I
Ktokolwiek był na posiedzeniu Wydziału Ogólnego Centr. Tow. Gosp. na W. Ks. Poznańskie, odbytem wśród tegorocznego Walnego Zebrania tegoż Towarzystwa, lub przynajmniéj czytał sprawozdanie o owém posiedzeniu, ten przypomni sobie, że toczyła się tam poważna i długa dyskussya nad obecnem położeniem rólnictwa, nad kwestyą, co ten przykry stan dzisiejszy spowodowało i jakby z niego wyjść można i trzeba. W obradach tych, podobnie jak na wszystkich innych zebraniach rólniczych polskich i niemieckich, zakonstatowano przedewszystkiem, że rólnictwo znajduje się obecnie w nader niekorzystném położeniu, że z winy najróżnorodniejszych i stósunków i wpływów, znajduje się w epoce przesilenia, które gotowe jest bardzo smutne wydać następstwa, i to nietylko dla samych rólników, lecz dla całego spółeczeństwa, dla całéj Europy i przyszłości europejskich narodów. A jak z jednéj strony wysoką doniosłość téj sprawy już z tego można poznać, że w publicystyce postronnych narodów od lat kilku ogromny — prawie gorączkowy — panuje ruch, coraz to nowe pojawiają się projekta, artykuły, broszury i dzieła tą kwestyą się zajmujące, tak znów z drugiéj strony zewsząd, tak przez dziedziców jak dzierzawców, jak włościan gospodarzy podnoszone narzekania, równie jak i liczne przypadki i koniecznych sprzedaży, wyjścia z dziarzawy, emigrowanie ludu wiejskiego, świadczą wymownie, że praca rólnicza nie przynosi już dawniéj osiąganych korzyści, na podstawie których wartość ziemi już się przyzwyczailiśmy oceniać i wieś samą różnym, dziś tak ciążącym, poddaliśmy zobowiązaniom, że pomimo niezmniejszonych lecz nawet rosnących kosztów produkcyi, zmniejszyły się dochody, słowem, że znikł dawny dobrobyt rólnictwa. Dobrobytem zaś nazywamy położenie ekonomiczne, w którém dany subjekt gospodarczy, czy to pojedyńcza osoba, czy téż całe spółeczeństwo, ma możność wygodnego zaspokojenia swych potrzeb. W pierwotnym zatem ustroju spółeczeństw, gdzie każdy tylko dla siebie produkował, gdzie nie było podziału pracy, gdzie każdy ze swą rodziną wszystkim potrzebom całego domu zaradzał, był człowiek w dobrobycie, jeżeli tyle zebrał, ile na dopełnienie zasiewów i utrzymanie całéj rodziny było potrzeba. Stósunki te zmieniły się z nastaniem epoki podziału pracy i gospodarstwa zamiennego, w którém dobrobyt każdego człowieka zależy od tego, aby za swą pracę i jéj wytwory otrzymywał sumę wartości, za pomocą których mógłby zaradzić potrzebom swoim, czy to pośrednio, tj. przez dalszą zamianę, czy téż bezpośrednio, przez użycie; w dzisiejszych zatém czasach gospodarstwa pieniężnego polega dobrobyt każdego człowieka na otrzymaniu za swe wytwory takiéj sumy pieniędzy, aby nią mógł opłacić wszelkie swe zobowiązania i zakupić wszystko, czego potrzebuje. Dobrobyt przeto a nawet możność egzystencyi każdego na własny rachunek gospodarzącego rólnika, aby o nich już mówić szczegółowo, jak to jest zadaniem téj pracy, zależy od osiąganego przez gospodarstwo dochodu, który znów jest zależnym od ceny targowéj rólniczych wytworów, nad którą się tu z tego powodu pokrótce zastanowić trzeba. Wysokość ceny targowéj każdego wytworu zależy przedewszystkiem od jego podaży na pewnym targu i popytu za nim. Jeżeli więc gdzie, jak to każdemu rólnikowi dostatecznie z jarmarków żywego inwentarza jest znanem, wytwór jaki w wielkiéj liczbie zostaje do sprzedaży podanym, a liczba kupujących jest małą, natenczas cena jego spada, a rośnie w razie przeciwnym. Daléj zależy wysokość ceny nie tylko od ilości podaży i popytu, ale także i od ich jakości; ktoś co sprzedać mniejszą cenę otrzyma za swój wytwór, niż ten co tylko sprzedać chce, tak samo jak ten co kupić musi drożéj zapłaci, niż ten, co tylko kupić chce. Prócz podaży i popytu wpływa na ceny i normuje je nakład na wytworzenie i dostawienie na targ danego wytworu uczyniony, który to fakt ciążeniem wysokości ceny do kosztów produkcyi nazywamy. Jeżeli bowiem wytworca jaki za swój wytwór na pewnym targu znacznie więcéj żąda, aniżeli wytwór ten na innym targu wraz z kosztami sprowadzenia ztamtąd kosztuje, lub téż znacznie więcéj żąda, niż warte są czas, praca i nakład na wytworzenie owéj rzeczy poświęcone, natenczas nie znajdzie on odbiorców, gdyż każdy poszukujący będzie wolał wytwór pożądany z drugiego targu sobie zakupić, albo sam do wyprodukowania się zabierze, i z czasem brak popytu na wytwór zmusi za drogo żądającego wytwórcę do sprzedania swéj rzeczy po kosztami produkcyi unormowanéj cenie. Koszta te, tak samo w produkcyi przemysłowéj, jak rolniczéj, mogą być dla różnych osób różne; wyprodukowanie np. centnara pszenicy na ziemi łatwéj do uprawy, urodzajnéj i blizkiéj targu lub łatwych i tanich środków komunikacyjnych, lądowych czy wodnych, znacznie mniéj kosztuje, niż wyprodukowanie tego centnara na spieczystéj, jałowéj i odległéj ziemi. Jak długo zatém wytwór jaki skuteczny popyt na targu znajduje, tak długo normuje się cena jego podług kosztów jego produkcyi, każdy bowiem wytworca stara się za swe wytwory najwyższą, ile można otrzymać cenę; jak długo więc stoją na targu i znajdują zbyt drożéj wyprodukowane wytwory, tak długo ktoś taniéj umiejący produkować z większym zyskiem pracuje, na którym to objawie polega różna wartość ziemi oraz owa niegdyś tak obszernie traktowana kwestya renty gruntowéj. W miarę zmniejszającego się kredytu lub rosnącéj podaży taniéj wyprodukowanego wytworu, spadają ceny, zmuszając tém samem ludzi nie umiejących czy niemogących równie tanio wytwarzać, do zaniechania swéj produkcyi. Celem bowiem każdéj pracy wytwórczéj jest osiągnięcie zysku, co najmniéj przete osiągnięcie ceny, któraby zawierała w sobie zwrot poczynionych nakładów i zapłatę podjętéj pracy. Nieprzynosząca tego produkcya musi niebawem zostać zaniechaną, musi ustać zupełnie, gdyż nikt ze stratą pracować długo ani nie zechce, ani nie może. Jeżeli przeto rolnictwo nie ma popaść w bankructwo i zaniechanie, winno ono za owe wytwory otrzymywać cenę pokrywającą wszelkie koszta produkcyi, to znaczy, że brutto-dochów każdéj wsi powinien przy umiejętném gospodarzeniu być tak wielkim, aby wystarczył: 1) na oprocentowaniu tkwiącego we wsi kapitału, względnie na opłacenie dzierzawy; 2) na zapłatę wszelkiéj przy wytwarzaniu i dostawianiu na targ podjętéj pracy, w któréj pozycyi uwzględnić trzeba całoroczne utrzymanie robotników wiejskich, którzy nawet w czasach, gdzie w gospodarstwie nie pracują, żyć tj. utrzymanymi być muszą; 3) na zwrot wszystkich szczegółowo zrobionych nakładów, jako to podatków, zasiewów, nawozów sztucznych; 4) na oprocentowanie i amortyzacyą wydanego na zużywające się środki produkcyi, jako to machiny, zaprzęgi, narzędzia itp. nakłady; Prócz tego powinien brutto dochód zawierać jeszcze 5) pewien zysk przedsiębiorczy czyli dochód czysty, co za oprocentowanie i amortyzacyą użytego przy produkcyi kapitału intelligencyi, uważać należy. Gdzie nie ma tego zysku przedsiębiorczego, tam ustaje chęć, gdzie nie ma pierwszych czterech, tam ustaje możność dalszéj produkcyi. Skoro bowiem cena targowa nie pokrywa wprost zrobionych nakładów i kosztów, tam pociąga produkcya za sobą straty, a tych długo ponosić nikt nie jest w stanie. W pierwszym i drugim roku ratują się jeszcze rolnicy kredytem osobistym, ten gdy się przedłuża, przez przyrosłe procenta zwiększa się i drożeje, zmienia się z czasem w dług hipoteczny, czyli zmniejsza majątek tj. własność dziedzica, a zwiększając ciężary, utrudnia, późniéj uniemożliwia dalszą produkcyą, dalsze utrzymanie się przy wsi. Wieś zaś, na któréj produkcya się nie opłaca tj. gdzie uzyskane wytwory nie pokrywają swą ceną kosztów produkcyi, nie ma żadnéj wartości, przestaje być kapitałem. Wartość wsi mianowicie polega wyłącznie na tém, że przez umiejętną produkcyą otrzymuje się z niéj pewien zysk, t. j., że wytwory więcéj przynoszą, niż kosztują. Właśnie ta różnica pomiędzy ceną targową a kosztami produkcyi wykazuje wartość wsi; gdzie kapitały po 5 prc. przynoszą, gdzie zobowiązania hipoteczne po 5 od sta oprocentowywać trzeba, tam jest wieś 20 razy tyle wartą, ile wynosi owa różnica ceny i kosztów, przedstawiająca procent kapitału. Gdy ta różnica rośnie, rośnie i wartość wsi a zmniejsza się w razie przeciwnym tak, że gdy owéj różnicy nie ma, gdzie więcéj wynoszą niż cena, wieś wszelką wartość ekonomiczną traci; dalsza produkcya jest tam niemożebną. Tak więc i wartość wsi i możność pracy wytwórczéj na roli zależną jest od ceny targowéj rolniczych wytworów, ztąd téż wszelka zniżka ceny musi fatalnie oddziaływać na całe rólnictwo, a utrwalenie takiéj zniżki cen nie tylko szkodzi rolnikowi, nietylko utrudnia produkcyą, ale zagraża, nadto saméj utratą, a przynajmniéj stałem zmniejszaniem się jéj wartości. Na tém téż głównie polega i w tém tkwi cała groza Ameryki i innych państw zamorskich na naszym targu