Front matter
WYDAWNICTWO IM. M. BRZEZIŃSKIEGO
W. M. Kozłowski.
Powstanie Wielkopolskie
I
Ruchy rewolucyjne w Polsce między rokiem 1831 a 1848.
1. Towarzystwo Demokratyczne.
Po upadku powstania 1830 — 31 r. liczne oddziały wojska polskiego, nie chcąc złożyć broni przed nieprzyjacielem, wyruszyły przez granicę, kierując się ku Francji. Niektórych wodzów zatrzymywali, więzili i męczyli Prusacy, całe oddziały przetrzymywano po twierdzach i wszelkiemi sposobami nakłaniano, aby powróciły pod rząd zwycięski. Ale lud polski przetrwał mężnie prześladowania i matactwa pruskie, i wkońcu większość dopięła celu swego: pozwolono jej maszerować ku Francji. Kiedy wkroczyli do Niemiec zachodnich, gdzie lud był bardziej oświecony, witano ich wszędzie jako bohaterów walki o wolność Europy. Kobiety rzucały im kwiaty pod nogi i pokazywały dzieciom, aby kiedyś takimi samymi się stały. We Francji skupiły się więc tysiące Polaków. A nie tylko żołnierze z oficerami i jenerałami. Przybywali ludzie rozmaitych stanów, zwłaszcza zaś pisarze i poeci, wszyscy ci, którzy brali jakikolwiek udział w powstaniu i rządach narodowych, i wogóle znakomitsi obywatele kraju. Całe życie narodu przeniosło się do Francji; a że tu w owym czasie odbywała się praca myśli, nowe idee szerzyły się w pismach i książkach, więc i Polacy, którzy tyle ciężkich przebyli doświadczeń, wzięli żywy udział w tej pracy. Otrząsnąwszy się z trudów , zaspokoiwszy jako tako pierwsze potrzeby, patryjoci nasi zajęli się gorliwie układaniem planów odrodzenia ojczyzny, dalszej dla niej pracy. Owocem tych zabiegów było Towarzystwo Demokratyczne, założone 17 marca roku 1832 pod hasłami: „Wolność, równość, braterstwo“. Liczyło ono do 3000 członków, a jednoczyło w sobie najbardziej postępowe żywioły wśród emigracji. Członkowie Towarzystwa Demokratycznego mieli to słuszne przekonanie, że dotychczasowe powstania Polski dlatego nie odniosły zwycięstwa, że za mało w nich myślano o ludzie, a przez to i lud za mało je popierał. „Wszystko dla ludu i wszystko przez lud“ — taką wygłosiło zasadę Towarzystwo Demokratyczne. Zniesienie pańszczyzny i wszelkiej służebności, równość stanów, nadanie włościanom ziemi — takie przedewszystkiem zmiany zaprowadzić miano w przyszłej, odrodzonej Polsce. W roku 1836 Towarzystwo Demokratyczne wydało Manifest do ludów Europy, w którym zawarte są jego zasady. Autorem jego był Wiktor Heltman, jeden z członków komitetu zwanego Centralizacją, który był właściwym rządem narodowym. Kiedy w ten sposób zasady ogólne i plan powstania zostały opracowane, Towarzystwo Demokratyczne zaczęło wysyłać swoich posłów czyli emisarjuszów do wszystkich części kraju, aby przygotować tam powstanie. Emisarjusze ci narażeni byli na największe niebezpieczeństwo. Przebrani za kupców wędrownych lub koszykarzy (tak zwanych węgrów), chodzili oni od dworu do dworu, od chałupy do chałupy, roznosząc książeczki Towarzystwa Demokratycznego, zawiązując spiski, przygotowując stopniowo powstanie. Niejeden z nich dostał się w ręce policji i po męczarniach więziennych wysłany został do twierdzy lub na Sybir. Nie odstraszało to wszakże innych. Młodsi i starsi chętnie nieśli wolność i życie w ofierze ojczyźnie.
2. Wyprawa Zaliwskiego.
Niezależnie od Towarzystwa Demokratycznego, część Polaków przebywających za granicą porozumiała się ze związkami rewolucyjnemi we Francji, Szwajcarji, Włoszech i Niemczech, które dążyły do wolności i braterstwa, a nazywały się związkami węglarzy. W jesieni 1832 roku związki te postanowiły wysłać wyprawę do Polski na wiosnę następnego roku, w nadziei, że lud polski powstanie na pierwsze hasło. Wodzem jej miał być Józef Zaliwski, były oficer polski z wojny 1831 roku. Zaliwski przybył do Galicji i naprędce zrekrutowawszy kilka oddziałów z byłych żołnierzy w walce 1831 roku, osiadłych w Galicji, wkroczył z nimi do Królestwa 19 marca 1833 roku. Dowódcami oddziałów byli: Dziewicki, Białkowski, Łubieński i Dmochowski. Lud jednak nie był przygotowany do powstania i nie przyłączył się do oddziałów. Dziewickiego niebawem otoczyli kozacy i wzięli do niewoli, gdzie młody wódz ten pozbawił się życia. Białkowski i Łubieński trzymali się przez 2 miesiące w lasach, odnosząc od czasu do czasu zwycięstwa nad drobnemi oddziałami kozaków. Dmochowski z Zaliwskim i ośmiu ludźmi przedarł się przez województwo Lubelskie do Galicji. Doznawszy niepowodzenia, Zaliwski odwołał wyprawę, poczem Białkowski i Łubieński wrócili do Galicji. Od granicy pruskiej wkroczył do Królestwa z niewielkiemi oddziałami: Artur Zawisza, Borzewski, Winnicki, Piszczakowski, Sulimirski, Dornfeld, Bojarski i Bugajski. Tej części wyprawy powiodło się lepiej. Do oddziałów przyłączyli się liczni włościanie, uciekający przed poborem rosyjskim do wojska. Ogół ludu chociaż przyjazny, nie wziął czynnego udziału w walce. Oddziały te staczały bitwy z wojskami rosyjskiemi i utrzymały się do czerwca, kiedy Zaliwski odwołał wyprawę. Jednocześnie na Litwie organizował włościan w majątku swoim pod Słonimem Wołłowicz, dawny członek związku Filaretów na uniwersytecie wileńskim. Zdradzono go i został ujęty. Rządy austryjacki i rosyjski z równą gorliwością srożyły się nad tymi, których udało im się schwytać. Zaliwskiego, ujętego w Galicji, skazano na śmierć, lecz wyrok ten zamieniono na 20 lat więzienia w twierdzy Kufsztajnie. Towarzysze jego: Białkowski, Borkowski i ksiądz Zaboklicki dostali po 15 lat więzienia, inni krótsze terminy. Ujęci w Królestwie Bugajski i Winnicki straceni zostali w r. 1834. Artur Zawisza, potomek Zawiszy Czarnego, złożył dowody niezwykłego męstwa. Z oddziałem włościan w liczbie 25 walczył on mężnie, dopóki nie został otoczony przez siły przeważne. W ostatniej bitwie stracił prawie wszystkich żołnierzy i sam ranny dostał się do niewoli. Męczono go w więzieniu, aby wydostać zeznania, ale odwaga i wytrwałość jego wprawiły w zdumienie nawet wrogów. Powieszono go w Warszawie 27 listopada 1833 r. Wołłowicza powieszono w Grodnie i wiele innych ofiar pochłonęła ziemia.
