Read here

Co każda matka swojej dorastającej córce powiedzieć powinna

Izabela Moszczeńska-Rzepecka · 1904 · Free in the US

27,100 words · about 1 h 54 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1904 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Co_każda_matka_swojej_dorastającej_córce_powiedzieć_powinna&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Izabela Moszczeńska-Rzepecka
Language
Polish
Published
1904
Length
27,100 words · about 1 h 54 min
Sections
7 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (7)
  1. Front matter under 1 min
  2. całość about 57 min
  3. Wstęp about 2 min
  4. O przeznaczeniu kobiety about 10 min
  5. Miłość, małżeństwo, macierzyństwo about 10 min
  6. Jak pielęgnować ciało about 16 min
  7. O wyborze męża about 20 min

Continue:

Front matter

KSIĄŻKI DLA WSZYSTKICH

Co każda matka

swojej dorastającej córce

całość

KSIĄŻKI DLA WSZYSTKICH

Co każda matka

swojej dorastającej córce

powiedzieć powinna

napisała

Izabela Moszczeńska

WARSZAWA

NAKŁADEM I DRUKIEM M. ARCTA

1904

Дозволено Цензурою.

Варшава, 18 Апрѣля 1903 года.

WSTĘP.

Kochana córko moja! Gdybym wiedzieć mogła napewno, że w każdej chwili twego rozwoju i dalszego życia towarzyszyć ci będą rady i wskazówki kochającej i doświadczeniem życiowem wzbogaconej matki, że tak jak w twych niemowlęcych i dziecinnych latach wzrok mój zawsze spoczywać będzie na tobie, czytać w twoich myślach, bacznie śledzić każdą zmianę zachodzącą czy w twym organizmie, czy też w twym charakterze, — może nie pisałabym tej książeczki. Wiedziałabym, że ile razy nasunie ci się jakaś wątpliwość, ile razy jaka ciekawa zagadka dręczyć cię będzie, zwrócisz się do mnie ze szczerem i otwartem , ufna, że cię nigdy nie zawiodę, tak jak wtedy, gdy zaledwie przyswoiwszy sobie mowę, zarzucałaś mnie pytaniami: „A co to?” „A po co to?” „A czemu tak?” i zawsze z ust usłyszałaś wystarczające, proste i z prawdą zgodne objaśnienie. A tak jak nigdy, od najmłodszych nawet lat nie zbywałam cię półsłówkami, nie oszukiwałam bajeczkami w imię źle zrozumianej przyzwoitości, gdy zadawałaś tak zwane pytania drażliwe, tak i później, w miarę gdy dojrzewać będziesz, nigdy fałszywy wstyd nie zamknąłby mi ust, gdyby chodziło o wyjaśnienie najważniejszych, najżywotniejszych może dla ciebie zagadnień życiowych. Ale żadna z nas przyszłości przewidzieć nie może. — Dzisiaj jesteś tak młodą, że nie mogłabyś ani pojąć, ani dostatecznie ocenić znaczenia tych wyjaśnień i wskazówek, które ci w dalszym życiu najniezbędniejszemi się okażą. Wtedy zaś, gdy umysł twój i twoje ciało dojdą już do tego stopnia rozwoju, w którym nie tylko zrozumieć, ale zastosować je będziesz musiała, Bóg wie, czy los nie pozbawi cię już mej opieki, czy dozwoli mi jeszcze na ciebie oddziaływać, rad i wyjaśnień udzielać. Od chwili, gdy tylko przyszłaś na świat, cała twoja przyszłość możliwa i przewidywana stała mi zawsze przed oczami; nie było dnia, nie było ani jednej czynności dla ciebie lub względem ciebie spełnianej, w którejbym się z tą przewidywaną przyszłością nie liczyła poważnie i usiłowań moich nie kierowała w tym celu, by jej jaknajpomyślniejsze o ile to w mej mocy, zapewnić warunki. I w tej chwili to samo pragnienie kieruje memi postępkami. Pragnę, aby pisane przeze mnie słowa zastąpiły ci kiedyś, jeśli to będzie koniecznem, brak poufnej z matką rozmowy, aby moje doświadczenie było dla ciebie źródłem pożytecznych wiadomości, choćby mnie już przy tobie nie było. Że zaś z miłością dla własnych dzieci, łączyłam zawsze serdeczną macierzyńską troskliwość dla wszystkich tych, które macierzyńskiej opieki potrzebują, a zwłaszcza dla tych, które jej są pozbawione, więc pragnę, aby i ta książeczka służyła nie tobie tylko, lecz wszystkim dziewczętom twego wieku, które wstępując w życie albo nie mają o niem żadnego pojęcia, albo też zupełnie fałszywe i spaczone.

O przeznaczeniu kobiety.