zbożowym, że niebezpieczeństwo tą konkurencyą stworzone, nietylko obecnéj produkcyi i producentów, lecz także wartości posiadanéj przez spółeczeństwa ziemi, nie tylko właścicieli lecz własności, nie tylko prywatnego lecz i ludów europejskich dotyczy i mu zagraża. Z tego téż powodu, że konkurencya zamorska naszego majątku zbiorowego, wartości naszéj ziemi, téj podstawy bytu i dziejów ludów europejskich dotyczy, zdaje się być koniecznem, zanim przejdziemy wprost do zamierzonego zadania niniejszéj pracy, nad doniosłością tego faktu się zastanowić. Każdy z czytelników przyzna i wie, że długoletnie zobowiązania ten tylko zawierać może, kto ma równie na długie lata zapewniony pewien dochód, dający mu możność oprocentowania i spłacenia swych zobowiązań. Nie chcąc lekkomyślnie swéj przyszłości ekonomicznéj zrujnować, trzeba przeto tylko w takich warunkach i na takich podstawach zawierać zobowiązania, aby przy naturalnym biegu wypadków nigdy w przyszłości nie stracić możności dopełnienia swych zobowiązań. Podstawą każdego takiego obliczenia są i być powinny stosunki równoczesne z odpowiedniem uwzględnieniem przyszłości o ile ją na podstawie danéj chwili przewidzieć można. Podstawą przeto oznaczenia wartości wsi, tj. jej ceny w razie sprzedaży, a jéj taksy w razie zaciągania zobowiązań hipotecznych, jest wysokość ceny rólniczych wytworów, z któréj się wykazuje różnica kosztów, a dochodu, co nam po skapitalizowaniu, jak widzieliśmy wyżéj, wartość wsi podaje. Ceny rólniczych wytworów będące podstawą téj wartości i wszystkich na niéj polegających umów, ciężarów i zobowiązań, podlegały mianowicie w swém oznaczeniu przez szlachetne krusze różnym zmianom, przyczém od samego początku objawiała się w nich wyraźna tendencya do podwyższania się, tj., że cena wytworów rolniczych oznaczona szlachetnym kruszcem, monetą rosła systematycznie. Wyjaśnienia tego objawu w tém szukać należy, że ziemia jest w swym obszarze ograniczoną, każdy naród i świat cały ma jéj tylko pewną sumę, któréj zwiększyć żadną siłą nie może. Tak samo ulepszenia techniczne, rosnąca intenzywność gospodarstwa, tylko do pewnego stopnia zwiększa wydajność ziemi. Kto przejdzie granicę racyonalnych nakładów, ten straci bezpowrotnie to co w ziemię włożył, np. przy za gęstym siewie, i ją samą wysili, czyli pogorszy. Produkcya rólnicza a ztąd i podaż rólniczych wytworów, znajdują pewne w przyrodzie leżące granice, których żadna siła ludzka ani znieść, ani rozszerzyć nie jest zdolną; po za pewne maximum każda wieś pojedyńczo i wszystkie ziemie pewnego organizmu państwowego razem wzięte, nic już wyprodukować nie mogą. Popyt natomiast na rólnicze wytwory wzrastał nieustannie w miarę rosnącéj ludności kraju i popyt ten jest równie nieograniczony w swym rozwoju, jak nieograniczonym jest wzrost liczby konsumentów, wzrost ludności. Ograniczona podaż a wzrastający nieustannie popyt do ciągłéj zwyżki cen rólniczych wytworów prowadzić musiały, co téż aż do drugiéj połowy XIX wieku statystycznie stwierdzono. Równocześnie wpływał na zwyżkę cen wzrastający od odkrycia Ameryki zapas szlachetnego kruszcu u ludów europejskich, a im większa liczba monety w obiegu, tem więcéj dają jéj ludzie za pożądane wytwory. W obec rosnącéj ceny rólniczych wytworów, w obec podrożenia żywności, wzrosły też wymagania robotników wiejskich, którzy w obec tych nowych stosunków więcéj pieniędzy, wyższych zasług i najmu się domagali i potrzebowali. Pomijając przemysłowy popyt za wiejskimi robotnikami, szczególnie do budowy bitych dróg, kanałów, kolei, który już sam przez się rolników zmuszał do podwyższenia zasług i najmu, by sobie tylko robotników utrzymać, wypada zaznaczyć, że i rólnicy sami w obec coraz intenzywniejszego gospodarstwa, popyt za pracą wiejską zwiększali, która w miarę popytu drożała, i daléj, że przy rosnących cenach, mogli oni żądaniu i potrzebie robotników zadosyć uczynić, tak jak dawniéj przy niższych cenach, niższe mogli opłacać najmy i zasługi. Jest to zresztą znany objaw, że w miarę wzrostu ceny wytworu, rośnie stosunkowi i zapłata ludzi przy jego produkcyi zatrudnionych. Tym sposobem wzrastały w miarę zwyżki cen rolniczych wytworów, także stopniowo koszta ich produkcyi, przynajmniéj o ile one na pracy ludzkiéj, tj. pośrednio na utrzymaniu ludzi polegają. Opierając się na cenach rólniczych wytworów i licząc choć w cichości swego serca na przyszłą ich zwyżkę, zawarli dziś na roli pracujący rólnicy lub ich bezpośredni poprzednicy, długoletnie zobowiązania, nakładając przez to na ziemię długoletnie ciężary. Jedni nabyli wieś przed laty kilkunastu za pewną sumę, inni ją po pewnéj taksie przy działach familijnych przejęli, inni znów wzięli ją po pewnéj częstokroć w następnych latach rosnącéj cenie w długoletnie dzierżawy, z którymi na równi trzeba postawić tych, co przejęli czy zaciągnęli długoletnie zobowiązania hipoteczne, mające pewien oznaczony procent przynosić. I rólnicy i wierzyciele ich i całe społeczeństwo uważało wartość wsi, jaką na podstawie osiąganych po r. 1850, tj. po zniesieniu ostatnich zabytków średniowiecznych ograniczeń prawnych i po odkryciu nowych min złotych w Ameryce, cen obliczano, za rzecz zupełnie pewną; na téj podstawie zawierano wszelkie tranzakcye, na niéj polegały różnorodne zapisy, podług niéj roździelano wszelkie i prywatne i publiczne ciężary. Wszelkie naruszenie téj podstawy, wszelka zniżka dochodu rolników i wartości ziemi musiała przez to wstrząsnąć gwałtownie dobrobytem społeczeństw europejskich, a nie już samych tylko rolników. W obec tych stosunków występuje Ameryka i inne kraje zamorskie z podażą swych wytworów rolniczych na targu europejskim, występują z podażą przewyższającą potrzebę i popyt i sprowadzają przez to ową złowrogą, ogólną zniżkę cen. Zniżka ta rozciąga się na wszystkie gatunki zboża, a jéj szybkość i wyrazistość zwiększało jeszcze w obrębie cesarstwa niemieckiego, w którego organizm jest wcieloną ta część ziem polskich, które w téj pracy szczególnie i prawie wyłącznie będą uwzględnione, owo tylekrotnie już omawiane zaprowadzenie złotéj waluty, które i przez zmniejszenie liczby znajdującéj się w obiegu monety i przez jéj podrożenie, zwiększenie ciężaru zawartych dawniéj zobowiązań, a zniżkę cen rólniczych wytwórów wywołać musiało. Głównym jednakże powodem téj zniżki, i powodem zapowiadającym przez swój wzrost intenzywny coraz to silniejsze wywieranie swego zgubnego wpływu, jest podaż obcego zboża na naszych targach, zboża w zupełnie innych, znacznie korzystniejszych warunkach naturalnych, społecznych i ekonomicznych. Sam fakt dowozu zboża z innego targu, z innéj ziemi już wpływa niekorzystnie na ceny, a jakiż dopiero wpływ wywrzeć musiała nie już możność lecz istotność dowozu, fakt uczynionéj na targu europejskim podaży zamorskiego zboża? Gdyby podaż ta jednakże miała charakter tylko przejściowy, gdyby ona się tylko pojawiała w latach nadzwyczajnego urodzaju w owych zamorskich krajach, toby zagrażała tylko dochodowi, niszczyłaby pojedyńczych rolników, ale nie rujnowałaby społeczeństw, nie odbierałaby uprawianéj i posiadanéj przez nas ziemi jéj wartości ekonomicznéj, co obecnie czynić zagraża. Przez swoją istotność, trwałość i coraz to gwałtowniejszy wzrost, gdyż dziś już nie tylko Rossya i Ameryka, lecz także Indie i Australia nasz targ zbożowy swemi wytworami poczynają zasypywać, grozi konkurencya zamorska zni szczeniem wartości naszéj ziemi, naszéj roli, jest targnięciem się na naszą własność. Właśnie też ta jéj doniosłość jest powodem tego, że państwa europejskie dbałe o dobrobyt swych obywateli i o swą polityczną, socyalną i ekonomiczną przyszłość, przeciw niéj wystąpić muszą i występują. Wszelka zniżka ceny bowiem zagraża produkcyi, jakiéj dotyczy; nie szkodzi ona tylko w tym razie, jeżeli oddani téj produkcyi mogą przy j, lub to samo wytwarzać. Ale i ot zdanie trzeba ogranicznyć o tyle, że zwiększenie produkcyi, tak samo, jak tańsze wytwarzanie tylko wtenczas ochroni produkcyą od upadku, jeżeli różnica zwiększeniemi ilości lub zmniejszeniem kosztu spowodowana od różnicy cen; w przeciwnym razie jest zabójczą dla podpadłéj jéj produkcyi. Upadek żadnéj gałęzi produkcyi nie jest i nie powinien być obojętnym dla państwa, tem więcéj nie jest obojętnym upadek produkcyi rólniczéj i państwo musi wystąpić z obroną, musi się starać wszelkimi środkami, jakie ma w swéj mocy, zagrożoną produkcyą chronić przed upadkiem. Na téj podstawie opierają się e, jakie od lat kilku mamy w Niemczech, a o których tu słów kilka powiedzieć pono nie będzie od rzeczy, zważywszy mianowicie, że na wspomnianem zgromadzeniu w Poznaniu oświadczyli się ludzie zajmujący bardzo wybitne stanowisko w naszem społeczeństwie, i przeciw praktyczności i przeciw uprawnieniu tych ceł. Przypatrzmy się przeto téj kwestyi. Rozpoczynając od trzeba