Read here

Bajazet-Błyskawica

Jerzy Bandrowski · 1926 · Free in the US

17,236 words · about 1 h 12 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1926 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Bajazet-Błyskawica&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Jerzy Bandrowski
Language
Polish
Published
1926
Length
17,236 words · about 1 h 12 min
Sections
12 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (12)

Continue:

Front matter

A

JERZY BANDROWSKI

Z cyklu „Pioruny i błyskawice Wschodu“

całość

A

JERZY BANDROWSKI

Z cyklu „Pioruny i błyskawice Wschodu“

„BAJAZET-BŁYSKAWICA“

Nie kłamać — bawiąc. | Nie nudzić — ucząc.

T-wo Wyd. „Rój“, Warszawa, Kredytowa 1.

Konto czek. P. K. O. 9880.

Cykl: „Pioruny i Błyskawice Wschodu“.

J. Bandrowski: | „Timurlenk“.

„ | „Skanderbeg, lew Albanji“.

„ | „Bajazet-Błyskawica“.

Tow. Wyd. „RÓJ“,

Sp. z ogr. odp.

Warszawa, Kredytowa 1.

P. K. O. 98-80.

Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“, Szpitalna 12.

Pierwszy sułtański gest Bajazeta.

Wstąpiwszy na tron po śmierci sułtana Murada I-go, ojca swego (1389), Bajazet rozpoczął swe panowanie przedewszystkiem od zamordowania swego brata Jakóba. Państwowi historycy tureccy uzasadniają ten jego postępek następującemi słowy: — Zważywszy słowa Koranu, iż niepokój gorszy jest, aniżeli stracenie człowieka, zważywszy zły przykład sprzysiężenia i rokoszu dany przez jego brata Zaudżiego, mogący znaleźć naśladowcę, zważywszy także przykład dany przez Boga, który jest jeden i nie ma żadnego rywala, władca wiernych, który na ziemi jest cieniem Boga, musi, jak On, być jedyny i bez rywala. Bajazet był pierworodnym synem Murada, który sam swego czasu ze strachu przed możliwym buntem młodszych synów, uczynił Bajazeta ich dozorcą. Tych synów było dwóch: Zaudżi, ambitny, niespokojny duch i Jakób. Obaj oni choć synowie suł- tana, nie mieli najmniejszej nadziei wstąpienia na tron, ponieważ najstarszy ich brat miał w owym czasie już synów, którzy w razie jego śmierci, mieli prawa do tronu. Nic tedy dziwnego, że ambitny Zaudżi powiedział sobie, że jeśli sam dla siebie jakiego królestwa nie stworzy, nigdy niczem nie będzie. Wiedział też, że najstarszy brat bezustannie denuncjuje go przed ojcem, człowiekiem nieufnym, chciwym władzy i zazdrosnym o swe panowanie, a ślepo ufającym Bajazetowi, jako swemu następcy. Dlatego też Zaudżi, wszedłszy w porozumienie z cesarzem bizantyńskim, zbuntował się przeciw ojcu, który jednak uderzył nań całą siłą, a obległszy go w małej forteczce, wziął go do niewoli, poczem kazał go naprzód oślepić, a następnie ściąć. Jeśli się weźmie pod uwagę postępowanie Zaudżiego oraz mściwość Murada, to nie można się dziwić, że Bajazet rozpoczął swe sławne panowanie od bratobójstwa. Nam słusznie wydaje się to potwornem i bynajmniej Bajazeta nie bronimy. Jednakże według pojęć tureckich, postąpił zupełnie mądrze i ten jego postępek naśladowali wstępujący na tron nowi sułtanowie tak często, iż to bratobójstwo stało się niemal prawem. Między innemi Mohammed II-girozpoczął swe rządy również od zgładzenia brata, którego matkę, sułtankę, oddał za sługę niewolnikowi. Bajazet jeszcze za życia ojca odgrywał pewną rolę, jako jego następca. Historja Turcji długo pamiętała wesele, jakie Murad wyprawił Bajazetowi podczas jego zaślubin z córką władcy Kermianu. W swaty wysłał wówczas sułtan (1375) Kadiego z Brussy, Chodżę Effendi, chorążego Aksankora i baszę czauszów Timurchana. Wszystkie żony i kobiety tych trzech wysokich dostojników wyruszyły wraz z nimi na spotkanie oblubienicy. Między innemi była też i mamka Bajazeta. Cały ten orszak liczył trzy tysiące kobiet i mężczyzn. Rozumie się, książę Kermianu przyjął swatów wspaniale i oddawszy córkę trzem dostojnym damom tureckim, rozkazał podczaszemu swemu towarzyszyć jej przez całą drogę, prowadząc za uzdę jej konia. Podczaszy ten, odprowadziwszy swą panią na dwór Alurada, pozostał tam już na zawsze, mianowany najwyższym podczaszym sułtańskim, która to godność od tego czasu stała się w jego rodzinie dziedziczną. Uroczyste wesele odbyło się w Brussie. Stawili się na tę uroczystość nietylko posłowie sąsiednich monarchów, księcia Aidinui Mentesze, sułtana Kastemuni i Karamanu, ale także sułtana Syrji i Egiptu. Wszyscy z bogatymi darami. Ofiarowali arabskie konie wierzchowe, kosztowne tkaniny z Aleksandrji, greckich niewolników i niewolnice. Zaprzaniec grecki Ewrenos sam jeden przyprowadził sto najpiękniejszych dziewcząt i pacholąt swego narodu. W każdej dziesiątce pierwszy chłopaczek, piękny, jak cherubin, niósł złoty talerz pełen złotych monet, drugi niósł srebrny talerz ze srebrnemi monetami, zaś pozostali, różne złote i srebrne sprzęty i naczynia, wysadzane drogiemi kamieniami puhary, dzbany, misy i szklanki. Wszystkie te dary zwane po turecku „zaczu“, t. j. „to, czem się obsypuje”, ponieważ młodej parze zwykle na głowy sypano srebrne i złote monety, wystawiono przed Muradem, on jednak nie zachował dla siebie nic. Konie arabskie i tkaniny egipskie darował Ewrenosowi, niewolników i nie- wolnice greckie posłom egipskim, inne dary rozdał uczonym ulemom i czcigodnym szeikom. Albowiem córa Kermianu przyniosła mu w darze, jako swe wiano, klucze Egrigezu, Tawszanli, Simawy i Kutahije, najpiękniejszych prowincyj Kermianu. Zwłaszcza słynna była wówczas Kutahije, starodawne Cotynium, o którem wspomina już Ksenofont, stolica Anatolji i siedziba Beglerbega, namiestnika Małej Azji, wielkie miasto z siedmiu wielkimi meczetami i siedmiu publicznemi łaźniami, z których najsłynniejsza nosiła nazwę „rybnej“, ponieważ w jej środku znajdował się basen zimnej wody, pełen ryb. Na górze dominującej nad miastem, znajdowały się dwa zamki, z których jeden nosił nazwę „Klejnotu Pierścienia“. Miasto otaczały sady, pełne przepysznych jabłek i gruszek, a prócz tego znajdowały się w pobliżu gorące źródła lecznicze. Nie była to zresztą jedyna żona Bajazeta. W roku 1387-ym ojciec jego, Murad, stał się jego szwagrem, jako też szwagrem drugiego swego, pozostałego jeszcze przy życiu, syna Jakóba. Mianowicie, Murad wraz z synami poślubił trzy greckie księżniczki. Była to również uroczystość długo na Wschodzie pamiętna pod nazwą „Trzykrotnego podwójnego wesela“. Dlaczego „Trzykrotnego podwójnego“? Rzecz bardzo ciekawa: Według zwyczaju tureckiego obrzezanie chłopca i związana z niem uroczystość, nazywa się również weselem, a oto właśnie w tym samym dniu, w którym trzej, najwięksi wówczas w Turcji ludzie, wchodzili w nowe związki małżeńskie. „Potrójne Wesele“ odbyło się też uroczyste obrzezanie trzech synów Bajazeta — zatem znowu trzy wesela, razem „Trzykrotne podwójne wesele“.

