inni wszyscy pracują; ale i on wkońcu będzie musiał żebrać, prosić i upokarzać się, co daleko przykrzejsze jest niż najcięższa robota. Silnemu i zdrowemu wyciągać rękę, albo niegodziwym sposobem wydzierać cudze, jest ostatnią nędzą i nieszczęściem, a najmozolniejsza praca straszniejszą, nad to być nie może.

PODZIAŁ PRACY.

Spójrzyjcie na tę małą książkę, z któréj czytamy: drobna ona jest, a jednak nim się zrobiła, pracowało na nią kilkuset ludzi. Jeden ją napisał, drugi ją przerobił, daléj zecer, co litery drukowane stawia, układał pismo po jednéj literce, ustawiał wyrazy, inny potém zaniósł te litery do wyciskania, inny naprowadził czarną massą, aby się wycisnęły na papierze, inny papier podłożył i naostatek wybił czarne na białém. Niedosyć na tém, z każdym arkuszem książki, z każdą kartką ta sama była robota. Papier wydrukowany zanieśli do zeszycia, któś go poskładał, inny pozszywał, inny obciął, przylepił okładkę. Daléj któś przyniósł książkę, potém ją wzięto na sprzedaż i dopiero się do was dostać mogla.

Na tém nie koniec: ten, co pisał i przerabiał, musiał mieć nauczycieli, coby go przysposobili i nauczyli myśleć i pisać; księgarz także nie od razu i nie sam przyszedł do tego, że począł handlować. Na książkę potrzeba było papieru, papier się robi ze starych szmat, szmaty są z przędzy, przędza ze lnu; a len ktoś siał, zbierał, moczył, wybijał, prządł, tkał, zszył, znosił, póki nie wyrzucono szmat. Daléj tak samo litery drukowane nim się wylały z kruszcu, trzeba było rudę kopać, kruszce oddzielić, formę zrobić i t. p. Papier robił się na machinie, machina téż dużo rąk i głów potrzebowała; każda najmniejsza rzecz nim się zrobiła, zajęła mnóstwo ludzi, kosztowała wiele pracy. Książki przewożono po bitych drogach, na wozach, koleją. Gdyby te wszystkie roboty i robotnicy nie składali się na tę małą książczynę, nie mielibyście jéj wcale. Jéno pomyślcie a pomiarkujecie, jak to się praca nad jedną rzeczą dzieli na tyle rąk.

Gdyby teraz przyszło jednemu człowiekowi zrobić wszystko a wszystko, co do książki należy: siać len, tkać płótno, ze szmat papier wyrobić, machiny samemu budować, litery lać, składać i tym podobnie, — za całe życie swoje jednego arkusza zrobićby nie mógł, i to, coby zrobił, nie wieleby było warte. Musiałby chyba człowiek pisać książkę na skórze, jak to dawniéj robili, póki druku nie wynaleźli, i napisałby może jedną. Takie pisanie nie byłoby ani tak czyste, ani czytelne i piękne, jak książka drukowana, i byłaby jedna tylko książka, a druk może ich odbić wiele chcąc. Pisana więc kosztowałaby bardzo drogo, boby człek nad nią długo się mozolił, i nie wielu bogaczów mogłoby z niéj korzystać, gdy drukowaną i ubogi łatwo sobie kupić może.

Książkę tę więc winniśmy temu, że się na nią dużo ludzi składało, a każdy tylko to robił, co najlepiéj umiał, co mu przychodziło najłatwiéj. Tym sposobem, jak ta książka, robi się na świecie wszystko; a praca taka, podzielona, daje nam poznać, że na świecie prawem jest, iż nie wszyscy wszystko robią, ale każdy to, co może i umie. Zowie się to podziałem pracy. Każdy człowiek naturalnie, jeżeli ciągle jedno robi, nabiera wprawy, szybkości, zdatności do swojéj roboty; weźcie go do innéj, straci dużo czasu, nim się do tamtéj nałoży. Tak naprzykład z tą książką: już zecer, co litery układa, prędko je umie wyszukać i poustawiać; ten co ją zszywa, zna, jak papier złożyć i związać nicią: a im częściéj powtarza jedno, tém mu to łatwiej iść musi. Chcąc się czegokolwiek nauczyć, niema téż innego sposobu, tylko jedno długo robić.