Samo przeczytanie tego tytułu nasunie ci wspomnienie całego szeregu nudnych morałów i banalnych frazesów, z któremi się już nieraz w życiu i książkach spotykałaś, morałów i zdań, które niejedno młode dziewczę w twym wieku niesmakiem przejmują. Nie obawiaj się jednak; rozumiem ten niesmak, doskonale pojmuję jego źródło i będę się starała ci go oszczędzać. Słyszałaś nieraz, że przeznaczeniem kobiety jest zostać żoną i matką, a — jak zwykle dodają — i gospodynią, stawiając tym sposobem zadanie rodzenia i wychowania przyszłych ludzi tuż obok umiejętności kwaszenia ogórków, przyprawiania sosów i wywabiania plam, a przez to samo obniżając poniekąd pojęcie o znaczeniu kobiety i jej roli. Nie samo to zestawienie jednak drażni i razi ciebie i inne dziewczęta w twoim wieku, o ile mają wyższe dążenia i wyższe ambicje. Drażni je ono ze względu na to, że nigdy nic analogicznego nie mówi się ich braciom i rówieśnikom. Podczas gdy najwyższem pragnieniem rodziców jest widzieć syna sławnym uczonym, znakomitym inżynierem, genialnym artystą lub t. p. — córkę pragną oni uczynić tylko dobrą żoną i matką, jak się nieraz dziewczęta w twym wieku z żalem i uczuciem upokorzenia odzywają. Takie postępowanie rodziców i wychowawców zdaje się opierać na mniemaniu, że podczas gdy chłopiec i mężczyzna istnieje sam dla siebie, jest czemś sam przez się, dziewczynka i kobieta wychowuje się i żyje tylko dla mężczyzny, i do jego potrzeb, pragnień, poglądów przystosować się musi. Stąd wynika również pojęcie, że fakt, czy dana kobieta przeznaczenie swe spełni, zależy od decyzji tego, który ją za żonę i matkę swych dzieci obierze, a zatem los jej od jego woli w zupełności czyni zawisłym, czego nawzajem o mężczyźnie nikt twierdzić się nie ośmiela. Wreszcie to zakreślanie życiu synów — celów zupełnie osobistych, i takich, do których samodzielnie zmierzać mogą, a życiu córek — celów nieosobistych i pewnemi niezależnemi od nich okolicznościami zawarunkowanych, wydaje się jakoby uznaniem niższości tych ostatnich, ich wartości względnej i zupełnie niesłusznie w nich samych wywołuje przekonanie, jakoby np. rola matki była czemś podrzędnem w zestawieniu z rolą inżyniera lub doktora. Wszystkie powyżej scharakteryzowane poglądy, przeciw którym burzy się młoda ambicja twoja i tobie podobnych dziewcząt, które ich godność ludzką urażają i ranią, są najzupełniej błędne i wynikają z bardzo rozpowszechnionych wprawdzie, lecz zupełnie nieuzasadnionych zwyczajów patrzenia na rzeczy i oceniania ich wartości. Nie w ten sposób bynajmniej myślę ci objaśnić przeznaczenie kobiety, gdyż wcale nie tak je pojmuję. zaznaczyć muszę, że w mojem przekonaniu przeznaczenie kobiety i mężczyzny jest w głównych zarysach takie samo, ich cele są wspólne i zgodne, ich zależność wzajemna, a ich łączność dla obu stron konieczną. Pierwszym celem i zadaniem każdej jednostki ludzkiej jest dojść do u, do takiej pełni sił fizycznych i umysłowych, żywotności, działalności i godności ludzkiej, do jakiej tylko natura ją uzdolniła. W tem określeniu mieści się wszystko to, co dotyczy wykształcenia zdrowia, charakteru, roli człowieka w rodzinie i w społeczeństwie, jego działalności naukowej, artystycznej, ekonomicznej i t. d. Jednakże na osobistem doskonaleniu nie kończy się przeznaczenie ludzkie, bo nie na jednem pokoleniu kończy się ludzkość. Każdy z nas, czy chce, czy nie chce, świadomie lub nieświadomie, żyje dla przyszłości, bo wobec krótkości i znikomości życia, dziewięć dziesiątych czynów ludzkich nie miałyby celu ani sensu i nie dają się wytłómaczyć inaczej, jak tylko myślą o przyszłości. Ta przyszłość zawarunkowana jest istnieniem następnych pokoleń, które w naszych zdobyczach uczestniczyć mają i naszą pracę wykończać i doskonalić. Gdyby któregokolwiek dnia ogół ludzi zyskał przekonanie lub pewność, że wkrótce nastąpi koniec świata, że dzieci przestaną się rodzić, rosnąć, dojrzewać, nowemi ludźmi stawać, wówczas odrazu ustałby wszelki ruch, wszelka praca, wszelkie życie, nastąpiłaby martwota i ciężkie przygnębienie tych wszystkich, którzy mieliby być ze swego rodzaju ostatni. Przedłużenie istnienia ludzkości, utrzymanie nie siebie lecz swego gatunku, przekazywanie życia następnym pokoleniom jest więc podstawą i główną sprężyną działalności ludzkiej wogóle. Popęd do tego przekazywania życia tkwi w naturze każdej normalnej jednostki ludzkiej, jest jej przeznaczeniem . To przeznaczenie naturalne jest wspólnem i mężczyznom i kobietom i absolutnie inaczej być nie może. Nie dosyć na tem; jak celem każdego pojedyńczego człowieka nie jest wyłącznie podtrzymanie swej marnej egzystencyi, lecz doprowadzenie jej do najwyższego stopnia rozwoju, do pełni życia w najwyższem rozumieniu tego wyrazu, tak też celem mężczyzn i kobiet nie może być samo utrzymanie istnienia gatunku i przekazywanie marnego życia nowym, na równie liche istnienie skazanym jednostkom. Nie tylko o utrzymanie gatunku chodzi, lecz o jego udoskonalenie i rozwój, a jak ci wyjaśnię dalej, tę dążność do udoskonalenia ludzkiego typu natura wszczepiła w ludzi razem