3. Spiski Konarskiego i ks. Ściegiennego.
Drugą próbę powstania wykonała wkrótce Młoda Polska. Był to związek również międzynarodowy, jak i „węglarze“. W obrębie rozmaitych narodów powstały demokratyczne towarzystwa spiskowe, które nazywały się: Młode Włochy, Młoda Szwajcarja, Młode Niemcy i inne. Młoda Polska zawiązała się w Bernie, w Szwajcarji, w roku 1835, a następnie przeniosła siedzibę swoją do Brukselli w Belgji, gdzie przyłączył się do niej znakomity historyk Joachim Lelewel i Stolzmann. W Krakowie głośny poeta Seweryn Goszczyński utworzył jej oddział pod nazwą „Stowarzyszenia ludu Polskiego“, do którego zaciągnęło się wielu studentów uniwersytetu. Najwybitniejszym członkiem tego stowarzyszenia był Szymon Konarski, któremu powierzono organizację Litwy i Rusi. Młody, piękny, pełen zapału dla sprawy, porywający wymową, niesłychanie odważny i nieskazitelnego , należał już do powstania 29 listopada i wojny 1831 r. Później był na wyprawie Zaliwskiego. W roku 1836 przyjechał na Wołyń i rozpoczął tu pracę z wielkiem powodzeniem. Potworzywszy liczne kółka postępowe w Kijowie, w Odessie i w mniejszych miastach, przeniósł się na Litwę, którą w ciągu dwóch lat zorganizował. Tymczasem policja francuska uwiadomiła rząd rosyjski o działalności Konarskiego. Zaczęto go gorliwie poszukiwać. Zdradzony w Wilnie przez kupca win, został schwytany przez policję, lecz w drodze przez miasto uciekł i ukrył się. Jenerałgubernator obsadził policją wszystkie bramy miejskie. Mimo to jednak po upływie kilku dni udało się Konarskiemu wyjechać w roli sługi Rodziewicza, u którego na wsi mieszkał. Na jednym z popasów spotkali się nasi podróżni z miejscowym „sprawnikiem“ (naczelnikiem powiatu), który jednak, będąc mocno podochocony, nie myślał o emisarjuszach, a przywitawszy się z Rodziewiczem, kazał jego lokajowi podać sobie fajkę. Gdy ten uczynił to niezręcznie, uderzył go w twarz. Konarski nie mógł wstrzymać się i odpowiedział sprawnikowi potężnym policzkiem, który go odrazu wytrzeźwił. Zaczęły się liczne aresztowania. Katowano i dręczono więźniów, a odznaczał się w tem szczególniej prezes komisji wileńskiej Trubeckoj. W całym przebiegu badania śledczego Konarski wykazał niezwykły hart ducha, nie tylko że od niego nie mogli się niczego dowiedzieć, lecz zręcznemi pytaniami krzyżował i plątał zeznania tych więźniów, którzy nie mieli równej mu wytrwałości w cierpieniu. Skazany na śmierć, został rozstrzelany w Wilnie 27 lutego 1839 r. Inni poszli na Sybir; w tej liczbie czterech skazanych w Kijowie na śmierć, którym pod szubienicą odczytano zmianę wyroku. Część młodzieży uniwersyteckiej wzięto do wojska; wielu bito kijami. W tym samym prawie czasie wśród licznych Polaków wysłanych do wojska syberyjskiego powstał śmiały plan owładnięcia fortecą Omskiem i wywołania powstania wśród Kirgizów i innych ludów Syberji. Blizki , plan ten został udaremniony przez zdradę. Pociągnęła ona za sobą liczne ofiary. Ksiądz Sieroczyński, stojący na czele spisku, i czterej inni zginęli okrutną śmiercią pod pałkami. Niezależnie od wszelkich stowarzyszeń zagranicznych rozpoczął dzieło swoje ksiądz Piotr Ściegienny, z pochodzenia włościanin. Zorganizował on liczny związek wśród włościan w okolicy Kielc. Wybuch powstania miał nastąpić 24 października 1844 r. Dnia tego zgromadził on należących do spisku włościan we wsi Krajnie pod Kielcami. Lecz zdradzony przez jednego z gospodarzy tej wsi, został aresztowany, zanim zdołał utworzyĆ oddział. Przez kilka nocy z rzędu włościanie okoliczni zbierali się z kosami pod miastem i czekali w lesie na nadejście innych oddziałów. Lecz pozbawieni dowódcy, nie wiedzieli, co robić. Tymczasem gubernator kielecki, udając zwolennika planu Ściegiennego, wyciągnął od niego wiele szczegółów. Liczne ofiary znowu zapełniły więzienia i Sybir. Sam Ściegienny został skazany na śmierć; lecz w chwili, gdy miał stryczek założony na szyję, odczytano mu zmianę wyroku na kopalnie w Nerczyńsku.