Zawarcie pokoju z Serbją i Bizancjum.

Rozesławszy niezbędne listy, donoszące o wstąpieniu na tron, do wszystkich krajów mahometańskich, Bajazet zwrócił swe spojrzenie przedewszystkiem na Serbję. Wysławszy swych generałów na pustoszenie Bośni i Banatu aż po Widyn nad Dunajem, sam zajął kopalnie srebra w Karatowie i zaludnił Skoplje tureckimi kolonistami (1389). Dopiero wtedy zawarł pokój z królem serbskim, Stefanem, synem króla Łazarza, pobitego przez ojca jego, Murada, na Kosowskiem polu. Nieszczęsny Stefan sam zjawił się na jego dworze, aby mu złożyć hołd i pokój. Bajazet zgodził się na zawarcie pokoju, ale pod trzema warunkami: Po pierwsze, Stefan miał brać udział we wszystkich wojnach, jako sojusznik sułtana, powtóre, musiał mu dać za żonę swą siostrę, po trzecie miał mu płacić dań z kopalni srebra. Następnie zajął się Bajazet sprawami Bizancjum. Panował tam cesarz Jan, który, jako sojusznik Murada, oślepić kazał i zamknął w więzieniu Andronikosa i Jana, swego syna i wnuka. Uczynił to na wyraźne życzenie Murada, za ich wspólnictwo w spisku i rokoszu syna Zaudżiego. Na dworze bizantyńskim oślepianie było środkiem bardzo często stosowanym wobec ludzi niewygodnych panującym. Były jednak na to różne sposoby, Wyłupiano oczy, albo też oślepiano je za pomocą rozgrzanego do czerwoności żelaza, które do źrenic zbliżano tak, iż żar ich wzrok paraliżował. Cesarzowa bizantyńska Irena, kazała syna swego oślepić, t. j. kazała mu oczy wyłupić, zaś podczas całej tej strasznej operacji znajdowała się w sąsiednim pokoju. Wogóle władcy bizantyńscy odznaczali się nieraz sadyzmem, który w niczem nie ustępował sadyzmowi Turków, a zarażał także Sło- wiańszczyznę, Nigdzie jednak, ani nawet w Turcji, ani nawet na dworze krwawego Timurlenka, ani nawet na dworze straszliwego Włada, hospodara Wołoszy nie widywano tego, na co ludność Konstantynopola niemal codziennie patrzyła. Cesarze bizantyńscy mieli zwyczaj nietylko oślepiać swych pokonanych przeciwników, władców podbitych przez siebie krajów, ale poobcinawszy im ręce i nogi, włóczyć ich za sobą w ten sposób, aby podczas uroczystego przedstawienia w cyrku, audjencji lub też bankietu, te żałosne kaleki pełzały pod stołami wraz z psami, potrącane przez nogi gości i wojujące z psami o każdą kostkę i każdy ochłap, który zębami podejmowali z ziemi. Sposób oślepiania za pomocą rozpalonego do czerwoności żelaza nie zawsze powodował oślepnięcie zupełne. Rogówka zcinała się i martwiała, na podobieństwo katarakty. Kaci nie zawsze byli bezwzględni, tak, że Andronikos, jak i Jan, oślepieni i wię- zieni przez cesarza Jana, mieli jednak tyle światła w oczach i tyle swobody ruchów, że potrafili zwrócić się do Bajazeta z prośbą o pomoc i wybawienie z niewoli. Bajazet natychmiast pośpieszył z pomocą oślepionym i uwięzionym książętom. Na czele sześciu tysięcy konnych i czterech tysięcy piechoty wpadł do Konstantynopola, porwał cesarza Jana i jego syna Manuela, zamknął ich w wieży Anemasa i oddał pod dozór Andronikosa, który wstąpił na tron ojca. Role zmieniły się. Cesarz Jan i jego ukochany syn Manuel, siedzieli w tej samej wieży, w której do niedawna siedział Andronikos ze swym synem Janem. Za tę zamianę ról Andronikos płacił rocznie Bajazetowi mnóstwo centnarów złota i srebra. Bajazet niejednokrotnie nalegał na niego, aby zgładził ojca i brata, Andronikos jednak nie chciał się do jego rady zastosować. Wobec tego, oczywiście, po pewnym czasie sytuacja zmieniła się. Cesarz Jan i Manuel, przy pomocy Genueńczyków, zdołali przekupić bułgarską straż w więzieniu i uciekli — do Bajazeta, który wprawdzie nalegał na ich zgładzenie, teraz jednak, przy- pomniawszy sobie dawną przyjaźń ojca swego Murada z Cesarzem Janem, wziął go pod swą opiekę, zwłaszcza, gdy ten zaprzysiągł mu, że zostanie jego wasalem, będzie punktualnie płacić dotychczas opłacany haracz i co rok o wiośnie stawi się do rozporządzenia sułtana z dwunastu tysiącami jazdy i piechoty. Trzeba wiedzieć, że Cesarstwo Bizantyńskie w owych czasach było wciąż jeszcze poważną