Read here

Zdrowy rozsądek

Thomas Paine · 2016

35,672 words · about 2 h 30 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Licence: CC BY 4.0 · Wikisource licence template(s) on the work: {{cc-by-4.0-tekst}}. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Zdrowy_rozsądek&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Language
Polish
Published
2016
Length
35,672 words · about 2 h 30 min
Sections
9 reader sections
Text
Digital text
Rights
CC BY 4.0

 

Contents (9)
  1. Front matter under 1 min
  2. całość about 1 h 15 min
  3. Wstęp about 2 min
  4. I about 7 min
  5. II about 12 min
  6. III about 21 min
  7. IV about 13 min
  8. Aneks about 18 min
  9. Nota tłumaczki about 1 min

Continue:

Front matter

ZDROWY ROZSĄDEK

Adresowany do MIESZKAŃCÓW AMERYKI, Na następujące interesujące TEMATY I. Początków i zamysłu rządu ogółem, ze zwięzłymi uwagami o angielskiej konstytucji; II. Monarchii i sukcesji dziedzicznej; III. Myśli o obecnym stanie amerykańskich spraw; IV. Obecnej sprawności Ameryki, z kilkoma rozmaitymi refleksjami. WYDANIE TRZECIE Z aneksem i odezwą do ludzi zwanych kwakrami.

COPYRIGHT

całość

ZDROWY ROZSĄDEK

Adresowany do MIESZKAŃCÓW AMERYKI, Na następujące interesujące TEMATY I. Początków i zamysłu rządu ogółem, ze zwięzłymi uwagami o angielskiej konstytucji; II. Monarchii i sukcesji dziedzicznej; III. Myśli o obecnym stanie amerykańskich spraw; IV. Obecnej sprawności Ameryki, z kilkoma rozmaitymi refleksjami. WYDANIE TRZECIE Z aneksem i odezwą do ludzi zwanych kwakrami.

COPYRIGHT

Tłumaczenie dla domeny publicznej Teresa Pelka, 2016. Public domain translation: the Declaration, Constitution, Bill, and further: Zapraszam także do podróży w gramatyce:

E-Pub ISBN-13: 978-1-365-59056-6 Hardcover ISBN-13: 978-1-365-73446-5 Paperback ISBN-13: 978-1543061000 Copyright Teresa Pelka License: Creative Commons Attribution 2.5

WSTĘP

(do wydania R. Bella z ulicy Trzeciej, Filadelfia, MDCCLXXVI)

Być może sentymenty na następujących stronicach zawarte jeszcze nie dosyć słyną, aby im zyskiwać ogólne sprzyjanie; utwierdzony zwyczaj by nie myśleć o rzeczy jakiej jako złej, może jej dawać powierzchowność dobrej, a pobudzać do krzyku straszliwego w obronie obyczaju. Ale tumult cichnie szybko. Czas czyni więcej nawróconych niż rozum. Jako że długie a przemocą nadużywanie władzy to ogółem impuls aby kwestionować doń prawo (a też w materiach o jakich może i nigdy nie myślano, o ile pokrzywdzonych do ich badania nie przyparto), a król Anglii podjął owe z własnego umocowania, aby wspierać parlament w tym, co zwie ich materią, natomiast dobrych ludzi tego kraju ciężko owa kombinacja uciska, mają oni niewątpliwe pierwszeństwo w badaniu pretensji obydwu, równie jak odrzuceniu uzurpacji którejkolwiek ze stron. Na następujących kartach, autor starannie unika wszystkiego co między nami osobiste. Nie przynależą tu ni komplementy, ni przygana poszczególnym osobom. Owe mądre a wartościowe nie potrzebują triumfu na stronicach pamfletu; te o skłonnościach nieroztropnych czy nieprzyjaznych, same się pomiarkują, o ile przykrości za dużo nie będzie przydane ich przemienieniu. Sprawa Ameryki jest w znacznej mierze sprawą całej ludzkości. Wiele okoliczności już powstało, a dalsze jeszcze będą, które nie są miejscowe, lecz są uniwersalne, a dotyczą pryncypiów wszystkich miłośników ludzkości i zajmują ich afekty przypadkami swego występowania. Kraju pustoszenie ogniem i mieczem, wydawanie wojny wszelkim naturalnym ludzkim prawom, a ich obrońców z oblicza Ziemi się pozbywanie, jest zmartwieniem dla każdego człowieka któremu natura dała zdolność odczuwania, którego to rodzaju, bez względu na osądy stronnictw, jest AUTOR. Dopisek do wstępu dla wydania trzeciego. Publikacja tego nowego wydania została opóźniona, wedle poglądu iż odnotowywać należy (w miarę potrzeby) próby jakie odrzucenia Nauki Niepodległości; jako że odpowiedź żadna się nie pojawiła, przyjmuje się teraz iż nikt nie spróbuje, gdyż czas potrzebny dla takowej publicznej realizacji jest już znacznie przeszły. Kim jest autor tego utworu, niepotrzebnym jest publice wiedzieć, jako że obiektem dla zainteresowania jest sama owa nauka, a nie ów człowiek. Może nie być zbędnym orzeczenie, iż nie jest on związany z żadną partią, a nie jest też pod jakim wpływem, publicznym czy prywatnym, jedynie rozumu i zasady.