przedewszystkiem zaznaczyć, że wspieranie rozwoju ekonomicznego ogółu społeczeństwa należy do najważniejszych zadań każdego państwa, wspieranie zaś rozpada się na część pozytywną, t. j. popieranie produkcyi przez czynną pomoc państwową, jako to udzielanie taniego kredytu, moratoria, zniżkę lub opuszczenie podatków itp., i na negatywną, tj. chronienie produkcyi krajowéj przed wszystkiem, co jéj zagraża. Przy spełnianiu tego zadania, na które zresztą wszyscy się godzą, winno jednakże państwo mieć zawsze interes ogólny na oku, winno nie nadawać przywilejów, nie popierać jednéj produkcyi kosztem drugich, ale tak chwilowym. Na tych się zdaniach opierając, twierdzą przeciwnicy ceł zbożowych, że obecna polityka celna w Niemczech jest nieuprawnioną, jest jednostronną, jest popieraniem i zbogacaniem rólników kosztem wszystkich innych stanów, sztucznem podrażaniem żywności biednego ludu, wyzyskanie w trudzie i znoju zapracowanego grosza robotników na rzecz bogatych dziedziców. Argumentami temi walczą przeważnie ludzie handlowi i przemysłowi, wyczekujący i pragnący zniżki ceny środków żywności, by na téj podstawie módz zmniejszyć zapłatę swych robotników, a zwiększyć swe zyski. Zapominają jednakże przytem, że tylko wśród zamożnego rolnictwa może się trwale rozwijać handel i przemysł narodowy, czego dowodem Belgia i Anglia; zapominają daléj, że naród jako naród nie może się prawidłowo rozwijać, jeżeliby jego produkcya się tylko jednostronnie rozwijała, że nareszcie cła zbożowe są obroną i ochroną zagrożonéj przez zagranicę własności i majątku narodowego. Cła ochronne nie dają żadnych podarków rolnikom, tylko ich chronią od niezasłużonego upadku, ani też ratują ich kosztem innych stanów, gdyż broniąc wartości ziemi, bronią wierzycieli, którzy do użytku rolnictwa, do podniesienia produkcyi krajowéj, dali swe kapitały, bronią robotników przez zniżeniem zarobku, bronią miasta od upadku, zachowując rolnikom możność kupowania wytworów miejskiego przemysłu, bronią nareszcie państwo samos przed gwałtowną emigracyą roboczego ludu i bankructwem, coby pierwsze przy koniecznéj zniżce zapłaty, drugie przy traceniu ziemi na , czyli zmniejszeniu siły podatkowéj kraju, niechybnie nastąpić musiało. Ameryka ma wysokie cła na wytwory europejskiego przemysłu, ona nic od nas prawie nie kupuje, za nic nam nie ma do płacenia, a przysyła ciągle na nasz targ zboże i bierze od nas rok rocznie miliony srebra i złota. Chcąc się więc bronić przed bankructwem, przed brakiem monety i utratą wartości wszystkiéj swéj własności, coby wszystko przez rok roczne passywa bilansu handlowego, przez konieczność ciągłych wypłat kruszcu na rzecz Ameryki nastąpić musiało, musi Europa mieć cła zbożowe, które choć nie znoszą, to przynajmniéj zmniéjszają sumę płaconych przez nas Ameryce należytości. I czyż w obec tego można jeszcze mówić o krzywdzie wyrządzonéj przez cła zbożowe innym stanom i o rólników zysku nieprawnym? Nie mogąc zaprzeczyć uprawnienia a nwet w danych warunkach obowiązku państwa zaprowadzenia ceł ochronnych dla któréjkolwiek gałęzi krajowéj produkcyi, twierdzą antiagraryusze, że obecne położenie rolnictwa pomimo konkurencyi zamorskiéj, nie jest wcale krytycznem, że umiejętny rolnik ma możność pokrycia poniesionych w produkcyi zbożowéj strat, że więc cła choć nie zawsze, to przecież w chwili obecnéj jeszcze się krzywdą. Cła są bowiem pomocą państwową, pomoc zaś ta tylko tam się zwracać powinna, gdzie siły prywatne nie wystarczą, gdzie bez téj pomocy produkcya się nie utrzyma, upadnie. A czy rolnictwo nasze nie znajduje się obecnie w tem położeniu? Czy mogło się samos obronić? Niestety nie mogło już. Widzieliśmy mianowicie wyżéj, że zniżka cen tylko natenczas nie szkodzi producentom, jeżeli można to samo taniéj lub tym samym kosztem więcéj produkować. Przechodząc do pierwszego postulatu, wypada zaznaczyć, że jest to wymaganiem zniżenia zarobku, zniżenia zapłaty robotników wiejskich. Wszelka zniżka zarobku, wszelkie zmniejszenie dochodu wywołuje u ludzi tem dotkniętych niezadowolnienie, uczucie krzywdy. Im szersze warstwy w narodzie, im większa liczba ludzi czuje się skrzywdzoną, tem staje się fakt ten dla społeczeństwa, dla państwa groźniejszym i niebezpieczniejszym. Prócz tego niezadowolnienia wywołuje obniżka zarobku inny jeszcze fakt, opuszczanie przez robotników stron rodzinnych, włóczęgę po świecie, ubytek ludzi w pełnéj sile wieku, gdyż zwykle ci tylko zostawiwszy w domu kaleki, starce i dzieci, wszystko nieproduktywnych konsumentów, których utrzymanie przypada dworowi lub gminie i przez to zwiększa koszta produkcyi, nakłada na nią nowe ciężary, idą w świat szukać szczęścia. Nareszcie trzeba wspomnieć, że zniżka każda zasług i najmu, pomijając już w ogóle trudność jéj przeprowadzenia, da się tylko do pewnéj granicy uskutecznić. W każdym razie kosztów produkcyi tak obniżyć, abyśmy zboże równie tanio jak Ameryka mogli produkować, jest czystym niepodobieństwem, a tylko w tym razie mogłoby się rólnictwo obyć bez pomocy państwowéj, bez ceł ochronnych, tylko wtenczas by mu zniżka cen nie szkodziła. My musimy płacić wysokie i osobiste i gruntowe podatki, musimy utrzymywać wojsko, duchowieństwo, szkoły; ziemia nasza jest i pod względem komunikacyi naturalnych mniéj bogato uposażoną, u nas istnieją zrosłe z naszemi nawyknieniami i poglądami rozliczne wydatki i potrzeby towarzyskie, czego nie zna osadzony gdzieś w lasach kolonista amerykański, sam swą rolę, a więc i przez to taniéj uprawiający. Jakimby więc cudem miało nasze rolnictwo módz tak tanio produkować, jak Ameryka i inne kraje zamorskie? Podług przedłożonych w r. b. zebraniu niemieckich agraryuszy w Berlinie zestawień, kosztuje produkcya jednego centnara pszenicy w obrębie Niemiec (wliczywszy w to naturalnie odpowiednią cząstkę procentu od ciążących na ziemi zobowiązań) 10.53 m., podczas gdy ten sam centnar rolnika z nad Missisipi tylko 2.60 m. kosztuje, do czego dodawszy, zmniejszające się zresztą nieustannie, koszta transportu i cło i prowizyą dla komissionera w portowem mieście Europy, Amerykanin może swą pszenicę już po 5.50 m. za centnar sprzedawać i ma nawet przy téj cenie już 20—30 fen u. Gdyby więc państwo na podaż tak tanio wyprodukowanego zboża nie nałożyło jakiego ciężaru, tj. cła, toby zboże nasze, wyprodukowane znacznie drożéj, wcale nie znalazło popytu, albo byliby rolnicy nasi zmuszeni pszenicę po 5.50 m. za centnar sprzedawać, o? Chcąc zaś przez zniżkę kosztów produkcyi być w możności wytrzymania konkurencyj, musieliby nasi rólnicy o 50 prc. taniéj wytwarzać, a gdzież wymyśli kto na to sposób, jestżeto możebnem? Na téj więc drodze, przez taniość produkcyi, nie ma dla rólnictwa ratunku ni ochrony. Równie płonnem jest przypuszczenie, że zwiększona produkcya zboża przy równych kosztach może rolnikom zniżkę cen wynagrodzić. Każdy wie o tem, że produkcya wszelka, a więc i rólnicza, ma pewne granice, że nawet im z większym się nakładem gospodarzy, tem mniejsze stosunkowo zyski ziemia przynosi, że żaden wysiłek pracy i nakładu nie zmusi ziemi do wydania 100 centn. buraków lub 100 centn. pszenicy z małéj morgi. Wypada daléj przypomnieć, że zwiększona podaż zboża znów dalszą zniżkę ceny sprowadza, a i dziś już tak wielkie zapasy zboża z roku na rok w Ameryce i innych krajach przechodzą, że nie ma żadnych widoków, aby zwiększona produkcya zboża rolnictwo przed zgubnym wpływem zagranicznéj konkurencyi była w stanie ochronić, aby była zdolną pkryć dalszą jeszcze zniżkę, jakaby w skutek znacznie zwiększonéj podaży, niechybnie nastąpić musiała. Technika rolnicza owszem zwrócić się powinna do szukania innych produkcyi, czy to okopowizn, czy roślin handlowych, czy inwentarza żywego i jego produktów, i szukać na téj drodze, przez nowe źródła dochodu pokryć straty w produkcyi zbożowéj poniesione. Ponieważ jednakże żadne gospodarstwo bez produkcyi zboża obyć się i prowadzonem być nie może, ponieważ wszelka zmiana systemu gospodarstwa jest niebezpieczną, wiele nakładu wymaga i z czasem dopiero poczyna pożądane przynosić owoce, ponieważ daléj głównem źrodłem dochodu ogółu rólników była i jest produkcya zboża, stanowiąca nawet w téj przemysłowéj Anglii przeważną część wytworzonych rok rocznie wartości, a téj produkcyi ani z korzyścią odpowiednio zwiększyć ani taniéj urządzić rólnicy sami przez się nie są zdolni, winno państwo wziąść na siebie ochronę zbożowéj produkcyi. Wpływ państwa na tę produkcyą jest dwojaki: przez cła i podatki. Cła chronią ceny przed zbytnią zniżką, podatki wpływają na koszta produkcyi. Państwo niemieckie uznało słusznie za swój obowiązek bronienia rólnictwa za pomocą ceł zbożowych, a obecnie domaga się część rady związkowéj powiększenia tych ceł. Znany wpływ i znaczenie tych ceł, oby one rólnictwu długo i w odpowiedniéj wysokości zostały