4. Powstanie krakowskie roku 1846.
Komitet zarządzający Towarzystwa Demokratycznego (Centralizacja) nie ustawał w czynności. Liczni jego emisarjusze pracowali skutecznie w Poznańskiem i Galicji. W Poznańskiem utworzony został Komitet Centralny, podległy Centralizacji i działający w duchu Towarzystwa Demokratycznego. W roku zaś 1844 Centralizacja wysłała tam dwóch swoich członków: Wiktora Heltmana i Ludwika Mierosławskiego, biegłego w sprawach wojskowych. W Galicji czynnym był Wiszniewski. W roku 1844 przybył do Galicji Heltman, mający powierzoną sobie władzę naczelną, i zorganizował ostatecznie ruch galicyjski. Powstanie zostało wyznaczone na miesiąc luty roku 1846. Miało ono wybuchnąć jednocześnie w obu , pruskim i austryjackim, a siły powstańcze miały wkroczyć do Królestwa, kierując się na Piotrków. Policja francuska zawiadomiła oba rządy: pruski i austryjacki, o grożącem im niebezpieczeństwie, lecz każdy z nich na swój sposób wziął się do rzeczy. Rząd pruski wyśledził przygotowania do powstania i aresztował wybitniejszych kierowników ruchu, zaczynając od Mierosławskiego (12 lutego), co spowodowało odwołanie powstania. Ponieważ jednak odwołanie to nastąpiło zbyt późno, więc tu i odbyły się wybuchy. Rząd austryjacki, z którego wychodziły w owym czasie wszystkie najczarniejsze pomysły i zdrady przeciw dążeniom ludów, wpadł na pomysł okropny. Przebrani lub jawni policjanci jego zaczęli krążyć po wsiach, podniecając lud przeciw szlachcie i mówiąc mu, że czas już przyszedł, aby zrobić porządek z panami i dopomóc łaskawemu monarsze, przyjacielowi chłopów; powstańców zaś, którzy walczyli o prawa ludu, o nadanie mu wolności i ziemi, przedstawiali ci ajenci jako wrogów chłopów, chcących przywrócić niewolę i pańszczyznę. Pomimo odwołania powstania (do czego przyczyniło się zajęcie Krakowa przez 2800 żołnierza austryjackiego), Tyssowski i Dembowski postanowili wytrwać na stanowisku. W okręgu Tarnowskim miejscowa organizacja przyśpieszyła powstanie. W nocy 18 lutego miało się zebrać pod Tarnowem 2000 powstańców. Wskutek zawiei śnieżnej przybyło zaledwie 300. Jednocześnie ukazały się gromady uzbrojonego chłopstwa. Powstańcy odczytali im swój program, lecz podburzeni i oszukani przez urzędników chłopi rzucili się, aby ich chwytać. Zaczęła się walka, w której zginęła większość powstańców. Miasto Kraków z niewielkim obszarem ziemi okolicznej tworzyło wówczas jedyny drobny skrawek ziemi, zostający pod rządami przynajmniej pozornie narodowemi, pod nazwą „Wolne Miasto Kraków“. Stało się tak dzięki temu, że Austrja i Rosja na kongresie wiedeńskim 1815 roku nie mogły dojść do porozumienia, które z tych państwa ma zabrać Kraków. Rządy spoczywały w ręku senatu, a wszystkie trzy państwa rozbiorcze miały w Krakowie swych przedstawicieli, pilnie czuwających, aby nie wylągł się w tym drobnym punkciku ziemi polskiej jaki duch rewolucyjny. Wisła stanowiła granicę między Galicją (do niej należało Podgórze — przedmieście Krakowa) a drobną rzecząpospolitą. Powstanie rozpoczęło się tu 20 lutego (1846) o 4-tej z rana od strzałów do szyldwachów austryjackich. Jednocześnie wkroczyły do miasta drobne oddziały powstańcze z okolic; lecz po drobnej strzelaninie w rynku rozproszyły się. Mimo to jenerał austryjacki, obawiając się wkroczenia większych oddziałów ludu, opuścił z wojskiem Kraków o 5-ej po południu, zostawiając broń i zapasy w Podgórzu. Lud zaczął się uzbrajać, a nazajutrz od rana wystąpił publicznie Rząd Narodowy z ramienia Towarzystwa Demokratycznego. Składali go: Jan Tyssowski, Ludwik Gorzkowski, Aleksander Grzegorzewski i Karol Rogawski. Rząd Narodowy ogłosił manifest, zawczasu napisany przez głośnego filozofa Karola Libelta (w tym czasie był on już w więzieniach pruskich w Poznańskiem), w którym ogłaszało się zniesienie wszelkich przywilejów i nadanie ziemi włościanom. 24 lutego Tyssowski został dyktatorem. Paruset górników z Wieliczki i garść powstańców z Miechowa w Królestwie, którzy, zniósłszy kozaków i rozbroiwszy żandarmów na granicy, przybyli do Krakowa, obudzili nadzieje zbrojącego się ludu. Tymczasem przyszły wieści o rabunkach dworów i okrucieństwach, popełnianych nad ich właścicielami przez bandy spokojnego ludu, kierowanego przez urzędników austryjackich, do spółki z umyślnie na ten cel uwolnionymi zbrodniarzami. Rząd Narodowy wysłał stu kilkudziesięciu żołnierzy piechoty, kosynierów i jazdy dla opamiętania napastników. Oddział ten spotkał bandę, liczącą 600 włościan, którymi kierowało 40 żołnierzy austryjackich, i po krótkiej utarczce rozpędził ją. Idąc dalej, oddział spotkał się pod Gdowem ze znacznemi siłami austryjackiemi i liczną bandą spojonych włościan z cepami i kosami, których dowódca podjudzał, przyrzekając im pieniądze za krew bratnią. Otoczeni dokoła, powstańcy przebili się mężnie przez pierścień nieprzyjaciół; lecz 40 ich poległo, 80 zaś wzięto do niewoli. Wszystkich jeńców wymordowało żołdactwo i chłopi w oczach pułkownika, który wcale temu nie przeszkadzał. Chcąc upamiętać zbłąkanych włościan, rząd krakowski postanowił wysłać do niego procesję z księżmi i krzyżami na czele. 