I. O POCZĄTKU I ZAMYŚLE RZĄDU OGÓŁEM, ZE

ZWIĘZŁYMI UWAGAMI O ANGIELSKIEJ KONSTYTUCJI

pisarze tak społeczność z rządem pomylili, że niewiele albo żadnego odróżnienia między nimi nie zostawiają. Nie tylko się różnią, ale mają też różne początki. Społeczność tworzą nasze chęci, a rząd nasza bezecność; owa pozytywnie promuje naszą szczęśliwość, łącząc nasze afekty, ów negatywnie, ograniczając nasze przywary. Owa zachęca do interakcji, ów kreuje dystynkcje. Pierwsze naszym patronem, drugie pokaraniem. Społeczność w każdym państwie jest dobrodziejstwem, lecz rząd, nawet w swym stanie najlepszym, niczym więcej niż złem koniecznym, a w najgorszym, nieznośnym: gdyż cierpiąc, przez rząd wystawieni jesteśmy na biedy jakich w krainie jakiej bez rządu byśmy się mogli spodziewać, a naszą klęskę potęguje refleksja, że sami środków dostarczamy przez które cierpimy. Rząd, jak strój, jest oznaką utraconej niewinności; pałace królów pobudowane są na ruinach rajskiego zamieszkania. Byłyżby jasnymi impulsy sumienia, a przestrzeganymi jednako i nieodparcie, nie potrzebowałby człowiek praw dawcy; ale że nie taką jest okoliczność, uznaje potrzebę poddania części swej własności dla ochrony jej reszty, do czego skłania go ta sama roztropność, która w każdym przypadku zło najmniejsze mu wybrać doradza. Jako że bezpieczność jest prawdziwym rządu zamysłem i celem, bez zastrzeżenia wynika, iż forma która najlepszą się jawi by nam ową zapewnić, przy najmniejszym wydatku a za największym zyskaniem, będzie nam preferencją nad innymi. Aby pogląd jasny a prawy zyskać na rządu cel i zamysł, przypuśćmy że jaka mała liczba ludzi osiedla się na jakiej odosobnionej części Ziemi, bez kontaktu z resztą. Przedstawialiby oni pierwsze zaludnienie jakiego kraju, albo świata. W owym stanie naturalnej wolności, społeczność będzie ich pierwszą myślą. Pobudzą ich do tego tysiące motywów, tak nierówne chęciom jednego człowieka są jego siły, a umysł do trwałej samotności tak niezdatny, że wkrótce szuka on pomocy a ulgi u innego, któremu wzajem tego samego potrzeba. Czterech czy pięciu wespół byłoby w stanie wznieść pośród dziczy znośne zamieszkanie, ale jeden mógłby przepracować żywot jak średnio trwa cały, nie osiągając niczego; jak by powalił drzewo, nie mógłby go ruszyć, czy swojego drewna ustawić po przeniesieniu; głód by go w międzyczasie od pracy odganiał, a każda różna chęć w różną stronę wołała. Schorzenie, ba, czy nawet tylko niepowodzenie jakie, jemu już by śmiercią być mogły, bo choć ani jedno ani drugie śmiertelnym być nie musi, każde pozbawiałoby go zdolności do życia, a umniejszało do stanu w którym rzekłoby się raczej że ginie, niż że umiera. Tak oto potrzeba, jak siła grawitacyjna, wnet by naszych nowoprzybyłych emigrantów połączyła w społeczność, czego wzajemne dobrodziejstwa zastąpiłyby i niepotrzebnymi uczyniły obligację prawem i rządem, póki by tak pozostawali, siebie się wzajem trzymając. Ale na przywary Niebo jedynie ma odporność i nieuniknienie tak by się stało, że w miarę jak by przezwyciężali pierwsze trudności emigracji, co ich powiązały wspólnymi sprawami, poluźniać by się zaczęło ich wzajemne zobowiązanie i jednego z drugim więź. Ta właśnie rozłączność wskazałaby na potrzebę, ażeby jakąś formę rządu ustanowić, a uzupełniać niedobory moralnej cnoty . Drzewo jakie dogodne nastarczy im stanowego schronienia, gdzie pode gałęziami cała kolonia zbierać się może, by deliberować o publicznych sprawach. Bardziej niż możliwie, pierwsze ich prawa będą mieć tytuł