Read here

Woyciech Zdarzyński, życie i przypadki swoie opisuiący

Michał Dymitr Krajewski · 1785 · Free in the US

60,376 words · about 4 h 14 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1785 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Woyciech_Zdarzyński,_życie_i_przypadki_swoie_opisuiący&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Michał Dymitr Krajewski
Language
Polish
Published
1785
Length
60,376 words · about 4 h 14 min
Sections
26 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (26)
  1. Front matter under 1 min
  2. całość about 2 h 7 min
  3. Przedmowa about 2 min
  4. Rozdział I about 3 min
  5. Rozdział II about 4 min
  6. Rozdział III about 6 min
  7. Rozdział IV about 3 min
  8. Rozdział V about 6 min
  9. Rozdział VI about 4 min
  10. Rozdział VII about 3 min
  11. Rozdział VIII about 4 min
  12. Rozdział IX about 1 min
  13. Rozdział X about 7 min
  14. Rozdział XI about 5 min
  15. Rozdział XII about 6 min
  16. Rozdział XIII about 7 min
  17. Rozdział XIV about 11 min
  18. Rozdział XV about 4 min
  19. Rozdział XVI about 4 min
  20. Rozdział XVII about 6 min
  21. Rozdział XVIII about 10 min
  22. Rozdział XIX about 3 min
  23. Rozdział XX about 10 min
  24. Rozdział XXI about 6 min
  25. Rozdział XXII about 4 min
  26. Rozdział XXIII about 8 min

Continue:

Front matter

WOYCIECH

ŻYCIE I PRZYPADKI SWOIE

OPISUIĄCY.

całość

WOYCIECH

ŻYCIE I PRZYPADKI SWOIE

OPISUIĄCY.

1785.

w Drukarni J. K. Mci i Rzeczypoſpolitey

uprzywileiowaney Gröllewſkiey.

PRZEDMOWA.

mię Autora daie mi Prawo, abym nudził Czytelnika iak mi ſię podoba; dla tego zaczynam od Przedmowy, bo ta, iak poſpolicie bywa nie maiąc żadnego związku z Piſmem, które poprzedza może być tym nudnieyſzą, im dłużey ſię znią rozciągnę. Prawda, iż przedtym inny był zamiar piſzących Xiążki, ale ponieważ ſię odmienił Czytelnik, nic dziwnego, iż i Autorowie inaczey myśleć zaczęli. Niż naſtał zwyczay, aby uchodzić za Człowieka maiącego powſzechną Naukę, może mniey czytano, ale gruntowniey; Każdy pomału właśnie iak po ſtopniach nabywał Wiadomość; Teraz Młodzież znalazła krótſzą iakąś drogę; Dla tego też na mieyſce dobrych Autorow naſtali Autorowie: Słownikow, Zbiorow, i Formularzow. Oświecenie Wieku, którym ſię ſzczycimy ieſt przyczyną, iż nic nas tak nie obchodzi, iak hańba wyznać nieumieiętność milczeniem. Dla tego każdy śmiało rozprawia o tym, czego nawet nie umie; A wielomówſtwo będąc dawniey przywarą, teraz, iak naſtały nudne poſiedzenia uchodzi czaſem za przymiot Człowieka rozumnego. Słyſząc iak każdy decyduie o wſzyſtkim, powinſzować by trzeba Rodzaiowi Ludzkiemu, iż nie ma iuż nic, co by było przed nim ukryte. Filozofowie dziſieyſi znaią wſzyſtkie ſkrytości Natury. Matematycy liczą proſzki, które ſkładaią Ziemię. Aſtronomowie mierzą na cale wielkość Planet, i ich odległość. Politycy przewiduią na kilka Wieków przyſzłe odmiany w Kraiach. Hiſtorycy z łatwością czytaią zatarte haraktery Starożytności. Doktorowie umieią leczyć wſzyſtkie choroby; A nie ma nikogo aby wyznał z Sokrateſem że nic nie umie. Lubiemy ſię pochwalić, i to ieſt wadą powſzechną wſzyſtkich Oſób i każdego Wieku, z tą tylko różnicą, iż dawniey każdy ſam ſię chwalił, my zaś przez ſkromność znaleźliśmy inny ſpoſób, zaczynaiąc przymiotow naſzych od Krytyki cudzych niedoſkonałości. Przedtym Autor ieżeli wypracował Dzieło, mógł być pewny że ie każdy pochwali. Wieku naſzego Czytelnik wprzód iuż oświecony niż nabył światła czytaniem tym tylko końcem bierze Xiążkę, aby ganiąc to, co inſi chwalą, dał poznać każdemu, że ma wzrok tak delikatny, iż w ſłońcu nawet plam doſtrzegać potrafi. Winſzuię mu, iż ma pole popiſania ſię z rozumem, ale to przydam na pociechę piſzących, iż póki ſię nie powiękſzy liczba rozſądnych, a nie zmnieyſzy Mędrków, póty ludzie dziwić ſię będą ſobie, lub ganić bez przyczyny. Jeżeli iednak każdy chce ſię dowiedzieć co o nim ſądzą rozumni może zbierać głoſy; Ale iak w Rządzie Politycznym wielość, tak tu mnieyfza liczba decydować powinna. Niepewność iakim ſercem przyimie każdy Czytelnik pracę piſzącego dała może początek Przedmowom, których przedtym nie znano. Z tąd zrzodło niewyczerpanych Materyi, częścią pochwał właſnych, częścią ſkromnego wyznania, częścią oſtrzeżenia i rady, częścią nakoniec ſamego zwyczaiu, aby Xiążka nie była bez Przedmowy. Każdy Autor przywiązany do płodu rozumu ſwego chwali go, iak Oyciec Dziecię z dowcipu w przod ieſzcze niż gadać zaczyna. To prawda iż mnie ſamego nikt by nie namówił, abym ganił w Przedmowie to, com napiſał w Xiążce. Owſzem kontent będąc z ſiebie, żem ſię zdobył na nowy produkt rozumu, nie uwierzyłbym nawet, gdyby mi powiadano, że bez moiey Xiążki obſzedł by ſię Czytelnik. A ieżeli przez ſkromność nie każę ſobie dziękować za to żem ieſt Autorem, pochwalić ſię iednak , iż mimo Prawa, które mam, abym nudził Czytelnika, ſtarałem ſię ilem mógł, abym go zabawił. Być to może, iż zwyczaiem Wſpółkolegów moich mnieyſzych Autorów nie dotrzymam tey obietnicy; Ale Czytelnik nauczy ſię z częſtſzego doświadczenia, iż tyle ma ufać Przedmowom, ile Teatralnym Affiſzom, które obiecuią Publiczności że ſię dobrze zabawi, a częſtokroć cała uciecha kończy ſię na tym, iż ſię naziewa za ſwoie pieniądze.