utrzymane. Pozostaje państwu jeszcze drugie zadanie, to jest zmniejszenie kosztów produkcyi przez zniżenie ciążących na własności ziemskiéj podatków. Zadaniem tu jest państwa wyszukiwanie nowych źródeł dochodów, przesunięcie ciężarów potrzebnych na pokrycie wydatków skarbowych na silniejsze ekonomicznie zawody. Postawiony wniosek o podatek giełdowy miałby właśnie te zalety, aby w ten sposób, mając zkąd inąd pokryte swe potrzeby, módz ulżyć produkcyi rolniczéj, zmniejszając jéj koszta i przez to uczynić jéj możliwém wytrzymanie zabójczéj zamorskiéj konkurencyi. Konkurencya ta tem dotkliwiéj dała się uczuć i tem straszniéj zagraża nie tylko już dobrobytowi, ale nawet egzystencyi dzisiejszych rolników, że spotkała ona Europę w chwili, gdy prawie wszystka własność ziemska jest licznym i ciężkim zobowiązaniom podległą. Statystyka państwowa wykazuje zadłużenie do 80 prc. wartości ziemi, czyli jest to zadłużenie, którego oprocentowanie w skutek tego od lat kilku zmniejszonego dochodu, zmniejszonéj wartości wsi, obecnie przechodzi siły właścicieli wsi, równie jak opłacanie tak wysokiemu zadłużeniu odpowiedniéj dzierzawy, siły dzierzawców przechodzi. Zamożny dziedzic, mający czystą wieś lub nieznacznemi tylko obciążoną zobowiązaniami, może się utrzymać w obec zniżki cen i zmniejszenia dochodów, gdyż może sobie powiedzieć, że jego kapitał mu mniéj procentu przynosi, a ponieważ nie zalega nikomu z opłacaniem należytości, nikt się przeciwko niemu nie może zwrócić, nikt nie może jego własności zaczepić i go własności pozbawić. Inaczéj się jednakże ma rzecz z właścicielem wysoko obdłużonéj wsi; ten musi regularnie liczne opłacać zobowiązania. Dopóki starczy miejsca na hipotece, tak długo zapisują się na niéj przemieniające się z czasem w nowe długi zaległe, a raczéj pożyczonym zkąd inąd groszem zapłacone procenta, a gdy tam miejsca zabraknie, gdy nikt już nie chce udzielić osobistego kredytu, przychodzi katastrofa, przychodzi sprzedaż, choć nie formalnie, to materyalnie a. Jeżeli więc nam jako spółeczeństwu, jako narodowi na utrzymaniu ziemi w rękach naszych zależy, a pono nikt nie znajdzie się, coby chciał twierdzić, że nam obojętna w czyjem ręku nasza ziemia, natenczas winniśmy się starać własność ziemską w takich postawić warunkach, aby była zdolną przetrzymać wszystkie niekorzystne zewnętrzne wpływy, aby była zdolną prowadzić i przetrzymać zwycięzko walkę z zamorską konkurencyą. A jaki na to sposób? Czyż mamy sposób stworzenia licznych nowych kapitałów, które byśmy mogli oddać na posługę, na ratunek własności ziemskiéj w korzystnych dlań warunkach? Zaiste, cudem i nagle tworzyć kapitałów pieniężnych nie możemy, ani téż ich tyle mamy w zapasie, aby módz stwarzać instytucye, któreby wytknąwszy sobie wielki cel ratowania własności ziemskiéj w rękach polskich, mogły się zadowolnić niższym procentem i w ten sposób ulżyć rólnictwu, choć i o takie kapitały możebyśmy się mogli ze skutkiem starać, tylko trzeba pukać, aby nam otworzono, ale jedno mamy w naszéj mocy, to jest nieroztrwanianie tych kapitałów, jakie jeszcze posiadamy, usunięcie tego wszystkiego co do zadłużania własności ziemskiéj, do upadku ją prowadzi. Ciążące dziś na ziemi zobowiązania hipoteczne, pominąwszy naturalnie wszelkie lekkomyślne obdłużanie, z trzech powstają i powstały powodów. Nasamprzód zostają na hipotece sumy przy kupowaniu wsi byłemu dziedzicowi nie zapłacone, to co on na wsi zostawia, w niemieckiéj nauce: „Restkaufschilling” zwane; następnie przychodzą długi melioracyjne, na podniesienie gospodarstwa zrobione, a po trzecie długi, powstające z zapisów tak zwanych równych działów dla niedziedziczącego rodzeństwa. Ponieważ zaś krytyczne czasy, powracające peryodycznie, ten tylko dziedzic przetrzymać może, który nie ma wielkich ciężarów do opłacania, a nam na utrzymaniu ziemi w rękach dzisiejszych właścicieli zależy, gdyż miejski żywioł polski nie ma jeszcze dość pieniężnych kapitałów, aby powstające w szeregach właścicieli ziemskich szczerby módz swemi kapitałami i osobami zapełniać, dla tego winny starania nasze na to się zwrócić i wysilić, byśmy swą ziemię z dawnych zobowiązań oczyścili i nie obciążali nowemi, wieczystemi zobowiązaniami. Wieczystym zaś, tj. stale produkcyą i utrzymanie się utrudniającym, jest dług, którego sam zaciągający nie zamortyzuje, a to się zwykle przy zapisach dzieje. Kupowanie wsi z bezzwłoczną wpłatą całéj wartości nie w naszéj mocy, bo naraz nie możemy stworzyć licznych, na to , pieniężnych kapitałów, ale możemy pracować nad ich zebraniem, możemy unikać kupowania wsi po wysokiéj cenie, w ciężkich warunkach, gdyż to prowadzi do straty nawet tego, co nowonabywca posiadał i wpłacił. Zmniejszenie długów nakładowych, tj. zaprzestanie wszelkiego rodzaju melioracyi, jako to zakładanie fabryk, drenowania, irrygowania itp., mogłoby tylko niekorzystne wywrzeć skutki. Melioracye są częstokroć konieczne i właśnie w téj ich konieczności jako warunku podniesienia produkcyi rolniczéj i wartości ziemi, leży wymaganie zostawienia dziedzicowi możności posłużenia się dla nich kredytem realnym, tańszy i mniéj cisnącym niż osobisty. Dla tego rodzaju długów i winna istnieć i być czystą hipoteka. Natomiast trzeci rodzaj zobowiązań realnych, ograniczenie zobowiązań tytułem na ziemi naszej ciążących, dobrowolne ograniczenie wolności tak zwanych równych działów jest całkiem w naszéj mocy. To mieć na względzie i ten rodzaj ciężarów w obec dzisiejszych powinniśmy stósunków. Ograniczenie téj wolności, czyli pośrednio stworzenie systemu dobrowolnych majoratów, stanowiło także jeden z punktów spornych wśród wspomnianego już dwukrotnie zebrania, a ponieważ odezwały się poważne głosy tak myśl tę popierające, jak jéj przeciwne, uważałem za odpowiednie wszcząwszy tę kwestyę w naszéj publicystyce, raz jeszcze do niéj powrócić, uwzględnić objawione zdania i według sił swych na nowo ją opracować. Na początek niechaj mi wolno będzie na obronę téj myśli jedno tylko zaznaczyć: gdyby wszystka własność ziemska w chwili naszego upadku politycznego była podległą prawu majoratów, toby dziś jeszcze wszystkie nasze wsie i wszystkie zagrody włościańskie były w polskiem ręku; mieliśmy prawną wolność tranzakcyi, zapisów i działów, ona nas już z większéj wywłaszczyła połowy. I któryż system dla nas lepszy? Czyż teorya przeciwna w obec tego faktu, co „clamat dum tacet” odważy się jeszcze stanąć w swéj obronie? Wszakże i pismo św. powiada „a po ich poznacie je.”
II
Przekazywanie równych działów objawia się przy własności ziemskiéj w dwóch różnych formach: przez podział realny, lub przez zapisanie na odziedziczonéj przez jednego spadkobiercę własności ziemskiéj pretensyi hipotecznych dla niedziedziczącego rodzeństwa. Kto ma więcéj, niż jednę wieś, jedno gospodarstwo włościańskie, ten może spadek swój realnie podzielić, byle swym spadkobiercom przekazywał własność istotną a nie nominalną. Przechodząc zaś do zastósowywania systemu równych działów przez właścicieli jednostki gospodarczéj, jako to jednej wsi lub jednego gospodarstwa, widzimy, że przy własności włościańskiéj zwykle podział realny następuje, przy większéj własności przechodzi wieś niepodzielona na jednego spadkobiercę, a innym przekazuje ojciec podług swego przekonania równe działy, tj., hipotekuje ich pretensye na odziedziczonéj przez jednego z synów wsi, obciąża ją długami, dzieli idealnie. I jeden i drugi system nie jest ani sprawiedliwym, czém się być stara i myśli, ani racyonalnym, jak to zobaczymy poniżéj. Jeżeli po „owocach” osądzać będziemy ten dziś u nas tak ogólnie niestety przy większéj własności praktykowany system czynienia tak zwanych równych zapisów na rzecz niedziedziczonego rodzeństwa, natenczas nie znajdzie się zapewne nikt, choćby był najgorętszym zwolennikiem teoretycznéj wolności i poszanowania utartych formułek prawnych, coby zważywszy na nasze położenie ekonomiczne, za wolnością zapisów, za niekrępowaniem woli spadkobiercy chciał się oświadczyć. W istocie też system ten jak nas do dziś z naszéj ziemi wywłaszczał, tak i nadal będzie to czynił, a w przyszłości o tyle jeszcze szybciéj i gwałtowniéj, że nieobdłużonéj własności ziemskiéj u nas już prawie nie ma, że na każdéj z naszych wsi ciążą już całowiekowe nieomal zobowiązania, przygniatające, mianowicie w obecnych tak niekorzystnych dla rólnictwa czasach, swym ciężarem tytularnych właścicieli, przyspieszając przez to upadek. Przypuśćmy bowiem, że ktoś posiada wieś wartą istotnie 300,000 marek, tj. przynoszącą prócz zwrotu kosztów, 15,000 marek na czysto, — gdyż 5 prc. musimy wymagać od naszych kapitałów, mając wszelkie zobowiązania po 5 od sta do oprocentowania — i że ją czystą przez ciąg życia swego utrzyma, to umierając odda wieś jednemu synowi, a dla reszty rodzeństwa zahipotekuje tak zwane działy. Gdyby