tylko regulacji, a zaprowadzeniem będzie jedynie kara publicznego niepoważania. W tym pierwszym parlamencie, prawem naturalnym, będzie miejsce dla każdego człowieka. Jednak w miarę wzrostu kolonii rosnąć będą publiczne troski, a odległość na jaką członkowie mogą być rozłączeni uczyni zbyt niewygodnym, by się spotykali przy każdej okazji wszyscy, jak na początku, kiedy ich liczba była mała, zamieszkanie bliskie, a troski publiczne nieliczne i niewielkie. Wskaże to na przydatność ugody, aby ich część legislatywną pozostawić w zarządzaniu przez wyznaczoną liczbę osób, z ogółu ludzi wybranych, które miałyby na uwadze względy takie same jak ci którzy ich ustanowili, oraz które działałyby na taki sam sposób jak ogół by działał, gdyby był obecny. Jeżeli kolonia nadal będzie się powiększać, stanie się potrzebnym ażeby i liczbę owych reprezentantów powiększyć, natomiast aby dało się troszczyć o interes każdej z części kolonii, najlepszym się okaże podzielić jej całość na dogodne obszary, z których każdy przysyłałby ich właściwą liczbę. Ażeby osoby wybrane nie mogły uformować sobie interesu odrębnego od tego który ich wyborcy mają, roztropność wskaże iż stosownym jest zwoływać wybory często, ponieważ tym sposobem wybrani mogą powracać i ponownie mieszać się z ogółem wyborców, co jaką liczbę miesięcy, a ich wierność publicznej sprawie zabezpieczona jest roztropną refleksją, aby bicza na siebie nie kręcić. Takowa częstotliwa wymiana ustanowi wspólny interes dla każdej części wspólnoty; wzajemnie i naturalnie będą się one wspierać, a to od tego (a bynajmniej nie od królewskiego nieznaczącego imienia) zależy sprawność rządu, oraz szczęśliwość rządzonych. Tutaj jest początek i powstawanie rządu, czyli modus, którego potrzeba wynika z niemożności rządu w świecie samą cnotą moralną; tutaj także zasadza się rządu zamysł i cel, czyli wolność i bezpieczność. A jakkolwiek nasz wzrok może być przyćmiony pokazem, a uszy oszukane dźwiękiem, jakkolwiek przesąd może giąć naszą wolę, a interes omraczać pojmowanie, prosty głos natury i rozumu powie, że to racja. Czerpię moje pojęcie formy rządu z zasady natury, której sztuka żadna obalić nie może, a mianowicie, iż czym coś jest prostsze, tym mniej podatne to jest na zaburzenie, a jeżeli zaburzone, tym łatwiej owo naprawić. Z tą maksymą na uwadze, oferuję parę obserwacji o tej tak bardzo chwalonej konstytucji Anglii. Iż była szlachetną w czasach ciemnoty i niewolnictwa, kiedy powstawała, to pewne — kiedy światem rządziła tyrania, od której ulga najmniejsza była chwalebnym wybawieniem. A że jest niedoskonałą, podatną na wstrząsy i niezdolną przynosić to, co obiecywać się zdaje, łatwo wykazać. Rządy absolutne (choć pohańbienie ludzkiej natury) mają tę zaletę iż są proste; jeżeli ludzie cierpią, znają głowę która jest owego cierpienia źródłem; podobnie znają owemu zaradę, a nie są skonsternowani mnóstwem jakim pobudek oraz lekarstw. Jednakowoż, konstytucja Anglii jest tak przesadnie skomplikowana, że naród cierpieć może całymi latami, nie mając możności odkryć w którym czynniku leży wada. Jedni powiedzą, że w jednym, drudzy że w innym, a każdy z doktorów polityki doradzi inne lekarstwo. Wiem, iż trudno jest pokonać lokalne czy długo utrzymywane przesądy, ale jeżeli podejmiemy się ścierpieć i przebadamy czynniki składowe angielskiej konstytucji, zobaczymy, iż to podłe pozostałości dwóch starożytnych tyranii, złożone z jakimiś nowymi materiałami. Pierwszy. — Pozostałość monarchicznej tyranii w osobie króla.