z instynktem, który ich popycha do samego przekazywania życia. W tym punkcie oba główne cele człowieka: osobisty i nieosobisty — schodzą się i podtrzymują wzajemnie. Zdrowie, zdolności, cnoty, talenty, wykształcenie, silna wola, praca i t. p. — są mu potrzebne nie tylko na to, by sam w sobie pełnię życia rozwinął i człowieka w najwyższem znaczenia tego wyrazu w sobie wykształcił, lecz i na to także, by tym pokoleniom nowym, które z niego początek wezmą, spotęgowany zasób sił życiowych przekazał i na wyższy szczebel człowieczeństwa je wprowadził. I to także w równej mierze odnosi się do mężczyzn jak i do kobiet. Zaniedbanie fizycznego, umysłowego, czy moralnego rozwoju kobiety, czyni ją równocześnie i lichszą istotą wogóle i zupełnie nieodpowiednim materjałem na matkę. Wszystko zaś to, co jej siły duchowe czy fizyczne potęguje i rozwija, co ją czyni wyższego rzędu człowiekiem, uzdalnia ją zarazem do lepszego spełniania macierzyńskich obowiązków. Że jednak dzieci nie tylko po matce lecz i po ojcu wady i zalety dziedziczą, że nietylko pod jej, lecz i pod jego wpływem się wychowują, więc to samo i o mężczyznach w zupełnie równej mierze powiedzieć można: ich zdrowie i siły, ich rozum i charakter, są potrzebne nie tylko dla nich lecz i dla ich potomstwa; ich ułomności i choroby są równie szkodliwe dla istnienia przyszłych ludzi jak ułomności i choroby matek. I ich przeznaczeniem jest przekazywać życie, być ojcami i oni również do tej roli przygotowywać się odpowiednio powinni. Stąd wynika, że równie niesłusznie (czy może równie słusznie?) było by mówić, że kobieta jest stworzoną dla mężczyzny, jak odwrotnie, że mężczyzna stworzonym jest dla kobiety. Oboje bowiem zarówno są najprzód stworzeni dla siebie samych, t. j. rozwój i szczęście tak mężczyzn jak i kobiet jest równie pożądanem i ważnem, a dalej dla następnych pokoleń, czyli dla swoich dzieci. Jeżeli dla dzieci — kobieta jako matka, jest bardziej — a raczej dłużej niezbędną, jeżeli na ich naturę w wyższym stopniu oddziaływa, w kształtowaniu nowych ludzi większy udział bierze, to by najmniej cechy jej niższości stanowić nie może. Przekazywanie życia i doskonalenie człowieka jest tak ważną sprężyną życia, tak doniosłą funkcją istoty ludzkiej, że poniżanie macierzyńskiej godności może tylko świadczyć o wielkiem spaczeniu i zwyrodnieniu pojęć i o zaniku poczucia dostojeństwa ludzkiego wogóle. Gdy dokładniej po przeczytaniu całej książeczki zrozumiesz znaczenie słów powyższych, pewno nigdy nie przyjdzie ci na myśl z uczuciem niesmaku i wyrazem pogardliwego lekceważenia mówić o tem, że przeznaczeniem twojem i rówieśniczek twoich miałoby być — by każda z was została „tylko” matką! Jakkolwiek twierdziłam, że przeznaczenie mężczyzny i kobiety jest w ogólnych zarysach to samo, to jednak w zadaniu, które spełniają wspólnie, istnieje pewien podział funkcji, taki sam, z jakim się spotykamy, wogóle w żyjącej przyrodzie. Kiedy byłaś jeszcze bardzo mała, stawiałaś sobie — tak jak znaczna większość twych rówieśniczek — nieraz pytanie, skąd się biorą dzieci, a że tego bardzo ciekawego pytania sama roztrzygnąć nie umiałaś, udałaś się z niem do mnie. Pamiętasz zapewne dobrze, że zamiast ci opowiadać bardzo rozpowszechnione bajeczki o bocianie, któremi jeszcze później próbowały zabawiać cię twoje towarzyszki zabawy, powiedziałam ci odrazu, że dziecko powstaje w łonie matki, w niem rośnie i rozwija się, jej krwią się żywiąc póty, póki wszystkie organy jego ciała nie wykształcą się do tego stopnia, by mogło rozpocząć życie samodzielne. Wówczas wydobywa się ono z macierzystego łona, narażając matkę na silne bóle i utratę krwi, i to nazywa się porodem. Jednakże i wtedy jeszcze tak ścisła przedtem łączność życia dziecka z życiem matki nie zrywa się odrazu, gdyż z piersi jej czerpie ono swe pierwsze pożywienie, bez którego trudnoby było utrzymać się przy życiu. Mówiłam ci też, że i ty byłaś kiedyś cząstką mego własnego ciała, że nosiłam cię w mem łonie przed twem urodzeniem, że za nim oczki twoje świat ujrzały, już otaczałam cię swemi staraniami, pragnąc cały mój tryb życia w owym czasie tak uregulować, żeby tobie dać jaknajwięcej sił i zdrowia, a przyjście twe na świat uczynić o ile było w mej mocy — nie tylko dla mnie, lecz i dla ciebie jaknajmniej niebezpiecznem. Zwracałam ci uwagę i na to, że w całej żyjącej naturze powtarza się to samo, że istoty dojrzałe dają życie istotom nowym, które z początku stanowią tylko ich cząstkę. Ta cząstka rośnie, rozwija się w organizmie macierzystym, a doszedłszy do pewnego stopnia rozwoju, odłącza się od niego, następnie żyje samodzielnie i znów daje początek nowym pokoleniom. Jak owoc jest najprzód tylko cząstką drzewa, na którem wyrasta, a gdy dojrzeje, opada, i z nasienia jego powstać może nowe drzewo, tak dziecko jest najprzód cząstką matki, a później odłącza się od niej, rośnie, dojrzewa, staje się człowiekiem i znowuż dzieci na świat wydaje. Tak ci objaśniłam, stosując się do twego dziecinnego umysłu. Objaśnienie to wystarczyło ci na długo. Jednakże nowe spostrzeżenia