owieść Hiſtoryczna zaczyna ſię poſpolicie od ſłòw: Urodził ſię.... Hiſtoryk niechcąc Czytelnika zoſtawiać w powątpiewaniu, ieżeli ten, o ktòrym piſze innym iakim ſpoſobem nie przyſzedł na świat, upewnia go, że ſię urodził. Potym naſtępuie Rok i mieyſce urodzenia, Familia, Urzędy, Herby, Przodkowie, a czaſem nawet pilny w zbieraniu nudnych odrobin, wielbi byſtrość rozumu wieku niemowlęcego, i przytaczaiąc wróżby o przyſzłey pocieſze Rodziców dziwi ſię razem z niemi wyſileniu natury. Może Czytelnik znudzony podobnemi ciekawościami podziękuie mi za to, że zaraz przyſtępuię do rzeczy. Zaczynam Powieść o ſobie od wypielęgnowania, które winienem mamce i piaſtunce, tak iak wſzyſtkie dzieci zacnego urodzenia. Matka moia miała po ſobie wielkie przyczyny, aby nie ſzła za zwyczaiem poſpolitych kobiet, ktore ſię udaią ślepo za głoſem natury, karmiąc właſnemi pierſiami płód, który im dała. byłem i kołyſany iak inſi, bo u naſ w Podgórzu, śmiano ſię ieſzcze z tych nowości, które gdzieindziey naſtaią. Co więkſza, odbyłem oſpę, chociaż mi iey niezaſzczepiano. Doktorowie czynili w tym koſztowną taiemnicę, a Rodzice moi wyperſwadowani, iż to ieſt ſamochcąc ſzukać nieſzczęścia, nigdy na to zezwolić niechcieli. W trzecim roku dopiero zacząłem chodzić, bo mię nigdy z rąk ſpuſzczać nie kazano. Matka moia nie chciała, aby dziecię zacnego urodzenia czołgać ſię miało po ziemi. Kazała mię wodzić na paſkach, a gdy ſię zdarzyło żem upadł przez nieoſtrożność piaſtunki, ta, boiąc ſię kary, znalazła ſpoſób prędkiego utulenia, biiąc ręką mieyſce gdziem upadł, i zmyślonym głoſem udaiąc, iak gdyby ſię to mieyſce proſiło. Nauczyłem ſię mścić i gniewać, a za pomocą paſków długo o ſwoiey mocy chodzić nie mogąc, trzymałem do góry barki, krzywo ſtawiałem nogi i zawſze upadałem na głowę. Wyſzedłſzy z niemowlęſtwa, chowałem ſię u kobiet, bo te naylepiey dbaią o wygody dziecinne. Piaſtunka bita od Jmości, za to, że mię nie umiała bawić, muſiała wynaydywać różne zabawki. Naybardziey zaś tego przeſtrzegali Rodzice, aby nie drażnić dziecięcia. Dla tego dawano mi zaraz to wſzyſtko, czegom ſię napierał. A że naymilſza zabawka była dla kobiet, ktore mię pielęgnowały, kiedym kogo bił ręką po gębie, tak pięknie umiałem ie tym ſpoſobem bawić, że mię miały za dziecię bardzo roſtropne. Jmość ſama była w uſtawiczney trwodzę, aby ſię to nie ſprawdziło co mówią poſpolicie, iż roztropne dzieci rzadko ſię chowaią. Matka moia (zwyczaynie iak każdy ma ſwoie dziwactwo) () bała ſię kota, żab, ſowy, paiąka, grzmotów, czarów i upiorów, a że to iak mówiła z natury pochodziło, łaiała tych, którzy mi chcieli wyperſwadować, że ſię takich rzeczy bać nie potrzeba. Nauczyłem ſię iey przykładem zatykać ſobie uſzy, gdy grzmiało, i wierzyć w to wſzyſtko co mi prawiły kobiety, ażebym prędzey uſnął. Gdym zaczął wymawiać, niekazała Jmość łamać mi ięzyka ſłowami trudnemi dla dzieci. Miałem ſwoią oſobliwą mowę, ktòrey nikt nie rozumiał. Zamiaſt: pięknie, ſzpetnie, boli, parzy, ſpać... Nauczono mię abym mówił caca, bla, gaga, chy, lulu.... A tym ięzykiem mòwiąc do lat dzieſięciu, tak delikatne miałem uſteczka, iż liter: g, k, ł, do lat dwunaſtu wymówić dobrze nie mogłem. ſię ze mnie, gdym mówił dwowa, tatar, natrztał, zamiaſt głowa, katar, nakſztałt; ale Jmość znaiąc delikatną komplexyą moią gniewała ſię na Jegomości, iż nie potrzebnie mozolił dziecię chcąc, abym wymawiał iak ſtarzy. Przyuczony do światła i uſtawiczney ſtraży bałem ſię ſam zoſtać na oſobności, zwłaſzcza gdy ciemno było w pokoiu, a potwierdzony w ſtrachach od ludzi, ktòrych Matka moia wielce poważała, wybić ſobie z głowy nie mogłem, chociaż

w dalſzym wieku rozum mię przekonywał, iż wſzelkie ſtrachy ſą czyſtym dziwactwem. Jmość iako iedynaczka, y delikatnie wychowana w domu Rodziców ſwoich, nie lubiła patrzyć na główkę cielęcą, kiedy ią dano na ſtòł. Nieiadała proſięcia, flaków i paſternaku. Nabrałem także do tych potraw wſtrętu i tak ſię niemi brzydziłem, żem odwracał oczy, mieſzał kompanią i mdlał prawie kiedym ie obaczył na ſtole. Nie kazała mię iednak nigdy Jmość do tych potraw przymuſzać, albo przynaymniey pomału przyzwyczaiać, twierdząc, iż ten wſtręt ieſt dziwactwem, ale pochodzi z natury.