Oprócz téj przyczyny podziału pracy, jest jeszcze inna niemniéj ważna. Ten, naprzykład, co książki oprawia, ten co je drukuje, może sobie dostać stosowne narzędzia do swojéj roboty; gdyby przyszło jednemu wszystkie kupować, małoby kogo starczyło na to. W dodatku, gdyby narzędzia miał, nie prędkoby się z niemi nauczył obchodzić, jak naprzykład z machinami. Wiele zresztą z tych machin jest ciężkich i siły człowieka do nich nie dosyć.

Z tego podziału pracy wynika, że możemy tanią wydrukować książeczkę machiną, która kilka tysięcy kosztuje. Bo machina służy ciągle do drukowania książek i wydaje ich na świat tysiące, a litery, któremi się drukuje jedno, zaraz potém użyte być mogą do innego druku, na inną książeczkę. Tym sposobem, to co warte tysiące, wypłaca się powoli i powraca koszta, dając ciągle nowe książeczki. Tak samo i arkusz papieru do druku, który może wart grosz, robi się na machinie wartéj kilka, kilkadziesiąt tysięcy, ale ta machina w jeden dzień wyrabia ich wielkie mnóstwo. Gdyby nie taki podział pracy, wszystkoby szło powoli, drogo, i ludzie by wielu rzeczy pierwszéj potrzeby mieć nie mogli.

Łatwo rozrachujecie, co się zyskuje na podziale roboty; gdy wam powiemy, że teraz można drukowane Pismo całe kupić za kilkanaście złotych, gdy wprzódy nim był druk wynaleziony, musiano je przepisywać, i kosztowało pisane kilkaset lub i tysiąc złotych nawet, a zatém mało kto je mógł sobie kupić. Tak samo książki do nabożeństwa mieli dawniéj tylko magnaci i królowie, a dziś prosty człowiek za parę złotych może sobie dostać, na czém Boga chwali. Widzicie więc, że wynalazek druku rozpowszechnił słowo Boże, rozlał je pomiędzy ludzi i tém samém wielu poprawił i nawrócił. A ten jeden wynalazek może wam dać wyobrażenie o innych podobnych, które na podziale pracy się zasadzają.

A.

Człowiek mieszkający na wsi, uprawia rolę, sieje zboże, hoduje bydło; stolarz w mieście pracuje koło drzewa tylko, szewc robi buty i trzewiki, krawiec szyje odzienie.

Nie trudne to są zajęcia, nie potrzebujące dużo czasu do nauki; jednakże gdyby przyszło szewcowi pójść za pługiem, albo stolarzowi wziąć się do dratwy, lub krawcowi do hebla, nie łatwoby co zrobili, więc każdy pilnuje swojego.

Ten sam podział pracy, o którym mówiliśmy, trzyma każdego przy jednéj robocie. Szewc może trzewiki zrobić w jeden dzień; gdyby stolarz się do nich wziął, straciłby tydzień, nimby ladajako uszył. Tak samo szewc gdyby sobie chciał stół zrobić, zapłaciłby za heble, za piłę i warsztat, i więcéj niżeli stolik wart.

Wieśniak, który pracuje około roli, zbiera, jak mu urodzi, więcéj daleko zboża, niż sam spożyć może; ale mu za to brak butów, stołu, odzieży i t. p. Szewcowi, choć ma butów poddostatkiem, brakuje odzieży, stołu, chleba, i tak każdemu czegoś niedostaje — sam sobie nikt nie starczy.

Otóż z tego podziału pracy wynika, że się ludzie pomiędzy sobą mieniać muszą na to, czego mają nadto, a na czém drugim zbywa. Wieśniak oddaje część swojego zboża lub bydło mu niepotrzebne, szewc dostarcza obuwie, stolarz drewnianą robotę, krawiec suknie. Szewc daje wieśniakowi za zboże lub za bydlę buty, które uszył; daje stolarzowi za stół, krawcowi za suknie, i tak każdy tém, co mu zbywa, wymienia to, co mu jest potrzebne. To się nazywa zamianą. Łatwo sobie wyobrazić, jak taka zamiana jest wszystkim użyteczna. Tak samo jak stolarz tydzień by może pracował, nimby liche uszył trzewiki, które szewc zrobi w dzień; szewc znowu tydzieńby strugał około stołu, na który stolarzowi dosyć jednego dnia. Gdy więc stolarz buty sobie daje robić szewcowi, a tamten stół bierze od stolarza, zamieniając swą pracę na inną mu potrzebną, każdy z nich oszczędza na tém sześć dni roboty; każdy zyskuje te sześć dni, w ciągu których może pracować nad czém inném.