nasunęły ci nowe wątpliwości. Kiedy ci objaśniono życie roślin, dowiedziałaś się, że nasienie powstaje w słupku tylko wtedy, jeżeli pyłek z pręcików kwiatka padnie na znamię, znajdujące się na szczycie słupka, przez szyjkę przeniknie i zapłodni znajdujące się tam zalążki, które rozwijają się w nasiona. Mówiono ci także, że te dwa organy, biorące udział w rozmnażaniu: pręciki i słupki nie zawsze znajdują się połączone w jednym kwiecie i nie zawsze wyrastają na tejże samej roślinie. Kwiaty posiadające tylko pręciki, wydzielające zapładniający pyłek, nazywano męskiemi, kwiaty opatrzone tylko słupkami, które ten pyłek przyjmują i nasienie w sobie rozwijają, żeńskiemi. Słyszałaś także, że przenoszenie zapładniającego pyłku z jednego kwiatka na drugi odbywa się bądź to przy pomocy wiatru, bądź za pośrednictwem owadów, które przelatując od jednego kwiatka do drugiego, przenoszą ten pyłek i że skutkiem tego żywe barwy kwiatów grają w życiu roślin ważną rolę, gdyż nęcą owady, a przez to ułatwiają przenoszenie pyłku, zapłodnienie go i tworzenie się nasienia, a zatem rozmnażanie danego gatunku rośliny. Będąc na wsi, słyszałaś nieraz, że jeśli w czerwcu, w porze, gdy żyta kwitną, niema wiatru, ziarno się nie tworzy i zboże potem nie sypie. Z podobnemi faktami spotykałaś się i wtedy, gdy ci objaśniano życie owadów. Dowiedziałaś się, że zadanie trutniów w ulu polega na zapładnianiu jajek znajdujących się w ciele pszczoły-królowej, że ze złożonych przez nią jajek, przy troskliwej opiece pszczół robotnic, wylęgają się następnie nowe matki, robotnice i trutnie; te ostatnie wymierają, skoro tylko spełniły swą jedyną ważną czynność, to jest zapłodnienie jajek królowej. Choćby przez samo porównanie ze światem roślinnym i ze światem owadów musiało ci się nasunąć przypuszczenie, że to samo zjawisko powtarzać się musi i u stworzeń wyższego rzędu, u ptaków, zwierząt ssących i u człowieka, że i tam w przekazywaniu życia muszą brać udział istoty dwojakiego rodzaju, t. j. dwojakiej płci, z których jedna wydziela pierwiastek zapładniający, jak pyłek w kwiatkach męskich czyli pręcikowych, — a druga wytwarza przeznaczone do zapłodnienia jajko, w którem rozwija się nowa, życiem obdarzona istota. To przypuszczenie musiało ci się tem pewniej, że podział istot żyjących na męskie i żeńskie stwierdziłaś w całem swem otoczeniu. Widziałaś, że ptaszki żyły parami, a gdy ich samiczki znosiły i wysiadywały jajka, samce ujawniały rodzicielskie swe uczucia, szukając i znosząc im pożywienie. Musiałaś też zauważyć, że u zwierząt ssących tylko samice rodzą i karmią młode. I rzeczywiście, rozmnażanie czyli przekazywanie życia odbywa się u wszystkich wyżej wspomnianych tworów w sposób podobny, jest w swej istocie zupełnie takie samo, z tą różnicą, że podczas gdy u owadów i ptaków ciało samicy wydziela już zapłodnione jajko, u zwierząt ssących i u człowieka pozostaje ono w ciele matki dopóty, póki nowa istota z niego się nie pocznie, poczem istotą ta rozwija się, żyje, porusza, i w końcu, jako nowy, żyjący organizm w tem jaju z łona matki się wydziela. Widzimy więc, że im wyżej się posuwamy po szczeblach wielkiej drabiny stworzenia, tem ściślejszym się staje związek między życiem matki a życiem jej potomstwa, tem silniejszem jej na istoty, którym daje początek, tem większa potrzeba poświęceń i starań macierzyńskich. Karmienie noworodków mlekiem własnej piersi przedłuża tę spójnię między organizmem dojrzałym a organizmem dziecięcym po za okres poczęcia i narodzenia, a na tle tej ścisłej spójni rozwija się instynkt, najgłębiej tkwiący w każdej żeńskiej naturze i najcharakterystyczniej ją cechujący, to jest instynkt macierzyński, który u stworzeń najwyższych, u ludzi, przechodzi w najwznioślejsze, najgłębsze uczucie — w Z tego podziału funkcji między płeć męską i żeńską wynikają wszelkie różnice, jakie między fizjologicznem przeznaczeniem kobiety a mężczyzny zachodzą. Rolą kobiety-matki jest być pierwszem schronieniem swego dziecka, żywić je swą krwią, chronić je swem ciałem od szkodliwych wpływów, któreby jego rozwojowi zagrażać mogły i w ciągu dziewięciu miesięcy, które upływają od chwili poczęcia do chwili porodu, żyć z niem życiem wspólnem i oddziaływać na ukształtowanie się jego istoty. Jestto, jak widzimy, rola niezmiernie ważna i niekiedy rozstrzygająca o całem życiu przyszłego człowieka. Jeżeli rozważymy, że wszyscy ludzie, którzy wstąpili w życie z organizmem zdrowym, wolnym od kalectw i ułomności, obdarzeni energją życiową, normalnym systemem nerwowym, dobremi skłonnościami, żywą inteligencją, zdolnością myślenia, działania, tem wszystkiem, co ich czyni ludźmi w wyższem znaczeniu, zawdzięczają to w pierwszym rzędzie swoim matkom, bo jeden fałszywy krok ze strony matek byłby mógł ich uczynić niedołęgami, kalekami, idjotami lub cherlakami, — z tego ocenimy jak świętem i doniosłem jest macierzyńskie zadanie, jak wiele świat zawdzięczać może tym kobietom, które się przejmą powagą swej macierzyńskiej roli i wielkością swej odpowiedzialności, a powołaniu swemu godnie odpowiedzą.