II.

Gdym przyſzedł do lat dzieſięciu, Oyciec moy życzył ſobie, abym ſię był uczył wſzyſtkiego, a Matka moia chciała, abym ſię był niczego nie uczył. Ten ſpór trwał między niemi długo. Oyciec utyſkiwał, iż kilka lat zdatnych do nauki, na pieſzczotach i próżnowaniu marnie upłynęło, Matka przeciwnie, utrzymuiąc, iż ieſzcze te lata nie przyſzły, trwożliwa bardziey o życie, iak o naukę mówić ſobie o tym nie dała. W trzynaſtym roku zgodzili ſię przecież Rodzice, abym ſię zaczął uczyć; Oto tylko chodziło, aby wiedzieć iakie nauki miano mi dawać, i iakie mieyſce obrać do uformowania iedynaka, i podpory imienia naſzego. Oyciec móy tego ſobie naybardziey życzył, abym umiał Konſtrukcyą, a Jmość na wſzyſtko przyſtawała, bylebym zamiaſt Konſtrukcyi, uczył ſię Francuzkiego ięzyka. Ten ſpor nowy dzielił także i przyiacioł Rodziców moich. Pan Sędzia człowiek ſtaroświecki popierał zdanie Oyca, ale Pani Podkomorzyna częſto bywaiąca na wielkim świecie, utrzymywała ſtronę Matki. Pozwol mi WPan (rzekła do oyca mego) abym to powiedziała na pochwałę płci naſzey, iż Damy chociaż nie umieią łaciny wymownie iednak i czule piſzą. o to tylko ſtarać ſię należy, aby młodzież miała dar przypodobania ſię; Ktòż widział, aby ſłodkie bilety piſano łacińſkim ięzykiem, albo w kompanii używano ſłów Cycerona. Oyciec dla tego, iż wſzyſtko dobrze przenikał, dał ſię na wſzyſtko nakłonić, iednakże dla poiednania zdań przyiaciół, które rozróżnione były, umyślił użyć iakiego rozumnego człowieka, ktòryby znaiąc gruntownie nauki, mógł wybór ich iak naylepſzy uczynić. Rozumni ludzie, którzy ſię maią za nauczycielów rodzaiu ludzkiego rzadko ſiedzą w domu. Ten, ktòry dla mnie miał przepiſać bieg nauk, i ich porządek, iako głęboko uczony, lubił te mieyſca gdzie przy dobrey uczcie można czas weſoło przepędzić. Takim też mieyſcem był dom Rodziców moich nie daleki od ſławney Akademii Sandeckiey. Nie odrodna Córka zepſutey na ów czas Matki, ſłynęła iak i ona dzikiemi naukami i nauczycielami, wydaiąc z takie dziwolągi, iakim był ów ſławny literat. Spytany u ſtołu coby rozumiał naypotrzebnieyſzego dla kawalera dobrego urodzenia, temi ſłowy zdanie ſwoie wyłożył: Filip Król Macedońſki ſyna ſwego Alexandra W. oddaiąc na naukę W. Aryſtoteleſowi, miał to za naywiękſze iego uſzczęśliwienie; bo chociaż, non cuivis homini contingit adire Corinthum, z tym wſzyſtkim iak mówi tenże ſam Filozof koniec rozumu ludzkiego Wielki Aryſtoteleſ, iż duſza ludzka cała w całym ciele, i nierozdzielna w każdey cząſtce ciała, przez ſympatyczne złączenie, które my zowiemy w pływanie fizyczne...... Matka moia, zwyczaynie iak kobiety ſą niecierpliwe, przerwała tę mowę w ſamym zapale głębokiego rozumowania, pytaiac ſię ieżeliby dla mnie potrzebna była łacina. To pytanie (odpowiedział) dwa w ſobie zawiera znaczenia, na które z oſobna odpowiedzieć należy, bo kto dobrze dyſtyngwuie dobrze uczy. Język łacińſki go, iak mowę dawnych Rzymian, nie ma nic więcey w ſobie prócz ſtaroświeckich piſm Cycerona, Horacyuſza, Wirgiliuſza i innych, o których mądrzy ludzie dawno iuż zapomnieli, ale biorąc go iaką mowę ludzi uczonych, zbogaconą przez kilka wieków tyſiącznemi ſlowami, które w prowadzili do nas Arabiowie z Filozofią Perypatetyczną, ieſt zbiorem terminów potrzebnych, i umieiętnością ludzi głęboko uczonych. Nie trzeba było więcey na poparcie zdania Oyca mego, iak były te ſłowa. Wyrok mądrych ludzi, był każdego czaſu w wielkim poważaniu, i ieżeli w wieku naſzym powaga rozumnych mniey waży, iak rozumne przyczyny, Oyciec móy iednak zaſiągnął był ieſzcze tych ſzczęśliwych czaſów, kiedy naywiękſzym