Read here

O panslawizmie zachodnim

Karol Boromeusz Hoffman · 1868 · Free in the US

21,121 words · about 1 h 29 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1868 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=O_panslawizmie_zachodnim&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Karol Boromeusz Hoffman
Language
Polish
Published
1868
Length
21,121 words · about 1 h 29 min
Sections
10 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (10)

Continue:

Studium historyczne

O

PANSLAWIZMIE ZACHODNIM.

Studium historyczne

przez

KAROLA BOROMEUSZA HOFFMANA.

C. T. H. L. w P.

Wydanie Dziennika Poznańskiego.

Poznań i Berlin,

1868.

Poznań, czcionkami Ludwika Merzbacha.

Studium historyczne

anslawizmem nazywamy dziś ideę jednoczenia plemion rasy słowiańskiéj. Idea jednoczenia spokrewnionych plemion zdaje się wchodzić do uprawnionych zadań dzisiejszego wieku. Popierana przez ludy, uznawana przez rządy, zaczyna służyć za normę zaokrąglania państw, za podstawę nowego prawa publicznego i w czasach, w których żyjemy, znajduje już praktyczne zastósowanie w dwóch spółeczeństwach europejskich: włoskiém i niemieckiém. Wartoby zapytać, dla czego , acz także oparty na idei jednoczenia, nie doznaje w Europie równéj poszany moralnéj jak inne jednoczenia idee; dla czego miasto spółczucia wzbudza tylko obawy i wstręty? Zastanówmy się trochę a znajdziemy odpowiedź. Jednoczenie spokrewnionych plemion może mieć dwojaki charakter. Raz bywa aspiracyą rasy, drugi raz aspiracyą narodowości. Między aspiracyami rasy a aspiracyami narodowości zachodzi wielka różnica. Pierwsze nie wypływają z godziwéj potrzeby narodów, kieruje niemi chęć panowania i żądza podbojów, nie mogą być inaczéj przeprowadzone jak drogą przemocy i gwałtu. Dragie leżą w interesie narodów; są najlepszą rękojmią wewnętrznego ich dobrobytu i zawnętrznego bezpieczeństwa; znajdują uprawnienie w dobrowolném zezwoleniu stron. Każda z ras europejskich rozdzielała się pierwotnie, w czasach przedhistorycznych, na rozmaite gałęzie, szukające sobie wygodniejszych siedzib w rozmaitych stronach. Każda gałęź, w jedném miejscu, zaczynała życie odrębne od życia swoich sióstr, bo zależące od różnicy ziemi, jéj położenia i klimatu; kształciła odrębnie swoje narzecze; stósowała swe obyczaje i zakony do nowych warunków bytu, słowem, zamieniała się w odrębną narodowość, uważając ją za najdroższy swój klejnot i więcéj sobie ceniąc tradycye spólnéj narodowości niż tradycye spólnego szczepu. Podobne odrębności, wyrobione historycznie, zyskały dziś sankcyą czasu; Europa uważa je za prawowite i nienaruszalne. Na ich zachowaniu zasadza pokój powszechny i szczęście narodów, a jeśli pochwala ideę jednoczenia, to nie w łonie rozłączonéj rasy ale w łonie rozłączonéj narodowości. Każdą walkę narodowości z narodowością uważałaby ona za równą dla ludzkości klęskę, jak walkę rasy z rasą. Gdyby na przykład Niemcy na zasadzie spólnéj rasy chciały pochłonąć Anglią, Skandynawią lub Hollandyą, a Francya Italią lub Hiszpanią, poczytałaby ten zamysł za dziką aspiracyą podbojów, za zamach, oburzający cywilizacyą wieku. Europa nie zna ni pangermanizmu ni panromanizmu, dla tego téż znać nie chce i panslawizmu, zwłaszcza panslawizmu, popieranego przez takie państwo jak Rosya. Słowiańszczyzna, owa najliczniejsza ze wszystkich ras indo-europejskich, zamieszkująca od czasów niepamiętnych połowę Środkowéj i niemal całą północno-wschodnią Europę, znaną już była w starożytności jako szczep najspokojniejszy, najmniéj uciążliwy sąsiadem. Wszyscy badacze dziejowi, czy starożytni czy nowożytni, przyznają mu charakter łagodny, zamiłowanie w rólnictwie i innych zatrudnieniach pokojowych, przywiązanie do ziemi, na któréj osiadał, wstręt do awanturniczych przesiedleń, a ztąd do wojen i podbojów, choć przytém niepospolitą męzkość w odpieraniu obcych napaści. Jeśli w epoce powszechnéj wędrówki narodów rozszerzył się głębiej na zachód, to tylko w miejsca słabo zaludnione, albo całkiém opuszczane przez rasy, mniéj spokojne, wojownicze, gnane żądzą łupów ku granicom upadającego państwa rzymskiego. Dla tego téż żył długo w gminowładztwie, podzielony na niezliczone gromady, pokolenia, żupy, nie mające żadnego politycznego między sobą związku. Ów patryarchalny organizm ubezpieczał im ich wolność wewnętrzną, ale okazał się z czasem niedostateczny do zapewnienia im spokojności zewnętrznéj. Nie wszystkim Słowianom dało się to uczuć w jednym stopniu. Zależało to od ich jeograficznego połeżenia. Słowianie zachodni, bliżsi ogniska oświaty i ludów stósunkowo ucywilizowańszych, wcześniéj wpadali na tropy organizmów państwowych i na sposoby skupiania sił własnych w obronie swéj niepodległości. Trudniejsze było położenie Słowian wschodnich, nietylko więcéj oddalonych od ognisk oświaty ale i graniczących z barbarzyństwem. Od północy siedzieli im na karku Normanowie i Czudowie czyli Finnowie, od wschodu i południa wędrowne i rozbójnicze hordy bądź uralskiego bądź tureckiego szczepu, jako to: Awarowie, Bółgarowie, Ugry czyli Węgrzy, Turcy, Połowcy, Peczeńcy i t. d. Niepokojeni od wieków podobném sąsiedztwem, zmuszani częstokroć do opłacania danin lub wpuszczania najezdniczych osad do własnéj swéj ziemi, padli na myśl poddania się