Read here

Gwiazdy filmowe

Leon Brun · 1928 · Free in the US

18,992 words · about 1 h 20 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1928 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Gwiazdy_filmowe&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Leon Brun
Language
Polish
Published
1928
Length
18,992 words · about 1 h 20 min
Sections
15 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (15)

Continue:

Front matter

Nr. 13 BIBLIOTECZKA Nr. 13

LEON BRUN.

GWIAZDY FILMOWE

całość

Nr. 13 BIBLIOTECZKA Nr. 13

LEON BRUN.

GWIAZDY FILMOWE

Nieznane szczegóły z ich życia.

Nie kłamać — bawiąc. | Nie nudzić — ucząc.

T-wo Wyd. „Rój“, Warszawa, Kredytowa 1.

Konto czek. P. K. O. 9880.

Pan Leon Brun, redaktor naczelny „Kina dla wszystkich“ — z dnia na dzień coraz wspanialej rozwijającego się organu Polsk. Związku teatrów świetlnych, oraz krytyk kinowy „Kurjera Warszawskiego“ — jest najlepszym i może jedynym u nas dużej miary znawcą kina. Tych superlatywów używamy nie dlatego, żebyśmy nie mieli zdolnych krytyków X Muzy, ale dlatego, że jedynie p. Brun w tej dziedzinie jest erudytą, rozporządzającym ogromnym materjałem, zebranym w czasie długoletnich studjów fachowych za granicą. Jego archiwum kinematograficzne nie ma sobie równego u nas. Niniejsza książeczka częściowo jest oparta na osobistych wspomnieniach autora, częściowo zaś na rocznikach „Photoplay Mag.“, „Motion Pictures“, z r. 1923, 4, 5 oraz na rocznikach „Ciné pour tous“, „Cinéa“ i „Cinémagazine“ od 1920 r. Książeczką tą zastępujemy zapowiedziany rękopis A. Słonimskiego, przeciążony, jak na naszą biblioteczkę, rozważaniami teoretycznemi.

Druk. „GRAFIA“

LYA DE PUTTI

CZYLI PALMA W LESIE SOSNOWYM.

Można zapatrywać się rozmaicie na rolę pięknych kobiet w życiu narodów. Można utrzymywać, że nieszczęściem Polski jest nadmierna ilość pięknych kobiet, które, absorbując uczucia i myśli Polaków, przeszkadzają im w pracy... i że, przeciwnie, Niemcy nigdyby nie doszły do rozkwitu, potęgi i dobrobytu, gdyby kobiety niemieckie nie były tak beznadziejnie brzydkie. Atoli jedno jest pewne: niema rozkwitu sztuki bez pięknych kobiet. Scena i ekran są ich królestwem. Zwłaszcza na ekranie, pod bezlitosnem światłem prożektorów, tylko nieposzlakowana „fotogeniczna“ piękność wyjść może zwycięsko z iście ogniowej próby. Niemiecka kinematograf ja posiada technikę, rozmach i kapitały, ale brak jej jednego niezbędnego : piękności i wdzięku kobiet. Bez pięknej kobiety najlepszy nawet film cierpi na brak atrakcyjnej, magicznej siły, która ściąga tłumy do wrót kina. I dlatego musieli Niemcy szukać po szerokim świecie pięknych, rasowych artystek: tak więc zabłysły na ekranach niemieckich Asta Nielsen, Pola Negri, Lya Mara, Helena Makowska, Marcella Albani, a ostatnio — Lya de Putti. Lya de Putti jest skończoną, rasową i fotogeniczną pięknością. Twarz jej, widziana en face, z profilu, z trzech czwartych, w różnych nachyleniach, zwrotach i w rożnem oświetleniu — zawsze jest rozkosznem zjawiskiem, zawsze oszałamia niewysłowionym czarem, uderza potęgą urody. Cała postać tej artystki — nogi, kibić, pierś, ramiona, plecy — sprawia wrażenie żywej, pulsującej gorącą krwią, rzeźby. Szczęśliwy, postokroć szczęśliwy reżyser, który, jak ów legendowy Pygmaljon, ożywił tchnieniem swej woli i swego talentu tę posągową Galateę... Szczęśliwcem tym był Joe May.

✽

Lya de Putti, w rozmowie z pewnym dziennikarzem francuskim, wspomina o swoim debiucie na ekranie w następujący sposób: — Joe May, realizując „Grobowiec Indyjski“, szukał dziewczyny młodej, o rysach wyrazistych i o typie południowym, słowem, nadającej się do roli tancerki indyjskiej. Z pośród wielu kandydatek, wybór jego padł na mnie. Joe May, którego uważam osobiście za świetnego reżysera i skończonego technika kinowego, dał mi niezrównany „trening“ gry ekranowej, dzięki czemu mogłam już o własnych siłach iść dalej i odegrać z powodzeniem główne role w „Czarciem Polu“ i w „Kipiącej krwi“. Wkrótce potem zawarłam korzystne em gagement z wytwórnią i pod kierunkiem Murnay‘a, twórcy „Czarciego Pola“, wykonałam rolę tytułową w filmie „Famtom“. Obecnie mojem marzeniem jest wyjazd do Ameryki, gdzie pracowałabym pod kierunkiem najlepszych reżyserów wszechświatowej sławy. Tyle Lya de Putti o sobie. Do tej krótkiej autobiografji możemy dodać następujący szczegół: Lya urodziła się na Węgrzech z matki Węgierki i ojca Włocha, ostatnio zaś wyszła za Norwega... Promienny ten Kwiat Południa, przesadzony na niemiecką niwę, odbija blaskiem i kolorytem od szarego naogół germańskiego otoczenia, jak palma, zabłąkana w lesie sosnowym.

JAK CHARLIE CHAPLIN ODKRYŁ JACKIE COOGANA.