Drugi. — Pozostałość arystokratycznej tyranii w osobach parów. Trzeci. — Nowe republikańskie materiały w osobach izby gmin, na których cnocie spolega wolność Anglii.

Dwa pierwsze, będąc dziedzicznymi, są niezależne od narodu; takowoż, w sensie konstytucyjnym, nie przyczyniają się do wolności państwa. Twierdzić, że konstytucja Anglii jest unią trzech sił które wzajem na się baczą, jest farsą; albo słowa te nie mają znaczenia, albo są słownym szablonem zbudowanym na sprzeczności. Twierdzić, że Gminy mają na Króla baczenie, to z góry dwie rzeczy zakładać: Po pierwsze — iż Królowi nie da się ufać o ile nikt go nie dogląda, bądź innymi słowy, że łaknienie władzy absolutnej jest naturalną chorobą monarchii. Po drugie — iż Gminy, jeżeli po to są wyznaczane, albo są mądrzejsze, albo zaufania więcej warte niż Korona. Jako że ta sama konstytucja co daje Izbie Gmin kontrolę nad Królem przez wycofanie środków, daje potem Królowi moc kontrolowania Izby Gmin, umocowując go do odrzucania ich innych ustaw, znów, zakłada ona, że Król jest mądrzejszy niż ci, po których już się mądrości większej niż jego spodziewała. Pospolity absurd! Jest w kompozycji monarchii coś śmiesznego niezmiernie; wpierw odłącza ona człowieka od środków informacji, ale daje mu moc działania w przypadkach gdzie najwyższego osądu potrzeba. Stan królewski oddziela króla od świata, jednak jego biznes wymaga aby znał świat gruntownie. Tak oto różne czynniki w konstytucji, nienaturalnie się sobie wzajem przeciwstawiając i wzajem niszcząc, dowodzą że charakter całości jest absurdalny i nieużyteczny. Niektórzy pisarze tak angielską konstytucję wyjaśniają: król, powiadają, to jedno, a ludzie to drugie; parowie to izba na rzecz króla, a gminy to izba na rzecz ludzi. Ma to jednak wszelkie znamiona gospodarstwa przeciw sobie samemu podzielonego; a chociaż wykładnie wdzięcznie są ułożone, jak się im przyjrzeć bliżej, jawią się próżnymi a wieloznacznymi. Zawsze tak będzie, że najmilejsze nawet konstrukcje jakich słowa dokonać umieją, kiedy zastosowane dla opisu rzeczy która albo nie ma jak istnieć, albo jest zbyt niezrozumiała by ją opisem objąć, będą tylko słów wybrzmiewaniem co nawet jeżeli ucho zabawić umie, umysłu poinformować nie potrafi. A z tym tutaj objaśnieniem uprzednia kwestia przynależy, mianowicie: jakżeż to król nabył siłę której naród boi się ufać i zawsze sprawdzać jest obowiązany? Władza taka nie ma jak być darem mądrego narodu, ani żadna siła co kontroli wymaga nie ma jak od Boga pochodzić. Konstytucja ma jednak założenie, że taka siła istnieć może. Założenie to nie nastarcza zadaniu; środki czy nie mają jak, czy nie będą prowadzić do celu, a cała sprawa jest felo de se: bo tak jak większa waga zawsze poniesie za sobą mniejszą, a koła maszyny w ruch wprawia jedno, pozostaje teraz tylko wiedzieć, który czynnik w konstytucji ma wagę największą, bo ten rządzić będzie. A chociaż reszta, cała czy po części, zacinać się może, bądź jak brzmi sformułowanie, hamować ruchu prędkość, jak długo wstrzymać owego nie umie, jest próbą bez skutku. Pierwsza siła napędowa znajdzie w końcu drogę, a czego chce, czas szybko przyniesie. Iż to korona jest owym przeważającym czynnikiem w konstytucji, nie trzeba długo mówić, a że czerpie ona całe swe znaczenie zwyczajnie z rozdawstwa miejsc i wynagrodzeń, jest samo przez się oczywiste. Takowoż, jakkolwiek byliśmy dość mądrzy by drzwi zamknąć przeciw absolutnej monarchii na zamek, jednocześnie byliśmy głupcami na tyle, aby dać koronie w posiadanie klucz. Uprzedzenie Anglików, faworyzujących ich rząd przez króla, lordów i gminy, wywodzi się mniej lub bardziej z ich narodowej pychy, a nie rozumu. Pojedyncze osoby są niewątpliwie bardziej bezpieczne w Anglii niż w niektórych innych krajach, lecz wola króla jest prawem państwowym w Brytanii jak we Francji, z tą różnicą, że zamiast pochodzić z jego ust bezpośrednio, jest dostarczana ludziom w postaci groźniejszej, parlamentarnego aktu. Co do losu Karola Pierwszego, uczynił on królów jedynie bardziej subtelnymi — a nie bardziej prawymi. Takowoż, oddalając wszelką narodową pychę na rzecz modusów oraz form, sama prosta prawda jest taka, że zupełnie od konstytucji narodu to zależy, a nie jest to dzięki konstytucji rządu, że korona nie jest tak przygnębiająca w Anglii jak jest w Turcji. Wysoce potrzebnym staje się teraz dochodzenie konstytucyjnych błędów w angielskiej formie rządu, bo tak samo jak nie jesteśmy nigdy we właściwej kondycji aby innym oddać sprawiedliwość, jak długo sami podążamy za wpływem jakiej wiodącej stronniczości, tak nie jesteśmy w stanie oddać jej sobie, pozostając w okowach uporczywego uprzedzenia. A tak jak człowiek co ma więź z prostytutką, wybrać czy oceniać żonę się nie nadaje, tak owładnienie zgniłą konstytucją rządu uniemożliwi nam rozpoznanie dobrej.