potęgą militarną. Tak, jak w Polsce husarja, tak w Konstantynopolu, a właściwie w Bizancjum, słynna była jazda pancerna, która rozbijała najzacieklejsze szyki piechoty. Prócz legji normandzkiej, t. j. ruskiej i armeńskiej, Bizancjum miało też zaciężne pułki jazdy tureckiej, a w razie największego niebezpieczeństwa, zwracało się stale o pomoc do czerkieskiego klasztoru „Ławry“ i dzięki jego pośrednictwu uzyskiwało z łatwością pomoc kilkunastu tysięcy Czerkiesów. Wobec tego wszystkiego Bajazet wysłał do Konstantynopola wywiadowców, aby się dowiedzieć, po której stronie stanie ludność, a kiedy go poinformowano, że ludność stoi po stronie Manuela, ta sama armja turecka, która przed dwoma laty tron mu odebrała, natychmiast napowrót na tronie cesarskim go osadziła. Jako prawdziwy sułtan turecki, natychmiast angażował się w budowanie różnych przecudnych gmachów. Zamierzając w duchu wielką wyprawę do Azji, założył w Adrjanopolu w dzielnicy po dziś dzień zwanej Jildirimchan, podwaliny pod budowę meczetu, którego kopuła oparta jest na czterech lukach i nazywa się z tego powodu meczetem kopulastym. Drugi meczet zbudował w tej rezydencji sułtańskiej Sarydże-Pasza, słynny generał „azabów“. Jako admirał porwał, krążąc na czele floty sułtańskiej w Dardanelach, francuską księżniczkę, przeznaczoną na żonę dla cesarza Bizancjum i przywiózł ją w darze swemu panu. Tak tedy Bajazet, żonaty z córką księcia Kermianu, księżniczką bizantyńską, księżniczką serbską i nieznaną bliżej, księżniczką europejską, miał już w swym haremie cztery księżniczki. Chcąc zbudować nowy meczet, przedsięwziął sułtan wyprawę do Azji, aby tam zdobyć miasto Alaszehr, t. j. „Pstre Miasto“, zwane po grecku Filadelfja, a które istotnie wciąż jeszcze należało do Greków. Zdoby- cie tego miasta miało dostarczyć środków na zbudowanie meczetu. Tu oczywiście musieli z wojskami swemi pojawić się nowi sojusznicy. Grecki komendant miasta na wezwanie cesarza Manuela, aby przyjął gubernatora tureckiego, odpowiedział, że nigdy w życiu nie podda miasta barbarzyńcom. Wobec te# go Bajazet rozkazał atakować miasto Grekom, na których czele stał bizantyński cesarz. Grecy miasto zdobyli po ciężkim boju — a na czele ich przeciw najwierniejszemu swemu oficerowi szedł sam grecki cesarz, III poczem zdobyte miasto Padyshachowi oddał i w ten sposób dostarczył mu środków na zbudowanie nowego meczetu. Tak haniebne zdobycie miasta przez jego uciemiężonych panów, którym ono pragnęło być wierne, jest jedyne w historji świata. Oblegali to miasto Seldżukowie, Bizantyńczycy, Karamanowie i krzyżownicy; Roger Normandzki napróżno chciał je wyrwać z pod panowania Karamanów. Jeszcze Herodot wspomina, że miasto to za czasów wy# prawy Kserxesa słynne było już ze swych placków miodowych, zwanych „chałwa“, tak samo jak „Chałwa“ mało-azjatyckiego miasta Ikonium, czyli Konia. Wziąwszy miasto, Bajazet zbudował w niem meczet, szkolę i łaźnię publiczną i przeznaczył dochody miasta na rozpoczętą budowę meczetu w Adrjanopolu. Za przykładem Alaszehru poddały się też i inne sąsiednie miasta, tak, że Bajazet mógł utworzyć z nich osobny Sandżak. Tylko na północy Malej Azji i na południu wciąż trwało jeszcze panowanie książąt Kastemuni i Karamanu. Bajazet pobiwszy Kermian i Tekke wyruszył na południe Małej Azji przeciwko księciu tego państwa Alaeddinowi, który schronił się w skalistych górach Cylicji. Bajazet obiegł Konję, którą swego czasu obiegał jeszcze jego ojciec, starając się utrzymać armję swą w tej samej karności wobec mieszkańców kraju, jak to czynił swego czas su jego ojciec. W rezultacie sami oblężeni przywozili całemi worami zboże do jego obozu, on zaś zapłaciwszy im, odsyłał ich z powrotem do miasta pod eskortą czauszów, czyli wojskowej żandarmerji tureckiej. Ośmielone takiem postępowaniem, poddało mu się nie tylko miasto Akszehr, Nikde i Akseraj (dawne Archelais), ale nawet sam książę Karamanu poświęcił część swych prowincji aby zawrzeć pokój z przedsiębiorczym i nieustępliwym sułtanem.

Bajazet upokarza Konstantynopol.