Tym sposobem, jeżeli szewc zamieni sześć par butów zrobionych w dni sześć, a drugi sześć stolików, — na inne rzeczy, każdy z nich mieć będzie: ten siedm par butów nabytych za czas w którymby ledwie zrobił jednę, a drugi siedm stołów zamiast jednego stołu. Zamiana więc ten ma skutek, że powiększa nasze zasoby, i daje nam więcéj, niżbyśmy mieli, wszystko sami robić będąc zmuszeni.

Dopóki ludzie sami sobie wszystko robią, mało mogą używać i muszą być ubodzy. Tak jak niepodobna im sobie wydrukować książki samym, nie mogą porządnie się odziać i mieć do pracy dobrych narzędzi. Nie mogąc zamieniać, każdy musi sobie sam wystarczyć, i w naszym kraju wiele jeszcze jest miejsc, gdzie się to tak dzieje. Łóżko, na którém odpoczywa człowiek, sukmana, którą się odziewa, miski, na których jé, stół, na którym obiaduje, ława, na któréj siedzi, są w domu robione, dużo czasu kosztują i nie mogą być bardzo wygodne. Gdyby policzyć te dnie, które robota zajęła, na pieniądze, a za pieniądze to wszystko kupić, pewnieby i lepsze było, i może nie jak drogie. Ale są inne rzeczy, naprzykład książki, których jeden człowiek sam nigdy zrobić nie potrafi.

Korzyść, wynikająca z podziału pracy i zamiany, pochodzi ztąd, że dozwala człowiekowi pracować nad tém, do czego ma najwięcéj zdolności; a korzyść ta staje się tém większą, im zdolności u ludzi robiących zamiany między sobą są rozmaitsze. Tak naprzykład, stolarz meblowy dobry, może łatwiéj prostą robotę stolarską wykonać niż robotę kowalską; a kowal łatwiéj zrobi klucz, niż najlepszy stolarz. Zdolności ludzi różnią się bardzo, w miarę jak ludzie w różnych krajach dalekich od siebie i rozmaitych stronach cieplejszych, zimniejszych, inaczéj od Boga stworzonych, mieszkają.

Tak na południe od nas, u Włochów, gdzie jest bardzo ciepło, ziemia rodzi cytryny i oliwę; na drugiéj stronie kuli ziemskiéj, w Ameryce środkowéj, rodzi się kawa i bawełna; w Niemczech i u nas w Polsce jabłka, kartofle, len, pszenica i żyto, a każda z tych rzeczy jest właściwą krajowi i klimatowi. Trudnoby było na przekór słońcu chcieć mieć u nas kawę i oliwę, albo cytryny w Niemczech. Więc gdy nam potrzeba bawełny, cytryn, kawy, a innym pszenicy lub żyta, musimy się mieniać, choć kraje te są od siebie dalekie, tak, jakby to robił stolarz z szewcem, o których dopiero co mówiliśmy.

Pan Bóg w łasce swéj i mądrości dał człowiekowi ochotę używania wszystkich darów ziemi, i otrzymywania ich przez zamianę, aby tym sposobem ludzi do siebie zbliżyć; połączył ich z sobą, i przypomniał im, że są wszyscy braćmi. Muszą, chcąc czegoś dostać, szukać jedni drugich, poznawać się, żyć w zgodzie, uczyć się jedni od drugich, bo gdyby każdy zamknął się w domu, wieleby mu rzeczy brakowało, którychby sam sobie zrobić nie mógł. Pan Bóg dał ludziom różne zdolności, a krajom rozmaite owoce i płody, naumyślnie, aby z sobą żyły w zgodzie i braterstwie. Przez te stosunki, handel, podróże i nauka Chrystusowa doszły już przez morza i góry do najdalszych końców świata.

Zamiana między oddalonemi ludźmi i krajami takie same ma skutki, jak między sąsiadami; każdy mienia to, czego ma nadto, na to co mu niedostaje; bo zbywająca rzecz nie jest mu potrzebna, a może za nią dostać to, na czém mu zbywa. I tak, jak sąsiedzi mieniając się z sobą, robią użytek z rzeczy, któreby darmo się popsuły, tak i oddalone kraje zyskują na zamianach.