ten dziedzic miał tylko troje dzieci, liczbę u nas podług tablic wzrostu ludności bez wątpienia zbyt małą, natenczas zapisałby swym niedziedziczącym spadkobiercom po 100,000 m. z oprocentowaniem 5 od sta, czyli nałożyłby na swego, często za uprzywilejowanego jeszcze uważanego, syna-dziedzica ciężar opłacania rocznie 10,000 m. procentu. Pomińmy tu leżącą w podobnym podziale krzyczącą niesprawiedliwość, że owi dwaj zapisobiorcy y, a dziedzic i te przy każdéj produkcyi nieuniknione dostaje w spadku, że w najlepszym razie może jeszcze wygospodarzy swego kapitału, lecz już nie ma za swą pracę, przedsiębiorczego, a patrzmy daléj, co się przy tym systemie z naszą wsią dziać będzie. Bracia zapisobiorcy stawszy się kapitalistami, będą się starali swój kapitał uruchomić, tj. pozyskać możność dowolnego angażowania i cofania swych kapitałów, będą się starali dostać gotówkę do ręki. Ponieważ brat dziedzic tego uczynić tj. ich spłacić nie może, przechodzą więc hipoteki w obce ręce, nie mające żadnego interesu do osoby dziedzica, lecz tylko do jego własności. Prywatny kapitalista nie zgodzi się na powolną i częściową amortyzacyą, lecz będzie chciał w pewnym oznaczonym terminie cały swój zaangażowany kapitał uwolnić, z powrotem odebrać. Starania się o nowego wierzyciela lub o nakłonienie dawniejszego do pozostawienia kapitału na wsi, pociąga za sobą zachody i koszta, które tylko sam syn dziedzic ponosi. Nowy kapitał niewypowiedzialny, czy też użyczony na długie lata, tak samo jak prolongujący spłatę wierzyciel, żądać będą jako wynagrodzenie za przyjęcie pożądanych przez dziedzica warunków, wyższego procentu, niż pierwotnie oznaczony; bez więc winy i bez wszelkiego zysku dziedzica zwiększają się w ten sposób jego ciężary. Im częściéj mu spłata kapitału zagraża, tém większe ponosi straty, im większe ponosi straty, tém trudniejszą dlań spłata kapitału, tém trudniejszém postaranie się o nowe kapitały, o korzystniejsze warunki. Istniejące Towarzystwa kredytu ziemskiego stojące jako pośrednik pomiędzy dłużnikiem a wierzycielem, przemieniające pretensyą i zobowiązanie prywatne w publiczne, łagodzą to złe, ale go nie znoszą. Nie znoszą go zaś mianowicie dla tego, że dla nich istnieje pewna granica, po za którą kredytu nie udzielają, granica ta opiera się na podjętém przez Towarzystwo ocenieniu wartości wsi, które zwykle znacznie jest niższém, czyli względniejszem i sumienniejszem, niż ojcowskie ocenienie. Jakkolwiek więc zaciągnięcie pożyczki w Towarzystwie kredytowém przedstawia dla dziedzica korzyści, gdyż daje im możność powolnego amortyzowania i pozbawia go kłopotu wypowiedzialnością prywatnych kapitałów spowodowanego, to jednakże przy systemie równych działów, zawsze pozostaną jeszcze na hipotece kapitały prywatne pociągające za sobą wyżéj wskazane niekorzyści. A w jaki sposób ma syn-dziedzic spłacić te kapitały?… Trudność spłacenia kapitałów prywatnych polega głównie na tém, że one żądają jednorazowo spłaty całego kapitału, lub przynajmniéj znacznéj części, a nie wdają się w spłaty drobnemi, kapitalizującemi się zwolna ratami. Pomijając zaś tę okoliczność, trzeba przedewszystkiem uwzględnić, że syn-dziedzic pozostaje dziedzicem tylko na liczbą rodzeństwa oznaczonéj części wsi, w powyższym więc wypadku należy doń istotnie tylko trzecia część, ciężary zaś wszelkie, pracę i nakłady musi na całéj wsi ponosić. W dzisiejszym systemie intenzywnego gospodarstwa nakłady są konieczne, choćby tylko wspomnieć o machinach i sztucznych nawozach. Rolnictwo broniąc się przeciwko zabójczemu wpływowi konkurencyi na targu zbożowym, musi sobie stwarzać nowe gałęzie dochodu, musi zmieniać swój system; wszelki postęp polega na zmianie, a każda zmiana systemu gospodarzenia pociąga za sobą liczne koszta, wymaga nakładów. Choćby więc ten syn-dziedzic czynił tylko nakłady, absolutnie korzystne, to jest pokrywające pewno i szybko oprocentowanie i amortyzacyą wydanego na nie kapitału, zwiększają dochód nietyko brutto, lecz i netto, które przeto są nietylko możliwe, lecz które chcąc zarazem powetować w produkcyi zbożowéj poniesione straty, zaprowadzić a, to potrzebuje on na te nakłady kapitału. Nie mając własnych kapitałów pieniężnych, musi się o ten kapitał u drugich postarać, a nie mogąc dać pewności hipotecznéj, lub mogąc tylko ofiarować miejsce gdzieś pod koniec hipoteki, bo pierwsze miejsca zajęły zapisy, musi opłacać od téj pożyczki wysokie procenta, gdyż procent zmniejsza się w miarę rosnącéj pewności i łatwości odbioru a rośnie w razie przeciwnym. Kapitalista zaś użyczający swego grosza na wątpliwą pewność i niepewną spłatę, wymaga wysokiego procentu, procent ten ma bowiem zawierać prócz odsetki kapitału, także premią assekuracyjną wierzyciela, tworzącą dlań zwolna fundusz rezerwowy, dozwalający mu puszczać się na podobne operacye. Gdyby ten syn-dziedzic miał tylko dla przeprowadzenia zmianę gospodarstwa na trzeciéj części wsi, na swéj istotnéj własności, natenczas potrzebowałby mniejszego kapitału, mając hipotekę czystą, dostałby kapitał taniéj, większyby osięgnął zysk, łatwiéjby dług zamortyzował; dziedzicząc zaś całą zapisami obciążoną wieś, trudniejszy dlań kredyt, trudniejszy zysk, trudniejsza amortyzacya. Powiększenie dochodu, co jedynie może sprowadzić umorzenie zobowiązań hipotecznych, jest jeszcze synowi dziedzicowi przez inne czynniki utrudnionem. Własnością jego, biorąc ekonomicznie, jest tylko trzecia część wsi, tymczasem musi on wszelkie na wsi ciążące zobowiązania w pełni ponosić, czyli musi opłacać i pracować także za nominalnie tylko doń należące części. Pomijając tu nawet podatek gruntowy i zobowiązania dla kościoła i szkoły, które ojciec-spadkodawca przynajmniéj uwzględnić może, gdyż są zapisane, trzeba wspomnieć o utrzymaniu, stawianiu i zabezpieczaniu budynków, potrzebnych dla całéj wsi, lecz za wielkich, czyli za kosztownych dla właściciela jednéj trzeciéj; trzeba wspomnieć o zabezpieczeniu od gradu, o stratach w inwentarzu, zużyciu machin, utrzymaniu ubogich miejscowych, których to ciężarów syn-dziedzic tylko trzecią część ponosić powinien, a które całkiem ponosi. Za podatek przez to spowodowany w niesprawiedliwy obciąża go sposób, zmniejsza jego dochód, a więc osłabia siłę ekonomiczną i utrudnia spłatę długów hipotecznych, nie ulega żadnéj wątpliwości. Rólnikowi bowiem w ogóle jest trudną spłacić choćby na nakłady pożyczone kapitały, a cóż dopiero czysto kapitalistyczne zobowiązania hipoteczne, które nietylko że nie wspierają techniki rólniczéj, ale owszem zabierając dochód, niszczą możność dziedzica podniesienia produkcyi, możność zwiększenia zysku i pozbycia się ciężarów. Mówiąc o trudności spłacenia zaciągniętych przez rólników pożyczek, na jedno trzeba mianowicie zwrócić uwagę, o czem się niestety tak w teoryi jak w praktyce zbyt często zapomina. Jeżeli kupiec czy przemysłowiec pracuje kredytem, zakupuje za pożyczony pieniądz wytwór czy surowiec w celu dalszego pozbycia bez lub po przerobieniu, natenczas otrzymuje on od nowonabywcy cenę pokrywającą nasamprzód wartość surowca czy wytworu, następnie jego pracę. Wytwór wszedłszy w ręce kupca, zyskuje na wartości przez znalezienie się na miejscu popytu, surowiec zyskuje w ręku przemysłowca przez przerobienie. Kupiec i przemysłowiec może więc otrzymać nizką zapłatę tylko za swą pracę, ale zwrot włożonego, względnie na nabycie owego surowca czy wytworu pożyczonego kapitału zawsze otrzyma, ma więc możność po dokonanym obrocie, pożyczony kapitał w całości zwrócić. Zupełnie inaczéj mają się rzeczy w produkcyi rolniczéj. Jeżeli rólnik potrzebuje produktywnego kredytu, do któréj kategoryi tak ulepszenia pól i łąk przez drenowanie, irrygowanie, nawozy sztuczne, jak i zakupno machin, inwentarza i t. p. zaliczyć trzeba, to dochód z wytworów uzyskanych za pomocą pożyczonego kapitału, pokrywa w najlepszym razie procent i amortyzacyą nakładu, ale nie zwraca jednorazowo całego kapitału. Mały wyjątek stanowi tu kredyt na zakupno zboża do siewu i bydła na tucz, gdzie rólnik podobnie jak kupiec i przemysłowiec, sprzedając swój wytwór, otrzymuje i wyłożony kapitał z powrotem, ale i tu trzeba uwzględnić, że dla obu tych operacyi nie nadaje się forma wekslowego kredytu, znającego tylko krótkie termina i konieczność spłaty w oznaczonéj godzinie, do czego się rolniczéj produkcyi poddanéj nieobliczalnym prawom natury, zastósować trudno. Nawet więc w tym razie nie wystarcza dla rólnika kredyt w formie wekslu, jaka dla handlu i przemysłu jest odpowiednią i korzystną, i jaka do dziś dominuje w dziedzinie bankowego kredytu, tem mniéj wystarcza i jest odpowiednim taki kredyt przy pożyczce na wszelkie inne rólnicze nakłady. spłata pożyczonego na podniesienie produkcyi kapitału jest dla rólnika niemożebną, on nawet najproduktywniejsze swe pożyczki tylko zwolna spłacać