Read here

Kiermasy na Warmji

Walenty Barczewski · 1923 · Free in the US

94,284 words · about 6 h 36 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1923 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Kiermasy_na_Warmji&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Walenty Barczewski
Language
Polish
Published
1923
Length
94,284 words · about 6 h 36 min
Sections
30 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (30)
  1. Front matter under 1 min
  2. całość about 2 h 36 min
  3. Wstęp about 1 min
  4. Opis Warmji about 6 min
  5. Historia Warmji about 5 min
  6. Djalekt warmijski about 3 min
  7. Ludność warmijska about 4 min
  8. Kiermas warmijski about 3 min
  9. Przygotowanie na kiermas about 4 min
  10. Odpust w Bartęgu about 10 min
  11. Kiermas under 1 min
  12. całość about 1 h 23 min
  13. Powrót z kościoła about 3 min
  14. Izba warmijska about 2 min
  15. Obiad na kiermasie about 20 min
  16. Po obiedzie w ogrodzie about 1 min
  17. Gry dzieci about 1 min
  18. Nieszpory about 4 min
  19. Karciarze about 3 min
  20. Ciotki about 23 min
  21. Wuje w polu about 22 min
  22. Wieczerza i rozjazd about 6 min
  23. Dodatek gramatykalny about 7 min
  24. Wojna w Bredynku about 3 min
  25. Religijność i walka kulturalna na Warmji about 3 min
  26. Objawienia gietrzwałdzkie about 5 min
  27. Bractwo Opatrzności Boskiej w Bartęgu about 3 min
  28. Uprawa lnu, separacja, ablucja na Warmji about 7 min
  29. Skąd pochodzą Warmjacy about 3 min
  30. Przysłowia na polskiej Warmji about 6 min

Continue:

Front matter

| KIERMASY | NA | WARMJI | Napisał | X. W. BARCZEWSKI | Wydanie czwarte, znacznie rozszerzone | OLSZTYN. Czcionkami drukarni „Gazety Olsztyńskiej“. 1923. | | Przedruk wzbroniony. | | |

całość

| KIERMASY | NA | WARMJI | Napisał | X. W. BARCZEWSKI | Wydanie czwarte, znacznie rozszerzone | OLSZTYN. Czcionkami drukarni „Gazety Olsztyńskiej“. 1923. | | Przedruk wzbroniony. | | |

Kilka słów wstępnych.

Podaję mały obrazek z życia i obyczajów ludu warmijskiego, chcąc przez to nasamprzód współziomków moich zachęcić i zagrzać do gorliwego zajęcia się ojczystym językiem, do czytania i pilnego ćwiczenia się w polskiej mowie, bo tylko na podstawie swego własnego języka można się łatwo i skutecznie nauczyć mów obcych — a dalszych czytelników zapoznać poniekąd z bogobojnym i poczciwym ludem warmijskim, z którym zapoznali się w ostatnim czasie częściej i więcej — w Gietrzwałdzie. Zaiste dziwna to rzecz i zastanowienia godna: gdy niepohamowanym zbiegiem różnych okoliczności zaginęły Łąki pod Lubawą, powstał Gietrzwałd pod Olsztynem, nowa gwiazda pociechy i nadziei na ziemi polskiej. Może bliska już przyszłość wytłumaczy nam to niejasne jeszcze zjawisko, nie wywołane żadną agitacją, żadną narodową ideą, lecz powstałe naraz samo z siebie. Gietrzwałd stał się nagle niepośledniem miejscem pielgrzymek — przyciągającem jak cudowna Częstochowa do Matki miłosierdzia znękaną ludność z całej Polski. Tam na Warrnji znajdziesz niestrudzoną gościnność, o której mowa będzie w „Kiermasach.“ Mały uszczerbek o kiermasach na polskiej Warmji podałem w październiku 1883 w feljetonie “, nieco więcej r. 1886 i 87 w „Kurjerze Poznańskim“. Już wtenczas próbowałem osobom rozmawiającym się wkładać w usta nasz djalekt ; i tak w trzeciem i obecnie w czwartem wydaniu znajdzie łaskawy czytelnik rzecz djalektu dalej rozwiniętą i rozróżnienie a- i e-djalektu warmijskiego i nieco djalektu mazurskiego, jak go na pograniczu warmijskiem codziennie słychać. Djalekty te są takie stare jak polska mowa i niezbity to dowód, że Warmjacy i Mazurzy należą do jednego wspólnego narodu polskiego. Niektóre ustępy „Kiermasów“ III. wydania podała „Praca“ w Poznaniu, tak samo „Ermländische Zeitung“ w Bruniewie (Braunsberg, Ostpr.) w tłomaczeniu niemieckiem przez E. B.: pod nagłówkiem: „Eine Kirmes im südlichen vor fünfzig Jahren“. , w listopadzie 1922. X. W. Barczewski.