dowodem rzeczy było cudze zdanie. Nie wiem, iakim ſpoſobem odważyli ſię niektórzy z przytomnych gości iść przeciw wyrokowi temu, i dawać ſwoie uwagi. Pani naybardziey o wſzyſtkim decyduiąca utrzymywała, iż wiadomość rządu politycznego, i odmian zaſzłych we wſzytkich Pańſtwach, ieſt naypożytecznieyſzą na świecie umieiętnością. Inni wyſławiaiąc ſtarożytność Aſtronomii, naywiękſze w niey pożytki dla rodzaiu ludzkiego upatrywali. Innych zdanie było za Fizyką, Matematyką, Hiſtoryą, Geografią, Pan Sędzia obſtawał przy prawie. Pan Skarbnik przy Herbarzu, Pan Maior od dobrego ieżdżenia na koniu wyprowadzał Epokę ſzczęśliwey odmiany w Europie i ſławę Przodków naſzych, a Oyciec móy ſtatecznie utrzymuiąc Konſtrukcyą, i tey iedney nauce, którą wynioſł ze ſzkoł, przypiſuiąc ſzczęście ſwoie, i umieiętność obcowania z ludźmi, ſłuchać nie chciał Pani Starościny, która dowodziła, iż młody kawaler umieiąc tańczyć, i podobać ſię Damom, niczego więcey nie potrzebuie do wydoſkonalenia ſwego. Strwożona wyliczaniem tylu rozmaitych nauk Matka moia, aby te wſzyſtkie razem nie umorzyły dziecięcia, i nie wyſuſzyły mu mozgu, mówić do ſiebie nikomu nie dała. To iedno zawſze powtarzaiąc, iż nigdy nie pozwoli, aby tłumiono rozum dziecinny wielkiemi, a niepożytecznemi naukami. Nic ſłuſznieyſzego ( odezwał ſię mędrzec ) bo któż widział, aby w kompanii, abo w dyſputach, ktorym świat ieſt zoſtawiony, była mowa o Popielu, którego myſzy ziadły. Hyſtorya ieſt po więkſzey części zebranie baiecznych powieści. Człowiek rozumny za prawdą tylko udawać ſię powinien. Alboż nie ma potrzebnieyſzych rzeczy, które umyſł naſz zaprzątnąć powinny? dociekanie naprzykład pierwſzych początkow ciał, materyi pierwſzey, i formy ſubſtancyalney, kategoryi, Drzewa Porfiruſza... ieſt rzeczą godnieyſzą rozumu naſzego niż czcza nauka Prawa, Rządu, Geografii, Geometryi, Fizyki z doświadczeniami, która z zepſuciem obyczaiów, od zarażonych herezyą narodów wkradła ſię do kraiu. Nigdy człowiek (rzekł daley mędrzec) nie ieſt śmieſznieyſzym, iak gdy ſię zaprząta rzeczami, które do niego nic nie należą. Zoſtawmy wiadomość rządu politycznego Damom, które ſię intereſſami dworów cudzoziemſkich bardziey niż właſnemi zatrudniać zwykły. A ieżeli o wſzyſtkich innych naukach mam ſzczerze zdanie moie wyłożyć, Aſtronomia oprócz zgadywania dyſzczu i pogody ieſt próżno ſtrawionym czaſem. Któż z ludzi według biegu płanet i ich zaćmienia rozrządza ſprawami ſwemi? Naco ſię ſmażyć nad rachunkiem, aby przepowiedzieć kiedy ukaże iaka kometa, albo kiedy naſtąpi zaćmienie xiężyca? doſyć ieſt, aby wiedzieć kiedy przypada dzień feralny i rok klimakteryczny, o czym ſię dowiedzieć można z kalendarza, który co rok mądrzy ludzie wydaią. O Geografii nic iuż nie mówię, bo w cale ieſt niepotrzebna dla nas Polakow niemaiacych żeglugi. Nietrzeba liczyć graduſów na Merydyanie, albo na Ekwatorze iadąc z do Bicza, albo do Tarnowa. Ze wſzyſtkich iednak nauk, nayniepotrzebnieyſza, ieſt zdaniem moim Geometrya. Stała Polſka chociaż tę naukę zupełnie zarzucono, a ieżeli ſzło o rozgraniczenie Wſi iakiey z ſąſiedzką, takie ſprawy nie maiąc u nas końca nie potrzebowały Map, ani rozmiaru Cała kompania ſłuchała tey mowy iak wyroku iakiego Bożyſzcza oprócz Pani Podkomorzyny, która w Prawodawſtwie naſzym wiele upatruiąc zdróżności wſzelkich klęſk, których kray doznał, tę dawała przyczynę, iż zawczaſu nieſpoſobiemy dzieci naſzych do tego, aby wiedziały co ſię dzieie w gabinetach dworów cudzoziemſkich. Z tych powodow Politykę ſądziła za naypotrzebnieyſzą umieiętność dla młodzieży iakieykolwiek płci i urodzenia.