Było to w r. 1919 w „Orpheum-Theatre“ w Los Angeles. Chaplin był na widowni — Jackie na scenie. „Brzdąc“ miał wówczas 4 lata i towarzyszył rodzicom swoim, wędrownym aktorom, w ich tournee po całej Ameryce. Malec wykonywał właśnie parodję tańca znanej gwiazdy choreograficznej i sala ryczała ze śmiechu. Chaplin zrozumiał w lot, że ma przed sobą fenomen, rzadko widywany: prawdziwe cudowne dziecko. W antrakcie pospieszył za kulisy i przedstawił się małemu Jackie. Ale dzieciak był zmęczony i senny: nazwisko Chaplina nie zrobiło na nim wrażenia; przywitał się grzecznie i... poszedł w kąt, spać. Ale ta właśnie prostota dziecka, wolnego od maniery i od kabotyństwa, zachwyciła Chaplina. Nazajutrz polecił bratu swemu Sydneyowi (który jest bussinessmanem i interesy majątkowe Karolka) odszukać dla „brzdąca“ na 1 rok z pensją 40 dolarów dziennie... Czterdzieści dolarów dziennie! Była to suma niesłychana dla skromnych aktorów wędrownych; wahali się jednak, nie chcąc zostawać w Los Angeles tak długo... w końcu przystali. I tak oto, w listopadzie 1919 roku, Charlie Chaplin, w towarzystwie małego Jackie, przystąpił do naświetlania filmu „The Kid“ (Brzdąc). Jackie okazał się dzieckiem genjalnie bystrem, o wybitnej indywidualności. Samego Chaplina polubił odrazu i szczerze. Zawarł nadto przyjaźń ze stróżem i z maszynistami, ale nie znosił zastępcy reżysera za jego szorstkie obejście i nieraz mu to okazywał. Nie znosił również artystek, które literalnie zjadały pocałunkami ślicznego malca. Uciekał od nich, jak od zarazy. Gdy pewnego razu Chaplin spytał, dlaczego ma startą szminkę z policzka, Jackie odparł z wyrazem szczerego obrzydzenia: — To przez tę panią, co nie może przejść obok mnie, żeby mnie nie oblizać! Otrzaskawszy się prędko z techniką zdjęć, Jackie zaczął wygłaszać własne po- glądy. Podczas naświetlania sceny, kiedy Charlie leży w łóżku i czyta gazetę, a „brzdąc“ gotuje śniadanie — ten ostatni odezwał się: — Nie! Tak nie będzie Charlie pozwolił mu zagrać tę scenę, jak on sam ją rozumiał... i dobrze zrobił, bo ta właśnie wersja najlepiej wypadła na ekranie. Niema człowieka, któryby nie zachwycał się grą Jackie Coogana w „Brzdącu“, ale największym wielbicielem malca jest sam Charlie Chaplin. — To dziecko jest genjalne — mawiał nieraz — nietylko dlatego, że ma przedziwną wyobraźnię, ale i kapitalną intuicję wzrokową. Z nim niepotrzeba prób ani wyjaśnień: on chwyta w lot każdą scenę, każdą myśl. Ani razu nie byłem zmuszony przypominać: w tem miejscu bądź wesoły! albo: teraz zrób smutną minkę! On sam wiedział zawsze, co robić! To też pozostawiłem mu zupełną swobodę w interpretacji jego roli, poprzestając na ogólnych wskazówkach. Ten genjalny mały artysta, ulubieniec wszystkich ras i wszystkich narodów, który dorobił się miljonów w wieku, gdy inne dzieci zaczynają chodzić do szkoły — jest jednocześnie żywem, zdrowem, normalnem dziec- kiem. Jackie lubi ogromnie psy, ma dużo zabawek, jeździ pasjami na trycyklu, który mu ofiarował Charlie i wszczyna chętnie bijatyki z chłopcami w jego wieku... Kiedy raz Jackie zachorował obłożnie, Charlie Chaplin przyjechał specjalnie z New Yorku do Los Angeles i całe dnie spędzał przy łóżeczku chorego dzieciaka, ucząc go sztuk magicznych i opowiadając mu bajeczki... a gdy Jackie wyzdrowiał, dostał od „swego partnera“ nowe zabawki: przyrządy do gry w golfa i mały bilard... Kiedy raz spytano Chaplina, dlaczego tak bardzo przywiązał się do tego „brzdąca“, odparł poważnie: — Może dlatego, że jego sympatja ku mnie jest bezinteresowna. A z innymi tej pewności nie mam... Jackie Coogan jest niewątpliwie jednym z nielicznych złotych promieni radości, które rozświetlają smutne naogół życie wielkiego komika.

CO ROBIĄ GWIAZDY AMERYKAŃSKIE ABY ZACHOWAĆ WIECZNĄ MŁODOŚĆ?