Doprowadziwszy do pożądanego dla siebie porządku stosunki w Azji, zwrócił Bajazet całą swą uwagę na Europę. Przedewszystkiem zabezpieczył klucz do swych posiadłości europejskich, mianowicie: Kallipolis, gdzie zbudował ufortyfikowany port dla galer i olbrzymią wieżę, mającą za zadanie obronę portu. Wzrok jego skierował się ku archipelagowi greckiemu, Bizancjum, Bośni, Węgrom i Wołoszy. Cesarz bizantyński Manuel okazał się wiernym sojusznikiem. Sułtan zabronił wywozu zboża z Azji, wyspy Lesbos, Lemnos, Rhodos i Chios, którą to wyspę spustoszył. Tak samo spustoszył Eubeę, czyli Negroponte oraz część Attyki. Dopiero wówczas zrozumiał cesarz Jan, który wraz ze swym synem na rozkaz Bajazeta, pierwszy wdrapał się na mury greckiej Filadelfji, iż sułtan ten jest bezwzględnym wrogiem Grecji i dąży bezwarunkowo do jej zniszczenia. Zrozumiawszy to, postanowił za wszelką cenę wzmocnić mury Konstantynopola, a ponieważ nie miał pod ręką odpowiedniej ilości kamieni, zburzył w tym celu trzy najpiękniejsze kościoły Konstantynopola. Bajazet, który właśnie wracał z Azji do Europy po zwycięskiej wyprawie wojennej, usłyszawszy o tem, przysłał cesarzowi rozkaz natychmiastowego zburzenia nowowystawionych twierdz, grożąc, że inaczej każę wydrzeć oczy jego synowi, Manuelowi, który bawił na jego dworze. Z wieścią o zrównaniu z ziemią nowych murów obronnych, przyszła do Brussy także wieść o śmierci cesarza Jana, a wówczas Manuel, życia swego zupełnie niepewny, uciekł do Konstantynopola. Doprowadzony tem do wściekłości Bajazet wyprawił do niego poselstwo z nowem żądaniem: Cesarz musi ustanowić w Konstantynopolu tureckiego gubernatora, ponieważ niesłychaną rzeczą jest, aby mahometanie mieli być sądzeni przez giaurów, czyli psy niewierne; jeśli cesarz się na to nie zgodzi, to bramy jego miasta zostaną zamknięte przez wojska tureckie. Dla nadania powagi tej groźbie sułtan wysłał armję, która, spustoszywszy okolice Konstantynopola, zamknęła jego bramy, uprowadziwszy do niewoli wszystkich mieszkańców z podmiejskich okolic. Stało się to w roku 1391-ym, i od tego czasu przez siedem lat miasto wciąż było zamknięte i otoczone przez wojska tureckie. Nadmiar tych wojsk walczył z Bułgarami, Wołoszą, Bośnią i Węgrami, ale „gros“ pozostawało wciąż pod Konstantynopolem. W tymże samym roku Chan Tatarji Toktamysz, zupełnie zniszczony przez Timurchana, poprosił sułtana o pozwolenie wywędrowania z Kipczaku do Besarabji i do brudzkiej Tazarji, leżącej po obu stronach Dunaju. Tymczasem wojsko tureckie wojowało wciąż ze zmiennem szczęściem w Bośni i Serbji. Przewaga armji tureckiej zmusiła do odwrotu cesarza Zygmunta, którego szlachcic węgierski Błażej Cserei uratował od śmierci z ręki tureckiego spaha, a potem w czasie ucieczki od śmierci głodowej. Podczas tej ucieczki zakochał się cesarz Zygmunt, będąc w komitacie hunjadzkim, w pięknej Elżbiecie Morsinaj, z którego to związku urodził się słynny bohater walk z Turkami, Hunjadi.

Wojny w Azji Mniejszej.

Podczas walk Bajazeta w Europie, książę Karamanu, widząc iż sułtan jest zaatakowany ze wszystkich stron, rzucił się na azjatyckie jego posiadłości i dotarłszy aż do Angory i Brussy, wziął do niewoli samej go Beglerbega Timurtasza. Dowiedziawszy się o tem Bajazet osobiście wyruszył przeciw księciu Karamanu. Wysłane przez księcia Karamanu poselstwo, proszące w Brussie o pokój i przebaczenie, odprawił sułtan z odpowiedzią, że teraz może rozstrzygnąć tylko miecz. Rozstrzygającą bitwę stoczono na wielkiej równinie Akczai w Kermianie, gdzie wojska sułtana Karamanu zostały na głowę pobite. Alaeddin, sułtan Karamanu, dostał się do niewoli wraz ze swymi synami, Alim i Mohammedem i znajdował się pod opieką wziętego przez siebie do niewoli Beglerbega Timurtasza. Już na samą wieść o wypowiedzeniu wojny, Alaeddin nie tylko obdarował Timurtasza wolnością, ale także i wielu podarunkami. Mściwego Beglerbega niezbyt to jednak wzruszyło. Jak tylko dostał księcia Karamanu w swe ręce, kazał go bez ale mirozkazu Bajazeta i wbrew jego woli ale mimo to ku jego najwyższemu zadowoleniu, powiesić. Zdobywszy Siwas, (starożytne Sebaste) i Kaisarije (Cezarja), zwrócił się Bajazet przeciw księstwu Kastemuni (1392). Po upadku Seldżuków, panował tu przez dłuższy czas ostatni ich potomek, trudniący się przedewszystkiem korsarstwem. Wstąpił po nim na tron Kötürün Bajezid, to znaczy Bajazet Kulawy, który jednakże był niczem wobec Bajezida Jildirima, czyli Bajazeta „Błyskawicy“. „Błyskawica“ blaskiem swym w krótkim czasie ogarnęła główne miasta księstwa Kastemuni: Samsun, Dżanik i Osmandżik wraz z bogatemi kopalniami miedzi. Kötürün Bajezid uciekł do ostatniej twierdzy i portu swego państwa, Synopy, które to miasto, dobrze zresztą obwarowane, zagarnął później Mohammed II-gi. Z Synopy Kötürün Bajezid zaczął pertraktować z Bajezidem Jildirimem, który obiecał mu pokój pod warunkiem, że wyda mu synów książęcych Mentesze i Aidinu; ci jed- nak uciekli do Timurienka, a za nimi sam Isfendiar. Wobec tego sułtan powierzył wielkorządztwo Kastemuni księciu Sulejmanowi. Kraj ten, jeden z najbogatszych kopalnianych terenów Osmańskiego Cesarstwa, słynął ze swych bogactw i kultury. Stolica jego Kastemuni, znana była z wyrobu miedzianych naczyń. Samsun słynne jest ze swej smoły i dziegciu. Na wschód od Samsuną znajduje się równia fanajerska — kiedyś podobno siedziba Amazonek. Nad przepływającą ją rzeką Irysem, zwaną dziś „Czeharsenbesuji“ t. j. „Woda Środy“, leżało miasto Amazja, której nazwa, (o dziwo!) przetrwała wieki i nie została wykoszlawiona przez języki rozmaitych barbarzyńców, w których ręce wpadała. Po zdobyciu przez Bajezida Jildirima Amazja przez siedm miesięcy wytrzymała oblężenie Timurienka, który wreszcie musiał od miasta odstąpić. Z pomiędzy wielu meczetów wyróżnia się przedewszystkiem meczet zbudowany przez Bajazeta, ale nie Pierwszego “), lecz Drugiego (Pobożnego), słynny dzięki swym cudownym ozdobom ołtarza i kazalnicy a także i kopuły. Wogóle Amazja słynęła jako najrozkoszniejsze miasto Wschodu. Było to miasto żyjące poezją, miłością i wspomnieniem czy też tradycją przedziwnego panowania Amazonek. Obrońcy miasta byli bardzo mężni, ale ich sposób życia o tyle przewyższał ówczesną kulturę, że aby go zachować, woleli zdobywcom oddać to, co było do wzięcia, aby pozostać przy tym, czego im nikt odebrać nie mógł, mianowicie, przy swej kulturze.