III.

Gdy ſię roziechali goście, Oyciec moy nakłoniony powagą i zdaniem mędrca poſtanowił oddać mię do Sącza. Mieyſce to, iak namieniłem wyżey, ſamą tylko Konſtrukcyą łacińſkiego ięzyka ſłynęło, nad ktòrą młodzież przez ośm lub więcey lat mozoląc głowę, wychodziła ze ſzkół wyuczona reguł, nic, nie umieiąc ięzyka. Oddany do tey oſady Akademiczney przechodziłem po ſtopniach przez wſzyſtkie ſzkoły o to ſię naybardziey ſtaraiąc co było zamiarem uczących, abym cały alwar umiał od karty do karty; iakoż w przeciągu lat ſześciu tak dobrze go umiałem na pamięć, iż chociaż nie rozumiałem xiążek, ani mówiących, wſzyſtkie iednak reguły umiałem doſkonale. Łacina Cycerona, i tych wſzyſtkich, którzy około wieku iego żyli, ponieważ była bardzo niſka w porównaniu tey, ktòrą w ſzkołach naſzych piſano, nie chciał Profeſſor tracić nadaremnie czaſu na czytanie Mówcy Rzymſkiego, i innych piſm iemu podobnych. Dobrze wyuczony reguł łacińſkiego ięzyka poczytałem za nieroſtropność uczyć ſię Polſkiego, ktorego przez ſamo używanie mogłem doſkonale nabyć. I w ſamey rzeczy Bedulus ſzkolny tak dobrze umiał po Polſku, iak i naſz Profeſſor. Z tey przyczyny obrzydziłem ſobie ten ięzyk, ktòrym Poſpolſtwo rownie mowi iak i ludzie uczeni, a rzadko go używaiąc nabyłem łatwości mowienia po łacinie innym w cale ſpoſobem iak dawni Rzymianie mówili. Przeſtaiąc na umieiętności reguł łacinſkiego ięzyka, oſądziłem iż wſzyſtkie inne nauki nie przyſtoią oſobom zacnego urodzenia. Ktokolwiek ma nadzieię Wioſek i znacznych intrat nie powinien być, ani Geometrą, ani Architektem, ani Malarzem, ani ſię znać na kunſztach, których ſię uczą ludzie podłego urodzenia. Wſzyſtko można mieć za pieniądze bo rzemieślnicy ſą na to, aby zadoſyć czynili wymyſłom ludzi maiętnych; dlatego ſprawiedliwie weſzło w przyſłowie, iż Pańſkie dzieci rodzą ſię z rozumami, to ieſt: że o wſzyſtkim decydować umieią, chociaż ſię niczego nie uczą. Będąc Panięciem, a przy tym ſpoſobiąc ſię do tego, abym wyſzedł na mądrego człowieka, niechciałem tracić czaſu nad nauką kſztałtnego piſania. Panowie, i Literaci źle piſzą; Jeſt to przyſłowie, które ſię poſpolicie prawdzi. Skończywſzy oſtatnią ſzkołę łacińſkiego ięzyka, zacząłem ſię uczyć Poezyi Łacińſkiey, iey uſtaw, Figur, pedeſów, i ich nazwiſk: Dactilus, Pyrichius, Moloſſus, Trybrahys, Anapeſtus, Antibachius, Amphybrachys... Profeſſor naſz nie ſzedł ślepo za Horacyuſzem, ale wolał mniey gładki Wierſz, byleby był bez elizyi i z reguł napiſany. Skromność Autorſka wſtrzymuie mię, iż zamilczeć muſzę o Nadgrobku, który napiſałem na śmierć W. J. X. Kantora Kollegiaty naſzey, którego niewczeſna pedogra porwała z tego świata. Trzydzieści Hexametrów bez elizyi tak ułożyłem, iż ie ze wſzyſtkich ſtron czytaiąc wypadły te ſłowa: Zyi nieśmiertelny, pod śmiertelnym grobowcem. Mniey dbaiąc o ſens, iak o ſztukę, tyle umieściłem figur i kwiatków Poetycznych, iż żaden Wierſz nie był bez oſobliwości, na którey ſami tylko ludzie głęboko uczeni poznać ſię mogli. Skończywſzy Poezyą zacząłem ſię uczyć Wymowy; bo za moich czaſòw pierwey uczono dobrze mówić, niż dobrze myśleć, dla tego odkładano Logikę po Nauce Wymowy- Każda Sztuka ma ſwoie uſtawy, i każdy Nauczyciel ſwoy ſpoſob uczenia. Profeſſor naſz iak drugi Kwintylian, lepiey znał Teoryą i Reguły Retoryczne, niż praktykę dobrego piſania. Zacząłem więc uczyć ſię na pamięć długich Uwag, czyli iak zwano na òw czaſ Preceptòw; a zamiaſt Cycerona czytałem Herbowne Panegiryki, które nam podawano za wzór dobrego piſania. Ktokolwiek ma zapał z natury i łatwość wybicia ſię wyſoko w myślach, nie cierpi tak ſzczupłych Obrębów, iak ie potym w Uwagach nad Wymową, Autora Zabawek Wierſzem i Prozą. Mowy, ktòre piſałem pełne były ſłów nie maiących żadnego związku z Materyą, dla tego ſtarałem ſię przykſztałczyć ie rożnemi Przypiſami niemogąc razem pomieścić tego wſzyſtkiego co mi ſię ſnuło w głowie, gdym piſał. Miłość właſna nadymała mię za każdą razą, gdym odczytywał Chryą działaiącą, którey dałem Tytuł z Greckiego: Monodrammaloginekapotos. Ten produkt rozumu mego ziednał mi u wſzyſtkich ſzacunek, czytałem go tym, ktòrych miarkowałem, że ſą lepiey uczeni; nie dla tego, aby co w nim odmienić, albo poprawić mogli, ale żeby ſię dziwili dowcipowi memu, który mię unoſząc iak ſtrumień wezbrany, zanióſł by był nakoniec do Morza nieprzebytego ſłòw ſkołatanych z myślami, gdyby mię to nie wſtrzymywało, iż trzeba kiedyżkolwiek zakończyć. Przez dwa lata ucząc ſię Wymowy, umiałem tak wyſoko piſać, iak i móy Nauczyciel. Tego tylko nie doſtawało mi do zupełnego wydoſkonalenia Umyſłu, abym ſię ſtał uczniem Awerroeſa, Awincenny i Szkota, wielkich Komentarzòw Wielkiego Aryſtoteleſa. Zacząłem od Dialektyki i za pomocą iey nauczałem ſię inaczey myśleć iak ludzkie ordynaryini. Wielu ſtara ſię o to, aby myśl ſwoią iak nayiaśniey wyrazić, dlatego też w takich