I. Opis Warmji.

Warmja, najmłodsza córa szlachetnej Macierzy polskiej, usadowiona na żyznej glebie starodawnych Geto — Prusaków, — mieści dwie przeciwne sobie narodowości w szczupłych granicach swoich: polską i niemiecką, z których ostatnia po zwycięstwie albo raczej częściowem wytępieniu pogańskich Prusinów przez hardy Zakon krzyżacki przybyła tudotąd za pośrednictwem warmijskich biskupów, ówczesnych panów kraiku naszego, z całej prawie niemieckiej ojczyzny, szczególniej z Flandryi, Lubeki i Śląska, pierwsza zaś, oprócz tubylczej, z wschodniej i zachodniej Polski, a mianowicie z ziemi chełmińskiej, dalszego Mazowsza i także ze Śląska. Obie te narodowości przedziela naturalna granica — wielki las, ciągnący się nieprzejrzanem prawie pasmem od Świętolipki do Gietrzwałdu, któreto miejscowości, dwanaście mil od siebie odległe, równie słyną z cudów i wspaniałych świątyń, wystawionych na cześć Najświętszej Marji Panny, a stoją jakby silne, niewzruszone posterunki na ostatnich krańcach katolickiej Warmji. las — w pojedynczych swych częściach różnie przezwany — był niegdyś ogromny i mieścił w swem dzikiem łonie żubry, dziki, niedźwiedzie, wilki, jelenie, oprócz licznego zwyczajnego zwierza; dzisiaj, znacznie przerzedzony i poniszczony, słabe już tylko zdoła wykazać ślady dawnej swej strasznej wielkości. Począwszy od nadleśnictwa Sadłowa, między polskiem miastem Biskupcem a niemieckiem Reszlem, napotykamy po lewej stronie tego lasu czysto polską ludność w Surmówce, Stańslewie, Bredynku, Stryjewie, po prawej niemiecką w Sąpławkach, Kabinach, Kieli (Samlack, Kabinen, Kellen), w środku zaś jak w Otrach, Bocianowie, Bęsi, w kolonji Łabusze, Wólce t. d. mieszaną; lecz z przyczyn łatwych do zrozumienia obecnie przeważnie niemiecką. Dalej rozłącza las polskie Biesowo i Biesówko od niemieckich Tejstym, Kiekit (Teislimmen i Kekitten), a leśnictwo Ryczybałdy, Zerbuń i Kierztanowo od Bürgerdorfu i Zyborka. Następnie dzielą pomniejsze lasy: polskie Lamkowo od niem. Derca, Tęguty od Flemięga (Fleming), Tuławki od Jaśniewa (Eschenau), Spręcowo od Dolnych Kapk (Unterkapkeim), Buchwałd od Rosengartu, Jonkowo od Sztembarka (Steinberg), Baląg od Mieszanych Sióstr (Schaustern) i niem. Kokendorfu w pobliżu rzeki Pasarji. Naturalna ta granica dzieli Warmję na dwie nierówne części: na większą niemiecką z powiatami brunsberskim, licparskim i reszelskim (nie całym) — i mniejszą polską z powiatem olsztyńskim i jedną trzecią powiatu reszelskiego, otoczoną z dwóch innych stron polską ludnością mazurśką. Rzeka Pasarja tworzy w całym niemal swym biegu (od Gryźlin, Gietrzwałdu do Brunsbergi) granicę między ludnością katolicką a protestancką — w górnym biegu mazursko-polską, w średnim i dolnym niemiecką. Polska Warmja liczy około 90 tysięcy katolickiej ludności, z której przeszło 60 tysięcy polskiej, i obejmuje trzy miasta z okolicami, i to: nad Łyną z starodawnym dobrze zachowanym zamkiem, trzema pięknemi kościołami katolickiemi, większą załogą wojskową i centralnym dworcem; od kwietnia roku 1886 wychodzi tu pierwsza gazeta polska („Gazeta Olsztyńska“). z klasztorem pofrańciszkańskim i , znany z ożywionych targów jak nie mniej z prawości mieszkańców swoich. Politycznie należy polska Warmja do Prus Wschodnich, etnograficznie do starodawnej ludności polskiej w trójkącie otoczonej z jednej strony katolikami , z dwóch drugich stron protestancko-polskimi Mazurami. Ludność ta polsko-warmijska podzielona jest w 4 dekanatach na 27 parafji. olsztyński zawiera parafje: dwie olsztyńskie, dywicką, brunswałdzką, gietkowską, jonkowską, kokendorfską, sząbarską, gietrzwałdzką, sząbrucką, bartęzką, gryźlińską, orzechowską, butryńską; dekanat wartemborski obejmuje parafje: wartemborską, , klewkowską, purdzką, giławską, bartółtowską, ramsowską, lamkowską, i sentalską, obecnie do dekanatu gutsztackiego przyłączoną. Do przeważnie niemieckiego dekanatu zyborskiego należą polskie parafje: biesowska, stańslewska i biskupiecka, największa w całej Warmji. W niemieckim już dzisiaj dekanacie reszelskim nie daremnie chyba walczą a byt swój resztki polskiej ludności parafji bielskiej legińskiej. Liczne poprzekręcane nazwiska przypominają potomstwu ich pamięć. Z legińską parafją graniczy Świętolipka na ziemi mazurskiej, sławna z wielu cudów, znana z licznych pielgrzymek, zwłaszcza z ziem . Obecny klasztor z prześlicznym kościołem zbudowali Jezuici za czasów polskich; święcił go biskup Stanisław Zbąski 15 sierpnia 1693 r. Lecz przypatrzmy się nieco i ziemi warmijskiej! Dwie rzeki: Pasarya i rybopłodna Łania, u nas Łyną zwana, kilka strużek jak: Gilbynek przy Gietrzwałdzie, Wadąg w pobliżu Dywit, Kiermas przy Purdzie i Wartemborku, Dymer przy Biskupcu, wiele jezior, jak wielki Dadaj i Wulpynk, Kośno, Łańsk, Pluszne, Ukiel i Mosąg obdarzają powolnych mieszkańców naszych dobrą wodą i różnorodnemi rybami i rakami. Szkoda tylko, że chciwy Berlin pochłania nam nielitościwie smakowite płetwonogi, a żydzi warszawscy niepohamowanym trybem starozakonnego gustu i zwyczaju drogocenne pluskowęsy nasze. Nie darują nawet ani rybom ani rakom! Ale i za to wynagrodził nas miłościwy Stwórca i innemi dary... Częste góry i pagórki należące do uralsko-bałtyckiego wzgórza, wspaniałe lasy sadłowskie około , Łapka pod Wartemborkiem i ramuckie za Olsztynem, liczne gaje i raźne gaiki urozmaicają przyjemnie cichy zakątek