może, gdyż rólnik spienięża tylko wytwory kapitału, a nie sam kapitał. Z innego jeszcze względu jest kredyt wekslowy odpowiednim i może być korzystnym dla kupca i przemysłowca. Produkcya handlowa i przemysłowa podlega tylko dwom czynnikom: pracy i konjunkturze, nie jest ona od pory roku, deszczu i pogody w swéj skuteczności zależną; z natury rzeczy są one obliczone tylko na krótki czas, kupiec nie zakupuje naraz na cały rok wszystkich towarów, ale sprowadza nowe zapasy w miarę ubytku najpierw sprowadzonych, obraca w ten sposób kilkakrotnie kapitałem i właśnie ponieważ ten kapitał mu kilka razy wśród roku do ręki powraca, jest on często w możności spłacenia długu. Na téj szybkości i częstości obrotu polega téż ono szybkie tworzenie się kapitałów pieniężnych w handlu i przemyśle; ktoś co 6 razy, do roku obróci kapitałem 10,000 marek, zyska tyle, co ten, który raz do roku kapitałem 60,000 obróci, a im większy stósunkowo zysk, tem większa łatwość amortyzacyi długu. Przeciwnie produkcya rólnicza jest w pierwszéj linii wpływom natury podległą; najlepsza technika rólnicza nic nie pomoże ani przeciwno zamarznięciu zboża na kwiciu, ni porośnięciu na pniu, ni przeciwko deszczom opóźniającym sprzęt ziemiopłodów; rólnik nie może z góry przewidzieć czy spodziewano żniwo takie przyniesie plony, że będzie mógł swój wytwór w pożądanéj ilości i w oznaczonym czasie na pewnym targu dostawić, by tam osiągniętym za wytwór groszem módz spłacić pożyczkę na czas, a wszelkie opóźnienie się z zapłatą, wszelka prolongacya długu pociąga za sobą koszta, które znoszą lub zmniejszają osiągnięty zysk. Operacye rólnicze wymagają dłuższego przeciągu czasu, tak że rólnik już przez to samo stósunkowo swój kredyt drożéj opłaca niż kupiec, i właśnie w téj powolności obrotu kapitału użytego w rólnictwo, szukać trzeba powodu trudności, jaką ma własność ziemska do oczyszczenia się z długów, do nagromadzenia pieniężnego kapitału. Racyonalnie nakłady zwraca ziemia, ale wraca je nie bezwłocznie, lecz dopiero z czasem, nieraz i po kilku dopiero latach, i nie zwraca wszystkiego od razu, lecz powoli, ratami. Na zysk z nakładów trzeba często długo czekać, a długo czekać może ten tylko, kogo nie ciśnie opłata procentów, od kogo nikt zwrotu kapitału się nie może domagać. Wszystkie te okoliczności składają się na trudność, jaką ma własność ziemska w spłaceniu swych długów, a trudność ta wzrasta w miarę wielkości ciężarów już z dawnych czasów ponoszonych. Jeżeli więc kupiec i przemysłowiec pracują i mogą z korzyścią pracować pożyczonym tylko groszem, niechaj przykład ten rólników nie łudzi, niech zawsze pamiętają o odmiennych warunkach, w jakich się znajdują, o odmiennym charakterze ich produkcyi. Brak kapitału utrudnia, opóźnia rozwój rolnictwa, kredyt wypełniając ten brak ułatwia i przyspiesza produkcyą, ale zarazem ułatwia i przyspiesza częstokroć upadek właściciela, który nieraz z zupełnie niezależnych od siebie powodów, nie będzie już zdolnym zadosyć uczynić tym nowym wymaganiom, opłacać te nowe ciężary. Kredyt sam nie ratuje obdłużonego właściciela, a przynajmniej jest to broń bardzo obosieczna, z którą się nader ostrożnie obchodzić trzeba. Dla tego też szukanie ratunku dla rólnictwa nie w podwyższeniu ceny rolniczych wytworów a zmniejszeniu zdrażających produkcyę ciężarów publicznych, ani też w ograniczeniu wolności hipotekowania i zmianie zgubnych dla rólnictwa praw, lecz w staraniu się dla rólnictwa o jakieś nowe kredyta, i o to, jest zataczaniem się w błędnem kole, majaczeniem na jawie, tem smutniéjszem i zgubniejszem, że dotyczy tak żywotnéj dziedziny naszego rodzinnego i narodowego dobrobytu. Gdyby rolnicy nasi od czasu naszych rozbiorów nie byli znali ani mogli znać ni realnego ni osobistego kredytu, to możeby nizko stała nasza technika rólnicza, możebyśmy do dziś ni płodozmianów, ni machin, ni czystéj krwi inwentarza nie mieli, możeby jeszcze wszędzie kwitła praojcowska trzypolówka, ale bylibyśmy panami naszéj własnéj ziemi, onaby do nas należała cała, nikt obcyby do niéj żadnego nie miał prawa. Zbytnia łatwość kredytu, zbytnie uruchomienie własności ziemskiéj doprowadziło właśnie rólnictwo do dzisiejszéj bezsilności, do dzisiejszego upadania pod brzemieniem nagromadzonych na hipotece ciężarów. Ta nieszczęsna możność prawna zaciągania nieproduktywnych pożyczek, a takiemi są zapisy testamentowe w pierwszéj linii, oto właśnie zgubne dla rólnictwa czynniki, odbierające mu siłę przetrzymania krytycznych czasów. I jakże to, co rólnictwo zgubiło, ma je naraz zbawić? Jakże ma zwiększenie ciężarów umniejszyć ciężary? Zadłużona własność jeden ma tylko ratunek, a tym jest zwyższenie osiąganych cen, zmniejszenie kosztów produkcyi; na zaciąganie długów, na nowe nakłady zwiększające tylko jeszcze ciężar opłat koniecznych, ona już niema dość siły. Dalsze hipotekowanie — a hipotecznym niebawem każdy dług nowy u zadłużonego właściciela się staje — wyrywa z rąk dziedziców szmat po szmacie ich poszarpanéj własności, aż im wreszcie nic nie zostanie, aż wieś w obce pójdzie ręce, a oni sami „bez chaty i roli” w łachmanach w obcy chyba pójdą świat. Tak więc stopniu jest nader trudnem położenie właściciela dziedziczącego wieś podług systemu równych działów, czyli nominalnie w powyższym przypadku do jednéj trzeciéj wartości. O ile trudniejszem musi być jego położenie w razie większéj liczby rodzeństwa pociągającéj za sobą jeszcze większe ciężary i jeszcze mniéj własności mu pozostawiającéj? Będąc tak postawionym, rozpoczynając swą gospodarkę w takiéj słabości ekonomicznéj, nie będzie on w stanie w przeciągu życia swego wieś z długów hipotecznych zupełnie oczyścić. Widzieliśmy jak trudną jest spłata nawet na nakłady pożyczonych przez rólnika pieniędzy, o ile więc trudniejszą musi być spłata nieproduktywnych zobowiązań prawnych, które produkcyi rólniczéj niczem w pomoc nie przyszły, które owszem siły wydaje wsi osłabiają, wynosząc z niéj rok rocznie dwie trzecie siły wydajne wsi osłabiają, wynosząc w niéj rok rocznie dwie trzecie plonu a nic jéj w zamian nie dając. Ale przypuśćmy nawet — chociaż tu tylko liczyć sumiennie a nic nie przypuszczać należy, — że uczynione przez dziedziczącego syna nakłady same się zamortyzują i przyniosą zysk pożądany, czyli że ułatwią spłatę zobowiązań powstałych z zapisu, to nawet w tym nader szczęśliwym razie, kapitału swego potroić, z 100.000 marek zrobić 300.000, wsi zupełnie oczyścić nie będzie zdolnym. Potrojenie majątku jest w ogóle rzeczą trudną, mianowicie dla rólnika, a zwłaszcza dla rólnika co swój zawód z dwa razy większemi długami, niż majątkiem rozpoczyna. Gdy więc syn ten po jakich 30 latach gospodarzenia na własną rękę, wieś znów swym dzieciom zostawia, to następny syn dziedzic już w nierównie gorszych warunkach, niż on, wieś obejmie; dostanie mu się bowiem ⅓ wsi mniéj ⅓ niespłaconych długów po dziadku. Aby wyraźnie rzecz przedstawić, użyjmy liczb i przypuśćmy, że pierwszy syn-dziedzic majątek swój więcéj niż podwoił a to jest już wiele, zważywszy jak powolną jest amortyzacya w pierwszych latach, oraz że część długów z zapisów zwykle jest po za granicą pożyczki landszaftowéj, czyli jest długiem nieamortyzująym się, to pozostanie przy jego śmierci jeszcze z dawnych zobowiązań z jakie 75.000 marek; syn więc jego będzie już tylko właścicielem na jednéj czwartéj i będzie miał do oprocentowania 225,000 m., a będąc w ten sposób w gorszem niż ojciec położeniu ekonomicznem, trudniéj mu przyjdzie procenta opłacać, trudniéj amortyzować. Ale chociażby mu się powiodło w tym samym stósunku co ojcu majątek powiększyć i długi umorzyć, to trzeci z rzędu syn-dziedzic, znowu spadkobierca do ⅓, będzie już miał blizko 250.000 do oprocentowania a sam będzie właścicielem tylko na , i tak im daléj, tem gorzéj, im dalszy stopień, tem większe ciężary a tem samem już trudniejsza spłata, trudniejsza i mniejsza amortyzacya. A długo się takie dziedziczenie w ogóle przeciągać nie może, u nas zaś tem szybciéj do upadku doprowadzić musi, że czystéj własności ziemskiéj prawie nie ma, że więc już w pierwszym stopniu przychodzi dziedziczenie do ¼, ⅕ lub nawet ⅙, a można u nas przytoczyć już w pierszym stopniu zaszłe wypadki dziedziczenia do ⅒ (!) przyczem ocenienie ojcowskie było o przeszło 30% wyższem od taksy Towarzystwa kredytowego. Widzieliśmy w jak krytycznem położeniu nawet przy normalnych warunkach, znajduje się już ten co wieś do ⅓ posiada, o ile gorzéj zaś są postawieni ci inni, o ile trudniejszem dla nich pracowanie i utrzymanie się. A niech przyjdą te peryodyczne w rólnictwie lata klęski i nieurodzaju, niech przyjdą choroby wiejskiego ludu, niech przyjdzie zaraza i strata w inwentarzu, a już zachwieje się dziedzic, nadszarpnie, może i upadnie. A cóż dopiero gdy przyjdzie ogólna zniżka cen, gdy wieś straci na wartości, cóż