jedynowładztwu i przyzwali w pomoc szczep wojowniczy germańsko-normandsko-skandynawski Waregów czyli Rusów. Działo się to w drugiéj połowie IX. wieku. Około roku 859 ery Chr. przybył Ruryk z Rusami, uorganizował rząd jedynowładny, poskromił najazdy azyatyckich barbarzyńców, a połączywszy w jedno ciało przyległe pokolenia słowiańskie, położył kamień węgielny państwu, które dziś nazywamy Rosją. Waregowie czyli Rusy wsiąknęli z czasem w naród, który opanowali, ale ich przybycie nadało Słowiańszczyznie wschodniéj pewne własności, odróżniające ją od innych Słowian. Ze Słowiańszczyzną wschodnią zrobiło się niemal toż samo, co ze szczepem romańskim i celtyckim na Zachodzie. Co tam zdziałał zwycięski żywiół gotsko-germański, to tu zdziałał żywiół czudzkonormandsko-uralski. Jak tam z Bretanii, Galii, Iberyi utworzyły się: Anglia, Francya, Hiszpania, tak tu ze Słowiańszczyzny utworzyła się Rosya. Przedewszystkiém Słowiańszczyzna wschodnia zmieniła swą nazwę dawnych rozdrobnionych imion przybrała ogólne miano Rusyi czyli Rosyi. Następnie skaził się obczyzną jéj język narodowy; przeistoczyła się jeograficzna nomenklatura miast, siedzib, prowincyi; powchodziły w życie niektóre prawa i zakony, starodawnym obyczajom słowiańskim zupełnie przeciwne. Zmiany te nie zatarły wprawdzie znamion etnograficznych ludności miejscowéj; Waregowie nie byli dość liczni, żeby mogli przekształcić ją na swój obraz, ale zawsze Rosya przestała być czystą Słowiańszczyzną. Co ją najwięcéj odróżniało od innych Słowian, to natura nowo zaprowadzonéj władzy i jéj zewnętrzne posłannictwo. Książęta skandynawsko-normandzcy wnieśli do swéj przybranéj ojczyzny wyobrażenia, jakich ani Słowiańszczyzna ani Europa nigdy nie znała. Ugruntowali jedynowładztwo dziedziczne, samodziercze, nieuległe niczyjéj kontroli i poczytujące sobie za główne zadanie: nieograniczone rozszerzenie granic państwa kosztem sąsiadów czy równo- czy obcoplemiennych. Zaprowadzone późniéj chrześciaństwo nieścieśniło bynajmniéj ich dowolnéj władzy. Rosya przyjęła obrządek grecki nie rzymski. Kościół grecki, pozbawiony niepodległéj głowy, nigdy nie wywierał nad mocarzami świata téj zbawiennéj i moralnéj kontroli, która w czasach barbarzyństwa i ciemnoty była jedyną tarczą wolności zachodnich ludów Europy. Późniejsze ujarzmienie Rosyi przez Mongołów, trwające przez dwa wieki, zaszczepiając w nią idee azyatyckie, usposobiło ją jeszcze bardziéj do uchylania czoła przed wszechmocnością wielkich książąt. Iwan III. zniósł wprawdzie jarzmo Mongołów, ale utrzymał w narodzie ich dogmata polityczne i wytępił w jego łonie ogniem i mieczem ostatnie szczątki wolności słowiańskich. On to ukończył ten krwawy proces, który się toczył na jego ziemi między pierwotną narodowością słowiańską a przybraną rosyjską, on przejął od Mongołów tytuł a, od Bizantyńców orła dwu-głownego w herbie i pod temi dwoma godłami ogłosił się panem dziedzicznym nietylko ale i całego niemal widomego świata. On to przydał do osoby ruskich monarchów piętno półbóstwa, piętno ziemskich namiestników Stwórcy i wykonawców Jego woli. Przed tém piętnem zniknąć musiało wszelkie wyobrażenie wolności indywidualnéj człowieka, wszelka myśl kontroli czynów caratu, a natomiast zaszczepiać się: cierpliwość, rezygnacya, ślepe posłuszeństwo jego rozkazom, oraz patryotyzm, zasadzony na samych ujemnych skłonnościach natury ludzkiéj, jako to: fanatyzmie religijnym i nienawiści a przynajmniéj wstręcie do wszystkich ludów, inaczéj uorganizowanych aniżeli a. Pod takiém to bałwochwalstwem władzy rozwijała się cywilizacya Rosyi do dziś dnia. Oczywista, że duch téj cywilizacyi musiał być duchowi cywilizacyi europejskiéj dyametralnie przeciwny. Rosya przyswajała sobie i wszystkie zdobycze cywilizacyi zachodniéj w dziedzinie sztuk, nauk, umiejętności i wynalazków; zaprowadza techniczne reformy w administracyi; podnosi nawet swobodę ludu, wyjmując go z pod dawnéj zwierzchności panów; wyższe warstwy jéj spółeczeństwa świecą powierzchnią ogładą i uniwersalném wykształceniem; ale dla tego carat, acz pod inną formą, jest u niéj téjże saméj natury, jak był za Ruryka lub Iwana Groźnego. Dzisiejsi carowie Rosyi osobiście dalecy są od dzikości swoich poprzedników, nie będą już jak Iwan Groźny zaszywać ludzi w skóry zwierzęce i palić żywcem na stósach, ani ścinać im głowy własnemi rękoma jak Piotr Wielki, ale pomimo tego są jak dawniéj panami życia, wolności i własności swoich poddanych. Mogą wedle upodobania kasować sądowe wyroki, zmniejszać lub pewiększać wyrzeczone kary, przysądzać lub odbierać majątki, ubożyć kontrybucyami całe prowincye, wyrzucać ze społeczeństwa kogobądź i wysyłać go w odludne stepy, tolerować lub prześladować wyznania religijne, karcić lub pochwalać odszczepieństwa, rozporządzać własnością kościelną, ukazami świeckiemi ograniczać obrządki. Oni sami piszą prawa, sami wydają wojny i zawierają sojusze, sami oznaczają stopę siły zbrojnéj, sami nakładają podatki, sami rozrządzają dochodami państwa, sami zaciągają długi, sami narzucają narodowi papierową monetę, sami oznaczają jéj ilość, sami sprawują nad nią kontrolę, słowem pod formami europejskiemi sprawują władzę tejże saméj, jeśli nie większéj rozciągłości, jak królowie japońscy, perscy lub ottomańscy. Kraj ich jest jedynym w Europie zakątkiem, gdzie jeszcze literalnie zasada: x. Co zaś tę władzę czyni niebezpieczną dla świata, to ta okoliczność, iż kiedy Europa wygnała już z swych kodeksów doktrynę osobistéj nieomylności monarchów, lud rosyjski przywiązuje dotąd do caratu ideę mongolską, dotąd pada na kolana przed jego obliczem, dotąd upatruje w nim organ Opatrzności, dotąd nie widzi, nie przypuszcza, nie pragnie innéj dla siebie gwarancyi jak w jego wspaniałości, mądrości i łasce. Najucywilizowańsi jego ludzie stanu, najzawołańsi pisarze głoszą sofizmat: że godność człowieka zależy na posłuszeństwie jednéj osobie, że narody powinny przyjmować jarzmo despotyzmu „zh.