Miłość, małżeństwo, macierzyństwo.

Wspólność przeznaczeń obu płci, połączona z podziałem funkcji między niemi, skazuje je na pożycie wspólne, sprawia, że jednoczenie się osobników męskich z osobnikami żeńskiemi jest dla obu stron naturalną potrzebą i jednym z najsilniej i najgłębiej w ich naturze tkwiących instynktów. Na tle tego instynktu, tej wrodzonej potrzeby połączenia się z istotą płci odrębnej powstaje miłość. Widzę, jak w tej chwili na twarzy twej i rówieśniczek twoich, które te słowa czytać będą, zjawia się wyraz rozczarowania i niesmaku. „Jakto, więc ta miłość opiewana przez wszystkich naszych wielkich poetów, miłość, stanowiąca wątek takich dzieł, jak „W Szwajcarji”, miłość, zapełniająca i tysiące tomów wzruszających romansów, miłość, stanowiąca najżywotniejszy pierwiastek wstrząsających dramatów, jest tylko pociągiem jednej płci do drugiej, dla wydania nowych jednostek ich gatunku? — Jakie to brzydkie, jakie to prozaiczne”. Być może, że to co poprzednio mówiłam o przeznaczeniu kobiety i jej macierzyńskiej roli pogodziło was już cokolwiek z myślą, że nie wszystko, co tkwi w cielesnej naturze człowieka, przez to samo już wstrętnem i nizkiem być musi. Może także uda mi się was przekonać, że jakkolwiek wasze młodociane pojęcia o miłości nieraz znacznie odbiegają od rzeczywistości, są trochę sztucznie wyśrubowane i nienaturalnie nadziemskie, to jednak jej istotne wielkie znaczenie w życiu człowieka i w rozwoju ludzkości najzupełniej usprawiedliwia i tłómaczy fakt, że jest ona jednem z nieśmiertelnych źródeł poetyckiego natchnienia i wszelkiej artystycznej twórczości. Ona sama bowiem, fizjologicznie rzecz biorąc, jest objawem potęgi twórczej, jest tą siłą, przez którą świat stary wciąż się odradza, odnawia i żyje, i tą siłą, która na grobach dawno wygasłych pokoleń tworzy nową wiosnę, nową młodość, nowy rozkwit potęgi i piękna, jest źródłem życia, dalszym ciągiem twórczego: „Stań się!” które światu początek dało. Jak ci dobrze wiadomo, człowiek żyje życiem fizycznem i duchowem. Jego życie fizyczne zbliża go do najwyższego rzędu zwierząt, t. j. do ssących, ale swoim rozwojem duchowym znacznie je przewyższa. Jego najwyższe nawet dążenia tkwią korzeniami w jego cielesnej naturze i są przez nią poniekąd zawarunkowane o tyle, że jakaś czysto fizyczna przyczyna, choroba organiczna, jeśli dotyka jego mózgu lub systemu nerwowego, może najwspanialszy rozkwit jego ducha osłabić lub zniszczyć. Z drugiej jednak strony, jego życie duchowe silnie bardzo oddziaływa na jego cielesne funkcje, przeobraża je, uszlachetnia i nadaje im charakter odmienny od tego, jaki też same funkcje posiadają u zwierząt. Pociąg jednej płci do drugiej, tak ściśle związany ze sprawą utrzymania gatunku czyli przekazywania życia, istnieć musi naturalnie i u zwierząt, zjawia się jednakże tylko w pewnych epokach ich życia, jest czysto fizyczny i znika, skoro tylko zadanie swe spełni, to jest zapewni egzystencję gatunku. U ludzi zespala się on ściśle z całym ich duchowym rozwojem, wchłania w siebie wszystkie pierwiastki ich duchowego życia: miłość dobra, piękna i prawdy, — staje się obok fizycznego pociągu uwielbieniem, zachwytem, szacunkiem, przyjaźnią, przywiązaniem, skłonnością do poświęceń, wspólnością myśli, zdolnością do przebaczenia, do zapomnienia o sobie i życia dla drugich, do znoszenia cierpień dla szczęścia ukochanej istoty. Byłoby to wielkiem nieszczęściem dla rodzaju ludzkiego, gdyby stosunek mężczyzn do kobiet zamykał się tylko w granicach czysto fizycznego pociągu. Jak ci już mówiłam, przeznaczeniem mężczyzny i kobiety zarówno jest nie tylko przekazywanie życia, lecz udoskonalenie go, nietylko tworzenie nowych ludzi, lecz tworzenie wyższego typu człowieka. Miłość jest źródłem życia — mówiłam; otóż im wyższą, doskonalszą, potężniejszą i głębszą jest miłość, tem pełniejszem, bujniejszem, szlachetniejszem jest to życie, które z niej początek bierze. Jest faktem ogólnie znanym i bardzo pospolitym, że dzieci mają stale pewne cechy podobieństwa z rodzicami, że po nich dziedziczą zarówno duchowe jak i fizyczne właściwości. Wydaje się każdemu rzeczą zupełnie naturalną, że wzrost, budowa, kolor