Ażeby zamiana mogła przyjść do skutku, musi zapewniać jakąś korzyść tym, którzy się mieniają. Jeżeli naprzykład wieśniak jadący na targ z korcem owsa, może go tam przemienić na siekierę, a korzec ten owsa nie był mu ani na zasiew, ani dla chudoby potrzebny, i siekiera kowalowi nieużyteczna: oba zyskali na tém. Wszystko jedno, czy tę siekierę mieniają na owies sąsiedzi, czy ludzie od siebie mieszkający daleko. Mieniają tak samo jedwab’, len, cytryny, kawę i t. p. Gdyby te zamiany nie przychodziły do skutku, musianoby się bez wielu rzeczy obchodzić.

Są jednak rzeczy, które we wszystkich krajach robić można, a jednak otrzymujemy je zdaleka i u siebie nie robimy. Naprzykład prząść możemy wszędzie, a jednakże nici po większéj części, szczególniéj bawełnę przędzoną, otrzymujemy z Anglji. Wydaje się to rzeczą dziwną.

Można tak samo piec chléb u siebie w domu, a jednak po miastach i bułki i chleb pieką piekarze tylko, dla tego, że tym sposobem mniéj on kosztuje, niż gdyby każdy z osobna piec musiał opalać i wypiekać chléb w domu. Wielu gospodarstwom ubogim trudnoby było drzewa kupić na wypieczenie codzień chleba; inni mogą więcéj zarobić niż chléb wart przez ten czas, w którymby musieli miesić i piec. Cóż tu robić? Trudno się obchodzić bez chleba, i niedorzecznieby było kupować drzewa za złotówkę, aby wypiec chléb, który wart dziesięć groszy. Człowiek, co może zarobić dwa lub trzy złote, straciłby dzień nad robotą, która nie warta połowy. Musi więc udać się do piekarza, i lepiéj na tém wyjdzie. Otóż tak samo i z nićmi, które przędą w Anglji. Dla tego je ztamtąd sprowadzają, że są tańsze, a ci, coby je u nas przędli, więcéjby na nie stracili czasu, niż one warte. Nici więc sprowadzone — są dla nas czystym zarobkiem, bo przędąc je w domu, wieleby dni ludzie stracili i nie zrobiliby innych rzeczy potrzebnych; albobyśmy nie mieli bawełny, która jest użyteczna i bez któréj obejść się trudno.

Chléb drogi i nici drogie, a chléb i nici tanie — są rzeczą zupełnie różną; drogie naturalnie są nie dla wszystkich, tanie może kupić każdy. Tam, gdzie chléb i nici są drogie, nie wszyscy je miéć mogą, i większa część ludzi jest ich pozbawiona. Jeżeli za chleb lub nici musimy zapłacić więcéj, niż mamy na to, już one nam nie są dogodne; musimy szukać ich tam, choćby daléj, zkąd ich taniéj dostać możemy.

Gdzie niema zamiany, nie może być podziału pracy, nędza i barbarzyństwo uciskają ludzi. Gdzie zamiana odbywa się tylko między mieszkańcami kraju, a z oddalonemi krajami niéma żadnego stosunku, sprzeciwia się pewnie woli Bożéj, która nakazała podział pracy między różnemi częściami ziemi zarówno, jak między mieszkańcami jednego kraju.

PIENIĄDZE.

Mówiliśmy wam, jak się wszystko otrzymuje zamianą, lecz w wielu razach prosta taka zamiana bywa niemożliwa. Przypuśćmy, że potrzebuje wieśniak korzec owsa zamienić na siekierę, ale kowal nie potrzebuje owsa, a żąda naprzykład butów; więcby wieśniak musiał szukać szewca najprzód, wymienić owies na buty, a dopiero te buty na siekierę, coby go dużo czasu i kłopotu kosztowało.

Takie zamiany, któreby się często trafiać mogły, byłyby uciążliwe dla wszystkich, boby czasem nie jeden raz, ale dwa i trzy razy mieniać trzeba różne rzeczy, pókiby się dostało téj, któréj się potrzebuje. W dawniejszych czasach zaczęto szukać ułatwienia zamiany, i ażeby samemu nie chodzić od jednego do drugiego, wymyślono znaki czyli świadectwa zamiany. Z takim znaczkiem można było pójść do kowala i wziąć siekierę, a on z nimby poszedł znowu i odebrał sobie u szewca buty. Ale ułatwienie podobne nie jest jeszcze dostateczne, bo znaczek albo pismo nie każdy by przyjął, nie każdy by wierzył, nie byłby pewny, czy trzeci mu odda, co należy i czy swoje odbierze. Nareszcie to między kilku znajomymi ludźmi, ale w dalszym kraju, gdzieby podpisu nie znali i podpisującego, na nicby się nie przydały znaczki.