“ Z takim ludem można zajść bardzo daleko. Można go wyzyskiwać w interesie fałszu i prawdy, miłosierdzia i okrucieństwa, cywilizacyi i barbarzyństwa. Scisła sprawiedliwość nie pozwala zaprzeczać ludowi rosyjskiemu prawa do pojęć politycznych, pod których cieniem, słusznie lub niesłusznie, czuje się być szczęśliwym, ale nie może przyznawać mu prawa do narzucania tych pojęć ludom stokroć dojrzalszym i do ich propagowania siłą podbojów. Tymczasem carat, co od tysiąca lat nie odmienił swojéj natury, nie odmienił także i swego pierwotnego posłannictwa. Jak dawniéj tak i teraz stoi na podbojach. Podboje te od czasów Piotra Wielkiego przybrały nawet znamię misyi narodowej, Opatrznościowéj, przypominającéj historyą tych państw które niegdyś mieniły się przeznaczonemi do panowania nad światem. Rosya po każdym podboju zwykła zaręczać, że ów podbój będzie ostatnim, że rozszerzenia granic nie potrzebuje, a przecież codzień rośnie i od stu lat zbliżyła się już o mil 180 do środka Europy. Zda się, że każdy podbój rodzi potrzebę nowego. Podbojami Rosyi nie kieruje bynajmniéj idea słowiańska, idea łączenia ludów jednéj rasy w jedno ognisko. Najlepszym tego dowodem obojętność, z jaką niektóre narodowości własnéj rasy albo sama wytępia albo do ich wytępiania innym rasom rękę podaje. Jeżeli dziś wywiesza sztandar panslawizmu, to tylko jako zręczny przeciw Europie odwet za postawioną zasadę narodowości. Chce usprawiedliwić rzecz pozorném brzmieniem Jéj polityka zaborcza nie ma granic ani w rasie, ani w narodowości, ani w przestrzeni. Tam się tylko zatrzymuje, gdzie jéj nie dopisze szczęście oręża, lub gdzie ją do chwilowego umiarkowania zniewala ostrożność. Carat w rozszerzaniu granic swego państwa nie przestaje na odjęciu niepodległości ludom podbitym; w zaborach mianowicie europejskich godzi przedewszystkiém na wytępienie ducha cywilizacyi zachodniéj czy to w oświacie, czy w religii, czy w stósunkach spółecznych, a dzisiejsza martyrologia Polski pokazuje, że w téj mierze nie przebiera w środkach. Europa patrzy na te wszystkie aspiracye caratu i oto są przyczyny, dla których krom przyznawania praw narodowościom nie zna i znać nie chce panslawizmu. Pansławizm Rosyi nie jest panslawizmem ale panrusynizmem. Jeżli zredukujemy pansławizm do idei narodowości, do idei godziwéj jednoczenia plemion tegoż samego języka, tychże samych obyczajów, tegoż samego ducha, to obaczymy, że takowego panslawizmu wzięły niegdyś inicyatywę nie Rosya ale inne odnogi Słowiańszczyzny, Panslawizm ten tém się odróżnił od panslawizmu Rosyi, że, zamknięty w sprawiedliwych granicach, był natury obronnéj nie zaczepnéj, że nietylko nie groził cywilizacyi zachodniéj, ale zapowiadał stać się z czasem najsilniejszą jéj podporą. Żeby się o tém przekonać, trzeba zajrzeć w dzieje głęboko i bardzo głęboko. Słowiańszczyzna czysta, pierwotna, obcemi żywiołami niezmącona, podjęła już była ideę jednoczenia od samego początku swéj doby historycznéj. Przeprowadzała ją mniéj więcéj pomyślnie to w tych to w owych swéj narodowości ogniskach przez blisko sześć wieków. W XV. dopiero stuleciu zbieg rozmaitych okoliczności wewnętrznych i zewnętrznych zmusił ją do porzucenia myśli unii i o jéj usiłowaniach unifikacyjnych dzieje zamilkły. Czyż to nie fenomen Opatrznościowy, że dziś myśl ta zmartwychwstaje na nowo? Są w życiu narodów konieczności rodowite, których żadne przedawnienie, żadna siła nie przygasi. Jak ów wieczny ogień, który tli we wnętrznościach ziemi i, upatrzywszy sobie jak najmniejszą szczelinę, wydobywa się ponad powierzchnią, tak i Słowiańszczyzna, dotąd nie zrusyfikowana, upatrzywszy szczelinę w obecnych politycznych wypadkach, przebija skorupę czasu i przypomina światu, że powinien się z nią rachować. Nie jestże na dobie odświeżyć pamięć jéj dawniejszych w téj mierze usiłowań, przebiedz historycznie, o ile starczą źródła, koléj walk, jakie staczała, zawodów, jakich doznawała? Nie śmiemy twierdzić, aby podobna praca przyniosła jaki praktyczny i bezpośredni pożytek, ale podjęliśmy ją w przekonaniu, że nie będzie zupełnie niewdzięczną i jéj owocem jest niniejsze pismo. Życzymy tylko sobie, aby nam nikt nie przypisywał myśli tendencyjnéj, myśli insynuowania z przeszłości tych lub owych kształtów przyszłego ukonstytuowania Słowiańszczyzny; nasza praca ma charakter czystohistoryczny. Wielkie przemiany polityczne nie powtarzają się nigdy wedle jednych i tychże samych form. Czas niszczy, czas tworzy. Przeszłość jest zawsze nauką, ale nie zawsze wzorem. Kto jednak chce zgadywać, co będzie, dobrze, że sobie przypomni, co było.