II. O MONARCHII I SUKCESJI DZIEDZICZNEJ

Ludzkość początkowo równą była wedle ładu stworzenia, a równość ową zniszczyć mogły tylko późniejsze okoliczności. Rozróżnienie na bogatych i biednych da się w znacznej mierze wyłożyć, a to bez nawracania do szorstko brzmiących imion opresji i chciwości. Opresja bywa często konsekwencją, ale rzadziej bądź też nigdy środkiem do bogactw; a chociaż chciwość może człowieka w znacznej mierze uchować od bycia spotrzebowanym biedakiem, czyni go zbyt płochliwym, aby był bogaty. Jest jednak inne a wielkie rozróżnienie, któremu żadnego naturalnego czy religijnego wyjaśnienia udzielić się nie da, a jest to rozróżnianie ludzi na KRÓLÓW i PODDANYCH. Płeć męska i żeńska to rozróżnienia natury, dobro i zło to rozróżnienia z Niebios. Ale warto dociec, jak jeden rodzaj ludzi stał się nad resztą tak wywyższony, a wyróżniony jak jaki nowy gatunek, oraz czy są oni środkiem do szczęśliwości, czy też niedoli ludzkości. We wczesnych latach świata, wedle chronologii Pisma, nie było królów. Konsekwencją tego, nie było wtedy wojen; są one królów pysznieniem, co wtrąca ludzi w zamącenie umysłów. W tym ostatnim stuleciu, Holandia bez króla zaznała więcej pokoju niż którykolwiek z monarchicznych rządów w Europie. Starożytność pochwali taką samą obserwację, jako że spokojne i sielskie żywota pierwszych patriarchów mają w sobie coś szczęśliwego, a co znika, kiedy dochodzimy do historii żydowskich królestw. Rządy królewskie zostały wpierw zaprowadzone na świecie przez pogan, za którymi dzieci Izraela naśladowały zwyczaj. Rządy te były najlepiej prosperującym wynalazkiem jaki kiedykolwiek diabeł powziął, aby promować bałwochwalstwo. Poganie boską cześć oddawali swoim zmarłym królom, a chrześcijański świat usprawnił ów zamysł, czyniąc to samo dla żyjących. Jakże niepobożny jest tytuł uświęconego majestatu nadany robakowi, co śród swojego splendoru kruszeje w proch! Jak tego wielce chwalenia jednego człowieka ponad resztę usprawiedliwić się nie da równymi prawami natury, tak nie da się go bronić autorytetem Pisma; bo wola Najwyższego, jak deklarowana przez Gideona i proroka Samuela, otwarcie zabrania rządów królewskich. Wszelkie anty-monarchiczne części Pisma zostały przez monarchistyczne rządy jedwabnie wygładzone, ale niewątpliwie zyskują one sobie uwagę w krajach które swoje rządy dopiero formują. “Oddaj Cæzarowi co do Cæzara należy”, jest nauczaniem Pisma o sądach, co jednakowoż nie jest żadnym poparciem dla rządów monarchicznych, albowiem byli w owym czasie bez króla, a w stanie wasalskim względem Rzymian. Prawie trzy tysiące lat upłynęło między stworzeniem świata wedle Mojżeszowego opisu, nim Żydzi pode narodowym złudzeniem zachcieli króla. Do owej pory, ich formą rządu (za wyjątkiem szczególnych wypadków kiedy Wszechmocny interweniował) był rodzaj republiki pod zarządem sędziego i starszyzny plemion. Królów nie mieli, a uważano za grzech uznawanie kogo pod owym tytułem, chyba że Pana Zastępów. A jak się człowiek poważnie reflektuje nad hołdami bałwochwalczymi co osobom królów składano, nie dziwi się, że Wszechmocny zastrzegał zawsze swój honor i nie uznawał formy rządu co tak niepobożnie narusza prerogatywę Nieba. Monarchia jest Pismem zaliczana pomiędzy grzechy Żydów, za który klątwa warunkowo jest przeciwko nim wieszczona. Historia owej transakcji warta jest uwagi. Dzieci Izraela gnębione były przez Midianitów; Gideon wyruszył przeciw nim z małą armią, a zwycięstwo za boską interwencją zdecydowało na jego korzyść. Żydzi, uniesieni sukcesem, a przypisując go generalstwu Gideona, zaproponowali iż go uczynią królem, mówiąc, Panuj nad nami, ty i twój syn, i syn twojego syna. Tu pokuszenie było w całej swej pełni; nie tylko królestwo, ale i dziedziczne. Lecz Gideon w pobożności swej duszy odpowiedział, Nie będę nad wami panował, ani mój syn nie będzie nad wami panował. PAN WASZ BĘDZIE NAD WAMI PANOWAŁ. Słowa nie potrzebują być wyraźniejsze: Gideon nie odrzuca honoru, ale ich prawo by go nadać; nie komplementuje ich też wynalezionymi deklaracjami swej wdzięczności, lecz w afirmatywnym stylu proroka przywołuje ich niewzruszenie do prawego ich suzerena, Króla Niebios. Około stu i trzydziestu lat po tym, popadli oni znów w ten sam błąd. Wzdychanie Żydów do bałwochwalczych zwyczajów pogan jest czymś niezwykle niewytłumaczalnym. Ale tak było, że sprawiając się z niepoprawnym zachowaniem dwóch synów Samuela, którym powierzono jakie świeckie troski, przyszli nagle a głośno do Samuela, mówiąc, Patrzaj iżeś stary, a twoi synowie twoimi ścieżkami nie chodzą; ustanów nam teraz króla, abyśmy byli jak wszystkie inne narody sądzeni. A tu nie umkniemy obserwacji, że ich były złe, to znaczy, aby mogli być jak