Cały świat podziwia obecnie zwinność, powab i wdzięk amerykańskich artystek filmowych, których rozkoszne twarzyczki uśmiechają się z kolorowych afiszów w kaź, dym kraju i w każdem mieście... Nie wszystkim jednak wiadomo, że tak doskonalą „formę fizyczną“ osiąga się niełatwo, kosztem bądź surowej djety, bądź metodycznych ćwiczeń sportowych. Ponętna i gibka, jak pantera, Bebe Daniels nie uznaje djety, która podobno powoduje zmarszczki i zły humor. Ale zato cały swój wolny czas młoda ta artystka poświęca sportowi. A jest wszechstronna na tem polu: pływa, fechtuje się, gra w golfa, jeździ konno, jak rodowity cowboy... Subtelna i wiotka Florence Vidor — któżby przypuścił! — codziennie wykonywa trudne ćwiczenia gimnastyczne, przepisane w wojsku amerykańskiem! Priscilla Dean, niezapomniana „Dziewica ze Stambułu“, ma świetny apetyt i pochłania wszystko, co jej wpadnie pod rękę. Ale... drapieżna „czarna Molly“ gra w tennisa pływa po pół godziny dziennie w basenie, urządzonym koło swej willi, tańczy, ile się da, a nadto wykonywa ćwiczenia gimnastyczne, ułożone przez słynną Annettę Kellerman do użytku pań, które chcą zachować cały powab linji, a obdarzone są wilczym apetytem... Annette Kellerman słynna jest podwójnie: jako światowy kobiecy czempion pływania i jako kobieta, której wymiary zgadzają się prawie zupełnie z wymiarami Venus z Milo... Viola Dana, śliczna aktorka i tancerka, uprawia z zamiłowaniem jazdę na wrotkach (po godzinie dziennie) i nie chce słyszeć o żadnej djecie. Nita Naldi, przeciwnik, jest zwolenniczką djety. Jej codzienne menu składa się i kotletu baraniego i kawałka ananasu. Nita od pewnego czasu głodzi się literalnie. I nic dziwnego: posągowa jej postać zaczęła ostatniemi czasy nabierać zbyt wypukłych kształtów, a przecież kobieta — wampir nie powinna zdradzać dosytu... Dzięki usilnej djecie, Nita straciła ostatnio 20 funtów żywej wagi, ale osłabła tak bardzo, że zemdlała podczas zdjęć do filmu „Tragiczne Tango“. Anita Stewart, bohaterka filmu „W szponach żywiołów“, jest bardzo dumna ze swej wiotkiej kibici i przypisuje główną tego zasługę — spożywaniu jarzyn, a zwłaszcza zielonej fasoli. Dagmara Godowska, córka kompozytora Godowskiego, Polka z pochodzenia, u nas jeszcze nieznana, ale popularna w Ameryce, wyrzekła się wszelkich słodyczy i popija — na schudnięcie — sok cytrynowy. Jacquelina Logan używa soku z pomarańcz. Agnes Ayres (bohaterka „Szeika“) karmi się przeważnie ryżem. Na swoje nieszczęście, jest bardzo łakoma, przepada za czekoladkami, zjada ich dużo... a potem gorzko żałuje... Elsie Ferguson („Znajoma z ulicy“) jada trzy razy, ale prócz tego jeździ konno, pływa i gra w tennisa, kombinując djetę ze sportem. Konstancja Talmadge („Lekcja Miłości“ i „Szkoła kokot“) zaleca chodzenie, ale nie powolny spacer, lecz szybki marsz, aż do zmęczenia. Wystarczy przejść 2 wiorsty dziennie, ale tak, żeby skóra obficie transpirowała. Nadto — tennis, golf, taniec i gimnastyka. Obie znakomite siostry — Konstancja i Norma — posiadają specjalną halę gimnastyczną ze wszystkiemi przyrządami. W południe — sałata lub dwie szklanki mleka. Wieczorem — skromna kolacja. Murray lubi tańczyć aż do upadłego, a nadto uprawia forsowne spacery. Kibić jej i waga nie zmieniły się od kilku lat ani na jotę. Alice Terry — słodka heroina „Czterech Jeźdźców“, „Scaramouche‘a“ i „Tam, gdzie ulica się kończy“ — uprawia codziennie 45 minutowe ćwiczenia gimnastyczne bardzo intensywne (któżby to przypuścił!), a nadto spędza długie godziny na jeździe konnej (a jeździ, jak ułani). A oto jej zwykłe pożywienie: rano grzanki bez masła i kawa bez śmietanki; w południe — dwa jaja po wiedeńsku, grzanki, owoce; wieczorem — befsztyk lub rozbef, sałata, owoce. . Betty Blythe, posągowa „Królowa Saba“, hołduje metodzie, bardzo podobnej do powyższej. Glorja Swanson nie obawia się zbytniej „zażywności“; waga jej nie zmienia się od kilku lat. Zresztą, jada bardzo mało, nie lubi słodyczy, nie potrzebuje też ćwiczeń sportowych. Wreszcie Lois Wilson, bohaterka „Karawany“, o prześlicznym uśmiechu, zalecą łaźnię turecką zamiast nadmiernej djety. A z gwiazd męskich? Douglas Fairbanks, pomimo swoich 40 lat, zachował zwinność tygrysa i stalową sprężystość mięśni, dzięki jedynie ciągłemu treningowi sportowemu. Ale bo też fenomenalny ten artysta jest najwszechstronniejszym sportowcem na świecie: jeździ konno, jak centaur, pływa, jak bożek morski, boksuje nie gorzej od Dempsey‘a, skacze i biega nakształt bohaterów Iljady, a w potężnej dłoni zgina podkowy, jak blaszki. Douglas Fairbanks reguluje swoją wagę i tuszę stosownie do filmów, w których ma wystąpić: w filmach nowoczesnych jest szczupły i lekki, w filmach kostjumowych, w których nogi, odziane w trykot, winny mieć linje posągowe, nabiera 5 kg. wagi; takim jest mianowicie, jako „Robin z lasu“, „Zorro“ i D‘Artagnan w „Trzech Muszkieterach“. Tu należy jeszcze zauważyć, że klimat w Hollywood, bardzo słoneczny i ciepły, nie wymaga obfitych pokarmów i sprzyja zachowaniu „formy“. Nie należy więc przepisów djetetycznych pięknych artystek amerykańskich stosować ściśle w naszym północnym i chłodnym klimacie; doprowadziłoby to do wyników nader ujemnych. Widzimy więc, że owe podziwiane i ubóstwiane „gwiazdy“ są w gruncie rzeczy niewolnicami swej sztuki, a zatem i publiczności. Więzy, któremi są skrępowane, są wprawdzie złote... ale niemniej dają się im niekiedy we znaki.

MAE MURRAY CZYLI TA, KTÓRA TAŃCZY NA SREBRNYM EKRANIE.