Studium historyczne

Rzecz uwagi godna, że w kilka wieków po pierwszém wyrojeniu się ludów azyatyckich na Europę skrajne części pierwotnéj Słowiańszczyzny, wschodnia i południowa, tak już były zamulone obcemi żywioły, iż w téj już odległéj dobie przedstawiały odmienną od reszty Słowiańszczyzny postać i zaczęły wchodzić na inną koléj narodowego rozwoju. Z jednego szczepu zrobiły się jakby dwa, jeden czysty, drugi mięszany. Przybycie Ruryka i rozgoszczenie się Waregów uwydatniło jeszcze bardziéj ów polityczno-etnograficzny rozbrat, tak że rzeczywistą reprezentantką pierwotnéj Słowiańszczyzny pozostała tylko część jéj zachodnia. Z tego to powodu najpoważniejsi badacze starożytności słowiańskich jako to: Dobrowski, Adelung, Durich dzielą już w X. wieku po n. Ch. starą Słowiańszczyznę pod względem języka i instytucyi na dwie połowy: na Słowiańszczyznę zachodnią i wschodnio-południową. Linią graniczną między niemi utworzyła jakby sama natura, stanowiły ją mniéj więcéj: Dźwina, Berezyna, Dniepr, Dunaj, Sawa i Karpaty. Z lewéj strony téj linii mieszkało plemię lesko-czeskie, mówiące jednym czystym słowiańskim językiem, jako to: Lesi czyli Polacy, Szlązacy, Czesi, Morawianie, Słowacy, Serbowie nadelbiańscy i nadbałtyccy; z prawéj strony: Wielko-rosyanie czyli Moskale, Bółgarowie i Illyrowie. Pierwszych ożywiał duch wolności, zostawali pod rządami książąt własnéj krwi i wyboru; drugich ożywiał a raczéj wynaradawiał duch azyatyckiego poddaństwa, od północy pod ciężkiém panowaniem przybyszów Rusów Waregów, od południa pod jarzmem pozostałych hord uralskich lub despotyzmem cesarzów grecko bizantyńskich. Każda z tych połowic nietylko ze względu na swoje naturalne granice i oddzielny rozwój ale i na ogrom swojéj ludności i przestrzeni mogła się uważać za odrębną całość, a która z nich miała większe prawo do popierania idei panslawizmu, tego obszerniéj dowodzić nie potrzebujem. Słowiańszczyzna zachodnia wyobrażała nieregularny czworokąt, zawierający około 360 mil wzdłuż a 240 wszerz, którego jeden bok tworzyło morze Bałtyckie drugi i trzeci Słowiańszczyzna wschodnio południowa czwarty Elba, Sala i góry Czeskie (Böhmerwald). Najniebezpieczniejszym dla niéj sąsiadem był od zachodu szczep germański, szczep stósunkowo mniéj dziki od hord normandsko-azyatyckich, ale również chciwy łupów i odwiecznie Słowianom nieprzyjazny. Z początku za czasów pogańskich wiodła go na boje prosta żądza cudzéj własności, późniéj za czasów chrześciańskich misya niby Opatrznościowa, mająca swoje źródło bądź w domniemanym prawie cesarzów zachodnich do panowania nad światem, bądź w obowiązku roznoszenia słowa Bożego pomiędzy ludy pogańskie, Słowiańszczyzna stawiała opór tym nieustannym najazdom, nie tyle ze wstrętu przeciw dogmatom nowéj wiary, ile z obawy następstw politycznych i cywilnych, jakie ciągnęło za sobą to krwawe apostolstwo. Nie chciała poświęcać dla chrztu ni swéj narodowéj niepodległości, ni swego . Opór jéj jednak nie był skutecznym dopóty, dopóki w niéj nie zawitało światło téj prawdy: że obcemu naciskowi nie sprosta, jeżeli rozproszonych sił swoich w jedno nie połączy. Pierwszym ludem, którego natchnęło niebo duchem podobnéj organizacyi, były Czechy, owa najpołudniowsza latorośl Lechów, a to jeszcze za czasów króla frankońskiego Dagoberta. Łączenie narodowości w jedno organiczne ciało dzieje się zwykle w dwojaki sposób. Albo wtedy, kiedy jaki mąż wyższego geniuszu, król czy wódz, pojmujący dobrodziejstwo jedności państwa, opatrzy się w dostateczną siłę attrakcyi do skupiania w około siebie pobratymczych swego plemienia gałązek; albo kiedy kilka sąsiadujących lecz żyjących samopas gałązek uczuje wspólny interes do dobrowolnego między sobą zlewku. Pierwszy fenomen trafia się w ludach jeszcze niedojrzałych, nieumiejących radzić o sobie. Tam w braku politycznego rozumu przychodzi w pomoc Opatrzność. Drugi bywa już owocem wyższego wykształcenia narodowego. Obadwa te fenomena ukazywały się koleją wieków w zachodniéj Słowiańszczyznie. Czechom wskazał myśl zbawienia jeden człowiek. Pierwszym jednoczycielem Słowian był ów „cż,“ który nazywał się Samo. Samo, król nie z kołodzieja jak Piast, nie z kmiecia jak Przemyśl, ale król z przekupnia, mógłby uchodzić za myt. Z najstarszych kronikarzy wspomina o nim jeden tylko Fredegar; inni jemu spółcześni, mianowicie czescy, milczą; nie przechował się nawet w powieściach ludu. Główne przecież czyny i zasługi jego noszą tak pewną datę, że nie może być inaczéj uważany jak za figurę historyczną. Samo, rodowity Słowianin, przyszedł z niemieckiéj ziemi, w któréj był gościł za kuplą. Natchniony wyższą myślą ratowania braci, porzucił kram, przypasał oręż, zebrał wojsko, a poskromiwszy nieprzyjaciół, upokorzywszy króla Dagoberta, zwabił pod swoje rządy pokrewne ludy i książęta i założył pierwsze zjednoczone państwo słowiańskie. Działo się to między r. 627 a 662 naszéj ery a zatém na dwa wieki przed spełnieniem podobnegoż dzieła u Słowian wschodnich przez Ruryka. Państwo jego rozciągało się między Odrą a Elbą, między Wielką Chrobacyą czyli Małopolską a Sosnowemi górami (Fichtelgebirge) nad Menem, do tych bowiem niemieckich kończyn rozciągały się wówczas osady słowiańskie. Samo panował lat 35, z dwunastu żon zostawił 21 synów, ale państwo, które założył, skończyło się z jego śmiercią. Zrobiło się z niém toż samo, co z państwem Atylli. Duch wielkiego męża nie przeszedł