piſmach nie widać żadney ſztuki. Uczony człowiek inaczey myśli. Chce, aby każda rzecz była z reguł, i mało dba o to, aby go zrozumiano, byleby tylko piſał i mówił in forma W ſamey rzeczy nikt lepiey odemnie nie umiał ułożyć Sylogizmu według form, które Mądrzy ludzie dla lepſzey w dowcipnym Epigrammacie opiſali. Jeżeli Logika miała w ſobie wiele rzeczy, które Mądrym tylko podobać, powinny; Metafizyka, ktòrą rozpocząłem przy końcu Roku, miała ich nie ròwnie więcey. Nauczyłem ſię ięzyka ludzi uczonych: Entitas, Hecceitas, in abſtracto, in concreto, ſpecies quidditativa, conceptus ultimatus, cauſalitas, ubicatio... Oprócz innych dyſtynkcyi i definicyi, które ſamym tylko ludziom mądrym ſą wiadome. Przy końcu Roku ſzkolnego, odebrałem z domu bardzo niepomyślną Nowinę: Oyciec móy pierſzego zaraz Roku iak mię oddał do ſzkół, pożegnawſzy ſię z tym światem, zoſtawił Matkę, prawda, że w podeſzłym iuż nieco wieku, ale przy dobrey Królewſzczyznie i znaczney intracie dziedziczney. A chociaż (iak zwyczaynie Wdowom) różne ſię iey trafiały partye, iść iednak za Mąż nie chciała. Ośm lat przeżywſzy w tym ſtanie, przyſzedł czaſ na koniec kiedy miłość gaſnącym iuż ogniem rozgrzana pomieſzała tę długą ſpokoyność. Miłość, ieſt iak Zwierz dziki raniony poſtrzałem, który przed oſtatnim oddechem wſzyſtkie ſiły ſwoie wywiera, i nie traci ich chyba razem z życiem. Ta pora wieku w ſtanie oſierociałym po Mężu, podpada tyle przypadkom, ile młodość w żywych Oſobach; bo równie rzadko widzieć ſię daie roſtropność w wyborze. Po odrzuconym kilka razy ſzczęściu, gdy ſię iey co dzień mnieyſze trafiało, przymuſzona na koniec była, rozgniewawſzy ſię o coś na mnie i na Sioſtrę moią, poyść za Mąż w pięćdzieſiątym oſmym Roku za młodego Człowieka iednego z ſłużących ſwoich, któryby ią cieſzył w zgryzotach i pomocnym był w intereſach. Ażeby zaś ukarała nas po Macierzyńſku, uczyniła Panem Męża ſwego wſzyſtkich intrat, zapiſow i Królewſzczyzny. Wyznaczono, iak zwyczay, Opiekunow pokrzywdzonym dzieciom. Opieka nad ſierotami, które maią fortunkę, ieſt cnotą, do ktòrey ſię wielu ubiega. Pan Podczaſzy przyiaciel Matki moiey, był z liczby tych ſerc litościwych, które zatrudniaiąc ſię dobroczynnie, Pupilami ſwemi nie przeſtaią na dzieſiątym groſzu, które im prawo wyznaczyło. Ta nowina, iak poſpolicie martwić zwykła doroſłe dzieci, tak i mnie nie mało przeraziła. Widziałem, iż zniknęła nadzieia fortuny, i że w ſamym tylko rozumie, i przymiotach moich, ufność pokładać należało. Dla tey przyczyny nie chciałem przerywać ſobie oſnowy rozpoczętych Nauk; zwłaſzcza gdy i Matka moia nie życzyła ſobie, abym młodo oſiadł w Domu, i grzebał w Roli tak znakomite przymioty. Rozpocząłem Fizykę; nie teraznieyſzą ludzi, iak mówią, zdania, ale tę, którą Arabowie razem z Oſpą wprowadzili do nas, i ciemnieyſzą ieſzcze uczynili, iak ią zoſtawił Aryſtoteleſ. Doznałem, iż kto iedney rzeczy ma dobrą wiadomość, łatwo mu inne przychodzą. Niech mi Czytelnik daruie, że to powiem na pochwałę moią, iż nikt lepiey nie umiał poiąć, i wyłożyć, co ieſt: Sympatya, Antypatya, Materya pierwſza, Forma ſubſtancyalna i Jakości ukryte, przez ktòre całą naturę, i iey ſprawy Fizycy naſi wykładali. Za czaſów moich był, ieſzcze ten chwalebny zwyczay, iż odprawowano Dyſputy publiczne, w przytomności ròżnych Oſób ſproſzonych na ten koniec, aby ſię wſpólnie wyſzydzić żartami, i zelżyć grubemi ſłowy. Te uczone kłótnie mieſzaiąc dawniey Kròleſtwa, i daiąc oręż w ręce głów zapalonych, były przyczyną rzezi i prześladowania. Wieku naſzego iak w barbrzyńſkim ſpoſobie poiedynkowania naſtała iakaś maſkowana grzeczność, tak i w zaczęła ſię pokazywać przyſpoſobiona ſkromność. W naywiękſzym zapale odgłos trąb przerywał kłótnią, a weſoła uczta godziła rozróżnione ſtrony. Teraz oprócz niektórych Oſób prawdziwych uczniów Aryſtoteleſa Nauki zginęło mieyſce do boiu, a z nim (iak wielu narzeka) guſt dobry w Naukach, Obyczaie, i Wiara. Dyſputa moia była o trzy prawdy, które utrzymywałem. Pierwſza: Jeżeli działaiące powinno ſię ſtykać z biernym, czy też działać może z daleka. Druga: Czyli w zepſuciu ſubſtlancyalnym rozſypuią ſię cząstki, aż do materyi pierwſzey. Trzecia na koniec: Jeżeli przymiot duchowny może zoſtawać w podpadniku cieleſnym; albo przeciwnie przymiot cieleſny w podpadniku duchownym. Ja, utrzymywałem, że tak, a Przeciwnik mòy, Skotyſtyczney Filozofii Bakałarz, i S. Teologii Jubilat dowodził, że nie. Ztąd wrzawa, daley kłótnia, na koniec przeſzedłſzy przez wſzyſtkie Propozycye Filozoficzne od Materyi pierwſzey poſzliśmy do grubey Materyi, a gdy tubalność głoſu Jubilatſkiego głuſzyć nas poczęła, Clariſſimus kazał zatrąbić na Churze, i tak ſkończyła ſię Dyſputa na pięciu Silogizmach in Baralipton, dwóch in Fapeſmo i iednym in Friſeſomorum; a ia otrzymałem pochwałę, iż ſwego czaſu będę podporą Kościoła, i Oyczyzny.