27 lutego wyruszyła ta procesja w liczbie 500 osób, złożona z mężczyzn, kobiet i dzieci. Na czele jej szedł Edward Dembowski z krzyżem, towarzyszyło mu zaś kilku księży. Skoro tylko procesja wyszła za most, kierując się ku Podgórzu, ukryta w zasadzce jazda austryjacka wypadła i zaczęła strzelać do bezbronnych. Dembowski padł pierwszy, przeszyty kulą. Żołdactwo rzuciło się na tłum — mordując kobiety i dzieci, a trupy po obdarciu rzucało do Wisły. Tymczasem na pomoc Austryjakom przybyły wojska pruskie i rosyjskie. Kraków otoczono i zagrożono bombardowaniem. Wówczas Tyssowski po naradzie z kolegami postanowił opuścić Kraków z tysiącem powstańców i przejść do Ślązka, gdzie złożyli broń przed Prusakami 4 marca. Sam Tyssowski został uwięziony, lecz po niedługim pobycie w twierdzy uwolniony; wyjechał do Ameryki, gdzie żyją dotąd jego synowie i wnuki. Austryjacy i Rosjanie zajęli Kraków, a oburzona na Austryjaków ludność chętnie się udawała o obronę do oficerów rosyjskich, którzy też jej niejednokrotnie udzielali. Rzeczpospolita Krakowska została przyłączona do Austrji. Tymczasem policja austryjacka organizowała w Galicji bandy ze zbrodniarzy wypuszczonych na wolność, które pod dowództwem hersztów, wciągając spojonych i rozbestwionych przez urzędników chłopów, rabowały dwory, w męczeński sposób mordując obywateli. Przeszło 2000 osób zginęło śmiercią okrutną. Tylko tych, którzy przez stosunki z rządem dostawali bilety ochronne, oszczędzano. Innych, którzy zostawali przy życiu, okaleczonych odwozili rabusie do więzień austryjackich, gdzie w sposób nieludzki znęcano się nad rannymi i umierającymi. Jednym z najokrutniejszych hersztów band był wypuszczony z więzienia zbrodniarz Szela, którego rząd po rzezi hojnie wynagrodził. Dla zachęty do morderstwa, płacono za trupy więcej, niż za żywych. Ówczesny cesarz austryjacki dziękował manifestem chłopom za „wierność“… Jest to straszna rzeź bratobójcza, w której pokazało się, do czego może doprowadzić ciemnota ludu, dającego posłuch szatańskim namowom i kłamstwom rządów najezdniczych. Żałoba legła na kraj cały, a znakomity piewca niedoli narodowej, Kornel Ujejski poświęcił wypadkom tym słynny i wszystkim znany hymn boleści:
Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej Do Ciebie, Panie, bije ten głos… … O, Panie, Panie, ze zgrozą świata Okropne dzieje przyniósł nam czas: Syn zabił ojca, brat zabił brata, Mnóstwo Kainów jest pośród nas!
Lecz w tej samej pieśni już szlachetne serce poety daje rozgrzeszenie ciemnym, obłąkanym, przez długie wieki w ciemnocie utrzymywanym, a przez to na podszepty złego pochopnym włościanom:
Ale, o Panie, oni niewinni, Choć przyszłość naszą cofnęli wstecz; Inni szatani tam byli czynni, O, rękę karaj, nie ślepy miecz!
A winowajcom wskazywał jako odkupienie walkę za wolność i ojczyznę:
Zbłąkanym braciom otworzym serca; Winę ich zmaże wolności chrzest.
I przyszły rychło te boje; w dwa lata po rzezi galicyjskiej, w r. 1848, kierownicy jej uciekali od gniewu ludu, kryjąc się w wozach z brudną bielizną. Tymczasem jednak naród musiał cierpieć i składać ofiary. Teofil Wiśniowski wyruszył był w dniu oznaczonym, t. j. 21 lutego, z sześćdziesięciu powstańcami i po kilku zwycięstwach nad drobnemi oddziałami otrzymał wiadomość o odwołaniu powstania. Rozwiązawszy więc oddział, sam ukrył się w pasiece, przebrany za księdza. Lecz zdradzony przez dwóch chłopów, schwytany został przez władze austryjackie i zginął mężnie na szubienicy we Lwowie, 31 lipca 1847 r., razem z Józefem Kapuścińskim, który rozpoczął powstanie w Pilznie i obezwładnił tem burmistrza, podniecającego chłopów do rzezi. Dotąd corocznie urządzają mieszkańcy Lwowa obchód żałobny w dniu tym na cmentarzu Łyczakowskim, gdzie pogrzebani są ci dwaj męczennicy. W Poznańskiem, jak wiemy, rząd uprzedził powstanie przez uwięzienie większej części przywódców. Rząd wytoczył uwięzionym proces. Wszystkich oskarżonych było 254. W liczbie ich był głośny już wówczas uczony Karol Libelt. Mierosławski był głównym oskarżonym. Wygłosił on świetną mowę, oskarżając rządy zaborcze, wyjaśniając zasady Towarzystwa Demokratycznego i prawa narodu polskiego. Cała ludność Berlina z ogromną sympatją śledziła przebieg sprawy; najwybitniejsi pisarze, w tej liczbie poeta Jerzy Herweg z żoną Ewą, odwiedzali więźniów. Pisma zaś wszystkich narodów powtórzyły mowę Mierosławskiego, która zawierała, rzec można, program dążności wszystkich ludów. Sąd skazał ośmiu spiskowców na ścięcie; wielu innych na wieczne więzienie, innych spotkały lżejsze wyroki; 133 uwolniono od odpowiedzialności. Powszechna sympatja ludności niemieckiej dla więźniów i liberalne prądy w ówczesnych Prusach były przyczyną, że wyroków śmierci nie wykonano. Tylko jednego Babińskiego, osobno sądzonego, który jako emisarjusz bronił się w chwili aresztowania, rozstrzelano w Poznaniu (na placu Działowym, 1 lutego 1847 roku). Innych skazanych osadzono w więzieniu Moabickiem w Berlinie, skąd ich niebawem uwolniła rewolucja 1848 r.