będzie gdy te klęski zejdą się wszystkie razem? Zagrodzić temu nie podobna. I zniżka cen i choroby i nieurodzaje powtarzają się, a przetrzymać je może ten tylko, kto jest istotnym właścicielem na swéj wsi, który się w latach niepowodzenia może i musi w ograniczyć, ale którego nikt za zaległe procenta z zagrody nie może wyrzucić; obciążony zapisami dziedzic upadnie i upaść musi przy pierwszem nieszczęściu. Oto naturalny rozwój skutków zapisywania tak zwanych równych działów. Dla pojedyńczéj rodziny jest ten system, jak z przedstawienia przekonać się można, zgubnym; rychléj czy późniéj prowadzi on do wywłaszczenia, gniazdo rodzinne w obce wydaje ręce, spycha tych co na ójcowskiéj ziemi pracować chcieli i mieli w szeregi ekonomicznego proletaryatu. Równie zgubne skutki wywiera ten system na produkcyą krajową, na interesa ekonomiczne, na majątek całego społeczeństwa. Widzieliśmy bowiem, że w skutek powolności wracania się uczynionych w produkcyi rólniczej nakładów, ten tylko śmiało i ze skutkiem je przedsiębrać może, kto ma dość własnego kapitału, aby bez użycia kredytu, bez użycia obcego grosza, módz pokryć ulepszeniem spowodowane wydatki. Nakłady zaś w rolnictwie są częstokroć konieczne, np. stawianie i odnawianie budynków i tyle a tyle innych, bez nich wieś się pogarsza, traci na wartości. A gdy ziemia na wartości, gdy zmniejsza się i upada produkcya rólnicza, jestto stratą nietylko pojedyńczego dziedzica i jego wierzycieli, ale jest stratą dla całego spółeczeństwa. Każde spółeczeństwo dąży i dążyć winno do dobrobytu, a ten tam tylko jest, gdzie kwitnie produkcya; upadek produkcyi prowadzi do ubóstwa. Im więcéj ziemi znajduje się w posiadaniu ludzi nie mogących czynić koniecznych nakładów, tém mniéj postępuje produkcya, tém większa strata dla społeczeństwa. Zapisywanie równych działów jest i z innego względu szkodliwém dla narodowego dobrobytu. Niedziedziczący synowie bowiem dostający zapisy, starają się, może właśnie głównie dla tego, że się nie na swą pracę, lecz na odziedziczony kapitał oglądają, że bezmyślnie rozsiewamy przekonanie, że młody Polak tylko ma rólnicze zajęcie otwartem, — jak najrychléj podobnie jak ich brat zostać właścicielami wsi. Ponieważ zaś właśnie przez system równych działów zapanowała owa zgubna moda nominalnego dziedzictwa, kupują więc sobie właścicieli dóbr, gdyż nie mając dostatecznie kapitału na istotne nabycie wsi, wpłacają małą tylko cząstkę, zostają w księgach hipotecznych jako właściciele zapisani i rozpoczynają na nominalnie do nich należącéj wsi partackie gospodarstwo, nie odpowiadające ani przez swą technikę, ani przez swe rezultaty dzisiejszym wymaganiom. Kupiwszy zaś w takich warunkach, przechodzą równe z dziedzicznym bratem koleje, wegetują na wsi, dopóki swego kapitału nie zjedzą, dopóki nie nadejdzie chwila przesilenia, nie dająca zwykle zbyt długo czekać na siebie. Zapisywanie równych działów i to ma jeszcze zgubne następstwo, że zwiększając popyt na własność ziemską, zwiększa w nieumotywowany wewnętrznemi powodami sposób jej cenę. Wygórowanie ceny ziemi ten zaś ma smutny skutek, że myślimy, iż ta cena jest oznaczeniem istotnéj i, że nam wieś 5 prc. swéj ceny przyniesie, i na téj podstawie mieszając cenę z wartością, zapisuje spadkodawca pozornie równe działy, niedziedziczący bracia kupują drogo majątki, co wszystko ich w tem trudniejszém stawia położeniu, tém rychléj do upadku prowadzi. Nie chcąc się tu zapuszczać w szczegóły nauki o kredycie, trzeba jednakże zauważyć, że długi hipoteczne powstające z zapisów, są nie użyciem, lecz kredytu, gdyż nie dopomagają nic przyszłym wytwórcom, a nakładają na nich ciężary, są więc antycypacyą przyszłości i ztąd tylko szkodliwe skutki, zgubne następstwa są zdolne wywołać. Obecnie téż coraz więcéj uznania zyskuje zdanie, że kredyt, a raczéj nadużycie tj. nie na polepszenie produkcyi użycie kredytu, rólnictwu więcéj szkody, niż pomocy przyniosło i w publicystyce więcéj się pojawia projektów, jak dzisiejsze długi znieść i tworzeniu się nowych na przyszłość przeszkodzić, aniżeli głosów zdążających do rozszerzenia jeszcze więcéj hipotecznego kredytu. Pomnikową pracę w téj dziedzinie ogłosił Rodbertus, piszący w czasie gdzie pieniężne kapitały głównie do ulokowania się w przemysłowych przedsiębiorstwach akcyjnych dążyły i gdzie wartość ziemi i jéj dochody rosły rok rocznie, umożliwiając przez to i oprocentowanie i amortyzacyą dawniejszych zobowiązań, i dla tego dąży on więcéj do zniesienia pretensyi prywatnych i wypowiedzialnych, aniżeli do ograniczenia długów hipotecznych w ogóle. Chcąc rolników pozbawić kosztów i kłopotów spowodowanych wypowiedzialnością kapitałów, proponował on nadanie długom hipotecznym charakteru i prawa stałéj renty i odpowiednio do tego zmianę ksiąg gruntowych, w których nie miałyby już więcéj być sumy długów, lecz tylko wysokość renty rocznej zapisywaną; onaby tylko stanowiła zobowiązanie. Dla przeprowadzenia tego winny być wydane brzmiące na roczną wysokość renty, papiery na okaziciela, niewypowiedzialne przez wierzycieli. Amortyzacya mogłaby następować dowolnie, w miarę chęci i możności właściciela przez nabywanie w obiegu się znajdujących papierów rentowych. Myśl tę daléj rozprowadzając, stawia Lorenz v. Stein dwa żądania, przyczem podnosi, że nietylko wypowiedzialność, ale raczéj już sam fakt istnienia wysokich na własności ziemskiéj ciążących zobowiązań hipotecznych, jest szkodliwym i dla dobrobytu i dla spółecznego ustroju każdego narodu. Nasamprzód więc żąda on, aby nie istniały nadal indywidualne zobowiązania pewnéj wsi czy gospodarstwa, lecz aby istniały tylko solidarne zobowiązania do płacenia renty, czy to przez pojedyńczą gminę, czy przez związek gmin. W takiem urządzeniu upatruje on skuteczną zaporę przeciwko lekkomyślnemu i dowolnemu obdłużaniu własności ziemskiéj, przyczém jednakże rólnictwo nie traci możności posłużenia się obcym kapitałem dla podniesienia swéj wytwórczości. Gdy jednakże ograniczenie wolności zaciągania długów hipotecznych nie pozbawia właściciela możności zaciągania zobowiązań osobistych, domaga się Stein, aby za długi osobiste była niedozwoloną egzekucya ziemi i potrzebnego do jéj należytéj uprawy żywego i martwego inwentarza. W głównych zarysach stawia te same żądania i drugi słynny ekonomista niemiecki A. Schaeffle. Żąda on mianowice utworzenia solidarnie odpowiedzialnych związków, obejmujących pojedyńcze gminy, okręgi, powiaty i prowincye; związki te udzielałyby swym członkom rzeczowego kredytu na melioracye, stawianie budynków, zapmogi w latach klęski itp., jednakże nie dawałyby pożyczek na spożycie, lub spłatę zapisów i sum nie zapłaconych przy kupnie. Długi zaciągnięte w związku miałyby być w 20—25 lat amortyzowane. Istotnie téż, jeżeliby ktoś chciał bez stałéj szkody i rodziny i społeczeństwa trzymać się systemu zapisów dla niedziedziczącego rodzeństwa, to powinien tylko tak zapisy te urządzić, by on sam lub syn-dziedzic był w stanie wieś w ciągu życia swego zupełnie z długów oczyścić i czystą oddać swym spadkobiercom. Szybkość amortyzowania podnosząca wysokość opłacanego procentu, miałaby właśnie przezto ten skutek pożądany, że musielibyśmy niżéj wartość kapitalistyczną naszéj ziemi oceniać, mniejsze ztąd wyznaczać zapisy, więcéj swobody dawać dziedziczącemu synowi. W ostatnich czasach pojawiają się jeszcze daléj idące projekta, żądające, aby państwo samo założyło banki rentowe dla oczyszczenia własności ziemskiéj z długów hipotecznych. W miejsce istniejących hipotek, wydałoby państwo w obrębie oszacowanéj przez siebie wartości ziemi, listy rentowne, amortyzujące się w 40 latach. Która wieś wyżéj jest obdłużoną, niż będzie wartą podług owéj taksy państwowéj, ta ma być w drodze subhasty sprzedaną ę; wszelkie hipotekowanie ma być w przyszłości zakazane ze względu na smutne doświadczenia, jakie Europa z kredytem ziemskim zrobiła. Wtargnięcie państwa w tę dziedzinę motywują tém, że z jednéj strony pomoc państwowa w interesie ogólnego dobra wszędzie się zwracać powinna, gdzie prywatne siły nie wystarczają, co tu właśnie zachodzi, jak to widać z nieustannie rosnącego obdłużania, z drugiéj zaś strony uwagą, że do zadłużenia obecnego doszło rólnictwo przez wadliwość praw i instytucyi państwowych, z winy państwa, — ono bowiem zaprowadzało księgi hipoteczne stwarzające możność długów realnych — państwo przeto wywołane przez siebie zło usunąć też powinno. Wszystko to są do dziś tylko projekta, ale coraz liczniéj odzywają się podobne głosy i wszystko za tém przemawia, że do zmiany w tym względzie przyjść musi. Naszem zadaniem, w obec tych podnoszących się coraz silniéj głosów, słuchać bacznie co się dzieje, nie pogrążać się przez ciasny pogląd na obowiązki rodzinne w ekonomicznéj niedoli, nie zwiększać zapisami działów przygniatających naszą