Z tego powodu od bardzo dawnych czasów zaczęto do wymiany używać takich przedmiotów, które wszędzie równą i stałą mają wartość, i dano pierwszeństwo kruszcom drogim z powodu, że łatwiéj je przewozić i przenosić, że się nie niszczą i nie psują i że szacunek ich jest uznany i przyjęty wszędzie, choćby w najdalszych i najdzikszych krajach. Późniejsze użycie kruszców jeszcze się stało dogodniejsze, gdy rządy zaczęły je na małe kawałki dzielić, i znaczyć ich wagę i wartość.

Dziś szewc zamienia buty na pieniądze, a z pieniądze kupuje chleba; wieśniak sprzedaje owies, a nabywa za to siekierę. Ten, któryby nie dał owsa za siekierę, bo siekiery nie potrzebuje, odda go za pieniądz, gdyż zań dostanie sobie, co zechce. Zamiana taka z pomocą pieniędzy zowie się zwykle handlem, i jest dziś więcéj we zwyczaju niż inna, chociaż na jedno to wychodzi i zawsze jest zamianą. Nikt pieniędzy nie potrzebuje dla pieniędzy, ale na to, aby za nie mógł kupić, czego zażąda.

Za pomocą pieniędzy zamiana staje się łatwą w wielkich odległościach, bo każdy wié w Paryżu naprzykład, że gdy mu płacą dwieście złotych, dostanie za nie tyle a tyle korcy pszenicy lub t. p. Pieniądz tylko daje tę pewność, że za niego możemy nie jeden towar, ale wszelki, jakiego potrzebujemy, dostać, gdzie się nam podoba. Gdybyśmy chcieli zapomódz bliźniego, a mieli mu do dania tylko to, co on zaś potrzebował innéj rzeczy, naprzykład, gdyby ubogi był bosy, a my zamiast dali mu zboża; coby to on się nakłopotał, nimby zboże dźwigając, na buty przemienił! Dając mu pieniądz, dajemy prędki sposób nabycia tego, co chce.

Gdy raz był wielki głód w ziemi żydowskiéj, tam, gdzie się Chrystus Pan narodził, chrześćjanie w Grecyi chcieli przyjść w pomoc tamtejszym braciom swoim. Ale niepodobna było posłać tak prędko zboża z Grecyi do ziemi żydowskiéj, i w Grecji też nie było zbytku chleba. Chrześćjanie ci więc zrobili między sobą składkę pieniędzy, a summę uzbieraną apostół Paweł zawiózł do ziemi żydowskiéj, gdzie chrześćjanie użyli tych pieniędzy dla zakupienia sobie zboża, które prędzéj z bliższych krajów dostać mogli.

FABRYKANT I RZEMIEŚLNIK.

Jaki jest użytek z żelaznéj bryły? Bardzo mały, póki ona jest bryłą; można jéj użyć tak jak ciężkiego kamienia, posłużyć się nią jak ciężarem, wagą, lub do zatkania dziury. Gdy ten kawał żelaza zostanie wykuty, wyciągnięty na szynę, przerobiony na siekierę, na nóż, nożyce, lub inne narzędzia, uważajcie, jak się staje użytecznym.

Bez tych narzędzi nie wielebyśmy rzeczy zrobić mogli, albobyśmy musieli robić je źle i powoli. Musielibyśmy nie mając rydla i pługa, kopać ziemię rękami; zabierałoby to czasu wiele i małoby ludzi zostawało wówczas do innéj roboty, a byliby biedni i żyliby w stanie najnędzniejszym.

Jaki byłby użytek ze snopka lnu? Bardzo mały: możnaby go podesłać, wymościć nim groblę; a gdy się len wymoczy, wytrze, wyprzędzie i wytcze na warsztacie, służy do uszycia bielizny i na tysiąc codziennych potrzeb.