II. Powstanie Wielkopolskie
5. Wiosna ludów 1848 roku.
Wszystkie ludy Europy w tym czasie odczuwały boleśnie ciężar ucisku rządowego, a pragnienie wolności łączyło się z nadzieją lepszego porządku społecznego, któryby ulżył losom klas uboższych, klas pracujących ciężko a zarabiających mało. Przykład Polaków, których sądzono w Berlinie za podobne żądania, połączone z pragnieniem odzyskania ojczyzny, żywo oddziaływał na umysły ogółu. Drugi przykład dał jeden z panujących. Papieże w owym czasie mieli swoje państwo, w którem posiadali władzę zupełnie podobną do królewskiej. W roku 1846 na tron papieski obrany został Pius IX, człowiek łagodny i przekonań postępowych. Zaczął on rządy swoje od tego, że ogłosił w państwie swojem konstytucję. Wywołało to ogromny zapał w całych Włoszech, które były wówczas podzielone na liczne państwa, poczęści niezależne, w większej zaś części zagarnięte przez obce mocarstwa. Lud włoski rozumiał, że Pius IX stanie na czele ruchu ku wyzwoleniu Włoch z obcej niewoli, a nasz wielki poeta Mickiewicz przybył z Paryża do Rzymu i namawiał papieża, aby stał się odrodzicielem Europy. Po całych Włoszech rozbrzmiewały okrzyki: „Niech żyje Pius IX! Niech żyje wolność i niepodległość Włoch!“ Wrzenie to zmusiło królów i książąt włoskich do nadania konstytucji swoim ludom. Część zaś podległa Austrji przygotowywała się do walki z najazdem. W tym samym czasie odniesiono i w Szwajcarji zwycięstwo nad założonym przez jezuitów a popieranym przez obce rządy odrębnym Związkiem kantonów katolickich, rozbijającym jedność narodową. Przykład sąsiadów podziałał na Francję, gdzie od samego początku lud niezadowolony był z rządów Ludwika Filipa Orleańskiego, obranego na tron po rewolucji 1830 roku. Policja jego, jak wiemy, już zdradzała plany polskich wygnańców rządom zaborczym; ku końcowi panowania ucisk ten wzmagał się ustawicznie, Ludwik Filip bowiem starał się przypodobać obcym monarchom, którzy zrazu niechętnie przyjęli go do swego grona, jako króla wyniesionego właśnie przez rewolucję. Dwudziestego drugiego lutego 1848 r. rozpoczęła się na ulicach Paryża walka, a następnego dnia gwardja narodowa, złożona z zamożniejszych obywateli, przyłączyła się do ludu. 24 lutego zwycięstwo było powszechne; król z rodziną uciekł w przebraniu do Anglji; ogłoszono rzeczpospolitą, czyniąc zaś ustępstwo ludowi biednemu, który walczył o wolność na ulicach Paryża i zdobył ją krwią swoją, a który często, nie mając pracy, pozbawiony był zarobku, ogłoszono „prawo do pracy“ wszystkich obywateli, t. j. obowiązek rządu dostarczania każdemu zarobku.
6. Rewolucja w Berlinie i w Poznaniu.
Wieść o zwycięstwie ludu we Francji szybko obiegła Europę i rozbudziła zapał powszechny. Niemcy wówczas podzielone były na kilkadziesiąt państw i państewek, niekiedy bardzo drobnych, w których wszędzie były dwory, prowadzące życie nader kosztowne a obciążające ludy podatkami i uciskiem. W Niemczech zaczął się lud tu i ówdzie zbroić i gotować do walki. W marcu wybuchły rozruchy w i Berlinie. Król pruski zaczął czynić ustępstwa. Mimo to jednak zawziętość i nieprzyjazna postawa wojska wywołały w Berlinie krwawą walkę, trwającą 36 godzin. Król Fryderyk Wilhelm IV, nie chcąc przedłużać rozlewu krwi, kazał wojskom ustąpić. Patentem 18 marca 1848 roku ogłosił jedność Niemiec, pozostawiając swobodę tym prowincjom, któreby nie chciały przyłączyć się do związku. Miał tu na myśli Poznańskie, któremu w ten sposób przyznawano niepodległość. W dniu 19 marca zebrali się Polacy i ułożyli prośbę do króla o uwolnienie więźniów polskich, trzymanych w Moabicie. Lud berliński, dowiedziawszy się o tem, pośpieszył nazajutrz tłumnie do Moabitu i wysadziwszy bramy więzienne, wtargnął do wnętrza w tej samej chwili, gdy prokurator, który przybył dorożką, aby uprzedzić pochód, czytał uwięzionym amnestję, daną przez króla. Lud wyprowadził w tryumfie więźniów, a Libelta i Mierosławskiego wsadził do dorożki, z której wyprzągł konie, aby ją samemu wieźć. Pochód ruszył ku pałacowi królewskiemu, zwiększając się po drodze przez przybywających przechodniów, i z okrzykami na cześć Polaków doszedł do placu przed pałacem. Tu zaczęto wołać: — Wilhelm, wychodź! Król ukazał się na balkonie, a tłum okrzykami zmusił go do odsłonięcia głowy przed tymi, których tak niedawno skazywał na śmierć i długie lata więzienia. Libelt przemawiał do tłumu, zachęcając, aby żądał konstytucji i wolności , co też król przyrzekł. Przed gmachem uniwersytetu przemawiał po francusku Mierosławski, powiewając chorągwiami trójkolorowemi, polską i niemiecką, na znak braterstwa ludów. Wojna z Rosją, dla uwolnienia pozostałej części Polski i dla zniesienia przeszkody z jej strony do wyzwolenia i połączenia się Niemiec, była w programie demokratów niemieckich; domagał się jej lud i rząd gotów był ustąpić. A takie znaczenie mieli wówczas Polacy, że minister Arnim zaprosił Mierosławskiego na narady nad tą wojną. Poeta niemiecki Herweg napisał gorącą odezwę, nawołującą ludy do tej wojny. W Berlinie utworzył się legjon polski z zamieszkałych tam Polaków. Cieszył się on największem zaufaniem ludu berlińskiego, który gotów był iść za nim wszędzie. Rząd korzystał z