w następców. Niepomni dobrodziejstw jedności, sami zdruzgotali dzieło ojca i Słowiańszczyzna zachodnia wpadła znowu w stan rozdrobnienia. Rozdrobnienie to trwało lat 151, tém niebezpieczniejsze dla Słowian, iż w tym przeciągu czasu powstało cesarstwo Zachodnie, roszczące sobie do Słowian misyą polityczno-apostolską a zatém potwierdzoną przez Kościół. Słowiańszczyzna zachodnia nie zdołała się oprzeć jego zcentralizowanéj potędze i Karól Wielki podbił ją a raczéj shołdował — podług Eginharda — mieczem i ogniem aż po Wisłę. Wiadomo, że i cesarstwo Zachodnie skarłowaciało po Karolu Wielkim. Historya uczy, że kiedy słabieje rasa podbijająca, podnosi się podbita; i idea panslawistyczna, zaniedbana po Samosie przez Czechów, ukazała się drugi raz w innéj odnodze Słowiańszczyzny zachodniéj, u ich braci Morawian. Ich to bowiem obdarowało niebo w tym peryodzie dziejów rządzcami wyższego umysłu, przejętymi potrzebą powtórzenia dzieła, którego nie zdołał utrwalić czeski Samo. Kiedy mówimy o Morawianach, mówimy razem o Słowakach. Obiedwie te narodowości, pokrewne między sobą jednym językiem, jednemi obyczajami, jednemi przymiotami ciała i duszy, zamieszkiwały kraj, rozciągający się od środka Panonii, dzisiejszych Węgier, aż do granic czeskich. Rząd nad nim pozostawał w ręku drobnych książąt narodowego szczepu i jednego rodu, hołdujących w IX wieku cesarzom niemieckim. Za główną stolicę uważaną była Nitra. Na głośniejsze między książętami imię zasłużył pierwszy dopiero Moimir, który zaczął panować około r. 818. Moimira obdarzyło przyrodzenie przymiotemi znakomitego rządzcy. Troskliwszy o wewnętrzne uorganizowanie narodu na zasadach, rokujących mu coraz większą krewkość i dobrobyt, niż o przedwczesne szerzenie jego granic, położył kamień węgielny do daleko większego państwa. Mądrość atoli jego administracyi zaniepokoiła zwierzchnika jego, cesarza niemieckiego Ludwika. Moimir, najechany przez tak potętnego władzcę, musiał ustąpić ze stolicy i zostawić tron synowcowi swemu, milszemu Niemcom, Ratysławowi inaczéj Rastycowi (r. 848). Morawianie jednak nie stracili na téj zmianie. Są narody, którym niebo nie zsyła wielkich ludzi, jak co kilkaset lat; są inne, którym daje jednego po drugim. Do tych ostatnich mogła się liczyć Morawa. Ratysław pokazał się jeszcze zdolniejszym od Moimira. Uczuł on, że w kraju, opatrzonym już w gruntowne podstawy wewnętrznego organizmu, można się kusić o śmielsze plany. Wziął więc sobie za główne zadanie otrząsnąć naród z wszelkiego wazalstwa Niemców i znalazł dosyć siły do wywalczenia mu niepodległości orężem. Zwycięstwa jego nad cesarzem niemieckim taką przyniosły mu sławę, że pod jego rządy zaczęły się dobrowolnie garnąć sąsiedzkie a uciskane przez germanizm ludy słowiańskie, mianowicie Czechy i Serby. Podobne zlewki przyczyniły mu jeszcze więcéj mocy, lecz zaledwie stanął na szczycie potęgi, padł ofiarą zdrady własnego synowca Światopułka. Wydany przezeń Niemcom i oślepiony, skończył życie w więzieniu. Przeznaczeniem było y, bo taką przyjęła nazwę, że jeszcze i ta rewolucya nie wstrzymała dalszego i silniejszego jéj rozwoju. Jeżli każdy uzurpator jéj tronu odznaczał się niepospolitym rozumem, to Światopułk przeszedł wszystkich poprzedników. z początku przez cesarza niemieckiego, wnet uczuł uciążliwość podobnéj opieki, podniósł przeciwko niemu oręż i zmusił go do przyznania mu niepodległości. Dzięki téj swobodzie i nadzwyczajnie mądrym rządom, utworzył u siebie ognisko jeszcze silniejszéj atrakcyi dla okolicznych ludów jednoplemiennych i właśnie wtedy, kiedy Słowiańszczyzna wschodnia poddawała się obcemu jedynowładztwu Russów-Waregów, postawił w środku Europy państwo słowiańskie, równe co niemieckiemu cesarstwu, a przewyższające swą rozległością wszystkie państwa ówczesne. Rozciągało się bowiem na Wschód aż do rzeki Torysy, a ztamtéj strony Tatrów aż za Kraków, łącząc w sobie późniejszą Małopolskę, Ruś Czerwoną i Szląsk, na południe aż po Dunaj, na północ aż po Magdeburg, na zachód aż po za Czechy. Państwo to było już na pewnym stopniu cywilizacyi. Nie tylko bowiem wyznawało chrześciańską wiarę łacińsko-słowiańskiego obrządku, ale i używało pisma alfabetem świeżo wynalezionym przez św. Cyryla (Kyrylicą). Rząd jego nie był centralnym w dzisiejszém znaczeniu, rozdzielał się w duchu owego czasu na księstewka, pewnéj autonomii, ale każde z nich, „co niegdyś składało cesarzowi, to oddawało do skarbnicy Światopułka na potrzebę obrony. Na wezwanie jego do oręża. On przodkował sprawom powszechnym.“ Blizcy tych czasów nazywają go: „me.“ Zlewek Słowian Zachodnich w jedno organiczne ciało, acz zamknięty w ich specyalnych narodowościach, miał przed sobą świetną przyszłość. Nieubłaganym jego nieprzyjacielem był tylko szczep germański, ale dopóki żył Światopułk, wszystkie cesarzów niemieckich napaście rozbijały się w proch o granitową ścianę jego monarchii. Nie było téż dynasty więcéj ubóstwianego od swoich poddanych. Pamięć jego żyje u Morawian do dziś dnia, po tysiącu latach, w przysłowiu: „Si“ szukaj Światopułka. Całą swą powagę, całą pomyślność, całą potęgę, winien był wysokiemu swemu zmysłowi politycznemu, pielęgnowaniu idei jedności narodowéj. On to jest owym monarchą, o którym dziejopisowie mówią, że umierając, przywołał do siebie synów i podawszy im pęk kijów, kazał im próbować, azali go nie złamią. Gdy żaden złamać nie mógł, kazał im łamać każdy kij z