oczu i włosów świadczy o ich blizkiem pokrewieństwie z ojcem lub matką, że nawet w ich uczuciach, skłonnościach, uzdolnieniach, znajdujemy jakoby dalszy ciąg, odbicie, a często spotęgowanie rodzicielskich skłonności i uzdolnień. Już z tego samego wnosić można, że dla życia naszych potomków nie jest bynajmniej rzeczą obojętną, z kim nas węzły miłości i małżeństwa połączą. Niemniej i sam fakt połączenia, uczucie, które rodziców do niego skłania, również wpływa na ukształtowanie się tych istot, które z ich związku się rodzą. u wszystkich narodów stało się zdanie, że dzieci miłości bywają zwykle piękne i rozumne. Miłość więc nietylko kieruje naszym wyborem dla dostarczenia naszym dzieciom takich rodziców, którzyby im najwięcej cech dodatnich przysporzyć mogli, lecz jest poniekąd sama tą rzeźbiarką, która fizyczną i duchową postać przyszłego człowieka kształtuje. Ludzie, którzy się łączą, ulegając nie chwilowemu i przelotnemu podnieceniu zmysłów, lecz także i przekonaniu, że w ukochanej istocie znaleźli wcielenie wszelkich cnót, zalet, wdzięków, wyższości umysłowej i doskonałości moralnej, jeśli sami pod wpływem doznawanej miłości czują się i szczęśliwi i zdolni do poświęceń, dobrzy, silni, ofiarni, bezinteresowni, szlachetni, — zyskują możność przekazania swym potomkom tych wszystkich dodatnich cech swej natury, które w chwili łączenia się z istotą ukochaną do wyższej nad zwykłą miarę potęgi wzrastają. Dla tego też właśnie ta miłość idealna, opiewana przez poetów, ma wielkie w życiu ludzkiem znaczenie, jest bowiem środkiem uszlachetnienia ludzkiego typu. Dość długo rozpisałam się o tej kwestji, gdyż wstępujesz właśnie w epokę, w której miłość w życiu twojem odegrać może bardzo ważną, bardzo decydującą rolę, kiedy to tak łatwo postawić krok fałszywy, za który całe życie pokutować można, którego czasem całem życiem cierpień odkupić niema sposobu. Wtedy, gdy organizm twój dojrzewać zacznie, równocześnie i w usposobieniu twem zajdą pewne zmiany, świadczące, że z dziewczęcia zaczynasz się przeobrażać w kobietę. Niczem niewytłómaczone chwile tęsknoty i rozrzewnienia, nieokreślone pragnienia, egzaltowane porywy, niepokoje i nagłe wybuchy, nadmierna wrażliwość i drażliwość są to zwykłe u dziewcząt twego wieku zjawiska. Naturalne u dziewcząt uczucie wstydliwości, które jest jakgdyby instynktownem poczuciem świętości swego ciała i jego przeznaczeń, nie zapobiega temu, by od czasu do czasu nie zjawiały się pewne błyski sympatji do tego lub owego mężczyzny, sympatji lękliwie ukrywanej, lecz niemniej niepokojącej i zdradzającej się nieraz nagłym rumieńcem na samą wzmiankę o człowieku, który twoją uwagę zwrócił. Te pierwsze objawy tak dla ciebie nowe, nie są jeszcze bynajmniej miłością, są może jej zwiastunami i powinny dla ciebie stanowić ostrzeżenie, byś odtąd stanęła na straży swego serca, swej ludzkiej godności i swego przyszłego powołania. W tej epoce pierwszego rozkwitu młodych sił i świeżych zmysłów, młode, nieświadome życia dziewczęta stają się nieraz niewinnemi ofiarami niesumiennych ludzi, którzy ich rozkwitającą wrażliwość wyzyskać, a ich godność ludzką poniżyć pragną. Stają się też często ofiarami własnej wyobraźni, podniecanej bądź to czytaniem sensacyjnych romansów, bądź też rozmową z towarzyszkami, toczącą się nieodmiennie około miłosnych tematów. Ich charakter, równie nieugruntowany i niedojrzały jak ich organizm, z trudnością się opiera pierwszej lepszej pokusie, traci równowagę i nieraz upada pod wpływem człowieka, który na ich zmysły podziałał i wolę ich ujarzmił. Człowiek taki najczęściej sam nie doznaje miłości, i z pewnością nie mógłby jej wzbudzić w dziewczęciu, gdyby się cokolwiek dał mu poznać i gdyby ono miało dosyć trzeźwości sądu i przytomności umysłu, by go przeniknąć i ocenić. Cała jego siła polega na tem, że on zna słabość i wrażliwość młodej istoty, że umie dowolnie dla własnej zabawki wywołać jej niepokój, zmięszanie, rumieniec, odurzać ją i z równowagi wyprowadzać. Udaje mu się to tem łatwiej, im bardziej wyobraźnia dziewczyny rozgorączkowana jest scenami miłosnych upojeń i zachwytów, a jej zmysły wskutek tego bardziej podrażnione. Chcąc takich