nasz, na którym liczne widać sioła i sterczące ku niebu piękne wieże kościelne, a wieś wsi rękę podaje i w łańcuch wielki je wiąże licznemi zabudowaniami gospodarzy i chałupników osiadłych nad jeziorami, bagnami i strużkami. Szerokie drogi ładnie szczepami obsadzone, domy i ogrody drzewami raźnie zagajone, wskazują na dobrobyt, a przy drogach i domach mnóstwo krzyżów i kaplic niezbite dają świadectwo o głęboko zakorzenionej wierze i miłości do Krzyża na wskroś katolickiej ludności warmijskiej. Trzy trakty warszawskie przerzynały polską Wariuję na , które do dziś dnia nie wytarły się jeszcze z pamięci ludności tutejszej: pierwszy od Bałd na Przykop, Butryny, Nowąwieś, Patryki, Skajboty, Mokiny, Wartembork, Kronowo, Wierckub, Zybork — drugi od Bałd na Butryny, Zazdrość, Jondorf, Olsztyn, Dywity, Spręcowo, Gutsztat — do Licparka, rezydencyi biskupów polskich, którzy tu dotąd, jako do środka djecezji, mieszkanie swe z Fromborka przenieśli. Temi traktami bowiem ciągnęli biskupi po zatwierdzeniu swojem przez króla z licznymi orszakami z Warszawy na swe nowe stanowisko. Wiele tu sobie jeszcze opowiadają o hojności i dobroci tych Panów jako też o wspaniałości i grzeczności ich orszaków. W Bałdach, ostatnim majątku mazurskim, odległym tylko o parę tysięcy kroków od warmijskiej granicy, stawali zwykle biskupi z całym orszakiem, bo tu odbierali pierwszy hołd i pierwsze przywitanie od swych djecezjan. Z przyległych Butryn wyszli im kapłani i lud z chorągwiami, muzyką, i śpiewami naprzeciw, witali i wprowadzali do kościoła butryńskiego. Po nabożeństwie udawali się wszyscy na przykopskie pole, gdzie były wystawione wygodne namioty dla uraczenia wysokich i miłych gości. Urocze to były i niezapomniane chwile dla serc polskich Warmjan. Trzeci trakt pocztowy z Warszawy do Królewca zwany „polnische Strasse“ na Wielbark, Szczytno, Dźwierzuty, Biskupiec, Biesowo, Lutry, Bysztynek, Barsztyn, Iławkę (Pr. Eylau) — do Królewca (Kӧnigsberg). Podobne trakty istnieją od dawna do Swiętolipki, a od r. 1877 otwierają się nowe do Gietrzwałdu, dokąd biegnie oprócz Warmjan pojedynczo i w kompanjach stroskana ludność z Kongresówki i całej Polski. Do urządzone są i ustalone od dawna pielgrzymki do Najśw. Panny z poszczególnych parafji z kapłanem na czele. Dzieje się to zwykle lutową porą około uroczystości Piotra-Pawła i Nawiedzenia Najświętszej Marji Panny. Olsztyńska kompania idzie rocznie traktem przez Nikielkowo, Lęgajny, Wartembork, Ruszajny, Debrąg, Kramarowo, przy Katrejnach i Marcinkowie Nowem przez Rydbach, Biskupiec, przy Węgoju, Stryjewie, Dębowie, przez Bęś, Kabiny, Sąpławki, Szowejdy, Robajny do Świętolipki. Nowszych traktów, które wprawdzie z innej powstały intencji i w inny zbudowane sposób, liczy mała Warmja aż sześć. Są to koleje żelazne: a) toruńsko-wystrucka, przerzynająca cały kraik nasz wzdłuż ze stacjami: Biesal (Biesellen) na Mazurach, (2 kilometry od granicy warmijskiej, 4 od Gietrzwałdu), Zamajsdorf (Hermsdorf), Olsztyn , Wartembork, Gipsowo (Wieps), Rotflis przy Biskupcu i Bergental; b) malborsko-olsztyńska ze stacjami warmijskiemi: Giemry, Wołowno, Jonkowo, Gietkowo, Olsztyn; — c) krolewiecko-olsztyńska ze stacjami: Buchwałd, Gietkowo, Olsztyn; d) olsztyńsko-łecka ze stacjami: Olsztyn, Klewki, Marcinkowo; e) olsztyńsko-niborska przez Bartąg, Stawigudę, Gryźliny; f) kolej Cynty — Rudzianne przez Zybork, Zerbuń (Sauerbaum), Rotflis, Biskupiec, zkąd jedna odnoga na Dąbrówkę do Ządzborka, druga na Rudziski, Kobułty, do Szczytna (Ortelsburg). W skład zaś djecezji warmijskiej (Bistum Ermland) wchodzą oprócz: a) polskiej Warmji, b) niemiecka Warmja z 6 dekanatami, 3 powiatami, reszelskim (oprócz Biskupca), licparskim (Heilsberg [Licbarg, Licperk] nad Łyną, z dużym a pięknym , dawną rezydencją Biskupów polskich) i brunsberskim, w którym Brunsberk (Bruniewo po niem. Braunsberg) z królewską akademją dawniej liceum, założone przez Hozjusza, seminarjum duchownem, na Warmji „kamiennym domem“ zwane, gimnazjum, seminarjum dla nauczycieli i innemi zakładami. Do tego powiatu należą Frauenburg (Frombork), małe miasteczko nad Hafą z wspaniałym tumem gotyckim, starą wieżą Kopernika, z nowym pałacem biskupim i 10 kurjami kanoników warmijskich; dalej Melzak nad piękną doliną Walsz i Orneta (Wormditt) niegdyś głośna z tabaki orneckiej; c) tak zwany Palatynat nad Wisłą z pięcioma dekanatami, sztumskim z polską, kiszporskim, nytyskim i malborskim z mięszaną i elblązkim z niemiecką ludnością; d) sambijsko-litewski dekanat, obejmujący główną część dawniejszej djecezji sambijskiej, w którym Królewiec liczy na 12000 niemieckich i polskich, a Tylża 3000 i Kłajpeda 1500 niemieckich i litewskich katolików; ; e i f) 2 mazurskie dekanaty w protestanckich Mazurach z szesnastu stacjami misyjnemi, przeważnie polskiemi, Opaleniec, Wielbark (Zelbark), Lesiny z Lipówcem, Klon, Szczytno (Scytno), Jańsbork z Orzeszem, Lek (Ełk), Margrabowa (Olecko), Dźwierzuty (Mensguth), Ządzbork (Sensburg), Pasym, Prawdziski, Gołdap, Węgobork (Angerburg), Lec z Rynem i Rastembork, w których przeszło 10000 katolików. parafja, leżąca także w polskich Mazurach, należy do dekanatu reszelskiego i liczy na 1500 katolików mięszanej, t. j. niemieckiej i polskiej ludności. W całej djecezji warmijskiej jest katolickiej ludności polskiej na 100.000, niemieckiej na 230.000, protestanckiej dwa miljony.