.

Po tak chwalebnym Popiſie udarowany zaświadczeniami ſzkolnemi o moiey wielkiey Nauce, powróciłem do domu. Powitanie, które uczyniłem do Matki było prawda nie przygotowane, ale nie bez ozdob, i kwiatkow Retorycznych, ponieważ naturalnie weſzły mi Podziwienia, Zapytania..... i kilka uczonych rzeczy z Hiſtoryi Poetyczney, które gładko przyſtoſowałem do niey: o Rumilii, Sterkucyuſzu, i Krepituſie. Matka moia napełniona radością, widząc mię tak uczonego, żałowała iż w powtórnym poſtanowieniu ſwoim była iuż bez nadziei podobnego Syna. Pierwſze dni na Wſi były dla mnie pomyślne. Zdarzyn gniazdo Imienia naſzego nie był nigdy bez uczonych ludzi, i bez dyſputy u ſtołu o Cnocie plaſtycznej, o początku uſzczególniaiącym, o opowiadanym powſzechnym pośledniczym a czaſem nawet zapędzaiąc ſię w Materye Teologiczne, o Adamie ieżeli miał wlaną umieiętność, i tak był ſtworzony, iak my którzy ſię rodziemy, przechodziliśmy przez ſubtelności Doktora Halſkiego i wſzyſtkich iemu podobnych. Ponieważ zaś naybardziey miałem głowę nabitą Hiſtoryą o Bogach Pogańſkich, nie zamilczałem nigdy o Faetonie, i Febie, gdy mówiono o Wſchodzie albo Zachodzie Słońca; Parnas, Helikon, Wody Kaſtylſkie, Muzy, Apollo, Parki, i Fauny były zawſze na placu. Czas nazywałem Saturnem, Ogień Wulkanem, Morze, Ziemię, Niebo, i piekło, Neptunem, Temizą, Olimpem, Plutonem. Nie każdy mógł zrozumieć to, co mowiłem w potocznym nawet dyſkurſie, ale ponieważ za moich czaſów ztąd tylko poznawano Mądrych, kiedy tak wyſoko piſali, i mówili iż ich nikt nie zrozumiał; Matka moia ſłuchała wſzyſtkiego z radością, a Oyczym aby ſię iey przypodobał, chwalił wyſoką łacinę, którą mieſzałem z Polſzczyzną, chociaż ſam niewiele umiał, bo raz tylko przeſzedł w Biczu Donata na pamięć. Sława przymiotow moich napełniała całą okolicę. Nie opuſzczaiąc żadney okazyi która ſię podawała do okazania mego rozumu, podiąłem ſię chętnie mieć mowę do Wielmożney JMść Panny Regentowny przy oddawaniu Jey Wieńca ślubnego. Nayprzod Anagramma z iey Imienia Eleonora tak mi pieknie wypadło, że z niego wziąłem cały Aſſump; Potym alluduiąc do wieczności, która ieſt iak koło wieńcowe. Lubo (mowiłem) „nie trwała z kwiatem uciecha, przecież kwieciſty ten prezent przy łaſkawych Olimpu influencyach nieſpełznie, kiedy na nim Saydak ſwoy ſkłada Kupido. Prędzey niebotyczne Cedry, Saturn zaiadłym zębem obali; Prędzey wyſchną Helikońſkie zrzodła, aniżeli rozkrzewioną w ſerdecznych Wirydarzach miłość, rozprzęże zazdroſna Juno. Æqua Venus Teucris Pallas iniqua fuit... Przyim ten znak Symboliczny, illumque honora Eleonora, który ci Wielmożny JmPan Suſceptant ofiaruie. aby ſuſcipiat a te, bo velle ſuum cuique eſt. Który czyli życzliwego ſzczęścia zawieią Zefiry, czyli ſurowe przeciwney fortuny żadmą Akwilony, ſtateczny trwać będzie aż do Kupreſſu.“ Mało takich było z przytomnych gości, którzyby ſię poznali na kwiatkach Retorycznych tey Mowy; Owzſem Pani Sędzina ciągnąca mię w taniec, gdym iey powiedział, iż taka zabawa nie przyſtoi uczonym, śmiała pierwſza z tym ſię odezwać, żem był żakiem ſzkolnym. Niech ſądzi Czytelnik z iakim pomieſzaniem i niecierpliwością czekałem końca tych God, gdzie zamiaſt dyſputy o uczonych rzeczach, czaſem tylko ſłyſzeć ſię dał ſpor między Urzędniczkami Ziemi naſzey o pierwſzą parę w tańcu, gdzie Damy poglądały na mnie tym ſatnym okiem, iak Pani Sędzina, a Kawalerowie śmiechem zbywali zagadnienia moie Filozoficzne. Przyſzedł na koniec oczekiwany piątek, który według zwyczaiu kończył uciechy weſelne. Powrociłem do Domu ale z wielką odmianą w zdaniu Matki i Oyczyma o przymiotach moich. Ten maiąc ſię za rozumnieyſzego ode mnie, iż znał to lepiey co ieſt potrzebnieyſzego do życia, śmiał ſię z Materyi pierwſzey, i z Formy Aryſtoteleſa, a Matka, dawſzy mi do porachowania Prowentowe Regeſtra, przekonać ſię żadnym ſpoſobem nie dała, iż Mądrzy ludzie gardzą tą Nauką, która ſamym tylko Kupcom i Rachmiſtrzom ieſt pożyteczna. Jm dłużey bawiłem w Domu, tym lepiey co dzień widziałem, iż ſerce Matki ſtygnąć ku mnie poczęło. Opiekun wchodząc w iey myśli, i ſwoim chcąc oraz dogodzić, proponował mi Stan Duchowny, ſtawiaiąc przed oczy wielkie korzyści, a Oyczym władaiąc ſercem Matki, dokazał ie na koniec uczynić odrodnym. To dało mi pochop do myślenia, iż wielkie Przymioty, ktòre w ſobie miałem potrzebowały pola, do okazania tego, com układał w głowie. Wieś ieſt mieſzkaniem ludzi poſpolicie myślących, a goſpodarſtwo zabawą, która nie przyſtoi uczonym. Człowiek wielkiego dowcipu idzie za chwałą nie pobocznemi drogami, ale przez tłum ludzi patrzących na niego, i dziwiących ſię iego Wielkiey duſzy. Warſzawa tym powabnieyſza była dla mnie, im więcey upatrywałem okoliczności, które mię na widok wyſtawić mogły. Proſiłem Matki aby mię poſłała na ten Teatr wielkiego Swiata, gdzie za pomocą Wuia, mogłbym wyiść na Człeka. Stało ſię iakem żądał. Matka obiecuiąc ſobie iż mi duch przyidzie w Warſzawie, wyprawiła mię do Wuia, polecaiąc mu ten interes, aby wſzelkiemi ſpoſobami nakłaniał mię do Stanu Duchownego.

V.