inne narody, czyli jak poganie, podczas gdy ich prawdziwą chwałą było bycie do owych niepodobnymi jak tylko możliwe. A rzecz ta sprawiła przykrość Samuelowi, kiedy powiedzieli, Daj nam króla, abyśmy byli jak wszystkie inne narody sądzeni. Modlił się Samuel do Pana i Pan powiedział Samuelowi, Słuchaj głosu narodu we wszystkim co tobie oni powiedzą, albowoż oni ciebie nie odrzucili, ale odrzucili oni mnie, AŻEBYM JA NAD NIMI NIE PANOWAŁ. Wedle prac wszelkich jakie wykonali ode dnia w którym ich ja wywiodłem z Egiptu, do dnia nawet dzisiejszego, w tym mnie oni zaniechali, a innym bogom usłużyli, a tak samo czynią oni tobie. Teraz wysłuchaj więc ich głosu, jednakowoż i jakim jest, a zaprotestuj wobec nich uroczyście, a ujaw im sposób na jaki by nad nimi zapanował król, mianowicie, nie jaki poszczególny król, ale ogólny sposób królów ziemskich, których Izrael tak chętny był naśladować. A bez względu na wielką odległość czasu oraz na różnice w sposobach, maniera ta nadal jest uprawiana. A wypowiedział Samuel wszystkie słowa Pana owym ludziom którzy prosili go o króla. A powiedział też, Oto będzie sposób na jaki król nad wami będzie panował; zabierze on waszych synów a sobie wyznaczy, dla jego rydwanów, a też żeby byli jego jeźdźcami, a niektórych żeby przede jego rydwanami biegali (opis ten zgadza się z obecnym modusem wywierania na ludziach wrażenia), a wyznaczy sobie kapitanów nade tysiącami, oraz kapitanów nade ludzi pięćdziesiątkami, a nakaże im szpiegować i jego żniwo zbierać, a budować instrumenty jego wojny, oraz elementy jego wozów; a zabierze wasze córki do swoich cukierni, kuchni i piekarni (co opisuje kosztowność i luksusy królów, zarówno jak przez nich opresję), a zabierze on też wasze pola i winnice, wasze oliwne ogrody, nawet te najlepsze, a odda je swoim służącym. A jedną dziesiątą też odbierze z waszego ziarna i z waszych winnic, a odda je swoim oficerom i służącym (przez co widać, że przekupstwo, korupcja, oraz faworytyzm są trwałymi przywarami królów), a weźmie jedną dziesiątą waszych służących mężczyzn i służących kobiet, a najlepszych z waszych młodych, i osły, a do swoich prac; a weźmie jedną dziesiątą waszych owiec, i będziecie jego służącymi, i będziecie płakali dnia owego, z powodu tego waszego króla co go sobie wybraliście: A PAN WAS TEGO DNIA SŁUCHAĆ NIE BĘDZIE. Powyższe opisuje jak monarchia jest kontynuowana. Charaktery tych niewielu dobrych królów którzy od owej pory żyli, ani tego tytułu nie uświęcają, ani grzeszności początków nie wymazują; wysoka chwała Dawidowi nadana nie notuje go oficjalnie jako króla, ale jedynie jako mężczyznę o sercu jak boże. Bez względu na to, naród odmówił posłuchu głosowi Samuela, i powiedzieli, Ale będziemy mieć nad nami króla, żebyśmy byli jak inne narody, i żeby nasz król mógł nas sądzić, a przede nami kroczyć, a walczyć w naszych bitwach. Samuel dalej ich przekonywał, ale bez skutku; dał im obraz ich niewdzięczności, ale nie przyniosło to pożytku; a widząc, że się już zupełnie dla swojego kaprysu ugięli, wykrzyknął, Zawołam Pana, a on ześle burzę i deszcz (co wtedy było pokaraniem, jako że czas w zbożowe żniwa przypadał), abyście postrzec mogli jak wielkiej to niegodziwości w oczach Pana żeście się dopuścili, CHCĄC DLA SIEBIE KRÓLA. Takowoż wezwał Samuel Pana, a Pan zesłał owego dnia burzę i deszcz, a ludzie wszyscy wielce się Pana i Samuela przestraszyli. A powiedzieli owi wszyscy ludzie Samuelowi, Módl się za sługi twoje do Pana Boga twojego, abyśmy nie poumierali, bo DODALIŚMY DO GRZECHÓW NASZYCH TO OTO ZŁO, PROŚBĘ O KRÓLA. Te części Pisma są bezpośrednie i afirmatywne. Nie dozwalają na konstrukcję wieloznaczną. Iż Wszechmocny wniósł sprzeciw wobec rządu monarchistycznego jest prawdą, albo Pismo jest fałszywe. A ma człowiek dobry powód wierzyć, że jest tyle sztuk monarszych ile księżych, w chowaniu Pisma przed publiką, w krajach papieskich. Bo monarchia to pod każdym względem papizm rządu. Dołożyliśmy do zła monarchii zło sukcesji dziedzicznej. A jak to pierwsze jest degradacją i umniejszeniem nas samych, tak drugie, roszczone sobie jako materia prawna, jest obelgą oraz narządzeniem na potomstwie. Jako że z początku wszyscy byli równi, nikt nie może mieć racji urodzenia by swoją rodzinę na zawsze i trwałą preferencją czynić nad wszystkimi innymi; a choć sam może zasługiwać na jaki uczciwy stopień współczesnego uhonorowania, potomstwo jego może być dalece niewartym, aby je dziedziczyć. Jednym z najsilniejszych dowodów naturalnych na błazenadę dziedzicznych praw królów jest to, iż nie uznaje ich natura; inaczej nie tak często obracałaby je w pośmiewisko, dając ludzkości osła zamiast lwa. Po drugie, na początku nikt nie miał publicznych godności