Murray nie jest może największą, ani najpiękniejszą z amerykańskich gwiazd filmowych, ale bezsprzecznie najbardziej rozpieszczoną przez niezliczone tłumy swoich wielbicieli. Jak owacyjnie witana jest w Ameryce każda premjera tej fascynującej „gwiazdy“, świadczy następujący opis, który zamieścił w jednem z paryskich pism fachowych znany filmowiec Robert Florey: „Los Angeles, w marcu. Olbrzymie, oślepiające szyldy elektryczne głosiły miastu już od kilku dni, że sama Murray będzie obecna na premjerze „Róży z Broadway‘u“. Słynna tancerka stała się bożyszczem tłumów, witających z entuzjazmem każdą z jej nowych kreacji, które ukazują się po dwa i trzy razy na rok. Poprzednie filmy: „Peacock Alley“ (Królowa Pawi) oraz „Fascination“ (Czar Nocy) zdobyły bajeczne powodzenie, nie schodząc z afisza całemi miesiąc cami. Wielkie afisze kolorowe, rozklejone na murach Los Angeles, ukazywały wdzięczną artystkę w pozach tak atrakcyjnych, że tłum jej wielbicieli zatamował ruch uliczny przed teatrem. Murray, która przeniosła zapewne na mnie część sympatji swojej ku Francji, przysłała mi zaproszenie na dzisiejszą premjerę, co uważać należy za nielada zaszczyt. Robert Leonard, mąż artystki, wydal przy tej okazji wielki bankiet w „Ambassador‘s“, najmodniejszej kawiarni w Los Angeles. Przy naszym stoliku zasiedli: Murray i Robert Leonard, Earl Williams z małżonką, Frank Mayo ze swoją żoną (dziś rozwiedzioną), Dagmarą Godowską, i wasz uniżony sługa... O godzinie 8-ej udaliśmy się w dwóch autach do olbrzymiego kina „Loew-Theatre“. Aby uniknąć owacji, Mae wprowadziła nas do swej loży jakiemś tylnem wejściem. W olbrzymiej sali panował mrok, albowiem przepuszczano właśnie jakiś film komiczny „nad program“. Trzeba wam wiedzieć, że w Ameryce wyświetla się cały program bez przerwy w zupełnie ciemnej sali. Światła zapalają się dopiero po ostatnim akcie... Zaledwie rozsiedliśmy się w naszej loży, gdy ekran obwieścił „Broadway Rose“. Mogę śmiało powiedzieć, że ten film przewyższa nawet ostatnie kreacje pięknej , uznane przecież za klejnoty sztuki filmowej. Opiewa on losy modnej tancerki, która zaślubia potajemnie młodego miljardera, jest z nim bardzo nieszczęśliwa, zrywa niefortunny związek i wychodzi zamąż za przyjaciela z lat dziecinnych, który ją zawsze kochał. Oto, w krótkim zarysie, treść „Róży z Broadway‘u“. Realizacja Roberta Leonarda jest bez zarzutu, a dekoracje, projektowane przez samą Murray, budziły szmer podziwu. Co do artystki, to można powiedzieć, że w tej nowej roli przeszła samą siebie. Po ostatnim akcie rozległ się grzmot oklasków i gromkie okrzyki „hip, hip, hurra!“ na cześć Murray. Cała ta owacja odbywała się w ciemnej sali. Nagle pięć olbrzymich reflektorów strzeliło ku naszej loży snopami jaskrawego światła. Spostrzegłszy swoje bożyszcze, publiczność zawyła z uciechy, jak stado bawołów. Z właściwym sobie wdziękiem, wstała, rozsiewając dokoła całusy i kwiaty. Publiczność, dojrzawszy w naszej loży dwóch swoich faworytów, Franka Mayo i Earla Williams‘a, urządziła owację również i na ich cześć. Ale na tem nie koniec: u wyjścia czekał na nas ge- sty tłum i wsiadającą do samochodu Murray obsypał kwiatami i ogłuszył wiwatami bez końca“.

✽

Ustęp powyższy daje niejakie pojęcie o namiętnem uwielbieniu, jakie publiczność nowoczesna żywi dla wielkich gwiazd ekranu, najpopularniejszych istot XX-go wieku... A teraz parę słów o samej , Murray, objekcie wyżej przytoczonych hołdów, szczęśliwej właścicielce dwóch pałacyków w Los Angeles i pięknego apartamentu w Nowym Jorku. Jak większość obecnych bożyszcz filmowych, wyszła ona z niczego i zdobyła sobie rozgłos talentem i nadludzką pracą. Od czasu, gdy jako małe, ubożuchne dziewczątko z Wirginii przybyła do Nowego Jorku z 25 dolarami w kieszeni, ale z niezłomną wiarą w swoje powołanie tancerki — wieleż nędzy i głodu, wiele przykrych zawodów i upokorzeń musiała znieść dzisiejsza.ulubienica tłumów!.. W r. 1915 prześliczna była już ulubioną tancerką Nowego Jorku, kiedy przedstawiciel firmy „Paramount“ odkrył w niej niezwykłe zalety fotogenii i mimiki. Kapryśna z wielkim trudem zgodziła się debiutować na ekranie. Debiut wypadł tak udatnie, że młoda arty- stka porzuciła bez namysłu scenę i poświęciła się wyłącznie sztuce filmowej... A oto, co pisze o sobie piękna w jednym z amerykańskich miesięczników filmowych: — „Skąd pani czerpie tyle sił i energji?“ — oto pytanie, które dźwięczy mi ciągle w uszach, odkąd przestałam być dzieckiem. To prawda, że posiadam jakąś zgoła cygańską wytrzymałość i mam narowy cygańskie, bo kocham wolność i ruch nadewszystko. Gdy tylko czuję się niedobrze lub nęka mnie jaka troska — wychodzę z domu i idę w świat, przed siebie. Co za rozkosz wałęsać się tak bez celu! Lubię chodzić wieczorami, w nocy, podczas deszczu, byle nie w upał. Chodząc, strząsam troski z mózgu, czuję się lżejszą, krew żywiej krąży mi w żyłach i wnet wraca mi dobry humor. Lubię też kłaść się na ziemi, dobrze wytarzać się w piasku lub w trawie, oddychając pełną piersią świeżem powietrzem. Wówczas czuję się silną i rzeźką. Kiedy nie mam pod nogami trawy lub piasku — tarzam się po dywanie w swoim pokoju. Przepadam za muzyką, wprawia mnie ona w dobry nastrój i wesołe podniecenie Ale muszę wyznać, że przekładam muzykę pierwotną, prostacką, dziką, nawet barbarzyńską. Zawód artystki filmowej daje mi głębokie zadowolenie. Lubię pracować. Kto pracuje, ten nie ma czasu myśleć o sobie, a to jest pierwszy warunek zdrowia i szczęścia. Kochać pracę, oddawać się jej z zapałem — to najlepszy środek przeciw apatji i gnuśności. Człowiek nie jest stworzony na to, aby próżnował lub odpoczywał. Radość życia rośnie w miarę, jak zbliżamy się do natury i do czynności naturalnych. Wiatr, deszcz, słońce, księżyc, droga, drzewa, ziemia, trawa soczysta, woda, kwiaty, muzyka, miłość — miłość wszystkich i wszystkiego — oto, co lubię i co mi jest potrzebne do życia! „Kiedy się czego pragnie — trzeba pragnąć z całej siły, a wtedy osiąga się swój cel“. Tak brzmi moja dewiza i jej to zawdzięczam swoje powodzenie. Od wczesnej młodości pragnęłam być tancerką i zostałam nią, wbrew różnym przeszkodom. Później zapragnęłam być artystką dramatyczną i również spełniło się moje życzenie. Wreszcie pociągnął mnie ekran — i oddałam mu się całem jestestwem. Ale taniec był i pozostał moim żywiołem, moją największą rozkoszą. Piękność jest siostrą zdrowia. Co rozwija jedno — i drugie. Jeśli taniec służy piękności, to równocześnie jest on niezawodnym środkiem, by zachować zdrowie i dobre warunki fizyczne. Osobiście zauważyłam, że tańcząc, wypoczywam ciałem i duchem. Taniec jest również dla mnie rozkoszą twórczą, bo lubię komponować nowe figury i pozy, lubię też tańcem wyrażać wszystkie ludzkie uczucia. Taniec daje mi też boskie upojenie zupełnej wolności ruchów: zdaje mi się, że unoszę się w powietrzu na rytmicznych falach muzyki.