Gdyby mi było wolno, iak niektórym Dzieiopiſom odeyść daleko od zamiaru, i błąkać ſię z uwagą nad pobocznemi okolicznościami prowadząc za ſobą ziewaiącego Czytelnika; opiſałbym tu, iak wyſtawiłem ſobie w umyśle Warſzawę, pierwſzy raz ią zobaczywſzy. Rozległość iey zdawała mi ſię na kſztałt Sylogizmu długiego, który ułożywſzy według Reguł Logiki, ſtałby ſię trzecią częścią krótſzy. Powietrze grube i zarażone fetorem, z Cmentarzow, i Fabryk Mydlarſkich, na kſztałt Materyi pierwſzey Aryſtoteleſa, która ſzperaiącym w niey zawraca głowę. Hałas ludzi koni, nakſztałt gwaru i zgiełku podczas zapalonych dyſput; A tak powiedziałbym, iż umieiętność moia, nic oſobliwſzego nie znalazła w tym Mieście. Ale zamiar móy ma w ſobie co innego. Czytelnik ieżeli ieſt ciekawy dalſzey oſnowy życia, i przypadków moich, nie zechce mię ſpuſzczać z oka, ale idąc za mną do Domu Wuia mego, przypatrzy ſię iak byłem od niego przywitany. Nim mu oddałem liſt Matki moiey, którym mię polecała opiece i względom iego, co kolwiek przyiść mi mogło na prędce do głowy, coby okazywało głęboką moią naukę, ſtarałem ſię iak naylepiey wyrazić. Przerwał mi mowę Wuy moy, śmieiąc ſię, i nie chcąc daley ſłuchać. „Przeſtańże, rzekł potym do mnie, tey Szkolney perory. Komplement twóy, ieſt iak z karty. Trzeba zapomnieć o Bakatarſkiey Nauce, która by cię śmieſznym czyniła w poſiedzeniu ludzi roztropnych.“ Właśnie iak Edyp zagadniony od Swinxa, ſtanąłem niewiedząc co powiedzieć. W dalſzey iednak mowie dałem mu poznać, iż zdanie, które o mnie powziął mocno go pokrzywdzało. A że rozum naylepiey ſię pokazuie na piśmie tak, iak żołnierza męſtwo na placu, przeczytałem mu moią Chryą Działaiącą proſząc według zwyczaiu, aby mi ſzczerze zdanie ſwoie wyłożył. Ponieważ chceſz tego, abym ci w ſzczerości powiedział co ſądzę o tobie móy kochamy Sieſtrzeńcze, iako Wuy, nie mam przyczyny, abym cię oſzukiwał. Szkoda tych pieniędzy, które Rodzice twoi łożyli na to, aby ci przewrocono głowę; I bardzo żałuię ſtraty lat twoich młodych, które na co innego trzeba było obrócić. Starałeś ſię uſilnie o to, abyś był nie użytecznym w Kraiu. Jeſteś Cudzoziemcem w Polſzcze, i w oſobie twoiey przywiozłeś nam Rzymianina do Warſzawy. Wieſz co ſię działo w Troi, a nie wieſz tego, co ſię ściąga do naſzey Oyczyzny. Gadaſz po łacinie, a nie umieſz Oyczyſtego Języka. Nie ganię ia tego żeś ſię po łacinie uczył, ale zbyteczna troſkliwość, i ſtrata czaſu w nabywaniu łaciny ieſt zawſze z krzywdą dla Polaka. Co ſię zaś tycze twego dziwotworu Monodrammaloginekapotos zdanie moie ieſt, abyś ſpalił to, coś napiſał, i zapomniał o tym, czegoś ſię nauczył, a z czaſem dopiero przez czytanie Xiąg dobrych, rozważanie i obcowanie z ludźmi dobrego guſtu, nabywał prawdziwey umieiętności, od którey ſię mocno złych maiąc do tego przewodnikow. Stanąłem powtórnie iak bez zmyſłów. Prawda iż niektórzy toż ſamo mi mówili, ale wielu a co więkſza podeſzleyſi w wieku Nauczyciele moi dodawali mi ochoty, twierdząc, iż ſwego czaſu będę ozdobą mieyſca, zaſzczytem Familii, i pociechą Oyczyznie. Przyſzedłſzy do ſiebie właśnie iak z letargu, oſtatnia myśl moia była ta, iż Mądrzy maią zawſze przeciwników, którzy uwłoczą ich przymiotom, aby ſię przez to z ſwoim rozumem popiſywali. Chociaż Dom Wuia mego zawſze był otwarty nudziłem iednak ſobą, nie ſłyſząc nigdy aby rozmawiano, ani o przymiotach ukrytych, ani o wpływaniu Fizycznym, ani o trzecim przyległym Owſzem cała kompania tak rozmawiała z ſobą, iak gdyby nigdy nie było na świecie Aryſtoteleſa. Uważałem pilnie, ieżeli bym ſię kiedy nie mógł przyłożyć do , ale w wſzyſtkich rozumowaniach nie ſłyſzałem ani ſpoſobu Zbiorowego ani Rozbiorowego. To mię zaś naybardziey gniewało, iż wielu, chociaż Francuzów między niemi nie było, gadali iednak do ſiebie po Francuzku; A przeciwnie żadnegom nie ſłyſzał, aby ſię odezwał po Łacinie, chociaż mi zawſze mówiono w Szkołach, iż ten Język ieſt naypotrzebnieyſzy. Odſunąłem ſię od kompanii Mężczyzn, chcąc ſię przyſłuchać temu, co z ſobą rozmawiały Damy. Ale ieżeli Logika pierwſzych była bez porządku, dopieroż bardziey tych, które głębokich Nauk nie znaią. Całą ich rozmowę nazwać można było: circulus vitioſus. Same tylko zagadnienia co raz inſze, bez żadnych dowodów. Jedna z nich mówiła że: Toque à la Roſiere nie był iey do twarzy; Druga przyganiała ſwoiey ſąſiadce, iż miała na ſobie iakiegoś Malboruga, który iuż nie był w modzie. Trzecia: że iey darowano wczora Pieſka bardzo

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…