innych niż nadane, a dawcy owych godności nie mieli skąd czerpać umocowania by dysponować prawami potomstwa. Chociaż mogli rzec, “Wybieramy ciebie na naszą głowę”, nie mieli jak powiedzieć, bez jawnej niesprawiedliwości wobec swoich dzieci, “aby twoje dzieci i dzieci twoich dzieci panowały nad nami na zawsze”. A to dlatego, że taki niemądry, niesprawiedliwy, nienaturalny pakt mógłby (a nuż) przy następnej sukcesji nałożyć na nich rząd niecnoty albo głupca. Większość mądrych ludzi, w swych prywatnych odczuciach, traktuje sukcesję dziedziczną zawsze z pogardą. Jest to jednak takie zło, które raz ustanowione niełatwo usunąć; wielu ulega ze strachu, inni z przesądu, a silniejsza część społeczności obdziela się z królem plądrowaniem reszty. Robią to zakładając, że obecny sort królów w świecie ma honorowe pochodzenie, podczas gdy jest bardziej niż możliwym, iż jak byśmy mogli zdjąć ciemną zasłonę starożytności, a odszukać ich początek, znaleźlibyśmy pierwszego w jakim krewkim gangu, nie lepszym od głównego rzezimieszka, któremu dzikie maniery i przewaga w oszukaństwie dają tytuł wodza wśród rabusiów, a który zwiększając swoje władztwo, a poszerzając swoje rabunki, zastraszył ludzi cichych a bezbronnych do kupowania sobie bezpieczeństwa częstymi płatnościami. Ci co go na przywódcę wybrali jednak nie mieliby takiego pomysłu, aby dać jego potomkom sukcesję dziedziczną, bo takie trwałe wykluczenie siebie samych nie zgadzałoby się z wolnymi i nieskrępowanymi zasadami wedle których żyli. Tak oto sukcesja dziedziczna, we wczesnych latach monarchii, mogła nie mieć miejsca jako roszczenie, ale jako coś przygodnego, albo komplement. Ale że niewiele albo i żadne zapiski wtedy nie zostawały, a tradycyjna historia była napchana bajkami, bardzo było łatwo, po paru pokoleniach, sfingować jaką przesądną historyjkę, aby w dogodnej porze, prawie po mahometańsku, wcisnąć dziedziczność w gardła pospólstwa. Być może niepokoje które groziły lub zdawały się grozić po śmierci lidera, względem wyboru nowego (a wybory między rzezimieszkami mogły nie być zbyt spokojne), z początku skłoniły wielu na rzecz dziedzicznych pretensji. Takim sposobem stało się, a dzieje dalej od owej pory, że coś czemu się podporządkowano jako udogodnieniu, obróciło się w roszczenie praw. Anglia, od czasu podboju, zaznała paru dobrych monarchów; stękała jednak pod większą liczbą złych, a nikt przy zdrowych zmysłach nie może powiedzieć, że ich roszczenie pod Wilhelmem Zdobywcą jest bardzo honorowe. Francuski bastard lądujący z uzbrojonymi bandytami i ustanawiający się królem Anglii wbrew ugodzie tubylców — to w prostych pojęciach kiepski, łajdacki oryginał. Na pewno nie ma w sobie żadnej boskości. Jednakowoż, nie ma potrzeby dużo czasu spędzać na wykazywaniu błazeństwa sukcesji dziedzicznej. Jeżeli są takowi słabujący żeby jej ufać, niechże wielbią rozwiąźle i osła, i lwa: na zdrowie. Ja ani naśladować ich uniżoności nie będę, ani zakłócać oddania. Rad bym jednak zapytał jak mniemają, że królowie wpierw przyszli? Pytanie wyklucza trzy odpowiedzi, to jest, w losowaniu, wyborach, albo przez uzurpację. Jeśli pierwszego króla wylosowano, tworzy to precedens następnemu, a oddala sukcesję dziedziczną. Saula wylosowano, sukcesja nie była dziedziczna, ani nie wygląda po tej transakcji aby była intencja, że kiedykolwiek powinna. Jeżeli pierwszy król jakiegokolwiek kraju wygrał wybory, to też stanowi precedens dla następnego, bo twierdzić iż prawo przyszłych pokoleń przepada przez działanie pierwszych wyborców, w ich wyborze nie tylko króla, ale rodziny królewskiej na zawsze, nie ma w naszym Piśmie paraleli innej niż nauka o pierworodnym grzechu, która mniema iż wolną wolę ludzie stracili z Adamem. Z tego porównania, a nie da się przyjąć innego, sukcesja dziedziczna nie ma jak czerpać jakiejkolwiek chwały. Jak w Adamie wszyscy zostali splamieni — pierwsi wyborcy byli posłuszni; w jednym cała ludzkość została poddana szatanowi, w drugim — suzerenowi. Jako że przy pierwszym utracona została nasza niewinność, przy drugim autorytet, a obydwa nam nie dają wrócić do jakiego uprzedniego stanu i pierwszeństwa, niewątpliwie grzech pierworodny i sukcesja dziedziczna to paralele. Haniebna klasa! Niecna koneksja! A mędrzec najbardziej wyrafinowany nie utworzy słuszniejszej podobizny. Co do uzurpacji, nikt nie byłby taki zatwardziały, żeby jej bronić; a że Wilhelm Zdobywca był uzurpatorem jest faktem niezaprzeczalnym. Prosta prawda jest taka, że antyczność angielskiej monarchii nie zniosłaby wglądu. Jednakowoż, troską ludzkości nie jest tak bardzo absurd, jak zło sukcesji dziedzicznej. Gdyby zapewniła ona jaki sort dobrych i mądrych ludzi, nosiłaby pieczęć boskiego autorytetu, ale jako