Zepsucie w Państwie Osmanów.

Bajazet nie był absolutnie księciem zniewieściałym, przeciwnie, można o nim powiedzieć, że był to silny człowiek z silnym charakterem. Jednakże rozporządzając wprost niesłychanemi skarbami, nad któremi prócz niego nikt nie miał kontroli, zaczął się do pewnego stopnia demoralizować. Prorok pisał, że nie wolno używać wina, używał go jednak, aż nadto intensywnie Wielki Wezyr sułtana, Ali-Pasza i sułtanka, serbska księżniczka. Oszołomiony powodzeniem, zwycięstwami, swą potęgą i swego dworu, podkadzany wiecznie przez swych dostojników, Bazajet natura zresztą zdrowa, o ile pominiemy wrodzony Turkom sadyzm, zaczął pić, przestając panować nad sobą. W swoim czasie Karachalil-pasza wpadł na okrutny pomysł stworzenia z porwanych, lub też uprowadzonych w jasyr chrześcijanskich chłopców, korpus janczarów. Chłopcy ci nazywali się „adżemoglan“, t. j. „rekruci“. Teraz zaczęto wśród nich wyszukiwać najpiękniejszych, z których robiono paziów, „iczoglan“, którzy po niesłychanych nadużyciach płciowych, zupełnie już zdemoralizowani przez sułtanów i ich otoczenie, stawali się wielkorządcami wielomiljonowych prowincji. Wiedziano dobrze o tem w Turcji, że piękny chłopak z ulicznego żebraka może stać się wielkim wezyrem, a niejednokrotnie zdarzało się, co sami historycy tureccy zaznaczają, że brak pięknych chłopców w haremach był powodem do nowych wojen z europejskiemi państwami. Islam potępia to wynaturzenie, ale obyczaj turecki nic sobie z tego nie robi. Przewrotna ta miłość zapuściła w Turcji specjalne korzenie, zwłaszcza za panowania Baja- zeta, którego ohydnym naśladowcą był Mohammed II-gi. Trzeba jednak stwierdzić, że Turcy nadużywając chłopców greckich, serbskich, bułgarskich, węgierskich, ukraińskich i polskich, nigdy nie robili z nich rzezańców, ale kazawszy im przyjąć Islam i obrzezawszy ich, tym poturczeńcom pozostawiali zupełnie wolną drogę do karjery, tak, iż ci renegaci zajmowali nieraz w wojsku i rządzie najwyższe stanowiska. Kwestji najmniejszej nie ulega, że dygnitarzami, ministrami skarbu, generałami, politykami i wielkorządcami byli w Turcji Grecy, Bośniacy, Albańczycy, Polacy, a tylko od czasu do czasu rodowici Turcy. Państwo tureckie nie jest niczem innem, jak tylko tem samem, innym językiem, lub też siedmiu językami mówiącem „Rzymskiem Państwem Wschodniem“, wciąż stanowiącem pomost między Europą a Azją. Tymczasem zepsucie, coraz bardziej szerzące się na dworze i w wojsku Bajazeta, znajdowało coraz więcej naśladowców. Ulubieni jego paziowie oraz paziowie jego , dokazywali niesłychanie. Do zepsucia tego dokładał przedewszystkiem ręki Wielki Wezyr Ali-Pasza, którego kul- turalny wpływ był tak silny, że ogarnął nas wet duchowieństwo, prawników i uczonych tureckich. Jest to symptom nadzwyczaj ciekawy i charakterystyczny dla ludów myślących materjalistycznie, jak Turcy, Rosjanie i Niemcy. W czasie wielkiego powodzenia spostrzega się u nich zupełną dezorganizację moralną i zupełne zaszycie się w grube, bezideowe użycie materjalne. Bajazet zrozumiał, że to może go zabić i postanowił się przeciw temu bronić. Mówią starzy historycy, iż dowiedziawszy się że któryś z jego paziów wypił mleko starej przekupce, własnoręcznie brzuch mu nożem rozerżnął. Osiemdziesięciu sędziów podejrzanych o przekupstwo, chciał żywcem spalić i byłby to niezawodnie uczynił, gdyby nie jego błazen nadworny, który mu zaproponował, aby zamiast tych osiemdziesięciu sędziów, powierzył urząd sędziowski osiemdziesięciu greckim mnichom. Sułtan wściekał się, ale ze swym wezyrem, Ali-Paszą do żadnego porządku dojść nie mógł. Wielki Wezyr Ali-Pasza dopuściwszy się największej zbrodni państwowej, to znaczy, bijąc na własną rękę sfałszo- waną monetę sułtana, ujął go tem, że ofiarował mu procent z tego oszustwa. Zaś sułtan przyjął. Bo w Turcji nie było ani jednego człowieka, któryby się nie dał przekupić. Choćby to nawet był sułtan. Zaznaczyć należy, iż monety, bite przez wezyra, obniżały znacznie kurs waluty tureckiej, jednakże sułtan, spostrzegłszy w tem swój interes, nie sprzeciwiał się, ale przeciwnie, z oszustwa korzystał. Napędziwszy strachu sędziom i zreformowawszy sądownictwo tak aby ono zapewniając sędziom jakieś dochody, nie zmuszało ich do przekupstwa, Bajazet zaczął przemyśliwać nad tem, w jaki sposób mógłby naprawić zło, które popełnił prowadząc rozwiązłe życie i dać narodowi dobry przykład. W tym celu postanowił spełnić jakiś dobry uczynek, któryby mógł być rozsławiony w całem państwie. Z prośbą o radę i wskazówkę zwrócił się do wielkiego szeika, Buchary. Szeik Buchara, zwany tak od swego miasta rodzinnego, ale znany powszechnie pod nazwą Emura Sułtana, niejednokrotnie napominał był Bajazeta, napróżno starając się sprowadzić go na drogę cnoty. Teraz, kie- dy sułtan sam wreszcie do niego się zgłosił, szeik przyjął go jaknajserdeczniej i namówił go, aby, jako pokutę jawną za swe grzechy, wystawił w Brussie dwa meczety, co też Bajazet istotnie zrobił. Jeden meczet zbudowany za miastem nad rzeką Akczaghlan (Białopienna), górską i rwącą, stoi dotychczas w przecudnej okolicy. Drugi meczet zbudowany został w dzielnicy, zwanej dotychczas Emir-Sułtan i poświęcony szeikowi, który pozyskał nie tylko miłość samego sułtana, ale nawet jednej z jego sióstr. Meczet ten niejednokrotnie spłonął podczas licznych pożarów, jakie wybuchały w Brussie, jak wogóle i w innych miastach tureckich, gdzie domy były przeważnie z drzewa, a uliczki bardzo ciasne. Zato jednak pierwszy meczet stoi po dziś dzień w pierwotnym swoim kształcie, jako szanowny, piękny pomnik architektury saraceńskiej z końca XIV-go wieku. Podczas budowania meczetu odwiedził sułtana Bajazeta na zaproszenie szeika Buchary, jeden z największych mistyków Wschodu, mianowicie szeik Seid Ali Hamadani. Sułtan przyjął go bardzo serdecznie i na powitanie obdarzył go sumą w wysokości trzydniowej płacy robotników, zajętych przy budowie obu meczetów, zaś największy mistyk Wschodu sumkę tę bez wzdragania się przyjął. Szeik Buchara stał się najwyższym duchownym w państwie i otrzymał przywilej przepasywania Bajazeta mieczem, ile razy ten wyruszał na wyprawy wojenne. Była to ceremonja, równa do pewnego stopnia koronacji. Bajazet zbudował w Brussie nie tylko meczety, ale także otoczył miasto murami, aby je w ten sposób zabezpieczyć. Równocześnie zbudował też na azjatyckim brzegu Bosforu twierdzę, a mianowicie zamek, słusznie zwany „Güzeldżehissa“, t. j. „Piękny Zamek“. Zamek ten był groźbą dla Konstantynopola, który już chylił się ku upadkowi. Wcześniej niż Konstantynopol została jednakże zdobyta balonika, która poraz wtóry już wpadła w ręce tureckie. I tym razem jednak Turcy się przy Salonice nie utrzymali, zdobyli ją ostatecznie dopiero później w krwawych bojach z Wenecjanami.