tego, powierzając mu ochronę takich miejsc, gdzie obawiał się rabunku ze strony niesfornego tłumu, jak bank, poczta i t. p. Tej samej nocy wysłał Mierosławski gońców do Poznańskiego i Prus Zachodnich, aby nawiązać nici powstania, przygotowanego w roku 1846. Nie czekano tam jednak na to wezwanie. Jak tylko przyszła wiadomość o rewolucji berlińskiej, a więc już 19 marca, rozdano w Poznaniu kokardy narodowe; tłumy przeciągały po ulicach do późnej nocy z sztandarami polskiemi, ze śpiewem pieśni narodowych. Nazajutrz zebrały się tłumy w rynku, aby odpowiadając na patent królewski z dnia 18 marca, oświadczyć, że Księstwo Poznańskie nie chce należeć do Związku Niemieckiego. Wybrano Komitet Narodowy, który natychmiast ułożył i odczytał ludowi petycję do króla. Oświadczono w niej, że Księstwo Poznańskie po wejściu Prus do Rzeszy Niemieckiej chce się wyodrębnić i zachować niezależny byt polityczny. Z petycją tą wysłano deputację do Berlina. Tymczasem władze pruskie w Poznaniu zajmowały stanowisko chwiejne, a raczej wrogie ruchowi. Urzędnicy niemieccy, którzy mieli znaczną liczbę dobrze opłacanych posad w Wielkopolsce, nie chcieli ich tracić. Prezes naczelny, z początku pozwolił na wiec dla omówienia dekretu królewskiego z d. 18 marca, później cofnął to pozwolenie i ogłosił działalność Komitetu Narodowego za nieprawną, grożąc w odezwach surowemi karami za wszelkie zakłócenia publiczne, a dowódca wojskowy, chcąc sprowokować Polaków, wtargnął, wyłamując drzwi, do Bazaru, gdzie żołnierze poranili śmiertelnie bezbronnego służącego (Chilewskiego). Później otoczył żołnierstwem dom, gdzie odbywało się posiedzenie Komitetu, i postawił szyldwachów w sali posiedzeń. Nasyłano policjantów, nagląc, aby Komitet rozszedł się. Członkowie jego oświadczyli jednak, że dopuszczą do wszelkiej ostateczności, lecz dobrowolnie się nie rozejdą. Widząc mężny opór Komitetu, prezes odnowił swoją zgodę na jego posiedzenia i usunął wojsko. Nazajutrz (22 marca) przyszła wiadomość o uwolnieniu więźniów Moabitu. Polacy uczuli się silnymi, wojsko niemieckie usunięto z miasta. Już poprzednio Polacy wydali byli odezwę do Niemców w Poznańskiem, zapewniając im bezpieczeństwo, wolność i braterstwo. Teraz Niemcy odpowiedzieli odezwą pełną zapału, w której nadmieniali o odkupieniu zbrodni historycznej względem Polaków, o sympatji zjednoczonych Niemiec dla Polaków, o wolności i braterstwie ludów „od Renu do Prosny“. W towarzystwie cechów, które przybyły z chorągwiami dla obrony Komitetu Narodowego, komitet ten przeszedł uroczystym pochodem ze śpiewem „Jeszcze Polska nie zginęła“ do ratusza, gdzie odbywał w dalszym ciągu swe posiedzenia. Tegoż dnia wieczorem przybyli do Poznania pierwsi więźniowie, uwolnieni z Moabitu. Tłumy ludu powitały ich na drodze za miastem, a wsadziwszy do powozu ozdobionego kwiatami, zaprzęgły się same, wioząc uroczystym pochodem do miasta. Nazajutrz przybyła większa gromadka więźniów, którą powitano z tą samą uroczystością i ze śpiewem „Jeszcze Polska“… oprowadzano po ulicach. Władze pruskie były nieczynne, a sam prezes odsyłał interesantów do Komitetu Narodowego, jako do rządu. Zorganizowano służbę kurjerską z rozstawionemi końmi, która pozwalała przesyłać rozkazy Komitetu w ciągu 10 — 12 godzin do najodleglejszych krańców Księstwa. Komitet rozesłał rozkaz zbrojenia się ludu. „Niech miasteczka i wsie najeżą się kosami“, pisał w odezwie swojej. W miastach utworzono magazyny z furażem i żywnością. Z każdych 100 mórg składali właściciele ziemi po 1 i pół korca żyta i owsa, 6 kwart grochu, 20 funtów mięsa, tyleż siana i słomy. Pozakładano kasy wojenne, do których wpływały hojne ofiary w pieniądzach oraz srebrnych i złotych rzeczach. Orły pruskie zamieniano wszędzie na polskie. Wyznaczeni przez Komitet urzędnicy narodowi (delegaci Komitetu) wydawali rozkazy pruskim „landratom“ (naczelnikom powiatowym). Wielu z nich dobrowolnie spełniało te rozkazy; jeśli zaś który stawiał opór, to delegat Komitetu zrzucał go z urzędu i ustanawiał władzę tymczasową. W niektórych miejscowościach landratom udało się jednak uzbroić kolonistów niemieckich i przeszkadzać organizacji powstania. W Krotoszynie nawet zgraja takich kolonistów wtargnęła do domu posiedzeń komitetu miejscowego i byłaby go wymordowała, gdyby nie pomoc wojska pruskiego. Prócz gwardji narodowej w miastach, uzbrojonej przeważnie w kosy i piki, a przeznaczonej do utrzymania porządku, organizowało się szybko wojsko polskie uzbrojone w strzelby. Skupowano konie dla konnicy, którą tworzyła przeważnie młodzież obywatelska. Chociaż nigdzie żadnych gwałtów nie popełniano nad Niemcami, niemało kolonistów niemieckich lub karczmarzy Żydów przychodziło do miast z opowiadaniami o gwałtach polskich, które wszystkie po sprawdzeniu okazały się kłamliwemi. Tak np. w jednej wiosce chłopi zaczęli żartować z szynkarza Żyda, że będzie musiał wziąć kosę i zaciągnąć się do gwardji narodowej. Z tego zrobiono historję o pogróżkach i gwałcie. Komitet Narodowy zdołał taktownem postępowaniem uspokoić ludność niemiecką. Kupcy niemieccy w Poznaniu pootwierali swe składy, a prezes naczelny pruski w odezwie z d. 26 marca oświadczał, że porządek nigdzie nie był zakłócony.