że otwiera drzwi głupcom, bezecnikom, oraz nieudacznikom, ma w sobie naturę opresji. Ludzie co widzą siebie jako urodzonych do rządzenia, a innych do posłuszeństwa, szybko się zuchwalą. Dobrani spośród reszty ludzkości, wcześnie mają umysły zatrute ważkością; świat w którym działają różni się materialnie od szerokiego tak, że niewiele mają okazji poznać owego prawdziwe interesy, a kiedy obejmują rząd, często są najbardziej nieuczonymi i niestosownymi spośród wszystkich osób w dominiach. Kolejnym złem co sukcesji dziedzicznej asystuje jest to, że tron objąć może osoba niepełnoletnia dowolnego wieku; wtedy regenci, działając pod królewskim pozorem, mają każdą okazję oraz namowę aby zaufanie zawieść. To samo nieszczęście narodowe przychodzi kiedy król, zmęczony wiekiem i niemocą, wchodzi w ostatni etap ludzkiej słabości. W obydwu przypadkach, publika pada łupem każdej kreatury która umie skutecznie manipulować kaprysami wieku lub niedojrzałości. Przesłanką najlepszą, dotąd na rzecz sukcesji dziedzicznej oferowaną, byłoby iż chroni naród od wojen domowych. Byłożby to prawdą, miałaby ona wagę. Jest to jednak najbardziej otwarty fałsz, ludzkości kiedykolwiek narzucany. Cała historia Anglii nie daje takiemu twierdzeniu materii. Trzydziestu królów oraz dwoje niepełnoletnich rządziło owym strapionym królestwem od podboju, w którym to czasie było (włącznie z Rewolucją) nie mniej niż osiem wojen domowych i dziewiętnaście rebelii. Nie gwoli, a przeciwko pokojowi działa sukcesja rodowa, a niszczy podstawy na których zdaje się stać. Współzawodnictwo o monarchię i sukcesję, między domami York oraz Lancaster, uczyniło z Anglii krwawą scenerię na wiele lat. Dwanaście wyznaczonych bitew stoczyli Henryk i Edward, oprócz walk w potyczkach i oblężeniach. Dwukrotnie stał się Henryk więźniem Edwarda, który z kolei bywał więźniem Henryka. A tak niepewnym jest los wojny i narodu temperament, kiedy nic tylko osobistym jest podłoże sporu, że Henryk triumfalnie z więzienia do pałacu był wzięty, natomiast Edward z pałacu do ziem obcych uciekać musiał. Jednakowoż, nagłe temperamentu zmiany rzadko kiedy długo trwają; Henryk został z kolei przegnany z tronu, a Edward przywołany by po nim objąć sukcesję. Parlament zawsze kierował się do tego stroną silniejszą. Współzawodnictwo zaczęło się za panowania Henryka Szóstego, a nie całkiem się zakończyło do Henryka Siódmego, przy którym rodziny się połączyły. Razem był to okres 67 lat, to jest od roku 1422 do 1489. Pokrótce, monarchia i sukcesja (nie jedynie owego królestwa) pokładły świat prawie cały, we krwi i popiołach. Jest to forma rządu przeciw której słowo boże świadczy, a zawsze towarzyszy jej krew. Jak byśmy się wywiedzieli o króla biznesie, odkrylibyśmy, że w niektórych krajach nie mają oni żadnego; a po spędzeniu żywota powolnym krokiem, bez przyjemności dla siebie czy zysku dla narodu, wycofują się ze sceny, zostawiając następcom tę samą leniwą rundkę. W absolutnych monarchiach cała powaga biznesu, cywilnego i wojskowego, zasadza się na królu. Dzieci Izraela w swojej prośbie o króla nalegały, aby „mógł nas sądzić, a przede nami kroczyć, a walczyć w naszych bitwach.” Ale w krajach gdzie nie jest on ani sędzią ani generałem, jak w Anglii, człowiek by się dziwił, jaki jest jego biznes. Im bliższy jest jaki rząd republice, tym mniej jest tam biznesu dla króla. Trudnym jest nieco znalezienie właściwej nazwy dla rządu Anglii. Sir Meredith nazywa go republiką, ale w swojej obecnej kondycji nie zasługuje on na to nazwanie, a to z powodu korumpującego wpływu Korony, przez to, że dysponuje ona wszystkimi stanowiskami, połknąwszy tak skutecznie całą władzę, a używiwszy się cnotą Izby Gmin (owego republikańskiego czynnika w konstytucji), że rząd Anglii jest niemalże tak monarchistyczny jak ten we Francji czy Hiszpanii. Ludziom zdarza się występować z nazwaniami bez ich rozumienia. To z republikańskiego a nie monarchistycznego czynnika konstytucji Anglii czerpią Anglicy chwałę, to jest ze swobody wybierania izby gmin spośród własnej społeczności — a łatwo zobaczyć, iż kiedy cnota republikańska zawodzi, wywiązuje się niewolnictwo. Dlaczegóż więc jest konstytucja Anglii słabowita, jeżeli nie dlatego, że monarchia zatruła republikę, a Korona pochłonęła Gminy? W Anglii król ma niewiele więcej do roboty niż wydawać wojny a rozdawać pozycje; w prostych słowach, zubażać naród, a trzymać go razem za uszy. Całkiem sobie interes, dla człowieka któremu się daje osiemset tysięcy szterlingów na rok, a dorzuca do targu uwielbienie! Więcej ma wartości jeden uczciwy człowiek, dla społeczności i w oczach Boga, niż wszystkie koronowane łobuzy jakie kiedy żyły.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…