osobna, a widząc jak im idzie łatwo, zawołał: otóż dowód, że póki będziecie w jedności i zgodzie, nikt was nie przełamie, skoro się rozdzielicie, upadek wasz nieuchronny. Na nieszczęście w owych czasach byli ludzie, czujący dobrodziejstwa jedności, ale nie znali jeszcze środków jéj zabezpieczenia. Panował bowiem powszechny zwyczaj, zwany, dzielenia państwa po śmierci monarchy pomiędzy jego synów, zwyczaj, czyniący może zadosyć miłości rodzicielskiéj królów, ale nie przynoszący szczęścia i pokoju narodom. Cóż mogły roztropne rady zgody, dawane dzieciom, kiedy im się zostawiało siłę do jéj łamania. Światopułk, umierając (r.894), zostawił państwo dwom synom: Moimirowi II i Światopułkowi II. Synowie ci nie umieli słuchać rad ojca, ambicya i chciwość wzięły w nich górę nad obowiązkami krwi i interesu narodu, a wielka Morawa, stawszy się teatrem zaciętéj wojny domowéj, otworzyła znowu wrota germanizmowi. Był to czas, w którym dojrzewał już dramat, ciągnący się odtąd przez 9 wieków i którego akt ostatni odgrywa się dopiero za dni naszych. Od téj to bowiem epoki datuje ów odwieczny germanizmu system, łączenia się choćby z barbarzyństwem, celem zniweczenia Słowiańszczyzny i dzielenia się nią na poły; system, częstokroć przerywany, porzucany, lecz odnawiający się zawsze przy pomyślnych okolicznościach. Nie przewidywali władzcy niemieccy, że sojusz z rasami odmiennego ducha, pożeranemi równie bezwzględną żądzą podboju, wdzierającemi się do Europy w kierunku odwrotnym, może z czasem sprowadzić zgubę dla nich samych i skończyć się katastrofą podobną do starcia się dwóch puszczonych przeciwko sobie lokomotyw, która jednego lub drugiego sojusznika zdruzgocze a przynajmniéj na wieki uniedołężni. Od kilku już wieków do południowéj Dacyi wcisnęły się były dzikie lecz bitne hordy owych dziś tak przeistoczonych Madziarów, pozostałe po dawnych Hunach i Awarach. Tych to barbarzyńców uznał niemiecki cesarz Arnulf za najdoskonalsze przeciwko Słowiańszczyźnie narzędzia. Za ich pomocą tłukł państwo Morawskie jeszcze za życia Światopułka. Pierwsze te spólne napady rozbiły się o dzielność Światopułka i zgubne skutki nienaturalnego aliansu dały się uczuć i Słowianom i dopiero po jego śmierci. Na początku X stulecia Madziarowie, ośmieleni dawniejszą germańską zachętą, małoletnością cesarza Ludwika i niezgodą panującą między synami Światopułka, przedsięwzięli już wyprawę na własną rękę równie przeciw Słowianom jak przeciwko Niemcom i pamiętna bitwa pod Preszburgiem (r. 907) położyła koniec państwu Wielkiéj Morawy. Zginął ostatni książę morawski Moimir, zginął bawarsko-niemiecki książę Luitpold, a młody cesarz Ludwik zaledwie uciekł z życiem. „Cios ten,“ mówi Szafarzyk „ugodził Słowiaństwo-Zachodnie w samo serce; zniknęła z pola dziejów Wielka Morawa; dawna ludność niedobita rozbiegła się w rozmaite strony, a w jéj miejsce dzicz Uralska (Madziarów) założyła silny swój stolec.“ Po upadku drugiéj owéj unii słowiańskiéj smutnym był stan całego zachodniego jéj szczepu. Żywiół niemiecki, wetując doznaną od Madziarów klęskę, mścił się na Słowianach w innéj stronie, mianowicie między Elbą a Odrą; tępił ich i podbijał bez miłosierdzia. Proces ten trwał lat sto. Rozproszona Słowiańszczyzna mężnie wytrzymywała ciosy; germanizm nigdzie panowania swego nie ustalił; gdy nareszcie po stuletniéj walce zajaśniało na słowiańskim horyzoncie nowe słońce, opatrzone w potrzebną siłę atrakcyi do łączenia rozproszonych cząstek szczepu w jedno ognisko. Tém słońcem była Lechia czyli Polska, a królem, co jéj przywodził, był Bolesław Wielki. Jednoczyciel ów miał większe do zwalczenia trudności, niżeli Światopułk. Przedewszystkiém musiał się obrachowywać z braćmi, których dla swobody działania od spółrządów usunął, a ci podburzyli nań Czechów. Powtóre zastał w swém sąsiedztwie potężnego rywala, Włodzimierza Wielkiego, władzcę Słowiańszczyzny Wschodniéj, pożeranego także żądzą jednoczenia Słowian. Między ambicyą Bolesława a ambicyą Włodzimierza ta była różnica, że pierwszy ograniczał swój panslawizm do Słowiańszczyzny Zachodniéj, drugi pragnął podbić i zrusyfikować Słowiańszczyznę całą. Tamten zostawiał Russom-Waregom wolne pole do organizowania państwa w ich własnym obrębie, ten zapuszczał swe zagony do Słowiańszczyzny przednieprskiéj, czyli późniejszéj Mało-Rosyi, nienoszącéj jeszcze nazwiska Rusinów, używającéj odmiennego narzecza, wyznającéj już w wielkiéj części wiarę łacińską, żyjącéj albo w stanie wolnym, albo pod zwierzchnictwem Lechii. Bolesław, wzięty we dwa ognie od wschodu i zachodu, chwycił się polityki niezmiernie oględnéj. Mając na barkach dwóch nieprzyjaciół, uznał za rzecz roztropnego władcy, oszczędzać trzeciego. Dla tego to, zawieszając swe zamiary przeciw germanizmowi, nieprzestawał oddawać mu usług wiernego marchiona, posyłać mu nawet posiłki przeciw pogańskim pobratymcom, by kiedyś drogą pokoju zyskać to tytułem zasługi, czego niemógł otrzymać drogą niepewnéj wojny. I niezawiódł się w swoich planach. Poskromiwszy Czechów i Rusów, stanął przed cesarzem z śmiałém czołem sprzymierzeńca, oczekującego za swoją wierność sprawiedliwéj nagrody. Na jego szczęście miotały cesarstwem włoskie niepokoje, wymagające jak najprędszéj ze Słowiaństwem zgody. Otto III niewidział w téj mierze innego środka, jak wyrzec się misyi polityczno-apostolskiéj względem Słowian i ustąpić ją wielkiemu monarsze ich narodu. Ważne to