Jaki wreszcie użytek z gliny, w któréj grzęźniemy kiedy błoto, i wozy w niéj i chudoba więzną, że ledwie wydobyć się mogą? Tam gdzie ta glina jest, najczęściéj na nic się nie przydała; ale niech człowiek ją dobędzie i przerobi, co to z niéj rzeczy! Robi się z niéj cegła na budynki i murują domy, robi dachówka na pokrycie, miski do jedzenia, dzbanki do noszenia wody, mnóstwo drobnych i pięknych rzeczy polewanych, które po sklepach sprzedają.

Jaki pożytek z drzewa, które nie daje owoców? Chyba cień i chłód w skwarne dnie lata. Ściąć go nawet nie można bez narzędzia, które zrobić musi fabrykant, albo rzemieślnik. Popiłować na tarcice bez piły lub tartaku nie można. A z tego drzewa późniéj co sprzętu, co różnych wyrobów: domy, stoły, wozy, czółna i wszelkiego rodzaju dogodności.

Najprzód należy Panu Bogu dziękować, że z rzeczy na pozór tak nieużytecznych, ręce ludzkie mogą zrobić tak potrzebne; bo Bóg nic darmo nie stworzył, a człowiekowi dał rozum, aby każdą rzecz umiał sobie spożytkować. Otóż ludzie, którzy te nieużyteczne przedmioty umieją przerobić na potrzebne, i dać im nową wartość pracą, zowią się fabrykanci i rzemieślnicy.

Rzemieślnik wyrabia albo własnemi rękami, albo narzędziami, których użyć umie, tę dziwną zmianę rzeczy nieużytecznéj na rzecz potrzebną i przydatną. Stara się on najprzód robić takie przedmioty, które są w okolicy najużyteczniejsze, które albo potrzeby zaspokajają, albo przypadają do smaku mieszkańcom. Musi się tedy uczyć jak to zrobić, musi sumiennie i mocno wykonać każdą rzecz, bo odpowiada za nią temu, co ją u niego kupił, i robota jego jest jakby on sam. Dobra robota, dobry rzemieślnik; zła robota, zły robotnik. Jeżeli się co zepsuje, złamie, rzemieślnik przychodzi i naprawia; robi stół piękny, potém dorabia do niego nogi; szyje suknię nową dla ojca i przerabia ją po kilku latach na mniejszą dla jego syna.

Fabrykant, który zwykle ma pieniądze, kupuje machinę, aby mu ta taniéj robiła, i pozwalała użyć choćby człowieka co się nie uczył rzemiosła, aby tylko miał siłę. Najprostszą machiną jest młyn: ileby to ludzi potrzeba było i ile czasu na mielenie w żarnach, pókiby się zmełło to zboże, które we młynie woda, albo na deptaku wół, w kilka godzin zmiele i podsieje? Tak i inne robią machiny, które obraca albo woda, albo koń, albo para wodna. W fabryce podział roboty jest jeszcze większy niż u rzemieślnika, bo tu każde zatrudnienie oddane jest różnym częściom machiny, albo różnym robotnikom, którzy jedno tylko zawsze robią. Machina odrazu nie daje nic gotowego do użycia; naprzykład młyn nie wypieka chleba, ale przysposabia tylko mąkę, z któréj piekarz bułki robi: gdy tymczasem rzemieślnik najczęściéj odrazu całą podejmuje robotę, i oddaje ją wprost do użycia. Fabrykant także rzadko tak jak rzemieślnik pracuje dla niewielkiéj liczby osób, których zaspokaja; on robi więcéj towaru i szuka potém na niego kupców, zważając tylko jaki towar może być pokupniejszy i potrzebniejszy, jaki zdoła łatwiéj zbyć.

Fabrykant i rzemieślnik zarówno są użytecznymi ludziom, i można powiedzieć, że są sobie rodzonymi braćmi. Rzemieślnik użyteczny nam jest, bo nabywa zdolności zaspokajania naszych potrzeb, i zawsze jest gotów im zadość uczynić. Fabrykant jeszcze może być użyteczniejszy, bo z profesji swojej stara się, aby wyroby jego były tanie i potrzebom odpowiednie, i zaspokaja żądania daleko większej ilości ludzi. Tak naprzykład weźmy szewca, który jest rzemieślnikiem, jak on nam przydatny co chwila: bo i nowe robi, i stare naprawia i t. p. W fabryce zaś szkła nie dla kilku lub kilkunastu ludzi, ale dla całego niemal kraju wyrabiają się butelki, a muszą się starać o to, aby były mocne, dogodne, tanie i takie, jakich tam ludzie potrzebują.