bolesnych upadków, przełomów życiowych uniknąć, staraj się życie swe wypełnić pracą pożyteczną, a umysł poważnemi myślami. Nie myśl zbyt wiele o miłości, nie szukaj jej, nie wywołuj, nie baw się nią — jak tyle twoich rówieśniczek, których życie całe snuje się z domysłów na temat, kto się w nich kocha, lub zakochać może, albo w kim też się one zakochają. Nie czyń sobie sportu i rozrywki z robienia tak zwanych konkiet, wzbudzania w mężczyznach zmysłowych wrażeń swemi spojrzeniami, uśmiechami, ruchami lub strojem. Nie tęsknij za miłością — przyjdzie ona sama jako zwiastunka twego kobiecego przeznaczenia. Jeżeli ją wywoływać będziesz sztucznie, poddając się działaniu twych przedrażnionych zmysłów i rozgorączkowanej niewłaściwą strawą wyobraźni, łatwo cię obłąka i do bolesnych pomyłek skłoni; jeżeli zaskoczy cię w zupełnie normalnych warunkach twego życia, będzie ci godnym zaufania przewodnikiem. Nie baw się flirtem, ani żadną inną komedją miłości. Szkoda cię na to, szkoda rozpraszać swą zdolność kochania i doskonalenia się przez miłość na przelotne i niezdrowe wrażenia. Pracuj nad sobą, nad spotęgowaniem tych wszystkich cech dodatnich, które w przyszłości dzieciom swym przekazać pragniesz i patrz na miłość, jako na stopień, wiodący do szczytu twego fizycznego i duchowego rozwoju, do macierzyństwa w pełnem znaczeniu tego wyrazu. Na mężczyzn staraj się patrzeć takiem okiem, jakiem spoglądasz na twych blizkich krewnych i braci. Nie myśl o wrażeniu, jakie na tobie robią, ani o tem, jakie ty na nich robić możesz. Bądź prostą i naturalną, szczerą, skromną i spokojną, i bądź przekonaną, że kto cię pokocha taką, jaką jesteś, a nie taką, jaką się dla przypodobania mężczyznom czynisz, ten tylko stale i prawdziwie kochać cię będzie. O ile jednak ustrzedz bym cię pragnęła, byś się nie stała ofiarą swych zmysłów i wyobraźni, a chwilowego zapomnienia nie odpokutowała zbyt srogo, w związku, który fizyczny pociąg miałby za jedyną podstawę, o tyle również chciałabym cię uwolnić od wpływu tych fałszywych doradzców i przyjaciół, którzy powołując się na swe wieloletnie doświadczenie dowodzić ci będą, że miłość w życiu nie ma żadnego znaczenia, że jest ona wymysłem piszących książki, a małżeństwo najzupełniej bez niej obejść się może. Ci ludzie mówić ci , że podstawą szczęścia małżeńskiego nie jest miłość wzajemna, lecz — materjalny dobrobyt i charakter męża, przyczem zauważyć będziesz mogła, że za dostateczne świadectwo dobrego charakteru poczytywać będą również w większości wypadków zdolność zarabiania i zaoszczędzania pieniędzy, połączona co najwyżej z poszanowaniem obowiązujących praw i utartych zwyczajów. Zdaje mi się, że gdyby wychowanie moralne dziewcząt opierano, nie — jak, niestety, dotychczas zbyt często się zdarza, — na nieświadomości życia, lecz na ń, żadna nie uległaby tego rodzaju namowom niby doświadczonych ludzi. Nie masz powodu wątpić, że zanim te słowa pisać zaczęłam, wzbogaciłam się bardzo znacznym zasobem doświadczeń. Życie mi ich nie oszczędzało, a między innemi z przyczyny trosk materjalnych wycierpiałam tyle, że nie gorzej, niż ktokolwiek inny, umiem ocenić wartość dobrobytu, a dręczącego niepokoju o jutro niezawodnie oszczędzićbym ci pragnęła. Niemniej jednak czuję się zupełnie uprawniona do oświadczenia ci, że wyżej określone poglądy ludzi praktycznych uważam za Mam nadzieję, że choćby pod wpływem tego, co poprzednio pisałam, uznasz, i odczujesz słuszność mego sądu. Wszak to jest tak naturalne, że to uczucie skromności i wstydliwości, które ci każe każdy śmielszy ruch, każde nawet niedyskretne spojrzenie mężczyzny odczuwać jako obrazę, przerodzić by się mogło we wstręt, w naturalny, a niepokonany protest całej twej natury, gdyby człowiek, który ci jest obojętny, chciał cię uczynić matką swych dzieci, dzieci, biorących początek nie z miłości, lecz z przymusu. Gdyby zaś do poddania się temu przymusowi skłaniać cię miała myśl, że mąż twój wynagrodzi ci go przez zapewnienie ci dostatecznego utrzymania, w takim razie żadne zręczne frazesy nie zdołałyby przed tobą ukryć tej prawdy, że sprzedałaś siebie za chleba, albo za wygodne mieszkanie, ładne suknie i kosztowne