Wojny z Zygmuntem i Węgrami.

Po przegranej przez Łazarza serbskiego bitwie na Kosowskiem Polu, cała Bułgarja definitywnie przeszła pod panowanie tureckie. Jednakże Sistov i Widyn, Nikopolis i Silistrja, najpotężniejsze twierdze nad Dunajem, stawiały jeszcze przez jakiś czas opór. Zamknięty w oblężonem Nikopolis Sisman, „kral“ bułgarski mógł przez długi jeszcze czas skutecznie bronić się Turkom wtedy jeszcze w sztuce zdobywania miast niezbyt biegłym. Zamiast tego, on sam, wraz z synem, również imieniem Sisman, stawił się z całunem śmiertelnym na szyji przed oblegającym go Ali-Paszą, prosząc o zmiłowanie i życie. Uzyskał też za to zmiłowanie, bo Ali-Pasza wysłał go natychmiast do Filipopola, gdzie go w więzieniu uduszono. Syn jego ocalał tylko dzięki temu, że przyjął Islam, poczem Bajazet mianował go namiestnikiem jednej z azjatyckich prowincji. Widyn kapitulował po długich bojach, otrzymawszy od oblegającego go Firusbega zapewnienie, że załoga bezpiecznie będzie mogła wyjść z miasta. Wyjść wyszła bezpiecznie, nikt jej w tem nie przeszkadzał, potem jednakże w czystem polu została wycięta w pień. Silistrję i Nikopolis wzięli Turcy podstępem. Poselstwo węgierskie przysłane w sprawie Bułgarji przez króla Zygmunta, przyjął Bajazet w sali, ozdobionej bułgarską bronią i trofeami wojennemi. Kiedy poselstwo chciało kwestjonować prawo sułtana do Bułgarji, ten wskazał im tylko ręką, wiszącą na ścianach broń, zdobytą na Bułgarach. Wobec tego król Zygmunt zaczął się przygotowywać do wojny z sułtanem, chcąc złamać za wszelką cenę jego coraz groźniejszą i wciąż wzrastającą potęgę. W tym celu zawarł sojusz z hospodarem wołoskim, który, choć lennik Węgier, od kilku lat płacił haracz sułtanowi. Wraz z nim przeprowadził król wojska przez Dunaj i zdobył po zaciętych bojach Małe Nikopolis. Na skutek prośby, z jaką król zwrócił się po pomoc do króla francuskiego, po stronie węgierskiej walczyło teraz pięciuset do sześciuset francuskich jeźdźców pod dowództwem konetabla Francji, hrabiego d‘Eu. Ponieważ jednak ta pomoc okazała się zbyt małą i niewystarczającą, następnego roku w obozie węgierskim pojawił się pomocniczy korpus francuski w sile tysiąca rycerzy, tyluż giermków i sześciu tysięcy piechoty. Korpus ten prowadził harbia Nevers, syn księcia Burgundii, zaś wraz z nim byli panowie francu- scy: Hrabia de la Marche, Henry i Philip de Bar, wszyscy trzej krewni króla, Philip d‘Artois, hrabia d’Eu, szlachcic książęcego rodu, generał francuski, Jean de Vienne, admirał, marszałek Boucicault, pan de Coucy, jeden z najdoświadczeńszych i najlepszych wodzów europejskich, pan Guy de la Tremouille, panowie de Roye sint Paul, Monturel i Sampi. Do tego kwiatu rycerstwa francuskiego, przyłączył się po drodze w Niemczech hrabia Fryderyk Hohenzollern, Wielki Mistrz krzyżaków w Niemczech, na czele oddziału krzyżackiego, prócz tego zaś Wielki Mistrz Rycerzy Rodyjskich, Philibert de Rajac, przywiódł potężne oddziały swego rycerstwa. Przybyli też pod dowództwem kurfirsta Palatynatu, hrabiego Mümpelgarda, rycerze bawarscy, pod komendą Hermana II-go, hrabiego Cylli, rycerze styryjscy, wreszcie wojska hospodara wołoskiego. Wszystkie te wojska zeszły się w Wiedniu, gdzie po odbytej podczas Zielonych Świątek (1396) naradzie, wysłano z biegiem Dunaju siedmdziesiąt wielkich statków, naładowanych winem, mąką i owsem. Tymczasem wojska węgierskie maszerowały przez Serbję, pustosząc wszystko og- niem i mieczem. Król Zygmunt przeszedł przez Żelazne Wrota i zdobył Widyn i Orsowę, a w parę dni później i Rako, którego załoga została w pień wycięta. Przez ten czas pomocniczy korpus francuski, oraz oddziały Zakonów rycerskich, maszerowały przez Siedmiogród i Wołoszę, poczem połączyły się z armją węgierską i wspólnie zaczęły oblegać od strony lądu i rzeki, Nikopolis. Turecki komendant miasta Toghanberg, pewny, że odsiecz z pewnością nadejdzie, bronił miasta niesłychanie zacięcie. Oblegające miasto wojska sprzymierzone w sile sześćdziesięciu tysięcy, były przekonane, że Bajazet bitwy im nie wyda, wobec czego w obozie pito i zabawiano