II. Historja Warmji.

Jak daleko pamięcią sięgnąć można, mieszkał według wiarogodnych źródeł historycznych w przeważnie większej części dzisiejszej prowincji przed nadejściem niemieckich Krzyżaków ród Geto Prusaków czyli Prusinów (Pruteni, mądrzy) podzielony na różne mniejsze plemiona, o czem świadczą imiona: Warmja, Sambja, Galindja, Natangja, Bertungi (dzisiaj Bartąg), Sudowja, Nadrowja, Szalowja itd. Kiedy ci Prusini do naszych stron przybyli, nikt dokładnie nie dociecze, bo sami o sobie nic nie napisali, kiedy się tu już dawno usadowili. Prawdopodobnie sprowadzili się tu dotąd krótko po wielkim pochodzie ludów (375 po Chrystusie), kiedy się ztąd Goci, do pięknej Francji, cudownych Włoch, ognistej Hiszpanji i gdzieś tam dalej jeszcze na południe aż do skwarnej Afryki wynieśli. Lecz z czasem zmienił się ten pochód ku południowi w parcie na wschód i pozostał do dni naszych. Już Karól Wielki (748—814), Otton I (936—993) i jego następcy podbijali ogniem i mieczem spokojne szczepy słowiańskie pracujące w ziemi swojej na dalekim Wschodzie, i tępili ich mienie. Pozostali wprawdzie z onego potopu Serbowie łużyccy i Weneci nad Szprewą lecz już w tak szczupłej liczbie, że chyba na świadectwo niczem nie uniewinionego, nielitościwego postępowania hardych sąsiadów swoich z Zachodu. Nie lepiej postąpili zakonni Krzyżacy z Prusinami, po których, oprócz kilku nazwisk, ani śladu nawet nie pozostało. Pięćdziesiąt siedem lat (1226—1283) trwała ta krwawa walka, w której po wyniszczeniu pojedynczych szczepów prusińskich podbili spustoszony ich kraj. Pierwszym niemieckim Biskupem podbitej Prutenji był Chrystyn 1215 do 1245. Roku 1243 podzielono Prutenją odtąd Prusami (Borussia, Prussia) zwaną a nowych jej mieszkańców Prusakami, która to nazwa na całe późniejsze przeszła królewstwo pruskie, — na cztery biskupstwa: a) warmijskie z rezydencją Biskupów w Brunsbergu, później we Fromborku, Licparku i znowu Fromborku, b) sambijskie z Królewcem, c) pomezańskie z rezydencją w Kwidzynie, d) chełmińskie z Chełmnem, Chełmżą, a od r. 1824 z Pelplinem. Dwa z nich zaginęły w reformacji pod wpływem margrabiego Albrechta r. 1525. Sambijski biskup Georg von Polenz i pomezański Eberhard von Queiss przyjęli nową naukę Marcina Lutra. Tylko starodawne tumy w Królewcu i Kwidzynie i dużo starych kościołów po wsiach i miastach świadczą jeszcze o katolickiem swem pochodzeniu. Główną przyczyną upadku była tu zawisłość Biskupów od zawodu krzyżackiego. Przeczuwał to pierwszy Biskup warmijski Anzelm (1250—1378), dla tego też, chociaż sam pochodził z zakonu krzyżackiego, wszelkiemi starał siłami emancypować się z pod jego protekcji i odradzał wybierać Biskupów dla Warmji z tegoż zakonu. Tak to z czasem Biskupi warmijscy zostali własnymi panami kraju swego i przyjęli tytuł książęcy, który im został aż do pierwszego rozbioru Polski 1772 do wcielenia księstwa warmijskiego do państwa pruskiego. Główną troską pierwszych Biskupów warmijskich było zaludnienie spustoszonego przez Krzyżaków kraju. Następca Anzelma, Henryk z Lubeki, sprowadzał z ojczystych stron swoich kolonistów Niemców i zaludnił północną część Warmji, zwaną Kezlawską czyli Koślińską. Biskup Eberhard zaś z Nisy (1301—1326) średnią część (wrocławską) obsadził niemieckimi Ślązakami. Obie te — części różnią się po dziś dzień wielce odrębnemi djalektami. Razem z tymi kolonistami napływała zwolna do południowej części biskupstwa warmijskiego z pogranicznej Polski i z Górnego Śląska polska ludność, zajmując opróżnione po wytępionych Prusinach sioła. Ta polska kolonizacja południowej Warmji aż do owej naturalnej granicy leśnej, o której na początku była mowa wtenczas nabrała dopiero większych rozmiarów, kiedy biskupi warmijscy od Henryka IV (1401 do 1415) sprzykrzywszy sobie brutalne napady i nieznośne udręczenia przebiegłych Krzyżaków, oddali się dobrowolnie pod pobłażliwe rządy króla polskiego. Atoli obecny stan rzeczy na polskiej Warmji zaprowadzili dopiero Biskupi polskiej narodowości, począwszy od uczonego Dantyszka (1537—48) i wielkiego Hozjusza (1551—1579) i Kromera, którym głównie zawdzięcza cała nieskazitelne zachowanie i ustalenie wiary katolickiej. Od wspomnianego Kardynała Hozjusza 17 polskich Biskupów z kolei rządziło księstwem warmijskiem. Byli nimi Kromer, Andrzej Batory, Tylicki, Rudnicki, Kardynał Albert z królewskiej rodziny Wazów, syn Zygmunta III (1583—1632), Szyszkowski, Konopacki, Leszczyński, Wydźga, Kardynał Radziejowski, Zbąski, Załuski, Potocki, czynny na synodach Szembek, dowcipny Grabowski i znakomity mówca i poeta Ignacy Krasicki. Wspaniałomyślność i mądrość rządów ich przypominają niedwuznacznie oprócz powyższej kolonizacji różne instytucje dobroczynne, jak nowy kościół i klasztor w Świętolipce z czasów Biskupa Zbąskiego, zakład Potockiego dla ubogich konwertytów w Bruniewie, nowy klasztor w Krosach ukończony także pod Potockim roku 1715; dalej fundusze Biskupa Szembeka i innych we Fromborku, fundacje po różnych kościołach i parafjach, dobrobyt ludności i cudowne prawie zachowanie i wzmocnienie wiary w djecezji, otoczonej ze wszech stron innowiercami. Wszystkie te pamiątki po naszych Biskupach polskich wryły się niezatartemi zgłoskami w pamięci wdzięcznego ludu warmijskiego. Że zaś ci książęta kościoła nie ściągali sąsiedniej ludności mazurskiej do kraju swego, w tem przyczyna, iż polskich Mazurów, należących politycznie do luterskiego księstwa pruskiego, wcielono już wtenczas mimo ich woli i wiedzy do kościoła protestanckiego. Pozostała tedy najbliższa z kolei ziemia katolicka chełmińska i Mazowsze, z których głównie, a szczególnie z pogranicznych miast i wsi jak z Janowa, Borowego, Bukowca, Bogdan, Woli, Nowejwsi, Chorzel, Myszyńca, Dąbrowy, Rudy, Kolna, Grabowa, Wąsosza, Szczuczyna, Lipnik, Grajewa, Rajgrodu aż do Augustowa przybyła polska ludność do południowej Warmji. Miejsca te są 5—15 mil odległe od granicy warmijskiej. Główne dowody, na których opieram powyższe twierdzenie, są: a) wspólny, albo przynajmniej bardzo podobny djalekt, o czem niżej