K.

Gdyby ludzie nie chodzili koło roli, musieliby chyba żyć korzonkami roślin i owocami drzew, albo mięsem zwierząt dzikich zabitych na polowaniu. Gdyby nie rolnik i gospodarz wiejski, nie byłoby ani lnu, ani wełny, ani bawełny: musianoby się odziewać skórami zwierząt i liśćmi drzew, jak się to do dziś dnia dzieje u dzikich ludzi. Słowem, gdyby nie rola, świat byłby dziki, głodny; człowiek zmuszony błądzić za dzikiemi zwierzętami, musiałby żyć z rybołóstwa i leśnemi owocami.

Rolnictwo daje nam inne pokarmy i napoje, wyciąga korzyść i pożytek z żyzności, którą Bóg dał ziemi, dla zaspokojenia potrzeb naszych cielesnych. Zajęcie więc około roli należy czcić i szanować jako matkę wszelkiego dobra na ziemi, bo tam gdzie się go jeszcze ludzie nie nauczyli, błądzą nie mając czasu ani domu pobudować, ani sobie innych przysposobić narzędzi do wszelakiego rzemiosła. Dom nawet nieużyteczny jest takim błąkającym się ludom, bo nie mogą długo mieszkać na jedném miejscu, i muszą za pożywieniem posuwać się ciągle w inne strony. Są jeszcze do dziś dnia w stepach takie narody żyjące pod namiotami i zowią się koczującemi, ale u nich ani rzemiosł, ani oświaty żadnéj niema i być nie może.

Rolnik zna, jakie zbóż nasiona przypadają do gruntu, wié, w któréj porze siać i orać potrzeba, nawozić i kosić; umie on z jednego korca zboża wyrobić dziesięć. Zna także zwierzęta, wié jak się z niemi obejść, wyhodować, otrzymać z nich mleko, zrobić z niego sér i masło; pracą rąk swoich żywi sam dziesięć i więcej osób, a tymczasem tamci innemi mogą się zatrudniać rzeczami, i powiększać tym sposobem inną pracą swoje mienie. Tak to się idzie powoli do dobrego bytu i zapasu na złą godzinę.

Rolnik to robi z ziemią, co kowal z żelazem, co tkacz z przędzą, co garncarz z gliną. Obszerne przestrzenie ziemi pustéj i nieużytecznéj użyznia swym potem, daje im życie, wyciąga z nich pokarm dla mnóstwa ludzi.

Rolnik jest w położeniu bardzo szczęśliwém. Powołanie jego nie zmusza go mieszkać w mieście, nieustannie za warsztatem lub za stołem: patrzy ciągle na dzieło Boże, podziwiać może cuda Jego wszechmocności i Mądrości. Ale rolnik téż ciężko pracować musi. On w pocie czoła zdobywa chléb dla ludzi, bo ziemia nie łatwo daje plony, i wymaga nieustannéj pracy. Tam gdzie nic nie zasiano, wyrośnie tylko chwast i pokrzywa.

C.

Na co się przydał kupiec? — spytacie może — kiedy on nic sam nie robi i nie wydobywa ani z ziemi, ani z żelaza żadnéj rzeczy nowéj, tylko gotowem handluje? Nie robi on jak rolnik, powiecie mi, który zasiéwa korzec kartofli, a dobywa ich z ziemi dwadzieścia; ani jak rzemieślnik, który przędzie wełnę, tka sukno: on tylko kupuje tanio a sprzedaje drogo, ot cała sztuka. Nieraz to tak mówią, ale niesprawiedliwie; posłuchajcie trochę, a zrozumiecie, że to inaczéj się tłumaczy.

Kupiec także wyrabia coś tak samo jak rolnik i fabrykant, tak samo jak gospodarz, który rzuca w ziemię korzec kartofli, aby z niéj wyciągnąć większą ich ilość, tak samo jak fabrykant, który wełnę kładzie pod machinę i zamienia ją na sukno. Kupiec ładuje pszenicę i drzewo na statek, wiezie je, sprzedaje i w kilka miesięcy późniéj na tymże statku przywozi żelazo, nici, kawę, cukier, które zamieniał na drzewo i pszenicę. Wszakci to zupełnie toż samo, jakby swojemi flisami i ludźmi zasiawszy drzewo i pszenicę, zebrał żelazo i nici. On także zasiewa, czeka i zbiera, i jak rolnik żnie zboże, tak on przywozi co potrzeba dla kraju: czy sól, czy żelazo, czy perkal, czy tam inne rzeczy. Więc wszystko jedno jakby je sam zrobił.