meble. Sądzę, że czujesz, jak cię sama ta myśl poniża. Nie dość na tem, że musiałabyś znosić przymus, musiałabyś go jeszcze pokrywać, a co więcej, uroczystem, zaprzysiężonem kłamstwem maskować. Uznanie, że tylko miłość poważna i głęboka może być uczciwą i moralną podstawą związków małżeńskich, skłoniło Kościół do uczynienia jej warunkiem niezbędnym udzielanego nowożeńcom błogosławieństwa. Kochając czy nie kochając, będziesz musiała przed ołtarzem miłość swemu mężowi przysięgać, a czemże będzie związek oparty na krzywoprzysięstwie? Czy wobec tego moralnego poniżenia może cię pocieszać dostatecznie myśl, że twój małżonek ma byt zapewniony i charakter? Jeżeli istotnie ma dobry charakter, to nie jesteś go godną, bo dajesz dowód złego charakteru, oszukując go; jeżeli zaś nie ukrywasz przed nim swego wstrętu, to on nie daje dobrego świadectwa swemu charakterowi, wyzyskując twe moralne poniżenie. — „Czasem takie małżeństwa bywają bardzo szczęśliwe, czasem miłość przychodzi po ślubie”, powiadają. — Zapewne. — Najprzód są różne rodzaje szczęścia, a niektóre z nich zbyt marne i zbyt drogo kupowane. Co zaś do miłości, zjawiającej się po ślubie, to — co do niej żadnej naprzód gwarancji mieć nie można i, licząc na nią, zbyt wielkie popełnia się ryzyko. Pominąwszy już nawet samą moralną brzydotę takiego gwałtu, zadanego najszlachetniejszej cząstce twej natury, niebezpieczeństwa, wynikające z niego, są bardzo poważne. Stosunek wzajemny, który u kochających się małżeństw sprawia nieraz, że po dłuższem pożyciu stają się i moralnie i fizycznie nawet do siebie podobni, u małżeństw z wyrachowania i rozsądku bywa źródłem rozterki, nieufności i ciągłego rozjątrzenia. Żadne z nich nie znajduje w takim związku zupełnego zadowolenia swej naturalnej potrzeby miłości i zupełnego oddania się; jedno drugie, a dom, w którym się zagnieździ nieufność, zazdrość, — ognisko rodzinne, osnute brudną pajęczyną kłamstwa, oszustwa, komedji, sprofanowane kłótnią i walką, — nie może być dla dzieci ciepłem gniazdem i bezpiecznem schronieniem, w którem by swe siły fizyczne i duchowe pomyślnie rozwijać mogły. Z domów takich wychodzą dzieci obarczone kalectwem duchowem, charaktery wykolejone i ułomne, nieuleczalnie chore, nieraz ludzie tacy, którzy nieszczęście swoje noszą w sobie, tak, że ono wraz z niemi rośnie, dojrzewa i dopiero wraz z niemi umiera. Dziś jeszcze jesteś młodziutka, a myśl o dzieciach własnych, o ich przyszłości, o ich szczęściu i charakterze wydaje ci się tak odległa, jak myśl o śmierci; narazie w twoich planach i marzeniach wcale w rachubę nie wchodzi. Ale czas bardzo, bardzo szybko mija, chwila twej zupełnej dojrzałości się zbliża, a losu swego przewidzieć nie możesz. To jedno zaś jest rzeczą niezawodną, że ze wszystkich uczuć, jakich doznać możesz, uczucie macierzyńskie będzie najsilniejszem; ze wszystkich obowiązków, jakie na ciebie spaść mogą, obowiązki macierzyńskie najświętszemi i ze wszystkich odpowiedzialności, jakie ci ponosić przyjdzie, odpowiedzialność matki najcięższą. Z tego wszystkiego wynika jasno, że z pomiędzy nieszczęść, jakie na cię los zesłać może, najdotkliwszemi, najbardziej przygnębiającemi, najstraszniejszemi mogą być te właśnie, które cię w charakterze matki dotkną. Nieraz słyszałaś i nieraz miałaś może sposobność zauważyć, że ból matki po stracie dziecka jest tak wielki, głęboki i tak długo trwały, że z żadną inną żałobą porównać się nie może. Ale śmierć dziecka nie jest jeszcze największem cierpieniem, jakie matkę dotyka. Dawać życie a nie dawać warunków zdrowia, pomyślnego rozwoju i szczęścia, rodzić dzieci ułomne, kaleki, fizycznie lub duchowo spaczone, patrzeć na ich nieuleczalne cierpienia, na ich moralny upadek, poniewierkę lub hańbę — to jest dopiero boleść bezgraniczna, wszystko, co człowiek znieść jest w stanie! Chciałabym, żebyś się jaknajgłębiej przejęła tą prawdą i nigdy nie traciła jej z oczu. Od chwili, gdy cię natura sama do roli matki przysposabiać zaczyna, niech myśl o tej największej odpowiedzialności chroni cię od kroków lekkomyślnych i fałszywych. Szanuj w sobie matkę, twych przyszłych dzieci.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…