b) dziwna łączność wzajemna tamtejszej ludności z naszą, uwydatniająca się rok rocznie na pielgrzymkach do miejsc św. Z wspomnianych miejscowości dąży ludność co rok na św. Piotra i Pawła i Nawiedzenie Najśw. Panny do , z niektórych, jak z Myszyńca, Chorzel w stałych kompanjach, i to już od lat niepamiętnych. To samo dzieje się w najnowszym czasie z Gietrzwałdem, z nierównie tylko większym udziałem tej samej ludności. Bawiąc u nas, zachowują, się ci pielgrzymi tak otwarcie, naiwnie i pewno, jak w domu, jakby przeczuwali, że my razem z nimi od tych samych pochodzimy przodków. Warmjacy zaś, jakby na odwet, zawsze chętnie uczęszczali do Żaromina, do Łąk, Warszawy i Częstochowy. Warszawa nie dawno jeszcze więcej wabiła polskiego Warmjaka, niż Berlin, mimo trudności przechodu przez granicę. Obecnie tam jeszcze znajduje się cała warmijska kolonja robotników. Nie tak dawno ciągnęli Warmjacy gromadnie na robotę do Warszawy, a gospodarze jeździli zimową porą za granicę z rybami dla żydów. Przy wszystkich takich spotykaniach tamtejszej ludności z naszą nie spostrzeżono niedowierzania i złości, ale wszędzie widziano bratnią spójność i miłość; nawet krewność. Jeszcze słychać tu i owdzie, że niektóre rodziny na Warmji wspominają o krewnych swoich w Polsce kongresowej. Ostatnie wydalania i w tej rzeczy dały niektóre wyjaśnienia. Te same nazwy Zawadzkich, Piecków, Szczygłów, Jabłonków, Graboszów, Lubomirskich, Wiśniewskich, Borowskich, Zakrzewskich itd., te same nazwy miejscowości jak Wola, Wólka, Bukowa, Bogdany, Nowe wsi itd. na Warmji i w Królestwie, ta sama nareszcie mowa — bez mazurzenia dają silny dowód pochodzenia części naszej ludności z wspomnianych okolic.

Atoli i kolonizacja południowej części niemieckiej Warmji w 14. stuleciu przez śląskich biskupów nie pozostała bez wpływu dla polskiej Warmji. Wyraz: falarz (Erzpriester) farasz i jędrny „a“ djalekt zachodzą także i na Górnym Śląsku. Lecz i ztąd Warmjacy nie mazurzą — bo nie „scypią“ nie „sycą“, jak w niektórych powiatach na Śląsku.