KAROL CHAPLIN CZYLI CZŁOWIEK, KTÓRY UMIE BYĆ JEDYNYM NA ŚWIECIE.

Charles Spencer Chaplin urodził się w r. 1889 w Brixton, kolo Londynu. Ojciec jego, śpiewak i artysta opery, umarł, kiedy późniejszy „król śmiechu“ liczył sobie 5 lat. Matka utrzymywała się z szycia, borykając się długo z tą beznadziejną, szarą nędzą londyńskiego przedmieścia, którą tak przejmująco opisał Dickens. „Charlie“ miał twarde dzieciństwo; zaznał on głodu i chłodu, zaznał poniewierki i tułactwa, szturchańców i przechodniów, kiedy biegł, łykając łzy, na oddalone o 10 kilometrów West End po skąpy zarobek matki... Cierpienia ówczesne odbiły się na późniejszych kreacjach Chaplina, który wcielał się z upodobaniem w typ wielkomiejskiego nędzarza, włóczęgi, wędrownego grajka, „doliniarza” i filuta, mającego nieprzepartą odrazę do policjantów, wielce zaniedbaną garderobę, ale zato serce gorące i wrażliwe na wdzięki niewieście... Mając lat 7, Charlie zwrócił na siebie uwagę dyrektora słynnej trupy „Lancashire Lads“, czyli tancerzy w chodakach drewnianych; po mozolnej pracy, mały Chaplin przyswoił sobie trudną sztukę tańczenia w chodakach; wkrótce potem impresarjo Saintsbury powierzył mu rolę grooma W „Przygodach Sherlocka Holmesa“. W r. 1906, mając lat 17, Charlie wystąpił po raz pierwszy w pantominie Freda Karno p. t. „The Match of Football“, gdzie niezrównany jego komizm ujawnił się z nieoczekiwaną siłą. Odtąd pantomina staje się dla Chaplina polem coraz znaczniejszych triumfów. W czasie „tournée“ trupy Karno w St. Zjednoczonych, Chaplin otrzymał pewnego dnia list z nagłówkiem: Kessel i Bauman... i z prośbą o pofatygowanie się do biura w sprawie osobistej. Kessel i Bauman byli dyrektorami znanej firmy kinematograficznej „Keystone“, wyrabiającej przeważnie jednoaktowe farsy i groteski. Chaplin zetknął się tedy ze światem ekranu, który miał mu wkrótce przynieść bogactwo i sławę. W dwa dni potem udał się do Los Angeles z kontraktem w kieszeni, opiewającym na 200 dolarów miesięcznie. Kości były rzucone... Pierwsze kroki Chaplina w Los Angeles nie były fortunne; kierownicy wytwórni „Keystone“ zżymali ramionami, nie mogąc zrozumieć, na czem polegał nowy pierwiastek skondensowanego niejako humoru, który usiłował Chaplin wprowadzić w szablon groteskowych gonitw i skoków, praktykowanych w tej wytwórczości. Przepowiadano Chaplinowi zupełną „klapę“, chciano nawet wypłacić mu odstępne za zerwanie kontraktu, ale Chaplin z iście angielskim uporem zażądał ścisłego wykonania umowy. Pozwolono mu tedy korzystać z rekwizytów i kostjumów firmy, dano kilku partnerów i pozwolono „kręcić“ na własne ryzyko. Po długich i mozolnych próbach, Chaplin obrał sobie następujący kostjum: połamany i dziurawy „melon“, obcisły i obdarty żakiet, spodnie za szerokie i za długie, parę trzewików ogromnych, wydeptanych i koślawych, cienką laseczkę i wąsiki, tworzące śmieszną kępkę pod nosem. W ten sposób powstała sylwetka, słynna dziś na całym świecie. Rok nie upłynął, a filmy „Keystone“ z Chaplinem stały się znane, poszukiwane, rozchwytywane w Ameryce i w Europie. Firma „Essenay“ z Chicago zaangażowała Chaplina z płacą 1250 dolarów tygodniowo. W wytwórni „Essenay“ wykonał Chaplin 14 filmów, uwieńczonych rozgłośnym sukces sem; w tym okresie zapoznał się z uroczą swoją partnerką Edną Purviance, którą widuje się stale w licznych produkcjach Chaplina, a między innemi w „Brzdącu“. W r. 1916, a więc podczas wojny, Chaplin był już podejmowany i fetowany w New-Yorku, jako jeden z najsłynniejszych ludzi tej epoki. W tym samym roku zawarł on roczny kontrakt z „Mutual Film Corporation“, opiewający na 2000 dolarów tygodniowo plus 100.000 dol. przy podpisaniu aktu. Wzamian obowiązywał się Chaplin ułożyć i wykonać 12 filmów w 2 częściach każdy. nasz bohater pokazał, co umie [...]jalną, wspaniałą wytwórnię w Hollywood, gdzie pracował przez cały rok bez wytchnienia, jako autor, reżyser i wykonawca. Stamtąd też poszły w świat, rozchwytywane w tysiącach egzemplarzy, najcelniejsze filmy Chaplina, prawdziwe arcydzieła humoru, olśniewające fajerwerki, race i szmermele śmiechu. Wykonanie tej serji zajęto Chaplinowi 18 miesięcy, tak, że pół roku pracował on ponad umówiony termin. I nic dziwnego: sumienny, wybredny i skrupulatny Charlie pracował po 2 miesiące nad każdym z 4 ostatnich utworów tej serji. W r. 1918, po wygaśnięciu kontraktu z „Mutual“, Chaplin podpisuje umowę z „First National Exhibitors Association“ na 8 filmów bez terminu z płacą ogółem 1 miljona dolarów. Wszystkie utwory tej ostatniej serji są już gotowe; ogólnem zdaniem, Chaplin wzniósł się w nich na niedoścignione dotąd wyżyny; talent jego pogłębił się, spoważniał, nabrał jakichś szekspirowskich tonów i barw; już nietylko burze śmiechu potrafił Chaplin rozpętywać, ale i wywoływać głębokie wzruszenie, sięgać do serc tłumów, targać ich sumieniem. Ten młody, 36, letni szczupły i nikły człowieczek jest jednym z największych artystów świata, jest mistrzem, wywołującym naprzemian śmiech i łzy, jest bożyszczem zarówno wielkich miast, skąpanych w blaskach elektrycznych, jak i osad, rzuconych w pustkowie, gdzie wieczorem garść robotników czy chłopów zbiera się w szopie przed ekranem, przy dźwiękach zachrypniętego fortepianu, w obłokach dymu fajczanego.