postanowienie nastąpiło na zjeździe gnieźnieńskim (r. 1000) i Bolesław uzyskał nietylko koronę monarszą, nietylko całkowitą od cesarstwa niezawisłość, ale i tytuł ogólny króla n z mocą jednoczenia i nawracania wszystkich swego szczepu ludów. Złote krzesło po Karolu Wielkim, dar cesarski, symbolizujący to namaszczenie, było prawdopodobnie znamieniem równie rozciągłéj jego władzy na wschodzie, jaką cesarze sprawowali na zachodzie. Z układu tego chciał się wprawdzie zrzucić następca Ottona III, Henryk II, rozpoczynał wojny, zwoływał germańskie krucyaty, zawierał znowu sojusze z wschodniemi Rusami-Waregami, ale mężnego oporu Polaków przełamać niemógł. I Bolesław, zmusiwszy germanizm do potwierdzenia praw mu ustąpionych, zaokrągliwszy swe państwo nadmorskimi Słowianami, podbiwszy pogańskie Prusy, schołdowawszy Rurykowiczów pamiętném zdobyciem Kijowa, ufundował nowe państwo zachodnio-słowiańskie, rozciągające się od Elby do Dniepru, od morza do Dunaju (r. 992—1025). Żeby zaś zostawić światu znak widomy, ostrzegający, gdzie się powinna kończyć germanizacya, gdzie rusyfikacya, wbił słupy żelazne przy ujściu Elby i Sali, w Ossie i Dnieprze. Trzecia ta unia słowiańska trwała dłużéj, niż dwie poprzednie, ale i jéj byt nie był wiecznotrwałym. Jeżeli pierwsza przeżyła lat 35, druga lat 50, to trzecia przeżyła 150. Postęp niewielki ale zawsze widoczny. Wszystkie powyższe unifikacye opierały się na systemie feodalnym, którego duch owiewał całą Europę. Sztuki centralizowania rządów, czy to w formie jedynowładnéj, czy w federacyjnéj, jeszcze nieznano. Grube czasy i stan oświaty niedopuszczały jeszcze podobnych organizacyi. Najpotężniejsi jednoczyciele państw, sam nawet Karól Wielki, nie umiał inaczéj przyłączać nowych nabytków do spólnego pnia, jak pod formą hołdownictwa. Nie żądali od hołdowników nic więcéj, jak zwierzchności militarnéj, to jest pewnéj daniny rocznéj i pewnéj liczby ludzi zbrojnych w razie potrzeby. Zresztą zostawiali im autonomią całkowitą i dynastyczną i administracyjną. Tak samo działo się i w Słowiańszczyźnie. Bolesław Chrobry, jednocząc z swém dziedziczném państwem ludy zaodrzańskie i zabużańskie, poruczał je osobnym królikom, bądź zostawując dawnych, bądź mianując nowych, pod obowiązkiem tylko uznawania jego najwyższéj władzy. Oczywista, iż podobny stósunek był niezmiernie ślizki, iż utrzymywał schołdowanemi dynastyami i ludami wieczne ziarno zachcianek separatystycznych. A to tém więcéj, że między ludami jednoplemiennemi były jeszcze takie, co więcéj sobie ceniły zupełną wolność i niezawisłość, niż dobrodziejstwa unii. Część Lutyków i Obotrytów, zamieszkujących niektóre ziemie między Odrą a Elbą, przez zaciętość w wierze pogańskiéj i nienawiść ku hierarchii powszechnego kościoła, nie chciała się nigdy łączyć z braćmi, gotowa nawet szukać pomocy u obcych przeciwko własnéj ojczyźnie. Dopóki żył Bolesław Chrobry, unia Zachodnio-Słowiańska trzymała się jako tako w całości. Pod cieniem wielkiego monarchy stygły wszelkie rozkładowe aspiracye. Ale pod jego niedołężnym następcą podnieśli zaraz głowę Czesi, podnieśli Niemcy, Rusini i owi nieprzezorni, o których dopiero mówiliśmy, Zachodni Słowianie. Cały gmach zaczął się kruszyć: Mieczysław II stracił Czechy z Morawią, wszystkie ludy między Odrą a Elbą wybiły się na wolność, ich królikowie z danników Polski pozamieniali się na niepodległych władzców, a następne niepokoje wewnętrzne, jako to: wygnanie Ryxy z Kazimierzem, bezkrólewie, bunty chłopskie, anarchia, raniąca samo serce Polski, o mało co nie doprowadziły do utraty reszty. Jakkolwiekbądź, następcy Bolesława Wielkiego, słabi czy mocni, nigdy się nie zrzekali odzyskania uszczuplających jednotę słowiańską prowincyi, ciągle usiłowali utrzymać odziedziczone po nim państwo w całości; waleczny Bolesław II dał uczuć dzielność swego oręża Czechom, w posłuszeństwie Słowiańszczyznę przeddnieprską, starł w proch Russów wschodnich; Bolesław III Krzywousty poskromił Niemców, odzyskał i ochrzcił Pomorze po obu stronach Odry, przyłączył ; wszyscy, o ile im starczyło siły, dopełniali przynależnéj Polsce misyi histerycznéj, uważali swą dziedzinę za matkę opiekunkę i jednoczycielkę wszystkich Zachodnich Słowian. Dopiero ze śmiercią Bolesława Krzywoustego, runęła trzecia unia Zachodnio-Słowiańska, zawiązana pod hegemonią Polski; wypadek tém boleśniejszy, iż go niesprowadziła przemoc zewnętrzna, ale rewolucya wewnętrzna. Był to czas, w którym system feodalny, system rozdrabniania, nie jednoczenia państw, robił w całéj Europie coraz większe postępy. Dopomagały mu: nieudolność osobista królów, zwyczaj dzielenia państw między wszystkie dzieci królewskie (pm), rosnąca potęga arystokracyi i hierarchii kościelnéj. Wszędzie krzewiły się idee przeciwko jedynowładztwu. Duch czasu, do zniweczenia jedności państw indywidualnych, mógłże sprzyjać jednoczeniu narodowości? Na chwałę pierwszych następców Bolesława Wielkiego przyznać należy, że jeżeli słabsi z pomiędzy nich dopuścili odpadku niektórych prowincji, wszyscy potrafili utrzymać jedynowładztwo, rząd w jednéj osobie ów jedyny pod owe czasy organizm, zdolny do łączenia z sobą jednych narodowości; wszyscy potrafili poskramiać żywioły wewnętrzne, rywalizujące z koroną. Najwięcéj w tej mierze zasługi położył Bolesław Krzywousty. Ale Bolesław Krzywousty zostawiał liczne potomstwo, po większéj części małoletnie. Troskliwy o przyszły pokój