III. Djalekt warmijski.

różni się od innych polskich djalektów niezwykłą miękkością. Warmjak miękczy o stopień dalej, niż gramatyka podaje, lecz o tem przy innej okazji. Niech tu wystarczy podanie głównych właściwości djalektu naszego: a) Miękkie i — ji brzmi u nas jak zi po spółgłoskach b, w, przyczem w wypada, n. p bzić — bić, bziuł — bił, bzierze — bierze, bzieda, bziodra; zino — wino, ziosna — wiosna, ziory — wiory, zietr — wiatr, panozie (pany) — panowie; po f, p jak si, przy czem f wypada, n. p. siga — figa, sigielek — figielek, silut — filut, osiera (łosiera) — ofiara, siułeczka — chwileczka (bo tu w brzmi jak f), ale fygura, Fynka (Józefinka) u cudzosłów; psies — pies, psiwo, psióro, psiuł — pił; roźlać — rozlać; kolnierz — kołnierz. b) Zachowano tu także jeszcze stare formy konjugacji i deklinacji, jak końcówki wa, zamiast ta zamiast cie, w teraźniejszości; w przeszłości: u zamiast i, (biłem), w deklinacji w trzecim przypadku często u zamiast owi, człozieku — człowiekowi, panu — panowi, w liczbie mnogiej: pany — rzadko panozie, panowie doktory w drugim przypadku rodzaju żeńskiego końcówkę „ów:“ żonów, córków, grów (z gier) przymiotniki mają w 2 i 3 przypadku rodzaju żeńskiego w liczbie pojedyńczej y zamiast ej, n. p. c) Przed o na początku stawia się zwykle jeszcze ł, i tak mówi się łorać — orać, łutarz — ołtarz, łosiera — ofiara. d) Zamiast ż mówią nieraz ź, jak: zielazo — żelazo; zamiast cz nieraz ć: cias — czas. e) Używa się często mętnego a: pán jak máwa, łáwka (tak zw. spiritus asper). f) Częste germanizmy i niemieckie wyobrażenia — szpecą także naszą polską mowę. To są główne właściwości djalektu warmijskiego. Z szczególnych wspomnę, że w miastach Wartemborku i Olsztynie nie miękczą m i n i mówią kamnene = kamienie; próbują to i w Biskupcu i niektórych wioskach, lecz nie z takiem powodzeniem; w paru wsiach zamiast miękkiego m , panięć, mani — mami, do niasta (w Bredynku). Przytem po wsiach, gdzie germanizm jeszcze nie tak dotarł, wiele lepiej mówią po polsku, jak w miastach, gdzie kształconym w niemieckim tylko języku nie starczy polskich wyrazów dla niemieckich wyobrażeń. Jak w ogóle w każdym kraju i każdym języku niemal każda wieś ma swoje narzecze lub przynajmniej swoją właściwość w wymowie, tak i u nas, dokąd ludność z różnych przybyła okolic, w których także różnemi mówią narzeczami. Atoli dwa główne prądy wymowy łatwo rozróżnisz na polskiej Warmji; nazwiemy je „a“ djalektem i „e“ djalektem. W pierwszym obraca się ludność wiejska koło Olsztyna i mówi: sia = się, bańdziewa, gasi (= pamiańć, śwanta (= święta), — w drugim ludność miejska i po wsiach, koło Biskupca i Wartemborka mówi: się, będziewa, gęsi, pamięć (w Wartemborku i Olsztynie nawet bendziewa, gensi, pamnenć, byndzie). Dziwnie ta różnica uwydatnia się w nazwach pojedynczych miejscowości. „A“ djalektem mówią n. p. w Gietrzwałdzie, Rantynach, Sząbargu, Szałstrach, Wangajtach (Węgajty), Sząbruku, tak samo mówi Kaflis, Buchwałd, Brunswałd, Bartąg, Rybaki (Lańsk), Ząbie, Kaletka, Zazdrość, Linowo, Sząwałd, Track, Klebark, Skajwoty, Patryky, Wyrandy, Marcinkowo, Pajtuny, Wały, Gráśk i Purda, „e“ djalektem mówi Stańslewo, Bredynek, Stryjewo, Dębowo, Bęś, Biskupiec, Zabrodzie, Biesowo, Biesówko, Zerbuń, Wartembork, Debrąg, Jecpark, Nerwiki, Leśno; mięszano mówią w środku polskiej Warmji w Lemkowie (Lamkowie), Lamkówku (Muchorowie), Otendorfie, Dąbrówce, Spręcowie, Szynowie, Szyprach, Lęgajnach, Kaplitynach, Bogdanach, Mokinach, Podlazie, Kluczniku i Giławach. Obydwóch tych djalektów używać będziemy w następujących „Kiermasach“. Jakkolwiekbądź, różnią się wspomniane djalekty od poprawnej mowy polskiej, jednak wyszły z niej, należą do niej i nie stoją nawet odosobnione. Całe pogranicze Kongresówki, graniczące z pruskiemi Mazurami, Powiśle i Śląsk, mówi podobnie. Od ludu z Myszyńca i całej zielonej puszczy słychać wyrazy: sia (— się), panozie, psiwo, śwanta (jak u nas — święta), tak samo w okolicy Rajgrodu i Augustowa. Tam jednak zachodzi ta różnica, że mowa Mazowsza pogranicznego w Kongresówce, mając mistrzów kształciła się dalej i postępowała z czasem, — warmijska zaś pozostała na tym samym stopniu, który zajmowała przed 350 latami; albo raczej nie mając mistrzów języka, oprócz Niemców, spadła niżej, nasiąkając coraz bardziej szpecącemi ją germanizmami i niemieckiemi wyobrażeniami. Wypada mi tu jeszcze wspomnieć kilku słowy o sąsiednim nam djaleckcie mazurskim. Odrębność jego głównie na tem polega, że jest wiele twardszy od naszego. Zamiast ż Mazur zawsze mówi z, zamiast sz zawsze s i zamiast cz zawsze c, np. zyto, Boze, zobacyć się, sabla, capka, scygieł. Warmjacy odznaczają to jednym wyrazem, mówiąc: „Mazur scypsie“. Wspólnie z nami mają Mazurzy miękczenia zi i si zamiast i, mawa, będzieta itd., od germanizmów czystszy język mazurski od naszego, chociaż niestety też nie wolny. W kościelnych zaś wyrazach wiele jest niemieckich (z wiary protestanckiej) pojęć i słów.