POLA NEGRI.

Życiorys Poli Negri zakrawa na baśń, na wytwór rozhukanej wyobraźni młodego poety, na nieprawdopodobny scenarjusz awanturniczego filmu w sześciu serjach i trzydziestu aktach... A jednak, to wszystko prawda! Z nizin polskiej szarej nędzy, z ulic Powiśla wyszła ta wielka artystka, której imię fascynuje dziś miljonowe miasta wszystkich części świata. Dzieckiem Warszawy jest ta niegdyś skromna, niepozorna uczenica Szkoły Aplikacyjnej, debiutująca w r. 1912 na scenie teatru Małego w „Ślubach Panieńskich“... obecnie gwiazda pierwszej wielkości i mocy, którą krytyka amerykańska nazywa „genjuszem ekranu“ i stawia już niemal narówni z ubóstwianą Mary Pickford... Jest to jeden z najświetniejszych triumfów artystycznych naszej epoki, jedna z najzawrotniejszych karjer, o jakich śni się często rozgorączkowanym podlotkom, ale jakich rzeczywistość nie zna wcale... albo prawie wcale, bo dla Poli Negri zrobiła wyjątek... O pierwszym okresie życia Poli Negri podaje L. Brodziński w wychodzącym do niedawna w Bydgoszczy tygodniku „Przegląd teatralny i filmowy“ następujące szczegóły: „Pola Negri jest córką Eleonory z Kiełczewskich i Georgesa Chalupeca, pochodzenia węgierskiego. Urodziła się w Lipnie (ziemia Kujawska) d. 1 stycznia 1897 r. Los pozostawił wdowę i sierotę w ciężkich warunkach życiowych, zmuszając panią Chalupec do oddania córki do szkoły baletowej przy Teatrach Warszawskich. I odtąd zaczyna się... istny romans filmowy. Młodziutka dzieweczka zwraca na siebie uwagę ówczesnego wiceprezesa Teatrów Rządowych p. Kazimierza Hulewicza, podczas egzaminu wstępnego do Szkoły Aplikacyjnej, pozostającej pod dyrekcją ś. p. K. Zalewskiego. Po kilkomiesięcznych studjach, 15-letnia wówczas adeptka, pod pseudonimem Poli Negri, debiutuje na scenie Teatru Małego, jako Aniela w „Ślubach Panienskich“ Fredry. Prasa zgodnie podkreśliła „oryginalność ujęcia roli, pomysłowość, dużo porywu i uczucia“. Następne występy w „Bankructwie“ Björnsöna, w „Końcu Sodomy“ Sudermana (Klarcia) i w „Nauczycielce“ — decydują o zaangażowaniu Poli Negri do Teatrów Rządowych, gdzie odnosi olbrzymi sukces w pantominie Reinhardta „Sumurun“, reżyserowanej przez R. Ordyńskiego na scenie „Nowości“. „Kurjer Poranny“ pisze: „Każdy jej ruch był jakby rzutem płomienia, każdy błysk oczu i zębów — błyskawicą“. Inny dziennik stwierdza, że „w grze mimicznej twarzy pierwszeństwo zdobyła p. Pola Negri, wzbudzając prawdziwy entuzjazm wytrawnych znawców teatru. I odtąd młodziutka artystka staje się siłą atrakcyjną teatrów rządowych; teatr Wielki specjalnie wystawia sławną operę „Niema z Portici“, w ktérej mimiczną rolą tytułową zdobywa Pola istotny triumf. „Kurjer Warszawski“ z dn. 14 lutego 1915 r. pisze: „Dzięki mimice i gestowi młodocianej artystki, dzięki jej temperamentowi, osiągnęła „Niema“ wysokie napięcie dramatyczne. Pola Negri nadała fizjonomji Fenelli rumieńce prawdziwego życia“. W tym samym czasie artystka debiutuje na ekranie w filmie warszawskiej wy- twórni „Sfinks“ p, t. „Niewolnica zmysłów“. Pomimo prymitywnej ówczesnej techniki zdjęć i reżyserji, obraz ten, dzięki niepospolitej grze Poli, został rozchwytany przez kina rosyjskie, a po pokazie w Moskwie, artystka otrzymała kilka depesz z ofertami od różnych wytwórni rosyjskich. Młodziutka artystka pozostała jednak wierną Warszawie i wykonała dla „Sfinksa“ jeszcze 9 obrazów, które zdobyły wielkie powodzenie w kraju i zagranicą. W czasie okupacji niemieckiej w r. 1916 wytwórnia „Sfinks“ musiała przerwać swoją działalność, wskutek czego Pola Negri przyjęła engagement do berlińskiej wytwórni „Saturn-film“, poczem przeszła do Ufy, gdzie zaczęła pracować pod kierunkiem Ernesta Lubicza, również pochodzącego z Polski, jakkolwiek niechętnie się do tego przyznaje. I oto wypływa artystka warszawska na szerokie wody renomy europejskiej. „W ciągu roku — pisze L. Brodziński — usuwa w cień wszystkie niemieckie gwiazdy filmowe, budząc zazdrość rozsierdzonych hakatystek, jak np. Henny Porten, zawziętego wroga wszystkiego, co polskie. W momencie największych triumfów przychodzi plebiscyt górnośląski. Wypadki dnia skłaniają Polę Negri do wyraźnego swoich uczuć patriotycznych. Naraża ją to na tysiączne przykrości. Henny Porten organizuje bojkot naszej rodaczki, filmowe gwiazdy niemieckie odmawiają współpracy z Połą, twierdząc, że działa na szkodę Niemiec... Rozdrażniona tem wszystkiem, Pola przyjmuje engagement do światowej wytwórni „Paramount“, porzuca Niemcy i wyjeżdża do St. Zjednoczonych w r. 1922. Tak oto rozpoczął się trzeci, najświetniejszy okres jej życia“.