poszedł za przykładem niektórych innych monarchów, zaprowadził nową podówczas instytucyą u. Wydzielając wszystkim dzieciom pewne części kraju, związał je węzłem feodalnego posłuszeństwa przeciwko najstarszemu ich bratu i jedynemu monarsze. Rozporządzenie to naród przyjął, biskupi zaprzysięgli. Po jego zgonie nie dotrzymano mu słowa, myśli testamentu przeistoczono, podział feodalny krain i warunkowy wzięto za rzeczywisty; brat najstarszy, jedyny króli stróż całości państwa, padł ofiarą duchownéj klątwy i uszedł za granicę. Pozostałość po nim oddano małoletnim braciom i podzielono kraj na cztery części. Ważna ta rewolucya nie uzyskała prawomocności dokonanego faktu względem zagranicy, jak odstąpieniem dobrowolném znowu jednéj najznakomitszéj części korony, to jest Szląska. Z wypędzeniem starszéj linii Piastów i podziałem kraju, Polska, wypuściwszy z rąk swoją misyą historyczną, straciła na długi czas w Słowiańszczyznie Zachodniéj wszelkie znaczenie polityczne. Pierwsze owo zaparcie się myśli słowiańskiéj, pierwszy odwrót od polityki Bolesława Wielkiego, otworzyły na nowo śluzę germanizmowi, śluzę, którą był zamknął Bolesław. Pobratymcze pokolenia między Odrą a Elbą nie miały się już . Mogłyż się oglądać na pień, połupany w cząstki i którego najstarszy tetrarcha, zwyciężony w nierównéj walce, przepraszać musiał niemieckiego cesarza, boso i z gołym mieczem na karku? Udzielni tych pokoleń książęta, za swoje separatystyczne zachcianki, padali kolejno pod ciosami marchionów niemieckich i od śmierci Krzywoustego nie upłynęło lat 30, kiedy wszystkie co do nogi wytępione, zniemczone lub ze swych siedzib wyparte zostały. Stało się z nimi toż samo, co dziś z pierwotnemi ludami Ameryki; zachowały się do dziś dnia jedynie w nazwach miast i siół; a w ich miejsce zajęły kartę dziejów margrabstwa holsztyńskie, brandenburgskie i saskie. Po rozbiciu zjednoczenia polsko-słowiańskiego, zmniejszyła się materyalnie Słowiańszczyzna Zachodnia blisko o połowę. O ile się osłabił panslawizm, o tyle się wzmógł germanizm. Zadanie pierwszego stało się trudniejsze, niż kiedykolwiek; trudniejsze niż po Samonie, trudniejsze niż po . Odtąd czynne działanie Słowian w myśli zjednoczenia zależało nie tyle od liczebnéj przewagi ich ludności, od postępu oświaty w każdéj ich odnodze zosobna; od ukazania się w ich łonie państwowéj indywidualności, zdolnéj do objęcia moralnego steru nad ogólnemi interesami wszystkich. Na taki jednak objaw potrzeba było długiego czasu. Opatrzność przecież nieodmówiła mu powrotu do dziejów i po trzystu latach przerwy myśl panslawistyczną podnieśli znowu Czesi. Że ten fenomen należy już do historyi nowoczesnéj, że się wiązał z najciekawszemi wypadkami XV wieku, że stał na widowni dziejów przez lat 50, że, acz niefortunny, nadał nowy kierunek rozwojowi środkowéj Europy, pozwolimy sobie obszerniéj o nim pomówić.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…