IV. Ludność warmijska.

Ludność warmijska jest głęboko religijna, pracowita, spokojna i nadzwyczaj konserwatywna. Temu konserwatyzmowi mają niemieccy współobywatele nasi do zawdzięczenia przewagę we wszystkich zawodach; lecz temu samemu konserwatyzmowi zawdzięczamy, że lud pozostał polskim, że się oparł wszystkim germanizatorskim zapędom i że na długo jeszcze takim pozostanie. Prawy Warmjak nie wstydzi się swego djalektu, lecz jędrnie i żwawo nim się wyraża. Ale gdy usłyszy poprawnie mówiącego Polaka współziomka, mniej mówi; — woli się przysłuchiwać dźwiękom poprawnej mowy, przyczem widać po nim niekłamaną radość i ukontentowanie. Zachęcony lepszą wymową, próbuje często „z wysoka“ mówić, co mu się przecież nie bardzo udaje, bo wtenczas więcej jeszcze błędów robi i swą naturalność traci, z którą mu tak bardzo do twarzy. I tak mówi: obrawił, wimno (zimno). Książki lub czasopisma lud warmijski chętnie czyta, ale najwięcej tylko żywoty świętych, legendy itp. treści religijnej. Żywoty Świętych, Piotra Skargi, wielu posiada na własność gospodarzy i „ogrodników“; czytają je dla siebie i w rodzinie, w żywym różańcu i przy innych zgromadzeniach. Tak samo wiele tu znają pieśni nabożnych, które śpiewają w domu i na polu, w kościele i kompanjach, idąc „z ofiarą“ (z łosierą) do swych kościołów i krzyżów lub pielgrzymując do miejsc cudownych. Przy takich śpiewach jeden „przepowiaduje“ (przepozieduje), a wszyscy za nim wtórują. Niejednych pieśni w żadnej, jak mówią, nie ma drukowanej książce, dla tego przepowiadacze (promotorzy) mają swoje pięknie i wyraźnie pisane kantyczki, z których w danym razie z właściwą sobie powagą „przepoziedują“. Honorowy urząd ten często zostaje w rodzinie i przechodzi z ojca na syna i wnuka. Piękną książkę do nabożeństwa każdy musi mieć w kościele, bo „bez książki nie mógłby się umodlić“. Kto się w szkole nie wyuczy po polsku czytać, to później widząc do tego potrzebę, nauczy się „na książce do nabożeństwa“ w domu. Do śpiewu używają kantyczek i zbiorów starych i nowych, drukowanych i pisanych. Z kalendarzy największym się dawniej cieszył popytem dowcipny: „Sierp Polaczka“ obecnie w większej są cenie kalendarz Maryański, kalendarz „Pielgrzyma“, „Skarb“ itp. W ogóle nie równie więcej rozchodziłoby się u nas książek, gdyby miasta nasze miały polskie, albo przynajmniej życzliwsze nam księgarnie. Z gazet coraz więcej zapisują sobie Warmjacy na pocztach i wprost w redakcji. Najpoczytniejsze z nich są: „Gazeta Olsztyńska“, „Pielgrzym z Krzyżem“, „Przyjaciel Ludu“, „Przyjaciel“ i „Katolik“; mniej czytane: „Orędownik“, „Wielkopolanin“, „Warta“, „Gwiazda“, „Monika“, „Gazeta Świąteczna“, „Kurjer Poznański“, „Goniec Wielkopolski“, „Gazeta Grudziądzka“, „Gazeta Toruńska“ i inne. Od kilkunastu już lat było szczerem życzeniem wielu polskich Warmjaków, mieć swoją gazetę polską. Lecz różne trudności, przedewszystkiem brak odpowiedniego redaktora Warmjaka, znającego stósunki miejscowe, niepojęta niechęć niemieckich współobywateli naszych przeciwko wszystkiemu co polskie, obawa nareszcie przed zamałą liczbą czytelników, odwlekały wypełnienie życzeń naszych aż do kwietnia roku 1886, odkąd wychodzi w Olsztynie, najgłówniejszem na Warmji, tak wielce atakowane pisemko, 3 razy na tydzień, obecnie co dzień wychodzące, pod nazwą „Gazeta Olsztyńska“. — Przez krótki czas istniały też „Nowiny Warmińskie“ i „Warmiak“ ale z braku abonentów upadły. Dziwną to jest rzeczą, że gdy nauczyciele i urzędnicy wszelkimi możebnemi i niemożebnemi sposobami lud polski germanizują, bo ich do tego mimowoli wtrąca strach wielkooki — wszyscy jakby na rozkaz wołają, że tu polonizują, — jak gdyby lud polski można polonizować, — a przecież na polskiej Warmji lud nigdy nie był niemieckim. Jest to choroba czasu, która, jak wszystko niezdrowe, długo utrzymać się nie może, a lud warmijski przy swej konserwatywności z pewnością nie zarazi się tą śmiertelną chorobą i przetrwa tę próbę. Lecz, że takiemu postępowaniu nie może sprzyjać Opatrzność, i że karać będzie swego czasu winowajców, o tem tu nie wątpią ludzie starej daty. Ludzi starszych wiekiem, poważnych obyczajów, mamy na Warmji jeszcze dużo. Zachowało się tu również wiele jeszcze — starych zwyczajów i wyrażeń. Lud, nie dowierzając nowym wynalazkom, wyzyskającym go często, a podawanym mu w niezrozumiałym języku pozostał długo przy starej bronie, sosze i cepach i tylko zwolna w ostatnim czasie przyzwyczaił się do maszyn i różnych nowszych żelaznych narzędzi. Stare wyrazy, jak zawdy, máwa, będzieta, kiele (— koło, roku, nie ma mieru i t. d., nie zatarły się jeszcze; na zaręczyny mówimy tu: ględy, na ślub: łoddáw, na chrzciny: bankiet. Chłopi na wsi nie dawno jeszcze nosili długie, modre, fałdziste suknie, lub krótkie, modre waniki ze stanikami, niewiasty twarde czepki (mycki) z bogato pozłacanemi dnami i szerokiemi jedwabnemi wstęgami (snurkami) lub miękkie, małe czepki, obwinięte jedwabnemi kitajkami różnego koloru; młodsza generacja ubiera się w białe chustki, lub różnorodne kapelusze; w sukniach lubią przeważnie kolor czerwony lub niebieski. — Dobrym znakiem religijnego stanu rzeczy na Warmji jest pomiędzy innemi i to, że wiele panien i chłopców, czując powołanie do życia duchownego, wstępuje do klasztoru. Nareszcie wypada nam wspomnieć o jednej jeszcze właściwości ludu naszego, wspólnej z całą zapewne Polską. Lud warmijski sprzyja żydom. Woli od żyda kupować, niż od chrześcianina. Z żydem targuje się do zaciętości i musi znacznie taniej dostać, niż zażądano. Po długiem targowaniu kupuje nareszcie, zadowolony, że żyda oszukał, a żyd zaś kontent, że dobrze zarobił, zaprasza więc z właściwą sobie uprzejmością na inny raz. Na 60 tysięcy ludności naszej ledwie przypada 600 żydów, którzy jednak mają główny handel i kapitały w ręku. Po tych kilku słowach wstępnych, podaję uszczerbek z życia i obyczajów ludu warmijskiego, chcąc przez to nasamprzód zachęcić współziomków moich do gorliwego zajęcia się mową ojczystą bo tylko na podstawie swego ojczystego języka można się skutecznie i łatwo nauczyć innych języków — a dalszych czytelników zapoznać poniekąd z tutejszym bogobojnym i poczciwym ludem, z którym się w ostatnim czasie spotykali częściej — w Gietrzwałdzie. Niezwykła to zaiste i zastanowienia godna rzecz: gdy niepohamowanym zbiegiem różnych okoliczności zaginęły Łąki, powstał Gietrzwałd, nowa perła ziemi polskiej, przyciągająca jak cudowna Częstochowa stroskany lud do siebie. Może blizka już przyszłość wytłómaczy nam to niejasne jeszcze zjawisko, nie wywołane żadną agitacją, żadną ideą narodową, lecz powstające naraz samo z siebie; — niepojęte w rzeczy samej, dobre i błogie w skutkach swoich na wierny lud, skupiający się tu z różnych stron świata, szczególniej zaś z wszystkich części Polski.