Gdyby nie było kupca, fabrykanciby sobie rady nie dali: musieliby sami dostawiać wszystkiego, co im do fabryki potrzeba. Gdzie tylko nie ma handlu, tam fabryki źle idą, bo fabrykant musi sam robić za dwóch, ryzykować pieniądze, kłopotać się handlem, i już nie ma tyle czasu na doglądanie fabryki.

Kupiec tak jest potrzebny dla fabryki, jak sam fabrykant: przynosi mu materjał, i zabiera towar z fabryki, a rozwozi między tych co go potrzebują. Fabrykant także sam nie tka, nie farbuje, nie postrzyga, ale używa do tego robotników, którzy robią pod jego dozorem. Sukno wyrobione dopiero wówczas rozchodzi się między tych co go potrzebują, gdy przejdzie przez ręce kupca, bo on je wiezie tam gdzie je potrzebują, i pośredniczy między fabrykantem a potrzebującym.

Naprzykład książeczki téj nie macie wprost ani od tego co ją pisał, ani od tego co ją drukował, ani od papiernika; oni się do dania wam jéj przyłożyli wiele, ale gdyby nie księgarz co handluje książkami, rozwozi i wystawia na sprzedaż, nie mielibyście jéj ani tak łatwo, ani tak prędko. On ją kupuje i rozprzedaje 1udziom. Tak więc, kupiec każdy, który siedzi za stołem, równie jest pożyteczny, choć niby on nic nie robi, jak rolnik i fabrykant; on także stwarza rzecz jak oni swoją pracą; on pobudza rolnika i rzemieślnika do roboty, bo ci wiedzą, że od nich kupi gdy mieć będą zboże lub wyrób jaki, a imię jego oznacza tylko rodzaj pracy i sposób jakim on przysługuje się ludziom, chociaż inaczéj, ale nie mniéj skutecznie jak rolnik i rzemieślnik.

L.

Teraz uważmy, jaki jest los człowieka, który nie umie ani czytać, ani pisać, ani rachować. Musi on wszystko robić na wiarę cudzą, nie może się nigdy sam przekonać czy to prawda, co drudzy mówią. Jeżeli ruszy w drogę, nie ma wiadomości od krewnych, ani rady od przyjaciół, ani uspokojenia z domu, bo listu nie przeczyta, a gdyby mu go napisali, musi komu dać, aby mu powiedział co tam jest, i spuścić się na to, co mu tamten powie. Ztąd idzie, że mało co nauczyć się może i musi być najlichszą, najcięższą a najmniéj płatną pracą zajęty; nie można go na targ posłać nawet, boby się z pieniędzy nie wyliczył.

Jeżeli jest człek gospodarzem, a czytać umie, to się dowie z pisma, gdzie może sprzedać najlepiéj zboże, po jakiéj ono cenie w mieście; z książek może się nauczyć gdzie bydło piękne, gdzie i jak je hodują, gdzie jak tam chodzą koło roli, i jakie ludzie obmyślają sposoby, żeby zboże lepiéj wydawało, a rola więcéj rodziła. Jeżeli handluje, to mu łatwo przeczytać, co gdzie płacą w oddalonych krajach, i może sobie porachować czy zyszcze, czy straci, prowadząc tam swój towar, a kupując to, co tam ziemia rodzi. Jeżeli ma dzieci, może do nich napisać, posłać im dobrą radę, dodać im otuchy do pracy. A przyjdzie płynąć statkiem takiemu co umie pisać i czytać, to sobie obrachuje choć w nocy po gwiazdach, gdzie się znajduje, i zapisze sobie co wydał i na co ekspensował, i może sobie każdą razą zajrzeć do książki, a znajdzie w niéj każdy grosz. Umiejąc czytać i pisać, można się już łatwo innych rzeczy nauczyć, i dojść do wszystkiego: do majątku, do znaczenia między ludźmi, a co lepiéj jeszcze, do poznania prawdy i prawa Bożego.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…