własność ciężarów, aby nas kiedyś takie reformy nie zaskoczyły nie przygotowanych i tak słabych ekonomicznie, żebyśmy upadli pod wpływem radykalnego lekarstwa. Powracając do zgubnego wpływu zadłużenia hipotecznego w ogóle, trzeba zaznaczyć, żę posiadanie ziemi przez zadłużonych właścicieli, w którym co roku zagraża utrata wszystkiego, oddziałuje szkodliwie na produkcyą i na majątek narodowy nietylko ujemnie, przez zaniechanie potrzebnych ulepszeń, ale i dodatnio przez wprost na wyzyskanie ziemi skierowane gospodarstwo. Upadający dziedzic chce się ratować, nie ma możności podniesienia produkcyi w sposób racyonalny, stara się więc wieś, dopóki ona jeszcze jego, pod każdym względem wyzyskać. Im większe zadłużenie, tém częściéj zmienia wieś właściciela, im więcéj przechodzi z ręki do ręki, tém częściéj jest ona źle gospodarzoną, wyzyskiwaną, tém więcéj traci na wartości. W interesie społeczeństwa leży daléj, aby produkcya rolnicza wzrastała nie tylko ilościowo ale i jakościowo. A i to znów wymaga nakładów, a te może uczynić tylko dziedzic, któremu nie zagraża subhasta. To z pokolenia na pokolenie przez ciągle zbyt rosnące pogrążanie własności ziemskiéj w długach hipotecznych, jest téż pono najważniejszym powodem skonstatowanego upadku gospodarstwa leśnego w Europie, tak że obecnie już państwa same tę gałęź produkcyi muszą brać i biorą na siebie, gdyż obdłużona własność ziemska nie ma już dość siły, by módz prowadzić i przetrzymać wysokopienne gospodarstwo leśne, bez którego żaden kraj obyć się nie może. Również smutném następstwem zadłużenia własności ziemskiéj jest upadek naszych sadów, ogrodów warzywnych, pasiek, rybołówstwa a i małą stosunkowo liczbę naszéj zwierzyny tu wymienić trzeba. Wszystkie te tak zwane poboczne gałęzie produkcyi rolniczéj mają swą ważność i wartość dla społeczeństwa i społeczeństwo traci, gdy one upadają. Upadają zaś głównie na wsiach, będących w ręku zadłużonych, niepewnych jutra właścicieli. Wolność zapisywania działów peryodycznie wieś każdą w ręce słabego właściciela oddaje, peryodycznie więc wieś każda się pogarsza, a jest to tém zgubniejszem, że w jednym roku więcéj można wieś pogorszyć, niż kilka lat zdoła naprawić; ta wolność niszczy przeto ekonomicznie nietylko rodzinę ale i społeczeństwo, krępuje i pogarsza produkcyą, szkodzić dobrobytowi narodowemu. Jeżeliby przeto u nas po nad względami na naszą przyszłość narodową, chęć zadowolnienia swych uczuć chwilowych panować miała, chęć nieuczynienia pozornéj krzywdy dzieciom, — gdyż pozornie tylko krzywdzi dzieci i rodzinę czyn, który dla spółeczeństwa, a więc i dla nich, błogie przynosi owoce — natenczas z ekonomicznych względów lepiéjby już było, aby każdy dziedzic wieś swą pomiędzy swych spadkobierców na równowartościowe części podzielił e. Przeciwko temu da się z technicznych powodów to i owo powiedzieć, ale zatem przemawia, że każdy spadkobierca miałby wszelkie dla podniesienia produkcyi konieczne nakłady tylko na swéj części dla przeprowadzenia, mając zaś rzeczywistą własność i czystą hipotekę, dostałby łatwo niewypowiedzialną i tanią pożyczkę, przezco zysk mając większy a mniéj kosztów, prędzéjby dług mógł umorzyć, lub téż nie mając żadnych procentów do opłacania, mógłby czekać z robieniem nakładów, dopóki sam sobie potrzebnego na to nie uzbiera kapitału. A i to jeszcze trzeba nadmienić, że będąc tytularnym dziedzicem całéj wsi, ma on liczne tak zwane potrzeby i wydatki, któreby się znacznie zmniejszyły, gdyby realnie, odpowiednio do przyjętego przypadku, około 500 mórg posiadał. Ale i dzielenie realne tylko na pewien czas, na dwa do trzech pokoleń, da się przeprowadzić, ono ma i musi mieć swoje granice, których przekroczenie równie jest szkodliwem i dla pojedyńczych rodzin i dla spółeczeństwa. System ten bowiem realnego podziału między dzieci, praktykowany często i u nas i u innych narodów przez włościan gospodarzy, musi w swéj konsekwencyi doprowadzić do rozdrobnienia własności ziemskiéj na atomy, nie wystarczające ani na zajęcie, ani na utrzymanie dziedziczącego rolnika. Wielkiem nazwiemy n. p. gospodarstwo włościańskie, gdy liczy 240 mórg, a ono przy konsekwentnych podziałach doprowadza już w pokoleniu do własności mórg (240—80—26—8,66), w czwartéj do niespełna h. Ci, którym takie skrawki ziemi przypadną w udziale, stają się istotnie „glebae adscripti” i znajdują się o tyle jeszcze w smutniejszém położeniu, niż tak zwani poddani ubiegłych, przez nowoczesny abstrakcyjny liberalizm bezwzględnie ciemnemi nazwanych wieków, że o tych radził ich pan w razie nieurodzaju czy choroby, bo miał interes w utrzymaniu robotnika przy sile i życiu, a o nowoczesnego właściciela, mogącego w całéj pełni rozporządzać swą własnością, będącego w pełném posiadaniu praw obywatelskich, nikt się nie troszczy a przynajmniéj ani zapyta się oń, ani zajmie jego losem ten, co przy zielonym stoliku nieograniczoną żadnemi względami, a zatem ą, gdyż egoistyczną wolność dzielenia i obdłużania ziemi dekretuje. Na takich skrawkach ziemi żadne racyonalne nie może istnieć gospodarstwo, mianowicie w naszym klimacie, niedozwalającym rocznie kilku zebrać plonów, niedozwalającym na uprawę ani wina, ani tp. roślin, wiele pracy wymagających, lecz sowicie ją wynagradzających. Granicą najniższą dowolności dzielenia powinna być sprzężajność gruntu, tj. obszar dający parze koni lub wołów zupełne zajęcie i utrzymanie. Gdzie powstają parcele poniżéj tego, tam ustaje racyonalna produkcya, gdyż jest albo za mało lub za wiele sił roboczych. A i siła właściciela i jego rodziny nie ma przy zbyt małéj własności dostatecznego zajęcia, przez co robotnik taki traci czas swój i siły na darmo za swą własną i społeczeństwa szkodą. Zwolennicy dzielenia gruntów podnoszą ku obronie swéj myśli, że tylko w gospodarstwach może kwitnąć uprawa warzywa, zapominają jednakże, że warzywa znajdują zyskowny zbyt tylko w wielkich miastach, przez co tylko małe pasy otaczających je ziem mogą w tym kierunku pracować przyczém w miarę rozwoju komunikacyi, znajdują krajowe warzywa na targu wielkich miast konkurencyą w lepszym klimacie wyprodukowanych warzyw i owoców, która to podaż obniża ceny krajowego wytworu, ogranicza i zmniejsza zysk wytworców. Głosowanie więc za bezgraniczną dowolnością podziałów, opierające się na iluzorycznéj możności dochodu z gospodarstwa ogrodowego w obrębie kraju, nie jest umotywowanem. Jak przy wielkiéj własności wolność zapisów, tak przy włościańskiéj wolność działów gorzkie przynosi owoce. Jedna i druga „wolność” prowadzi do bezsilności, do niewoli ekonomicznéj, zła to więc musi być wolność, a chcąc wpływ jéj należycie poznać, weźmy statystykę do ręki, gdzie nam cyfry bezstronne „sine ira et studio” skutki téj wolności przedstawiać i opowiadać będą. Niestety nie mamy naszéj ad hoc opracowanéj statystyki, a z niéj właśnie wiele, bardzo wiele moglibyśmy się nauczyć. Dziś to tylko wiemy, że: 1) przyjętym jest u nas ogólnie system działów, 2) że z roku na rok coraz więcéj tracimy ziemi, coraz mniejszą liczbę mamy właścicieli, 3) że przeciętnie co lat 14 zmienia własność ziemska w polskich ziemiach pruskiego zaboru swego właściciela. Co to dla nas znaczy, nie potrzeba dopiero tłomaczyć. Nie ma u nas dosyć kapitałów na kupienie upadających własności, przychodzą więc inni i na ziemi gdzie nasi dla swego i naszego dobrobytu pracować mieli, osiada obcy dla nas pod każdym względem żywioł, zmniejszając przez to nasz dochód i majątek narodowy. Nie chcąc nużyć cyframi, przytaczam jeden tylko przykład, do czego wolność hipotekowania równych działów prowadzi. Otóż podług rządowéj statystyki austryackiéj, najlepszéj na tym polu, intabulowano w ciągu dwóch lat r. 1878 i 79 przy własności włościańskiéj w Przedlitawii, nie licząc w to Dalmacyi i Przedarlbergu, długów hipotecznych w ogóle 61,384,141 guldenów a z tych było długów z zapisu 39,562,229!! Jak szalenie rośnie w ogóle zadłużenie własności ziemskiéj, można widzieć ztąd, że długi własności włościańskiéj w Przedlitawii wrosły z 1500 milionów guldenów w r. 1870 w ciągu ośmiu tylko lat t. j. w r. 1878 już na 2078 milionów. W sześciu wschodnich prowincyach królestwa pruskiego długi dóbr rycerskich w ciągu 20 lat od r. 1837—57 podwoiły się, tak że w r. 1857 wynosiło obdłużenie przeciętne 160 prc. wartości wsi z r. 1837. A czyż wartość ziemi wzrosła istotnie do tyla, aby mogła takie ciężary utrzymać? Zgubne skutki zadłużenia, powstającego w tak przeważnéj większości wypadków z zapisywania działów, wykazują najlepiéj cyfry sprzedaży. I tak zmienia własność ziemska w Westfalii co lat 29, w Saksonii co lat 17.9, wschodnich Prusach i Pomorzu 15, u nas zaś już co lat 14. W Austryi zostało sprzedanych drogą subhasty:
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of W sprawie utrzymania ziemi w naszem ręku.
