Read here

Dwa światy

Józef Ignacy Kraszewski · 1885 · Free in the US

275,570 words · about 19 h 18 min to read

Period artwork: Interior of the Bodleian Library, 1845
About this edition

Free in the US: this text is in the public domain in the United States; it may still be in copyright elsewhere.

Licence: PD-US · Published in 1885 (before 1931): public domain in the United States. Text and transcription from pl Wikisource by Wikisource contributors (transcription licensed CC BY-SA 4.0; contributors: https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Dwa_światy_(Kraszewski,_1885)&action=history). · Wikisource contributors

Text from Wikisource and set out for reading on screen; no words of the book are rewritten or summarized. How RedLectern is built

About this book

Author
Józef Ignacy Kraszewski
Language
Polish
Published
1885
Length
275,570 words · about 19 h 18 min
Sections
67 reader sections
Text
Digital text
Rights
Public domain in the United States

 

Contents (67)
  1. Front matter about 2 min
  2. całość about 9 h 38 min
  3. I about 5 min
  4. II about 13 min
  5. III about 9 min
  6. IV about 6 min
  7. V about 8 min
  8. VI about 11 min
  9. VII about 5 min
  10. VIII about 13 min
  11. IX about 2 min
  12. X about 5 min
  13. XI about 11 min
  14. XII about 9 min
  15. XIII about 3 min
  16. XIV about 23 min
  17. XV about 10 min
  18. XVI about 9 min
  19. XVII about 9 min
  20. XVIII about 10 min
  21. XIX about 19 min
  22. XX about 4 min
  23. XXI about 5 min
  24. XXII about 16 min
  25. XXIII about 6 min
  26. XXIV about 12 min
  27. XXV about 31 min
  28. XXVI about 8 min
  29. XXVII about 5 min
  30. XXVIII about 18 min
  31. XXIX about 6 min
  32. XXX about 10 min
  33. XXXI about 11 min
  34. XXXII about 9 min
  35. XXXIII about 8 min
  36. XXXIV about 12 min
  37. XXXV about 3 min
  38. XXXVI about 12 min
  39. XXXVII about 8 min
  40. XXXVIII about 5 min
  41. XXXIX about 9 min
  42. XL about 8 min
  43. XLI about 9 min
  44. XLII about 3 min
  45. XLIII about 4 min
  46. XLIV about 7 min
  47. XLV about 16 min
  48. XLVI about 10 min
  49. XLVII about 4 min
  50. XLVIII about 8 min
  51. XLIX about 6 min
  52. L about 9 min
  53. LI about 6 min
  54. LII about 8 min
  55. LIII about 7 min
  56. LIV about 3 min
  57. LV about 10 min
  58. LVI about 11 min
  59. LVII about 8 min
  60. LVIII about 7 min
  61. LIX about 6 min
  62. LX about 9 min
  63. LXI about 9 min
  64. LXII about 13 min
  65. LXIII about 8 min
  66. LXIV about 10 min
  67. Epilog about 2 min

Continue:

Front matter

.

POWIEŚĆ.

1854 — 1871. — Przed laty siedmnastą!! przed laty siedmnastą, które spłynęły cierpieniem i nadzieją, jak siedmnaście godzin — pisaną była na wsi, wśród pól i lasów ta powieść, do któréj autor ma niewytłómaczoną słabość. Byłażby ona słabą sama i budziła to uczucie, co dzieci ułomne? Ja nie wiem... Ona mi jest wspomnieniem lepszych a innych, a wielce odmiennych czasów. Były to godziny nadziei, nie dla siebie — ale dla społeczeństwa, które w pocie czoła zdawało się mozolnie na lepszą przyszłość pracować. Wołyńską jest ta powieść, bo z obrazów w tamtych stronach czerpanych się składa, ale zda mi się być polską, bo się one na naszéj ziemi, prawie wskroś w głębi jednéj, wynajdą nawet dziś jeszcze. Stan jednak ducha i stan społeczny nasz z 1854 r., jak niebo do ziemi do 1871 niepodobny. Smutną jest ta powieść, ale rzeczywistość byłaby stokroć smutniejszą, gdyby po za nią daléj duszą spojrzeć nie można. Świat nasz z r. 1854 miał i cel i nadzieje, i był jeszcze mimo walk wewnętrznych dla wyrobienia sobie jedności organicznéj — dosyć spójny a cały w sobie. Dziś z rozbitego zostały — czerepy. Przyszłość je sklei, ale już nie za dni naszych, nie dla serc naszych i oczów... Jedno z dwojga, albo się rozsypiemy w niepowrotne gruzy, albo ta mnogość światów jednym się stać musi światem. Te dwa światy — dziś, dziś są tysiącem... podzieliliśmy się tak, iż nas już żadne wspólne uczucie zbliżyć nie zdoła, nawet w tém wspólném jest tysiąc różnic i odcieni. Nie rozpaczajmy jednak, że drogą rozkładu idziemy do spojenia z sobą — prawa są niezłomne. Tak być musiało. Lecz naówczas, gdyśmy tę powieść pisali, inna obiecywała się droga, prostsza a łatwiejsza i krótsza. Wszystkie serca biły szlachetnemi porywy; rozumiano dobrze, co piękne i wielkie, i ta proza życia odartego ze wszystkich uroków, która nas dusi teraz, jeszcze była ze swym mefityzmem nie przyszła — a! dobre to były czasy! a gorące! a pełne ochoty do pracy, do poprawy, do działania... a pełne ciekawości nieciekawego jutra!! Z tych ludzi, co wówczas żyli z nami, dziś większa część w mogile, mała część pozostała sobą, a wielu uległo metamorfozie Cyrcy... Są to odpadki nieuchronne w każdym takim przetwarzania się procesie. Na los, jaki tę powieść spotkał, wcale się uskarżać nie mamy prawa: drukowana naprzód w odcinku dziennika, czytaną była z zajęciem, a korespondencya nasza z tamtych czasów mogłaby być dowodem, iż zadanie poruszone tak lekko w niéj, tak ostrożnie, podjęte zostało przez niejednego myślącego człowieka, a najrozmaiciéj rozwiązywane. Wywołała ona i polemikę, chociaż nie tak bolesną jak dzisiejsze, a dla piszącego zawsze pożądaną, bo świadczy, iż dotknął niezerwanéj jeszcze struny żywota. — Jeśli się nie mylimy, jak wiele naszych powieści, była téż tłómaczoną na język rosyjski. — Czytelnik najlepiéj czuje, co w niéj jest wspomnieniem i historyą, a co do dzisiejszych dni należy.

The opening of the book is shown; the full text loads in the reader.

Loading the full text…