✽

„Oszałamiające powodzenie i fantastyczny rozgłos Poli Negri w Ameryce budzą nową falę zazdrości wśród gwiazd miejscowych. Rozjątrzone divy z podstarzałą ex-śpiewaczką operową, sławną z romansu z niemieckim „kronprincem“, Geraldiną Farrar na czele — wszczynają walkę z nową gwiazdą, która odpowiada na wszelkie napaści jedynie nieustanną pracą, pogłębianiem się wewnętrznemi studjami. Szkoda tylko wielka, że do prasy polskiej dotarły echa oszczerczej kampanji. Miast podkreślać triumf naszej rodaczki, wywłóczono najrozmaitsze plotki. W chwili obecnej imię Poli Negri głośne jest we wszystkich stolicach obu półkul. Ale nikt chyba nie cieszy się jej sławą tak, jak Warszawa, żywo pamiętająca to urocze, zażenowane, onieśmielone jeszcze, a już pełne niepokojących przebłysków dziewczę, drżącym ze wzruszenia głosem deklamujące tyrady Fredrowskiej Anieli. „Dziewczę to wyrosło na wielką i sławną artystkę, która, pierwsza po Modrzejewskiej i Paderewskim, sławę Polski po przez sztukę na świat szeroki głosi“. Tyle L. Brodziński, przysięgły biograf i apologeta Poli Negri. Przechodząc teraz do działalności artystycznej Poli w ostatnim okresie, musimy przedewszystkiem zaznaczyć, że imponuje ona nawet Amerykanom zapałem swym i pracowitością. W ciągu 2 lat stworzyła Pola szereg świetnych kreacyj, jako to: „Belladonna“, „Napiętnowana“, „Tancerka hiszpańska“, „Czarna Lu“, „Tylko za gotówkę“, „Lili, dziewczyna z ulicy“, czyli „Pieśń nad pieśniami“ i „Cesarzowa“... pod kierunkiem Fitzmaurice‘a, Brenona, Buchowieckiego i Lubicza. Pola Negri jest przedewszystkiem tancerką. Cała jej istota wibruje rytmem, dźwięczy ekspresją, gra mimiką, wybucha niekiedy żywiołowym gestem. Nietylko twarz, ale i cała postać Poli jest wymarzonym instrumentem mimicznym, zmiennym, jak płótno na wietrze (określenie Berenta), reagującym z niezwykłą precyzją na wszystkie wahania wewnętrznego napięcia uczuć i wrażeń. Dlatego potrafi ta niepospolita artystka wcielać najrozmaitsze odmiany duszy kobiecej i dlatego zdumiewa widzów skalą swojej ekspresji i kalejdoskopową zmiennością wyglądu. Fascynująco piękna i szatańsko ponętna w scenach erotycznych, umie postarzeć w jednej chwili pod obuchem cierpienia, umie być brzydka, ba! nas wet odrażająca, kiedy miotają nią złe instynkty; jest naprzemian wytworną hrabiną, kapryśną zalotnicą, ordynarną dziewką, straszną wiedźmą... Od Poli Negri można oczekiwać wszystkiego, można spodziewać się po niej rzeczy zdumiewających, albo wręcz chybionych, jednego tylko nie trzeba od niej żądać: poprawności. Pola może być porywająca lub nieznośna, może zachwycać lub odstręczać, czarować albo „działać na nerwy“, ale jej żywiołowy, dynamiczny temperament rasowej artystki ponosi ją zawsze, jak rozhukany koń, poza opłotki banalnej poprawności. Dziś należy Pola do arystokracji filrnos wej, mieszkającej w Hollywood w przepysznych willach; olbrzymie kolorowe afisze trąbią jej nazwisko we wszystkich miastach i miasteczkach pięciu części świata, niebom tyczne reklamy świetlne, ponad miljonowem mrowiem czcicieli Dziesiątej Muzy, krzyczą co wieczów płomiennemi zgłoskami: Pola Negri! Pola Negri! Pola Negri!

RUDOLF VALENTINO.