7. Deputacja u króla.
Tymczasem przybyła do Berlina wysłana przez Komitet Narodowy deputacja. Przyłączył się do niej utworzony w Berlinie komitet rewolucyjny polski, z Mierosławskim i Libeltem na czele. Król, wiedząc o ruchu w Poznańskiem, pośpieszył przyjąć deputację 23 marca, t. j. nazajutrz po jej . Niektórzy z członków komitetu, a mianowicie Maciej Mielżyński i arcybiskup Przyłuski, ulegli namowom ugodowo usposobionego księcia Radziwiłła (który był adjutantem króla) i wbrew wyraźnemu zleceniu Komitetu Narodowego w Poznaniu nie nadmienili w petycji o żądaniu niepodległości dzielnic polskich. Król jednak, będąc przygotowany na to żądanie, a nieuważnie słuchając petycji, zaczął oponować, mówiąc, że nie może się zgodzić na niepodległość, że nie dopuści do tego Rosja. Starał się wykazać, że Polacy nie potrafią wybić się na niepodległość, skoro tego w 1831 roku nie uczynili, kiedy warunki były przyjaźniejsze. Nastąpiła dość ostra dyskusja z jednym z członków deputacji, doktorem Kraszewskim, który wytknął królowi postępowanie rządu pruskiego. Wreszcie zwrócono uwagę, że Polacy domagają się tylko urzeczywistnienia praw, zaręczonych przez traktat wiedeński 1815 roku, a odrazu przez rząd pruski pogwałconych. Król obiecał dać odpowiedź przez ministrów. Deputacja natychmiast spostrzegła, że popełniła błąd, zbaczając od danej sobie przez Komitet Narodowy instrukcji. Wystosowała więc na piśmie petycję, żądając utworzenia wojska narodowego i obsadzenia urzędów Polakami, a odwołania urzędników niemieckich. Król odpowiedział, iż zgadza się na reorganizację Księstwa w duchu narodowym i na utworzenie komisji, która ma się tem zająć. Władze pruskie nie przeszkadzały zbrojeniu się w Poznańskiem, ponieważ spodziewano się wojny z Rosją, a nawet sądzono, że Rosja pierwsza ją zacznie. Polacy poszliby więc na pierwszy ogień, czy to broniąc kraju, czy wkraczając do Królestwa dla rozniecenia tam powstania. W ten sposób rząd pruski chciał pozbyć się niespokojnych Polaków. Na życzenie deputacji komisarzem wojskowym przy komisji reorganizacji mianowano Willisena, który poprzednio był już w Księstwie, a życzliwość dla Polaków wykazał podczas wojny w 1831 roku.
8. y.
W Poznańskiem tymczasem wojsko polskie rosło szybko w liczbę. Lud garnął się chętnie pod sztandary narodowe. Tworzono z niego piechotę: strzelców i kosynierów. Już dwa oddziały po 1000 ludzi wkroczyć miały do Królestwa dla rozpoczęcia powstania; lecz Mierosławski wstrzymał je, zaznaczając niedostateczne przygotowanie wojska. Prusy Zachodnie także zaczęły się organizować, lecz przewaga Niemców w wielu miejscowościach nie pozwoliła na taką organizację, jak w Poznańskiem. Utworzono tylko oddziały wojska, które wyruszyły na pomoc poznańskim. Niemcy, mieszkający w Księstwie, byli w ciągłej obawie i strachem swoim oraz kłamliwemi wieściami o gwałtach Polaków utrzymywali nieprzyjaźń narodową, pomimo sympatji, którą manifestacyjnie okazywali Niemcy mieszkający w swoim kraju dla sprawy polskiej. Willisen zaraz po przybyciu do Poznania wydał odezwę, przyrzekającą Polakom rychłe spełnienie obietnic królewskich, a uspakajającą Niemców. Urzędnicy Niemcy, którzy ciągnęli zyski ze swego uprzywilejowanego położenia w Księstwie, wysłali do Willisena deputację, żądając, aby skasował wszystkie postanowienia polskiego Komitetu, a siły polskie rozproszył bagnetami, nadewszystko zaś, aby im zaręczył, że Księstwo nie będzie oderwane od Prus. Willisen kazał im przespać się 24 godziny i przyjść ze świeżemi głowami. Wówczas Niemcy posłali na niego skargę do Berlina, oświadczając zarazem, że nie chcą się oddzielać od Prus, i prosząc, aby szereg powiatów, leżących nad rzeką Notecią, wyłączony był z zamierzonej reorganizacji. Willisen naznaczył na 7 kwietnia posiedzenie komisji reorganizacyjnej, do której wybrał 5 Polaków i 4 Niemców. Dowódca wojskowy w Poznańskiem jenerał Colomb czuł się dotkniętym tem, że przysłano Willisena z wyższemi pełnomocnictwami od jego własnych, i złość swoją chciał wywrzeć na Polakach, których nienawidził. Zaczął więc powoli gromadzić wojsko w Poznańskiem i miał go już do 30,000. Chciał też bez porozumienia się z komisarzem królewskim (Willisenem) napaść na Polaków. Dowiedziawszy się o tem, Willisen udał się do niego i z trudnością uzyskał trzydniową zwłokę. Komitet Narodowy jednak nie próżnował i poczynił kroki dla uprzedzenia niebezpieczeństwa. Wydział wojenny jego opracował plan skupienia wojska polskiego w czterech obozach, a mianowicie: pod Książem, w Pleszewie, we Wrześni i w Mieścisku. Mierosławski objechał obozy, których dowódcy przedstawili go żołnierzom jako naczelnego dowódcę. Wszystkiego wojsko polskie liczyło niewiele więcej nad 8,200 żołnierza. Kiedy Willisen traktował z komitetem