V. Kiermas warmijski, to zabytek dawniejszej patryarchalnej gościnności.

Braterski współudział pomiędzy ludnością warmijską i gościnność staropolska, uwydatniająca się głównie przy odwiedzinach przyjaciół i krewnych w większe święta i na uroczystościach domowych: „bankiecie“, weselu i pogrzebie, a najwięcej może na odpustach zwykle w letniej porze, do których zawsze suta, a niekiedy i wspaniała przyłącza się uczta, dały mi powód do szczegółowego opisania „kiermasu“ warmijskiego. U nas każdy cieszy się na kiermas. Tam się zobaczy z całą rodziną swoją — tam się wspólnie nagadają, tam się sobie „naradują“ — tam się sobie poskarżą, — tam jeden drugiego pożałuje — jeden drugiemu doradzi; — tam się dobrze najedzą i napiją — tam się doskonale naśmiją i wybornie zabawią. Ale może niejeden nie wie, co tu nazywamy „kiermasem“.

Wyraz ten wprawdzie pochodzi z niemieckiego „Kirmess-Kirchmess“ (odpust poświęcenia kościoła lub patrona), lecz rzecz sama jest wiele starszą. Bo gdyśmy jeszcze nie mieli tej przyjemności, zapoznać się bliżej z naszymi zachodnimi sąsiadami, mieliśmy już nasze „kiermasy“, lecz pod inną nazwą. Zjeżdżają się bowiem i chodzą i u nas przy pewnych okazjach krewni i przyjaciele do jednego, który się dobrze na to przygotował i gości swych przyjął serdecznie, po bratersku — nie tak, jak pewni ludzie, którzy nawet fajeczki z ust nie wyjmą, ani nie wstaną od dzbana z piwskiem, jeżeli „niezameldowany gość się do nich trafi“ — słowem na „kiermasach“ warmijskich uwydatnia się ta sama gościnność polska, z której od niepamiętnych czasów nasi przodkowie słynęli. Jest to niezbity dowód, że nasza Warmja była i jest polską, bo zachowała mimo wiekowego nacisku, starożytne obyczaje i narzecza polskie. W dziejach ojczystych czytamy, że przeszło tysiąc lat temu żył w Kruświcy nad jeziorem Gopłem kmieć, to jest gospodarz, nazwiskiem Piast z poczciwą żoną, a dobrą gospodynią Rzepichą. Oprócz gospodarstwa, które bardzo dobrze prowadził, robił jeszcze koła i wozy, to jest był kołodziejem. Że zaś był uczciwym i pracowitym, wszyscy go bardzo szanowali. A gdy syn jego, jedynak, rozpoczynał rok siódmy, wyprawił Piast swym przyjacielom duży „kiermas“ z okazji postrzyżyn. Postrzyżyny były u pogańskich przodków naszych obrządkiem wielkiego znaczenia zwłaszcza jeżeli przedmiotem ich był najstarszy syn w rodzinie. Zwykle do lat siedmiu pozostawał chłopiec pod opieką matki i nie strzyżono mu włosów. Dopiero w siódmym roku zapraszano krewnych na ucztę, dawano chłopcu imię i nową suknię, obcinano włosy i odtąd przechodził pod opiekę ojca; zgromadzeni zaś na ucztę przyjmowali go do swojej rodziny, obiecując w razie śmierci ojca opiekę nad młodym chłopakiem. Czytamy w historji dalej, że podczas tych postrzyżyn, które nazwać można „pogańskiemi chrzcinami“, przyszli do Kruświcy z dalekich krain dwaj podróżni, których Piast przyjął jako swoich gości — po przyjacielsku. Mówią, że to byli aniółowie, którzy przepowiadali, że syn Piasta kiedyś zostanie królem i rządzić będzie potężnym ludem i ziemią. I też tak się stało. Syn Piasta, Ziemiowit, obrany został królem polskim około roku 860 po narodzeniu Chrystusa Pana. Jakby na słowo tych aniołów zaczęło do naszego kołodzieja coraz to więcej przybywać gości, tak że żona jego bardzo się zakłopotała, czem poczęstuje tylu ludzi. Lecz ile razy weszli do komory, aby wynieść nowy poczęstunek, to zamiast żeby ubyło mięsa, chleba, napoju, to coraz więcej przybywało. Aż w końcu Piast, domyślając się, że to ci podróżni musieli jakiś cud sprawić, chciał im za to podziękować, ale oni nagle zniknęli. Opowiadam to podanie naumyślnie dokładniej, bo ta uczta Piasta to istny nasz „kiermas“ warmijski. I u nas istnieje jeszcze ten ścisły węzeł rodzinny. Krewni z okolicy, a częstokroć i z dalszych stron, zjadą się na odpust do kościoła, a po kościele do przyjaciela, w którego parafji odpust przypada, i weselą się i radują, pouczają się i pocieszają. Skrzętna gospodyni uwija się chuciusieńko, wynosi z komory, z kuchni — a gospodarz z piwnicy; i zawsze jest co — nigdy nie wychodzi, jak gdyby anieli mnożyli, jak niegdyś u Piasta. A odjeżdżającym dostanie się jeszcze po „kuchu“, albo i więcej. Jest to doprawdy rzecz dziwna z tą naszą gościnnością. Oczywiście spoczywa na niej błogosławieństwo Boskie.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…