się wesoło z kamratami, których, zwłaszcza w dzielnicy wojsk francuskich, było mnóstwo. O Bajazecie najwyżsi nawet oficerowie wyrażali się z pogardą i lekceważeniem, twierdząc, że nie ośmieli się przeprawić z azjatyckiego brzegu Bosforu na europejski. Nawet kiedy podjazdy przyniosły wieść, że armja turecka oddalona jest tylko o sześć godzin marszu, nie uwierzono im a marszałek Boucicault zagroził oficerowi, który mu tę wieść przyniósł, że każę mu uszy obciąć, jeśli będzie szerzył fałszywe alarmy w obozie. Wogóle, rycerstwo w obozie Zygmunta było tak rozzuchwalone i pewne siebie, iż przechwalało się, twierdząc „że gdyby nawet niebo na nie runęło, potrafiłoby utrzymać je na grotach swych lanc“. Nawiasem mówiąc, niemniej zuchwałe było też odezwanie się Bajazeta, który, pewny swej przewagi oświadczył, „iż w najbliższem czasie koń jego będzie jadł owies z ołtarza kościoła św. Piotra w Rzymie“. Jak widzimy, wodzowie owych czasów nie wiele różnili się od naiwnych bohaterów Homera, którzy przed bojem na pałki, siekiery czy noże, przechwałkami dodawali sobie odwagi. Nareszcie oddziały „azabów“ tureckich pokryły równinę. Ujrzawszy je, hrabia Nevers natychmiast zażądał, aby pozwolono konnicy francuskiej uderzyć na to wojsko. Napróżno przedstawiał mu król Zygmunt, który na sposobie prowadzenia wojny z Turkami się znał, że do walki z temi licho uzbrojonemi oddziałami należy użyć tylko lekkiej jazdy, albo też węgierskiej piechoty, zachowując jądro armji do walki z jańczarami i ze spahami. De Coucy i admirał Jean de Vienne, przyznali królowi słuszność, ale hrabia d‘Eu i marszałek Francji obrażeni na króla za to, że przed nimi zapytał o zdanie admirała i pana de Coucy, sprzeciwili się i oświadczyli, że jazda francuska wcale nie jest gorsza od węgierskiej piechoty i że Francuzom należy się na polu bitwy honorowe miejsce, to znaczy, zaszczyt rozpoczęcia jej. Rozumie się, że rycerska młodzież francuska przyklasnęła temu zdaniu i tak się rozzuchwaliła, że wycięła w pień wszystkich wziętych na słowo jeńców tureckich. Francuzi postąpili lekkomyślnie, ale bohaterstwo ich istotnie było wprost nadzwyczajne. „Azabowie“, przednia straż armji tureckiej, oczywiście naporu jazdy francuskiej nie wytrzymali. Francuzi uderzyli z taką silą, że oddziały te po krótkiej walce pierzchnęły. Mało tego, jańczarzy, którzy rzucili się na Francuzów, zostali rozbici i uciekli również, pozostawiwszy na pobojowisku dziesięć tysięcy zabitych. Zasłonili ich spahowie, regularna jazda turecka, ale i ci pierzchnęli przed francuskim rycerstwem, zasławszy pole pięciu tysiącami trupów. Sytuacja była taka, że sam pomocniczy korpus francuski, bez pomocy armji węgierskiej, wołoskiej i Zakonów rycerskich, mógł był od- nieść zwycięstwo nad całą armją turecką i pobić Bajazeta na głowę, gdyby się był zastosował do rady de Coucy i admirała Jean de Vienne, którzy, hamując męstwo swych rodaków, błagali ich, aby na nowo uporządkowali swe szwadrony i zaczekali na węgierską piechotę. Jednakże Francuzi rady ich usłuchać nie chcieli i w dalszym ciągu, w rozluźnionym przez walkę szyku, gnali za spahami na górę, gdzie spodziewali się dociąć resztki tureckiej armji. Jakież jednak było ich zdumienie, gdy wjechawszy na grzbiet góry, ujrzeli dążącą przeciw nim główną siłę armji Bajazeta — las czterdziestu tysięcy lanc. Po chwili zdumienia, ogarnęła Francuzów taka panika i takie zniechęcenie, że natychmiast rozsypali się w ucieczce. Tu jednak zagrodziła im drogę jazda Bajazeta i zaczęła ciąć na wszystkie strony. Admirał Jean de Vienne, który najmniej winien był temu co się stało, zawołał do otaczających go dwunastu rycerzy francuskich: — Boże broń, abyśmy kosztem czci swej mieli ocalić życie. Tu trzeba bić się i bronić, albo też umrzeć na polu sławy. To rzekłszy, rzucił się wraz z towarzy- szami na dzidy spahów i zginął, jak francuskiemu rycerzowi przystało. Jednakże dwudziestu czterech najszlachetniejszych panów francuskich dostało się do niewoli, między nimi książę Henry de Bar, de Coucy i de la Tremouille. W odległości zaledwie tysiąca kroków