reorganizacyjnym o przekształceniu wojska zapasowego (landwery) na armję polską z komendą i barwami narodowemi, licząc na chęć króla pokojowego załatwienia sprawy, kiedy cała postępowa opinja Niemiec stała po stronie Polski; intrygi nikczemnych żywiołów niemieckich w Poznańskiem, pod przywództwem Colomba, przygotowywały krwawy zatarg. Colomb w porozumieniu z królem gromadził wojska w Księstwie lub na jego granicach, aby napaść na obozy polskie. Ustawicznie też odbywały się to napaści znienacka i mordowanie bezbronnych ochotników polskich, podążających do obozów, to zrywanie i znieważanie kokard narodowych u włościan, którzy je nosili powszechnie. Takie prowokowanie ludu wywołało wkrótce swoje skutki. — My tam o życie nie stojema, mówili włościanie, byle ino te Niemcy nad nami nie przewodziły. W Mieścisku, 9 kwietnia, gdy lud cały był w kościele (była to Palmowa niedziela), przybył oddział dragonów pruskich, strzelając po drodze. Zanim zdołano rozbiec się z kościoła po domach, dragoni zajechali przed kościół i dali salwę, zabijając sołtysa i kilka kobiet. Uderzono w dzwony. Zbiegła się ludność z okolicznych wsi i dano odprawę Prusakom, którzy uciekli, unosząc kilku rannych. W innej wsi (Kiełczewie) przekuwano kosy na broń. Żandarm pruski odebrał kosę jednemu z gospodarzy. Rozesłano natychmiast posłańców do wsi sąsiednich, a w kilka godzin stało już kilkaset ludzi pod bronią. Zebrawszy już do 30,000 wojska, któremi otoczył obozy polskie, Colomb dla dalszej prowokacji ogłosił stan oblężenia w Poznaniu. Na ulicach żołdactwo zaczepiało ludzi, biło kolbami, przejmowano listy do Komitetu. Komitet odwołał się do ministra: minister odpowiedział, że nic o tem nie wie i że stan oblężenia będzie zniesiony. W tym samym czasie zgromadził się we Frankfurcie parlament wszechniemiecki dla zjednoczenia wszystkich ziem niemieckich i opracowania konstytucji liberalnej dla nowego związku niemieckiego. Jedną z pierwszych czynności jego była następująca uchwała: „Związek Niemiecki uważa podział Polski za haniebną niesprawiedliwość i uważa za święty obowiązek ludów niemieckich dołożyć wszelkich starań, aby Polska została odbudowana. Oświadcza przytem życzenie swoje, aby rządy niemieckie zapewniły Polakom wolne przejście bez broni do ich ojczyzny, a w razie potrzeby udzieliły im pomocy.“ W tym samym czasie poeta niemiecki Herweg, stojący na czele legji niemieckiej, sformowanej w Paryżu, ogłosił odezwę demokratów niemieckich do Polaków, w której pisał: „Demokraci niemieccy nie złożą broni, dopóki imię narodu polskiego nie będzie rozbrzmiewać , niż kiedykolwiek, w sercu ludów Europy… Zbawienie Polski będzie zbawieniem Rosji… Naszem hasłem bojowem niech będzie: Niema Niemiec bez wolnej Polski; niema wolnej Polski bez wolnych Niemiec.“ Uchwała parlamentu frankfurckiego i ruch opinji postępowej na rzecz Polski sprawiły wielkie wrażenie w całej Europie. W Paryżu lud zgromadził się na stutysięczną manifestację, domagając się od konstytuanty ogłoszenia wojny Rosji dla wyzwolenia Polski. Francja wysłała do Poznania Karola Didier z misją dyplomatyczną. Rząd austryjacki w deklaracji swojej z d. 6 kwietnia ogłaszał również: „Wolna Austrja przyniesie wolność Polsce, a silna związkiem z Polską i sympatją Europy, nie będzie się wahała walczyć z Rosją w tak wielkim celu.“ Willisen, w dobrej wierze dążący do pokojowego załatwienia sprawy i ufający dobrym chęciom dworu, (chociaż sam w pertraktacjach „politykował“), starał się zawrzeć z Komitetem Narodowym ugodę, domagając się rozwiązania wojska polskiego. Komitet wahał się i naradzał z swym wydziałem wojennym, który oświadczył, że wobec przewagi sił pruskich walka nie rokuje pomyślnego skutku. Komitet wreszcie przychylił się ku ugodzie, lecz trzeba było uzyskać zgodę samego wojska. W tym celu Willisen wybrał się 10 kwietnia do obozu w Środzie. Tymczasem już poprzedniego dnia 14 tysięcy Prusaków przesunęło się ku Środzie. 11-go kwietnia, w dżdżysty ponury dzień, po wszystkich drogach posuwały się wojska pruskie ku obozowi, gdzie zebrali się delegaci od wszystkich obozów dla pertraktacji z Willisenem, który zamieszkał w Jarosławcu. Żołnierzy pruskich podniecano piosenkami, pisanemi przez popleczników czarnej zgrai, i obietnicami, że dostaną ziemię po wymordowanych Polakach. Na widok tych ruchów i rozwścieczonego żołnierstwa pruskiego w obozie powstała wrzawa. Wołano o zdradzie. W takich warunkach odbyło się zawarcie fatalnej dla sprawy polskiej ugody jarosławieckiej. Zgodzono się na to, że zostaną cztery obozy, liczące najwyżej po 600 piechoty i 120 jazdy, Środę zaś odda się Prusakom.
The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.
Loading the full text…
The end
You’ve reached the end of Powstanie wielkopolskie w roku 1848.