Rudolf Valentino jest w chwili obecnej jednym z najgłośniejszych amantów filmowych. Przed 5 laty jeszcze nikt o nim nie wiedział. Dopiero „Czterech Jeźdźców Apokalipsy“ w szalonym galopie swoich piekielnych koni rozniosło imię młodego artysty na cztery strony świata. Rudolf, zwany popularnie „Rudi“ w St. Zjednoczonych, ma obecnie lat 30. Właściwe jego nazwisko brzmi Rodolfo Guglielmo. Urodził się w Castellanetta, koło Genui (Włochy Półn.) d. 6 maja 1895 r. Matka jego była Francuską, ojciec — rodowitym Włochem. Otrzymawszy staranne wychowanie, młody Rudolf wstąpił do Szkoły Wojskowej w Tarente, którą ukończył z odznaczeniem. Następnie pojechał do Wenecji, aby wstąpić do Szkoły Marynarki wojennej, uznano go za niezdolnego do służby w marynarce z powodu wątłej budowy. Rozgoryczony tym afrontem, ambitny młodzieniec zarzucił dalsze studja... i zaczął się bawić. Na usilne żądanie rodziców, zapisał się w końcu na Akademję Rolniczą w Genui, gdzie studjował dwa lata, bez wielkiego jednak zapału... Zostawszy pełnoletnim i znalazłszy się w posiadaniu części dość znacznego majątku, młody Valentino postanowił „poznać świat“. Łatwo wyobrazić sobie owe studja „poznawcze“, gdy się zważy, że nasz bohater miał wówczas lat 20... Kilka miesięcy hucznego życia w Monte Carlo i w Paryżu pochłonęło całą gotówkę lekkomyślnego młodzieniaszka. Wyratowany z długów przez czulą matkę, młodzieniec postanowił „dorobić się“ majątku i, niewiele myśląc, wsiadł w Cherbourgu na okręt „Cleveland“, udający się do Ameryki. Po półrocznym pobycie w New Yorku znalazł się w ostatecznej nędzy... Wówczas to pewien znajomy dał mu dobrą radę. Mianowicie, rzeki do młodego desperata: — Nie ma pan co jeść? Tańcz pan! — Wypraszam sobie podobne kpiny! — a krzyknął zirytowany Rudolfek. — To nie są kpiny — odparł poważnie doradca. — Widziałem pana tańczącego tango na „Clevelandzie“. Jesteś pan ślicznym, wytwornym chłopcem, tańczysz, jak bożek... Czegóż ci więcej potrzeba, aby zrobić świetną karjerę? Valentino zrobił, jak mu radzono. Zgłosił się, jako „zawodowy tancerz“, do Cafe Maxims w Nowym Jorku. Słynna tancerka Bonny Glass, zachwycona jego wdziękiem, zaangażowała go, jako partnera. Ich produkcje cieszyły się wielkiem powodzeniem... Ale Rudolfowi znudziła się wnet karjera tancerza. Zapragnął zostać śpiewakiem (a głos miał przepiękny, jak wielu rodowitych Włochów), wstąpił do pewnej trupy operetkowej... która zbankrutowała... znalazł się znów bez grosza, tym razem w San Francisco... udzielał tam lekcji tańca... został nawet agentem bankowym... Słowem, wykręcał się, jak mógł, z kościstych ramion nędzy. Tymczasem srożyła się w Europie wojna, w której i Włochy wzięły udział w r. 1916. Rudolf, nieprzyjęty do wojska z powodu wadliwości wzroku, postanowił spróbować szczęścia na ekranie. Produkcja filmowa wchodziła wówczas w Ameryce w okres szalonego rozkwitu. W tym pierwszym okresie nowej swojej karjery, Rudolf wykonał szereg drobnych ról, dziś już zapomnianych, dla wytwórni „Universal“ i „Vitagraph“, a w międzyczas się ożenił się z artystką filmową Joanną Acker... i rozwiódł się z nią po kilku miesiącach wielce niezgodnego pożycia. Tymczasem dwie wybitne kobiety zwróciły na niego uwagę. Jedną z nich była scenarjopisarka, pani June Mathis, która przerabiała właśnie na ekran powieść Blasco Ibaneza „Czterech Jeźdźców Apokalipsy“. Przyrzekła ona Rudolfowi rolę Julia Desnoyers i dotrzymała słowa. Ale naświetlanie tego filmu trwało długo. W międzyczasie znana gwiazda filmowa, Rosjanka Alla Nazimowa upodobała sobie pięknego Rudolfa, jako partnera w „Damie Kameljowej“ (u nas „Kobieta z przeszłością) i skłoniła wytwórnię „Metro“, aby mu powierzono tę rolę. Wkrótce potem wystąpił Valentino w „Eugenji Grandet“ (u nas „Drugi grzech ), jako partner słodkiej Alice Terry. Wytwórnia „Famous Players Lasky“ (Paramount) zaproponowała mu korzystne engagement... Rudolf przyjął bez namysłu... i tak powstał „Szeik“ (z Agnes Ayres). Film ten zdobył szalony rozgłos dzięki wyłącznie urodzie Valentina, już wsławionego w „Czterech Jeźdźcach Apokalipsy“, który to film zaczął właśnie obiegać ekrany świata. Następnym jego występem był film „Beyond the Rocks“ (Ponad skałami) z Glorją Swanson i Gertrudą Astor, potem „Moran of the Lady Letty“, wreszcie, pod kies runkiem Freda Niblo, jedyny naprawdę udatny i ciekawy film z tej serji, a mianowicie „Blood and Sand“ (Krew na piasku) z Lilą Lee i Nitą Naldi (podług powieści Blasco Ibaneza p. t. „Krwawa arena“). W tym czasie wyjechał Valentino do Meksyku i tam ożenił się (po raz wtóry) z prześliczną Nataszą Rambową, artystką-malarką, która stworzyła oryginalne kostjumy i dekoracje dla Nazimowej w filmach „Dama Kameljowa“ i „Salome“. Natasza Rambowa, notabene, nie jest bynajmniej Rosjanką, lecz rodowitą Amerykanką, a właściwe jej nazwisko brzmi Vinifred Hudnut. Ostatnim filmem Valentina z tego okresu był „Młody Maharadża“, dzieło chybione i to tak dalece, że rozgoryczony artysta zerwał kontrakt z wytwórnią „Paramount“, nie chcąc pracować w tych warunkach, i wyjechał z żoną do New Yorku. Czekały go tam dwa procesy: jeden za zerwanie kontraktu, drugi za ślub w Meksyku, unieważniony przez władze amerykańskie. Zaczęły się kłopotliwe konferencje z prawnikami... a tymczasem Rudolf i Na- tasza, tworząc razem najpiękniejszą parę, jaką można sobie wyobrazić, tańczyli w nowojorskich music-hallach słynne tango z „Czterech Jeźdźców Apokalipsy“, przyjmowani owacyjnie przez publiczność. W Chicago młoda para pobrała się raz jeszcze, z zachowaniem wszelkich formalności, poczem szczęśliwi małżonkowie wyjechali na 2 lata do Francji i do Włoch, budząc wszędzie sensację swoją urodą i swemi głośnemi już nazwiskami. W r. 1924 Rudolf Valentino pogodził się z wytwórnią „Paramount“ i zabrał się do pracy, aby powetować czas stracony. Dwa ostatnie jego filmy dla tej wytwórni wykonane w Nowym Yorku noszą tytuły: „Monsieur Beaucaire“ („Książę krwi“) i „The Sainted Devil“ („Djabeł poświęcany“). Zdobyły one znów młodemu artyście rozgłos i popularność, mocno zachwiane w czasie 2-letniej nieobecności, gdy wakujące po Rudolfie miejsce w serduszkach pań amerykańskich zajęli Ramon Novarro, John Gilbert i Ricardo Cortez. Może do wzrostu tej popularności przyczyniła się wiadomość o bliskim już rozwodzie Rudolfa z Nataszą... Najsłynniejszy amant ekranów amerykańskich, ulubieniec kobiet wszystkich części świata, skończony gentleman, wytworny i szczery artysta, zdobył sobie i u nas Rudolf Valentino wszystkie serca, czego dowodem — świeży sukces ostatniej jego kreacji w „Księciu krwi“.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…