od walczącej linji francuskiej stała armja króla Zygmunta, mając na prawem skrzydle wojska węgierskie, na lewem wołoskie, zaś w centrum Hermana z Cylli z Bawarami, z Tyryjczykami i rycerstwem Zakonów niemieckich. Tylko centrum armji królewskiej zasłoniło uciekających Francuzów i w sile dwunastu tysięcy ludzi uderzyło na Turków. Już odparto jańczarów, już zaczęły się załamywać i mieszać szeregi spahów, gdy naraz w panice uciekły wojska węgierskie i wołoskie, zaś na pomoc Turkom, na czele pięciu tysięcy ludzi poskoczył despota serbski i przechylił na stronę turecką szalę zwycięzstwa. Sztandar Zygmunta został zdobyty, a w obronie jego do ostatniego wyginęli rycerze bawarscy i styryjscy. Król wraz z niektórymi panami uratował się ucieczką. Po zwycięstwie stanął Bajazet obozem pod Nikopolis, poczem powrócił na pobojo- wisko, aby je obejrzeć. Ujrzawszy pole za; siane trupami tureckiemi, które obliczano na sześćdziesiąt tysięcy przeszło, zapłakał z wściekłości i przysiągł, że pomści męczeńską śmierć jeńców, wymordowanych przez Francuzów w obozie Zygmunta. Natychmiast wydał też rozkaz, aby na drugi dzień stawiono przed nim wszystkich wziętych do niewoli jeńców. Przeszło dziesięć tysięcy jeńców przywleczono na drugi dzień o świcie przed niego. Sułtan przywołał do siebie hrabiego de Nevers, każąc mu być świadkiem zemsty i kary za wymordowanie okrutne i wiarołomne jeńców. Hrabia de Nevers wybłagał życie dla siebie i dwudziestu czterech najznakomitszych rycerzy francuskich, poczem Bajazet dał hasło do ogólnej rzezi jeńców. Każdy żołnierz turecki musiał wziętych przez siebie jeńców własnoręcznie zamordować, albo też kazać zatłuc maczugami. Wielu mordowało swych jeńców, starając się zabić ich natychmiast, inni jednak w niesłychany sposób pastwili się i znęcali nad swemi niewinnemi ofiarami, zadając bezbronnym przeróżne męki, rozpruwając im brzuchy, lub też ćwiartując żywcem. Straszną tę scenę opisał świadek jej, giermek bawarski, nazwiskiem Schiltberger, wówczas chłopak szesnastoletni, któremu sułtan ze względu na młody jego wiek życie darował i który wróciwszy po trzydziestu czterech latach niewoli do Bawarji, spisał tę całą historję. Mordowano w ten sposób jeńców bez przerwy od wschodu słońca, aż do czwartej popołudniu. Wreszcie najwyżsi dostojnicy tureccy, padli sułtanowi do stóp, błagając go, aby pozostałym jeńcom darował życie. Sułtan uczynił to, wybrawszy sobie z nich jedną piątą część, jako łup mu należny. Dowiedziawszy się o tak wielkiej ilości panów i rycerzy chrześcijańskich, jęczących w niewoli tureckiej, Zygmunt czemprędzej wysłał, jako okup za nich, siedm tysięcy dukatów, zasiłek, jaki na wojnę z Turkami wypłacała mu rocznie Wenecja. Do króla węgierskiego przyłączyli się też król francuski i król Cypru. Lusignan przysłał piękną solniczkę ze złota oraz dziesięć tysięcy dukatów. Karol IV-ty przysłał kilkanaście norweskich sokołów, sześć wozów szkarłatu, mnóstwo delikatnego płótna z Rheims i Arrasy, przedstawiające bitwy Aleksandra Wielkiego. Wreszcie otrzymawszy dwieście tysięcy dukatów, Bajazet wypuścił na wolność francuskich rycerzy, których trzymał w więzieniu pod surowym nadzorem w Brussie, niedaleko swego pałacu. Przed odjazdem jeńców, kiedy już wypłacono sułtanowi całą sumę, odezwał się Bajazet do hrabiego de Nevers w następujący sposób: — Uwalniam cię z przysięgi nie podnoszenia nigdy broni przeciw mnie. Jeśli masz w sobie choć odrobinę honoru, zaklinam cię, podnieś ją przeciw mnie jaknajprędzej, a zbierz przytem wszystkie wojska całego świata chrześcijańskiego. Nie możesz sprawić mi większej przyjemności, jak dając mi nową sposobność do okrycia się sławą. Na pożegnanie zaprosił Bajazet swych jeńców na polowanie tak wspaniałe, że ich zupełnie olśnił. W polowaniu tem brało udział siedm tysięcy sokolniczych i sześć tysięcy psiarzy i dojeżdżaczy. Psiarze zostali za panowania Mohammeda II-go wcieleni do korpusu jańczarów, w którym sformowali trzydzieści trzy bataljony. Wyżsi oficerowie tych pułków nosili nazwy myśliwskie.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…